Piszesz i chcesz wiedzieć, co myślą o tym inni? Zapraszamy!
więcej o nas

Aktualności



Oceniający

Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc z pewnością znajdziesz w naszym gronie osobę, która z przyjemnością oceni twojego bloga.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój blog do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

[146] ocena bloga: aesthetically-inappropriate.blogspot.com

11 września 2018
Autorka: Pawlik
Tematyka: obyczajowe, liceum, romans homoerotyczny
Oceniająca: Fenoloftaleina



PIERWSZE WRAŻENIE
Adres z pewnością nie jest łatwy do zapamiętania i z jakiegoś powodu napisany w języku angielskim, łatwo też popełnić w nim literówkę (bardzo łatwo, jak się później okazuje). Całość przetłumaczyłabym na: estetycznie niewłaściwe. Muszę przyznać, że to ma sens. Brzmi całkiem nieźle po powiązaniu z tematyką bloga. Jest ironicznie, z pazurem i dystansem. Natomiast na belce (i analogicznie także w nagłówku) masz literówkę, gdyż wkradło Ci się dodatkowe i, przez co wyszło inappriopriate, a takie słowo nie istnieje, przez co uważam, że błędu nie popełniłaś celowo. Literówka w tak istotnym miejscu z pewnością nie zachęca do zostania na blogu.


SZATA GRAFICZNA
Szablon to z pewnością tylko dodatek i, oceniając, biorę pod uwagę przede wszystkim tekst właściwy, jednak wygląd bloga też jest ważny. Często decyduje on o tym, czy czytelnik zostanie dłużej, zainteresuje się, zechce zajrzeć do zakładek i zobaczyć, z czym to się je.
Najważniejsze, że u Ciebie nic nie wypala oczu. Wersja mobilna także jest przyjazna. Może to przez moje przyzwyczajenie do standardowych układów, ale szablon wydaje mi się mało intuicyjny. Kolumna z tekstem jest bardzo szeroka, do czego statystyczny czytelnik również może nie być przyzwyczajony. Porównaj to na przykład z przeciętną stroną książki. Taki niby kolejny drobiazg, ale na przykład mnie źle się czyta.
W wysuwanej kolumnie bocznej dużo zostało poupychane na siłę. Nie sądzisz, że lepiej byłoby w tym miejscu umieścić tylko najważniejsze z gadżetów, a pozostałe przenieść na dół bądź ewentualnie stworzyć odpowiednią zakładkę? Kolumna jednak jest, jaka jest, więc ją omówmy. Niewyjustowany tekst prezentuje się tam niekorzystnie. Niby głupotka, a jednak ma znaczenie. Niesformatowany tekst odrzuca od razu. Możesz nie mieć w standardowych ustawieniach gadżetów takiej opcji, ale są przecież specjalne kody. Tu z pewnością znajdziesz coś przydatnego.

Witam w moim literackim pierdolniku. – Mnie by nie zachęciło. To jakaś próba pokazania dystansu? Nie brzmi może nie wiadomo jak lekceważąco, zabawnie tym bardziej (najwyżej obarczysz winą moje poczucie humoru). Tak się prezentują moje odczucia, więc tę uwagę uznaj, proszę, za sugestię.
To samo tyczy się dalszej części tekstu z gadżetu Witaj. Niby jakaś część do mnie trafia, niby śmieszy i zostaje w głowie, ale niektóre fragmenty są żenujące. Znów wyczuwam taki humor na siłę. Podobne teksty mogą więc wywołać efekt odwrotny do zamierzonego i zniechęcić nowych odwiedzających (którzy mogą pomyśleć, że żarty tego typu nieustannie będą przewijać się w rozdziałach).
Skoro w tej kolumnie masz button do katalogów, gdzie ten do naszej ocenialni? Albo odnośnik? W zakładkach też pusto. Zawsze przy przyjmowaniu zgłoszeń sprawdzam, czy spełniono wszystkie punkty z regulaminu. Usunęłaś button/link? Proszę, byś grała fair i uzupełniła braki.
Przyczepiłabym się do kolejności gadżetów w kolumnie. Odnośnik do Twojego konta i obserwatorów umieściłaś przed przywitaniem, które, jak sama nazwa wskazuje, raczej powinno być na samym początku. Przykładowo, dlaczego miałaby mnie interesować autorka bloga, jeśli jeszcze nie wiem, jaką treść na nim publikuje? Myślę, że niepotrzebnie podlinkowałaś aktualne serie, skoro do tych samych podstron prowadzą doskonale widoczne zakładki. Nie widzę sensu w takim dublowaniu.
Na dole masz spis najbardziej popularnych postów. To często wybierany gadżet, ale myślę, że zupełnie nieprzydatny na blogu z opowiadaniem. Nowy obserwator zacznie przecież od początku, prawda?
Ogólnie szablon prezentuje się skromnie. Szata graficzna nie wyróżnia się więc, nie intryguje i nie zapada w pamięć, ale blog jest przynajmniej przejrzysty.


ZAKŁADKI
Hidden in plain sight
Dobrze, że pamiętałaś o ostrzeżeniach związanych z treścią, która nie jest dla każdego. 
Nie rozumiem, w jakim celu wyśrodkowałaś cały opis opowiadania. Tytuł? W porządku. Cała reszta? Źle się czyta.

Estetyczna literacka masakra oraz niepoprawny autoironiczny humor (,) czyli ekskluzywny wgląd w mentalność trzech zmagających się z rzeczywistością nastolatków.
Czuję, jakbyś trochę na siłę próbowała mnie przekonać, bym odbierała Twoje opowiadanie w określony sposób. Mam nadzieję, że rozdziały będą mówić same za siebie.

Czy warto o nią zabiegać (,) zapominając o własnym dobru? Bohaterowie (,) szukając odpowiedzi na te pytania (,) próbują odnaleźć również siebie.
Popełniasz chyba najbardziej popularne błędy interpunkcyjne. Imiesłowy atakują! Sprawa może wydawać się skomplikowana, ale nie taki diabeł straszny, jakim go malują. Masz w tym artykule, a konkretniej w drugim podpunkcie, wytłumaczone co i jak.

Opis nie należy do szczególnie oryginalnych, ale został zgrabnie napisany. Od razu wiemy, z czym mamy do czynienia. Smaczku dodają pytania retoryczne na końcu. 
Link do ósmego rozdziału nie działa. 
Sama wykonałaś znajdujący się w zakładce kolaż? Doceniam wkład i dbałość o dodatki do bloga. 
Pozwól, że nie wypiszę błędów z Twoich komentarzy, które umieściłaś dalej w nawiasach, gdyż odbieram je jako luźne uwagi.


TREŚĆ
HIDDEN IN PLAIN SIGHT
Rozdział I: Zapłon Jelcz (,) czyli jak zwlekać like a pro
Pierwsze, co rzuca mi się w oczy, to długość pierwszego akapitu. Nieźle poszalałaś. Takie ściany tekstu nie wyglądają dobrze. Nie bój się bardziej szatkować. Od razu będzie czytelniej i lżej. Cieszą mnie prawidłowe półpauzy.
Zapowiada się naprawdę dobrze. Mocne wejście robi swoje. Na szczęście nie pokusiłaś się o wstęp na siłę, oszczędziłaś nam obserwowania jakże interesującej ceremonii wstawania, walki z budzikiem czy schodzenia na śniadanie i pałaszowania potem naleśników popijanych sokiem pomarańczowym.

Stałem przed drzwiami chyba z kwadrans (,) co raz unosząc rękę z zamiarem naciśnięcia dzwonka (,) lecz co chwila opuszczałem ją z powrotem.

Widzę, że interpunkcja jest nieprzyjazna początkującym pisarzom. Myślę, że oba te artykuły w całości Ci się przydadzą: 7 najczęstszych problemów z przecinkami i Więcej o interpunkcji – zagłębiamy się w przecinki.

Zaczyna się całkiem nieźle. Wbrew temu, co myślałam po mojej przygodzie z gadżetami, Twój humor do mnie trafia. Jest lekko, zabawnie. Narrator wypowiada się tak, jak powinien młody chłopak. Na szczęście nie bawisz się w ekspozycje. Pozwalasz wnioskować. Emocje są odpowiednio wyważone, dobrze odczuwalne. Myśli narratora wypadają wiarygodnie, porównania są charakterystyczne i już co nieco mogę powiedzieć o głównym bohaterze.

Ile się będziesz gapił w drzwi (,) jakby skrywały tajemnice zbudowania piramid i sposób na zdanie matury bez nauki! – Brakuje znaku zapytania na końcu.

Sam postanowiłeś, żeby tu przyjść (,) to nie licz teraz sęków w dechach! – zdzieliłem się mentalnie w tył pustej puszki nibymózgowej porośniętej chyba już zbyt długim (,) niż przyzwoitość pozwala, skołtunionym buszem keratyny koloru zszarzałego blondu. – Wielką: Zdzieliłem. Nie sądzę, by ta informacja była podana w odpowiednim momencie (to oczywiście lepsze niż wielkie analizy przed lustrem, jakby narrator pierwszy raz widział własną twarz). Chłopak jest rozemocjonowany, myśli o czymś bardzo dla niego ważnym, nie sądzę by w takiej sytuacji myślał o tym, że powinien obciąć włosy. Mogę pomyśleć, by zdzielić się w pustą puszkę nibymózgową, ale po co miałabym sobie samej dodawać informacje, co myślę o odcieniu włosów?

Ręce trzęsły mi się jak parkinsowcowi, a dudnienie serca odbijało się w głowie (,) jakby znudziło się dotychczasową lokalizacją i postanowiło przeprowadzić się piętro wyżej.

W ustach miałem stary kapeć, gardło ściśnięte jak pasażerowie w miejskim podczas godzin szczytu i ogólnie czułem się (,) jakbym zasnął na karuzeli. – Porównania idealne, typowo pod narratora, tu o maturze, tu o autobusie – szkolna rzeczywistość, zwykłe problemy młodzieży.

Nie mogłem się zdecydować (,) czy bardziej kręciło mi się w głowie (,) czy chciało rzygać.

Z biologicznego punktu widzenia przeżywałem właśnie silny atak paniki. – Nie sądzę. Silny byłby na przykład, gdyby chłopak zaczął się dusić. Rozumiem jednak, że narrator ma prawo dramatyzować, koloryzować.

Wolałem nie wiedzieć (,) ile mam promili adrenaliny we krwi. – Pilnuj czasu. Zdecydowałaś się na przeszły, to trzymaj się go konsekwentnie.

Jeszcze zgarnie mnie policja z podejrzenia, że jestem na jakimś kwasie. Wcześniej zadzwoniwszy na pogotowie (,) bo czułem, że jestem blady jak ściana. – Podejrzeniem.

To znaczy bledszy niż zwykle (,) co musiało wyglądać ohydnie.

Wsunąłem wyżej opadające na nos upaćkane od nerwowego poprawiania okulary (,) mając nadzieję, że moje upiorne ciemne oczy nie wyglądają na tym niezdrowo bladym tle zbyt demonicznie.

Tyle razy układałem sobie tę rozmowę w myślach, tyle razy wyobrażałem sobie (,) jak ją poprowadzę (,) lecz teraz (,) stojąc przed ścianą płaczu w postaci pomalowanej olejną klatki schodowej z wrotami piekieł w centralnej części, to znaczy drzwi do mieszkania Wita, czułem, że nic nie pamiętam. Drzwiami.

Mózg pokazał mi fakersa ze słodziutkim uśmiechem, Judasz jeden (,) i wyszedł z tego interesu (,) zatrzaskując za sobą drzwi z tabliczką „Zaraz wracam”. – Jakże miło widzieć nasz polski, poprawny cudzysłów.

I tak nie wiedziałem (,) jaki sens ma ta wizyta, przyszedłem tu pod wpływem impulsu. – To nie jest dobry sposób na informowanie nas o tym. Widzimy, że narrator ma jakiś cel, ale tak naprawdę nie wie, jak zacząć, waha się, jakaś jego część chce uciec, poddać się. Raczej sami z siebie nie zaczniemy tego uważać za wielce przemyślany, pewny krok.

Długo się wahałem (,) choć wszystko miałem już przygotowane. – Widzimy. Zaczynasz od poinformowania nas, że narrator stoi już z kwadrans pod drzwiami i boi się nacisnąć dzwonek. Mijają trzy akapity, i to sporej długości, a chłopak nadal sterczy jak kołek i nie wykonuje kolejnego ruchu. Edit: już sama nie rozumiem. Z wahaniem chodzi o naciśnięcie już dzwonka czy o samo przyjście do Wita w wiadomym celu?

Teraz, przed drzwiami przyjaciela, dopadły mnie wszystkie wątpliwości, które tak długo powstrzymywały mnie przed przeprowadzeniem z Witem tej rozmowy. – Zupełnie niepotrzebne wprowadzenie. Dalej zgrabnie podajesz wątpliwości. Wychodzi bardzo naturalnie bez tego wstępu.

Poza tym jestem pewien, że będzie w małym szoku tak, że będę musiał dać mu trochę czasu na przetrawienie tego newsa.

Podejrzewam, że lepiej pisałoby Ci się w czasie teraźniejszym. Tekst aż tętni od emocji. Czuję, jakbym stała przed drzwiami razem z chłopakiem. W tej właśnie chwili. Wątpliwości padają raz za razem. Narrator jest zupełnie niezdystansowany. Nie zachowuje się, jakby opowiadał o czymś, co zdarzyło się kiedyś tam.

Wiedziałem, że mógłbym się tak oszukiwać przez lata (,) ponieważ dokładnie to robiłem.

Bałem się (,) co mogłem stracić (,) lecz jednocześnie byłem już tym wszystkim zmęczony. Ukrywaniem prawdy i przyduszaniem pikawy do podłogi (,) żeby nic nie pisnęła w towarzystwie. – Zaczęło się tak ładnie, bez ekspozycji. Nie psuj tego. Narratora odbieramy jako kogoś podręcznikowo przestraszonego, kto nie odważyłby się na tak duży krok, gdyby nie miał dobrego powodu, nie czuł się źle.

Czas zacząć coś zmieniać. Jebać scenariusze i plany, po prostu będę sobą. Będę z nim szczery i w końcu wezmę bieg wydarzeń we własne ręce. Zawsze byłem bardziej człowiekiem akcji, będę improwizował. Wymyślę coś, jak już go zobaczę. W końcu miałem chyba to wyczucie po tylu latach znajomości, co można mu w danym momencie powiedzieć i jak może na to zareagować. Poza tym, może nie będzie go nawet w domu? – O tak, narracja w czasie teraźniejszym sprawdziłaby się doskonale.

Że niby znów się wykręcam i szukam wymówki, żeby stąd spieprzyć (,) gdzie oregano rośnie?

Trochę tylko podłoże uciekało mi spod stóp i wydawało mi się (,) jakby ściany nieznacznie wirowały i generalnie czułem się (,) jakbym już zemdlał (,) ale byłem pewien, że tak po prostu działa na człowieka postanowienie całkowitego wywrócenie swojego życia do góry nogami. Drobiazg, można się przyzwyczaić. – Czas, czas, czas.

Odpowiednio wyważyłaś angielskie zwroty. Nie są irytujące, tylko dobrze wpasowują się w narrację.

Wszystko lepsze niż to wieczne tkwienie w szafie (,) będąc pożeranym przez mole skrywanych uczuć.

Czas na trochę zdrowego egoizmu, postanowiłem z miną Rambo wkraczającego na teren wroga. – Wcześniej w przypadku tego typu użyłaś cudzysłowu i myślnika.

Jednak kiedy Wit otworzył drzwi (,) moja cała motywacja prysła z cichym pyknięciem jak mydlana bańka i poczułem jednak, że nic z tego.

Zapomniałem (,) jak mam na imię, na jakiej jesteśmy planecie i że posiadam ten cud ewolucji zwany mową.

– Cześć. – wydukałem po chwili intensywnego przypominania sobie (,) jak tej umiejętności użyć. Tutaj masz podpunkt o interpunkcji dialogowej, który pomoże Ci zrozumieć, dlaczego nie powinnaś po cześć postawić kropki. Pozwól, że nie będę wypisywać więcej błędów tego typu, gdyż przeleciałam szybko rozdział i widzę, że popełniasz go za każdym razem.

Czy mówiłeś mi (,) ale wyleciało mi z głowy?

(...) – zamyślił się (,) próbując przypomnieć sobie, czy o czymś go uprzedzano. – Mamy tu pierwszoosobówkę, a nie trzecioosobówkę z narratorem wszechwiedzącym. Julek nie wie, co Wit czuje, myśli. Może się tego jedynie domyślać, wnioskować, bo zna długo chłopaka i może być on dla niego jak otwarta księga.

Zawsze był roztrzepany i zapominał o wszystkim. – Mogłaś podać to mniej nachalnie. Wit jest zdziwiony widokiem Julka, ale wcale nie tak długo, bo potem od razu zakłada, że musiał zapomnieć o spotkaniu. Można więc powoli wnioskować, że chłopakowi często takie rzeczy wylatują z głowy. Mogłaś to potem poprzeć także inną sceną. Jeżeli już koniecznie chciałaś podać tę informację szybko, Julek mógłby naturalniej pomyśleć: a no tak, jak zwykle winę zwalił na swoje zapominalstwo.


„Miałem – odpowiedziałem w myślach (...). – Już sam zapis nam to sugeruje. Tak na marginesie, zapisując myśli bohatera, przynajmniej pamiętasz o zasadach interpunkcji. :)

Nie potrafiłem się skupić na jakiś debilnych manganianach potasu i jego pięćdziesięciu odcieniach (,) więc przeprosiłem Mikę i przyszedłem wreszcie powiedzieć ci (,) co czuję (...).

(...) chłopak rzucił przez ramię (,) robiąc miejsce w przejściu.

Zawsze wolał wygodę od elegancji. – A tak się zapowiadało bez ekspozycji. Sądzisz, że w takim momencie Julek by myślał o stylu Wita? Chłopak ma tyle na głowie, a jeszcze mu dołożyłaś bombardowanie czytelnika zbędnymi informacjami. Wit ma na sobie jeansy i luźną koszulkę. Nikt go na razie nie posądzi o bycie elegancikiem. Kilkukrotnie zobaczymy zapewne przyjaciela Julka w równie zwyczajnym wydaniu i sami wyciągniemy wnioski. Czy to nie lepsze?
Mam mieszane uczucia co do późniejszego opisu. Wydaje się wprowadzony trochę na siłę, ale także go rozumiem. Julek niby tylko opisuje przyjaciela, ale im bardziej się wkręca, tym bardziej brzmi, jakby obserwował boga (podoba mi się chociażby kwestia różnych określeń grzywki Wita).

Nieprzycinana od czasów podstawówki (...) kiedy w szkole przestano tak skrajnie przestrzegać zasad przyzwoitego wyglądu (...) sięgała mu do brody. – Chłopcy są jeszcze przed maturą. Nie sądzę więc, by jeszcze za ich życia obowiązywały tak restrykcyjne normy. Na razie nic nie wskazuje na to, by akcja nie miała rozgrywać się współcześnie. Swoją drogą, tak długo nieprzycinane włosy sięgałyby tylko do brody?

Pochodziła z czasów gimnazjum (,) gdy Wit przestał prosić swoją mamę o przycięcie i wytworzyła się w takiej formie całkowicie niezamierzenie, wiecznie zachodząc mu na prawe oko i będąc zmorą wyżej wspomnianej matki oraz grona pedagogicznego zmartwionych o wzrok młodego człowieka. – To grzywka nie była przycinana od podstawówki czy gimnazjum? Ten fragment potwierdza przynajmniej czas akcji.

Jakkolwiek spędzała sen z oczu strapionych dorosłych, komponowała się idealnie z jego introwertyczną postacią oraz łagodnym, melancholijnym spojrzeniem (,) nadając mu pociągający charakter buntownika z wyboru.

Dlatego też wołaliśmy na niego Witkac (,) choć jego prawdziwe imię było bardziej prozaiczne. – Ale informacji (tak usilnie włożonej mi do głowy łopatą) nie usprawiedliwi nawet zauroczenie Julka.

Otworzyłem napój i wypiłem połowę duszkiem (,) chcąc trochę rozmiękczyć starego kapcia w ryju.

(...) odezwał się (,) patrząc na mnie przepraszająco.

(...) spytał (,) znikając w łazience.

Zabrzmiało to bardziej, jakbym to ja się go pytał (,) czy chciałem z nim porozmawiać. – Jedno z tych słów jest zbędne.

Jak zacząć rozmowę? Tę. Kolejny standardowy błąd. Na tę okazję także mamy artykuł, więc zapraszam tutaj.

Naprawdę dobrze radzisz sobie z opisywaniem emocji. Umiesz odpowiednio wszystko wyważyć. Nie szarżujesz za bardzo z gwarą młodzieżową, ale narrator z pewnością wypowiada się tak, jak na ogół osoba w jego wieku. Wciąż będę nawiązywać do tego, że opowiadanie czytałoby się jeszcze lepiej, gdybyś zdecydowała się na pisanie go w czasie teraźniejszym. To z pewnością mniej popularne, jakąś tam część osób pewnie odrzuca, ale myślę, że zgrałoby się z Twoim stylem. Uniknęłabyś także potyczek z mieszaniem czasów.

Śliczna puszko, powiedz mi, co mam robić? (...) Zarzuć jakimś użytecznym tekstem. Może jednak nie powinienem... Co jeśli wszystko tym spieprzę? Chyba wolałem być tylko jego przyjacielem niż całkiem stracić z nim kontakt. – To aż się prosi o wrzucenie do pierwszoosobówki w czasie teraźniejszym (a to, przynajmniej według mnie, jedna z najtrudniejszych narracji).

Cichy od rzadkiego używania głosik rozsądku odezwał się niemrawo, że niepotrzebnie wizualizuję tylko ciemne scenariusze i kto wie, może wszystko zmieni się na lepsze (,) ale kto by go tam słuchał.

Nabrałem powietrza w płuca jak nurek przygotowujący się do skoku. Na główkę. Do zamarzniętego jeziora. – Taki narrator sprawia, że pomimo tego, że na ogół irytują mnie źle stawiane przecinki, czytanie sprawia mi ogromną przyjemność.

– Pamiętasz pierwszy dzień 4 klasy? – zacząłem (,) nie zastanawiając się dłużej (,) żeby nie opuściła mnie odwaga. – W prozie na ogół liczebniki piszemy słownie: czwartej.

Zachrypnięty i roztrzęsiony (,) jakbym miał się przyznać, że to ja stłukłem zabytkową porcelanę babci z czasów imperialnej Rosji.. Łatwo zapamiętać, zwracaj uwagę na końcówki (tę i porcelanę), tylko nie przymiotnika (zabytkową).

(...) kontynuowałem (...) próbując zapanować nad głosem. Wzrok utkwiłem w swoich dłoniach zaciśniętych na stole w pięści by opanować ich drżenie. – Zabrzmiałoby o wiele naturalniej, gdyby Julek najpierw spostrzegł swoje drżące dłonie, zawstydził się i pomyślał, by je zacisnąć. Chyba że zrobił to nieświadomie.

Przechodziłem właśnie koło boiska (,) kiedy koło szkoły zobaczyłem jakiś gości zaczepiających chłopaka z mojej klasy.Jakichś. A dlaczego? Tu masz pięknie wytłumaczone.

Pamiętałem, że nazywa się Wiktor (,) ale niespecjalnie przepada za tym imieniem i że w szkole mało się odzywa. Ci kretyni zabrali ci plecak (,) a ty po prostu tam stałeś (,) jakby to ciebie nie dotyczyło.

Podoba mi się subtelne pokazanie, od czego zaczęła się przyjaźń chłopaków. Doskonale radzisz sobie bez ekspozycji. W dialogach także o nią łatwo. No wiesz, bohaterowie ni z gruchy, ni z pietruchy, mogliby wracać do dawnych wydarzeń, nadmiernie kogoś określać, byle tylko podać czytelnikowi informację na tacy.

(...) dokończył Wit (,) wróciwszy do kuchni ze szczotką w ręku.

Faktycznie, zachowałem się wtedy jak brawurowy głupek (,) rzucając się na dwóch chłopaków z bojowym okrzykiem.

– Oddałeś mi plecak, który rzucili na bok (,) jakby wcale cię przed chwilą nie złoili. – powiedział Wit (,) rozczesując długie włosy.

(...) spytałem (,) opuszczając wzrok z powrotem na ręce. Czułem, że na ryju mam epickiego buraka.

Kiedy zobaczyłem (,) jak ci debile cię popychają (,) a ty bez słowa im na to pozwalasz (,) poczułem na nich taką złość, że nie myślałem o tym (,) czy mam jakieś szanse, kiedy się na nich rzucałem. Chciałem tylko (,) żeby przestali tak rechotać (,) jakby faktycznie zrobili coś zabawnego.

Wiem, pamiętam (,) jak wiele razy mi pomagałeś. Ale mała zasługa (,) skoro całe gimnazjum podciągałem cię z chemii, nie?

(...) spytał Wit (,) patrząc na mnie pytająco znad puszki z colą.

Nie miałem pojęcia (,) co mi w niej nie pasuje.

(...) odpowiedziałem pytaniem (,) dopiero teraz zwracając uwagę na to (,) co robił krzątający się po mieszkaniu Wit.

Wit rzadko wiązał włosy. Zawsze dziwiłem się, że coś przez nie widzi i że nie wpadają mu do jedzenia. Czasem wiązał je w szkole (,) kiedy pisaliśmy jakiś sprawdzian (,) ale w domu nigdy. A nawet jeśli (,) to grzywka i tak była niezmiennie na swoim miejscu. To znaczy wszędzie. – Naprawdę nie musisz nas o tym informować w tak suchy sposób. Jak to mówią, wyszłoby w praniu.

Chłopak przeciągnął dłonią po zaczesanych do tyłu włosach z zawstydzoną miną. – Bardzo kłopotliwa kolejność.

Liw woli (,) kiedy mam związane włosy.

– Liw? – powtórzyłem jak echo, czując, że coś idzie cholernie nie tak.

Zebrałem się na odwagę i ją zaprosiłem (,) a ona się zgodziła.

(...) Rozumiesz to? Zgodziła się! – powiedział podekscytowany. – Widzimy.

Przed oczami pojawiła mi się postać Oliwii – ładnej, niskiej brunetki z naszej ekipy. Była rok wyżej (,) ale trzymała się z dziewczyną z naszej klasy. Była śliczna, miała uroczy uśmiech, którym potrafiła zjednać każdego oraz sprawiała wrażenie nieśmiałej i delikatnej. Wiedziałem, że lubią się z Witem, była przecież też moją znajomą, ale żeby umawiać się na randkę? Moje zaskoczenie było porównywalne z oglądaniem pandy jeżdżącej na deskorolce. Z tą różnicą, że było całkowicie przewidywalne. Wiedziałem przecież, że się lubią. Skończony idiota, nastawiłem się po prostu, że nie będzie z tego nic poważniejszego (,) skoro Wit nie zwykł angażować się w poważniejsze znajomości. – Przewidywalne zaskoczenie? Wiem, co miałaś na myśli, ale ten fragment kuleje. Rozumiem rozżalenie Julka. Rozmyśla on o dziewczynie – absolutnie zrozumiałe. Ale to, że samemu sobie opowiada o ich znajomości, sucho ją streszcza? Nope. Tłumaczenie jak krowie na rowie nie stanowi dobrego pomysłu. Oliwię wolałabym poznać. Nie lubię słuchać, że ktoś jest taki i taki, bo... tak. Julek mógłby zareagować o wiele naturalniej. Podkreślać urodę dziewczyny, jej urok, ujmującą delikatność, które kupiły Wita. Porównywać się z Oliwią. Zastanawiać się, czy miał prawo się wcześniej tego i owego domyślać. Myśleć, dlaczego nieangażujący się zwykle Wit nagle tak się wkręcił w romantyczną relację. Edit: dalej robisz właśnie to, czego mamy prawo oczekiwać. Uważam więc powyższy fragment za zupełnie niepotrzebny.

Myślałem, że cierpliwie na mnie poczeka (,) aż zbiorę się na odwagę. Tak po prostu uznałem, że Wit nie podejmie żadnej decyzji o swoim życiu (,) a teraz jestem jeszcze zły, że udało mi się poderwać jakąś dziewczynę. Powinienem się cieszyć (,) do cholery! – Domyślam się, że tam powinno być: mu.

Wokół Wita latały szare plamki (,) a pole widzenia zwęziło mi się na obrzeżach.

Bardzo podobają mi się te wszystkie biologiczne wstawki. Widać, że Julek ma sporą wiedzę (choć trochę szaleje z niektórymi porównaniami, no ale taki wiek). Obrałaś dobrą metodę na podrysowanie postaci, o wiele lepszą niż wciśnięcie do narracji: interesowałem się biologią.

Uczucie jebnięcia przez jaśnisty grom zastąpił kłujący ból w okolicy mostka. – Trochę się chyba zagalopowałaś. Zepsuło klimat.

Wit idzie na randkę z Oliwią. A ja właśnie chciałem mu wyznać, co do niego czuję. – Ale kręcisz z tymi czasami. Bardzo się wczuwasz.

Teraz czułem jedynie, że w pierś włazi mi kamulec o ząbkowanej krawędzi i miażdży wnętrzności na gładką masę.

Jednak wszechświat naprawdę mnie nie lubi.

Ulga spłynęła na mnie błotnistą lawiną (,) bo w sumie wciąż byłem w bagnie (,) ale przynajmniej nie zdążyłem tego monumentalnie pogorszyć swoimi ckliwymi wyznaniami jak z jakiegoś romansidła...

Wit idzie na randkę. – powtórzyłem w myślach (,) jakby za pierwszym razem nie dość bolało. – Za każdym razem inaczej zapisujesz myśli chłopaka, mieliśmy już np. cudzysłowy, przecinki zamiast myślników. Trochę konsekwencji.

Czy tylko mnie to zdanie wydaje się śmieszne (,) czy mam spaczone poczucie humoru? Śmiać chciało mi się bardziej z samego siebie (,) ale byłoby to chyba jeszcze bardziej nienormalne, nie? Hm... Czy ja wariuję?

– Naprawdę? Tośfietnie. – wydukałem (,) odkładając na razie kwestię mojego zdrowia psychicznego, uświadamiając sobie, że wciąż wpatruję się w bruneta jak zaklęta żaba (,) a spojrzenie czekającego na jakąś moją reakcję chłopaka staje się coraz bardziej wątpiące. – Oliwiatośfietnadziefczyna! – dodałem (,) nie wiedząc (,) co mówię. Lepiej: spojrzenie chłopaka czekającego na jakąś moją reakcję stawało się.

(...) powtórzyłem (,) siląc się na uśmiech i stanowczo nakazując śniadaniu wrócić do żołądka. – Raczej: zostać w żołądku. Wprawdzie Julek czuł wcześniej w gardle gulę, którą łączył z posiłkiem, ale to jeszcze nie to.

(...) przyznał Wit (,) kręcąc z niedowierzaniem głową.

Czułem się (,) jakbym oglądał jakiś horror.

Wiesz, wspomniałem o tym dniu (,) bo właśnie wtedy się w tobie zakochałem.

I tak już wygląda jak weteran wojny w Afganistanie (,) ale nie krępuj się, chętnie popatrzę (,) jak właśnie zmuszam cię do podeptania go (,) odczuwania od teraz wyrzutów sumienia za każdym razem (,) kiedy mnie zobaczysz.

No dalej, kreatywna ściema potrzebna na już! Kupię tanio... – Aż się rwiesz do pisania w czasie teraźniejszym.

(...) poprosiłem jak najbardziej szczerze (,) rozumiejąc, że moja szansa już przepadła i temat był skończony (,) zanim nawet się zaczął.

Naprawdę nie wiem (,) czemu odnosisz się tak do każdej mojej dziewczyny. – przerwał mi ostro (,) a wokół jego ust pokazała się zmarszczka zniecierpliwienia.

(...) spytał (,) patrząc na mnie gniewnym wzrokiem. Przeszedł mnie dreszcz (,) a śniadaniu znów znudziło się w żołądku.

Wiedziałem, że właśnie jest na siebie zły za swój wybuch. Z jego oczu zniknął lód (,) a na jego miejsce wrócił łagodny wyraz.

Rozpłynąłem się (,) widząc jego skruszone spojrzenie.

Nie patrz tak na mnie, do jasnej anielki! Ja tu cierpię odrzucenie i mam być na ciebie teraz wściekły! Kurde no... Zawsze tak jest. (...) Jak on to robi, że nawet (,) jak jestem wkurzony (,) to i tak poprawia mi nastrój? – Podręcznikowa narracja pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym.

– Obiecuję, że wezmę szalik. – wyszczerzył się Wit. – Tu akurat kropka zostaje, a wyszczerzył powinno być wielką literą, gdyż dopowiedzenie po myślniku nie dotyczy bezpośrednio wypowiedzi. O tym także masz to i owo w artykule o zapisywaniu dialogów, który Ci wcześniej podlinkowałam.

Nie znosiłem (,) gdy Wit się na mnie gniewał. W ogóle nie znosiłem (,) gdy nie miał humoru. Nic nie obchodziła mnie własna duma (,) gdy chodziło o jego szczęście. Wolałem wycofać swoje zdanie (,) nawet jeśli coś mi się nie podobało (,) niż się z nim pokłócić. – Julek właśnie to robi, więc widzimy i łączymy takie podejście z jego uczuciem do Wita.

(...) poradziłem mu (,) szturchając go w żebra.

(...) odparł Wit (,) odwzajemniając uśmiech.

Cud, że nie zleciałem z hukiem ze schodów (,) bo były jakieś niewyraźne (,) do tego wszystkie stopnie postanowiły zatańczyć makarenę.

Dzięki bogu, że było ciemno. – Nie wiem, jak to jest u Julka z wiarą, ale skoro już zwraca się do Boga, to raczej ma na myśli tego z religii monoteistycznych, a wtedy wielką literą: Bogu. Chyba że to zabieg podobny do tego z Małego życia.

Wieczory to jednak najpiękniejsza pora doby. Można się rozbeczeć na środku ulicy bez obawy, że będzie się na ciebie gapiła połowa miasta. – Czas.

Gdzie te fanfary debila roku?! – Proponuję po fanfary dodać: dla.

Ja chcę fajerwerki! Kamulec w piersi tańczył radośnie po mojej wątrobie i innych narządach (,) mieląc je na gładką pulpę, a ja próbowałem sobie przypomnieć (,) od kiedy moje płuca mają tak małą pojemność.

Wcześniej dużo nawiązań do biologii, teraz zaczynają się pojawiać także takie do historii. Widzę, że Julek ma wszechstronne zainteresowania. Czyni to z niego bardzo ciekawego narratora.

Obejrzałem się nerwowo wokół siebie (,) czy aby na pewno nikt nie widział mojego przedstawienia.

A że to moje zidiocenie nie za bardzo mi pasowało (,) toteż poczułem się wściekły. Byłem wściekły na siebie, że do niego poszedłem, na Wita, że niczego nie widzi, na Oliwię, bo mi go odbierała. Ale choćby nie wiadomo jak byłem na nich zły, najbardziej wściekły byłem na siebie. Byłem sam sobie winien. – Nie mów, pokazuj.

Mogłem być mniej arogancki i wpaść na jakże nie tak trudną do przewidzenia konkluzję, że nie jestem jedyną osobą w życiu Wita, i że mógłby chcieć poznać kogoś jeszcze. Mogłem najzwyczajniej sobie odpuścić... – .

Baju (,) baju (,) będziesz w raju.

I tak zakochałbym się w tym nieśmiałym chłopcu o melancholijnym niebieskim spojrzeniu i grzywce a'la Kurt Cobain w emo fazie, który zdaje się myśleć, że jedyne zdolne do ubrania ciuchy to te z największą ilością dziur. To uczucie było wpisane w moje życie (,) zanim jeszcze poznałem Wita i nic nie mogło tego zmienić. – Spojrzenie nie mogło być niebieskie. Co najwyżej: spojrzeniu niebieskich oczu.

Jedyne (,) co mogłem teraz zrobić (,) to nauczyć się żyć ze świadomością, że będę musiał wciąż ukrywać swoje uczucia.

Jednak (,) żeby nie było monotonnie (,) teraz przyjdzie mi pracować w warunkach ekstremalnych (,) tzn. w obliczu przyjaciela śpiewającego hymny pochwalne do ukochanej. – Rozumiem luźną narrację, styl bohatera, ale w prozie unikamy skrótów.

Mieszasz czasy i masz niekwestionowany problem z interpunkcją (ale do wyplenienia, głowa do góry). W tekście jest stosunkowo mało powtórzeń, co się chwali. Pochwała należy Ci się także za odpowiednią stylizację językową. Czyta się lekko, przyjemnie. To dopiero jeden rozdział, a ja już w jakimś stopniu zżyłam się z Julkiem. Z pewnością odczułam jego żal, rozgoryczenie, a wcześniej razem z chłopakiem stresowałam się przed ważną rozmową. Wit na pierwszy rzut oka wydaje się być dość stereotypową postacią z opowiadania homoerotycznego, ale takie klisze też można w dobry sposób wykorzystać. Na razie jestem więc bardzo pozytywnie nastawiona do Hidden in plain sight. Mamy ciekawie zarysowane (ale nieprzerysowane) postacie i problem na ich drodze – zobaczymy, co z tego wyniknie.
Wyjątkowo wypisałam wszystkie błędy, jakie zauważyłam podczas lektury. Przy kolejnych rozdziałach nie będę się już tak rozdrabniać, bo ocenka miałaby kolosalne rozmiary (a nie o to chodzi, by wklejać potężne kawałki tekstu i automatycznie dopisywać przecinki).


W tym szablonie nie ma możliwości przejścia do starszego/nowszego posta, więc cieszę się, że pomyślałaś o odnośniku do kolejnego rozdziału.


Rozdział II: Jak do tego doszło, nie wiem (bo jestem ślepym idiotą i czas na nowe okulary)
Przypadł mi do gustu pomysł na ten rozdział. Pierwszy był bardzo emocjonalny, kluczowy (mimo że do wyznania nie doszło), więc przyszła pora na coś spokojniejszego. Wykorzystujesz dobrą okazję na nienachalne przybliżenie nam relacji dwójki głównych bohaterów. Julek dramatyzuje (co wydaje się dla niego charakterystyczne), ale w takim stopniu, że nie czyni to rozdziału irytującym, tylko go wręcz ubarwia.

Rodzice wydzierali się na siebie, przez siebie, to znaczy jedno przez drugie, a nawet za siebie (,) bo w przedpokoju (,) gdzie stałem (,) było słychać całkiem dobrze. – Możemy to wywnioskować.

Nie miałem ochoty dowiadywać się (,) o jaką pierdołę poszło im tym razem (,) więc na palcach wyniosłem się na górę do swoich apartamentów. – Bardzo dobrze, o wiele lepsze niż wpychanie do narracji: rodzice często się kłócili.

Barwne porównania i czarny humor narratora całkowicie mnie kupują!


Zastanówmy się (,) jak stoimy z życiem na dzień dzisiejszy. – Nie wpychamy takich wypowiedzi, gdy już się decydujemy na czas przeszły.

Dziwi mnie, że w poprzednim rozdziale nic nie sugerowało, że Julek nosi okulary (np. nie poprawiał ich, stresując się), a w tym ciągle mamy jakieś wzmianki.

Oprawki okularów wbiły mi się boleśnie w skronie (,) przekrzywiając się na mojej twarzy.

Pozbawionym fokusa wzrokiem rozejrzałem się apatycznie po pokoju (,) nie odrywając twarzy od kanapy.

Pokój wciąż mikroskopijny, ściany wciąż koloru przeżutego szpinaku, plakaty wciąż krzywo przyklejone, biurko (wciąż) używane, szafa (wciąż) z wyprzedaży, łóżko (wciąż) z odłamaną nóżką w konsekwencji opadające na jedną stronę, rodzice na dole wciąż się kłócą... – Skoro już zdecydowałaś się na powtarzanie wciąż, rób to konsekwentnie.

Zawsze gdy masz doła (,) czekają w książce (,) by policzyć ich pole powierzchni i kąt nachylenia ich pieprzonej, zawsze radosnej przekątnej do podstawy. Dobry sinus nie jest zły. Powinni je sprzedawać w tabletkach na depresję. O, tak a propos depresji. Zapomniałbym o tym, że facet, w którym kocham się od podstawówki (,) ma dziewczynę. – Czas, czas.

Dziwi mnie to, że nie zauważyłem tego wcześniej.

Co jak co, pomijając już całą pieprzoną sytuację (,) ale powinienem chyba wcześniej dostrzec jakąś zmianę w zachowaniu Wita. Tę.

Bardzo podoba mi się, jak oznaczasz retrospekcje. Mogę wyczuć, jak narrator próbuje przypomnieć sobie jak najwięcej. Zabawa w Sherlocka na całego. Jest bardzo klimatycznie. Julek i jego wisielczy humor oraz oryginalne podejście do problemów zapiszą się w mojej pamięci.

Siedzieliśmy akurat przy kotlecie w naszej stołówce na niewygodnych taboretach bez oparcia. – Dlatego były to taborety.

Cerata w kwiatki nosiła już ślady obiadowej bytności innych uczniów, a (,) wnioskując z marchewki leżącej pod stołem w ilościach hurtowych (,) ktoś ewidentnie dawał znak przyszłym pokoleniom (,) aby unikać tutejszych jarzyn.

Chociaż zawsze można było użyć szkła hartowanego. Hm... Wtedy to byłaby całkiem inna historia. Idea mogłaby być nawet sensowna.

Gdzieś pomiędzy radioaktywną marchewką, a zadaniem z polskiego Wit poruszył temat, który wtedy nie zaniepokoiło mnie szczególniej, pewnie z powodu Baryki i jego domów z najwyraźniej nie hartowanego szkła. Zaniepokoił (bo temat) i niehartowanego (nie z przymiotnikami łącznie).

Nie odrywając wzroku od nieszczęsnego wyrażenia „idiotyczna idea” (,) kiwnąłem tylko głową (,) bojąc się nawet przypomnieć sobie o zadaniu domowym, którego jak zwykle nie zrobiłem.

Kotlet był niczego sobie (,) a leżał nienaruszony na jego talerzu i studził panierkę. – Skąd Julek wie, że kotlet był niczego sobie, skoro go nawet nie ruszył? Tak ufał stołówce?

Ani nawet w budzie. W sumie to w ogóle jej nie lubiłem. – Zjadło Ci spację między tymi zdaniami. Pilnuj podmiotów (brzmi, jakby jej odnosiło się do szkoły a nie Oliwii).

W ramach wyjaśnienia, Wit jest człowiekiem nieśmiałym i żyjącym w swoim świecie (,) ale nie denerwował się raczej w kontaktach z innymi. – Ale komu Julek się tłumaczy? Wcześniej nic nie wskazywało na to, żeby chłopak opowiadał komuś tę historię.

Nie można chwalić autorów za radzenie sobie bez ekspozycji, bo później jak na złość pojawia się takich od groma... Przekroczyłaś granicę – Julek już nie tylko analizuje zachowanie Wita, ale i sucho opisuje jego charakter, co wygląda na kolejne wstawki pod czytelnika. Tak odbiera się odbiorcy zabawę – możliwość powolnego poznawania bohaterów wraz z kolejnymi scenami.


Zatem (,) skoro się denerwował (,) to musiał się przejmować tym, jak postrzega go druga osoba. W tym przypadku Oliwią. Skoro się tym przejmował (,) to znaczy, że mu zależy... Oliwia (kto postrzega? M.).

Analiza zakończona pomyślnie. – No nie do końca.

Podsumowania analiz zaznaczyłabym w ten sam sposób, co wstępne dane przed każdą z retrospekcji.

Retrospekcja nr 2 (.)

Wit zaś próbował mnie przekonać, że położenie elektronów w równaniach elektrolizy nie jest randomowe i że jak pieprzone puzzle, albo trafisz, albo musisz pogłówkować gdzie je upchnąć.

Tak naprawdę nadal tego nie czaiłem (,) ale Wit patrzył na mnie tak entuzjastycznie spod grzywki i (,) kiedy mówił z taką pasją w głosie (,) mógłby mi tłumaczyć nawet zasady uprawy ziemniaka (,) a i tak spijałbym każde jego słowo. Uwielbiam jego niebieskie oczy, szczególnie gdy patrzą na mnie z takim wizjonerskim błyskiem. – Pilnuj podmiotów, bo tu z relacją Julian-ziemniak jest coś definitywnie nie halo.


Do której od pierwszej klasy należała też Oliwia (,) ponieważ była przyjaciółką Miki, znajomej z naszej klasy. – Nie dość, że informujesz nas o tym kolejny raz, to jeszcze w gorszy sposób niż poprzednio.

Tak naprawdę to niektóre rzeczy mnie w niej irytują, a nawet sporo ich w sumie jest. Szczególnie jej niedojrzałość i ogólne rozhehanie. Fajnie, że jest optymistycznie nastawiona do życia (,) ale czasami zachowuje się jak gimnazjalistka. Jest przecież w klasie maturalnej, mogłaby pokazać trochę powagi. W irytujący sposób przeżywa swoje związki i niepowodzenia miłosne. Zajęłaby się lepiej maturą. Ale to tylko moje subiektywne zdanie, które teraz było już całkiem dalekie od wiarygodności. Z powodu jej obecnych relacji z Witem moja opinia o niej jest zapewne bardzo subiektywna z widoczną oscylacją w kierunku negatywnym graniczącym z czystą nienawiścią. – Ten fragment został wepchnięty jakby na siłę. Nie jest może nie wiadomo jak nienaturalny, skoro Julek wraca do przeszłości i analizuje wydarzenia związane z Oliwią, ale takie pisanie czysto pod czytelnika, by mu jak najszybciej coś przekazać, wciąż wypada słabo.

Poznałabym Oliwię dzięki jakiejś scenie. Na razie mam do dyspozycji tylko obraz w krzywym zwierciadle, który został stworzony przez zazdrosnego i dramatyzującego Julka. Z chęcią bym porównała obie te wersje. Lepiej zrozumiałabym podejście Julka, decyzję Wita i sama zdecydowała, po stronie którego z chłopaków stoję.
Rozumiem chęć wplatania myśli tu i teraz, budowania napięcia, ale nie możesz wciskać tego w narrację. Trudno się skupić, gdy tak mieszasz, skaczesz.

Pominąwszy już wszystkie dotychczasowe spotkania ekipowe, które przyszły mi na myśl (,) a w trakcie których Wit rozmawiał nad wyraz dużo z Oliwią (,) a ja byłem zajęty analizowaniem możliwych zalet oraz wad wyznania Witowi swojego suprajsa roku. – Pominąwszy i co dalej?

Jak wspominki wcześniej wydawały mi się dobrym pomysłem, tak teraz myślę, że trochę się z nimi zagalopowałaś. Co za dużo, to niezdrowo. Po ostatniej retrospekcji o Oliwii zaczyna się sypać. Kolejne streszczenia zabijają klimat rozdziału. Więcej powinny mówić konkretne sceny.

Nauka z tego dupna (,) więc już to zostawmy. Część aktywna zakończona. Mogę teraz z czystym sumieniem zacząć się nad sobą użalać. – Nie, nie, nie. Nie tak się pisze w czasie przeszłym.

Pomieszane czasy wytrącają z rytmu. Tekst wciąż kuleje pod względem interpunkcji. Niestety coraz częściej uciekasz się do ekspozycji. Julek wydaje się najlepiej zarysowaną postacią. Z pewnością nie bez znaczenia jest to, że chłopaka poznajemy stopniowo, naturalnie, a o innych często słuchamy niepotrzebnych wykładów. Mimo potknięć, wciąż trzymasz poziom. Utrzymujesz lekki klimat młodzieżówki, ale poruszasz ważne problemy i z dystansem przedstawiasz pierwszą miłostkę. Duże natężenie ironii sprawia, że tekst nie należy do ciężkostrawnych (mimo dużej dozy dramatyzmu, żalu). Narrator wypowiada się dość specyficznie, niby młodzieżowo, ale wplata także wszelkie tudzież, toteż, bodajże, co przy odpowiednim umiejscowieniu wypada komediowo, jak to całe dramatyzowanie bohatera (mówimy oczywiście o czarnym humorze). Mam nadzieję, że takie mieszanie stylów jest celowe. Lektura jest z pewnością nieidealna, ale bardzo przyjemna.


Rozdział III: Upiorna lekcja polskiego i proroczy ślimak
Bardzo podobają mi się tytuły rozdziałów. Są zabarwione humorem, nietuzinkowe. Intrygują, ale nie zdradzają za dużo. Sam wpis wydaje się krótki w porównaniu do poprzednich. Szkoda.

Szkoła sama w sobie jest problematyczna i stresująca. Statystycznie żaden z licealistów podchodzących do matury nie kończy ogólniaka bez nerwicy. Nie wiem, czy to potwierdzone badania (,) jednak (,) wnioskując z autoobserwacji swojego przypadku (,) sądzę, że dość prawdopodobne. Uznajmy więc, że uczęszczanie do tego publicznego przybytku rozszerzającego horyzonty umysłowe jest stresogenne. Jeśli do związanych z tym problemów edukacyjnych dojdą jeszcze problemy natury emocjonalnej (,) to ręka, noga, mózg na ścianie. – Rozumiem, że to coś stałego, fakty są niezmienne, ale piszesz w czasie przeszłym – trzymaj się tego. Nagłe wstawki w czasie teraźniejszym psują kawał naprawdę dobrego tekstu. Rozpraszają podczas czytania. Zdecyduj się na coś. Bądź konsekwentna. Przysłuży się to Tobie i nam. Powyższy fragment idealnie obrazuje największy atut opowiadania – nieco teatralne spojrzenie narratora na świat. Szkoda więc, że niemal cały akapit staje się mało zjadliwy przez wyskoki w innym czasie.

Polonistka przesadziła nas w pierwszej klasie (,) bo podobno byłem wciąż rozkojarzony. – I Julek przypomina sobie to na każdej lekcji, jak tylko spojrzy na Wita? Nie musisz tak ciągle dopowiadać. Usilne budowanie tła nie jest dobre. Nie musimy wszystkiego od razu wiedzieć, zwłaszcza gdy mamy wybór między mnogością szczegółów a naturalnością.

Jak się gada w tak nudny sposób jak ona (,) to nawet te wiszące na ścianach pomoce naukowe pamiętające czasy moich dziadków mogą człowieka rozkojarzyć. – Wkradło Ci się zbędne .

Naprawdę mam problem z tym, jak odbierać narrację, którą wybrałaś. Nie sądzę, żeby był to zabieg celowy, ale tak często wyjeżdżasz z czasem teraźniejszym, że trudno uznawać takie wstawki za przypadkowe. Czasem widzę Wita, który komuś o tym wszystkim opowiada, więc opisuje, co kiedyś było, ale i dodaje bieżące komentarze. Ciężko się czyta, gdyż przez taką mieszankę tekst staje się chaotyczny, niespójny.


Kiedy do mnie w końcu dotarło (,) co jest tak cholernie nie w porządku, nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem. – Tu mamy jednak ewidentny błąd z czasem. Nawet sama sobie przeczysz (najpierw jest, potem widziałem).

W każdym razie, gdy dla pewności sprawdziłem połączenie gały– (...). – Brak spacji przed myślnikiem.

Całował się z Oliwią (,) nie zwracając uwagi na to, że trwa lekcja i w tle słychać jednolity, pozbawiony cech charakterystycznych bełkot profesorki. – Wcześniej z ust Julka leciały całkiem charakterystyczne epitety na temat tego bełkotu. :)

Dużo się dzieje. Nie brakuje emocji. Rozdział wydaje się bardziej przemyślany od poprzedniego, nic się po drodze nie sypie. Próbuję rozkminić, jak się ma Twój problem z interpunkcją. W podobnych przypadkach, gdzie obowiązuje ta sama zasada, raz stawiasz przecinki, raz nie. Robisz to na wyczucie? Problem nie tkwi w niewiedzy, ale w nieuwadze?

Co on wyprawia (,) do ciężkiej cholery? Zrobiło mi się duszno i poczułem, że jest mi niedobrze. Żołądek zawiązał mi się w śliczny supełek wokół wątroby i radośnie stwierdził, że nie chce mu się trawić śniadania. – Nie musisz tak podkreślać. To jasne jak słońce. :)

Podjąłem decyzję, że wychodzę, lejąc na profesorkę i jej lekcję z niezidentyfikowanego przedmiotu. – Ale tak po prostu? Tu zdanie, że mu niedobrze, potem od razu podjęta decyzja? Żadnych kalkulacji? Chociażby pomyślenia o tym, że musiałby wyjść do łazienki? Albo stwierdzenia, że nie ma zamiaru dłużej patrzeć na zakochańców? Ani zajawki myśli, jak nagłe wyjście odbiorą inni uczniowie? Za szybko, za szybko. Z dynamiką radzisz sobie świetnie. Nie można jednak też przeginać w drugą stronę. Nikt Cię nie goni. Julek wprawdzie podejmuje decyzje pod wpływem emocji, ale przecież chłopak musi mieć w głowie absolutny chaos, gonitwę myśli. Jak się wybiera pewne rozwiązanie, to wypadałoby chociaż podkreślić istnienie jakiegoś wyboru.

Miały wyraz (,) jakby patrzył na coś (,) co przyprawia go o mdłości...Patrzyły, bo oczy, czyli one.

Nieprzyjemne prorocze uczucie, że za chwilę wszechświat jebnie mi niemiłą niespodziankę (,) prześlizgnęło się ohydnie po moim kręgosłupie. – Styl stylem, ale nie przesadzałabym z przekleństwami w narracji. Jak trochę wyżej, nie musisz podkreślać, czyim kręgosłupie. W narracji pierwszoosobowej łatwo z tym przesadzać i w konsekwencji irytować odbiorcę.

To pewnie tak czuła się Kasandra (,) gdy przewidziała Pompeje – rozkminiłem mało logicznie, do tego nie na temat. – Wiadomo, co masz na myśli, ale to za duży skrót myślowy.

W tym samym czasie Wit puścił swoją nową zdobycz i ruszył w moją stronę. Zatrzymał się przed moją ławką i spojrzał na mnie z góry.

Wciąż jest mało powtórzeń i to się chwali. Urozmaicasz nam życie, nie racząc ciągle bliźniaczymi konstrukcjami, bo ileż można ciągle egzystować ze zdaniami z być. Dobierasz bardzo naturalne zamienniki. Pamiętasz, jakiego wybrałaś sobie narratora i analogicznie jakim językiem się on posługuje. Nie licząc interpunkcji i mieszania czasów, z technikaliami bardzo dobrze sobie radzisz. Tępisz wszelkie literówki, ortografy Ci się nie zdarzają.


Ten (,) mając najwidoczniej dość końskich dawek adrenaliny (,) jakimi go regularnie trakotwałem (,) odmówił analizy oraz łączenia wątków i zamienił się w wesołego gluta. Nie musiałem się jednak martwić swoją chwilową niesprawnością umysłową i tym, że nie zrozumiem (,) co Wit chciał mi powiedzieć, bo w głębi duszy wiedziałem (,) co usłyszę, zanim do mnie podszedł. Traktowałem.

Nieźle mnie zaskoczyłaś. Przyznaję, że dałam się nabrać. Wszystko wydawało się wprawdzie zbyt dziwne (np. brak reakcji zgromadzonych na czułości Wita i Oliwii), mało prawdopodobne, ale zwaliłam to na koloryzującego Juliana, który niemal wszystko przedstawia totalnie po swojemu.


Cóż to były za emocje! Umiesz podnieść człowiekowi ciśnienie. Wiarygodnie przedstawiasz obawy Julka. W ironiczny sposób obrazujesz jego lęki, paranoję. Bawisz się tym, ja to czuję i sama się świetnie bawię.


(...) kontynuował Wit głosem jadowitym jak krzyżówka żmii z kobrą egipską. – Aby porównanie miało sens, musiałabyś podać konkretny gatunek, np. żmii zygzakowatej.

Niezasłonięte grzywką oko patrzyło na mnie z nienawiścią. – Dwa akapity wyżej masz dosłownie identyczne zdanie.

Poczułem, że spadam i zrobiło mi się ciemno przed oczami. – Drobna sugestia, mógł poczuć, że spadał, ale lepiej do kontekstu pasuje: poczułem, że zacząłem spadać.

A najgorsze, że będą wypytać (,) co się stało.Wypytywać.

Chcę umrzyć. – Nie, w ogóle już nie rozumiem wstawek w czasie teraźniejszym.

Z pomiędzy tańczących karamel dansen bliźniaków z M jak Mdłości (...). – Proponuję kursywą.


Ulga, którą odczułem (,) była jak Biovital na moje styrane serce. Aha, nie zapomnij zakupić przy okazji. – Och, to opowiadanie w czasie teraźniejszym byłoby jeszcze lepsze. A tak mamy tyle nieporozumień.

Wciąż w ciuchach, jak podejrzewałem ze stogiem siana i gniazdem bocianów na głowie, ogólnie wygnieciony i wymemłany (,) jakby mnie pies przeżuł i wypluł z powrotem (,) stwierdziwszy, że żylasty (...) – Wygnieciony i wymemłany człowiek? Jak mam to sobie wyobrazić? Może lepiej nie...

Miała opuchnięte oczy, co nieskutecznie próbowała przede mną ukryć. – Tak sucho to podałaś. Julek mógłby zauważyć, że mama unikała jego spojrzenia, odwracała się, zasłaniała się ręką, cokolwiek, a potem się wyczulić, przyjrzeć i zobaczyć opuchnięte oczy. Częste kłótnie rodziców chłopaka sprawiają może, że jest on przyzwyczajony do takich widoków, ale wciąż takie zdanie słabo wygląda.

– Słyszałeś. – spytała tonem oznajmującym (,) przerywając zbieranie moich brudów. Ton oznajmujący? Po co tak komplikować? Po co w ogóle coś dodawać? Czasem mniej znaczy więcej. Po zapisie widzimy, że wypowiedź nie była pytaniem, tylko stwierdzeniem.

Ciężko było nie słyszeć – pomyślałem. – Raz w ogóle bez zaznaczenia, raz z cudzysłowem, raz bez. Konsekwentniej może?

Nie znoszę (,) gdy rodzice się kłócą. – Nie, nie, to z pewnością nie jest dobry sposób na informowanie nas o tym. W ogóle informowanie nas. W końcu mamy mózgi. Obserwujemy = wnioskujemy. Nie podawaj tak wszystkiego na tacy. Nie rzucaj pustym nie znoszę. Julian ma prawo sobie pomarudzić w myślach, zwłaszcza że tym razem coś go ku temu popchnęło, ale bądź subtelniejsza. Był zachwycony, gdy po powrocie do domu na wstępie usłyszał kolejną awanturę rodziców, już nawet nie miał siły zastanawiać się, o co tym razem poszło. Płacząca matka też szczególnie chłopaka nie uradowała.

Nie wiem jak ojciec, ale matka zawsze to później przeżywa. – Nie mów tyle, tylko pokazuj. Niech sceny mówią za siebie. Opuchnięte oczy matki to dobry początek. Sami widzimy, że po kobiecie konflikt z mężem nie spływa jak po kaczce. Dalej jest już lepiej. Myśli Julka wypadają naturalnie. Chłopak ma zrozumiałe pretensje i nadzieje.

Najwyższa pora zdecydować się, w jakim czasie pisać i dowiedzieć się, czym poszczególne narracje się od siebie różnią, jakimi prawami się rządzą.


Cud, że mama nie zauważyła. – Ale przecież wcześniej skomentowała, że wyglądał jak siedem nieszczęść.

Założymy klub wieczorowych smętów. czyli tych, którym w życiu znów nie wyszło (,) a miłość jest do dupy. – Czegoś zdecydowanie brakuje. I którzy sądzili, że...?

Szkoda, że tak te czasy się mieszają i mieszają. Nie może być tak, że tu opisujesz coś (np. Pogłaskałam psa.) i nagle wyskakujesz z: Ależ on jest miękki!. Po kolejnym spokojnym rozdziale przydałby się jakiś krok do przodu. Najwyższa pora odważnie popchnąć akcję. Od rozmowy Wita i Julka w pierwszym rozdziale nic się nie wydarzyło, bo w drugim Julianowi wzięło się na wspominki, a trzeci okazał się złośliwym snem. Dobrze, że pozwalasz czytelnikowi odetchnąć, ale dłuższe postoje nie służą opowiadaniu. O bardzo ważnej postaci, czyli Oliwii, słuchamy na razie tylko wyjątkowo subiektywnych recenzji narratora, więc przydałaby się wreszcie jakaś scena z dziewczyną. Oby pojawiła się jak najszybciej i okazała kluczowa dla dalszego rozwoju akcji. Zakończenie bardzo dobrze nastraja na kolejny rozdział.


Rozdział IV: Szkolny survival oraz jak być cienkim w fochaniu – poradnik by me
Zamknij ćwarz (,) budziku!

– Juuula! – ryknęło mi coś w małżowiny uszne (,) aż moje bębenki zagrały perkusyjne solo.

Owo coś okazało się moim drugim najlepszym kumplem – Wojtem. – Słabi z nich kumple, skoro dopiero teraz dowiadujemy się o tej relacji. Julek przeżywał trudne chwile i nie szukał wsparcia u rzekomo tak bliskiej osoby? Nie musiałby jej przecież od razu wszystkiego wyśpiewywać, skoro wciąż nie chce się ujawnić. Mógłby chociaż pomyśleć: Ciekawe, co by powiedział na to Wojt. I komu Julian tłumaczy, kim jest jego przyjaciel?

Zmarszczyłem się (,) jakbym zjadł cytrynę (,) ewentualnie sztuk sześć (,) i chyba skurczyłem się jakoś w sobie  (,) bo Wojt wyhamował swój radosny marsz ku mojej sztucznie radosnej jak restauracyjne kwiatki osobie, jakby odbił się od emanującej ode mnie ponurej aury koloru zgniłej śliwki jak od niewidzialnej ściany.

(...) pomyślałem (,) patrząc na niego podejrzliwie, całkiem poważnie analizując teorię nawiązującą do mojej ulubionej chińskiej bajki. – To niech ją ogląda, często nawiązuje do tego i owego. Nie mów, pokazuj. Tępmy ekspozycję. Dlaczego? Tu masz o tym.

Idąc przez szkołę (,) czułem się jak wietnamski partyzant na polu minowym w Iraku. Zza każdego zakrętu wychylałem się czujnie (,) jakby czaił się tam garnizon snajperów z czołgiem i dwoma U–bootami. – Julek miesza i kombinuje po swojemu, dramatyzmu jak zawsze chłopakowi nie brakuje, ale to nie jest ani trochę logiczne, by na ulicy bać się U-bootów, a nie sądzę, że Julian jest w tej kwestii niedouczony.

Umożliwiasz nam poznawanie Juliana od różnych stron. Widzimy, jak pełni on różne role społeczne (np. syna, ucznia, kumpla) i dostosowuje się do sytuacji, ale wciąż zostaje tym starym, dobrym Julkiem, który ma wiele charakterystycznych (i jakże urokliwych) cech. Pamiętasz o tym, że życie chłopaka nie kręci się tylko wokół miłostek. Pozwala to odetchnąć też nam, ponieważ wątek miłosny jest wprawdzie zabawny (choć w specyficzny sposób), ale główny bohater tak naprawdę cierpi. Łatwo przychodzi Ci przedstawianie szkolnych realiów. Nie stronisz od zwykłych sytuacji, które zdarzają się każdemu z nas. Umiesz je przedstawiać na swój sposób – są na pozór zwyczajne, wręcz oklepane, ale sympatyczne.

Z oświecenia bodajże. Nie pytaj mnie (,) bo sam nie wiem. – Klasa jest na oświeceniu i omawia Przedwiośnie?

Miał rację, zapomniałem (,) bo byłem akurat zajęty innymi sprawami. – Zbędny fragment. Dalej Julek o wiele sympatyczniej omawia swoje priorytety. Ironia jest na miejscu, barwne porównania także, więc taki wstęp warto sobie odpuścić.

W wolnym czasie poszukiwałem też jakiś perspektyw na przyszłość nie uwzględniających rzucenie się pod TIR–a. Nieuwzględniających. Użyłaś półpauzy zamiast dywizu (-), ale mogłaś też o wiele łatwiej odmienić (po prostu tira). To także dopuszczalna forma, jeśli chodziło Ci o dużą ciężarówkę.

Prędzej okazała by jakiś aktywny przejaw życia, jak choćby kichniecie (,) niż ludzkie uczucia. Kichnięcie.

Sprawnie łączysz elementy dramatyczne i komediowe. Postacie nie są ani mdłe, ani przerysowane. Jeśli wykorzystujesz klisze, to rozsądnie. Tworzysz bohaterów do zaprzyjaźnienia. Łatwo się z nimi utożsamić. Pokazujesz świat z perspektywy młodej, zagubionej osoby. Udowadniasz, że każdy ma prawo do przejmowania się sprawami, które innym mogą wydawać się błahe. Nienachalnie usprawiedliwiasz takie dramatyzowanie, jakiś egoizm, będąc zdecydowanie daleko od wygłoszenia: ludzie mają większe problemy! Opowiadaniu służy Twój dystans, pokazywanie pazura. Można powiedzieć, że coś, co zrodziło się z pozoru banalnego pomysłu, przedstawiasz w świeży sposób. Ludzie często boją się kombinować ze stylem, podrasowywać narratora – Ty na szczęście postawiłaś na swoim i nietypowa narracja okazała się strzałem w dziesiątkę (przynajmniej w moje gusta trafiła perfekcyjnie). Opowiadanie nie nudzi, wciąga.

(,) odezwał się brunet (,) podchodząc do nas z niepokojąco szerokim jak na niego uśmiechem na twarzy. – Kto tak określa w myślach kogoś znajomego? Tym bardziej obiekt swoich westchnień... Używanie kolorów włosów w celu uniknięcia powtórzenia? Kiepski pomysł.

Notorycznie zjadasz przecinki. Analizy poszczególnych rozdziałów byłyby naprawdę długie, gdybym się nad tym rozwodziła. Nad interpunkcją z pewnością musisz popracować, jeśli nie chcesz takimi brakami w warsztacie odstraszać czytelników. Może na początku przydałaby Ci się beta (np. z Betowanie). Małymi krokami do celu.

Hej (,) Jula, ale ci się złożyło! Jedzcie dzieci. Jedzcie, dzieci. Robi różnicę, co? :)

Wit spojrzał pytająco na Wojta (,) po czym na mnie (,) nie mogąc zrozumieć aluzji do mojego wierutnego kłamstwa.

Opuściłem szybko wzrok (,) aby chłopak nie zdążył dostrzec moich cieni pod oczami aspirującymi do poziomu Marilyna Mansona i króliczych białek bijących na kilometr problemami z przesuszonymi spojówkami. Tego mi tylko teraz brakowało, żeby mu się jeszcze uruchomił tryb troskliwej ciotki i zaczął wypytywać (,) co się dzieje.

No akurat dzieje się mało. Miałaś mocny wstęp, zwolniłaś i w takim ślimaczym tempie akcja toczy się cały czas. Dobrze, że skupiasz się na psychice bohaterów, nie boisz się spokojniejszych scen, ale mało co wydarzyło się przez ostatnie trzy rozdziały i jako czytelniczka zaczynam być nieco znużona. Kiedy chociażby poznamy Oliwię?
Nadal nie stronisz od zabawnych (często wręcz kuriozalnych) porównań. To w dużej mierze ich zasługa, że mimo pewnej monotonności nie nudzę się szczególnie mocno. Niedługo barwny styl narratora przestanie wystarczać. Chodzi tu w końcu o fabułę, prawda? Oczekuję zawiązania się konkretniejszego wątku. To musi do czegoś zmierzać. Coś powinno się rozwijać, zapowiadać. Szkolne dzieje, rozmyślania Julka, wspominki – świetne... ale nie na dłuższą metę. W opowiadaniu minęło wprawdzie stosunkowo niewiele czasu, ale rozpisałaś to na cztery wcale nie krótkie rozdziały. Gdzie właściwa akcja? Nie wiem, czy dobrze rozumiesz, o co mi chodzi... Po prostu... potrzebuję jakiegoś punktu zaczepienia. Chcę nie móc się czegoś doczekać, nad czymś się zastanawiać. Rozmyślenia Julka to mocny punkt tworka, ale ileż można czytać tylko o marudzeniu i użalaniu się nad sobą? Wkrótce zacznie mnie to irytować. Masz prawo mieć określoną wizję postaci, trzymać się niej, ale pomyśl o nas – muszących wytrzymać 24/7 z psioczącym narratorem.

W hektolitrach (,) ewentualnie kilometrach sześciennych. – Spróbuj przeczytać to na głos. Zdanie się aż prosi o przecinek.

Tak przynajmniej sądziłem, że lekcja z mojego snu była właśnie polskim. Dzisiejsze memłanie słownika języka polskiego nauczycielki było identyczne jak w mojej marze.

W trakcie lania wody o rozrywkach, którym oddawali się inteligenci polscy na Five O'clockach u Stanisława Augusta (,) uświadomiłem sobie z niewysłowioną ulgą, że zawałogenny incydent z mojego snu jest praktycznie niemożliwy, bo Oliwia jest przecież rok wyżej i nie mogłaby siedzieć u nas na lekcji... – Małą: five o'clock.

– Dobra, dobra. Dziś ja stawiam kawę, ok? – wkurzający dupek ułagodził sytuację całkiem skutecznie. Nie dałem się prosić drugi raz. Nie miałem ochoty, siły ani po raz kolejny ochoty (,) żeby zgrywać aroganta z wysokim poczuciem własnej dumy. Trochę luksusu chyba mi się należy, nie? – Wszystko po skutecznie należałoby przenieść do nowego akapitu, gdyż nie dotyczy już osoby wypowiadającej się.

Następnie zacząłem profesjonalną inwigilację (,) wychylając się zza owego faceta jak surykatka zza krzaka. – Naprawdę surykatki kojarzą Ci się z krzakami?

Rozdział byłby naprawdę dobry, gdyby był pierwszym, ewentualnie drugim. Czas odważnie ruszyć do przodu. Refleksje refleksjami, ale najwyższa pora na akcję. Niezobowiązujące szkolne scenki, sny i wspominki to jeszcze nie to. Czytelnik oczekuje historii. Na razie mu się serwuje zalążek wątku miłosnego, który przestał zmierzać w jakimkolwiek kierunku. Julek odpuścił sobie wyznanie miłości, trochę poanalizował i się nad sobą pożalił – co teraz?

Niczym rasowy szpieg pokroju Jasona Bourne'a kontynuowałem obserwację przez szklaną półkę z pączkami podczas zamawiania kawy i w trakcie opuszczania stołówki (,) profesjonalnie zerkając spod przymrużonych powiek zza kubka z kawą. – Julek zaczyna coś robić. Niech będzie to więc chociaż ta zabawa w Bonda. Miły przerywnik.

To zabieg celowy, że nie dostajemy żadnej normalnej sceny z Oliwią? Mamy widzieć ją oczami narratora, nie poprzez sceny? Taki subiektywizm, przerysowanie czemuś służy?

Wit (,) zapatrzony w Oliwię, łaził za nią jak piesek na każdej przerwie (,) a ona czepiała się jego ramienia (,) jakby to była lina ratunkowa rzucona tonącemu. Ogólnie miłość kwitła w powietrzu, wypuszczała nowe listki, kwiatki czy inne macki i roztaczała wokół zapach bzu (,) a pszczółki bzyczały sobie radośnie dookoła. Czyli słowem (:) mdło się robiło od patrzenia na nich. Cały dzień czułem się (,) jakbym zjadł kilo mydła (,) a resztki jeszcze przeżuwał. – Metafora metaforą, ale przeżuwać? Trudno byłoby to robić z mydłem.

Pomimo tego, że z prawdziwą ulgą unikałem go cały dzień i w najmniejszym razie nie mogłem znieść tego (,) to się dziś parę razy wydarzyło przed moimi oczami, czułem się też wyjątkowo pusty i samotny. Nie byłem przyzwyczajony do tak długiej nieobecności bruneta w pobliżu. Zwykle nie było dnia (,) kiedy nie spędziliśmy wspólnie choćby jednej czy dwóch przerw. – Prawdopodobnie chodziło Ci o: co. Szkoda, że tak sucho zreferowałaś uczucia postaci. Nie czuję tej tęsknoty.

Gdybyś pisała w czasie teraźniejszym lub oznaczała myśli Julka (tak głównie dezorientują), byłyby to jedne z lepszych fragmentów opowiadania – odpowiednio zabarwione emocjonalnie, naturalne. Wczucie i stylizacja językowa zasługują na piątkę.

(...) uśmiech (,) jaki towarzyszył temu zdaniu (,) sprawiał wrażenie, jakby to, że mnie dogonił, niezwykle go ucieszyło. – Pilnuj podmiotów, bo wychodzą fit uśmieszki.

Wit jednak nie dostrzegł braku sensu w tym pytaniu. – Nie sądzę, że pytanie o związek z Oliwią nie miało sensu. Było zadane na odczepne, może nawet złośliwie, bo Julek nie chciał słuchać o Oliwii i  jakimś stopniu bał się odpowiedzi, ale co to ma do braku sensu?

Nigdy w życiu nie podejrzewałbym, że mógłbym być z taką dziewczyną. – No właśnie. Jaką? Oczekuję pełnoprawnej sceny z nią albo konsekwencji w nieprzedstawianiu Oliwii.

– Raczej (,) co ty widzisz w niej. – poprawiłem. – Przecież jesteś zajebistym facetem, nie musisz się tak zachwycać (,) jakby robiła ci łaskę, że zwróciła na ciebie uwagę.
I to on przedwczoraj oskarżył mnie, że w niego nie wierzę. Mały hipokryta. – Gdzie w tym hipokryzja?

Cały zmieniłem się w jeden wielki napis „przepraszam, wybacz, moja wina” i merdałem świeżo wyhodowanym psim ogonem jak szalony. – Przenośnia bardzo w stylu Juliana, ale średnio tutaj pasuje. Merdanie kojarzy się z okazywaniem radości, a nie skruchy. Chodziło Ci o przymilanie się?

Uśmiechnąłem się jak niedorozwój z zespołem Aspergera i podrapałem się zmieszany po karku. – Czarny humor czarnym humorem, ale tu chyba przesadziłaś. Nawet mi za bardzo do Julka takie porównanie nie pasuje. Chłopak ma specyficzne poczucie humoru, ale wydaje się być szalonym biologiem, często nawiązuje też właśnie do różnych chorób i jako osoba, która ugryzła tematu, powinien znać granice.
Czarne chmury wciąż wiszą nad Julkiem, a ja czekam na więcej. Wszystko rozwija się bardzo powoli.


Rozdział V: Znieczulica uczuciowa (,) czyli feelings.exe przestał działać
Tytuł tego rozdziału przypomniał mi, że jeszcze Cię chyba za mało chwalę za to, że wplatasz angielskie słówka, czasem nawet zwroty, ale w takiej ilości, że nie irytują, tylko podkręcają styl młodzieżowy.
Bardzo dobrze radzisz sobie z opisywaniem uczuć. Relacja Julka i Wita staje się coraz bardziej namacalna. Jednak ekspozycje i streszczenia wciąż psują odbiór. Przyjrzyjmy się początkowi piątego rozdziału. Długo opisywałaś, że było tak i tak (zamiast to wcześniej pokazać), a mnie i tak ruszyła tylko końcówka: „Zawsze się skończyło”. Pierwsze akapity dają nadzieję na rozwój akcji. Ważna jest refleksja Julka o byciu niewdzięcznikiem i niecieszeniu się ze szczęścia przyjaciela, a to, że chłopak coraz mniej chce w ogóle widywać Wita, może się okazać przełomowe. Mamy idealny moment na wykonanie odważnego kroku. Widzę już, że skupiasz się na przeżyciach wewnętrznych i nie oczekuję szalonych przygód, ale jedynie konkretniejszego zawiązania się fabuły. Julek kocha Wita. Wit kocha Oliwię. I co z tego wyniknie?



Usiadłem czując tak dotkliwy ból głowy (,) jakby ktoś mi ją rozłupywał młotem pneumatycznym. Młotem tym było zapewne jedno pytanie (,) które tłukło mi się po mojej pustej czaszce. – Niepotrzebne podkreślenie.


Coraz to odważniejsze przemyślenia Julka sprawiają, że odnoszę wrażenie, że opowiadanie podąży w innym kierunku, niż można się było spodziewać.
Wciąż jesteś niekonsekwentna w prowadzeniu narracji i nie mówię tu tylko o mieszaniu czasów. Czasem Julek zachowuje się, jakby opowiadał komuś historię (coś usilnie tłumaczy, przedstawia ludzi bez wyraźnego powodu), a innym razem nic na to nie wskazuje.

Menu lokalu dupy nie urywało, ale za to piwo mają nie najdroższe. – I à propos czasów: podręcznikowy przykład braku konsekwencji, a nie niedouczenia.

Lubiłem też klimat spelunki. – Pozwól nam poczuć ten klimat. Spokojne wieczory z gitarą i balladami? Niezły wstęp, daje jakiś obraz, ale wgryź się w to głębiej. Drewno miało znaczenie? Kameralność? Wspomniana kelnerka? Julek tak bardzo lubi ten rzekomy klimat? Niech się odpręży w barze, poczuje lepiej, uspokoi galopujące myśli, poczuje żal, gdy będzie miał wychodzić, zaplanuje szybki powrót, zapatrzy się na scenę, wyłączy przy muzyce, którą doskonale czuje.

Nie wiem czemu (,) ale miałem wrażenie, że ona też mnie lubiła. Kiedy widziałem w jej wyrazistych oczach troskę i szczere zainteresowanie moją odpowiedzią (,) czułem się trochę jak jej młodszy brat... – No to jednak coś tam wiedział, skoro dostrzegał troskę i zainteresowanie, co z pewnością może świadczyć o czyjejś sympatii.

Bardzo przyjemna scena w barze. Poznaliśmy ciekawą nową bohaterkę i mam nadzieję, że jeszcze się ona pojawi. Nic bardziej przełomowego się na razie nie wydarzyło. Obyczajówka obyczajówką, ale postacie wciąż jedynie rozmawiają... i to praktycznie o niczym konkretnym. Dramatyzm Julka powoli przestaje być atutem. Taki pomysł na postać? Dlaczego nie? Masz absolutne prawo. Ale pomyśl, proszę, że my też mamy prawo czuć, że wszystko stoi w miejscu, i tylko czytamy i czytamy czyjeś żale, z których nic nie wynika. Ślamazarne tempo nie sprzyja zadomowieniu się. Skoro Julian ma taki a nie inny charakter i chłopak na razie się nie podniesie, potrzebuje więcej czasu, może warto byłoby pomyśleć o rozwinięciu chociażby pobocznego wątku? Nie wiem, czy ja chciałabym tyle czekać na akcję. Chyba nie czułabym, że coś mnie u Ciebie trzyma.

(...) mrugnęła z żartobliwym błyskiem w oku (,) na co fizycznie nie mogłem nie parsknąć śmiechem. – Zbędne.

(...) zapewniła z przekonaniem w głosie (,) jakby znała moją przyszłość na cztery pokolenia wprzód. – Oddzielnie: w przód. No to już nie jego, ale jego rodziny. I tak nadal nie pasuje mi to porównanie, skoro ona powiedziała mu, że będzie dobrze odnośnie jego kilku złych dni.

– Cieszę się, że Pani we mnie wierzy. – To proza i do tego dialog, więc małą literą: pani. O tym też masz w tym artykule.

Julek rzekomo uwielbia klimat tego baru i wszystko wychodzi na to, że często do niego wpada, a potem rozmawia z kelnerką. Dobrze się widocznie znają, skoro Ania uważa go za dobrego chłopaka i obdarza zaufaniem. Dziwne więc wydaje się, że akurat w tym rozdziale kobieta proponuje mu przejście na ty podczas normalnej, niczym niewyróżniającej się rozmowy.

– Jestem Ania. – pokręciła głową (,) podając mi rękę przez bar. – Nie postarzaj mnie tak szybko. – zaśmiała się ślicznie. – Julek musiał mówić do niej na pani wiele razy. Skąd więc nagła zmiana podejścia?

– Julian. – odwzajemniłem uścisk. – Wielką: Odwzajemniłem uścisk. Odsyłam do legendarnego już artykułu o dialogach. :)

– Na koszt firmy. – powiedziała (,) wskazując na butelkę przede mną. – Wyglądasz (,) jakbyś go potrzebował. Ale bez szaleństw.zmarszczyła brwi przestrzegawczo. – Znów wielką: Zmarszczyła. I może po prostu: ostrzegawczo?

(...) zaśmiałem się szczerze rozbawiony (,) ale i trochę rozczulony. – To z pewnością nie jest coś, co powinnaś nam sucho podawać.

Akapit po Byłem tak zmęczony. jest bardzo długi. Źle to wygląda. Proponowałabym podzielenie go po: (...) statku matki. i jeszcze raz po: (...) w ryzach. Ogólnie zawarte w akapicie refleksje wypadły bardzo dobrze. Szczególnie podobały mi się porównania – tym razem trafne i przejmujące. Julek to bardzo złożona postać – nie taki stereotypowy emo (jak siebie czasem nazywa emusiem), jak na początku mogło się wydawać. Mimo wszystko jeszcze więcej powinny mówić sceny, konkretne zachowania bohatera, a nie prawie jedynie jego autorefleksje.

Wciąż chciałem być blisko niego, myśl o nie przebywaniu z nim bolała tak samo jak alternatywna perspektywa. Łącznie: nieprzebywaniu.

Julek ot tak decyduje się na kilkudniowy wyjazd bez zastanowienia, wątpliwości? Jest przecież niepełnoletni, a na dodatek w jego domu nie dzieje się najlepiej. Trwa rok szkolny. Julian wyjedzie niezależnie od tego, czy rodzice się zgodzą? Jeśli na własną rękę, to gdzie? Co z usprawiedliwieniami w szkole? Mam nadzieję, że dostanę więcej informacji.

(...) pomyślałem (,) kiwnąwszy potwierdzająco głową. – U nas zawsze interpretuje się tak ten gest. Gdyby chciał okazać głową dezaprobatę, to by nią pokręcił.

Rozdział utrzymuje się raczej na tym samym poziomie co poprzedni. Nadal fabuła nie chce śmiało ruszyć. Popełniasz także podobne błędy (zjadasz przecinki, mieszasz czasy).

(...) odpowiedziałem (,) starając przypomnieć sobie wskazówki z lekcji logopedii (,) jak wysłowić się tak, by inni cię zrozumieli. – Julek zapewne myślał o tym, jak odpowiednio wymawiać słowa a nie jakich używać, więc wysławiać się nie pasuje.

Bardzo udana scena z Miką. Coś tam się dzieje. Spotkanie z dziewczyną naturalnie naprowadziło Julka na kolejne przemyślenia.

Co one dziś wszystkie takie skłonne do rozmowy (,)cholery (,) ! – Proponuję: wszystkie dziś.

Czułem się lekki (,) ale do tego pusty. Próżnia w okolicy serca rozrosła się do wielkości małej galaktyki i lekkość, którą poczułem (,) bardziej mnie przestraszyła (,) niż cieszyła. Zdawało mi się (,) jakbym miał zaraz ulecieć w ciemną przestrzeń, nie trzymany niczym i nikim przy ziemi. – Skoro masz przestraszyła, lepiej: ucieszyła. Nietrzymany (o tym także masz w artykule o imiesłowach) czymś, kimś? Raczej: przez nic i nikogo.

Czułem dziwną potrzebę dziecięcego buntu bez powodu. – Myślę, że powód ma akurat całkiem niezły.

(...) wymamrotałem obrażonym tonem (,) starając się iść prosto.
– Bo jesteś pijany. – odparła bezlitośnie (,) po czym zaśmiała się dźwięcznie. – Jeszcze drobna sugestia: pomyśl nad niedodawaniem tylu określeń. Niekiedy są zbędne, czasem wręcz nachalne i zabijające dynamikę. Możesz zostawić czytelnikowi przestrzeń, by samemu sobie to i to dopowiadał, wyobrażał trochę po swojemu, po słowach wnioskował, że to mogło być wypowiedziane takim a nie innym tonem.
Prosząc w duchu wszystkie przychylne mi niebieskie byty (,) aby jej śmiech nie opuścił moich uszu (,) ruszyłem za nią pewniejszym krokiem (,) pozwalając temu magicznemu dźwiękowi rozpuścić kilka kolców trących po moich wnętrznościach. Dając się prowadzić jej radosnemu optymizmowi (,) szedłem znanym mi dobrze chodnikiem w niejasnym jeszcze kierunku ku całkiem odmienionej przyszłości. – Kolejne dobre zakończenie, które zachęca mnie do sięgnięcia po kolejny rozdział.

Z pewnością na plus wyszło Ci wprowadzenie nowej postaci. Mika dodała trochę świeżości do tego rozdziału. Co nieco już mi się przejadło (narrator w końcu ciągle myśli o tym samym) i oczekuję więcej od historii, ale wciąż uważam narrację za największy atut opowiadania. Julek to świetny obserwator i idealny komentator. Błędów jest dużo, ale opierają się tylko na kilku zasadach.


Rozdział VI: Jak być złym przyjacielem i zniechęcić do siebie ludzi
Obiecujący tytuł – czy słusznie wiążę go z wymarzonym wyjazdem (czytaj: ucieczką) Julka? Poprzedni rozdział zakończyłaś doskonale, wręcz podsumowałaś pewien etap w życiu głównego bohatera, więc liczę, że coś wydarzy się coś dużego, bo, spójrz, to już szósta notka.

Jakiś czas bez Wita było tym, czego teraz potrzebowałem. Był (bo czas, czyli on).

Wszechświat zaś chyba znudził się już utrudnianiem mi życia i zrzucił mi z nieba idealną okazję do wyjazdu w postaci ferii zimowych. – Oto i wyjaśnienie. Dziękuję.

Miejsce, w które chciałem się udać (,) niestety nie napawało mnie już takim optymizmem. – No to widocznie nie chciał, ale nie miał innej opcji.

Rodzice teoretycznie żyli razem, nie byli nawet w separacji (,) ale ojciec mieszkał w innym mieście ze względu na jego pracę i tak się złożyło, że ostatnio spędzał tam więcej czasu niż w domu. – Szybko i nienachalnie nas o tym informujesz…


Zostanę tam jakiś czas (,) nawet gdyby to obejmowało również zmianę szkoły. I tak liceum dobiegało już końca (,) a w większym mieście i tak było więcej możliwości na przyszłość. – Po jednej pijackiej nocy wielkie plany? Zmiana szkoły niedługo przed maturą to nie taki świetny pomysł.

Dlaczego zdecydowałaś się na przeskok czasowy? W poprzedniej scenie Julek snuł wielkie plany, jak to musi wykorzystać ostatni tydzień przed feriami. Mówił, że zrobi wszystko, by Wit go dobrze zapamiętał. Chciał przypieczętować ich przyjaźń i pokazać swoje zaangażowanie, a tu wszystko się podziało poza kadrem. Czuję się jak dziecko, któremu pokazano ciasto tylko po to, by teatralnie samemu je zjeść. Jeszcze wiążę nadzieję z po niecałym tygodniu. Byle Julek wykorzystał te pozostałe dni. Za dużo streszczasz, co się działo, kto miał taki, a nie inny stosunek i dlaczego.


Czułem się (,) jakbym utknął w cholernym dniu świstaka. – Tytuł kursywą lub w cudzysłowie.
Ciężko jest mi oceniać tekst, który został naprawdę dobrze napisany (masz niezwykle lekkie pióro), a w którym na ogół brakuje przecinków nawet przed takimi słowami jak ale, lecz, bo, czyli absolutnie podstawowymi.


Znałem każdą jego reakcję i czytałem w nim jak w otwartej księdze. – Mówimy raczej: z otwartej księgi.

Pomimo, że Wit miał jak najlepsze chęci i byłem świadom, że nadal poświęca mi czas (,) choć jest zakochany po uszy, to nie mogłem pozbyć się swojej obsesji. Byłem wciąż podenerwowany (,) co jeszcze potęgowało się (,) gdy to sobie uświadamiałem, ponieważ złość na Wita to ostatnia rzecz (,) o jakiej marzyłem. – Sami to widzimy. Z Julka jest istny stalker. Dostajemy kolejną analizę zachowania Wita za kolejną. Mamy naprawdę wyraźny obraz obsesji oraz podenerwowania narratora, któremu zaczyna siadać psychika. Coraz bardziej idziemy w stronę dramatu. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Tego chciałem i w końcu się doczekałem. Nareszcie koniec. Wreszcie ten tydzień minął. – A jednak nici z wykorzystania szansy...


– Co? Czemu tak myślisz? – wyszczerzyłem się nieszczerze (,) próbując wyglądać niewinnie zmieszany jego spostrzegawczością. – Paradoksalnie, nadmiar określeń może sprawić, że coś jest nam trudniej sobie wyobrazić.


(...) spytałem (...) podejrzliwie ignorując jego nakaz. – Nie można podejrzliwie ignorować. Co najwyżej mógł ignorować, ponieważ był podejrzliwy albo ignorować, patrząc podejrzliwie.

(...) zawołał jeszcze zza pleców z wyszczerzem tak szerokim, że mimowolnie zmartwiłem się o jego szczękę i (,) wybiegł na ulicę. – Bardzo kłopotliwa kolejność.

(...) dodała jednak ta część mózgu nie podlegającej kontroli świadomości. Niepodlegającej. Nie jestem pewna, ale nie chodziło Ci czasem o to, że ta część nie podlegała kontroli świadomości, więc: niepodlegająca.

Ośrodek ten odpowiada za podstawowe instynkty i odruchy bezwarunkowe, np. odruch kolanowy, odruch biegania za Mopem z siekierą oraz instynkt seryjnego mordercy sprzętu AGD. (...) Faza ciemna fotosyntezy incoming.


Słowo proszę w jego ustach było naprawdę magiczne (,) rzucając na mnie za każdym razem klątwę niemożności sprzeciwu.
– Dobrze. – przystałem (,) starając się ukryć niezadowolenie i brak najmniejszego entuzjazmu na ten melanż. Proszę zapisz kursywą bądź w cudzysłowie.

– Nieee? – stwierdziłem pytaniem. – Albo stwierdził, albo spytał. To się wyklucza. Co najwyżej: odpowiedziałem pytaniem, choć nie czuję potrzeby podkreślania, że mamy pytanie, skoro to widzimy.

Może to zabrzmiało dziwnie ale najlepiej odnosiło się do Wojta. Był licealistą w pełnym tego słowa znaczeniu: imprezującym, nie sprzątającym, uczenia się nie praktykującym. – Nie mów, pokazuj. Nie chcemy poznawać postaci przez to, co ktoś o niej mówi. Niesprzątającym. Niepraktykującym. Bardzo nienaturalny szyk, lepiej: niepraktującym uczenia się.

– Myślisz, że pogodzisz się z tatą podczas ferii? – spytał. A więc myślał, że to mnie dręczy. Hm. I była to nawet prawda. Martwiłem się pobytem u ojca. Nie chciałem pogorszyć naszych stosunków. – Wszystko po spytał przenieś, proszę, do kolejnego akapitu, bo już nie dotyczy osoby wypowiadającej się. Julek się martwi o stosunki z tatą? Ale kiedy? Martwi się Witem, tym, kiedy wróci, co wtedy zrobi, ewentualnie jak wytrzyma z ojcem, bo się nie dogadują.

– Zanudzę się tutaj. – rzucił niby obojętnie (,) jednak spojrzenie miał utkwione przed siebie, co znaczyło, że tak naprawdę mówił poważnie. – Nie tłumacz nam wszystkiego jak małemu dziecku.

Rozmowa Julka i Wita wydaje się przełomowa. Czyżbym i tym razem tylko łudziła się, wszystko zacznie się odważniej rozwijać? Czas dać fabule porządnego kopa! Dobrze, że pokazałaś, że relacja Wita i Oliwi jest inna, niż się zazdrosnemu Julianowi wydaje. Mamy wybitnie subiektywnego narratora, więc chwała za pokazywanie czegoś z innego punktu widzenia.

(...) wyjaśnił (,) machając wciąż grabiami i kręcąc głową.
(...) Musimy też oddychać. – uśmiechnął się zażenowany. – Wielką: uśmiechnął.

Faktycznie, jak sięgnąłem teraz pamięci wstecz (...) – A pamięci wprzód to jak?

(...) to od dwóch dni Wit spędzał z nami więcej czasu w szkole niż wcześniej. To znaczy nie biegł do niej w każdej wolnej chwili. – Podejrzewam, że nie o szkołę Ci chodziło.

Zawsze czułem się szczęśliwy (,) gdy przejmował się moim stanem i się o mnie martwił. Ale już, koniec, nie wczuwaj się za bardzo (,) bo cofniesz efekty kosztownej terapii. – Widzimy. Naprawdę. Nie pomagasz, wręcz przeciwnie. Niech się dzieje. Pozwól na to. Zaufaj sobie. Zaufaj nam.

Pewnie po prostu nie przeżyłbym zwrotu swojego nastawienia o kolejne 180 stopni. – W prozie słownie: sto osiemdziesiąt.
Może znudzi mi się w końcu słowo "może"? – Hola, hola, co to za cudzysłów? Było tak ładnie z nimi. Zapomnijmy o tym przypadku. Skróty klawiszowe doskonale pewnie znasz, skoro wcześniej cudzysłowy prezentowały się podręcznikowo (chyba że automatycznie poprawiało Ci się w Wordzie).

Dobre podsumowanie z tymi wszystkimi może Julka. Opowiadanie jest naprawdę nieźle napisane. Zaserduszkowałabym Cię za odpowiednią stylizację językową. Ale zasztyletowała za mało scen. Tak. Po prostu pełnoprawnych scen, wydarzeń, akcji. Końcówka rozdziału także należy do udanych, ale odbiór z pewnością psują pomieszane czasy.

Podsumowanie równie dobrze mogłabym wkleić spod analizy poprzedniego rozdziału. Plusy są wciąż takie same, popełniasz podobne błędy.


Rozdział VII: Prywatka (,) jakiej nie przeżył nikt (drama everywhere)
Mam duże oczekiwania. Czy i tym razem obiecujesz gruszki na wierzbie?

Nie narzekałem na swoje olewackie podejście do rzeczywistości. Leżało mi ono całkiem dobrze. Może i byłem ignorantem (,) ale miałem chyba prawo do chwili egoizmu. Zacząłem nowy etap życia wewnętrznego. Przechodziłem zmianę światopoglądu. Zszedłem z romantycznych wyżyn do przyziemnego realistycznego świata. Zaczął się mój duchowy pozytywizm. – Ależ nie musisz tego za nas wnioskować, bo, uwaga, nie musisz za nas myśleć. Spójrz, proszę, na końcówkę poprzedniego rozdziału. Przełomowa, prawda? Aż się z niej wylewa stopniowo zaskoczenie narratora, potem jego przemyślenia, a na końcu zmiana nastawienia. Jasno i przejrzyście. Tylko popierać wszystko odpowiednimi scenami. Tak istotną zmianę chcemy obserwować, uczestniczyć w jej rozwoju, poznawać poszczególne etapy. Po sprawozdanie udalibyśmy się gdzieś indziej.

Znalazłaś dobry sposób na nienachalne podanie nam, co bohater miał na sobie. Jeszcze lepiej, że było to uzasadnione, a nie wepchnięte, jak to bywa, ot tak, jakby czytelnik nie mógł później spać po nocach i tylko gorączkowo zastanawiał się, czy koszulka Merysujki była w kwiatki czy w motylki.

Poprawiłem na nosie okulary w prostych czarnych oprawkach dodając sobie +10 punktów do inteligencji i filozoficznego oświecenia. – Wystarczy: dziesięć.

No, ewentualnie +20 do hipsterstwa i przechwalania się, że słuchałem The Cure (,) zanim to było modne. Dwadzieścia.

Wojt nie wierzył, że przyjdziesz (,) pomimo tego, że nie dał ci się wykręcić. – przyznała. – Zapraszam tutaj.

– A wiesz, miałem po drodze. – odwzajemniłem uścisk jego dłoni. – Wielką: Odwzajemniłem.

Ale o ile Wojt był wiecznie nadpobudliwym żywiołem (,) Seb był chodzącą oazą spokoju strzelającą z oczu pacyfkami i miłością. Ogólnie wyglądał (,) jakby był wiecznie zjarany. – Nie, to nie brzmi dobrze, że Julek wchodzi do pomieszczenia i zaczyna wszystkich przedstawiać.

– Trzymaj, zdrówko! – włożył mi w rękę otwartą butelkę piwa. – Wielką: Włożył.

Rijana ma leprzy. – Błąd celowy? Dlaczego ciągle je wplatasz?

Mika również była przyjaciółką Mopa (,) jednak zachowywała więcej dystansu (i naturalności) do Królowej AGD i siedziała bliżej nas (,) rozmawiając o tyłku Shakiry. Od.

Spojrzałem na niego (,) zapewne kiwając głową na boki jak napruty hindus. Był już tak samo wstawiony jak jak ja (,) jeśli nie lepiej. – Gdzieś tam zgubiłaś podmiot i możemy się tylko domyślać, że tajemniczy on to Wit.

No tak, moja dupa też mnie wygania (,) jak przychodzą psiapsióły. A później, yyp!, marudzi, że yyp!, jej nie słucham (,) jak nawija o kieckach. – Czo to za dziki zapis?

Przestajesz ograniczać się do dwóch głównych postaci. Rozwijasz postać Wojta, Miki, a od Oliwii nadal trzymasz się z daleka. Kilku innych bohaterów także przewija się w tle. Nowe charaktery ożywiają opowiadanie.
Przy pierwszej zbiorowej scenie udało Ci się nie popaść w przesadę. Nie wrzucałaś uczniów do worków z kumplami i panienkami, tylko starałaś się podejść indywidualnie. Stylizacja językowa? Znów na piątkę.

Dostajesz dużego plusa za późniejsze nawiązanie do korepetycji z chemii. Widać, że masz określony pomysł, nic nie jest bez znaczenia i też nic się nie rozjeżdża.

Niespecjalnie zdziwiła mnie jej spostrzegawczość (...) – Proponuję rozpoczęte tym zdaniem przemyślenia przenieść do kolejnego akapitu.

Byliśmy znajomymi od dawna (,) jednak dopiero od kilku dni przebywaliśmy razem więcej. Dopiero pod wpływem ostatnich wydarzeń odnalazłem w niej bratnią duszę, i (,) mimo że była przyjaciółką Oliwii, poczułem do niej zaufanie. – Mamy oczy. Mózgi na ogół też. Takie fragmenty są nie tylko niepotrzebne, ale i irytujące. Dodajesz coś na siłę, dopowiadasz, jakbyś uważała nas za idiotów, którym trzeba wszystko podać na złotej tacy. Jakąś część takich tekstów rozumiem – Julek to świetny obserwator, analizator, ma bogate życie wewnętrzne, a ostatnio to już w ogóle tylko by rozmyślał nad swoimi relacjami z innymi.

Niepokazywanie Oliwii jeszcze może być sensownym zabiegiem celowym. Ale całej grupy dziewcząt, którą Julek zwie mopami? Tylko słuchamy, jakimi te panienki są pustymi laleczkami, a sami nie możemy tego zobaczyć. Na ogół indywidualnie podchodzisz do postaci, a tu stworzyłaś sobie woreczek stereotypowych diw szkolnych. Nie znamy nawet imion poszczególnych dziewczyn. Nie byłoby to takie złe, gdyby oparło się chociaż na scenach. W końcu przedstawiasz typ osób, z którymi większość z nas miała do czynienia. Klisze niekoniecznie muszą być złe. Takie chodzenie na skróty? Owszem.

(...) przestrzegła go blondynka. – Określanie postaci przez kolor włosów? Słaby pomysł. W narracji pierwszoosobowej tym bardziej. Wątpię też, by czytelnik pamiętał, która z dziewczyn miała jakie włosy. Ja się tylko domyślam, że Agnieszka (tylko przez jej charakter i podejście do omawianej sytuacji), ale nie mogę mówić o pewności.

Oliwia to tapeta. I do tego fałszywa. – Całe to demoniczne przedstawianie Oliwii w narracji zazdrosnego Julka? Niech będzie. Ale pozostałe postacie wyzywające dziewczynę, ale niepodające żadnych konkretów, argumentów? Liw jest na razie cieniem postaci.

Ona robi wszystko pod publikę, założę się, że Wicia zgarnęła też tylko dlatego, żeby inne jej zazdrościły (,) bo wszystkie uważają go za wrażliwego Romeo czy innego Edwarda i są wpieklone, że je ignoruje. – Jakie wszystko? Dlaczego Wojt uważa jej związek z Witem jako zagrywkę? Przesłanki? Słowa innych? Zdradzanie się czymś? Cokolwiek?

Wojt miał trochę racji (,) ale zbyt dobrze znałem bruneta (,) żeby wiedzieć (,) jak potrafi się oszukiwać i unikać głosu rozsądku. – A my niezbyt dobrze, bo coraz częściej, niestety, zdarzają się ekspozycje.

Była miłą i troskliwa dziewczyną i przejmowała się uczuciami innych. – Widzimy. Naprawdę. Agnieszka sama się broni.

Zmarszczyła brwi (,) zastanawiając się (,) jak nam to wytłumaczyć. – Julek tego nie wie, bo nie siedzi w głowie Miki.

Spojrzałem w jej stronę mimo wszystko zaciekawiony historią osoby, która stawała się ważna dla Wita. – Od nowej linijki, bo nie dotyczy to już osoby mówiącej.

Mika bardzo interesująco i, co najważniejsze, przekonująco opowiada o Oliwii, ale wciąż nie do końca rozumiem, dlaczego tak unikasz bezpośrednich starć z dziewczyną. Nie wiem, czy to zabieg celowy, czy ucieczka, czy przedłużanie. Uciekasz od stereotypów. Pokazujesz, że rywalka nie musi być pustą i wredną blondynką, która źle skończy. Dlaczego więc się w to nie wgłębić?

– Tak. – westchnął z głębi trzewi (,) jakby coś chciał wyjawić.  Zerknął na mnie przelotnie (,) jakby obawiając się mojej reakcji. – Tak naprawdę to ja to pierwszy zaproponowałem. – rzucił jak szewc mięsem. – Zbędny myślnik po wyjawić.

Niezły zwrot akcji! Kopara mi opadła jak naszemu Julkowi. Umiesz zaskoczyć, oj, umiesz. Szkoda, że tak rzadko decydujesz się na wywrotki fabularne. Wychodzą Ci wyśmienicie. Pora wyjść ze strefy komfortu i opisywania głównie przeżyć wewnętrznych głównego bohatera – bardziej dynamiczne sceny są mile widziane (chociażby dla odmiany, bo nikt nie każe Ci zmieniać stylu, koncepcji).

(,) złapał się za głowę (,) zaciskając palce na włosach (,) niemal wyrywając je ze skóry. – Ale tylko zacisnął palce. Nawet nie pociągnął za włosy.

Jesteś pewna, że dobrze zrobiłaś, w taki sposób informując nas o zasadach związku Oliwii i Wita? Wszystko wyszło w dialogu. Nie lepiej byłoby wcześniej podrzucać subtelne przesłanki, coś tam jednak pokazywać w tle? Bardzo chciałaś pokazać, że zauroczony i zazdrosny Julek nie patrzy obiektywnie na romans przyjaciela, nie dostrzega tego, czego inni już się domyślali?

Bolało mnie jednak patrzenie na powracającą w jego postać melancholię, którą (,) jeśli znało się chłopaka dość długo, dostrzegało się w każdym geście. – Gdy mówimy o powracaniu, to raczej do czegoś. Powracanie w coś? Dziwne.

Westchnął głośno i oparł głowę na oparciu. Oprzeć o coś, choć skoro zdecydowałaś się na oparcie, lepiej: położył głowę na oparciu.

I za to powinien cię ktoś pokochać, nie za osobę, którą chciałbyś być (,) ale tak naprawdę nie jesteś. – Lepiej: nie za bycie osobą.

Wit, Oliwia tobą manipulowała, zmuszała, żebyś robił (,) co ona sobie zażyczy, tłamsiła cię, wykorzystywała jak zabawkę. – Dziwnie czyta się takie wnioski, nie mając potwierdzenia w scenach.

(...) przyznał tylko cicho i rozumiałem (,) co ma na myśli. Rozumiałem w cholerę (,) lecz jednocześnie nie mogłem tego pojąć (,) bo w moich oczach Wit był idealny razem ze wszystkimi aspektami, które uważał za wady. – Drugie zdanie już powinno być w nowym akapicie.

Poczułem się (,) jakbym był weteranem wojennym, który dowiedział się, że przedłużyli mu wiek emerytalny. – Zbędne się.

Jakbym stał na samym środku pola minowego i nie miał nawet pojęcia, w którą stronę się ono kończy. – Wszystko się jakby kończy we wszystkie strony, prawda? Chodzi Ci o to, że nie wiedział, w którą stronę się udać, żeby jak najszybciej opuścić pole minowe? No ale skoro stał na samym środku, nie powinno mieć to znaczenia.

Jego szerokie z powodu przyćmionego światła źrenice powiększyły się jeszcze bardziej (,) kiedy zobaczył, że ryczę. – Nie przesadzajmy.

Opisy uczuć są jak zawsze na najwyższym poziomie, a emocje jeszcze bardziej odczuwalne niż w pierwszym rozdziale.

Nie potrzeba było słów, nie miałem pojęcia (,) czy Wit dostrzega w moich oczach to (,) co widać w nich było bez przeszkód (,) jednak nie obawiałem się tego. Było już zbyt późno na zamknięcie drzwi, poza tym (,) czego miałem się bać. – Na końcu lepiej sprawdziłby się znak zapytania.

Jak ktoś ma zgon (,) to rzygać w łazience (,) a nie brudzić mi wyro! – Jak ktoś ma zgon, to już nie wymiotuje, co?

Nie ma co lać wody i się zbędnie rozpisywać: bardzo przyjemny rozdział. Odzyskuję radość z lektury.


Rozdział VIII: Stowarzyszenie odrzuconych (,) czyli alkoholowe wyznania (Panie, wincyj nie pije)
Domyślam się, że tam powinno być: piję.

Mały gest ze strony tego dramatycznego introwertyka (,) ale jako introwertyk sam w sobie bardzo to doceniałem. – Pogrubiony fragment jest niepotrzebny.

Mebel kręcił się wprawdzie, tak jak cały świat dookoła (,) ale w porównaniu ze staniem bez podpierania się, na tym magicznym meblu było o wiele przyjemniej. – Skoro zdecydowałaś się na przecinek po się i uczyniłaś z w porównaniu ze stanem bez podpierania się wtrącenie, to powinnaś go postawić także przed w. Możesz też spokojnie odpuścić sobie oba przecinki.

Kto wie (,) czy na podłodze w mieszkaniu Wojta nie ma jakiś przepaści. Skoro kręci mi się w głowie (,) to może stoimy nad jakimś urwiskiem, klifem, o który z hukiem rozbijają się spienione fale... Jakichś.

Teraz, gdy u Wojta zostali sami najlepsi ludzie (,) poczułem się naprawdę lepiej. – Julek stał się wyraźnie bardziej swobodny, dołączył do reszty, przestał się chować po kątach. Za mało wymowne?

Przytul mnie (,) brachu (,) bo czuję Weltschmerz. – Małą: weltschmerz.

Oboje nie mieli siły do siebie wstać (,) więc tylko trzymali się na odległość za ramiona między swoimi fotelami. Obaj (bo dwóch mężczyzn).

(...) stwierdziła Agi (,) robiąc odpowiedzialną minę. – Czyli?

(...) powiedziała Mika (,) przytuliwszy się do jej ramienia. – Zgubiłaś podmiot. Odruchowo wiążemy ona z ostatnim rzeczownikiem w rodzaju żeńskim, czyli tu łączymy jej z brunetką. Wychodzi wtedy, że Mika sama siebie przytuliła.

W przypadku facetów wszystko wygląda od razu jednoznacznie. albo to ja miałem obsesję na punkcie nie okazywania (,) jak bardzo szaleję za chłopakiem i utwierdzaniu wszystkich w przekonaniu, że żywię do niego tylko przyjacielskie uczucia. – Wkradła Ci się zbędna kropka po jednoznacznie. Łącznie: nieokazywania (nie z rzeczownikami razem).

Pomimo, że zmagał się z własnymi niepokojami (,) wydawał się mniej przejmować codziennością. Ja w porównaniu do niego przeżywałem zawał średnio co piętnaście minut (,) dodając zbyt dużo znaczenia do nieistotnych wydarzeń. Pomimo że jest wyrażeniem, którego nie rozdzielamy przecinkiem.

Zajęło mi chwilę (,) zanim zrozumiałam o (,) co jej chodzi. – Jedna literka, a zmieniłaś Julkowi płeć. :)

(...) upewniłem się (,) podążając za jej wzrokiem na ekran, na którym dwie artystki wciąż odprawiały swoje ponętne densy. – Julek nie upewnił się, tylko pytał, chcąc się upewnić.

W sumie mogłem się tego domyślić. Mika to był człowiek żywioł. Wszystkiego można się było po niej spodziewać. – Ale co to wszystko ma do orientacji psychoseksualnej?

(...) Prawda? – spojrzał po reszcie z nas. – Wielką: Spojrzał.

(...) Chyba bardziej szczerością niż treścią... – nagle rozpromienił się (,) jakby na coś wpadł. – Wielką: Nagle.

Nigdy nie zastanawiałem się nad tym głębiej (,) ale myślę, że jeśliby zdażyła się okazja spróbować (,) to nie odmówiłbym. Nadarzyła.

(...) zaśmiał się zawstydzony (,) na co (,) kto w jakim stopniu był w stanie (,) pokiwał twierdząco głową.

(,) odparł (,) śmiejąc się szczerze. – Julek tego nie wie. Śmiech mógł mu się co najwyżej wydawać szczery.

Blondynka spojrzała na przyjaciółkę ciepło (,) ucieszona z jej pochwały (,) rumieniąc się słodko. – Nie za dużo czasem tych dopowiedzeń?

Nie macał bym się z kimś w ciemnym kącie (,) niezależnie kto by to był. Macałbym.

Wit zaśmiał się szczerze (,) jednak po chwili zauważyłem w kącikach jego ust grymas smutku. – Julek nie siedzi w niczyjej głowie. Nie zapala mu się też lampka na szczery bądź nieszczery uśmiech.

Lubiłem każdą osobę w tym pokoju (,) jednak nie aż tak, żeby poświęcać dla poczucia szczerości z nimi, mojego wizerunku w oczach najlepszego przyjaciela. – Poświęcać co? Mój wizerunek (M.).

Zważając na jej prędkość (,) to był to chyba japoński shinkansen. – To nie pociąg, tylko sieć linii kolejowych.

Mika leżąca z powrotem na barku Agi patrzyła na mnie z życzliwym, choć skończonym już spojrzeniem. – Co przez to rozumiesz? Mika już odpływała przez nadmiar alkoholu?

(...) zaanonsował (,) unosząc szklankę w górę. – Jest to jasne jak słońce. Nie można przecież unosić niczego w dół. Więcej przykładów pleonazmów znajdziesz tutaj.

Noo, całujecie się z Agi na powitanie (,) z tego co pamiętam... – Lepiej albo no, albo nooo.

Sylwetki postaci pobocznych są coraz bardziej wyraźne. Już nie boisz się grupowych scen i chwała Ci za to. Bohaterów wprowadzasz w taki sposób, że łatwo ich zapamiętać (np. nie podajesz zbędnych szczegółów). Trochę ruszyłaś z miejsca. Tu i ówdzie pokazało się drugie dno. Czuję, że czytam o czymś. Przecinków nadal jest u Ciebie jak na lekarstwo. Zdarzają się też ekspozycje. Wpadł również jakiś ortograf (luzik, każdemu się zdarzy), gdzieś tam zgubił się podmiot. Niestety coraz częściej narrator opowiada, jakby znajdował się w głowach innych (szczególnie w tym rozdziale rzucał się w oczy ten szczery śmiech towarzyszy Julka).

(...) podniosłem się z kanapy (,) bo miałem ochotę zapalić. – Sztucznie wyszło. Mamy narrację pierwszoosobową. Możemy sami towarzyszyć Julkowi przy tym, jak odczuwa nagłą chęć zapalenia i myśli, czy wyjść, czy poczekać, dokąd pójść itp.

(...) zwróciła się do przyjaciółki, która wyglądała (,) jakby chciała do nas dołączyć. – Mocno tajemniczo, nie sądzisz? Co Agnieszka robiła? Już zaczynała wstawać? Sięgała po torebkę? Po prostu uważnie śledziła naszą dwójkę?

(...) uśmiechnął się pocieszająco (,) widząc moją zmartwioną minę. – Tu to trochę mniej razi niż przy tych wszystkich szczerych uśmiechach, ale wciąż. Julek nie wie, dlaczego Wit się uśmiecha. Nie ma nawet pewności, czy chłopak uznał jego minę za zmartwioną, przyjrzał się w ogóle, zwrócił uwagę. Julian może czegoś tam tylko się domyślać, bo znają się już tyle lat.

(...) uśmiechnęła się wspomniana blondynka (,) jakby od początku tak planowała i jakby chłopak był jej w tym momencie niezbędny. – Określanie bohaterów kolorem włosów, jak wspominałam, z pewnością nie jest dobre. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową. Bliską koleżankę (wręcz przyjaciółkę) nazywałabyś w myślach, np., szatynką? Rozumiem, że chciałaś uniknąć powtórzenia, ale zdecydowałaś się na zły sposób.

Tak, pewnie po godzinach jest psychopatką. Tak liczne nagromadzenie pozytywnych cech w jednej osobie było biologicznie niemożliwe. – Błędy związane z mieszaniem czasów od jakiegoś czasu zaznaczam tylko przy okazji, ale tu mamy wręcz podręcznikowy przykład niezrozumiałego miszmaszu. Wręcz sama sobie przeczysz.

(...) Jakbyś pragnęła czegoś (,) ale nie mogła tego mieć. – powiedziałem niemal na jednym wdechu (,) widząc już mentalnie (,) jak dziewczyna najpierw mnie wyśmiewa (,) a potem każe mi spadać za chamską psychoanalizę, o którą nikt nie prosił. (M. ta, B. tę, N. tą; tę psychoanalizę).

– Jesteś bardzo spostrzegawczy. Nie mam zwyczaju obnosić się z tą stroną swojego charakteru. (–) Ścisnęło mnie w piersi (,) gdy zobaczyłem w niej tyle cierpienia. – Nie powiedziałam wam przed chwilą prawdy. – przyznała się zawstydzonym tonem. Ścisnęło powinnaś już przenieść do nowego akapitu. Wielokrotnie zwracałam uwagę na błąd tego typu, więc mam nadzieję, że już zrozumiałaś zasadę. Wspomnę jeszcze o tym w podsumowaniu.

Kiedy zdarzają się między nami takie babskie błahostki, które dla mnie znaczą o wiele więcej, kiedy jest tak blisko (,) jak bym chciała (,) ale nie mogę po sobie nic pokazać... – Razem: jakbym.

Ścisnęło mnie w piersi (,) gdy zobaczyłem w niej tyle cierpienia. Podszedłem do niej i przytuliłem . Drobna brunetka mieściła mi się cała w ramionach. – Biedna pierś. Dalej dzieją się dziwne rzeczy.



Kiedy pierwszy raz tego wieczora nasunęło mi się podejrzenie, że Mika jest zakochana w Adze (,)pomyślałem sobie, że całkiem zidiociałem. – Dlaczego pominęłaś to w narracji?

Zaufałem swojemu analitycznemu anty socjalnemu mózgowi outsidera i zaryzykowałem. Antysocjalnemu.

Może zacznij małymi kroczkami (,) jeśli czujesz, że wyznanie całej prawdy będzie zbyt mocne. Pokaż jej stopniowo (,) jak bardzo o nią dbasz. Pokaż, czyli po prostu to zrób i basta. Skoro proces ma być dłuższy, czynność trwać (bo ma to być pokazywanie stopniowe) pasuje: pokazuj.

Ludzie przychodzą do niej bo rzeczy, które chcą (,) a potem ją olewają, a ona nie ma nic przeciwko (,) ale tak naprawdę jest bardzo wrażliwa i też potrzebuje uwagi. Po. Których.

Intryguje mnie tajemnicza osoba, która była tak ważna dla Julka, że chłopak postanowił jej się zwierzyć. Mam nadzieję, że powrócisz do tego wątku, bo zostawiłaś sobie doskonałe pole do manewru.

Ile można trwać w tej stagnacji. – Proponuję zamienić tę kropkę na znak zapytania.

Według mnie, był to najlepszy z dotychczasowych rozdziałów, z pewnością także istotny. Zaserwowałaś wszystko, czego oczekiwałam. Był nieszablonowy humor, nawiązania, emocje. Bardzo się cieszę, że to akurat do mnie się zgłosiłaś. Czujesz się już wyraźnie pewniej w pisaniu scen grupowych. Przybliżając nam postać Miki, Agnieszki czy chociażby Wojta, trochę namieszałaś, ale w ostatecznym rozrachunku wyszło to opowiadaniu na dobre. Szkoda psuć efekt poprzez ekspozycje. O wiele lepiej bohaterowie sami siebie dopieścili w żywych dialogach. Śmiało rozbudowujesz tło. Wychodzi bardzo realistycznie. Zaufaj sobie, bo naprawdę nie potrzeba tu suchych dopowiedzeń w narracji. Momentami technikalia nadal kwiczą, ale fabułę zdajesz się mieć doskonale pod kontrolą, dlatego też nie mam zbyt wiele do powiedzenia na jej temat. Śmiało możesz być z siebie dumna.


Rozdział IX: Samokontrola? Nie słyszałem. Alkohol mówi, że czas na zwierzenia.
Tytułów nie kończymy kropką.

Skoro Mika i Julek także pili (i to nieźle), kto im wódkę sprzedał?
Nie lubię przemocy (,) ale sztuki walki są spoko. Tym bardziej, że w większości z nich nie chodzi o krzywdzenie innych (,) tylko o samoobronę lub pomoc słabszym. Jak kung fu. Wiecie, że stworzyli je mnisi Shaolin z Tybetu? I wykorzystywali je (,) aby bronić się przed bandytami mieszkającymi w górach. – Całość również zakończyłabym znakiem zapytania. Chwała Ci za research. Dalej jest jeszcze ciekawiej.

No może pośrednio (,) nie zmieniało to jednak faktu, że nigdy nie wywołam na jego twarzy takiego wyrazu radości (,) jaki chciałbym wywołać.
Film leciał na stacji ze słoneczkiem (,) także miałem spokojnie cały tydzień na ogarnięcie smuta i wyskoczenie po kolejne piwo do lodówki na stacji w sąsiednim powiecie. – Lepiej: kanale.

Ciągłe przebywanie z nim i wiedza, że wciąż jest z Oliwią (,) sprawiała mi ból i ta zołza zazdrość zajęła z powrotem stałe miejsce w mojej klatce piersiowej (,) wijąc sobie gniazdko między wątrobą a śledzioną. Jak nie nadzieja (,) to inna pokraka. – Myślę, że nadzieja itp. najpierw by zajęła miejsce, a dopiero potem wiła gniazdo, a nie robiła to jednocześnie.

A miałem o sobie zdanie człowieka raczej nie ulegającego emocjom. Nieulegającego.

Roztrzęsiony na mroźnym powietrzu bez kurtki i jedynie w stylowych kapciach w szkocką kratę dopaliłem szybko peta i wróciłem do środka. – Brzmi, jakby nie miał na sobie nic, prócz tych kapci. :)

Nie sądzę, by dobrym pomysłem było spoilerowanie innego filmu (zwłaszcza że nic nie wniosło to do fabuły). Wielu czytelników może się niemile zaskoczyć. Jeśli koniecznie chcesz zostawić fragment o wyborze głównego bohatera, dodaj przynajmniej przed rozdziałem notkę, w której ostrzeżesz przed danym spoilerem.

Oglądając walkę dwóch Van Dammów okraszoną dużą ilością zmarszczonych min i wyszczerzonych zębów przy akompaniamencie "aaargh", "uuurgh" oraz trochę sztucznie brzmiących dźwięków uderzeń "hatysz" (,) obiecałem sobie, że już nigdy nie będę marudził na trwające wieki przechwalanie się bohaterów w Bleachu, którzy robią sobie kilkuodcinkowe przerwy, żeby wyrazić (,) jak bardzo chcą pokonać przeciwnika, wygłosić wykład o zdolnościach swojego miecza i opowiedzieć całą historię swojego życia wraz z tragiczną śmiercią senseja/latającego chomika, który był ich pupilem czy co innego. – Masz nieprawidłowe cudzysłowy (po wcześniejszych wnioskuję, że wiesz, jak to naprawić). Tytuł zapisz kursywą lub w cudzysłowie.

"Mały szary człooowiek, człoooowiek" (...).

– Halo? – brunet odebrał telefon i wyszedł na korytarz, żeby lepiej słyszeć. – Wielką: Brunet. Julek nie wie, dlaczego Wit wyszedł. Mógł to np. zrobić, by inni nie podsłuchiwali prywatnej rozmowy. Pamiętaj, że narrator pierwszoosobowy nie jest wszechwiedzący i może się tylko domyślać, co inni bohaterowie myślą, czują.

Bywał niecierpliwy (,) ale raczej wolał rozwiązywać spory w pokojowy sposób. – Wiem, że się powtarzam, ale to naprawdę irytuje, że czujesz silną potrzebę tłumaczenia nam dosłownie wszystkiego w jak najbardziej nachalny sposób.

Nie mam pojęcia (,) do jakich konkluzji ty zmierzasz (,) ale to naprawdę bez sensu. – Nie jest to jakieś wielce górnolotne słowo, ale do stylizacji językowej Wita kompletnie mi nie pasuje.

(...) produkował się Wit (,) wyraźnie siląc się na spokojny ton. – Drugie się zbędne.

Wparowałem do kuchni jak duch, schowałem się w lodówce w poszukiwaniu piwa i złapałem się za łomoczące serce (,) wpatrując się w jakiś jogurt (,) jakby posiadał receptę na udar. – Brzmi, jakby Julek chciał dostać udaru. Na pewno to miałaś na myśli? Nie coś odwrotnego?

Nasz jedyny bliższy kontakt z Oliwią to możliwość słuchania, co Wit odpowiada jej, gdy rozmawiają przez telefon. Nadal celowo unikasz scen z dziewczyną, bo to ma jakiś wyższy cel, czy nie zależy Ci, by postać miała szansę sama się obronić, dać poznać, tylko sądzisz, że wystarczą recenzje innych?

Byłem również świadom, że tak (,) jak obawia się Oliwia, Wit wzbudza wielkie zainteresowanie wśród dziewczyn swoją melancholijną postacią (,) wyglądając jak przystojniejsza reinkarnacja Kurta Cobaina, ale nigdy tego nie wykorzystywał dla własnej korzyści. – Reinkarnacja Kurta Cobaina mogłaby być nawet rybką.

– Raczej nie trafię (,) bo przecież jestem "pijany" – zauważył zgryźliwie. – Co się stało z cudzysłowami? :(

Seb z Wojtem leżeli na kanapie bez serc (,) bez ducha (,) a Agi pomagała Mice podnieść się na nogi. – Kłopotliwa kolejność.

Zgarnąłem flachę i dwie szklanki i podążyłem za Witem do ostatniego pokoju, czując falę de ja vu. Déjà vu.

(...) spytałem niepewnie siadając obok niego na kanapie. – Przecinek przed niepewnie lub po, zależy, czy chłopak niepewnie spytał, czy usiadł (zobacz, jakie nieporozumienia przez brak przecinków).

Znów doznałem jakiegoś de ja vu. Déjà vu.

Mimo to, że przecież próbowałem temu jakoś zaradzić (,) to i tak poczułem się winny, że Wit skończył w takim stanie. – Jak próbował? Raz spytał, czy Wit jest pewien, że chce tak dużo pić, a potem już mu polewał, polewał i polewał jak wujek na weselu.

zmarszczyłem brwi posmutniały jego tonem i wyznaniem. Wpatrywałem się w niego cierpliwie (,) bojąc się nawet oddychać (,) aby nie przeszkodzić mu w momencie (,) kiedy tak się przede mną otwierał. – Wielką: Zmarszczyłem. I to wszystko bez myślnika do nowego akapitu, bo już nie dotyczy Wita.

Wypity alkohol chyba dotarł już do mózgu (,) bo zaczął żywo gestykulować i włosy podskakiwały mu wokół twarzy. – Czo ten alkohol?

Wiedziałem, że Oliwia mną manipuluje (,) ale wtedy sądziłem, że tego chcę. Byłem gotów poświęcić swoje przyzwyczajenia (,) bo miałem nadzieję, że zmiana wyjdzie mi na dobre. Kiedy Liwce spodobał się mój charakter (,) ucieszyłem się, że w końcu spotkałem kogoś (,) kto zaakceptuje moje wady i kto je doceni. – Doceni wady?

Nie cierpiałem (,) gdy był smutny. – No byłby kiepskim BFF, gdyby się wtedy jarał...

Bo ja tak nie uważam. – dźgnąłem się energicznie w pierś. – Wielką: Dźgnąłem. Właściwie to dźgnąć można się czymś ostrym, np. nożem. Julek ręką się najwyżej uderzył.

Nie masz absolutnie żadnego problemu z opisywaniem emocji (tym bardziej niezrozumiałe jest ciągłe sięganie po ekspozycje, jakby bez nich tekst był wybrakowany). Dialogi są żywe. Czyta się bardzo szybko. Widać, że fabułę masz naprawdę ogarniętą. Niemal trudno mi wystukiwać jakieś rady na jej temat. Relacja Julka i Wita? Perełka. Namacalna. Słodko-gorzka. Prawdziwa. Bardzo interesująco zapowiada się również wątek Miki. Tylko te technikalia... Przed Tobą dużo pracy. Na szczęście wróciło dobre tempo. Ani nie wpychasz bezmyślnie bohaterów w swoje ramiona, ani za bardzo nie zwlekasz.

Wypity alkohol szumiał mi w głowie i zrobiło mi się lekko i śpiąco. Czułem (,) jakbym zapadał się w kanapę coraz bardziej...

– Taa? – spytałem z butelką w ustach.
– Pamiętasz ten moment (,) jak... dotknąłeś mojej twarzy? – spytał ze wzrokiem utkwionym w ziemię.

Gdzie jest teraz ta (,) cholera (,) nadzieja albo już nawet zazdrość? – Albo cholerna i wtedy bez przecinków.

(...) powiedziałem szybko przestraszony (,) co sobie o mnie mógł pomyśleć. – Możemy się tego domyślić.

(...) nie ma się co dwa razy zastanawiać nad prostym zdaniem niepodrzędnie złożonym (...) – Ono w ogóle nie było złożone.

Brakowało mi powietrza i kręciło mi się w głowie (,) jakbym nagle stał się świadomy ruchu obrotowego ziemi. Aaa! Czyli to tak Newton odkrył grawitację! – Wielką: Ziemi (bo masz na myśli naszą planetę a nie jakiś piach :)). Co ma grawitacja do ruchu obrotowego Ziemi (oczywiście w tym przypadku!)?

Próbowałem opanować drżenie ciała. Dotknąłem go. – Dalej piszesz mój Wit, ale wcześniej i tak zaszalały podmioty.

Pole widzenia zwęziło mi się do pary niebieskich zdumionych oczu. Jego źrenice były rozszerzone. (...) W jego oczach widziałem wszystkie emocje, które również nim targały. Sam nie wiem (,) jak udało mi się je odczytać. – No ja też nie rozumiem tego dzikiego pola widzenia, ale fajnie, że Julek znalazł z nim porozumienie. :)

Nie pojmując tej nowej sytuacji (,) patrzył mi w oczy i chłonął wszystko (,) co miałem w nich wypisane, zaintrygowany i zaciekawiony, chcący zrozumieć. – Julek i Wit doskonale się znają oraz rozumieją, ale nie mają wspólnego mózgu ani nie czytają sobie w myślach.

(...) poprosiłem najżałośniejszym tonem (,) jaki kiedykolwiek z siebie wydałem. – Tonów się z siebie nie wydaje. Wydaje się dźwięki określonymi tonami.

Bardzo, bardzo wzruszająca scena. Dobrze napisana. Uczucia odpowiednio wyważone. Charaktery postaci oddane. Oby tak dalej.

Nie miałem już z resztą nic przeciwko. Zresztą (bo raczej nie chodzi Ci o Julka i pieniążki :)).

Teraz (,) kiedy znał już prawdę (,) nie widziałem przeszkód (,) by jeszcze cokolwiek przed nim ukrywać. – Początek brzmi, jakby Wit znał już całą prawdę, a wtedy nie byłoby czego więce ukrywać. Proponuję więc coś dodać, czyli np. napisać, że poznał największe kłamstwo albo znał już prawdę o...

Dlatego uśmiechnąłem się niepewnie (,) nie ukrywając już w spojrzeniu miłości, którą do niego czułem. – Dziwne rzeczy się dzieją. :)

Na prawdę, chce być tylko twoim przyjacielem jak dawniej. Naprawdę. Chcę.

Jak dalej będziesz takim kretynem (,) to możesz zapomnieć o byciu jego kumplem. – A co tam, niech się Julek zaprzyjaźnia ze swoją kretyńską odsłoną. :)

Krew zastygła (...). – Reszta do nowego akapitu, bo już nie dotyczy Wita.

Nie zdążyłem powiedzieć swojego firmowego elokwentnego "cooo?" (,) kiedy Wit podniósł na mnie zapłakany wzrok. – Mamy na dobre pożegnać prawidłowe cudzysłowy?

Jasna anielka, nie wiedziałem, że potrafię skleić taki tekst rodem z Wichrowych Wzgórz czy innego harlekinsa. – Tytuł kursywą lub w cudzysłowie. Porównanie Wichrowych Wzgórz do jakiegoś harlekina? Niektórzy by Cię zjedli.

Skumulowało się akurat z tym momentem upicia (,) kiedy chce mi się płakać. – Myślę, że lepiej tu pasuje: etapem.

Odnotowuję niezaprzeczalną tendencję wzrostową. Z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej, mimo że pewne błędy będziesz pewnie powtarzać do samego końca (ale nie tracę nadziei!). Jestem szczerze zaangażowana i wzruszona.


Rozdział X: Wóda zryje banię (,) czyli jak do końca postradałem zmysły i gadam z samym sobą  – Lepiej by mi tu pasowało ryje.
Nie czuję tego całego zaskoczenia. Julek wydaje się być jedynie odrobinę zdziwiony. I to tylko na samym początku. Potem niemal stwierdza: no trudno. Żartuje o teleportacji, ale w ogóle nie próbuje dojść do tego, jak rzeczywiście znalazł się w swoim domu, nie łączy tego z upiciem się, nie sprawdza godziny, nie pyta Wita. Jest nie tylko zdezorientowany, otępiony, ale wręcz groteskowy. Potem nagle znów wydaje się wielce zaskoczony.
Mogłaś bardziej podkręcić to wszystko. Już wcześniej mieliśmy szalone sny Julka. Po którejś powtórce te same schematy już przestają działać. Julian szybko się zorientował, że śnił, a jego argumenty z pewnością nie były niepodważalne, wręcz wyszukane na siłę. Zaczęło być logicznie, dopiero gdy Wit powiedział coś, o czym nie miał prawa wiedzieć. I dopiero wtedy w głowie Julka powinna zapalić się lampka, że ewidentnie coś było nie w porządku. Wcześniej mógł jedynie coś podejrzewać (i wtedy analizować otoczenie, zachowanie towarzysza itp.).

Oderwałem wzrok od iskierek we włosach Wita, które dostały już nóżek i różowych grzywek, takich samych, jakie miał chłopak. – Zaczyna być Julkowo – świetnie!

Naoglądałeś się Witch czy co? – Tradycyjnie: tytuł kursywą lub w cudzysłowie. Chodzi Ci o W.I.T.C.H.?

(,) spytałem szybko (,) widząc, że Ślimak rozpływa się jak dym na wietrze. – Małą literą (ślimak jako gromada) albo zapisz całą nazwę: Proroczy Ślimak Przeznaczenia (dalej wciąż piszesz Ślimak, Kot itd.).

(...) zerwałem się (,) o mało (co) nie upuszczając niedopitej butelki, którą wciąż trzymałem w ręce. – Pozwól nam się trochę podomyślać. Czas odczepić trzecie koło od rowerka.

Policzki faktycznie miał zarumienione (,) lecz byłem pewien, że jedynie od alkoholu, który wypiliśmy (,) zanim zezgonowaliśmy wspólnie jak stare prukwy. – Mnie się takie wczesne zgonowanie kojarzy raczej z młodziakami.

Najchętniej pozwoliłbym mu zostać (,) ale rodzice pewnie by go zatłukli. Poza tym nie ważne jak wygodna kanapa nie dorówna komfortowi własnej kołderki. Nieważne.

(...) miał ciemne sińce jak bohater koszmaru z ulicy wiązów. – To tytuł więc w cudzysłowie lub kursywą, poza tym: Koszmaru z ulicy Wiązów.

I tak nie będę miał tam nic do roboty oprócz jakiegoś dłubania w samochodzie co jakiś czas (,) żeby odbudować synowsko – ojcowskie relacje. Synowsko-ojcowskie.

(...) życzył mi z tym pięknym uśmiechem (,) zarzucając mi na chwilę ręce na szyję w pożegnalnym uścisku. Odwzajemniłem go jak zwykle (,) trochę szorstko poklepując go skrępowany po plecach (,) bojąc się pokazać (,) jak wpływa na mnie ten drobny przyjacielski gest. – Brzmi, jakby to uścisk był poklepywany.

Zaserwowałaś nam bardzo sympatyczny opis zimowej pogody. Był odpowiednio długi, w stylu Julka i nieźle podziałał na wyobraźnię. Dopiero po takim fragmencie dotarło do mnie, że rzadko dokładniej opisujesz otoczenie – a szkoda, bo potrafisz.


Rozdział XI: FML (,) czyli kiedy idzie ci źle (,) nawet kiedy idzie ci dobrze
(...) przyznałem z uśmiechem na myśl o brązowookiej psinie. – Nie wyobrażam sobie myśleć o moim złotookim kocie.

Spadzisty dach miał cały pokryty śniegiem. Wyglądał jak góralska chatka. – Brzmi, jakby to dach, a nie cały domek przypominał góralską chatkę.

(...) powiedziałem pochlebczo (,) chcąc rozluźnić atmosferę i lustrując chatkę okiem jak doświadczony agent notarialny z habilitacją z architektury. – Pozwól nam myśleć.

Na dobre wyszła zmiana scenerii i klimatu. Coraz odważniej zapoznajesz nas bliżej z pobocznymi postaciami. Wciąż w oczy rzucają się ekspozycje, ale styl narratora czyni je względnie znośnymi.

(...) zagadałem o psiny (,) tarmosząc ją za uszy i przytulając wiercącą się z radości psinkę. Do.

Mała kuchnia z widokiem na pole i dróżkę (...). – Czegoś tu brakuje.

Drobne akcenty nie przygniatające ilością. – I tu też. Nieprzygniatające.

Klapnąłem na łóżku w "swoim" pokoju. – Tak nie wygląda polski cudzysłów.

Wyszedłem z łóżka i łaziłem w tą i we wtą po pokoju, na bosaka, w przykrótkiej piżamie w pingwiny, która mimo dziecinnego wzoru była mega wygodna. – Zapraszam tutaj. Dlaczego mimo? Te dwie kwestie nie mają związku. Już bym nawet prędzej pomyślała, że dziecięcopodobne piżamy są właśnie wygodne. Co innego, gdybyś napisała, że Julek tę piżamę nosił, lubił itp., bo była wygodna, więc nawet pingwinki jakoś chłopak tolerował. 
Wreszcie oprócz świetnych dialogów i stylu narratora mamy też fabułę. Zawiązuje się jakiś wątek. Sceny zaczynają mieć znaczenie. Coś z czego wynika, do czegoś prowadzi. Do psychologii postaci nie mogę się przyczepić. Tylko momentami powolne tempo raczej odstrasza nowicjuszy, niż ich zachęca do kontynuowania lektury.

Jestem teraz trochę przybity (,) ale nigdy nie czułem się tak wolny. – westchnął tym razem z ulgą (,) a w słuchawce usłyszałem świst głęboko wciąganego do płuc powietrza. – Świat się nie zawali przez taką dokładność, ale ciągłe dopowiedzenia, zbędne tłumaczenia i oczywistości potrafią irytować. Te u Ciebie się piętrzą i piętrzą.

Prawie udławiłem się powietrzem (,) chcąc zapytać o milion rzeczy na raz. – Łącznie: naraz.

Liw już chyba podejrzewała, co chcę jej powiedzieć (,) bo przestawiła się na tryb "mam cię w dupie" i ogólnie zdawała się być taka wyniosła. Robi tak (,) jak czuje się zagrożona, zauważyłem już dawno. – Mimo Twojego potencjalnie świadomego wyboru, szkoda, że my nie mamy okazji obserwować zachowania Oliwii.

Wysłuchawszy go do końca (,) nie wiedziałem (,) jak mam zareagować. Nie mogłem się zdecydować (,) czy zrobić facepalm'a z przebiciem (,) czy zacząć się śmiać. Facepalma.

– Jak się teraz czujesz? – spytałem ostrożnie.
Nie, jest spoko. – Taka odpowiedź miałaby sens, gdyby Julek spytał np.: Źle się czujesz? Zdołowało cię to? Zepsuła ci humor? Jeśli pytanie ma zostać, to z nie się żegnamy.

Usłyszałem w telefonie (,) jak się wzdrygnął. – No nie w tosterze. To jasne jak słońce, że opisujesz rozmowę telefoniczną. Nie musisz co chwilę podkreślać, że chłopcy się nie widzą, a  słyszą właśnie przez telefon itp.

Stałem w tym samym miejscu co kilka miesięcy temu, kiedy poszedłem do niego wyznać mu miłość. – Kiedy to minęło? Na początku opisywałaś niemal dzień po dniu. Potem były chyba dwa tygodnie przed feriami i teraz mamy ferie.

Dopiero teraz uświadomiłem sobie (,) jak wielkie nadzieje wiązałem z dzisiejszym dniem. Kiedy wczoraj w nocy Wit powiedział, że zrywa z Oliwią (,) nieświadomie pomyślałem, że może wtedy będę mógł znów spróbować. – No chyba jednak całkiem świadomie, nie?

Wszystko (,) co chciał osiągnąć (jakkolwiek dla mnie wydawało się to bezcelowe (,) bo dla mnie był idealny i nie musiał nic w sobie zmieniać) okazało się mrzonką i na powrót potrzebował odzyskać trochę pewności siebie (,) z którą od zawsze miał trudne relacje i zakorzenić się z powrotem w życiu (,) i poczuć znów pewnie w swoim własnym obrazie samego siebie. Rozumiałem to pomimo tego (,) jak bardzo mnie to wkurzało. – I dużo się nazbierało to w różnych przypadkach.


Rozdział XII: Karma wraca i rzuca cytrynami (,) czyli jak przegrywać w życie
Byłem niemal pewien, że gdybym teraz wyskoczył ze swoimi feelsami (,) to mógłbym się pożegnać z przyjacielem. – Julek tak się rozpływa nad Witem (oraz ich wielką przyjaźnią) i ciągle jest przez niego pozytywnie zaskakiwany, więc skąd te nieustające wątpliwości? Rozumiem, że Julian się boi, jak to on nadmiernie analizuje i tworzy czarne scenariusze, ale fragmenty tego typu kłócą się z niektórymi przemyśleniami na temat obiektu westchnień bohatera. Podobne niespójności zaczynają coraz bardziej dezorientować i utrudniają odbiór tekstu.

Bezpodstawny, ślepy popęd kierował moim życiem od podstawówki (,) a ja nie robiłem nic (,) żeby go zahamować. Moim celem był Wit i pchałem się w jego kierunku (,) nie zważając na skutki uboczne i cierpienie, którego przysparzała mi ta bezcelowa pogoń. – Dlaczego bezpodstawny?  Ale próbował uciec, wymyślił ferie u ojca, w jakimś tam stopniu także wcześniej unikał Wita, starał się nie mówić tylu złych rzeczy o Oliwii, by zdrowy (jak się wtedy wydawało) związek przyjaciela pozwolił mu się otrząsnąć i pokazał, że nie ma co się łudzić i trzeba ruszyć dalej, może z kimś innym.

Jedyne (,) do czego doszedłem (,) to okresowe przejawy stoicyzmu, ewentualnie całkowitego wyjebania i nie przejmowania się bożym światem wraz z wykończeniem zasobów energii życiowej. Nieprzejmowania.

Ze sztuką i naturą obcowałem często. – Poza kadrem?

Wraca Twój stary nawyk. Nie mówią sceny, tylko ściany przemyśleń narratora. Fragmenty z refleksjami Julka są świetne, ale osamotnione nie stworzą dobrej historii. Świat przeżyć wewnętrznych nie zastąpi świata przedstawionego. Za dużo jest u Ciebie przegadane. Narzucasz określoną interpretację, bo nie pozwalasz swobodniej interpretować. Nie dajesz nam potrzebnej przestrzenii. Część tekstu przypomina pamiętnik, pojawia się wiele charakterystycznych zwrotów, ale szczegóły oraz dialogi zaprzeczają tej wizji.

Jedyny konflikt, który zdawali się mieć (,) to różne style życia i rzeczy, do których dążyli. – A to taki mało istotny szczegół...

Zapatrzyłem się w białą ścianę lasu (,) rozmyślając o staruszkach i ich pokomplikowanym związku. – Gołe brzozy czy co? :) Po prostu chodzi o to, że wciąż leżał śnieg?

Wzruszyłem ramionami (,) próbując już nawet zrozumieć (,) co się działo w moim wnętrzu (,) i wyszedłem z Niną na spacer. – Wydaje mi się, że przed próbując powinno być nie.

Przebrawszy się wieczorową porą w swoją śliczną czarną koszulkę Trivium (,) omotałem się wokół głowy szalikiem i spakowałem w kieszeń na drogę paczkę Halls'ów, od których byłem beznadziejnie uzależniony. – Zbędny apostrof. Mamy dwunasty rozdział, a to pierwsza wspominka. Słabe to uzależnienie. Pozazdrościć.

Przez bliskie sąsiedztwo miasta udzie nie kładli się tu spać razem ze zmierzchem (,) lecz nie było tu też tak żywo jak w centrum. Ludzie.

Ale organizowali koncerty za gorsze (,) więc ciągnęli sobie na cenach. Grosze.

Nie miałem pojęcia (,) co znajduje się w budynku pubu. Na pewno nie pub (,) bo ten mieścił się obowiązkowo w piwnicach pod poziomem chodnika. Lokalizacja pubu sprawiała wrażenie (,) jakby tylko wtajemniczeni mogli się tam dostać. Ja takie wtajemniczenie uzyskałem, pierwszy raz pub pokazał mi znajomy z wakacji (,) kiedy przyjechałem do ojca pierwszy raz, niecałe dwa lata temu (,) kiedy dopiero zaczynał częściej tu bywać i zastanawiać się nad wybudowaniem czegoś własnego. – Jak to w budynku pubu nie mieścił się pub?

Ten rozdział wydaje mi się bardzo niechlujny. Sprawdzałaś go mniej uważnie niż pozostałe? Nagromadziło się więcej niż zwykle powtórzeń czy literówek.

Popijałem piwo (,) słuchając dobrze mi znanego przed koncertowego zamieszania (...) – Przedkoncertowego.

Śpiewali głównie po polsku i mieli kawałki "o czymś". – Mogłabyś nas takim kawałkiem uraczyć. Jeśli nie czujesz się w pisaniu takich tekstów, nie musiałaś dodawać swojego.

Wspominałem coś wcześniej o nie zawracaniu głowy? Niezawracaniu.

Kupę lat. – Nie chodziło Ci czasem o kopę? Potem okazuje się, że dwa.

Nic dziwnego (,) Szerloku, szesnastolatkowie wciąż rosną (,) a tyle mieliśmy lat (,) kiedy się poznaliśmy. – Julek wciąż jest nastolatkiem, więc to oczywiste, że kilka lat temu nie był już po tym okresie.

Czułem się (,) jakby mój mózg rozpuścił się i chlupotał sobie wesoło w czaszce. – Bez pierwszego, zbędnego totalnie, się zdanie zabrzmi lepiej.

Jakiś czas miałem niezłego doła, tym bardziej że gościówa była straszna (,) ale Wit już z nią nie jest. – Kolejne wiadro pomyj na Oliwię, a dowodów jak nie było, tak nie ma.

Miałem wyrzuty sumienia i teraz (,) spotykając się z taką życzliwością z jego strony (,) czułem się jak ostatni śmieć. – Bardziej nachalnie się nie dało? Julek jest taki i taki, dramatyzuje, ma niską samoocenę i lubi rzucać mięsem, obrażając samego siebie, ale w opowiadaniu wciąż przeważają opisy uczuć, a nie faktyczne ich okazywanie, zdradzanie.

Nie miałem pojęcia (,) jak poczucie winy może nieświadomie dręczyć człowieka. – No całkiem świadomie, skoro Julek myśli, jak go to poczucie winy właśnie męczy.

Jestem ci tylko naprawdę wdzięczy, że nie masz do mnie żalu. Wdzięczny.
Nieźle komplikujesz. Dobrze, że w Twoim opowiadaniu nic nie jest oczywiste. Pomysł na pierwszy rzut oka wydaje się banalny, lecz potrafisz pomieszać i zaangażować czytelnika w tę skomplikowaną układankę. Julek już totalnie nie wie, co czuje, czego chce, jak postąpić, a ja przeżywam wszystko razem z nim. Wciąż żałuję, że interpunkcja woła o pomstę do nieba, a czas przeszły i teraźniejszy nie mogą bez siebie żyć. Szkoda dobrej historii na bardzo nieidealne wykonanie.

Dominik był typem człowieka, który faktycznie mówił, zanim myślał (,) a ponadto on zawsze mówił to, co myślał. – To bardzo ważna postać w życiu Julka, więc i istotna dla historii. Chciałabym więc poznać Dominika... a nie czytać jego charakterystykę. Coraz częściej narrator zachowuje się, jakby komuś opowiadał tę historię. Ale wtedy dokładne przytoczenia, wypowiedzi nie mają sensu.

(...) dodał łagodnie (,) choć widziałem (,) jak jego wzrok posmutniał. Była to wręcz niedostrzegalna zmiana (,) ale najwidoczniej poznałem go wystarczająco dobrze (,) a charakter szatyna najwidoczniej nic nie zmienił się przez te dwa lata. – Wzrok i Julka cechuje piękna, głęboka relacja. Naszego narratora tak wiele łączy z Dominikiem, a nazywa go w myślach kolorem włosów? Ludzie tak nie robią. Co ma charakter (to, jak traktujemy siebie i innych, nie mylić z osobowością czy temperamentem, skoro już o psychologii mowa) do zdolności ukrywania uczuć?

Nie miałem po prostu pojęcia (,) co na to odpowiedzieć (,) ponieważ przybiła mnie mordą do ziemi jego deklaracja oraz podobieństwo jego postawy do mojej względem Wita. – Chłopak nie ma żadnych skojarzeń z Miką? Mamy w sumie trzy podobne sytuacje. Niezłe friendzonowanie u Ciebie.

Bardziej Dominik prowadził mnie do domu (,) niż ja do niego wracałem. – Ale to bez związku. Skoro Julek szedł w stronę domu, to do niego wracał i tyle. Nie można wracać mniej lub bardziej. Nieważne, czy się prowadzi.

(...) odparłem (,) automatycznie się uśmiechając. – Chciałem mamę namówić na psa (,) kiedy ojciec musiał zabrać Ninę (,) ale była przeciwna. – Właściwie nigdy nie wyjaśniłaś, dlaczego pies przeprowadził się razem z tatą Julka, a tu używasz musieć, więc masz zapewne dobry argument.

Ale jak na razie zachowują się jak para głuchoniemych. – Chyba głuchych, bo mają jedynie problem ze słuchaniem drugiej strony. Głośne kłótnie z początków opowiadania mówią same za siebie. Poza tym, określenie głuchoniemi jest dla głuchych nieszczególnie miłe, tak jak np. Murzyn dla osoby czarnoskórej.

Dominik był trochę jak Agi, tylko że bardziej żywiołowy i w przeciwieństwie do blondynki był duszą towarzystwa, człowiekiem, który nie idzie w ciszy za innymi, tylko za którym to inni podążają z ślepym zachwytem i iskierkami podziwu w oczach. Ze.

Rozdział uznaję za bardzo niedbały. Ekspozycja goni ekspozycję, jest coraz bardziej Julkowo i subiektywnie, ale dobrze się czyta.


Rozdział XIIl: Karpia zjem (,) czyli czasem trzeba po prostu odpuścić i popłynąć z nurtem
Dziwnie szatkujesz rozdziały. Ten jest niemal trzykrotnie dłuższy od poprzedniego.
Nie pozbawiasz narratora lekkiego stylu, jednak rozdział zaczyna się wręcz tragikomicznie. Zrywasz z nudą. Niby Julek cały czas śmieszy, ale jego sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna. Zostaje charakterystyczna ironia, pazur, lecz kłopoty nieubłaganie się piętrzą. Mamy oczekiwany rozwój. Wielowątkowe historie na ogół bardziej wciągają. Nie czuję potrzeby większego ingerowania w fabułę. To Twoja historia i zdaje się być dopracowana. Obyś nie tylko w mojej głowie miała wszystko pod kontrolą.

Miałem tak stać pośrodku jak ostatni dureń a życie przebiegnie mi wesoło koło mnie? – Zbędne mi. Czegoś mi tu brakuje. Myślę, że lepiej brzmiałoby: Miałem tak stać pośrodku jak ostatni dureń i czekać, aż życie przebiegnie wesoło koło mnie? Jeszcze bardziej Julkowe byłoby: Miałem tak stać pośrodku jak ostatni dureń i czekać, aż życie przebiegnie mi koło nosa?

Mama nie śmiała by się ze mnie, że się nie wyspałem (,) bo późno wróciłem z imprezy (,) tylko bez powodu dostałbym opieprz, że mam niezdrowy tryb życia i że jestem jeszcze dzieckiem (,) co oznacza, że powinienem być w łóżku o dwudziestej drugiej. Śmiałaby. Właśnie z konkretnego powodu (czy racjonalnego dla Julka, czy nie, to już inna sprawa).

Gregory House uważa, że tlen jest ważniejszy do przeżycia (,) a on dobrze mówi. Choć na koniec wylądował w psychiatryku (,) więc wiesz... – No nie na końcu.

– Wyglądasz jak Śnieżka (,) tylko z jasnymi włosami. – zaśmiał się łagodnie. – Tylko jasna karnacja się zgadza i już takie skojarzenia? Ciemne włosy są istotne. Zarówno jeśli chodzi o tę baśniową postać, jak i typ urody potocznie zwany Królewna Śnieżka.

Wyszli Niezniszczalni 2. – Standardowo: tytuł kursywą lub w cudzysłowie.

Mimo wszytko powinienem się chyba zastanowić i podejrzewam, że również przejąć (,) czy do niczego nie dojdzie. Wszystko.

Nik powiedział, że niczego nie oczekuje i że chce tylko się ze mną spotkać (,) skoro natrafiła się okazja, że przyjechałem. To mi wystarczało. Bezpodstawne spekulacje wymagały zbyt dużo energii życiowej, której ostatnio mi brakowało.

(...) powiedział (,) wstając znad telewizora. – Bardziej prawdopodobne: sprzed.

Nie napakowany, autentyczny, dobrze walczy i ma własny oryginalny styl. Nienapakowany.

(...) dodałem z uśmieszkiem (,) wiedząc, że brunet ma innego ulubionego aktora. – Julek nie bierze pod uwagę, że przez dwa lata mogło to się zmienić? Chyba że Dominik jest czyimś naprawdę wielkim fanem od dłuższego czasu, ale nic takiego z tekstu nie wynika.

(...) uniósł się (,) wskazując na ekran (,) a potem (,) zerknąwszy na mnie zirytowany, że nie łapię jego punktu widzenia. – Potem? Użyłaś takich imiesłowów, że ze zdania wynika: Dominik wcześniej zerknął zirytowany, potem uniósł się, jednocześnie wskazując ekran.

Bo jest chińczykiem. – Wielką: Chińczykiem.

Widać, że masz dużą wiedzę na temat filmów o sztukach walki i umiesz ją nienachalnie przekazać nawet komuś, kto się w tym totalnie nie orientuje (np. mnie).

– Popij (,) chomiku (,) bo się udławisz. – Podałem mu piwo stojące przed nim na ławie (,) bojąc się, że zakrztusi się tym kotletem. – Mało pomocne.

Nik zamrugał zdziwiony tym odejściem od wątku. – Ale chłopcy znają się niby tak dobrze, a Julek to mistrz przerywania niewygodnych tematów.

Migdalili się na każdej przerwie. – wypuściłem z gniewem dym. – Wielką literą, bo to już bezpośrednio nie dotyczy wypowiedzi.

Za bardzo opisujesz relację chłopaków. Niepotrzebnie przedłużasz część narracyjną, pisząc ciągle, jak to Julek i Nik się rozumieją i tak dalej. Rozdział jest bardzo emocjonalny, a dialogi intymne. Czujemy tę nić porozumienia między bohaterami. Widzimy postacie dynamiczne, z historią. Sami.

Później przez kilka dni czułem się jak zombie, który w kółko przeżywa zawał serca. – Zombie już by nie mógł, nie? Więc Julek ewentualnie przeżywał te zawały i wyglądał jak zombie.

Powiedzieć prawdę (,) ale w spokojniejszy sposób. – W tym kontekście bardziej pasuje: subtelniejszy.

Nie chodziło o to, że chłopak był bezduszny i mówił prawdę prosto z mostu (,) nie zważając na czyjeś uczucia. Szczerość byłą jedną z jego największych zalet. Była (w tym drugim słówku Ci się wkradło ą zamiast a.

Miał niezwykle rozwiniętą intuicję, która nigdy go nie zwiodła. – Julek nie ma prawa tego wiedzieć.

Podniósł na mnie poważny wzrok o piwnym kolorze (,) spoglądając na mnie z lekko przechyloną głową (,) skupiając na mnie całą uwagę swojej niezwykle przystojnej. – Wzrok nie ma koloru. To duży skrót myślowy, metafora? Piwne są oczy Dominika. Przystojna głowa? Mówimy raczej o przystojnej twarzy.

Potrafisz bawić i wzruszać. Szkoda, że z tymi przecinkami Ci nie po drodze (a za to wszelkie czasy aż do Ciebie lgną).

Nie zasługuję nawet na to (,) żeby się z tobą przyjaźnić.kręcąc głową nad tym (,) jaki jestem żałosny. – Coś tu zgubiłaś. Sam imiesłów? Julek powiedział, kręcąc głową, wyznał, cokolwiek.

Chłopak zaśmiał się nerwowo, i przygładził włosy za uszami (,) jak zawsze gdy był zawstydzony. – To niech Dominik to po prostu robi. Albo Julek się na tym rozczula, wspomina, łączy gładzenie włosów z zawstydzeniem, stwierdza coś w stylu: niektóre rzeczy się nie zmieniają.

Dalej piszesz o wielkiej więzi między Julkiem a Dominikiem, która znaczy więcej nawet od przyjaźni Julka i Wita. Więc dlaczego nasz główny bohater przez początkowe rozdziały ani razu nie pomyślał, nie wspomniał o swojej legendarnej bratniej duszy? Nawet nie napomknął o Niku, gdy już miał zaplanowany wyjazd do ojca. Sceny, nawet myśli bohatera z poprzednich postów nie potwierdzają tego, co wciskasz w narrację. Czekaj… czyli o Dominiku myślał Julek, wspominając wcześniej o osobie, której jako jedynej zwierzył się z uczuć do Wita? Mamy więc jedno napomknięcie. To prawie nic.
Intrygujący pomysł z metaforą związaną z toczącą się rozmową chłopaków i sceną z filmu.

Nie przestałem cię kochać nawet na chwilę (,) kiedy wróciłeś do domu dwa lata temu. Nic nie mówiłem (,) bo myślałem, że Wit sprawi ci szczęście. Ten człowiek, którego nie znam (,) zdawał się być sensem twojego życia. Naprawdę chciałem twojego szczęścia (,) a jeśli miało ono się wiązać z Witem (,) to się nie wtrącałem. Nie wiem (,) jakim jest człowiekiem ale jeśli tak go kochasz (,) to musi być ciebie wart. Jednak teraz (,) kiedy znów się spotkaliśmy (,) ty wciąż jesteś nieszczęśliwy. – Nie rozumiem punktu widzenia Dominika, który stwierdza, że, o dziwo, Wit nie uszczęśliwił Julka. Dlaczego miałby? Julian już wcześniej się z Witem przyjaźnił. Pragnął czegoś więcej, dlatego cierpiał. Skoro oczywiste jest, że nic nie dostał (bo nawet nie odważył się spróbować), czemu Nik oczekiwał nagłego szczęścia Julka?

Zamilkł na chwilę (,) zbierając myśli. Cichy, pozbawiony emocji głos był tak dla niego odmienny, że czułem się dziwnie poruszony (,) słysząc go w jego ustach. – I znowu: Julek nie siedzi w niczyjej głowie.

Chłopak nie wchodził w poważny ton przy byle drobnostce. – A ja tam odnoszę wrażenie, że Dominik mówi dziwnie podniośle o każdej drobnostce.

– Zostajesz jeszcze na tydzień (,) prawda? – spytał głosem nie zdradzającym żadnych emocji. Niezdradzającym. Ale linijkę wcześniej podejrzliwy Julek komentuje ton współrozmówcy, więc jednak coś on zdradza, prawda?

(...) przerwał mi Nik (,) patrząc głęboko w moje oczy. Jego własne był wciąż śmiertelnie poważne. Byłem jak zahipnotyzowany tym wyjątkowo teraz ciemnym spojrzeniem. Były, bo oczy, no i potem masz jeszcze powtórzenie. Wzrok miał już kolorek, przyszła pora na spojrzenie? Ciemne były oczy Nika (pociemniałe z pożądania czy o czym tam myślałaś).

Świadomość wyjątkowości tego faktu sprawiał, że mnie mogłem oderwać od niego wzroku zdolny jedynie do nieruchomego drżenia na całym ciele jak sparaliżowany. Sprawiała, bo świadomość. Nie. Znów nagromadziło się sporo (jak na Ciebie) literówek. W początkowych rozdziałach się nie zdarzały.

A jednocześnie była to jedyna rzecz (,) którą potrafiłem i pragnąłem teraz zrobić. – Narrator opowiada o czymś, co miało miejsce kiedyś tam.

Nawet jeśli wciąż coś do niego czułem (,) nie mogłem pozwolić (,) żeby to zabrnęło dalej. – Jak to wciąż? Wydawało mi się, że wcześniej ustaliliśmy, że związek z Dominikiem nie wynikł z rzeczywistego uczucia Julka, ale z jego chęci zapomnienia o Wicie, a gdy to się nie udało, doszło do zerwania.

Patrzyłem na poruszonego Nika, który zaskoczony moim wybuchem po wcześniejszym odwaleniu sceny dziewiczego płaczu rodem z Wichrowych Wzgórz nie otrząsnął się jeszcze z szoku i zatrzymał się w pozycji z na wpół wyciągniętymi rękoma (,) próbując nadążyć za moimi reakcjami. – Mam nadzieję, że już wiesz, czego tu brakuje.

Nik przytulił mnie mocniej (,) splatając ręce na moim krzyżu i siedzieliśmy tak chwilę w ciszy. Otarłem zaryczaną ćwaź w  jego koszulkę i ostrożnie zaciągnąłem się jego zapachem. Znałem go dobrze. Połączenie świeżości szamponu, odrobiny randomowej wody kolońskiej, którą czasami brał od ojca (,) bo sam nie przywiązywał wagi do czegoś tak prozaicznego jak ładny zapach (,) oraz jego własnego ciała kojarzący się z ciepłem i dymem. Przez chwilę wydawało mi się, że minął zaledwie jeden dzień (,) od kiedy z nim chodziłem i że nigdy się nie rozstaliśmy. – A ja myślałam, że miał przyjemność z samym Dominikiem chodzić. :) Pilnuj podmiotów.
Opis zbliżenia jest bardzo przyjemny, ale wręcz naszpikowany powtarzającymi się zaimkami.

Brunet gładził mnie łagodnie po plecach (,) nie odzywając się (,) jakby był świadom gonitwy moich myśli. Słyszałem jego oddech blisko swoich uszu (,) a gdy wytężyłem słuch (,) docierało do mnie bicie jego serca. Wytężyłem i dotarło albo wytężałem i docierało.

Było mi wstyd, że się nie opieram (,) a wręcz wtapiam się w objęcia chłopaka. – O wiele zgrabniej się prezentuje bez drugiego się.

Chłopak przesuwał kojąco palcami po moich plecach (,) zataczając kojące kręgi wzdłuż napiętych jak skała mięśni (,) a ja pozwalałem ich ciepłu je rozluźnić (,) bo jak mógłbym mu czegokolwiek odmówić? Błogostan rozpłynął się po każdej mojej komórce (,) zamieniając mnie w worek ciepłego bezwładnego budyniu. – Domyślam się, że ich odnosi się do palców, natomiast je do mięśni. Brzmi jednak, jakby oba zaimki zastępowały właśnie mięśnie.

Jego spojrzenie było spokojne (,) ale nie było w niej zwykłej dla niego ciepłej łagodności. W nim (spojrzeniu).

Moje ciało zaciągnęło jakiś ręczny hamulec, ogólnoustrojową blokadę nie pozwalającą mi wykonać najmniejszego ruchu. Niepozwalającą.

Pomysł z kocią i ślimaczą wstawką uznaję za bardzo trafiony – rozładowałaś napięcie, rozluźniłaś atmosferę, która zaczynała być już nieco za ciężka i, chyba pierwszy raz w niepozytywnym sensie, dramatyczna. Sprawnie nawiązałaś również do anime. Było to w pełni zrozumiałe nawet dla takiego laika jak ja. Tylko wciąż brakuje tych nieszczęsnych cudzysłowów. Kursywy również się jakoś boisz.

(...) spytał (,) ledwo hamując irytację. – Mogłabyś przynajmniej w takich przypadkach dopisywać, co takiego sprawia, że Julek jest wręcz pewny, co jego towarzysz czuje, dlaczego coś robi i tak dalej.

To, że wyewoluowałem w kręgowca (,) oznacza, że idziesz w dobrym kierunku i postępujesz zgodnie ze swoimi ideałami. – Uwielbiam ten wątek!


– Przyrzekasz? – podniósł łapkę powolnym, złowróżbnym ruchem (,) grożąc mi pojedyńczym pazurem. – Pojedynczym? Kot?

– Dobra. – uspokoił się Ślimak–Kot i przysiadł na zadzie. – Zdecydowałaś się na dziwny zapis. W szczególności gryzie ta półpauza zamiast dywizu i Kot wielką literą. Najbardziej by mi tu pasowało po prostu: Ślimakokot (jeśli wciąż upierasz się przy tej wielkiej literze, określając stworki z wyobraźni Julka).

– No to teraz rada.Zaoferował (,) jakby po dogłębnych przemyśleniach łaskawie uznał, że jestem jej wart. – Małą literą: zaoferował.

(...) nie wytrzymałem i prychnąłem zmęczony wiecznym nabijaniem się ze mnie i szturchaniem kosmicznym kijem (,) jakbym był zabawką w rękach Wszechświata i jego sadystycznych uciech. – Być zabawką w rękach sadystycznych uciech? Na pewno tak to miało brzmieć? Bardziej pasuje mi: był zabawką w rękach Wszechświata i źródłem jego sadystycznych uciech.

Czyżby Ślimak–Kot czytał tę samą książkę? – A tu mamy tę. Jestem dumna.
(...) spytał spokojnie (,) jednak w jego żółtych ślepiach zabłysły niebezpiecznie kurwiki złości.

Rozmowa Julka i Ślimako–Kota jest bardzo interesująca (myślę, że to jedna z lepszych scen w całym opowiadaniu), jednak nie sądzisz, że ją trochę przedłużyłaś? Czas się tam zatrzymał, że Dominik nie reaguje na wyłączenie się Julka?

Samo ponowne spotkanie zajęło nam dwa lata. – Wplotłaś to zdanie w dość długą, ale jednotorową refleksję Julka. Brzmi więc, jakby chłopak po dwóch latach dojrzał do rozmowy z Witem i postanowił się z tym zmierzyć, a przecież do spotkania doszło przypadkiem.

Los chyba nie rzucił nas w jedno miejsce (,) żebym znowu powiedział mu to samo co dwa lata temu. Historia zatacza koło (,) ale po to (,) żeby następnym razem coś zmienić. Poza tym (,) kiedy pomyślałem o konsekwencjach przerwania tego (,) co się właśnie między nami wydarzyło (,) to muszę przyznać, że chętniej zgłosiłbym się na wolontariat do piekła. – To się jeszcze nie wydarzyło, tylko trwało (gdyby było po wszystkim, nie moglibyśmy mówić o żadnej szansie na przerwanie).

Zdawało mi się (,) jakby coś we nie pękło i walka z poddaniem się temu nurtowi zostawiłaby mnie w totalnym proszku jak meble z Ikei na znaczną część życia. Nie pytajcie (,) skąd to wiedziałem. Mnie. Czemu tak od czapy w trzynastym rozdziale mamy nagle zwrot do czytelnika?

(...) odparłem przygnieciony dziesięciokilowym szokiem w rozmiarze XXL i (,) czując zawroty głowy (,) jakbym stał na głowie o kilkanaście godzin za długo. – Myślę, że problem mógłby już wystąpić, gdyby była mowa o dodatkowych minutach. Dramatyzowanie Julka czy niecelowo przesadziłaś?

Najwidoczniej moja astralna wycieczka wgłąb siebie trwała zaledwie kilka sekund i nie zdążyłem dużo przegapić. W głąb. Jakim cudem?

(...) powiedziałem (,) z trudem uświadamiając sobie, że gdzie jesteśmy i że pokój widoczny z drzwi frontowych nie jest najlepszym miejscem na odświeżanie przyjaznych stosunków z byłym facetem. Mój głos przypominał bardziej zachrypnięte jęknięcie niż właściwą mowę i zastanawiałem się (,) czy chłopak coś zrozumiał. Nie miałem na tyle silnej woli (,) by go przystopować. – Zbędne pierwsze się.

Nik ściągnął przez głowę koszulkę (,) wyprężając smukłą sylwetkę tak, że zaznaczył się każdy mięsień jego brzucha i klatki piersiowej (,) zatrzymując mi w płucach powietrze (,) jakbym dostał bezdechu. Pół nagi wspiął się na łóżko (,) siadając na mnie okrakiem i wsunął pod moją bluzę rozpalone ręce (,) wywołując dreszcz na moim i tak już rozedrganym zewłoku. Przejechał nosem od wgłębienia szyi, przez ucho po policzek (,) a drogę wieńczył szlak gęsiej skórki na mojej skórze. Jego ręce gładziły moje żebra i brzuch (,) chwytając każdy fragment mojego ciała (,) jakby chłopak chciał sprawdzić (,) czy każdy mięsień i żebro znajdują się na swoim miejscu. Półnagi. Odnoszę wrażenie, że czujesz wieczną potrzebę podkreślania, czyja jest ta i ta część ciała. Julek to narrator. Wiemy, że nie widzi oczami księdza. :)

Żołądek ścisnął mi się na ten widok i wiedziałem, że jestem już stracony. Pożądałem go każdym nerwem swojego ciała. Pragnąłem go tu i teraz. Pragnąłem go natychmiast. Nie mógłbym znieść (,) gdyby teraz wstał i wyszedł. Wyciągnąłem do niego ręce (,) bojąc się, że odejdzie. – Ten fragment to doskonały argument na to, by zadbać o podmiot.

Cieszyłem się dotykiem Nika, kosmykami jego włosów na mojej twarzy, dotykiem jego skóry na skrawku mojego brzucha w miejscu (,) gdzie podwinęła mi się bluza. – Już sama nie wiem. Świadomie to powtarzasz, celowo podkreślasz? Tak miało być? Musiałabym wkleić niemal całą końcówkę tego rozdziału, by pozaznaczać podobne powtórzenia.

Radości i ulgi tak wielkiej, że aż bolesnych. – Zdecyduj się na liczbę pojedynczą lub mnogą. Wielka była i radość, i ulga? Więc wielkich i bolesnych. Jeżeli chcesz podkreślić jedynie ulgę, to wielkiej i bolesnej.

Wszystko wporz... W porz.

Sam opis zbliżenia pozytywnie mnie zaskoczył (szczególnie opis doznań nie fizycznych, a emocjonalnych). Nie spodziewałam się wiele po opku z wątkiem homoerotycznym. Wyszło całkiem nieźle. Nie zagłębiałaś się przesadnie, nie chcąc zapewne opuścić swojej strefy komfortu, ale mam wrażenie, że mimo oszczędności oddałaś to, co chciałaś. Niekiedy jednak komentarze Julka (szczególnie te z istnie gimnazjalnym humorem) wytrącały z rytmu, zabijały klimat. Już się przyzwyczaiłam do wszelkich zewłoków, grabi i innych, ale w romantycznej scenie bym odradzała stosowanie takiego słownictwa (mimo że idealnie pasuje do narratora i w innych sytuacjach działa na Twoją korzyść). Myślę, że powinnaś pokusić się o częstsze akapity. Potężne ściany tekstu wręcz krzyczą.


Rozdział XIV: Szczypta zdrowego egoizmu (,) czyli karpia zjadłem i niczego nie żałuję
Tym razem serwujesz bardzo krótki rozdział (widzę, że kolejny też do takich należy). Nie sądzisz, że powinnaś zdecydować, ile w przybliżeniu słów czy stron ma mieć każdy z postów? Bardzo podoba mi się nawiązanie do poprzedniego rozdziału w tytule. Tylko ten wiecznie nieobecny przecinek przed czyli

Rozejrzałem się bezmyślnie po ścianach i odnotowałem, że jestem w swoim pokoju w szałasie ojca (dom mógł być całkiem ładny (,) ale i tak przyjęło mi się to określenie). – Wcześniej go nie używał (albo zrobił to raz czy dwa, że mi się nawet w oczy nie rzuciło).

Wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce i utworzyły ciąg przyczynowo–skutkowy. – Powinnaś użyć dywizu: przyczynowo-skutkowy.

Julek jak typowa Merysujka za broń obrał sobie lampkę nocną (co oni wszyscy takie długie kable mają?), ale cała scena wyszła całkiem zabawnie (zwłaszcza Julkowe nawiązanie do husarzy).

Jestem tobą tyle, że tym emocjonalno–psycho–wewnętrznym. – Jak trochę wyżej: emocjonalno-psycho-wewnętrznym. Później popełniasz ten błąd w podobnych przypadkach.

Co on, kocią menopauzę przechodzi, że takie huśtawki nastrojów odwala? – W tej sytuacji, zważywszy na zależność między Ślimako-Kotem a Julkiem, pomyślałabym raczej po prostu o dojrzewaniu, burzy hormonów.

Następnym razem musisz wsłuchać się w głos serca i sam dosłyszeć się prawdy. Dosłyszeć prawdę.

(...) zgodziła się łaskawie nędzna imitacja Cezara. – Skąd nagle takie skojarzenie? Chodzi po prostu o to, że stworek był władczy, chciał wszystko kontrolować? Czy nawiązujesz raczej do imienia (Juliusz)?

Oprócz prysznica muszę też rozpalić w kominku. – Duuuży skrót myślowy.

Dlaczego Julek nie sprawdza godziny? W ogóle wciąż jest noc czy już nastał ranek? Chłopak nie boi się, że jego ojciec wrócił wcześniej (jak wcześniej podejrzewał) i zastanie młodych w jednoznacznej sytuacji?

Niby Julek tak często bierze prysznic, wręcz przesadnie dba o higienę, a we wcześniejszych rozdziałach nic na to nie wskazywało. O okularach też długo nie wspominałaś (a mogły przeszkadzać chłopakom pamiętnej nocy), dopiero pod prysznicem Julek narzeka na swój wzrok. Pamiętasz o szczegółach jedynie czasami, gdy są Ci akurat potrzebne, a potem sobie odpuszczasz.

Byłem wyczerpany i strasznie śpiący. – W takiej chwili?

Zaprowadził mnie do mojego pokoju gdzie pomógł mi ubrać piżamę w bożonarodzeniowe niedźwiadki (...) – Jako zaniepokojona fanka pytam, co się stało z pingwinkami?

Interpunkcja jest nadal na bardzo niskim poziomie. Wciąż powtarzasz zaimki. O poprawnym zapisie dialogów już nawet przestałam marzyć.

Do samego końca dziwił mnie spokój, którym chłopcy mimo wszystko wręcz emanowali. Pełna swoboda w ich zachowaniu każe mi przypuszczać, że był ranek, ale jeszcze nie tak wcześnie, by spodziewali się powrotu ojca Julka. To akurat mogłabyś określić dokładnie.


Rozdział XV: Powroty duże i małe (,) czyli jak ja kocham zabałaganione pokoje
Dwa tygodnie ferii minęły, słodki czas chodzenia spać o szóstej rano i sypiania do południa odeszły na kolejne kilka miesięcy i trza było zebrać toboły i wrócić do Szpinakolandii.Odszedł (bo czas). Wątpię, by przeskoki czasowe służyły Twojemu opowiadaniu. Mam nadzieję, że uraczysz nas chociaż godnym pożegnaniem Julka i Dominika, a nie odpuścisz sobie, jak to miało wcześniej miejsce w przypadku naszego narratora oraz Wita (edytowany: a jednak znowu źle się stało…).

Czternaście dni u ojca wywołało we mnie pewną nostalgię za domem, jednak kiedy znalazłem się z powrotem w swoich czterech mikroskopijnych ścianach (,) momentalnie zmieniłem zdanie i zapragnąłem wrócić do Szałasu. – Nie wyczuwałam absolutnie żadnej nostalgii. Julek praktycznie nie myślał o domu. Jeśli wracał myślami do swoich stron, to tylko w związku z Witem.

Julek opowiada o jakimś brunecie, a ja dopiero pod koniec spostrzegam, że nie mowa o Dominiku, ale o Wicie (i to wciąż nie mam pewności).

Misja Ferie w każdym razie zakończyła się względnym sukcesem, nie zagryźliśmy się z ojcem (,) a nawet wzmocniliśmy naszą więź czy co tam. – Szczędziłaś nam ich wspólnych scen. Ograniczyłaś się do kilku niezobowiązujących rozmów tej dwójki, np. o muzyce, czy wspólnie przygotowywanej kolacji.

Ogólnie było całkiem spoko. Plus spiknąłem się znów ze swoim eks. Bardzo przystojnym, obdarzonym nietuzinkową osobowością eks (,) należy dodać. – Julek dopiero co snuł romantyczne plany związane z Witem.

Mama tęskniła za mną dość mocno (,) sądząc po promiennym uśmiechu i radosnym trajkotaniu, którym raczyła mnie przez cały wieczór. – Dopiero teraz dotarło do mnie, że nawet nie napomknęłaś, by choć raz podczas dwutygodniowej nieobecności Julek rozmawiał z mamą przez telefon. Nie martwił się o nią, wiedząc, że mocno przeżyła separację z mężem? Nie myślał nawet o rodzicielce? Nie uznałaś tej relacji za wystarczająco ważną, by poświęcić jej trochę czasu?

(...) (czyt. przekupstwem przy pomocy nieśmiertelnego pół litra) (...) – Jak może pamiętasz z początku ocenki, w prozie nie używamy skrótów: czytaj.

I wiedziałem, że to na prawdę będzie koniec (,) a pierwszy dzień w szkole zapamiętam jako męczarnię ofiary bliskiego spotkania z tirem, którego teleportowało na pustynię. – Łącznie: naprawdę.

Z filmowym asortymentem stanąłem przed dobrze mi znanymi drzwiami z jeszcze lepiej mi znanym sękiem, przed którym swego czasu przeżywałem życiowe dylematy. – Aż się sentymentalnie zrobiło. Rozdziały się powoli kończą, a ja nie chcę się żegnać z Twoją historią.

Wiedziałem, że mam się czego obawiać. Wit na pewno zaraz mi powie, że ma nową dziewczynę. – To Julek chce w końcu ruszyć dalej z Dominikiem czy ich nocna przygoda to była tylko odskocznia? Chłopak jest aż tak zagubiony? Coś czuje do Nika, ale nie chce rezygnować ze starej miłości?

Oberwałem po mózgu dziesięcio–kilowym menchirem (,) a płuca zapadły mi się i złożyły w łabądka origami. Dziesięciokilowym. Menhirem.

Czas płynie dziwnie wolno, gdy Julek dyskutuje z wytworem swojej wyobraźni. Jak to niby działa?

(...) powiedziałem z najszczerszą miną (,) na jaką było mnie stać. – Szczera mina? Julek mógł to powiedzieć z najszczerszym uśmiechem, jaki zdołał przywołać.

Otworzył drzwi do swojego pokoju. Miejsca, którego nie widziałem od wieków. Było to dla mnie ważne pomieszczenie (,) ponieważ należało do Wita. Brunet spędzał w nim większość czasu. Uczył się, spał, marzył, cierpiał. – Od tego na ogół mamy swoje pokoje, nie?

Podoba mi się, jak naturalnie opisujesz pokój Wita. Żaden element opisu nie wydaje się być wepchnięty na siłę. Wiesz, jak coś przekazać, mimo że operujesz jedynie narratorem pierwszoosobowym.

–Cieszę się, że znów jesteś sobą. – Brak spacji po myślniku.


Rozdział XVI: Jak nienawidzić siebie i być chujowym przyjacielem - by Witkac
W tytule wkradł Ci się dywiz zamiast półpauzy. Mamy rozdział z perspektywy innego bohatera – tego się nie spodziewałam. Jestem naprawdę zaciekawiona, ale i pewna obaw.

Julek był zawsze mocniej stąpającym po ziemi typem. – To się nie łączy z szybkością zasypiania, nawet podczas nauki.

Nie mogłem pogodzić się z tym (,) jak wielu rzeczy wyrzekłem się dla brunetki. – A ja wciąż nie wiem, na czym to dostosowywanie się Wita polegało.

Jego długie, zaskakująco ciemne przy jego karnacji rzęsy rzucały malutkie cienie na jego dolne powieki. – Karnacja nie ma nic wspólnego z rzęsami. Chyba, że nie chodzi Ci o to, że rzęsy były ciemne jak na karnację Julka, tylko że wydawały się ciemne na tle jasnej skóry.

Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się zasnąć w trakcie oglądania filmu. – Nigdy przy nim.

To niemal paradoksalne, jak chłopcy odbierają siebie nawzajem. Myślą, że doskonale wiedzą, co drugi czuje, a tak naprawdę wciąż się mijają. Rozdział z perspektywy Wita pozwala zrozumieć, że nie tylko Julkowi coś ciąży na sercu. Miałaś dobry pomysł z takim przerywnikiem.

Spaliłem krwistego raka i zapatrzyłem się w swoje skarpetki z mentalną siłą umożliwiającą przepalenie jej wzrokiem na wylot i piętro niżej. – Przepalić się miały skarpetki, prawda? Nie brzmi tak.

Oddychaj (,) chłopie, oddychaj (,) bo zaczynasz gwiazdorzyć. – Jak to się ma do zawstydzonego i zdezorientowanego Wita?

Musiał nieznacznie uchylić powieki przed chwilą, zaraz kiedy się obudził i zobaczył moją werterowską fizjonomię wiszącą nad nim jak chmura burzowa. – Mocno zajechało Julianem. Chłopaki mają w jakimś stopniu podobne poczucie humoru, ale ten fragment jakoś mi się z Witem gryzie.

Nie pytajcie. – I mamy drugi zwrot do czytelników. Skąd, dlaczego?

(...) machnąłem grabią i skrzywiłem się jak w opolskim kabarecie. Dla pewności machnąłem jeszcze raz grabią. – Wit też? Co oni z Julkiem mają do słowa ręka? Cała paczka to jakieś Stowarzyszenie Nazywania Rąk Grabiami?

– A jeśli przegram? – spytałem z niepokojem.
– Wtedy będziesz mógł zatrzymać to dla siebie. – Odwrotnie. Wygram.

Cieszę się, że, tak niby na odczepne, nawiązujesz do chemii, z której miał Julek korepetycje u Wita. Takie fragmenty dobrze zgrywają się ze stylem tymczasowego narratora. Jednak im dalej w las, tym więcej drzew – dochodzą coraz to nowsze ironiczne komentarze w stylu Juliana. Albo źle odbieram Twoje postacie, albo nie do końca sobie radzisz z indywidualnością bohaterów, jeśli mówimy nie tylko o dialogach, ale narracji.

Kiedy tak się zastanawiałem (,) jak z mikrofalówki, wieszaka i resztki pizzy zrobić wehikuł czasu (,) blondyn wciąż patrzył w moje oczy (,) a tajemniczość jego spojrzenia mogłaby konkurować z leodavinciowską Moną Lisą. – Proponuję nieudziwnione: Mona Lisą Leonarda da Vinci (choć nie uważam, by konieczne było podawanie autora).

Trochę dziwne, że Wit wydaje się być w tym rozdziale bardzo zauroczony Julkiem. Łatwo zostaje onieśmielony, zawstydzony, zdarza mu się wpatrywać w przyjaciela, odpływać na stanowczo zbyt długo. Wcześniej nic takiego się z jakiegoś powodu nie zdarzało (uczucie obudziło się w Wicie wskutek długiej rozłąki?) czy Julek nie przyjmował tego do wiadomości? Mam nadzieję, że nie idziesz na skróty, nagle zdecydowawszy, by szybciej popchnąć chłopaków w swoje ramiona.

(...) (dzięki niebiosom, że nie dotykał już swoim ciałem pewnych miejsc na moim zewłoku) (...) – Dlaczego Julian i Wit używają tego specyficznego słownictwa w narracjach, a w swoich wypowiedziach w ogóle nie zawierają takich słów jak zewłok czy grabie?

– Julek... Przepraszam.
Zdołałem wykrztusić tylko to jedno ułomne słowo. – Dwa.

Na ogół pamiętałaś, że Wit to nie Julek i nie ma prawa wypowiadać się tak samo. Od razu odczułam różnicę w narracji (ale kilka razy zboczyłaś z drogi, zwłaszcza pod koniec). Było trochę mniej humoru i barwnych porównań. Nie zabrakło emocji z prawdziwego zdarzenia (i zjedzonych przecinków, i pomieszanych czasów, i piętrzących się zaimków). Udało Ci się oddać cechującą Wita wrażliwość. Czułam, że miałam do czynienia z duszą obserwatora, podręcznikowym melancholikiem. Przemyślenia były na miejscu. Trochę się wyjaśniło, zgrabnie nawiązałaś do historii z Oliwią i innych wydarzeń, których wcześniej byliśmy świadkami. Pięknie zakończyłaś ten rozdział. Znów mnie wzruszyłaś.


Rozdział XVII: Witam w moim wewnętrznym pierdolniku (,) czyli jak zostałem Bellą (,) a moi adoratorzy odkopują wojenny topór. Czas zakupić starą furgonetkę i przywdziać niezmienny wyraz twarzy.
Nazwa rozdziału nie wydaje Ci się za długa? I, jak wyżej już wspominałam, tytułów nie kończymy kropką.

A przede wszystkim miałem cholerne de ża wi. – Brakuje Ci konsekwencji. Raz piszesz to wyrażenie normalnie, raz fonetycznie, wcześniej mignęło mi się też coś w stylu: deżawju.

Wrzeszczałem na siebie tak głośno, że gdybym ochrzaniał się na głos, w połowie miasta zawaliłyby się domy (,) a ksiądz przyleciałby z gromnicą odpierdzielać egzorcyzmy. – Gromnica nie ma nic wspólnego z egzorcyzmami.

Dziwi mnie, że Julek tyle rozmyśla o Wicie i ani razu nie wraca pamięcią do nocy z Dominikiem. Nie ma żadnych refleksji, wyrzutów sumienia wobec żadnego z chłopaków? Skąd u Juliana nagle taka ułomna wrażliwość?

Zamarłem na widok jego promieniującej świeżością całkiem przystojnej osoby i starałem przypomnieć sobie (,) jaki jest dzień tygodnia. No tak, sobota. Nik zaczynał ferie i miał spędzić je u mnie. – Jestem nie tyle zaskoczona, co zdezorientowana. Dlatego nie opisałaś pożegnania chłopaków? Nawet nie wspomniałaś, że ojciec Julka mieszka w innym województwie, a tu takie rzeczy się dzieją… Julian na dobre powrócił do zauroczenia Witem i nie ma żadnych refleksji w związku ze skomplikowaną relacją z Dominikiem?

Nik, co mam zrobić. – Na końcu powinien być znak zapytania.

Widzę, że poprzedni rozdział nie był tylko eksperymentem z narracją i jeszcze nieraz dasz szansę Witowi, by dodał swoje trzy grosze do tej historii.

Coś się we mnie zmieniło, czułem się (,) jakbym się obudził po wielu latach życia w pół śnie. – Zgrabniej będzie bez pierwszego się. Półśnie.

Rozumiem sytuację, przełomowe zdarzenia, ale chwilami wciąż mam wrażenie, że bohaterowie wracają na siłę do niektórych sytuacji, byle tylko opowiedzieć je czytelnikowi. Przyczepiłabym się też do częstych w tym rozdziale konstrukcji z być.

Było wczesne niedzielne popołudnie (,) więc byłem niemal pewny, że Julek dopiero co zwlekał się z łóżka. – Wczesne? Julek otworzył drzwi Dominikowi o siedemnastej, a nic nie wskazuje na to, by fragment napisany z perspektywy Wita odnosił się do wcześniejszych wydarzeń.

Ciesząc się, że spotkam przyjaciela (...) – Wit jest cały w skowronkach, bo odważył się coś zmienić w swoim życiu. Słońce wydaje mu się jaśniejsze, trawa bardziej zielona, a myśli chłopaka krążą wokół tego, jak mógłby docenić Juliana. Czujesz potrzebę dopowiadania czegokolwiek?

Nik został kolejnym narratorem? Perspektywy trzech chłopaków będą się już przewijać do końca opowiadania? Nieźle mieszasz, po kilkunastu rozdziałach decydując się na eksperymenty narracyjne.

Srebrzyste blond włosy (,) potargane (,) jakby nie widziały żadnego grzebienia w przeciągu ostatniego miesiąca (,) układały mi się w palcach w miękkie kosmyki. – Brak przecinków sprawia, że czasem niemal trudno zrozumieć zdanie za pierwszym razem. Nie wiem, co z czym łączyć, miesza mi się wszystko. Pierwszy dopisany przecinek to bardziej sugestia (z takim wtrąceniem zdanie jest jeszcze bardziej przejrzyste).

Mój ból odszedł jednak na drugi plan w obecności cierpienia blondyna. Nie wiedziałem (,) czy byłem bardziej zrozpaczony, czy wściekły. Nie mogłem patrzeć (,) jak Julek cierpi. Nie mogłem też nic zrobić. Tego było dla mnie zbyt wiele. Bezczynne obserwowanie i czekanie (,) aż blondyn wyciszy się i zapadnie w niespokojny sen. Nie miałem na myśli tylko dzisiejszego wieczoru. Czułem się bezsilny już od dawna. Otoczyłem go jeszcze szczelniej ramionami i przymknąłem oczy (,) wczuwając się w miarowe bicie jego serca. Julek był dla mnie tak ważny. Mógłbym oddać mu każdą chwilę swojego życia, każde spojrzenie i każde słowo. Gdyby tylko mnie chciał…Bezczynnego obserwowania i czekania (bo tego chłopak miał dosyć, tak?). Ekspozycji od groma w tym rozdziale… I przydałoby się zadbać o podmioty, bo wychodzą głupotki.

Odwrócił (się) na drugi bok.

Ewentualnie się tam utopić na amen (,) gdyby był aż tak zdesperowany. Utopić już wskazuje, że na amen. Nie ze skutkiem śmiertelnym mógłby się co najwyżej podtopić.

Spojrzałem na godzinę w komórce. Trochę po dwudziestej. – Już w ogóle nie ogarniam czasu akcji. O której Wit wyszedł z domu i co go zjadło, że nie dotarł? Czy pomieszałaś z chronologią i chłopak zjawi się u Julka dopiero następnego dnia?

Poznałem ją (,) kiedy zacząłem chodzić z Julkiem, prawie dwa lata temu. Właśnie postanowili dać sobie trochę czasu z ojcem Julka (,) przez co blondyn wylądował w moim mieście na wakacjach u ojca (,) dzięki czemu w ogóle doszło do naszego spotkania. Potem większą część tych wakacji spędziłem na Mazurach z moim nowym chłopakiem (...). – Tradycyjnie ni z gruchy, ni z pietruchy narrator streszcza historię swojego życia w środku sceny…

Z braku żeńskiego rodzeństwa moich rodziców, mama Julka stała się moją jedyną ciotką. – A co z żoną brata matki lub ojca?

Dobrze, że zszedłem teraz na dół (,) bo gdyby zobaczyła nas śpiących razem oraz jej syna wyglądającego jak zombie w połowie psychicznego rozkładu (,) mogłaby się zdziwić. – Cóż za eufemizm.

Ale zacznijmy od początku. Był słoneczny niedzielny poranek. – Mamy kolejny dzień? Czy zdecydowałaś się na przeskok i trochę czasu już minęło? Co z Witem, który zaginął w akcji?

Nie mam pojęcia (,) czy to, że się powstrzymałem (,) miało przynieść w przyszłości coś dobrego czy tylko wykopałem sobie tym własny grób (,) ale niedługo po zniknięciu Julka w łazience ktoś zadzwonił do drzwi. – Co tu się podziało z tą chronologią… Czyli fragment napisany z perspektywy Wita opisywał zdarzenia późniejsze?

Nieźle się dzieje. Potrafisz zaskakiwać i wzbudzać emocje, ale to już chyba wiesz. Aż nie mogę się doczekać fragmentu napisanego z perspektywy Wita. Tworzysz wielowymiarowe postacie, które popełniają błędy jak zwykli ludzie. Głupie technikalia psują odbiór dobrego tekstu.


Rozdział XVIII: Andżej (,) to jebnie (,) czyli co może pójść źle? PS. Zawsze idzie źle.
Postscriptum oznaczamy skrótowcem PS bez kropki lub P.S.. Jak już pewnie wiesz, nie powinna ona się także znaleźć na końcu tytułu.

Dziwi mnie, że Wit nie wspomina pamiętnej prywatki, na której rozmawiał z Julkiem o orientacji. Chłopak tyle analizuje, zadręcza się, a ani na chwilę nie wraca pamięcią do bardzo istotnej rozmowy.

(...) w rytm Viva la vida Roca. – Tytuł kursywą lub w cudzysłowie. Nie wiem, czy błąd masz celowy, ale poprawnie jest: Livin’ La Vida Loca.

Wit coraz mniej przypomina samego siebie. Jego narracja równie dobrze mogłaby być podpisana Julek i nie zwróciłabym na to uwagi.

Poza tym, przyjaźniliśmy się od dzieciaka (,) a Julek nie wspomniał nawet słowem o swojej orientacji. – Jak wyżej. Wit nie zwrócił uwagi na to, że Julian siedział tamtej nocy wyjątkowo cicho, gdy inni wypowiadali się, czy mogliby być z osobą tej samej płci?

I jak tu się cieszyć życiem (,) kiedy dookoła same racjonalne lamy? – Racjonalne?

Siedzieliśmy przy stole (,) dopijając w końcu nieszczęsną poranno–południową kawę. Tę. Poranno-popołudniową.

Wpatrywał się w poplamioną ceratę (,) jakby był teraz w innym świecie (,) a nie w mojej domowej kuchni o dobijająco wyśrobanym aneksie z czasów prl–u i lodówce Minsk zagłuszającej wszystko (,) kiedy uruchamiała tryb turbo chłodzenia. PRL-u. Mińsk.

Dziwnie rozpisałaś scenę przy śniadaniu. Julek usłyszał dzwonek telefonu, pogrążył się w myślach o Wojcie, a tu bum i Wit nagle o coś pytał. Oszczędziłaś zdania o odebraniu połączenia, nie mówiąc już o jakiejkolwiek reakcji Juliana na to, kto dzwonił.

Po prostu Wojt urządza wiksę i pomyślałem, że fajnie by było odreagować ten ciężki tydzień w budzie. – A to nie tak, że Julek dopiero wrócił i jest weekend przed pierwszym szkolnym dniem po feriach? Jaki tydzień chłopak miał odreagować?

Opuściłem telefon od ucha i odwróciłem się w stronę przewiercającego mnie spojrzeniem na wylot szatyna. – Taka emocjonalna scena… Wręcz nie przystoi wyjeżdżać z określaniem postaci poprzez kolor jej włosów.

No ale co ja miałem zrobić z moim już–najwidoczniej–nie–byłym, który spędzał u mnie część ferii?Najwidoczniej-nie-byłym.

Juliusz poklepał mnie pocieszająco po ramieniu (,) po raz pierwszy okazując pozory człowieczeństwa (...) – Dziwnie brzmi w odniesieniu do Ślimako-Kota.


Rozdział XIX: Piekielna Prywatka (,) czyli jak wkroczyłem do Komnaty Pojebanych Relacji
Nie zrozumcie mnie źle. – I trzeci zwrot do czytelników… Gdybyś przemyślała taki zabieg, stosowała regularnie, miałoby to jeszcze sens.

Obiecawszy matce Julka, że powrócimy do bazy o przyzwoitej godzinie (choć zapewne późniejszej (,) niż Julkowa rodzicielka miała na myśli) zebraliśmy zewłoki i lekko stremowani, znaczy Julek lekko, ja w pip i jeszcze trochę, ruszyliśmy na podbój licealnego melanżu. – Co oni wszyscy z tym mają…

(...) powiedziałem (,) kiedy blondyn zwrócił na mnie zamyślony wzrok. Chłopak patrzył na mnie jeszcze chwilę nieprzeniknionym spojrzeniem (,) po czym powrócił do kontemplacji chodnika. – Powtórzeń tego typu wciąż jest od groma…

(...) odezwał się ni z gruchy (,) ni z bazylii.

(...) powiedział głosem dementora na skraju załamania psychicznego. Po czym oderwał wzrok od swojej analizy i spojrzał na mnie tym dementorskim ślepiem. – Nie czuję tego porównania. Dementorzy mogli wydać z siebie jedynie coś w rodzaju chrapliwego świstu. Dementorskie ślepie jeszcze bardziej do mnie nie przemawia. Julek mógł oderwać się od analizy albo oderwać wzrok od obiektu swojej analizy.

Boże, jacy entuzjastyczni ludzie. – Bo pijani?

Jak w narracji Julka żarty były świetne, tak w wykonaniu Wita czy Dominika wydają mi się wymuszone. Brałam je za coś charakterystycznego dla Juliana, a tu kolejni narratorzy wypowiadają się coraz podobniej, tak samo dramatyzują i już trudno mieć przez to jakąkolwiek frajdę.

Najwidoczniej jednak Werter wcale nie chciał robić dramy i to ja okazałem się złym spiskowcem z czasów związku radzieckiego. Związku Radzieckiego. W zasadzie, dziwne to porównanie, skoro Nika jeszcze wtedy na świecie nie było.

Czas zwolnił do milisekund. – ??? Edytowany: czyli wszystko działo się dla Dominika w zwolnionym tempie, tak? Ale wciąż powyższe zdanie jest dla mnie niezrozumiałe. Co to tego mają milisekundy?

– Jeszcze trochę i będą z ciebie ludzie (,) a nie marna podróba Cobaina. Już ja z ciebie zrobię hipstera pierwsza klasa. – zapewnił (,) ściągając ze swojej głowy ciemną wełnianą czapkę i nakładając ją chłopakowi na czuprynę. – Bez myślnika po pierwszym zdaniu.

(...) władczyni piekieł obdarzyła mojego rozmówcę tak nonszalanckim spojrzeniem, że na miejscu chłopaka dawno biegłbym do najbliższego bankomatu. – Na pewno o to słowo Ci chodziło?

O ile Mika to wcielenie szatana to Agi jest prawdziwym aniołem. A oni to tak zawsze. – Bez myślnika.

Dominik ma trafne spostrzeżenia na temat całego towarzystwa. Coś jednak musi być z tą jego wyjątkową intuicją.


Rozdział XX: Śmierć Winnetou (,) czyli uczucia Wojta oraz Rambo ostatnia krew (,) czyli jak złożyłem broń
Nie podoba mi się spoiler w tytule, Ostatnia powinno zostać napisane wielką literą, a po Rambo dałabym dwukropek, który znajduje się w tytułach filmów z tej serii. Powtarzasz też czyli, bo kiepsko wygląda.

Początek jest dezorientujący ze względu na brak oznaczenia narratora.

Nie dość, że balują tu istoty piekielne (,) to jeszcze kwitnie sodomia. – Sodomia? Młodzież na razie tylko pije i wyjątkowo otwarcie rozmawia o związkach.

Bardzo mnie to cieszyło, bo każdy z osobna był mega przyjazny i chwilami kręciło mi się w głowie nie tylko od alkoholu (,) ale od obracania się w kierunku mówiących do mnie ludzi, przytaczających coraz to nowsze historie, które (,) jestem pewny, mogłyby zawalić nie jedną karierę. Niejedną.

Lub ten moment (,) kiedy kumpel zaprasza cię na jedno piwo i zgadzasz się (,) choć obydwaj dobrze wiecie, że nie skończy się na jednym (,) jeno na kacu mordercy na drugi dzień… – Zdecydowanie tu nie pasuje.

Czasami mam wrażenie, że jak na opko takiej długości, za dużo jest pijackich imprez, ale rozmowa o nepalskich burakach totalnie mnie kupiła (edytowany: i siła rzepek też!). Z kreacją postaci radzisz sobie bardzo dobrze, jednak przyczepiłabym się do dawania im tego samego, po prostu Twojego, poczucia humoru. Przedstawiasz zgraną ekipę, bliskich sobie ludzi, którzy z jakiegoś powodu się ze sobą zadają, ale nie usprawiedliwisz tym wszystkiego. Cieszę się, że przynajmniej poruszyłaś w tym rozdziale temat wiecznie pomijanego Wojta.

Dawno pogodziłem się już z faktem, że szacunku i choć odrobiny docenienia w tej przyjaźni nie otrzymam. No ale trudno. – Zbędny myślnik. Ostatnio często je wciskasz ot tak w środek wypowiedzi.

– A bałem się, że to ja zamknę się sam w łazience albo będę ci wisiał na nodze jak przedszkolak na mamie w pierwszy dzień szkoły. – odezwałem się do pleców Julka wystających z lodówki. – Creepy.

Dopiero co odkurzałem dziś podłogę, można jeść prosto z dywanu. – Odkurzanie podłogi nic by nie dało, oby ogarnął też sam dywan. :)

– Proszę (,) mistrzu. – przekazałem brunetowi leżącą za moimi plecami pustą pół–litrówkę. Półlitrówkę.

Ale już wiem, że jesteś bardo życzliwym i troskliwym chłopakiem. Bardzo.

Troszkę agresywnie ale daję ci 4 minus. – W prozie cyfry zapisujemy słownie.

(...) zaśmiał się z udaną przyganą (,) na co wszyscy wspólnie sarknęliśmy śmiechem (,) a Julek z rozbawionym zamyśleniem pokiwał głową. – Sarknąć śmiechem? Co najwyżej parsknęliśmy śmiechem.

Wyrzuciwszy z siebie drugą falę niestrawionego alkoholu i wyrzutów sumienia (,) oparłem się o wannę i (,) siadając na łazienkowym dywaniku w różyczki (,) rozpłakałem się po raz pierwszy od dwóch lat. – Kończę tę historię z pewnym żalem. Tak niewiele brakowało, bym była świadkiem wyznania przez Dominika prawdy o Wicie.


PODSUMOWANIE


Początek był bardzo dobry. Nastroił mnie na kawał dobrej prozy. Jednak od samego początku interpunkcja wołała o pomstę do nieba. Zdarzały się nienaturalne, dziwne szyki, które sprawiały, że nieraz nie mogłam zrozumieć zdania za pierwszym razem. Później długo nie dostrzegałam progresu, ale trzymałaś poziom. Tylko coś dobrego na start z czasem już przestało wystarczać. Moje oczekiwania rosły, a opowiadanie stanęło w miejscu. Dostawałam mniej, niż liczyłam. Zdecydowałaś się na wolne tempo. Skupiona na psychologii postaci (którą dopieszczałaś poprzez liczne przemyślenia bohaterów oraz retrospekcje) długo nie rozwijałaś żadnego większego wątku. Trudno było uczepić się czegoś, czytając niemal tylko przemyślenia (żeby nie powiedzieć, że narzekania) naszego drogiego narratora. Dużo obiecywałaś. Nie dawałaś scenom dojść do głosu.

O technikaliach nie mogę powiedzieć wiele dobrego. Nieustannie rzucała się w oczy Twoja nieumiejętność prawidłowego zapisu dialogów. Szczególnie o interpunkcji w tej kwestii powinnaś poczytać (wszystko Sko pięknie zawarła w tym artykule). W opowiadaniu było stosunkowo mało powtórzeń, jedynie pod koniec zdarzały się te z być oraz się… no i doszło do zaimkowej apokalipsy. Zdarzało Ci się gubić podmioty. Mam nadzieję, że zadbasz o to w przyszłości, bo takie błędy z pewnością wynikają z nieuwagi, a nie niedouczenia. Momentami zgrzytał mi nadmiar przekleństw w narracji, ale to moje subiektywne odczucia. O ekspozycji już Ci wiele napisałam, ale jeszcze raz zapraszam tu, byś zrozumiała, co jest nie tak w poznawaniu postaci poprzez nudne opisy lub sztuczne dialogi. Za to zdarzyło Ci się naprawdę niewiele ortografów, literówek także wpadło tylko kilka (i to większość w pewnym pechowym, pewnie mało uważnie sprawdzanym rozdziale). Wiecznie mieszane czasy czyniły lekturę niemal irytującą. Odnosiłam wrażenie, że wolałabyś pisać w czasie teraźniejszym (myślę, że lepiej by Ci to wyszło). Zapominałaś o zapisywaniu tytułów w cudzysłowach („ – ALT+0132 i ” – ALT+0148) lub kursywą. Odnośnie samych cudzysłowów, tylko początkowo używałaś prawidłowych. Nieszczęsne imiesłowy i Tobie dały popalić, więc także ten artykuł Ci polecę. Popełniałaś też masowo bardzo popularny błąd związany z odmianą ta, więc zapraszam tutaj. Nie pisałaś na ogół oddzielnie z przymiotnikami i rzeczownikami, więc i ów artykuł powinien być przydatny. Nie oddzielałaś przecinkami wtrąceń, przede wszystkim było to częste do cholery. Nie pisałaś liczb słownie, jak powinno się w prozie. Używałaś półpauz tam, gdzie powinnaś dywizów (Wikipedia pomoże).

Na ogół nie serwowałaś nam niepotrzebnych opisów, szczególików (ale zdarzyło się np. przy opisie naszego hipisa na domówce). Wzbudzałaś współczucie, zainteresowanie także, ale różnie bywało z utrzymaniem go.

Stworzyłaś dynamiczne postacie. Stylizacja językowa zaczęła mi dopiero mocniej zgrzytać, gdy namnożyło się narratorów. O poszczególnych bohaterach powiedziałam chyba wystarczająco w innej części oceny. Charaktery mogły wydawać się schematyczne, ale zadbałaś o wiarygodne portrety psychologiczne. Było niezwykle naturalnie. Interesujące okazały się nawet (a może i przede wszystkim) sceny banalnych czynności. Rozwinęłaś życie miłosne, koleżeńskie i rodzinnie bohaterów. Zgrabnie bawiłaś się kliszami. Myślę, że za dużo zostawiłaś na kiedyś tam. Opowiadanie długo stało w miejscu, zdawało się nie zmierzać w żadnym konkretnym kierunku.

Nie dodawałaś zbyt wielu opisów, ale tło było wyraźne. Gdy przedstawiałaś na przykład pokój Julka, miało to jakiś cel, sens. W równie nienachalny sposób dowiadywaliśmy się zazwyczaj o wyglądzie postaci (Julian rozpływający się nad grzywą Wita, Oliwia-Mop). Narrator wypowiadał się niekiedy, jakby siedział w głowach swoich towarzyszy. Zbyt dużo dopowiadałaś, dodawałaś określeń.

Co mogłabym powiedzieć o fabule? No… była w dechę. :) Wciąż mam żal, że zdecydowałaś się na przeskok czasowy i ominęłaś niemal cały tydzień przed feriami oraz po. Domówką się pewnym stopniu zrehabilitowałaś, ale wciąż pozostał niedosyt. Kiedy pisałaś o wielkich planach postaci, postanowieniach, dlaczego opuszczałaś pierwsze, ważne dni po zmianie nastawienia? Czemu nie pozwalałaś nam obserwować najtrudniejszych chwil? Nie przedstawiałaś, szczególnie wyraźnych na początku, wahań? Podrysowałabyś fabułę. Szkoda przepuszczać takie okazje, otwierać wątki tylko po to, by je teatralnie zamknąć przed nosem czytelnika. Było dużo aluzji, nawiązań, historycznych i biologicznych wstawek. Naprawdę je doceniałam, póki Wit i Dominik nie zaczęli rzucać bliźniaczymi porównaniami. Julek stracił w moich oczach tę swoją wyjątkowość. Twój humor mnie kupił, całe to dramatyzowanie także. Doceniam research i zaangażowanie. Chciałabym się dowiedzieć, dlaczego tak szczędziłaś nam scen z Oliwią.

Twoje opowiadanie z pewnością nie jest dla wszystkich, ale w moje gusta się wpasowało. Bawiłam się naprawdę dobrze. Cóż mogłabym jeszcze powiedzieć? Pisz, pisz, pisz. Pisarz to rzemieślnik. Jestem pewna, że jeszcze przeczytasz mój, tylko już pewnie mniej oficjalny, komentarz! Na dziś bezpieczna trójeczka. Zaprzyjaźnij się z przecinkami, poczytaj podlinkowane artykuły, bo stać Cię na więcej niż przeciętny (bo, dobry Boże, historia przeciętna nie jest!).

Wybacz drobne złośliwości, gify. Odniosłam wrażenie, że jesteś zdrowo zdystansowana do swojej twórczości i w żaden sposób Cię nie urażę. Jeśli gdzieś przegięłam, mea culpa, mea maxima culpa. Uważam, że takie nie do końca poważne wytykanie błędów bardziej zapada w pamięć, a ja nie jestem słownikiem ani nawet sędziwym profesorkiem. :) Mam więc nadzieję, że się nie zniechęciłaś, tylko jak najwięcej wyniosłaś z mojej oceny. Swoją drogą, zawierała ona dużo sugestii, luźnych uwag, gdyż Twoje opowiadanie raczej należy do tych, które trudno obiektywnie ocenić. Nie jestem też nieomylna, więc broń się śmiało. Zachęcam do kulturalnej dyskusji.



Za betę dziękuję: For.

20 komentarzy

  1. "statystyczny czytelnik również może nie być przyzwyczajony Porównaj to na przykład z przeciętną stroną książki." - Gdzieś się tu kropka zgubiła :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za ocenę, a także przepraszam, że komentuję tak późno. Chciałam przysiąść na spokojnie do Twojej analizy, tym bardziej, że jest tak rzetelna. Napisałam dość obszerną odpowiedź, ale widzę, że komentarz nie pozwala mi na udostępnienie tak długiego tekstu ;_;. Postaram się więc streścić, ale pewnie wciąż będę musiała zaspamować odpowiedzią na kilka komentarzy. Mam nadzieję, że to nie będzie problem... Jestem trochę zawiedziona... Nie ma sposobu na udostępnienie dłuższego komentarza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz mieści tylko 2 tyś znaków (jeśli się nie mylę), dlatego trzeba dzielić na części.

      Usuń
    2. Cztery tysiące coś. To nie Wattpad.

      Usuń
    3. Yup. Nie ma sprawy, Pawlik. Cieszę się , że je steś. :)

      Usuń
  3. Dziękuję za odpowiedzi. W takim razie podzielę swój komentarz.
    Wielkie dzięki za ocenę! Przede wszystkim chcę Cię bardzo przeprosić za te wszystkie trudności z pracą nad tekstem. Nie miałam pojęcia o ogromie błędów w moim opowiadaniu. Tak to jest jak się robi wszystko samemu xD. Z drugiej strony cieszę się jednak, że do Ciebie napisałam. Nie miałam praktycznie żadnej wiedzy o pisaniu kiedy zaczynałam pisać to opowiadanie. Chyba jedyną rzeczą którą wiedziałam, to żeby unikać powtórzeń. Aż do tego momentu nie zdawałam sobie sprawy jak się męczyłam pisząc tak na oślep. Starałam się szukać informacji o pisaniu, ale przeczytać suche zasady, a zobaczyć je w odniesieniu do własnego tekstu to niebo a ziemia. Dlatego bardzo Ci jeszcze raz dziękuję! „Hidden” piszę w dużym stopniu dla siebie, bardziej jako odskocznię niż „na poważnie”, ale zaczęłam poważniejszy projekt, który od dłuższego czasu chodzi mi już po głowie i bez Twoich rad pewnie skończyłoby się to podobną tragedią. Cieszę się bardzo, że akurat teraz trafiłam pod Twoją skrzydła i obiecuję, że każdą radę biorę sobie do serca, a wszystkie podlinkowane przez Ciebie artykuły będą moją lekturą na najbliższy czas :D.
    Nie mam pojęcia co się stało z Waszym buttonem, musiał mi się zagubić podczas nieudolnych prób „upiększania” bloga. Jeśli chodzi o szablony i wszystkie kwestie związane z szatą graficzną, to jest to dla mnie wciąż czarna magia, co zresztą sama zauważyłaś po wyglądzie bloga. Bardzo bardzo przepraszam i jak najszybciej to oczywiście naprawię!
    Ta boczna kolumna zawsze była moim przekleństwem. Nijak nie umiałam sprawić, żeby wyglądała dobrze. Muszę do tego przysiąść. Dzięki za link i informacjami : ). Wydaje mi się, że nie umiałam wyłączyć najbardziej popularnych postów… Tak, blogowanie to dla mnie czarna magia… Dlatego wielkie dzięki za szczerą ocenę szaty graficznej i przywitania. Będę nad tym pracować. Zajmie mi to pewnie więcej czasu niż korekta tekstu więc proszę o cierpliwość ^-^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że tak zdrowo do tego podchodzisz. Masz prawo popełniać błędy. Daj sobie czas, a dzięki Twoim chęciom blog na pewno stanie się lepszy.

      Usuń
  4. Nakreślę już na początku, że wszystkie Twoje uwagi biorę sobie do serca. Pozwól jednak, że wszystkich nie będę komentować. Co do dalszej analizy pozwól również, że ujmę już tylko w jednym zdaniu problem mojego nachalnego tłumaczenia wszystkiego czytelnikowi, który przewija się przez całą ocenę. Przepraszam, to naprawdę tylko z powodu mojej niepewności, a nie braku wiary w czytelnika i rozumiem, jak to bruździ, przestanę natychmiast ;_;.
    Dzięki za zauważenie nieścisłości czasowej. Czasem tak mi się zdawało, że mogłam się gdzieś pogubić od kiedy ta grzywka nie była przycinana, jaką epokę omawiają akurat na lekcjach, albo ile trwały ferie. Przyjrzę się temu bliżej.
    Niestety nie rozumiem referencji do „Małego życia” ale tak, mała litera nie jest przypadkowa, choć nie umiem wyjaśnić w historii powodu. Nie chciałam wkraczać na tematy wiary bohaterów, wydawało mi się to zbyt głębokie i kontrowersyjne lecz często używam tego zwrotu, bo wydaje się naturalny i często używany w mowie potocznej. Nie odnoszę się do niego właśnie jak do wyznania wiary…
    Starałam się, aby każdy bohater był jak najbardziej indywidualny, stąd Julkowe wstawki biologiczne i cieszę się, że to doceniłaś : ). Wiem, że nie wyszło mi to do końca, jak wiem z dalszego ciągu Twojej oceny… Wrócę jeszcze do tego zagadnienia.
    Na sam koniec pozostawiam chyba jedną z najważniejszych uwag, zaraz po moich wiecznie nieobecnych przecinkach Czas. Przepraszam Cię bardzo, ale muszę się przyznać, że pomimo współczucia dla Twoich cierpień w trakcie oceny, również bardzo się uśmiałam. Nad sobą oczywiście. Tak mi się zdawało, że mam problem z czasami, ale nie uświadamiałam sobie jak ogromny. Co najśmieszniejsze, to to, że teraz po latach, kiedy piszę fanfika o Sherlocku zdecydowałam się właśnie na narrację pierwszoosobową w czasie teraźniejszym i faktycznie czuję się w niej lepiej. Przepraszam Cię, ja naprawdę nie miałam pojęcia o pisaniu, kiedy zaczęłam spisywać „Hidden”. Wiem, że to głupie, ale dla początkującego pisarza konsekwencja czasu narracji naprawdę sprawia problem. Przemyślałam to i chyba przy wprowadzaniu poprawek przepiszę opowiadanie całkowicie w czasie teraźniejszym.
    Oczywiście rozumiem, że wszystkie popełniane przeze mnie błędy wypisałaś tylko w przypadku pierwszego rozdziału (i standardowo bardzo Ci za to dziękuję!). Chyba zapadłabym się pod ziemię gdybyś musiała się z tym męczyć przy każdym rozdziale. Jak najbardziej mogę z tym handlować ;).

    Rozdział II
    Co do okularów Julka, to możliwie, że mogłam coś opuścić. Wydawało mi się, że dopisałam wzmiankę w pierwszym rozdziale, ale nie jestem pewna i bardzo możliwe, że dodałam tą informację w zbyt mało widoczny sposób więc jak najbardziej moje niedopatrzenie.
    Przepraszam za podmioty. Faktycznie, Juliana z ziemniakiem akurat szipować nie zamierzałam :D.
    Oliwia była dla mnie trudną postacią, a raczej niechcianą. Przyznaję bez bicia, że wprowadziłam ją tylko po to, aby utrudnić bohaterom życie. Teraz jednak widzę swój błąd. Nic by mi przecież nie zaszkodziło pozwolić jej osobiście pokazać, że jest zołzą. Myślę, że to poprawię i trochę rozwinę jej postać.
    Mieszanie stylów jest jak najbardziej celowe :D. Próbowałam oddać charakter Juliana, przepraszam, że o ile wiem z dalszej analizy, nie ze wszystkimi udało mi się to całkowicie.

    Rozdział III
    Jeszcze raz przepraszam za brak konsekwencji pod względem wszystkiego ;_;. Poprawię się, aj promis!
    I jeszcze raz wspomnę, tak, przecinki są praktycznie wszędzie na wyczucie ;_;. Jeśli udawało mi się wstawić je gdzieś poprawnie, to naprawdę było to wciąż na czuja…
    Dziękuję za pochwałę dotyczącą braku błędów ortograficznych i powtórzeń. Wychyliłam się nieco spod stołu ze swojej bazy wstydu i krindżu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ważna kwestia: uwierz nie tylko w czytelnika, ale i zaufaj sobie.
      W podanej przeze mnie książce Bóg był pisany właśnie małą literą i zawiązała się wokół tego niezła dyskusja.
      Na pewno wpadnę, by zobaczyć, czy miałam nosa z doradzaniem Ci tej narracji.
      Tak, może była mało istotna i nie zwróciłam na nią uwagi, a w nowym rozdziale non stop pisałaś o okularach, co wydało mi się dziwne.
      Ale momentami było właśnie tak, jak sobie wymarzyłaś.
      Zawsze można za coś pochwalić (no prawie.XD).

      Usuń
  5. Pozwolę się jednak troszeczkę obronić. Wiem, że Julkowe dramatyzowanie, wzdychanie i nieobiektywne postrzeganie wielu rzeczy mogło Cię często irytować, ale w pewnych momentach był to zabieg całkowicie zamierzony. Nie twierdzę, że udany, ale zamierzony. Zależało mi (jeszcze nawet kiedy nie wiedziałam zbyt dużo o zasadach konstruowania historii) aby Julek nie był idealną postacią. Można powiedzieć, że wręcz od tego stroniłam. Julek miał być nieobiektywny, zapatrzony we własne cierpienie, nastawiony wrogo do osób, których nie lubi (jak ta moja nieszczęsna Oliwia…) i nieskłonny do kierowania się logiką. Bardzo mi zależało na przeciwieństwie Mary Sue. Tak, jak właśnie w trzecim rozdziale, specjalnie zmuszałam Julka do irytujących wypowiedzi i decyzji (jak nagle postanowienie opuszczenia klasy), aby móc zaskoczyć czytelnika zmyłką ze snem. No cóż, lubię przeszkadzać swoim bohaterom. Mało mam niespodziewanych sytuacji jak w polskich serialach obyczajowych, to przynajmniej podrzucam bohaterom kłody pod nogi. Nie wiesz, jak się cieszę, że ten rozdział Ci się spodobał ^-^.

    Rozdział IV
    Wojta nie wprowadzałam wcześniej z pewnego powodu, ale możliwie, że nie wyszło mi to zbyt dobrze. W dalszych rozdziałach próbowałam to właśnie wyjaśnić ukazując, że Julek uświadamia sobie, że olewa Wojta i ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Zgadzam się jednak, że mogłam wcześniej o nim napomknąć.
    Faktycznie zbyt często przechodzę granicę między narracją Julka, a nagłymi zwrotami jakby do czytelników. Będę na to uważać.
    Co do używania koloru włosów jako zaimków, to schowałam się ze wstydu pod stół. Nie mam pojęcia, co ja sobie wyobrażałam. Przeczytałam chyba za dużo średniej jakości opowiadań i pomyślałam pewnie, że ujdzie mi to płazem jeśli też wykorzystam ten sposób na uniknięcie powtórzeń. Ba! Nawet mi się wydawało, że może być to pewien sposób oryginalne. W końcu mogłam podkreślić różnice między każdym z chłopaków! Przepraszam ;_; Naprawdę nie chciałam być „tego rodzaju” autorką...
    Przepraszam za fit uśmieszki :D. O jeny, sama się z siebie uśmiałam.
    Tak, z pewnością chodziło mi o przymilanie się. Naprawdę nie umiem chwilami wyrazić co mam na myśli…
    Zgadzam się całkowicie, że w tym akapicie przesadziłam. Nie mam pojęcia jak mogłam uznać, że mogę tak napisać. Przepraszam, to jest niepoprawne na tak wielu poziomach. Nie wiem co Ja sprzed kilku lat miała wtedy w głowie, ale chyba nie chcę wiedzieć ani sobie przypominać. Jestem zażenowana… Jedyne co mnie pociesza, to to, że już to dostrzegam…
    Rozdział V
    Jeszcze raz przepraszam za ogrom ekspozycji kiedy jest niepotrzebna i jej brak, kiedy troszkę by się przydało. Faktycznie, scena w barze mogłaby wyglądać o wiele lepiej…
    Masz całkowitą rację jeśli chodzi o tempo wydarzeń. Podchodzę do tej historii bardzo emocjonalnie i skupiam się bardziej na przeżyciach wewnętrznych niż ciągłych zwrotach akcji, ale to prawda, że sposób prowadzenia akcji jest karygodny. Za bardzo rozwlekam się w przemyśleniach. Proszę Cię jedynie o wyrozumiałość, kilkanaście pierwszych rozdziałów jest naprawdę starych. W ostatnich starałam się wprowadzić więcej istotnych momentów i rozumiem już, że każda opisana sytuacja lub wypowiedziane słowo musi służyć rozwojowi akcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bardziej do dramatyzowania przyczepiłabym się dopiero po zauważeniu identycznej tendencji we fragmentach pisanych z różnych perspektyw.
      Świat Ci wybaczy.XD
      Ważne, że już tę niepoprawność dostrzegasz i następnym razem dłużej się zastanowisz. Nie ma co się biczować za stare błędy. :)
      Szacunek za pokorę.

      Usuń
  6. Przejście „na ty” akurat w tym momencie pomimo ich wcześniejszej znajomości też miało być nieudolnym sposobem wyciągnięcia Julka z własnej głowy i umożliwienie mu przeanalizowania jego uczuć w formie dialogu z kimś pobocznym. Tak, przyznaję, że cel nie został osiągnięty :D.
    Cieszę się, że pomimo braku odzwierciedlenia w konkretnych scenach spodobał ci się monolog Julka. Naprawdę zbyt mocno skupiałam się na wewnętrznych przemyśleniach niż ukazaniu bohaterów poprzez sceny.
    Nagła decyzja Julka była spisana w tak poważny sposób nie bez powodu. Chciałam wywołać właśnie takie wzburzenie, że jak to licealista nagle sobie postanawia tak po prostu wyjechać. Tutaj również w nieudolny sposób chciałam pokazać domniemaną dojrzałość bohatera. Jego przejęcie tą sytuacją, brak perspektyw na zmianę, niemożliwość poradzenia sobie z tym napięciem. Ta decyzja miała pokazywać jego faktyczny brak dojrzałości. Z możliwości zwykłego wyjazdu na ferie zimowe specjalnie w myślach Julka uczyniłam dramatyczną ucieczkę rodem z Mody na Sukces. Dlatego też wyjaśniam miejsce owej dezercji dopiero w następnym rozdziale.
    Jak najbardziej zgadzam się jeśli chodzi o określenia. Zdaję sobie sprawę, że często z nimi przesadzam. W pewnym stopniu też może to wynikać z mojej niepewności co do własnych umiejętności przekazania tego, co mam na myśli i jak widzę w wyobraźni daną scenę.

    Rozdział VI
    Wiem, wiem ;_;. Poszłam na skróty… Nie wiem czemu uważałam, że ujdzie mi to płazem…
    Niestety skróty klawiszowe również stanowią dla mnie czarną magię… Moja przygoda z edytorami tekstu jest długa i stresująca i tylko niektóre fragmenty tekstu kiedykolwiek widziały Worda. Część była pisana w edytorze bloga Onetu, w notatniku, lub bezpośrednio na bloggerze i edytowana ewentualnie w Open Office... Na szczęście od niedawna jestem już zaopatrzona w odpowiednie oprogramowanie oraz wszystkie Twoje porady i pomocne artykuły : ). Przepraszam, że musiałaś patrzeć na te wszystkie okropieństwa. Zaczęłam też już sobie uświadamiać jaką ogromną różnicę robi prawidłowy zapis!
    Dziękuję za pochwałę stylu ^-^. Przepraszam za załamanie nerwowe, które musiałaś przechodzić w trakcie oceny…

    Rozdział VII
    Cieszę się, że doceniłaś sposób przedstawiania przeze mnie wyglądu. Ja wspominałam, jestem uczulona na standardowe opisy przed lustrem.
    Zgadzam się, że niepotrzebnie zaczęłam opisywać charaktery bohaterów. Poszłam na łatwiznę. Z tego też powodu cieszę się, że poprosiłam Cię o ocenę. Nie byłam dotychczas pewna czy faktycznie mogę sobie pozwolić nic nie tłumaczyć i wszystko przedstawiać za pomocą zachowania bohaterów, bez wcześniejszych tłumaczeń.
    Cudaczny zapis miał przedstawić ich nietrzeźwy stan. Przepraszam. Niewybaczalne błędy młodości i powtarzanie schematów znalezionych w błędnie napisanych opowiadaniach…
    Dziękuję za plusiki, często się gubię, ale staram się trzymać fabułę w kupie. Im więcej piszę tym bardziej staram się pilnować, aby każdy wymieniony element lub sytuacja miała swoje znaczenie.
    Tak, potraktowałam ekipę Oliwii skrótowo… Nie uświadamiałam sobie, że może to wyglądać tak źle. Zrobię z tym coś. Subiektywna opinia Julka też ma swoje granice.
    Tak samo przedmiotowo potraktowałam też chyba Agnieszkę. Zawsze wydawało mi się, że niby mam na nią jakiś plan, ale niezwykle kulawo wychodzi mi przeniesienie go na sceny.
    Dziękuję za pochwałę ^-^. Miło słyszeć, że udało mi się Cię zaskoczyć.
    Tak, unikałam ukazywania zbyt wielu przesłanek w tle o faktycznym charakterze związku Wita z Oliwią. Chciałam, żeby Julek był jak najbardziej nieświadomy i wierzył w swoje kłamstwo. Planowałam całą akcję z jego perspektywy oprzeć właśnie na jego błędnym postrzeganiu. Ciężko było mi z jego perspektywy podrzucić sceny wskazujące na to, że Julek jest w błędzie. Zdecydowałam się na szczere wyznanie Wita i przedstawienie z jego perspektywy jak to faktycznie wyglądało.
    Cieszę się, że opisy emocji dają radę pomimo często źle sformułowanych określeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze! Już widzę, że się starasz.
      No tak, z Agnieszką też niezbyt ciekawie wyszło.

      Usuń
  7. Rozdział VIII
    „Pije” akurat jest błędem zamierzonym ale jeśli są co do tego wątpliwości w trakcie lektury to faktycznie wolę zmienić.
    Widzę, że w dalszej części rozdziału faktycznie zaszalałam z poprawnością językową. Niepoprawne zwroty i braki podmiotów aż kłują w oczy. Naprawdę przepraszam ;_;. Nie miałam pojęcia jak źle ten rozdział wygląda. Faktycznie zapomniałam o tym, aby Julek nie czytał bohaterom w myślach i przesadzam z określeniami. Idę się znów schować pod stół. Cieszę się, że mimo to uważasz rozdział za udany :3.
    Rozumiem, że fragment z tajemniczą postacią mi się udał? ^-^ Zależało mi właśnie na delikatnej sugestii, że był ktoś w przeszłości Julka, ale bałam się, że nie zrobiłam to sztucznie i płytko.
    Czyli w dialogach daję radę przedstawić bohaterów? Wiem, że często zdaję się zmuszać ich do rozmawiania o niczym ale pracuję nad tym. Niepotrzebną ekspozycję też będę od dziś tępić bez litości.

    Rozdział IX
    Czemu ja nie pomyślałam o spojlerach! Wielkie dzięki! Nie wiem, co sobie myślałam. Pewnie uważałam, że dziś już nikt nie ogląda starych filmów akcji…
    Ja również się powtórzę i jeszcze raz przeproszę za łopatologiczne tłumaczenia ;_;.
    Dziękuję za tak pozytywną opinię tego rozdziału :3.
    Ha ha, no sama nie wiem co ma grawitacja do ruchu obrotowego Ziemi. Przepraszam, musiałam się zagubić we własnych wywodach :D. Przepiszę to.
    Naprawdę przepraszam za te kulawe zwroty i brak podmiotów, co miałam na myśli nie wiem nawet ja xD.
    Osobiście oczywiście uwielbiam Wichrowe Wzgórza, no ale Julek oczywiście musi być małym ignorantem literackim xD.

    Rozdział X
    Zgadzam się, tytuł rozdziału dziesiątego zawaliłam… Początek faktyczni mógł mi zbytnio nie wyjść… Ale dziękuję za pochwałę :3.

    Rozdział XI
    Co do koloru oczu psa, to tak, beznadziejny opis… Znów mści się zżynanie od amatorskich autorów...
    Znów dopadł mnie brak pilnowania upływu czasu… Muszę się przyjrzeć, bo sama na ten moment już nie wiem ile przed feriami upłynęło czasu… Poprawię się.

    Rozdział XII
    Tak… To obcowanie miało być śmieszne, ale no… Nie zawsze mi wychodzi, wiem ;).
    Zgadzam się, nie wiem co miałam na celu z tymi miętówkami… Przedstawienie postaci? Faktycznie, późno na to, do tego nic nie wprowadza.
    Błędy tego rozdziału ujmę w jednym zdaniu. Święta prawda. Zgadzam się ze wszystkim i wracam pod stół. Pocieszam się tym, że napisałaś, że mimo wszystko jest to dobra historia.

    Rozdział XIII
    Tak, Julek nie brał pod uwagę, że przez te dwa lata mogło się coś zmienić. Chyba próbowałam tym zdaniem przekazać, że pomimo tej rozłąki wciąż dobrze się znają? Jeszcze raz przepraszam za to łopatologiczne tłumaczenie.
    Co do braku wzmianek o Niku, to chciałam w ten sposób pokazać, że Julek wypiera spędzony z nim czas z pamięci przez wyrzuty sumienia, ale faktycznie może lepiej byłoby napomnieć o nim kilka razy więcej…
    Wszystkie Twoje uwagi biorę oczywiście do serca i jeszcze raz przepraszam za powtarzające się wciąż te same błędy…
    Cieszę się, że mimo wszystko finalna scena wypadła w miarę korzystnie i zgadzam się, że faktycznie Julek może przesadzać ze swoim słownictwem. Dzięki za zwrócenie na to uwagi :D. Pierwszy raz pisałam scenę tego typu i czułam się w tym dość niepewnie. Przeczytałam dość źle napisanych scen tego typu, żeby bać się efektu końcowego.
    Rozdział XVI
    Tak, muszę przemyśleć długość rozdziałów. Dotychczas polegałam wyłącznie na wenie, ale wiem już, że daleko na tym nie zajdę.
    Myślę, że nawiązanie do Cezara miało na celu wszystko po trochu z tego, co wymieniłaś xD.
    Zgadzam się, mam niekonsekwencję w zakresie szczegółów… Będę na to uważać.
    Chyba chciałam pokazać, że chłopak ma słabość do piżam w zwierzęce wzroki, ale wyszło na to, że zapomniałam o konsekwencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udał, udał. :)
      Tak, na ogół właśnie dzięki dialogom najlepiej poznawałam Twoich bohaterów.
      Julek wydawał mi się nawet oczytany, dlatego takie kuriozalne porównanie do klasyka mnie zdziwiło.
      Rozumiem doskonale. :)
      Na bogato.XD

      Usuń
  8. Rozdział XV
    Faktycznie mało tych wspólnych scen… Chciałam wprowadzić poboczny wątek pogodzenia się z rodziną, ale widzę, że na razie średnio mi to idzie…
    Bardzo mnie cieszy, że udało mi się wywołać sentyment pomimo tych wszystkich okropieństw w zapisie :3.
    Wiesz, Juliusz jest w pewnym stopniu jedynie wytworem wyobraźni Julka. Kiedy chłopak z nim rozmawia czas płynie podobnie jak we śnie. Zdaje się, że upłynęło kilka godzin, kiedy w rzeczywistości mogło to zająć mniej niż chwilę.

    Rozdział XVI
    Dziękuję! I za pochwałę i za wytknięcie mi powtarzania przez obu chłopaków tego samego słownictwa. Tak bardzo chciałam tego uniknąć i tak bardzo mi się to nie udało… Będę to konsekwentnie poprawiać. Julek był moim pierwszym bohaterem i nie do końca udaje mi się zrezygnować z jego sposobu myślenia u innych bohaterów. Wiem, że to karygodny błąd. Będę na tym mocno pracować. Chciałam bardzo ukazać też punkt myślenia Wita, a potem również Dominika, ale chyba bałam się, że jeśli ich głos będzie mniej zabawny niż Julka, to znudzę czytelników…
    Bardzo mi zależało na pokazaniu, że i Julek i Wit nie dostrzegają swoich emocji do siebie nawzajem. Na tym właśnie chciałam oprzeć całą ich trudną jak na razie relację. Bałam się, że będzie to zbyt oklepane, ale starałam się oddać to jak najszczerzej, aby mimo tej typowej kliszy nie zirytować czytelników. Uczucia Wita będą bardziej skomplikowane od Julkowych, w dalszych rozdziałach zamierzam powoli to wyjaśnić. Mam nadzieję, że rozwiązaniem uda mi się obronić jego wcześniejszy brak wzmianek na ten temat.
    Tak się cieszę, że mimo wszystko umiem wywołać wzruszenie :3.
    Rozdział XVII
    Wszystkie uwagi dotyczące nazw rozdziałów przyjęte i zapamiętane. Przepraszam, że musiałaś czytać z takimi błędami…
    Ech, pewnie chciałam, żeby to słowo było zapisane w śmieszny sposób… Mogłam jednak wykorzystać takie, które nie pojawia się kilka razy, do tego zawsze w innej formie…
    Chyba tą osłabioną wrażliwością Julka chciałam podkreślić jego coraz gorsze radzenie sobie z tą sytuacją. Nieumiejętnie mi to jednak wyszło…
    Faktycznie przeskoczyłam zbyt mocno. Może jeszcze i uszło by mi płazem, że chłopacy się nie pożegnali, ale w takim razie Julek wciąż powinien być emocjonalnie wciąż nastawiony bardziej na Dominika, a nie wracać bez żadnych wyrzutów sumienia do myślenia o Wicie.
    Znów zgubiłam czas… Na pewno przysiądę do konsekwencji czasowej. Pewnie miałam na myśli dwie wersje wydarzeń i w końcu mi się pomieszały. Pamiętam, że właśnie w tym momencie miałam przerwę w pisaniu i mogłam się zakręcić w fabule…
    W sobotę do Julka przyjechał Dominik, narracja Wita trwa przez sobotę, przez noc, aż do niedzielnego południa. W dalszym fragmencie tekstu Nik prowadzi akcję przez sobotni wieczór aż do niedzielnego południa kiedy Wit wychodzi z domu i spotyka się w drzwiach z Nikiem. Fragment z narracją Wita opisuje późniejsze wydarzenia. Faktycznie namieszałam z tą narracją… To naprawdę wprowadza w błąd. Przyjrzę się temu.
    Cieszę się, że doceniłaś głębię postaci i ich głębię. Właśnie na tym mi zależało, żeby w sumie to popełniali jak najwięcej błędów i miotali się we własnych uczuciach, jak to w prawdziwym życiu właśnie jest.
    Rozdział XVIII
    W tytule piosenki jest gigantyczny błąd. Dziękuję :3. W tym momencie niestety zawaliłam research.
    Tu faktycznie coś nie styka w fabule. Znów pogubiłam się w czasie. Przecież oni dopiero co kończą dwa tygodnie ferii. Matko, wracam pod stół...
    Rozdział XIX
    Tak, zwrot do czytelników jest w ogóle przeze mnie nie przemyślany. Nie chciałam pokonywać tej granicy i nie wiem czemu mi się to spisało.
    Będę też pracować nad bardziej indywidualnymi stylami wypowiedzi bohaterów. To naprawdę wygląda okropnie, kiedy i Wit i Dominik brzmią jak Julek. Nie miałam pojęcia, że aż tak zapomniałam o rozróżnieniu narratorów.
    Cieszę się, że chociaż Dominik zachował jakąś cechę charakterystyczną, czyli swoją intuicję : ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie kupuję tego zabiegu z upływem czasu, no ale skoro tak to zaplanowałaś...
      Dziękuję za poważne podejście.

      Usuń
  9. Rozdział XX
    Tak mi się też wydaje, że ten spojler był niepotrzebny…
    No i poszłam na łatwiznę zapominając o zaznaczeniu narratora…
    Zbędne myślniki prawdopodobnie wkradły się podczas dodawania akapitów na blogu. Nie do końca to jeszcze ogarniam i przeszłam prawdziwą gehennę przy edycji…

    Na samo zakończenie już, dziękuję ogromnie za ocenę! Ogromnie pomogłaś mi od strony technicznej jak i fabularnej. Dzięki zasadom i ćwiczeniom techniczna strona zapewne bezproblemowo się poprawi, ale uwagi dotyczące fabuły są bezcenne. Byłam bardzo niepewna, czy to opowiadanie ma jakiś sens. Czy bohaterowie wydają się być realni i czy ich problemy mogą chwycić za serce. Nigdy nie traktowałam tego opowiadania na poważnie i nie sądziłam, że może się spodobać. Jestem bardzo krytyczna do wszystkiego, co napiszę. Mam jednak ogromny sentyment do tej historii i bardzo chciałabym spisać ją do końca. Dziękuję, że zachęciłaś mnie i potężnie zmotywowałaś, aby pisać ją dalej. Naprawdę potrzebowałam obiektywnej opinii.
    W żadnym razie mnie nie uraziłaś! Jedyne co przeżyłam, to ogromna ilość krindżu wywołanego własnymi błędami, ale to faktycznie chyba zdrowy objaw xD. Warto było przetrwać wszystkie negatywne gify, aby kilka razy zasłużyć na te pozytywne ^-^. Mimo to dziękuję za pomyślenie o moich uczuciach :3.
    Przyjmuję wszystkie uwagi, zabieram się za korektę i jeszcze raz dziękuję!

    OdpowiedzUsuń

Aktualności

Teksty zgłoszone w 2017: 2
Stan poczekalni: 16/21
Czekamy na twoje zgłoszenie!
Szablon stworzony przez Agatę
Zgłoś tekst i spróbuj swoich sił!
21.03.2019 najlepsi autorzy
otrzymają nagrody! – [KLIK]

Ankieta

Ankieta ewaluacyjna WS

Archiwum

Oceniający

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.