Piszesz i chcesz wiedzieć, co myślą o tym inni? Zapraszamy!
więcej o nas

Aktualności



Oceniający

Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc z pewnością znajdziesz w naszym gronie osobę, która z przyjemnością oceni twojego bloga.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój blog do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

Błędy w narracji – ekspozycja

20 marca 2015
Każdy chyba spotkał się z sytuacją, w której starannie wykreował sobie świat i postaci, wszystko ustalił od a do z, a potem nie za bardzo wiedział, jak przedstawić to na tyle dobitnie, żeby czytelnik mógł zwizualizować sobie naszą wizję. Zdarzało się też pewnie, że były inne priorytety – na przykład główny wątek – a te mniej ważne sprawy chciało się tylko szybko gdzieś wepchnąć, dla uzupełnienia obrazu. Może pojawiły się problemy z utrzymaniem bohaterów w ramach wyznaczonych im cech albo w opisaniu uniwersum tak, aby wszystkie wartości stały się jasne. Trzeba przecież jakoś czytelnika wprowadzić, nie? Trzeba mu napisać, że świat, do którego teraz wchodzi, jest taki i taki, a jego bohaterowie tacy i owacy. No ale jak to zrobić?
Zadawszy sobie to pytanie, piszący najczęściej idzie na skróty... i popełnia ekspozycje.


Opowiadanie, wypracowanie czy może szczegółowy przewodnik?

Czym jest ekspozycja? To nic więcej, jak podawanie czytelnikowi gotowych wniosków zamiast elementów, po których ten sam mógłby odczytać zamiary autora. No dobra, wiem, niewiele to mówi tak na sucho… Też na początku nie potrafiłam tego zrozumieć. Przy okazji następnego punktu poczęstuję Was soczystą ekspozycją, najpierw jednak zajmijmy się samą naturą zjawiska.

EKSPOZYCJA ściśle wiąże się z OPISEM. Autor opisujący fabułę tworzy najczęściej mieszankę streszczeń i charakterystyk, dodając do nich dialogi czy inne elementy prozy i… już. Sądzi, że napisał genialne opowiadanie bądź powieść-bestseller. Jednak kluczem do sukcesu zawsze są SCENY, czyli konkretne dowody, potwierdzające informacje wynikające z tych opisów, zwykle nawet zastępujące je. Mówi o tym zasada: Show, don’t tell (pokazuj, nie opisuj). Ekspozycjami będą więc większe bądź mniejsze ściany tekstu, opisujące dowolny element fabularny.


Ekspozycja  – skąd ten problem?

Ekspozycja to oznaka lenistwa lub braku warsztatu. Używają jej zazwyczaj autorzy niedoświadczeni lub tacy, którzy zwyczajnie do tworzenia się nie przykładają, którzy w sposób dosadny chcą przekazać naraz konkretne treści albo którzy czytają zbyt mało i są niezbyt wszechstronni. Dlaczego? Ponieważ łatwiej jest napisać, że postać jest zabawna niż co jakiś czas do dialogu wrzucić z jej strony jakiś żart, który faktycznie może rozbawić lub w ogóle oddać naturę żartownisia. Łatwiej napisać, że prawo w wykreowanym świecie jest surowe niż opisać np. egzekucję nastolatka, który coś ukradł. Przykłady można mnożyć i mnożyć.

Zazwyczaj ekspozycja spowodowana jest tym, co wymieniłam we wstępie, a więc potrzebą opisania czegoś, na co nie ma się ochoty marnować czasu, brakiem pomysłu na realizację historii lub koniecznością wprowadzenia czytelnika w świat od razu, już w pierwszych zdaniach tekstu przedstawiając mu wszystkie zasady uniwersum. Ewentualnie na dzień dobry, przy pierwszym spotkaniu z bohaterem autor chce całego go… wyeksponować, po prostu. Więc czytelnik dostaje stos informacji o tym, kim jest osoba, którą widzi pierwszy raz, która w prawdziwym życiu byłaby dla niego zagadką przez jeszcze długi czas i którego cechy mógłby poznać tylko empirycznie, przebywając z nim i rozmawiając.

Zanurkowałam w otchłaniach mojej dawnej pisaniny i proszę, jaki mam smakowity przykład ekspozycji:

Społeczeństwo było surowe, nietolerancyjne, pełne uprzedzeń i odcięte od reszty świata. Dlatego najsłabsi nie przetrwali, a wszystkie jednostki, które uparcie trzymały się życia, były bezwzględnie eliminowane. To dlatego starców właściwie nie było; większość została po drugiej stronie, a tylko weterani zaprawieni w boju i magii zdołali nadążyć za młodymi nogami swych synów i córek. Ci zaś, którzy zestarzeli się już po drugiej stronie, zniedołężnieli i byli ciężarem dla odbudowującego się społeczeństwa, wcześniej podawali dłoń Kostusze. Zwykle im w tym pomagano.

Weźcie pod uwagę, że jest to fragment projektu, który zaplanowany był na wiele rozdziałów i wręcz na długą powieść, nie miniaturę.

Oprzyjmy się na tym fragmencie.
Pierwsza myśl po tym, jak już to przeczytaliście? Moją byłoby: co za nuda! Bo w sumie co z tego, że wymieniłam cechy społeczeństwa? No nic. Czytelnik musi teraz spamiętać, że takie właśnie było to środowisko. Może później wcale tego nie pokażę (nie udowodnię), bo nie będzie mi się chciało – przecież opisałam już w pierwszym rozdziale, o co chodzi, i to musi czytelnikowi wystarczyć. Ewentualnie – co gorsza – zamierzenia nie uda mi się zrealizować w taki sposób, jak o tym napisałam. Ekspozycja często stanowi więc pułapkę dla samego pisarza, ponieważ wprowadzając ją do tekstu, wyznaczamy czytelnikowi konkretne oczekiwania. Z ich spełnianiem bywa różnie. Z doświadczenia wiem, że wypisanie kilku cech charakteru postaci może rozmijać się z jej faktycznym zachowaniem. Dlatego zróbcie sobie i odbiorcom tę przyjemność nierozczarowywania.


No to jak powinno to wyglądać?

Całość opiera się na budowaniu scen – umiejętności dla piszącego ogromnie ważnej.
Dzięki scenom pokazuje się to, co chciało się opisać. Sceny, poukładane w odpowiedniej kolejności, tworzą linię fabularną i pozwalają zatopić się w wykreowanym świecie. Jeżeli zastąpi się sceny opisami, tekst stanie się płytki, bohaterowie martwi, a całość – nudna, nieemocjonująca. Odwracając sytuację i kreując za pomocą scen (pokazując, zamiast opisywać), tworzy się świat złożony, bohaterów ludzkich, a cały tekst na pewno wzbudzi większe zainteresowanie. 
Jak zacząć?
Trzeba przede wszystkim określić cel konkretnej sceny. Jeśli, cały czas opierając się na powyższym fragmencie, chcę przekazać okrucieństwo społeczeństwa, muszę stworzyć scenę, w którym jest ono ukazane. Mam różnorakie możliwości: mogę przedstawić, jak w ponurym mieście stołecznym w moim uniwersum wygląda życie starca albo jednostki słabszej. Mogę, na przykład, oczami głównej bohaterki pokazać jedną z okrutnych scen i jej ustami stwierdzić, że to nic dziwnego. Kolejną opcją jest rozmowa bohaterów, jednak z tym trzeba bardzo uważać, o czym dowiecie się nieco dalej.

Przykład:

Na rynku wrzało. Przepchnięcie się przez tłum gapiów zajęło Elemeyi dobrą chwilę.
Dotarłszy pod scenę, spojrzała na brudną, przerażoną twarz chłopaka. Stał na chudym pieńku, z pętlą zahaczającą o brodę i ramionami skrępowanymi z tyłu. Na policzkach łzy wymyły jasne smugi, z nosa kapało. Przynajmniej jeszcze nie zsikał się w gacie. Ciekawe, ile razy oglądał podobne przedstawienia i modlił się, żeby nigdy nie znaleźć się w tym miejscu?
— Za co dostał? — mruknęła Elemeya do stojącej obok kobiety.
Ta spojrzała na nią, marszcząc brwi.
— Abo ja wiem? Pewnie kogoś oskubał z jabłek albo podwędził jakąś kurtkę na zimę, skoro nie ma go kto ubrać.
Zanim dokończyła mówić, kat brutalnie kopnął pieniek. Chłopak wierzgnął rozpaczliwie, ale pętla zacisnęła się gwałtownie. I... już. Ciało zawisło bezwiednie, ze spuszczoną głową. Na deski zaczął kapać mocz. Elemeya zorientowała się, że ludzie wokół zaczęli się rozchodzić. Każdy wracał do swoich zajęć. 

Oczywiście – unikanie ekspozycji to dużo więcej pracy, więcej pisania oraz planowania, rozwijania scen. Sami musicie ocenić, czy wolicie zanudzać czytelników na śmierć, czy jednak pozwolić im eksplorować waszą historię.


Poznaj zasady świata

Już po pierwszym rozdziale czytelnik musi wiedzieć wszystko! Bądź prawie wszystko. Trzeba to oczywiście ująć w swego rodzaju notatkę w narracji. Moja szkoła nie jest taka zwykła, to magiczna szkoła. Chodzą do niej ludzie i magiczne istoty, na przykład wampiry, czarownice, elfy… Ludzie często nie mają talentu magicznego, ale ci, którzy go posiadają, uczęszczają na zajęcia z zaklęć. Są różne: leczące, ofensywne, wspomagające, defen... 
STOP! O rany. Nie, to nie tak działa.
Świat ma się przede wszystkim bronić sam. Ma być czymś nowym, fascynującym, co czytelnik dopiero poznaje. Jedno zdanie opisujące dane środowisko nie jest wystarczające na całe opowiadanie i czytelnik się nim nie zadowoli. Wyobrażenia autora powinny być przekazywane wtedy, kiedy jest ku temu sposobność, różnymi metodami, ale na pewno nie w kilku akapitach, poprzez suchy opis.

Przeanalizujmy fragment ekspozycji krok po kroku:

(...) Moja szkoła nie jest taka zwykła. Chodzą do niej ludzie i magiczne istoty, na przykład wampiry, czarownice, elfy… Ludzie często nie mają talentu magicznego, ale ci, którzy go posiadają, uczęszczają na zajęcia z zaklęć. Są różne: leczące, ofensywne, wspomagające, defensywne (...).

Pierwsza informacja, jaką otrzymujemy: do szkoły uczęszczają zarówno ludzie, jak i magiczne rasy. Teoretycznie ma nam to pomóc, gdyż już od początku będziemy wiedzieć, z czym mamy do czynienia. Z drugiej strony psuje efekt zaskoczenia. Chyba jednak wolelibyśmy się zdziwić, kiedy bohater faktycznie pójdzie do szkoły i, co dla niego będzie zupełnie normalnie (albo niekoniecznie, jeśli takie jest założenie fabularne), spotka jedną z tych nadnaturalnych istot. Wywoła to jakieś emocje, a w końcu o to chodzi w opowiadaniu.
Kolejną informacją jest to, że ludzie zwykle nie mają talentu magicznego. Można to łatwo pokazać – na przykład bohater rozmawia z przyjacielem, który taki talent posiada (bo jest istotą magiczną) lub należy do tych ludzkich wyjątków, co zostali nim obdarzeni i dlatego uczęszcza na lekcję. Może na przykład poczuje się samotny jako jeden z niewielu ludzi na danych zajęciach?
Następna informacja: zaklęcia dzielą się na różne rodzaje. Tego również nie musimy opisywać od razu, możemy to rozbić na całą przestrzeń historii albo przynajmniej na kilka rozdziałów, tak by pokazać to wtedy, kiedy faktycznie będzie istotne. Przykład? Bohater ma talent do zaklęć defensywnych, więc na nich się skupia, a jego najbliższy przyjaciel leczy. Wystarczy, że bohater się zrani i przyjaciel zagoi ranę magią. Dowolność jest naprawdę duża, a takie rozwiązanie z pewnością znacznie urozmaici opowieść i zaciekawi czytelnika bardziej niż jedno zdanie oznajmiające.


Był sprytny, inteligentny i przystojny...

Ekspozycją bardzo łatwo zepsuć sobie postaci w opowiadaniu. Opisując bohatera jako zestaw cech, pozostawiamy czytelnikowi ogromny pusty plac, którego granice wyznacza kilka słów. Pomiędzy nimi nie ma nic. Wtedy powstaje postać papierowa, taka, która nie żyje, a która jest tylko kilkoma zdaniami na kartce. To utrudnia czytelnikowi wejście w jej buty, zrozumienie jej motywacji, a tym samym znacznie ogranicza czytelnicze doznania.
Innym zagrożeniem jest zła interpretacja cech lub emocji postaci przez czytelnika. Każdy bohater może inaczej ukazywać konkretne uczucia, stąd jedna osoba, kiedy coś ją zdenerwuje, tylko zaciśnie zęby i pójdzie dalej, a druga rzuci krzesłem dla rozładowania napięcia. Określanie bohatera suchym: był zdenerwowany nie daje czytelnikowi możliwości jasnej interpretacji charakteru postaci.

Przykład ekspozycji bohatera:

Smith wszedł do pubu i natychmiast spostrzegł Courtneya. Ten to miał gadane! Smith niemal obawiał się rozmowy z nim; jego błyskotliwy komentarz i ostre riposty na wszystko potrafiły zniechęcić. Ale jeszcze bardziej zniechęcała jego czepliwość. Wystarczyło się spojrzeć nie tak, jak by chciał, a już rzucał w człowieka jakąś niezbyt wykwintną obelgą. No, może i był chamem, ale mógł pomóc w sprawie, jakkolwiek Smithowi się to nie podobało – tej przenikliwości nikt inny nie mógł dorównać.

Unikając ekspozycji, łatwiej możemy stworzyć bohatera żywego i unikalnego. Takiego, który będzie wzbudzał emocje. Od tego jest literatura. Jeśli bohater ma być denerwujący czy też kochany – ważne, żeby czytelnik mógł to poczuć. Żeby mógł poznać postać po jej gestach, spostrzeżeniach, przemyśleniach czy, co już jest naprawdę wysokim poziomem, po sposobie wypowiadania się. Chodzi o to, że jako czytająca powinnam mieć jakąś relację z fikcyjnymi osobami, jeśli mam naprawdę wczuć się i chcieć kontynuować. Wtedy przygoda poniekąd też dotyczy mnie, a sięgam po nią po to, żeby zaangażować się w historię inną niż moja. To też dzięki temu zapamiętam ją na dłużej, zamiast zapomnieć po tygodniu od odłożenia z powrotem na półkę (lub ostatniego zamknięcia bloga).


Największy z grzechów – ekspozycja pierwszoosobowa

To jeden z gorszych koszmarów czytania. Ekspozycja w narracji pierwszoosobowej jest praktycznie nie do przełknięcia. Zakłóca ona naturalny tok myśli bohatera i dystansuje go do wydarzeń mu współczesnych.
Wyobraź sobie, że idziesz ulicą i spotykasz przyjaciółkę, zatrzymujecie się, by porozmawiać… O czym wtedy myślisz? Skupiasz się na rozmowie z nią, czyż nie? Nie zaczynasz wspominać tego, jak się poznaliście, ani nie analizujesz cech charakteru owej przyjaciółki. W końcu koncentrujesz się na interakcji, dlatego Twoje myśli dotyczą tego, co tu i teraz, a także ewentualnych wniosków. Na przykład zauważasz, że przyjaciółka się wystroiła, z czego wnioskujesz, że pewnie pędzi na randkę. Wtedy co najwyżej zastanowisz się, z kim się spotyka (jeśli nieczęsto można ją zobaczyć w takim wydaniu), albo z pewną dozą pobłażliwości westchniesz: ach, ta flirciara. Już taka informacja dostarczyłaby czytelnikowi materiału do wnioskowania. Nie trzeba tego przekazywać całościowo, wtrącając akapit opowiadający historię życia miłosnego kobiety. To naprawdę wybija z rytmu i przeciąga krótką, dynamiczną rozmowę, która może zawierać te wszystkie informacje sama w sobie.


Bohater-idiota...

...czyli sytuacja, w której bohater prowadzący narrację tłumaczy i opisuje elementy fabularne, które są po prostu dla niego oczywiste – w normalnym świecie nie zwracałby na nie uwagi. Tymczasem po dwudziestuparu latach życia, idąc sobie korytarzem, zaczyna myśleć nad strukturą urzędniczą państwa, streszcza doskonale sobie znaną historię, samemu sobie opowiada o tym, jak zazwyczaj zachowują się ludzie w jego otoczeniu albo mówi sam sobie, jak się czuje. A nawet opisuje (też sam sobie, na przykład w lustrze), jak wygląda! Nie brzmi komicznie?

Przykład:
Właśnie przyszła do mnie Ania. Ania jest moją żoną, kończy dziś trzydzieści lat i ma piękne blond włosy. Znamy się od dziecka. Ania jest bardzo pozytywna. Kiedyś dużo paliła, ale odkąd związaliśmy się, przestała. Moi teście są bucami, chociaż nigdy mi to nie przeszkadzało. Zawsze spotykałem się z nią u mnie, żeby uniknąć marudzenia jej ojca. Ania wyprowadziła się od nich, kiedy miała siedemnaście lat i dzięki temu dopiero rozkwitła. Stała się weselsza i piękniejsza. Ostatnio zaczęła się uczyć francuskiego, bo zawsze chciała wyjechać do Francji.

Autor pisze tak tylko dlatego, by mieć opis z głowy – no bo pomysł na fabułę super, ale po co się starać z wymyślaniem etapów ujawniania charakteru i historii postaci? Kłopotać się z rozpisywaniem scen, skoro… Można to wszystko opisać w jednym akapicie myśli bohatera?
Ale halo! Czytelnik nie jest głupi.
Czytelnik zauważy, że wiadomość skierowana jest stricte do niego. Będzie czuł, że autor chce mu wytłumaczyć za pomocą słów bohatera pewne niuanse na siłę. Natomiast czytelnik powinien powoli je odkrywać sam, przechodząc przez przygodę z zapartym tchem, pragnąc rozwiązać tajemnicę, lepiej poznać swoich nowych literackich przyjaciół, rozkoszując się złożeniem świata, zamiast dowiedzieć się wszystkiego na samym początku.

Można takie informacje wplatać jako przemyślenia – podkreślam – przemyślenia głównego bohatera, pod warunkiem, że jest to ciąg myślowy, w którym oprócz suchych faktów postać wyciąga jakieś wnioski, zastanawia się, spekuluje. W przykładzie takim bodźcem, punktem zaczepienia do wprowadzenia nowej postaci będą przemyślenia narratora na temat urodzin (a nie samego wiadomego bohaterowi wieku żony).
Coś w  stylu:

Do pokoju właśnie weszła Anka, ubrana jak zwykle ładnie, ale dziś było w niej coś innego, wyjątkowego… Blond włosy zaczesane miała w wysoki kok, umalowała oczy, uśmiechała się delikatnie, a szminka podkreślała jej usta. Anka otworzyła szklaną szafę i sięgnęła po świąteczną zastawę.
I nagle dotarło to do mnie. Chryste, przecież dziś miała urodziny, a ja wciąż nie miałem żadnego prezentu! Myśl, Kuba, myśl… Nie stać mnie było na bilet do Francji, to może chociaż słownik francuskiego…? Jej matka znowu powie, że córcia powinna wymienić męża na lepszy model. Szczególnie z okazji trzydziestki.

Jeśli chcecie wspomnieć o czymś, nad czym normalnie bohater by się nie zastanawiał, potrzebujecie jakiegoś bodźca, który sprawi, że bohater zacznie analizować dane zdarzenie bądź pojedynczy fakt i powiązane z nim elementy.


Znamy się od lat!

Takie kwiatki zdarzają się również w dialogach. Niestety. Jest to ekspozycja dialogowa, czyli tłumaczenie czytelnikowi zasad świata poprzez rozmowę znających się postaci, co daje podstawę do myślenia, że rozmawiający to kretyni. Rozmowa brzmi wtedy strasznie nienaturalnie.
Przecież sytuacje dla bohaterów codzienne nie powinny być przez nich sobie nawzajem wyjaśniane, więc jeśli postaci należą do jakiegoś tajnego ugrupowania, nie powinni sobie opowiadać, że ich szefem jest Arc –  gościu, którego lepiej nie wkurzać. No… no nie. Oni już to wiedzą. Ostatecznie należą tam razem i dzielą pewne doświadczenia.

Przykład ekspozycji dialogowej:

— No, moi panowie, mamy dziś, jak wiecie, posiedzenie sekcji dobroczynności w gminie. Czy tak?
— Tak, tak! — odzywa się kilka głosów w sali.
— Wiadomo panom, jak opiekuńcze są ustawy gminy. Wiadomo panom, że gmina nie dozwala cierpieć nędzy żadnemu z członków swoich. Ociera łzy, odziewa nagich, karmi głodnych, bezdomnym daje dach nad głową, słabych wspiera. Wiadomo panom, że młodość nie trwa, siły opuszczają, choroba i bieda łamie. Jest to powszechne prawo, któremu ulega świat cały. Ale nasza gmina podejmuje walkę z tym prawem. W jaki sposób? W bardzo prosty: przygarnia tych, których skrzywdziło życie, przygarnia nędzarzy i wydziedziczonych, przygarnia kaleki i niemocne starce! 

„Miłosierdzie gminy” – Maria Konopnicka

Dość śmieszna scena: w końcu jeden bohater tłumaczy pozostałym coś, co wszyscy przecież doskonale wiedzą, bo funkcjonują w takiej rzeczywistości od lat…

Dopuszczalnym jest, żeby pewne rzeczy przekazywać w dialogach, przykładowo poprzez szczegółowe dopytywanie ciekawskiej z natury postaci (lub inne, mające logiczne podłoże pomysły; pula jest praktycznie niewyczerpalna). Na przykład informację, że ktoś mieszka w niebezpiecznej dzielnicy, czytelnik będzie mógł wywnioskować, gdy jedna z postaci wyrazi zmartwienie i troskę w stosunku do drugiej: powinnaś się stamtąd jak najszybciej wyprowadzić. Nie słyszałaś, że ostatnio znowu kogoś zasztyletowali? Blisko twojego bloku!


Czytelniku, po co ci myślenie?

Jednymi z najzabawniejszych – i jednocześnie najgorszych – ekspozycji są te, które robią z czytelnika głupka niezdolnego do interpretowania pewnych zachowań czy sytuacji. Autorzy mają różną motywację: a to chcą dodać trochę waty słownej, żeby wydawało się, że tekstu jest więcej niż w rzeczywistości, albo próbują się upewnić, że odbiorcy na pewno dobrze rozumieją ich intencje. Zwykle taka ekspozycja to silna potrzeba autora, by od razu uzasadnić zachowania bohaterów i powstaje masło maślane. Niepotrzebnie. Od tego jest tzw. character development.

Najprostszy przykład:
— Weź ty się czasem zastanów, co ty w ogóle robisz! — krzyczała na niego, bo była zła.

Zawsze wtedy jako czytelnik czuję się obrażona. Czyżby autor uważał, że nie umiem myśleć? Wnioskować? Czytać ze zrozumieniem?
Ale ekspozycją nie jest tu tylko część wyjaśniająca: bo była zła. Ekspozycją jest nawet samo krzyczała. Przecież widzę wykrzyknik, wiem, co czytam i rozumiem, co oznaczają poszczególne znaki interpunkcyjne.


Czasem przymknij oko – ekspozycja celowa

Niekiedy zdarza się tak, że ekspozycja pełni ważną rolę w tekście. Rzadko, jednak bywa dozwolona. Na przykład w krótkich (często jednowątkowych) formach, kiedy potrzebujemy coś opisać, ale wciąż chcemy stworzyć tylko opowiadanie, w którym nie będzie miejsca, by wszystkie fakty przedstawić w scenach. Zwłaszcza, jeśli fakty te nie są tak istotne albo jeśli wprowadzenie ich jako sceny odbijałoby od głównego wątku.
Wtedy jednak ekspozycja nadal powinna wyglądać w tekście naturalnie, a nie jak notatka autorska na marginesie, wyrwana z kontekstu czy wsadzona w nieodpowiednim miejscu, gdzieś – na przykład – w środku dialogu.

Nie musisz mówić wszystkiego

Nie należy też przesadzać – zachowajmy użycie ekspozycji jedynie dla przypadków, gdzie jest ona niezbędna, ważne elementy pokazujmy za pomocą scen, a to, czego fabuła i akcja nie potrzebują, zostawmy dla siebie. Nie ma zasady, że trzeba opisać czytelnikowi wszystko. Zadawajmy sobie pytanie, czy dany element fabularny jest wymagany, pełni jakąś funkcję, ma znaczenie dla bohaterów? Nie musimy pisać o wszystkim, a na pewno nie szczegółowo: kiedy kto którą ręką wyciągnie z której kieszeni jakich spodni jakiej marki telefon i jaką ma ustawioną piosenkę na dzwonku? Czytelnik obejdzie się bez tego, naprawdę.

Pamiętajmy jeszcze o tym, że nigdy, ale to przenigdy, nie należy eksponować cech charakteru postaci, ponieważ powinny się one ujawniać jedynie w odniesieniu do akcji i rozwijać wraz z nią, bez potrzeby bezpośredniego nazywania. Interpretacja tych cech to rola czytelnika, nie autora. Dla przykładu: Wilk z „Czerwonego Kapturka” jest antagonistą, bo zjadł babcię i czytelnik to wywnioskuje z zachowania wilka, a nie dlatego, że narrator sucho powiedział: Wilk był bardzo złym wilkiem.


Podsumowanie

Ekspozycja to w 9 na 10 przypadkach zło. Trzeba z nią zdecydowanie walczyć – nie tylko, by bardziej zainteresować czytelnika, ale także po to, by szczegółowiej ukazać swoje autorskie wyobrażenie świata przedstawionego. Dzięki temu unikniemy nieporozumień, gdyż – wbrew pozorom – scena przedstawiająca dane wydarzenie lepiej zbuduje atmosferę niż zdanie pełne suchych faktów i logiczności. Podobnie z bohaterami, którzy staną się żywsi i bardziej zrozumiali dla czytelnika, jeśli przedstawi się ich za pomocą ich reakcji i myśli zamiast wypisania zestawu cech, które posiadają. Wymaga to z pewnością większego nakładu pracy, jednak warto, jeśli przez to uda się wciągnąć odbiorcę w wir przygód, od którego nie będzie mógł się oderwać i który na długo zapamięta dzięki przeżytym emocjom.






Artykuł przygotowały Dhaumaire, z uzupełnieniem i betą Skoiastel. Przykłady również zostały przez nie przygotowane, a jeśli nie – pod fragmentem podano autora.



Aktualności

Teksty zgłoszone w 2017: 3
Stan poczekalni: 13/27
Czekamy na twoje zgłoszenie!
Szablon stworzony przez Agatę
Zgłoś tekst i spróbuj swoich sił!
21.03.2019 najlepsi autorzy
otrzymają nagrody! – [KLIK]

Ankieta

Ankieta ewaluacyjna WS

Archiwum

Oceniający

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.