...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

[107] ocena bloga: ibleedingout.blogspot.com

29 marca 2017

Autorka: Adna
Tematyka: dark fantasy
Oceniająca: Skoiastel

Dziś straszna  historia o istotach nocy, które mają tę moc, jednej gwieździe i (prawie) mrocznych widmach.

Zacznę standardowo od tego, co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy. Szata graficzna nie zrobiła na mnie jakiegoś wybitnego wrażenia; wydaje się dość mocno oklepana, jeżeli chodzi o wampirzą tematykę – mamy trzy panny w nagłówku, jakieś kły, czerwoną czcionkę (dzięki ci za krój szeryfowy) i czarne tło. Kolumna z postami głównymi jest dość wąska, długi tekst wprowadzający w ramce po prawej odwraca uwagę od postów z rozdziałami – część treści mogłaby się znaleźć w zakładce „o blogu” i też byłoby dobrze. Swoją drogą, masz tam bardzo rozwleczony styl, zdania budujesz długie i złożone, i to pewnie dlatego ta ramka ciągnie się jakby w nieskończoność.

Wszystko, co tu znajdziecie, to tylko fikcja i ni jak ma się do rzeczywistości. – Nijak.

Zaznaczam, że bohaterowie mogą zawędrować do innych państw, ale i one z pewnością nie będą kropka w kropkę, [przecinek zbędny] jak w realnym życiu.

Zbieżność osób i nazwisk, jest zupełnie przypadkowa. – Ten przecinek też wygląda na zupełnie przypadkowy.

Cały tekst stanowi moją własność intelektualną, z tego też względu, [przecinek zbędny] zabrania się kopiowania go bez mojej zgody.


O BLOGU
Co je łączy? Z pewnością pragnienie krwi, ale to jest oczywiste. Jest jeszcze jeden mały szczegół, zapisany gdzieś w zakamarkach ich dusz – cząstka samego Draculi. Każda z nich zaczęła swoją historię w inny sposób (…) – każda ta cząstka, mam rozumieć? Pomyliłaś podmioty. Plus brzydkie powtórzenie.

(…) aby stanąć przed czymś znacznie gorszym, [przecinek zbędny] niż wampir czyhający na Ciebie w ciemnym zaułku. – Jeśli po spójniku niż nie pojawia się orzeczenie, przecinka nie stawiamy.

Pierwsze linijki zaspoilerowały mi charaktery głównych bohaterek, ale no cóż – co się raz zobaczy, to już się nie „odzobaczy”. Z tego powodu zajrzałam do zakładki o postaciach jedynie pobieżnie, aby upewnić się, że je opisałaś, a nie tylko wkleiłaś zdjęcia. Darowałam sobie czytanie o bohaterach – jestem przekonania, że ich charakter ma przecież w pełni wynikać z treści i tylko z niej, a nie z takiego dodatku. Mam nadzieję, że to nie jest podejście w stylu „opiszę bohaterów tam, aby potem w tekście używać tylko ich imienia i wkładać im losowe zachowania i cechy pasujące do scen”, bo – niestety – ostatnio spotykam w sieci za dużo blogów literackich działających właśnie na takiej zasadzie. Ale nie ma co się zniechęcać na start, nie przejmuj się – to tylko takie moje uprzedzenie, które, mam nadzieję, zmienisz. Przecież nijak ono ma się do noty końcowej.

Przy przewijaniu strony wpadł mi w oko taki błąd:
Jest w stanie policzyć na palcach i, to jednej dłoni. – Przecinek postaw przed „i”, a nie po nim. Resztę błędów wypiszę, gdy skończę treść opowiadania, podsumowanie i wtedy zawartość tej zakładki nie sprawi, że zepsuję sobie lekturę.


WHISPERS IN THE DARK
Jeśli masz ochotę na przeczytanie, [przecinek zbędny] którejś z historii, wystarczy, że klikniesz na jeden z poniższych obrazków.
I to by było na tyle odnośnie pierwszego wrażenia. Teraz śmiało mogę wgryźć się w treść.


PROLOG
Na jego twarzy malowało się potężne zmęczenie, wymieszane z ogromnym bólem, który szarpał wnętrznościami, ale on starał się odsunąć to wszystko od siebie jak najdalej. Nie miał teraz czasu na zastanawianie się nad słabościami własnego ciała. – Zastanawiam się, czy nie przeholowałaś. Zaznaczasz, że ból był ogromny, szarpał wnętrznościami, więc pewnie był nie do zniesienia, ale wychodzi na to, że na Draculi nie robił aż tego wrażenia, bo bohater nie ma czasu. Mogłaś posiłkować się adrenaliną albo podkreślić niesamowitą wytrzymałość wampira, a nie zwalać tylko na pośpiech.

Niespiesznie przesunął dłonią nad kępami przed sobą. W jednym momencie trawę strawił ogień, pozostawiając po sobie jedynie czarną ziemię. Odkaszlnął, gdy woń dymu dotarła do jego płuc. – W środkowym zdaniu podmiotem stał się ogień, a w ostatnim powracasz do bohatera, ale nie wskazujesz go bezpośrednio. Domyślnie więc wciąż chodzi o ogień, który kaszle. To bez sensu. No i niemożliwe jest, by ogień strawił coś w jednym momencie. Może być, że zaczął trawić, bo spalanie to stałe zjawisko wymagające dostępu tlenu. Nagłe zdarzenie pirotechniczne to wybuch, a zwykły ogień się przemieszcza. Trawa się w spokoju fajczyła, a nie uległa implozji czy innej anihilacji...

Uśmiechnął się słabo na ten widok, a już po chwili upadł z całym impetem na ziemię. Siła uderzenia wyrzuciła całe powietrze z jego płuc. – Słabe powtórzenie. No i nie mógł to być cały impet, bo nie da się upaść z niecałym. Mogł być np. duży.

Zwrócił ku niej niebieskie spojrzenie, niestety nie mógł dostrzec twarzy, był zbyt otępiały. Ale mógł przywołać jej obraz w pamięci. Ria była piękną wampirzycą. – Spojrzenie nie może być niebieskie. Tęczówki, oczy – tak. Ale samo spojrzenie nie bardzo, chyba że Dracula strzelał z oczu jakimiś niebieskimi laserami. Plus powtórzenie.

– Dlatego weź od nas krew, żebyś przeżył. – Ta wypowiedź jest taka strasznie logiczna. Skoro Dre przegryza nadgarstek i częstuje krwią umierającego przyjaciela, to wiadome jest, w jakim celu poszkodowany ma ją wypić. Chyba że rzucanie oczywistościami jest jakąś specjalną cechą charakteru Dre, choć nie sądzę.

Jestem zadowolona, jeżeli chodzi o prolog. Nie jest – jak to z prologami często bywa – świstkiem z pralni; plastycznie obrazujesz scenę dzięki barwnym, ale nieprzesadzonym opisom i dbasz o detale. Pojawił się jeden z bohaterów, którego imię kojarzy mi się no, wiadomo.


Czy to tylko zbieżność imion? A może piszesz o właśnie tym jednym, najpotężniejszym...? Cóż. Mam nadzieję, że wszystkiego dowiem się w swoim czasie.
Jeżeli w takiej formie zachowasz resztę rozdziałów, to będę naprawdę mile zaskoczona.


ROZDZIAŁ PIERWSZY
Ten gif wydaje mi się bezsensowny, w przeciwieństwie chociażby do tego w spisie treści. Babeczka na nim jedynie kręci głową i mówi coś urywanego w połowie, ale w gifie nie znalazł się napis tłumaczący co. Rozumiem, że będę za chwilę zabierać się za tekst opisujący perspektywę bohaterki, której nadałaś wygląd aktorki znajdującej się na tej animacji, aczkolwiek sądzę, że gif mógłby być ciekawszy, wnosić coś więcej niż wygląd postaci, który i tak powinien zostać wprowadzony w tekście. Takimi zabiegami od razu narzucasz mojej wyobraźni, kogo mam kreować, a przecież dobra literatura tak nie działa, nie wymaga wsparcia technicznego od podrzuconych zdjęć przedstawiających jakąś aktorkę.

Uważano, że skoro pochodzi ze wsi, to do niczego się nie nadaje i nic nie potrafi, że jest gorsza. I nie miało najmniejszego znaczenia to, że wszyscy ci, którzy myśleli w ten sposób, tkwili w błędzie. Przecież była niezwykle inteligentna. Studia skończyła bez najmniejszych problemów i to z wysokimi ocenami. Otrzymywała najwyższe stypendia naukowe przez wszystkie lata trwania nauki. – Amelia siedzi za biurkiem w korpo i stuka w klawisze, a ty streszczasz, dlaczego cieszy się, że za chwilę kończy dzień pracy, zdanie dalej przechodzisz do kwestii jej pochodzenia i wykształcenia. Trochę słabe rozwiązanie, bo mogłabyś dodać zaledwie kilka wersów sceny o tym, gdy ktoś ją właśnie tak źle traktuje, a czytelnik sam mógłby sobie wyciągnąć wnioski o tym, co o niej myślą pracownicy. Niżej wprawdzie pojawia się scena z przełożoną, ale jest ona już tylko potwierdzeniem tego, co przeczytałam w tym zacytowanym streszczeniu. Bo niewątpliwie jest to streszczenie. Krótkie, ale wystarczająco upierdliwe.

Zapomniała o jednej drobnostce. Jej życiu, od kiedy tylko pamiętała, towarzyszył pech i tym razem nie mogło być inaczej, więc nie znalazła żadnej taryfy. – Na razie dostaliśmy tylko jeden dowód na ten pech – brak taksówki, ale narrator przedstawił mi jednak, że bohaterka pecha ma znacznie częściej. Fakt ten jednak powinien wynikać raczej ze scen, w których Amelię tak po prostu spotykają nieszczęścia. Mogłabym to wywnioskować w przyszłych rozdziałach, po serii jakichś mniejszych niepowodzeń, natomiast teraz nie mam bazy, by wierzyć narratorowi na słowo. Suchy opis nie czyni postaci. Poza tym, jeśli ktoś ma ciągle pecha i mocno go to charakteryzuje, to to nie jest raczej drobnostka...

Co za tym szło, czekał ją długi spacer w deszczu i zimnie. Podciągnęła suwak kurtki pod samą brodę, po czym z determinacją ruszyła przed siebie. Tutaj jeszcze nie było najgorzej. Dużo oświetlonych sklepów, poza tym stały latarnie, ale jej dzielnica była paskudna. Tylko czekać, jak jakiś bandyta ją napadnie [tę dzielnicę?]. Wzięła kilka głębokich oddechów, zanim skręciła w boczną ulicę. Jeszcze tylko kilka metrów i będzie w mieszkaniu. – Nie dowiedzieliśmy się konkretnie, jak daleko od korpo mieszka Amelia, ale można to wywnioskować po tym, że w ogóle brała pod uwagę taksówkę lub autobus. Jest lekko po siedemnastej, a ostatni odjechał piętnaście minut temu – Amelia musi więc faktycznie mieszkać na jakimś totalnym wygwizdowie. Natomiast ty skróciłaś opis drogi nienaturalnie, jakby bohaterka nie przeszła nawet połowy kilometra. Coś mi tu zgrzyta, czegoś brakuje. W ogóle nie wyczułam atmosfery zapowiedzianego długiego spaceru w deszczu i zimnie.

Była tak skupiona na własnym strachu, że nie usłyszała zbliżających się kroków. Gdy zorientowała się, że coś jest nie tak, było już za późno. Jej umysł analizował wszystko, jakby to było filmem, klatka po klatce, jakby to nie ona była atakowana właśnie w tej chwili. – Fragment o analizie jest słaby. Ktoś porywa dziewczynę, więc liczą się sekundy, wartkość akcji. A ty ją spowolniłaś. Dalej opis samego porwania przypadł mi do gustu – przedstawiłaś scenę krótkimi, konkretnymi zdaniami, ale wciąż bardzo plastycznie, bez zagracania i przesadzonej emocjonalności. Jak w prologu – postawiłaś na akcję. Fajno.

W pierwszym odruchu próbowała ugryźć napastnika, ale to jedynie spowodowało, że ścisnął ją mocniej w pasie, co z kolei wywołało mdłości. Wierzgała, próbowała kopać, co nie dało jej zupełnie nic. – Dopisek o tym, że nic jej to nie dało, jest logicznością. Gdyby było inaczej, narrator opisałby, że w efekcie jej wierzgań jednak sytuacja się zmieniła. Powtórzona konstrukcja z „co” i zdublowany czasownik „próbować” robią słabe wrażenie.

Przez tą myśl na jedną krótką chwilę przestała płakać (…). – „Tę” łączy się z biernikiem (kogo? co?) i zawsze dostosowuje do żeńskiego rzeczownika (ta myśl), nawet gdyby pomiędzy nimi znalazł się jakikolwiek przymiotnik (np. tę jedną myśl). „Tą” łączy się tylko z narzędnikiem (kim? czym?). Mamy więc tę myśl, ale z tą myślą.

Przez pewien czas nie słyszała nic, bo krew nieustannie szumiała w uszach, ale gdy udało się jej nieco uspokoić, wyraźnie dotarło do niej każde słowo.
– Masz ją? – zapytał damski głos.
– Tak. Nie musiałem się nawet zbytnio wysilać. Jest słaba. Myślisz, że się uda? – W głosie mężczyzny dało się wyczuć powątpiewanie. – Nie musiał się wysilać, a czuje wątpliwości? Wiem, że dialog tyczy się złapania dziewczyny, a wapliwości – wątpliwości związanych z powodzeniem dalszej misji, ale to brzmi jednak, jakby mężczyzna wątpił przez całą wypowiedź, a jednak w pierwszej części jego kwestii wyszedł na kozaka. No i jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi – jechałam kiedyś w bagażniku. Głosy z zewnątrz są stłumione, gdy bohaterowie stoją na zewnątrz, przy samochodzie. Jasne, że da się zrozumieć słowa, ale wcale nie nazwałabym ich wyraźnymi. Chociaż to też żaden research; może to jest zależne od samochodu? Taki matiz, na przykład, z cienkiej blachy będzie wytłumiał słabiej… Chociaż powątpiewam, by jacyś porywacze jeździli matizem.

Już chyba wolała burdel w Niemczech. – Ta kwestia jest świetna, o ile zna się kontekst całego rozdziału. Uśmiechnęłam się przy niej pod nosem.

Zanim Amelia dopadła do drzwi, kobieta była już za nią. Poczuła tylko, jak coś ostrego wbija się w jej szyję, a zaledwie w czasie jednego uderzenia serca zaczęła słabnąć. – W pierwszym zdaniu zmieniłaś podmiot na „kobietę”, więc wychodzi na to, że to ona podeszła do Amelii, a potem nagle osłabła.


ROZDZIAŁ DRUGI
Już dawno nauczyła się odcinać od zewnętrznego świata i nawet w takim stanie poruszała się płynnie, na nikogo nie wpadając, nawet nie ocierając się ramieniem. – Podkreślone zdanie to część ekspozycyjna, która nasuwa mi już pewien obraz bohaterki, ale ostatecznie przedstawił tę wizję narrator. Zaufaj sobie i swojej fabule, swoim bohaterom i ich czynom, a naprawdę ujrzę ich takimi, jakimi ich sobie wykreowałaś w głowie. Nie potrzebuję narracji, by wyciągać wnioski o postaci. Cama idzie pewnym krokiem, na nikogo nie wpada, odnajduje się świetnie. Pokazałaś już, że zna teren i wie, dokąd zmierza. Wspomniałaś o tym, że się alienuje, unika ludzi, chodzi tak, by na nich nie trafić – resztę dopowiem sobie sama bez problemu. Wystarczy.

Sama nie do końca była pewna, co wobec tego gatunku czuła. Nienawiść, która cały czas była obecna w jej życiu, teraz wydawała się być bledsza, ale jednak nie zniknęła. W końcu sama sobie na to nie pozwalała [ta nienawiść?].

Tak zdecydowanie było łatwiej. Trzymać wszystkich na dystans, a ludzki gatunek traktować tylko i wyłącznie jak pożywienie... Tylko czy było to możliwe? Przecież oni też mieli uczucia. Znacznie słabsze, ale jednak. Popełniali błędy, gubili się, ale byli też ci dobrzy... Zaraz... Czy ona właśnie zaczęła usprawiedliwiać ich przed sobą? Chyba postradała zmysły... – Nie rozumiem, dlaczego bohaterka myśli o tak ważnej kwestii teraz, kiedy w opowiadaniu nic się nie dzieje. Poznajemy ją w najbanalniejszy sposób – tak po prostu. Nie odkrywam żadnych kart. Opisujesz historię postaci, wypadek „przy pracy” na nieswoim terenie, niechęć do wilkołaków, jakąś podejrzanie słabnącą niechęć do ludzi… Nie rozumiem. Po co? Po co mi to w takim momencie? Co ja niby mam zrobić z tymi informacjami? Przyswoić, żeby dotarło, yup? Dobre opowiadanie tak nie działa. Takie przemyślenia o głównej postaci wychodzą strasznie sztucznie. Jakbyś nie wiedziała, o czym w danym momencie napisać i nie poukładała sobie wcześniej tekstu według kolejności informacji, które mają wypływać wraz z biegiem fabuły, w scenach, bez ekspozycji.

Przez te wszystkie lata znała to miasto jak własną kieszeń, a mimo to, coś ją w tym miejscu niepokoiło. – Poznała. Lepiej sprawdzi się tu czasownik dokonany, gdyż inaczej wychodzi na to, że bohaterka już tego miasta może nie znać. „Mimo to” może być wtrąceniem, jednak musi je otworzyć i zamknąć przecinek, natomiast ty postawiłaś tylko ten zamykający. Sugeruję wstawić jeszcze jeden przed podkreśloną frazą bądź pozbyć się drugiego i wcale nie traktować tej części jak wtrącenia.

Gdy tylko przekroczyła próg Immortals, uderzyła w nią mieszanka bodźców, które drażniły jej wrażliwe zmysły. – Jakich bodźców? Co się z nią stało? Konkrety, konkrety, konkrety… Poza tym nazwa klubu jest strasznie tania.

– Camilla! Wiesz, ile razy dzwoniłem?! – Lucio wpatrywał się w nią z zaciśniętymi zębami, a jeszcze bardziej drażniło go to, że ona była tak bardzo zadowolona z siebie. – To brzmi fatalnie. „A jeszcze bardziej” sugeruje, że w pierwszej części zdania przedstawiłaś argument, czemu Lucio jest zły, ty natomiast opisałaś tam tylko jego zachowanie. Pół zdania jest o jednym, a drugie pół – o drugim. Brak w nim ciągłości, przyczyna-skutek. Dodatkowo wcześniej pojawiło się już suche stwierdzenie: Gdy spojrzała na wyświetlacz, uśmiechnęła się krzywo, była spóźniona dobrą godzinę i Lucio próbował się do niej dodzwonić. Gdybyś wtedy nie wskazała, że to on dzwonił, tylko pozostała przy wibracji i skrzywieniu, i tak dowiedzielibyśmy się, kto nie dawał Camie spokoju, dzięki temu dialogowi i wszystko ładnie by się zazębiło. Natomiast ty już wtedy zepsułaś efekt, wspominając, że dzwonił Lucio. 

Przez kilka kolejnych sekund po prostu na siebie patrzyli, jakby świat wokół nich nie istniał. W końcu rysy jego twarzy złagodniały, a ręka z ramienia przesunęła się na policzek, który pogładził z czułością. Ich relacja była specyficzna i nie dla wszystkich zrozumiała, bo choć nie byli partnerami, to łączyła ich szczególna, intymna więź. – Ostatnie zdanie: po co? Psujesz sobie historię taką ekspozycją. Przywódca klanu ma swoją ulubienicę, jasne. Załapałam to, gdy pogładził ją czule po jej bliźnie. Niczego więcej mi nie potrzeba, naprawdę. Takie dopowiedzenia są słabe.

Lucio był przywódcą klanu, jednym z najstarszych i najsilniejszych wampirów na świecie, a mimo to, Cama nie bała się go tak, jak inni. Może dlatego, że to właśnie on ją uratował, przygarnął, pokazał jak żyć. – O wtrąceniu „mimo to” już pisałam.
Ojejku, no to takie przewidywalne, tak banalnie opisane… Spłyciłaś tę relację okropnie, zamiast pozwolić jej się rozwijać. Zamiast pozwolić mi wnioskować z zachowań i dialogów, ty dopuszczasz do głosu nudnego narratora.

Tamte czasy były ciężkie dla wszystkich nieśmiertelnych. Oni – i kilka innych wampirów – po wszystkim, czego doświadczyli, opuścili Włochy i zamieszkali w Polsce, od tamtego czasu żyli tu i mieli się całkiem dobrze. – Streszczasz… Dodatkowo to strasznie wątpliwe. Niby czemu wampiry miałyby trafić do Polski z Włoch? Polska nie ma niczego do zaoferowania, jesteśmy zacofani gospodarczo, mamy biurokratyczne urzędy (otworzyć takie Immortals musiało być dość trudno) na dodatek jesteśmy narodem wystarczająco konserwatywnym… Już to widzę. Nie chcemy przyjąć uchodźców, ale przyjmujemy wampiry, huh? Zastanawia mnie, co sprawiło, że wampirza mafia przeniosła się akurat do nas, a nie, przykładowo, do Amsterdamu albo Londynu? Cholernie ciężko mi to łyknąć, serio. Nie zabrzmiało ani trochę przekonująco.

Mężczyzna położył dłoń na jej plecach, zachęcając, żeby szła przed nim. Przez chwilę lawirowali pomiędzy tłumem, żeby znaleźć się przy schodach, których pilnowały dwa inne wampiry.

Lucio, jako przywódca, był w szczególności narażony na ataki innych klanów, dlatego wszędzie chodziła za nim ochrona. – Ile razy jeszcze dasz mi do zrozumienia, że Lucio jest przywódcą? Poza tym wampiry pilnowały schodów, a nie jego. Wcześniej nie wspominałaś o tym, że ktoś za nim łazi.

Mężczyźni odsunęli się, robiąc przejście dla szefa i jego towarzyszki.


– Więc? – Uniosła wysoko brew i wzięła spory łyk płynu. – Czuć, że próbowałaś wykombinować jakiś synonim, by nie powtarzać „wino”, ale „płyn” wypadł nienaturalnie. Samo „wzięła spory łyk” wystarczyłoby. Wcześniej wspomniałaś, co miała w kieliszku.

Miała rację, to ludzie ją skrzywdzili, tak samo jak wampiry i wilkołaki, ale to było sto lat temu. Choć trzeba było przyznać, że bardzo się zmieniła, przestała zabijać dla rozrywki, ale nienawiść pozostała. – Nędzna ekspozycja. Wciąż opisujesz wszystko za pomocą narracji, nie postaci i tego, co wynika z niej bezpośrednio. Nie potrafisz dawkować informacji. Rzucasz mi faktami na prawo i lewo, a ja mam je zbierać i przyswajać? Okej. Tak też da się pisać, ale psujesz całą zabawę, wylewając wszystko na wierzch bez pomyślunku.

Uniosła ręce w obronnym geście. Dobrze wiedziała, że nigdy by tego nie zrobił bez jej zgody, a jego spojrzenie tylko to podkreślało. Lucio zakochał się w człowieku i nic nie mogła na to poradzić. – Przez te zaimki przez chwilę zastanawiałam się, co Lucio chce zrobić Camilli i dlaczego, a przecież chodziło o jego dziewczynę.

Nie miała ochoty na spacer, więc wykorzystała swoje wampirze zdolności i drogę do posterunku pokonała w mgnieniu oka. – Jak? Ten opis jest skrótowy i nieplastyczny. Po prostu przemieszczała się z prędkością niewidoczną dla oka człowieka? Ale biegła przed siebie czy skakała wysoko po budynkach? Nie mogę sobie tego wyobrazić.

Rozdział zaczęłaś opisem spaceru, ale bohaterka sprawdzała, czy miała broń, mijała ludzi, nie ocierając się o nich, chociaż wciąż przebywała w ich towarzystwie. Podobno nie przepadała za nimi, dlaczego i wtedy nie wykorzystała swoich umiejętności szybkiego poruszania się i uniknięcia ich? Dodatkowo czuła niepewność, znajdowała się przy terytorium wilkołaków, których się obawiała. Podobno też Lucio nie dawał jej spokoju i wciąż wydzwaniał… Wtedy akurat miała ochotę na spacer, huh? Wszystkie znaki na niebie mówią o tym, że bohaterka nie chciała wtedy tamtędy iść, więc wnioskuję, że wykorzystałaś imperatyw narracyjny i zmusiłaś ją do tego bezpodstawnie. Jakbyś szukała taniego pretekstu do przedstawienia tej całej ekspozycji o Camilli, jej problemach, jej podejściu do ludzi i wilkołaków, jej przeszłości…

– Pani nie może... – Mężczyzna patrzył na nią zdezorientowany, nie miał pojęcia, co powinien z nią zrobić. W końcu zapytał zdziwiony. – Komendant? – Samo zdezorientowanie i zdziwienie wystarczy. Widzisz, praktycznie w każdym fragmencie starasz się usilnie tłumaczyć i opisywać mi wnętrze swoich bohaterów. Nawet teraz, kiedy chodzi o zwykłego posterunkowego, podkreślasz, że „nie miał pojęcia”, a ja już tę informację dostałam, wnioskując z jego zachowania i słów. Rozumiesz już, o co mi chodzi? Wywlekasz wnętrze bohaterów poprzez narrację. To bez sensu, nie tłumacz mi na siłę tego, co wynika z ich czynów.

Wystarczyło kilka minut, a siwy pan w średnim wieku wchodził właśnie przez oszklone drzwi. – Wchodził i wychodził… Wchodził i wychodził… Tak to się mi kojarzy. Nie, zdecydowanie lepiej sprawdzi się tu czasownik dokonany. „Wszedł” – raz, a porządnie.

Już po chwili znaleźli się w sali, która, jak sądziła Camilla, była przeznaczona do obrad strategicznych. Mężczyzna siedział przy stole i wykonywał telefony, a dziewczyna stała przy oknie, zerkając na ulicę. – Zgubiłam się w tym fragmencie. Na pierwszy rzut oka wychodzi na to, że Camilla wchodzi do sali i widzi i kobietę, i mężczyznę, ale dalej okazuje się, że przecież chodziło o nią i Michałowskiego. To mylące.
W scenie brak mi choć szczątkowej informacji o tym, ile osób weszło do pomieszczenia. Że ludzi jest kilku, wywnioskowałam tylko z zaimka „ich”.

Uśmiechnęła się krzywo, bo doskonale wiedziała, jak zareaguje, gdy dowie się, że ona jest wampirem. – Pilnuj czasu narracyjnego. „Gdy dowie się, że była wampirem”, tak chyba będzie lepiej. Dbaj o lekkość narracyjną, jeśli już korzystasz z mowy pozornie zależnej.

W teczce znalazła zdjęcia poobijanych i zakrwawionych ciał młodych kobiet. Najpierw je brutalnie gwałcił, a później zabijał. Praktycznie na każdym zdjęciu widziała siebie sprzed lat, w tym jednym przypadku chciała pomóc z własnej woli. Chciała zemsty dla tych kobiet i nie miało znaczenia to, że były zwykłymi ludźmi. Zamknęła akta z cichym warknięciem, co nie uszło uwadze zebranych. – Nie, nie i jeszcze raz nie! Działasz fatalnymi środkami! Znów znaleźliśmy się we wnętrzu bohaterki. Od razu chciała, tak? To napisz, że zmienił się jej wyraz twarzy, warknęła, stała się nerwowa. Pokaż, a nie tylko sucho informuj o stanie rzeczy. Jeb, dostałam cegłą w łeb. Bohaterka zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni, ale zmianę wskazałaś tak dosadnie, że dosadniej już się nie dało.

Mężczyzna już dłużej nie wytrzymał. Wstał gwałtownie, przewracając przy okazji krzesło, ale zanim zdążył dojść do drzwi (…). – Dlaczego? Przecież ona tylko zamknęła akta i zazgrzytała zębami. W ogóle jak to jest z kłami u twoich wampirów? Chowają się jak w True Blood czy raczej nie da się ich pozbyć i z góry wiadomo, kto jest kim? Jeżeli nie, to nie rozumiem, czemu młodzik się tak wystraszył zwykłej nabuzowanej babki.
Och, jakie ona robi wokół siebie zamieszanie i przedstawienie, no naprawdę. Wychodzi sztucznie, na siłę. Nie jest ani naturalna, ani przekonująca. Rozkręca teatrzyk wokół siebie, a przecież przed chwilą była zdenerwowana i myślała tylko o zemście, o dorwaniu zbrodniarza. Nie możesz jej tak chaotycznie prowadzić, bo wychodzi na niekonsekwentną. W jednej scenie uśmiecha się, wścieka, warczy, paraduje jak głupia i robi z siebie bór wie co. Coś czuję, że sceny z nią będą drogą przez mękę. Już nie chodzi o to, że nie lubię tego jej gówniarskiego zachowania. Raczej chodzi mi o to, że wiem, co chciałaś uzyskać, prowadząc ją w ten sposób, ale na razie efekt jest słaby – Camilla zamiast być zbuntowaną złośnicą, która niby nie lubi ludzi, lecz jednak im pomaga i przejmuje się sprawą, została przedstawiona jako niekonsekwentny zlepek cech, które na szybko wpadły ci do głowy – najpierw jest wredną zołzą, potem nagle współczującą i bezlitosną, przejętą, a zaraz potem świetnie się bawi, odwala pokazówkę i szuka sobie przyjaciół w rozmowie z policjantami, potem znów ma wszystko w dupie i ogląda swoje paznokcie. Okropny chaos. Ja wiem, że ona tak specjalnie, na pokaz, ale trochę przekoloryzowałaś i wyszło odwrotnie, jak parodia.

Nie gryzę, chyba, że poprosisz. – W połączeniu „chyba że” przecinek stawia się przed całą frazą, a nie pomiędzy tymi słowami.

Pogoda stawała się coraz bardziej paskudna. Teraz, prócz deszczu, jej życie uprzykrzał wiatr. – Jej, czyli tej pogodzie… Znów brakło ci podmiotu.

Policjanci nie myśleli w ten sposób i tego nie widzieli, ale ona była drapieżnikiem, polowała, a dla niego to centrum było terenem łowieckim. – Dlaczego zrobiłaś z nich idiotów? Widzieli te same akta, na pewno mają jakieś doświadczenie w pracy i ciężko mi uwierzyć, że mężczyźni nie wpadli na to, by szukać informacji o mordercy tam, gdzie ginęły te młode dziewczyny z akt… W jakiejś chociażby imprezowej dzielnicy. Typowe pójście na łatwiznę wykorzystywane w wielu tanich kryminałach: aby się nasz hero wykazał, trzeba ogłupić policjantów.

W kilku podciągnięciach znalazła się na dachu jednej z kamienic w imprezowej części miasta. Stąd miała lepszy widok i nie musiała wytężać zmysłów. Wystarczyło cierpliwe poczekać, bo jej zdaniem nadszedł właśnie czas, żeby znów wyszedł na polowanie. – Napisałaś, że po wejściu na dach Camilla nie musiała wytężać zmysłów. Lol. Strasznie mnie to bawi. Nie obwąchiwała wcześniej żadnego pozostawionego przez mordercę śladu, dziwi mnie więc, że tak sobie wlazła na jakiś randomowy dach w jednej z większych i głośniejszych dzielnic wielkiej aglomeracji i… już. Czeka sobie, aż, nie wiem, wyczuje jakiegoś gościa, któremu nagle przyspieszył puls i wzrosło podniecenie, może typ się bardziej spoci? Przecież może ją od niego dzielić nawet kilka kilometrów! Na jaką odległość działa ten jej radar? Autorko! Wytłumacz mi, jak funkcjonują te wyostrzone zmysły twoich wampirów. Bo to, jak widać, całkiem niezła umiejętność, ale, kurczę, czy Camilla naprawdę wyczuwa wszystko wszędzie? Jeszcze nie weszła do baru i już czuła ludzi, krew, alkohol, seks. Ledwo przekroczyła próg komendy – ludzie, stres, strach, przyspieszony puls. Wchodzi na dach i dzięki zmysłom koczuje, aż pojawi się jej cel. No naprawdę, jeżeli ma taki radar i wyczuwa dosłownie wszystko, to jak ona sobie radzi w ogóle z tym nagromadzeniem informacji? Ciekawił mnie ta kwestia: czy te wyczuwanie można jakoś włączać/wyłączać, czy raczej laska czuje wszystko cały czas. A może to przez drugą opcję Camilla wciąż jest taka wkurzona? Nie potrafię sobie tego wyobrazić; czemu jeszcze nie dostała do głowy przez tyle bodźców odbieranych jednocześnie? No i czy to nie jest też tak, że wyczuwa inne wampiry, a tym bardziej swojego szefa, z którym podobno ma jakąś super-ultra-więź? Pamiętam zdanie:
Nim zdążyła się rozejrzeć, poczuła, jak ktoś chwycił ją mocno za ramię i szarpnął w bok. – To brzmi, jakby Lucio ją zaskoczył, a przecież jej radar chyba nie powinien jej na to pozwolić. Tyle pytań, tyle pytań…

Kolejny raz wsunęła niesforne kosmyki za uszy, przyglądając się ludziom w dole, a szczególnie jednej postaci. Gdy patrzyła na niego, nawet z tej odległości czuła charakterystyczny, słodkawy zapach na jego ciele, jednak nie należał do niego, tylko do ostatniej ofiary. – Czyli tak jak mówiłam, po prostu coś wyczuła. Podejrzewałam jednak, że wyczuje mordercę, a ona wyczuła zapach ostatniej ofiary. Zapach, którego nie znała, nie wąchała nigdy wcześniej. Tag. To ma sens.

Wsunęła dłonie do kieszeni, po czym ruszyła za mężczyzną w pewnej odległości, choć wiedziała, że gdyby nawet deptała mu po piętach, to by jej nie zauważył. Kilka godzin temu odebrał niewinnej istocie życie, a teraz się tym upajał. Gdy ona była na komendzie, on mordował. Była zła na siebie, że nie zdążyła jej uratować, ale nie miało sensu płakanie nad rozlanym mlekiem. Zadzwoniła tylko do Michałowskiego z informacją, gdzie znajdą ciało. – Jak i skąd ona to wszystko wiedziała? I dlaczego wolała pogadać ze znajomymi policjantami, postresować ich trochę, pooglądać paznokcie, skoro dobrze wiedziała, że w tamtym momencie morderca pastwił się nad kolejną ofiarą? A przecież gdy przeglądała akta, to była wściekła i chciała zemsty, zależało jej na pomocy kobietom, policjantom… Teraz zobojętniała, hasło o mleku jest okropnie puste, pokazuje, jaką jest pomieszaną zołzą. To nie miało chyba tak wyjść.
I jeszcze raz: skąd ona ma te wszystkie informacje? Wychodzi na to, że tak po prostu. Z dupy. Nie dostałam odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Cały rozdział wprowadzał mnie w temat, w zadanie, a gdy przyszło co do czego i w końcu pojawiła się bardzo ważna scena, do której mnie prowadziłaś cały rozdział – dostałam jakiś ochłap. Niczego mi nie ułatwiłaś, niczego nie wykreowałaś. Dałaś mi po prostu odpowiedź, że Camilla wszystko wie i mam się z tym pogodzić. Najwyraźniej sama rozwiązałaś sprawę w swojej głowie, w swojej wyobraźni; wierzę, że wiedziałaś, co chcesz napisać, ale nie zawarłaś tego. Brakło mi danych, bo tu, w tekście, ich nie ma. Nie ma podstaw, na których można oprzeć fabułę i prawdopodobieństwo jej przebiegu. Poza tym co Camilla powie policjantom? Jak zdobyła informacje? Co tam robiła? Trzeba w końcu coś wpisać do akt. Wampir pracuje dla policji, a ja nie wiem, czy to dla wszystkich normalne? Czy ludzie w ogóle wiedzą o wampirach jak True Blood, czy raczej wampiry ukrywają się przed tłumem i wiedzą o nich tylko nieliczni... Nie rozumiem działania świata, który opisujesz.

Z każdym kolejnym krokiem wściekłość wzrastała w jej umyśle. Ostatkiem sił kontrolowała się, żeby nie rozszarpać go na oczach tych wszystkich ludzi. Ten bydlak napawał ją odrazą do takiego stopnia, że czuła jej cierpki smak na języku, aż miała ochotę splunąć. – Jej, czyli czego? Nie dodałaś.
Znów ekspozycja. Pokaż to uczucie, pokaż tę wściekłość, pokaż, jak Camilla ze sobą walczy, by nie rozwalić gościa na miejscu, a przestać tylko opisywać, co ma w głowie, bo nie mam na to dowodu. Lubisz filmy akcji? Horrory? Seriale o wampirach? Czy wtedy jakiś lektorzyna emocjonującym głosem opisuje, co bohaterka ma w głowie? Co myśli? Co chce zrobić? Nie. Aktorka coś po prostu robi to, odgrywa rolę, gestykuluje, wykorzystuje mimikę twarzy, a my na nią patrzymy, słuchamy jej i wyciągamy z tego o niej wnioski. Literatura działa podobnie, musisz rozruszać moją wyobraźnię plastycznymi opisami, a nie narracją – choćby nie wiem jak przejmującą.
Camilla miała ochotę splunąć, to dlaczego nie splunęła? Podobno jest taką buntowniczką, przeciwko systemowi, co widać było w relacji ze swoim szefem, z ludźmi, dla których pracuje… I co? Chce splunąć, ale nie spluwa? To po co mi ta informacja? Nie ma znaczenia fabularnego.

Tą samą paraliżującą świadomość, że jest się zwierzyną (…). – Tę samą świadomość.

Rozwlekłaś ostatni akapit. Ktoś zaatakował – liczą się sekundy, które ładnie zostaną zobrazowane przez krótkie zdania opisujące wartką akcję. Nie miałaś z tym problemu w prologu, a tutaj nagle marnujesz czas na wchodzenie w psychikę bohaterki:
Dała się ponieść żądzy zemsty, która przyćmiła wszystkie zmysły do tego stopnia, że przestała być czujna [ta żądza?]. Lucio zawsze jej powtarzał, żeby nie pozwoliła na to, żeby coś zaabsorbowało ją aż tak bardzo. Zmysły miała po to, żeby z nich korzystać. Właśnie dzięki nim wampiry żyły tak długo, bo nie dawały się łatwo podejść. Czyżby się rozleniwiła? Poczuła się zbyt pewnie? Nie miała czasu się nad tym zastanawiać, bo ktoś się do niej zbliżył na tyle, że chwycił za ubranie i cisnął kilka metrów do tyłu, dając tym samym czas na ucieczkę mężczyźnie.
Akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Zepsułaś ten fragment, bo najpierw zaznaczyłaś, że wydarzy się coś niedobrego, potem wytłumaczyłaś, dlaczego tak się stało, następnie w ogóle cofnęłaś się do Lucia nie wiadomo po co, kiedy ważna sytuacja ma miejsce właśnie tu i teraz… Na dodatek wyrzuciłaś tu (podkreślenie) cholerną oczywistość i sprawiłaś, że czytelnik się rozleniwił i rozproszył w tak ważnym momencie. Serce powinno mi stanąć w przełyku, a nic takiego nie miało miejsca. Jakby tego było mało, wykorzystałaś najtańszą chyba wymówkę, którą spotkałam już w prologu. To: „nie miała czasu się nad tym zastanawiać”. To po co wywala to narrator, skoro bohaterka tego nie robi? Zaprzeczyłaś sama sobie i strasznie spowolniłaś tym tempo. Poza tym „dała się ponieść” to ekspozycja, bo znów wytłumaczyłaś, zamiast pokazać, co się dzieje w tym momencie z bohaterką; zamiast przedstawić jej czyny, jej żądzę, to tylko ją opisałaś. Końcówka skiepszczona. Zero emocji.


ROZDZIAŁ TRZECI
Rozdział trzeci wita mnie tak:


Nie przykładasz w ogóle wagi do eliminowania tych najprostszych i najbardziej podłych „być” i „mieć”, co psuje jakość twojego tekstu.

Pierwszy raz poniosła porażkę i nie osłodził jej fakt, że i tak znalazła mordercę, a mimo przemożnej ochoty rozerwania mu gardła, zawlokła go do stóp Michałowskiego i to w jednym kawałku. – Żałuję, że nie opisałaś tego sceną, odbierając mi możliwość uczestniczenia w wydarzeniach. Załapałam się na streszczenie.

Komendant jednak był mądrym człowiekiem, bo nie ośmielił się zwrócić uwagi na jej wygląd. I dobrze dla niego. Lucio z pewnością nie byłby zadowolony, gdyby w nerwach pozbawiła życia kogoś takiego. Byłaby afera na cały klan, o kraju nie wspominając. Nie jest łatwo zamieść pod dywan morderstwa komendanta (…). – Dopiero po trzecim czytaniu zrozumiałam, co chciałaś mi przedstawić tym fragmentem. Za pierwszym razem zastanawiałam się, jak wygląda Camilla, aby zwracać jej uwagę, i kogo miałaby pozbawić życia (po wcześniejszych akapitach pomyślałam wpierw o mordercy), dlaczego byłaby afera na cały kraj z powodu morderstw, które wykonuje komendant i w ogóle dlaczego ma on kogoś mordować… Dopiero po chwili załapałam, że chodziło ci o to, że Camilla za uwagę o wyglądzie mogłaby zabić samego komendanta i z tego powodu byłby dym. Myląca okazała się liczba mnoga „morderstwa”, a przecież komendanta można zabić tylko raz. Logiczne. Poza tym co ma mądrość do komentowania czyjegoś wyglądu? Raczej użyłabym słowa „rozsądek”, biorąc pod uwagę, że Camilla jest wampirzycą. No i, kurczę, laska wykonuje zlecenia – fakt, że z nietęgą miną – w duchu jest jej nawet trochę przykro, że policjanci się jej boją, a teraz narrator znów odwraca sytuację i sili się, by pokazać, że Camilla robi wszystko z wielką łaską i swoją wściekłość mogłaby bez problemu wyładować na komendancie. Coś tu nie gra. Jej charakter jest chorągiewką na wietrze fabularnym.

Chociaż może i pierwsze [przecinek] i drugie było prawdą. – Kiedy powtarzasz spójnik „i”, to przed drugim musi pojawić się przecinek.

Przecież była jedną z najlepszych, nawet Antonowi potrafiła skopać tyłek, choć był od niej starszy i powinien być silniejszy. Podejrzewała, że nawet dałaby radę Luciowi, ale takie myśli zostawiała tylko i wyłącznie dla siebie. Można by się pokusić o stwierdzenie, że przemawia przez nią pycha, ale nic z tych rzeczy, takie były fakty. Była świetnie wyszkolona i pewna swych umiejętności. Lata walk zrobiły swoje, a ona je uwielbiała. Wtedy przynajmniej nie musiała się przed niczym powstrzymywać. Chciała kogoś zabić? Po prostu to robiła i nie było o to wielkiego hałasu. Co prawda zabicie człowieka nie było żadnym wyzwaniem, przecież tacy słabi... Za to potyczki z wilkołakami, a jeszcze lepiej z innymi wampirami, przynosiły ze sobą wiele frajdy. Adrenalina we krwi napędzająca do działania – to było to.


Straszna ekspozycja. Na dodatek jeszcze tak bardzo wyglofyrikowałaś swoją główniaczkę, że osiągnęłaś w rzeczywistości zupełnie odwrotny efekt – w ani jedno słowo narratora nie wierzę. Dziewczyna nie zrobiła jeszcze niczego specjalnego – łatwo wyczuła (wciąż nie wiadomo jak) cel, ale dała się podejść. Daj mi scenę, w której ona faktycznie pokazuje swoje umiejętności. Daj mi dowód, a nie zaklinaj narracją.
Cama nie udowodniła ani razu, że jest silna, wyjątkowa, wybitna… a już została okrzyknięta najsilniejszą i najwspanialszą. Wiesz, do czego to prowadzi? Kreujesz pyskate, marudne, idealne, wybitne dziewuszysko będące ponad wszystkimi – Maryśka Zuzanna nadchodzi.

To cię nauczy, żeby nie bawić się jedzeniem – powtórzyła w myślach. – Sugeruję wyróżnić tę myśl kursywą bądź cudzysłowem.

Wyglądała na niezadowoloną, że tu przebywa, a dodatkowym plusem było, że nie wyglądała zdzirowato. Cama doszła do wniosku, że jej kolacja została zaciągnięta do Immortals przez jakąś przyjaciółkę, więc raczej nie była typem imprezowiczki, co znaczyło tyle, że będzie smaczniejsza. Czysta krew bez używek zawsze była lepsza, a z każdym rokiem było jej coraz mniej. – Gwałty i morderstwa są be, ale pożywianie się na niewinnych dziewczynach w klubie całkiem okej?

Oderwała wzrok od dziewczyny [ta krew?], a już po chwili wtargnęła do gabinetu Lucia jak trąba powietrzna, nie zwracając zupełnie na nic uwagi.

– Jakiś obcy jest w mieście! I podarł moją ulubioną bluzkę! – Właśnie zaczęła się skarżyć jak małe dziecko, naciągając jednocześnie materiał czarnej koszulki, gdy zesztywniała, bo dotarło do niej, że nie są sami.
Eeee… Nawet nie wiem, jak miałabym to skomentować. W poprzednim rozdziale dowiedziałam się, że Cama to zbuntowana babeczka w oficerkach. Ma silny charakter, rządzi się, jest złośliwa i rozkapryszona jak niedorzeczny bachor, ale sądziłam, że należy raczej do tych, którzy naprawdę mają gdzieś, jak wyglądają i interesuje ich raczej robota. A teraz ta wpada do gabinetu swojego szefa, z którym podobno łączy ją silna więź, i odwala takie tarło. Jej wypowiedź wyobraziłam sobie jako okropnie piskliwe zajojczenie. Nie. Nie polubię tego zlepku randomowych cech, no way.
Na dodatek podobno jest najlepsza, ma niesamowite wyczucie i wyostrzone zmysły, a nie kapnęła się, że ktoś jest u Lucia i przynosi mu wstyd przed gościem, robiąc z siebie kretynkę? Naprawdę, taki był twój zamiar? I idę o zakład, że tam stoi jakieś ciacho, a potem Camie będzie wstyd już dwukrotnie.
No i co z tymi jej zmysłami – raz są, raz nie ma; jak ci wygodnie, jup? Zero konsekwencji.

Jak zawsze, gdy wyczuwała zagrożenie, zadziałała instynktownie. – Szkoda, że ma zapłon jak diesel zimą. Co z jej radarem? Nie zadziałał, bo scena musi wyjść śmiesznie? Poza tym jakim zagrożeniem jest wampir siedzący z Luciem na kanapie i popijający whisky?
Jeżeli ona jest najlepsza, a jest tak głupią krową, to reszta wampirów to jakieś cholerne popierdółki muszą być… Chyba wolę nie wiedzieć.

Wyglądał na około czterdzieści lat, ale z pewnością miał znacznie więcej, jak to praktycznie każdy wampir, którego poznała. Musiała sama przed sobą przyznać, że był przystojny, ale to też było przecież domen[ą] nieśmiertelnych. Ten osobnik prezentował się wręcz idealnie. Mięśnie lekko drgały pod cienkim materiałem koszuli. Zapewne był gotów do obrony, gdyby się na niego rzuciła. Jednak twarz nie zdradzała żadnych emocji. Każdy brązowy włos spoczywał na swoim wyznaczonym miejscu, niebieskie oczy były czujne i widziała w nich inteligencję, ale również arogancję, co nigdy nie wróżyło niczego dobrego, zwłaszcza jeśli chodziło o jej osobę.


To było do przewidzenia.
A ten wypis idealnych cech musiał się pojawić ciągiem, gdy tylko bohaterka spojrzała na nieznajomego. Klasycznie słabo. Wiesz, jak to wygląda? Jakby z marszu zakochał się w tym nieznajomym... narrator. Każdym słowem wywyższa go i zachwyca się nim, rety. Spekuluje nawet, co by było, gdyby ktoś go zaatakował, chociaż nikt tego nie zrobił. To okropne. Złe. Niedobre. Tak się nie wprowadza postaci. Chyba muszę zacząć wykładać od postaw.
Daj tej scenie spokojnie być… sceną. Niech coś się dzieje, jeśli już zaczęło – Camilla weszła jak na debilkę przystało do gabinetu swojego szefa, do którego nie ma żadnego szacunku, widzi nowego kolesia i… lecimy dalej z tekstem! Kontynuuj dialog, opisz reakcję Lucia lub tego nowego bohatera, ewentualnie pokaż, że Camilli zrobiło się głupio, a nie wdrażaj się w szczegóły, opisując  wspaniałego, wyjątkowego (akurat dla idealnej bohaterki), nieziemsko przystojnego mężczyznę o takich włosach i takich oczach, i ach – jeszcze coś o klacie – ach! Jeszcze obowiązkowy dopisek o inteligencji i mądrości, powadze i dojrzałości, które faktycznie widać gołym okiem na pierwszy rzut tego oka właśnie.
Czy naprawdę nie czujesz, że taki opisik nie pasuje? Ani w tym, ani w żadnym innym momencie – nie w takiej formie jako cały akapit. Chcesz nim przyciągnąć czytelniczki z podstawówki na miłe komcie, huh? Nikt nie stosuje takiej metodyki w dobrej literaturze wysokich lotów, wierz mi. I nie ma też takiej reguły, że jeżeli w historii nagle pojawia się nowy bohater, to musisz go przedstawić dokładnie, z miejsca, skupiając się na wszystkich detalach. Szkoda, że nie opisałaś, jakie ma koleś, nie wiem, kolana albo małe palce u stóp.
Powinnaś cechy gościa podzielić, bo informacje z tekstu zawsze powinny wypływać stopniowo, a nie zalewać czytelnika jak wrzątek yerbę mate w filiżance z kotem. Jak wodospad. Jak nagła krew. Te cechy mogłabyś przepleść jakoś w tekście, przemyć subtelniej, a część najlepiej olać zupełnie, bo za chwilę naprawdę zaczniesz tworzyć parodię.
No i w końcu czuję, że na horyzoncie kroi się romans Camili z tym typem. No tak. Tak obstawiam po tym opisie. Pierwsze spotkania wielkich miłości przeważnie są takie... udziwnione. Po drodze do romansu parka zacznie się jeszcze nienawidzić. 

– To ty – wysyczała w jego kierunku (…) – ona wysyczała, bo już z marszu nie lubi nieznajomego. Ciekawe co na to zakochany narrator? Pewnie jest zawiedziony.

– Nigdy nie pożywiłabym się takim ścierwem. – Każde słowo wypowiedziała z odrazą, dodatkowo krzywiąc się, żeby podkreślić, jak bardzo nietrafione było jego przypuszczenie. – A ty musisz podkreślić jej podkreślenie, bo sama nigdy bym na to nie wpadła…

– Camillo, proszę... – Lucio chciał zabrać jej pistolet, ale warknęła na niego niczym rozjuszone zwierzę, więc zrobił krok w tył z uniesionymi rękoma. – Dlaczego jej przywódca wszystko jej odpuszcza? Czy to, że była jego wychowanką i miała trudną przeszłość, naprawdę jest wystarczającym powodem do tego? I gdzie się podziali ochroniarze Lucia, którzy podobno zawsze mu towarzyszyli? Mogliby chociaż stać przed drzwiami i uprzedzić Camillę…

– Co on tu robi? – Pytanie było skierowane do Lucia, choć nie spuszczała wzroku z wampira siedzącego na kanapie, nawet nie mrugnęła. – Naprawdę sądzisz, że podejrzewałabym, że Camilla pyta Nikolaja o to, co Lucio robi w swoim własnym gabinecie?

Nikolaj wziął spory łyk bursztynowego płynu. – Jeżeli chodzi o „płyn”, nadal jestem na nie. To usilne unikanie powtórzenia (chociaż słowo „whisky” pojawiło się ostatni raz jeszcze przed opisem wyglądu Nikolaja, więc nie bardzo rozumiem, czemu go unikasz) wypada gorzej niż średnio.

– Zwłaszcza piękne kobiety. Szkoda by było, gdybyś uległa uszkodzeniu.
Każdy normalny wampir przestraszyłby się takiego spojrzenia i emanującej od tego konkretnego osobnika mocy, ale nic z tego, ona nie była normalnym wampirem. – Śmiechłam. O jakiej mocy mówisz? Gość tylko sobie stał. I powiedział komplement. Nawet nie wyczułam, żeby komukolwiek groził, dopiero narrator mnie o tym zapewnia. A to przecież powinnam wywnioskować z dialogu, z zachowania postaci, jej gestów, mimiki… Ech. Czuję, że zaczynam się powtarzać.

Zresztą, co miało znaczyć „uległa uszkodzeniu”? Czy on właśnie jej groził? A może po prostu kpił? – Też się nad tym zastanawiam właśnie. I jestem pewna, że odpowiedź powinnam czuć, przewidzieć, wywnioskować. A ja zastanawiam się z narratorem, który zaraz i tak odpowie na wszystkie swoje pytania. Używasz mowy pozornie zależnej bohaterki. To szczwany sposób kreacji postaci, ale czemu tak bardzo próbujesz mi wcisnąć, że Camilla jest tak cudowna, wspaniała, genialna, utalentowana, silna, wyćwiczona:
Praktycznie całe życie spędziła wśród mężczyzn, groźniejszych i silniejszych od niej, aż w końcu stała się taka sama – groźna, silna i nieprzewidywalna. Nie da się odstawić na boczny tor. – Ja już to czytałam trochę wcześniej i już wtedy taki opis wydał mi się okropną ekspozycją bez dowodu na słowa narratora. Teraz to ekspozycja do kwadratu.

Patrząc tak na nią, dało się wyczuć nutę szaleństwa w jej osobie. – Do sześcianu.
Czy ja mogłabym sama stwierdzić, że delikatne przekręcanie głowy w nietypowy sposób, wystawianie kłów i szczerzenie się jest oznaką szaleństwa? Dziękuję, że rozumujesz za mnie i podajesz mi odpowiedzi na tacy. Szkoda, że ja wcale tego nie chcę. Wpychasz mi znów wszystko na siłę.

Zacisnęła szczęki, powstrzymując się, żeby nie warknąć na Lucia. Musiał wyczuć w niej napięcie, bo skinął głową, dając tym przyzwolenie Nikolajowi na wyjaśnienia. – Lucio jako najstarszy z klanu, szef wszystkich szefów i fogle dobry tatuś wyczuł napięcie w swojej podwładnej, która jest przecież tak wspaniała, samodzielna i bezkrytyczna, że właściwie ona mogłaby być jego szefową… No nieprawdopodobne, jak on to zrobił?

Lucio usiadł w swoim fotelu za biurkiem i zadudnił palcami o blat. – Dziwne byłoby, gdyby w jego własnym gabinecie za jego własnym biurkiem stał nie jego fotel.

– A od kiedy obchodzą nas wilkołaki i to jeszcze spoza naszych terenów? – Cama zupełnie zignorowała temat Lilith. Po prostu nie wierzyła w nią i sądziła, że sobie z niej żartują. Natomiast wilkołaki były jak najbardziej żywe. Miały ciało i krew, a przede wszystkim wiedziała, jak je zabijać, jeśli zajdzie taka potrzeba. – Po pierwsze, jej olewawczy stosunek do sprawy mógłby wynikać z lekceważącego zachowania, z braku zainteresowania, które czytelnik wywnioskowałby z czynów bohaterki. A ty znów sucho opisujesz, zamiast pokazywać. Zignorowała temat? Dlaczego tym razem nie spojrzała na swoje paznokcie? Sądziła, że towarzysze żartują? Wystarczyłoby napisać, że się zaśmiała w opowiedzi. Twoja wersja jest sucha i nudna. Po drugie, tak, przypomnij mi raz jeszcze, że bohaterka potrafi zabijać wilkołaki, bo przecież wcale nie czytałam już o tym ze trzy razy... cztery?

Nie dawała za wygraną, nie okazywała strachu, ale powoli zaczynała nudzić go ta rozmowa. Miał ważniejsze sprawy na głowie niż użeranie się z jakąś urażoną wampirzycą. – Koleś siedzi i popija whisky… Faktycznie, jest mega zajęty.

Cama wyczuła zmianę jego nastawienia do niej, wiedziała, że jest znacznie starszy i silniejszy od Antona, a nawet od Lucia. – Czucie: mode on:
Wyczuwała zupełnie inny rodzaj mocy (…).




(…) zresztą już pokazał, że może ją pokonać, a ona nawet nie zauważy kiedy, więc na nic zda się jej upór.Tymczasem jedno zdanie dalej: (…) wymierzyła broń w jego ramię i, nim zdążył zareagować, pociągnęła za spust. Siła postrzału wbiła go mocniej w oparcie kanapy.

Kierując się do drzwi, leniwym ruchem uniosła do góry wolną dłoń i pokazała Nikolajowi środkowy palec.Wolną w sensie niezajętą czy powolną? Poza tym jak ona mogła kierować się do drzwi, skoro wciąż przy nich stała? Praktycznie w samym wejściu; nie ruszyła się ani na krok, odkąd weszła do gabinetu jak torpeda.

Po chwili zniknęła za drzwiami, odprowadzona wzrokiem dwóch wampirów. – Ale nie zamknęła za sobą drzwi, nie trzasnęła nimi, więc zniknęła tak naprawdę? Jak kamfora? Ulotniła się w powietrzu? Czy po prostu poszła sobie w cholerę?

Podsumowując rozdział: jest słabo. Po naprawdę dobrym prologu wysokiej klasy nie spodziewałam się takiej katastrofy.


ROZDZIAŁ CZWARTY
Teraz mamy obraz z perspektywy Lucia. I co dostajemy?
Tylko że to była Camilla, inna niż wszyscy, zawsze szła pod prąd, nieraz uprzykrzając mu tym istnienie. – Czyli dalej eksponujemy i wywyższamy Camillę nawet wtedy, gdy nie występuje w scenie? Ough.

– Camilla to nie pies. – Mężczyzna nagle spoważniał i napiął mięśnie, a w czarnych oczach rozbłysły złowrogie iskierki. Nie lubił, gdy ktoś mówił mu, jak ma rządzić swoimi ludźmi, a zwłaszcza wtedy, gdy chodziło o tę jedną wampirzycę. – Mam piękny obrazek rodzica, który rozpieszcza sobie jedynaczkę na głupią i rozwydrzoną pannicę, a jak ktoś mu dobrze radzi, to się od razu wścieka. No pięknie.

– Nie słucha cię.
Tym razem to ramiona Lucia uniosły się z i opadły z wdziękiem. Zastanawiał się, co mógłby powiedzieć o Camilli. Ale wszystko, co przyszło mu do głowy, nie byłoby zaletą w oczach Nikolaja. Z zbędne. Skąd ta nagła zmiana? Przed chwilą zacisnął zęby i zmienił ton na nieżyczliwy w stosunku do Niokolaja, a po kolejnym zdaniu przyjaciela już zastanawia się nad sensem jego słów i odpowiada, jakby nigdy nic? Już mu spadło ciśnienie? Albo ukazałaś je za mocno, albo teraz o nim zapomniałaś i znów wyszło niekonsekwentnie.

(…) minęły zaledwie sto dwa, albo trzy lata. – Nie stawia się przecinka przed „albo”.

(…) po czym westchnął cicho, biorąc spory łyk płynu. – Na pewno wiesz już, co sądzę o tym zdaniu, prawda?

Oho, jest i retrospekcja, którą poznaję dzięki dopiskowi: Włochy, okolice San Marino, 1910 rok. Jest to wspomnienie Lucia, bo dalej napisane jest, że Nikolaj przerywa mu myśli. Problem w tym, że Lucio sam przed chwilą przyznał się, że nie pamięta dokładnej daty (odkąd się przemieniła, minęły zaledwie sto dwa, albo trzy lata. Nie pamiętam...). To się wyklucza.
Wykluczają się też inne fakty:
Walka w niej trwała zaledwie jeden moment, nie dłużej niż uderzenie serca. (…) Nawet nie przemknęło jej przez myśl, żeby się odwrócić. Chciała znaleźć się od tego miejsca jak najdalej, a przede wszystkim zapomnieć o tym, co tam widziała. – Skąd Lucio wiedział, co dzieje się wewnątrz dziewczyny? O czym myślała w tamtym momencie? Jakie pytania sobie zadawała w głowie (mowa pozornie zależna)?

Lucio wpatrywał się w sylwetkę kobiety, zastanawiając się, czy będzie w stanie jeszcze żyć normalnie. – To brzmi, jakby chodziło tylko o sylwetkę, a nie całą kobietę.

Choć wyczuli, że jest inna, to nawet się nad tym nie zastanowili. – Znów ta słaba wymówka. Narrator wspomina o czymś, co bohaterowie mają najwyraźniej gdzieś. Bez sensu.

Blada skóra pocięta została ostrymi pazurami Emilia. – Skąd Lucio wiedział, że to były akurat jego pazury?

W oczach Emilia gościło szaleństwo. Niegdyś potężny i szanowany wampir zamienił się w obłąkanego psychopatę. – A czy bycie obłąkanym z marszu wyklucza bycie potężnym?

Jeśli ktoś liczył na długą i spektakularną walkę, to niestety był rozczarowany. (…) Tam, gdzie powinno znajdować się serce, była tylko ziejąca pustką dziura. Podniósł wzrok na intruzów i dopiero wtedy dostrzegł, że Lucio ściska w dłoni organ, który był mu tak niezbędny do życia. – Ja liczyłam i faktycznie czuję się rozczarowana. Kurczę, najpierw przedstawiasz Emilio jako potężnego antagonistę, a ostatecznie wyszła z niego jakaś popierdółka. Kompletna amatorszczyzna. Jestem zdziwiona, bo kobieta, którą spotkali na początku, powiedziała, że wampir właśnie się pożywia. Powinien więc być silniejszy, dać z siebie więcej. Dlaczego w ogóle nie wyczuł zagrożenia? Chyba wypadałoby, by na nich czekał, miał plan… Tak by się wydawało. Na takie coś liczyłam. A wyszło sucho, jak gdybyś unikała najlepszego, co możesz dać czytelnikom.

Sądził, że strażnicy też już nie żyją, ale nie mogli ryzykować. Zanim Anton wyszedł, kazał mu sprawdzić całe pierwsze piętro, a sam podszedł do wampirzycy leżącej na łóżku. – To, kurde, jak to jest z nimi, co? Raz czują, raz nie czują zagrożenia. Raz coś wiedzą, raz nie wiedzą. Używasz sobie ich umiejętności niekonsekwentnie, kiedy ci pasuje. To się kupy nie trzyma.

Podoba mi się, że nie zdradziłaś tajemnicy głównej i do końca rozdziału nie wiem, czy Camillą jest ta blondyna, co na początku uciekła, czy ta „martwa” wampirzyca… Chociaż pewnie ani jedna, ani druga, bo ta pierwsza uciekła, a podobno Lucio Camillę „znalazł umierającą w dniu pokonania Emilia i sam przemienił”. Drugą opcję wykluczyłaś w komentarzu, co trochę psuje wgląd w rozdział. Najpierw zasiewasz wątpliwości, a potem sama je rozwiewasz. To trochę bez sensu.
Napisałaś komuś w komentarzu, że „trafił w sedno”, charakteryzując Emilio. Tylko że to wygląda jak czysty strzał, trudno to wywnioskować z tekstu, bo Emilio był jedynie sucho wyeksponowany, nie istniał w tekście, w scenach, a ukazały go tylko puste streszczenia i krótkie wzmianki. Jasne, że szaleńcy robią wokół siebie dużo szumu, ale nie jest to przecież zasadą, tak? Jeżeli ktoś jest wampirem, to automatycznie spodziewasz się po nim chyba czegoś więcej… Kojarzysz Russella Edgingtona z True Blood? Albo Kajusza ze Zmierzchu? Też mieli coś w sobie ze świrów i, proszę cię, nie daliby sobie tak po prostu wyrwać serca. No c’mon… Napisałaś, że taką sceną chciałaś pokazać siłę Lucia, ale przecież w jakieś bardziej realistycznej walce też mogłabyś ukazać to samo. Na moje oko po prostu się nie postarałaś.



ROZDZIAŁ PIĄTY
Wchłaniała każde słowo, zapamiętując je na wieczność. Jej dar i zarazem przekleństwo – niczym niezmącona pamięć. – „Niezmącony” oznacza tyle co „niezakłócony”. Zaznaczasz, że pamięć to i dar, i przekleństwo, więc podejrzewam, że wampirzyca może zapamiętywać wszystko – dobre i złe wspomnienia – więc „niczym niezmącony” nie pasuje; przecież dziewczyna może też wracać myślami do wspomnień, których wolałaby pewnie nie pamiętać. Tak zakładam. Dalej pojawia się jednak dopisek:
No, może prawie niczym, bo przecież nie pamiętała swojego Stwórcy, a raczej Stwórczyni.
Teraz to już w ogóle to określenie nie pasuje, bo odniosłaś się do czegoś, czego wampirzyca nie pamięta. Co to ma do mącenia??

Tylko czasami na czole pojawiała się delikatna zmarszczka świadcząca o konsternacji dziewczyny (…) – mowa o jej czole, a więc jej zmarszczce i jej konsternacji. Logiczne.

Osobnik szedł powoli [przecinek] z trudem, zupełnie jakby walczył z własnym ciałem (…).

Było tak dobrze, że już chciałam cię pochwalić, bo autentycznie zaczynałam wczuwać się w klimat podziemnej biblioteki oświetlanej jedynie świecami, zaczęłam interesować się nową bohaterką wprowadzoną subtelnie, za pomocą jej ruchów, gestów i, przede wszystkim, bez ekspozycji. Wzmianka o tym, że brat Mateusz odwiedził ją z lekkim niepokojem ukazanym poprzez jego czyn (zawahanie) i następnie ukazaną skruchą (opuszczenie głowy) – bardzo fajnie, jakbym czytała opowiadanie innej autorki, tej, która napisała bardzo przyjemny w odbiorze prolog. Zręcznie przemyciłaś w tekście, że Mateusz cierpiał na reumatyzm, ciężko chodził i z trudem usiadł – było to dość realistyczne. Jednak nie wyrosłaś wcale ze złej ekspozycji. Po prostu odsunęłaś ją w czasie:
Przez ostatnie lata to właśnie on był jej opiekunem, z nim była najbliżej. Kochała go, jakby był jej prawdziwym bratem, zresztą tak samo jak jego poprzedników. Dlatego jeszcze mocniej bolały myśli, że Mateusz się starzeje i zbliża ku kresowi swego życia. Nie chciała myśleć o jego śmierci, ale była ona nieunikniona. – Czy ty nie masz przypadkiem jakiegoś limit słów na rozdział? Jakiegoś ograniczenia scen? Nie możesz pokazać tej relacji, miłości, na przestrzeni czasu, aby czytelnik sam ją dojrzał, przyzwyczaił się do niej, zżył się z bohaterami, zaczął im wierzyć, zaczął ich lubić…? To nie ma miejsca w twoim tekście, bo nie rozwijasz żadnych relacji, ale sprzedajesz je czytelnikowi za każdym razem, tak po prostu. Opisujesz w jednym akapicie krótkim opisikiem wszystko, co najważniejsze. Jak ja mam być dłużej zainteresowana twoimi bohaterami, skoro wszystko już o nich wiem? Jeżeli coś podsumowujesz z marszu, to przestaje być ciekawe, czytelnik przestaje czekać na dalsze fakty, bo dostaje je na tacy, nie musi wnikać w postaci, wyciągać o nich wniosków. Jeżeli napisałaś już tyle i już tyle zdradziłaś mi o Marcie i Mateuszu tym jednym akapitem, niczego więcej nie wniesiesz w tę relację. Poinformowałaś mnie jednym czy dwoma zdaniami, że Marta pokochała swojego opiekuna, jest on jej mentorem, i boi się, że go straci, bo jest stary. Słabo to widzę. Naprawdę bardzo słabo. Marnujesz potencjał własnej historii, o zgrozo.

– Jeszcze tu jestem – powiedział, jakby czytał jej w myślach. Ujął drobną dłoń wampirzycy w swoje objęcie i delikatnie poklepał. – Nie wierzę. Mateusz schodził po schodach, Marta wyczuła jego obawę, zwróciła mu na nią uwagę, zaraz potem dowiedziałam się, że przyjaźnią się już z sześćdziesiąt lat, teraz mężczyzna nie ma problemu z poklepaniem wampirzycy po ramieniu. Ta pierwsza obawa, to zawahanie wydaje się być teraz z dupy wzięte. No wybacz, ale nie wygląda wcale przekonująco.

Cieszyły ją chwile takie jak ta. – A chwilę wcześniej: Dzisiejszej nocy chciała być sama. Czy tak trudno było to zrozumieć? – To się wyklucza. Nie mam problemów z pamięcią. Zmieniasz sposób myślenia swojej postaci szybko, bez pokazania przyczyny, więc jak mam się do tego odnieść? W co mam wierzyć? Zacznij być w końcu konsekwentna, bo na razie piszesz o chorągiewkach.

Z czasem pokochał ją miłością bezgraniczną i bezwarunkową. Ale nie jak mężczyzna kobietę, tylko jak ojciec kochający dziecko. Pragnął ją chronić. Nie zgadzał się z jej przeznaczeniem. Może i była wampirem, ale powinna mieć normalne życie. – Znów ekspozycja, sucha relacja. Nic nie wnosi do twojego tekstu. Daj mi dowody, tylko dowody, a nie będę potrzebować takich pustych zdań.

Mimo wszystko był to jeden z przyjemniejszych rozdziałów. Przydał się taki odpoczynek i właśnie taka atmosfera tekstu, i taka rozsądna Marta, zaraz po kretyńskiej Camilli i nieporadnym tatuśku, Lucio. Chociaż zdanie „żebym zniszczyła Lilith” zepsuło końcowy efekt. To i tak bardzo łatwo dało się przewidzieć, ale nie było jednak pewne do samego końca. Ty natomiast to po prostu wyrzuciłaś, na dodatek dialogiem, chociaż i Mateusz, i Marta wiedzieli o tym fakcie, więc wygląda to na tani sposób przekazania informacji tylko czytelnikowi.


ROZDZIAŁ SZÓSTY
Wampirzyca miała wyjątkowo dobry humor, mimo że mieli teraz niechcianego (przez nią) lokatora. W przeciwieństwie do niej, Anton i reszta stadka, byli zachwyceni Nikolajem. Cama nie raz miała ochotę, wepchnąć im pięść w twarz, żeby zmazać te wszystkie uśmieszki. Ale nie miała zamiaru teraz o tym myśleć i się niepotrzebnie denerwować. – Pierwszy akapit rozdziału. Nie dość, że czytam o Camilli, której kreacja działa na mnie jak czerwona płachta na byka, to jeszcze witają mnie takie brzydkie powtórzenia i… oczywiście, jakby inaczej, kolejna wzmianka o tym, że bohater czegoś nie chce, nie robi, ale narrator – owszem, wspomni sobie sam chyba tylko dla siebie i dla czytelników. Aż się odechciewa.

(…) nachylił się w jej stronę, dodając półszeptem – a w łóżku jestem zajebisty! – Faktycznie, szepnął. Na pewno świadczy o tym ten wykrzyknik.

Mimo, że nie przepadała za jego gatunkiem, to tego konkretnego osobnika, [przecinek zbędny] darzyła niezrozumiałą dla siebie sympatią. – Nie przepadała? NIE PRZEPADAŁA?? Adna, jak cię proszę… Przez większość fragmentów z Camillą na siłę próbowałaś mi wmówić, że postać nienawidzi wilkołaków, czuje przed nimi obawę i zna sposób na zabicie ich, najchętniej by go wykorzystała z marszu, a teraz używasz jakiegoś śmiesznego eufemizmu i spłycasz problem, udajesz, że nie jest aż tak ważny, jak był przed chwilą, bo okazuje się, że Camilla ma kumpla-wilkołaka.
Poza tym wilkołak Paweł… Serio? Paweł? Jak to w ogóle śmiesznie brzmi. Jak jakaś bajka dla dzieci: „Przygody Wilkołaka Pawła”. Wszyscy mają zagraniczne imiona: Lucio, Nikolaj, Dracula, Emillio, Camilla i... Paweł. Trochę jak w Mistrzu Kaśki Michalak.

Spotkania z Pawłem zawsze były miłą odskocznią od obowiązków, które uparcie narzucał jej Lucio, a ona za każdym razem próbowała się od nich wymigać. – Ja tam nie zauważyłam, żeby się wymigiwała. Znów coś zaklinasz narracją. Coś, na co nie dostałam do tej pory żadnych dowodów. W drugim rozdziale Camilla spotkała się z Luciem i chętnie zabrała się do roboty, miała jedynie zastrzeżenia co do niezabijania poszukiwanych złoczyńców…

(…) ale szybki zepchnęła tą myśl, w głąb umysłu. – Szybko. TĘ myśl. Przecinek zbędny.

– Czy choć raz nie możemy porozmawiać, choćby o pogodzie? – Wychodzi na to, że Paweł chce rozmawiać w ogóle, dopowiadając, że ewentualnie temat może być o pogodzie. Ale tu chodzi tylko o tę pogodę, bo przecież oni i tak rozmawiają, i tak. Więc przecinek zbędny.

Ostatecznie wzruszył ramionami [przecinek] widząc jej minę. – Przed imiesłowami przysłówkowymi (zakończonymi na –ąc, -łszy, -wszy) stawia się przecinek. To potknięcie zdarza ci się dość często w tym rozdziale. Przykłady:
Odkaszlnął [przecinek] opanowując śmiech.
Zerknął w stronę lasu [przecinek] marszcząc przy tym czoło.

– Nie podoba mi się ten facet, a szczególnie to, jak się zachowuje, jakby był u siebie.
– To cię boli! – Zaśmiał się wesoło. – Że ktoś się rządzi bardziej od ciebie.
– Spierdalaj – syknęła w jego stronę, ale oczy znów zabłysnęły radośnie. – Ten fragment jest dobry, uśmiechnęłam się przy nim. Widzisz, to nie jest tak, że nie lubię Camy, bo ma taki, a nie inny charakter. Nie przepadam za nią, bo jest źle skonstruowaną postacią pełną sprzeczności, które widać i które drażnią spostrzegawczego czytelnika. Ale ma potencjał.

– Wypytaj też o niego. Z tym wampirem jest coś nie tak. Nigdy nie spotkałam kogoś tak... – zastanowiła się nad doborem odpowiedniego określenia – niezwykłego. Z pewnością ma ogromną i w dodatku mroczną moc.


Jej żywiołem była walka i śmierć, nigdy tego nie ukrywała. – Znam ją już tyle rozdziałów, a nigdy tego nie zauważyłam, nigdy nie dostałam na to dowodu w postaci sceny, bo Cama nie żyje w opowiadaniu, kreśli ją tylko narrator.

(...) wiedział, że cierpiała, że była na skraju szaleństwa. – Tylko mnie o tym zapewniasz, w kółko to samo, a wciąż tego nie czuję. Tego nie ma.

(...)  dla wilkołaka, [przecinek zbędny] każdy wampir, [przecinek zbędny] to palant.

– Wzywają? – zapytała od niechcenia, choć poczuła ukłucie, [przecinek zbędny] gdzieś w okolicy serca.

– Yhm – przytaknął w zamyśleniu. Po czym, [przecinek zbędny] na powrót skoncentrował wzrok na blondynce. – Ten fragment nabierze lekkości, jeśli zrobisz z pogrubionej części spójnik i połączysz te dwa zdania w jedno złożone.

(...) wpatrując się w miejsce, gdzie zniknęły plecy mężczyzny. – Ale że same plecy? I jak zniknęły? Wyparowały?

No i w sumie miała rację, bo przecież nie znalazła, bo wszystko się dla niej zmieniło. – Zdanie ze zdublowanym spójnikiem „bo” brzmi nieporadnie.

Dziecko, które w niej było [przecinek] umarło (...).

Zeskoczyła z huśtawki, żeby przestać rozmyślać nad przeszłością, która nie wróci, a jej wspominanie nadal sprawiało ból. – Nie widać tego bólu w niej.
Przeszłość ma to do siebie, że nie wraca, jak to zauważyła Camilla. Jest geniuszem. Jak na to wpadła?

(...) ale tam Anton doprowadzał ją do szału ciągłymi uwagami, [przecinek] na temat potyczki, którą przegrała [przecinek] i oczywiście nie omieszkał wspomnieć, że pokonał ją Nikolaj. – To na pierwszy rzut oka brzmi, jakby Nikolaj pokonał potyczkę. W ogóle dlaczego nie opisałaś tak fajnej sceny, z której czytelnik mógłby wyciągnąć wnioski o chociażby charakterze Antona? Twoje postaci giną w tekście pełnym streszczeń, które nie powinny mieć miejsca. No i czemu nie opisałaś samej potyczki? Wtedy nienawiść do Nikolaja nabrałaby wyrazu, POKAZAŁABYŚ nam żywą relację, a nie tylko opisywała ją pustymi słowami bez pokrycia.

Jutrzejszej nocy będzie pełnia, może będzie miała jakieś zajęcie dzięki wilkołakom i nie będzie musiała oglądać tych wszystkich zdrajców. – Ale że pełnia nie będzie oglądać zdrajców? To bez sensu.

Czy tylko ona widziała, że z tym wampirem jest coś nie tak? – Tak. I, co ciekawe, nie wiadomo czemu. Wychodzi na to, że nie lubi go, bo jest przystojny i był w gabinecie Lucia, na dodatek raz jej dopiekł przy pierwszym spotkaniu. Koleś nic innego nie zrobił, ani razu nie zachował się podejrzanie. Myślisz, że zaufam tak nieodpowiedzialnej i głupiej postaci jak Camilla na piękne oczy? Daj mi sceny.

(...) decydując się ostatecznie na zamknięcie się w swoim pokoju, włączenie muzyki i wypiciu tyle wina, ile tylko zdoła. – Decydując się na zamknięcie, włączenie i wypicie.

W czasie kilku sekund, [przecinek zbędny] zmaterializował się przy niej mężczyzna, [przecinek zbędny] o jasnych włosach i szarych oczach. – Czy zdajesz sobie sprawę, że opisywanie dopiero co poznanego bohatera kolorem oczy i włosów nie świadczy o profesjonalizmie? Mogłabyś wpleść te informacje jakoś w tekst, przemycić je dyskretnie, a nie wylewać tak banalnie. Autorzy zaczynają traktować oczy i włosy jak świętość, a przecież mamy multum świetnych produkcji, w których de facto nie opisano wcale tych dwóch elementów, a wyobraźnia jednak jakoś działa. Oczy i włosy w jednym zdaniu są tanie.

– Czy ty nie możesz normalnie jak wszyscy, [przecinek zbędny] używać kodu przy furtce?

Kiedyś jeszcze trenował z nią, albo z Antonem (...). – Spójnika „albo” nie poprzedza przecinek, chyba że podwajasz go.

Ok, można było na niej przeżyć, ale [myślnik] nie oszukujmy się – miała wpływ na wampirzy organizm. Powszechnie było wiadomym, że „żywa” krew, [przecinek zbędny] nie dość, że była smaczniejsza, to jeszcze szybciej przywracała siły, o gojeniu się ran, [przecinek zbędny] nie wspominając. Sprawdziła to przecież na własnej skórze. – Ta krew sprawdziła? Zgubiłaś podmiot w ostatnim zdaniu.


Dlaczego narrator nagle zwraca się do czytelnika (nie oszukujmy się)? Nigdy wcześniej tego nie robił i nie wygląda to dobrze. Przypominasz mi tylko, że czytam opowiadanie i wybijasz mnie z jego i tak znikomego klimatu.
Kwestia krwi zdaje się mocno logiczna. Syntetyk nigdy nie będzie tak dobry jak oryginał, okej, ale nie bierzmy wiedzy z powietrza i nie posiłkujmy się wizją tych wszystkich produkcjach o wampirach, które już oglądaliśmy. A więc jak przemycić tę informację w tekście, aby czytelnik ją łyknął? Dałoby się to wyjaśnić chociażby sceną, w której Camilla PRÓBUJE TEGO NA WŁASNEJ SKÓRZE I BADA EFEKTY! Ta dam! Nie pasuje? Wydarzenie miało miejsce dawno? Olej streszczenie. Nie musisz pokazywać za każdym razem, że ta bohaterka robiła już wszystko, wszystkiego w życiu próbowała i jest taka zajebista, że ach i och, istnieje tylko ona. Przekaż tę informację inaczej: ktoś się pożywia syntetykiem i się krzywi albo mówi, ku zdziwieniu innych, że przecież można się przyzwyczaić, chociaż ran toto raczej nie goi… Nie potrafisz wykorzystywać informacji, które chcesz przekazać, by stworzyć interesującą scenę. Ty po prostu te informacje wyrzucasz jak z karabinu, w najmniej intrygujący i wymagający sposób, a najbardziej irytujący. To trochę tak jakbyś wyrzuciła kredki do śmietnika i zastanawiała się, czym sobie pokolorować tę antystresową kolorowankę...

Zmieniając tok myśli na znacznie przyjemniejszy niż Adrian i inne wampiry, [przecinek zbędny] wałęsające się po posiadłości i marnujące tlen, a na dodatek nie wnoszące nic do ich wampirzej rodziny – według niej oczywiście – wdrapała się po schodach. – To ona myślała o nich jak o rodzinie? No proszę, proszę. Nie spodziewałam się tego po niej. Myślałam raczej, że nikogo nie lubi i tylko tatuś Lucio jakoś jej podchodzi. Wiem, że prawdopodobnie chciałaś ukazać jej rozbudowane wnętrze, jej ludzką stronę, że jednak jest empatyczna i nie jest wcale taką zołzą, ale bohaterka w rzeczywistości jest typem wredoty, którą narrator wybiela opisami. Te opisy swoje, a ona w scenach swoje.

Wydawało się, że szczęście w końcu się do niej uśmiechnęło, bo nie było widać, [przecinek zbędny] ani czuć, [przecinek zbędny] ani jednej żywej duszy, co Camilla przyjęła z ulgą.


Żywej duszy. O wampirach. Heheszki.

Gdy tylko postawiła jedną stopę na stopniu schodów, [przecinek zbędny] prowadzących na piętro, zesztywniała. – Czy istnieją jakieś schody bez stopni, które nie prowadzą na piętro? Zakładając, że jest się na dole… No nie.

Powoli, z zaciśniętymi szczękami, odwróciła się w stronę jednych z drzwi (...) – ile ona ma tych szczęk?

Miała bardzo złe przeczucia, [przecinek zbędny] co do tego spotkania. – Wciąż nie wiem dlaczego. Nie rozumiem, a fakt, że Nikolaj narobił jej problemów ze zbrodniarzem, nie brzmi wystarczająco przekonująco, już prawie zdążyłam w ogóle o tamtym incydencie zapomnieć. Inne argumenty nie zostały mi pokazane w tekście. Co ona ma do Nikolaja poza tym, że go nie lubi, bo, jak powiedział Paweł, koleś panoszy się bardziej od niej samej?

Jeden z gorszych rozdziałów. Poznajemy kolejnego bohatera, którym podnieca się narrator, rozpisałaś dużo ekspozycji i streszczeń, trochę gadki-szmatki i dopiero końcówka intryguje, jestem ciekawa, co się wydarzy dalej. Nie wiem też, co się stało, że tak bardzo nie postarałaś się interpunkcyjnie – jeszcze nie spotkałam u ciebie tak niedopracowanego rozdziału jak ten.


ROZDZIAŁ SIÓDMY
Bezwiednie zaciskała i rozluźniała szczęki, jakby to miało jej pomóc, [przecinek zbędny] w zapanowaniu nad sobą. – Wcześniej nie zwróciło to mojej uwagi, ale teraz zaczęłaś używać tego za często, by nie zaczęło mi przeszkadzać. Co ty masz z tymi szczękami w liczbie mnogiej? Wyróżniasz górną i dolną? Szczęka w całości to kość parzysta sama w sobie. Nie musisz jej dzielić na dwa, to nonsens.

Jednak i tak wyraźnie dało się słyszeć groźne warknięcie. Zmierzyła Nikolaja chłodnym spojrzeniem, a gdyby potrafiła zabijać wzrokiem, zostałaby z niego kupka popiołów. – Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy ona mierzyła już kogoś takim morderczym spojrzeniem i jak wiele razy warczała, ale wychodzi na to, że do tej pory są to jej jedyne umiejętności, no może poza tym śmiesznym radarem, który znów się włącza i wyłącza, kiedy sobie o nim przypomnisz, bo Camilla kolejny raz została zaskoczona przez Nikolaja. Chyba że radar nie działa na wampiry, ale nie padło to w tekście, a w ogóle jak to, przecież Camilla wyczuwa wszystko i wszystkich... Jest najlepsza podobno.

Sama nie potrafiła określić [przecinek] co w tym momencie czuje względem tego wampira (...). – Narratorze, nie kłam. Camilla go nie lubi, wszyscy to wiedzą. Nienawidzi, za chwilę sięgnie po broń i będzie chciała go zastrzelić. Nie wpychaj mi sprzecznych danych! Mieszasz w głowie!

Sięgnęła pod kurtkę, ale zanim zdążyła wyciągnąć broń, mężczyzna stał zaledwie kilka centymetrów od niej, a niebieskie tęczówki wwiercały się w jej duszę. – Stanął (czasownik dokonany). Niebieskie tęczówki wwiercają się w duszę… Twoja wampirzyca ma duszę. Kwikłam.

Był tak blisko, że wyczuwała zapach jego... Krwi. – Ale kiedy wchodziła pierwszy raz do Immortals, to czuła ją wszędzie, mocno, a jeszcze dobrze nie przeszła przez próg… Jak działają wampiry w twoim świecie, Adna? Bo nic nie wiem, nic nie napisałaś. Nie mam nawet z czego wnioskować. Wciąż czuję się zmieszana.

Niemal zachłysnęła się powietrzem i wystraszona zrobiła krok w tył, potykając się o własne nogi, na co on wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. – Kilka rozdziałów temu: Przecież była jedną z najlepszych, nawet Antonowi potrafiła skopać tyłek, choć był od niej starszy i powinien być silniejszy. Podejrzewała, że nawet dałaby radę Luciowi, ale takie myśli zostawiała tylko i wyłącznie dla siebie. Można by się pokusić o stwierdzenie, że przemawia przez nią pycha, ale nic z tych rzeczy, takie były fakty. Była świetnie wyszkolona i pewna swych umiejętności.
Robisz z niej teraz biedną, aby czytelnik się nad nią pochylił, prawda? I uwierzył jej, że Nikolaj to ten potwornie zuy bohater? To nie zgadza się z koncepcją jej postaci, którą przedstawiłaś wcześniej. Musisz się zdecydować, o kim piszesz. Co jest FAKTEM, a co nie. Bo ja tu widzę narratora zakochanego w głównej postaci i wychwalającego ją na potęgę, ale dziewczyna w scenach wychodzi zwykle na niezbyt rozgarniętą. Kolejny dowód na to, że to słaba, ale wyszczekana małolata, którą ratuje tylko narrator. I robi to tylko opisami niepotwierdzonymi w scenach.

Nie zastanawiała się nad [tym?], co przed chwilą wyczuła, a co do normalnych nie należało, skoro nie był zraniony. – Mam wrażenie, że to zdanie nie jest po polsku. Praktycznie niczego z niego nie wyniosłam.

(...) co rusz zaciskając i rozluźniając dłonie. – Kończą ci się pomysły na wyrażanie emocji. To niedobrze. Złość potrafisz pokazywać tylko za pomocą zaciskania pięści/szczęki i warczenia. A kim Camilla tak właściwie jest? Nie przypadkiem wilkołakiem jednak? Że tak non stop warczy? Spróbuj zastanowić się nad oryginalniejszymi reakcjami bohaterów, bo już od jakiegoś czasu się powtarzasz, przez co robi się nudno i przewidywalnie. Wiesz, może czytając rozdziały z dłuższym odstępem tak tego nie czuć, gdy publikujesz raz na miesiąc czy dwa, ale czytając całe opowiadanie jednym ciągiem, rozdział po rozdziale, coraz mocniej rzuca się to w oczy.

Wampirzyce [ę] zalała kolejna fala złości, ale też poczuła dziwne podniecenie i nie do końca była pewna [przecinek] skąd się wzięło (...). – Hmm… z walki? Adrenalina i te sprawy? Już pisałaś w trzecim rozdziale, że kochała walczyć, budziła się wtedy do życia i kręcił ją ten stan. A teraz udajesz, że Camilla nie ma o niczym pojęcia. Specjalnie, bo robisz czytelniczkom nadzieję, że scena pewnie skończy się seksem. A przynajmniej tak to brzmi: taki trochę przekaz podprogowy. Mam nadzieję, że mylny.

Cama rzuciła się w stronę mężczyzny, celując jedną dłonią w brzuch, a drugą w tętnicę udową. Miała nadzieję szybko zakończyć to, co się dopiero zaczęło. – Idiotka. Przed momentem Nikolaj rozbroił ją w sekundę – nawet nie zdążyła się obejrzeć – a potem z szybkością, której nie doceniła, zadrapał jej szyję. Dlaczego teraz narrator wkręca mi, że laska ma jakąkolwiek szansę?

(...) po czym z całej siły, [przecinek zbędny] kopnęła go w wewnętrzną część kolana. Korzystając z szoku, jaki to u niego wywołało, wyswobodziła rękę, a drugą uderzyła w klatkę piersiową. – Widzisz, przez zamęt, którym rozpoczęłaś scenę i przez który wyciągnęłam chaotyczne wnioski, nie chce mi się teraz wierzyć w prawdopodobieństwo praktycznie każdego ruchu w walce. Nikolaj był szybki na początku, a potem dał się kopnąć w kolano? I wywołało to u niego szok? Wampiry gorszy coś takiego, naprawdę? To cholernie wątpliwe. Poza tym dalej jest w miarę równy poziom – atak za atak – więc nie rozumiem, dlaczego początek był taki niewyrównany i Cama dała się rozbroić, a potem podrapać. Tamto świadczyło o tym, że Nikolaj jest dużo silniejszy i zręczniejszy, więc teraz powinien ją załatwić kilkoma szybkimi ruchami.

No i cała walka jest mega… ludzka. Normalna, no może poza chwytaniem za kostkę i ciskaniem o ścianę, no ale jeżeli kopnięcie w kolano wywołało mocny efekt u Nikolaja, to teraz mu tę nogę Camilla mogłaby spokojnie oderwać, wyrwać ze stawu… Nie ogarniam. Nie ma tu za bardzo konsekwencji, nie ma też czegoś jakoś wybitnie specjalnego, wampirzego, ponadprzeciętnego. Zaskakującego. Zapominam, że czytam o istotach nocy.

Nawet nie pamiętał [przecinek] ile sobie liczył.

Uniósł ją kilka centymetrów nad podłogę, po czym z złowieszczym uśmiechem na ustach, [przecinek zbędny] rzucił przez całe pomieszczenie, aż wylądowała na małym, dębowym stoliku. – Logiczne, że nad podłogą. Wiadomo, że uśmiech na ustach. + Ze złowieszczym. Wykorzystujemy ze przed wyrazami zaczynającymi się zbiegiem co najmniej dwóch spółgłosek, z których pierwsza to [z], [s], [ż], [sz], [ź], [ś] lub [z'], [s'], np. ze ością, ze strachem, ze zjawą, ze szpinakiem...

Kawałek drewna wbił się głęboko w bok, a gdy go wyszarpnęła, z rany obficie zaczęła wypływać krew. – Nie wiem, czy o to ci chodziło, ale zaczęłam wyobrażać sobie scenę dość krwistą, rodem z Kill Bill, gdzie Uma rozczłonkowała Japończyków, którzy utonęli w morzu krwi. Obficie jest zbyt przesadzone.

Wydawało się, że krew nie chce przestać sączyć się z rany, a do tego piekielnie bolała. – Krew nie boli. Pomyliłaś podmioty.

To była ostatnia rzecz [przecinek] jaką by zrobiła, w dodatku dopiero po śmierci. – Ale… wampiry… dawno… nie żyją. Prawda? Czy jak to jest z tymi twoimi? To po prostu zwykli ludzie, tylko mają więcej niż jedną szczękę i potrafią szybko biegać, czasem wyczuć morderstwo albo seks? Yup?

Oboje, [przecinek zbędny] w jednakowym czasie, [przecinek zbędny] rzucili się na siebie, ale to Nikolaj miał więcej szczęścia, [przecinek zbędny] albo po prostu umiejętności. – Narrator wszechwiedzący gra w Zgaduj-Zgadula, no proszę. Przecinki w tym miejscu spowolniły ci akcję. 

(...) pozostawiając na niej pęknięcie od podłogi, [przecinek zbędny] po sam sufit.

Jego oczy wyglądały teraz jak niebo przed burzą, a on cały promieniował chęcią mordu. – Nie czuję tej chęci mordu. W ogóle tego po nim nie widać, raczej zachowywał się, jakby chciał dać gówniarze nauczkę i na tym poprzestać.

Nie mogła oddychać, zupełnie jakby jedno z płuc odmówiło współpracy. Bardzo możliwe, że było przebite przez połamane żebra. Spojrzała na swoją nogę, z której promieniował dodatkowy ból.


Po co twoje wampiry piją krew? Czy nie jest to przypadkiem jedyny czynnik podtrzymujący w cudowny sposób działanie organizmu? Przecież według wszelkich źródeł, wampiry są martwe. Nie będzie ich bolało przebite płuco, bo nie będą używały go do oddychania. Nie będzie bolała też noga, jedynie utrudni poruszanie się. O jakich wampirach ty piszesz?

Jedynym poważniejszym uszkodzeniem na jego ciele, [przecinek zbędny] była rana na ręce (...).

Popatrzyła na marmurową posadzkę, ale dojrzała zaledwie kilka kropel posoki wampira. – Posoka nie jest synonimem krwi. PWN głosi, że była nią dawniej, ale nie archaizujesz swojego opowiadania. I, od razu uprzedzam, jucha też nie będzie pasować.

Pierwszy raz od dziesięcioleci, [przecinek zbędny] poczuła coś na kształt strachu. – Nope. Wystraszyła się już wcześniej, chwilę temu, gdy Nikolaj za blisko do niej podszedł i odebrał jej broń: Niemal zachłysnęła się powietrzem i wystraszona zrobiła krok w tył, potykając się o własne nogi (...).

W oczach wampira widziała, że to koniec. Jej koniec. To przecież nie mogło skończyć się inaczej, prawda? Od początku patrzył na nią z nienawiścią, ukrytą w błękitnym spojrzeniu. Lucio mógł tego nie dostrzegać, [przecinek zbędny] albo udawać, że nie dostrzega, ale ona widziała to nazbyt wyraźnie. – Laska chyba sobie coś ubzdurała, serio. Na moje oko w tej scenie Nikolaj wcale nie chciał jej zabić, tylko trochę poturbować, dać lekcję. Po pierwsze, jest w gościach i wie, że to pupilek Lucia. Po drugie, nie zrobił niczego, co wskazywałoby, że chce wykończyć Camillę. Poza tym był u niej, bo – podejrzewam – chciał jej coś przekazać, poinformować o czymś. Nie przekonałaś, a narobiłaś dramę, jakbyś sądziła, że jest szansa, że się popłaczę. No to się przeliczysz.

Przełknęła z trudem ślinę, zmuszając się, żeby zepchnąć lęk, [przecinek zbędny] gdzieś głęboko, gdzie nie będzie mógł wypełznąć nieproszony. Przecież strach, [przecinek zbędny] to tylko stan umysłu. Zamrugała kilka razy i znów popatrzyła w oczy szatyna, jednocześnie godząc się ze swoim losem. O dziwo przyszło jej to niesłychanie lekko. Cały czas walczyła, żeby przeżyć, dzień za dniem, a teraz po prostu zaakceptowała to, co wydawało się nieuniknione. – Jak na kogoś, kto boi się podobno po raz pierwszy w życiu, Camilla bardzo dużo wie o strachu i jak sobie z nim radzić...


Rozłożyła szeroko ręce, jakby oczekiwała [przecinek zbędny] aż Nikolaj wykona ostatni ruch, a na usta przywołała krzywy uśmiech. Może tak właśnie było lepiej? Czyż kiedyś nie modliła się o śmierć? A zginąć w walce, z rąk kogoś tak silnego, było wręcz zaszczytem. – Widać, że silisz się na podniosłą atmosferę. Niepotrzebnie, bo wyszło odwrotnie; nie wierzę ci w tę całą dramaturgię. Po prostu nie. Od początku kreowałaś Camillę jako wampirzycę-buntowniczkę, która wszystko ma gdzieś, chce sobie po prostu poszaleć, a tutaj nagle taki rozsądek? Nie. Nie łyknę tego, wybacz. To nie jest podobne do Camilli, znów wszczepiłaś jej jakąś randomową cechę, aby na siłę do czegoś mnie przekonać tylko w tej jednej scenie, a potem i tak okaże się, że nic się nie zmieniło i wrócimy do rozwydrzonej gówniary.

– Dość! – ryknął Lucio, który wpadł do holu przez frontowe drzwi, przy okazji wyrywając je z zawiasów. – Dziesięć minut się napieprzali, a ktokolwiek zjawił się dopiero teraz. Wiesz, rezydencja kojarzy się raczej z dość dużym budynkiem, w którym znajduje się więcej osób, a po korytarzu starego budynku niczym po zamczysku pewnie roznosi się echo. Poza tym co niby ten cały Adrian robi tam, w swojej kanciapie, przed tym monitoringiem? Po co wprowadzasz postać, skoro gdy przychodzi jej się wykazać, to znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Nie wykorzystujesz jego funkcji, którą sama mu nadałaś. To po co mi go w ogóle przedstawiłaś?

Z oczu Nikolaja zniknęła chęć mordu na rzecz, [przecinek zbędny] chyba niedowierzania, choć w tym momencie mężczyzna nie miał ochoty, [przecinek zbędny] rozwodzić się nad tym. – Narrator wszechwiedzący znów czegoś nie wie, a bohater znów wykorzystuje tanią wymówkę, by spławić czytelnika.

Po Camilli, co prawda, mógł spodziewać się wszystkiego, ale Nikolaj go zszokował swoim zachowaniem. – Wiadomo, że swoim, a nie czyimś innym.
Pokaż szok, jeżeli czuł się zszokowany. Chociaż Lucio jako przywódca, nie wiem, nie powinien przypadkiem być bardziej… chłodny? Spokojny? Nieemocjonujący się?

Nie sądził, że rzucą się sobie do gardeł, a jeśli nawet, to że nie zakończy się to w ten sposób. Lucio był przekonany, że jeśli by się nie zjawił, to wampirzyca by zginęła tej nocy. – Wykorzystujesz coraz słabsze konstrukcje z coraz bardziej płytkim, prostym doborem słów, tracisz na jakości. Spójrz na swój prolog i powiedz, dlaczego aż tak odstaje od reszty?

A ty, [przecinek zbędny] idziesz ze mną.

ROZDZIAŁ ÓSMY
Podwinął rękawy i tak już poplamionej koszuli, a następnie skierował się w stronę przeszklonej szafy, gdzie znajdowały się środki odkażające i opatrunki. – Ale… po co? Cama jest wampirem. Nie wiem, jakim uniwersum się posiłkujesz, czy może stworzyłaś własne, ale cholernie nie podoba mi się pisanie o wampirach, którzy praktycznie niczym nie różnią się od ludzi: Wampir jeszcze przez chwilę krzątał się po pokoju, szukając potrzebnych narzędzi, żeby połatać blondynkę. – W poprzednim rozdziale czytałam: A ona? Jeśli wykąpie się w wannie krwi, może do kolejnej nocy jej ciało się zregeneruje. – Dlaczego Anton nie wrzuci jej do takiej wanny?
Nie rzucała się na każdego, bo miała takie widzimisię, a przynajmniej nie na kogoś silniejszego od niej. – Bzdura. Cama rzuca się na wszystkich, którzy źle na nią popatrzą. W Immortals nie raz mową pozornie zależną podkreślała, że za głupie hasła ma ochotę wypruć Antonowi flaki, chętnie zabija ludzi, wampiry i wilkołaki… Dlaczego teraz próbujesz nadawać jej cechy, których nie ma? Których nie da się wywnioskować? Wszystkie znaki w tekście świadczą o czymś zupełnie innym niż to, co sobie teraz wymyśliłaś. Wybielasz swoją bohaterkę narracją. To niedopuszczalne.

Miała prawo do okazania tego, że odczuwa ból, zwłaszcza po walce, [przecinek zbędny] zakończonej takimi obrażeniami.

(…) że prócz żeber i nogi, jeszcze inne kości są połamane. – Brzydki skrót myślowy, który nie powinien mieć miejsca w narracji. Noga nie jest kością.

A najgorsze było to, że nie wiedział [przecinek] jak się za nią zabrać. – To po co się miesza? W całej familii nie mają żadnego medyka? Przez te setki lat wcześniejszych wojen i krwawych rzezi, o których wspominał narrator, nikomu nie przyszło do głowy, aby nauczyć się naprawiać zepsute cielska? Wampirzy medyk… W ogóle jak to zabawnie brzmi.
Dalej pojawia się przedokładny opis zabiegu. W ruch poszły skalpele, waciki, gaziki, noże, pęsety… Anton nie był medykiem a dokładnie wiedział, jak się tym posługiwać? Chciał wyciągnąć jakąś pozostałość po drewnianej nóżce – mogłaś chociaż wykorzystać to jako motyw, nie wiem, czegoś osłabiającego, czegoś w rodzaju kołka, na który wampiry mogą być podatne, wtedy miałoby to nawet jakieś ręce i nogi. Wiesz, w prologu Dracula omal nie zginął, a wystarczyło podobno dać mu trochę krwi. Ta tutaj tylko złamała kilka kości i ma dziurę w boku, a ty zrobiłaś z tego wielką dramę i zamiast naprawdę przedstawić mi świat wampirów, opisać coś niesamowitego, nadludzkiego, pokazać siłę i udowodnić przewagę wampirów nad ludźmi, to ty opisujesz, jak Anton bawi się w dr. Quinn.

Wyłączyć uczucia – właśnie to musiał teraz zrobić, ale gdy chodziło o nią, zwyczajnie nie potrafił.
– Wyglądasz jak poobijany worek pyr – zaśmiał się, wycierając jednocześnie ręce z krwi. – Kurde, przed chwilą pokazywałaś, jak bardzo to było dla niego trudne. Jak bardzo się bał o Camę, jak bardzo poważnie traktował tę sytuację, a teraz co? Rach-ciach nastawił kości (to jednak medyk!), a potem od razu zabieramy się za żarciki, huh?

Co prawda nie wiedział [przecinek] czy to coś da, ale przynajmniej zajął czymś ręce, niestety umysłu nie.

– Zawsze wszystko robisz pod wpływem impulsu. Nigdy nie myślisz... Przecież on by cię zabił. – A chwilę temu: Nie rzucała się na każdego, bo miała takie widzimisię, a przynajmniej nie na kogoś silniejszego od niej. – Adna, to jak to w końcu jest? Co autorka miała na myśli?

Co prawda istniała możliwość, że wampir mógł odczuwać czyjeś uczucia, ale tylko należące do jego partnera. – Rozdział trzeci: Cama wyczuła zmianę jego nastawienia do niej, wiedziała, że jest znacznie starszy i silniejszy od Antona, a nawet od Lucia. – Widzisz, jak się motasz we własnym tekście? Jakbyś fakty o swoich wampirach wymyślała na bieżąco, nie patrząc na to, co napisałaś chwilę temu. O tyle dobrze, że nie wykorzystujesz żadnego uniwersum, piszesz o swoich autorskich wampirach, więc nie musisz dbać o kanon, powinno być ci łatwiej opisywać jeden gatunek i jego cechy… A ty nawet w tym się pogubiłaś.
Cama jest wampirzycą, tak? Tak. Więc pewnie zna swoje ciało i możliwości, umiejętności, tak? Tak. Błąka się po świecie ze dwieście lat i wie, że nie powinna za nic w świecie wyczuwać obcych uczuć, a jednak nagle je wyczuwa. W trzecim rozdziale. No to chyba już wtedy powinna powiedzieć o tym Luciowi lub Antonowi? Coś w stylu: o kurwełe, chłopaki, coś jest ze mną nie tak! Wyczuwam uczucia tego nowego! – Czy nie? Zły pomysł? Jak chcesz trzymać swoje opowiadanie w kupie, kiedy praktycznie już co dwa-trzy zdania spotykam się z jakąś wątpliwością? Wciąż podajesz sprzeczne ze sobą informacje!

– A odpuścisz [przecinek] jak ci powiem?

– A ty powiedziałaś [przecinek] kto cię przemienił?

(…) ten demon jest tak samo prawdziwy jak ty, [przecinek zbędny] czy ja.

– Pamiętasz, jak jakieś osiemdziesiąt lat temu, [przecinek zbędny] Lucio zniknął na prawie dwa tygodnie?

Choć, [przecinek zbędny] to by wiele wyjaśniało.

Chcesz mi powiedzieć, że Nikolaj jest stwórcą Lucia, tak? Czekaj, niech to przetrawię. Wampir, który PRZEMIENIŁ PRZYWÓDCĘ KLANU, dał się postrzelić jakieś pierwszej-lepszej stuletniej wampirzycy, która zszokowała go później kopniakiem w kolano? To chyba jakaś kpina. Klan wampirów-inwalidów. Jeden słabszy i bardziej nieporadny od drugiego.


Skoro Anton wszystko Camilli wyśpiewał, scena z Pawłem na huśtawce wydaje się zbędna. Nic z niej wtedy nie wynikło poza poznaniem tamtego bohatera, ale powinien się przecież pojawić, gdy będzie potrzebny fabularnie. W myśl, że jeżeli na scenie pojawia się strzelba, to powinna wystrzelić. Wszystko ma swoje miejsce i czas w opowieści, a u ciebie sceny są jakby randomowe. Jakbyś miała tylko bardzo ogólnikowy zarys fabuły i pisała pod natchnieniem Boru Zielonego.
Na ten etap opowiadania domyślam się, że naczyniem dla Lilith może zostać Amelia. Takie przeczucie, ale czy słuszne?


ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Powoli otworzyła oczy, jakby sprawdzając [przecinek] czy nadal jest do tego zdolna. Ile czasu tu była? Choć zdecydowanie lepszym pytaniem było, gdzie była?

(…) a przywołanie jakiegokolwiek wspomnienia, [przecinek zbędny] zdawało się być niemożliwe. – „Być” zbędne.

Zresztą tak samo, jak utrzymanie pełnej świadomości, bo to [przecinek] co jej podawano, powodowało ciągłą senność.

Mimo panującej wokół ciemności, [przecinek zbędny] widziała wszystko wyraźnie, co było w równym stopniu fascynujące i przerażające. – Cholernie nieemocjonujący opis, na dodatek realistyczny, że hej. Amelia zauważa, że potrafi świetnie widzieć w ciemności. Nie powinna się nad tym zastanowić, skoro to dla niej nowość? Zareagować na to? Nie no, totalnie. Z babką dzieją się różne nowe rzeczy, a ona raz zaciśnie zęby, raz oczy, raz pięści, trochę sobie pooddycha szybciej i już. Przyswoiła, przyzwyczaiła. W ogóle się do tego nie odniosła, nie zdziwiła się, nie zareagowała… Tekst jest suchy jak chleb po niedzieli – ta uwaga odnosi się do całego rozdziału, jak nie ich większej części. Zero jakiejkolwiek emocji w bohaterach, oni sobie po prostu są, narrator ich jakoś opisze, opisze, co mają w głowach i co się dzieje w ich środkach. Nuda. Stagnacja. Postacie-kukiełki.

(…) a nie wpatrywać się w szyje, [przecinek zbędny] przychodzących tu osób. – Nie wiem, co się dzieje z twoją interpunkcją, ale naprawdę nie było z nią tak źle, wszystko przestało działać pod tym względem jakoś od piątego rozdziału. Najczęściej zdarza ci się stawiać przecinki, które nie są potrzebne. Spowalniasz tym tempo akcji i tempo czytania tekstu:
Niestety ten dzień, [przecinek zbędny] do takich nie należał. – Zastanów się tak na logikę, czy ten przecinek pełni jakąś funkcję w tym zdaniu? Co on niby od siebie oddziela?

(…) bo szaleńcza potrzeba krwi, [przecinek zbędny] trawiła ją od środka. – I tu?

Czuła [przecinek] jak jej wnętrzności skręcają się, [przecinek zbędny] pozbawione pożywienia. – I tu też?

Wciągnęła powietrze nosem, głęboko w płuca, chwilę je tam przetrzymała, po czym wypuściła przez usta. Początkowo była to istna męczarnia, ale nauczyła się, że po kilku powtórzeniach, [przecinek zbędny] była wstanie [w stanie] częściowo zapanować nad pragnieniem. A skupianie się na typowo szpitalnym zapachu, [przecinek zbędny] pomagało na tyle, że głód stawał się do zniesienia. – Wampirze! Chcesz przestać być głodny? Pooddychaj sobie!


Prawdziwa wewnętrzna walka z instynktami, psia mać. Ale z tej Amelii fajterka.

Ale czy był sens, [przecinek zbędny] teraz się tym przejmować? Nie. W końcu była w znacznie gorszej sytuacji, [przecinek zbędny] niż utrata pracy (…). – Kiedy po „niż” nie pojawia się żadne orzeczenie, nie stawia się przed nim przecinka.

Zresztą, [przecinek zbędny] czasami jej się wydawało, że od samych narodzin prześladował ją pech. Nic nie było takie jak chciała, zawsze miała pod górkę, a marzyć przestała już jako mała dziewczynka. – Pamiętasz, gdy w pierwszym rozdziale wspominałam o tym jej pechu? Tutaj znów nakreślił go tylko narrator. Rety. Lasce zwiał autobus i została porwana przez dziwne ugrupowanie tworzące jakąś wampirzą armię do walki z… wampirami, yup? Coś takiego? No dobra, nie brzmi to zbyt kolorowo, ale to nadal nie są podstawy, by wierzyć, że Amelia ma pecha przez całe życie.

Nie była do końca pewna [przecinek] kim on jest, bo ani nie był lekarzem, ani pielęgniarzem, ale przychodził do niej zaskakująco często, a sposób [przecinek] w jaki na nią patrzył, przyprawiał ją o mdłości.

– Moja ulubienica, [przecinek zbędny] nie śpi?

Bała się [przecinek] do czego może się posunąć. – Mógł. Staraj się pilnować czasu przeszłego. Kilka razy ci to odpuściłam, ale generalnie strasznie lubisz go mieszać.

Ten mężczyzna był spaczony, a z pozoru przystojna twarz, [przecinek zbędny] kryła złego człowieka. W końcu nikt o dobrym sercu, [przecinek zbędny] nie robi czegoś takiego, co zrobiono jej. Tutaj wszyscy byli popieprzeni i to zdrowo. – Kolokwialna narracja sprawdzała się w scenach z wiecznie wkurzoną Camillą, ewentualnie w sytuacji z rozczarowaną życiem i pracą Amelią, gdy ta siedziała w biurze. Ale, kurczę, kobieta została porwana, powinna chyba panikować, być przerażona lub faktycznie otumaniona przez leki, a ty silisz się na sarkazm w momencie, w którym nie powinien mieć miejsca. Zabijasz klimat, który starasz się stworzyć.

Przywykł, iż blondynka od pewnego czasu tylko milczała, [przecinek zbędny] albo krzyczała z bólu.

Tak więc, [przecinek zbędny] nadal pozostajesz jedyną hybrydą.

Jedynym plusem takiego stanu, [przecinek zbędny] był brak intensywnie odczuwalnego pragnienia. Oczywiście, gdzieś kuła ją potrzeba krwi, ale zdawała się być mało istotną sprawą. – Kłuła. Kuć =/= kłuć. A to oddychanie faktycznie sprawiało cuda…

Przymknęła powieki, [przecinek zbędny] dosłownie na moment, a gdy je znów otworzyła, była w jakimś pokoju. Był o tyle dziwny, że był pusty, nie licząc dwóch krzeseł i małego stolika, a jedna ze ścian była ogromnym oknem, przez które można było obserwować inne pomieszczenie. – Twoja maniera powtarzania „być” nawet kilkukrotnie w jednym zdaniu dawno przestała mnie dziwić.

Dzięki jego krwi, [przecinek zbędny] zmieniliśmy ciebie.

Z całych sił, [przecinek zbędny] zacisnęła powieki, a serce waliło jej jak oszalałe.

Mężczyzna po drugiej stronie szyby, [przecinek zbędny] przekręcił delikatnie głowę, co ją zaciekawiło. – Przed chwilą nie chciała na niego patrzeć, a teraz jest zaciekawiona…? Jeśli chcesz pokazać, że jego obecność zmienia jej podejście, ma na nią wpływ, musisz udowodnić, że to dzieje się mimowolnie, że dziewczyna reaguje na nowe doznania, zmienia się, walczy ze sobą wewnętrznie. A u ciebie ona nie chce, bardzo nie chce na niego patrzeć, a po jednym zdaniu od razu jest ciekawa. Niczego nie rozwijasz, więc nie wiem, czy to autentycznie dobrowolna zmiana podejścia Amelii, czy dzieje się z nią coś nietypowego, niedobrego, podejrzanego, co samo ją dziwi i z czym próbuje walczyć. Zmuszasz mnie, bym się domyślała, ale nie mam na czym bazować.  

Mimowolnie, [przecinek zbędny] zastanawiała się nad tym, jak tak potężna istota, [przecinek zbędny] dała się złapać ludziom, a wtedy na jego usta, [przecinek zbędny] wykwitł krzywy uśmieszek. – Ustach. „Wykwitł” brzmi słabo. Kurczę, no i co to jest w końcu ten krzywy uśmiech? Myślałam, że jakaś maniera Camilli, ona często jakoś te wargi wyginała krzywo, ale widzę, że teraz więcej osób się tym para.
Znów brakuje ci pomysłów na opisywanie reakcji bohatera. Tylko zaciskanie wszystkiego, co możliwe, warczenie (co ciekawe, zwykli ludzie też u ciebie warczą!) i teraz dochodzą jeszcze te krzywe uśmieszki do kompletu.

Zmarszczyła brwi, bo nie wiedziała [przecinek] skąd wie, że on jest potężny, ale jednak wiedziała, że tak właśnie jest. – Najbardziej niedołężne zdanie rozdziału.

(…) choć przez kaganiec, [przecinek zbędny] on i tak nie mógł tego dostrzec.

Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią zszokowany, że w końcu się odezwała. Ostatecznie wzruszył ramionami i wzrokiem wrócił w stronę wampira. – Kolejna postać-kukiełka. Najpierw się zszokował, a po jednym zdaniu mu przeszło i wrócił do normalności. U ciebie emocje bohaterów trwają krótko, są zmienne, jakby losowe, nieprzemyślane.

W jakiś pokręcony sposób, [przecinek zbędny] przyniosło jej to ulgę. – Dziękuję, że mi ułatwiasz i wykorzystujesz bardzo plastyczne, jasne tłumaczenia, by opisać, co się dzieje. To bardzo pomocne, wiesz?

Przez to, że cały czas, [przecinek zbędny] znajdował się w pozycji pionowej, mogła mu się dokładnie przyjrzeć. Ciemnie, krótko przystrzyżone włosy, dość ostre rysy twarzy, jedynie oczy wydawały się nieludzko inteligentne. Za bladoniebieską tęczówką kryło się coś, co było w stanie zmrozić krew w żyłach. Nie był blady, jak to przedstawiają [czas!] w literaturze i filmach – skórę miał opaloną. A przez to, że był nagi, nie licząc przepaski na biodrach, mogła śmiało stwierdzić, że był wysportowany. Przypominał raczej gwiazdę sportu, a niżeli istotę nadnaturalną. – Ciemne. W drugim zdaniu zgubiłaś jakiś fragment – najpierw wymieniasz włosy i rysy twarzy, a potem przechodzisz do oczu, ale wykorzystujesz „jedynie”, jakbyś była rozczarowana, że włosy i rysy świadczą o głupocie. No i jak same oczy mogą być inteligentne? Ciekawe też, co kryło się w gałce ocznej za tęczówką… Było to coś niebezpiecznego, co mroziło krew w żyłach. Obstawiam skrzata z zamrażarką do rur czy coś. Trochę jak u Pratchetta, w aparacie fotograficznym.
Skąd Amelia wiedziała, że to była opalenizna, a nie po prostu ciemniejsza karnacja? Dodatkowo komentarz z gwiazdą sportu słaby – Amelia spotkała już wampirzycę-lekarkę, która mogła pochwalić się szybkością i zwinnością. Czego się więc teraz spodziewała? Garbatego, bladego Tofika?

Ten obcy, [przecinek zbędny] rozpalił w niej malutką iskierkę nadziei (…).

To była kobieta, przez którą Amelia, [przecinek zbędny] znalazła się w takim położeniu.

Właśnie ta lekarka, [przecinek zbędny] eksperymentowała na niej i innych.

– Co [przecinek] do kurwy, ona tu robi?! – krzyknęła nowo przybyła i wlepiła wściekłe spojrzenie w Adama, który z kolei nie wiedział, co ze sobą zrobić. – Kobieta jest podmiotem w poprzednim zdaniu przed dialogiem, więc jest poniekąd jasne, że to jej słowa padły zaraz potem. Wynika to też z ich kontekstu.

W momencie, gdy znaleźli się z dala od pomieszczenia, gdzie znajdował się wampir, blondynka poczuła nagłe ukłucie głodu. – Nic strasznego. Podobno łatwo to opanować.


ROZDZIAŁ 10
Ten gif jest słaby i irytujący, a przynajmniej w moim odczuciu. Dziewczyna tylko robi niecały krok i patrzy poddenerwowana, nic z niego nie wynika. Trudno mi uwierzyć, że nie znalazłby się jakiś lepszy, który przedstawiłby coś konkretnego; w rozdziale o Amelii pokazałaś zniewolenie poprzez spętane ręce, a w notce o Antonie i Camilli – mężczyznę uśmiechającego się do leżącej kobiety. To się pokrywało z treścią, ale gify były też dobrej jakości, ukazywały coś w całości, natomiast ten tutaj, nawet jeśli narwana Camilla zrobi cokolwiek, gif jest jakby obcięty w połowie, słabo zapętlony. Nie wiem, jak to jaśniej wyjaśnić.

W dodatku jak mógł, nie powiedzieć jej o Natalii, ale temu palantowi już tak? – Oho, znów czuję, że ominęło mnie coś fajnego, coś ważnego, coś mocnego. I teraz dostanę tylko streszczenie. Szkoda.

(…) swojego stwórce [ę] widziała ostatnio (…).

(…) ostatnim czasem, [przecinek zbędny] wciąż dryfowała pomiędzy wydarzeniami, które przynosiły ze sobą tylko ból. – Nie? Pracowała dla policji, okej, i Nikolaj zepsuł jej zadanie, ale i tak wygrała. Mogła w każdej chwili pójść sobie do klubu, podokuczać Antonowi albo pohuśtać się z Pawłem, mogła zamknąć się w pokoju i ogarnąć, zamiast rzucać się jak głupia na Nikolaja, Właściwe w opowiadaniu jedynym bólem mógł być ostatni rozdział z nią, gdy Anton składał ją do kupy, ale reszta nie była wcale zła i tragiczna. Hiperbolizujesz. Nic.Jej.Się.Nie.Stało. Nie dociera więc do mnie, dlaczego tak histeryzuje.

Przez tę jedną chwilę żałowała, że wydobrzała. Te trzy noce, gdy leżała w łóżku i dochodziła do siebie, niezaprzeczalnie były najlepszym, co ją spotkało od momentu pojawienia się Nikolaja. Zacisnęła zęby, żeby nie warknąć. Jak niby miała iść z nim na ten cholerny bal?! – CO, PROSZĘ? Ona płacze, biega samotnie w deszczu, miota się i przeżywa… jakiś bal? Na który pewnie musi pójść z Nikolajem? Och nie! Cóż za straszna rzecz! Faktycznie, lepiej było umrzeć.


O! Warczenie i zaciskanie zębów w jednym zdaniu. Jak miło.
Najgorsze jest to, że cały rozdział zaczyna się tak, aby czytelnik pomyślał, że Lucio wyrzucił Camillę czy coś w tym stylu. A ty stroisz sobie ze mnie żarty i wodzisz mnie za nos, ale robisz to w drugą stronę – nie podejrzewam bzdurki, która okazuje się czymś grubym i interesującym. Podejrzewam Mount Everest albo przynajmniej K2, a rozglądam się dokładniej i dostaję Górę Świętej Anny. Spodziewam się tragedii pokroju morderstwa prezydenta albo samego papieża, a okazuje się, że Camilla usiadła gołą dupą na mrowisku.
Tak się szczyciła się, że jest lepsza od policji, że potrafi szpiegować, że jest pro-ultra-super-przydatna i niezastąpiona, cwana i fogle, a po rozmowie z Antonem zamiast zainteresować się tematem Lilith i zadziałać, wykazać się, zrobić coś przydatnego, ona płacze, bo bal.
A, i jeszcze jedno. Lilith szuka naczynia, wilkołakom giną młode, dzieją się podejrzane rzeczy, a wampiry organizują sobie imprezę? Coś słabo to widzę.

Luciowi z tej miłości, [przecinek zbędny] chyba poprzewracało się w głowie.

Wkurzanie się na zaistniałą sytuację, [przecinek zbędny] przerwała wibrująca komórka.Się zbędne. Logiczne też, że Cama wkurzona jest przez obecną sytuację. Nie musisz tego dopowiadać.

Już przecież wiedziała [przecinek zbędny] kim jest Nikolaj i czego chce [czasy]. Wątpiła, że Paweł powie jej coś nowego, ale co miała do stracenia? Może przynajmniej spotkanie z nim poprawi jej nastrój. W końcu miał do tego talent, a w ostatnim czasie był jedynym stworzeniem, które nie doprowadzało ją [jej] do szału. – No właśnie o tym mówiłam. Zamiast jednej sceny, teraz będziemy mieć dwie. Strasznie nieporadnie lepisz swoje opowiadanie. Wykorzystujesz sceny, które nie mają w ogóle potencjału, wnoszą po jednej informacji, po dwóch, a przecież każde zdanie opowiadania powinno być istotne, więc cała scena i wszystkie zdania powinny wnieść tych informacji multum. Ale informacji do wywnioskowania, a nie suchego przeczytania faktów. W opowiadaniach nie ma miejsca na puste słowa,  czy nawet całe przenudne sceny, tym bardziej że piszesz dark fantasy, a nie okruchy życia.
Dodatkowo jeszcze chwilę temu Camilla zareagowała tak:
Gdy w końcu udało się jej wyciągnąć urządzenie, przewróciła oczami. Paweł wybrał sobie zdecydowanie nieodpowiedni moment na telefon. Zastanawiała się, czy odebrać, aż w końcu ze złością przeciągnęła palcem po ekranie. – To się nie pokrywa z myślą o talencie Pawła.

Ułamek sekundy później, [przecinek zbędny] wpatrywała się w plecy mężczyzny, który w jednej ręce trzymał nóż, [przecinek zbędny] przystawiony do szyi młodej dziewczyny, a drugą próbował ściągnąć z niej spodnie.

(…) rzuciła przez ramię, [przecinek zbędny] do przerażonej dziewczyny.

– Już nigdy, [przecinek zbędny] nikogo nie skrzywdzisz

Doskonale wiedziała [przecinek] kim jest [czas], czuła w nim zepsucie.

Śmierć dla takiego bydlaka, [przecinek zbędny] to żadna kara.

(…) iż miało się wrażenie, że padający deszcz, [przecinek zbędny] zamienia się w małe kryształki lodu.

Może nie jest to aż tak ważne, ale najpierw Cama poinformowała pogotowie o mężczyźnie z odciętymi genitaliami, potem napisałaś, że odcięła przyrodzenie, a na końcu oddaliła się z członkiem w dłoni. Gdzie więc podziały się jądra?

Nie miała żadnych wyrzutów sumienia, żadnego odruchu, który wskazywałby na współczucie. Czuła czystą satysfakcję za wymierzenie sprawiedliwości (…). – Dawno nie wspominałam o wszędobylskiej ekspozycji, no to przypomnę o niej teraz. Pokaż, co czuła Camilla, a nie opisuj, co miała w umyśle. Czasownik „czuć” nie pomaga wczuć się czytelnikowi, choćbyś i ubrała to zdanie w same emocjonujące i dramatyczne epitety. Potrzeba sztuki obrazowania – ukazania czynów, naturalnych słów i myśli. To one głównie budują postać i atmosferę, która się wokół niej tworzy w wyobraźni. Jak zobrazować czystą satysfakcję? Radość z wykonanej roboty? Krzywy uśmiech odpada z marszu, pomyśl nad czymś bardziej oryginalnym. Może lekkie podskakiwanie w drodze, może jakiś błysk w oku, pomruk w stylu „dobra robota”? Wyprostowanie sylwetki i pewny krok, „wożenie się” jako obraz dumy? Pomyśl. Jak zachowałaby się usatysfakcjonowana Camilla z zakrwawionym penisem w ręce?

Gdzieś z daleka, [przecinek zbędny] dotarł do niej skowyt wilkołaka.

(…) w nadziei, że jakiś bezdomny pies, [przecinek zbędny] czy kot je zje (…).

Budynki, które mijała [przecinek] stały się smugą ciemnych barw, a ona była tylko porywem wiatru, jedynie widocznym dla innego wampira. – Szyk: widocznym jedynie.

Nagle zatrzymała się, bo kilka metrów przed nią, [przecinek zbędny] stały dwa wilkołaki.

(…) pomyślała mimochodem Camilla, po czym uśmiechnęła się krzywo. – Jesteś świadoma, że w tak króciutkim rozdziale użyłaś tego czterokrotnie? Cztery razy zaznaczyłaś też, co się działo z brwiami bohaterów w czasie ich rozmowy – trzykrotne uniesienie i pojedyncze zmarszczenie. Taka ciekawostka.

Ze skrzyżowanymi rękoma na piersi, [przecinek zbędny] czekała [przecinek] aż on odwróci się w jej stronę, gdy tak się stało, mogła przysiąc, że na jego pysku gościł uśmiech. Po kilku sekundach, tuż przed nią, [przecinek zbędny] stał przystojny, dobrze zbudowany i zupełnie nagi mężczyzna. – Trochę słabo, że skrzyżowała ręce na piersi. Znów będzie marudzić, że pobrudziła sobie bluzkę. Krew się tak łatwo nie spiera.
Poza tym już wcześniej mnie poinformowałaś, że Paweł był dobrze zbudowany i przystojny. Do tej pory wszyscy tacy są, więc w sumie trudno o tym zapomnieć.

– Kłopoty w raju? – Uniósł brwi w górę, a widząc jej minę, pokiwał głową. – I tak bywa. – Jej minę? A nie zdziwiły go zakrwawione łapska i swąd czyjejś kuśki? Paweł to też jakiś wątpliwy wilkołak najwyraźniej. Sądziłam, że wyostrzony zapach będzie jego domeną, a tu psikus.

Cholernie krępowało ją to, że jest nagi, ale nie miała zamiaru się do tego przyznawać. – Dlaczego? Podobno znali się długo, wielokrotnie razem walczyli, poza tym, serio, wampiry także odczuwają wstyd? (I to wobec wilkołaków, które przecież, logiczne, że po przemianie są nagie?).  Przejmują się takimi trywialnymi rzeczami?

I z tego co mówił, to ten twój Nikolaj, [przecinek zbędny] jest w porządku. Nie wtrąca się w ich sprawy nieproszony i żyją w zgodzie. Poza tym, prywatnie się przyjaźnią. – Dlaczego „ich”? Paweł wydaje się nie być w ogóle częścią swojej rasy, watahy czy czego on tam nie jest przywódcą. Zabrzmiało trochę nienaturalnie.

Tym razem, [przecinek zbędny] to blondynka zaśmiała się wesoło, widząc zbolałą minę mężczyzny.

– Nie! – Gwałtownie zaprzeczyła. – „Gwałtownie” małą.

I nawet ich głupkowate docinki, [przecinek zbędny] nie spowodowały jej rozluźnienia.

Nie, gdy księżyc nadal oddziaływały na jego pobratymców. – Oddziaływał.

– Nie... – Brązowe oczy rozszerzyły się do granic możliwości, a już po chwili pojawiły się w nich iskierki rozbawienia. – Odcięłaś mu jaja?
– Nie. – Pokręciła przecząco głową. – Fiuta. – Tajemnica rozwiązana, a węch Pawła, chociaż mocno spóźniony, to jednak niezawodny.

Kilka sekund ciszy, [przecinek zbędny] zdawało przeciągać się w nieskończoność, a w jej umyśle tworzyły się kolejne scenariusze tego, co mogło się wydarzyć. – Jej, czyli tej ciszy.
To absurdalne. Teraz wychodzi na to, że Camilla boi się bliskości, wstydzi nagich mężczyzn, ale nie było dla niej problemem odciąć gwałcicielowi penisa. I tak, wiem, że wtedy współczuła gwałconym kobietom i pragnęła zemsty, ale to tak nie działa. Osoba z arachnofobią nie goniłaby z premedytacją za pająkami nawet po to, by je zgniatać w ręce czy poodrywać im nóżki. Nie. Camilla prędzej rozszarpałaby typa w ubraniu, wybrała cokolwiek innego, a nie odcięła penisa i potem paradowała z nim po mieście. BO TO SIĘ WYKLUCZA, i to tak dość mocno. Tworzy niespójną bohaterkę-chorągiewkę, którą mam ochotę wypatroszyć żywcem i wyrzucić jej zwłoki z historii przez okno w sam środek słonecznego dnia.


(…) dlatego też nie miał najmniejszego zamiaru, [przecinek zbędny] wypytywać Camillę o powody takiej reakcji na jego żart.

Wychodziło na to, że przywódca wampirów, [przecinek zbędny] wymaga od swojej podopiecznej niemal niemożliwego. – To brzmi, jakby Lucio był przywódcą wszystkich wampirów. A nie jest, chodzi tylko o jeden klan. Chyba. Bo w sumie to wciąż nie do końca wiem, jak działa to uniwersum.

Wszyscy wiedzieli, że Lucio traktuje blondynkę w szczególny sposób. – Tak, dowiedziałam się tego w tak samo płytki sposób – opisem narratorskim – już w drugim rozdziale i nie dałaś mi ani na moment o tym zapomnieć.

(…) ale jeden wieczór cię nie zbawi, a Lucio na pewno, [przecinek zbędny] to doceni.

Był przywódcą i powinien wszystkich traktować równo, ale jednak na jej wybryki zawsze przymykał oczy. – Oko. Frazeologizm brzmi: przymykać na coś oko.

(…) a w pewnym momencie, [przecinek zbędny] ona chyba zaczęła to wykorzystywać. – „Chyba” zdecydowanie zbędne. Gdyby Camilla zastanawiała się nad tym dłużej, może doceniłabym jej tok rozumowania, ale doszła do takich wniosków bez niczego, tak po prostu. Jeb. Spadło na nią oświecenie. Nie pierwszy raz na pewno od co najmniej stu lat Lucio, Paweł i Anton dawali jej do zrozumienia, że jest nieodpowiedzialna, porywcza, bezczelna. Zakładam, że miała na swoją nieodpowiedzialność pewnie setki dowodów, zanim ją poznaliśmy, bo w takim świetle ją przedstawiłaś – wnioskuję po jej zachowaniu – a teraz zrobiła jedną zadymę z Nikolajem, która, biorąc pod uwagę, że walczyły wampiry, wcale nie zrobiła na mnie wrażenia… i już! Wystarczyło, by głupia bohaterka nagle poszła po rozum do głowy.

Należała mu się choć odrobina wdzięczności, tylko dlaczego dotarło do niej to dopiero po tylu latach? To tak nie działa. Bohaterowie muszą się rozwijać, jasne, ale nie bez powodu, bez sceny, która pokazuje, jak zmienia się ich tok rozumowania, powoli zmienia się zachowanie. U ciebie zabawił się znowu narrator; jedno pstryknięcie palca, kilka akapitów i od razu następuje szybka zmiana w zachowaniu Camilli o 180 stopni. Nie. Po to masz tekst, by na jego przestrzeni czytelnik po zachowaniu bohatera dojrzał tę zmianę SAM. Ty powinnaś napisać tyle, że Camilla zamyśliła się i w końcu przytaknęła, wzdychając. Ja wywnioskowałabym, że podjęła trudną, ale dobrą decyzję i doceniłabym tę małą zmianę. Pomyślałabym: wow, chociaż raz poszła na ugodę, ten Paweł to ma jednak na nią dobry wpływ, ciekawe, czy rozwinie się dalej, czy raczej dalej będzie taka sama… A ty nie dałaś mi możliwości, powodu, bym zastanawiała się nad twoją postacią, chciała ją dalej poznawać, bo spłyciłaś jej przemianę, okroiłaś do kilku przejmujących zdań. Ale to wciąż tylko sucha gadka narratora, a ja nadal nie mam z czego wnioskować. Problem ekspozycji jest u ciebie naprawdę bardzo duży i psuje ci tekst, odbiera zabawę z czytania.  


ROZDZIAŁ JEDENASTY
Perspektywa Nikolaja. Trochę smutno, bo jakby tak policzyć, to tylko trzy z jedenastu rozdziałów nie kręcą się wokół ewenementu Camilli, która jest najmniej udaną bohaterką twojej historii.

Nikolaj miał wyrzuty sumienia, że tak poturbował blondynkę. (…) Na samo wspomnienie tamtej nocy, [przecinek zbędny] zaciskał ze złością szczęki. Doskonale pamiętał, co mu towarzyszyło, gdy obejmował palcami szyję blondynki – euforyczna, wręcz szaleńcza radość, silne pobudzenie i to przekonanie, że powinien wgryźć się w jej gardło. – Ekspozycja goni ekspozycję. Ani wtedy nie widziałam w nim tej żądzy mordu, ani teraz nie wierzę w jego wyrzuty sumienia, bo nie pokazujesz ich, nie pozwalasz mi ich zobaczyć, tylko je sucho opisujesz.

Chyba, że postanowiła przeciwstawić się rozkazom (…). – Przy połączeniu „chyba że” następuje cofanie przecinka, który stawia się przed całą frazą, a nie przed „że”.

Potrząsnął głową [przecinek] odpychając od siebie tą myśl. – Tę myśl.

Lucio cały czas ją obserwował – jej zachowanie, rozwijającą się moc i w pewnym momencie zaczął podejrzewać, że Cama mogła okazać się jedną z trzech kobiet, które zostały stworzone, aby pokonać Lilith. – Przecież Cama była przemieniona przez Lucia, chroniona przez niego. Praktycznie przez niego stworzona. A więc jak to „podejrzewał”? Powinien to wiedzieć! I dlaczego, skoro teraz fragment jest o Nikolaju i jego przemyśleniach (ough…), narrator wchodzi do umysłu Lucia i przedstawia jego poglądy?  

Tylko z drugiej strony nasuwało się pytanie, czy ktoś tak narwany, [przecinek zbędny] będzie w stanie przeciwstawić się takiemu złu?

Oddech jej przyśpieszył, zresztą tak samo jak serce, które tłukło się o żebra. – Camilla jest wampirzycą, zakładam więc, że jej serce nie bije, a nawet jeśli bije, to „tłuczenie się o żebra” jest oczywiście niedosłowne, ale obrazuje poważny atak paniki. Stresujesz się tak bardzo, że masz wrażenie, że serce obija się o klatkę piersiową i wyskakuje gardłem naraz... A ty wykorzystałaś to dość silne określenie, aby pokazać, że Camilla nie lubi Nikolaja i lekko się rozdrażniła, gdy dowiedziała się, że Lucio pożyczył mu jej ulubiony samochód. No ale dobra, załóżmy, że Camilla jest histeryczką z jednak bijącym sercem. Generalnie stan paniki i stresu jest wywołany przez związki chemiczne wydzielane przez przysadkę mózgową, tak zwany gadzi móżdżek. Te związki są rozprowadzone po orgazmie za pomocą krwi. Krew i jej krążenie to u wampira problematyczna kwestia, jako że wampiry przyswajają krew oralnie. Co dalej się z nią dzieje? Krew wnika w ścianę żołądka i przechodzi do normalnego krwiobiegu? Prędzej uwierzę, że wampiry istnieją naprawdę. A jeżeli krwi nie ma w krwiobiegu, to co ma rozprowadzać te związki? Idąc dalej tym tropem – bez krwi w krwiobiegu po co ma bić serce, które przecież pompuje tę krew? A jeżeli nie bije wcale, to jak ma się obijać o żebra? I tu wracamy do punktu wyjścia... 
Łatwiej byłoby uznać, że serce Camilli nie bije i pozbyć się tego wątpliwego zdania, prawda?

Zmierzali zapewne do baru, [przecinek zbędny] albo do jakiegoś klubu, aby bawić się w najlepsze.

Ale chodnikami przemykali również ci samotni, którzy pragnęli zamknąć się w swoich mieszkaniach przed całym światem. Uśmiechnął się z bólem na ten widok. Sam wszak przerobił te wszystkie etapy i w żadnym nie czuł się wystarczająco dobrze, zawsze mu czegoś brakowało. – Dlaczego Nikolaj rozczula się nad ludźmi? Rety, to jest wampir, tak? W A M P I R. U ciebie każdy z nich praktycznie niczym nie różni się od człowieka. Przestaję wierzyć w ich siłę, potęgę, te wszystkie różnice pomiędzy nimi a zwykłymi śmiertelnikami.

(…) tylko czekał [przecinek] aż wybuchnie.

Westchnął głośno, a fiołkowe spojrzenie jak na zawołanie, [przecinek zbędny] spoczęło na jego profilu.

– Co? – zapytała przez zaciśnięte zęby (…). – Kolejna ciekawostka. Zęby/szczęki zaciskają się w tym krótkim rozdziale aż sześciokrotnie. Palce/pięści – trzy razy.

(…) a reflektory zaparkowanego auta, [przecinek zbędny] zamrugały niemal zachęcająco.

Machnął ręką [przecinek] wskazując na nią i na siebie. – Jedno machnięcie, jedna ręka i wskazanie dwóch osób jednocześnie? No nie bardzo.

Pouczanie jej w kwestii zachowania, [przecinek zbędny] raczej nie wyszłoby na dobre ich relacji.

No ale, [przecinek zbędny] to ty mnie postrzeliłaś.

Na czole Nikolaja pojawiła się długa zmarszczka, [przecinek zbędny] świadcząca o konsternacji. Wyraźnie poczuł jej zdenerwowanie, co wydało mu się niezwykle interesujące. – Biedna, zdenerwowana zmarszczka.

I ładne opakowanie tego nie zmieni! – mówiła szybko ściszonym głosem (…). – tak ściszonym, że trzykrotnie w całej wypowiedzi wykorzystałaś wykrzyknik…

(…) a przygryzana dolna warga, [przecinek zbędny] tylko go w tym utwierdzała.

Rozglądała się dokoła, w ogóle nie patrząc, gdzie prowadzi ją szatyn, po prostu szła za nim. – Jakaś ona jest taka sucha. W samochodzie nawet nie zauważyła, że już zbliżają się na miejsce, teraz też niczego dookoła siebie nie ogarnia. Jak na twoją najlepszą wampirzycę jest beznadziejnie niezainteresowana. Dodatkowo nie szła za nim, lecz pod rękę, więc tuż obok niego.

Wydawało się, że Nikolaj złożył pocałunek na rankach, ale tak naprawdę, to przeciągnął koniuszkiem języka po skaleczeniach. – Hola! Laska denerwuje się, że omal nie schodzi na zawał przy Pawle. Przyjacielu, który ją przytula. A teraz Nikolaj, którego nie cierpi, całuje ją po łapskach, a ta nic? Gdzie się podział jej charakter? Zadzior, który pokazała, robiąc dramę w samochodzie, szepcząc wykrzyknikami?

Otworzyła usta, jakby chciała o coś zapytać, ale przeszkodziło jej w tym, [przecinek zbędny] pojawienie się Michałowskiego. – Tak. Bo komendant, na którego prychała w pierwszym rozdziale jest kimś, kto mógłby przeszkodzić wampirzycy… Brzmi przekonująco.

Szatyn przez pewien czas przyglądał się jak [przecinek] Camilla tańczy w objęciach Michałowskiego. – Takie tam z drugiego rozdziału:
Nienawiść, która cały czas była obecna w jej życiu, teraz wydawała się być bledsza, ale jednak nie zniknęła. – Szanować ludzi – skończyła za niego. – Szkoda tylko, że oni nie szanowali mnie. – Zapadło milczenie. Zawsze wyciągała ten sam argument. Miała rację, to ludzie ją skrzywdzili, tak samo jak wampiry i wilkołaki, ale to było sto lat temu. Choć trzeba było przyznać, że bardzo się zmieniła, przestała zabijać dla rozrywki, ale nienawiść pozostała.

(…) żeby obudził w sobie chęć, [przecinek zbędny] skręcenia karku komendantowi. – Jak na kogoś, kto nie cierpi Nikolaja i nie chce tu z nim wcale być, całkiem nieźle się bawi, starając się wywołać u niego zazdrość...

(…) zapytała [przecinek] mrużąc oczy.

(…) z każdym uderzeniem serca, [przecinek zbędny] ta woń stawała się silniejsza.

(…) też nie potrafił powiedzieć [przecinek] co się zbliża.

– Ta jego cholerna moralność – warknął szatyn i ruszył z powrotem w głąb sali. – Mowa o Nikolaju. Tym samym, który, jadąc samochodem, rozczulał się nad samotnym żywotem przypadkowych ludzi widzianych przez szybę...


Dopiero wtedy, [przecinek zbędny] trzy pary oczy [oczu] spoczęły na Natalii, która wyglądała [przecinek zbędny] jakby miała zemdleć.

Bez zbędnych wyrzutów sumienia, [przecinek zbędny] rzucił się na najbliższego wilkołaka i cisnął nim o ścianę. – Nie opisuj, czego bohater nie ma, o czym nie myśli, czego nie robi. Bo po co mi ta informacja? Gdyby miał wyrzuty sumienia, zakładam, że pojawiłby się jakiś ich efekt, prawda?
Ano nie, ponieważ u ciebie pojawianie się efektów i naturalne reakcje praktycznie nie występują, bo bawisz się w ekspozytorkę, pisząc bardziej nieemocjonujące wypracowanie szkolne niż opowiadanie.

– Muszę ją znaleźć – wydusił przez zaciśnięte zęby, cały czas próbując wychwycić, [przecinek zbędny] choć najlżejszy zapach kobiety. – Ale… Ale to jest Lucio! Lucio, z którym ma wyjątkową więź, o której tyle razy mnie poinformowałaś! Lucio, który jest przywódcą klanu, podejrzewam więc go o jakieś chociaż znikome umiejętności. Bo na razie to taka cipcia, która – jak wszyscy – mało robi, a tylko narrator zapewnia mnie o jej imponującej sile.

(…) ale teraz [przecinek] przyjacielu, to ty potrzebujesz pomocy.


Okej. To by było na tyle, jeżeli chodzi o głupotki z rozdziałów. Teraz czas na podsumowanie. Zacznę od bohaterów i, jak obiecałam, zajrzę przy okazji do zakładki o nich.

Tak jak podejrzewałam – niestety twoje postaci ta zakładka tworzy bardziej niż opowiadanie. Smutne, ale prawdziwe. Przede wszystkim tam, lecz również w rozdziałach, nie oszczędziłaś gifów, od razu rozleniwiając moją wyobraźnię. Dla ciebie mega ułatwienie, leniuszku: całkiem fajnie, nie muszę się teraz wysilać, żeby opisywać wygląd moich postaci, czytelnik nie będzie tego potrzebował… To tak nie działa. (To nie znaczy, że każda postać musi być dokładnie opisana z wyglądu; nie, ale czasami lepiej dać czytelnikowi wolną rękę niż wszystko narzucać). A jeżeli już opisywałaś postaci w tekście, opis wydawał się mocno nieporadny – to najczęściej rozpiska cech charakteru i wyglądu wylanych ciągiem, na dodatek tak, że narrator przeważnie umiera z zachwytu, a ja się dziwię dlaczego. Zakładki te zaznaczają, że bohaterowie mają takie i takie charaktery, a bynajmniej jakąś jedną charakterystyczną cechę, która głównie ich buduje, więc czytając o nich tam, czytelnik automatycznie przerzuca sobie w głowie tamte dane na kukiełki z tekstu głównego.
Na dodatek narrator odbiera całą przyjemność wyobrażania sobie bohaterów i wyciągania wniosków z zachowania postaci; nie przemycasz informacji w tekście, nie sprzedajesz ich dyskretnie. Ty je rozdajesz za darmo, bez wysiłku i to hurtem. Postanowiłam więc darować sobie osobny podpunkt o ekspozycji – na podstawie przykładów z oceny powinnaś już sama dojść do wniosku, że kilka rzeczy mocno popsułaś akapitami tłumaczącymi jak krowie na rowie, o czym jest twoje opowiadanie i jakich masz bohaterów. Tak bardzo wkręciłaś się w eksponowanie wszystkiego, że często miałam wrażenie, iż zapomniałaś, że pisanie to nie tylko kreowanie rzeczywistości. To też ożywienie postaci, które poruszają się w danym tle i integrują się z całym planem – to ty jako autorka jesteś boginią, poruszasz tymi kukiełkami i starasz się, by żyły w tekście. Nie sprawdziłaś się jako bogini, przykro mi. U ciebie tej integracji brakło, a nawet jeśli następowały sceny, to mieszałaś je z ekspozycją chociażby krótkozdaniową, sucho opisującą emocjonalność bohaterów. Właziłam im do głowy i poznawałam większość tajemnic, które powinnam okrywać z biegiem czasu trwania fabuły.
Poza tym miałam wrażenie, że chyba doszłaś do wniosku, że to, co mówili twoi bohaterowie, i to, jak się zachowywali, mogło pozostać randomowe według twojego widzimisię; nie musiało mieć przecież znaczenia, bo najważniejsze dla ciebie było to, co wynikało z opisów narratora. Reszta mogła, ale nie musiała się pokryć – często zapominałaś o faktach, o których wspominałaś wcześniej, nie byłaś konsekwentna. Doszłam nawet do wniosku, że stworzyłaś sobie swoje uniwersum, a potem kilka razy je olałaś i nie trzymałaś się własnego… kanonu. Niezgodność z kanonem, który się stworzyło? Brzmi jak niezła parodia, prawda? No ale to nie wszystko.
Jeżeli chodzi o fabułę, to nie mogę krytykować pomysłu. Do tej pory zainteresowały mnie: wątek eksperymentów na Amelii, wątek Lilith szukającej naczynia, wątek znikających młodych wilkołaków i wątek Marty. Jak widzisz, Camillę i wszystko, co ją otacza, najchętniej wyrzuciłabym do kosza (a jest to aż osiem z jedenastu rozdziałów!). Dlaczego? Ponieważ to ona jako bohaterka była uczestnikiem wszystkich scen, w których wykrywałam niekonsekwencję, niedopracowanie, marnowanie wampirzego potencjału. Dodatkowo to ją eksponowałaś najmocniej, idealizując ją w narracji i tam też ją wybielając, a tak naprawdę bohaterka to kretynka. Dodatkowo część scen z Camillą nie wniosła zbyt wielu odkrywczych informacji – jakbyś pisała dla rozrywki, pokazywała sceny, za które sądzisz, że czytelnicy ją polubią (ogrywanie durnej pokazówki na komendzie, wparowanie do gabinetu Lucia, odcinanie penisów, „wielka walka” z Nikolajem, przesadzona operacja, wydramatyzowane do przesady przeżywanie głupiego balu). Camilla zajęła się wszystkim poza tym, by pokazać, że jest wartościowa i do czegokolwiek się w ogóle nadaje, ale o tym już było, a jeszcze wrócę do tego za moment. Najpierw słówko o streszczeniach.
Streszczenia nie mają prawa bytu w tekście. Jasne, że kilka informacji narrator może przemycić dyskretnie, na przykład w dialogu, kiedy dwie postacie coś sobie opowiadają. Ale narrator opisujący to, co wydarzyło się między jedną notką a drugą – nie zapominając, że wydarzenia te były WAŻNE FABULARNIE – to marnowanie potencjału własnej historii. Często zastanawiałam się, dlaczego trwonisz wenę twórczą na opisy mniej ważnych scen (chociażby te z Pawłem), a ważne, które napędziłyby ci akcję – omijasz.
Miałam też wrażenie, że pomijasz sceny brutalne (poza sceną odcięcia penisa i sceną walki, w której Camilla złamała kilka kości) i te ukazujące prawdziwy wampiryzm (chociażby pożywianie się, sen w trumnie, o którym wspominał Anton – dzięki nim poznalibyśmy tę rasę), a skupiasz się na typowo ludzkich zachowaniach, takich jak pomysł z pójściem do własnego pokoju i przynudzanie w nim czy rozmowy o Lilith, przed którą wszyscy trzęsą tyłkami, a nikt nic nie robi, aby zacząć w końcu ten przegadany wątek. Do kompletnej katastrofy brakowało tylko romansu. Swoją drogą cieszyłam się, że Nikolaj wtedy przeszkodził Camilli w zamiarze zamknięcia się u siebie, bo inaczej mogłabym dostać scenę, w której nic się nie dzieje, a bohaterka zajęta jest myśleniem. A raczej narrator zajęty byłby streszczaniem jej myśli. Opisywanie odczuć i myśli bohaterów wyszło pod tym względem nienaturalnie i na siłę, jakby specjalnie pod czytelnika. To się czuje.


BOHATEROWIE
NARRATOR
Przez jakieś +/- siedemdziesiąt pięć procent tekstu miałam wrażenie, że to on jest główniakiem, który opisuje i streszcza mi historię jakichś tam swoich znajomków, których poznał tak dokładnie, że wiedział nawet, o czym kiedy myśleli. Gdybyś czytała opowiadanie na głos, czy nie miałabyś przypadkiem wrażenia, że słyszysz przynudzającego lektora? I to takiego, który łopatologicznie opowiada i spłyca historię, bojąc się, że czytelnicy nie poradzą sobie sami. Do przemyślenia.

CAMILLA – Twoja największa zmora.


Wiem, co chciałaś przekazać i jak ją wykreować, bo jej opis pojawia się na podstronie o bohaterach, ale w tekście nie wyszło. Mam aż dziesięć argumentów przemawiających za tym, że wyszła ci Maryśka Zuzanna:
  1. mrok i wyalienowanie jako objaw buntu;
  2. poczucie niezrozumienia;
  3. tragiczna przeszłość, której konsekwencje rzadko widać w tekście;
  4. nieporadność wynikająca ze scen, w których Camilla bierze udział;
  5. tępota umysłowa albo żałosny humor wynikające z dialogów;
  6. wspaniałość, siła, moc zaklinane tylko narracją, bez dowodów w postaci scen;
  7. blizna, która czyni bohaterkę wyjątkową i przypomina o jej tragicznej przeszłości (patrz: punkt 3);
  8. siła Camilli ukazana tylko w gębie;
  9. absolutna niekonsekwencja kreacji (cechy bohaterki na przestrzeni rozdziałów zanikają jak polski przemysł);
  10. kilkukrotne wspomnienie, że bohaterka ma serce, szuka akceptacji, ale generalnie jest suką do potęgi i nikt nie powinien jej lubić, jednak jej tragiczna przeszłość sprawia, że wszyscy się nad nią litują i idą jej na rękę. Nie ważne, co by zrobiła, będzie jej wybaczone, a za atak na stwórcę swojego szefa dostaje karę w formie… pójścia z nim na bal.
OBOWIĄZKOWO odsyłam cię do artykułu: KLIK. Na moje oko pomieszałaś Mary Sue klasyczną z mroczną i wyszło jak wyszło. W tej kwestii nie mam już niczego do dodania, bo dość mocno nakreśliłam ten problem w tekście.


LUCIO i NIKOLAJ – o nich wspólnie. Dwóch kolesi przepotężnych, których potęgi nie widać wcale, bo – znów – zapewnia mnie o niej tylko narrator. Nie wiadomo dlaczego, ale litują się i nad Camillą, i nad ludźmi, a ich wampiryzm jest tak wątpliwy, że już bardziej być nie może.
Tutaj bardziej niż o nich chciałabym porozmawiać o wampiryzmie twojego tekstu. Wielokrotnie wspominałam już, że te twoje wampiry to tacy zwykli ludzie, tylko trochę bardziej szybcy, czasem im się zmysły wyostrzają i… to by było na tyle. Dlaczego do tego doprowadziłaś? Czy o tych wspaniałych istotach nocy nie pisze się właśnie po to, by pokazać różnicę między nimi a ludźmi? Wykorzystać potencjał płynący z bycia wampirem? Tej różnicy u ciebie nie ma, co czyni twoją historię parodią.


Podobna sprawa tyczy się wilkołaka Pawła (wciąż mnie bawi to imię, serio). To trochę taki Jacob ze Zmierzchu – koleś jest oszałamiająco seksownym, postawnym przyjacielem głównej bohaterki. Ma poczucie humoru, ale wcale nie zachowuje się jak wilkołak, a jego zmysły działają z opóźnieniem. I też mi się wydaje jakiś taki nieporadny; żadną sceną nie pokazałaś jego potencjału, gość tylko prężył mięśnie na klacie i żartował o seksie.
Na dodatek gdybym dostała randomowe wycinki z dialogów nieokraszone dopiskiem, kto co powiedział, to nigdy w życiu nie odróżniłabym Lucia od Nikolaja, a i Paweł, gdyby zachował powagę, też dołączyłby do tego niezajmującego grona. Stylizacja bohaterów była na naprawdę niskim poziomie – nikt nie był wystarczająco charakterystyczny, no może poza Camillą, ale ona jest po prostu pyskata i używa wielu wykrzykników, więc nie trudno o rozpoznanie. Natomiast w scenie, w której zachowywała powagę czy zimną krew, nagle przestawała być taka charakterystyczna.

MARTA – to w niej tak naprawdę pokładam największe nadzieje. I wcale nie dlatego, że jest podobno tą, która ma zniszczyć Lilith. Marty nie opisała ekspozycja, a jeżeli już, to tam skupiłaś się na relacji z Mateuszem, ale nie na samej bohaterce. Pokazałaś czynami jej emocje. Krótko, ale wystarczyło, bym utożsamiła się z nią, zrozumiała pobudki jej myślenia i polubiła ją.
Jej opis na podstronie też nie zdradza niczego konkretnego, co zepsułoby wrażenie. Pokazujesz tam czyny, z których można wnioskować, a – przykładowo – u Amelii już silisz się na wnikanie w psychikę, określając ją jako bohaterkę zagubioną, przerażoną, racjonalną... No wiesz. Jak to nie są cechy i nędzna ekspozycja, to mnie zakołkuj.

AMELIA – w pierwszym rozdziale pokazywałaś, jaką jest bohaterką. W drugim o niej, czyli dziewiątym, była już okropnie papierowa, a co za tym idzie – przenudna. Nie reagowała na nic, zabawę miał tylko narrator. Widzisz więc, że problem nie leży w samych kreacjach postaci, ale w błędnym przekonaniu o tym, że narrator może opisać dosłownie wszystko i będzie to skutkowało wspaniałym opowiadaniem. Nie. Amelia to tylko kolejna kukiełka. Miała potencjał w scenie porwania, ale generalnie potem stała się bardziej martwa niż wszystkie twoje wampiry razem wzięte.

W ogóle, podsumowując temat bohaterów, zauważyłam jeszcze jedną rzecz. Zwykle nadajesz każdemu z nich tylko jedną cechę i wyłącznie jej się trzymasz. To okropne banalizowanie, które sprawdza się jako-tako w bardzo krótkich tekstach, ale nie w dłuższej historii, kiedy bohater rozwija się na przestrzeni tekstu – a przynajmniej powinien. Zadaniem postaci jest zainteresować sobą czytelnika, aby ten został na dłużej. Nie zrobią tego fajnie dobrane do rozdziału gify, nie zrobi tego narrator, nie zrobi tego też jednocechowość, której trzymałaś się jak pijany płotu. Zobacz, każdej twojej postaci mogę bez problemu przyporządkować jedno określenie, które opisze od razu cały charakter:
  • Camilla – zbuntowana Merysujka;
  • Lucio – dobry tatuś;
  • Nikolaj – cwany dżentelmen;
  • Anton – starszy brat;
  • Paweł – dobry kumpel;
  • Amelia – ofiara losu (dosłownie).

Z Martą miałam problem. Nie wiedziałam, co miałabym o niej napisać, ale nie jestem pewna, czy to dlatego, że tak mało tekstu o niej nadziergałaś, czy dlatego, że wydała mi się trochę bardziej złożona. Ale powracając do jednocechowości – właśnie tak odbiera się twoich bohaterów. Płytko, co nie? Brak złożonej psychiki sprawia, że postępują oni według jednego utartego schematu, każdy wedle tej jedynej cechy, która nim steruje. To nie jest dobre z dwóch powodów: po pierwsze, zachowanie takich postaci jest mocno przewidywalne, a co za tym idzie – nudne. Po drugie, odbierasz im szansę na rozwój w tekście, ponieważ rozwój wynika z nieco szerszego rozumowania i pojmowania rzeczywistości. Twoje postaci to konie z klapkami przy oczach; bez kompletniejszego pomyślunku biegną tylko w jedną stronę – byle do końca opcia.
Zauważ też, że w zakładce „o blogu” zapowiadałaś historię trzech bohaterek, a osiem z jedenastu rozdziałów dotyczyło tematu Camilli – częściej bezpośrednio niż pośrednio – a więc większość bohaterów nie została przedstawiona z perspektywy „ja, mój, moje” (jestem samodzielnie myślącą jednostką ze swoimi sprawami na głowie), ale „mój stosunek do Camilli” (dziękuję, że jesteś, bo inaczej czym byłoby moje życie bez ciebie, o pani!). Zrobiłaś z niej nie tylko jedyną postać pierwszoplanową, ale w ogóle królową opcia sprawującą kontrolę nad trzema-czwartymi wszystkich postaci opowiadania.


TECHNIKA, STYL I CAŁA RESZTA
„Być” i „mieć”  – w pewnym momencie zaczęłam nucić Rysia Peję. O dużo za dużo; po jakimś czasie czasowniki te odmienione w każdej możliwej formie rozmnażały się jak króliki. Do tego dochodził z rozdziału na rozdział coraz słabszy styl tekstu i psująca wrażenie niepoprawność interpunkcyjna: jakbyś pisała coraz prostszym językiem, coraz mniej się starała i przestała sprawdzać notki przed publikacją. Chyba dopiero dziesiąta i jedenasta były na wyższym poziomie, aczkolwiek i tak kilka razy w trakcie przyswajania całego tekstu zastanawiałam się, gdzie podziała się osoba, która pisała tej wysokiej jakości prolog? Trochę mnie oszukałaś i rozczarowałaś, bo zawsze lepiej, by tendencja była rosnąca. A ty zaczęłaś od grubej petardy, która uruchomiła alarmy samochodowe i obudziła pół dzielnicy, a teraz raz na jakiś czas odpalasz jakiś smutny zimny ogień.
Jeżeli mowa o stylu, to ciężko nie wspomnieć o opisach – o ile ich jakość czasem budziła wątpliwości, o tyle ilość była bardzo dobrze wyważona. Mogłam bez problemu wyobrazić sobie przestrzeń, w której poruszają się bohaterowie. Pomijając wspomniane już opisy wyglądu, reszta wyszła naprawdę fajnie, docierała do mojej wyobraźni i poruszała ją. Jasne, że były momenty, kiedy jakieś zdanie gdzieś zaskrzypiało, ale nie było tego wybitnie dużo. Radziłaś sobie.


POZNAŃ
O ile nie narzekam na brak opisów pomieszczeń, w których znajdują się bohaterowie, to jedno nie daje mi spokoju. Od początku przypuszczałam, że umiejscowiłaś bohaterów w Poznaniu, bo znasz to miasto, mieszkasz w nim i łatwiej ci je będzie opisywać, łatwiej będzie ci je przedstawić czytelnikowi. Mhm, jasne. Srały muchy, będzie wiosna. Skończyłam czytać i dalej nie mam bladego pojęcia, dlaczego wybrałaś to miasto. Ani razu nie opisałaś chociaż jednej ulicy, parku, kościoła (to byłby całkiem dobry motyw, w końcu masz historię o wampirach, a jakby nie było Polska jest państwem mocno wyznaniowym i stosunek wampirów do wiary i ludzi wierzących do wampirów powinien zostać ukazany w tekście, no ale najwyraźniej miałaś inne priorytety, cóż…). Odebrałaś zabawę przy czytaniu mieszkańcom Poznania, którzy mogliby odnaleźć w tekście więcej smaczków, natomiast ci, którzy nigdy tam nie byli, mieliby szansę poznać Poznań lepiej. Nie wspomniałaś o charakterze miasta, o jego walorach, o najbardziej znanych i kojarzonych miejscach, aby czytelnik mógł się wczuć. Wiedzieć, po co znajduje się z bohaterami tam, a nie, na przykład, w Katowicach. Bo jaka byłaby różnica? Żadna, tylko Anton raz nie mógłby wyśmiać Camilli, że wygląda jak worek po pyrach. No to powiedziałby „kartofle”, i co?
Wampiry podobno przybyły do Polski z Włoch. Napisałaś, że na ulicach Poznania czasem jest dużo osób nocą, gdy idzie się do klubu. No ale przecież we Włoszech też są miejsca wybitnie imprezowe, taki Mediolan chociażby. Też mógłby tam być jakiś klub Immortals. Więc po co Polska?  Nie wiem, masz jakiegoś kolegę Pawła, któremu obiecałaś udział w tej historii? Paweł nie chciał do Mediolanu, to Mediolan przyjechał do niego. I został Poznań. Miasto na ćwierć gwizdka – byle jakie, ale byle było.


NA SAM KONIEC
Przy twoim opowiadaniu bardzo przyjemnie spędziłam czas, ale była to forma niezłej, niepoważnej zabawy. Takie niezobowiązujące opko akurat do analizy i złapania się za głowę. Kiedy ty starałaś się stworzyć przejmującą scenę, ja chichrałam się pod nosem z niekonsekwencji i wielu głupotek. Bawiły mnie twoje wampiry, twoje spojrzenie na nie. Bawiła mnie Camilla, choć to kwestia akurat mieszana – babeczka równie często sprawiała, że nóż otwierał mi się w kieszeni.
Absolutnie nie mogę powiedzieć, że radzisz sobie z pisaniem. Musisz bardzo dużo pracy włożyć w to, by odzwyczaić się od eksponowania, a na początku może wydawać się to bardzo trudne. Należy ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz – ćwiczyć. Pamiętaj, by patrzeć na literaturę okiem widza, osoby trzeciej. Nie wejdę ci do głowy i nie wyciągnę z niej informacji, których nie umieścisz w tekście, ale jeżeli wciśniesz je na siłę, bez pomyślunku, najprościej (ekspozycją) z pomocą narratora, to będę się nudzić. Nie wiem, czy gorsze są niedopowiedzenia, czy przegadanie wszystkiego, ale u ciebie świat został – wedle pierwszej uwagi – niedopowiedziany (nic praktycznie nie wiem o wampirach, mimo że wylałaś je ekspozycją; jedenaście notek, a ja nadal nie wiem, jakimi prawami rządzi się twoje uniwersum), a postacie – przegadane, bo zajrzałam do ich wnętrz, chociaż wcale o to nie prosiłam. Mimo wszystko najważniejsze były dla mnie gatunek i fabuła – doszłam do smutnego wniosku, że najgorsze w tym wszystkim było rozczarowanie: czytać opowiadanie o wampirach bez wampirów.
Na dzień dzisiejszy – słaby.
Liczę, że mi wybaczysz tę pretensjonalność i ton oceny. Podchodziłam do opowiadania naprawdę mega pozytywnie nastawiona, ale z czasem nie potrafiłam i nie chciałam już udawać, że moja irytacja nie osiągnęła pewnego pułapu. Mam nadzieję, że to, co tu napisałam, przyda ci się w dalszej pracy nad tekstem. Pozdrawiam serdecznie.




Tak, wiem, że dużo Alexandra w gifach. Mimo że jestem tru fanką Stephana, to jednak Eric ze swoim poczuciem humoru bardziej pasował mi do klimatu ocenki. Podziękowania za betę dla: For, Fen i Ele <3
Artykuł o Merysujkach należy do Nearyh z NO. Lepiej bym tego nie ubrała w słowa :)

9 komentarzy

  1. Przede wszystkim, to dziękuję za ocenę. Z wieloma rzeczami, które w niej zamieściłaś zgadam się, ale są również takie, z którymi absolutnie nie.
    Odnośnie błędów, interpunkcji, powtórzeń, gubienia podmiotu i mieszania czasu. Mam świadomość, że przecinków jest albo za dużo albo za mało. I nie ma znaczenia, jak długo i jak zawzięcie uczyłabym się kiedy je stawiać, a kiedy nie. Od zawsze miałam z tym problemy i chyba tak już zostanie, choć staram się je ogarnąć. Wiem, że czasami gubię podmiot i mieszam czas, nie zawsze jednak udaje mi się to wyłapać. Zazwyczaj jest tak, że zauważam to, jak ktoś mi wskaże, albo wrócę do tekstu po dłuższym czasie. I to przeklęte „być”... Też go nie widzę. Dopiero w ocenie zwróciłam uwagę, jak jest go cholernie dużo.
    Odnośnie tego, że do piątego rozdziału nie jest najgorzej z poprawnością. Jest to za sprawą bety. I chyba teraz wszystko jasne, skąd ta zmiana. :) Reszta nie została zwyczajnie jeszcze sprawdzona.
    Nie będę się rozwodzić nad kwestiami zrozumienia co, po co i dlaczego, bo jakby nie było, ja wiem co jest dalej i sama sobie „dopowiadam”, przez co dla mnie coś jest oczywiste, a dla czytelnika niekoniecznie. Jednak jeśli nikt mi nie „zgłosił”, że coś nie gra, to zwyczajnie o tym nie wiedziałam. Obiecuję, że się do tego bardziej przyłożę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i moje wampiry... Tak, mają kły ciągle na wierzchu, tak jak np. w Underworld. I nie są martwi. Mają puls, serca im biją, a krew krąży w żyłach. Wszystko odczuwają intensywniej, zarówno fizycznie, psychicznie i duchowo. Są gwałtowni, do wielu spraw podchodzą zbyt emocjonalnie, zwłaszcza młode wampiry. Z wiekiem uczą się nad sobą panować.
      Podobnie sprawa wygląda z ich zdolnościami. Zmysły mają wyostrzone, ale potrafią je tłumić, albo całkowicie blokować. Czym wampir starszy, tym lepiej radzi sobie ze swoimi umiejętnościami, a dodatkowo nie wszyscy mają je jednakowe.
      Żeby przeżyć muszą pożywiać się ludzką krwią – wyczuwają ją bez problemów nawet z dużych odległości, gdy np. ktoś jest ranny. Poza tym wampiry potrafią stwierdzić, co „siedzi” w danej krwi. Czy właściciel jest szczęśliwy, załamany, przerażony.
      Ale nie wyczuwają krwi innych wampirów, jedynie moc danego wampira, jeśli on ową już posiada.
      Dokładne wyjaśnienie tego mam zaplanowane na rozdział dwunasty. Cóż, może za późno.

      „Gwałty i morderstwa są be, ale pożywianie się na niewinnych dziewczynach w klubie całkiem okej? ” – tu tak naprawdę nie wiem, co ci nie pasuje. Cama jest wampirem, wypicie czystej krwi, to tak jak dla człowieka zjedzenie kanapki ze świeżymi produktami.
      Moje wampiry pożywiając się nie zabijają, biorą tylko tyle krwi, aby żywiciel mógł normalnie funkcjonować, a toksyna zawarta w ślinie wampira, powoduje wymazanie całego zdarzenia z pamięci (to też ma być później).

      Czepiasz się, że w Polsce nie mogą żyć wampiry. Ja się pytam dlaczego? Odniosłam wrażenie, że zwyczajnie uznajesz, iż Polska jest bleee i tyle. To jest opowiadanie fantasy i na dobrą sprawę, co mnie obchodzi, że mamy beznadziejną politykę i rządzą księża? Poza tym ludzie nie wiedzą o istnieniu wampirów. Istnieje tylko małe grono, które zna prawdę.

      Ty Came odebrałaś jako zwykłą idiotkę. Okej, masz do tego prawo. Całe jej zachowanie, rozstrojenie, popadanie w skrajne nastroje, zagubienie, obawy, potrzeba akceptacji – wymieszane wszystko razem, robią z niej wariatkę, nie przeczę. Jest pełna sprzeczności i często mimo tego, że z chęcią np. by kogoś zabiła, zwyczajnie tego nie robi, bo ma świadomość konsekwencji z tym związanych.
      Ja już wiem dlaczego taka jest, a czytelnik jeszcze nie. Może to właśnie przez to tak wychodzi. To samo tyczy się relacji jej i Nikolaja. Dlaczego ona tak na niego reaguje, a nie inaczej, tkwi wewnątrz niej.

      „Co prawda istniała możliwość, że wampir mógł odczuwać czyjeś uczucia, ale tylko należące do jego partnera. – Rozdział trzeci: Cama wyczuła zmianę jego nastawienia do niej, wiedziała, że jest znacznie starszy i silniejszy od Antona, a nawet od Lucia.” – a dlaczego jedno wyklucza drugie? To nie było pogubienie się, ani przypadek.

      Nie mieszkam w Poznaniu, znam go średnio, a dlaczego wybrałam akurat to miasto? Sama nie wiem. Nie mam na to wytłumaczenia.

      Fakt, było dużo o Camilli i przez to się wydaje, że ona jest jedyną główną bohaterką, ale za chwilę ona przycichnie, a na pierwszy plan wyjdzie Marta i Amelia, więc powinno się wyważyć.

      Usuń
    2. Zapewne tak jak ty męczyłaś się przy czytaniu mojego opowiadania, tak ja w pewnym momencie zaczęłam się męczyć przy czytaniu oceny. :/ I nie chodzi mi o wytykanie błędów, ekspozycji czy czegokolwiek w tym stylu. Ani nic w stylu ty mnie skrytykowałaś, to teraz moja kolej. Tylko o to, że brałaś fakty nie wiem skąd. Może zwyczajnie tak cię nudziło, że chciałaś przebrnąć i mieć ocenę z głowy.
      Konkretnie chodzi mi o to, że:

      Cama nie była blisko terenów wilkołaków, tylko na tym, należącym do klanu. A i bliznę miała na szyi, a Lucio pogładził ją po policzku.

      Przyjęłaś, że to Lucio przemienił Camę, ale on tego nie zrobił. Znalazł ją umierającą i uratował, a ona już wtedy była wampirem. Stąd też Luci nie miał pewności ile ona jest lat po przemianie, bo nie wiedział, jak długo była wampirem, gdy się poznali.

      Podczas walki, to Cama zadrapała Nikolaja w szyję, nie na odwrót.

      Bal nie organizowały wampiry. Lucio dostał zaproszenia od Michałowskiego.

      Cama nigdy nie walczyła razem z Pawłem. A swoją drogą, skoro on pochodzi z Polski (nigdzie nie było wzmianki, że skądś przylazł), to jak miałam mu dać na imię? Enrique? Paweł, to normalne, polskie imię.

      Lekarka, która eksperymentowała na Amelii, to człowiek, nigdzie nie wspominałam, że jest wampirem. Zwyczajnie szybko biega.

      I ostatnie, gdzie stwierdziłaś, że Lucio miał taką więź z Camą, a jej nie mógł wyczuć. On się nie martwił o nią, tylko o Natalię – swoją partnerkę. Camilla, że tak powiem, spadła z piedestału.

      Jeszcze raz dziękuję za ocenę. Na pewno będę zwracała większą uwagę na to, co i w jaki sposób piszę. Może i uda mi się zaprzyjaźnić z przecinkami. :) Nie uważam się za kogoś wybitnego w „tworzeniu”, więc w sumie nie jestem zaskoczona oceną, bo spodziewałam się, że będzie kiepsko, ale lubię to robić. Tak zwyczajnie, dla siebie, a jeśli komuś się jednak podoba co tam nabazgrolę, to już w ogóle fajnie. ^^ Pozdrawiam!

      Usuń
    3. 01. "No i moje wampiry... (...) Dokładne wyjaśnienie tego mam zaplanowane na rozdział dwunasty". – W takim razie musisz to zawrzeć w tekście, bo czytelnik sam się nie domyśli, jakie one są. Ale pokazać, nie eksponować. I zawarcie tych informacji w rozdziale 12 jest okropnym pomysłem, ponieważ czytelnik powinien domyślać się sam, jak wampiry działają, gdy używają swoich mocy, gdy uczestniczy w ich scenach – jak reagują, jak wykorzystują zmysły, jak działają ich kły... Powinnam to zaobserwować, a nie miałam z czego wnioskować, bo raz mi się wydawało, że kły mają, innym razem zaciskały zęby/szczęki – bez wyróżnienia kłów, widzisz, zakładałam więc, że kły im się chowają. To była moja pierwsza myśl. Może wyssana z palca, ale pozwoliłam sobie na nią, bo wiele elementów dodawałam sobie w głowie, nie mając na czym bazować. Czytelnik tak działa, gdy brak informacji, dopowiada sobie, a potem ewentualnie sprawdza z biegiem fabuły, czy jego przypuszczenia pokryły się z danymi z rozdziałów.
      Informacje o wampirach muszą wypływać z każdą sceną, w których uczestniczą. 12 rozdział na rozwianie wątpliwości to okropny pomysł, bo zakładam, że skoro wyjaśnisz to wszystko w jednym rozdziale, to znów wykorzystasz ekspozycję.

      02. "Moje wampiry pożywiając się nie zabijają, biorą tylko tyle krwi, aby żywiciel mógł normalnie funkcjonować, a toksyna zawarta w ślinie wampira, powoduje wymazanie całego zdarzenia z pamięci (to też ma być później)". – Tego nie ma w tekście, a jeżeli będzie, to pojawi się za późno.

      03. "To jest opowiadanie fantasy i na dobrą sprawę, co mnie obchodzi, że mamy beznadziejną politykę i rządzą księża?" – Fantasy nie usprawiedliwia słabego researchu. Polska byłaby genialnym pomysłem, gdybyś wykorzystała POLSKĘ, jej obyczajowość, kulturę, to, co ją charakteryzuje. Ty pominęłaś tę kwestię. Polska mogłaby być byle jakim innym krajem. W twoim teście to i tak bez różnicy.

      04. "Ja już wiem dlaczego taka jest, a czytelnik jeszcze nie". – Ale czytelnik przez osiem notek dostaje sprzeczne informacje. Widzisz, po tylu rozdziałach mnie już nie będzie interesować, dlaczego Camilla jest taka a nie inna, bo gdybym nie oceniała, a wpadła przez przypadek, zainteresowana np. podstroną "o blogu", po piątym czy szóstym rozdziale rzuciłabym opowiadanie w cholerę. Przez Camę. Da się pokazywać bohaterki trudne, ale trzeba to robić z zamysłem, subtelnie, a nie chaotycznie, ekspozycją. W kolejnych zdaniach zmieniając fakty, które padły kilka zdań temu.I nadal twierdzę, że tobie wyszła okropna Mary Sue, a o Mary Sue naprawdę ciężko czytać.

      Usuń

    4. 05. "„Co prawda istniała możliwość, że wampir mógł odczuwać czyjeś uczucia, ale tylko należące do jego partnera. – Rozdział trzeci: Cama wyczuła zmianę jego nastawienia do niej, wiedziała, że jest znacznie starszy i silniejszy od Antona, a nawet od Lucia.” – Piszesz, że wampir może odczuwać tylko uczucia należące do jego partnera, a wcześniej dajesz dowód na to, że Cama wyczuwa uczucia Nikolaja... Z tego co ja wiem, to oni chyba nie byli partnerami?

      06. "Cama nie była blisko terenów wilkołaków, tylko na tym, należącym do klanu. A i bliznę miała na szyi, a Lucio pogładził ją po policzku". – To prawdopodobnie moja nieuwaga, ale jakoś wydało mi się to strasznie hmm... logiczne. Nie mam na to wytłumaczenia.

      07. "Bal nie organizowały wampiry. Lucio dostał zaproszenia od Michałowskiego". – W momencie, w którym zwróciłam na to uwagę, nie padła ta informacja. Dopiero później.

      08. "Lekarka, która eksperymentowała na Amelii, to człowiek, nigdzie nie wspominałam, że jest wampirem. Zwyczajnie szybko biega" – lol. To tak nie wyglądało. Amelia podobno była zdesperowana i nosiła ją adrenalina, a jakaś lekarka-spritnerka ją zatrzymała?

      09. "I ostatnie, gdzie stwierdziłaś, że Lucio miał taką więź z Camą, a jej nie mógł wyczuć. On się nie martwił o nią, tylko o Natalię – swoją partnerkę. Camilla, że tak powiem, spadła z piedestału". – No ale on jest jej stwórcą... To takie logiczne przecież. I pisałaś o ich silnej więzi, podkreślałaś to wielokrotnie, udowadniałaś sceną retrospekcji Lucia... Nie możesz wypierać się tego, co wisi w tekście.
      Chociaż teraz chyba kumam, o co ci chodzi. Wcześniej nie wiedziałam, co definiuje słowo "partner". Partner to nie jest współpracownik, osoba cholernie bliska, z którą ma się super-über-więź, tylko partner, nie wiem, seksualny? Tak? Bo widzisz, ja tego nie wiem. Nie wyczaruję sobie definicji partnera. Poza tym Lucio stworzył Camę. Logiczne dla mnie było, że to ma jakiś wpływ na ich wzajemne wyczuwanie się.


      Dzięki za komentarz! :) a pisz, pisz jak najwięcej! Tylko praktyka czyni mistrza.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Powtarzam – Lucio nie jest stwórcą Camy. A żeś się do tego przyczepiła! :)

      Co do samych partnerów, to chodzi o dusze i połączenie krwi. Coś, co jest z góry narzucone, niezależne od wolnej woli.
      No i też będzie tego wyjaśnienie, ale wszystko za bardzo rozwlekłam w czasie, jak widać.

      Usuń
    6. To skąd u mnie ta informacja... :/ teraz to zbiłaś mi ćwieka. Nie wiem, serio, ale miałam wrażenie, że przez cały tekst to wszystko się zazębia, ma sens, że tak po prostu jest i tyle. Wydawało się to tak logiczne, wrzucające się samo do głowy... I ta retrospekcja... Kurczę, aż zacznę przegrzebywać jeszcze raz twoje rozdziały. Głupio mi, jeśli się okaże, że wyciągnęłam tę informację z powietrza. Aczkolwiek wszystko na to wskazywało. Nawet nie wiem, co o tym sądzić.

      Usuń
    7. I to kolejna ocena, gdzie jej autorka opiera się na "wydawało mi się", "ja tak sądziłam".
      "Polska mogła być każdym innym krajem, bo w twoim opowiadaniu to bez znaczenia", a więc mogła być też Polską i nie ma w tym niczego złego, czyż nie?
      Znowu pojawiają się takie kwiatki, jak oczekiwanie, że autor od pierwszego rozdziału wszystko wytłumaczy, a jakby to wytłumaczył, to też byłoby źle, bo byłoby że za dużo nawciskał na raz.
      Ja rozumiem, że ludzie przyzwyczaili się już do wampirów jak ze Zmierzchu czy też z Pamiętników Wampirów, ale nie trzeba patrzeć na każde opowiadanie z wampirami przez pryzmat tych książek i oczekiwać, że te istoty będą takie same. Ty czytasz nowe opowiadanie, nowej autorki, a nie jakieś ff czy kontynuację, tak więc wiesz tyle ile wyczytasz, nie możesz zakładać, że coś wampiry są martwe, bo w innej książce takie istoty były martwe.
      Brak obiektywizmu i profesjonalizmu całkowity. Takie "czytam to opowiadanie, ale wiedzę o nim wynoszę z innych książek i filmów, a nie tylko z tego opowiadania". Sam nie wiem czy się z tego śmiać i traktować to jako żart, czy podejść do tej oceny poważnie i zacytować te śmieszne fragmenty, a po myślniku je objechać. Chyba bezsensu. Wątpię, że oceniający tutaj, by coś z tego wynieśli, bo dotychczas, po takich inteligentnych dyskusjach i walkach na argumenty, wynieśli tylko wytłumaczenie "no bo mi się tak wydawało".

      Usuń
    8. Dlaczego niczego nie napisałeś pod moją ostatnią oceną, cwaniaczku?
      Przeczytaj bloga ocenianego w tej notce, potem ocenę, a potem wróć i powiedz z ręką na sercu, że wszystko to, co poruszyła autorka w komentarzu jest jasne.
      Mi się nie powinno wydawać. Ja coś powinnam wiedzieć, być pewna, wszystko powinno wynikać z tekstu. Być może nie wynika, huh, lub istnieją niejasności?
      Przecież, do cholery, nie jestem tu, by siać lolkontent czy robić randomowym autorom na złość. A mam na koncie oceny blogów dobrych, bardzo dobrych, blog celujący...

      To nie jest z góry przyrównywanie do Zmierzchu. To brak informacji o wampirach wynikających z tekstu. Można gdybać, ale co ja ci będę mówić, skoro wiesz lepiej, nie wdrażając się w temat...
      Może, jeżeli sądzisz, że nie mamy odpowiedniego wykształcenia i wiedzy i przybyłeś podważać oceny blogów "słabych" (bo przecież nie tych "dobrych", c'nie?), otwórz sobie własną recenzenkownię i rób dobrze autorom tak po prostu, za, nie wiem, ładny blog? Bo po co narracja, po co podstawowe zasady pisania prozy, po co obniżać notę za niejasności, ekspo i impery... Skoro wszystko można wytłumaczyć autorskim wyjątkowym stylem, oryginalnym pomysłem i zamysłem, a nie jakością wykonania?
      Sorry. Ale ja te blożki traktuję jak materiał na wydawkę, a nie "opko na blogu". Wymagam czegoś więcej niż tego, że po prostu da się coś jakoś czytać.

      Usuń

Aktualności

Blogi zgłoszone w 2016: 3
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Zbieramy pierwsze lajki ;)
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.