...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

[103] ocena bloga: gra-zniwiarza.blogspot.com

25 stycznia 2017
Autorka: Mavis
Tematyka: opowiadanie kryminalne
Oceniająca: Skoiastel


Nie ma potrzeby rozmieniania się na drobne – szata graficzna jak najbardziej czytelna, menu łatwe w obsłudze. Żadnych zapychaczy, przeszkadzaczy i innych negatywnych -czy.
Zacznę od poprawności w zakładce AUTORKA. Swoją drogą warto w tym momencie wspomnieć, na jakiej zasadzie traktuję wypisywanie błędów – jeden, dwa czy nawet trzy razy o czymś wspomnę, natomiast w twoim interesie jest przyswoić i sprawdzić całość. Nie wypiszę każdego detalu.

Pierwsze swoje opka zaczęła pisać i publikować [przecinek] mając trzynaście lat. – Imiesłowy przysłówkowe współczesne (zakończone na –ąc) wymagają interakcji z przecinkiem. 

Panna Granger, tnąca się nożyczkami. – A ten przecinek wygląda na zbędny.

Wyobraźnia serio nie ma granic. A czasem chyba powinna. Najwięcej w życiu napisała fanfików. Ale po latach postanowiła z nimi skończyć i wykorzystać całe doświadczenie i wszystkie te łocenkowe krytyki, by stworzyć coś swojego. Od początku do końca. – Pierwsze dwa zdania możesz śmiało połączyć przecinkiem, kulawo wygląda zaczynanie nowego od „a”. Dalej zgubiłaś podmiot – wiem, że chodziło o autorkę, ale główne skrzypce zagrała wyobraźnia; wychodzi na to, że to ona napisała fanfiki i wykorzystywała łocenkowe doświadczenie. Daremne jest też rozpoczynanie zdania od „ale”, kiedy poprzedza je krótkie zdanie proste. Łącz, by nabrać lekkości.

Z zapowiedzi opowiadania, która pojawia się nad tekstem właściwym:
(…) czy też to Żniwiarz będzie o krok przed nimi, a gra w kotka i myszkę będzie nadal trwać? – To powtórzenie nie robi jakiegoś superwrażenia.

Zanim przejdę do treści, muszę zwrócić uwagę na fakt, że przy większości dat w opowiadaniu stawiasz zbędny przecinek (między miesiącem a rokiem), przykładowo: 3 sierpnia, 2014, Gdańsk. Jest to błąd, więc pozbądź się go zewsząd czym prędzej.


PROLOG
(…) zerknął z góry na drobną, rudą dziewczynę, która jakby była w swoim świecie – określenie „być w swoim świecie” jest bardzo wymowne. Nie dało się jakoś subtelniej?

Coś mówiła z przejęciem, ale na niego większej uwagi nie zwracała – proponuję zmienić szyk: nie zwracała na niego większej uwagi.

Poczuł go rozpierającą ekscytację – nie podoba mi się ten szyk. Poczuł rozpierającą go ekscytację.

„Siedząc przy oknie i spoglądając na skąpany w deszczu widok za nim, nawet nie zastanawiał się nad tym, co teraz oni mogą sobie o nim myśleć. (…) Decyzja, by przestać być częścią ich życia”. – „Oni” kursywą jest mocne. Za mocne. Zwraca uwagę czytelnika, ale zdecydowanie zbyt sugestywnie. „Oni” na tym etapie i tak są dla mnie niewiadomą, więc naturalne będzie niewyszczególnianie ich. W swoim czasie dowiem się, o co chodziło, a przynajmniej taką mam nadzieję. Pozwól mi jednak samej decydować, na czym będę się skupiać. Nie wskazuj drogi w tak banalny sposób.
A tak poza tym to wyszedł ci całkiem przyjemny prolog. Przedstawia konkretną scenę i odpowiednio intryguje dzięki postawie Piotra. Póki co nie potrafię niczego więcej napisać odnośnie fabuły, ale jestem zadowolona z pierwszego wrażenia pod względem poprawności i stylizacji. Rozegrałaś to czysto również od strony technicznej. Jest naprawdę bardzo dobrze, lekko i naturalnie. Zobaczymy, do czego to wszystko doprowadzi.


ROZDZIAŁ 1
(…) który z błogością, wywalony na grzbiet spał na brzegu łóżka. – Sugeruję nieco uprościć: który wywalony na grzbiet spał błogo na brzegu łóżka. Co sądzisz?

Ona siedziała zaś z laptopem na kolanach – zaczynanie od zaimka, kiedy już dawno nie pojawiło się imię bohaterki, nie jest dobrym pomysłem.

(…) do z nudzenia przeglądała strony internetowe. – Do znudzenia.

Chcąc wykorzystać brak snu, przeglądała teraz oferty wynajmu mieszkań. – Piszesz w czasie przeszłym, więc to „teraz” jest słabe.

Z czasem przyzwyczaiła się do wystroju mieszkania, chociaż do dziś nie lubiła sąsiadów. – A co ma piernik do wiatraka? Chociaż – PWN.

W słabym blasku lamp widziała tylko zarośla, roztaczające się po drugiej stronie ulicy. – Ten przecinek wprowadza dopowiedzenie, aczkolwiek logiczne jest, że „roztaczające się” dotyczy tychże zarośli (dodatkowo pauza oddechowa w tym miejscu odbiera lekkość czytania). Z czystym sumieniem możesz się go pozbyć.

Gdy się spojrzało bardziej na prawo [przecinek] widziało się strzeżony parking. – Zdanie złożone (posiada dwa orzeczenia) wymaga przecinka. Konstrukcja z dwoma „się” tak blisko siebie robi naprawdę średnie wrażenie.

Na dzień dobry, nawet uśmiechem nie potrafiła odpowiedzieć – „dzień dobry” to w tym momencie cytat powitania, więc użyj kursywy tudzież cudzysłowu. Przecinek zbędny.

(…) powątpiewała w jej umiejętności manicurzystki, czy fryzjerki. – Przecinek zbędny – połączyłaś spójnikiem „czy” elementy współrzędne.

Część rozdziału to opis miejsca. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, wprowadzasz czytelnika w otoczenie bardzo leniwie. Pasuje to do atmosfery, którą rozpoczęłaś notkę, aczkolwiek trochę mi się dłuży. O ile jeszcze rozumiem tak szczegółowy opis tła (bohaterka szuka nowego mieszkania i wyjaśnia, dlaczego stare jest nieatrakcyjne) – już nawet nie samego apartamentu, ale całej kamienicy i sąsiadów – o tyle dalsza ekspozycja mnie drażni. Szczególnie ten fragment:
Na szczęście [+był to] ostatni dzień i czekały ją dwa dni wolnego. Planowała w tym czasie pojechać do Kościerzyny, odwiedzić swoich rodziców. Nie widziała ich już przeszło miesiąc i musiała przyznać, że zdążyła się za nimi stęsknić.

Rodzinną miejscowość Oktawia opuściła, gdy przyjechała do Gdańska na studia pięć lat temu. Miała wtedy głowę pełną marzeń, snuła wielkie plany na przyszłość. Wszystko jednak szybko rozbiło się o typową polską rzeczywistość, gdzie magister bez doświadczenia okazuje się mniej warty na rynku pracy, [przecinek zbędny] niż człowiek po zawodówce. Pomimo wyższego wykształcenia pracowała teraz [zbędne] w kawiarni u pani Grażyny. Nigdzie nie mogła znaleźć pracy w zawodzie. Z przykrością musiała stwierdzić, że równie dobrze mogła darować sobie studia i zaczepić się w firmie rodziców. Nie miałaby zmarnowanych [lepiej: nie zmarnowałaby] pięciu lat. Z drugiej strony taki wyjazd zmusił ją do życia na własną rękę. Chciała być jak najmniej zależna od rodziców, więc [przecinek] nawet studiując [przecinek] ciągle chwytała się dorywczych prac, dzięki czemu miała opłaty na wynajmowane ówcześnie z koleżanką mieszkanie. Rodzice dokładali tylko niewielkie sumy. Pod tym względem była z siebie dumna.
Piszesz, że Oktawia chwytała się dorywczych płac, dzięki czemu miała opłaty na wynajmowane mieszkanie, ale nawet gdyby nie pracowała, to i tak musiałaby te opłaty uregulować. Sugeruję: (...) dzięki czemu miała na opłaty wynajmowanego ówcześnie z koleżanką mieszkania.

Rozumiem, że chciałaś streścić początek, ale życie Oktawii opisał narrator. Nie przeplotłaś tego z rozczarowanymi westchnieniami na początku i uśmiechem na myśl o satysfakcji – pod koniec. Nie zastosowałaś też w żaden sposób chociażby mowy pozornie zależnej, by przybliżyć czytelnikowi postać. Zwyczajnie streściłaś dwa akapity o tym, co dziewczyna przeżyła, i wyeksponowałaś jej wnętrze. Dopisek o pracy i samodzielności wyniknąłby prędzej czy później ze sceny, w której Oliwia szykuje się do pracy tudzież właśnie pracuje. Plany o odwiedzeniu rodziców – z przyszłych wydarzeń. Masz przyjemne, lekkie pióro, ale spróbuj pisać mniej wymownie. Nie podawaj mi wszystkiego na tacy w formie opisów, gdyż to sprawia, że czytelnik zaczyna się nudzić. Proszę o wyczucie w tej kwestii.

Pamiętała, że [przecinek] gdy była jeszcze mała [przecinek] w ich mieszkaniu w Kościerzynie mieli bardzo podobną. – Wspominałaś już, że rodzice Oktawii mieszkali w Kościerzynie, więc albo „w ich mieszkaniu”, albo „w Kościerzynie”. Nie musisz się powtarzać.

Ostatnio w lokalu mieli naprawdę duży ruch i jak miała być szczera, to była już trochę przemęczona. Dodatkowy dzień wolny był dla niej jak los z niebios. – Takie powtórzenia są słabe. Los – PWN. Tobie raczej chodziło o dar.

Wszystko wskazywało na to, że ostatnie kilka dni upałów miało zostać zwieńczonych potężną ulewą.Zwieńczyć – PWN. Chwilkę wcześniej narrator mówił o losie (darze?) z niebios, a teraz ciepłe dni wieńczone są ulewą (jedną, ciągłą?). Twój narrator wierzy w jakąś boską moc, tak sądzę.

Od strony Bałtyku nadciągały ciemne, złowieszczo wyglądające chmury. Stopniowo pożerały jasny błękit nieba, a on przyglądał się temu z zainteresowaniem. – W senie, że Bałtyk…? Wiem, że dalej nawiązujesz do bohatera, ale zjadłaś podmiot i wyszło przekomicznie, jako że Bałtyk też jest rodzaju męskorzeczowego.

Lubił podziwiać matkę naturę. Początkowo przyjemna chłodna bryza zaczęła jednak przemieniać się w wiatr, który uderzał coraz mocniej o wodę. – „Jednak” zbędne, niczego nie wnosi.

Powstawały pierwsze fale, [przecinek zbędny] mknące ku brzegowi.

Woda nie była zimna. Zdążyła się nagrzać. – W ogóle masz dziwną tendencję stylistyczną rozdzielania jednej myśli na dwa zdania. To w takiej formie nie brzmi jakoś super, wymuszasz na mnie dłuższą pauzę. Kropka dosadnie pokazuje koniec zdania. Faszerowanie rozdziału prostymi sprawi, że tekst będzie czytało się topornie. Na przykład dalej:
Było wcześnie. Ledwo kilka minut po siódmej rano. Miał jeszcze czas.
Nie wiem, czemu ma służyć ten zabieg. Scena nie wymaga żadnych niuansów; facet stoi nad brzegiem i obserwuje fale. Zdań prostych używa się, by stworzyć napięcie, wymusić coś na czytelniku. Nie odnajduję tutaj tej potrzeby, natomiast przestaje być płynnie.

Zerknął na drewniane molo, biegnące w głąb morza. – Często stawiasz przecinek w takich momentach, czyli przed imiesłowami przymiotnikowymi czynnymi (zakończonymi na –ący), który sąsiaduje bezpośrednio z rzeczownikiem. Nie jest to wymagane. Przecinek trzeba postawić wtedy, gdy imiesłów (i to, co występuje po nim –, podkreśliłam to w twoim przykładzie) nie wiąże się ściśle z wcześniejszą częścią zdania – czyli nie podaje kluczowych cech obiektu nazywanego przez rzeczownik, do którego się odnosi (tutaj: molo), i nie pomaga go dobrze zidentyfikować. U ciebie sprawa jest natomiast prosta, molo wiąże się z imiesłowem (molo biegnące w głąb morza – w samym takim przypadku nie postawiłabyś przecinka, prawda?). Wyżej, w przykładzie z „powstawały pierwsze fale mknące ku brzegowi” sytuacja wygląda dokładnie tak samo.
Przecinek obowiązkowo należałoby postawić, gdyby zdanie było bardziej skomplikowane, np.:
Zerknął na drewniane molo, od lat biegnące w głąb morza. – Tutaj imiesłów (biegnący) nie stoi bezpośrednio przy rzeczowniku (molo), a „od lat” wprowadza nową informację, która sprawia, że podkreślona część staje się dopowiedzeniem. Dopowiedzenia oddzielamy od reszty zdania przecinkiem.

(...) miał na sobie tylko szorty i krótki rękaw. Do domu miał jakieś piętnaście minut na piechotę, ale wątpił, by miał zdążyć przed deszczem.

Już jak tylko wstał, a za oknem zobaczył ścianę deszczu [przecinek] poczuł przemożną ochotę zakopać się z powrotem pod kołdrę.

Musiał chwilę ze sobą walczyć, by w końcu zejść z łóżka. W sypialni było praktycznie ciemno. Podniósł się ociężale z łóżka i jęknął cicho, kiedy poczuł ból głowy. – Drugie „z łóżka” logiczne.

Zawsze miał wrażenie [przecinek] jakby ktoś walił jego głową bez ustanku o beton.

Czasem ból był tak otępiający, że przed oczami miał ciemne plamy. Dziś było tak samo. – Na pierwszy rzut oka akurat to ból miał te plamy. No nie bardzo.

Szybko otworzył pierwszą szufladę w komodzie i wygrzebał prostokątny kartonik. Wyciągnął blister i z zawodem zobaczył, że zostały już tylko dwie tabletki.
Za mało.
Ale musiało wystarczyć. Jeśli zacznie się niedługo ochładzać [przecinek] to migreny miną. – Jeżeli już w tym momencie (bohatera boli głowa, bo jest za ciepło) wykorzystujesz nowe akapity, by podkreślić wagę tabletek, to jestem ciekawa, jakie metody będziesz stosowała, gdy akcja faktycznie nabierze znaczenia i tempa. Nie podoba mi się to rozpoczęcie akapitu od „ale”.

(...) szybko wpakował sobie podłużną, jasno różową tabletkę do ust i połknął bez popijania. Jasnoróżowy piszemy łącznie, ponieważ to wyraz składający się z członów nierównorzędnych znaczeniowo. Nie chodzi tutaj przecież o zarówno jasny (dający jasne światło, hmm?), jak i różowy, ale o kolor różowy o jasnym odcieniu. Staje się więc to jednym wyrazem, jedną barwą, w przeciwieństwie do, na przykład, biało-czerwonego, gdzie i biały, i czerwony to dwa różne kolory, a nie jeden kolor biały o zabarwieniu czerwonym.

Niebieskie niczym jasne niebo oczy, spoglądały na mężczyznę z ciekawością. – Przecinek zbędny. Nie pełni absolutnie żadnej funkcji w tym zdaniu.

Gdy zobaczyła, że Norbert nie śpi, szybko pchnęła drzwi przed siebie i pędem wbiegła do pokoju [przecinek] przyklejając się do nogi ojca. – Logiczne, że przed siebie. Do siebie się ciągnie.

Norbert w pierwszej sekundzie był nieco zaskoczony, ale gdy usłyszał rozchodzącą się za oknem burzę, szybko zrozumiał. – To zdanie występuje niedługo po poprzednim wskazaniu imienia bohatera. Sugeruję albo wykorzystać tutaj zaimek, albo wcześniej, w zdaniu o dziewczynce użyć określenia typu ojciec/tato.

Pomimo wciąż otępiającego go [zbędne] bólu, pogładził córkę po splątanych lokach i uśmiechnął się czule.

Dopiero teraz zdał sobie sprawę [przecinek] jak sucho ma w ustach. Oblizał spierzchnięte wargi językiem. – Dobrze, że nie czymś innym.

Nawet się dobrze nie przyjrzał się, która jest godzina (...).

Nie miał jeszcze sił [przecinek] by wdawać się w następną dyskusję ze swoim awanturniczym synem. – Nie zdążyłam jeszcze poznać tego syna, ale jego trzask drzwi, a także wskazówka typu „następna dyskusja” już same w sobie przywołują pewne wyobrażenie. Awanturniczy to brzydka ekspozycja w tym momencie. Przedobrzasz. Pozwól mi faktycznie dojrzeć tę awanturniczość, może jakąś konkretną sceną? „Swoim” zbędne.

Popatrzył z góry na swoją młodszą pociechę, która uparcie trzymała się jego nogi. Burza za każdym razem tak samo przerażała Amelię i jak tylko mogła [przecinek] to uciekała przed nią wprost do niego. – „Swoją” zbędne. Tym razem wyszło na to, że to burza ucieka do Norberta. Pilnuj podmiotów w zdaniach. Dalej takich przykładów też masz od groma:
Na jednym ramieniu Oktawii ciążyła sportowa torba, w drugiej ręce trzymała klatkę podróżną, w której siedział skulony Maurycy.

Pamiętasz też moją wcześniejszą uwagę o zdaniach złożonych, które niepotrzebnie dzielisz na dwa proste?
Kocur był niezadowolony z nagłej podróży. A utrzymująca się ulewa niczego nie ułatwiała. – Może to strasznie banalna uwaga, bo jednak da się otrzymać ładne efekty, zaczynając zdanie od spójnika – aczkolwiek nie w tak prostych przykładach. Trzeba to robić z zamysłem, a ty do tej pory tylko odbierasz tym lekkość czytania.

Zaspała, a autobus do Kościerzyny miała za niespełna pół godziny. Odjeżdżał z centrum Gdańska, postanowiła dojechać tam tramwajem. Miała jednak dzisiaj trochę szczęścia. Tramwaj jakby na nią czekał. – Strasznie jej się farci. W jednym rozdziale dostała niespodziewane wolne, a potem czekał na nią tramwaj. Imperatyw, czy raczej masz tym coś na celu?

Pewnie, [przecinek zbędny] gdyby mógł [przecinek] to by rzucił jej kilka nieprzyjemnych uwag, pomyślała [przecinek] uśmiechając się przepraszająco w stronę zwierzaka. – Skoro bohaterka pomyślała coś, co przytoczyłaś wcześniej, to przydałoby się tę myśl wyszczególnić i odmienić w odpowiedniej osobie:
„Pewnie gdyby mógł, to rzuciłby mi kilka nieprzyjemnych uwag” – pomyślała (...). – Co sądzisz o takim zapisie? Jest dużo bardziej czytelny, w jakiś sposób też przedstawia bezpośrednio bohaterkę, a ona staje się bliższa czytelnikowi.

Na myśl, że za dwie godziny będzie w swoim rodzinnym mieście [przecinek] poczuła, że robi jej przyjemnie ciepło w środku. – Coś tu nie halo. Wystarczy: „poczuła przyjemne ciepło”. Dziwne, gdyby zaczęła czuć je z tego powodu na zewnątrz. Często silisz się na wskazywanie rzeczy logicznych, jak na przykład wyżej z tym językiem. Odpuść czasem. No i swoim zbędne.

(...) mruknęła w przestrzeń z uśmiechem na ustach. – Zabawna ta przestrzeń, że ho, ho.

„(...) takie jak Show must go on Queen, czy słynne Nothing else matters”. – Zbędny przecinek przed „czy” – ZASADA (dalej też masz błąd: Ty głuchy, czy śpisz?). No i to zabrzmiało tak, jakby pierwsza pozycja wcale nie była słynna.
Wcale.

Raz nawet był agresywny. Norbert podejrzewał, że był wtedy naćpany (...).

Nawet jeśli w pracy miał szacunek kolegów i posiadał pory [+s] bagaż doświadczeń życiowych, to w domu próżno było szukać tego szacunku. Chyba, że u swojej małej Melci. Jego [zbędne] pięcioletnia córka była idealnym odzwierciedleniem zmarłej żony. Miała te same blond, kręcone włoski i jasne oczy. Perlisty śmiech i pogodną aurę. Jak jego Martusia. – Narrator zaczyna akapit od syna, w połowie zmienia sytuację i opisuje, że Norbert nie odczuwa szacunku w domu (tylko z powodu syna, więc „na próżno było” wydaje się za mocne), a na końcu przechodzimy do zmarłej żony i podobnej do niej Melci. Za dużo naraz. Jednocześnie wszystko to jest ekspozycją. Norbert nie miał teraz kontaktu z córką, więc powracanie do jej opisu pojawia się bez powodu. Nawiązanie do śmierci żony jest przewidywalne, odkąd starszy syn trzasnął drzwiami. Oho, samotny ojciec i zbuntowany gówniarz – pomyślałam wtedy, no i właśnie taki obraz dostałam. Straszna klisza. Słabo z oryginalnością.

Norbert postanowił podjąć się jeszcze jednej próby porozmawiania z nastolatkiem. – Nie musisz tego pisać. Czytelnik sam to wywnioskuje, jeśli bohater zdecyduje się zapukać i wejść do pokoju. Zrobi coś. Nie odbieraj mi, narratorze, zabawy.

Chociaż domyślał się [przecinek] jak to się potoczy.

(...) ujrzał w nich wysokiego, dobrze zbudowanego chłopaka o burzy ciemnych kręconych włosów, wciąż mokrych od deszczu. – Czy wszyscy w tym domu mają burzę włosów? To określenie pojawiło się w przypadku dziewczynki. Z chłopcem to już odgrzewany kartofel. Możesz loki określić inaczej, prawda?

Miał na sobie jedynie czarne, materiałowe spodnie.
— Czego chcesz? — warknął nieprzyjemnie Alan. – Nie musisz zaznaczać, kto wypowiada tę kwestię. Domyślam się po tym, jak wyeksponowałaś jego charakter. Także poprzednie zdanie o jego ubiorze wskazuje, że wciąż mowa jest o nim. Dalej pojawia się:
Porozmawiać — odparł, kompletne niezrażony nastawieniem Alana. – Imię zbędne. Logiczne, że mowa o chłopaku. Nie musisz być aż taka szczegółowa.

— Masz jakiś problem, synu? – Trochę kijowo, bo ojciec zabiera się do rozmowy tak, jakby rozmawiał z synem po raz pierwszy. Wcześniej opisywałaś wybryki Alana. I co? Mężczyzna sądzi, że jeżeli to jest „któraś z kolei” rozmowa, to taki sposób prowadzenia jej zadziała? Załamuję ręce nad nieporadnością komisarza. Wiem, że miałam się zasmucić śmiercią matki, wczuć w trudną rolę ojca i pochylić nad problemem, ale sposób, w którym spłyciłaś tę wagę za pomocą ekspozycji, nie przekonał mnie. Jakoś nie potrafię autentycznie przejąć się historią.

Poza tym, [przecinek zbędny] wiesz, że ci pomogę.

Alan przez chwilę milczał, chyba nieco zmieszany swoim zachowaniem. – Masz narratora wszechwiedzącego i stosujesz „chyba”?

— Sorry, ojciec, ale naprawdę nie mam na to ochoty — przerwał mu syn, po czym zamknął z trzaskiem drzwi. – Dialog jest dwuosobowy, logiczne jest więc, że przerywa syn. Nie musisz w każdej linijce wskazywać osoby mówiącej.

Tyle dobrego, że nie wyczuł od syna alkoholu. I nie wyglądał też [przecinek] jakby coś brał. – To byłaby zaawansowana hipokryzja, gdyby komisarz właśnie tak wyglądał.

Nagle w korytarzu pojawiła się Amelka z jego dzwoniącym telefonem. Podbiegła do niego, wyciągając rączki do góry. – Przecież trzymała ten telefon, więc nie musiała do niego podbiegać. Znów – pilnuj podmiotów, bo wychodzą ci bzdurki.

(...) usłyszał po drugiej stronie zirytowany głos swojego kolegi – uwielbiasz zaimki, ale one naprawdę spłycają tekst. Większość „swój” czy „jego” w rozdziałach jest zbędna. Gdy ją wyeliminujesz, to zobaczysz, że niewiele się zmieniło, ale zdania stały się trochę płynniejsze.

I jedno [przecinek] i drugie – gdy powtarzasz spójnik, to musisz oddzielić to powtórzenie przecinkiem.

Rozdział pierwszy jest rozdziałem typowo wprowadzającym do historii. – Tak napisałaś w posłowiu. I faktycznie, to taki typowy wprowadzacz, który zwykle za dużo nakreśla czytelnikowi i podaje zbędne informacje, które mogłyby wypłynąć bardziej subtelnie w kolejnych scenach, z czasem. Najbardziej zainteresowała mnie akcja na molo, bo nie było w niej miejsca na ekspozycję, aczkolwiek Oktawia i jej kot również mają swój urok – jedynie początek był strasznie przegadany, no i ten fart kobiety wzbudza wątpliwości. Najmniej przekonała mnie rodzinka komisarza, bo to strasznie odgrzewany temat. Było setki książek o mężczyznach samotnie wychowujących dzieci (a jeszcze więcej o tym filmów) i w sporej części to właśnie mała perełka przypomina matkę, a starszy syn okropnie się buntuje. Nie mogę jednak oceniać samego tematu, a wykorzystane środki. I to one rzutują na słabą jakość tej notki – miej świadomość, że pierwsze rozdziały nie muszą być wcale oklepanym wprowadzeniem. Wrzucasz mnie do świata, w którym muszę się odnaleźć i wszystko mi w nim upraszczasz, wykładasz jak kawę na ławę, a domyślać się mam tylko sceny na molo – to sprawia, że tamten bohater od początku do końca ma zwrócić moją uwagę, obudzić czujność, a reszta jest „normalna”. Czuję, że takie rozwiązanie spłyci tę historię, no ale zobaczymy, co przyniesie dalsza część.

ROZDZIAŁ DRUGI
Gdy z szafki zgarnął klucze do samochodu (...) – lepiej: kluczyki.

Miał już na sobie koszulkę, a włosy ogarnął w coś, co miało pewnie przypominać kitkę.

— Zło nigdy nie śpi — powiedział filozoficznie Norbert. – Istnieje frazeologizm: licho nie śpi/diabeł nie śpi. Myślę, że sprawdziłoby się w tym miejscu.

Zawsze miała go przy sobie, kiedy Norbert wychodził do roboty. [podwójna spacja] Mogła mieć pięć lat, ale głupiutka nie była. Tata był policjantem i miała świadomość, że to nie jest bezpieczna praca. – Nędzna ekspozycja.
Dodatkowo miałam się powstrzymać po pierwszym rozdziale i zobaczyć, czy przypadkiem ta tendencja nie jest malejąca, ewentualnie chciałam napisać o tym dopiero w podsumowaniu, ale jednak nie potrafię. Twój styl wydaje się cholernie ubogi poprzez powtórzenia najbanalniejszych czasowników – mieć i być – to twoja do tej pory NAJGORSZA bolączka (zaraz obok braku przecinka przed „a”). Nie potrafisz się bez nich obejść, siejesz je w każdym zdaniu; albo jedno, albo drugie, albo oba jednocześnie. Jest to straszna maniera, więc staraj się ją ograniczyć. U większości amatorów te powtórzenia pojawiają się przeważnie przy opisie wyglądu postaci czy miejsca, a u ciebie są praktycznie wszędzie. W S Z Ę D Z I E!

Co jakiś czas niektóre męczące przypadki będę jeszcze wypisywać. Przekonajmy się, czy z czasem wypleniłaś ten nawyk.

Informacja o tym, że Norbert nie czuje potrzeby zakupu nowego auta, tuż obok informacji o tym, że Mariusz nie chce kupić od pięciu lat nowych adidasów (jakieś w ogóle tyle wytrzymają?) – to naprawdę rzuca się w oczy tak blisko siebie. Mam wyciągnąć wnioski, że policjanci nie lubią wydawać pieniędzy? Ewentualnie, że zarabiają za mało?

Wcześniej nie zwróciłam uwagi na to, że aż tak bardzo kulejesz z interpunkcją, ale faktycznie znalazły się też aż za banalne potknięcia:
Norbert usłyszał [przecinek] jak nastawił wodę w czajniku.
A ty pilnuj [przecinek] by brat nie nabroił, co?

Od wczoraj winda nie działała i [przecinek] co dziwniejsze, nikt jeszcze tego nie naprawił (...). – Tutaj podkreślona fraza pełni funkcję wtrącenia.

Zazwyczaj ktoś z serwisu przychodził jeszcze tego samego dnia. Miał tylko nadzieję, że jak będzie wracał [przecinek] to winda będzie na chodzie. – Ktoś z serwisu powinien naprawić windę, a nie mieć nadzieję, że ta będzie chodzić… (zły wykonawca czynności w drugim zdaniu).

Już od dawna nosił się z myślą, że najwyższy czas znów zacząć dbać o siebie, ale zawsze odkładał to na jutro, które jakoś nigdy nie nastąpiło. – Technicznie rzecz biorąc, nastąpiło. To tylko Norbert nie chciał ruszyć dupska. To „na jutro” dobrze wyglądałoby w cudzysłowie.

Do miejsca zdarzenia doszło na Śródmieściu, a on mieszkał [na] Żabiance. – Pół roku pracowałam na Długiej. Cieszy mnie ten zbieg okoliczności; zobaczymy, jak tam z twoim researchem.

Dalej mnożysz też zbędne przecinki:
Poza tym, nie lubił zmian (...).
Podinspektor, Mariusz Kaczmarek był na miejscu zdarzenia (...).
(...) przerodzą się w tłumną grupę, ciasno otaczającą kamienicę.
Jego poczciwa, stara Toyota Avensis, [przecinek zbędny] stała zaparkowana pod blokiem.
A jeśli już przy nazwie marek i modeli jesteśmy:
Ostatnio Toyota coś marudziła, sprzęgło nie chodziło tak jak powinno i miał wrażenie, że coś rzęzi mu w silniku. (...) Mariusz wyciągnął z bagażnika swojego Mercedesa metalową walizę ze sprzętem – toyota i mercedes – KLIK.

Zaczynał jako zwykły młodszy technik, jednak szybko zdobył uznanie swoich przełożonych [przecinek] a wspinanie się po szczeblach kariery szło jak spacer polną drogą. Szybko i sprawnie. – Sądzę, że zastosowanie myślnika zamiast kropki zrobiłoby lepszy efekt. A odnośnie ekspozycji: rozumiem, że wprowadziłaś nową postać i chcesz ją przedstawić z marszu, więc kilka zdań wcześniej opisujesz ubiór, następnie pracę i co ważniejsze cechy charakteru, ale jaki to ma sens? Nie mogłoby to wyjść wszystko nieco subtelniej, z czasem? Poprzez sceny, a nie narrację?

(...) wrzuciła go do niedużego śmietnika, stojącego przy wejściu. – O tym wspominałam już wyżej; przecinek przed imiesłowem przymiotnikowym jest w tej sytuacji zbędny.

Mariusz miał tylko metr siedemdziesiąt, ale i tak mógł spokojnie patrzeć na komisarz Beatę z góry. Była niską i drobną osobą. Ale jak to się mawiało, w małym ciele, wielki duch. – W ostatnim zdaniu pierwszy przecinek zamieniłabym na dwukropek.

— Idź tam, rób, co masz robić, dobra? Prokurator niedługo się zjawi. Ogarnij jak najwięcej w tym czasie — poinstruowała z ciągłym uśmiechem na twarzy. – To ma być instrukcja? Chyba jakiś żart.

Zresztą, byli na stopie przyjacielskiej. Komuś innemu by na to nie pozwolił, ale to była Beata. – „Jego przyszła tru lov” – podpowiada podprogowo narrator.

(...) powiedział a Beata skinęła głową. – Nie pierwszy raz nie stawiasz przecinka przed „a” – KLIK.

Był blady jak ściana. Trudno było się dziwić jego przerażeniu, [przecinek zbędny] wymalowanemu na twarzy. – Wystarczyłoby zaznaczyć, że trudno się dziwić, że facet był blady jak ściana. To określenie już samo w sobie wskazuje na przerażenie, więc dalej tylko powtarzasz myśl, wykładając mi w sposób mocno uproszczony emocje mężczyzny, na którą już dostałam przecież konkretny dowód w postaci pierwszego zacytowanego zdania. A ta twoja maniera z „być”... Ugh, będzie ciężko.

Nie na co dzień [zbędna podwójna spacja] znajdywało się przecież zwłoki.

Schody prowadzące do piwnicy miały już swoje lata i nieprzyjemnie skrzypiały przy każdym jego kroku. – Przy krokach innych ludzi wydawały się młodsze i skrzypiały tylko w przyjemny dla ucha sposób.

Powieszona kobieta, [przecinek zbędny] znajdowała się dokładnie w centralnej części chłodnej piwnicy, a nad jej zwisającym ciałem żarzyła się jasno żarówka, nie zakryta [łącznie] żadnym kloszem. – Mogłabyś napisać samo „żarówka” i też byłoby dobrze.

Gdy w końcu znalazł się na dole od razu skupił wzrok na ciele ofiary. (...) Nim Mariusz podszedł, omiótł pomieszczenie wzrokiem. Na pierwszy rzut oka nie widać było śladów walki. Dostrzegł za to przewrócony taboret i fekalia, które opuściły zwiotczałe ciało. – Fekalia powinien dostrzec za pierwszym razem (zakładam, że leżą tuż obok ciała). Może się czepiam, ale „opuścić”, kiedy mowa o ekskrementach, brzmi, jakby one dobrowolnie tak po prostu wyszły sobie na nogach ze zwłok.

Powieszona kobieta, znajdowała się dokładnie w centralnej części chłodnej piwnicy (...). – Co od czego i dlaczego chciałaś oddzielić tym przecinkiem?

Pierwsza myśl, którą zanotował w głowie.
Samobójstwo.
Ale to była tylko myśl.
Zaraz, zaraz… coś mi to przypomina:
(...) zostały już tylko dwie tabletki.
Za mało.
Ale musiało wystarczyć.
I nadal podtrzymuję swoje stanowisko – zaczynanie nowego akapitu od „ale” jest kiepskim pomysłem. Nie uważam, by takie wywoływanie sztucznego napięcia było konieczne w przypadku tej jednej myśli (w końcu policjant z laboratorium kryminalistycznego zajmuje się podobnymi sprawami dość często, a ty takim zapisem pokazujesz jednak, że jest to sprawa wyjątkowa). Niby jaki środek zastosujesz w przypadku apogeum, gdy będziesz chciała wywołać faktycznie potrzebne napięcie? Ja rozumiem, że możliwości jest dużo, ale obawiam się, że skoro tak wymowny środek wykorzystujesz już teraz, przy takich banałach jak tabletka czy jedno podejrzenie, z czasem może być trudniej to napięcie budować. Czytelnikowi trudniej będzie później zaufać, że faktycznie ma brać myśl na poważnie, skoro męczysz jednosłowne akapity w przypadku takich przeciętnych sytuacji.
Aha, no i oczywiście od razu wiadomo, że to żadne samobójstwo, a aby się o tym przekonać, nie trzeba wcale czytać spoilerującego blurbu na samej górze bloga. Po prostu taką pisaniną z marszu rzucasz nieprzemyślane, moim zdaniem, sugestie. To taka „stara śpiewka” w kryminałach. Zdecydowanie za dużo perswazji jest w twoim tekście, a to dopiero przecież początek.

W chwili, w której wszystkie stragany zostały otwarte [przecinek] ludzie zalewali ulice, tworząc ciasny, poruszający się nurt. http://sjp.pwn.pl/sjp/nurt;2491211.html – Pomijając kwestię, że nurt kojarzy się faktycznie mocniej z wodą tudzież sztuką i nijak nie pasuje mi do tłumu ludzi, to ciężko byłoby znaleźć nurt (definicja druga na wspomnianej stronie), który się nie porusza. No i jak to jest, że nurt jest jeden, a ulic kilka (l.mn)? Pomieszałaś też czasy: zostać (dokonany) i zalewać (niedokonany), więc wyszła bzdurka.
W chwili, w której wszystkie stragany zostały otwarte, ludzie zalali ulicę, tworząc ciasny nurt.

Kiedyś tam zjadł i pamiętał, że było całkiem smacznie. Ludzie kręcili się tu i tam, chowając się pod kolorowymi parasolami. – To powtórzenie dość mocno bije po oczach.

Poprawił na głowie kaptur od przeciwdeszczowej kurtki i skręcił w lewo. – Kaptur przeciwdeszczowej kurtki.

Najbardziej zawsze lubił spoglądać na rzeźby ustawione na attykach – najbardziej lubił/zawsze lubił. Dwa te wyrażenia obok siebie brzmią gorzej niż średnio.

Przeszedł kawałek ulicą Długą i zaraz odbił na lewo, prosto w ulicę Tkacką. – Musisz popracować nad lekkością. Za pierwszym razem, przy Długiej dopisek, że to ulica, jest ważny, ale dalej – w przypadku Tkackiej – może ta uwaga pozostać domyślną.

Kawiarnia „Cykada” mieściła się na ulicy Piwnej i była zdecydowanie jednym z najchętniej odwiedzanych lokali w Śródmieściu. Sam Norbert Bukowski bardzo miło wspominał lokal, prawdopodobnie dlatego, że była [był – lokal] ulubionym miejscem Marty. Uwielbiała tutejsze ciasta, szczególnie jabłecznik (...). – Podkreślona fraza brzmi wyniośle, jak gdyby Norbert pełnił funkcję co najmniej prezydenta albo papieża. Dalej pomieszałaś podmioty i wyszło na to, że Cykada lubiła swoje ciasta.

Nagle poczuł nieprzyjemne mrowienie w gardle i w duchu stwierdził, że gorszego miejsca na znalezienie trupa już nie mogło być. Najchętniej zawróciłby do domu. Bał się wejść do miejsca, w którym wszystko miało mu przypominać o żonie. – Nie podoba mi się nienaturalnie brzmiący szyk podkreślonej części. Sugeruję: że nie mogło już być gorszego miejsca na znalezienie trupa. Dalsze zdania to ekspozycja – bał się, ale co z tego, skoro tylko o tym napisałaś, a nie dostałam dowodu? Nie mogę wyobrazić sobie tego strachu. Co zrobił Norbert? Przystanął? Zwątpił? Westchnął i jednak ruszył, ale jakoś ślimaczył się przy tym, szedł niechętnie? Nie. Napisałaś, że się bał, i poszłaś na łatwiznę. Mrowienie w gardle mogłoby być tutaj dowodem, ale jakoś trudno mi sobie je połączyć z odczuwaniem strachu. Może bardziej jakiś ścisk czy suchość, lecz… mrowienie? Jak wtedy, gdy, nie wiem, niechcący przełykasz włos?
Poza tym Marta umarła cztery lata temu. To kawał czasu, prawda? Mimo to mężczyzna dalej ma problem z wejściem do restauracji, w której ktoś zginął, i zajęciem się swoją bardzo poważną robotą? Wydaje się to dość naciągane. Nie chcę tutaj mierzyć depresji jakąś skalą, ale wydaje mi się, że gdyby Norbert miał aż tak poważny problem, to raczej nie pracowałby już w policji, nie zdał tam obowiązkowych testów psychologicznych albo chodziłby do psychologa, brał jakieś leki. Generalnie jego problem widać byłoby dużo mocniej. A u ciebie jest za mocno na normę, ale zbyt słabo, by czytelnik traktował ten problem poważnie.

(...) na czarny t-shirt zarzucił, lekką granatową kurtkę – już na chłopski rozum widać, że przecinek nie pełni żadnej funkcji w tej części zdania.

Mimo, że Tomek miał na sobie cieplejsze odzienie – gdy wykorzystujesz połączenie wyrazowe typu mimo że lub mimo iż (również: chyba że, jako że, chyba żeby) przecinek postaw przed całym tym połączeniem (o ile nie znajduje się na początku zdania), nigdy zaś przed słowem że ani .

A kiedyś przecież też mógł się chwalić zadbanym ciałem. Gdyby tylko Marta wciąż tu była… – No doprawdy… Marta zmarła cztery lata temu, a facet widzi dobrze wysportowanego kolegę (którego zdaje się widywać często, bo przecież pracują razem) i najpierw myśli o tym, że nie jest wysportowany, a potem, że szkoda, że jego żona… Ja wiem, że strata jest ciężka. No ale nie popadaj w przesadyzm. Może skróć okres żałoby o połowę, to kwestia ta stanie się bardziej realistyczna?

Kawiarnia mieściła w jednej z kamienic, które ciągnęły się przez całą ulicę Piwną. Norbert nie pamiętał, co było tutaj [przecinek] nim powstała „Cykada”. Pewnie inna kawiarnia; takich miejsc było w Śródmieściu na pęczki. – O tym, że Piwna to ulica, już wiemy z poprzednich zdań. Nie musisz tego zaznaczać.

Dopiero teraz Norbert zdał sobie sprawę, że osoba, o której właśnie myśli, może być ich ofiarą. Od razu zrobiło mu się gorąco i zapragnął zdjąć kurtkę. – Skoro zapragnął, to czemu tego nie zrobił? Dlaczego piszesz mi, co miał ochotę zrobić bohater, a nie dajesz jasnej informacji, czy to zrobił?

Z obawą zlustrował kamienicę. Teren wokół lokalu był teraz oddzielony biało-czerwonymi taśmami. Za nimi już mieli tłum gapiów, którzy jak sępy wywęszyli atrakcję. – Kto miał?

Widział w ich rękach telefony i aparaty. Pomyślał, że dzisiejszy świat jest naprawdę pojebany. – Wiem, że myśli bohatera da się przedstawić na wiele sposobów, ale ten, który wybrałaś, wydaje się strasznie suchy. Nie przedstawia de facto Norberta, nie pomaga mi wejść w jego skórę. To wciąż tylko narrator przytaczający brzydkie słowa. W twoim tekście Norbert wydaje się martwą kukiełką.

Nie skomentował tego. Ale popierał go całkowicie. – I znów ta maniera z rozdzielaniem dwóch części składowych jednego zdania złożonego. Co to ma wnieść? Masz na to jakiś argument? Na moje oko strasznie spowalnia ci to fabułę, co w przypadku kryminału nie jest szczególnie dobrą cechą.

Znów poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku. – Nope, wcześniej było tylko mrowienie w gardle. Nic o żadnym ucisku (literówka).

Wydawało mu się, że w powietrzu czuł zapach świeżej kawy. Pośród krzątających się policjantów nigdzie nie dostrzegł pani Grażyny. Wiedział już, że może spodziewać się najgorszego. Poczuł, że musi zapalić. – Zapach kawy jest dość mocno specyficzny. Wydawało mu się czy czuł go naprawdę? Miał upośledzony węch? Nie wspomniałaś o tym wcześniej.
Dodatkowo to, że Norbert nie dostrzegł Grażyny, nie oznacza od razu, że kobieta nie żyje. Facet sam się nakręca. Nie wydaje się specjalistą w swoim fachu.
Poczuł, że chce zapalić – jak ta informacja ma mi pomóc? Chce palić, to niech zapali. Nie chce, to niech nie pali. Sama wskazówka, że bohater „czuje” coś albo jakoś się – nie pomaga mi w żaden sposób pochodzić w jego butach, wyobrazić sobie jego stanu. Twoje opisy nie są plastyczne, sięgają tylko wnętrza postaci i nijak nie pozwalają mi samej badać, co bohater odczuwa.
W twoim tekście najwyraźniej nie muszę zastanawiać się, dlaczego facet zrobił to i to – bo on tego nie robi, a narrator z miejsca podaje mi wszystkie odpowiedzi i spłyca tekst. Nie muszę w ogóle się wysilać, a to nie robi dobrze kryminałom. Właściwie żadna historia nie będzie ciekawa i wciągająca, gdy postać jest papierowa i określa ją tylko sucha narracja, aczkolwiek kryminał, gdzie głównie chodzi o to, by czytelnik wczuł się w postać i chciał rozwiązywać zagadkę wraz z nią – to już wyższa szkoła jazdy i na marne ekspozycje zwyczajnie nie ma tu miejsca.

Sięgnął ręką do kieszeni od kurtki i musnął palcami nieotwarte opakowanie Black Devil. (...) Podkomisarz Kruk wyciągnął czerwone Westy i spróbował poczęstować Norberta, lecz ten tylko pokręcił głową. – http://sjp.pwn.pl/zasady/;629431 – opakowanie black devili/czerwone westy.

Umrzesz tak jak mama? – Chwila moment. Mamy morderstwo/samobójstwo. Wiem, że trup już nie ucieknie, ale facet martwi się, że Grażyna nie żyje i zamiast coś zrobić, upewnić się i myśleć jak profesjonalista, to nagle przypomina sobie, że rzucił palenie, bo umarła mu żona, a dziecko zadało trudne pytanie. To bardzo ciekawe wspomnienie i zaplusowałoby, ale nie w tym miejscu, nie w tym czasie. Oddziel sobie grubą linią psychologię bohaterów od akcji i działań – na wspomnienie o paleniu będzie miejsce w fotelu, po całej akcji, gdy facet się zmęczy i będzie chciał odetchnąć, a czytelnik wraz z nim. Ja nie potrzebuję teraz odpoczynku, ale działania – biały dzień, morderstwo, strach. Teraz czytelnik jest na miejscu zbrodni i nic innego go nie interesuje, a ty odbijasz od tematu już chyba trzeci raz i sprawiasz, że stoję w miejscu.

— Nie żeby zwłoki miały nam zwiać, ale rusz się. – No popatrz, Tomek wyjął mi to prosto z ust.

Przedstawienie Beaty zawiera dokładnie ten sam upierdliwy mankament, co opis Tomka. To lawina cech bohaterki, której nie da się powstrzymać. Piszesz za dużo. Eksponujesz postać i chcesz na siłę mi wmówić, że skoro bohaterka ma potargane włosy, to właśnie dlatego, że jest pracoholiczką i nie przejmuje się swoim wyglądem. Okej, ale dlaczego psujesz mi zabawę? Czemu nie mogłabym tego sama wywnioskować z tekstu, ale opisuje mi to narrator? Wiesz, jak świetnie dochodziłoby się, dlaczego Beata tak wygląda i tak się zachowuje? Na tym polega urok książek, by móc poznawać bohaterów. A ty jak na złość musisz napisać wszystko za jednym zamachem. To tak nie działa. Twoja postać powinna żyć, a ty swoim stylem i narracją powinnaś dać mi możliwość poznania jej, odkrywania kart o niej. Wnioskowania: o, ma taką fryzurę? Chyba nie przykłada wagi do wyglądu. Chłopaki dziwią się, że znowu jest w pracy i pewnie z niej nawet nie wyszła. Hmm… czyżby to był typ bohaterki à la agentka Gracie Hart, którą grała Sandra Bullock w „Miss Agent”? Robi się ciekawie… Natomiast ty nie dajesz takiej możliwości. Nie muszę myśleć i wyobrażać sobie twoich postaci i scen, bo po co, skoro wszystko opisujesz po całości? Odbierasz mi powód do chłonięcia twojej opowieści.

A potem widzieli efekty jej niezłomnej pracy w postaci gotowych raportów i protokołów. Zawsze na czas. Komendant niezwykle ją cenił za jej oddanie służbie, chociaż czasem upominał ją, by zwolniła.  Nigdy nie słuchała. Chodziła własnymi ścieżkami. Niczym kot. – Wiesz, jak świetna byłaby scena, w której Beata z podkrążonymi oczami i jeszcze bardziej potargana rzuca na biurko te raporty i rozmawia z komendantem, który faktycznie wypowiada taką kwestię? Zauważ, że to sceny budują postać, a nie narracja, natomiast u ciebie są sceny, ale przerywasz je pustymi akapitami charakteryzującymi postać/miejsce/wydarzenie, odwracając uwagę czytelnika od meritum i spłycając stworzone przez ciebie realia.

Miał przeszło metr osiemdziesiąt wzrostu, a Beata ledwo przekraczała metr sześćdziesiąt. Była też dosyć drobnej postury, przez co wyglądała przy nim całkiem niepozornie. – Przypominam wcześniejszy opis: Mariusz miał tylko metr siedemdziesiąt, ale i tak mógł spokojnie patrzeć na komisarz Beatę z góry. Była niską i drobną osobą. Ale jak to się mawiało, w małym ciele, wielki duch. – Powtarzasz się w dość krótkim rozdziale. Bez sensu. No i w ogóle określanie dokładnego wzrostu postaci trochę mija się z celem, naprawdę. Czytelnik i tak nie wyobrazi sobie niczego bardzo szczegółowo podaną miarą; operowanie określeniami typu niski/wysoki zdecydowanie wystarczy. Nie musisz tak bardzo skupiać się na detalach.

(...) doglądał wszystkiego, jednocześnie nie wchodząc nikomu w paradę. – „Wchodzić w paradę” to związek frazeologiczny, dość mocno charakteryzujący postać. Jakoś nie pasuje mi do stylu narracji (raczej bez frazeologizmów), no i jest dość mocno sugestywny. Na minus.

Jego wypolerowana łysa głowa błyszczała się w świetle żarówki. – Nie byłaby wypolerowana, gdyby miał włosy. Logiczne.

Na jego twarzy, naznaczonej już pierwszymi zmarszczkami [przecinek] malowała się jak zwykle zupełna obojętność. – Kolejna nędzna ekspozycja. Dopiero kolesia poznałam, a już tak dużo o nim wiem. Szkoda, że z narracji.

Chwileczkę, bo chyba się zgubiłam. Norbert wszedł do piwnicy razem z Tomkiem, a tam doskoczyła do nich Beata. Miał wtedy czas, by rozwiać swoje wątpliwości lub upewnić się w przekonaniu, że to właśnie Grażyna nie żyje, ale… zniknął. Po rozmowie z Beatą (i słabym opisie postaci) następuje dialog z prokuratorem, opisałaś wszystkie formalności, a gdy wróciliśmy do Norberta (wcześniej umarł w tle), ten podszedł do denatki i... rozczulił się. A gdzie jakaś emocja po tym, jak ją zobaczył martwą po raz pierwszy? Ja coś przegapiłam czy to tobie coś umknęło? Tyle zdań eksponujących stronę psychiczną bohatera poświęciłaś jego przemyśleniom, a teraz nie dostałam żadnej reakcji, tylko spóźniony zapłon i jedną smutną wzmiankę o tym, że Norbertowi jest przykro? Kuczę, facet w ogóle nie wydaje się realistyczny.
Wracając jeszcze do przebiegu procedury – mamy podkomisarza Norberta (wycofanego przez dziewięćdziesiąt procent sceny w piwnicy), podkomisarza Tomka, komisarz Beatę, podinspektora i szefa techników laboratorium kryminalistycznego – Mariusza, również prokuratora Wiktora, lekarza sądowego i funkcjonariuszy, którzy na polecenie prokuratora zabrali ciało. Ładny research – faktycznie dopilnowałaś funkcji medyka sądowego i prokuratora, ale z ciekawości dopiero teraz zajrzałam na stronę Gdańskiego Laboratorium Kryminalistycznego, o którym piszesz, i okazuje się, że nie ma takiej funkcji jak „szef techników” – KLIK. A naczelnik laboratorium lub kierownik dowolnej sekcji nie będzie sam przyjeżdżał na miejsce zbrodni, ale na pewno wyśle swoich ludzi, prawda?

Beata ze swoim wzrostem i filigranową posturą wyglądała przy nich dosyć komicznie. – Ile razy jeszcze o tym wspomnisz?

Wychodząc z piwnicy Norbert głowił się, czy pani Grażyna rzeczywiście mogłaby targnąć się na swoje życie. Nie pasowała mu do typu samobójcy. – Znał ją tylko jako właścicielkę renomowanej kawiarni! Skąd wyczarował jakiekolwiek wnioski? Wyczytał z feng shui panującego w lokalu czy piwnicy?

Najchętniej by ich wszystkich pogonił. – Przecież był podkomisarzem. Mógł to zrobić… Jejku, Norbert, jakim ty jesteś koszmarnie nieasertywnym bohaterem. Wiecznie tylko chcesz coś zrobić, ale raczej nie robisz nic.

— W porządku? — zapytał, chociaż mało go to obchodziło. Nie lubił słuchać o problemach innych i szybko się wkurzał, kiedy ktoś mu nad uchem lamentował o swoim życiu. – Daj mi, proszę, dialog, który to udowodni.

Kiedy do nozdrzy Norberta dotarł zapach palonego tytoniu, mimowolnie odsunął się na bok, zaciskając rękę na paczce papierosów w kieszeni kurtki. – Jesteś okropnie monotematyczna. Cztery razy w tak krótkim rozdziale pokazujesz, że Norbert chce, ale nie chce zapalić. Trzy razy wspominasz o tym, że Beata jest niska… Paskudnie rozmieniasz się na drobne. To irytujące.

Mężczyźni nigdy nie pałali do siebie wielką sympatią, jednak w pracy starali się zachowywać poprawne stosunki. Szczególnie, że bardzo często przydzielano ich razem do jednej sprawy. Jakby po złości. (...) Okazywali sobie niechęć dyskretnie, ale wyczuwalnie. Nie kłócili się, co najwyżej rzucali sobie przytyki i krytyczne spojrzenia. – Kolejna ekspozycja. Pod tym względem powinnaś przejrzeć całą swoją twórczość, a ja od tej pory będę tylko wskazywać te bardziej rzucające się w oczy miejsca, które mocno spłycają historię.

Może i Beata przy nich dwóch wyglądała niepozornie, ale to ona z nich trojga miała rangę komisarza i mogła szefować sobie do woli.

Podoba mi się końcowa scena, gdy Misjonarz przygląda się swojemu dziełu. Jest w dobrym smaku; nie przesadziłaś i chętnie dowiem się, kto kryje się pod tym niewskazanym bohaterem. Wydaje mi się jednak, że skoro mam go nie znać, to mogłabym chociaż nieco bardziej szczegółowo poznać jego wygląd lub jego styl bycia. Kapelusz z rondem i płaszcz to konkretne informacje, ale przydałby się szerszy rysopis, abym mogła sobie tego tajemniczego gościa jakoś wyobrazić. Skupiłaś się na szczegółowym wyglądzie policjantów, a tutaj silisz się na tajemnicę, pokazując mi tylko kojarzące się z nią dwie części garderoby. Kolejny raz udowadniasz, że historia jest dość sztampowa.

ROZDZIAŁ TRZECI
Na przestrzeni całego rozdziału gubisz przecinki:
Odstawił kubek na biurko, które stało przy oknie [przecinek] i odpalił komputer. W gabinecie było dosyć ponuro, więc zapalił światło, chociaż była dopiero trzynasta.
I pewnie najlepiej [przecinek] jakby było różowe.
Wiedziała [przecinek] skąd miał taki nastrój (...).

Lub sadzisz ich za dużo:
Nie był pewien, jakie ona lubi, ale pewnie półsłodkie, [zbędny] lub słodkie.KLIK.
Nie był do końca pewien, [zbędny] po co.
(...) ktoś już wrzucił pierwsze informacje, [zbędny] dotyczące zdarzenia
W takim razie, [zbędny] bierzcie się do roboty.

Standardowo mylisz podmioty:
Lato nieuchronnie zbliżało się ku końcowi. Dni stawały się coraz krótsze, w dodatku prognozy mówiły, że większość sierpnia ma być pod znakiem deszczu i niższych temperatur. Jesień była jego znienawidzoną porą roku.

Funkcjonariusze kręcili się na korytarzach, zajęci swoimi sprawami. Gdy w trójkę wspinali się po szerokich schodach (...) – po korytarzach. Dziwne. Na komendzie było tylko trzech zajętych pracowników?

Sadzisz też powtórzenia:

Ciekawe, czy uda im się dzisiaj spotkać. Bardzo tego chciał. Może zdąży kupić jakieś dobre wino, jeśli nic dzisiaj się nie przeciągnie.

Mieszasz szyki:
(...) dostrzegł zdjęcie lokalu, otoczonego taśmami na głównej stronie. – (...) na stronie głównej dostrzegł zdjęcie lokalu otoczonego taśmami.

Na pierwszym piętrze znajdowała się obszerna sala konferencyjna. Przez przeszklone drzwi jednak nikogo w niej nie dostrzegli. – Spokojnie mogłabyś też połączyć te dwa zdania w jedno.

Mieszasz czasy:
Gdy wszedł w artykuł, okazało się, że jest to tyko [+l] zlepek kilku mało znaczących informacji i paru zdjęć.

Czuł, że dzień się przeciągnie, a wizja spotkania z nią staje się nieco odległa.

Wypisujesz logiczności:
Tomasz, wioząc swym samochodem Norberta i Beatę [przecinek] dotarł tam w ciągu niecałych dziesięciu minut. Zjechał autem w boczną uliczkę – wiadomo, że autem. Zdanie wcześniej pojawia się już ta informacja.

Masz tego tak dużo, że nie będę kopiować każdego pojedynczego zdania. Przejdźmy od razu do fabuły tej notki.

Ich komendant zdecydowanie nie lubił czupurności podkomisarza Kruka, ale jakoś zawsze przemilczał jego, [przecinek zbędny] niejednokrotnie, [przecinek zbędny] uszczypliwe uwagi. Beata jeszcze nigdy nie widziała, żeby Tomek zbierał burę za swoje nietaktowne zachowanie, które większość jego współpracowników zwyczajnie irytowało. Tomasz Kruk był piekielnie wkurzający. Ale też szalenie dobry w tym, co robił. Wszyscy o tym wiedzieli. I dlatego miał pewien nieoficjalny immunitet na swoje zachowanie. Był tego świadom. I z lubością go [podwójna spacja] wykorzystywał. – Kolejna nędzna ekspozycja. Mamy scenę, więc dlaczego nie wykorzystasz jej potencjału i nie POKAŻESZ mi tego, co robią bohaterowie i jak na ich zachowania reagują inni, tylko podajesz mi w cholernie banalny sposób wszystkie informacje o nich?

(...) otoczone drzewami i z ładnymi trawnikami kompletnie nie pasowały do reszty otoczenia. – Otoczone otoczenie źle brzmi.

Beata natychmiast popatrzyła na niego karcąco, ale podkomisarz Kruk oczywiście to olał. – Twój narrator nie powinien być kolokwialny. Nie pasuje to do reszty tekstu.

Usłyszała teatralne westchnięcie Norberta, który od rana wydawał się jej przygnębiony. Wiedziała [przecinek] skąd miał taki nastrój, ale nie poruszyła tego tematu. Przede wszystkim, [zbędny] dlatego [przecinek] że był z nimi Tomek. – No popatrz, a ja myślałam, że to dlatego, bo znajdują się w mieszkaniu świadka i właśnie powinni go przesłuchać…

Wzrok matki chłopaka zdawał się być oskarżyciel[s]ki.

Spójrz, co zrobiłaś. Bohaterowie weszli, Tomek zwrócił się do dzieciaka, Norbert westchnął, nagle narrator wszystkich zatrzymał (tło umarło), wyjaśnił sytuację między Beatą, Norbertem a Tomkiem, po czym ni z gruchy, ni z pietruchy odezwała się matka Michała. To wypada strasznie sztywno i nienaturalnie. Nie powinnaś tak budować scen. Dobrze byłoby, gdyby dialog był ciągły – kwestia za kwestią. Nie mamy czasu w trakcie przesłuchiwania świadka na duperele, a ty praktycznie za każdym razem zagracasz nimi rozdział.
Nie zrozum mnie źle. Przemyślenia bohaterów są bardzo ważne, ale powinny znać swoje miejsce i czas, a ty je wymuszasz, szukasz na siłę wolnej przestrzeni w tekście, w której mogłabyś wcisnąć jak najwięcej informacji o stanie psychicznym czy charakterze bohaterów. Po co? Informacje te naturalnie powinny wypłynąć ze scen, z zachowania postaci, ale w momencie, kiedy są na coś przydatne. Natomiast ja nie potrzebuję w tej chwili informacji o tym, że Tomek z Norbertem ledwo się tolerują, bo ten pierwszy jest bucem, a drugi tęskni za żoną i smęci. Wywnioskuję to prędzej czy później z ich czynów, ich słów, ich myśli, w odpowiednim momencie, gdy nadarzy się okazja, by tych panów ze sobą skonfrontować. Absolutnie nie powinien tego robić narrator, z dupy, w trakcie przesłuchania, bo wybijasz kolejny raz czytelnika z rytmu.

(...) pierwsze prawdziwe zwłoki, jakie widziała. – Które widziała. Były to konkretne, zobaczone przez nią zwłoki, a nie „jakieś”, bliżej nieokreślone. KLIK.

Beata jak na niezadbaną pracoholiczkę, służbistkę i panią komisarz górującą nad mężczyznami jest strasznie emocjonalna. Miała nadzieję, że temu chłopakowi nie będą się śniły koszmary, bo zobaczył martwą kobietę w piwnicy, tak? Okej, ale czy komisarz przypadkiem nie mierzy się ze sprawami kryminalnymi codziennie? Czy nie powinna, według charakterystyki, którą zaserwowałaś na początku, wpaść w rutynę i nie użalać się nad każdym świadkiem? Pokazujesz, że ma uczucia – świetnie, ale ta informacja aż tak uwydatniona wydaje się sprzeczna z pierwszym fragmentem, w którym opisałaś kobietę jako służbistkę z metaforycznymi jajami, znającą procedury i wykonującą swoją robotę.
Weź pod uwagę, że czytelnik będzie tę sprawę morderstwa/samobójstwa traktował jako jedną z wielu dla tych wszystkich wykreowanych przez ciebie funkcjonariuszy. To nie jest wybitna akcja w stylu poszukiwań Buffalo Billa. Być może taka będzie, ale czytelnik jeszcze tego nie wie, (bohaterowie też nie) i na razie nie chce się tego spodziewać, a ty – jakby kompletnie nieświadomie – zabijasz swój kryminał i robisz z tego, co powinno być rutynowe, wielkie halo, krzycząc do mnie: TAK! TO JEST SUPER ZAGADKA, A BOHATEROWIE SĄ TACY LUDZCY! – tylko robisz to tak bardzo na siłę, tak mocno afiszując wszystkie informacje, że mam zupełnie odwrotne wrażenie.

(...) wyglądała jak chudy doberman, [przecinek zbędny] gotowy do walki. – Średnie porównanie. Miała długą, wąską czaszkę i ścięte w szpic uszy? Dobermany z natury są szczupłymi psami, więc podkreślone dopowiedzenie jest zbędne. Poza tym już wcześniej pisałaś, że Biedroń miała chude ręce.

Napisała mi smsa z zapytaniem – esemesa tudzież SMS-a.

Michał wygrzebał telefon z kieszeni szarych dresów i po chwili podał go Tomkowi przez stół. – Czy nie powinien tego zrobić już w przypadku pierwszego pytania o numery telefonów do pozostałych pracowników kawiarni?

ROZDZIAŁ CZWARTY
Okno było z widokiem na, jak zwykle ruchliwą, ulicę Okopową. – Spokojnie mogłabyś pozbyć się tego wymuszonego wtrącenia. Spowalnia tempo czytania.

Podkomisarz Kruk wskazał na krzesło. Na zbędne.

(...) popatrzył uważnie na Paulinę, którą zdenerwowanie chyba już opuściło. – (...) którą chyba już opuściło zdenerwowanie.

Szefowa szła mi bardzo na rękę z grafikiem, dzięki temu, [przecinek zbędny] spokojnie godziłam studia z pracą.

Większość osób, które chwilę wcześniej dowiadywały się o czyjeś śmierci, mogły wydawać się w pełni opanowane, a zaraz miały załamanie. – To zdanie prezentuje dość niski poziom, jeśli chodzi o wykorzystane słownictwo i konstrukcję. Sugestia: Osoby, które chwilę wcześniej dowiedziały się o czyjeś śmierci, mogły wydawać się wpierw w pełni opanowane, a załamanie przeżywały dopiero po czasie.

Znalazłam w tym rozdziale kilka momentów, w których brakło ci spacji między myślnikiem a wyrazem.

Tomek napisał kilka kolejnych zdań w protokole. – Dużo lepiej w tym przypadku sprawdzi się czasownik „zapisać”.

Dopiero teraz Tomek zdał sobie sprawę, że gapił się na dziewczynę jak na okaz z muzeum. – Tak, to wysoce profesjonalne, dziwić się kolejnym śladom przestępstwa i ukazywać to zdziwienie świadkom. Nieprofesjonalne zachowanie funkcjonariuszy również ukazuje czytelnikowi, że dzieje się coś dziwnego. Ale ja bym chciała, jak w przypadku dobrej powieści kryminalnej, dojść do tego sama: oho, coś tu nie pasuje, kolejny puzzel! – A nie mogę, bo mi nie pozwalasz i moje myśli wyprzedza zdziwiony bohater.

Pani Grażyna Auguścik nie potrafiła pisać smsów? – Na przestrzeni całego opowiadania wielokrotnie powtarzasz ten błąd: KLIK.

To tak, czy nie? – Przecinek zbędny. Nie stawia się go, kiedy spójnik czy łączy elementy współrzędne (najczęściej takie, które się wzajemnie wykluczają).

Ona ze wszystkich pracowników, miała z nią najlepszy kontakt. – Przecinek zbędny. Ty naprawdę potrafisz wstawiać je w randomowych miejscach. To zaskakujące.

Żeby oni jeszcze mieli ten przeklęty telefon, pomyślał. – Jeżeli cytujesz myśl bohatera, warto wyróżnić ją cudzysłowem bądź kursywą, a zamiast przecinka lepiej sprawdziłby się myślnik.

Oktawia ma takie same nazwisko jak Michał i jego matka. Dlaczego policjanci przy stoliku nawet nie zastanowili się nad możliwością, by była to jakaś rodzina? Oktawia jest dla nich tajemniczą, niczego się o niej nie dowiedzieli, a nie wykombinowali, by zapytać o nią Michała? Rozumiem możliwość zbieżności nazwisk, ale ta kwestia jest ważna; właśnie teraz rzuca się w oczy czytelnikowi i również teraz powinna zostać wyjaśniona.

W oddali, na niebie wciąż spowitym przez ołowiane chmury – lepiej: spowitym ołowianymi chmurami.

— Może trochę spokojniej, co? Nie zapominaj, do kogo się zwracasz — upomniała. Podkomisarz Kruk tylko pokręcił głową i zamilkł. – Sama wpieprza się w nieswoje sprawy (skoro Tomek tak ostro zareagował, zgaduję, że nie upominał jej pierwszy raz i Beata zwyczajnie go irytowała), a potem używa rangi, bo nie chce słuchać kilku gorzkich słów prawdy na swój temat? I dlaczego Tomek się skulił? Przecież przy komendancie nic sobie nie robił i wciąż docinał; narrator zapewnił nas, że Tomek ma wszystko w dupie, a przy tylko o jeden stopień wyższej rangą partnerce się wycofał. I to w temacie życia prywatnego – jakby nie on. Jakoś nie pasuje mi to zachowanie do bohatera, którego charakteryzowałaś wcześniej.

Już do końca rozdziału nie mam więcej uwag. Rozmowa ze staruszką wypadała dość realistycznie; kobieta wypowiadała się jak typowa starsza sąsiadka. Mam jednak wrażenie, że funkcjonariusze wysławiają się bardzo podobnie i gdyby któraś wypowiedziała swoją kwestę bez dopisku narratorskiego, kim jest osoba mówiąca, to sama nie poznałabym.

ROZDZIAŁ PIĄTY
Zauważ, że naprawdę nie musisz być aż tak szczegółowa. Opisujesz bohatera i wskazujesz miejsce, w którym się znajduje – łóżko, pokój – okej, mam to. W kolejnych zdaniach możesz pominąć informacje takie jak:
Chwilę później ciszę w pokoju przerwał budzik z telefonu. (...) W pokoju było dosyć chłodno, ponieważ Sebastian zostawił otwarte na noc okno.

Pragnął snu, ale nie chciał sobie na niego pozwolić. – Ale bzdura. Raczej chodziło ci o to, że pragnął snu, ale nie mógł sobie na niego pozwolić.

Popatrzył niechętnie na biurko, gdzie walały się stosy książek i notatek, i jęknął przeciągle. Jego całe ciało, z mózgiem na czele, było całkowicie przemęczone. Cały wczorajszy dzień i większość nocy spędził na uczeniu się. Wkuwał, aż mu mózg uszami parował, [lepszy myślnik] przynajmniej takie miał wrażenie. [akapit] Podniósł się z łóżka i rzucił okiem na kubek z niedopitą kawą, stojący na jednej z książek. Wziął go w rękę [no bo przecież nie w nogę] i mozolnie opuścił pokój, przechodząc małym korytarzykiem do salonu, [przecinek zbędny] połączonego z aneksem kuchennym. Wsadził kubek do zlewu, obok dwóch innych [zlewów?] i [przecinek] ignorując ogólny bałagan, [przecinek zbędny] panujący w mieszkaniu, poczłapał do łazienki.

Prysznic nieco obudził jego zmysły i poprawił ogólny stan samopoczucia, chociaż nie był w stanie zmyć całego przemęczenia. Gdy stanął przed lustrem, przyjrzał się swojemu odbiciu. – I uznał, że jest niesamowicie przystojnym prysznicem.

Zastanawiam się, po co opisujesz cały poranny rytuał? Z całym tym zwaleniem się z łóżka, pomaszerowaniem przez mieszkanie do łazienki, prysznicem i śniadaniem? Czemu od razu nie napisałaś o tym, że koleś zrobił poranną dwójkę? Z tego, co widzę, zakładam, że przecież lubisz być szczegółowa. Czy takie rozwiązanie ma na celu scharakteryzowanie mi bohatera i pokazanie, jaką jest osobą, czy to tylko tak, bez większego powodu? Pomijając już, że scena jest oklepana, to dodatkowo dowiaduję się z niej, że odświeżony bohater odzyskał energię do życia, ale jednak w czasie śniadania ze znużeniem wodził wzrokiem po pokoju. Dalej jest akapit eksponujący jego oblany egzamin, wewnętrzne rozczarowanie samym sobą oraz poczucie winy. Ekspozycję przerywa dzwonek do drzwi – na szczęście, bo może narrator chociaż na chwilę usunie się w cień, a ty, Mavis, w końcu tchniesz życie w swojego bohatera.

Masz problem z przecinkami przy imiesłowach. Części z nimi pełnią zwykle rolę wtrącenia, a przecinki przed nimi stawia się nawet wtedy, gdy poprzedza je spójnik „i”:
Powoli wstał i [przecinek] starając się nie hałasować, zaczął zbliżać się do drzwi. – Bez wtrącenia zdanie brzmiałoby tak: Powoli wstał i zaczął zbliżać się do drzwi. Właśnie dlatego przecinek po „i” jest wymagany.

Jesteś idiotą, Seba, skarcił się w myślach. – Nie polecam w taki sposób łączyć myśli bohatera z narratorem. Niczym nie odróżniasz ich od siebie. Narrator cytuje to, co postać ma w głowie, ale nie używa ani kursywy, ani cudzysłowu. Spróbuj zrobić to czytelniej (wtedy też nie będziesz musiała dopisywać już, że mężczyzna myśli coś w myślach):
„Jesteś idiotą, Seba” – skarcił się.

Zniżyła się i [przecinek] nim zdążył coś powiedzieć [przecinek] pocałowała go. – Kolejny przykład braku przecinków przy wtrąceniu (tym razem bez imiesłowu).

Na wpół świadom objął silnym ramieniem, [przecinek zbędny] leżącą tyłem do niego kobietę (...).

Twarz miała nieco owalną, posypaną piegami, których wczoraj nie widział przez makijaż. Oczy o migdałowym kształcie, w ładnym odcieniu głębokiej zieleni. – W drugim zdaniu brakuje orzeczenia.

Scena z Tomkiem bardzo przyjemna, ale dałoby się napisać ją jeszcze lepiej. Zdecydowanie pozbądź się wszystkich tych żenujących stwierdzeń afiszujących zmianę bohatera. Z jego zachowania, kiedy zatrzymuje kobietę i uważnie jej się przygląda, wystarczająco potrafię wywnioskować, co się święci. Te trzy fragmenty wszystko psują:
(...) mężczyzna poczuł coś na rodzaj zawodu.
(...) ale wbrew sobie Tomek złapał ją za ramię.
Tomek przez chwilę się zastanawiał, co on właściwie wyprawia,
Dajesz nimi bezceremonialnie do zrozumienia, że bohater się zmienia, ale psujesz mi zabawę, bo chciałabym sama do tego dojść, badając i interpretując jego zachowanie. Po poprzedniej rozmowie z Beatą mam już jakiś obraz Tomka w głowie i nie musisz ułatwiać mi zadania poprzez narrację. Takim podpowiadaniem mi i wskazywaniem palcem wytycznych opowiadania za chwilę naprawdę mnie znudzisz.

Uczyć się więcej nie zamierzał, jego umysł i tak już nie ogarniał. – Twój narrator nie jest od samego początku młodzieżowy, ale czasem od czapy wsadzasz określenia kojarzące się właśnie z młodzieżą. Mam wrażenie, że silisz się na mowę pozornie zależną, ale wychodzi średnio, bo w jednym akapicie mieszasz sztywnego i mocno eksponującego narratora z niewyszczególnionymi w tekście myślami bohatera i często już nie wiem zwyczajnie, co jest czym.

Uczyć się więcej nie zamierzał, jego umysł i tak już nie ogarniał. Poza tym, [przecinek zbędny] kolejna koperta, którą dostał, sprawiła, że nie był w stanie [ten umysł?] myśleć teraz o niczym innym. Starając się jakoś opanować, [przecinek zbędny] ogarniające go nerwy, postanowił zrobić poranną przebieżkę, którą ostatnio odbywał coraz częściej.

Park imienia Ronalda Regana o tej porze był prawie pusty. Biegnąc, dostrzegł tylko pojedynczych ludzi, którzy wyprowadzili swoje psy na krótki spacer, [średnik zamiast przecinka] raz minął go rowerzysta. – Pierwsze zdanie rozpoczyna nowy akapit. Wiem, że w domyśle podmiotem miał być Sebastian, ale technicznie znów wychodzi straszna bzdura. I nagle ci wszyscy ludzie wyprowadzali tylko SWOJE psy i tylko na KRÓTKI spacer? Coś mi tu śmierdzi.

Las pachniał wilgotnym runem, na chodniku wciąż były kałuże (...) – las nie jest synonimem parku.


Przed sobą miał tylko drogę, której końca jeszcze nie widział, chociaż go znał. – To zdanie trąci banałem.

Starał się skupić na swoim oddechu. Próbował oczyścić umysł, uspokoić swoje ciało. – Nie nadużywaj zaimków. Dobrze wiem, że chodzi o oddech i ciało właśnie tego bohatera.

Domyślał się tylko, że to jeden z tych chińskich, [przecinek zbędny] lub japońskich symboli. Był pewien, że to jakiś durny żart. Ale mimo to, [przecinek zbędny] nie wyrzucił kartki.

Zwykłą kartkę A4, na której ktoś wydrukował jeden znak. Sebastian nie wiedział, co on oznacza. Domyślał się tylko, że to jeden z tych chińskich, [przecinek zbędny] lub japońskich symboli. (...) Idąc tym tropem szybko odkrył, że na kartce z pierwszej koperty było napisane „trzy”, a na trzeciej „jeden”. – Warto byłoby wspomnieć, że piktogramy przedstawiające trzy pierwsze cyfry – i w języku chińskim, i w japońskim wyglądają tak samo – to tylko poziome względem siebie kreski, a nie „znak”, który czytelnikowi skojarzy się pewnie od razu z jakimś skomplikowanym kanji. Potem zdziwko, bo jednak to zwykłe poziome linie, ale narrator nie potrafił opisać tego w sposób plastyczny.

To są tylko bezwartościowi faceci. – No jednak nie tacy bezwartościowi, skoro płacą. Logika fragmentu akapitu o tym stwierdzeniu kuleje.
W ogóle w części, w której okazuje się, że kobieta faktycznie jest prostytutką, coś mi zgrzyta. Może to, że w pierwszym fragmencie to ona zagadnęła Tomka, gdy budzili się rano. I to ona wydawała zachęcać go i przymilać się, a teraz nagle ma takie poczucie winy (znów niesubtelne, znów w postaci ekspozycji) i sobą gardzi? Myśli o tym, że mężczyźni zdradzają z nią żony, ale z tego co wiem – Tomek takowej nie ma.

Nie rozumiała, co się z nią właśnie działo. Czemu? Czemu?! Spała z tyloma mężczyznami, dla każdego była tylko dziwką. Kimś bezwartościowym. Dla Tomka także. Czemu nagle poczuła się tak sponiewierana, chociaż tyle razy już to przerabiała. [znak zapytania] Czemu nagle to tak… bolało? – No właśnie, dlaczego, autorko? Nie rozumiem. Dopiero co poznałam Kamilę, a tutaj już taka drama z grubej rury. Wiesz, dużo bardziej wczułabym się w postać, gdyby ta histeria nie była tak nagła i niespodziewana; gdybym miała kontrast typu „Kamila wcześniej” i „Kamila później”. Teraz nie znam bohaterki, więc nawet nie mam za bardzo powodu, by się nad nią rozczulać, by jej współczuć. Nie targają mną żadne emocje, a przecież scena jest ważna i powinna je pobudzić.
Okazuje się, że postać, którą poznałam na początku rozdziału, najpierw jest super miłą dziwką, potem nagle przy śniadaniu ma ze sobą problem, a na końcu notki czytelnik już wie, że dziewczyna zakochała się w kliencie. Za dużo, za szybko naraz, za mocno. Nie zbudowałaś napięcia i nie pozwoliłaś mi poznać bohaterki na tyle, by teraz jej drama robiła na mnie wrażenie. Ach, no i oczywiście ekspozycja – dziewczyna siedzi na przystanku, płacze i ściska te nieszczęsne pieniądze, a resztę odwala narrator.

ROZDZIAŁ SZÓSTY
Masz strasznie nierównomierne długości notek i ta różnica dość mocno rzuca się w oczy.

Komisarz Beata Szczygłowska wysiadła ze swojej czarnej Škody rapid (...) – Skoda małą. Kurczę, brakuje mi jeszcze rocznika i rodzaju nadwozia, serio. A, i czy była bita.
Po co ci takie szczegółowe dane? Część czytelników i tak nie odróżni skody rapid od octavii czy superb.

Miał na głowę zarzucony kaptur od bluzy (...) – kaptur bluzy.

Spodobała mi się scena z Beatą, Alanem i Norbertem. Mężczyzna pierwszy raz pokazał, że żyje. I nie chodzi o krzyki i ekspresję sceny, ale zbudowałaś jego wizerunek właśnie na podstawie zachowania, a nie suchych komentarzy narratorskich. O to chodzi! Brawo.

Stówa na godzinę w terenie zabudowanym? Tomek to funkcjonariusz policji i hipokryta, mogliby mu za to zabrać prawko. A przy okazji – opisywanie dokładnej trasy, kiedy nic nie wynika z tego, że Tomek siedzi w samochodzie, jest daremne. To upychacz, niepotrzebny akapit. Pamiętaj, że wciągająca historia unika naddatków informacji, które nie wnoszą niczego do rozwoju fabuły, postaci itp. Z tego powodu nie opisujemy każdej sekundy, każdego oddechu czy czynności z życia bohatera, a jedynie to, co ma znaczenie. Jakie znaczenie ma przebyta trasa, biorąc pod uwagę, że niewielki odsetek twoich czytelników mógł spacerować ulicami Gdańska? Zdajesz sobie sprawę, że pozostała część nie będzie korzystała z mapy w czasie czytania, prawda? Nie marnuj weny na pisanie o czymś, co nie wnosi nic istotnego do powieści. Pierwsze wrażenie taki opis zrobi niby dobre, ale kiedy ktoś się nad nim zastanowi, to może dojść do konkluzji, że wysilasz się na darmo. Dalej ma miejsce już tylko ekspozycja, aczkolwiek wątek Tomka i Kamili niespodziewanie stał się moimi faworytem i bardziej niż morderstwo i śledztwo, interesuje mnie, jak to wszystko ułożysz, by ich ze sobą spiknąć.

Zaskoczył mnie ojciec Oktawii – pozytywnie, jako że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Natomiast same przesłuchanie bohaterki było rutynowe, nudne i nie wniosło do opowieści niczego, czego jeszcze nie wiedziałam. Przydatne informacje ze sceny to ojciec dziewczyny i Tomek, który ostatecznie rusza z pomocą. I to było dobre.

— A nie wygląda, by pani Grażyna interesowała się chociażby w minimalnym stopniu kulturą Japonii. — Mężczyzna postukał palcem w grzbiet jednej z książek. Beata zerknęła na jej tytuł. Był jednak napisany cyrylicą. – Norbert wywnioskował to, bo znalazł rosyjską książkę? Dobrze rozumiem? Przecież to bez sensu.

Poczuła si jak w piekarniku. – Się.

Nie rozumiem. Przecież wszyscy tak się zarzekali, że Oktawia to outsiderka, że tajemnicza, że mało mówi, a bez pytania zaczęła opowiadać Tomkowi o swojej rodzinie.

Pewnie, [przecinek zbędny] dlatego [przecinek] że ostatniej nocy najlepiej nie spała. – Nie spała najlepiej.

Końcówka bardzo na plus, ale dlaczego Tomek podał Oktawii telefon? Nie prościej byłoby, gdyby Norbert mu polecił zadać ostatnie pytanie? Po co to całe zamieszanie?
Piszesz w posłowiu o tym, że wciąż kształcisz się i zbierasz research odnośnie pracy w policji, a szczególnie procedur z nią związanych. To się czuje, czytając twój tekst. Dobra robota. Sprawdzałam i zdobyte przeze mnie informacje pokrywają się z tym, co opisujesz. Ufam też, że w przypadku podawania dróg i ulic też przeprowadzasz research, bo grzebałam w tym przypadku dość pobieżnie i, faktycznie, chociażby raz opisany parking policyjny autentycznie znajduje się za komendą. Oby tak dalej, aczkolwiek nie przesadzaj ze szczegółami w miejscach, w których nie są one potrzebne. Pewnie elementy – na moje oko – mogłabyś spokojnie pominąć, a opowiadanie nie straciłoby na wartości. Wręcz przeciwnie – wydawałoby się mniej zagracone.

ROZDZIAŁ SIÓDMY
Może, [przecinek zbędny] dlatego [przecinek] że w szpitalu każdego dnia toczyła się walka o ludzkie życie, podczas gdy w prosektorium to śmierć niezaprzeczalnie święciła triumfy. – Podoba mi się to zdanie.

Spoglądała na ciało starszej kobiety, ułożone na metalowym stole. (...) Nawet nie spoglądał na ciało. – Powtórzenia wciąż są twoją słabą stroną.

Anna Zgarda wsadziła ręce do kieszeni od fartucha – nie pierwszy raz stosujesz formę „coś od czegoś” – kieszenie od fartucha, kaptur od kurtki... Brzmi to po prostu śmiesznie.


Przynajmniej już wiedzieli [przecinek] na czym stoją.

Złapała denatkę za lewą rękę, ukrytą pod materiałem [przecinek] i podniosła ją, pokazując wewnętrzną stronę przedramienia. Beata i Norbert zobaczyli nieduży, czarny znak, który nie od razu rozpoznali. – Trzeba zadzwonić po Sherlocka, on ma doświadczenie w sprawach z tatuowanymi ofiarami. Nie ma się więc co dziwić, że pierwsze moje skojarzenie to mafia.

— Na nadgarstkach są też ślady po skrępowaniu.— powiedziała (...) – na ogół nie masz problemu z zapisem dialogów, więc uznam, że ta kropka i brak spacji to przeoczenie.

Norbert i Beata popatrzyli z niezrozumieniem na patolog. – Takie zdania strasznie trącą amatorszczyzną. Nie dość, że bohaterowie oboje w tym samym czasie spojrzeli tak samo, to jeszcze nie opisałaś dokładnie jak. Co to znaczy „spojrzenie z niezrozumieniem”? Jak mam to sobie wyobrazić? Popatrzyli spod byka, unosząc brew? Czy może raczej wybałuszyli oczy i rozdziawili usta? A może zmarszczyli czoła i skrzywili się, kręcąc głowami?

— Rzygamy na zewnątrz! — ostrzegła ostro patolog, wskazując na drzwi za nimi. – Najlepsza kwestia w opowiadaniu do tej pory! Genialna.

Miał w planach pojechać do Gdyni [przecinek] do Klaudii, swojej dziewczyny. – Narratorze! Opanuj swoje rządze i przestań działać, jak działasz do tej pory, bo najwyraźniej jesteś kiepski w tym, co robisz. Dlaczego to, że Klaudia jest dziewczyną Alana, nie może wyjść, nie wiem, może za pomocą sceny, w której bohaterowie spotkają się i czule przywitają?
Mavis, jak cię proszę, zacznij tworzyć opowiadanie, a nie tylko suchą relację. Czasem twoja praca zmienia się w opis wydarzeń i charakterystykę bohaterów w jednym – jakbyś pisała szkolne wypracowanie. To samo tyczy się dalszego streszczenia bójki, o której wcześniej wspominał Norbert. Obrazujesz sceny wstawania rano z łóżka, skupiasz się na bzdurach i charakteryzujesz wnętrza swoich bohaterów, a ważną scenę z Alanem w roli głównej pominęłaś i postanowiłaś ją tylko streścić. Gdybyś zdecydowała się ją zobrazować, to przynajmniej w końcu dostałabym realny dowód na to, że Alan jest młodym gniewnym i ma problemy; zmarnowałaś potencjał własnej historii.
Przecież i tak skaczesz w scenach z postaci na postać, nie masz jednego głównego bohatera, więc zastanawia mnie, czym się kierujesz, wybierając sceny godne opisania? Dlaczego scena A jest ważniejsza od sceny B? Bo jeżeli piszesz kryminał, to logicznym staje się, że bójka będzie ciekawsza dla czytelnika i bardziej przytrzyma go w napięciu, obudzi go, aniżeli opis porannej toalety czy suchych przemyśleń w fotelu.

Spotkajmy się w Starbucksie na swietojanskiej. Bede za 40min – Ja wiem, że to treść SMS-a, ale co stało na przeszkodzie, by zapisać nazwę ulicy wielką literą i użyć polskich znaków? Miało być bardziej realistycznie? Gdyby było poprawnie, wcale nie wyszłoby przecież gorzej.

Zobaczył, ile osób na niego czeka [przecinek] i się skrzywił. – Ale że jak czeka? Czekać na niego miała Klaudia, za czterdzieści minut w Starbucksie. Więc o jakich ludziach tutaj mowa?

Komisarz Szczygłowska chwilę wcześniej wykonała telefon do Tomka, który [przecinek] ja [+k] się okazało [przecinek] był już nieopodal Gdańska.

Podoba mi się, że nie przedobrzyłaś, jeżeli chodzi o ponury nastrój komendanta. Nie wyeksponowałaś go przesadnie, a zwyczajnie o nim wspomniałaś; czytelnik wie tyle, ile musi w tym temacie. Delikatnie wskazałaś problem i mam nadzieję, że powoli, naturalnie wątek ten „wyjdzie w praniu”, a odpowiedzi nie zostaną podane na tacy.

Beata [przecinek] patrząc na fotografię odcisku buta [przecinek] czuła narastające podekscytowanie. Mieli morderstwo. Cholera, mieli morderstwo! Chciała działać jak najszybciej. Czuła się jak nakręcona.  Przemknęła wzrokiem po twarzach pozostałych. Miała cichą nadzieję, że towarzysze czuli podobną ekscytację. – Chyba raczej „była nakręcona”, o czym świadczy jej mowa pozornie zależna.
Beata udowodniła tutaj, że ma zapłon jak diesel na mrozie. Przecież już w prosektorium dowiedziała się, że śmierć Grażyny była morderstwem. A tatuaż wykonany na ciele denatki zrobił na niej mniejsze wrażenie niż… odcisk czyjegoś buta?
No i dlaczego kobieta odczuwająca żal i współczucie do chłopca, który znalazł denatkę, nagle jest nakręcona na myśl o morderstwie? To się wyklucza, pokazuje zupełnie dwa skrajne podejścia do sprawy. Rozumiem, że ludzie nie są tylko biali lub czarni, a na charakter składa się wiele cech i trudno zbudować go dobrze, aczkolwiek twoje postaci zawsze popadają w dziwne skrajności, co czyni je nierealistycznymi. Brak ci złotego środka, wyważenia, a upierdliwa ekspozycja (tutaj czasownik czuć się) za bardzo nakreśla pewne cechy, które mogłabyś przedstawić w sposób bardziej subtelny.

Mariusz klasnął w dłonie, skupiając uwagę pozostałych na sobie. Uśmiechnął się przyjaźnie. – Tak, bo to jest to, co robią policjanci, gdy rozmawiają o śledztwie na temat morderstwa. Tak.

Gdyby jeszcze bohaterowie byli rozproszeni, głośni, nie skupiali na nim uwagi wcześniej… Ale nie. Gość zaklaskał kompletnie bez powodu zaraz po tym, jak skończył opowiadać o śladach zbrodni i rozdał spokojnym współpracownikom zdjęcia.

— W domu ofiary znaleźliśmy kilka listów, napisanych najprawdopodobniej po japońsku — wyjaśnił Norbert, spoglądając na szefa. Widząc jego pytające spojrzenie, westchnął. — Musimy poczekać, aż tłumacz nam powie, co tam było napisane. – Mam rozumieć, że wyniki toksykologii, badanie mikrośladów, wyniki sekcji zwłok… to wszystko poszło szybciej niż tłumaczenie podejrzanych japońskich listów pozostawionych w domu denatki, która nie interesuje się w żaden sposób Japonią? To nie brzmi realistycznie.

— Jak dla mnie powinniśmy przesłuchać pracowników z kawiarni. – Funkcjonariusze zrobili to już wcześniej. Nie mogli wtedy zadać większej ilości pytań? Wiem, że nie mieli jeszcze dokładnych śladów odnośnie morderstwa, ale słabi z nich policjanci, jeśli muszą ponawiać wywiad. Poza tym rozciągasz tym niemiłosiernie fabułę; zamiast pójść do przodu, to mam wrażenie, że stoję w miejscu i kręcę się w kółko.

— Poproszę naszą psycholog, Jagodę Labudę [przecinek] o pomoc – nie ma to jak przedstawiać kolegom osobę, z którą wszyscy pracują, pełnym imieniem i nazwiskiem, aby czytelnik mógł poznać nowego bohatera. To naprawdę słabe. Już pomijam, że często robi to narrator. Ale żeby tak w dialogu…? Przecież oni wszyscy powinni wiedzieć, jak nazywa się ich koleżanka z pracy, tym bardziej że potem Beata się krzywi na dźwięk tego imienia, więc psycholożka jest jej znana. Wyszło nienaturalnie. Wrzuciłaś to wprowadzenie nowej postaci najgorzej, jak tylko mogłaś.

Morderca prawdopodobnie był o kilka kroków przed policją. – Raczej na pewno.

ROZDZIAŁ ÓSMY
Tego rozdziału nie masz jeszcze w gadżecie spisu treści.

A ty, mała wredoto [przecinek] nawet mi nie podziękowałaś, że wziąłem winę na siebie.

Kiedy byliśmy dziećmi [przecinek] wszystko wydawało się takie proste (...).

Życie nas rozpieszczało, słowo „problem” nie istniało. – Nie czuję, gdy rymuję!

Podszedł do okna, zaciągnął się ostatni raz, po czym ugasił papierosa w szklanej popielniczce. – Ugasił? No nie wiem, „zgasił” czy „przygasił” brzmi dużo lepiej. Ugasić można pragnienie albo pożar...

Poczuł [przecinek] jak przechodzi go znajomy dreszcz zdenerwowania.

Dwa strzały, jeden w głowę, jeden w serce. – Pierwszy przecinek zamieniłabym na myślnik.

Mijając zwłoki [przecinek] nawet nie spojrzał w szeroko otwarte oczy ofiary. – A niby dlaczego miałby to robić?

(...) puścił jedną ze swoich ulubionych piosenek, która zagłuszyła zbliżającą się burzę. – Wcześniej napisałaś, że za burzowymi chmurami dopiero co schowało się słońce. Jakie odgłosy wydaje burza, która jeszcze nie nadeszła? Bo ja znam tylko grzmoty, ale o nich mogłabyś napisać wprost, a nie tak ogólnikowo.

Wstał od biurka i omiótł nieco znużonym spojrzeniem pokój.Wstał od biurka to raczej jakiś kolokwializm i raczej unikałabym takich zwrotów w narracji.

(...) włożył słuchawki od Ipoda do uszu – a nie mówiłam? Nie jest to przypadkiem jakaś naleciałość z rosyjskiego? Tak strzelam.

Treść listu realistyczna, w dobrym smaku. A więc morderca robi coś dla siebie i siostry, hmm... Podoba mi się, bo sama mogę pomyśleć, coś wywnioskować, mam nad czym się zastanowić. W końcu czuję posmak dobrego kryminału.

PODSUMOWANIE
Jeżeli chodzi o poprawność – problemy masz głównie z interpunkcją (szczególnie przy wtrąceniach), ale dużo bardziej niż wstawiane losowo przecinki drażniły mnie powtórzenia. Już nawet nie chodzi o podstawowe być, mieć, czy też móc, spojrzeć, chcieć, czuć, wstać. Uwielbiasz męczyć zaimki odmienione na wszelkie możliwe sposoby, a także który. Czytasz w ogóle rozdziały przed publikacją? Może rób to na głos, aby wykluczyć chociaż część powtórzeń?
Zdarza się, że zdania dopieszczasz szczegółowym opisem, ale tak naprawdę wypisujesz logiczności – ktoś klaszcze rękami, oblizuje językiem, patrzy oczami. Dodatkowo gubisz podmioty w zdaniach. Najpierw wspominasz bohatera, potem przerywasz jego wątek opisem, na przykład, przyrody, a gdy wracasz do niego, okazuje się, że podmiotem w zdaniu patrzy przez okno jest... deszcz. Staraj się tego pilnować, bo wychodzą bzdury.
Czasem sadzisz zdania, które mają dziwną konstrukcję, umieszczasz czasowniki na końcu i bawisz się w Yodę, ale ta tendencja malała z rozdziału na rozdział. Zdarzało ci się też używać słów, które zwyczajnie nie pasowały do kontekstu zdania. Na początku też usilnie rozdzielałaś dwie części zdania złożonego kropką i drugą część rozpoczętą od spójnika zaczynałaś wielką literą. To strasznie spowolniło ci tempo akcji. Nie wymieniłam wszystkich potknięć – tekst powinnaś oddać w ręce dobrego betareadera, który pomoże ci poprawić warsztat. Dostałam też informację od Forfeit, która betowała ocenę (dziękuję, For!), że część podobnych błędów wyłapała ci w trakcie oceniania Midori no asa. Może spróbuj dzięki naszej pracy zapamiętać chociaż część zasad – to zawsze jakiś sukces, prawda? Małymi kroczkami, ale sama, do przodu.
Jeżeli mowa o akcji – tej praktycznie u ciebie brakuje. Pokazałaś, że prawie każdy twój bohater ma swoje życie, swoje problemy, i to wyszłoby całkiem smacznie, gdyby nie fakt, że wykorzystałaś nędzną ekspozycję, by przedstawić mi każdą postać. Lubisz ściany tekstu, w których narrator opowiada o tym, kim jest bohater. Na domiar złego przedstawia jego wnętrze, co mnie zwyczajnie znudziło; wolałabym sama móc się domyślać, co czują bohaterowie po tym, w jaki sposób działają, jak się zachowują, co mówią. Pod tym względem wiele fragmentów zaznaczonych wyżej jest suchych i nienaturalnych – nawet dialogi miały swoje słabe momenty, kiedy starałaś się przekazać czytelnikowi logiczne dla postaci informacje. Twoi bohaterowie wyszli papierowo. Najlepiej ukazałaś moim zdaniem Tomka, bo jego charakterek wyłazi w rozmowach i czynach – mężczyzna jest irytujący, cyniczny, zabawny, ale i pomocny (scena z Oktawią i jej ojcem). Beata wydaje się bohaterką pełną sprzeczności, na myśl o flegmatycznym Norbercie aż mnie mdli, a Alana zbudowała tylko i wyłącznie ekspozycja – to samo stało się z Kamilą.
A jeżeli już przy bohaterach jesteśmy, niestety na imię „Grażyna” padła jakaś nieszczęsna klątwa. Śmierć Grażyny – to brzmi fatalnie. „Grażyna zaczęła kojarzyć się z babcią z monitoringu osiedlowego lub czymś w stylu: „Te, Grażyna, podaj pilota!”. No i jakoś ciężko było zachować powagę. Oczywiście dałoby się to zrobić, gdyby tekst był bardziej emocjonujący, wpływał na czytelnika i zajął go odpowiednio. Wtedy takie głupie skojarzenia w ogóle nie miałyby miejsca bytu.
Twoi bohaterowie nie myślą. Ich ewentualne myśli wplatałaś w narrację, ale często wchodziło to sztywno, bo nie używałaś mowy pozornie zależnej, a wykorzystywałaś narratora wszechwiedzącego. Czasem odbijałaś od tej tendencji, ale robiłaś to rzadko. Miałam wrażenie, że między mną a bohaterem zawsze pośredniczył narrator. Spotkałam się również z niepoprawnym sposobem zapisywania myśli, kiedy narrator cytował. Postaci bardzo dużo na tym straciły.
Na przestrzeni tych wszystkich rozdziałów ani razu nie poczułam żadnego dreszczyku emocji, nic nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Pamiętaj też, że jedna scena nie jest od wprowadzenia jednej nowej informacji, ale całego ich mrowia, więc wykorzystaj potencjał swoich scen. Każde zdanie powinno wnosić tylko niezbędne dane, bo w opowiadaniach nie ma miejsca na puste słowa. Nadal uważam, że najlepszym przykładem pustych słów i scen są momenty jedzenia śniadania czy brania prysznica, z których nic nie wynika. Bohater równie dobrze może sobie wspominać oblany egzamin, robiąc coś istotnego dla fabuły, bo inaczej przeciągasz i tekst robi się nijaki.
Lubisz oglądać filmy? Na pewno zwracasz uwagę na mimikę bohaterów, na mowę ciała, na zachowanie. Głos w tle nie podpowiada wtedy, co czuje postać odgrywana przez aktora, ale na podstawie tego, co widzisz, możesz sama z łatwością nazwać poszczególne emocje. I ja bym chciała działać tak samo. Twoja fabuła powinna w mojej głowie tworzyć wizję takiego filmu; twoi bohaterowie odgrywają rolę, którą ja za pomocą wyobraźni chcę poznać, chcę móc wnioskować, chcę brać czynny udział w policyjnej sprawie podczas czytania. Ty mi te możliwości odbierasz, podpowiadając. Twój narrator jest najgorszym typem narratora, bo relacjonuje i opisuje wszystko, co tylko może, łącznie z wnętrzem bohatera i tym, co ma on w głowie. A ja nie chcę tego wiedzieć tak po prostu, bo nie lubię płytkich książek i ich płytkich bohaterów. Wymagam od książki czy opowiadania głównie rozrywki, która zajmie mi czas, wciągnie w inny świat i wyrwie z mojej rzeczywistości. Tobie, Mavis, niestety się to nie udało – owszem, twoja pisanina przeniosła mnie do Gdańska, do kawiarni czy komisariatu. Otoczka wyszła ci idealnie – tło, opisy natury, opisy miasta, opisy pomieszczeń (poza opisami postaci, gdyż to często wypisane po przecinku cechy) pomagały się wczuć, więc po części wiesz, na czym polega pisanie. Ale meritum zawaliłaś zupełnie, bo o ile bronisz się całkiem ciekawą, choć czasem stereotypową fabułą: masz pomysł na bohaterów, na ich życie i ich sprawy codzienne, masz pomysł na morderstwo, masz śledztwo i dwa trupy, i to wszystko naprawdę zapowiada atrakcyjną, wielowarstwową historię, to wykonanie maksymalnie spłyciło całość. Przez większą część czytania miałam wrażenie, że za każdym razem idziesz na łatwiznę – streszczasz, relacjonujesz, eksponujesz – zamiast POKAZAĆ, co się dzieje. Zamiast budować historię scena za sceną, ty wrzucasz ich opis. Narrator ma kupę zabawy, a ja nadal ziewam.
Brakuje mi działania i strony fizycznej twoich bohaterów. Brakuje mi momentów, w których miałabym chęć poobgryzać paznokcie z nerwów, ale nie przez twój toporny sposób pisania, na który często narzekałam, a przez zdarzenia fabularne poruszające moją wyobraźnię. Brakuje mi możliwości wczucia się w sytuację postaci. I w końcu głównie brakuje mi emocji, bo prawie każde zdanie zawiera jakąś emocję, ale rzuconą wprost: ktoś czuł się tak i tak. Zadowolenie opisujesz w sposób spłycony, pisząc, że bohater się uśmiechnął, a zdenerwowanie – bo wyciągnął papierosa, ale inne, bardziej wymagające emocje (na przykład: podniecenie, rozpacz, tęsknota, zmęczenie, ból, strach) nazywasz bezpośrednio (podnieceniem, rozpaczą, tęsknotą, zmęczeniem, bólem i strachem). Przykłady z rozdziałów:
Czuł, że ich zawiódł.
Czuł, że teraz nic więcej nie zje.
(...) mężczyzna poczuł coś na rodzaj zawodu.
(...) poczuła jeszcze większe zakłopotanie.
(...) poczuła się tak sponiewierana (...).
(...) poczuła się nieco niepewnie.
Beata poczuła się tutaj nieswojo.
Czuła się zażenowana
(...) poczuł jakąś wewnętrzną radość.
Czuła znajome jej podekscytowanie.
Czuła się jak nakręcona.
A teraz spróbuj każdemu z tych odczuć przyporządkować tylko ZACHOWANIE bohatera, po którym czytelnik mógłby sam wydedukować, jak ten bohater się czuje. To jest dużo trudniejsza sztuka, tak zwana wyższa szkoła jazdy, ale też uświadamia i uczula autora na reakcję czytelnika na tekst, pokazuje nowy sposób na kreowanie opowiadania, a także sprawia, że pisanie sprawia więcej radości. Dzięki temu wnikniesz bardziej w postać, żeby dobrze oddać jej emocje. Nazwać je jest łatwo – sama udowodniłaś, że suchych określeń ci przecież nie brakuje. Ale spróbuj zastanowić się przy najbliższej okazji, JAK postać PRZEŻYWA scenę, a potem opisz to zachowanie czytelnikowi. Fakt, że to sposób dużo bardziej wymagający, ale też dużo bardziej satysfakcjonujący.


Podobało mi się natomiast, że dbasz o research, co nieraz zaznaczyłaś – sama wyszukujesz informacje i umieszczasz je w tekście, na dodatek przedstawiasz otoczenie dokładnie tak, jak naprawdę wygląda (tym bardziej że opisujesz ulice, którymi każdy faktycznie można się przejść). Czasem za bardzo wchodzisz w szczegóły, więc spróbuj trochę odetchnąć i zastanowić się, które informacje naprawdę pomagają czytelnikowi wczuć się w fabułę, a które tylko zapychają tekst.

Na dzień dzisiejszy – przeciętny (3) z minusem.
Opowiadanie jest jak najbardziej zdatne do czytania, ale głównie dla niewymagających czytelników. Takich, którzy lubią nużące ściany tekstu mówiące wszystko wprost o bohaterach i nie bardzo chcą brać czynny udział w przeżywaniu fabuły, gdyż w tekście, który aktualnie widnieje na blogu, nie bardzo jest co przeżywać. To taka typowa amatorska robota wymagająca szlifu – również technicznego. Cieszę się jednak, że piszesz, bo masz już materiał, który możesz teraz ulepszać. Masz bazę, którą możesz dowolnie zmieniać, rozwijać, więc życzę ci weny twórczej i powodzenia w dalszej pracy nad tekstem.

5 komentarzy

  1. OKej.
    Przeczytałam pobieżnie, szczególnie podsumowanie. Ogólnie bardzo ci dziękuję za ocenę. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest tak słabo...
    Wydawało mi się, że styl mam dosyć ogarnięty. I chyba mam większy problem z przedstawianiem emocji bohaterów niż ni się początkowo wydawało. Cóż. Więcej pracy przede mną. No nic, poczytam na spokojnie ocenę, spróbuję wyciągnąć z tego jak najwięcej wniosków, zobaczymy. Grę Żniwiarza zaczynam od nowa, mając twoje słowa na uwadze będę się bardziej przykładać.
    Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, szybko czytasz.
      Ocena dopiero co zawisła, a ja kilka minut temu wrzuciłam ci na bloga komentarz o jej publikacji O.o
      Cieszę się bardzo, że mogłam pomóc. Gdybyś chciała przedyskutować szerzej jakąś kwestię z oceny lub coś wyjaśnić, to zapraszam do wymiany opinii po tym, jak już przeczytasz nie tylko pobieżnie ;)

      Usuń
    2. Bardzo chętnie skorzystam z Twoich rad. Ale odezwę się jak na spokojnie przeczytam, tutaj też jeszcze napiszę coś więcej odnośnie oceny. :)

      Usuń
    3. Przeczytałam. Piszę z telefonu, więc nie patrzę na błędy. Zgadzam się chyba że wszystkim, co napisałaś. Z mojej perspektywy nie widziałam wielu tych błędów, o ekspozycji nie mówiąc. Na pewno zwrócę teraz na to szczególną uwagę. A co do twojego pytania, które gdzieś tam się przewinęło, tak czytam moje rozdziały. Tych powtórzeń jakoś nie widziałam, jak czytałam co napisałam. Ale mam pytanie. Opowiadanie piszę od nowa, czy w przyszłości byłabyś skłonna ocenić je raz jeszcze? Ciekawi mnie czy uda mi się zrobić postęp.

      Usuń
    4. Jasne, że tak!
      Zgłoś się, gdy skończysz lub udziergasz więcej tekstu (te 8 rozdziałów wystarczy, bo po nich już jest z czego wnioskować). Z niecierpliwością będę czekała na nową wersję historii :)

      Usuń

Aktualności

Mrs. Mayhem pomyślnie
ukończyła staż. Pojawiła się jej
pierwsza ocena
:) Gratulacje!
Blogi zgłoszone przed Fuzją: 1
Blogi zgłoszone w 2016: 4
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Zbieramy pierwsze lajki ;)
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.