...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

[99] ocena bloga: utwory-wierszem-pisane.blogspot.com

29 listopada 2016
Autorka: Secret Journey
Tematyka: Poezja
Oceniająca: Skoiastel

Szablon bloga jest całkiem znośny. Ptactwo robi na mnie dobre wrażenie, ale jestem przeciwna białej czcionce w archiwum (gdy już wybierze się jakiś post), także tej samej czcionce w dacie opublikowania posta i niżej, w notce o prawach autorskich. Słabo prezentuje się na takim tle.
Na twoim miejscu wyłączyłabym opcję automatycznego odtwarzania muzyki – kto będzie chciał, na pewno sobie sam odpali utwory. Gdy otwieram bloga nocą, na słuchawkach, zawsze mnie ta melodia irytuje. Przy czytaniu wierszy może ona pełnić funkcję tła, ale pozostawiłabym tę decyzję czytelnikom.
Zaznaczę tylko, że najpierw podejdę indywidualnie do każdego wiersza (pomijając te z dopiskiem o nieocenianiu, które wypisałaś mi na podstronie). Spróbuję określić je pod względem przekazu i techniki. Na końcu napiszę ogólnie o interpunkcji oraz podsumuję całość.


NA DOBRY POCZĄTEK
Nie ma co czekać, zaczynamy od pierwszych dwóch wierszy.
Są dobre na start, lekko się je czyta. Do pierwszego nie mam nic, ale w drugim:

Jedno słowo,
Uśmiech,
Zapach,
Dźwięk.

Dlaczego taki dobór? Zapach łączy się z dźwiękiem, gdyż oba te czynniki poruszają zmysły. Uśmiech można do nich podczepić – wzrok działa, gdy widzimy uśmiech na czyjejś twarzy. Dotyku i smaku brakuje.
„Jedno słowo” budzi moją wątpliwość. Po pierwsze, dlatego że nie wiem, o jakie słowo chodzi i nawet nie mam punktu zaczepienia, by się domyślić (utwór o tym nie mówi). Po drugie, dlatego że każde wypowiedziane słowo jest dźwiękiem, więc to się jakby pokrywa.


PIANISTKA
Pod naporem jej smukłych palców
Tworzą się skoczne melodie.
Utkane z nut
Na czarno-białej płaszczyźnie klawiszy.

Kropka w drugim wersie wygląda na zbędną, bo w tamtej części (w drugim zdaniu – w trzecim i czwartym wersie) nie ma orzeczenia.
Pamiętaj, że poezja to nic innego tylko najelpszy dobór słów ułożonych w najlepszy sposób, by całość robiła wrażenie. Mnie to wrażenie psuje tutaj „utkane”, bo kojarzy się z szyciem. Gdybyś pociągnęła metaforę dalej i płaszczyznę klawiszy zamieniła na czarno-białą chociażby tkaninę – cokolwiek do wyszywania – ten jeden wyraz nie gryzłby się z resztą. Zrobiłaś ze swojej pianistki szwaczkę, ale tylko na ćwierć wersu, więc wydaje się to bez sensu.

I ciągle wprawia w zdumienie,
Gdy w powietrzu rozbrzmiewa dźwięk
Wciąż nowych piosenek.
„Ciągle” i „wciąż” obok siebie nie brzmią dobrze, bo świadczą o tym, że pianistka ciągle wprawia w zachwyt swoimi ciągle nowymi piosenkami. To spłyca utwór. No i faktycznie mogłaś tę pianistkę ukryć pod jakąś metaforą. Wszystko o niej wyrzuciłaś wprost. Nie mam się nad czym zastanawiać w tym wierszu – podałaś mi go, ja go przeczytałam i tyle. Nie widzę żadnego powodu do zadumy.


NIESPEŁNIONE MARZENIA
Chciałabym uczyć się w Hogwarcie,
W ciemnych lochach stworzyć niejedną miksturę,
Dostawać listy od sów,
Na lekcjach zielarstwa uczyć się rozumieć naturę.
Źle się czyta ostatni wers, jest za długi. Usunięcie powtórzenia skróci go,

Chciałabym wznieść się ponad lasy
Na śmigłej miotle [a ten za krótki, spróbuj przeczytać wiersz na głos]
I w locie musnąć stopami
Taflę jeziora niejednokrotnie.
(...)
Tam czas nie istniałby,

Albo istniałby,
Lecz nie miał znaczenia, [miałby?]

A ten świat wznosiłby się
Na wielu dziecięcych marzeniach.
Dlaczego w ostatniej strofie użyłaś trybu przypuszczającego – wznosiłby się? Przecież zaczynasz wiersz od tego, że chciałabyś uczyć się w Hogwarcie, więc masz świadomość tego świata. Opisujesz lekcje, zamczysko, okolicę i używasz czasu teraźniejszego („gdzie pełno jest jednorożców”), jakbyś wiedziała, o czym piszesz i była święcie przekonana, że tak jest, a potem gdybasz nad płynącym czasem. To się wyklucza. Poza tym Hogwart znamy bardzo dobrze z uniwersum potterowskiego i czas płynie tam zupełnie normalnie. Nie widzę sensu w rozprawianiu o tym.
Ale podoba mi się, że kombinujesz z formą. Nie masz strof sylabicznych, regularnych. Śmiało używasz przerzutni i nie boisz się odklejać od siebie wersów – jednak te elementy muszą mieć jakieś uzasadnienie. Jestem ciekawa, czy wynika to z intuicji, czy poparte jest świadomością poetycką, ale za szybko na wnioski. Najpierw zapoznam się ze wszystkimi wybranymi przez ciebie utworami, a dopiero potem nadejdzie czas na sążniste podsumowanie. Proszę też, byś pamiętała, że poezja tak naprawdę nie jest materiałem na ocenę. To ty piszesz wiersze i ty je musisz czuć, ja mogę jedynie subiektywnie opisać, czy dobrze się je odbiera, czy raczej coś gdzieś zgrzyta. I co może z nich wyciągnąć jakiś statystyczny Kowalski.


KOCHAM MUZYKĘ
Pierwsze dwie strofy świetne. Piszesz o elementach, a potem je wymieniasz. Szkoda, że wspomniałaś tylko o dwóch przykładach – ptasim trelu i odgłosach wzburzonego morza. Dalej już forma trochę podupada:

Kiedy tylko dotrze do mych uszu
Taka muzyka,
Jej piękno duszę moją
Na wskroś przenika.
Zobacz, jak strasznie lejesz wodę. To są uszy podmiotu lirycznego, więc w domyśle dusza też pozostanie przynależna jemu. Ale plus, że tematyka jak najbardziej pod tytuł. Bardziej to już się chyba nie dało.

Jest dla niej ambrozją,
Życiodajnym nektarem [czyli że niby czym? spermą?]
[tutaj natomiast wolna linijka jest niepotrzebna, psuje kompozycję, bo zaczynasz kolejny wers od „który”]
Który nie tylko gasi pragnienie,
Po tym, jak pomyślałam o spermie, do końca utworu nie mogłam się skupić. Tym bardziej że dalej pojawia się wers o gaszeniu pragnienia i napełnianiu... No wybacz.


NIBY ZWYKŁY DOM... KRÓTKA BALLADA
Odziana w czarną szatę,
Wyciąga długi,
ozdobny patyk.
Błyska zielonym światłem.
Twoja ballada – jak na balladę z definicji przystało – to faktycznie utwór epicko-liryczny o dramatycznie ukształtowanej fabule, z elementami fantastycznymi, utrzymany w posępnym, tajemniczym nastroju. Ale naprawdę aż ciężko mi uwierzyć, że całe wrażenie zepsułaś, nazywając różdżkę ozdobnym… patykiem. To tak jakby Pelerynę Niewidkę nazwać magiczną szmatką. Zniszczyłaś tym klimat jak za pstryknięciem palca.


A Czarny Pan
Kieruje się na górę
Skrzypią złowieszczo drewniane schody.
A co było dalej,

Wspomnę kiedyś,
Przy okazji,
Mimochodem...

Ta pusta linijka znów wydaje się niepotrzebna. Nie mam na nią wytłumaczenia. Zastanawiam się również, czy miałaś faktyczny pomysł z takim podziałem wersów na strofy? Cztery, trzy, trzy, siedem, pięć, osiem, cztery i trzy. Początek i koniec mogłyby być podobne, a punkt kulminacyjny podkreślony dystychem (strofą składającą się tylko z dwóch wersów)? Pamiętaj, że budowa utworu musi być dopasowana do napięcia, które powinno rosnąć w balladzie wraz z płynącą akcją. I to nasuwa mi jeszcze jeden pomysł: tytuł pasuje właściwie tylko do pierwszej strofy i nie ma nic dalej. Może zamiast używać „mimochodem…”, które właściwie tak z dupy troszkę kończy utwór (podmiot liryczny wychodzi nagle na lenia-flegmatyka), może lepiej byłoby tam wcisnąć powtórzenie początku? Sama nie wiem, ale wydaje mi się, że nie do końca z pomysłem podeszłaś do utworu. Miałaś przygotowany temat i skomponowałaś jakoś całość, ale budową nie podkreśliłaś właściwie niczego.


BAL BOŻONARODZENIOWY
...jest strasznie płytki. No i dlaczego pierwsza strofa ma pięć wersów, a reszta po cztery – nie widzę powodu poza takim, że nie zmieściłaś wszystkiego, co miałaś do przekazania.

Leje [-ą – l.mn] się kawa i kremowe piwo,
Gdyż jest to Bal Bożonarodzeniowy. – To brzmi tak, jakby każde miejsce, w którym się leje piwo, było takim balem. Dodatkowo rym jest mało subtelny, a jeszcze wzmacnia go za duża ilość sylab. Nie sądzisz, że lepiej brzmiałoby:

Płynie głośna muzyka,
Zagłuszając wszelkie rozmowy.
Leją się kawa i kremowe piwo
Na Balu Bożonarodzeniowym.

Jeżeli zabierasz się za formę rymowaną, to staraj się utrzymać jeszcze ilość sylab w miarę regularną, bo czytać wiersz rymowany z za długimi/krótkimi wersami jest trudno. Da się takie utwory tworzyć, aby były przyjemne w czasie czytania na głos, jasne, ale to wysoko postawiona poprzeczka, na którą – mam wrażenie – jeszcze nie jesteś przygotowana.

Na tej sali każdy jest kimś innym, [przecinek zbędny – KLIK]
Niż dotychczas:
Hermiona wróżką w różanej sukni,
Ginny elfką w szmaragdowej.
A to „niż dotychczas” dlaczego takie krótkie? Kompozycja wiersza strasznie utrudnia jego recytację na głos. Może zamiast marnować wers dla takiej drobnostki, którą można śmiało pominąć, daj dwukropek już po pierwszym wersie i opisz, nie wiem, jeszcze Lunę? No i gdzie się podziały rymy? Przecież od początku się ich trzymałaś.


W tym momencie poprosiłam cię o wysłanie mi materiału z tekstami, gdyż na blogu dalsze publikacje mają wyłączoną możliwość kopiowania treści (w poprzednich wierszach nie miałam z tym problemu, o dziwo). Nie wysłałaś mi tych, które już zdążyłam sprawdzić, nie chcę też brać pod uwagę materiału, którego miałam nie tykać, ale szkoda, by wcześniejsza część oceny poszła na marne. Nie usunęłam jej więc, ale od teraz skupię się już tylko na prywatnie wysłanych mi tekstach. Również ocenię je w kolejności takiej, w której dotarły do mnie drogą mailową:


BOISKO JEST PARKIETEM
Boisko jest parkietem,
Gracze - tancerzami.
A piłka z wdziękiem śmiga nad ich głowami.

Ich gra jest jest niepojętym tańcem,
Pełnym lekkości,
Choć piłka często nabiera prędkości.

Ich ruch zapiera dech w piersiach,
Przyciąga wzrok
I więzi spojrzenie.

Każdy ich ruch jest nową figurą,
Punktacja dziś traci znaczenie.

Podoba mi się wydźwięk wiersza, gdy czyta się go na głos – ze względu na nieprzypadkowe rymy – jednak zdecydowanie psuje go płytkość spowodowana powtórzeniami.
Dlaczego gra jest tańcem „niepojętym”? Co niepojętego jest w zasadach gry w nogę? Są one ściśle ustalone, więc wydaje mi się, że wykorzystałaś słowo zupełnie bez wcześniejszego pomyślunku; co chcesz nim przekazać czytelnikom? I dlaczego punktacja traci znaczenie tylko dziś, w tym jednym meczu? Większa ilość sylab nie jest dobrym wytłumaczeniem na słaby sens zdania.
Ich wskazuje liczbę mnogą, a ruch jest jeden – odmieniony w l. pojedynczej. Powtarzasz to dwukrotnie. Chcesz mi napisać, że ponad dwudziestu mężczyzn biega po boisku i celowo nazwałaś to „jednym ruchem”?
Nie zrozum mnie źle, bardzo lubię oglądać mecze, gdy mam okazję i gdy grają nasi – jasne. Jednak nie widzę powodu do podniecania się, a wiersz brzmi, jakbyś opisywała łyżwiarstwo figurowe do muzyki z Gorączki Sobotniej Nocy. Taniec zapierający dech w piersiach… Jak odbiorca się uprze, może z tego wyciągnąć nawet odrobinę erotyzmu. A co zapierającego i pociągającego jest w dwudziestu dwóch spoconych kolesiach biegającymi za piłką? Nie mam pojęcia.


JASKINIA SMOKÓW
Dlaczego w wysłanym dokumencie pierwszy wers jest pogrubiony, a na blogu wisi wersja bez pogrubienia?

Dym znad tej jaskini widać już z daleka.
Tu legowisko mają smoki.
Każdy z nich groźny, nieujarzmiony,
A zmienić to może jedynie przyjście człowieka. [za dużo sylab, źle się czyta]

Musi być silny duchem,
Sprawiedliwy i odważny
Tylko tacy ludzie u smoków
Mogą cieszyć się posłuchem.

Lecz każdy smok jest inny,
Inne zalety posiada,
Innymi wadami go obarczono,
Inny jeździec się nada.

W pierwszej strofie mamy rymy okalające (abba), w drugiej okrojoną sylabiczność i całkowity brak rymów, a w trzeciej znowu mamy jeden rym w parzystych wersach. Mam wrażenie, że nie pomyślałaś nad formą.
No i co mi przekazuje ten wiersz? Że silni ludzie mogą dosiąść smoków. Tytuł dotyczy jaskini, o której mowa tylko w pierwszej strofie. W drugiej określasz jeźdźców, a w trzeciej dochodzę do wniosku, że skoro każdy smok jest inny, to jeźdźcy też będą różni. Nie rozumiem więc... po co właściwie jest druga strofa?


TROCHĘ INNE PIEKŁO
Kolejny wiersz, w którym pierwszy wers jest pogrubiony w pliku, a na blogu – nie. Jeżeli komuś jeszcze chcesz wysłać ten dokument w takiej formie, to radzę to unormować, ponieważ na pierwszy rzut oka odnosi się wrażenie, że niektóre utwory mają po dwa tytuły.

Ich piekło jest szaro-błękitne
Myśląc po półangielsku
Rozmyte w odcieniach depresji

(...)

To ledwie kontynuacja
(Dla niektórych)
Podczas gdy
Dla innych
To nowe tortury

Do tego momentu obstawiałam, że wiersz jest o emigracji. O próbie odnalezienia się w nowym piekle. Ktoś już tam był i teraz kontynuuje w innym środowisku (pisałaś też o samotności, więc tym bardziej przypasował mi ta interpretacja), a inni dopiero zaczynają przygodę poza granicami kraju. Nie widziałam bardziej logicznie brzmiącego wytłumaczenia dla tych kilku strof, szczególnie nakierowało mnie półagnielskie myślenie. Szarobłękit – że niby w Anglii niebo jest zawsze szare? Tak?
Dalej czytamy:
Nie wiem, gdzie podział się sprawca
Ani kim jest tak naprawdę
/
Wiem za to, kim mógłby być wybawca
I dlaczego jego ofiary świat wciąż nie chce.

Teraz to kompletnie nie pasuje do interpretacji, którą sobie ułożyłam w głowie. Autorko! Co miałaś na myśli i co chciałaś uzyskać? W komentarzach na blogu widziałam kilkanaście pochwalnych komentarzy i myślałam, że może ktoś to rozwikłał przede mną, może akurat problem leży we mnie… Ale nie. Nikt nie zinterpretował wiersza. Wszyscy tylko pisali, że jest dobry, a ja nie widzę w nim niczego dobrego, jeśli chodzi o przekaz. Natomiast podoba mi się jego budowa i strona techniczna.


FE(MOWA)
Tytuł świetny, adekwatny do treści.

Słuchajcie uważnie, drogie dziewczęta
Morał ten zawsze niech każda z Was pamięta:
Faceci zwykle są gorsi niż zwierzęta!

Ach, obiecałam sobie, że zwykle nie będę oceniać samego przekazu, ale głównie technikalia i logikę, ale tym razem nie potrafię przejść obojętnie. Tak, wiem. Miało być z przymrużeniem oka, lecz mnie nie ujęło – chyba za mocno wspieram zdrowy feminizm, który definiuję sobie budowaniem relacji damsko-męskich na zasadzie wzajemnego szacunku.
Nie chce mi się tłumaczyć, że kobiety też mają swoje za uszami i jakoś ogólnikowo nikt o zdrowym rozsądku nie napisze o drugiej płci takich bzdurek.


Jasne, że zdarzają się sytuacje, które przedstawiłaś na przykładach, ale, kurczę, może zgań tylko te przypadki i zaznacz to jakoś w tekście, a nie wstawiaj takiego ogólnika, że (jak wynika z pierwszych strof) wszyscy mężczyźni są gorsi od psów. To zwyczajnie niesmaczne.
To pierwszy wiersz, który miał naprawdę lekką, przemyślaną technikę – rymy, ilość sylab, tempo – zaprezentowała się genialnie.


PIEŚŃ ŚCIGANIA. BALLADA NA KANWIE... TOCCATY KHACHATURIANA :)
Emotikona w tytule to fatalny pomysł. I raczej chodziło ci o toccatę Chaczaturiana. Istnieje spolszczony odpowiednik tego nazwiska.

(...)
A ku Tobie stąpał w poszyciu,
Miękkich łap cichym śladem;
Stwór przez miejscowych ochrzczony
Wilkołakiem ludojadem...
/
Krzyżyk mój boską mocą
Przed śmiercią by Cię uchronił,
Ale cóż Ty mogłaś począć,
Gdy ja tak rychło ustałam w pogoni?

Czy podmiot liryczny to zakonnica? Co to za krzyżyk o boskiej mocy?
Moją wątpliwość wzbudzają ostatnie wersy strof. Są nieregularne i w czasie czytania na głos bardziej psują, niż ułatwiają odbiór.

Całość wywarła na mnie pozytywne wrażenie, ale jestem przeciwniczką rymów banalnych, częstochowskich. Są to słowa często zestawiane ze sobą w pozycjach rymowych. Tworzą ciąg cholernie przewidywalnych wyrażeń. Najczęściej są odczasownikowe. Kończy się to tym, że zaczynasz strofę, a ja już wiem, czym ją skończysz:

Nie chciałaś wskazówek,
Więc ja nie nalegałam.
Wtedy to po raz ostatni
Żywą Ciebie widziałam.
Musiałaś iść chwilę niepomna
Tego, że jesteś obserwowana,
Bo szłaś, do śpiewu wciąż zdolna,
O przyjaciółko ma ukochana!

(...)

Zerwałam więc się do biegu,
Z prawdziwie świetlną prędkością;
Stawiając przy tym kroki w śniegu
Z nienaturalną lekkością;
Podobna konstrukcja parzystych wersów spłyca strofę. Dodatkowo świetlana prędkość kojarzy się ze współczesną liryką, natomiast w całym utworze skupiasz się na stylizacji ludowej. To się wyklucza.

Lecz zjawiłam się nie w porę,
Będąc  śmiertelnie zmęczoną;
Oparłam czoło o korę...
[I po co tu ten enter?]
A wtedy drapieżnik się ocknął.

Świetnie, że wyeksponowałaś powtarzalnymi wersami „refren”. W końcu jest to ballada. Wyszła bardzo smacznie tym bardziej, że znalazło się miejsce na grozę i fantastykę, co można przyrównać do ballad romantycznych. Doceniam wykorzystanie symboliki ludowej, złote myśli umoralniające czytelnika i obecność przyrody. To wszystko daje bardzo ładny obraz połączenia liryki z epiką. I o to właśnie chodzi w balladach.


TREN
(...)
Wygrywa się, i owszem [przecinek] bitwy
Nawet [w] liczbie mnogiej [przecinek]
Ale całą wojnę z wrogiem?

Nie chciałam też pisać o interpunkcji za wcześnie, ale tutaj brak tych dwóch przecinków jest naprawdę irytujący (przed spójnikiem „ale” i we wtrąceniu).
Mowa o raku. I, owszem, są osoby, które wygrały walkę z nim całkowicie. Mowa tutaj o odmianach, które nadają się do wyleczenia ciekłym azotem albo wyłyżeczkowaniem, część operacji też przecież jest w stanie usunąć wszystkie guzy. Na przykład rak skóry wyleczalny jest praktycznie w stu procentach. Posiliłaś się zbrojną metaforą, która wyszła naprawdę świetnie, ale przecież w przypadku działań wojennych też mamy historyczne przypadki absolutnych zwycięstw. I mimo że bardzo podoba mi się ta metafora, to zawiera realny problem logiczny. Zastanów się nad nim.

Teraz my płaczemy,
Chyląc głowy
Nad jej mądrością
Dopiero teraz my
Mówimy
[łącznie] Jak byśmy byli jednością;

Ale teraz
Nasz głos
Spotyka się z wymowną
Pustką.

Powtórzone teraz w pierwszym i drugim przypadku wygląda na celowe i brzmi dobrze, ale to w ostatniej strofie już zupełnie mi nie leży.


DO CHOPINA
Świetna jest ta strofa:
Ze spotkań naszych wyłaniał się chaos;
Ja geniusz Twój myliłam z szaleństwem;
Wiesz, wtedy głupia byłam,
A zresztą - nadal głupia jestem.

Aż do tego momentu nie miałam żadnych zastrzeżeń:
Porwałeś mnie, Fryderyku,
I cieszę się jak Cyganka;
Która, schwytana przez swego wybranka,
Radość tłumi w postaci krzyku.
Krzyk nie jest metodą tłumienia. Raczej wyeksponowania radości. I dlaczego akurat Cyganka?

Hej! Całość ma rymy. Znów – raz krzyżowe, raz okalające, ale zawsze mocno uwypuklone. A tu jest (w porównaniu do całości) zbyt delikatnie:
Nieraz słuchając Twojej muzyki
W mało romantycznej scenerii
Płakałam wraz z nią, a przez to z Tobą
Łączyłam się poprzez epoki.

POPRZEZ. Rany, co? Jak łączyłaś się poprzez epoki? Z czym? Z Szopenem? Mam wrażenie, że to zdanie kupy się nie trzyma.
No i dlaczego taka forma? Przecież potrafisz budować wiersze mocno rymowane, więc wycofywanie się na jedną strofę nie jest dobrym pomysłem. Mimo że nie brzmi źle, bo parzyste wersy kończą się na literę i, to i tak nie pasują do reszty.

Porwałeś mnie dawno swą samotnością,
I swym geniuszem, mylonym z szaleństwem;
Jak chcesz, naciesz się mą miłością,
O ile tylko przyjąć ją zechcesz...
Czy ty właśnie zaproponowałaś martwemu Szopenowi swoją miłość?
Bo tak to właśnie zabrzmiało. Jak miałby zechcieć?


BALLADA O SKRZYWDZONEJ
(...)
Lecz jedno rzecz [rzec] trzeba - śpiewała cudnie;
Głos jej sąsiadów od dawna urzekał.

(...)
Nie wyglądali wprawdzie na prostaków,
Choć nimi okazali się w istocie;
Pierwszy wers zawiera czasownik na drugim miejscu, a w następnym poprzedza go „nimi”. Odwróciłabym tę kolejność (choć okazali się nimi w istocie), wtedy czytanie wydaje się łatwiejsze, a wers bardziej dopasowany do reszty

Całość faktycznie posiada cechy ballady, ale znalazło się kilka strof, które kompletnie do mnie nie przemówiły. Trzy z dwunastu zupełnie się nie rymują, wydają się odbijać od rymowanej całości, więc te przypadki nie brzmią dobrze:
Zosia zatrzęsła się mimowolnie;
Wiatr bawił się jej sukienką,
A oni rzucili się na nią jak głodne
Wilki w pogoni za zwierzyną. [sugestia: Wilki za kruchą sarenką?]

(...)
Szarpała się, rzecz jasna,
Krzyczała też wniebogłosy;
Spójrz, jaka ona jest ciasna!
Któryś z nich słusznie zauważył.
[Nie dość, że nie ma rymu, to jeszcze jej krzyk i wykrzyknik w kolejnym wersie na pierwszy rzut oka wyglądają, jakby Zosia tak o samej sobie z tą ciasnotą…]

(...)
Inny z kolei sięgnął po broń,
I uderzył Zosię w głowę;
Od tej pory ustał żałosny szloch,
I mogli kontynuować zabawę.
Powtórzony początek parzystych wersów wygląda źle. Sugeruję:

Inny z kolei sięgnął po broń,
uderzył Zosię w głowę;
a wtedy ustał żałosny szloch,
więc dokończyli przygodę.
W takiej lub zbliżonej formie zgadza się również ilość sylab i rym.


DROGA KANADO
Nie wiem, co oznacza być Francuzką z polskim akcentem, skoro wyszło zupełnie odwrotnie – cały utwór jest po polsku (z jednym malutkim akcentem enfants, który musiałam sprawdzić w słowniku).
Mam zastrzeżenia też do Boga w tekście. „Maczał w tym palce”, a potem „skropił cię syropem klonowym” – mam wrażenie, że nie wykorzystałaś potencjału tego połączenia lub nie jest ono w pełni widoczne. Lepiej odebrałoby się wiersz, gdybyś najpierw pokazała, że Bóg maczał palce w tym (wyborze Kanady) i jednocześnie w syropie klonowym. Gra słów byłaby tu mile widziana.
Podoba mi się strona techniczna – rymy są widoczne, podział na strofy nieregularny, ale przyjemny.
Całość na plus.


BYŁO ICH TRZY
Było ich trzy.
A wszystkie równie odrażające.
Imiona miały następujące:
Kuchta, Prządka i Szeptucha
A domem ich bagna się stały.

Było ich trzy
A każda jakąś moc w ręku dzierżyła
(...)
Rozpoczęcie trzech wersów od A jest słabe.

Nie rozumiem, po co napisałaś ten wiersz. Nie widzę sensu, nie czuję puenty. Okej, w pierwszych strofach przedstawiasz trzy wiedźmy, ale co dalej?
Było ich trzy
I wielu ludziom starczały za wiarę
Co z tego, że nigdy nie wybaczały?
Za to  pomoc przychodziła niezawodnie
Przy okazji tylko rodząc sny potworne
Chcesz napisać, że trzy wiedźmy pomagały ludziom, ale przy okazji były straszne? Przecież to się wyklucza z pierwszymi wersami, które zapewniały mnie o tym, że są to złe stworzenia. Złe stworzenia nie pomagają ludziom. Czegoś nie rozumiem. No i co z tymi snami? Dlaczego zakończyłaś w takim momencie? Przecież nic się nie wyjaśniło, do niczego nie doprowadziłaś. W jakim celu wykreowałaś te postacie?
Tyle pytań… tyle pytań.


PROCES
A my stanęliśmy u stóp szubienicy
Przynajmniej
Mogliśmy Ci potrzymać kajdany

I posłuchać morału
W białych szatach skazańców
Całość ukierunkowała mnie na stwierdzenie, że podmiotem lirycznym jest rodzina skazanego, ale ostatni wers to wyklucza. Inni skazańcy? Więc skąd wiedzą, ile trwał proces towarzysza i znają jego szczegóły? Dlaczego pomagają mu trzymać kajdany? Czy nie powinni obserwować bohatera wiersza jedynie z daleka i komentować, że za chwilę czeka ich podobny los? I o jakim morale mowa?
No właśnie – najwyraźniej morału w tym wierszu… brak.
Naprawdę nie wiem, co myśleć. Zadaję pytania, ponieważ mam wątpliwości i trudności z poprawną interpretacją. Wiersz jest zamknięty. Raczej nie zdarza ci się pisać w sposób, który dawałby dowolność w kwestii zrozumienia i wyciągnięcia sensu, ponieważ opisujesz konkretne sytuacje i konkretnych bohaterów.
Zastanawia mnie też strona techniczna. Dlaczego akurat tak porozrzucałaś wersy? Bo faktycznie wyglądają na porozrzucane. Odebrałaś sens przerzutniom, często stosujesz je jakby bezmyślnie. Po prostu obcinasz wers w dowolnym miejscu i resztę przenosisz do kolejnej linijki. I to nie jest złe, wielu autorów tworzy w ten sposób, ale w wierszach każdy element – nie tylko słowa, lecz ich rozmieszczenie, cała strona techniczna, wykorzystana interpunkcja – ma znaczenie. Powinien je mieć. Tutaj nie widzę żadnego sensu; po prostu tak, o. Bo tak. Tutaj sobie zrobię enter.
No i w końcu tytuł – jak w przypadku smoczej jaskini, o której mowa była tylko w pierwszym wersie – tutaj sytuacja wygląda dokładnie tak samo. Zapowiadałaś proces, a skupiłaś się na wykonaniu wyroku.


TĘSKNIĘ
Wiersz jest szeregowy, rymowany i ma cztery strofy, po cztery wersy w każdej. Ta prosta konstrukcja zawiera rymy dokładne (utrzymują pełną identyczność głoskową na obszarze współdźwięczności, np: stworzeniami – marzeniami), jak i niedokładne (nie operują identycznością głosek w obrębie obszarów rymowych, np. wodzach – siodła) oraz czasownikowe (zwałam – wiązałam). Ale część nie ma rymów wcale. Takie jednostrofowe wyjątki naprawdę kulawo brzmią w tak prostej konstrukcji. Jak gdybyś postarała się tylko w dwóch pierwszych strofach, a potem dalej już miała to gdzieś:
Ale to nie jedyna bolączka strony technicznej, spójrzmy na sylaby w pierwszych strofach:

Tęsknię za łagodnymi stworzeniami [11]
Których niegdyś przyjaciółmi zwałam; [10]
Tęsknię za niedoścignionymi marzeniami [13]
Z którymi tak wielkie nadzieje wiązałam. [12]
/
Tęsknię za swoistą władzą [8]
Skupioną w szorstkich wodzach [7]
Tęsknię za zbyt mokrym [ą] zimą [8]
A parzącym latem dotykiem siodła. [11]

Uważam, że tak prosty wiersz naprawdę wymaga zachowania sylabiczności, biorąc pod uwagę, że zaczynasz wersy od Tęsknię i całość powinna być rytmiczna, aż się o to prosi, a czytelnik już po pierwszej strofie się na to właśnie nastawia. Chce jednego tempa. Nietrudno to uzyskać, bo udawało ci się już wcześniej – po prostu licz sylaby. Już po samej budowie widać, że dobrze czyta się każdą strofę osobno, ale cały tekst pod tym względem to kompletny chaos. Między ósemką a trzynastką naprawdę czuć różnicę.
Jasne, że możesz powiedzieć, że parzyste strofy są krótsze, a nieparzyste – dłuższe. I takie rozwiązanie byłoby świetne, nowatorskie i niespodziewane, ale niech chociaż liczba w rozróżnieniu parzyste-nieparzyste się zgadza. Niech parzyste mają po osiem, a nieparzyste jedenaście lub dwanaście – będzie miodzio. Głównie chodzi o to, że jeżeli decydujesz się chociażby rozpoczynać poszczególne wersy tym samym wyrażeniem, to w nich sylaby muszą się zgadzać.

+ parzącym latem dotykiem siodła – zdecydowanie mniej absurdalnie byłoby, gdybyś napisała, że to jeździec dotyka parzącego siodła, a nie siodło parzącym dotykiem dotyka jeźdźca.

Standardem powoli staje się to, że nie rozumiem ostatnich strof:
Zebrawszy te słodkie obrazy,
W nabrzmiały uczuciem album,
Zabronię snom galopady
Kategorycznej myśli stalą.
Co to za stal? Dlaczego kategoryczna? Nie lepiej, żeby zabronił myślą stalową, a nie stalą myśli? Czasem gubię się w twoich przecudacznych określeniach, jak gdybyś na siłę chciała utrudnić czytelnikowi odbiór w rzeczywistości prostego wiersza.
Na początku utworu podmiot liryczny mówi, że tęskni, a na końcu zabrania sobie wspominać i śnić? To po co wpierw w ogóle zbiera te obrazy w album? (Lepiej brzmiałoby: zebrawszy do albumu albo zrobiwszy z nich album – czy jakoś tak). Aby o tym nie myśleć… Czy to się aby nie wyklucza?? No i album nie rymuje się ze stalą… Po prostu nie.


DO ŁAŃCUCHÓW GÓRSKICH
Nie mam absolutnie żadnej uwagi do tego utworu; podobał mi się w całości, ale żeby też nie było tak idealnie – trafiło się powtórzenie, które psuje efekt końcowy:
Niezrównane w swym majestacie!
Wy swym mrozem bezlitośnie smagacie


WYSPA KSIĘCIA EDWARDA
Żadnych uwag, chociażby najmniejszych. Podoba mi się.


ANGLIA A/I FRANCJA
W pierwszej strofie wykorzystałaś metaforę dwóch kobiet, by przedstawić skłócone państwa, ale w trzeciej zmieniłaś ją na porównanie. Niepotrzebnie, skoro na początku piszesz dosłownie o kobietach, a pod tym znaczeniem kryją się Anglia z Francją, to porównanie potem wychodzi kulawe (podobnie jak skłócone kobiety), gdyż wychodzi na to, że przyrównujesz kobiety do tychże samych kobiet. Masło maślane; wystarczyło kontynuować metaforę. Tym bardziej że w środkowej strofie nadal jest o nich mowa, w wierszu występuje ciąg jednej myśli.

Nie podoba mi się pierwszy wers pierwszej strofy:
Choć tak się nienawidzą
Wiecznie splecione w uścisku -
Dwie kobiety z drapieżną zaciekłością
Walczące o względy
Dynamicznego świata
Chociaż coś – to jednak coś innego, ale ty nigdy nie kończysz tej myśli. Nic nie wynika z tej pierwszej strofy, do końca wiersza obie kobiety są nastawione do siebie negatywnie, nic się pod tym względem nie zmienia. Po co więc to choć? Ono sugeruje zmianę, której brakuje.

By wbić w sobie w plecy sztylet zdrady. – Pierwsze w zbędne.
Wbić sztylet w plecy samo w sobie jest już frazeologizmem zdrady; ostatnie słowo jest zbędne.



POCHWAŁA WODY
Zaczynasz wiersz od naprawdę dobrej strofy rymowanej, ale w następnej, w pierwszym wersie skróciłaś ilość sylab i pozbyłaś się rymów. Dlaczego? Czemu chociaż raz nie napiszesz wiersza albo w pełni białego, albo w pełni rymowanego, tylko każda strofa musi być różnoraka? Jeszcze gdyby był to wiersz nieregularny, mogłabym przyjąć takie rozwiązanie. Ale masz pięć strof po cztery wersy – pierwsza strofa stworzyła już w głowie czytelnika pewien schemat, jak czytać i jak akcentować, a druga go burzy i wprowadza zamieszanie. W trzeciej masz tylko jedną parę rymów, czyli jakby ani w jedną, ani w drugą stronę. W czwartej wykorzystałaś rymy okalające, a ostatniej – już krzyżowe. Litości! Temat i struktura całości jest za prosta, niewymagająca, więc to zamieszanie wygląda na bezelowe. Niczego nie wnosi.


PODRÓŻ W IMAGINACJI
Mijam nie ogrody,
Lecz wsie całe;
Tonące w kwiatach,
Spowite nektarowymi zapachami;

Nie domy,
Lecz zamki drewniane [przecinek]
Na ścianach których
Barwna roślinność się splata.

Mijają mnie nie przechodnie,
Lecz szlachta w przebogatych strojach;
A ja sama jadę nie samochodem,
Lecz królewskim powozem nie z tego świata.

Znów mam do czynienia z przypadkowymi rymami dostrzegalnymi w czasie czytania. Nie są rozłożone regularne:
– wsie całe/zamki drewniane
– domy/ogrody
– kwiatach/splata/szlachta/świata
– samochodem/powozem
Dwie pierwsze strofy brzmią genialnie w takim połączeniu! Bardzo mi się podoba – pod każdym względem.
Ale trzecia strofa jest za długa, psuje odbiór całości. Na dodatek tam masz tylko jeden rym w nieparzystych wersach, a wcześniej rymy były bardziej subtelne, ledwo zauważalne. To absolutnie nie pasuje – możesz zmienić szyk i dobrać słowa tak, by rymy odpowiadały poprzednim strofom lub dodać chociaż rym w parzystych wersach, aby pokryły się z tym w nieparzystych.
No i pierwsze dwie strofy są o jednym elemencie, a ostatnia przedstawia dwie w jednym – to chyba właśnie przez nadmiar informacji wydłużyłaś wersy. Odbijają od całości i utrudniają płynne czytanie na głos.
Natomiast bardzo się cieszę, że zadbałaś o interpunkcję, a powtórzone „lecz” też jest przyjemnym zabiegiem. Sam zamysł, temat – jak najbardziej na plus.


PLATONICZNA MIŁOŚĆ
Wkroczyłam na jego teren znienacka
Zastałam rasowego konia w sercu prerii
Ach, móc wówczas pogłaskać...
W meandry lśniącej sierści się zagłębić...

Lecz najpierw musiałby mnie dostrzec
I odpowiednio zinterpretować.
Czasami żałuję, że nikt go nie ostrzegł
Mógłby się wtedy chociaż przygotować.

Ogier o bursztynowej maści
Świetnie władający obcą mu mową.
Jeden z tych, co winni być
Wolni do samego końca.

Zastanawia mnie, dlaczego nie pociągnęłaś dalej struktury – rymów, sylabiczności. Najpierw pozwalasz czytelnikowi dobrać tempo, a potem z tego rezygnujesz zupełnie bez powodu. Słabo to widzę, mimo że tematyka jeździecka i kolejny raz patetyczne podejście do jazdy nawet mnie ujęły.

Straszna wydaje się również ta strofa:
Niegdyś spotkałam się z nim twarzą w twarz
Niemal odnaleźliśmy nić porozumienia
Od tej pory nie umiem spokoju zaznać
Dręczy mnie armia wyrzutów sumienia.

Nie ma takiego wszechświata, w którym „zaznać” ryjmuje się z „twarz”. Choćbyś nie wiem jak to czytała.

O, najbardziej ludzka ze zwierząt istoto!
Może gdybyś stała się człowiekiem
Moglibyśmy zbudować fortecę z naszej miłości;
Ale najpierw musiałbyś mnie pokochać,
Monarcho amerykańskich stepów.

Wybacz mi, że wcześniej nie widziałam
Ukrytego w Tobie ludzkiego pierwiastka,
I wybacz, że ze strachu drżałam
Na myśl o staniu się klaczą.
Borze Najzieleńszy, faktycznie – miałaś rację – ten tytuł zupełnie nie pasuje. Kojarzy mi się dosłownie, z zoofilią. Rozumiem miłość do koni, ale perorowanie o niej w taki sposób osobiście mnie obrzydza.
Swoją drogą masz straszną manierę, jeśli chodzi o melodramatyczne, pełne patosu utwory. O wodzie, o Szopenie, o koniach, o górach, o państwach – wszystko pod względem wykorzystania słów jest (dopasowując się do tematyki) na jedno kopyto. Brzmi tak samo. Istnieje jakiś element twojej twórczości, w której nie wychwalasz czegoś pod niebiosa i nie zwracasz się górnolotnie za pomocą wołacza (o, wielkie cośtam, cośtam!), pomijając ballady i wiersze o tematyce potterowskiej [no dobra, i poza Fe(mową)]? Serio, to się robi monotonne. Wyrażając za dużo emocji, nie wyrazisz za chwilę żadnej. Zaczyna się robić sztucznie.


ODA DO TRISS
Mimo że to kolejny pomnikowy utwór, to jednak tutaj jest to zrozumiałe – podmiot liryczny zwraca się do kobiety. Nie mam żadnych uwag do treści, żadnych do budowy. Jest świetnie, ujmująco, bardzo mi się podoba. Zakończyłaś po trzech strofach, każda coś wniosła. Dużo lepiej niż w przypadku wcześniejszej ody do ogiera, w której w wielu górnolotnych słówach napisałaś o dużo za dużo i przedobrzyłaś.


CZY MAM PRAWO…? (CZYLI ODA DO GERALTA)
Podmiot liryczny to kobieta cholernie zdesperowana, z jakimś kompleksem (przesadnie podkreśla swoją drobność i małowartościowość), ale zakochana. Jeżeli tak miało być, to wiersz na plus. Rozumiem, że z poprzednim utworem tworzy to jakby dialog, mam rację? Wyszło smacznie.


OFIARA PRZEMOCY

Również ten wiersz ujął mnie i tematycznie, i konstrukcyjnie. Historia samobójczyni jest współczesna, mimo że napisana w stylu teatralnym, mocno deklamacyjnym. W tym przypadku pasuje on do przedstawionej historii, tworzy z nią spójną całość. Ale tutaj mam jedną uwagę:

(...)
Wepchnęli ją do nie tego gniazda, mówili;
Czyż nie było po chrześcijańsku
Nauczyć ptaszka, by zbyt głośno nie kwilił?

Dzień po dniu więc wypełniała [pilnuj interpunkcji]
Stosując się do cudzych wskazówek
Zamknąwszy umysł, w milczeniu cierpiała.
(...)

W pierwszej zacytowanej występuje dość wbijający się w uszy rym (gniazda, ptaszka), a druga jest nijaka z tymi rymowanymi czasownikami na końcach wersów. Na dodatek pierwszy wers tej drugiej jest krótszy o dwie sylaby, co również mocno wyczuwa się w trakcie odczytu na głos.

SZCZĘŚCIE

Mieszasz style – to pierwsza rzecz, która rzuca mi się w oczy. Masz w utworze klientów i choże wierzchowce, to do siebie absolutnie nie pasuje. Znów masz „o, Fortuno!”. Znów górnolotnymi frazesami oddajesz hołd. I znów – w połowie masz rymy i dopracowałaś je, a w połowie ich brakuje. Nie jesteś fanką symetrii. To nie jest jakaś szczególna wada, ale żeby każda pisanina była aż tak do siebie podobna? Jak gdybyś miała swoją manierę i tylko jej się kurczowo trzymała, nie próbowała robić czegoś nowego, świeżego, odbić od schematu, który powoli nudzi. Nie zajmuje. Jest przewidywalny po tylu wierszach. Przestajesz zaskakiwać.


BIAŁO O KONIACH
Miało być biało:
Przechodzę między rzędami boksów -
Nie ma tu dwóch identycznych wierzchowców
Dywiz to nie myślnik (mylą ci się w każdym wierszu), a ten rym wcale nie świadczy dobrze o białym utworze.
Zastanawiam się, czy każdy kolejny wiersz pokazuje taką stylizacją językową równie wyidealizowany, górnolotny świat? Stosujesz wciąż tę samą formę – używasz ładnie brzmiących słów, ale czasami ich nie przemyślisz, mieszasz dosłowność z metaforami; śnieg jest nieskazitelny, półmrok tuli do łona wszystkich gości (ten półmrok – rodz. męskorzeczowy!). No i wykorzystujesz zaawansowaną tautologię, powtarzasz myśl:
Nie ma tu dwóch identycznych wierzchowców
Każdy innej maści , rasy
Już pierwsze zdanie o tym mówi; wystarczy. Drugie to tylko powtórka z rozrywki.


LATANIE
Wskocz na siodło,
Chwyć za wodze.
Reszta przyjdzie sama.
Och, mam nadzieję, że czytelnik nie weźmie tych słów dosłownie, inaczej mogłabyś nieświadomie zrobić krzywdę kilku odważnym zapaleńcom bez przygotowania. Masz świadomość, że to trochę bzdurki, bo jazda konna wymaga praktyki pod okiem kogoś, kto zna się w temacie?
Przez takie mocno wyidealizowane podejście do jeździectwa, wiersz jest płytki i infantylny. Ogólnie nie prezentuje niczego ponad to, czym zachwyca się każda zagorzała koniareczka w wieku maksymalnie gimnazjalnym.
Na blogu pod tym postem znajduje się czarno-biała fotka. Pytanie od Elektrowni – kto ją wykonywał, bo nasza oceniająca prawdopodobnie zna babeczkę na zdjęciu (głowy obciąć sobie nie da, bo fotka nie jest w super jakości)?
No i oczywiście ŹRÓDŁA SĄ OBOWIĄZKOWE!


ZATAŃCZ ZE MNĄ
Tego wiersza mi nie wysłałaś, ale w trakcie pisania oceny opublikowałaś go na blogu. Pomyślałam więc, że warto i o nim napisać słów kilka.
Dlaczego tylko kilka? Bo nie bardzo wiem, co mogłabym wytknąć. Mogę jedynie przyznać, że bardzo mi się podoba. Do tej pory to zdecydowanie twój najlepszy utwór (zaraz obok Wyspy Księcia Edwarda). Nie ma ani jednego elementu, do którego bym się przyczepiła. Podoba mi się tematyka, wykończenie subtelnymi rymami (w ogóle bardzo subtelne podejście do tematu). No i puenta, w której można doszukać się wieloznaczności – narodziny nowego człowieka jako owocu miłości, efektu tańca będącego „wielkim wybuchem” tudzież po prostu powstanie silnej więzi emocjonalnej, rozwój miłości… Podoba mi się. Jest uczuciowo, emocjonalnie. Porównujesz, bawisz się metaforą. Nareszcie dostaję coś przyjemnego w odbiorze, dziękuję!

WIERSZE O HARRYM
Czas na nadesłane mi prywatną pocztą wiersze o tematyce potterowskiej:

TRAGEDIA PODCZAS MISTRZOSTW ŚWIATA
Bardzo podoba mi się pierwsza strofa, w której opisujesz obozowisko, ale dlaczego pierwszy wers zapisałaś kursywą? Na blogu tego nie ma.
Do tego momentu jest naprawdę fenomenalnie:
Wtem wśród paniki i zamieszania
Pojawia się głos rozsądku.
Należy do pana Weasleya,
Dotychczas odwiecznego sługi nieporządku.
Ten rym jest po prostu słaby.
Dodatkowo głos rozsądku jest wyrażeniem, który definiuje się całościowo. To nie jest dosłownie głos należący do kogoś, kto powiedział coś rozsądnego, ale to przeciwieństwo intuicji; głos rozsądku podpowiada nam, co słuszne i prawowite, zwyczajnie rozsądne. To nie głos rozsądku należy do pana Weasleya, ale pan Weasley w tym momencie pełni rolę głosu rozsądku. Niepoprawnie wykorzystałaś to wyrażenie. No i dlaczego Artur jest odwiecznym sługą nieporządku – aż do tej chwili? Naprawdę myślimy o tym samym człowieku? Członku Zakonu Feniksa, lojalnym, odważnym i tolerancyjnym czarodzieju?

(...)
Trwoga odbiera czarodziejom
Zdolność do logicznego myślenia,
Ich twarze zastygają
W wyrazie niemego przerażenia.

Myślenie i przerażenie to strasznie płytkie, oklepane rymy. Zdolność logicznego myślenia – „do” zupełnie zbędne. Logiczne myślenie to (jak głos rozsądku) wyrażenie definiowane w całości. Samo w sobie, całe jest zdolnością.

Ten podmiot liryczny jest straszny! To suchy narrator, zimno opisuje sytuację, a śmierć wielu czarodziei nazywa „niestety nieskuteczną próbą walki”. No kurczę, trochę słabo; jakby w ogóle się nie przejął i nie wczuł. Pierwsze strofy zapowiadały coś naprawdę intrygującego. Wkroczenie śmierciożerców nakierowało mnie na to, że zaraz wydarzy się coś strasznego, coś okropnego. Chciałam poczuć dreszcz, smutek, inne emocje… cokolwiek. A dostałam takie: „ktoś pobiegł do świstoklika, a ktoś inny umarł – no trudno. Koniec wiersza”.
NUDA!

Rozczarowałaś mnie tym zakończeniem.


POWITANIE
(...)
Widok dawno nie widzianych [łącznie] twarzy,
Znanych nam dobrze i nowych jednocześnie.
Podoba mi się to połączenie. Na początku przyszło mi do głowy, że ostatnia linijka przedstawia dwa wykluczające się fakty, ale jednak niekoniecznie – rok to przecież wystarczająca ilość czasu, by człowiek się zmienił.

Czy w tym roku czas
Będzie pędził niepohamowanie,
Czy może zwolni
I wlókł się będzie
Jak rozleniwione zwierzę?
Czas zawsze płynie tak samo – ale tym razem nie chcę się zmierzyć z dosłownym przekazem, a z porównaniem do zwierzyny. Po co wykorzystałaś taką analogię? Przy niepohamowanym pędzie tego nie zrobiłaś, jakoś mi się to strasznie wymuszone wydaje i nie pasuje do kontekstu całego wiersza. Może lepiej byłoby nawiązać do tego gnającego pociągu z pierwszej strofy? Powtórzenie psuje efekt.

Szkoła znów wypełni się gwarem,
Rozmów uczniów zmieszanych z narzekaniem portretów,
Aura tajemnicy przesiąknie życie kolejnych nowicjuszy.
Forma zakończenia jest tragiczna. Wersy rozlazłe, za długie, źle się czyta. Spójrz:
Szkoła znów wypełni się gwarem rozmów uczniów zmieszanych z narzekaniem portretów. Aura tajemnicy przesiąknie życie kolejnych nowicjuszy.
Nic się nie zmieniło, a to świadczy o nędznie wykorzystanym pomyśle nadania temu utworowi konstrukcji, która miałaby znaczenie. Która tworzyłaby faktycznie wiersz.

Wszystko to w gruncie rzeczy jest takie samo,
Lecz ludzie nadadzą temu nowe znaczenie.
Co to ma do powitania? Do tytułu? Zaczynasz od sceny pociągu, a kończysz, dumając. Czemu ludzie nadadzą nowe znaczenie? Temu samemu czemu? Zero jakiegokolwiek sensu, żadnego połączenia przyczyna-skutek.
Pociąg sobie jedzie, ale właściwie nie wiadomo gdzie. Ludzie się domyślą, bo zaznaczyłaś, że tematyka potterowska, lecz gdyby czytał to ktoś niezaznajomiony z uniwersum, to ma pozamiatane i jest w czarnej dupie.
Ten wiersz miał być chyba o czymś, ale wyszedł właściwie o niczym. Zaczęłaś od konkretu, a skończyłaś na abstrakcji, dochodząc do sedna materii, której chyba nie zrozumiałam. Nic tu do siebie nie pasuje. Nie tworzy spójnej całości. Nie kupiłaś mnie.


RON ODSZEDŁ
Niepoprawny cudzysłów + wykorzystujesz dywiz zamiast myślnika.
Dlaczego przy „Ron odszedł” wykorzystałaś cudzysłów (zaznaczając, że te słowa wyszeptał wiatr), a przy „to twoja wina” – zrezygnowałaś z niego?

Więc kołyszą się razem,
W takt radiowej melodii,
Płynącej z wnętrza namiotu,
A ona nareszcie zaczyna czuć się swobodnie. [za dużo sylab – źle się czyta]
Kto? Melodia? (Wiem, że Hermiona, ale zgubiłaś podmiot).

Bez sensu. Znów tylko w ostatniej strofie zastosowałaś rym.
Wyrzuty sumienia obojga,
Giną we mgle zapomnienia.
A wszystkie ich myśli płyną
Nurtem tego samego strumienia.
Chwila, moment. Przed chwilą czytałam, że zwierzyna daje znać bohaterom (pieśnią mrożącą krew w żyłach!), że Ron odszedł. Harry powinien mieć jakieś wyrzuty sumienia, źle się czuć. A on (zbyt szczupłymi rękoma – to psuje klimat, który starałaś się wytworzyć pierwszą strofą) obejmuje sobie Hermionę, kołyszą się chwilę i już jest wszystko okej… W czterech krótkich strofach próbowałaś zmieścić wszystko, a tak naprawdę tylko pierwsza przekazała jakąś emocję, dalej przyspieszyłaś i wyszło absurdalnie płytko. Najpierw starasz się za wszelką cenę mnie przekonać, że odejście Rona to wielka tragedia, a zaraz potem okazuje się, że tak właściwie to nic się nie stało.


DRUGIE ZADANIE TURNIEJU
Troje zawodników,
Wybranych przez Ognia Czarę,
Ma wraz z nastaniem świtu wydobyć z głębin jeziora
Złożoną w nim dzień wcześniej ofiarę.

Ich najcenniejszym orężem jest siła woli
A ten to zadanie zwycięży,
Kto pierwszy z mętnej toni jeziora
Swój skarb (będący jednocześnie ofiarą) wyzwoli.

Przeczytaj to powoli, na głos. Czy naprawdę nie czujesz, że w trzecim wersie pierwszej strofy i w ostatnim drugiej jest co najmniej o pięć sylab za dużo? Jak ja mam to zaakcentować, by odbiór był komfortowy? Dlaczego najkrótszym wersem w pierwszej jest pierwszy, a w drugiej – drugi? W trzeciej to trzeci mógłby być najkrótszy – idąc twoim tokiem rozumowania, ale wcale tak nie było, więc kolejny bezsnes. I dlaczego w pierwszej masz inny układ rymów, a w drugiej rozłożyłaś je jeszcze inaczej?

Rozlega się sygnał.
Zawodnicy startują.
A wierni kibice przeszyć wzrokiem
Rozedrganą taflę usiłują.
Czasownikowe rymy spłycają tekst. Dodatkowo star-tu-ją to trzy sylaby, a u-si-łu-ją – cztery. Budując wiersz, miej na uwadze komfort w trakcie czytania.
Raz masz trzywersowe strofy, raz cztery. Zapanuj nad formą, bo wszystko ci się rozłazi byle jak, bez pomyślunku.

Dostrzega czwórkę związanych przyjaciól. [ół]

Dlaczego dalej używasz imion bohaterów (Cedric), a Harry’ego na początku nazwałaś „jednym z wybrańców”? To wprowadzanie tajemnicy na siłę oraz niepotrzebne wydłużanie linijki.

Poza tym Wybraniec jest tylko jeden!

Tymczasem pod wodą
Rój druzgotek brzęczący
Dopada jasnowłosej dziewczyny.

A obok kolejny zawodnik płynie,
I Nie zaszczyciwszy jej nawet spojrzeniem, [dlaczego „nie” zapisałaś wielką?]
Mija ją jak przeszkodę.

Przeszkodę rymuje się niedokładnie z druzgotek. Ważne, aby zarymować dwa ostatnie wersy tych tercetów, bo właśnie tak zrobiłaś dalej. Zacznij być konsekwentna:
"Uwolnisz wszystkich,
Lub pożegnasz się z nagrodą" -
Dobiega go cichy, melodyjny głos.

Lecz młodzieniec tylko odmownie kręci głową.
Nie chce świadomie skazywać
Ich na taki los. [zdecydowanie za krótki wers!]

Niestety ciężar, (tak jak się spodziewał)
Jest zbyt ogromny,
Przygniata go do dna.
I choć bezsilnie krzyczy:
"Nie dam rady ich wyciągnąć!"
To podwodny koszmar nadal trwa.
Wykrzyczana kwestia jest cholernie drętwa, sztywna, nudna, łopatologiczna i nienaturalna. „Nie dam rady!” samo by wystarczyło, ale wtedy wers będzie za krótki. No i dlaczego to w ogóle jest sestet? Miałaś pomysł na formę, czy tak po prostu wciskałaś enter tam, gdzie popadło?

Jednocześnie odbierają sobie życie. – To brzmi, jakby oboje popełnili samobójstwo w tym samym czasie.

A ich przyjaciołom
Powoli gaśnie świadomość,
Aż w końcu czują wszechogarniającą nicość.
Skoro zgasła im świadomość, to jak mogą cokolwiek czuć?

To najsłabszy wiersz do tej pory. Zaskakuje jedynie innym zakończeniem, ale to nie jest praktycznie żaden plus w obliczu tylu nieścisłości. Strona techniczna kompletnie nieprzemyślana. A nawet jeżeli była, to ja osobiście nie widzę w ogóle jej sensu. Rymy – raz za mocne, czasownikowe, a raz wcale. Na głos ten utwór w ogóle nie brzmi jak wiersz. To po prostu opis sytuacji zapisany linijka pod linijką. Dodatkowo mieszasz style, bo masz współczesnych kibiców i archaicznych młodzieńców w jednym tekście. Nic dobrego z tego nie wynikło.


KRÓTKA BALLADA O LEKCJI OPIEKI NAD MAGICZNYMI STWORZENIAMI
Słońce w zenicie oświetla polanę.
Już od wielu stuleci dźwiga swoje brzemię.
Łagodny powiew majowego wiatru
Chłodzi nagrzaną jego ciepłem ziemię.

Zaczyna się przyjemnie, bardzo melodyjnie i aż chce się dalej płynąć z tekstem, ale nagle:

Na zielonych błoniach wiekowego zamku
Stoi grupa uczniów w szatach o dwóch barwach.
Czuwa nad nią potężny gajowy.
Po chwili słychać głośne bicie skrzydeł -
Znak, że na polanę sfruwa hipogryf.
Naprawdę źle mi się to czytało. Cztery wersy, a potem pentastych. No bez przesady. Zrobię sztuczkę i dopasuję conieco:

Słońce już w zenicie oświetla polanę,
Od wielu stuleci dźwiga swoje brzemię.
Majowego wiatru powiew tak łagodny
Ochładza nagrzaną jego ciepłem ziemię.

Na zielonych błoniach wiekowego zamku
Stoi grupa uczniów w szatach i gajowy
Już po chwili słychać głośne bicie skrzydeł –
Znak, że na polanę przyfrunął hipogryf.

Co o tym sądzisz? Nie łatwiej to czytać? Nie łatwiej z tym płynąć? Czasem najwyraźniej trzeba zrezygnować z kilku informacji na rzecz prowadzenia ciągłej konstrukcji. Jasne, że można się nią bawić, ale ja nie widzę w twojej wersji pomyślunku, bo zaczynasz w sposób prosty, od razu podsuwając czytelnikowi myśl, by czytać melodyjnie i sylabicznie, a zaraz potem z tego rezygnujesz i mieszasz. Na pewno tego chcesz?
Dalej to już w ogóle zaszalałaś i okroiłaś sylaby do minimum. Masz do tego tendencję – albo walisz wersy za długie, albo za krótkie. To nie brzmi dobrze z powyższą całością. Wychodzi strasznie nieudolnie.

Nie mija minuta,
A z szeregu srebrnej zieleni
Występuje Draco Malfoy,
Tchórz i cwaniak nie z tej ziemi.
Te dwa ostatnie, zacytowane wersy są tak okropnie niedopasowane, spójrz… zaczynasz wiersz od słońca w zenicie i majowego wiatru, a teraz masz cwaniaka nie z tej ziemi. (Poza tym to ekspozycja, bo nie dostałam dowodu na to, że Malfoy jest cwaniakiem, nie zrobił nic, po prostu wychodzi na to, że podmiot liryczny go nie lubi i jest nieobiektywny). Problem w tym, że podmiot liryczny jest też obserwatorem, opisuje scenę, więc dopiero po tym czytelnik mógłby wywnioskować coś o bohaterach. Na tym opisie ja mogę zbudować własne zdanie o przedstawionej scenie. Narrator tutaj absolutnie nie powinien być stronniczy.
W środku namieszałaś cholernie pod względem technicznym, nie trzymając się żadnych ram, a skończyłaś znowu na dwóch czterowierszach. O co tu chodzi?


BEZ TYTUŁU
Początek genialny. Do fragmentu „próbując oszukać przeznaczenie” świetnie się to recytuje!

(...)
Słychać szelest skrzydeł,
Smok już coraz bliżej.
Wznoszą się nad ziemię cztery postacie.
I mkną coraz szybciej,
Wznoszą się coraz bardziej.
Wśród szumu wody,
Wśród szumu drzew,
Szukają potwora,
Który strzeże skarbu.

Przeczytałam i co…? I już? To wszystko? A gdzie jakaś puenta? Co z tym smokiem, co z tym skarbem? Po co przedstawiasz mi bohaterów, jak nic z tego nie wynika? Trzy razy zaznaczyłaś, że unieśli się nad ziemią i…?
Całość wygląda jak niedokończony szkic czegoś, co za chwilę mogłoby być wierszem. Ale nad wierszami trzeba przysiąść, zastanowić się. Mam wrażenie, że miałaś pomysł, ale wykonanie cię przerosło. Zaznaczone powtórzenia rażą w czasie czytania.


KRADZIEŻ HORKRUKSA
Scena I        Ulica przed Bankiem Gringotta
Osoby  : Ron, Harry, Hermiona
Po co te spacje? Drażnią przy każdym akcie, również przy nieregularnym zapisie kwestii bohaterów. Nie tylko w scenie pierwszej, ale każdej następnej.

Akt pierwszy i drugi bardzo mi się podobały, ale zdarza się, że nie rymujesz do końca:
Czym sięgnąć, skoro od dotyku stos się powiększa? – na przykład ten fragment z niczym ci się nie zrymował, sterczy zupełnie samotnie wśród innych rymowanych. Spójrz na całość:

Czym sięgnąć, skoro od dotyku stos się powiększa?
Ron: Dobądź miecza Gryffindora

O wiele bardziej pasowałaby tutaj zmiana szyku:
Ron: Dobądź Gryffindora miecza

Poza tym jednym brakiem rymu nic mnie nie zniesmaczyło (no, może gdzieś jeszcze coś się nie zrymowało, ale to naprawdę drobne kwestie), nie wprowadziło w konsternację. Napisałaś, że takie rzeczy nie powinny znaleźć się na blogu i nikt takich rzeczy raczej nie chce czytać. Dlaczego? To świetna odskocznia od wierszy, które oceniałam do tej pory! Naprawdę dobrze się bawiłam i nie miałabym nic przeciwko, gdybyś w takiej formie publikowała coś częściej. Jestem jak najbardziej na tak.

I już ostatni wysłany mi wiersz:
SPÓJRZ, HARRY

Jesteśmy.
Chcemy walczyć
Tak jak stoimy.
Nie pragniemy zemsty,
Nie o złoty blask chwały walczymy,
Lecz o wolność.
Więc dopiero chcą walczyć czy już walczą?

Podejrzewam, że utwór jest o ostatecznym starciu w czasie wojny. Sprzymierzeńcy Harry’ego chcą dać do zrozumienia, że stoją po stronie Wybrańca. W utworze widnieje taka część:
W rzeczywistości  dni, tygodnie, miesiące i lata
Orzeźwiającej niepodległości trwania.
Mowa o wolności. Nie podoba mi się użycie słowa „orzeźwiający”. Oznacza tyle co „dający poczucie świeżości, rześkości”. Naprawdę nie znalazłoby się coś bardziej dopasowanego? Wolność brzmi podniośle, zwycięsko i dumnie, a orzeźwienie… no cóż.


I właściwie tylko to mi nie przypasowało w tym utworze. Teraz przejdę do kolejnej kwestii:


INTERPUNKCJA
Sprawa wykorzystania znaków interpunkcyjnych lub rezygnacji z nich łączy się z teorią języka poetyckiego. Co to znaczy? To znaczy, że jak świadomie nie postawisz przecinka przed „że” albo „który”, to jesteś leniem albo ignorantką. (Co innego, jeśli nie wiesz, że przed „że” stawia się przecinek, ale na moje oko jest to wiedza tajemna, którą wynosi się z podstawówki). Chyba że masz pomysł na to, dlaczego by go tam nie wstawić. Bez motywu na ten brak wyzbycie się interpunkcji nie przejdzie. U ciebie sprawa wyglądała różnie – raz znaki były, raz ich brakowało. Często nie zamykałaś zdań kropką, co w ogóle było karygodne; zdarzało ci się również olewać najprostsze zasady (przecinek przed „ale” bądź zbędny przecinek przed „albo”). Pod względem interpunkcji proponuję na spokojnie przejrzeć każdy wiersz. Przykłady:

Ich gra jest jest niepojętym tańcem, [przecinek zbędny]
Pełnym lekkości,
Choć piłka często nabiera prędkości.

Bo nie ma na świecie takiego psa,
Co poszedłby do budy z inną [kropka]
Ach, [z] inną niż własna [ą] "dziewczyną"; [niepoprawny cudzysłów]

Bowiem tą [tę] pieśń ścigania
Słyszą jedynie ofiary,

Ich piekło jest szaro-błękitne [przecinek przed wtrąceniem]
Myśląc po półangielsku [przecinek zamykający wtrącenie]
Rozmyte w odcieniach depresji [kropka]

Wołali na nią: "Zosiu, złociutka"  [przecinek, niepoprawny cudzysłów]
Bowiem jej włosy od złota aż się skrzyły [kropka]

Mam nadzieję [przecinek]
Że przyjmiesz Francuzkę z polskim akcentem [przecinek]
Dla której kwestie Twych obyczajów
Są nieco mętne [kropka]

Ilekroć wchodzę do stajni,
Niezmiennie uderza mnie
W nozdrza ten sam zapach- [spacja i myślnik zamiast dywizu]
Charakterystyczna mieszanka
Ziołowej maści
I końskiego potu [kropka]

Przechodzę między rzędami boksów - [myślnik zamiast dywizu]
Nie ma tu dwóch identycznych wierzchowców [kropka lub średnik]
Każdy innej maści , rasy [zbędna spacja, na końcu wersy przecinek]
W każdym inny tkwi temperament.

I tak dalej, i tak dalej… Nie było wiersza, w którym każdy przecinek byłby postawiony z rozmysłem.


CUDZYSŁÓW
Jedyny słuszny polski cudzysłów wygląda właśnie „tak” – otwierający to dwie pochyłe kreski na dole, zamykający to dwie pochyłe kreski na górze. Nie są to dwa przecinki na dole czy dwa apostrofy u góry. I nie ma między nimi a tekstem w środku żadnych spacji. Włącz klawiaturę numeryczną:
ALT+0132 „
ALT+0148 ”
Lub pisz w Wordzie. Word automatycznie poprawia cudzysłów angielski "(...)" na polski „(...)”.


PODSUMOWANIE
Tematycznie – często starasz się tworzyć wiersze podniosłe. Raczej nie spotkałam takiego, który by mnie zabawił [no, może Fe(mowa), pomijając, że jakoś nie potrafiłam wtedy przymrużyć tego oka] i wydawał się bardziej współczesny, o tematyce, która nie wymusza stawiania pomników. Bo takie właśnie miałam wrażenie – jak gdybyś prawie każdym utworem stawiała pomnik albo opowiadała dramatyczną bajkę (w przypadku ballad), ewentualnie pisała jak naiwne dzieciątko. Zastanawiam się, czy po tylu wierszach nie jest to forma utknięcia, zamknięcia się w narzuconych sobie ramach.
Niektóre wiersze pozytywnie mnie zaskoczyły (Zatańcz ze mną, Ofiara przemocy, dwie ody wiedźmińskie, Wyspa Księcia Edwarda), niektóre nudziły swoją banalnością (Pianistka, Boisko jest parkietem, Latanie), a jeszcze inne drażniły poprzez silenie się na patos (Pochwała wody, Platoniczna miłość, Szczęście). Większość z nich jest mocno przeciętna właśnie przez styl – mam wrażenie, że czasem naśladujesz Leopolda Staffa. Głównie pisał patosem, ale raczej nie parał się aż tak bardzo wierszoklectwem nieregularnym albo wolnym.

MUSISZ MIEĆ ŚWIADOMOŚĆ, ŻE NA WIERSZ ZAWSZE PATRZY SIĘ Z DWÓCH PERSPEKTYW – GRAFICZNEJ I FABULARNEJ
Porozmawiajmy o grafice
Czasem mam wrażenie, że nie potrafisz się zdecydować i raz udaje ci się stworzyć zwrotkę z rymami krzyżowymi czy okalającymi, a innym razem (w tym samym wierszu) wybijasz z rytmu, pozbywając się zamysłu, który czasem prowadziłaś przez pierwszą połowę utworu. To rozprasza czytelnika – przyzwyczajasz do, na przykład, obecności rymów i konkretnego rytmu, a potem nagle zaczynasz kombinować i wszystko się miesza. Niepotrzebnie.
Nie znalazłam u ciebie ani jednego wiersza w pełni równomiernego [poza, bodajże, Fe(mową)], więc albo po prostu nie chcesz ich pisać, albo nie potrafisz. Mam wrażenie, że masz problem z rytmiką. Może poćwicz? Zacznij stukać palcem o blat biurka w równomiernym tempie. Licz do czterech. Najlepiej podłóż sobie do tego jakiś podkład dźwiękowy i wystukuj rytm. Możesz zacząć do tego coś recytować sylabicznie. Możesz też wyklaskiwać sylaby albo wygrywać proste melodie na instrumentach muzycznych. Tak naprawdę bez wyćwiczonej percepcji słuchowej będzie ci bardzo trudno napisać najprostszy regularny wierszyk, bo poezja ma to do siebie, że czyta się ją na głos. Twoje utwory w większości nie nadają się do deklamowania, bo nie są połączone żadną strukturą, która pomagałaby je płynnie czytać.
Muszę poruszyć podstawy. WYRAZY DZIELĄ SIĘ NA SYLABY. Sylab w wyrazie jest tyle, ile jest samogłosek lub dyftongów (dwugłosek, np. eueu-ro-pa). Jeżeli pomiędzy samogłoskami znajduje się jedna spółgłoska, nie oddzielamy jej od następującej po niej samogłoski. Jeżeli więcej, nie oddzielamy ostatniej spółgłoski od następującej po niej samogłoski. Oczywiście, jak to zwykle bywa w naszym języku, występują pewne wyjątki, a w niektórych wypadkach należy kierować się wyczuciem. Podział na sylaby ładnie obrazuje najprostszy przykład (pogrubione samogłoski):

Wlazł ko-tek
Nao-tek
I-mru-ga

Ła-dna to
Pio-sen-ka
Nie-dłu-ga.

Zauważ, że nie dzieli się wyrazów jednosylabowych, gdyż ośrodkiem sylaby powinna być zawsze samogłoska np. krzak, a nie krz-ak. Jedna samogłoska (lub dyftong) = jedna sylaba. U ciebie zauważyłam dość częsty z tym problem. Mam wrażenie, że wydaje ci się, że wersy mają do siebie zbliżoną długość, ale tak naprawdę (gdy podzielisz sylaby) w jednej jest więcej sylab niż w drugiej, więc mimo że ich długość literkowa jest zbliżona, to czyta się obie zupełnie inaczej. Podczas recytowania utworu zwraca się uwagę na sylabiczność i akcent, niestety.
Naprawdę rzadko dostrzegałam w wierszach sensowną, mądrze zaznaczoną klamrę kompozycyjną (zazębienie się, od początku do końca podtrzymywanie jednej formy, która scali utwór) – jakbyś zaczynała pisać na jeden temat, a kończyła w innym miejscu, przy okazji różnorako (coby nie napisać: byle jak) bawiąc się konstrukcją. Te zabawy rzadko kiedy dobrze się kończyły. Klamra kompozycyjna jest bardzo ważna, gdy mowa o budowaniu wiersza. Jasne, że możesz pisać nieregularnie – nie podlegają wtedy sumowaniu ani strofy, ani rymy. Ale nadal trzeba trzymać się idei zazębiania – można na przykład zastosować pewną powtarzalność jednego spójnika albo wyrażenia lub nawet całego wersu. Cokolwiek, bym miała poczucie, że przemyślałaś wszystko od pierwszego do ostatniego wyrazu, a nie tak po prostu wyklepałaś sobie kilka słów na czuja i oddzieliłaś linijki enterami.

Porozmawiajmy o treści:
Staraj się unikać mieszania stylów – jeżeli chcesz pisać „po staremu”, to daruj sobie zwroty potoczne przez cały utwór. Natomiast wciąż zastanawia mnie to, dlaczego wybrałaś TYLKO taką stylizację. Wiesz, sto lat temu pisali wiersze po staremu, to i teraz tak trzeba – staroświecka składnia, szyk, dobór archaizmów, przesadyzm emocjonalny i nadanie podniosłego tonu etc. Jasne, że można próbować i tych środków... Ale żeby tak przez cały czas? Czasem aż czuć naftalinę, serio. Często współcześni poeci – szczególnie ci młodzi, którzy uczą się jeszcze o wierszach na lekcji języka polskiego – nie zdają sobie sprawy, że można inaczej, bo pani polonistka nie mówi, jak pisać wiersze, tylko zmusza do reanimowania staroci, co jest dobre, bo daje wgląd w poprzednie epoki. I każdy twórca powinien znać twórczość poprzedników, ale czy trzeba ich kopiować w XXI wieku? Młodzi kojarzą poezję najczęściej z trudnym, patetycznym bełkotem i cholernie nudzą się na polskim.



Wyobrażasz sobie tego wyprostowanego, jakby z kijem w dupie, Słowackiego, który siedzi nad pergaminem i w blasku świecy macza pióro w atramencie? Naprawdę chcesz pisać na wzór tych dawnych form, co musi tak brzmieć, bo najwyraźniej TAK SIĘ PISZE WIERSZE? „Przecież tak pisali najwięksi, oni muszą wiedzieć!”.
Szkoda, że setki lat temu. Zacytuję Leszka Żulińskiego w „Dekalogu Dobrego Wiersza”:
Uzależnienie od minionych form i formuł jest – uzależnieniem! Wtórnością i epigoństwem. Gdybyśmy nadal pisali np. językiem Mickiewicza – pozostalibyśmy w epoce Mickiewicza, choć świat jest już w zupełnie innym miejscu. Obowiązkiem każdego pokolenia literackiego jest wniesienie do literatury własnego języka. (...) Iksiński nie powinien pisać Mickiewiczem, Norwidem, Leśmianem, Tuwimem, Przybosiem, Białoszewskim... – powinien „pisać Iksińskim”. Znaleźć swój niepowtarzalny styl, swoją formułę, swój model. Być oryginalnym. Prawdziwa sztuka poetycka bardziej musi przypominać budowanie zamków z piasku niż piaskowych babek – z foremek.
Inspirujmy się, czym tylko chcemy. Wychodzę jednak z założenia, że dziś używa się innej składni, języka, szyku. Jeżeli za kilka pokoleń dzieciaki mają uczyć się na podstawie naszej poezji współczesnej, to nie silmy się na kopiowanie staruszków. Pokażmy swoje, bo mamy czym się chwalić.
Oczywiście to tylko sugestia z mojej strony, ale twoje manieryczne wykorzystywanie starej formy zmusza mnie do przemyśleń – dlaczego? A jeśli już poznam odpowiedź, to mam kolejne pytanie – dlaczego ciągle tak samo???

Wiesz, z wierszami jest tak, że można napisać zupełnie wszystko, powykańczać linijki rymami i już: „jestę poetę”. W wierszu białym (bez rymów) przypadkowe rymy drażnią w uszy, natomiast w wierszu rymowanym od razu czuć, że końcówki się gryzą, nie pasują. Licz sylaby, czytaj na głos, EDUKUJ SIĘ, poznawaj rodzaje rymów. Po co ci wiersze, jeżeli nie chcesz się kształcić i całe życie męczysz ten sam schemat (a w twoim przypadku – brak schematu)? Stanie w miejscu to w rzeczywistości cofanie się, bo świat wciąż idzie do przodu.

I NAJWAŻNIEJSZE
Nie publikuj od razu po napisaniu. Wrzuć wiersz do szuflady, wróć do niego następnego dnia czy najlepiej za tydzień. Niech odpocznie, zakisi się, zakwitnie. Wszystko potrzebuje czasu. Ochłoń, weź głęboki wdech. I zawsze czytaj na głos. Czytaj, stawiając znaki w różnych miejscach, stosując różnorakie przerzutnie, zamieniając wyrazy miejscami – szukaj najlepszych dopasowań, najlepszych pomysłów na rym. Wybierz najkorzystniejszą opcję.
Tworzenie poezji polega na budowaniu emocji poprzez zawarcie pasujących do siebie wyrazów w formie wierszowanej. To nic innego jak dobieranie najlepszych słów w najlepszej możliwej kolejności przedstawionych w najlepszej formie. Ogarnij tę swoją formę.
Na dzień dzisiejszy – naciągana trója (ocena: przeciętny).


Beta: Dafne, Elektrownia, Forfeit – dzięki wielkie, dziewczyny :)


11 komentarzy

  1. ... Łał. Jestem pod wrażeniem obszerności twojej oceny i naprawdę doceniam pracę, jaką w nią włożyłaś. Dlatego też nie chcę zbywać jej krótkim komentarzem, ale skomentować wszystko, odpowiedzieć na najważniejsze pytania i nawiązać do twoich najistotniejszych uwag.

    Jeśli chodzi o „Niespełnione marzenia” (tak, wiem, baardzo słaby tytuł), to pisałam je chyba w piątek klasie podstawówki, więc jasne, że nie ma mowy tu o żadnej poetyckiej świadomości. (Zobacz, jak tu od razu widać, które wiersze są pisane pod wpływem natchnienia :P)
    „Kocham muzykę” - Jejku, jak dotarło do mnie, co tak dosłownie znaczy życiodajny nektar, padłam. Serio, współczuję ci, że musiałaś to czytać :D.
    „Boisko jest parkietem” - wiem, że rozgryźć o czym piszę, to niełatwa sztuka i niezbyt przyjemna zapewne, więc wprost napiszę, że chodziło mi o siatkówkę. Rzeczywiście, piłka nożna to nie jest dobry temat, gdy mowa o ubóstwianiu.
    „Trochę inne piekło” - tym razem chodzi mi o nietypową wizję chrześcijańskiego piekła. Zdaję sobie sprawę, że wypada blado przy Twojej interpretacji – miałam pomysł, ale jak zwykle zgasł gdzieś w drugiej zwrotce. I to jest problem, bo dotyczy większości wierszy i naprawdę nie wiem, jak go rozwiązać. Może ty mi powiesz? Pracować mimo weny czy porzucać?
    Aha, i ten szarobłękit to po prostu smutek , który wzięłam z feel blue , czyli czuć się smutno, a dlaczego po półangielsku? Dlatego, że ta druga połowa to już taka zwyczajna szarość.
    I nie pytaj mnie, skąd się to wzięło, bo nie mam pojęcia.
    (Fe)mowa – wiem, że tutaj przesadziłam. Aczkolwiek mentalnie nie utożsamiam się z podmiotem, nie jestem do końca dumna z tego wiersza.
    „Pieśń ścigania” - nie chodziło mi o zakonnicę, to był po prostu krzyżyk, któremu podmiot liryczny przypisał nadzwyczajną moc. I tu miałam dylemat – zostawiać refren, czy nie
    „Do Chopina” - Być może zagalopowałam się z tym krzykiem. W każdym razie, chciałam odwołać się do tego, że Cyganka , będąc porywaną przez ukochanego, tylko udaje przerażoną – i to właśnie miałam na myśli, pisząc o krzyku. Dlaczego Cyganka? Jakoś pasowało mi tutaj to porównanie. W zasadzie pisząc, chyba za bardzo kieruję się intuicją.
    A to , że łączyłam się poprzez epoki? Tu nawiązałam, choć być może zbyt luźno, do tej szczególnej więzi, jaka wytwarza się między twórcą a odbiorcami.
    Co do „Ballady o skrzywdzonej” to wydaje mi się, że prosiłam żebyś jej nie oceniała na twojej stronie w zakładce „zapytaj”. No ale mogło mi się tylko wydawać.
    Teraz enigmatyczny „Proces” . Znów mowa o raku. Stąd trzymanie kajdan, by choć trochę ulżyć w cierpieniu.
    „Anglia a/i Francja” - używając „choć”, piłam do uścisku, to znaczy – niby tak się nie cierpią, a jednak nie mogą się rozdzielić.
    „Platoniczna miłość” - Broń Boże nie jestem zoofilką :D! A cały ten „ogier” miał być metaforą , metaforą człowieka, który mówi innym niż ja językiem i stworzony jest do innego życia. Człowiek dziki i w swej dzikości zupełnie wolny. Idąc dalej, niemożność stania się klaczą staje się niemożnością całkowitego porozumienia, a nawet połączenia, ale nacisk kładę tu na mentalne.
    Tak, „Czy mam prawo...?” i „Oda do Triss” tworzą dialog. Ciekawe, że Ci się podobają, bo dla mnie to są jedne z najgorszych utworów.
    „Zatańcz ze mną” - Dziwię, się, że akurat ten ci się spodobał, bo jego narodziny były raczej krótkie. Można powiedzieć, że bezbolesne.

    OdpowiedzUsuń

  2. O Harrym przestałam pisać już dawno, bo wydawało mi się to niedojrzałe (w czym utwierdziła mnie jedna z polonistek). A ty , jak sądzisz – zgodziłabyś się z tym stwierdzeniem?

    Co do przecinków – chyba to wynika po części z lenistwa, a po części z nieświadomości, ale od tej pory będę się starała na nie zwracać większą uwagę. Uroczyście przysięgam :).
    A co do formy, długo żyłam w błędnym przeświadczeniu, że najlepsze wiersze rodzą się szybko i bezboleśnie. Ja za to boleśnie przekonałam się o swojej pomyłce.
    Jeszcze raz dziękuję za ocenę.
    No i mam na koniec parę pytań, mianowicie - czy do szlifowania warsztatu przyda się jakaś specjalistyczna książka? W ocence przewinął się jakiś tytuł, więc poniekąd stąd wzięło się moje pytanie.
    Drugie: czy gdy na takie naprawdę solidne szlifowanie mam czas raczej w dłuższe dni wolne, bo te krótsze są po prostu zbyt krótkie, dalsze pisanie ma sens? Jeżeli też piszesz, to wiesz, jaki ból to oznacza, ale może jest to konieczne? Przynajmniej na jakiś czas, żeby nabrać dystansu do własnej pisaniny?
    Zdaję sobie sprawę, że może być o wiele lepiej, tylko skąd znaleźć czas na zdobycie tej całej wiedzy i praktykę? Przepraszam, że cię tak zamęczam pytaniami, ale za bardzo nie mam się do kogo zwrócić.
    Z góry dziękuję za odpowiedź (którą mimo wszystko mam nadzieję kiedyś ujrzeć :) - nie obraź się za to)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [UWAGA, KOMENTARZ ZAWIERA LOKOWANIE PRODUKTU]

      Hej!
      Dzięki za ocenę oceny ;) to teraz ja coś od siebie.

      1. „Boisko jest parkietem” - właściwie... dlaczego pomyślałam o piłce nożnej? Kurczę. Na dodatek mam pod nosem w mieście ZAKSĘ Azoty. Na bora! Powinnam pomyśleć też o siatkówce. Trochę sama siebie zawiodłam.

      2. Pracować mimo weny – nie. Gdy nie ma tego czegoś, co się czuje, kiedy chce się pisać... To po co pisać? Na siłę?
      Mnie często bierze ochota na wiersze, jak poczytam czyjeś. Na przykład, pisząc tę ocenę, sama skleiłam kilka, tak po prostu. Albo kilka skleiłam (jeszcze wymagają szlifu), czytając Musivum, którego ocenę dalej tworzę (http://www.musivum.pl/2015/05/ekskurs-poezja-prostego-filozofa.html). Najwyraźniej musisz zrozumieć, że klejenie wierszy to czysta frajda. Ty masz mieć z tego przyjemność, ale wychodzić spod twojej ręki też powinno raczej coś sensownego, nie? Coś co bawi, uczy, rozwija, doprowadza do płaczu... Ze śmiechu albo współczucia, albo żalu, albo tęsknoty. Emocje.

      Ale to też żadna zasada. Czasem słuchając ludzi, jadąc autobusem, przechodząc parkiem wpada do głowy jedna myśl. Jedno słowo. Nawet gdy siedzisz na toalecie, serio, takie rzeczy też mają miejsce, bo ciągle myślimy. Zapisuj te słowa sobie gdzieś. Złote myśli. Jakieś rymowanki dwuwersowe, a potem dookoła stwórz resztę. Kombinuj.

      Właśnie w poezji fajne jest to, że trzeba się naprawdę nakombinować. To jak układanie puzzli. Nie każdy lubi, a kto nie lubi, ten powinien może sobie darować. Ale ty masz do tego dryg, bo przecież kilku wierszy nawet nie skomentowałam, gdyż zwyczajnie mnie poruszyły. Na twoim miejscu nie pozostawiałabym tego. Za dużo materiału masz za sobą, szkoda by było. Raczej zważyłabym słowa w wybranych poprzednich, a nowe produkowała roztropniej, z pomysłem i tym czymś, co nazywamy weną. To musi być iskra, żeby dalej coś się rozpaliło.

      3. Pieśń ścigania – jasne, że zostaw! Refren jest super!

      4. Do Chopina – może tak być faktycznie, z tą intuicją. Tylko wiesz, ilu ludzi – tyle intuicji. Jak spotkasz kogoś, kto trafia w twoją w stu procentach, w każdym utworze wie, co miałaś na myśli, to wychodź od razu za mąż najlepiej :D

      5. Ballada – no właśnie coś się stało z moją podstroną i jeszcze nie ogarnęłam co, ale zniknęły wszystkie komentarze. Czy mam usunąć część o tej balladzie z oceny? Przepraszam, jeżeli coś pomieszałam.

      6. Proces – kompletnie nie zrozumiałam przekazu. Mam wrażenie, że tego, co napisałaś, tam zwyczajnie nie ma. Nie widzę tam raka. To samo z „Platoniczną miłością”, naprawdę jestem bardzo zdziwiona, że opisujesz mi te wiersze tutaj, a ja, czytając je, absolutnie nie wyciągnęłam tego, co chciałas przekazać.

      7. Harry – nie ma nic złego w pisaniu o Harrym, chociaż twoja pisanina w jego obrębie faktycznie brzmiała dość słabo. Ale nie chodzi o temat. Możesz pisać z zapałem o dziurze w skarpecie albo przegotowanym, zielonym jajku. I wyjdzie z tego geniusz. Tu chodzi raczej o technikę i wykorzystane środki.

      Usuń
    2. 8. W szlifowaniu przydadzą się inne wiersze. Absolutnie nie te, które znajdziesz w podręczniku do polskiego. Jeżeli chodzi o rzucony cytat, to pochodzi on stąd:
      http://pisarze.pl/eseje/201-leszek-uliski-dekalog-dobrego-wiersza.html

      Polecam jeszcze ten artykuł:
      http://www.ekorekta24.pl/akcent-intonacja-onomatopeja-aliteracja-i-harmonia-gloskowa-w-poezji/

      Warto się zapoznać, ale na pewno warto też zapisać się na opowi.pl albo inny portal literacki bądź jakieś forum. Fakt, że od groma tam trolli, ale więcej jest osób, które coś mają już za sobą i mogą się wypowiedzieć. I robią to, komentują szczerze. Musisz zacząć publikować dla szerszej publiczności, bez tego się nie obejdzie. By każdy powiedział kilka słów. By było z czego wyciągać wnioski. Szersza opinia udowadnia, czy ludzie widzą tekst tak jak my, czy zupełnie nie trafia i trzeba inaczej.

      Na blogu to nie działa, bo mało osób czyta blogi z poezją. Nie ukrywajmy, najczęściej są to nasi znajomi. Widziałam kilka komentarzy u ciebie i brzmiały w stylu: wow, ale zajebiście!
      A ja się drapałam po głowie i zastanawiałam, czy mi coś umknęło, że nie rozumiem przekazu, czy to spam, czy to oni są wybitnie uzdolnieni i lepiej czytają ze zrozumieniem.
      Nie wiem, jak było, ale chociażby na Opowi komentujących jest więcej. Są też bitwy na rymy, można się pobawić, wykazać i szkolić.
      Musisz swoje teksty przepuścić przez szersze grono. Będzie pewnie boleć, bo warto pokazać też jakąś kaszanę, żeby pod nią znalazło się więcej rad – co robić lepiej, nad czym pracować.

      Musisz po prostu kilka razy przekonac się, że jest słabo, żeby pracować dalej. I jak będzie lepiej, to dalej czuć się słabą w temacie, żeby chcieć się rozwijać i próbować nowego, a nie zatrzymywać się i myśleć, że to już wszystko, co miałaś do powiedzenia. To cholernie ciężka szkoła jazdy, ale wyrabia charakter, siłę i jak to przetrzymasz, to będziesz pisać do końca życia ;)


      [edit: naprawiłam tę podstronę i faktycznie, ta ballada była w materiałach, których miałam nie tykać. Z całego serca przepraszam, moja wina :/ co z tym zrobić?]

      Usuń
  3. 1. Rozumiem, że siatkówka nie usprawiedliwia słabości wiersza :)
    2. Gdyby to był dryg, tych wierszy byłoby o wiele więcej. Ale ok, to , co na pewno mogę zrobić , to pracować nad następnymi - i nie wmawiać sobie, że są dobre, chociaż wewnętrznie czuję co innego. Ciekawe jest to, że w prawie każdej twojej uwadze pod adresem wierszy odnajdywałam ślad swojego wcześniejszego, bliżej nieokreślonego zwątpienia. Które ty skonkretyzowałaś. Trochę się zdołowałam, ale tylko trochę, bo spodziewałam się czegoś takiego - a dzięki temu potrząsnęło mną nieco i powinno pomóc :).

    "Do Chopina " - kurczę, myślałam, że łatwiej da się to wychwycić z tekstu. I że motyw Cyganki jako udającej przerażoną jest bardziej rozpowszechniony :P.

    "Ballada" - nie, nie musisz jej usuwać. To, że jest bardzo słaba*, wiedziałam już, pisząc ją. A poza tym , co się widzialo, tego się nie odzobaczy :D.

    "Proces" - Hmm, tu wychodzi pewnie moja nieumiejętność przekazu, bo wiersze raczej powinny być łatwiejsze do interpretacji, nie sądzisz?

    Pisząc o Harrym , czerpałam z najsilniejszego wtedy źródła mojej inspiracji. Ale źródło okazało się być zaskakująco płytkie. No cóż.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli chodzi o pisanie dla szerszej publiczności, to od jakichś kilku miesięcy jestem w kilku facebook'owych grupach literackich. Ale na opowi.pl też się zapisałam. I będę szukać dalej. Masz rację, bez sensu pisać do szuflady, nie wiedząc, czy robi się to dobrze, czy miernie czy może kompletnie beznadziejnie.W zasadzie pisanie na bloga to jak czytanie wierszy swoich znajomym - w większości "nie znam się, ale super, tylko nie zapomnij zostawić komcia u mnie." Rzadko kiedy ktoś czyta to, zastanawiając się przy tym nad treścią. No , ale nie oszukujmy się - w ten sposób zazwyczaj działają blogaski, w szczególności te z poezją.
    Chyba nie mam wyjścia, muszę dostać kilkadziesiąt razy po czterech literach, bo coś mi się zdaje, że bez pisania życie straciło by smak :). Ech, co za los, trzeba było się urodzić kucharką i wtedy problemu by nie było :D. Swoją drogą, ciekawe, czy wszystkim debiutującym poetom jest tak ciężko? Coś czuję, że ty wiesz coś na ten temat :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Nie ;) dyscyplina raczej nie ma nic do rzeczy, nie wyszczególniłaś jej, więc interpretacja może być dowolna. Ale dalej coś mi tam płytko smakuje.

      2 – wcale nie musisz wiedzieć, jak zdefiniować to „coś”, co nie gra. Czujesz bliżej nieokreślone zwątpienie? To dlaczego publikujesz? Doszlifuj tak, by wyeliminować całkowicie te średnie przeczucie. Nic na siłę. Praktyką nie będzie opublikowanie czegoś, co nas w pełni nie satysfakcjonuje. Całą frajdą jest proces zabawy ze słowem, te pierwsze szlify i dalsze obróbki, używanie synonimów, ukrycie oczywistości pod metaforą albo zrezygnowanie z niej, gdy pierwszy czytelnik szczerze mówi: „nie mam pojęcia, serio...”. Dlatego nie pokazywałam polonistce swoich wierszy, lub robiłam to z rezerwą, nastawiając się na brak krytyki (by przecież nie demotywować dziecka!). Ale starsze koleżanki mówiły wprost: „ej, tego za bardzo nie kumam…”. Wiersze trzeba pokazywać, ale uważać pokazanie ich kilku osobom za element procesu tworzenia, a nie skończoną robotę i fajrant.
      Upadek jest cholernie bolesny wtedy, gdy się okazuje, że są lepsi; gdy nikt cię nie wyśmieje, ale sama w sobie poczujesz się słabsza, więc poniekąd oszukana – właśnie przez taką chociażby polonistkę lub komcionautki w blogosferze. (No i wkurzało mnie to, że pani w szkole nie mówiła, jak zrobić wiersz. Jej się po prostu podobało, gdy słabo podrabiam Tuwima i Reja). Nastawiając się od razu na zdrową krytykę i analizę, można dojść dużo dalej. Nie jest to aż tak bolesne.

      Nie wszystkim jest ciężko. Niektórzy po prostu siadają i klepią, i mają, rymują z głowy, piszą wierszyki na kolanie, a napisanie im czegoś zajmuje chwilę, bo mają wyczucie rytmu, może piszą teksty piosenek, są multiinstrumentalistami, mają szeroki zasób słów, ogromną wyobraźnię i jeszcze pewnie jakieś inne doświadczenia i umiejętności. Mają talent, gdy jest wena. To coś na wzór artysty – nie za bardzo musi się namęczyć, by stworzyć perełkę.

      Ale są też osoby, które muszą się uczyć wszystkiego, od zera. To rzemieślnicy i ile przyjmą, tyle oddadzą w formie utworu. Oni mają faktycznie pod górę, bo zaczynają od podstaw, co nie znaczy, że nigdy nie osiągną wyższego pułapu – to ich satysfakcja z osiągniętych celów raczej jest wyższa, bo pokonują dalszą drogę. Taki wniosek wyciągnęłam właśnie po rozmowie z ludźmi, którzy piszą. Szlify dają najwięcej satysfakcji; to właśnie nauka – gdy coś nas rajcuje – staje się przyjemnością.

      Mi osobiście raczej nie było wybitnie ciężko, ale czytając teraz stare wypociny, dochodzę do wniosku, że za kilka lat i tak będzie lepiej niż jest teraz, więc nie ma co się stresować, ale pisać i pisać. W temacie siedzę właściwie już od gimnazjum (2005), gdy zaczęłam ludziom kleić życzenia świąteczne, a nie kopiować je z sieci. Z tym że ja zaczynałam od rymów, od własnych tekstów rapowanych troszkę, od tempa. Białe to w moim przypadku rzadkość. Z resztą sama możesz zobaczyć, znajdź mnie na Opowi – Skoiastel – i sama zobacz. Mam tam bodajże 14 utworów. Nie czuję się wybitnym poetą, raczej prymitywnym rymodłubem :) ale dobrze się przy tym bawię. I o to chyba w tym chodzi, c'nie?

      Usuń
  5. Dałabym Ci 5 gwiazdek za puentę :). Tak, pewnie, że chodzi o dobrą zabawę, ale nie czasami zostaje z tego tylko satysfakcja, kiedy uda ci się już skleić fajny wiersz. Bo na przykład piszesz go tydzień, a chciałabyś skończyć w przeciągu jednego dnia. Tak było u mnie z "(Fe)mową". Ją też trzeba było trochę bardziej dopracować, żeby wyszła mniej oskarżycielsko. No ale teraz już na to i tak za późno.

    Wiesz skąd u mnie bierze się takie parcie, żeby wszystko, co ma początek i nawet nie zawsze koniec, ujrzało światło dzienne ? Poniekąd z niecierpliwości. A poniekąd ze strachu, że jeśli to zostawię gdzieś na pastwę szufladowego kurzu, to istnieje spora szansa , że go po prostu nie skończę. I zawsze jest mi szkoda dobrych pomysłów. Ale publikując nie do końca oszlifowane teksty, chyba robię jeszcze gorzej - bo idea marnuje się w słabym wykonaniu.
    Najgorsze jest to, że nie mam na tyle czasu, by na spokojnie przemyśleć każdy wiersz, no bo życie - szkoła i zajęcia pozalekcyjne plus konkursy zajmują większość czasu. I tu mam do ciebie pytanie - czy uważasz, że każdy dobry pomysł - czyli dobrze rozpoczęty wiersz zasługuje na zakończenie mimo weny?
    Aha, i to nie jest tak, że pisanie nie sprawia mi przyjemności. Oczywiście, że sprawia. Ale sęk w tym, że ostatnio coraz bardziej mi zależy na byciu lepszą wierszokletką. Część mnie po prostu nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłabym przejść przez życie nie pokazując światu swoich wypocin, bez jego uznania dla nich. Egoistyczne? Pewnie, ale kto nie jest egoistą? Tylko wybitne jednostki. Poza tym, chyba my wszyscy po części pragniemy znaleźć swoje miejsce w świecie jako pisarze... albo poeci ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale teraz już na to i tak za późno. – Nigdy nie jest za późno. To twoje wiersze, możesz je dopieszczać kiedy i jak chcesz.

      Niecierpliwość to zła cecha, ale nie masz pojęcia, jak bardzo dobrze ją rozumiem. Z tym że to poniekąd wiąże się z wolnym czasem, o którym piszesz niżej. Mam go dość dużo, więc mogę sobie pozwolić i na poetkowanie, i na pisanie prozy, i na ocenianie, i jeszcze masę innych rzeczy związanych z pisaniem.
      No właśnie szkoda świetne idee marnować, to prawda. Z tym się absolutnie zgadzam, więc wolę dopieszczać niż rzucać przerobiony na pół gwizdka ochłap.

      „czy uważasz, że każdy dobry pomysł - czyli dobrze rozpoczęty wiersz zasługuje na zakończenie mimo weny?” – nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie, naprawdę. Osobiście traktuję pomysł i wenę jako jedność, bo gdy wpada mi do głowy „genialna wizja!”, to od razu chcę coś napisać, a to już wena. Rzadko zdarza się też, że moje wiersze powstają od początku. Częściej od środka albo od końca, serio. Uwielbiam motyw przemijania, dorastania, operowania czasem, co możesz zobaczyć tutaj:
      http://www.opowi.pl/w-011-o-nauce-nauka-a25993/ – pierwsza strofa, którą tu zapisałam, to ta z: „Sami pamiętamy, gdzie zaczynaliśmy”. Potem wymyśliłam, że fajnie byłoby pokazać w tym temacie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Rozwijałam ten pomysł, posiłkowałam się własnymi doświadczeniami i obserwacjami innych, których podkładałam pod podmiot. Pisanie tego było niezłą hecą, zajęło mi dwa dni).

      Tutaj, na przykład, http://www.opowi.pl/w-001-pokomplikowane-a24867/ : chodziła za mną myśl, że bezokolicznik jest prosty (ostatni wers) „więc wiersz trzeba pokomplikować, co jest skomplikowane? No życie, to no to będzie o życiu... Ale zakończę na prostym bezokoliczniku, to będzie koniec... 'droga' rymuje się z 'Boga', rymy na pewno muszą być daleko od siebie, ale wyczuwalne, więc w drugim i piątym wersie. Tak będzie spoko czytało się na głos”.
      Tak to u mnie wygląda. Czasem od środka, czasem od dupy strony. Zajmuje dużo czasu, ale jakoś leci, jakoś się składa. Byle z pomysłem. Pomysł to wena, jak się wypali, zmarnuje, znudzi – "wena" też uleci. Prace, które mnie zirytują, zmęczą, których nie potrafię zacząć albo dokończyć – usuwam (przeważnie skrobię w notatniku i go zamykam bez zapisu, aby nie żałować) – albo ewentualnie zapiszę, wrócę jutro. Jak zdenerwuję się, to wywalam. Nie zmuszam się. To ja mam poczuć flow, więc nie będę sobie sama robić pod górkę.

      Całkiem normalne jest chwalenie się swoimi wypocinami :D dobrze wiem, o czym piszesz. Jeżeli nie dopuszczasz takiej myśli, to działaj. Po prostu działaj. Z dystansem, z uśmiechem... Głównie jednak z pomysłem i na stronę techniczną (sylaby, rymy, ilość strof i ilość wersów w nich, interpunkcja obowiązkowo poprawna, zgodna z zasadami – albo żadna, ale jak masz na to pomysł), i na fabułę – ja wolę plastyczną, przykładową, scenową niż metafizyczną i abstrakcyjną, lecz to już od poety zależy :)

      Usuń
  6. No, właśnie. Ja często mam tak, że mam świetny pomysł (no, przynajmniej w moich oczach jest świetny :D), i pierwsza zwrotka jest najlepsza, a potem zwykle - równia pochyła. Sama zresztą to już pewnie zdążyłaś zauważyć. Mam nadzieję, że jest na to jakieś remedium. Stąd też moje pytanie. Ty jesteś doświadczona i wenę przelewasz bezpośrednio na papier , no i masz konkretne, a nie chaotyczne jak ja szkice utworów.
    Czyli, podsumowując: pisać z weną; przerabiać teksty do woli; nie bać się krytyki, a nawet samemu porządnie się krytykować przed publikacją. Czy tak?
    Aha, i dzięki za dyskusję, za "nieolewanie" i naprawdę poważne, ba, profesjonalne podejście ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkice mam bardzo chaotyczne, sama byś się zdziwiła :)
      Podoba mi się twoje podsumowanie. W punkt!
      Nie ma za co. Od tego my tu jesteśmy z dziewczynami. Pozdrawiam, życzę weny! Widzimy się na Opowi :)

      Usuń

Aktualności

Blogi zgłoszone w 2016: 3
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Zbieramy pierwsze lajki ;)
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.