...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

[60] ocena bloga: historie-niewyszukane.blogspot.com

26 stycznia 2016
Autor: Mukudori Kuroko
Tematyka: fanfiction, opowiadania – twórczość własna
Oceniająca: NieFikcyjna

Wygląd

Na pierwszy rzut oka Twój blog ma w sobie to coś. Przyciąga wzrok, zachęca do czytania. Być może jest to zasługa przygaszonych barw, zamglonego tła przedstawiającego las czy dżunglę, a może to ten tajemniczy młodzieniec zanurzony po pas w wodzie? Trudno mi to jedno znacznie określić. Podoba mi się harmonia, która tu panuje, porządek, brak przepychu. W zakładkach mogę znaleźć wszystko, czego chcę. Masz nawet osobne podstrony z bohaterami, słownikami i mapami do poszczególnych opowiadań, co bywa przydatne (ale pozwolisz, że zakładek o bohaterach nie będę czytać, żeby nie psuć sobie zabawy). Mam tylko jedno „ale” co do nich – mapa do „Krainy cieni” jest zdecydowanie za mała.
Poza tym szybkie spojrzenie na tekst – justowanie jest, akapity są, czcionka odpowiednia do czytania jest. Wszystko jak najbardziej na plus. To co, zaczynamy?

5/5

Treść

„Hulluus”

0. Hulluus

- Wyprostuj plecy, chłopcze. Nie zapomnij umyć twarzy! A rąk już nie wyczyścisz? Przestań ciągle myśleć, bo zlasujesz sobie mózg. Pościel łóżko, nikt nie zrobi tego za ciebie! Ile ty masz lat, młodociany głupcze? Nie garb się. Cholerny niewdzięczniku, zejdź mi z oczu! Mam już dosyć powtarzania… - Trzaśnięcie drzwiami.
Mam zastrzeżenia od początku, ale ufam, że nie odbierzesz tego źle.
Po pierwsze: gryzie mi się użycie lekko archaizowanego stylu (czyli słów „chłopcze”, „młodociany głupcze”) ze stylem współczesnym, w dodatku potocznym (do którego należy związek frazeologiczny „mózg się lasuje”). Zestawione obok siebie wyglądają dość dziwacznie, zwłaszcza że wychodzą z ust jednej osoby.
Po drugie: jakaś postać, nie wiadomo jeszcze jaka, wyrzuca szybko niczym karabin maszynowy kilka zdań, po czym narrator komentuje to trzaśnięciem drzwiami. Jeśli jeszcze nie chcesz zdradzać, kto wypowiada te słowa, to oczywiście możesz, tak samo jak możesz dodać wzmiankę o drzwiach. Ale nie jako nota odautorska do dialogu. Od nowego akapitu. Nota powinna odnosić się do zachowania osoby, która akurat wypowiada daną kwestię. Wszelkie inne „efekty” czy też reakcje innych osób powinny zostać przeniesione do następnej linijki.

K a t h a r s i s, najukochańszy. To twój lek, który możesz posiąść tylko dzięki mnie. Dlatego chociaż raz okaż mi wdzięczność i dotknij nań czule, pieszczotliwie.
Słowo błędnie użyte.

Cóż, nie bardzo wiem, o co chodzi w pierwszej kwestii. Jakaś postać zwraca się do jakiegoś chłopaka, a następnie narrację prowadzi jakaś kobieta. Nie mam o nich żadnych informacji.  Trudno mi sobie jakkolwiek wyobrazić tę sytuację. Zwłaszcza że nie wiem, kto i do kogo mówi. Rozumiem, że miało być tajemniczo, niebezpośrednio, interesująco… Natomiast wyszło irytująco, ponieważ prolog jest krótki, chaotyczny i niejasny. Zwyczajnie niedobry jak na początek.

I. Morderca

I, [bez przecinka] widząc to wszystko – widząc tu i ówdzie kota, który niespostrzeżenie i zwinnie wdrapywał się na dach, widząc wymykającego się z domu nastolatka czy skąpo odzianą kobietę, której praca zaczynała się dopiero wówczas, gdy zapadał zmrok – widząc to, zdawał się wzdychać dziwnie, z jakimś [zbędne] irracjonalnym zdziwieniem, jakby po kilku milionach lat wciąż nie rozumiał zwyczajów pielęgnowanych przez ludzi.
Okej, rozumiem, powtórzenia zamierzone. Wyszło całkiem nieźle, ale byłoby jeszcze lepiej, gdybyś z pogrubionej części zrezygnowała. Zdanie miałoby więcej sensu, jeśliby na chwilę zapomnieć o wtrąceniu. Pamiętaj, że oddzielając część zdania myślnikami, jego część nadrzędna nadal ma mieć  sens, a więc przed i po myślniku musi się łączyć w poprawne, spójne zdanie.
Rozumiem natomiast, co chciałaś tutaj zrobić. W takim układzie lepiej byłoby pierwszy myślnik zamienić na dwukropek, wtedy drugi i to, co jest po nim, miałyby więcej sensu.

- Braciszku…? – Cichy głosik odwrócił ich uwagę. Chłopak kątem oka spojrzał na swoją młodszą siostrę, która stała na szycie schodów i odwróciwszy się plecami do matki, pociągnął dziecko w stronę ich wspólnego pokoju. Dobiegł do nich [biegający krzyk? raczej „dobiegł ich”] krzyk kobiety. Dużo czasu minęło, nim ucichły wreszcie jej wrzaski i odgłosy tłuczonych naczyń i butelek. Później usłyszeli szloch, który poprzedził grobową ciszę. Wiedzieli już, że do kolejnego wieczora będą mieli spokój, a później historia na nowo zatoczy swój krąg. Dopiero wówczas dziewczynka odezwała się cicho, prawie że niedosłyszalnie, jakby bała się, że jej cieniutki głosik może obudzić kobietę. – Długo cię nie było…
Mam tutaj lepszy przykład tego, o czym mówiłam na początku. Masa wydarzeń po dialogu – błąd. Tak naprawdę od „chłopak kątem oka...” powinien być nowy akapit. Tak samo jak od kolejnej wypowiedzi dziewczynki.

Ciemne, rozczochrane włosy zsunęły się z czoła, gdy odwrócił głowę w jej stronę, ukazując bladą twarz o ostrych rysach.
To brzmi tak, jakby dopiero teraz ukazał swoją twarz. Poza tym: komu ukazał? Narrator nie jest uczestnikiem wydarzeń, więc nie jemu. Nie przemyślałaś tego.

Twarz o niespotykanie zadartym nosie [...] A jednak w jakimś stopniu władcza. Najbardziej zdziwił go jednak jej unikatowy kolor włosów, bo choć można by pomyśleć, że to ciemność go zmieniła, tak naprawdę były po prostu śnieżnobiałe.
Wyszło na to, że to twarz ma włosy.
Ponadto jeśli panowała ciemność, a dziewczyna miała śnieżnobiałe włosy, to i tak trudno byłoby to zauważyć. To nie jest tak, że wszystko, co białe, w ciemności będzie się wyróżniało na zasadzie kontrastu. Nie. Będzie po prostu szare.

Bardzo krótko. Przedstawiłaś właściwie dwie, ewentualnie trzy sceny. Na razie powstrzymam się od komentarza. Powiem tylko, że podoba mi się Twój styl, chociaż dobre wrażenie niekiedy zaburza wtrącanie czegoś, co kompletnie nie pasuje. Jednak piszesz nieco poetycko, co mnie w jakiś sposób ujmuje.

II. Opiekun

Usłyszał może, jak jeszcze raz szepcze jego imię [...]
Może? To narrator wszechwiedzący tego nie wie?

Odetchnął wczesnowiosennym powietrzem, wznosząc jasnoniebieskie oczy ku niebu.
*wzdych* Już po raz n-ty dowiaduję się, jaki kolor oczu ma Aleks.

Wyjrzał przez okno i krótkim spojrzeniem przemknął po naturalnie zatłoczonej ulicy.
A nienaturalnie zatłoczona ulica jakby wyglądała?

[...] czując na sobie podejrzliwe spojrzenie zielonych oczu polonistki, spuścił głowę [...]
Może ja jestem jakaś dziwna, ale nie przyglądam się, jaki kolor oczu mają nauczyciele... Poza tym te wzmianki naprawdę męczą. Podobnie jak…

Blada twarzyczka i kruczoczarne włosy dziewczynki zawsze kojarzyły mu się z Królewną Śnieżką. Istotnie, była to osóbka o zniewalającej urodzie, choć zdawała się zakurzona i nieświeża. Aleks nigdy nie chciał, żeby miała nieszczęśliwe dzieciństwo, ale nie potrafił niczego w sobie zmienić, aby było inaczej. Spojrzała na niego pytająco swoimi dużymi, turkusowymi oczyma, a on milczał przez chwilę, uważnie ją obserwując.
...tutaj. Ciągłe opisywanie włosów, oczu, urody ogólnie. Męczy. Nie dlatego, że nie powinno się tego robić. Ale dlatego, że Ty robisz to non stop. Przykładasz do tego dużą wagę, podajesz wszystko na tacy. Spróbuj opisywać wygląd bardziej spontanicznie, wplatając informacje np. pomiędzy dialog. Rób to przy okazji.

Moment, gdy jakaś dziewczyna wpadła na Aleksa, mógł trwać kilka sekund, a Ty to rozciągnęłaś na cały długi akapit, rozłożyłaś na każdą czynność, przez co rozwlekłaś to w czasie tak, jakby to było zwolnione tempo, a nie normalne. Brakuje Ci umiejętności dynamicznego opisywania wydarzeń. Wszystko dzieje się taaak wooolnooo… Rozumiem i szanuję, że taki masz sposób pisania, taki masz plan i taką masz ochotę. Jednak kiedy to czytam, mam wrażenie zbytniego przeciągania, przesadzonego lania wody. Scena momentalnie skojarzyła mi się z anime/mangami – i nie dlatego, że najwyraźniej dziewczyna jest fanką kultury japońskiej. To jest podobny zabieg, z tym że słowo pisane a komiks czy animacja – to różne bodźce i nie można działać tymi samymi sposobami, bo w jednym wyjdą, a w innym już nie. Kiedy obejrzymy animację albo komiks (nawet jeśli jest tam dialog), to zajmie to o wiele mniej czasu niż przebrnięcie przez długi akapit z rozpisaną każdą czynnością. Efekt w tym pierwszym będzie o wiele lepszy niż w ostatnim.

III. Towarzysz
[...] a jasnoniebieskie oczy o przenikliwym spojrzeniu [...]

giphy.gif


Przez długą chwilę głęboko nad czymś myślał, w końcu jednak podniósł się ostrożnie i wyszedł z pokoju, starając się nie narobić hałasu.
Nie rozumiem, jak to jest, że raz Twój narrator jest wszechwiedzący, a innym razem ma ograniczoną wiedzę?


Choć dziewczynka była jeszcze mała, podobał mu się sposób, w jaki wypowiadała jego imię. Zdecydował jednak nie odpowiadać. Odwrócił się tyłem i upadł ciężko na ziemię, a czarne włosy przysłoniły mu widoczność, więc zamknął oczy i odetchnął głęboko. Powietrze obok niego zadrżało, dlatego domyślił się, że nieznajoma uznała milczenie za zgodę. Przez chwilę trwała w bezruchu, w końcu jednak wyciągnęła swoją malutką dłoń w stronę jego twarzy. Z pewnością siebie, która z jednej strony była dziwna, wręcz kłopotliwa, z drugiej jednak naturalna dla dziecka, dotknęła jego czoła i odgarnęła z niego niesforne kosmyki. Miała przyjemną w dotyku, gładką skórę.

Chris-Rock-HUH-WTF.gif

Co tu się zadziało…? Dlaczego on się odwrócił i upadł? Jak to się stało, że powietrze zadrżało i on odebrał to tak, że ona uznała milczenie za zgodę? O CO TU CHODZI?

[...] wpatrując się w jego jasnoniebieskie oczy.
4051136.gif

Okej, wait… Sugerujesz, że Aleks ot tak zwrócił zagubione dziecko matce, o czwartej nad ranem, a ta przyjęła tę sytuację tak po prostu? Tak jakby zgubił się jej pies? Żadnych podejrzeń? Pytań? Dzwonienia na policję? Wyzywania od pedofili? No chyba że to jakaś pułapka… Chyba że dałam się nabrać i cała ta sytuacja to sen albo majak. Jeśli tak – zwracam honor.

IV. Obrońca

W jednej chwili odepchnął się biodrami od szafki i uderzył czubkiem głowy w nos chłopaka, który go popchnął, tak, że odleciał do tyłu i potknął się o kosz na śmieci, jednak nie miał czasu podziwiać swojego dzieła, bo drugi z nich całą swoją siłą podbił mu oko.
Brakuje dynamizmu. Przede wszystkim dlatego, że zdanie jest za bardzo złożone, przez co sytuacja traci na prędkości i w wyobraźni rozwleka się na długie sekundy, a trwać mogła zaledwie ułamki. Ja wiem, że to brzmi głupio, bo można powiedzieć „co to jest kilka sekund, przecież to też moment”, ale mam nadzieję, że zauważysz sama powolność tej sceny.

Jego przeciwnik zachwiał się lekko i zjechał po ścianie na ziemię, a koledzy byli zbyt zajęci cuceniem go, żeby zawracać sobie głowę takimi śmieciami jak kruczowłosy.
Odradzałabym nazywanie postaci w ten sposób. Określenia takie jak kruczowłosy czy niebieskooki są słabe i świadczą o nędznym warsztacie autora. Niestety notorycznie pojawiają się w opowiadaniach internetowych, kompletnie nie rozumiem dlaczego. To tak samo, jakby wskazać na postać, używając słów czerwonousty, długopalczasty albo wielkozęby. Brzmi idiotycznie, prawda? Kruczoczarny brzmi równie źle, ale w natłoku takich określeń większość blogerów zatraciła to poczucie.

Szedł w zaparte, mimo że uparcie ciągnęła go za rękaw.
Eee… Odnoszę wrażenie, że źle użyłaś tu tego wyrażenia. W Twoim zdaniu czytelnik ma je zrozumieć dosłownie, ale to jest frazeologizm, a ich nie odczytuje się w ten sposób. Iść w zaparte oznacza ni mniej, ni więcej tylko upierać się przy czymś. Nie można iść w zaparte dosłownie, bo gdzie i czym byłoby owo zaparte (no już nie powiem, jakie to skojarzenie podsuwa). Jeśli już – Aleks mógł iść uparcie dalej. Coś w ten deseń, rozumiesz. (Mam nadzieję).

– Kurwa… – Przekleństwo wyrwało mu się samo, wywołało falę kaszlu. Spuściła głowę. Naprawdę nie wiedziała, jak powinna się zachować. Co teraz zrobić…? Zostawić go i, jak gdyby nigdy nic, wrócić na lekcje? Przygryzła pełną wargę, nie przestając pocierać o siebie dłońmi. Dziwne napięcie wywołało zakłopotanie.
Napomknę tylko po raz kolejny: NOWY AKAPIT. A teraz przejdę do rzeczy. Przez wszystkie poprzednie rozdziały oraz od początku tego prowadzisz narrację trzecioosobową z punktu widzenia Aleksa. Narrator chowa się za nim, wnika tylko w jego umysł, nikogo innego. A nagle, ni stąd, ni zowąd, przechodzisz do myśli… czy ona miała jakieś imię?... nowo poznanej dziewczyny. Tak się nie robi. Narrator nie powinien się zmieniać w zależności od sytuacji, tak jak mu wygodnie. Więc albo zdecydujesz się na narratora wszechwiedzącego, mającego możliwość przedstawienia czytelnikowi myśli różnych bohaterów, albo narratora opowiadającego z perspektywy jednego bohatera i mogącego wnikać tylko w jego umysł.


Podsumowanie „Hulluusa”:

Przyznam szczerze, że najbardziej intryguje mnie nie historia, którą masz do przekazania, ale Twój sposób pisania. Twój styl jest niecodzienny, tajemniczy, skrupulatny w oddawaniu szczegółów (co Cię też czasami gubi, bo jak już mówiłam, tracisz na dynamizmie). Zachwycił mnie od początku. Natomiast co do samej fabuły opowiadania – cóż ja mogę powiedzieć, kiedy ma ono zaledwie pięć niedługich rozdzialików? Jest zalążek, ale to dopiero nasionko, które potrzebuje czasu, aby wykiełkować. Jest to co prawda nasionko mające potencjał do wyrośnięcia w piękną roślinkę, ale na razie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Tworzysz dość jednoznaczne postaci i sama nie wiem, czy to dobrze czy źle. Aleks jest typowym badassem, mrocznym, tajemniczym facetem, który nagle sobie uświadamia, że dawno nie zaznał ciepła, a równocześnie jeszcze bardziej zatraca się w swojej ciemnej stronie. Typ mężczyzny z twardym tyłkiem, ale miękkim sercem. Z kolei Blanka to taka typowa nieśmiała, ciągle rumieniąca się dziewczynka, którą nagle zauważył senpai. Typ słabej kobiety potrzebującej silnego ramienia mężczyzny – czyli idealna dla badassa. Oboje są wyraziści, ale odnoszę wrażenie lekkiego przerysowania. Brak im autentyczności, bo są jak żywcem wyciągnięci z filmów czy mang. I cóż ja mogę więcej powiedzieć? Szkoda, że nie kontynuujesz, ot co. Poczytałabym więcej, choćby po to, aby dowiedzieć się, jakie konsekwencje poniesie za sobą zabójstwo dziewczyny przez Aleksa albo kim/czym jest Hulluus. Może wrócisz do tego opowiadania? Myślę, że warto, bo zapowiada się dobrze.

Tymczasem lecimy dalej, bo nie zdążymy.

„Kraina cieni”

00. Prolog

Zazwyczaj niezbyt pozytywnie podchodzę do prologów, bo nierzadko nie mają one żadnego sensu. I właściwie o tym, czy Twój jest dobrym wstępem do historii, przekonam się później, ale w tym momencie jestem mile zaskoczona. Zaciekawiasz w mądry, przemyślany sposób, poza tym znowu zapraszasz do czytania swoim nietuzinkowym stylem. Jak dla mnie, na tę chwilę, jest to świetny początek.

GIF--Clap-applause-good-job-nice-one-clapping-Barack-Obama-GIF.gif

01. Łut szczęścia

A jednak, dziewczyna, patrząc prosto w zmrużone, zmęczone oczy kobiety o poważnym, przenikliwym spojrzeniu człowieka dojrzałego i doświadczonego [...]
Jej przybrana matka wciąż pamiętała ją jako małą, kruchą dziewczynkę o dużych, soczysto zielonych oczach.
I przez dłuższy moment czuła, jak zatapia się w jego turkusowych, anielskich oczach, zupełnie niepasujących do jakiegoś tam przestępcy.
Swoimi małymi, martwymi oczkami spojrzał w stronę Kirei [...]

tumblr_n23jmcFkHO1sm15ybo1_400.gif

Ciągle tylko te oczy...

- Nie, baka yaro! – krzyknęła nastolatka, a kilka sekund później tuż przed jej oczami zatrzymał się metalowy ogon.
Jeśli już chcesz używać zapożyczeń, to wypadałoby je zaznaczyć kursywą. I aż tak na japońskim się nie znam, ale wydaje mi się, że to słowo powinno być zapisane razem: bakayaro.

02. Po sam grób

Odniosła wrażenie, że moment, w którym drzwi otwierały się z cichym skrzypieniem, ukazując pomieszczenie pogrążone w mroku, oświetlone jedną, wypaloną już prawie świeczką, trwa całe godziny, choć w gruncie rzeczy minęło zaledwie parę sekund.
To zupełnie jak w Twoim opowiadaniu. Z tym że tym razem brak umiejętności dynamizowania scen wyszedł Ci na dobre, bo doskonale oddałaś wrażenie, jakie odniosła dziewczyna.
Poza tym: pomieszczenie było w końcu pogrążone w mroku czy oświetlone?

Co takiego było w jej spojrzeniu, w tych zielonych, dużych oczach [...]
Niespotykane, dziwne oczy o martwym, surowym spojrzeniu przyglądały się jej beznamiętnie.
Odważyła się jednak podnieść wzrok i spojrzeć prosto w jego białe oczy [...]
[...] gdyby nie jej jasne oczy skierowane w stronę mężczyzny, od których odbijało się światło rzucane przez słabe płomyki.
Nie odpuszczę, będę wypisywać wszystkie wzmianki o oczach z każdego rozdziału.

Twoje rozdziały są dość krótkie i mało treściwe, więc trudno mi cokolwiek powiedzieć. Na tym etapie przyczepię się do tego, co już teraz zaczęło mnie męczyć i nie do końca mi się podoba. Bardzo skupiasz się na odczuciach, wrażeniach, gestach postaci. Nieustannie zwracasz uwagę na te nieszczęsne oczy, barwę głosu, emocje, spojrzenia i tak dalej. O ile w umiarkowanej ilości efekt jest jak najbardziej dobry, bo dzięki temu scena wydaje się bardziej plastyczna, o tyle w nadmiarze zdecydowanie zaczyna przeszkadzać. Każda zwykła czynność jest dla Ciebie pretekstem do napomknięcia o np. odczuciach Negai względem mężczyzny z pokoju (nie wiem, jak go inaczej nazwać, bo z imienia go nie wymieniasz). Każda wypowiedź niesie za sobą informację o brzmieniu głosu. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę narzekać na zbyt dużą ilość opisów, ale teraz tak właśnie jest – odczuwam przesyt i pewnego rodzaju zmęczenie powolną, melancholijną akcją, zbytnim skupianiem się na szczegółach, brakiem dynamizmu, zwracaniem uwagi ciągle na to samo.

03. Przerwa w życiorysie

Jego kruczoczarne, długie włosy i ciemne oczy nawet w mroku idealnie kontrastowały z trupiobladą skórą.
Po prostu stanął nad nią, a ona, ostatkiem sił podnosząc się na kolana, spojrzała w jego zmrużone oczy. Zdziwiła się, bo przybrały nagle krwistoczerwoną barwę, a czarne łezki zaczęły swój dziki taniec wokół zwężonej źrenicy. (Chciałabym to zobaczyć. Ostatnie zdanie zrobiło mi dzień).
A ona, patrząc w jego czarne oczy, poczuła nagle, jak opuszczają ją siły.
Jego turkusowe oczy zmatowiały.


Ból znacznie ją spowalniał, a jednak znalazła się przy nim wystarczająco szybko, by zacisnąć pięści na czarnym płaszczu w czerwone chmury.
Bal karnawałowy? Konkurs na najgorzej ubranego człowieka? Czarny płaszcz w czerwone chmury całkowicie psuje atmosferę. Wiem, że tak jest w kanonie, ale zwyczajnie w tym zdaniu czerwone chmurki psują efekt.

Brakuje mi imion. Kruczowłosy czy turkusowooki nic mi nie daje. Wiem, że piszesz to opowiadanie w oparciu o Naruto, ale podobno nie trzeba znać kanonu, aby wiedzieć, o co chodzi. Pojawiło się już kilka postaci i po komentarzach widzę, że niektórzy czytelnicy wiedzą, kogo opisujesz, ale domyślam się, że znają mangę/anime. Powinnaś określić ich z imienia, aby można było ich rozróżnić, a nie z koloru włosów czy oczu, bo za chwilę pojawi się więcej postaci i już totalnie się zgubię.

04. Wspólny język

Przerwał milczenie ciężkim westchnieniem i pokiwał głową, mrużąc ciemnobrązowe oczy o spokojnym i beznamiętnym spojrzeniu.
Uśmiechając się dziwnie, nachylił się nad nią jeszcze bardziej, swoimi turkusowymi oczami obserwując bladą i posiniaczoną twarz.
Powiodła spojrzeniem po zaróżowionych, wyschniętych ustach, po prostym nosie, aż dotarła wreszcie do turkusowych, zmrużonych oczu.

Mężczyzna usiadł na jednym z krzeseł stojących przy brudnym, zakurzonym stole i spojrzał na nią przelotnie, a ona oparła się o przeciwny próg i chwiejnym, niepewnym krokiem podeszła do oblepionej brudem lodówki, co chwilę zerkając na rudowłosego.
Próg?
1. «pozioma listwa łącząca pionowe belki futryny w drzwiach wejściowych, wystająca nieco ponad podłogę»
2. «miejsce, w którym znajduje się wejście do domu lub jakiegoś pomieszczenia»
źródło: sjp.pwn.pl

No i po co ona się w ogóle oparła, skoro zaraz podeszła do lodówki?

05. Biały kruk

Kilka razy podchodziła i już, już miała chwytać klamkę, kiedy strach brał górę nad jej ciekawością i zrezygnowana wracała z powrotem na łóżko, obserwując stamtąd gliniane pająki, które Deidara zostawił na swoim biurku.
Ten imiesłów wskazuje na wykonywanie kilku czynności naraz (a więc obserwuje i wraca jednocześnie), natomiast na pewno chodziło o to, że po powrocie na łóżko zaczęła obserwować gliniane pająki. Masz w ogóle tendencję do pisania długich zdań, upiększasz je, ale niekiedy zdarza Ci się przekombinować – i to jest właśnie przykład.

Przy okazji wstawiania jednego z błędów zdałam sobie z czegoś sprawę. Niewiele razy użyłaś imienia głównej bohaterki. Za cholerę go nie pamiętam. A piszesz ciągle z jej perspektywy, tylko posługujesz się podmiotem domyślnym. Nie bój się czasem wymienić jej z imienia.

Stamtąd, przestając zwracać uwagę na przerażenie i niepewność, z rosnącą ciekawością przyglądała się temu intrygującemu mężczyźnie, a on pozwalał na to, szukając czegoś do picia.
Podobny błąd do tego parę linijek wyżej. Z pewnością nie chodziło o to, że kiedy przyglądała się mężczyźnie, stopniowo przestawała zwracać uwagę na przerażenie, a raczej o to, że w pewnym momencie po prostu przestała – raz, czynność dokonana. Jeśli już koniecznie chcesz użyć imiesłowu, „przestając” zamień na „przestawszy”.

W ciemnych oczach odbijał się płomień świeczki [...]
I spojrzenie czarnych oczu, którego nie mogła zapomnieć.
Gdzieś w podświadomości majaczyły jej czarne oczy.

- Tamta technika… - Ku jej zdziwieniu, nim zdążyła ugryźć się w język, z zaciśniętych ust wyrwało się nagle kilka słów.
Jeszcze przed chwilą bardzo się go bała, a teraz nagle wyrywa jej się kilka słów? Łee, trochę to naciągane.

- Tam? – zapytała, docierając w końcu do sedna sprawy.
Przecież ona nic wcześniej nie powiedziała. Do sedna sprawy dociera się po dłuższym wstępie.

Nieświadomie uniósł z obrzydzeniem prawą stronę wargi, przez co koło jego nosa pojawiła się szpetna zmarszczka.
Ale… że jak?

Jestem w piątym rozdziale. Akcja się wlecze. Dzieje się naprawdę mało, w dodatku mam wrażenie powtarzalności. Negai (w końcu użyłaś jej imienia!) snuje się po kwaterze (?) Brzasku, chodzi w tę i z powrotem, czasami zamieni z kimś parę słów… i nic więcej. Chciałabym się dowiedzieć czegoś o mężczyznach, których spotyka, i o samej organizacji. O tym, dlaczego porwali Negai, dlaczego torturowali. Na razie czuję się jak dziecko we mgle.

06. Duszą i ciałem

Podkład nie działa. A chciałam posłuchać…

No nie wierzę. Przed chwilą narzekałam i od razu dostałam odpowiedzi na większość pytań. W końcu dowiedziałam się czegoś konkretnego! I w końcu zacznie się coś dziać. Negai nareszcie wyjdzie z tego pokoju. Mimo że wygląda na to, że na tę misję jeszcze nie wyruszy, mam nadzieję, że dowiem się chociaż w minimalnym stopniu, na czym to w ogóle polega.

07. Dwa słowa

Dziękowała w duchu za ciemność panującą w organizacji.
organizacja
1. «grupa ludzi lub państw mających ustaloną strukturę i działających razem, aby osiągnąć wspólne cele»
2. «sposób zorganizowania czegoś»
3. «organizowanie czegoś»
Nie sądzę, aby chodziło Ci o ciemność jako głupotę, niewiedzę ludzi należących do organizacji. Gdzieś tam po drodze zgubiłaś „siedzibę” (albo inne podobne określenie).

Nie bała się otwarcie i arogancko patrzeć w czarne jak smoła oczy mężczyzny.

W końcu jednak warknęła coś, nad czym Uchiha dywagował przez krótką chwilę.
dywagacja
«długie, rozwlekłe rozważania, zwykle odbiegające od tematu»
No nie bardzo to słowo pasuje.

Mam bardzo mieszane uczucia co do Negai. Wydaje mi się nierówną postacią, sprawia wrażenie, jakbyś nie miała na nią pomysłu. Negai już kilka rozdziałów (trudno powiedzieć ile czasu) znajduje się w siedzibie Brzasku, właściwie jak dotąd siedziała w przydzielonym jej pokoju. Nie wyglądała na sfrustrowaną swoim położeniem, nie protestowała za bardzo, była raczej bierna. Aż tu nagle zaczyna dyskutować z Itachim, burzy się i próbuje o siebie zawalczyć. Trudno jest mi na tym etapie zdecydować, czy ten typ tak ma i to efekt zamierzony, czy po prostu dostosowujesz zachowanie Negai do sytuacji. Akcja się wlecze. Masz mnóstwo rozdziałów, jak na blogowe standardy nie są krótkie, ale mało w nich treści, mało wydarzeń.

08. Bez tchu

Uchiha wiedział, że krew Washichi zaczyna w niej wrzeć, kiedy reaguje emocjonalnie, ale opanowanie było jedną z tych rzeczy, których także musiał ją nauczyć.
Okej, to w jakiś sposób tłumaczy to, że Negai raz bywa skrajnie spokojna, a raz skrajnie wybuchowa. Ale dlaczego teraz? Dlaczego po ośmiu rozdziałach?

Po tym długim, ośmiorozdziałowym, nie licząc prologu, wstępie chyba doczekałam się momentu, w którym akcja ruszy z kopyta.

_563816984254f_snail.gif

Nie zepsuj tego!

09. Jak malowana

We wstępie napisałaś, że w tym rozdziale nie ma konkretnej akcji i muszę przyznać, że w związku z powyższym trochę mnie to zmartwiło. Ale się wybroniłaś. Wbrew pozorom tutaj jest akcja. A przynajmniej jest jej więcej niż w początkowych rozdziałach. Mimo że Negai nadal nie wyszła poza siedzibę organizacji, nie wyruszyła na misję (swoją drogą, nie mogę się jej doczekać, skoro obiecujesz fruwające flaki), to coś się dzieje. Rozmawia z ludźmi, poznaje nowych członków Brzasku, czuwa nad Deidarą. Zamiast siedzenia w pokoju i gapienia się w sufit. I to mi się podoba. Nie wiem też, czy świadomie czy nie, ale znacznie mniej uwagi zwracasz na wygląd postaci lub na ich zachowania, gesty i tak dalej. Cieszy mnie to, choć zanim uznam to za progres, minie jeszcze trochę czasu. Okaże się na końcu.

10. Zmowa milczenia

O, a to ci marionetkarz! Zaskoczył mnie. Nie wiem, czego się po nim spodziewać. Jest dość zagadkowy, niejednoznaczny. Podobnie jak większość Twoich bohaterów. Poza Deidarą. Jego widać jak na dłoni. Misja Negai i Sasoriego zapowiada się ciekawie, skoro marionetkarz zaczął się nią tak interesować (a przynajmniej myślę, że tak jest, bo często się koło niej kręci). A więc czekam na rozwój wydarzeń.

11. Licho nie śpi

Pomieszczenie, w którym mieli spędzić najbliższy dzień, było przestronne i przytulne. Miało osobną łazienkę, a jedną z jego ścian tworzyła ogromna szyba, za którą rozciągał się widok na morze i nieliczne po tej stronie źródła. To właśnie na niej wsparła teraz czoło i zamknęła oczy, cisza koiła jej nadszarpnięte ostatnimi czasy nerwy. Ziewnęła raz, potem drugi.
Znowu używasz podmiotu domyślnego, ale wcześniej go nie określasz. Powinien wynikać z poprzednich zdań, ale, jak widać, nie wynika. Owszem, we wcześniejszym akapicie narrator mówi o Negai, ale Ty zaczynasz nowy, w dodatku od opisu wyglądu pokoju, i dopiero wtedy powracasz znowu do niej. Wychodzi, jak wychodzi.

Precyzyjny i dokładny.
To synonimy.

Bardzo dobre podkłady muzyczne, doskonale komponują się z opisywanymi wydarzeniami. To po pierwsze. Po drugie: mam przeczucie, że na koniec będę chwalić Cię za progres. Wyśmienicie opisałaś walkę, pokazałaś, że potrafisz pisać dynamiczne sceny, rezygnując tym samym z typowego dla siebie melancholijnego, spokojnego stylu i zwracania uwagi na każdy szczegół. To u Ciebie nowość, bo jak do tej pory rozciągałaś każdą czynność i opisywałaś wszystko wokół, co całkowicie spowalniało sytuację.

giphy.gif

12. Wedle uznania

Zanim zacznę swoje ochy i achy, nakrzyczę na Ciebie.

propozycja akapitów.jpg
Kliknij na obrazek, aby powiększyć.

Ogromna. Ściana. Tekstu. Dużo wydarzeń, dużo informacji, ani jednej akapitu. Ciągiem czyta się to okropnie. Czerwonymi kreskami zaznaczyłam absolutne minimum – choć da się to podzielić jeszcze bardziej. Musisz nauczyć się wyłapywać momenty, w których akapit powinien się skończyć, bo takie długie męczą.

A teraz… Och, to było bardzo dobre! I w sensie fabularnym, i w sensie stylu. Co do tego pierwszego: zupełne zaskoczenie, coś, czego u Ciebie bardzo mi brakowało. Myślę, że Negai zdziwiła mnie bardziej niż marionetkarza. Zastanawiam się, o co chodzi z tą, że tak to nazwę, transformacją. I mam nadzieję, że jest to jakiś zwrot akcji, punkt przełomowy. Co do tego drugiego: kolejna dynamiczna scenka, kolejny raz pokazałaś, że jak chcesz, to potrafisz. Bardzo dobrze, plastycznie oddana sytuacja, a przy tym niezamęczająca szczególikami i nierozkładająca poszczególnych czynności na czynniki pierwsze. No jeśli będziesz częstować mnie takimi fragmentami do końca, to będę zadowolona.

Podoba mi się także to, że prowadzisz równolegle jakby dwa wątki. Z jednej strony misja Negai i Sasoriego, z drugiej misja (chyba?) Itachiego. Zdecydowanie więcej się dzieje, jest ciekawiej.

Gdyby nie ostatnie zdanie, rozczuliłabym się nad marionetkarzem i stwierdziła, że jednak ma w sobie trochę z człowieka.

13. Gorąca krew

Tajemniczy chłopiec z lustra pojawia się już drugi raz, a więc ewidentnie rozpoczynasz kolejny wątek. Na razie nic się nie wyjaśnia, mnożą się tylko pytania. Mam nadzieję, że to jakaś podpowiedź co do przeszłości Negai, a nie coś zupełnie z tym niezwiązanego, osobnego, bo blogerzy mają tendencje do tworzenia mnóstwa niepotrzebnych wątków, których potem i tak nie zamykają.

14. Dziury w niebie nie będzie

Ciekawy tytuł, spodobał mi się. Jako chyba pierwszy.

I znowu ściana tekstu.

propozycja akapitów dwa.jpg
Kliknij na obrazek, aby powiększyć.

Oczywiście nie musisz sugerować się moimi zaznaczeniami – jeśli czujesz inaczej, zrób akapity gdzie indziej. Ale, no właśnie, błagam: zrób je…!

Abstrahując już od tego, że znowu pokazałaś, że umiesz pisać takie sceny, ten fragment bardzo mi się podobał. W jakiś sposób mnie rozczulił. Okazuje się, że Deidara nie jest tylko błaznem, ale umie też okazać troskę, a Negai nie jest silną, niezależną kobietą, za którą miałam ją do tej pory. Nabrała trochę charakteru, chociaż i tak wydaje mi się dość elastyczną postacią.

15. Gra warta świeczki

Trochę się pogubiłam. Co to za Gaara i skąd się wziął tak nagle? Co ma wspólnego z ojcem Negai? Do czego zmierza Twoje opowiadanie? Wprowadzasz kolejny wątek, jest ich coraz więcej. Zdecydowanie za mało wyjaśniasz. Ponoć aby zrozumieć „Krainę cieni”, niepotrzebna jest znajomość Naruto. Powinnaś wyjaśnić, kim jest Gaara, bo ja niczego o nim nie wiem.  Pojawił się ni stąd, ni zowąd, mówi jakimiś zagadkami, Negai niewiele mniej niezrozumiale.

16. Kpisz czy o drogę pytasz?

Biały kruk nie wydawał jej się osobą, którą trzeba namawiać, a jednak mężczyzna usiadł na skraju, podając jej białą buteleczkę.
Rany, tknęło mnie to dopiero teraz, a powinno sto lat wcześniej. Skoro Negai nazywa Itachiego w ten sposób, to powinnaś oba człony zapisywać dużą literą: Biały Kruk.

Chwilę później jej ręka osunęła się bezwładnie, a on omiótł ją spojrzeniem, wrócił, żeby zdmuchnąć świeczkę i wyszedł po cichu, zostawiając po sobie echo kroków.
Ciekawe, ile czasu to echo rozbrzmiewało… Przykład przesadzonego zdania, o czym mówiłam trochę wcześniej.

Och, i dlaczego byłaś taka brutalna i nie opisałaś spotkania Negai z Kirei? Samo pożegnanie… No nie wierzę…

tumblr_n0t9ynFB6w1rzik3go1_500.gif

17. Mucha nie siada

Cisza w organizacji stawała się czasem okrutna – była tak dotkliwa, że raniła uszy, przytłaczała i przygnębiała, budziła skrywane długo instynkty, wywoływała myśli i obrazy, które nigdy nie powinny się w głowie pojawić. Samotność gdzieś pośród ciemnych labiryntów mogła okazać się jednym z okrutniejszych sposobów na pozbawienie kogoś życia. Albo przynajmniej cząstki jego osobowości. Dziewczyna czuła to całą sobą.
To początek rozdziału. Dlaczego tak usilnie unikasz używania imienia głównej bohaterki?

A lider pozwalał na to, w milczeniu przyglądając się jej z zaplecionymi na klacie rękoma.
Określenie „klata” jest potoczne i nijak nie pasuje mi do Twojego starannego, trochę poetyckiego stylu pisania. Klatka piersiowa, tors – tak. Ale nie „klata”.

I… Hm, miałam nadzieję, że jakoś rozbudujesz spotkanie Kirei z Negai. Cieszyłam się, że do tego wróciłaś, ale okazało się, że skupiłaś się na Itachim. Szkoda. Negai przecież bardzo tęskniła za przybraną matką, a Ty właściwie ograniczyłaś się do przeprosin. A można było to fajnie pociągnąć, aż się prosiło.

18. Blaski i cienie

Dokładnie po 528 słowach od początku rozdziału dowiaduję się, z kim rozmawia Negai. Dziewczyno, naprawdę, nie bój się używać imion. Podmiot domyślny wcale nie dodaje tajemniczości, a jedynie irytuje, bo czytelnik nie wie, kogo ma sobie wyobrazić.

Uraczyłaś mnie kolejną ścianą tekstu bez akapitów, ale i świetnym, dynamicznym opisem walki. Widocznie, kiedy naprawdę zaczyna się coś u Ciebie dziać, zapominasz o dzieleniu tekstu. Zwróć na to uwagę.

Ciekawa rzecz dzieje się zarówno pomiędzy Negai a Itachim, jak i między Negai a Sasorim. Został mi ostatni rozdział i pewnie nie mam co czekać na rozwój wydarzeń, a szkoda, bo wydaje mi się, że ta kamienna maska morderców z Brzasku w końcu zaczyna pękać i na wierzch wychodzą długo trzymane na wodzy emocje. No, no, robi się coraz ciekawiej!

19. Jednym tchem

Dopisz ten rozdział do spisu treści.

A może to we mnie zaszła jakaś zmiana, może stałam się trochę mniej osobą, którą byłam, zanim trafiłam do organizacji.
Zgrzyta. Nie mogła stać się kimś, kim już była, do tego trochę mniej. Proponuję: „...może trochę straciłam z osoby, którą byłam…” – albo coś podobnego.

Bardzo ciekawy jest sposób, w jaki poprowadziłaś rozdział. Sam dialog. Dosłownie. Czytało się to przyjemnie, no, może poza kilkoma słowotokami Negai – bo wtedy znowu pojawiała się ściana tekstu. Mimo wszystko preferuję normalną narrację, chociaż raz na jakiś czas tak napisany rozdział to nie problem.

Zdziwił mnie jednak przeskok w czasie. Bo to chyba był jakiś przeskok, prawda? Negai spotkała się z ojcem, nie wiem, jakim cudem, skoro w 18. rozdziale dopiero co trenowała z Itachim. Jeśli czegoś nie zrozumiałam, wyprowadź mnie z błędu. Jak na razie mam mętlik w głowie i przyznam, że nie do końca mi się to podoba. Czuję, jakby czegoś brakowało po środku.

PS Naprawdę dobry podkład!

Podsumowanie „Krainy cieni”

A więc dotarłam do końca. Chociaż słowo „dotarłam” nie jest dobre, bo od razu kojarzy się ze zmęczeniem i trudem, a czytanie „Krainy cieni” było prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza pod koniec, kiedy zauważyłam wyraźny progres w Twoim stylu. Zacznijmy jednak od początku.

Trudno mi oceniać charaktery przedstawianych tutaj bohaterów, bo mam świadomość tego, że to postacie z Naruto. Myślę jednak, że dobrze udało Ci się zaznaczyć ich osobowości i w większości pokazałaś ich tak, aby niewtajemniczony czytelnik mógł się zorientować, o co chodzi. Nie bardzo rozumiem, dlaczego niektóre postaci się pojawiły (ten Gaara nie daje mi spokoju), ale być może masz co do nich jakieś zamiary. Trudno mi to ocenić, bo opowiadanie nie jest zakończone. Postacią wykreowaną tylko przez Ciebie jest Negai, a więc na niej chciałabym się skupić. Z początku była niezwykle irytująca, bo zachowywała się biernie i właściwie nie robiła nic szczególnego. Wydaje mi się, że wtedy jeszcze nie do końca wiedziałaś, w jakim kierunku pójdzie fabuła opowiadania. A myślę tak dlatego, że Negai w pewnym momencie zaczęła się zmieniać – jej charakter stał się bardziej wyraźny, a ona sama zaczęła się buntować, pokazała pazurki i okazała się zdecydowana. Jakby została przez Ciebie ukierunkowana. Wspominałam gdzieś wyżej o tym, że dopasowujesz ją do sytuacji – z początku odnosiłam takie wrażenie, ale teraz, po przeczytaniu całości, widzę, że to raczej Negai zaczęła panować nad sytuacją. Twoja postać rozwinęła się wraz z akcją, ale jej początkowa kreacja nie należy do szalenie interesujących. Dopiero pod koniec można ją uznać za ciekawą.

Jeśli chodzi o świat przedstawiony, nie wszystko mi się tu zgadza. Odczuwam pewne braki informacji. Zarzucasz czytelnika wieloma nazwami i zapewne dla Ciebie, jako osoby, która czytała mangę bądź oglądała anime, stanowią one coś więcej, ale dla mnie, kogoś nieznającego kanonu, są jedynie zlepkiem słów pisanych dużą literą. Nie bardzo orientuję się w tym, jak wygląda świat, w którym rozgrywa się akcja – zapewne mapa byłaby w tej sytuacji pomocna, lecz jak już wspominałam wyżej, jest bardzo mała. Brakuje mi jednak genezy i szerszego opisu poszczególnych wiosek. I samej organizacji, bo nadal nie bardzo wiem, jaki cel mają te ich misje. Wygląda to tak, jakby specjalnie wychodzili, żeby obić jedną czy dwie mordy, przy okazji samemu zyskując kilka ran. Jakby lubili życie na krawędzi i narażanie się na śmierć. Biją się, a potem wracają do kwatery Brzasku, żeby leczyć rany. O co tu chodzi? Bo o coś musi chodzić. Czy ja coś przeoczyłam? Gdzieś tam co prawda pojawił się jakiś opis, zdaje się, że Deidara wypowiedział się w kilku zdaniach na temat organizacji. Ale z tego, co pamiętam, ograniczył się do stwierdzenia, że każdy ma swoje powody. I że zbierają pieniądze i zabijają. Więc niewiele mi to daje. Brakuje mi głębszego wgryzienia się w Brzask. W świat dookoła. Wszystko jest powierzchowne.

Zastanawiam się też, do czego zmierza fabuła. Nie widzę żadnego konkretnego celu. W dodatku Negai spotkała się z ojcem, więc teraz nie wiem już, czym zaciekawisz czytelnika. Przygody, że tak to łagodnie nazwę, Negai i Brzasku, owszem, są ciekawe, ale kiedy nie ma czegoś ponad tym, co pchałoby akcję naprzód, to niestety to nie wystarczy. Akcja musi zmierzać do jakiegoś punktu kulminacyjnego. Musisz ją zawiązać, żeby potem rozwiązać na sam koniec. Czy masz jasno określone zwroty akcji, charakterystyczne punkty, które będą mocnymi tąpnięciami i zachęcą czytelników? Czy raczej piszesz spontanicznie, mając nadzieję, że jakoś to się ułoży? Ja na chwilę obecną nie dostrzegam czegoś takiego. Bo o ile można uznać, że „przebudzenie” się mocy Negai oraz spotkanie z ojcem było właśnie takim punktem, o tyle teraz nie widzę na horyzoncie niczego w tym rodzaju. Negai nie wygląda na specjalnie niezadowoloną z tego, że trafiła do organizacji, że stała się mordercą. Nie ma w niej przemożnej chęci ucieczki, więc nie o to tu chodzi.

Twoją mocną stroną jest styl, który wreszcie opanowałaś. Wcześniej miał nad Tobą lekką kontrolę, ale w pewnym momencie go okiełznałaś i teraz piszesz fantastycznie. Dbałość o szczegóły wcześniej była dla Ciebie zgubą, bo wkradała Ci się nawet tam, gdzie nie pasowała, ale nauczyłaś się pisać dynamiczne sceny, najwyraźniej zauważyłaś, że one rządzą się trochę innymi prawami i skrupulatność nie jest na miejscu. Ale niezależnie od tego, jaką sytuację opisujesz, Twoje obrazy są bardzo plastyczne, a do tego świetnie ubrane w słowa. Przestałaś też zwracać aż tak dużą uwagę na wygląd (a zwłaszcza oczy i włosy!), gesty czy drobne elementy zachowania, jak mimika twarzy lub barwa głosu. Pierwsze rozdziały były tym naszpikowane i to niesamowicie spowalniało akcję, bez sensu je wydłużało (a przy tym zabierało miejsca akcji), a także nużyło i męczyło. Jesteś dobrym przykładem tego, że trening czyni mistrza.

W takim razie zabieram się za „Ptasi poemat”. Choć nie wiem, czy podołam zadaniu, bo widzę, że to nie jest kolejne opowiadanie. Zobaczymy.

Bajki

01. Bojąc się bylejakości, w końcu stałem się niczym

I Szpak stał się sukinsynem, zupełnie niespodziewanie, bez żadnej konkretnej przyczyny. Mamusia mówiła – zostań dentystą. Ale Szpak nie słuchał. Dlatego teraz był nic niewartym śmieciem, bez żadnych zasad.
Jak ten fragment gryzie się z tym, co pisałaś wcześniej! Ten Twój delikatny, zmysłowy styl nijak nie pasuje do tych kilku zdań. One wszystko psują.

Ciekawy początek, wyraźnie nakreślona postać. Tyle. Za mało, aby omówić  szerzej.

Pozwolisz, że po prostu skomentuję całą bajkę, bo te rozdziały są bardzo krótkie

Podsumowanie bajek z „Ptasiego poematu”

Nie wiem, od czego zacząć, więc może zacznę od tego, że bardzo podoba mi się wykorzystanie piosenek Myslovitz w tej bajce. Te teksty idealnie do nich pasują – w ogóle idealnie pasują do Twojej twórczości.

Trudno było mi się odnaleźć w tym, kto z Brzasku jest jakim ptakiem czy zwierzęciem. Nie bardzo też jest dla mnie jasne, co chciałaś przekazać. Tak jak zapowiadałaś w przewodniku, brzydkie rzeczy ubierasz w ładne słowa, a wyraz „bajka” użyty jest w trochę przewrotny sposób, bo choć te teksty mają cechy bajki, to z uwagi na ich wydźwięk raczej nimi nie są. Trudno jest mi powiedzieć cokolwiek więcej, bo to były cztery króciutkie teksty. O Twoim stylu już się nagadałam wyżej. Cóż ja mogę jeszcze…

Eposy i poematy

Pozwolę sobie już nie komentować poszczególnych postów, bo jest ich mało, a długością też nie grzeszą.

Całość przeczytałam bez większych emocji, zresztą takie same odczucia, a raczej ich brak, mam co do bajek. Rozumiem, że wszystko, co napisałaś w ramach „Ptasiego poematu”, to pewna całość. Ale ja, czytając czy to bajki, czy eposy, a już chyba tym bardziej poematy, czułam się, jakbyś odsłoniła przede mną kawałek nieznajomego mi miejsca, bez słowa wyjaśnienia. Wrzucasz mnie w jakąś akcję, w jakiś świat, między jakichś bohaterów, ale nic nie określasz, nie wyjaśniasz, nie zawiązujesz żadnej fabuły. Opisujesz zdarzenia, ale one za bardzo nie mają związku przyczynowo-skutkowego. Pozornie układają się w jakąś tam akcję, ale jeżeli nie widzę celu i nie jestem w żaden sposób zainteresowana, to tak naprawdę niewiele mi one mówią. Nie jestem pewna, ale to chyba teksty sprzed tego „przełomowego” momentu w „Krainie cieni”, po którym zaczęłam Cię chwalić, co nie? Tak mi się wydaje, bo widzę duże podobieństwa. Silisz się na trochę tajemnicze pisanie, nie mówisz o konkretnych rzeczach, bardziej operujesz słowem i starasz się, żeby brzmiało to ładnie, a akcja? Co tam akcja. Nie wiem, być może czegoś nie zrozumiałam, ale ja nie odnajduję fabuły w „Ptasim poemacie”. Bardzo trudno czyta się coś takiego, kiedy nie wie się właściwie nic.

Okej, przejdźmy do podsumowania ogólnego.

Mam aż trzy próbki Twojej twórczości i są to próbki dość nierówne. „Hulluus” jest właściwie Twoim jedynym od początku do końca autorskim pomysłem. Chociaż mało rozdziałów napisałaś, a postaci były takie sobie, bo dość typowe, to bardzo mi się to opowiadanie spodobało. Zaciekawiłaś mnie od początku, stworzyłaś fajny klimat, gdzieś tam na horyzoncie majaczył ciekawy pomysł. Szkoda, że tego nie rozwinęłaś. „Kraina cieni” zaczęła mi się podobać mniej więcej w połowie. Wcześniej czułam się nieco zagubiona, nie mogłam się w tym połapać, bo mimo iż piszesz, że nie trzeba znać Naruto, to miałam jednak wrażenie, że znajomość kanonu byłaby bardzo pomocna. Później natomiast Twój styl i sposób prowadzenia narracji wyraźnie się zmienił i zaczęłam się odnajdywać. Na końcu, jak już czytałaś, przestałam widzieć niejako sens czy cel, do którego to opowiadanie zmierza. Na chwilę obecną mi, jako czytelnikowi, wydaje się, że wszystkie wątki już zostały zakończone, ale być może masz coś jeszcze w zanadrzu. „Ptasi poemat” natomiast sprawia wrażenie tworu zupełnie bez szkieletu, pisanego spontanicznie, bez planu. I najmniej mi się podoba, bo tu już kompletnie nie wiem, co chciałaś przekazać. Myślę jednak, że w ogólnej ocenie najbardziej będę kierować się „Krainą cieni”, bo to po pierwsze najdłużej ciągnięte opowiadanie, a po drugie tekst, w którym da się zauważyć spory progres.

Lubię Twoich bohaterów – albo raczej sposób, w jaki ich kreujesz. Wydaje mi się, że dużą wagę przywiązujesz do postaci, a zwłaszcza do ich portretu psychologicznego. Bardzo zagłębiasz się w ich psychikę, skupiasz się na ich przeżyciach wewnętrznych, zachowaniach, emocjach, myślach. Co prawda czasami jesteś zbyt skrupulatna w opisywaniu ich wyglądu. Po sto razy powtarzasz, jaki kolor włosów ma A, a jaki kolor oczu B. Zupełnie niepotrzebnie i irytująco. Mimo że w „Hulluusie” bohaterowie byli typowi, to podoba mi się wyrazistość ich charakterów. Widać, że dobrze ich przemyślałaś. Negai z drugiej połowy „Krainy cieni” jest postacią jeszcze lepszą, bo równie wyraźną, ale i oryginalną, a nie posiadającą cechy typowe dla pewnego rodzaju postaci. Nie wiem też, na ile byłaś wierna kanonowi w oddawaniu charakterów postaci z Naruto, ale w opowiadaniu dobrze nakreśliłaś ich osobowości. Na początku trudno było mi się połapać, kto jest kim, ale wynikało to głównie z tego, że jak najbardziej mogłaś unikałaś używania ich imion, a zamiast tego nazywałaś ich ciemnookimi albo rudowłosymi. Potem jednak zaczęłam je rozróżniać i wtedy już wyraźnie dało się zauważyć, że każda z nich jest inna.

Na pewno brakuje mi wyrazistości w świecie przez Ciebie przedstawionym. Skupiasz się tak bardzo na wnętrzu swoich postaci, że całkowicie zapominasz o świecie na zewnątrz. I nie chodzi mi o sam jego wygląd, bo opisy czasem, choć też nieczęsto, się pojawiały. Bardziej irytował mnie fakt, że rzucasz wieloma nazwami, ale nie wyjaśniasz, o co z nimi chodzi. Twoje postaci poruszają się w świecie nieznanym czytelnikowi (oczywiście jeśli nie orientuje się w kanonie), a więc Twoją powinnością jest pokazanie mu tego świata. Przydałoby się wspomnieć czasem o historii, o ogólnej sytuacji czy to politycznej, czy to społecznej, o ludziach, o zwyczajach, o religii, rozumiesz? Nie każę Ci opisywać tego wszystkiego. Ale umieść tych bohaterów w przestrzeni z charakterem, niech ten świat wokół nich istnieje i tętni życiem, a nie będzie tylko ustawioną akurat scenografią z tektury, dającą pozory i wyglądającą ładnie, ale nic poza tym.

Z początku narzekałam na tempo akcji, co też wynikało z Twojego stylu pisania. Jeśli chodzi o „Krainę cieni”, najpierw akcja się wlekła, ale potem wyraźnie przyspieszyła. „Hulluus” był dobry od początku. Natomiast w „Ptasim poemacie” czułam się jak wrzucona do wyrwanego ze środka fragmentu opowiadania. Patrząc ogólnie, powinnaś zwrócić większą uwagę na proporcje. Niekiedy za bardzo skupiasz się na opisach, a wówczas akcja staje. Nic się nie dzieje, ale Ty w najlepsze po raz kolejny opisujesz kolor oczu. Odnoszę wrażenie, że takie opisy są dla Ciebie ważne, że czujesz wtedy, iż się wykazujesz (no bo faktycznie dobrze Ci to wychodzi, ale o tym za chwilę), ale pamiętaj, że to w żaden sposób nie popycha fabuły naprzód. A czytelnik w końcu się znudzi.

Stylem zachwycasz od początku i jest to Twoja najmocniejsza strona. Jesteś w opisach wnikliwa, bardzo plastycznie i realistycznie oddajesz sytuacje, widać, że dbasz o każdy szczegół. W Twoim sposobie pisania jest pewnego rodzaju spokój, harmonia, delikatność. Ale jednocześnie potrafisz pokazać pazur i sprawdzasz się w dynamicznych scenach, chociaż najpierw na to narzekałam. Poza tym co do stylu nie mam nic więcej do powiedzenia, bo jest on naprawdę wyjątkowy. Mogę Ci jedynie pogratulować tego, że tak zgrabnie i pięknie operujesz słowem.

Trudno oceniać oryginalność, jeśli ma się do czynienia z fan fiction. Uważam jednak, że sztampowości nie można Ci zarzucić, bo brak u Ciebie utartych schematów. Eksperymentujesz nawet z formą, choć tu najbardziej wyróżniłabym bajki, ponieważ eposy były raczej zwykłymi rozdziałami opowiadań, a poematy krótkimi wierszykami.

Natomiast jeśli chodzi o narrację, zdarzały Ci się potknięcia. Pod koniec czytania „Krainy cieni” nie wiedziałam już, czy narrator jest wszechwiedzący i zna myśli każdego bohatera, czy ma ograniczoną wiedzę i opowiada z perspektywy Negai. Narrator czasami wtrącał przymiotniki czy przysłówki nacechowane emocjonalnie (to „cholernie” naprawdę kłuło w oczy), ponadto odwoływał się do przeszłości i uczuć niektórych bohaterów (np. marionetkarza), ale przez zdecydowaną większość opowiadania „ukrywał się” za Negai. Powinnaś się zdecydować.

44/50

Poprawność

Zaznaczyłam tutaj najczęściej popełniane błędy, na które musisz zwrócić uwagę. W nawiasach podałam numery rozdziałów, litery zaś oznaczają dane opowiadanie, a więc: H – „Hulluus”, K – „Kraina cieni” i P – „Ptasi poemat”. Jeśli gdzieś ich nie ma, najmocniej przepraszam – prawdopodobnie zapomniałam tego wstawić i zorientowałam się dużo później.

  1. Zapis dialogów

Używasz dywizu (-) zamiast myślnika, czyli pauzy (—) lub półpauzy (–), do zapisu dialogów. Jest to błąd, ponieważ dywizu używa się głównie w połączeniach wyrazowych (np. biało-czarny). Zapraszam do zapoznania się z artykułem w naszej blogowej encyklopedii (tutaj), a potem do zastosowania się do niego. Dodam jeszcze, że półpauzę możesz wywołać kombinacją klawiszy: lewy alt+0150, a pauzę: lewy alt+0151 (oczywiście na klawiaturze numerycznej).

Smukłe, zimne dłonie, wywołujące dziwny dreszcz, delikatnie masowały jego szerokie ramiona. – Dzień dobry – mruknęła najzupełniej w świecie, idealnie wysokim, słodkim głosem grzecznej dziewczynki i opuszkami palców musnęła jego policzek. (H1)
Dialog powinien zostać zapisany od nowego akapitu.

- Takie małe, a cieszy, ha? – Usłyszał nagle dziwnie znajomy głos, więc gwałtownie spojrzał w bok. Tuż obok niego szła skąpo ubrana, białowłosa postać o zadziornym uśmieszku, który przywołał wspomnienia z ostatniej nocy. Przełknął ślinę i niepewnym wzrokiem zlustrował Alicję. Wciąż opowiadała, jak gdyby wcale nie zauważyła dziwnej dziewczyny. – Dobry z ciebie  o p i e k u n , Aleks. Możesz być z siebie dumny – stwierdziła niewinnym głosikiem, tajemniczo unosząc głowę. (H2)
*wzdych* Widzisz, jak zapis dialogu psuje sytuację? Wprowadza w błąd. Ostatnia wypowiedź nie należy do Alicji, która była podmiotem w poprzednim zdaniu, a do tajemniczej białowłosej dziewczyny. Powinna zostać zapisana od nowego akapitu.

- Wierzysz w przeznaczenie? – Zadrżał. Melodyjny, słodki głosik wyrwał go z zamyślenia. Był niesłychanie podobny do kojącego szeptu uduszonej dziewczyny. Aleks, przekonany o własnej paranoi, próbował jednak zignorować pytanie. – W to przeznaczenie, które sprawiło, że jesteśmy o tej samej porze w tym samym miejscu? (H3)
I jeszcze jeden przykład. „Zadrżał” i dalej od nowego akapitu, a „W to przeznaczenie…” od kolejnego.

- Znamię przypominające kształtem ptaka jest ich znakiem charakterystycznym i broni część ciała, na której się znajduje. [bez kropki] [mała litera] Mówił dalej, a widząc coraz mniej ukrywane zdziwienie na twarzy dziewczyny, nie czekał na jej odpowiedź. (K7)

– Zrobimy wymianę. Życie za życie. Przygotujesz dla niego odtrutkę… - [mała litera] Mówiąc to, wskazała brodą nieprzytomnego Uchihę. [bez kropki] - …a ja puszczę cię wolno. (K17)
I jeśli chcesz załatwić to w ten sposób, to wielokropki są właściwie zbędne.

  1. Interpunkcja

Właśnie przy owym otoczonym lasem jeziorze, [bez przecinka] młody chłopak, zupełnie ignorując natarczywe i badawcze spojrzenie księżyca, obserwował, jak ciało dziewczyny rytmicznie unosi się i opada, jak jej pełne piersi falują przy każdym ruchu. (H1)

Wydawała mu się szczęśliwa i radosna, choć gdzieś na dnie jej dużych, szarych oczu, [bez przecinka] dostrzegał nutkę melancholii.  (H4)

I w istocie rzeczy, [bez przecinka] te cechy wyglądu nie uległy wielkiej zmianie. (K1)

Nieraz oddalała się wystarczająco daleko od domu i krzyczała, bo rozpierały ją emocje zgoła inne od tych, których ani nie bała [przecinek] ani nie wstydziła się pokazać światu. (K1)

I codziennie, [bez przecinka]  jedynym odgłosem, jaki jej towarzyszył, było echo kroków. (K5)

Na samą myśl spotkania z którymkolwiek z nich,  [bez przecinka] czuła, jak w gardle staje jej kołek. (K5)

[...] w celu zabezpieczenia mieszkańców przed niszczącą mocą drzemiącą w Wybranych.” (K8)
Znak zamykający cytat powinien znaleźć się przed kropką.

- Ruszajmy. – Jego głos wywołał u niej falę paniki, a polecenie, z którym starała się w myślach oswoić od dłuższej chwili, wydało jej się jeszcze bardziej przerażające [przecinek] niż mogła to sobie wyobrazić. (K11)

[...] czy zasłanianie twarzy nie było dla niej swojego rodzaju pancerzem, który tworzył dystans między nią, [bez przecinka] a innymi ludźmi. (K11)

Mimo wszystko, [bez przecinka]  Negai pozwoliła jej poznać Brzask z nieco innej strony. (K17)

Mimo to, [bez przecinka] nie mogła zaprzeczyć, że poczuła się bezpieczniej, wiedząc, że jest obok. (K17)

Właściwie, [bez przecinka] nie takich słów oczekiwała. (K17)

Egoistycznie, [bez przecinka] czerpała też z tego własne korzyści – czuła, jak z każdym kolejnym treningiem wzrastała jej pewność siebie i determinacja. (K18)

Wiedział, że było to na porządku dziennym - zabij, [bez przecinka] albo zostaniesz zabity. (P1)

Boleśnie wydłubali mu oczy, aby nie dostrzegł prawdy, skutecznie też przebili uszy, aby nie usłyszał słów innych, [bez przecinka] niż te, które mówili oni. (P2)

Właśnie dlatego, [bez przecinka] w szpaczym sercu rodził się agresywny bunt, niemal graniczący z szaleństwem. (P2)

Szpak od początku uważnie obserwował Kanarka, bo wydawał mu się istotą zupełnie inną, [bez przecinka]  niż towarzystwo, w jakim się obracał. (P3)

Szpak tymczasem widział wrażliwego osobnika, który odczuwał drżenie serca [przecinek] obserwując przyrodę, osobnika dygoczącego na myśl o przygodzie, o wolności, świecie i ludziach.  (P3)

Ale przede wszystkim, [bez przecinka] Szpak widział osobnika, który zdawał się wręcz dusić własnymi ograniczeniami. (P3)


  1. Szalejące podmioty

- I tak cię to nie interesuje – rzucił pod nosem, z lekkim rozdrażnieniem. Czuł, jak jego ręce wciąż się trzęsą, ale z opanowaniem wyminął ją, jakby była tylko nic nieznaczącym cieniem i bezgłośnie skierował się do swojego pokoju. Jej pytanie zatrzymało go na chwilę. (H1)
Ze zdań wcześniej nie wynika, by to „ją” i „jej” odnosiło się do kogoś. Ostatnim żeńskim podmiotem jest twarz.

Jednak, wbrew jej nadziejom, jego męska, aczkolwiek delikatna dłoń, stanowczo wsparła się na pakunku. Popatrzyła na niego, a jego złośliwe spojrzenie kazało jej przypuszczać, że mężczyzna nie podzieli się z nią ot tak sobie. (K5)
To jest to, o czym wspominałam w treści. Nie używasz imienia bohaterki, tylko podmiotu domyślnego, a potem wychodzą takie kwiatki.


  1. Powtórzenia

Jego jasnoniebieskie oczy zmrużyły się, przykryte woalem ciemnych rzęs. Ciemne, rozczochrane włosy zsunęły się z czoła [...] (H1)

Tuż przed jego twarzą znalazła się nagle twarz zupełnie biała, ładna, choć wykrzywiona w zadziornej dumie i złośliwości. (H1)

Smukłe, zimne dłonie, wywołujące dziwny dreszcz, delikatnie masowały jego szerokie ramiona. – Dzień dobry – mruknęła najzupełniej w świecie, idealnie wysokim, słodkim głosem grzecznej dziewczynki i opuszkami palców musnęła jego policzek. Otworzył usta i mrugnął oczami, ale kiedy je otworzył, już jej nie było. Pozostało po niej jedynie wspomnienie i uczucie dziwnego podniecenia. (H1)

Był niemal pewien, że jego usta były złowrogo zaciśnięte, a jednak usłyszał własny krzyk.  (H2)

- Przepraszam – zająknęła się cicho dziewczyna, nisko pochylając głowę. Jej niski głos zupełnie nie pasował do uroczego, niewinnego wyglądu (H2)

Kiedy starsi uczniowie powrócili do swoich wcześniejszych rozrywek, a Aleks usłyszał pisk dziewczyny, podniósł się ociężale i sięgając po butelkę po Kubusiu, która wyturlała się z kosza, uderzył w głowę chłopaka, który ściskał chudy nadgarstek blondynki. (H4)

Kolejny dzień zaczął się tak samo, choć już z samego rana dziewczyna usłyszała skrzypienie drzwi. Domyśliła się, że ktoś wrócił z misji. Choć do tej pory targała nią chęć zobaczenia kogokolwiek, poczuła się niepewnie. (K5)

Pomieszczenie, do którego weszli, było większe i lepiej oświetlone od tych, w których miała okazję być do tej pory. Różniło się też tym, że było zupełnie puste. (K7)

Miał te same rysy twarzy i podobną posturę, jedynie włosy miał trochę bardziej poszarpane, a jego oczy były pomarańczowe. (K8)

Może śnili o tym, a budząc się w środku nocy, otuleni jeszcze tym marzycielskim, bajecznym nastrojem, marzyli o spokojnym życiu w jakimś miejscu na tym dziwnym, okrutnym świecie, do którego serce po cichutku pragnęło się udać. (K10)

Przez chwilę trwała jeszcze w bezruchu, analizując zaistniałą sytuację jeszcze raz. (K10)

Był ubrany normalnie, choć w jego przypadku było to może nie najlepsze określenie. Zwykłe, czarne spodnie ninja przewiązane były w udzie bandażem [...] (K11)

Ku uciesze Negai, w Kraju Gorących Źródeł, o którym mówił Sasori, mgły nie było wcale, a powietrze było wilgotne i rześkie, dlatego szybko poczuła się mniej zmęczona, niż rzeczywiście była, ale dalej marzyła o kąpieli i ciepłej, miękkiej pościeli. (K11)

Kiedy poczuła na ramieniu silną dłoń Sasoriego, poczuła się wściekła. (K11)

Mocniejszy podmuch wiatru targnął czarnymi płaszczami, pod którymi skryci byli mężczyźni. Czerwone chmury zafalowały na wietrze, jak gdyby wicher pędził je po czarnym niebie. Ptaki siedzące na pobliskich drzewach wzbiły się do lotu, spłoszone potężną aurą otaczającą intruzów. Chwilę szybowały nad nimi, aż w końcu uniosły się tak wysoko, że jasne promienie słońca uniemożliwiły czarnym oczom dostrzeżenie ich. (K12)

- Kim jesteś…? – wydusiła po chwili, w ostatniej chwili unikając ataku jednego z napastników. (K12)

Światło w przedpokoju było zapalone, przy drzwiach dostrzegła znajome buty. Przechodząc koło lustra, zatrzymała się. Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia i niepewności. Odbicie nie wyglądało jak ona. Nie do końca. Włosy postaci w lustrze były krótsze, mocno postrzępione. Barwa oczu oscylowała gdzieś na granicy złota i pomarańczy, źrenice zwęziły się niepokojąco, przyglądając się dziewczynce z uwagą i niepokojem. Sylwetka była nieco potężniejsza, choć ciało wydawało się równie delikatne. Smukła, mała dłoń o ostrych pazurach wyciągnięta była do przodu, zastygła w bezruchu.

Na dłużej zawiesił wzrok na jej twarzy, na podkrążonych oczach, które zwrócone były teraz w stronę butelki, którą się całkiem zręcznie bawiła. (K16)


  1. Szyk

- Obudź się, Aleks – powtarzała dziewczynka, swoją [zbędne] małą, smukłą dłonią klepiąc go po przedramieniu. (H2)
„...dziewczynka, klepiąc go po przedramieniu małą, smukłą dłonią”.

Po to uparcie przychodzili i ranili ją. (K3)
„...i ją ranili”.

Biały kruk był niski i wydawał się kruchość swojego ciała maskować szerokim płaszczem, choć dziewczyna wiedziała, że to tylko pozory. (K16)
„...i wydawał się maskować szerokim płaszczem kruchość swojego ciała…”


  1. Zbędne słowa

Nie wiedział dlaczego, ale w jego głowie pojawił się nagle obraz złotowłosej dziewczyny będącej kobietą starą i zniedołężniałą, i ta myśl w tej jednej chwili wywołała na jego twarzy grymas. (H2)

Dopiero na czwartej lekcji zdał sobie sprawę, że odczuwa jakąś dziwną chęć zobaczenia jeszcze raz uroczej twarzyczki blondynki. (H2)

Nie było tam jednak nic wartego uwagi – ot co, zwykły korytarz, kamienna posadzka, obskurne ściany, płomienie pochodni rzucające złowrogie cienie. (K2)
Tutaj samo „ot” będzie użyte właściwie, ponieważ tę partykułę stosuję się, gdy chcemy podkreślić zwyczajność czegoś, o czym – co ważne – powiemy zaraz, natomiast „ot co” zwykle kończy zdanie, a działanie ma w zasadzie takie same. Istotne jest to, że „ot” zwykle wstawia się przed elementem, na którego błahość zwraca się uwagę („ot, zwykły korytarz”), a „ot co” – po jego wymienieniu („zwykły korytarz, ot co”).

Zdawało jej się, że wieczność minęła, nim rudowłosy, idąc w jej stronę powoli i z jakąś ospałością, stanął w końcu tuż przed nią. (K2)
Jaką? Określenie „jakąś” nic nie mówi i brzydko wygląda, więc należy je albo usunąć, albo zastąpić.

Jego cichy głos zabrzmiał dziwnie groźnie, choć blondynce wydało się, że wyczuła w nim też cień zduszonej nostalgii. (K2)
Albo groźnie, albo dziwnie i groźnie. Ewentualnie zastąp słowo czymś, co doprecyzuje odczucia bohaterki względem owego głosu, bo „dziwnie” nie mówi zbyt wiele. Zaskakująco, nieoczekiwanie, zdumiewająco – zapewne to miałaś na myśli.

A mimo to pogrążony był w jakimś dziwnym smutku. (K3)
A to ci dopiero mieszanka wybuchowa. Po co to „jakimś dziwnym”? Całkowicie zbędne.

Ot co, niedelikatny, chaotyczny, nieprzewidywalny typ. (K4)
Tak jak parę linijek wyżej.

Jednak, mimo wszystko, nie poddała się i choć kosztowało ją to wiele wysiłku, usiadła w końcu, drżące nogi opuszczając na lodowatą podłogę. (K4)
Albo jednak, albo mimo wszystko.

Kiedy jednak odwrócił głowę w jej stronę i popatrzył na nią przez ramię, poczuła, jak jej nogi uginają się w kolanach. (K4)
A nogi mogą ugiąć się w jakimś innym miejscu?

Kiedy wreszcie przełamała się w sobie, swoje kroki skierowała do kuchni. (K5)
Po pierwsze: przełamać się w sobie wygląda mi na pleonazm, tak więc zdecydowałabym się na samo przełamała się.
Po drugie: zaimkologia nigdy nie jest mile widziana, nie ma także potrzeby, aby zaznaczać, że kroki „należały” do bohaterki, tak więc „swoje” jest całkowicie zbędne.

Przez cały ten czas patrzyli się sobie prosto w oczy i dziewczynie wydało się, że to w jakiś sposób zbliżyło ją do tego dziwnego mężczyzny, który był tak pełen sprzeczności. (K6)
Samo „sobie” wystarczy. Patrzeć nie jest czasownikiem zwrotnym.

  1. Błędnie użyte frazeologizmy

Chciała przełknąć ślinę, ale w gardle stanął jej kołek.
Poprawny frazeologizm to: język staje kołkiem. Ty natomiast nie dość, że sformułowałaś go błędnie, to jeszcze przypisałaś mu niewłaściwe znaczenie. W dobrej wersji chodzi o to, że ktoś ze zdenerwowania lub strachu nie potrafi nic powiedzieć – i wtedy mówi się, że język stanął mu kołkiem. Tobie zapewne chodziło o coś na kształt tzw. kluchy w gardle, ale takiego frazeologizmu nie ma.

Na samą myśl spotkania z którymkolwiek z nich, czuła, jak w gardle staje jej kołek. (K5)
Jak wyżej.

Czuła, jak w gardle staje jej kołek, a płuca odmawiają posłuszeństwa. (K7)
I jeszcze raz. Przynajmniej jesteś konsekwentna w błędach.

Gdyby nie jego bliskość i kołek, który poczuła w gardle, z ogromną przyjemnością przełknęłaby ślinę. (K10)
I jeszcze jeden, i jeszcze raz! Sto lat, sto lat, niech…

To ten sam Deidara i ten sam bezpieczny pokój, w którym Negai wylizywała wszystkie swoje rany. (K13)
Lizać rany – nie wylizywać.

  1. Literówki

On jednak wstał ciężko, przeszedł obok niej, nie omieszkując przy tym przesunąć dłoni bo [po] jej udzie, i rzucił się na łóżko, które zaskrzypiało głośno pod wpływem jego ciężaru. (K5)

Jego słowa dochodziły do niej z parusekundowym opóźnieniem.
Parosekundowym.

Podczas gry marionetkarz w milczeniu ratował serce brunetki, które najwyraźniej ostatkiem sił napędzało całe jej ciało, Negai troskliwie zajęła się płytszymi ranami [...]
Gdy.

Rękę wspartą koło twarzy przesunęła w w stronę jego kciuka i musnęła go lekko jednym palcem. (K18)
Podwójne „w”.


  1. Inne błędy

Nie miała wystarczająco dużo odwagi, by zapukać do jego drzwi, więc cierpliwie znosiła tą samotność. (K5)
Tę samotność.

Zduszając w sobie strach, usunęła się w cień. (K5)
Dusząc.

Usiadła w kącie przy rogu zakurzonego stołu. (K5)
Siada się raczej na rogu stołu.

Bała się, że umiejętności, które opanowała z pomocą Uchihy, przysłużą się do krzywdzenia ludzi.  (K8)
Przysłużyć się można czemuś, np. Wesoła atmosfera przysłużyła się dobrej zabawie. (Wybacz brak kreatywności i durne zdanie, chodzi o pokazanie zasady). Dodatkowo ma to pozytywny wydźwięk, przysłużyć się oznacza zrobić dla kogoś/czegoś coś dobrego. A więc na pewno nie można powiedzieć, że umiejętności przysłużą się krzywdzeniu ludzi.
Do krzywdzenia ludzi umiejętności mogą posłużyć. I zapewne o to Ci chodziło.

[...] wtedy jedna śmierć w te czy w tamtą nie sprawi ci różnicy. (K10)
W tę czy we w tę lub wte czy wewte.

Umiejętność opanowała doskonale, kiedy mieszkała z Kirei. (K11)
Tę.

Kiedy mężczyzna skończył wreszcie zszywać obie rany, opłukał dłonie z krwi i wytarł tą, którą miała jeszcze na plecach. (K12)
Tę.

Wydaje mi się, że to był już ten stan, kiedy jedną nogą jest się na drugiej stronie i zupełnie traci się świadomość.  (K19)
Po drugiej stronie.

Choć istota potocznie zwana ‘człowiekiem’ interesowała go do granic możliwości, jego dzika, płochliwa natura kazała mu uciekać i odpychać. (P1)
Poprawny cudzysłów wygląda tak: „cudzysłów”.

Bo przecież to, iż uważał się za złego, nie znaczy, że taki był. (P2)
Czas. Nie znaczyło.

I jeśli kiedyś czuł, że ze Śmiercią był na Ty, teraz wywoływała u niego mdłości i osłabienie. (P2)
Małą literą.

Wyglądała chłodnie, ale było w niej coś smutnego. (PIII)
Chłodno.

Podsumowanie poprawności

W zły sposób zapisujesz dialogi i zdarza Ci się to nagminnie. Pomijam już używanie dywizu. Masz bardzo irytującą tendencję do tworzenia kolosalnych akapitów i wplatania w nie wypowiedzi jednej osoby poprzerywanej komentarzami narrator, często niemającymi wiele wspólnego z wypowiedzianą kwestią.

Przykład z 18. rozdziału:

- Nie miałem na myśli nic złego, Itachi-san! – rzucił przez śmiech, a kiedy się podniósł, trzymał w ręce dwie białe buteleczki. Dopiero wtedy dziewczyna zrozumiała, o czym mówił Kisame, a jej domysły zdradził delikatny rumieniec. – Napijesz się ze mną? – Zdziwiło ją to. Kiedy wszedł do pokoju, chciała uciec czym prędzej, ale momentami wydawało jej się, że tego dziwnego mężczyznę da się lubić. Na swój sposób. I ta myśl sprawiła, że jednak zdecydowała się zostać, a nawet nieśmiało skinęła głową, przystając na jego propozycję.

A powinno to wyglądać tak:
- Nie miałem na myśli nic złego, Itachi-san! – rzucił przez śmiech, a kiedy się podniósł, trzymał w ręce dwie białe buteleczki.
Dopiero wtedy dziewczyna zrozumiała, o czym mówił Kisame, a jej domysły zdradził delikatny rumieniec.
– Napijesz się ze mną?
Zdziwiło ją to. Kiedy wszedł do pokoju, chciała uciec czym prędzej, ale momentami wydawało jej się, że tego dziwnego mężczyznę da się lubić. Na swój sposób. I ta myśl sprawiła, że jednak zdecydowała się zostać, a nawet nieśmiało skinęła głową, przystając na jego propozycję.

Zielony fragment można byłoby ewentualnie dołączyć do poprzedniego akapitu, chociaż jak dla mnie komentarz narratora jest za długi, aby potem kontynuować wypowiedź bohatera, a po drugie pierwsze zaznaczone na zielono zdanie odnosi się do odczuć Negai.

Istnieje taka zasada, że po dialogu nota odautorska powinna odnosić się bezpośrednio do wypowiedzi postaci, która wypowiedziała daną kwestią. Jeśli zaś odnosi się do reakcji innej postaci, powinno się kolejne zdanie zapisać w nowym akapicie. Pokażę Ci to na przykładzie:

— Jabłko jest czerwone — powiedziała Kasia. Miała zaskoczoną  minę.

Powyższy przykład to wypowiedź, po której następuje nota odautorska odnosząca się do postaci, która coś powiedziała.

— Jabłko jest czerwone — powiedziała Kasia. Miała zaskoczoną minę.
Maciek się zdziwił.
— Jeszcze wczoraj było zielone — dodała.

A ten przykład pokazuje, że aby mówić o reakcji drugiej osoby, nie tej mówiącej, należy rozpocząć nowy akapit.

Ty natomiast zapisałabyś to tak:
— Jabłko jest czerwone — powiedziała Kasia. Miała zaskoczoną minę. Maciek się zdziwił. — Jeszcze wczoraj było zielone — dodała.

Widzisz różnicę? Mam nadzieję. Z tym że Twoje reakcje, czy to osób mówiących, czy słuchających, rozciągają się do kilku zdań. Potem następuje kolejna wypowiedź tej samej osoby. I znowu reakcje. W efekcie powstaje długi akapit.

Jeśli chodzi o interpunkcję, nie jest źle – wypisane przeze mnie błędy to raczej efekt nieuwagi, a nie niewiedzy. Jedynym błędem, jaki pojawiał się częściej, było stawianie przecinka po wyrażeniach takich jak „mimo to”, „mimo wszystko”, „właściwie” czy „przede wszystkim”. Po nich raczej się tego nie robi.

Zdarzają Ci się powtórzenia. Najwięcej oczywiście odmienionego na wszelkie sposoby czasownika „być”. Reszta to raczej efekt nieuwagi, a nie braku synonimów.

Zupełnie zbędnie często używasz przymiotnika „jakiś”. A to słowo przecież nic czytelnikowi nie mówi.

Za ten „kołek stający w gardle” mam ochotę Cię udusić. Skąd Ty to wytrzasnęłaś?! Mam nadzieję, że zapamiętasz, iż nie ma takiego frazeologizmu i że jest inny, podobnie brzmiący, ale mający inne znaczenie.

Zauważyłam też, że nie wiesz, kiedy mówi się „tę”, a kiedy „tą”. Zasada jest prosta: „tą” łączy się zawsze z narzędnikiem (np. z tą koleżanką, z tą bluzką), a „tę” z biernikiem (np. tę koleżankę, tę bluzkę). Jak zapewne zauważyłaś, tam, gdzie wyraz kończy się na „ą”, jest „tą”, a gdzie kończy się na „ę”, jest „tę”, ale ten sposób zapamiętania zasady jest zawodny w niektórych przypadkach. Bo np. w bierniku kość brzmi tak samo jak w mianowniku: kość. Tak samo inne słowa kończące się na „-ość”, jak zazdrość, młodość,  miłość, nowość itd. Tak więc polecam zasadę z przypadkami, bo sprawdza się zawsze. Warto jeszcze zapamiętać, że o tym, czy zapiszemy (lub powiemy) „tę” lub „tą”, decyduje rzeczownik, a nie przymiotnik (np. podaj mi nową bluzkę).

14/20

Razem: 63/75, 84%
Ocena: 4+ (dobry z plusem)

Zabrakło Ci jednego punktu do oceny bardzo dobrej, ale uważam, że ocena jest adekwatna. Gdybym miała oceniać samą „Krainę cieni”, z pewnością zaliczyłabyś piątkę, ale nie mogłam pominąć dwóch innych opowiadań.

2 komentarze

  1. Na początku chciałabym Ci bardzo za ocenę podziękować. Długo na nią czekałam, ale myślę, że było warto! Z wielu rzeczy, na które zwróciłaś uwagę, wcześniej już zdawałam sobie sprawę i starałam się je poprawić, z lepszym lub gorszym efektem. Tak było z brakiem dynamizmu i z duszącym, patetycznym klimatem. Narracja, jak słusznie zauważyłaś, do tej pory sprawia mi kłopot, choć z tym też usiłuję coś zrobić od dłuższego czasu. Tak ogólnie rzecz biorąc, cieszę się z oceny i wydaje mi się ona bardzo wysoka. W sumie spodziewałam się gorszej. Poruszyłaś tyle spraw, że teraz boję się, czy nie pominę czegoś ważnego...
    Do tej pory nikt chyba nie zwrócił mi uwagi na mój kłopot z akapitami, stąd taka załamka! Ale teraz zdecydowanie się poprawię, obiecuję! Cieszę się też, że znalazł się w końcu ktoś, kto potrafił mi wytłumaczyć komputerową różnicę między dywizem a myślnikiem... Znałam zasadę ich używania, ale nie miałam pojęcia, jak to ugryźć w Wordzie. Teraz będę siedziała i je poprawiała, dziękuję!
    Wszystkie moje głupkowate błędy zdecydowanie poprawię i będę się ich w przyszłości wystrzegać. Aż mi wstyd za siebie, naprawdę!
    Jeśli chodzi o bohaterów... Rzeczywiście, są dla mnie ważni. Zawsze chyba zwracałam na nich szczególną uwagę, zapominając o reszcie świata przedstawionego. Z tym także próbuję walczyć. A w sprawie Ptasiego Poematu masz rację. Był on pisany kawałek czasu temu, jakoś równo z tymi pierwszymi rozdziałami Krainy. Był to taki mój okres, kiedy lubiłam się bawić słowami, a Szpak wydał mi się tak "czarującą" postacią, że wyszło z tego takie... coś. Zresztą, jak na pewno zauważyłaś, historia upadła, bo nawet nie miałam na nią konkretnego pomysłu. Teraz trzymam ją na blogu z przyzwyczajenia, że tam jest. Co innego Kraina Cieni. Nie jest to jej pierwsza wersja, jest na zmianę pisana i odnawiana już blisko dziesięć lat, a zaczynałam ją pisać, będąc jeszcze dzieciakiem. Stąd może początkowa bierność w charakterze Negai - nie chciałam jakoś bardzo zmieniać tych początkowych rozdziałów. A mapa kiedyś była większa, ale link odnosi się bezpośrednio do strony internetowej i teraz muszę poszukać nowej niestety, bo ta się skurczyła.
    Wiem, że leję wodę i czasem szaleję stylistycznie, i biję się z tego powodu w pierś. Muszę jeszcze parę rzeczy dopracować, ale już teraz bardzo się cieszę, że mój styl nie jest najgorszy.
    Ogromną przyjemnością było się też dowiedzieć, że Hulluus nie wyszedł tak źle, jak mi się wydawało do tej pory. Mam wizję w głowie, ale ciężko przelewa mi się to opowiadanie na kartki. I to jedna z moich pierwszych prób pisania czegoś własnego, stąd moja niepewność.
    Ach, przypomniało mi się! Używanie "tą" i "tę" także jest jedną z moich słabości. Niestety do tej pory znałam tylko tę drugą zasadę (ę do ę, ą do ą), ale faktycznie idzie się nieraz przejechać. Wprowadzę teraz w życie przypadki i wszystko będzie lepiej, więc za to też dziękuję!
    Kurczę, mam takie wrażenie, że teraz połowa rzeczy, do których chciałam nawiązać, wyleciała mi z głowy... W takim razie teraz ładnie jeszcze raz podziękuję za tak wnikliwą ocenę i za tyle spostrzeżeń, które pozwolą mi pisać lepiej. Zaraz też wezmę się za poprawianie błędów w opowiadaniach i po ponownym przeczytaniu oceny na pewno się jeszcze odezwę!
    Do usłyszenia niedługo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że uda Ci się coś wyciągnąć z tej oceny, bo szczerze mówiąc, obawiałam się, że zwrócę uwagę na rzeczy, której już wiesz. Trudno pisze się oceny dobrych opowiadań. :D
      Przy okazji przepraszam, że tak długo musiałaś czekać. Miałam zamiar skończyć ją jeszcze przed końcem roku, ale próbne matury i mnóstwo nauki powaliło mnie na kolana. :P
      Pozdrawiam i życzę powodzenia w poprawkach oraz weny. :)

      Usuń

Aktualności

Blogi zgłoszone w 2016: 2
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.