...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

[59] ocena bloga: inna-wersja.blogspot.com

14 stycznia 2016
Adres bloga: Inna wersja
Autorka: Raylie
Tematyka: fan fiction erotyczne
Oceniająca: Skoiastel


Aha. Jest to pierwsza ocenka na WS o takiej tematyce. Wiecie, +16 co najmniej, bo wulgaryzmy, zbereźne cytaty, seksy i takie tam. Jeśli bardzo ci to przeszkadza, to po prostu nie klikaj niżej. Ale możesz tego żałować.


Tym razem mierzę się z fikiem. I pierwszy raz z fikiem o kanonie, którego zupełnie nie znam. Xiaolin – Pojedynek Mistrzów? Nie widziałam. Coś słyszałam, ale właściwie nie wiem, w którym kościele biją te dzwony. Tym bardziej masz poprzeczkę do przeskoczenia zawieszoną wyżej, bo wkraczam tu jako ktoś zupełnie nieogarnięty w kwestii uniwersum. Jest to jednocześnie twoją szansą i przekleństwem, bo opko będzie musiało być napisane klarownie dla czytelników niedoinformowanych, ale – jeśli uda ci się ta sztuczka – być może zainteresujesz mnie kreskówką na dłużej. Coby rozwiać wszelkie wątpliwości, jeszcze tylko przed rozpoczęciem właściwej oceny zaznaczę na swoją obronę, że od samego początku deklarowałaś, iż znajomość kanonu n i e j e s t w y m a g a n a:

Co mnie zdziwiło, ale skoro tak twierdzisz, to do roboty!
Kilka słów o szacie graficznej na wstępie. Właściwie nie wiem dlaczego i nie potrafię tego w żaden sposób opisać, ale nie czuję się na twoim blogu jakoś specjalnie komfortowo. Nie odejmę za to żadnych punkcików ani nie obniży to noty końcowej, ale z chęcią wyrażę swoje zdanie na ten temat. Na co zwróciłam uwagę? Na ramkę po lewej stronie. Ma cholernie małą czcionkę – zupełnie nieproporcjonalną do szerokości gadżetu. Na dodatek brakło w niej spacji, chociaż nic nie musisz ścieśniać, bo miejsca masz tam aż zanadto.
Menu tak samo – tekst jest krótki, elegancko wyśrodkowany i nawet posiada efekt rozstrzelenia liter, ale wygląda drobniutko na tle tych przykuwających uwagę czarnych linii. Powstały przez to kontrast i zbyt dużo pustego tła w ramce z aktualnościami rozpraszają moją uwagę.
Na sam dół bloga drugi raz nie zjeżdżam, bo zrobiłam to przy wcześniejszym rekonesansie i wiem, że znajduje się tam pełno elementów, które kompletnie mnie nie interesują. Na dodatek są nieobramowane, zawieszone na tle dość chaotycznie, a odstępy między nimi nierównomierne. 
Koniec o szacie. I od tej pory wszystko, co napiszę, będzie miało wpływ na ocenę końcową bloga.

ZANIM ZACZNIESZ CZYTAĆ
(...) iż nie potrafiłam zła wynikającego z takiego związku odpowiednio mocno wyeksponować, ale równocześnie wydaje mi się, że wielokrotnie oraz na tyle mocno w narracji zaznaczałam, żeby nikim nie targały wątpliwości, iż bohaterka cierpi.(…) Ona nie jest szczęśliwa. Ona siebie samą nienawidzi. Zachowuje się wbrew naturze wojowniczki obozu reprezentującego dobro.(…)
Pomijając braki spacji i powtórzenia, muszę ci zadać pytanie i upewnić się, czy na pewno mam to czytać, zanim zapoznam się z tekstem właściwym? Bo przecież ta podstrona to jeden wielki… spoiler. Dawno przekroczyłaś granicę między nakreśleniem tematu a zdradzeniem fabuły. Zamiast lać wodę o tym, że poruszasz tematykę niewolnictwa i twoje opko zakrawa o BDSM, wystarczyło… napisać, że piszesz o niewolnictwie i BDSM. Tadam! Mnie to zajęło jedno zdanie, a tobie referat na dwie strony. Dodatkowo ostatnie zdanie budzi moją wątpliwość. Obóz reprezentujący dobro? No, dziewczyno. Jak masz tak pisać w opku, to ja odpadam w przedbiegach.

Dlatego(och, wyobrażam sobie, jak tym obwieszczeniem wprowadzam niejednego czytelnika w zdumienie), gdy opracowywałam fabułę IW, zależało mi nie tyle na pokazaniu Chamiko, co pewnej myśli teologicznej. Jakkolwiek to brzmi, koncept miałam jasno wytyczony: pierwsze skrzypce grać tu ma następstwo poddania się złu zewsząd otaczającego człowieka, kiedy zatraca on samego siebie na rzecz pozornie łatwiejszego(a w tym wypadku pełnego przyjemności seksualnych) życia; gdy przestaje walczyć o to, w co wierzy, bo tak prościej.
Wychodzisz do czytelników z grubą rozkminą na temat, jak sobie życzysz, aby twój tekst odbierać. I tym samym zabierasz czytelnikom całą frajdę z czytania. Z wyciągania wniosków. Z siania domysłów i zamyślenia nad treścią. Takie coś mogłabyś napisać na samym końcu, jako podsumowanie całości, by czytelnik mógł porównać sobie swoje doznania z twoimi. A ty je w tym momencie narzucasz. Koniec zabawy. 

Nie mam zamiaru spojlerować nowym czytelnikom, a tylko chcę zaznaczyć, że ów brak wyższych wartości, pod którymi skrzydłami można się skryć, boleśnie dotknął Kimiko, otworzył furtkę na kolejne, przykre doświadczenia, jakim nie potrafiła się oprzeć, a przecież mogła. Komentujący niejednokrotnie podkreślali, czemu ona jest taka słaba, podatna i gdzie się podziała jej siła? Zewnętrznie Kimiko do pewnej chwili była silna, lecz jak się okazało, tylko pozornie. To, co zaznała, pozostawiło rany na jej psychice.
Jak można skryć się pod skrzydłami wyższych wartości? Daj spokój z takim pseudometaforycznym moralizatorstwem. Nie baw się w Coelho. Nie zaprzeczaj też sama sobie. Nie masz zamiaru spoilerować? Ale w tym samym czasie odpowiadasz na pytania czytelników poza tekstem i jeszcze każesz to czytać świeżakom. Wszystkie uwagi powinny znaleźć odniesienie przede wszystkim w fabule. Nie widzę sensu w istnieniu tej podstrony. Myślałam, że po prostu chcesz zaznaczyć, że tekst jest napisany dla grupy, która lubi brutalne seksy, ale wybiegłaś daleko poza ten temat. Przy okazji, chyba cierpisz na wodolejstwo i celowo utrudniasz zrozumienie najprostszego przekazu, owijając w bawełnę i nadając słowom nieraz po pięć emocjonujących epitetów. Spójrz, jak długie zdania sadzisz i jak bardzo są pompatyczne.

Mam nadzieje, że dostrzeżesz, ile w tej kobiecie jest sprzeczności i to właśnie warstwa psychologiczna skłoni Cię do czytania mojego opka oraz refleksji nad nim. Chciałam(ale czy mi wyszło, pozostawię do oceny czytelnikom) stworzyć opowiadanie oryginalne, poważne, ambitne – co z tego, że oparte na bajce dla dzieci?
Dzięki, że mnie uprzedziłaś. Teraz dojrzę na pewno… chyba że tego nie znajdę. Wtedy będę kiwać palcem. Ale nadal nie rozumiem, dlaczego mi to tłumaczysz i cechy, które powinny być uwydatnione w treści, zapowiadasz w przedmowie? Boisz się, że może ci nie wyjść?
Tak długi tekst przed rozpoczęciem przygody z twoimi rozdziałami odrzuca. Tym bardziej, że napisałaś go dość topornym stylem, ciężko przyswajalnym. Sadzisz długie i pokrętne zdania. Trzeba je czytać niekiedy i trzy razy, aby dojść do sedna. Mnie się już nie chce, a jak pomyślę, że jeszcze tyle przede mną, to mam ochotę wyjść.

Kończąc, bądź pewny: epilog kroi się jeszcze dziwniejszy oraz bardziej pokręcony(kompletnie nie do przewidzenia, jak pewnie wielu po lekturze zakładki stwierdzi) od obecnego stanu rzeczy na IW. – A piszesz o tym, bo?


O mnie + O innej wersji
Dlaczego masz dziwną manierę niestawiania spacji przed nawiasem? Powtarzasz tę dewiację, gdy tylko znajdujesz do tego okazję. Napisałam raz, więcej nie będę się powtarzać w tej kwestii. Przy tytułach używaj kursywy lub cudzysłowu.

(...) czyli od Kronik Xiaolin, jakie uważam po części za odgrzany kotlet(taki bardzo niestrawny) – jakie nie jest synonimem dla które;

polskiej blogsfery (…) w bogsferze – polskiej blogosfery, w blogosferze; 

(...) zaś to wszystko odbędzie się oczywiście przy uwzględnieniu ciągu przyczynowo-skutkowego, logiki, po prostu zdrowego rozsądku.(…) Jakkolwiek jednak fabuła jest nielogiczna i durna – to jak to w końcu jest? Zdecyduj się. Na co mam się przygotowywać?

W miarę porządnych fików o Xiaolin można na palcach dwóch rąk wymienić – masz strasznie pokręcony szyk i sama się w nim gubisz: W miarę porządne fiki o Xiaolin można policzyć na palcach dwóch rąk. Nie jesteś Yodą. Nie zostawiaj czasowników na końcu.

Przykro mi z tego powodu, więc w swej nadal dziecięcej nadziei głęboko wierzę, iż tacy blogerzy pojawią się i stworzą tak odpałowe opowiadania, że kiedy nadejdą czasy przystawiania dziecka do cyca, żółć a równocześnie radość zalewać mnie będą, zaś na usta cisnąć przekleństwa i pytania: czemu ja tak nie potrafiłam pisać?

To nie jest Pismo Święte, abyś stosowała tak abstrakcyjny i archaiczny szyk z czasownikami na końcu zdania przy niedopasowanym do reszty słownictwie – wrzucając chociażby odpałowe. Wyjeżdżasz z tym jak Filip z Konopi. Ciśnie mi się na usta przykład Nearyh, który zapadł mi w pamięć, bo rugała mnie kiedyś za to samo: Azaliż drogi dresie, wpier*** to zacne jadło.

Zanim przejdę do treści właściwej, zaznaczę, że będę wymieniać drażniące mnie błędy językowe i jednocześnie opisywać momenty fabularne, które obudzą we mnie choćby najmniejsze wątpliwości. Ale nie jestem betą i nie wymienię wszystkich baboli, ewentualnie wskażę po kilka sztuk z jednej paki. W twoim interesie jest pod ich kątem sprawdzić cały tekst raz jeszcze.

PROLOG
Troje młodych ludzi oraz przemieniony w kota Omi ustawili się gęsiego i powlokło przed tron Chase'a – powlekli;
Na razie wszystko jest jasne. Mam tylko nadzieję, że patos był tu zamierzonym zabiegiem stylistycznym kreującym prolog, ale nie będzie się przewijał przez całe opowiadanie. Sporym wyzwaniem i sztuką jest taka pisanina, wychodzi nielicznym, a reszta prób kończy się przeważnie stworzeniem parodii. A tego byśmy nie chcieli.

NIEWOLNICA CZ. 1
(...) musiała przyznać, że dziewczyna wywiązuje się nieźle ze stawianych przed nią zadań, jest bystra i pojętna – istnieje coś takiego jak jedność czasu w tekstach literackich, więc jeśli zaczęłaś tworzyć w przeszłym, to się go trzymaj do ostatniego słowa epilogu. Odsyłam do ciekawego materiału na ten temat: KLIK (Punkt: Zmiana czasu narracyjnego, chociaż warto przeczytać całość).

(...) oczywiście o myciu garów, naczyń oraz o sprzątaniu – KLIK – pewnie nie o piec hutniczy ci chodziło. Gary są naczyniami. Zmywanie naczyń jest formą sprzątania, podejrzewam więc u ciebie niechlujne wielosłowie;

– Dobrze, dobrze – odparła pośpiesznie wojowniczka ognia (...) Kiedy chowające się za horyzontem słońce znikło zupełnie, Cho oznajmiła, że oto nastał wyczekiwany przez Japonkę koniec pracę (…) gdzie już czekał na nią koci niewolnik – koniec pracy;
Czasem wrzucasz w narrację niezdarne określenia swoich bohaterów. Na tym etapie opowiadania nie mam pojęcia, kim są koci niewolnicy, koci wojownicy czy wojownicy ognia. Wcześniej pisałaś, że Cho to Chinka, a teraz wpychasz tu Japonkę. Czasem mam wrażenie, że dodajesz kolejne bohaterki, a ty po prostu nadajesz już wcześniej poznanym nowe określania, ale robisz to w nieodpowiednim momencie i w nieodpowiedni sposób. Koniec końców wszystko się miesza. Na pewno bardziej narażony na niezrozumienie przekazu jest ten, kto nie zna uniwersum. Proszę, nastaw się również na takich odbiorców i na bieżąco tłumacz niejasności. Nie zostawiaj tego na potem, bo jeszcze kilka razy użyjesz sformułowania koci niewolnik, zanim dowiem się (o ile w ogóle się dowiem), co ono oznacza. Nie wiem nawet, jak sobie taką postać wyobrazić. Jest kotem czy należy do kota?
Ale muszę cię pochwalić za myśli głównej bohaterki. Są wyraziste, nadają jej charakteru. Szkoda, że tylko tu, bo potem nagle znikają. O tym później. W tym fragmencie świetnie wplatasz je między opisy, które nie są jedynie suchym wymienianiem poszczególnych mebli i określaniem ich położenia. A nie spodziewałam się czegoś tak przyjemnego po przedmowie i prologu. Zaskoczyłaś mnie na plus.
Tutaj nazwałaś też Kimiko smokiem ognia. Czy to nie jest przypadkiem nazwa własna? Nie wyjaśniłaś też tego, ale akurat w tym przypadku przynajmniej jestem pewna, że słowa odnoszą się do danej bohaterki. Lecz czemu smokiem, a nie smoczycą? Mam paskudny mętlik w głowie, który spowodowany jest tylko i wyłącznie brakiem wiedzy odnośnie uniwersum. Przez to wydaje mi się, że piszę bzdury, ale jednocześnie mogłabyś jednak porządnie kreować świat, aby rozwiewać wątpliwości, a nie je namnażać. Fanfiction nie jest wymówką, by nie zadawać sobie trudu i spełniać swoje pisarskie wizje, ratując się bohaterami oraz sytuacjami stworzonymi przez kogoś innego. A wszystko, by uniknąć tłumaczeń i opisów. Stop takim fikom.

W środku nocy zapotrzebowanie na tę życiodajną substancję drastycznie malało – uśmiechnęłam się pod nosem i pomyślałam o spermie, a nie wodzie. To jeszcze nie ta charakterystyczna dla opek „przeźroczysta ciecz”, ale nazywanie wody „życiodajną substancją” też pozostawia wiele do życzenia.

W środku nocy zapotrzebowanie na tę życiodajną substancję drastycznie malało, stąd pracujący przy hydraulice ludzie, zgodnie z rozporządzeniem księcia, który nie przepuszczał żadnej okazji, by poznęcać się nad podwładnymi, majstrowali przy kanalizacji, jaka doprowadzała wodę do tych gorszych części pałacu, czyniąc ją rdzawobrązową i cuchnącą. – To zdanie jest za długie. W połowie nie pamiętam już początku. Potnij je, pozbądź się podwójnych spacji i zamień jaka na która, bo to nie są – wbrew pozorom – synonimy. KLIK – [podpunkt o zdaniach złożonych].

Wolała na razie nie myśleć o tym, co zrobi, gdy dostanie okresu – dostać (kogo? co?) okres; to zdanie wydało mi się totalnie absurdalne. Naszkicujmy tę sytuację: bohaterka jest w celi, bardzo chce jej się pić. Narzeka na brudną i śmierdzącą wodę, po czym rozbiera się do naga i wspomina o braku czystej bielizny. Nie chce myśleć o miesiączce, której aktualnie nie ma, ale którą przewiduje mieć. Podejrzewam, że gdyby to mnie zamknięto w takim lochu bez podstawowych środków do życia, nie martwiłabym się przyszłą menstruacją, raczej przyszłoby mi do głowy, że może jej ewentualnie nie dożyję. Ciąg myślowy jest w tej scenie przerażający. Problem braku wody pitnej przeobraża się w strach przed miesiączką. No i Kimiko nie spędzi w tej celi miesiąca, ale kilka lat. Jak będzie radziła sobie z deficytem podpasek? Nigdy tego nie wyjaśniłaś, po co więc ta myśl tutaj? Tylko mnoży pytania. Odbijam od tego, że to zdanie totalnie kłóci się z moim wyczuciem dobrego smaku. Po prostu nie w tym momencie. I absolutnie nie tak sformułowane.

Kobiety mają dużo gorzej niż mężczyźni, gdyż ci nie muszą dbać o tyle spraw co właśnie one, myślała ze złością. – Wcześniej jej myśli przedstawiałaś za pomocą cudzysłowu, a nie wciskałaś je w usta narratora, który tylko sucho opisuje. A jeśli chcesz zrobić z tego myśl Kimiko, napisz: właśnie my.

[Wracając do okresu] W tych nieludzkich warunkach bycie przedstawicielką płci żeńskiej równało się z wyrokiem śmierci. Śmierci w powolnych męczarniach natury fizjologicznej – napisałaś to tak, jak gdyby faktycznie brak tamponu od razu wiązał się z niechybnym zejściem. I to w przypadku każdej kobiety – nawiązując do wcześniejszego zdania. Tu już nawet nie chodzi o Kimiko zamkniętą w celi.

Chase Young osiągnął to, do czego dążył – rządzi światem, a na wyciągnięcie ręki ma dosłownie wszystko. Nic i nikt nie może się mu sprzeciwić, nie istnieją dla niego granice moralne oraz nic go nie ogranicza. – CZAS. Zdecyduj się w końcu na jeden. Takich błędów będziesz miała masę, więc poproś którąś betę o pomoc, tymczasem ja przestaję zwracać uwagę na tego typu potknięcia.
Zaraz… czuję się, jakbym nadal była w przedmowie i dalej spoilerujesz. Co to za miałki opis?

Nie mogła płakać, bo płacząc pozbyłaby się z organizmu cennej wody – przecinek po płacząc; jeżeli bohaterka faktycznie wpadła na pomysł, że kilka kropli łez może przyspieszyć odwodnienie całego organizmu, to jej przesadna przezorność w tym momencie kojarzy mi się jedynie ze skrajną fobią, której prawdopodobnie nie będzie miała już później. Czego to się nie robi z bohaterami, aby ukazać trochę dramaturgii w pojedynczej scenie, co nie?

A może gdyby była szybsza, silniejsza Chase nie wytrąciłby jej piłki? – brak przecinka przed Chase;

NIEWOLNICA CZ. 2
Nie musiały nawet minąć przepisowe dwadzieścia cztery godziny, by znienawidził tę robotę – a więc do tej pory według regulaminu, by ją nienawidzić, musiała minąć doba? I co, oni tam mieli dwudziestoczterogodzinną szychtę?

Poczucie winy, zaprzepaszczonej szansy na zmienienie parszywego losu a także zwyczajne upokorzenie, że on, smok wiatru został sprowadzony do roli sługusa, nie umilały mu czasu, bowiem kiedy tylko skończył z podłogą i potoczył się bez entuzjazmu w stronę pisuarów, naciągając na dłonie gumowe rękawiczki, gnębiące go poprzedniej nocy myśli oraz wątpliwości wróciły ponownie ze zdwojoną siłą. – Zdajesz sobie sprawę z tego, że to jest jedno zdanie, prawda? Cholernie długie i męczące zdanie. Skróć je lub podziel. Rozkładając je na czynniki pierwsze, wychodzi na to, że poczucie winy umilałoby bohaterowi czas, ale akurat mył kible i wróciły do niego wątpliwości. Na pewno chcesz, by to odbierać w taki sposób? Postaw przecinki przed a oraz został. Bowiem po czasowniku.

(…) nie powinni wygrać i tej, bo najważniejszej w swym życiu walki? Czy przyczyna tkwiła w ich słabości i niewystarczającej woli walki?

(…) żal na siebie samego – żal do siebie samego;

(…) najchętniej wsadziłby im obu szczotkę do czyszczenia kibli w miejscu, o którego nazwy autorce nie wypada nawet pisać – twój narrator wcześniej nie przejawiał objawów rzucania czymś… podobnym. Silisz się już drugi rozdział na to, by wprowadzić czytelnika w klimat, chcesz, by postacie były jak najbardziej realistyczne i aby czytelnicy bez problemu widzieli je oczami wyobraźni? Tak. To jaki ma cel nagle przypominać o tym, że gdzieś tam ktoś to napisał?
Poza tym, piszesz opowiadanie o seksie i niewolnictwie, a narrator z dupy robi tabu? Wow.

(…) prześladowała go bardzo długo, dopóki zasnął, utulony własnym płaczem.
Dopóki nie zasnął. Chyba że w czasie snu, to: dopóki spał. Drugi przecinek zbędny.

(…) wydobywając z jego czeluści grzechoczące fanty, ustawiał na podłodze, prezentując ich walory – co ustawiał?

Szczoteczka do zębów, pasek oraz… czekoladowa babeczka trafiły w moje serce. Ta sytuacja to do tej pory najprzyjemniejsza i najbardziej płynnie opisana część opowiadania. Dialogi z hazardzistą to majstersztyk, a cud wyrobu przemysłu obuwniczego tylko dopieścił całość. Widzisz, w tym momencie mogłaś pozwolić sobie na tak wybujałe określenie zwykłego buciora, bo sytuacja od samego początku była groteskowa i aż się o to prosiła.

„Ciekawe, co się z nim teraz dzieje? Może uciekł w góry albo ukrył się w podziemiach klasztoru, albo...” Rozmyślenia chłopaka zostały dość brutalnie przerwane – po cudzysłowie powinien nastąpić myślnik, a rzeczownik powinien rozpocząć dalszą część małą literą.

(…) odwróciła się w jej stronę
– Chodź tutaj, pomożesz mi – warknęła – brakło mi kropki przed wypowiedzią bohatera;

(…) i w napięciu wyczekiwała, na to co się miało stać – a tutaj przecinek zmienił swoje położenie. Postaw go przed co;

(…) nabierając  chochlą cuchnącą ciecz. Starała się nie oddychać. Wlała zawartość do naczynia i zanurzyła chochlę ponownie. Kiedy ciecz wypełniła po brzegi porcelanową miskę – pozbądź się podwójnej spacji i powtórzenia;
Scena z rozlaniem zupy również mi się spodobała. Twój styl ma bardzo dużo walorów, jednak pamiętam, że do tego fragmentu miałam też jeden przytyk. Nazywanie głównej bohaterki wojowniczką, kiedy od samego początku historii to zniewolona kuchareczka, jest nie na miejscu. Może wypadałoby do wojowniczki dodać w końcu przedrostek była i przyzwyczaić czytelników do obecnego stanu rzeczy?

Docierało do niej tylko tyle, że oto znalazła się w środku koszmaru, z którego jedynym paradoksalnie wyjściem mogło być tylko zaśnięcie. „Wieczne” należy dopowiedzieć. – Albo jedynym, albo tylko. I dlaczego było to paradoksalnie jedynym wyjściem? To zdanie jest zupełnie nad wyrost, gdyż czytelnik dobrze wie, że bohaterka mogłaby też dać się zabić, być nieposłuszna, próbować uciec… W ostatnim zdaniu pozbądź się cudzysłowu i postaw przecinek przed należy.

Czerwony odcisk palców kociego niewolnika momentalnie pojawił się na delikatnej, białej cerze. Przyłożyła rękę do miejsca uderzenia – ta cera?

Czerwony odcisk palców kociego niewolnika momentalnie pojawił się na delikatnej, białej cerze. (…) Na jednym z nich znajdował się masywny pierścień z wysuwanymi za pomocą specjalnego mechanizmu czterema wystającymi złowrogo kolcami: dwa po zewnętrznej stroni dłoni, pozostałe od wewnętrznej – właśnie one pozostawiły na delikatnej skórze twarzy soczyście czerwoną ranę.
Nie musisz tyle razy podkreślać, że skóra była delikatna, jasna i z czerwoną szramą. Nie musisz też pisać rzeczy oczywistych. Wystarczy, że wspomnisz o istnieniu kolców. Czytelnik sam sobie dopowie resztę, nie odwalaj wszystkiego za niego.

– Jutro przyrządzisz księciu amandelpruimentaart*.
*czyli z holenderskiego: Ciasto migdałowo-śliwkowe
A ja właśnie czytam story i palę cigarette. Dlaczego, pisząc po polsku, nie napisałaś po prostu ciasto migdałowo-śliwkowe? No i czemu w przypisie, a nie wyniknęło to z treści opka? Jeśli bohaterka wie, o czym mowa, może to wytłumaczyć w narracji. Jeśli nie wie, powinien się wywiązać dialog na ten temat. Poza tym nazwę tę zapisz z łącznikiem, gdyż pruimentaart oznacza ciasto śliwkowe, a amandel to migdały.
Czytając dalej, doszłam do wniosku, że obca nazwa potrzebna ci była w fabule. Okej. Ale dlaczego akurat holenderska, skoro wykorzystała ją w niecny sposób akurat Chinka? Ile Chinek zna holenderskie specjały kulinarne i potrafi wypowiadać ich nazwy? Dlaczego to nie mógł być od razu polski, skoro szukałaś pomysłu na aż tak cudaczną scenę?

Zazdrościła smokowi ognia urody i – co najważniejsze – młodości, gdyż sama była już leciwą i brzydką kobietą. Chciała zabawić się jej kosztem, skorzystać z sytuacji, uprzykrzyć życie oraz zemścić na swej pomocnicy za to tylko, że mężczyźni na nią samą nigdy nie zwracali uwagi. – Dlaczego nie stworzysz sytuacji, dzięki której czytelnik sam będzie mógł to wywnioskować po zachowaniu i wyglądzie Cho, tylko pozwalasz narratorowi wykładać to jak kawa na ławę od razu, w pierwszych rozdziałach? Ja chcę się tego dowiedzieć, ale nie w taki spłycony sposób. Ten opis brzmi jak streszczenie fabuły w wypracowaniu szkolnym. I, z przykrością stwierdzam, że przez całe opko popełniasz  właśnie ten błąd.

(…) wtargnąć do domostw a następnie rządzić niepodzielnie aż do nastania świtu (…) Czuła gorycz a także strach ludzi zabijanych przez sługusów Younga (…) To nie ból krzywdził a świadomość – przecinek przed a. Ten błąd będzie się powtarzał bardzo często, bo lubisz ten spójnik, lecz najwyraźniej nie znasz zasad interpunkcyjnych z nim związanych. Więcej nie wymienię, ale podeślę źródło wiedzy: KLIK.
Tak właśnie wygląda świat, w którym nie rządzi pokój, dobro i miłość, lecz okrutny, nie uznający granic moralnych człowiek. Egoista o zatwardziałym sercu – i znów. Ciągle czytam o tym, że książę jest antagonistą. Że jest zły, egoistyczny i nieczuły. Ale pokaż mi to za pomocą sytuacji, w której weźmie on w końcu udział, bo do tej pory tylko zapowiadasz jego rolę. Z góry decydujesz o wszystkim, już nie tyle spoilerując, co rzucając słowa bez pokrycia i każąc się do nich jakoś ustosunkować. Daj mi dowód, że Chase taki jest. A nie robi to tylko rozwlekła relacja narratora, który brzmi, jakby bajdurzył. Czasem jest świetny, ma poczucie humoru, ale i potrafi zbudować klimat grozy, chociaż przez dużą część rozdziału raczej męczy wodolejstwem i rzuca niektóre opisy zbyt wcześnie i niepotrzebnie, odbierając zabawę z czytania.

(…) więzionych w lochach, torturowanych, cierpiących z jego powodu – to wszystko jest jednym wielkim cierpieniem, więc w sumie podkreślanie tego wszystkiego po przecinkach w jednym zdaniu jest zbombardowaniem emocjonalnym, które miało nakreślić klimat, a w ostateczności go psuje. Dawkuj emocje.

(…) gorąc odbierał rozum gorąco – jeśli już.

PORTRET
Albowiem, bowiem, albowiem, bowiem… narrator wciąż daje nam o sobie znać, zamiast wycofać się, udawać, że wcale go nie ma i dyskretnie przedstawiać nam opisywane sytuacje.

Wcześniej jednak zmuszeni byli do utraty sił harować – szyk;

Siedząc na prostym krześle z oparciem, uczesała swe czarne, lśniące włosy – wiadomo, że włosy należały do niej. Nie musisz tego podkreślać;

(…) przypadkiem pokazał jej owo zdjęcie, na którym się znajdowała, a widząc pragnienie posiadania fotografii, staruch zażądał w zamian przygotowywania przez miesiąc ciepłych obiadów – pogrubiony tekst to wtrącenie, które należy poprzedzić przecinkiem. I dlaczego to brzmi tak topornie? Jak wygląda pragnienie posiadania fotografii? Zacznij może w końcu obrazować zachowaniem, a nie tylko eksponować narracją, hmm?

Twarze wojowników zastygły na nim z wyrazem wiecznej radości, jakiej wydawało się nic nie zmąci (…) – twarze wojowników zastygły na nim z wyrazem wiecznej radości, której – wydawało się – nic nie zmąci; jakby nie można było napisać, że postacie na zdjęciu się cieszą.

Prawdopodobnie –prócz wspomnień – spacja – bardzo często zapominasz o niej w takiej sytuacji;

(…) ich książę Chase Young – brak myślnika lub przecinka przed imieniem;

Po patetycznym wstępie opisującym sucho okropieństwo rządów Younga od razu przechodzimy do Kimiko, która, pełna nostalgii i zamyślona nad swoją przeszłością oraz losem przyjaciół, chowa fotografię i… klaszcze w dłonie. Zupełnie nie wiadomo dlaczego. Nie zrobiła nic, co by mogło mnie nakierować na motyw jej działania. Bez sensu.

Kimiko nie mogła pozwolić, aby sprawy potoczyły się swoim biegiem, więc wzięła je we własne ręce. Mimo doznawanych od Cho upokorzeń, całej surowości i pogardy, którą na każdym kroku dziewczynie okazywała, była jej jednak wdzięczna – to brzmi, jak gdyby Cho albo Kimiko okazywały pogardę bliżej nieokreślonej dziewczynie. Znów wrzucasz określenia, które mylą. Gdy piszesz wśród kobiet o kobietach, w końcu nie wiadomo, o którą pannicę ci chodzi.
Dziwnie się zachowuje ta twoja Kimiko. Bez powodu, po smutnym wstępie narratora, klaszcze w dłonie, a potem cieszy się, że ma duże pole do popisu w nowym pokoju. Na końcu, tuż przed wyjściem, zaciska palce w pięści, bo zauważa w lustrze, że ma na policzku bliznę, którą miała od pięciu lat. To byłoby sensowne, gdyby Kimiko dopiero teraz pierwszy raz przejrzała się w tym lustrze i w ogóle pierwszy raz weszła do nowego pokoju. Ale ona już tam trochę pomieszkuje, narrator sam wspominał o tym, jak farbowała sobie włosy i w końcu mogła mieć do czynienia z podstawowymi środkami do utrzymania higieny.  Powinna więc zachowywać się wobec takich elementów rutynowo.
Rozdział kompletnie przegadany. Mogłaś go spokojnie połączyć z poprzednim albo następnym, bo tylko narrator tak właściwie pojawia się w tym fragmencie. Mam wrażenie, że wydarzenia, zaledwie muśnięte górnolotnym opisem, umknęły ci gdzieś między palcami w czasie pisania. Pozostał po nich tylko raport teatralnego opowiadacza. Ta notka, parafrazując Mickiewicza, jest jak świątynia. Bogata, wypełniona drogimi zdobieniami… ale pusta. Wśród tych pięknych epitetów i powykręcanych, długich zdań, nie ma fabuły. Lub jestem zaledwie obok niej, czytam o niej, ale nie uczestniczę w opisywanych wydarzeniach. W tej przygodzie nie ma najwyraźniej miejsca na przygodę.
Przyszło mi do głowy również, że myśli Kimiko o wykorzystaniu jej ciała oraz wcześniejsze docinki Cho są bardzo mocną wskazówką dla czytelnika odnośnie dalszej fabuły (po stokroć za dużą dla kogoś, kto czytał tę nieszczęsną przedmowę). Potem nagle mija pięć lat, bohaterka staje się dorosłą kobietą, a ja mam uwierzyć w to, że niczym ciekawym nie zmierzyła się przez ten czas i dlatego ominęliśmy go, by szybciej ruszyć w kierunku planowanych wydarzeń. Których się boję, bo wiem, co napiszesz. I domyślam się, jak to wypadnie jakościowo. Do tej pory główny wątek jest dość… przewidywalny.

POMYŁKA
W tej notce w niektórych miejscach brakuje ci wcięć akapitowych.

(…) pojawienie się w kuchni pałacowego doręczyciela szybkonogiego Francuza – przecinek po doręczyciela;
Tego samego bohatera raz nazywasz dwunastoletnim malcem, a za chwilę dryblasem o twarzy aniołka. Dryblas kojarzy się z byczyskiem, który nosi pod pachą telewizory i wozi się po mieście. Jakoś kłóci mi się to z postacią dwunastolatka.

(…) po to tylko by – przecinek przed by;

Iwan (…) miał przede wszystkim obowiązek trenowania pod okiem kocich wojowników zabójczych sztuk walki, po to tylko by (…) przemocą szerzyć wśród ludzi chwałę Chase'a Younga. Oczywiście najłatwiej wyprać mózg dziecku. Szkoda jej było Iwana – czyli tej chwale?

Armia pomocników w kuchni też nie brzmi wybitnie. Zastąp to czymś.
Nie jestem zwolennikiem takich krótkich rozdziałów. Po pierwsze dlatego, że zanim zdążę się wczuć w klimat notki, ona się kończy. Pal licho, jeśli czytam – jak teraz – wszystko naraz. Ale gdybym miała czekać tydzień na, za przeproszeniem, taki ochłap, to bardzo szybko zrezygnowałabym z komentowania na bieżąco i poczekała, aż opublikujesz całość.
Po drugie, w tych krótkich rozdziałach praktycznie niewiele się dzieje. Jedyną przedstawioną sytuacją była tu pomyłka listonosza. Pomijam ogrom informacji, które powinnaś przedstawić czytelnikowi de facto nie w postaci suchego opisu, jak to robisz. Na dobrą sprawę, jeśli to opko ma się toczyć w takim tempie (wolno, chociaż przelecieliśmy już pięć lat z życia bohaterów), to – znając wodolejstwo narratora – do głównego motywu dojdę za pół roku.

JACK I WUYA

Bieg między czarnymi kolumnami podtrzymującymi nieckowaty sufit, a później przez plątaninę niebieskich korytarzy, na których to ścianach widniały reliefy, a także płaskorzeźby przedstawiające przeróżne scenki był nędzną namiastką treningów lub pojedynków, co nie znaczyło, że w jakimś stopniu nie wyzwalał – jasne. Jestem fanką opisów. Tak. Ale nie takich pokrętnych i składających się z jednego, długiego i wypchanego do granic możliwości zdania. Spróbuj budować opisy wnętrz bardziej luźne. Nie musisz wszystkich informacji wciskać na siłę. Dawkuj je. Może wstyd przyznać, ale nie mam wykształcenia architektonicznego i nie mam pojęcia, czym są nieckowaty sufit i reliefy. Wiem jedno. Produkcje, które zmuszają do otwierania Google, są kijowe. Nie zrozum mnie źle. To nie tak, że nie lubię się dokształcać. Po prostu w opisie prostego korytarza nie jest koniecznością wykorzystywanie specjalistycznego słownictwa. Takie opisy powinny być tam, gdzie spełniają jakąś funkcję (np. przedstawiają coś istotnego, na co bohaterka zwróciłaby uwagę, bo byłoby to ważne dla opka), a tutaj jedynie zapychają zdanie i opóźniają akcję, która i tak wlecze się niemiłosiernie.
– Żadna z tych kiecek nie wydobywa głębi mojej urody! – Udając, że nie widzi cierpień chłopaka, odezwała się dużo ostrzej – Co za konowały pracują w szwalni? KLIK.

Ramionka Jacka dygotały jak w febrze, zaś pot spływający po czole zlepiał mu rude włosy. Generalnie nie sprawiał wrażenia chętnego do rozmów – pot okazał się niemową. A to ci dopiero niespodzianka; zamień po prostu zdania miejscami.

(…) czując w swym ciele pulsowanie uśpionego przez lata ognia. Tak bardzo pragnął on wybuchnąć; dać komuś nauczkę. – Dobrze, że nie czuł tego w ciele kogoś innego. On też zbędne;

Kimiko zupełnie straciła zainteresowanie Wuyą, w chwili gdy obok niej przeszedł sponiewierany Spicer – straciła zainteresowanie Wuyą w chwili, gdy;
Rozdział krótki. Za krótki. To już przesada. Poznałam w nim dwie, dość mocno charakterystyczne postacie. Obydwie opisane na plus, bez zarzucania czytelnika sztampem. Dialogi pourywane. Niewiele ich, ale jakieś są. Właściwie nie mam nic więcej do dodania na temat tej notki, bo niewiele zdążyło się w niej wydarzyć.

NIC ZA DARMO
W miejscu gdzie… tam gdzie… – ten szyk aż się prosi o przecinek. Zapamiętaj, bo więcej nie powtórzę, a wiele u ciebie takich sytuacji;

„W imię nauki, oczywiście, usprawiedliwiała swój niedorzeczny i dziecinny pomysł. „Nauki i rzecz jasna Czegoś Tam Jeszcze”. – Zgubiłaś zamknięcie do pierwszego cudzysłowu; z rzecz jasna zrobiłabym wtrącenie i oddzieliła je przecinkami z dwóch stron;

Narrator stał się adwokatem Kimiko. Zamknęłaś jej usta całkowicie i mam się sama domyślać jej czynów, myśli, pragnień i… miejsca, w którym bohaterka się obecnie znajduje. Czuję się zmęczona.

(…) były wróg – określenie jest nieaktualne. Minęło pięć lat, odkąd Kimiko pracuje dla Younga i ten epitet wygląda na taki z braku laku;

(…) poczuła ulgę słysząc – brak przecinka przed imiesłowem;

(…) nie powinna patrzeć księciu w jego złote, przywodzące na myśl jaszczurze oczy – nie powinna patrzeć księciu w jego złote, kojarzące się z jaszczurzymi, oczy.

(…) śmieje się do rozpuku: „a nie mówiłam?” Chase nadal nie zadał sobie trudu – brakło kropki, myślnika, whatever;

Spojrzał dziewczynie w oczy. Ten przenikliwy wzrok, zagadkowy uśmiech, ton głosu – od całej jego postaci biła pewność siebie oraz ironia – dobrze, że biła z całej postaci, a nie tylko z trzech-czwartych; z postaci;


Mężczyzna pochylił się nad wojowniczką i ujął w dłonie jej podbródek (...)Young zdawał się być konserwatorem dzieł sztuki, oglądającym dokładnie obraz, który ktoś kiedyś zbezcześcił, plamiąc drogocenne płótno sosem z obiadu.
Sosem… z obiadu. W jedynym (od samego początku opka) naprawdę emocjonującym momencie porównujesz główną bohaterkę do dzieła sztuki, a bliznę na jej twarzy do… sosu? Really? Ta scena nabierała kolorytu, już odkąd Chase pojawił się w pokoju Wuyi, a ty, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, zabiłaś klimat. To powinno być karalne.

Przejechał palcami wzdłuż ich chropowatych wypukłości – pięcioletnie blizny nie są już chropowate;

Jej szeroko otwarte ze zdziwienia oczy rejestrowały nadzwyczajne bladozielone światło, które emanowało z brzegów dwóch szram. – Jak? Przecież miała je na swoim policzku. Czy potrafisz dostrzec swoje policzki, nie przyglądając się w lustrze?

Z rozchylonych ust Kimiko wydobyło się cichutkie westchnienie; pełznące po policzku ciepło pozostawiało na jej skórze przyjemne łaskotanie. Tak jakby muskały ją skrzydła motyla. – Bo jej wróg, którego sekundę temu chciała opluć i nazywała dupkiem, dotknął jej policzka. To na pewno połechta serca nastoletnich czytelniczek, ale, logicznie rzecz biorąc, ona nie wiedziała, co jej robił w tamtym momencie. Powinna się bać albo nienawidzić go jeszcze bardziej, bo ktoś, kto zamknął ją w lochu na kilka lat, ją dotyka. Powinna przypomnieć sobie słowa Cho, a nie się podniecać. Tak na logikę.
Poza tym, tam, gdzie akcja powinna iść do przodu, narrator się wlecze. A gdy wypada od podstaw zbudować emocjonalne podłoże do rozwijającej się w przyszłości relacji – pruje w przód na złamanie karku. Gdyby to pominąć, dalej rozdział był przyjemny. Zakończyłaś go w intrygującym momencie, nie przesadziłaś z emocjami, a te kilka słów księcia ciemności wypadło realistycznie.  


TYMCZASEM W PODZIEMIACH
Im więcej analizowała możliwe pobudki, jakimi kierował się książę, tym okazywały się one bardziej idiotyczne – im bardziej analizowała możliwe pobudki, którymi kierował się książę, tym okazywały się idiotyczniejsze;

(…) dziewczyna z którą kilka miesięcy temu zdążyła się zakolegować – przecinek przed którą;

Pierwsze akapity absolutnie nie pasują do tytułu, ale zauważyłam, że narrator odrobinę wyluzował i nie dodaje napuszonych epitetów do każdej rzeczy. Oczywiście nadal szyje frazesy jak dywan niezmąconej ciszy i wciska te swoje bowiem/albowiem. A jednak jest tego już mniej i tekst czytało się lżej, w efekcie czego nawet nie zauważyłam, kiedy rozdział się skończył.

W podziemiach niebezpieczeństwo czai się za każdym kamieniem, bowiem nie ma chwili, w której koci strażnik nie mógłby cię nakryć – a jednak jest taka chwila, skoro grupa rebeliantów bez problemu spotyka się raz na jakiś czas i snuje konspiracyjne plany;

Bić się, czy czekać? – przecinek zbędny;

Brakowało im ludzi, zorganizowania, planu, wszystkiego. Jednak siłę dodawała im świadomość, iż mieli odwagę się zorganizować;

Smok wiatru zignorował fakt, że Michael porównał go do łajzy, bo choć kompletnie mijało się to z prawdą – dla starego każdy, kto gabarytami nie dorównywał Clayowi, był ofermą włącznie z księciem ciemności – na głowie miał inny problem; musiał ponownie przekonać do siebie Nefraima. Nieposłuszeństwo jednego pociąga za sobą bunt wszystkich. A któż inny poprowadzi ich do walki? Zsunął z siebie wyświechtany płaszcz.
Uff. Udało się przebrnąć. Serio. Po raz kolejny w połowie pierwszego zdania nie pamiętałam już jego początku. Na dodatek pełno tu myślników, przecinków, średników, co czyni je nieźle popieprzonym. Znów pomieszał ci się czas, brakło przecinka przed „choć” oraz, co uderzyło mnie najmocniej, przy tym bombardowaniu informacji nie ogarnęłam już, kto na końcu zdjął płaszcz. Przez co musiałam się cofać do początku akapitu. Nie powinno się zmuszać czytelnika do tak desperackich czynów, nawet jeśli wena aż z ciebie kipi i prosi się o wylanie.

Były pamiątką ostatniej potyczki z wojownikiem. Chase darował mu karę śmierci – w tym opowiadaniu wszyscy są wojownikami, więc właściwie znów pojęcia nie mam, o kim mowa. Na dodatek mam pewność, że Chase darował karę śmierci komuś zupełnie innemu niż wspomnianemu wojownikowi, a to wcale tak nie brzmi.
Dziwię się, że Nefraim ma obiekcje i jest nieufny wobec dwójki rebeliantów, skoro działają razem od samego początku. Z tekstu wynika, że kilka miesięcy trzymali sztamę i nagle pojawiło się ale.  Zupełnie bez powodu, bo, chociaż Clay i Raimundo się spóźnili, to jednak ich wytłumaczenie nie pozostawiało wątpliwości, biorąc pod uwagę sytuację, w której znaleźli się wszyscy buntownicy.
Między dialog, który powinien być dość ścisły i płynny, powkładałaś opisy przeszłości. Jest to dość niezgrabne i wybija z rytmu czytelnika. Tym bardziej, że w twoich rozdziałach dialogów nie ma prawie żadnych. Od wcześniejszej rozmowy na temat sromotnej, karcianej przegranej, niewielki procent bohaterów w ogóle udowodnił, że potrafi mówić. A dialogi to twoja mocna strona, więc żałuję, że jest ich tak niewiele, a gdy już są – przerywasz je na rzecz kolejnych opisów afektowanego narratora.

Gdyby nie obecność i słowa otuchy Claya już dawno postradałby zmysły – przecinek przed już;

– Myślisz, że Kimiko radzi sobie z tą nową rzeczywistością? – spytał z niepokojem. – Myślę, że pięć lat to wystarczający szmat czasu, aby rzeczywistości nie nazywać nową;

Uśmiech opromienił twarz kowboja. Słowa Claya działały jak miód na skołatane serce, tym bardziej, że sam zdawał się w nie głęboko wierzyć. – Sam, to znaczy kto? Uśmiech? Miód?


Łapczywie wciągała ciężkie, przesiąknięte wilgocią i zielenią powietrze.
Jakiś przekaz podprogowy?

Odskoczył z zręcznością – ze zręcznością;
Zabawa nie trening. – Brakuje mi tu myślnika;
(…) doskwierająca wojownikowi nuda, budziła frustrację – przecinek zbędny;
(…) coś, o czym marzył, pragnął od pierwszej chwili – o czym marzył, czego pragnął;
(…) nieosiągalne dla człowieka nowe umiejętności – przecinek przed nowe;

Ostatni wybryk smoka wiatru, tego buńczucznego błazna wzbudził w nim szczere wątpliwości. – Pogrubiony fragment to wtrącenie, oddziel go przecinkami z dwóch stron.

Trzeba będzie byłych mnichów infiltrować. Jeśli lata harówki nie zmiękczyły ich charakterów i nie nauczyły pokory, książę nie będzie się z dzieciakami cackał, zabije je. Choć właściwie szkoda będzie marnować takie okazy. Wojownicy dostarczyliby mu rozrywki, zanim przyzwyczaiłby się do ich sposobów walki.
I to mnie boli najbardziej. Że narrator opisuje, co Chase ewentualnie zrobi, zamiast pokazać to za pomocą książęcych myśli lub w ogóle jego czynów. Young nie zrobił jeszcze niczego, co świadczyłoby o tym, że jest zły. Poza tym, że trenuje swoich wojowników, ale przecież każdy władca tak robi. Naprawił twarz Kimiko i nie ukarał jej za pchanie nosa w nieswoje sprawy oraz ciała w nieswoje ciuchy. Całkiem spoko z niego facet, nie sądzisz? Do tej pory tylko narrator wmawia mi, że jest inaczej, a ja mam mu uwierzyć, chociaż nie dostałam żadnego dowodu.
uformowały wokół niego zabójczą pętle – pętlę;

NIESPODZIANKI
(…) a kiedy nie wyczuła pod palcami wyuczonego w ciągu lat układu blizn, zamarła – wyuczony układ blizn nie.brzmi.dobrze.

Ta noc nie należała do najlepszych, choć nawet nie była w stanie odtworzyć dręczących ją koszmarów – koszmary odtwarzała bohaterka, a nie noc. Zgubiłaś podmiot;

Dbała więc, aby każda potrawa przygotowana była perfekcyjnie, a gdy ktoś nie dawał rady, Kimiko pozbywała się go. Nie interesowało ją, jak bardzo praca jest potrzebna, czy też ile dzieci ma do wykarmienia Kimiko nie ma dzieci, a drugie zdanie brzmi, jak gdyby właśnie o niej była mowa;

Początek notki to opis poranka smoczycy ognia. Powoli zaczyna mnie to denerwować, chociaż na pierwszy rzut oka opowiadanie jest poprawne, a fabuła, którą przygotowałaś, interesująca. Masz predyspozycje do pisania, szczególnie, że bohaterowie (poza Kimiko, ale o tym później) nie są przerysowani. Z drugiej strony przez opisową formę zdaję sobie sprawę z tego, że prawie w ogóle ich nie znam. Gdzie podziały się dialogi? Ten tekst wyprany jest z emocji. Faktycznie…
...to po prostu dobre wypracowanie szkolne. Charakterystyka pomieszana z relacją wydarzeń.
Nagle dowiaduję się, że minął drugi tydzień od zniknięcia blizn, a Kimiko nadal nie może się przyzwyczaić do nowej siebie. Po tym, gdy zaczęłaś rozdział od ostrego powitania podwładnych w kuchni, pomyślałam, że upłynęło dopiero kilka godzin:

Nie zadawać pytań – kojarzy się stricte z sytuacją, gdy Kimiko zbywała Dianę we wcześniejszej notce. A właśnie… jeszcze chwilę temu była to koleżanka. Wcześniej nie zauważyłam też w Japonce braku szacunku do chociażby dwunastolatka z kuchni. A chwilę później piszesz, że Kimiko wprowadza ostrą dyscyplinę wśród bandy niekompetentnych żółtodziobów. Skąd ta zmiana? Co się faktycznie wydarzyło przez te dwa tygodnie?

(…) nie chciała spędzać w gronie trzęsących przed nią portkami ludzi –  szyk: gronie ludzi trzęsących przed nią portkami. Inaczej to brzmi, jak gdyby jacyś oni trzęśli gaciami innych. Przed nią.

A mijał już drugi tydzień od tamtego wydarzenia! (...) dzień po budzącym grozę i niepewność incydencie – to w końcu w tym akapicie piszesz o tym, co wydarzyło się od razu po usunięciu blizn? Czy o tym, co działo się po dwóch tygodniach od tamtego zdarzenia? Notorycznie wprowadzasz czytelnika w błąd. Jasne, niżej wszystko wyjaśniasz, ale po co naprawiać pomyłki? Nie lepiej ich po prostu nie robić?

Praktyczny umysł Kimiko – znam ją już od kilku notek. Jej obraz przed pięcioma laty ukazywał mi dziewczynkę wystraszoną i wycofaną,  martwiącą się o tampony i odwodnienie. Ale ta sama osoba życzyła Cho i Chase'owi śmierci. Jej myśli były bezczelne w stosunki do księcia czy kucharki, lecz przynajmniej wtedy Kimiko o czymś myślała. O czymś, co mogło pomóc mi ją poznać. Potem minęło pięć lat i nagle mamy babeczkę, która deklaruje się robić wszystko z polecenia księcia; chociaż, gdy była z nim sama w pokoju, w myśli nazywała go dupkiem. Boi się, nie boi się.  Narrator komentuje, że podobno Kimiko ma gdzieś, co Chase będzie chciał z nią zrobić, ale potem dziewczyna niepokoi się, później ten niepokój mija. Sam z siebie. Bohaterka myśli różnie, w zależności od sytuacji, w której ją postawisz i właściwie nie wiem, jaka jest naprawdę. Podejrzewam, że dzieje się tak, ponieważ chcesz, aby jej charakter pasował do danej sytuacji. Tu i teraz, losowe cechy. Przez co właściwie nie mogę się z nią utożsamić. Nie ma sensu nawet się przyzwyczajać, bo zaraz będzie inna.
Możesz mi napisać, że to dlatego, iż jest kobietą. Kobieta jest zmienną – wszyscy to wiemy. Tag. Stara śpiewka. Ale, kurczę, jednak niektóre cechy powinny dominować, określać ją, charakterystyczny tylko dla niej sposób myślenia powinien mi pomóc ją opisać. Takiego sposobu nie stworzyłaś. Dla ciebie może to wyglądać zupełnie inaczej, bo ty obraz Kimiko masz w głowie, a ja mogę bazować tylko na tym, co opowie mi narrator. Kimiko w twoim tekście to pomylona niemowa. I bezmyślna – dosłownie.
Oczywiście, że musiałaś nakreślić nam akapit wcześniej (ogólnikowo, ale długim wywodem), że kucharka obrała poddańczą taktykę w stosunku do księcia, bo akurat pasuje to idealnie do tego, co dzieje się chwilę później. A mianowicie bohaterka znajduje w swoim pokoju list. Od razu wiemy od kogo, tym bardziej że dodatkowo wskazówka o zamkniętych oknach i drzwiach kieruje do Younga. Tylko on, w pokoju Wuyi, udowodnił, że potrafi rozpływać się w powietrzu. Budowane więc napięcie odnośnie tego, od kogo Kimiko dostała list, jest zbędne. Nie ma miejsca na tajemnicę w tej kwestii.

Czytała tą zdawkową wiadomość – ta wiadomość (rodz. żeński) – (z biernikiem: kogo? co?) tę wiadomość, (z narzędnikiem: kim? czym?) z tą wiadomością;

Dziewczyna chwyciła w obie ręce tacę z ostrygami polanymi pomidorowym sosem i żwawym krokiem oddaliła w stronę jadalni – oddaliła się;

Zabawne. Pięć lat temu pokonywała tę samą trasę. – Czy próbujesz mi powiedzieć, że ona, przez pięć lat nosząc codziennie szamę do książęcej jadalni, wspominała wydarzenie z rozlaną zupą? Czy może akurat teraz to wspomnienie było ci potrzebne? Tym bardziej że narrator podkreślał kilkukrotnie jej obojętność, chłód i przyzwyczajenie do dóbr związanych z jej awansem – chociażby nowej komnaty z toaletką. Smoczyca ognia odrzuciła honor wojowniczki. Miała być potulna i obojętna, a tymczasem narrator się rozmyślił i wskazuje na zupełnie coś innego.
Rozumiem, że list mógł ją zdenerwować, ale pyskówka do podobno – według narratora – bardzo złego, bezdusznego, mrocznego i niebezpiecznego księcia (dzięki któremu Kimiko nie jest jeszcze kocim wojownikiem i pracuje sobie całkiem wygodnie na kuchni, na dodatek bez blizn na twarzy) nie była trafionym pomysłem. I gdzie się podziało zaklinanie się Kimiko, że przecież zrobi dla niego wszystko?

zażądała machając mu przed nosem kartką – przecinek przed imiesłowem;

Po plecach Kimiko rozeszły się dreszcze. Przegryzła wargę – przygryzła. Chyba że krwawe pocałunki zaliczają się do klimatów BDSM, o których pisałaś w przedmowie.

Na tym etapie opka nie mam pojęcia, co złego jest w byciu ozdobą księcia na jego balu. Kimiko w pokoju wpada w histerię, a ja zastanawiam się nad tym, co czyni i dlaczego tak rozpaczliwie. Bo przecież nie ma się czego bać, jedząc i pijąc do oporu, prezentując się w ładnych fatałaszkach. To na pewno lepsze niż gnicie w kuchni przez pięć ostatnich lat. Kiedy ta dziewczyna ostatni raz się rozerwała i tańczyła? Słuchała muzyki? Miała być oschła i posłuszna. Deklarowała to jeszcze chwilę temu. Gdybyś napisała coś więcej o tym, na czym polega rola ozdoby, przestałabym  się dziwić. Ale nie zrobiłaś tego, bo pewnie chciałaś zrobić czytelnikom niespodziankę. I zrobiłaś. Ale kosztem tego, że póki co Kimiko jest w moich oczach histeryczką i marudą, której nie da się dogodzić. Śmierdzące i gorące lochy? Źle. Bycie diwą na balu, u boku księcia? Wychodzi na to, że jeszcze gorzej.
No i tytuł nie pasuje do treści. W notce czekała na mnie tylko jedna niespodzianka: list.

NIESPODZIANEK CIĄG DALSZY
Kimiko znowu przeżywa bal – rozumiem, ale chyba przesadza. Grubo przesadza. Nie opisałaś, jak będzie on wyglądał i jaką funkcję pełni ozdoba, chociaż minął rozdział. Na przykład na podstawie wcześniejszych rocznic objęcia tronu, dlatego nie wiem właściwie, czym ona się tak przejmuje już drugą notkę.

Hiperbolizujesz:
(…) pędzący w stronę Ziemi meteor, który starłby ludzkość z powierzchni planety, tym samym skracając jej męki? (...) Przez myśl jej przeszło, że mogłaby wyskoczyć przez jedyne w sypialni okno, na zawsze uwalniając się od ziemskich cierpień
Kimiko przeżyła poniżanie Cho, lata spędzone w lochach, samotność i z takim bagażem doświadczeń boi się balu. Spędzając wieczór na ładnym wyglądaniu i uśmiechaniu się. Wcześniej nie wyła w poduszkę i nie myślała o samobójstwie. Co ten narrator z niej robi?! Jak mam ją polubić? Daj mi powód, by teraz było mi jej żal. Na dodatek martwi się, że będzie niebezpiecznie, ale przecież nie ma bezpieczniejszego miejsca na balu niż przy boku najpotężniejszego księcia na świecie. Gdyby chciał zrobić jej krzywdę, zrobiłby ją wcześniej. Gdzie się podział tak zachwalany praktyczny umysł Kimiko?

W tych czasach nawet zabicie się jest nieekonomiczne!
http://sjp.pwn.pl/sjp/ekonomiczny;2556157.html – przecież wystarczyłoby, by wyskoczyła z okna. Poza tym, co w tym nieekonomicznego?

Potrząsnęła głową, jakby miało to przegonić złe myśli i, w nieoczekiwanym przypływie siły, podniosła się raptownie z podłogi, pchnęła drewniane drzwi, wychodząc z sypialni. Należała do niego. Bez względu na to, jak bardzo Chase'a Younga nienawidzi oraz nie chce mieć z nim nic wspólnego, musi mu być posłuszna. Wola walki umarła w Kimiko. – Czy coś przegapiłam? Dlaczego ta przemiana jest tak nagła, nieoczekiwana i niewytłumaczona? Przecież niczego nie pominęłam, a Kimiko zmienia zdanie, wstaje i wychodzi. Nawet nie ociera tych łez, które wcześniej wypłakała i nie wysmarkała porządnie nosa. Przed chwilą chciała się zabić, więc o jakiej my woli walki rozmawiamy?

(…) ubrana została, umalowana i uczesana przez zespół najlepszych – została ubrana; w kilku miejscach tej notki pominęłaś spację. Przejrzyj ją pod tym względem raz jeszcze.


„Gdyby Chase Young zapragnął mieć harem, te tutaj puste dziewuchy wstąpiłyby bez wahania. Oczywiście przy aprobacie rodziców” (...) Nowe koleżanki Kimiko, które zdążyła poznać po kilkunastu odbytych próbach, piszczały z podekscytowania. – No proszę… urządziłaś Cocomo w pałacu księcia. Nie spodziewałam się. Ale powinnam cię pochwalić, bo po tych koleżankach do końca notki wszystko było napisane na wysokim poziomie. Tutaj dałaś czadu fabularnie i stylistycznie. Narrator w końcu nabiera tupetu i nie rzuca ogólnikami – lub przeciwnie – nie zabija tekstu charakterystycznym dla siebie ślimaczeniem się przez nadawanie przeróżnych, kwiecistych epitetów do… praktycznie wszystkiego. Chase chociaż raz miał okazję pokazać swoją mroczną stronę i z tego cieszę się najbardziej. Chociaż, jakby się bliżej przyjrzeć, po prostu pochwalił się znajomym swoim trofeum. Prawdziwy władca, więc nie ma się co dziwić. Gra pierwsze skrzypce i, gdy Kimiko pełni rolę kukiełki, on rządzi całą sceną. Ale już pisałam gdzieś wyżej, że podoba mi się, jak prowadzisz tę postać. Mam wrażenie, że nagle wszystko uległo znaczącej poprawie. Aż chce się czytać!
Zaraz, zaraz…


Kiedy połączył ich usta, Kimiko odniosła wrażenie, jak cała rozpada się na milion kawałeczków.
14:35
Nie mogłam się powstrzymać. Tak tylko mi się skojarzyło, bo w przedmowie obiecywałaś, że nie będzie grejowania.

Ach, byłabym zapomniała o twoim posłowiu. 
Żeby mi to było ostatni raz!

POSŁUSZEŃSTWO
po to tylko by z nim walczył – przecinek przed by;

Wydawać się mogło, że sytuacja boleśnie urąga dumnemu, szlachetnemu, posiadającemu wysokie mniemanie o sobie, honorowemu wojownikowi – po co wymieniać to wszystko po przecinku? Tym bardziej, że te przymiotniki wszystkie należą do jednego zbioru. Nie musisz perorować w jednym zdaniu o wspaniałości bohatera. Podkreślaj jego cechy bardziej subtelnie.

Czy nadal potrafił myśleć, czuć i zachowywać się jak człowiek?  (…) Gdy Chase pozwalał smokowi wody przybierać ludzką formę, po to tylko by z nim walczył i dostarczał rozrywki, wojownik odzyskiwał właściwy człowiekowi rozum, wyobraźnię jak również wspomnienia. (…) Wydawać się mogło, że sytuacja boleśnie urąga dumnemu (…) wojownikowi, jednak dla Omiego straciło znaczenie niemal wszytko, co wiązało go z chwalebną przeszłością. – Kolejny raz. Po co mi ten wywód? Po co narrator o tym mówi, skoro w tym samym czasie Omi myśli o mięsie? Pokaż mi to, ale nie przez taki opis, bo ci świat nie żyje. Swoją drogą, zastanawiam się, z iloma takimi przykładami jeszcze się zmierzę? Nic nie wskazuje na to, abyś miała zrezygnować z takiej narracji.

„Przybyły, by upewnić się, że dziewczyna wykona rozkaz, a w razie czego pomóc jej się przygotować”. – W tym przypadku kursywa zbędna. One naprawdę pełniły taką funkcję. Nie musisz silić się na ironię.
Nie jestem już typową, nastoletnią czytelniczką z blogosfery, a jednak, gdy Chase pojawia się na horyzoncie, przyłapuję się na tym, że przyspieszam z czytaniem. Jednocześnie delektuję się tekstem, ale zależy mi, by już wiedzieć, jaki jest kolejny ruch księcia. Jego postać przyciąga, interesuje, a także podnieca. Słowa, które wypowiada, oraz wszystkie gesty są realistyczne na tyle, że praktycznie czuję jego obecność obok siebie. Chase Young to twój majstersztyk. No, może nie do końca twój, bo kreskówkowy, ale to, jak go wykreowałaś… chapeau bas. Każda scena, w której książę bierze udział, jest dobra. Chociaż zauważyłam też, że gdy wychodzi ci sztuka fabularna, wtedy przecinki leżą i kwiczą, i często są tam, gdzie nie trzeba, a nie ma ich tam, gdzie być powinny.

ŻAR
Dwa kolory, czerń i biel, dominowały w wystroju wnętrza przywodzącego na myśl salę medytacji, aniżeli sypialnię (…) sprawiał wrażenie raczej pełnego rezerwy wojownika, niż nastawionego na zaspokojenie pragnienia kochankaKLIK.

W tekście, który zapisałaś kursywą, wystrzegaj się rozstrzelania liter. Tutaj nie buduje to napięcia, ale zwraca uwagę na wystarczająco przewidywalny bieg wydarzeń. Czytelnicy i tak nie mogą doczekać się tego, co sobie zaplanowałaś i wszystkim opisałaś w pierwszej przedmowie. Nie uwydatniaj tego jeszcze bardziej.

W dysproporcje i zwierze brakło ci ę.

Choć w pokoju panowały ciemności, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że wzrok mężczyzny nic sobie z niego nie robi, bo jest w stanie przebić się przez mrok bez udziału światła. – Wzrok mężczyzny nic nie robił sobie z pokoju, tak? Na pewno o to ci chodziło? + czas.
W czasie pocałunków nie musisz po raz setny wspominać o tym, że Chase jest najwspanialszym władcą świata. Nieważne, jak ubierzesz to w słowa, skoro za każdym razem wniosek nasuwa się jeden. To monotonne i, jakby tego było mało, przeciągasz kombinowaniem scenę pocałunku, który wydaje się trwać nieskończoność. Ten narrator naprawdę jest nieznośny.
To samo ciśnie mi się na usta, gdy okazuje się, że Kimiko nie decyduje się jednak na ucieczkę. Narrator dał mi do zrozumienia to trzy razy w bardzo krótkim odstępie czasowym. Co z tego, że wspomniał o tym w poprzednim rozdziale? Nie wydarzyło się nic, co zmieniłoby jej postawę w tej kwestii, więc nie musisz tego podkreślać tak dosadnie. Ja nie zdążyłam wcale o tym zapomnieć. Nie martw się.
Co ja mam z tobą zrobić? Hmm? Na początku wspominałaś, że nie będzie żadnego Greya, a tymczasem Kimiko to odzwierciedlenie Any. Waha się, boi, chce – nie chce. Całuje, wycofuje, decyduje się na seks, by szybciej skończyć koszmar, ale podnieca się. Tylko że Ana w swoim niezdecydowaniu była w dużo lepszym położeniu niż twoja Kimiko. Bo – w przeciwieństwie do niej – nie została publicznie poniżona na tle seksualnym. Podejrzewam, że dla Kimiko było to wtedy jej pierwsze intymne doświadczenie. Po nim często płakała. Wcześniej, gdy Chase pocałował ją w jej pokoju, przez tygodnie ciężko jej było zasnąć, a gdy już zapadała w sen, to śniły jej się koszmary. A teraz piszesz o niej, używając słów takich jak: fascynacja, ekscytacja, płomienie, żar, pragnienie, wilgoć. Nie chcę się wymądrzać ani psycholożkować, ale w takim przypadku posunę się do wygdybania sobie, że istnieje coś takiego jak trauma. Tym bardziej, że dotykanie bohaterki przed gośćmi balowymi miało miejsce zaledwie dzień wcześniej. Dlaczego, kiedy (podobno bardzo zły) Chase zachowuje się racjonalnie, jak na prawdziwego władcę przystało, Kimiko wydaje się oderwaną od rzeczywistości, zmienną i tanią bohaterką?
Napomknę jeszcze, że podoba mi się to, jak zbudowałaś napięcie tej notki. Motywu próby wydobycia ognia ze smoczycy kompletnie się nie spodziewałam, co niewątpliwie działa na twoją korzyść. Nie mogę również nie pochwalić konspiracji. Udał ci się pomysł na drugi wątek. Mimo wewnętrznej kłótni, rebelia naprawdę dobrze się spisuje, a jej członkowie wywołują u mnie pozytywne emocje.

KARA UDAJĄCA NAGRODĘ
(…) jak to jest dzielić łóżko z Chase Youngiem? – No nie. Trzynasta notka, a ty nie wiesz, jak odmieniać imię swojego bohatera? http://sjp.pwn.pl/zasady/;629620 – Chaese’em Youngiem.

Coś mi w tym tytule zgrzyta. Może dlatego, że uosobiłaś nagrodę, pozwalając jej na udawanie kogoś/czegoś. To raczej człowiek wmawia sobie, że jedna rzecz przypomina drugą. Może zamień słowo udająca na przypominająca?

Ciemna noc, której nie było w stanie przeniknąć światło ciał niebieskich niewidocznych z ziemi, bo zasłanianych przez potężne kłęby chmur, skutecznie utrudniała obserwację fal uderzających o skały, jednak po szumie jaki temu zjawisku towarzyszył, dało się wyczuć, jak bardzo morze jest wzburzone i żądne nowych ofiar, mających spocząć na jego piaszczystym dnie. 
Dlaczego nie napiszesz po prostu: ciemna noc, której nie rozświetlało światło gwiazd zasłoniętych przez chmury (…)?
Myślisz, że to brzmi gorzej? Płycej? Absolutnie nie. Brzmi prościej. Po co komplikujesz życie czytelnikom? Żeby musieli czytać każde zdanie po trzy razy, aby zrozumieć, co masz im do przekazania? Czasami mam wrażenie, że mnie torturujesz. Najczęściej sadzisz takie poematy na początku notki, gdy opowiadasz o pogodzie, porze dnia lub ogólnej sytuacji na dworze księcia. Zaczynasz górnolotnie, potem ta nieznośna tendencja przez część rozdziału odrobinę spada. Zatrzymuje się gdzieś w połowie na poziomie minimalnym i aż do końca piszesz już znośnie, ewentualnie upychając gdzieś w jednym miejscu za dużo wyrażeń bliskoznacznych.

Plecy od leżenia na twardej ziemi przeszył kolejny ból, podobnie jak kości oraz mięśnie. Cholernie chciało jej się pić. – Ziemia była twarda, bo była spragniona.

Od razu doszły do niej wspomnienia tych ostatnich kilku minut – nim omdlała, jakich sen nie mógł zatrzeć. – Nim omdlała, doszło do niej wspomnienie ostatnich kilku minut, których nie mógł zatrzeć sen. – Ta wersja odrzuca wszelkie wątpliwości związane z tym zdaniem. Przyznam, zastanawiałam się nad nim dość długo.

Z trudem zaprzestała wicia się w jego ramionach, bo łono, w którym kipiała gorąca krew, żądało natychmiastowego zaspokojenia, a to doprowadzało do szału – to zdanie jest mocno przesycone. I dlaczego przyszło mi na myśl, że tym razem Kimiko ma miesiączkę? Litości. Pewnie będę musiała tłumaczyć się twoim zawiedzionym czytelnikom, ale spójrzmy logicznie na całą sytuację. Mam wrażenie, że karmisz mnie randomowymi scenami z intymnego życia Kimiko i po raz kolejny minęło nie wiadomo ile czasu. Bo bohaterka absolutnie taka nie była. Wcześniej, podejrzewam, nie uprawiała nigdy seksu. Widzisz, i muszę to podejrzewać, a powinnam to po prostu wiedzieć. Po poniżaniu, o którym wspominałam wyżej, i w scenie po treningu, gdy przyłapuje księcia na medytacji, praktycznie rzuca się na niego sama, dając mu powody do zabawiania się jej kosztem. Dąży do zaspokojenia jego oraz samej siebie. A narrator opisuje wszystko tak spójnie i, owszem, z dozą pikanterii. Ale nie ma w tym Kimiko. Jej odczucia są zbyt jasne jak na osóbkę z takim bagażem doświadczeń. Narrator nazywa rzeczy po imieniu. Gdy Chase dotyka kobiecych piersi, piszesz o znajomym dreszczu namiętności, jak gdyby byli kochankami już jakiś czas. Mam też wrażenie, że książę położył dłoń na jej biuście tylko dlatego, bo Kimiko sama tego chciała. Widział po jej zachowaniu, jak bardzo go pragnęła. Ale… dlaczego? W tym wszystkim Kimiko wydaje się jednocześnie doświadczona i niedoświadczona. A, później, znając życie – będzie płakać w pokoju.
Kiedy Chase wspomina o lodach, powinna wstać i podać mu puchar lodów, a nie grzebać przy jego rozporku; liczba mnoga akurat w tej sytuacji ma wartość kluczową. Ta końcówka miała być chyba zabawna… mnie nie rozbawiła, a zażenowała. Coś jak żart o Xboxie w Pięćdziesięciu twarzach. Kimiko wyszła na głupią, w dodatku niedoruchaną nimfę. Za szybko. Nie zauważyłam jej rozwoju emocjonalnego. Znów najprawdopodobniej coś mnie ominęło.
Czy zawsze, gdy ktoś przechodzi korytarzem, musisz pisać o tym, co robią cienie na ścianach? Wcześniej tańczyły, teraz jeden z nich odzwierciedla stan umysłu swojego właściciela… dlaczego bohaterowie nie mogą po prostu iść, nie napotykając przeróżnych, dziwnych, czasem aż przerażających zjawisk? Co pali ten narrator? Bo, nie powiem, kusi mnie ten stuff. Ale raczej nie opowiadałabym po nim żadnych historii.
Poza tym słowo właściciel sugeruje mężczyznę, a potem nagle, kilka zdań niżej piszesz: poszła. Taka wciskana na siłę tajemnica, kiedy faktycznie można napisać Kimiko szła jest kolejnym przedobrzeniem. Przez całą scenę wyobrażam sobie faceta, a tu nagle psikus.
Później bohaterka wróciła do pokoju. Narrator po czymś sobie wywnioskował, że nienawidziła księcia. W takim razie skąd ta fascynacja nim? I gdzie się podziało podniecenie, które odczuwała jeszcze chwilę temu? Gdyby była faktycznie tak napalona, jak wynikało z akapitu wyżej, to mogłaby sobie ulżyć sama, ale ona po prostu chciała zająć się pracą – jakby nigdy nic. A pod prysznicem dowiadujemy się, że wstydzi się i obrzydza ją własne ciało, szczególnie srom. Ale przed chwilą bez oporów sama przed księciem rozłożyła uda. To jest cytat. I bądź tu mądry, kiedy główna bohaterka opowiadania zachowuje się jak dzieciuch.
W pokoju zastanawiała się nad swoim wyglądem i najwyraźniej nie podobało jej się posiniaczone i obolałe ciało. Z tego powodu zrobiło jej się przykro i chciała sobie popłakać, ale… przecież była wojowniczką. Nieraz musiała wyglądać podobnie, prawda? Pomyślała o płaczu, lecz automatycznie wyparła te myśli. Dlaczego? Tak po prostu… bo tak.
To znaczy, to wszystko zrobił za nią narrator. Zmieniał zdanie w jednym… zdaniu. On tłumaczył, co podobno Kimiko miała w głowie i co obecnie robiła. Znów nie spotkałam się z najmniejszą jej myślą wypływającą wprost z niej.

(…) a strugi zimnej wody wprawiały w nieprzyjemne drżenie całe ciało, oczyszczając go potu i krwi – oczyszczając je z potu;
Określenie kotki charakteryzujące dzikich gwardzistów Jego Królewskiej Mości to zupełnie niepasujący eufemizm. Nie brzmi nawet jak ironia, chyba że posłużyłaby się nią Kimiko. To nie jest rola narratora.

Pokornie zajęła wskazane miejsce, zachowując najbardziej neutralną pozycję; wystarczająco ją dziś upokorzył – ale on do niczego jej nie zmuszał! Ona w sali treningowej upokorzyła się sama. I zrobiła to kolejny raz, teraz naiwnie myśląc, że zaniesie mu lody i wróci do pokoju po tym, jak wcześniej dobrowolnie dobierała się do jego spodni.  Nie lubię jej. Jest nieznośna.

Słodki smak rozlał się w utach – ustach;

Dlaczego nie chciała zjeść lodów? Przed chwilą pod prysznicem dotykała swoich żeber i przyznała, że musi przytyć. Na dodatek, nie oszukujmy się, Kimiko fascynuje się księciem. Zwilgotniała, gdy włożył jej kawałek brzoskwini do ust i delikatnie odgryzł końcówkę! Dlaczego ta bohaterka jest taka… nielogiczna! Aaa! Zaraz nie wytrzymam!

Fala poniżenia nadana przez umysł, zderzyła się z falą podniecenia rodzącą się w podbrzuszu.
Załkała, gwałtownie kręcąc głową. ­– Ta fala. Tag. Na pewno.
Raptem popatrzyła na niego spode łba, zastanawiając się, czy kpi, czy o drogę pyta – ten frazeologizm tak bardzo pasuje do wzrastającego napięcia, że nie jestem w stanie go skomentować.

– Pieprzyłam się w spiżarni z twoim wojownikiem – wykrzyczała, znajdując w sobie ostatnie pokłady śmiałości – nie. Jak to bardzo nie pasuje. Jeszcze bardziej niż ten frazeologizm wyżej. Do przejęcia, podniecenia, chęci płaczu, frustracji, nienawiści, nieśmiałości… tu nic do niczego nie pasuje. Ta notka jest okrutnie pomieszana, jakbyś sama do końca nie wiedziała, jaka właściwie jest Kimiko. Jakbyś nie miała na nią żadnego planu i płynęła z prądem. To tak nie działa. Tłumaczysz to tym, że bohaterka chomikowała pokłady energii  na czarną godzinę. Dobrze. Spodobało mi się to stwierdzenie. Pasowałoby jednak bardziej, gdyby Kimiko prezentowała inny charakter. Była bardziej spójna, a jej zachowanie logiczne. Coś musi wynikać z czegoś, a ja tu widzę po prostu wiele słów, które ładnie brzmią i podniecają czytelników. Nie było przypadkiem tak, że postanowiłaś je wrzucić w tekst wszystkie naraz? W losowej kolejności?
W tym momencie dowiaduję się, że Kimiko nie jest jednak dziewicą. Agrrr! Czuję się zawiedziona, że napisałaś o tym dopiero teraz, bo przecież dla opowiadania prowadzonego w klimatach BDSM jest to ważne. To nie jest opko tylko seksie, ale o intymnej relacji partnerskiej rozwijanej głównie dzięki buduarowym sytuacjom, których umiejętne przedstawienie naświetla czytelnikowi, kim są postaci i dlaczego zachowują się tak a nie inaczej. Przez ukrywanie niedziewictwa głównej bohaterki w opku o charakterze erotycznym, nie mam szans zrozumieć Kimiko, bo nie wiem, co ma w głowie. Ty rzucasz fakty na chybił trafił. Jak ci się podoba. Mieszanie w chronologii, kiedy chodzi o sprawy związane z psychiką, zwykle kończy się rozczarowaniem, bo czytelnik nie ma do czego się odnieść i z czego wyciągać wniosków. A tu dochodzi jeszcze kwestia tego, że Kimiko jest bezduszna i bezmyślna, wypowiada się średnio raz na kilkanaście akapitów, a jedynym źródłem informacji o niej jest narrator, który – sama już nie wiem – czy jest auktorialny (przez te wszystkie albowiemy i wyraźny subiektywizm), czy personalny (wie wszystko o wszystkich, zawsze). Jasne, typy narracji można mieszać. Ale trzeba to robić umiejętnie. A ja tej umiejętności nie widzę w tym tekście. Polecam na początek prosty w przekazie artykuł: KLIK.

I oczywiście przerywamy spotkanie z księciem, aby narrator na kilka akapitów przeniósł nas do przeszłości. Mimo dobrych zamiarów, jest to dość niezgrabne, bo po chwili zupełnie zapominam, gdzie przed chwilą byłam i nie do końca wiem, gdzie zmierzam.

Dzień później, myśląc o rozkosznym rozpadaniu się na kawałki męskich ramionach – to już było; w męskich ramionach;

I choć z roku na rok uparcie przekonywała się, że przeżycia tamtych dni poszły w zapomnienie, cienie przeszłości lubiły dawać o sobie znać, chwytać w swe szpony oraz wyrzucać niegodne zachowanie – to dlaczego dowiaduję się tego dopiero teraz? Dlaczego narrator nie sugerował tego wcześniej? Mam odpowiedź. Ponieważ akurat uznałaś, że ta wiedza będzie potrzebna. Pasowała ci do scenerii rozdziału. Wszystko sucho wyjaśniasz, ale ja nie widzę żadnych dowodów. Rety.


Opowiadając księciu ciemności o swej „przygodzie” (…) Skończyła relacje. – W miejscu kropek pojawił się fragment o tym, że Kimiko zacinała się w czasie wypowiadania słów i tym podobne. Narrator tylko opisuje jej czyny, a ona sama była tak przejęta, że właściwie do końca rozdziału sama z siebie wydukała kilka pojedynczych zdań zupełnie pozbawionych emocji. Jej impresja była tak ekspresywna, że omal nie zasnęłam.
Słowo kutas absolutnie w tej scenie nie pasuje do Younga. Od samego początku był wyrachowany, ale delikatny i… subtelny. Rozochocał Kimiko swoim postępowaniem, a ona sama nie miała tej świadomości, jak bardzo na nią działał. Taką obrał taktykę, gdy byli sami. Myślę, że nie wyleciałby z czymś tak dosadnym, gdy kilka linijek wyżej narrator określił go przymiotnikiem pruderyjny.  

Jęknęła, zakrywając dłońmi oczy. Wkrótce na drżących palcach poczuła gorące łzy – dlaczego? Przed chwilą sama wykrzyczała, że pieprzyła się z kimś w spiżarni, opowiada dokładnie scenę, a dosłownie moment później wybucha płaczem, bo Chase stwierdza, że dziewczyna nie uprawiała seksu, tylko petting. Czyli jednak jest dziewicą! W przeciągu kilku minut sytuacja zmienia się o trzysta sześćdziesiąt stopni i jestem w punkcie wyjścia. Płaczę!
BTW uwaga, bo chyba natrafiłam na perełkę:
Zło tępi ludzi, kiedy zaczynają oni rozumieć wagę swych czynów, nie przepuszczając przy tym okazji do zabawienia się ich kosztem.
Po co tu taka wstawka? Co to ma do dziewictwa Kimiko i jej płaczu, i lodowego deseru (który już pewnie dawno się roztopił). Aby znowu pokazać na przykładzie bez dowodu, że Chase jest zły? O co w tym chodzi? Dlaczego ludzie mają nie przepuszczać okazji do zabawiania się kosztem swoich czynów? Przecież to jest bez sensu.


– E, nie wsadził ci kutasa. Jesteś czysta i niewinna jak w dniu narodzin. – Machnął ręką, nie przestając się wrednie uśmiechać. (…) – Wstań – powiedział stanowczo, kiedy nieco się uspokoiła. Nie było już w jego głosie cienia wesołości – Co się zmieniło? Przed chwilą dobrze się bawił, Kimiko nie zdążyła nic zrobić poza tym, że załkała, co robiła już wcześniej i Chase nie zwracał jakoś na to uwagi. Dlaczego spochmurniał, gdy się uspokoiła? Mam rozumieć, że w jego oczach histeryczki są seksowniejsze?
Ujął ją za podbródek, marszcząc brwi. Drugą ręką zaczął sunąć po szyi kobiety, którą ni stąd, ni zowąd zaczęło zalewać ciepło. Znajome ciepło – należy dodać. – Tak od razu. Jedno maźnięcie palcem i Kimiko od razu zalewa ciepło. Mimo że sekundę temu była posmarkana i chlipała pod nosem, wściekała się na księcia… jego palec to jakaś czarodziejska różdżka jest. Skoro tak na nią działa, to ciekawe, jak zareaguje Kimiko, gdy książę w końcu zdejmie spodnie. Biedaczce serce stanie.

Nieuchronnie poddawała się panice. (…) Nie podobała jej się własna słabość, ale równocześnie miała wrażenie, że tak wypada; trzeba by była uległa. – To dlatego właśnie wpadała w częste histerie albo pyskowała do Younga. Tak. Teraz to ma sens. Poza tym, jakiej panice? Przed chwilą czuła przyjemne, znajome ciepełko.

Drugą ręką poluzował zapięcie spodni kobiety, z premedytacją wjeżdżając w nie z prędkością żółwia – no to sobie przynajmniej palców o rozporek nie połamie.
– Dreszcz na skórze, rumieńce na policzkach a także szyi – wyliczał, nachylając się nad nią, dotykając lewej piersi – płytki oddech, twardniejące sutki, no i z pewnością wilgoć. (…) Wymienił ot tak oznaki zdradzające faktyczny stan ciała Kimiko – no nie. Niesamowite. Nie może być.
Dlaczego tłumaczysz mi, co przed chwilą przeczytałam?

– Nie! – pisnęła słabo, jakby łapiąc się ostatniej deski tonącego statku „Honor” w wodach oceanu Pożądanie. – Serce mnie boli, jak czytam takie tanie farmazony.  

(…) nie chciała powstrzymać biegu rzeczy, tylko pozwolić mężczyźnie na kontynuowanie, danie milczącej zgody.
– DAFUQ?

Mocne, szybkie ruchy kciuka, które Kimiko przyjmowała z radosnymi westchnieniami (…) Potrzebowała go. Potrzebowała mężczyzny, który odciążyłby ją od zmartwień, zabierając wszystkie problemy – Droga Kimiko, pocieranie kciukiem łechtaczki nie sprawi, że twoje życie stanie się bezproblemowe. Jeżeli tak mało ci do szczęście potrzeba, już wyżej proponowałam ci masturbację.

Po prostu chciała na parę chwili ziścić marzenie o posiadaniu partnera, drugiej połówki, nawet jeśli książę ciemności nigdy nim nie będzie ­– do tej pory przez ani jeden moment opka Kimiko nie odczuwała takich potrzeb. Nie wspominała o samotności, nie wykazywała niczego, co by świadczyło o tym, że brakuje jej stałego związku. Pomiatała znajomymi w kuchni i ubrała lodowatą maskę obojętności, czy jak to tam było. A przynajmniej chciała, bo – jak było naprawdę – wszyscy wiemy. Narrator to dostrzegł dopiero teraz i wyleciał z tym z grubej rury. Kimiko powinna rzucić o tym już wcześniej jakąś uwagę. Właściwie co jakiś czas powinna przejawiać objawy samotności. Mogłaby się chociażby wyżalić Dianie. Whatever.

Chcąc rozładować rosnące w niej napięcie, odruchowo chwyciła za nadgarstki Chase'a, których jedna dłoń wyprawiała najprawdziwsze cuda, zaś druga przytrzymywała głowę. – Dalej o tych nadgarstkach nie ma ani słowa, więc zapytam… jak miało jej pomóc trzymanie jego rąk? Poruszała nimi? Nadawała mu tempo? Uwolniła głowę z uścisku? To raczej brzmi przeciwnie, jakby zatrzymała go i nie pozwoliła kontynuować. Noale…

Krople potu usiały górną wargę, podbródek oraz czoło rozochoconej kobiety, a skręcające się od wilgoci drobne włoski, tworzyły urocze loczki. – Kurde. Ona tylko stała. Stała i trzymała go za nadgarstki. Chwilę temu brała kąpiel i podawała mu deser. Nie brała udziału w maratonie. Czym się tak zmęczyła? Strach pomyśleć jak zacznie się pocić, gdy przejdą do konkretów. To się chyba nazywa nadpotliwość.

Rozbiegane, pełne szaleństwa oczy próbowały zogniskować się na jednym punkcie, na jaszczurowatych źrenicach. Z otwartych ust co sekundę płynęły coraz głośniejsze, słodkie jęki, a to w rytm wibracji między rozwierzganymi nogami. – Dlaczego rozwierzganymi, skoro stała w miejscu?

Perła w kobiecej muszli sekretów – ja rozumiem, że chcesz być romantyczna, ale uwierz mi, że to nie jest wcale poetyckie, a twój narrator nie jest dekadenckim, romantycznym wieszczem. Takie teksty nie rozpalają w tego typu gatunkach literackich, tylko tworzą parodię, więc zapomnij o nich. Bo kobieta więcej sekretów ma w swojej głowie niż cipce. Poza tym, on ślizgał palcami po łechtaczce, a ta nie znajduje się wewnątrz pochwy, wiec metafora tym bardziej upadła. Ja mam cię uczyć anatomii?

Sycące się przyjemnością ciało zdradzało nadciągający orgazm, wyginając w łuk. – Ale co wyginając? Orgazm?


Tuż przed mającym nadjeść spełnieniem, zatrzymał się, świdrując złośliwie niebieskie oczy http://sjp.pwn.pl/sjp/%C5%9Bwidrowa%C4%87;2528270 ­– tak go te złośliwe oczy zirytowały, że je przewiercił. 
Poza tym, smacznego (nadejść).

Zasłaniającej sobie oczy ręką Kimiko znów nie było dane ujrzeć twarzy swego pana – le gasp, przecież ze wstydu sama je sobie zasłoniła; poza tym, przed chwilą Chase przewiercił jej oczy;

Zażenowanie wraz z wyrzutami sumienia zaczynały swą cichą litanię – jej orgazm trwał kilka sekund mimo że Chase podobno straaaasznie ją torturował, drażniąc się z nią i nie pozwalając dojść. Albo to on jest słaby, albo to ona stuka się gdzieś po kątach i tylko udaje taką niewyżytą cnotkę;

– Czy chcesz, abym teraz ja zrobiła... – odezwała się nieśmiało, przeganiając wizję czubku masztu jej statku, zanurzającego się w zdradliwym oceanie. – Czubków statków nie chce mi się komentować, właściwie nawet nie wiem, o co chodzi. Nie bardzo nawet już mi na tym zależy, ale good for her, że może sikać na stojąco. By the way, Kimiko zaproponowała to sama od siebie. W takiej sytuacji musiała śmiesznie wyglądać z dłońmi na oczach. Ciekawe, czy kiedykolwiek opuści ręce w jego towarzystwie?

Wypowiadając te słowa, nieoczekiwanie chwycił nadgarstki Japonki, przyciskając je do ziemi. Nie lubił, gdy nie patrzyła mu w oczy. Syknęła z bólu, wodząc przerażonym wzrokiem po suficie. Czuła, jak hańba okrywa ją niczym całun pogrzebowy. – Wiedziałam, że jak skończą, to ona okryje się hańbą. Czułam to. Ale bardziej nie mogę przestać się dziwić, że co ona sobie myślała? Że zrobi mu dobrze całkowicie bez używania rąk? Litości…

Słowo „więcej” odbiło się radosnym echem po czaszce dziewczyny, którą na myśl o dłuższych, wymyślniejszych pieszczotach przeszły dreszcze. – A jednak. Nie dość, że niewyżyta nimfa, to jeszcze z pustą głową.

Jak mogła upaść na tyle nisko, by potrzeby nędznego ciała stanęły w hierarchii wartości wyżej niż ducha? – Co to jest ducha?

Świadomość, iż wojowniczkę ujarzmił, a teraz ma absolutną władzę nie tylko nad jej ciałem, ale też psychiką, stanowiła napęd do wymyślania coraz to nowszych i lepszych sposobów, by poniżyć ją do końca – nie strasz, nie strasz, bo… no. On jeszcze nic nie zrobił! Dlaczego mi zdradzasz takie szczegóły, zamiast je pokazać? Przedstawić? Udowodnić?

Gdy Japonka położy się do łóżka, w ciszy i samotności jakie nastaną, dorwą ją w swe szpony wyrzuty sumienia. Ból fizyczny przeniesie się do sfery psychicznej... będzie cierpieć. Pustoszące umysł myśli nie dadzą żyć. – Był narrator-adwokat, a teraz przebranżowił się na wróżbitę. Może od razu niech napisze, jak się opko skończy, to nie będę musiała czytać do końca?

– Kochasz mnie? – wysyczał przepojonym nienawiścią głosem. – Sorry. Może teraz się przyczepiam, ale wydaje mi się, że przesadzasz. Nienawiść przy miłości wypada bardzo skrajnie. Możesz zupełnie w inny sposób przedstawić, że chciał z niej zakpić. Nienawiść nie pasuje do tego, co on z nią robi. Dobrze wiemy, że Chase jej nie nienawidzi, bo inaczej nie robiłby jej dobrze. I nie tłumacz się, że to tylko dlatego, by poniżać Kimiko. Być może, ale książę nie robi tego z nienawiści, lecz dla rozrywki. Powinien być usatysfakcjonowany. Rozbawiony, by pokazać bohaterce, że wziął sobie to, na co miał ochotę i to ona raczej winna być teraz wroga w stosunku do niego. Nie ma żadnego powodu, by w tym momencie pokazywać jej swoją nienawiść. Jest to – chyba powinnam się przyzwyczaić – nielogiczne.

Kimiko wodziła za nim, a kiedy zniknął za drzwiami  – http://sjp.pwn.pl/slowniki/wodzi%C4%87.html – a miała zostać i zająć się lodami…

To był najgorszy do tej pory rozdział. Zastanawiam się, czy już mogę to porównać do Demona Żądzy, czy jeszcze się powstrzymać i wrócić do tego za chwilę.
Przepraszam, że staję się opryskliwa, ale naprawdę boli mnie to opowiadanie. Boli mnie, że fabuła, jej główny zarys, myśl przewodnia i wszystkie wątki poboczne mają ogromny potencjał, a są tak marnie wykorzystane i tęsknią za rozumem. Opowiadanie na pół gwizdka napisałaś stylem rozwlekłym, pompatycznym, kwiecistym, na dodatek narrator czasem pomija istotne fakty, a rozwodzi się nad pierdołami. Główna bohaterka to najprawdopodobniej fembot prowadzony przez narratora – imperatora. To Jedyna Wyrocznia, pewnie jeszcze z Sondy Ostatecznej. Wie, co było, co jest i co dopiero nadejdzie.

ROZLICZENIE
Przeszłaś do tematu Wuyi i Jacka, od razu zrobiło się poprawniej i spójniej. Jack przyniósł swojej przełożonej herbatę, gdy czarownica leżała w łóżku. I ona sobie tę herbatę piła, rozmyślając o tym, jak cudownie było kiedyś i jak cudownie mogłoby być, gdyby związała się z księciem. Ale gorącej herbaty raczej nie pije się jednym haustem. Więc co? Jack przez te kilka akapitów stał sobie skamieniały z tacą przy łóżku? Zawieszony w czasie i przestrzeni?

(…) gdzie flora wraz z fauną rozkwitały – rozkwitająca zwierzyna to wspaniały początek dnia. Bo chciałam napisać tę ocenę w jeden dzień, ale nie podejrzewałam, że poprzedni rozdział mnie tak zabije. I musiałam zregenerować mózg.

Regularnego doświadczania doznań estetycznych nawet książę ciemności potrzebował. ­– Szyk: Nawet książę potrzebował regularnych doznań estetycznych.

(…) kazało jej się wymalować jak wampirzyca oraz wylać na siebie pół butelki perfum (…) – tak wyekwipowana wiedźma wyruszyła na poszukiwania. – To nazywasz ekwipunkiem?

(…) w ustępach na ósmym piętrze młody przywódca tajemnej, podziemnej czeredy zbierał wszystkie siły, by zapanować nad niebezpiecznymi skurczami żołądka, jakie powodował cudowny widok i woń towarzyszących mu w pracy nieczystości – w ilu toaletach znajdował się jednocześnie? Tyle pytań, tyle pytań…

Ucieszyłam się z powrotu do wątku konspiry. Ale tu też świecą pustkami luki, które należy wypełnić dawką informacji. Wiele razy podkreślałaś – gdzieś wyżej nawet cytowałam – że praktycznie niewykonalne jest ukrywać się przed kocimi wojownikami. Przez ostatnie uniesienia i histerie Kimiko temat buntowników został chwilowo porzucony, a teraz dostaję taki ochłap:
Już wkrótce, tylko czekać na właściwy moment, wyjdą z podziemi, a wtedy wszystko się rozegra. Mają więcej sprzymierzeńców, zyskali dostęp do broni i...
Skąd ta broń? Dlaczego pominęłaś tak ważną kwestię i dajesz czytelnikom suchą informację, którą mają po prostu przyjąć do świadomości, i tyle? Na dodatek Chase wspominał wcześniej, iż sam zajmie się rozpracowywaniem rebelii, a wcale nie widać, żeby się tym parał. Jedno jest pewne. Na pewno przypomni sobie o tym w odpowiednim momencie. Ale wtedy znów będzie to suche streszczanie. Tu nie ma scen. Nie potrafisz ich zbudować. Dlaczego informacje nie wypływają z dialogu, z myśli, z opisywanych wydarzeń? Jasne. Piszesz w narracji trzecioosobowej, więc narrator zawsze będzie kimś obok, kto relacjonuje poszczególne sceny. Ale sceny. A nie wydarzenia sprzed jakiegoś czasu, które po prostu byle jak wciskasz, żeby czytelnicy dostali odpowiednią dozę informacji. Wyjaśnienie czegoś na siłę nigdy nie będzie udowodnieniem. Nie chce ci się wszystkiego opisywać i streszczasz. Najgorsze, że weszło ci to w nawyk. Ale jak weźmiesz do ręki dobrą książkę, zobaczysz, że tam streszczeń nie ma.

Mimo wszystko nadal czuł coś z pogranicza strachu o klęskę – bać się porażki a bać się o porażkę to dwie różne sprawy;

„– W sumie to tylko mi mignęło, jak ściągnął z niej płaszcz i zaczął macać. Ale mówię ci: cukiereczek! Taka Japoneczka...” – po co tu ta kursywa?

Ciemnooki mężczyzna podrapał się po brodzie, na której od kilku dni rósł w najlepsze gęsty zarost – wcześniej mężczyzna mógł się pochwalić jedynie dziewiczym wąsem, bo zarost na podbródku i szczęce odmówił posłuszeństwa. Dopiero kilka dni temu przestał mieć focha i zaczął rosnąć.

Pod wpływem świeżo usłyszanych relacji przywódca buntowników nabrał ochoty wyć z rozpaczy, bo co jeśli dziewczyna jest w gorszych opałach niż oni? –  To oni nie byli aż tak bliskimi przyjaciółmi, skoro Rai nie zastanawiał się nad tym wcześniej. A jeśli już o Japonce mowa…
Wuya przyłapała ją z księciem in flagranti. Kimiko siedziała mu na kolanach i znowu się pociła, chociaż on tylko bawił się jej piersiami. No błagam.

Był wściekły, ponieważ ktoś miał czelność przeszkodzić mu w „posiłku” – to zabrzmiało, jak gdyby spijał z niej mleko... to obrzydliwe. Jasne, że można to „posilanie się” jeszcze ewentualnie podpiąć pod konsumpcję związku, ale on tylko ssał jej sutki! Na dodatek… Narrator wyraża się o Kimiko w tej sytuacji chamsko, nazywając ją ździrą, prostytutką i pindą. Jest więc to narracja trzecioosobowa, ale przewodnia myśl wypływa od Wuyi. I narrator opisuje popodgryzane piersi i porobione na nich malinki, ale wciąż nie nazywa Kimiko po imieniu. Jak gdyby do końca chciał utrzymać w tajemnicy, że to o nią chodzi. Ale wszyscy się już dawno domyślili i koniec końców efekt jest nieudany, a sam pomysł – nietrafiony.

Serio… czy każdy orgazm kobiety kończy się wygięciem w łuk?
Bo u Kimiko zdarza się to notorycznie. Ktoś tu się albo naczytał zbyt wielu Harlequinów, albo naoglądał taniego porno. Cieszę się, że tym razem żaden z bohaterów nie rozpadł się na milion kawałków, ale przedstawianie każdego szczytowania w taki sposób nadal jest mocno podkolorowane, a przez to wypaczone. Zniszczysz czytelniczkom seks. Zobaczysz, jak się rozczarują za kilka lat.

Tłumiąc jej pełen boleści jęk, przycisnął głowę Kimiko do swego krocza, przesuwając nią po nim jak ręcznikiem. – Dlaczego Chase miałby przejeżdżać ręcznikiem po swoim kroczu? Dlaczego porównujesz Kimiko do takiego ręcznika? Co tu się dzieje? Przecież jego spodnie ani nie były mokre, ani brudne, żeby je w tym momencie wycierać.

Całą jadalnię wypełniły rozochocone ryki kotów. Część z nich zaczęła przybierać swe prawdziwe oblicza: walecznych mężczyzn oraz kobiet z różnych epok i z różnych części świata. – Kiedy Chase robił dobrze Kimiko, koci wojownicy grzecznie sobie spali. A kiedy ona ma zająć się jego penisem, nagle wszyscy zainteresowali się tematem i przeistoczyli w ludzi. Po co? Nie wiadomo. Wuya wybiegła z pomieszczenia, rozdział się skończył.


ŁASKA
Narrator opowiada o tym, że Kimiko w przerwach między posiłkami księcia zamyka się w pokoju, ogląda zdjęcie z dzieciństwa i płacze. Przed chwilą chętnie zabawiała się z Youngiem, a teraz odstawia przewidywalną dramę. Nie wiem dlaczego, bo u Kimiko brakuje strony emocjonalnej. Brakuje też jej charakteru, więc nie mam pojęcia, czy zachowuje się logicznie. Różni ludzie różnie reagują na różne sytuacje. A u ciebie wszystko jest randomowe. Wait… gdzieś już chyba o tym wspominałam. Wiem tylko, że czytanie takich skrajnie dramatycznych scen mnie nudzi.
Nagle dowiedziałam się, że Kimiko od zawsze chciała kochać i być kochana. Powinna więc o tym myśleć częściej niż raz na piętnaście rozdziałów. Jeżeli z tego powodu płacze, te myśli w pewien sposób ją przytłaczają. Przeżywa je dość mocno. Ale u ciebie nie ma czegoś takiego jak ciągłość wątków. W tym momencie potrzebne jest to, by Kimiko miała powód do robienia dramy, narrator więc sucho opisuje jej młodość, gdy interesowali się nią chłopcy z Tokio. Dlaczego akurat teraz czytam o jej młodzieńczym życiu towarzyskim? I, idę o zakład, zaraz narrator wyleje długi, rozwlekły i nieożywiony akapit o przeszłości Kimiko, aby powiedzieć wszystko, poinformować czytelników raz a porządnie i nigdy więcej do tego nie wrócić.
Nie potrafisz budować scen. Dla ciebie jedna scena wiąże się z przekazaniem jednej informacji, więc opisujesz byle co, byle jaki ruch (byle jak najbardziej emocjonalny) i przy okazji narrator dopowiada potem, o czym bohaterka aktualnie myśli.
Źle.
To pójście linią najmniejszego oporu, bo scenę buduje się za pomocą wielu informacji. Pokażę ci, być może na sztampowym przykładzie, co mogłabyś zrobić, aby Kimiko stała się żywą postacią, a nie kukłą prowadzoną za rączkę.
Powiedzmy, że w pewnym momencie historii chcesz przedstawić – bez rozgrywania dramy – że bohaterka tęskni za przyjaciółmi i życiem wojowniczki, a jednocześnie nie może przestać myśleć o Youngu. To często jej się zdarza, więc przykład jest akuratny i niewyssany z palca. Jako że do tej pory Kimiko nie ma charakteru, przedstawię dwie różne od siebie opcje jej myśli, z których czytelnik będzie mógł sobie sam wywnioskować, z jaką bohaterką ma do czynienia.
Jak możesz zbudować taką scenę, dzięki której czytelnik sam wyciągnie informacje o tym, jaki Kimiko ma charakter i o czym myśli? Posłużmy się  fotografią, o której pisał narrator. Przykładowo:
Kimiko wchodzi do pokoju i zamyka się (co daje czytelnikowi już na wstępie do zrozumienia, że bohaterka nie chce z nikim rozmawiać, chce być sama, jest przygnębiona), siada na łóżku i wyciąga zdjęcie. Uśmiecha się do niego, przejeżdżając po nim palcami (czytelnik dowiaduje się, że bohaterka przeżywa chwilę nostalgii). Wzrusza się. Wstaje, wykonuje kilka ruchów (które mogłyby przypominać jej postawy waleczne). To, bez wtrąceń narratora opisujących jak kawa na ławę, co Kimiko ma w głowie, już daje czytelnikowi do zrozumienia, że bohaterka tęskni za wojowniczym trybem życia (bawi ją to – udaje, że jest wojowniczką, cieszy się). Jest to dla niej forma rozrywki.
Dalej: narrator opisuje jej czyny i emocje wypływające z jej twarzy. Nic więcej. Nic, co wskazywałoby, o czym myśli. I nagle bohaterka spogląda w lustro. Powiedzmy, że przez przypadek zobaczyła swoje oblicze, zatrzymała na nim wzrok. Natychmiast spoważniała i spochmurniała. Czytelnik automatycznie domyśla się, że się zawstydziła. Że nie czuje się komfortowo. A ona podchodzi do lustra i myśli: nie mam mięśni, psia mać. Young mnie zabije albo ciekawe, dlaczego książę się mną interesuje. Przecież straciłam formę.
Pierwsza myśl przedstawiałaby czytelnikowi Kimiko w postaci twardej babeczki, dla której powrót do przeszłości nadal jest bardzo ważny, ale mimo to Young przewija się w jej myślach jako pan. To znaczy, że nadal jest silna psychicznie – jak na samym początku opka – ale zdaje sobie sprawę z tego, że należy do kogoś. Seks dla tej Kimiko nie byłby aż tak ważny co przeszłość i honor. Chęć walki, być może teraz już po stronie księcia ciemności. Z rozdziału na rozdział to mogłoby się zmieniać, ale delikatnie. Subtelnie. Pod wpływem wydarzeń, które byłyby motywem do tej zmiany.
Natomiast drugi sposób myślenia przedstawia osóbkę, dla której ważniejsze jest to, że Chase się nią zafascynował, ale Kimiko zauważa też przy okazji, iż nie jest tą samą wojowniczką, którą była kiedyś. Tej Kimiko bardziej zależy na Youngu i już mniej skupia się na tym, co było. W takim przypadku zupełnie nielogiczny byłby histeryczny płacz za przyjaciółmi, bo ona – owszem – uśmiecha się do zdjęcia, ale ostatecznie Chase w myślach pojawił się pierwszy, a to samo mówi przez się. Jest więc jej wygodnie i nie będzie chciała zmieniać swojej sytuacji. Chyba że pod wpływem wydarzeń, które byłyby motywem do tej zmiany. Na przykład pod wpływem spotkania przyjaciół ze zdjęcia gdzieś w pałacu.

Dwa różne charaktery, dwa różne sposoby wyrażania emocji w jednej, jasnej sytuacji. Bez użycia jakiegokolwiek streszczenia i mdłego opisu. Da się? Da się. Nie musisz papugować, ale zacznij tworzyć opowiadanie, a nie wypracowanie czy suchą relację.
Kiedy Kimiko wchodzi do pokoju, zajmij ją czymś. Niech przeczesze włosy przed toaletką i pomyśli o tym, że dawno nie zmieniała ich barwy. Niech zrobi sobie makijaż, wtedy czytelnik wysunie wnioski, że lubi o siebie dbać. Dzięki pojedynczym scenom powinnam wyciągać ogrom wniosków. Daj mi to. Daj mi w końcu prawdziwą frajdę z czytania. Do tej pory Kimiko wracała do pokoju tylko, żeby sobie popłakać. Ona ma w ogóle jakieś zainteresowania? Co lubi robić po pracy? O czym myśli?
I to też nie jest tak – nie zrozum mnie źle – że płacz jest zły. Ale kiedy Kimiko płacze, nie pisz od razu o tym, co ma w głowie. Cytuj, co mówi do siebie półszeptem. Co myśli. Jak się zachowuje w tej agonii. Kiedy wydaje jej się, że to wszystko to koszmar, niech się uszczypnie. Kiedy chcesz opisać, że nienawidzi swojego ciała – niech się czymś okryje. Kiedy boli ją to, że jest nierządnicą, niech wskoczy pod prysznic i zmywa z siebie wstyd – jakkolwiek to metaforycznie nie brzmi, to wszyscy będą wiedzieć, o co chodzi. Obrazuj charakter czynami, a nie podawaj na tacy odpowiedzi. Jeżeli to sprawia ci trudność, postaw sobie poprzeczkę troszkę niżej. Wróć do pierwszych rozdziałów i wmów wszystkim, raz na jakiś czas wspominając, że Kimiko lubiła kiedyś pisać. Niech poprosi Younga o zeszyt. Niech pisze pamiętnik albo maluje obrazy, które będą uosobieniem jej myśli. Albo w ogóle zmień narrację na pierwszoosobową, bo ta ma większy potencjał w historii zakrawającej o tematykę BDSM. W ogóle jest prostsza dla początkujących pisarzy, którzy mają problem z układaniem scen. Łatwiej nią dotrzeć do czytelników i przedstawić głównego bohatera, chociaż wtedy musiałabyś zrezygnować z konspiry. Coś kosztem czegoś, moja droga.

Spójrz na ten krótki filmik. To fragment filmu Legenda, kultowa już scena tańca porwanej przez władcę ciemności dziewczynki, która przechodzi przemianę:
Jeżeli chcesz opisywać, opisuj myśli poprzez ruchy. Nie komentuj dodatkowo. Pozwól czytelnikowi samemu wyciągnąć wnioski.

O dziwo, myślenie o nim i o jego nadal, bądź co bądź, sekretnej mapie ciała przychodziło zaskakująco łatwo. – Kimiko masturbuje się, myśląc o Youngu. Nie wiem dlaczego myślenie o nim zawsze działa na nią podniecająco, ale nie o tym. Chodzi mi o tę przeklętą tendencję do układania takich durnych fraz jak perła w kobiecej muszli sekretów czy sekretna mapa ciała. Poza tym nie mam pojęcia, o co ci chodzi. O to, że Kimiko nie widziała jeszcze księcia w stroju Adama? Dlaczego nie napiszesz, że podniecało ją wyobrażanie sobie go nago, chociaż jej wzrok nie spotkał się jeszcze z każdą częścią jego ciała, czy coś takiego… to i tak jest lekko podkolorowane, ale już brzmi o niebo jaśniej.

Gorąc uderzył jej do głowy – gorąco uderzyło;
Niemal czuła zachłanną dłoń Younga wędrującą po jej nabrzmiałych piersiach, ba, całym lepkim od potu ciele.– Co ona ma z tym potem? Kiedy tylko Chase dotyka jej piersi (lub Kimiko wyobraża to sobie), znowu pojawia się jej spocone cielsko. A jeszcze ani razu nie współżyli!

Poduszka – jaką znaczyły plamki śliny oraz ściekającego z twarzy potu (…) – przytłumiła ostatni, przeciągły jęk. (…) Patrzyła na ciepłą, miejscami przesiąkniętą potem, wymiętą pościel – ileż to się trzeba napocić w czasie ocierania się o poduszkę, doprawdy. Dziwne. Słowo pot wcale nie należy do typowo podniecających wyrazów nałogowo wykorzystywanych przez autorów powieści erotycznych. No chyba że bohaterowie naprawdę kopulują przez pół dnia ostro jak króliki.

Kilka orgazmów, choćby nie wiadomo jak wspaniałych, nie sprawi przecież, że poczuje się szczęśliwa i odzyska radość płynącą z życia – no nie wiem. Kilka notek temu sądziła, że chce, aby Young zrobił jej dobrze, bo to rozwiąże wszystkie jej problemy. Soł…
Kimiko przypomina sobie, że miała już w ustach penisa księcia ciemności i zawstydziło ją to. Lizała swój rękaw, by pozbyć się obrzydzenia do samej siebie i wyprzeć, że jej język dotykał męskiego członka: Teraz, leżąc na łóżku w swej sypialni i przywołując w pamięci tamte wydarzenia – bijące od Chase'a ciepło, zapach oraz przesiąknięty goryczą zła smak – odruchowo wierzgała nogami, krzycząc: „Nie!”.
Dziwne. Logika na poziomie zerowym, biorąc pod uwagę, że we wcześniejszych notkach sama chciała zrobić Youngowi dobrze. Dwa razy. I to wcale nie w przypływie nagłego podniecenia, gdyż była już po orgazmie i nic nie wskazywało, że od razu pragnęła następnego.

Ach, no i zapisałaś kursywą moment, w którym Kimiko wspomina wydarzenia z przeszłości. Ale w nich po pierwszym znów czytam, że jest w pokoju, więc zastanawiam się, czy wracasz do czasu teraźniejszego i zapomniałaś wyłączyć kursywę, czy to raczej dalej jest przeszły, tylko zmieniłaś lokalizację bohaterki. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Ja nie powinnam się zgubić! A wybacz, ale czytanie ze zrozumieniem nie sprawia mi żadnych trudności.

(…) przy okazji przycisnąć dziewczynę bardziej do siebie. Kimiko, nie zaprzestając dzikich ruchów języka i warg, podniosła ciekawskie oczy, by spojrzeniem objąć twarz wojownika, sprawdzić, czy nadal wyraża lodowatą obojętność wobec tego, co działo się wokół – skoro przycisnął ją do siebie, to znaczy, że aktualnie widziała jego podbrzusze. Gdyby podniosła wzrok, mogłaby w najlepszym wypadku zobaczyć jego brzuch, ewentualnie podbródek. Ale nie ma takiego wszechświata, w którym dostrzegłaby to, co opisałaś.

Wreszcie ciepła, gorzka w smaku, bo przesiąknięta Lao Mang Long ciecz wlała się do ust dziewczyny. – Nie rozumiem, jaką funkcję w tym zdaniu pełni informacja o zupie. Zresztą, nie ma to znaczenia, bo i tak jest błędnym założeniem. Sperma nie przesiąka smakami wszystkiego, co jada mężczyzna. Faktycznie. Jakby Chase przez kilka dni nie spożywał niczego innego prócz ananasów, miałaby pewnie odrobinę ananasowy posmak, ledwo wyczuwalny. Ale nie byłaby nim przesiąknięta. Gdyby palił papierosy, byłaby bardziej gorzka. Poza tym pisanie ciecz o spermie jest tak samo nieprofesjonalne jak o wodzie. To nieudolne. Jakbyś nazwała rękę częścią ciała albo książkę przedmiotem. Albo wodę życiodajną substancją, czy jak to tam szło. Świadczy to o naprawdę słabym warsztacie literackim.

Teraz biaława ciecz spływała wolną strużką – skoro podkreśliłaś wcześniej, że była gęsta, lepka oraz było jej niewiele, to jakim cudem spływała?

Wojowniczka, walcząc z ogarniającą sennością, wstała, udała się do małej łazienki, gdzie opróżniła pęcherz – zabawne, po wszystkim czuła, jakby wypiła trzy szklanki wody – obmyła twarz, przeczesała włosy, a następnie spryskała ciało wodą toaletową z przemytu, chcąc zamaskować towarzyszący od chwili masturbacji kwaśny odór wstydu wymieszanego z potem. – Dwie kwestie. Co ma do rzeczy pełny pęcherz z masturbacją oraz dlaczego Kimiko się tak nałogowo poci?

Rozgniewałabyś go bardziej, odcinając mały narząd skryty tam, na dole... – bo penis to słowo tabu.

Niedojrzałość głównej bohaterki osiąga apogeum w momencie, w którym nie chce spać na łóżku, bo wcześniej masturbowała się na nim. Postanawia zasnąć na ziemi w ramach swojej pokuty. Przychodzą jej do głowy różne wizje, w których okalecza swoje podbrzusze i obrzeza się niczym Masajka nożem do steków, wyobrażając sobie od razu, że Chase uprawia z nią potem seks, a ostatecznie po wszystkim pozwala jej się wykrwawić.
Czemu od razu nie pomyślała o samobójstwie? I dlaczego myśli po czynach, na dodatek myśli tak rozbieżnie, że zaraz znów zacznie się masturbować? Wszak przed chwilą liczyła na to, że może przeleci ją jakiś koci wojownik. Pewnie nie powinnam streszczać w tym momencie opowiadania, ale… chcę, abyś zobaczyła, jak absurdalnie to wszystko brzmi. Jak bardzo Kimiko jest płytka i nielogiczna. Nie ma drogi, która by ją prowadziła. Nie znam motywów jej cudacznego drama-zachowania, które tworzyłyby spójną całość będącą jej obrazem w mojej głowie. A przez to jak ona strasznie mnie irytuje! Pieprzona Merysujka, która nie ma żadnych wad. Jest biedna, poniewierana, poniżana, a narrator stoi za nią murem. Ale sama nic nie zrobi, nie podejmie żadnych środków. Potrafi tylko płakać albo myśleć o seksie. I wiesz, co jest najgorsze w tym wszystkim? Że, pisząc o Merysujkach, nie zna się umiaru, więc będziesz ciągnąć tę historię przez czterdzieści rozdziałów, nie wiedząc, kiedy skończyć. Bo Kimiko zawsze będzie się mogła rozmyślić.

Ledwie zdusiła jęk pełen zniecierpliwienia, gdy palce jego dłoni musnęły spragnione – jak widać niezależnie od pory dnia i okoliczności – miłości łono, rumieniąc się przy tym koszmarnie. –  A TERAZ SAM NARRATOR Z NIEJ KPI! NO TEGO JESZCZE NIE GRALI! Rumieniących się palców też nie.

Fabuła broni się sama. Scena, w której Chase wymusza na Kimiko spalenie fotografii, przy okazji trenując jej siłę ognia oraz sprawdzając jej wierność, jest świetna. W sensie Chase jest świetny. Lubię takie charaktery. Mocne, zdecydowane, pewne. Kimiko przy nim wypada na lelum polelum, które zmienia zdanie w sekundę, właściwie niezależnie od tego, co się wokół niej dzieje. Jest nieznośna. Gdybyś tylko potrafiła bardziej operować postaciami za pomocą ich zachowań, ich słów, gestów, myśli, a nie jedynie suchej relacji narratora… och, wait. Przecież ty to robisz. W scenach, w których pojawia się Young. Dlaczego w przypadku Kimiko absolutnie ci ta sztuka nie wychodzi? Bo nie masz doświadczenia. Napisałaś tyle rozdziałów i dalej nic. Nie pracujesz nad warsztatem. Zaczęłaś jak zaczęłaś, od streszczeń, i dalej lecisz tą samą metodą.
Chase jest prostszy do prowadzenia. To zły antagonista, pewny siebie, silny wojownik, pan świata. Mówi krótko, czego chce. Bierze, co chce. Rozdaje wszystkie karty. Jego psychologia pozostaje niezmienna i od samego początku jest zachowana w łatwych do rozgraniczenia ramach. Bohater jest przewidywalny i łatwo zadecydować, czy działa logicznie, czy raczej nie jest sobą.
Kimiko natomiast to postać, która musi się rozwijać. Dostosowywać do sytuacji, w której się znajduje, bo to z jej punktu widzenia najczęściej wypowiada się narrator. Od początku była nijaka, przedstawiona jako wydmuszka. Jak Bella Swan, dziewczyna bez wyrazu.
Nie znaliśmy wnętrza Kimiko i to spowodowało, że potem stawała się coraz bardziej irytująca, bo robiła coś kompletnie z dupy wyjętego, randomowego, jakbyś sama testowała na niej, co czytelnicy łykną. To sprawiło, że ona dalej stoi w miejscu, mimo że czas akcji brnie w przód. Bohaterka niewiele różni się od tej Kimiko, która w celi przeżywała brak tamponów.

Chase odkrywa, że Kimiko masturbowała się, więc wypomina jej to. Dziewczynie ciśnie się na usta pretensja, że mężczyzny nie było, gdy odczuwała silną potrzebę ulżenia sobie. W tym samym czasie myśli o nim, nazywając go potworem. Wybrałaś sobie bardzo trudną do prowadzenia postać, bo sprzeczną. Ja wiem, co chciałaś osiągnąć. Chciałaś pokazać, że Kimiko jest rozchwiana emocjonalnie i rozdarta jak sosna Judyma. Da się to napisać, aby na twarzy czytelnika nie gościł permanentny mindfuck, ale to wymaga pewnych środków. Przede wszystkim wyrażania myśli bohatera za pomocą… bohatera, a nie narratora. I SCEN. Po drugie, aby rozwijać postać, ona musi mieć podstawy, więc nie naprawisz jej od środka, ale musisz się cofnąć do samego początku i sprawić, by czytelnik uczestniczył w rozwoju bohaterki i poznał ją dość dobrze już na wstępie. Tam mamy się dowiedzieć, że jest dziewicą i myśli jak dziewica. Tam mamy się dowiedzieć, jak spędza czas i jaki ma stosunek do miłości, jak często wspomina i do czego ma tendencje. Bo teraz każde zachowanie Kimiko jest dziwne, sprzeczne, nielogiczne, niepasujące, żałosne, z dupy wzięte. Czytelnik niczego nie rozumie, ale bierze to na klatę i czyta opko o seksach, bo fajne. Mniej wymagający nie zada sobie podstawowych pytań i przyjmie wszystko tak, jak piszesz. Wracając do tematu, moment, w którym Kimiko szargają sprzeczne emocje, musi być uwypuklony. Mocno zarysowany. Jeżeli ona non stop się waha nad wszystkim od samego początku opka, czytelnik nie zauważy różnicy i przejdzie obok każdej kolejnej zmiany obojętnie, choćby ta była bardzo ważna. No i tutaj wchodzi kwestia emocji. Spójrz: teraz dopiero Kimiko przeżywa coś naprawdę dla niej ciężkiego. Musiała spalić fotografię. Jedyny namacalny dowód, że miała kiedyś przyjaciół. Że była kiedyś wojowniczką. Ze zdjęciem była związana dość mocno, więc scenę trzeba przedstawić drastycznie. Walczy sama ze sobą. Chce i nie chce. Ale tobie brakło określeń, bo wszystkie dosadne określenia wykorzystałaś we wcześniejszych dramach. To samo tyczy się scen zbliżenia. Jeżeli Kimiko przeżywać będzie każdy orgazm tak samo, jej pierwszy stosunek nie zrobi na nikim wrażenia, bo już brakuje ci słów, by wyrazić rozkosz, którą przeżywa. I kombinujesz, tworząc sekretne muszle czy mapy. I wtedy będziesz musiała wykorzystać narratora, który wyjaśni, co Kimiko ma w głowie, bo czasowniki opisujące jej zachowanie będą dla czytelnika takie same jak zawsze i nic z nich nie wyniesie. Zapętlasz sobie koło, bo narrator-adwokat to najgorsze, co może ci się przytrafić. Ups! To już się przytrafiło.


– To ja proszę. Nigdy nie widziałem kobiety robiącej tego przy mnie. – Po części mówił prawdę, ponieważ jak dotąd żadna masturbująca się przy nim kobieta nie była równocześnie jego dawnym wrogiem. – Narratorze! Czemu wciskasz mi, że po części mówił prawdę, skoro kłamał jak z nut! Co ma kobiecość do wrogości? Kobieta to kobieta. Masturbowały się przy nim, sam przyznał. Fakt, że Kimiko była kiedyś wojowniczką, nie miał tutaj nic do rzeczy.
Wracamy na ziemię. Bohaterka pokazuje Youngowi, jak wcześniej się zabawiała, czyli wierci się, obejmując poduszkę:
Wtuliła się w klatę wojownika; woń spoconego, kobiecego ciała była słodkomdląca, a jednak podobała mu się, tak samo jak pełen pasji ruch pocierania się o jego nogę.(…) dziewczyna leży obok niego, zarumieniona i spocona.

– Moja piękna – szeptał, całując dłonie dziewczyny - Nigdy nie zwrócił się do niej inaczej niż smok ognia. – Ten narrator to perfidny kłamczuch jest. Jakby wciąż nie był wystarczająco nieznośny.

– Tylko ja mam być odpowiedzialny za myślenie w tym związku? Marzy ci się rodzenie bachorów? (…) Trzeba wyeliminować zagrożenie, rozumiesz?
Potulnie przytaknęła. Zachowywała się jak w transie. Słyszała obrzydliwe słowa, lecz zupełnie do niej nie docierały. Rozbijały się gdzieś między poczuciem winy, a pragnieniem rychłego stosunku, tak bliskiego spełnieniu jak nigdy dotąd. – O! To mi się spodobało. Naprawdę taki opis jest jasny. Dociera do czytelnika swoją prostotą i poprawnością językową (poza przecinkiem przed a). Dodatkowo opisuje naturalnie, luźno, nie rozlewa opisu na trzy akapity.

Chase wspomniał, że to, co będzie się działo w ich związku od tej pory, jest ścisłą tajemnicą i za zdradę lub długi język Kimiko straci życie. Oto, co nasunęło się jej na myśl:
(…) naszła ją wizja krwawych plam oraz żółtych kawałków mózgu rozbryzganych na ścianie i podłodze. – I tym zdaniem zepsułaś dobre wrażenie po ostatnim, wyżej cytowanym fragmencie. Bo Kimiko była podniecona i prędzej powinna pomyśleć o tym, jak już przechodzą w końcu do sedna sprawy, niż wyobrazić sobie coś tak obrzydliwego. Poza tym wybijasz czytelników w rytmu. Najpierw silisz się na super klimat, po chwili psując go w taki błazeński sposób.

Jeśli popełni samobójstwo, cóż – odznaczy się to stratą, wszak jako pierwsza i możliwe jedyna osoba w ciągu tysiąca pięciuset lat dostarczała mu takiej frajdy. Zaraz pójdzie do kotków, wyda polecenie, by znaleźli mu dziewczynę o podobnym do Kimiko – w drugim zdaniu podmiotem jest Chase, ale brak dokładnego określenia sprawia, że chwilę zastanawiałam się, jak martwa Kimiko może pójść do kotków.

ZAWÓD
Nie wiem, ile minęło czasu od wydarzeń z ostatniej notki, ale dużo się zmieniło w myśli Younga. Chociaż wcześniej odkładał to na dużo późniejsze potem, to teraz przyznał, że chce bez pardonu zerżnąć Kimiko. Co kompletnie nie pasuje do sposobu wyrażania się narratora, bo nie zdarzało mu się wcześniej rzucanie mocnych słów.
Natomiast u Kimiko nie zmieniło się nic. Marzy o penisie Younga, ale jednocześnie nazywa swoją żądzę haniebną. Myślenie dwóch różnych rzeczy w tym samym czasie podsuwa mi pomysł, że może Kimiko nie tyle jest judymowską sosną, co po prostu ma schizofrenię. Inaczej jej działania mówiłyby co innego niż myśli – lub odwrotnie. Bo na razie to wygląda, jakby to właściwie narrator sam nie wiedział, co takiego miała w tej swojej pustej głowie.
Po co wyjaśniasz czytelnikom, czym jest petting? Rychło w czas, skoro Kimiko ma za sobą już jakieś doświadczenia z tym związane. To nie jest encyklopedia ani nie prowadzisz wychowania seksualnego. Jeśli już chcesz edukować czytelników, to nazwij to i pokaż opisem czynów.

Niczym kochankowie, wśród własnych westchnień i jęków, doprowadzą się wzajemnie do szczytowania, które zostanie zwieńczone – a wiedziała to ze stuprocentową pewnością – jej nabrzmiałym wdzięcznością krzykiem oraz jego spuszczeniem się w środku. Niczym kochankowie? –Czyli oni tylko uprawiali seks jak kochankowie, ale tak naprawdę nimi nie byli… Nie. Skąd.

Bardzo chciała zbadać, czy odczuje ciepłą ciecz zalewającą mokre od śluzu łono. – Łono. Ł O N O.

Kontemplowanie nowych, mających rychło nadejść doświadczeń pomagało szybciej przekroczyć granicę oddzielającą krainę snów od jawy – ten sam narrator w tym rozdzialiku używa słów takich jak rżnąć oraz kontemplować. Łono oraz ostry seks.  To mieszanie stylów (naruszenie zasad harmonii stylistycznej). Pod to zalicza się tez nadużywanie poetyzmów wpływających na kwiecistość. Nie wiem, czy nie czujesz, że coś tu nie gra?

Jeśli w porę nie zdążyła uchylić drzwi, lwiątko znaczyło teren pokoju moczem, a czasem czymś gorszym. – A jak je uchylała, nagle przestawało mieć wszystkie potrzeby fizjologiczne.


Nawet największe niewolnice seksualne mają coś poza wielką, nieustającą chcicą. Mają inne potrzeby, myśli, marzenia, cele, plany na spędzenie dnia. Podejrzewam, że robią w swoim życiu coś jeszcze, prowadzą jakieś życie wewnętrzne poza seksem lub myśleniem o seksie i jego wszystkich możliwych odmianach. Kimiko już nie jest nawet wydmuszką. Teraz to inkubator, który najchętniej przyjąłby każdą ilość książęcej spermy, jak gdyby Chase rozdawał ją na kartki. W czasie zwykłego treningu siły wojowniczki ognia książę dotknął jej uda, a na jej ciele: od razu pojawiły się czerwone plamy. WTF?
(…) spojrzenie młodą ko kobietę – kobietę;

Nie omieszkał skomentować jej zachowania:
– I co, czym się znów podnieciłaś?
Zdecydowanie brały ją we władanie schizy. Schizy? Serio? Narrator wychodzi na niedojrzałego. Schizę to mam ja, gdy czytam to opowiadanie i wyobrażam sobie setki sposobów na wymiganie się od tej roboty. Łącznie z wyrzuceniem laptopa przez okno.

Natychmiast podeszła do trzeciej dziewczyny, odruchowo biorąc potężny haust czystej wody, która miała za zadanie zniwelować nieprzyjemny smak w ustach, a jaką Young w swej powszechnie znanej wielkoduszności ofiarowywał świeżo upieczonej prostytutce w zamian za grzeczne zażywanie lekarstwa. – No nie przesadzaj. Nie rób z niego takiego wielkiego badassa, który łaskawie pozwala swojej niewolnicy napić się wody po zażyciu środka antykoncepcyjnego. Po prostu takimi komentarzami przekolorowujesz postać i całą scenę, w której bierze udział. Czasem odpuść. Nie musisz powtarzać co każdy jego krok, że mężczyzna jest przesiąknięty złem.

Próbowała sobie tłumaczyć, że przecież już małolaty chodzą do ginekologa, co zresztą naturalną rzeczą jest (...) Chase chyba by śmiechem ją później zabił – szyk.
– Moja pani, zrelaksuj się – Kimiko miała być określana tylko mianem smoka ognia. Mam nadzieję, że to celowa zmiana i rozwój postaci, a nie fakt, że się zapomniałaś.  

Rozdzielił nogi dziewczyny od siebie, torując sobie drogę do tego, z czym oboje tak ochoczo lubili szaleć. – Kolejne słowo tabu: cipka. Dlaczego narrator może używać słów: rżnąć i kutas a wagina nie przechodzi mu przez gardło?

(…) zerkając co rusz to na pokrytą czerwonymi plamami twarz – nadpotliwość Kimiko zmieniła się w plamicę. Biedaczka! Całe życie pod prąd. Biednemu i piach w oczy, i chuj w dupę.

W środku Kimiko wszystko aż krzyczało z bólu, wołało, by ktoś dokończył dzieła – zaspokoił wzbudzone łono. Syknęła z oburzenia. Jakże mógł przerwać w takim momencie? Chciała szczytować, a wyrachowany, lubiący poniżać przy każdej nadarzającej się okazji książę, wpierw ją pobudził, a potem przerwał.

– Koniec zabawy – oznajmił najspokojniej w świecie, splatając ręce na plecach. – Naprawdę, narrator nie musi się wysilać, aby z całych sił pokazać mi, że Chase jest okrutnym stręczycielem. Po pierwsze dlatego, że sama sobie to mogę wywnioskować z jego czynów. A po drugie dlatego, że Kimiko podniecają takie klimaty.

Kobieta upadła na podłogę, nawet nie próbując zakryć kimonem ceglastoczerwonego krocza – ty wiesz, jaki to jest kolor, prawda? I co, tam też miała plamy? Na boga, powinna iść do lekarza! Przecież podniecenie nie sprawia od razu, że skóra staje się czerwona. Owszem, policzki mogą być zarumienione, okolice bikini również. Ale to, co ty wpisujesz… ach, nie chce mi się kolejny raz komentować.

Koci niewolnik potrząsnął łbem – natychmiast dopadał nic nierozumiejącego smoka ognia, zupełnie niezdającego sobie sprawy, jak bardzo rozsierdził swego władcę. Bez zgody księcia sięgnęła po przyjemność, wykorzystując moment, gdy stracił czujność, gdyż nie przewidział śmiałej reakcji ze strony Japonki. Nie lubił, gdy coś układało się samoistnie, bez jego wpływu, lub co gorsza, wbrew planom. – W pierwszej chwili dajesz do zrozumienia, że Kimiko znów dopada księcia i bez jego zgody zabawia się z nim drugi raz. Potem zdaję sobie sprawę, że po prostu powtórzyłaś się, tłumacząc czytelnikowi to, co chwilę temu przeczytał i wyobraził sobie, jakby był ślepy albo upośledzony. Dodatkowo potrząsanie łbem kojarzy się z odmową, a jednak koci niewolnik zrobił, co rozkazał mu Chase.

Polecnie – polecenie;
problemy jak na złość nie nie chciały oddalić się – zbędne nie;

NIE TAKI GÓWNIANY DZIEŃ
a gorący ser spływał równo po wyjętych z pieca bułeczek – bułeczkach;

Głupcem jest człowiek, który sądzi, że uda mu się ujarzmić i kontrolować swój los. Możne on próbować go ukierunkować poprzez doskonalenie się i samozaparcie, lecz nigdy nie powinien być pewnym tego, co zmienna Fortuna z nim zrobi; podrzuci pod nogi kłody, zostawiając bez cienia szans na wygraną, by wreszcie dobić w momencie, gdy jej ofiara chwyci się niczym rozbitek ostatniej deski tonącego statku. – To brzmi jak mantra, którą powinniśmy sobie codziennie powtarzać przed snem. Tylko że nie działa. Narrator, między długaśnymi fragmentami o psychice Kimiko, nagle na dwa zdania staje się psychiatrą ludzkości. Pominę kwestię o tym, że kompletnie nie zgadzam się z jego słowami, bo to moja opinia; przejdę do tego, że drugie zdanie jest za długie. Poza tym piszesz, że człowiek nie powinien być pewien, co zrobi z nim los, a jednak dalej podajesz tylko jedną opcję, jakby nie było innej. Gdybyś wcisnęła w to jeszcze spójnik lub i opisała drugą bramkę, zdanie stałoby się pewnie dwukrotnie dłuższe. Lecz bez tej drugiej opcji fragment o zastanawianiu się jest bez sensu, bo nie ma nad czym deliberować. I tak źle, i tak niedobrze.

Kokon złudnej mocy smoka ognia, w jakim chciał się ukryć, ostatecznie pękł, odsłaniając ukryte za nim prawdziwe oblicze – przestraszoną, kruchą istotkę nie umiejącą już sobie radzić ze złem wokół niej, a przede wszystkim złem wewnątrz niej. – Jeśli pękł, logiczne jest, że Kimiko się odsłoniła; Ale dlaczego muszę o tym czytać, a nie mogę zobaczyć tego oczami wyobraźni poprzez najmniejszy przykład jej zachowania? Litości.
Bla, bla, bla – tak odbieram większą część tego rozdziału. Nie mam o czym już pisać, bo wszystko zostało wyjaśnione wyżej. Twoje postacie właściwie nie biorą udziału w opowiadaniu. Narrator o nich opowiada i tyle. Wszystkie istotne informacje o bohaterach wiszą u ciebie na nudnej ścianie tekstu.

Nadal jeszcze wierzyła naiwnemu przekonaniu o tym, iż jeszcze może cokolwiek naprawić. – A Kimiko naprawdę przejawiała takie objawy swoim zachowaniem? Bo ja nie spotkałam się z tym nigdzie. Teraz pewnie jest ci to potrzebne fabularnie, by czytelnicy przejęli się i współczuli jej, lubili ją, widzieli, jak walczy sama ze sobą. Jak się męczy. Tylko że taki opis nie nakreśli tego wystarczająco mocno. Ba! Nie nakreśli tego wcale! Narrator coś sucho wspomina, ale nigdzie nie widziałam, by Kimiko faktycznie wierzyła, że jest w stanie cokolwiek naprawić. I jakoś próbuje to robić. Ona uprawia seks, pracuje w kuchni, myśli o seksie, wyobraża sobie seks, masturbuje się, bierze prysznic i trenuje. Faktycznie. To na pewno pomoże jej naprawić swoje życie i uwolnić się od depresji, której nie ma.

Znów przylazła do pokoju, by sobie w nim popłakać. I będzie to robić, dopóki w scenie nie pojawi się inny bohater, łatwiejszy do prowadzenia, który uratuje beznadziejną sytuację.
– Czemu mój smok płacze?
Nie dowierzając, drgnęła, szepcząc imię tego, który niespodziewanie stanął tuż obok, przeszywając ją wzrokiem pozbawionym wyrazu.
O! A nie mówiłam?! Przyszedł Chase i od razu bohaterka wykonała ruch. Widzisz, jakie to opowiadanie jest przewidywalne? Tylko szkoda, że przeszywający to według PWN-u przenikający do głębi, intensywny, zwykle niemile odczuwany. Faktycznie bez wyrazu.

W kolejnej scenie ulubienicą narratora stała się Diana (bo na słowo bohaterka nie zasłużyła). Narrator opisuje jej przeszłość, przyzwyczajenie się do pracy w pałacu (jakby była w nim od wczoraj) i generalnie spojrzenie na świat oraz to, co dziewczyna ma w swojej głowie. Przewinęłam ten fragment, bo wydawał się nudny jak flaki z olejem. Jest w nim kilka flashbacków i flashbacków tych flashbacków, że w koncu nie wiem, czy Diana jest tu, gdzie była na początku akapitu, czy gdzieś indziej.
Kilkaset zdań o tym, jakim człowiekiem jest kuchareczka, nie zastąpi dowodów na to, czyli głównie scen, w których bierze ona udział. Cały fragment powinien wylądować w koszu.
Gdzieś pomiędzy wersami moje oko zatrzymało się na tym, że Diana rozsypała cukier, więc nie jest z nią do końca tak samo pusto i prostacko jak w przypadku Kimiko. Ona coś robi, ale pomiędzy jednym a drugim czynem następuje narratorskie wyjaśnienie, co chciała przez dany ruch wyrazić, jak gdyby czytelnik nie miał mózgu i potrzebował pomocy w wyciąganiu wniosków.
Scena z odcinaniem palców kucharki była zaskakująca na plus. W sensie jej idea. Bo wykonanie jest fatalne, biorąc pod uwagę, że siekiera z ciężkim ostrzem nagle stała się toporkiem, który przecinał powietrze ze świstem. Miało być pewnie jak w filmach Tarantino, ale na końcu nie dowiadujemy się, ile palców straciła bohaterka i czuję się, jakbyś przerażona swoim własnym pomysłem uciekała od drastycznego opisu i natychmiast zaczęła inny wątek. Nie po to przygotowuje się podwaliny dla naprawdę przerażającej i emocjonującej sceny, by ją banalnie przerwać.
Na dodatek w kolejnej scenie pojawiają się postacie Pierwszego Głosu i Drugiego Głosu. Narrator do tej pory był w dziewięćdziesięciu procentach wszystkowiedzący, a nawet przepowiadający przyszłość, więc nie rozumiem, dlaczego silisz się na sztuczną tajemnicę, skoro on wie, kim te Głosy są. Tym bardziej, że niewiadoma przestaje nią być zaledwie kilka linijek niżej.

Ach, no i jakby tego było mało, grupka rebeliantów oznajmia, że Diana straciła mały palec, ktoś ją pocieszył, ktoś inny zaproponował wstąpienie do nich (podejrzewam, że do konspiry). Tak po prostu. Bez żadnych pytań, bez zawahania. I dlaczego rebelianci tak sobie paradują po lochach i zgarniają pierwszą lepszą ofiarę kocich wojowników? A czy to nie ryzykowne, krzyczeć w takiej sytuacji (bo w dialogu pojawiają się wykrzykniki oznajmiające wysyczanie słów)? Gdzie logika?


SZACUNEK
Również tego dnia Kimiko i Diana nie zamieniły ze sobą ani jednego słowa – Dlaczego również? Przecież wcześniej zdarzało im się rozmawiać.
Jak to… Diana drapała się po zagojonej ranie? To ile goi się rana po odcięciu palca? Ktoś ją w ogóle pozszywał? Bo w poprzednim rozdziale było napisane, że rebelianci założyli tylko opatrunek. Nie wiem, nie znam się, ale podejrzewam, że w takim przypadku trochę gazy i jodyny może nie wystarczyć.
Obawiam się, że znów mam do czynienia z timeskipem, ale zawsze wprowadzasz go tak kaleko, że właściwie nie wiadomo, o co chodzi.
Kimiko – zgodnie z nabytą w niewoli pełną bezwzględnego zimna naturą – podchodziła do diametralnej zmiany w relacjach ich obu z obojętnością. – Tak. Jej zimna natura objawiała się podniecaniem, gdy tylko Chase pojawiał się na horyzoncie, albo histerią, gdy siedziała sama w pokoju i wyła w poduchę. Normalnie królowa lodu z niej.

Przysięgła, iż będzie usłuchanym, potulnym smokiem, odpowiadającym oczekiwaniom Chase'a.(...)
– Zapieprzaj po nie na jednej nodze – dodał sucho, skacząc po programach. – Zapamiętaj drogę; kot już się oddalił.
Zmrużyła groźnie oczy.
„Faktycznie, duży problem pstryknąć palcami i kazać mu tu przyleźć z powrotem!”. – Kto obiecuje w swoich myślach poddaństwo Youngowi, a zaraz potem kwestionuje jego decyzje? Czy to ptak? Czy to samolot? Nie! To Kimiko.

Dzięki morderczym treningom pod okiem najwspanialszego wojownika wszech czasów – odnoszę wrażenie, że narrator jest równie mocno zakochany w Youngu jak Kimiko. Wszechczasów piszemy łącznie;


Możliwe, że gdyby nie pośpiech, dostrzegłaby zarys ukrywającej się za półkami pary, chcącej najwyraźniej zamaskować kiełkujące uczucie przed zawistnymi, a może i pogardliwymi spojrzeniami osób, którym pałacowe środowisko wywróciło postrzeganie spraw do góry nogami oraz ukierunkowało na bezmyślne zaspakajanie prymitywnych żądz; zaślepiło serca na cichy głos dobra słyszany tylko przez nielicznych nieszczęśników, rozbitych na oceanie zepsucia podległego siłą zła. 
Japierdole. To jest po prostu złe. Złe na tylu płaszczyznach, że naprawdę ciężko mi pozbierać myśli i zacząć komentarz. Dlaczego sugerujesz, że wszyscy w pałacu są zawistni, pogardliwi i przesiąknięci złem do szpiku kości? Dlaczego w każdym zakamarku dworu ci wszyscy niegodziwcy potajemnie uprawiają seks? O, Sodomo i Gomoro! Dlaczego ktoś, kto słyszy cichy głos dobra, miałby być nieszczęśnikiem rozbitym na oceanie zepsucia? Czy, skoro już się w nim rozbił i w nim tonie, to nie powinien tym złem przesiąkać? Czy określenie ocean zepsucia już wystarczająco nie daje nam do zrozumienia, że chodzi o coś niedobrego i trzeba go dopieszczać siłami zła? Dlaczego to zdanie jest takie długie? Rzygam.
Na końcu tego akapitu Diana wykrzykuje: Koleżanka?!, gdy Nefriam pyta ją, czy przechodząca kobieta przypadkiem nie była jej znajomą. Czyli seks z kucharką był słaby na tyle, by mężczyzna zainteresował się pierwszą lepszą przechodzącą obok babeczką, a główna bohaterka opka nagle ogłuchła w niewyjaśnionych okolicznościach, by nie dosłyszeć krzyku zaledwie kilka metrów od siebie.

W międzyczasie Chase Young stał się posiadaczem dwustucalowego telewizora. Serio. Policzyłam sobie, że miałby on przekątną niewiele ponad pięciu metrów. Od tego momentu to, co się dzieje w pokoju księcia, jest niesamowicie głupie i kłóci się z wizją, którą przedstawiasz na początku opka. Wtedy pisałaś o zgliszczach, o rzeźniach na niewinnych. I o potężnym, niewzruszonym księciu, który chwali się swoimi trofeami i uwielbia napawać się swoimi sukcesami. Mam wrażenie, że teraz zmieniłaś poważną, przytłaczającą i żałobną rzeczywistość w przerysowaną parodię z kreskówki. Mianowicie dowiadujemy się z odbiornika, iż powstaje właśnie kolejne muzeum na cześć Younga, do którego mogą sobie przyjść rodziny z dziećmi i oglądać projekcje filmowe o wspaniałym władcy świata. On sam dodatkowo przyznaje, że jeden z archeologów odnalazł starą matę, na której Chase podobno po raz pierwszy uprawiał seks. Kanał telewizyjny nazwałaś HeylinSat, a koncern medialny – Heylin Broadcasting Corporation. Dziecięcy kanał rozrywkowy – Hey Kids. Jakby tego było mało, Younga znudziły informacje i stwierdził, że woli pooglądać… kreskówki.

Akurat natrafili na reklamę soków KittyPlay gwarantujących zdrowy rozwój dzieci dzięki witaminowej mocy marchewki i owoców. Maskotką marki był oczywiście pluszowy koci wojownik ubrany w trampki i koszulkę z nadrukiem: HeylinKitty.
Parodia. No po prostu parodia.
– Hej, a o „Prawdziwych Przygodach Smoka Wawelskiego” słyszałaś? – Hej! A o czymś takim jak logika słyszałaś? Akcja nie dzieje się w Polsce. Nikt nie będzie nadawał za granicą słabo zanimowanych komunistycznych produkcji puszczanych w okresie PRL-u. Cała historia chińskiego smoka – który osiadł w Krakowie i zaprzyjaźnił się z królewną, w czasie gdy w Polsce każdy dymał, co tylko się ruszało – była żałosna. Tak samo opowieść o kreskówce, na której podstawie piszesz farfocla. Proszę o dojrzałość, chyba że odechciało ci się pisać pomieszany erotyk i przebranżowiłaś się na kabarety.

– Anime? – Zduszony szept, choć zdradzający, iż nadal zafrasowana, ujawniał nutkę zaintrygowania tym, jakież to heylińskie propagandowe niespodzianki kryją się pod hasłem produkcji z kraju kwitnącej wiśni. (...) Xiaolion Showdown.
Słowo anime może odnosić się do określania:
wszystkich filmów animowanych (znaczenie stosowane jedynie przez Japończyków)
japońskich filmów animowanych (definicja najbardziej rozpowszechniona poza Japonią)
filmów animowanych (niezależnie od kraju produkcji) nawiązujących do stereotypów związanych z japońską mangą i animacją.
Xiaolin nie ma nic wspólnego z anime ani stereotypami animacji japońskiej. To przykład amerime (amerykańskiego serialu animowanego).
I na tym zakończę recenzję tej notki. Była słaba, nudna, nieśmieszna, przerysowana i męcząca. Nie spodziewałam się takiego odmóżdżenia. Rozdział został dobity na sam koniec przez wątek niespodziewanie rozkwitłej miłości, która pojawia się między Nefriamem a Dianą. Cieszę się, że rozwijasz poboczne wątki.

HONOR I LOJALNOŚĆ
Przyjrzała się dokładnie uwięzionemu w szkle obliczu Japonki dlaczego od razu uwięzionemu? Wystarczyłoby odejść od lustra… rety;

Przedmiot kupna i sprzedaży stanowiły głównie artykuły kosmetyczne, a okazyjnie gry elektroniczne. – A te gry co?

Oderwał wzrok od przecinających powierzchnię zaparowanych szyb wodnych cieków – cieki zawsze są wodne, więc popełniłaś pleonazm. Poza tym to http://sjp.pwn.pl/sjp/ciek;2449104, a tobie pewnie chodziło o zwykłe ściekanie kropel po szybie;

pokrywałaś je ohydną zieloną farbą, albo co gorsza, różową – zieloną farbą albo, co gorsza, różową;

– Chciałam ci się podobać... (...)
– Ach tak... Czemu?

– Bo nie chcesz mnie bzyknąć! (...) Masz inne kobiety? 
Nie rób mi tego! Naprawdę nie wiem, jak to skomentować. Generalnie fragment ten pokazuje, że nie pracujesz w żaden sposób nad poważną powieścią psychologiczną prowadzoną na lini fabularnej w erotycznych klimatach BDSM. Ale piszesz żałosny farfocel o niestabilnej emocjonalnie masochistce z syndromem sztokholmskim, której każda kolejna wypowiedź jest coraz bardziej nielogiczna, pusta i doprowadza do śmiechu. Z drugiej strony nie powinnam zbyt wiele wymagać od bohaterki, która nie posiada mózgu. Tylko że ty tego nie tworzysz specjalnie, z premedytacją. Bo nigdzie nie przeczytałam o tym, byś pisała parodię.
Tak naprawdę wciąż popełniasz jeden i ten sam błąd. Cała ocena to opis tego jednego błędu, który psuje dosłownie wszystko. Chodzi o niekonsekwencję. Na początku miałaś dobry start (nie wierzę, że to piszę, ale wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że każdy kolejny rozdział będzie coraz słabszy), jakąś główną bohaterkę, konkretnie nieokreśloną, aby dać czytelnikowi możliwość poznania jej i sprecyzowania swoich uczuć odnośnie tej postaci. Pojawiły się pewne sytuacje, wprowadziłaś innych bohaterów. Istniała w tej powieści linia fabularna i chociaż nie wykorzystałaś w żaden sposób jej potencjału, to jednak przedstawiałaś za jej pomocą swoją wizję, której nie potrafisz w poprawny i przystępny sposób ukazać czytelnikowi. Lub robisz to fatalnie. Doceniam jednak generalny zarys fabularny. Zdaj sobie sprawę z tego, że w tym całym bałaganie istnieje odrobina pozytywu. Zauważ więc, że nie chcę cię w żaden sposób demotywować. Po prostu naucz się opisywać dobrze rozplanowany świat. A żeby on taki był – musisz go dobrze zaprojektować. Przemyśleć.

Czy dana postać wypowiada się w sposób logiczny? Czy w tak ważnym momencie dla fabuły, w którym Kimiko wciąż zaklina, że staje się suką dla swojego pana, powinna wypowiedzieć taką i taką kwestię? Czy widząc Younga już wcześniej z innymi kobietami, słowa wykrzyczane przez Kimiko powinny mieć prawo bytu? Czy farbowanie włosów któryś raz z kolei (co nigdy nie przynosiło efektów) było dla niej mądre? A jeśli doszliśmy do wniosku, że nie, to w końcu jak mam, do jasnej cholery, polubić tę skrajną, pustą ofiarę syndromu sztokholmskiego? Przecież Chase torturował ją, bawił się jej kosztem, wywołał w niej lęk i samotność, zastraszał na każdym kroku, grożąc śmiercią, i ostatecznie pogardzał, zmuszając swojego podwładnego, by opróżnił na niej swój pęcherz. A ona godzi się na to i wykrzykuje mu prosto w twarz pretensje: nie chcesz mnie bzyknąć! Cudownie, kutwa. Miłość po grób! To się nazywa patologia. I być może miałoby to ręce i nogi, stało się poważnym i godnym uwagi opowiadaniem psychologicznym, gdybyś przedstawiła wszystko w bardziej przemyślany sposób. Aby każda myśl bohatera miała swoje odzwierciedlenie w jego zachowaniu i konsekwentnie kreowało to przyszłość aż do punktu kulminacyjnego, a potem sensownego zakończenia. U ciebie wszystko chaotycznie ujawnia się w akcie desperacji pt. Trzeba przecież jakoś ruszyć akcję w przód.

Gdybyś była moją narzeczoną, nie prostytutką, i miałbym absolutną pewność, że jesteś tą jedyną, przeznaczoną mi ukochaną, z którą przejdę przez życie, analogicznie, rok w tą, czy w tamtą, również nie robiłby mi problemu. Tylko musiałaby stać za takim postanowieniem wyższa intencja, cel. (...) Owszem, lecz jak już wspominałem, dla mnie dziwka nie jawi się jedynie jako narzędzie, które napełniam spermą. Pragnąc twojego towarzystwa, wyrażam ochotę nie tylko na seks, ale i coś więcej. Że mnie zabawisz, zachwycisz, że będę z tobą mógł porozmawiać, podroczyć się.  Te i n n e  kobiety są tylko na chwilę (...) tym mnie kręcisz (...) Oczy. Drugich takich w całych Chinach nie znajdę. Równie niebieskich, jak ściany pałacu, w którym mieszkamy. Tak niebieskich, co kolor szat, jakie nosiłem jeszcze w Klasztorze.
Zepsułaś Younga. Ostatnio w rozmowach wciąż wypowiadał zimne Smoku Ognia. W każdym jego opisie narrator emanuje do niego nienawiścią, nastawiając wszystkich przeciwko niemu i starając się nieudolnie udowodnić, że co by Chase nie zrobił, to i tak jest totalitarnym władcą bez serca. A tu nagle wyjeżdża z takim czymś! Albo spieszy ci się do opisywania seksów, albo do ożenku. Pisanie opowiadania nie polega na rzucaniu raz na jakichś czas mocnych dialogów, które z dupy kierują czytelnika na inny tor. Teraz nagle Chase jest całkiem sympatycznym romantykiem. Niby czytałam wszystko pomiędzy tą sceną a wydarzeniem sprzed kilku notek, gdy kazał słudze odlać się na na nagą Kimiko. Nie widziałam natomiast, by jego sposób myślenia i działania zmieniał się miarowo, pod wpływem dozowania informacji o nim. Ty po prostu zrobiłaś BANG! I to jest. Update: Chase Young jednak nie jest bydlakiem. Ale pytanie brzmi: DLACZEGO?! Przecież nic nie zrobił w kierunku, by się zmienić?!

REWELACJE
Do tej pory akcja się wlokła, mieliśmy do czynienia z przeskokami czasowymi, wieloma niewyjaśnionymi kwestiami, nowymi wątkami. Wszystko działo się w tempie ślimaczym, ale szło, miałam nadzieję, do rozwiązania wątków. A w tym rozdziale namnożyło się ich okropnie, poznaliśmy nowych bohaterów, przed Kimiko otworzyła się szansa. Tyle jednocześnie! Nie jestem przyzwyczajona do takiego sunięcia. Ale to dobrze, tylko szkoda, że tak mocno. Spróbuj tempo tego rozdziału przelać na wszystkie pozostałe notki.
Co do możliwości Kimiko… dostała propozycję pozbycia się Younga raz na zawsze. Wahała się, źle spała, ale na okazję ostatecznie przystała i otrzymała fiolkę z trucizną. Niewiele znalazło się tu przemyśleń i nie jestem przekonana (again), czy nie powinna się czasem oburzyć. Przecież chciała, by uprawiał z nią seks! Marzyła o tym, by sypiać przy jego boku, w jego komnacie. Na pewno wyobrażała sobie ich ewentualną, świetlaną przyszłość, gdy wiją sobie gniazdko. Bo przecież aż z niej biły przywiązanie i zafascynowanie. A ona? Nic. Najmniejszego ale. Popłynęła z prądem, mając w tyłku swoje uczucia jeszcze z poprzedniej notki. Zero konsekwencji.

Porozmawiała też z prostytutkami księcia, które odrobinę ją połechtały, więc tym bardziej poczuła się dowartościowana. Chciała tego i wiedziała, że potrzebuje oparcia w Youngu, jeszcze zanim Nefraim pojawił się w jej pokoju z trucizną. Nie powinna więc tak po prostu go słuchać. Dlaczego ona zawsze musi znajdować się w sytuacji, w której ktoś jakoś z nią postępuje, manipuluje nią, a Kimiko jedynie potakuje i działa w totalnie bezmózgi sposób? Co jej rzuca los, to ona bierze w ciemno, a potem płacze. To nudne. Losowe i do niczego nie prowadzi. Jak ja mam chcieć czytać o tej kukle?
INERCJA
Jego znakomite wyczulenie na kłamstwa kazało dla własnego dobra ograniczyć odpowiedź do wyartykułowania spomiędzy bladych ust – może mi ktoś wytłumaczyć, jak wyczulenie może cokolwiek rozkazywać?

Jakże miała rozkoszować się pieszczotami, które serwował Kimiko w to oto późne popołudnie – gdy leżeli razem w łóżku sypialni przylegającej do kuchni – skoro serce przepełniały wątpliwości oraz strach, jakich źródła za nic nie pozwoli mu odkryć?
Widzisz, oto kolejny błąd z półki tych najczęściej popełnianych. W zdaniu, w którym piszesz o emocjach i uczuciach dziewczyny, informacja o położeniu sypialni jest po prostu do kitu. Kilka literek tworzy sztuczny tłum, przedłużając niepotrzebnie zdanie i wybijając czytelnika z klimatu. Tak właściwie nikogo nie obchodzi w tym momencie, gdzie się ta sypialnia znajduje.


– Boisz się – stwierdził pełnym rozgoryczenia głosem, zabierając palce z suchej muszelki dziewczyny, śmiało mogącej  w tym momencie konkurować z Saharą. – No na pewno. Sahara ma 9 064 300 km². Chcesz mi wmówić, że cipka Kimiko była większa i bardziej sucha? Specjalnie weszłam sobie na Wikipedię, by poszukać powierzchni, a tam co? W niektórych miejscach znajdują się oazy z dostatkiem wody i bujną roślinnością. Nie chcę sobie wyobrażać bujnej roślinności okolic bikini Japonki. Ja wiem, że miała być metafora, ale wyszło zabawnie.
– Boję się... – zaczęła, nie będąc do końca pewna, jaką bzdurą chce go nakarmić. – Że mnie opuścisz. – Spuściła oczy,  modląc się,  by kupił tę po części porywającą się z prawdą wymówkę.
O, święty Barnabo! Younga nie było dwa tygodnie z powodu jakiegoś tam mało istotnego wyjazdu, z którego przywiózł Kimiko drogie prezenty. Narrator poinformował mnie o tym łaskawie przed momentem. Kiedy relacja głównego paringu rozwinęła się na tyle, by bohaterowie rozmawiali w taki sposób? Nie opuściłam przecież ani jednej notki. Ani jednego zdania. To się robi powolutku jak Moda na Sukces. Dużo kłótni, seksu, rozstań i powrotów. Tylko że Kimiko miała być seksualną niewolnicą. W którym kierunku podążasz i dlaczego tak źle? To nawet nie jest za szybkie. To po prostu chaos.
Kimiko wyznała księciu, że boi się o jego dalsze panowanie na tronie wszechświata. W myśli krzyczała o tym, że buntownicy przygotowują spisek, który ma już niedługo zakończyć karierę Chase’a. Czy gdyby faktycznie była tak bardzo w nim zakochana i świata nie widziała poza wylegiwaniem się w jego ramionach na książęcym łóżku, to nadal ukrywałaby tak istotny fakt, że ktoś dybie na jego życie? Nie mówię ci, co masz pisać. Ale proszę, być podążała logicznym torem myślenia. Bo gdybyś czymkolwiek zasugerowała, dlaczego Kimiko milczy na ten temat, jej działanie miałoby sens... Ale to już stara śpiewka w tej ocenie.

Kilka zdań niżej bohaterka ma wątpliwości. A może mu powiedzieć? A może jednak nie? Nagle wróciły wspomnienia. O tym, jak podwładny Younga odlał się na nią i jakim okropnym władcą jest Chase. Ale chwilę potem Kimiko stwierdza coś w rodzaju: uzależniłam się od niego. Te słowa są tak suche, że wyczuwam w nich obojętność, jak gdyby dziewczynie wszystko było jedno. Potem kilka zdań napisałaś o tym, że jednak z tego związku nic dobrego nigdy nie wyniknie. Ostatecznie bohaterka rozmawia z Youngiem, zbywając jego pytania na temat jej strachu i pojawia się magiczne: łyknął bajeczkę. Czyli jednak dopuści się zdrady i będzie chciała współpracować z rebeliantami! Aha. Przed chwilą znowu bawiła się w sosnę Judyma, w głowie miała mętlik, kochała Chase’a i nie kochała jednocześnie. Ale głos w jej myśli mówi: ł y k n ą ł b a j e c z k ę!!! Agrrr... ! Takich słów mogłaby użyć, gdyby planowała to od początku. Gdyby nie walczyła sama ze sobą zaledwie kilka zdań wyżej. Nie płakała przy nim i nie wtulała się w jego ramię. Te zdanie jest tak cwaniackie i czuć w nim takie wyrachowanie, że na pewno pasuje do zagubionej, kruchej i niepewnej kobiety z burdelem w głowie (aż zacytuję Happysad) jak w damskiej torebce. No na bank pasuje jak ulał.
Zaprzeczyła energicznie głową, wtulając się w klatę mężczyzny. Jeśli zrobiła to jednocześnie, a o tym świadczy użyty imiesłów, to jej głowa musiała nieźle przygrzmocić w tę klatę. Poza tym, od kiedy narrator stał się taki słony? Jakby klatka piersiowa źle brzmiała…

Suma sumarum ich związek nie przynosił korzyści http://sjp.pwn.pl/sjp/;2525273

Scena z recytowaniem wiersza zacna. Stworzyłaś odpowiednią oprawę z emocji i ciekawe fragmenty utworu. Mam nadzieję, że są twojego autorstwa, a nie że spisałaś ich skądśtam. To nie byłoby w porządku.

Chase domyślił się, iż przerwa wynika z bólu nadal kłębiącego się w duszy, nie stanowi natomiast częśćcideklamacji – coś się stało w tym zdaniu.  [deklamacji]

Japonka zatrzymała się w progu, lecz pozostało w niej tyle wyniosłości, żeby nie dać dawnej koleżance satysfakcji, jakoby wygrała.
– Dopraw sos – rzuciła oschle przez ramię.
O tej wyniosłości sama zdołałabym się przekonać po przeczytaniu wypowiedzi Kimiko. Uprzedzasz fakty. Psujesz niespodziankę. Zwracam na to uwagę dopiero po skończeniu całego rozdziału. Rozmowa Kimiko z Dianą była naprawdę dobrze napisana. Luźna. W odpowiednim klimacie. Nie wyczułam przesytu, a martwiłam się, jak daleko pociągniesz tę wymianę zdań. Obawiałam się dramy. Łez. A tu policzek. Kilka kurw dla smaku. Pyszota. Tylko ten zacytowany wyżej fragment felerny.

IRYTACJA

Zastanawiam się, dlaczego nie pokazujesz czytelnikowi, że Kimiko jest naprawdę spoko główną bohaterką? Że warto o niej czytać? Że warto się z nią utożsamiać? Narrator wciąż podkreśla, że dziewczyna jest smutna/ma smutne oczy/zachowuje się dziwnie. W takim przypadku Chase nie wychodzi na super przebiegłego antagonistę, który rozpozna w kimś kłamstwo. Wychodzi na kogoś, kto widzi czyjś smutek i zwyczajnie o niego pyta. A Kimiko nie wychodzi na kobietę, która w końcu wybrała jedną słuszną drogę i stara się ze wszystkich sił nie zdradzić Yougowi tajemnicy o działaniach rebeliantów. Po niej po prostu wszystko widać, dziewczyna ciągle płacze. Ciągle się waha. Coś postanowiła, ale jednak nie. Piszesz to opko jak E. L. James historię Greya. Do samiuśkiego końca trzymała wszystkich w niepewności, czy Ana zgodzi się podpisać umowę, czy nie. A na końcu Ana stroi fochy i koniec książki. U ciebie natomiast bohaterka zastanawia się, czy być w ogóle blisko Younga.
Po dwudziestu dwóch notkach chyba powinno być to już stonowane, a fabuła zmierzać do rozwiązania, prawda? Tym bardziej, że nic się nie dzieje. Wątek konspiry porzuciłaś i tylko czasem wspomina się plany rebelii. Chase robi sobie, co chce. Jest i nagle znika, ma jakieś wyjazdy, które niczego nie wnoszą. Przed nimi gardzi Kimiko, a po nich obdarowuje prezentami. Połowa opka to przerwy w fabule opisywane przez narratora-reportera. Donosi, co się działo, kiedy bohaterowie nie występowali w żadnej scenie. I najczęściej są to takie dwa tygodnie wycięte z ich kalendarza, w których opisie podziwiać możemy jedynie ścianę trzecioosobowego, suchego tekstu.

„W sumie logicznie mówi”, pomyślała, wsadzając słowa mężczyzny do reszty wytworzonej w przeciągu lat niewoli dokumentacji archiwizowanej w grubych teczkach opatrzonych nalepkami: „Ehe, kłamstwo, mała frajerko!” – gdyby faktycznie istniały takie nalepki, Kimiko nie pomyslałaby, iż jego słowa mają sens. Nie brałaby ich pod uwagę. A tak udowadnia tylko swoją ignorancję i głupotę, bo wychodzi na to, że myśli jedno, a robi drugie.

Pamiętasz, jak chwilę temu cytowałam fragment, z którego wynikało, że Chase Young jest przyzwoicie wykreowaną postacią i sceny z jego udziałem z jego strony wypadają dobrze, i wszystkie złe kwestie należą do Kimiko i narratora, który źle pełni swoją funkcję? Bo narrator w tym opowiadaniu to już w ogóle jedna z postaci. Odczuwam jego irytującą obecność w większości historii. Tak, także w tym rozdziale pojawiła się ściana tekstu. Tym razem o tym, jak rozwinęła się postać księcia. Opis. Zero jakiejkolwiek możliwości wydedukowania tego z zachowania bohatera. I na tym etapie Chase Young także staje się źle wykreowaną postacią. Doszło do tego, że nudziłam się na scenie z jego udziałem, bo narrator odwalił wszystko za niego.
Kimiko dostaje szału. Książę podarował jej biżuterię, a ona grymasi. Wybucha przy nim i krzyczy:
– Nie traktuj mnie lepiej od reszty swoich dziwek! – wykrzyczała, zaraz potem z szoku przesłoniła dłonią usta.
Zaczyna się robić ostro. Ale chwilę temu ta Kimiko płakała. Uwaga do czytelników! Nie wiem, czy poradzicie sobie z tak długim zdaniem. Żeby ktoś nie zszedł na zawał.
Cytuję:
Teoretycznie powinna cieszyć się z drogich prezentów, wszak w pogrzebanej depresją przeszłości uwielbiała stroić się, niszczyć włosy piankami koloryzującymi, zwyczajnie wyróżniać na tle reszty mnichów, demonstrując wśród zbieraniny chłopców swą odmienność poprzez posiadanie kształtujących się atrybutów, jakimi poszczycić się mogą wyłącznie przedstawicielki płci żeńskiej. Lecz poczucie zbliżającej się straty, nieuchronności chwili próby mającej zaznaczyć się jako ostateczny rozrachunek, której notabene nic nie dawało gwarancji powodzenia, groźby straszliwych tortur w przypadku porażki, nawet de facto niewiedzy, kiedy owa chwila prawdy nadejdzie, zbijało się w huragan najczarniejszych myśli, scenariuszy finalizujących się zwykle śmiercią całej trójki dawnych mnichów Xiaolin, o reszcie współspiskowców nie wspominając.

Ja nic z tego bełkotu nie pojmuję. Zadam więc ponownie to pytanie. Dlaczego z wcześniejszego zachowania Kimiko nie wynikało to, że posiadanie drogich ciuchów i dużych piersi jakoś szczególnie ją jara? Dlaczego narrator mi to tłumaczy w tej chwili? I w końcu, na bora, dlaczego robi to w tak okrutny sposób? 
Ileż ja muszę komórek ruszyć, aby dotrzeć do sensu tych zdań! Olaboga! One ładnie brzmią. Z nimi się płynie, tak. Jak komuś się nie chce myśleć, to odpłynie na pewno.
Ale o co w nich chodzi? Seria kojenych dziwnych metafor spływa na mnie i przez chwilę nie wiem, gdzie jestem. Co to znaczy: strojenie się w depresji? Czy depresja nie polega właśnie na niechęci do wszystkiego i braku jakiegokolwiek zainteresowania czymkolwiek? Kimiko była apatyczna. Nigdzie nie było o strojeniu się, poza sytuacją, gdy Chase przyłapał ją przebraną w suknię czarownicy. No i raz zafarbowała włosy. Tyle w temacie. Gdy miała wystroić się na bal, nie chciała wyglądać jak dziwka i brzydziła się strojami koleżanek. Potem nienawidziła swojego ciała. Coś przegapiłam? Kiedy ona zdążyła tak wyewoluować? W którym kierunku chciałaś rozwinąć tę postać? Nic tu do siebie nie pasuje. Dalej:
poczucie zbliżającej się straty(...)której nic nie dawało gwarancji powodzenia(...)zbijało się w huragan(...)myśli.
Skróciłam to jak najbardziej mogłam i dalej jest beznadziejnie. Jak strata może dostać gwarancję powodzenia i zbijać się w huragan myśli?
Jakim my tokiem rozumowania idziemy, skoro w dwóch zdaniach przeszliśmy z informacji o prezentach do zmieniania swojego wizerunku, dalej zahaczając o piersi bohaterki.
Później przebrnęłam przez ostateczny-rachunek-stratę, tak to nazwijmy, aby dotrzeć do gróźb o strasznych torturach (ale czy ta strata nie niwelowała takich tortur przypadkiem?) i skończyć na śmierci przyjaciół z zakonu.
DWA ZDANIA. Diagnoza: ciąg przyczyonowo-skutkowy za mocno.
Dochodzę do kolejnego wyjątkowego cytatu.

Narrator o Kimiko:
Z własnej inicjatywy nie umiałaby zdradzić planowanej rebelii; po prostu pisnąć słówkiem na temat zamachu szykowanego w podziemiach pałacu i to tuż pod nosem księcia (w końcu pod latarnią najciemniej), dlatego podskórnie życzyła mu – także sobie  – by przewidział zamach.
Zaraz, ona wiedziała przecież o zamachu. Dlaczego więc życzyła sobie, by go przewidzieć? I czy ona przypadkiem w poprzednim rozdziale nie cisnęły jej się na usta myśli: twoje chwile są policzone, sukinsynie? Bo ja to pamiętam doskonale.
Kilka zdań niżej już nie krzyczy. Boi się. Chase na nią spojrzał, potrząsnął nią i przypomniało jej się, że to nie jest jednak wybranek serca, tylko pan wszechświata i jest, bądź co bądź, niebezpieczny. Dlaczego Kimiko, gdy sobie raz coś postanowi, nie będzie się tego trzymać? Ja wiem, że jest jej ciężko. Ale ona ciągle mówi o podejmowaniu decyzji. Narrator ciągle podkreśla to, opisując, jak ona się strasznie męczy i głowi, i cierpi z tego powodu tak strasznie. I ciągle wybiera jakąś stronę, po czym wycofuje się i wraca do punktu wyjścia. Halo! Narratorze! To nie taką główną bohaterkę sobie wymarzyliśmy. Mamy dwudziestą drugą notkę i za chwilę skończy się wątek z rebelią. A Kimiko dalej jest zagubiona. Nie ma na to czasu teraz!
Kimiko ma pretensje do Younga, że nie traktuje jej tak samo jak innych swoich prostytutek. Na prezenty narzekała. Ale stroić się podobno lubiła. Na balu jego gejszą być nie chciała. Potem farbowała dla niego włosy, by czuć się wyjątkowa. I była też w międzyczasie zazdrosna o Chase’a, gdy przyłapała go z inną. Ale mimo wszystko, gdy jakaś jego panna do niej przychodzi i mówi coś w rodzaju zazdroszczę ci, bo Chase cię bardziej szanuje, ona nagle zmienia decyzję i już nie chce być wyjątkowa. Teraz chcem być taka jak te wszystkie twoje panny, księciuniu! Czy coś w ten deseń. Jeżu, ile Kimiko ma lat? Kto ją w ogóle kiedyś nominował do tytułu smoka? Bo przecież ta postać to chodząca katastrofa. To Panna Paradoks.

PRZYSIĘGA
Wita nas taki oto początek ostatniego rozdziału:
Krople wody od pierwszego dnia istnienia wzniesionego za pomocą magii pałacu powoli, acz sukcesywnie, drążyły w obsydianowych skałach sieć kanalików.
Skąd te krople spływały? Ze stropu? Czy woda na piętrze wyżej przeciekała? I jak długo już Chase rządzi w krainie? Czy nie jakieś sześć lat, odkąd mnisi przegrali pojedynek? Czy myślisz, że sześć lat to wystarczająca ilość czasu, by kropla wydrążyła w czymś kanalik? Bo ja śmiem wątpić w taką teorię.

Długich zdań ciąg dalszy:
Teraz skapywały cyklicznie z mieniącego się czarnego stropu, a napotkawszy przeszkodę w postaci srebrzystej głowni miecza wyłaniającej się z półmroku dzięki mdłemu blasku rzucanemu przez stojący na skrzyni kaganek, rozbijały się na kilkanaście mniejszych, rozbryzgując wkoło kropelkami nasuwającymi skojarzenie drobnych perełek nawleczonych na niewidzialny sznurek naszyjnika należącego do kobiety o oczach równie niebieskich co nieskażone żadnym obłokiem czerwcowe niebo, jakiego nikt na zatrutej Heylinem planecie od pięciu lat nie widział.
Moja wersja brzmiałaby: kropla rozbryzła się na ostrzu miecza. Ewentualnie to wyłanianie się z mroku też dałoby radę wykorzystać. Po cholerę opisywać cały skomplikowany proces, a potem porównać kropelki do perełek na szyi kobiety i… opisać tę kobietę lepiej niż którykolwiek z bohaterek biorących udział w opowiadaniu?

– Mówiłem ci kiedyś, że Kimiko była z nas najsilniejsza, pamiętasz? – zaczął, ostrożnie dobierając słowa. – Przy tej kwestii uśmiecham się sarkastycznie. Ta Kimiko? Ta, którą poznałam w trakcie tej historii? No kto by pomyślał?

Kolejna scena akcji, a oto jej początek:
Promienie słońca wyzierającego raz za razem zza płynących nisko po horyzoncie ciągnących się kilometrami ołowianych chmur wydobywały z przepastnych wnętrzności biblioteki kontury półek dźwigających ciasno ułożone książki oraz stosy sztywno nawiniętych na drążki zwojów. Miedziane snopy przebijały się przez lśniące czystością okna, prześlizgując wzdłuż metalowych regałów o ozdobnych spojeniach.
Wcześniej wspominałam o tym, że większość twoich rozdziałów zaczyna się w takim ciężkim klimacie. Od niezręcznego opisu pogody za oknem czy sytuacji, w której bohaterowie idą nocą korytarzem. Wtedy ciągną się za nimi cienie; rankami promienie słońca nie świecą, tylko nagle wyzierają z wnętrzności bibliotek. I teraz to się dzieje nawet w środku rozdziału.
Właściwie nie wiem, co się w tym rozdziale stało. Zupełnie się pogubiłam. Kimiko uczyła się spokojnie, nagle coś sobie przypomniała. Pobiegła przeszkodzić Youngowi w jakimś spotkaniu i wyznała mu miłość, myśląc o tym, że robi to wszystko dla przyjaciół z rebelii. Niesamowity zwrot akcji, ale właściwie niewiele zmienił, bo nic nie rozjaśnił, tylko bardziej namącił. W tej notce wspomnę jednak o tym, że podobał mi się fragment, w którym Chase rozkazał wymienić swoje prostytutki na lepszy model, a poprzednie zabić. Był w tej scenie smaczkiem, za którym się stęskniłam. Jego wypowiedzi są naturalne i są dopieszczane przez delikatne wstawki narratora. Co mnie cieszy, bo ostatnio było często na odwrót.

Już wiem, jak ta ocena się skończy. Doszłam do wniosku, że daruję sobie podsumowanie głównie dlatego, że każdy błąd, który zauważyłam, dość obszernie opisałam i nie ma sensu wspominać o tym samym raz jeszcze. Wymienię je tylko pobieżnie i na tym zakończymy ocenę:

1. Przede wszystkim jest to narracja – sposób, w jaki ją prowadzisz. Bardzo dużo miesza (flashbacki, timeskipy), nie daje możliwości rozwinąć się bohaterom (ściana tekstu o ich przeszłości) i odbiera radość z czytania (wyprzedzanie faktów, które dopiero mają się wyjaśnić, wyniknąć z zachowania czy dialogu; masowe spoilery);

2. Patetyzm – srogi przeciwnik znośnej powieści. Tekst nafaszerowany seksem i brutalnością nie idzie w parze z dekadencką prozą.
A.  Z tego wynikają kiepskie metafory. W opku o seksualnych nierządnicach nie ma miejsca na kryształowe łzy, perły w muszli kobiecych sekretów, życiodajne płyny.
B.  Nie wiesz, kiedy przestać. Z tego wynikają te poplątane kolosy na kilka linijek.


3. Kimiko – od początku narrator próbuje mi udowodnić, jak bardzo jest interesującą bohaterką, jak bardzo wartościową jest osobą. A to chodząca Merysujka. Jest idealna. Jej motywy są zawsze logiczne, decyzje najlepsze. Ona po prostu znalazła się w tarapatach i musimy jej współczuć. Tylko szkoda, że nie widać tego w jej zachowaniu. Wychodzi na niezdecydowaną sierotę, której nikt nie lubi, bo się wymądrza i udaje cwaną. Poziom jej inteligencji też w niektórych sytuacjach pozostawiał wiele do życzenia. Kimiko nie ma charakteru, jest kukiełką.  

4. Chase – druga strona medalu. Od początku narrator daje z siebie wszystko, by opisać mi go jako okrutnego pana wszechświata, zdolnego do najgorszych rzeczy. Niebezpieczny antagonista serii. Tylko szkoda, że ze scenariusza wynika co innego. To w porządku koleś, no patrz: wszedł w zakład, postawił warunek, wygrał ostateczną walkę. Dostał, co sobie zażyczył. Interesuje się Kimiko, usuwa jej blizny, ubiera ją i czesze, uczy sztuki miłości, ona zakochuje się w nim z miejsca. On jest dla niej całkiem miły. Daje jej nowy pokój, rozdaje kolejne przywileje. Fakt, że gdy Kimiko ociera się o niego bez jego zgody, robiąc sobie dobrze, karze ją i następuje pamiętna scena opróżniania pęcherza. Ale czy nie taka była umowa, na którą się zgodziła dobrowolnie? Zdawała sobie sprawę z tego, że ma być grzeczna. Chase to całkiem spoko bohater. Gdzie tu ten straszny książę? I jeszcze lubi kreskówki!

5. Poboczne wątki – konspira na samym początku historii pełniła dość sporą funkcję. W połowie opka nagle została zdegradowana i już tylko raz na jakiś czas pojawiała się wzmianka, co tam się właściwie dzieje. Rozpaliłaś ognisko i nie dorzucałaś do ognia. Płomień maleje. Ten wątek to czarny koń tej fabuły. Mógłby ją uratować, ale jest go za mało. Na początku liczyłam na to, że będziesz poruszała ten temat odrobinę głębiej (pokażesz działania rebeliantów, rekrutację kolejnych członków, rozwiniesz temat planowania sposobu na obalenie króla i uratowanie Kimiko). Ale okazało się, że całe przedsięwzięcie jest tylko po to, by Kimiko miała ostateczny powód do rozterek i… dalej nic z nimi nie robi, nie ułatwiają jej w podjęciu decyzji. Trochę słabo.

6. Seks – ciśnie mi się na usta, że w twoich opisach: seks jaki jest – każdy widzi. Bohaterce towarzyszą plamy, okresy, łona i nadpotliwość, a to wszystko kończy się wygięciem się w łuk. Oczywiście Chase robi wtedy poker face, bo przecież to ten zły jest. Czy to zawsze musi wyglądać tak samo i być aż tak widowiskowe? To się większość czytelniczek zdziwi…

7. Parodia – nie daruję ci tej sceny, w której parodiujesz Smoka Wawelskiego. No po prostu nie.

Dotarliśmy do takiego momentu opowiadania, w którym wszystko jest na tak wielu płaszczyznach złe, że właściwie musisz je zacząć pisać od nowa, by chociaż zmniejszyć ilość absurdu. Naprawdę cieszę się, że skończyłam tę ocenę i mogę ją opublikować, bo w pewnym momencie pisania zaczęłam się bać, iż zanim skończę swoje wywody (trudno pisać czterdzieści stron o tym samym, opisując jeden bubel na podstawie różnych przykładów), to zdążysz opublikować kolejny rozdział.  A im szybciej otrzymasz tę ocenę, tym lepiej.

Na dzień dzisiejszy nie mogę dać ci więcej niż słaby. Głównie dlatego, że wystawiłam już kilka fatalnych w życiu i twoja praca reprezentuje trochę wyższy poziom. No i były momenty udane, których czytanie sprawiało mi frajdę. Dialogi w konspirze? Ostatnia rozmowa Diany i Kimiko? Całkiem miodzio. Początki Younga też były bardzo dobre. Generalna koncepcja? Jestem na tak. Dwie pierwsze notki nie zapowiadały tego, że po drodze aż tyle się spieprzy.
Życzę powodzenia w dalszym pisaniu.

158 komentarzy

  1. Z podziękowaniami dla Nerki, Koh, Forfeit i Leleth za betę :)
    gify z www.giphy.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę ;).
      Ale zaznaczę, że tylko początek betowałam, żeby sobie nie rujnować reputacji, jak później jest coś źle :D.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Raptem 50, powoli nadgifoza odchodzi. xD

      Usuń
    2. Ale ja pomiędzy nimi mam merytoryczną ocenkę, której treść nawiązuje do gifów. Nie widzę powodu, by nie wrzucać ich wtedy, kiedy uważam je za dostrojenie tekstu. Nie występują co linijkę, nie popadajmy w paranoję ;)

      Usuń
    3. Wiesz, w przypadku kiepskich opek to "dostrojenie tekstu" można zrobić w zasadzie wszędzie, więc... kiepski argument. Też uważam, że jest ich jednak za dużo, mimo że ocenka długa. Żeby tekst pomiędzy był trzecim Proustem czy drugim Joyce'em, to taka ilość migających obrazków jest po prostu irytująca i męcząca. Kilka, kilkanaście, jak ocena długa - to tak. Serio, zachłysnęłyście się tymi gifami, to miał być dodatek do ocenki, a nie coś zajmującego niemal tyle samo miejsca.
      Poza tym dla niektórych wygląda to mało profesjonalnie!!!1111oneone

      Usuń
    4. Ale to nie był argument, tylko pogląd, jak ja to widzę. Po prostu. Nie walczę z tym, bo to wiatrak.

      Ta ocena ma 45 stron a4. Chociaż dopiero, gdy Szałt policzył gify, to byłam w szoku samą liczbą. Gdy pisałam tę ocenkę, nie liczyłam ich. Wrzucałam na bieżąco, gdzie mi pasowały. Ale żaden z nich nie uważam za zbędny.

      Usuń
    5. No to tu się różnimy, bo o ile kilka nieźle ilustruje fragmenty, to większość jest imo doskonale zbędna. Mogłaś to samo przekazać (i właściwie niekiedy to zrobiłaś) przez słowa.
      Ale jak masz wizję pstrokacizny i gifka na każdej stronie, to kimże jestem, żeby z tym walczyć. Nie moja ocenka, nie moja sprawa.

      Usuń
    6. Czy ty, Skoia, sugerujesz, że maxi pomiędzy gifami nie miała merytorycznej ocenki?
      A tak w ogóle to nie liczyłem tych gifów, zbyt leniwy na to jestem. Wszystko widać na podglądzie. :D

      Usuń
    7. Ja tylko o swoim przypadku.
      Lel, przemyślałam i masz rację. Kilka jeszcze zniknęło :)

      Usuń
    8. Ale BB-8 na głównej pochwalam bardzo.

      Usuń
  3. A jednak wypada tego Greya przeczytać. Jesteś drugą oceniającą, która o nim wspomina, a ja nie wiem, o co chodzi i chyba mnie coś omija. xD

    Dziękuję za poświęcony czas. Skomentuję ocenę, jak sama ten czas znajdę(może zdążę przed lutym xD).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się wtrącę, że nie ma co życia na Greya marnować i warto uwierzyć na słowo, że to shit wysokiej klasy :D
      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń
    2. Tym bardziej muszę wiedzieć, do jakiego shitu mi opko porównują. :D

      Usuń
    3. W ocence jest napisane, dlaczego równam do Greja. Więc wystarczy przeczytać wytłumaczenie, nie warto przechodzić przez całość :D Niah ma rację.

      Usuń
    4. He, jest napisane, ale co z tego wynika, jak ma się do opowiadania i na ile mi pomoże, to się zobaczy. :D Btw na bloggerze istnieje jakiś limit na ilość komentarzy? Kiedyś usłyszałam o czymś takim. xD

      Usuń
    5. Nic mi nie wiadomo o limcie komentarzy. Ale istnieją limity znaków wykorzystanych w jednym komentarzu.
      Skoia.

      Usuń
    6. Dopiero teraz zerknęłam w komentarze.
      Greya przebolałam sto stron i mózg mi wyparował uszami. Do tego pracuję w kinie, gdzie na premierze tego arcy(tfu)dzieła pobiliśmy rekord dzienny. Polecam zobaczyć film i zabrać się za książkę dopiero, gdy nie zwrócisz śniadania. Przynajmniej w półtorej godziny dostaniesz zarys poziomu treści, na książkę więcej czasu zmarnujesz.
      Ale... do odważnych świat należy, wiec powodzenia!

      Usuń
  4. Chciałam przeczytać i skomciać ocenkę, ale potem przypomniało mi się, że Alan Rickman nie żyje i jakoś tak mi się odechciało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babunia! <3 *podrzuca trochę smacznego gruzu*

      Usuń
    2. Czym ty mje to tu przyprawiasz? ZA MOICH CZASÓW NIE BYŁO GLUTAMINIANU SODU I INNYCH SPULCHNIACZY!

      Usuń
    3. Spokojnie, mamo, bo ci bajpasy rozwali. D:

      Usuń
    4. Babciu, w trosce o twój rozruszacz, chciałem nieco ułatwić ci mielenie jedzonka. ;)

      Usuń
  5. Czytam i płaczę. Ze śmiechu i zdziwienia ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwaga, zaczynam tworzyć komcia. Przyrzekam uczynić wszystko, aby jego treść została ujęta w jak najprostszym, jak najmniej zawiłym i nieskomplikowanym języku. Zdania nie będą dłuższe jak osiem słów, z czego każde z nich składać się będzie z maksymalnie czterech sylab. Jeżeli mi nie wyjdzie, pamiętaj, próbowałam. Komentuję to, z czym się nie zgadzam lub chcę wyjaśnić, z kolei całą resztę pokornie przyjmuję do wiadomości. Moje szczególnie masakryczne wpadki też omówię. :D

    Na dobry początek wymienię różnice między BDSM a Inną Wersją (wiedzę na temat czerpię z Wiki, BDSM-stronek oraz od psiapsiółek, które czytały Greya):

    a) pejcze, kagańce, szpicruty i tym podobne gadżety – brak,
    b) przemoc, bicie, klapsy, by wywołać podniecenie, rozkosz – brak,
    c) wyuzdane seksy właściwe BDSM z sadyzmem – brak,
    d) pluszasty pokój zabaw – brak,
    e) występowanie zbereźnych, BDSM-owych haseł w rozmowach kochanków – brak (ostatecznie Chase zrezygnował ze swoich przekleństw, o czym napiszę niżej, bo nic nie dzieje się bez przyczyny. Normalnie rozmawiają, z kolei przez ostatnie rozdziały poruszają dogmaty filozoficzne i psychologiczne, których Ty nie skomciałaś albo wręcz nie spostrzegłaś),
    f) w BDSM laska jest uległa i pragnie, by pan nad nią dominował i ruchał na ostro, tak? – Kimiko w rozdziale „Łaska” udowodniła, że skrycie marzy, by w seksie choć raz dominować nad Chase’em, a on, dowiadując się, był zachwycony, natomiast gdy to ujrzał na własne ślepka, aż się podjarał. Wniosek? Nie bije kobiet, żeby się podniecić. Stoi mu i bez takich wspomagaczy.
    g) kary i niewolnictwo – pewnie, ale zjawisko występuje na większości szanujących się dworach, w bodaj każdym imperium, gdzie władza ma charakter rządów absolutnych. Idąc Twoim rozumowaniem, przeciętna służącą, która złamie jakikolwiek zakaz i zostanie ukarana, porównasz do laski będącej częścią rytuału BDSM? Biedna Diana.
    h) bondage, odgrywanie roli, scen – brak.
    i) dyscyplina? Jasne, ale wiesz, czemu Kimiko bardzo łatwo jest pozostać posłuszną? Bo tak ją uczyli od dzieciństwa (Japonia – kraj uszanowania przodków, rodziców, starszych. Uprawianie sztuk walk – a nie od dziś wiadomo, że one wpajają raz: pokorę, dwa: dyscyplinę, trzy: szacunek względem mistrza. Późniejsze mieszkanie w buddyjskim klasztorze. Dostosowywanie się do poleceń wrednej kucharki). Nie dopatruj się tu uległości charakterystycznej dla fetyszu BDSM. Nie ten rodzaj posłuszeństwa, naprawdę.
    j) a może seks-ubranka? – kimono lub hanfu nazwiesz sado-maso ciuszkiem?
    k) zaznaczmy, że Chase robi Kimiko dobrze, bo zobaczył, że ona jest niewyżyta, zaś te praktyki miały występować w formie po pierwsze:  nagrody i motywacji, by na treningach bardziej się starała, po drugie: chciał ją upodlić, rozsyłając wszem i wobec, że mniszka ze szlachetnego klasztoru daje mu się dotykać. Istota tych działań pokrywa się z istotą głównych założeń BDSM? Nie wydaje mi się.
    l) nazewnictwo: fakt, że Chase jest panem Kimi serio klasyfikuje mi opko do BDSM-owskich fantazji niewyżytych kur domowych i rozerotyzowanych nastolatek? Przecież słowo „pan” ma w tej historii wydźwięk „władca/książę/hegemon/suweren/koronowana głowa/monarcha/panujący/imperator”, nie zaś „dominujący/top/master/czyjakonisiętamnazywają”.

    W świetle powyższego porównania, proszę, wskaż mi choć jeden przykład, jeden cytat, jedno uzasadnienie, za pomocą którego udowodnisz, że piszę BDSM. Jeżeli nie zbiję go swoimi argumentami, szczerze i uczciwie będę skłonna przyznać Ci rację. Jeśli natomiast nie udowodnisz mi, że Inna Wersja skupia się wokół problematyki BDSM, usuń w temacie ocenki, że to taki rodzaj fanfika, bo na ten moment rozsiewasz kłamstwo, szkodzisz mojemu blogowi (zainteresowany tematyką czytelnik ocenialni może się rozczarować, bo nastawi się na coś kompletnie innego niż w historii znajdzie), tracisz wiarygodność jako dobra oceniająca (w moich oczach na pewno), przez co odruchowo nie chce mi się brać Twojej opinii na poważnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim przejdę do konkretów, zaznaczę, iż akcja toczy się w klimacie krajów Dalekiego Wschodu. Mimo obecnej technologii świadczącej, że bohaterowie żyją w XXI wieku, to i tak relacje między Chase'em a Kimi określa obyczajowość właściwa na długo, nim biali wpakowali się z butami do naszych skośnookich przyjaciół, niosąc ze sobą światło cywilizacji i oświaty kaganek. I to nie powinna być wiedza, którą posiedli tylko ci wtajemniczeni w realia kanonu. Czy za rzadko powtarzałam, że Chase ma 1500 lat? Nie dawałam wskazówek, że tkwi dość głęboko w duchu kultury, w której się wychował (Chiny, V wiek n. e., rola kobiety i mężczyzny jasno ustalona, czy się to komuś podoba, czy nie – stąd wynika księcia sposób traktowania Kimiko)? Że miłuje honor jako wyznacznik swej osobowości do tego stopnia, iż byłby w stanie zrezygnować z władzy, byleby zachować poczucie godności osobistej?

      To teraz analiza:

      zaznaczę na swoją obronę, że od samego początku deklarowałaś, iż znajomość kanonu n i e   j e s t   w y m a g a n a: → Obronę? xD Jeszcze nigdy nikogo nie zaatakowałam z powodu jego nieobeznania z oryginałem. A z mojej perspektywy – owszem, to obeznanie nie jest wymagane. Nawet sobie sprawy nie zdajesz, ile czasu przy pisaniu kolejnych rozdziałów pochłania mi tłumaczenie faktów, o których każdy zaznajomiony z kreskówką wie, a o jakich muszę wspominać wyłącznie po to, żeby oceniający mniej więcej orientowali się w temacie.

      Bo przecież ta podstrona to jeden wielki… spoiler. → Masz rację. Nadam jej tytuł: „jak już skończysz czytać”.

      Zamiast lać wodę o tym, że poruszasz tematykę niewolnictwa i twoje opko zakrawa o BDSM, wystarczyło… napisać, że piszesz o niewolnictwie i BDSM! → A ja głupia w tej zakładce pisałam, że moje opko nie ma nic wspólnego z BDSM.

      Obóz reprezentujący dobro? No, dziewczyno. Jak masz tak pisać w opku, to ja odpadam w przedbiegach. → Bo...?

      Wychodzisz do czytelników z grubą rozkminą na temat, jak sobie życzysz, aby twój tekst odbierać. → Prawdę powiedziawszy ta zakładka powstała parę rozdziałów temu w 99% z myślą o oceniających (którzy, jakby się przyjrzeć, są właśnie tymi nowymi czytelnikami). Normalnie nie miałabym potrzeby jej tworzyć. Po komciach widzę, że ludzie kumają, o co się rozchodzi, między innymi dlatego, że wyjeżdżają mi w nich rozbrajającymi teoriami.

      Jak można skryć się pod skrzydłami wyższych wartości? → Czepiasz się o istnieje metafory w tym zdaniu? Gdy inni obdzierają Cię ze wszystkiego – a w tym konkretnym przypadku odbierają prawo do wolności – możesz znaleźć ukojenie w wartościach, które wyznajesz, bo de facto żaden człowiek nie ma mocy Ci ich odebrać. Chyba że z nich zrezygnujesz przymuszona środowiskiem, w którym się znalazłaś, ale o tym niżej. Shit, zabrzmiało moralizatorsko i skomplikowanie.

      Nie baw się w Coelho. → Nie znam pana.

      Wszystkie uwagi powinny znaleźć odniesienie przede wszystkim w fabule. → He, bo znajdują. Widzę, że będę musiała tę zakładkę uzupełnić o kilka dodatkowych akapitów, ponieważ czekam w kolejkach jeszcze na paru ocenialniach. Wspominałam też wyżej, zmienię jej tytuł.

      Ale nadal nie rozumiem, dlaczego mi to tłumaczysz i cechy, które powinny być uwydatnione w treści, zapowiadasz w przedmowie? Boisz się, że może ci nie wyjść? → Bałam się, że już coś mi nie wyszło przez panujące, durne przekonanie, że jeżeli o czymś piszesz, z automatu to popierasz. A spotkałam się już z takimi opiniami. :c

      Usuń
    2. Sadzisz długie i pokrętne zdania. → Taki mój styl. Nawet jeśli w którymś momencie przesadziłam, zawsze mogę je skrócić. Z tego, co wiem od czytelników i innych oceniających (zgoda – reprezentowały różny poziom, a przeszłam przez Shibuye, Ostrza Krytyki, Opieprze, Mackalnie,  Wszestronnych, Internetowe spisy i inne Euforie) nikt nie miał aż tak olbrzymich problemów z połapaniem się w treści co Ty. oO

      Trzeba je czytać niekiedy i trzy razy, aby dojść do sedna. → Czyli sedno w nich jest, wystarczy się zastanowić. Czytać ze zrozumieniem.

      Dzięki, że mnie uprzedziłaś. Teraz dojrzę na pewno… chyba że tego nie znajdę. → Był to przytyk dla dwóch osób, które zarzucały mi, że skoro piszę fika o kreskówce, to bohaterowie powinni się ganiać wokół drzewa, a ich najpoważniejszy problem to to, co zjedzą na śniadanie.

      czyli wykluczasz istnienie BDSM, nie masz o nim świadomości, więc praktycznie nie wiesz, że jest, ale piszesz o nim połowę podstrony i temat zamieszczasz w swoim opowiadaniu, w którym też podobno tego zjawiska nie ma. Aha. To ma sens. Ujmę więc jaśniej: BDSM jest tak obrzydliwe, że w głowie mi się nie mieści. Better?
      Znasz to uczucie – czytasz definicję i ledwo wierzysz w to, co widzisz. Pisałam, że jesteś drugą oceniającą, która mi BDSM zarzuca (pierwszą była gimbuska z Euforii). Co więcej jakiś czas przed napisaniem zakładki, na fali jarających się Greyem koleżanek, doszło do mnie, że faktycznie takie uzupełnienie może się przydać dla choćby starych czytelników, nie tylko oceniających.

      A piszesz o tym, bo? → Bo sądzę, że jakiś kochany czytelnik mógł tak mocno zasugerować się zakładką, iż wyobraził sobie pełny – a możliwe, że błędny – przebieg zakończenia. Intuicja taka.

      jakie nie jest synonimem dla które → Czemu nie? :O

      (…) Jakkolwiek jednak fabuła jest nielogiczna i durna – to jak to w końcu jest? Zdecyduj się. Na co mam się przygotowywać? → „Nierzadko, gdy wracam do wcześniejszych rozdziałów, żenuję się strasznie, gdyż widzę, jak miejscami są one przeraźliwie tandetne, opkowe, po prostu blogaskowe. Mam wówczas ochotę zapaść się pod ziemię.  Jakkolwiek jednak fabuła jest nielogiczna i durna(...)” → Stosunek drugiego akapitu do pierwszego, którego nie przytoczyłaś, daje do zrozumienia, że pomimo moich starań, by opko było spójne, może w nim straszyć wiele utartych klisz, ostatecznie psujących obraz logicznego opowiadania, a wynikających z niedoświadczenia w pisaniu. Inna Wersja jest moim drugim opowiadaniem w życiu, a zaczęłam ją pisać w połowie swego pierwszego, którego nawet nie dokończyłam. Wiem, marne usprawiedliwienie, ale takie realia, a ich nie przeskoczę. Absolutnie zdaję sobie sprawę, że znajdą się tam irytujące momenty i sceny ocierające się o ałtoreczkowe brednie.

      To nie jest Pismo Święte, abyś stosowała tak abstrakcyjny i archaiczny szyk z czasownikami na końcu zdania, przy niedopasowanym do reszty słownictwie – wrzucając chociażby odpałowe. Wyjeżdżasz z tym jak Filip z Konopi. → Po raz kolejny: taki mam styl. Lubię pisać podniośle, żeby na końcu wtrącić słowo czy dwa, które niszczą ten wizerunek, co czynię zresztą celowo. Stylu nie zmienię od tak. Jednym się podoba, innym nie. Nie da się zadowolić wszystkich, co więcej ten sposób pisania traktuje w kategoriach terapeutycznych. To mój ratunek przed nasiąknięciem kazuistycznym językiem, z jakim na co dzień muszę obcować przy analizowaniu orzeczeń sądów, ustaw, rozporządzeń ministrów i resztą w wuj nudną dokumentacją. :C Błagam, nie każ mi zmieniać stylu wypowiadania się na biurowy.

      I czemu też nie uprzedziłaś, że przestajesz oceniać szablonowo? Może ja lubię punkciki, hę? xD

      Usuń
    3. Mam tylko nadzieję, że patos był tu zamierzonym zabiegiem stylistycznym kreującym prolog → Był.

      Jest kotem czy należy do kota? → Oni są ludźmi zaklętymi w lwy, tygrysy, pumy, może jakieś oceloty się znajdą. Opisałam ich w późniejszych rozdziałach (ta, w czas doszło do mnie, że na tym etapie oceniający się nie połapią. Sorki. xD)

      Ale muszę cię pochwalić za myśli głównej bohaterki. Są wyraziste, nadają jej charakteru → Dziękuję. <3 Tyle że ja opisuje jej myśli co rozdział, dlatego do tej pory nie kumam, czemu akurat tu przypadły ci do gustu, a potem paskudnie przezywasz ją Mary Sue, chlip. ;c

      Czy to nie jest przypadkiem nazwa własna? → Właściwie jest to kwestia sporna. Smoków występuje niby czwórka, ale w środowisku fanów utarło się przekonanie, że w klasztorze zamieszkiwało ich sporo, w sensie inni mnisi. To tytuł określający rangę w kung-fu, nic ponadto.

      Lecz czemu smokiem, a nie smoczycą? → Nie ma rozróżnienia na płeć. To wyłącznie tytuł.

      ale nazywanie wody „życiodajną substancją” też pozostawia wiele do życzenia. → No wieeeem, ale kurczaczek, zabrakło mi synonimów na wodę, a z H20 nie będę się przecież wygłupiać.

      Podejrzewam, że gdyby to mnie zamknięto w takim lochu bez podstawowych środków do życia, nie martwiłabym się przyszłą menstruacją, raczej przyszłoby mi do głowy, że może jej ewentualnie nie dożyję. → Częściowo masz rację, ale Ty to Ty, ja to ja, Kimi to Kimi. Ona nie wiedziała, jak teraz będzie wyglądało jej życie, jak ma funkcjonować, z kim się zakolegować. Wyrastające dziecko cechuje żywa wyobraźnia, hormony szaleją, scenariusze na przyszłość samoistnie piszą się okropne, zaś świat tonie w czerni. Należy brać pod uwagę każdą ewentualność i głowa pęka od najdziwniejszych pomysłów. Nie miała pojęcia, czy zostanie wyposażona, w co trzeba, co ma oszczędzać, o co zadbać. Z podmiotu stała się przedmiotem. Nic nie wiedziała, nic nie posiadała, była ubezwłasnowolniona. Rozkminy Kimiko wciąż uważam za jak najbardziej naturalne.

      Nigdy tego nie wyjaśniłaś, po co więc ta myśl tutaj? → Aby naszkicować fakt, jak bardzo bohaterka ma przerąbane, żeby nie powiedzieć gorzej.

      napisałaś to tak, jak gdyby faktycznie brak tamponu od razu wiązał się z niechybnym zejściem → Ej, ja na przykład nie chciałabym paradować bez. I to jeszcze w takim pałacu, ale o samym pałacu wypowiem się później.

      że kilka kropli łez może przyspieszyć odwodnienie całego organizmu → W sumie brzmi to komicznie, ale na dobrą sprawę kto mówił o kilku kroplach? Jeśli chce się pić, jest gorąco, a jeszcze płaczesz całą noc, to kurde szklanka wody awansuje do stopnia luksusu.

      Poza tym, piszesz opowiadanie BDSM, a z dupy robisz tabu? Wow Proszę, przestań mi wmawiać coś, co nie jest prawdą. Odnośnie dupy, wiesz, na tym etapie blogowania nie chciałam brzmieć wulgarnie w ogóle. Dopiero potem stwierdziłam, że wuj, jak szaleć to szaleć.

      Usuń
    4. „Może wypadałoby do wojowniczki dodać w końcu przedrostek była i przyzwyczaić czytelników do obecnego stanu rzeczy? „→ Masz rację, lecz gdybym używała tego przedrostka, to w połączeniu ze zwykłym był/była/było zagęszczenie słowa stałoby się nieznośne.

      A ja właśnie czytam story i palę cigarette. Dlaczego, pisząc po polsku, nie napisałaś po prostu ciasto migdałowo-śliwkowe? → Wydaje mi się, że błąd popełniłabym, gdybym oryginalną nazwę ciacha przytoczyła w narracji. W dialogu pozwoliłam sobie „zaszaleć”, wkładając amandelpruimentaart w usta wrednej Cho. Kimi nie zna holenderskiego, przez co bardziej się skołowała (Mary Sue zwykle wszystko wiedzą i potrafią).

      Poza tym nazwę tę zapisz z łącznikiem, gdyż pruimentaart oznacza ciasto śliwkowe, a amandel to migdały. → Tak pisało mi w przepisie, zatem nie zmienię tego. xD

      Dlaczego nie stworzysz sytuacji, dzięki której czytelnik sam będzie mógł to wywnioskować po zachowaniu i wyglądzie Cho, tylko pozwalasz narratorowi wykładać to jak kawa na ławę od razu, w pierwszych rozdziałach? → Gdyby IW była książką, nie opkiem, w przytoczonym przez Ciebie przykładzie, owszem, mogłabym się pokusić o parę dodatkowych scen z Cho, w których taka – bądź co bądź – pierdoła urosłaby do rangi czegoś istotnego. Ale to opko, nie powieść. Sądzę, że na tym etapie dwie sceny z dokuczaniem wystarczą, by scharakteryzować środowisko, w którym obraca się Kimiko.

      Ale pokaż mi to za pomocą sytuacji, w której weźmie on w końcu udział, bo do tej pory tylko zapowiadasz jego rolę. → Celowy zabieg. Opisuję bohatera, który nie miał jeszcze okazji się pojawić, byś – kiedy wreszcie wkroczy na scenę – sama zweryfikowała, jaki on jest naprawdę. W „Świętoszku” Moliera tytułowy bohater pojawił się bodaj w drugim akcie. Wcześniej inne postacie go opisywały, tworząc jego, jak się potem okazało, fałszywy obraz. Chciałam spróbować czegoś podobnego (przytaczam tytuły lektur, bo nie wiem, jakie książki czytasz, a te raczej każdy zna. Nie łącz sobie tego z zarzutem o szkolnym wypracowaniu, bo ostatnio pisałam je w gimnazjum, czyli naprawdę dawno temu).

      Usuń
    5. Z góry decydujesz o wszystkim, już nie tyle spoilerując, co rzucając słowa bez pokrycia i każąc się do nich jakoś ustosunkować. Daj mi dowód, że Chase taki jest. → Nie będę Cię katować oglądaniem bajki, ale wierz mi na słowo, że w odcinku, którego zakończenie zmieniłam, świat był dosłownie w rozsypce, a sam księciuniek naprawdę paskudnym władcą.

      chowa fotografię i… klaszcze w dłonie. Zupełnie nie wiadomo, dlaczego. Nie zrobiła nic, co by mogło mnie nakierować na motyw jej działania. → Jak to nie? Stwierdziła, że nie ma co rozklejać się nad przeszłością, czas wrócić do obowiązków.

      To byłoby sensowne, gdyby Kimiko dopiero teraz pierwszy raz przejrzała się w tym lustrze i w ogóle pierwszy raz weszła do nowego pokoju. → Rzecz w tym, że patrząc na coś, co kojarzy się z traumatycznymi przeżyciami, mimowolnie możesz je sobie odtwarzać. Powinnaś zauważyć tu pewną sprzeczność: Kimiko sprawia wrażenia silnej i wypranej z uczuć, ale jednak siedzi w niej coś, co nie pozwala pogodzić się z rzeczywistością.

      Rozdział kompletnie przegadany. → Bo opko psychologiczne (ups, coś się tematyka nie zgadza). Czytałaś „Granicę”? Tam to dopiero było szaleństwo z gadaniem. :D

      Potem nagle mija pięć lat, bohaterka staje się dorosłą kobietą, a ja mam uwierzyć w to, że niczym ciekawym nie zmierzyła się przez ten czas i dlatego ominęliśmy go, by szybciej ruszyć w kierunku planowanych wydarzeń. → Jak to? Szkoliła się w tajnikach sztuki kulinarnej, by Cho nie złożyła raportowi, komu trzeba i Chase nie uznał Kimi za bezwartościową, a co za tym idzie, dostał powodów do pozbycia się jej. He, no i fakt, stało się coś jeszcze w życiu bohaterki związane z jej życiem seksualnym, lecz na tym etapie, czemu miałabym o tym mówić?

      Których się boję, bo wiem, co napiszesz. → Rly? xD A uwierzysz, że w „Portrecie” sama jeszcze nie do końca wiedziałam, o czym chcę pisać? Dopiero w „Nic za darmo” zaczęłam intensywniej rozmyślać nad istotą opowiadania i wtedy wykluły się pomysły o wszechobecnym zepsuciu niszczącym bohaterów.

      W tej notce w niektórych miejscach brakuje ci wcięć akapitowych. → Właśnie nie wiem, dlaczego. One mi w początkowych notkach zupełnie poznikały.

      Nie jestem zwolennikiem takich krótkich rozdziałów. → Miałam głupi okres, że trzy pod rząd publikowałam co tydzień. Z drugiej to wymuszało u mnie pewną regularność.

      Usuń
    6. Produkcje, które zmuszają do otwierania Googli, są kijowe. Nie zrozum mnie źle. To nie tak, że nie lubię się dokształcać. Po prostu w opisie prostego korytarza nie jest koniecznością wykorzystywanie specjalistycznego słownictwa. → A ja jestem fanką produkcji, przy których się uczę to słownictwa, to stylów architektonicznych, to zwyczajów właściwych danym kulturom itp. Nie wiadomo, czy teleturniejowym pytaniem punktowanym na milion nie okaże się właśnie pytanko o relief. Serio, za takie coś mnie karzesz? Bo używam precyzyjnych określeń, bardziej oddających charakter tego, o czym piszę? Bo zmuszam czytelników do dokształcenia się? W ocenkach wylewa się żale do autorów, że się powtarzają, brakuje im słownictwa, a gdy już ktoś serio sięgnie po synonim, to też źle. Jak dogodzić? Jak pisać? Jak żyć? xD Dodam, iż korytarze u Chase’a są wybitnie piękne i warte przynajmniej naukowego opracowania, jeśli nie dokładnego literackiego opisu.

      a bliznę na jej twarzy do… sosu? Really? → Really. Chyba mamy odmienne wyczucie chwili i humoru. xD

      Czy potrafisz dostrzec swoje policzki, nie przyglądając się w lustrze? → Nie, ale najprawdopodobniej potrafiłabym dostrzec podejrzane światło promieniujące z nich, bo światło nie jest pchełką, której nie widać, a zjawiskiem promieniowania.

      Powinna się bać albo nienawidzić go jeszcze bardziej, bo ktoś, kto zamknął ją w lochu na kilka lat, ją dotyka. Powinna przypomnieć sobie słowa Cho, a nie się podniecać. → Ona się nie podnieciła, zacznijmy od tego, a była w szoku. Zresztą pod koniec rozdziału narrator wyraźnie mówi: „Nienawidziła go, a ten gest niczego nie zmienia. Nadal będzie myśleć o nim jak o największym wrogu. Zawsze tak będzie.” Ekhm, jakie podniecenie? Teraz napadają mnie wątpliwości, czy przytaczasz tylko to, co wygodne, żeby się czepiać i upierać przy nielogicznym BDSM (nie chcę w to wierzyć), czy przestałaś czytać ze zrozumieniem (tym bardziej nie wierzę. Przecież nie jesteś głupia).

      Usuń
    7. Tym bardziej, że w twoich rozdziałach dialogów nie ma prawie żadnych. → Stosunek opisów do dialogów zawsze musi wynosić 1:1? To literatura czy matma? Do sienkiewiczowskiego opisu kwiatka na pięć stron jakże cudownej oraz miło wspominanej lektury „W pustyni i w puszczy” troszkę mi brakuje. :D  

      Young nie zrobił jeszcze niczego, co świadczyłoby o tym, że jest zły. → W Xiaolin władza to synonim zła, a ktoś, kto pożąda władzy lub już ją osiągnął umieszcza się na szczycie listy wrogów publicznych. Chase ją zdobył, zatem automatycznie jawi się w oczach pozytywnych bohaterów jako  zło wcielone. Ha, a w dodatku tych pozytywnych bohaterów zniewolił – czyż nie świadczy to o nim, że jest wrogiem, kimś z gruntu be?

      A propos władzy (abyś mi przypadkiem nie wytknęła, że nie miałaś pojęcia, bo to wiedza, którą posiedli wyłącznie wtajemniczeni w realia kreskówki): przeważnie co rozdział powtarzam, że Kimiko cierpi na duszy, umyśle i honorze, nazywa się ździrą a także podłą zdrajczynią swego obozu, cierpi, Chase ją psychicznie dręczy, a ona cierpi i cierpi, chce się uwolnić, dostaje szansę, lecz złapał ją syndrom sztokholmski i znowu cierpi. Co z tekstu wynika? Związek opierający się na absolutnej dominacji jednej połówki względem drugiej jest, najnormalniej mówiąc, chory. IW podkreśla non stop jego szkodliwość. Jak mogłaś to przeoczyć? Pisałam wyżej, powtórzę raz jeszcze: władza=zło, ktoś to pożąda władzy=zły, a zatem związek opierający się na władzy=toksyczne zło. xD Zgoda, czasem publikuję luźniejsze rozdziały, gdzie niby jest, ha-ha, śmiesznie, ale tylko dlatego, że mnie samej by mózg nosem wypłynął od dramy bez odrobinki czegoś względnie przyjemnego. Ale nie daj się oszukać. To naprawdę bardzo zły związek! xD Wszytko wynika z treści.

      Wcześniej nie zauważyłam też w Japonce braku szacunku do chociażby dwunastolatka z kuchni. A chwilę później piszesz, że Kimiko wprowadza ostrą dyscyplinę wśród bandy niekompetentnych żółtodziobów. Skąd ta zmiana? Co się faktycznie wydarzyło przez te dwa tygodnie? → Dziecko to dziecko. Starszych i mądrzejszych traktuje się inaczej, bo więcej od nich wymaga.

      A mijał już drugi tydzień od tamtego wydarzenia! (...)dzień po budzącym grozę i niepewność incydencie – to w końcu w tym akapicie piszesz o tym, co wydarzyło się od razu po usunięciu blizn? Czy o tym, co działo się po dwóch tygodniach od tamtego zdarzenia? Notorycznie wprowadzasz czytelnika w błąd. Jasne, niżej wszystko wyjaśniasz, ale po co naprawiać pomyłki? Nie lepiej ich po prostu nie robić? → Dzień po budzącym grozę i niepewność incydencie Kimiko naszły rozkminy, a od czasu tych rozkmin minęły dwa tygodnie, albo dokładniej, trzynaście dni. W porządku, przyznaje, że mogłam się tu bardziej postarać.

      Usuń
    8. Potem minęło pięć lat i nagle mamy babeczkę, która deklaruje się robić wszystko z polecenia księcia; chociaż, gdy była z nim sama w pokoju, w myśli nazywała go dupkiem → Kolejna sprzeczność, tak, celowa. Po pięciu latach Kimiko (pozornie) przestała się bać, stała się niby silna, wyprana z emocji, samolubna, bo tak ukształtowało ją środowisko. Ale nadal pozostało w niej coś z posłusznego mnicha, plus owa właściwa wojowniczce niegdyś zwalczającej zło nienawiść względem wroga. Taki też Kimi charakter, który staram się pokazać. Jest pełna sprzeczności, to jej cecha (cytaty na belce w 90% przypadków są debilne i niepasujące do bloga, lecz w przypadku IW przyznasz, trafnie go sobie dobrałam). Ludzie często są sprzeczni i skomplikowani. Jakbyśmy wszyscy myśleli logicznie, to wiesz, co to by było? Żadnych depresji, same słuszne decyzje, „idealne” życie.

      Bohaterka myśli różnie, w zależności od sytuacji, w której ją postawisz i właściwie nie wiem, jaka jest naprawdę. Podejrzewam, że dzieje się tak, ponieważ chcesz, aby jej charakter pasował do danej sytuacji. → Przy kreacji Kimiko zależało mi, aby była jak chorągiewka na wietrze; dynamiczna, zmienna wraz z rozwojem akcji, by środowisko odciskało na niej swe piętno, a każde zdarzenie – mniej lub bardziej przykre – wpływało na nią destrukcyjnie. Co w tym dziwnego?

      Ale, kurczę, jednak niektóre cechy powinny dominować, określać ją, charakterystyczny tylko dla niej sposób myślenia powinien mi pomóc ją opisać. → True, i to jest właśnie jej problem z ukierunkowaniem się, bo wie, że ma być zimna, ale serce nadal pragnie pozostać dobre. Co, jeśli bohaterka sama nie wie, kim jest, jaka jest, czym ma się kierować? Nikt jej nie pomaga zrozumieć swojego zachowania, poddać właściwemu osądowi. To ją wyróżnia od jej przyjaciół z podziemi; w przeciwieństwie do nich pozostała kompletnie sama. Oni dzięki odrobinie szczęścia odnaleźli się, dzięki czemu mogli się wspierać, wzajemnie pocieszać, przypominać sobie zasady, według których żyli. Kimiko nie miała kogoś takiego, a los obszedł się z nią brutalnie. Zresztą przecież umiesz ją określać, robisz to cały czas w ocence: rozdarta babka, która zatraca umiejętność logicznego myślenia i swoje „ja”. Oto efekt życia w heylińskim środowisku. Ok, mogę to doprawić i dopieścić.

      Usuń
    9. Kimiko w twoim tekście to pomylona niemowa → Kto mówi, że jest normalna? Btw: pomylona niemowa to negatywna cecha. Czemu więc Mary Sue? Mary Sue są idealne, sama tak Kimi określiłaś. Czyli w końcu jest tą idealną, czy nie?

      Od razu wiemy od kogo, tym bardziej że dodatkowo wskazówka o zamkniętych oknach i drzwiach kieruje do Younga → A czytelnicy kombinowali, że to ktoś z jej rodziny albo kolegów. xD Dobra jesteś.

      Czy próbujesz mi powiedzieć, że ona, przez pięć lat nosząc codziennie szamę do książęcej jadalni, wspominała wydarzenie z rozlaną zupą? Czy może akurat teraz to wspomnienie było ci potrzebne? → Nie, ona po prostu nigdy po tym wydarzeniu nie podawała do stołu. Wydaje mi się, że treść nasuwa odpowiedź. Sam Chase dziwi się na widok dziewczyny. „Osobiście chciałaś przynieść mi przystawkę?”, mówi. Przemierzając tą samą trasę co pięć lat temu, wspomnienia odżyły. He, traumatyczne wspomnienia dodajmy, bo właśnie wtedy odkryła, że trzyma w rękach miskę z truchełkiem przyjaciela pływającym w bulionie w towarzystwie marchewki i groszku. Sprezentowano jej też brzydkie szramy na buzi.

      ale pyskówka do podobno – według narratora – bardzo złego, bezdusznego, mrocznego i niebezpiecznego księcia (dzięki któremu Kimiko nie jest jeszcze kocim wojownikiem i pracuje sobie całkiem wygodnie na kuchni, na dodatek bez blizn na twarzy) nie była trafionym pomysłem. I gdzie się podziało zaklinanie się Kimiko, że przecież zrobi dla niego wszystko? → Sprzeczność zachowań Japonki, o których pisałam wyżej. Ludzie pod wpływem silnych emocji zachowują się często nie tak jak w sytuacjach rutynowych, czy też względnie stabilnych. Ale faktycznie w tej scenie pyskowanie wyszło ciut kulawo. Wspominałam o ałtoreczkowych bredniach. :D

      – przygryzła. Chyba że krwawe pocałunki zaliczają się do klimatów BDSM, o których pisałaś w przedmowie. → No żeż, literówka, a Ty od razu sprowadzasz do sadomasochistycznego seksu. Aha, ale rozumiem, że sama nawet nie masz do końca pewności, co do takich klimatów BDSM się zalicza, a co nie.

      Bo przecież nie ma się czego bać, jedząc i pijąc do oporu, prezentując się w ładnych fatałaszkach → Tak, ale wreszcie stanęła przed porządną okazją, aby przypomnieć sobie, że jest dawną mniszką. Czym innym pozostanie przyjmowanie pokoju z łazienką za uczciwą pracę (zauważ, że koci niewolnicy rozdają w pałacu karty mimo na starcie dyskwalifikującego ich tytułu, a więc są ponad zwykłą służbą. Chase, jeśli okazują się godni i mogą pochwalić się jakimiś umiejętnościami, wyposaża ich w odpowiednie narzędzia), natomiast czym innym pozostanie picie, objadanie się, przyjmowanie ciuszków kompletnie za nic. Japonka jest podejrzliwa. Też bym była. :D

      Usuń
    10. Na tym etapie opka nie mam pojęcia, co złego jest w byciu ozdobą księcia na jego balu. → Sam fakt, że została na niego zaproszona. Na bal złego księcia, który zniewolił świat. Jak miała się cieszyć? Party hard na imprezie ku czci wroga w pięcioletnią rocznicę przejęcia przez niego władzy? A parę dni po przejęciu tej władzy ona sama stała się niewolnicą. Faktycznie, ma co świętować.

      Hiperbolizujesz: → Nie-e. On nawet rozpiździł Biały Dom, co, nie wiedzieć czemu, wybitnie mnie śmieszy. xD A w biednych ludzi rzucał lawą. Tyle że ukazali to w kreskówce. Nie musisz takich rzeczy wiedzieć, bo i tak tworzę zamknięte środowisko pałacowe, gdzie jedynie od czasu do czasu pojawiają się przesłanki z zewnątrz.

      Kimiko przeżyła poniżanie Cho, lata spędzone w lochach, samotność i z takim bagażem doświadczeń boi się balu(...). Gdyby chciał zrobić jej krzywdę, zrobiłby ją wcześniej. Gdzie się podział tak zachwalany praktyczny umysł Kimiko? → Pisałam wyżej – złe przeczucia, podejrzliwość, no i jednak strach mający swe źródło w instynkcie przetrwania, którego niełatwo obejść. Zwłaszcza w miejscu, gdzie spokojne życie graniczy z cudem. Kimiko według Ciebie jest zła, bo Ty uważasz, że zachowałabyś się w tej sytuacji inaczej, bo jesteś przekonana, że nie miałabyś żadnych złych przeczuć itp. Sprawdzasz, czy zachowanie bohatera zgadza się z Twoim. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono, a jeżeli chcesz kogokolwiek oceniać, postaraj się wejść mu z butami w życie, by popatrzeć na świat z jego perspektywy.

      Jak mam ją polubić? Daj mi powód, by teraz było mi jej żal. → Nie masz obowiązku jej lubić. Możesz utożsamiać się z bohaterami, współczuć im, nienawidzić, gardzić, możesz nawet, przepraszam za wyrażenie, srać na nich. Liczy się tylko, byś nie przeszła obok nich obojętnie.

      przecież wystarczyłoby, by wyskoczyła z okna. Poza tym, co w tym nieekonomicznego? → Skoro już przeżyła te trzy naprawdę beznadziejne lata, a po śmierci Cho zyskała jakąś tam lepsiejszą pozycję, wyrobiła sobie przekonanie, że trzeba za wszelką cenę żyć dalej.  Zresztą miałaby się targnąć na nie, skoro tyle lat walczyła o przetrwanie? W następnych rozdziałach tłumaczyłam też, że Kimiko boi się bólu.

      Nie mogłam się powstrzymać. Tak tylko mi się skojarzyło, bo w przedmowie obiecywałaś, że nie będzie grejowania.Spoko, ale co rozpadanie się z przerażenia ma wspólnego z rozpadaniem się od orgazmu? Chyba za bardzo się pośpieszyłaś albo faktycznie widzisz już tylko wstępy do BDSM. Czy połowę scen, w których nawet nie ma seksów, wsadzisz do worka sadomaso? To jakiś efekt aureoli, błąd atrybucji, samospełniająca się przepowiednia?
      *przy okazji filmiku, „rozpadanie się na kawałki, jak program wirowania w pralce” → Jebłam po stokroć xD*

      „Gdyby Chase Young zapragnął mieć harem, te tutaj puste dziewuchy wstąpiłyby bez wahania. Oczywiście przy aprobacie rodziców” (...) Nowe koleżanki Kimiko, → Nie jestem pewna, czy o to Ci chodziło, ale dziwisz się, czemu puste dziewuchy  nazywam koleżankami, tak? W kontekście tego zdania słowo „koleżanki” nabiera pejoratywnego znaczenia. Jednak dam ten wyraz w cudzysłów, żeby nikt już nie miał wątpliwości.

      Ach, byłabym zapomniała o twoim posłowiu. → Shiiiit, miałam to usunąć! xDDD Parę rozdziałów później zmieniłam koncepcję na opko, więc już nie musisz brać tego zdania na poważnie.

      Usuń
    11. Nie musisz perorować w jednym zdaniu o wspaniałości bohatera. → Rzecz w tym, że bohater ma przerośnięte ego, a narrator – wypowiadając się z jego punktu widzenia – siłą rzeczy opisuje go tak, jak on sam siebie widzi. Omi jest tak cudownie a zarazem irytująco przejaskrawioną postacią, że w opowiadaniu po prostu musiałam go przedstawić jako chodzącą wspaniałość.

      Kolejny raz. Po co mi ten wywód? Po co narrator o tym mówi, skoro w tym samym czasie Omi myśli o mięsie? → Generalnie chciałam opisać, co się dzieje z wojownikami (odmóżdżenie), którzy bardzo długo pozostają w kociej postaci i rzadko kiedy wracają do ludzkiej. Z resztą nie jest tak źle jak z Omim. Między innymi z powodu odmóżdżenia Rai i Clay boją się przemiany w kotki.

      Chase Young to twój majstersztyk. No, może nie do końca twój, bo kreskówkowy, ale to, jak go wykreowałaś… chapeau bas. → Ogromnie się cieszę, że chociaż księciunia lubisz! xD Chase jest narysowaną zajebistością, a próba porównania go do do jakiejkolwiek znanej mi postaci z seriali, filmów, książek czy anime równałaby się zbrodni ściganej z urzędu.

      To samo ciśnie mi się na usta, gdy okazuje się, że Kimiko nie decyduje się jednak na ucieczkę. → Gdzie miałaby uciec? Kto by jej pomógł? Chase to kung-fu master, w dodatku umie trochę magii, co objawia się między innymi jego pojawianiem się i znikaniem, kiedy chce, o czym w bodaj „Nic za darmo” wspominałaś. Nie było sensu uciekać. Dopadałby ją wszędzie, zwłaszcza w pałacu rojącym się od kotków, z którymi pozostaje w telepatycznych kontaktach.

      Nie wydarzyło się nic, co zmieniłoby jej postawę w tej kwestii, więc nie musisz tego podkreślać tak dosadnie. Ja nie zdążyłam wcale o tym zapomnieć. Nie martw się. → Będę bardziej uważała na to powtarzanie się. :)

      a tymczasem Kimiko to odzwierciedlenie Any → Nie znam lasi ani motywów jej postępowania czy środowiska, które ją ukształtowało. Mam małe pole do popisu, by się bronić. Z drugiej strony stawiasz mi tu poważne zarzuty (ekhm, na lubimyczytac bardzo niepochlebne komentarze). Zwróciłam się do koleżanek z pytaniem o streszczenie ukazanego w książce związku. Na ich opinii w tym momencie szczerze polegam, a one zgodnie twierdzą: „Ana od początku, jak po raz pierwszy zobaczyła Greya, miała ochotę się do niego zbliżyć. Chciała z nim romansować, być jego dziewczyną, ale Grey nie pozwalał, bo on jak już się wiązał, to wyłącznie dla spełniania BDSM fantazji. Więc Ana, wówczas gdy dowiaduje się, że tylko poprzez seks i podpisanie umowy będzie mogła być blisko niego, pozwala mu się wprowadzać w świat BDSM. Przez cały czas kieruje nią chęć zbliżenia się do Greya, odkrycie jego tajemnic, aż na końcu książki, gdy się dowiaduje, że Grey ma pragnienie zadawania jej bólu, ucieka gdzie pieprz rośnie. ”
      I teraz chcę postawić Ci pytanie, czemu sprowadzasz mi opko do greyowej powieści? Przecież Kimiko ani trochę nie myśli podobnie, jak ta lasia. x.x Ona właśnie nie chce mieć z Chase’em nic wspólnego, a poddaje mu się, bo dorywa ją syndrom sztokholmski, wcześniej chcica – zaczyna chcieć z nim seksu. Oto motywy postępowania Kimiko, pozostające inne niż Any, bo Ana koncentruje swe działania, by do Greya się zbliżyć i być jego dziewczyną.

      Usuń
    12. Bo – w przeciwieństwie do niej – nie została publicznie poniżona na tle seksualnym. → Zabrzmiało to, jakby Kimi została zgwałcona. ;O

      Waha się, boi, chce – nie chce. Całuje, wycofuje, decyduje się na seks, by szybciej skończyć koszmar, ale podnieca się. → Chęć zastosowania przez bohaterkę efektu Pollyanny. Jeśli seks jest nieunikniony, niech chociaż będzie fajny i niech go nie żałuje, ale o tym zaraz.

      Podejrzewam, że dla Kimiko było to wtedy jej pierwsze intymne doświadczenie(...) A teraz piszesz o niej, używając słów takich jak: fascynacja, ekscytacja, płomienie, żar, pragnienie, wilgoć. → No właśnie nie. Z późniejszych rozdziałów wyniknie, że Kimi jest trochę niewyżyta. Posmakowała parę lat temu pettingu i spodobało jej się to. :3 Narzekałaś, że narrator ma manierę wykładania od razu wszelakich informacji, to teraz masz przykład sceny, która znajdzie wytłumaczenie dopiero za dwa rozdziały.
      Sedno zachowania Kimiko zawiera się w zdaniach: „Było dla niej oczywiste, iż nie ucieknie, także jedynym, rozsądnym krokiem, jaki mogła powziąć, to znaleźć względnie dobrą stronę w chwili, z jaką przyszło jej się zmierzyć. Do głowy zawitała przygnębiająca konkluzja: Skoro zachcianka Chase'a i tak zostanie spełniona, Japonka powinna sprawić, aby urzeczywistniła się możliwie jak najprędzej, bo wtedy równocześnie oddalony zostanie problem.” → Chciałaś przykładu praktyczności umysłu Kimiko? Bardzo proszę. Dziewczyna nie miała problemów z wykonywaniem rozkazów Chase'a, gdy kazał jej się rozbierać. Cóż znaczy cnota w obliczu cierpień lub wręcz utraty życia za pospolite nieposłuszeństwo?

      Wcześniej, gdy Chase pocałował ją w jej pokoju, przez tygodnie ciężko jej było zasnąć, a gdy już zapadała w sen, to śniły jej się koszmary.  → Czekaj, gdzie? Pocałował ją tylko raz na jubileuszu.

      Nie chcę się wymądrzać ani psycholożkować, ale w takim przypadku posunę się do wygdybania sobie, że istnieje coś takiego jak trauma. Tym bardziej, że dotykanie bohaterki przed gośćmi balowymi miało miejsce zaledwie dzień wcześniej. → Kurde, chyba nie umiałam tego pokazać, ale Kimiko targają rozbieżne uczucia. Z tym, jaka była kiedyś (szlachetna), za jaką chce uchodzić (silna), a jaka naprawdę jest (przerażona i słaba). To sprawia, że w mózgu robi się jej sieczka, którą później Chase dodatkowo spotęguje. Wszystko sprowadza się do tego, by żyć, nieważne, za jaką cenę. Na fali takiego rozdarcia coraz łatwiej będzie jej wyłączać myślenie, o zagłuszaniu sumienia nie wspomnę, żeby Young  pozostał z niej zadowolony, nie miał powodów do zabicia niewolnicy (początki syndromu), a przy okazji… Kimi uspokoi chcicę. Według naturalistów ludźmi władają popędy, a ten seksualny jest najsilniejszy.

      Usuń
    13. Dlaczego, kiedy (podobno bardzo zły) Chase zachowuje się racjonalnie, jak na prawdziwego władcę przystało, Kimiko wydaje się oderwaną od rzeczywistości, zmienną i tanią bohaterką? → Bo nieustanie kreuję ją na niezdecydowaną pizdeczkę uwikłaną w trudne do przezwyciężenia sytuacje, w których nie ma jasno wytyczonej granicy między białym a czarnym. To jeden z tych momentów, w jakich czytelnik (w tym również Ty) sam powinien zastanowić się nad postępowaniem postaci. Ja mu nie narzucam i nie wskazuje konkretnie, co jest właściwe, a co nie, co jest logiczne, co nie. Pewnych zachowań ludzi nie da się ocenić według sztywnego schematu, zwłaszcza gdy otoczenie wymusza na nich coś (w gruncie rzeczy) wbrew  ich woli. Kimiko na tym etapie przestaje rozumieć, kim jest, choć temu zaprzecza, nieustanie wmawiając sobie, jaka to silna nie jest, a narrator jedynie uwypukla jej myśli, plany, odczucia.

      Mam wrażenie, że karmisz mnie randomowymi scenami z intymnego życia Kimiko i po raz kolejny minęło nie wiadomo ile czasu. Bo bohaterka absolutnie taka nie była. Wcześniej, podejrzewam, nie uprawiała nigdy seksu. → Dlaczego tak usilnie czepiasz się myśli, że Kimiko jest dziewicą? Na dobrą sprawę czytelnik wciąż nie wie, co działo się przez ostatnie pięć lat, a w tym fragmencie narrator daje do zrozumienia, że Kimi nie jest specjalnie święta (Mary Sue są święte, prawda?).

      Widzisz, i muszę to podejrzewać, a powinnam to po prostu wiedzieć. → Nie, nie musisz. Frajdą w czytaniu jest między innymi dociekanie niuansów. Oczywiście za pomocą tropów pozostawionych przez autora.

      Dąży do zaspokojenia jego oraz samej siebie → Popęd.

      A narrator opisuje wszystko tak spójnie i, owszem, z dozą pikanterii. → To w końcu jest spójnie, czy nielogicznie?

      Gdy Chase dotyka kobiecych piersi, piszesz o znajomym dreszczu namiętności, jak gdyby byli kochankami już jakiś czas. → Jej się po prostu skojarzył ten wojownik, z którym się w spiżarni figlała, ale o tym ciut niżej.

      Mam też wrażenie, że książę położył dłoń na jej biuście tylko dlatego, bo Kimiko sama tego chciała.  → Taki tysiąc pięćset letni bystrzak z niego, że wie, kiedy lasia potrzebuje, a zaczął się domyślać po akcji z rozdziału „Żar”.

      W tym wszystkim Kimiko wydaje się jednocześnie doświadczona i niedoświadczona.  → Kwestia dziewictwa Kimiko taka tajemnicza i nieoczywista. Puchnę z dumy, pławiąc się w pisarskim samouwielbieniu. xD

      Usuń
    14. Ta końcówka miała być chyba zabawna… mnie nie rozbawiła, a zażenowała→ Nie miał brzmieć zabawnie, a jedynie pokazywać, jak Kimiko potrafi się zbłaźnić przed księciem, bo myśli o seksie, gdy teoretycznie nie powinna. Mimo to jedna czytelniczka z Ameryki czy z Anglii przytoczyła na tumbie przetłumaczony cytat, tocząc bekę z niewyżytej Kimi. xD

      dlaczego bohaterowie nie mogą po prostu iść, nie napotykając przeróżnych, dziwnych, czasem aż przerażających zjawisk? → Bo Heylin pałac, to paskudny pałac, gdzie każdy cień napawa przerażeniem. Nie bez przyczyny opisuję opanowane przez mrok korytarze czy brzydką pogodę osaczającą budynek.

      Co pali ten narrator? Bo, nie powiem, kusi mnie ten stuff. → Robi to, co każe autor. A autor czyta. Taki sekret.

      To jest cytat. I bądź tu mądry, kiedy główna bohaterka opowiadania zachowuje się jak dzieciuch. → Znów zwracam uwagę: laskę męczy huśtawka nastrojów. Idąc długim, strasznym korytarzem libido spadło. Potem pojawił się wstyd, coś w stylu: „o kurffa, co się z mną dzieję? Jak mogłam być taka głupia i mu się wyłożyć jak na tacy?” – Kimi często po fakcie ma przebłyski. To jest jej sposób zachowywania się. Tak została wykreowana. Przepraszam, że ma inną osobowość od Twojej.

      Pomyślała o płaczu, lecz automatycznie wyparła te myśli. Dlaczego? Tak po prostu… bo tak. → Bo spostrzegła, że coraz częściej przyłapuje się na płaczu i musi z tym skończyć. Lecz jak wiesz, słabo jej to wychodzi, ale chęci nie można dziewczynie odmówić. W psychice człowieka nie da się łatwo wszystkiego zdefiniować, wytłumaczyć. Natura ludzka skomplikowaną jest. Nigdy nie miałaś kaprysów? Nie zrobiłaś niczego niezrozumiałego, wbrew utartemu szablonowi? Zawsze byłaś logicznym, idealnie myślącym człowiekiem?

      To znaczy, to wszystko zrobił za nią narrator. Zmieniał zdanie w jednym… zdaniu. On tłumaczył, co podobno Kimiko miała w głowie i co obecnie robiła. Znów nie spotkałam się z najmniejszą jej myślą wypływającą wprost z niej. → Kimiko ma mówić sama do siebie? xD Tam, gdzie psychologia gra pierwsze skrzypce, nie powinno to akurat nikogo dziwić. Ciężko, żeby bohater wygłaszał sam sobie na jednym wydechu monologi o długości trzech stron Worda opływające w Bóg wie jakie przemyślenia. Robi to za niego narrator. Chociaż takie monologi też się przecież zdarzają, jeśli autor lubi.

      Usuń
    15. Określenie kotki charakteryzujące dzikich gwardzistów Jego Królewskiej Mości to zupełnie niepasujący eufemizm. → Ale Jego Książęca Mość nazywa ich w kreskówce kotkami/koteczkami, wiec narrator zachowuje tu zgodność z kanonem (w porządku, mogłaś nie wiedzieć. Wytłumaczę to jakoś w opku).

      Na dodatek, nie oszukujmy się, Kimiko fascynuje się księciem. Zwilgotniała, gdy włożył jej kawałek brzoskwini do ust i delikatnie odgryzł końcówkę! Dlaczego ta bohaterka jest taka… nielogiczna! → Kimiko bije się sama z sobą. Z jednej strony Chase to fajny kawał faceta, w dodatku okazuje się być dla niej miły, a z drugiej nadal pozostaje oprawcą. Relacja: zły chłopiec – naiwna dziewczynka poziom hard. Można by się pokusić o stwierdzenie, że Kimi jest typem kobiety lecącej na niegrzecznych kolesi. Możesz się z tego śmiać, potępiać lub nie rozumieć, ale nie wmówisz mi, że taki typ baby nie istnieje.

      ”Raptem popatrzyła na niego spode łba, zastanawiając się, czy kpi, czy o drogę pyta” – ten frazeologizm tak bardzo pasuje do wzrastającego napięcia, że nie jestem w stanie inaczej tego skomentować → Czy wspominałam, że lubię od czasu do czasu wtrącić słowo czy dwa albo  nawet całe wyrażenie zmieniające atmosferę sceny? xD

      Pasowałoby jednak bardziej, gdyby Kimiko prezentowała inny charakter. Była bardziej spójna, a jej zachowanie logiczne → Ej. Siedzisz przed władcą świata. Bezwzględnym. Mającym moc Cię zabić, jeśli taki najdzie go kaprys, bo Ty nie dopasowałaś się do jego oczekiwań. A nie wiesz, jaki charakter mają te oczekiwania, bo ciągle trawi Cię podejrzliwość, czemu Chase z Tobą gada i karmi owocami. Jaki przyświeca mu motyw? Bądź tu mądrzejsza od Japonki.

      W tym momencie dowiaduję się, że Kimiko nie jest jednak dziewicą. Agrrr! Czuję się zawiedziona, że napisałaś o tym dopiero teraz, bo przecież dla opowiadania prowadzonego w klimatach BDSM jest to ważne → Na dobrą sprawę wciąż nie mam pojęcia, czym właściwie charakteryzuje się opowiadanie prowadzone w klimatach BDSM. Czy naprawdę w tej chwili nie przyszło Ci do głowy, że to, co pisałam w przedmowie jest prawdą…? Czuję się skołowana i ponownie dopadają mnie wątpliwości dalszego czytania…

      To nie jest opko tylko o mocnym seksie, ale o intymnej relacji partnerskiej rozwijanej głównie dzięki buduarowym sytuacjom, których umiejętne przedstawienie naświetla czytelnikowi, kim są postaci i dlaczego zachowują się tak a nie inaczej. Przez ukrywanie niedziewictwa głównej bohaterki w opku o charakterze erotycznym, nie mam szans zrozumieć Kimiko, bo nie wiem, co ma w głowie. Ty rzucasz fakty na chybił trafił. Jak ci się podoba. Mieszanie w chronologii, kiedy chodzi o sprawy związane z psychiką, zwykle kończy się rozczarowaniem, bo czytelnik nie ma do czego się odnieść i z czego wyciągać wniosków. → Nie mogłam wspomnieć wcześniej, czy jest dziewicą, bo kiedy? Przy rozkminie o menstruacji? Dopiero przy hot scenie taka informacja może wypłynąć w sposób naturalny. Poza tym zależało mi, żeby czytelnicy nie mieli pewności, czy Kimi jest nietknięta, czy nie. Chciałam zbudować aurę niepewności wokół tej kwestii. Nie udało mi się?

      Usuń
    16. narrator, który – sama już nie wiem – czy jest auktorialny (przez te wszystkie albowiemy i wyraźny subiektywizm), czy personalny (wie wszystko o wszystkich, zawsze). → Narrator zmienia swój styl opisywania, nacechowanie, słownictwo, gdy akcja wiruje wokół innej postaci. Gdy swoje pięć minut miał Omi, trzymał się mocno Omiego i dopasowywał sposób opisywania pod jego charakter. Gdy była Wuya, trzymał stronę Wuyi. Gdy wiec bierze na tapetę Kimi, pisze z jej perspektywy. O Chasie nawet nie wspomnę. Taki typ narratora. Uwypukla też stany emocjonalne postaci, zmieniające się wraz z ich samopoczuciem.

      I oczywiście przerywamy spotkanie z księciem, aby narrator na kilka akapitów przeniósł nas do przeszłości. Mimo dobrych zamiarów, jest to dość niezgrabne, bo po chwili zupełnie zapominam, gdzie przed chwilą byłam i nie do końca wiem, gdzie zmierzam. → Lubię retrospekcje. Niedobrze jeśli masz nadal problemy z czytaniem ze zrozumieniem, zwłaszcza że nie jest to pierwszy rozdział, żebyś nadal „uczyła” się stylu, jakim się posługuję. Każda książka, po którą sięgniesz, będzie dla ciebie na początku ciężka przez nowy styl, ale w trakcie czytania zaczynasz łykać słowa i wszystko rozumieć. Doprawdy nie wiem, czemu Tobie, jedynej oceniającej, tak trudno jest się do niego przyzwyczaić.

      Dzień później, myśląc o rozkosznym rozpadaniu się na kawałki męskich ramionach – to już było. → Ta, ale nie w kontekście seksualnym. Ej… a gdyby ta autorka 50 twarzy pisała, że Grey: „macał Ane po cyckach”, to teraz każde opowiadanie, w którym „(wstaw imię) macał po cyckach (wstaw imię) będzie złe? xD Autorzy mają pokutować za kogoś innego? Dodam, że na wszystkie erotykomomenty tylko raz Kimi się „rozpadła”.

      Dlaczego narrator nie sugerował tego wcześniej?  → Sama pisałaś, że Kimi wydaje Ci się doświadczona, a zarazem nie. Subtelny trop.

      Narrator tylko opisuje jej czyny, a ona sama była tak przejęta, że właściwie do końca rozdziału sama z siebie wydukała kilka pojedynczych zdań zupełnie pozbawionych emocji. → Narrator opowiedział Ci o niej w retrospekcji, bo, co tu dużo mówić, tak wypowiedziana przygoda dała mi większe pole do popisu, na przykład: dlaczego Kimi poszła z tym kolesiem (znalazł się ktoś sympatyczny w pojechanym środowisku zdominowanym przez wredną kucharkę i wrednych wojowników, w dodatku okazujący zainteresowanie, zabiegający o uwagę osamotnionej dziewczyny. Narrator wspominał, że wtedy Kimiko nie była jeszcze aż tak wyczulona czy podejrzliwa, bo dopiero zaczynała się jej katorga w pałacu. Chciała odrobinki ciepła, poczucia bliskości jak każda kobieta), jak to wydarzenie potem na nią wpłynęło (myślała naiwna, że zbuduje sobie trwały związek, a tu klops. Wojownik ją oszukał i se polazł powstania tłumić), wreszcie widać, że Kimiko jednak jest łatwa, za bardzo się nie szanuje,  ale wynika to wyłącznie z jej potrzeby akceptacji, pragnienia miłości, co Heylin pałac wypaczył i obrócił przeciw niej. Oceniaj ją jak chcesz, masz prawo. Za każdym razem, gdy piszesz mi, jaka to głupia niemota, oceniasz ją swoimi kategoriami, z bezpiecznej rzeczywistości, gdzie wiele rzeczy jest czarne lub białe, a tylko czasami posiada inny odcień szarości. Jak ona może być Mary Sue? xD

      Usuń
    17. Słowo kutas absolutnie w tej scenie nie pasuje do Younga. Od samego początku był wyrachowany, ale delikatny i… subtelny. → Sposób mówienia zależy od tego, z kim tę rozmowę prowadzisz. Inaczej zwrócisz do chłopaka, brata, rodzica, przyjaciółki. Inaczej do naiwnej mniszki pokonanego klasztoru, która „puściła” się w spiżarni z Twoim kocim wojownikiem. xD Przecież sposób mówienia postaci również ją charakteryzuje. Obrazuje relacje między bohaterami. Pokazuje, w których sytuacjach tracą na sobą panowanie.
      Chase się zdegustował, między innymi dlatego, bo w tej spiżarni znajdowały się składniki na jego żarłko, zresztą odkrył, że siedzi przed nim nie niewinna-niewyżyta dziewczyna, a łatwa, wciąż niewyżyta dziewczyna. Zdziwił się ciutek, ale jak to on, nie dał tego po sobie poznać.
      Delikatny i… subtelny? Wodolejstwo też ci się zdarza.

      Dlaczego? Przed chwilą sama wykrzyczała, że pieprzyła się z kimś w spiżarni, opowiada dokładnie scenę, a dosłownie moment później wybucha płaczem, bo Chase stwierdza, że dziewczyna nie uprawiała seksu, tylko petting. Czyli jednak jest dziewicą! → Bo on ujął w bardzo nieelegancki sposób to, z czego ona mu się z trudem „spowiadała”. Aczkolwiek mogłam sobie darować te łzy. Faktycznie jak tu się podniecać, skoro chwilę wcześniej się zapłakało? Wpadka. xD

      W przeciągu kilku minut sytuacja zmienia się o trzysta sześćdziesiąt stopni i jestem w punkcie wyjścia. Płaczę! → Wybacz, że nic tu nie jest wyłożone na tacy. Zresztą, serio, czy stwierdzenie dziewictwa lub jego braku ma aż tak tak druzgocąco znaczący przebieg na dalszą akcję (a przynajmniej w tym momencie)? Biorąc pod uwagę, co się w tym rozdziale działo dalej, podejrzewam, że Kimiko wyda się jeszcze mniej spójna. xD

      Po co tu taka wstawka? Co to ma do dziewictwa Kimiko i jej płaczu, i lodowego deseru (który już pewnie dawno się roztopił). → Chase (na ten w moment reprezentujący zło w oczach Japonki) zobaczył, że Kimi ma do siebie żal za tę akcje w spiżarni, a swoim tekstem o kutasie chciał ją zdenerwować. Udało mu się, a Kimi – pisałam wyżej – ma czasem przebłyski głębszych rozkmin, które obrazuje narrator.

      Przed chwilą dobrze się bawił, Kimiko nie zdążyła nic zrobić poza tym, że załkała, co robiła już wcześniej i Chase nie zwracał jakoś na to uwagi. Dlaczego spochmurniał, gdy się uspokoiła? Mam rozumieć, że w jego oczach histeryczki są seksowniejsze? → Raczej biedne, naiwne dziewczynki, bo zabawniejsze. A spochmurniał, byleby Kimiko już się nie peszyła jego uwagami.

      Usuń
    18. Tak od razu. Jedno maźnięcie palcem i Kimiko od razu zalewa ciepło. Mimo że sekundę temu była posmarkana i chlipała pod nosem, wściekała się na księcia… jego palec to jakaś czarodziejska różdżka jest. Skoro tak na nią działa, to ciekawe, jak zareaguje Kimiko, gdy książę w końcu zdejmie spodnie. Biedaczce serce stanie. → Jego palce mają naprawdę magiczną moc. W opku wszystkie kotki je kochają, uspokajają się wtedy. W bajce Chase często bawił się w czarodzieja. Posiada bardzo potężną siłę oddziaływania, więc gdy on się uspokoił, pełna powaga, Kimi zareagowała na jego humor, choć narrator nie opisał tego wprost. Zresztą ona musi być posłuszna, aby żyć. Syndrom sztokholmski nie należy do szczególnie powolnego procesu, bo może już po paru dniach się ujawnić. A Kimi poddawana jest od paru tygodni bardzo stresującym sytuacją (wyleczenie buźki, imprezka, groźba seksu z wrogiem).
      Co tam spodnie, jak ściągnie gacie – to będzie odlot! xDDD

      – To dlatego właśnie wpadała w częste histerie albo pyskowała do Younga. Tak. Teraz to ma sens. Poza tym, jakiej panice? Przed chwilą czuła przyjemne, znajome ciepełko. → Nie podoba jej się własna słabość + chciała podporządkować się woli Chase’a + przypomniało jej się, jak fajnie się z nim całowała w jego pokoju, potem na sali treningowej + gdzieś tam z tyłu głowy zrodziła się obietnica przeżycia czegoś przyjemnego, a podobnego do akcji z bezimiennym wojownikiem sprzed lat.

      Drugą ręką poluzował zapięcie spodni kobiety, z premedytacją wjeżdżając w nie z prędkością żółwia – no to sobie przynajmniej palców o rozporek nie połamie. → A może to były spodnie na gumkę, bez rozporka, na przykład takie, co na wf się nosi? KLIK

      – no nie. Niesamowite. Nie może być.
      Dlaczego tłumaczysz mi, co przed chwilą przeczytałam?
      → Żeby podkreślić, że cokolwiek zrobi bohaterka, cokolwiek poczuje lub pomyśli, przed Chase’em tego nie ukryje. Co więcej on dla beki jej to wszystko później wygarnie.

      – Nie! – pisnęła słabo, jakby łapiąc się ostatniej deski tonącego statku „Honor” w wodach oceanu Pożądanie. – Serce mnie boli, jak czytam takie tanie farmazony. →  Serce mnie boli, gdy obrażasz moje metafory.

      Nie. Nie wybaczę ci. Zepsułaś Younga. Chase kaput. Oto jego słowa, następujące zaraz po sobie. Pozwoliłam sobie zapisać je ciągiem:
      „Co czujesz? Strach? No i dobrze. Tylko skończony idiota niczego się nie boi. Co się cykasz? Przecież, tak jak i wtedy, nie stracisz dziewictwa. → Shit, coś mi tu nie wyszło. Miało brzmieć inaczej. Masakryczna wpadka. No ale… serio jedna taka wpadka sprawia, że Chase już kaput?

      Usuń
    19. nie chciała powstrzymać biegu rzeczy, tylko pozwolić mężczyźnie na kontynuowanie, danie milczącej zgody.
      – DAFUQ?
      → dać milczącą zgodę. Sama się domyśliłam, dziękuję. Nie, gif mnie nie natchnął.

      Droga Kimiko, pocieranie kciukiem łechtaczki nie sprawi, że twoje życie stanie się bezproblemowe. Jeżeli tak mało ci do szczęście potrzeba, już wyżej proponowałam ci masturbację. → Tylko że w tej kulturze (powiedzmy, iż możemy już mówić o haremowym układzie: cesarz-konkubina)  mniejszym przestępstwem jest oddanie się swemu władcy, niż samemu się podotykać. Tu masz odpowiedź, dlaczego Kimiko się tak zachowuje. „Potrzebowała mężczyzny.” Czy to nie nasuwa odpowiedzi, dlaczego jest sprzeczna samej sobie?

      do tej pory przez ani jeden moment opka Kimiko nie odczuwała takich potrzeb. Nie wspominała o samotności, nie wykazywała niczego, co by świadczyło o tym, że brakuje jej stałego związku. Pomiatała znajomymi w kuchni i ubrała lodowatą maskę obojętności, czy jak to tam było. A przynajmniej chciała, bo – jak było naprawdę – wszyscy wiemy. Narrator to dostrzegł dopiero teraz i wyleciał z tym z grubej rury. Kimiko powinna rzucić o tym już wcześniej jakąś uwagę. Właściwie co jakiś czas powinna przejawiać objawy samotności… → Została odcięta od przyjaciół. To świeża kobieta. Nie da się wszystkiego zmieścić w pierwszych rozdziałach. Opko ma to do siebie, że w każdym rozdziale narrator wyskoczy z czymś nowym, by kolejny wnosił coś do historii, był zaskakujący i ciekawy. Niczym układanie puzzli. Ok, następnym razem uprzedzę wszystkich w prologu, a potem ponownie napisze to w którymś rozdziale. Oh wait… Przecież wtedy będę się powtarzać… Zresztą chyba przygoda z bezimiennym kotkiem powinna dać do myślenia, że Kimiko chciała mieć faceta, tak?

      Dalej o tych nadgarstkach nie ma ani słowa, więc zapytam… jak miało jej pomóc trzymanie jego rąk? Poruszała nimi? Nadawała mu tempo? Uwolniła głowę z uścisku? To raczej brzmi przeciwnie, jakby zatrzymała go i nie pozwoliła kontynuować. Noale… → A może chciała się do nich przykleić, nie tyle by naprowadzić Chase’a, gdzie jeszcze ma jej pogmerać, a po prostu, żeby trzymać się jego wyczyniających cudy rąk? To był odruch. Mam definiować odruch? A Chase jest silny, naprawdę, łapka Kimiko na jego nadgarstku nie wzruszyłaby go w innej sytuacji.

      Kurde. Ona tylko stała. Stała i trzymała go za nadgarstki. Chwilę temu brała kąpiel i podawała mu deser. Nie brała udziału w maratonie. Czym się tak zmęczyła? Strach pomyśleć jak zacznie się pocić, gdy przejdą do konkretów. To się chyba nazywa nadpotliwość. → Ona nie tylko stała, ale bohater robił jej dobrze. Eee, nie była spocona na całym ciele (plecy, nogi), a na podbródku, wardze i tam, gdzie mamy linię czoła; cienkie włoski, które zazwyczaj stają się ciut wilgotne przy nawet lekkim wysiłku, a że są drobne, od razu się zwijają.

      Dlaczego rozwierzganymi, skoro stała w miejscu? → Narrator jasno daje do zrozumienia, że Kimi nimi dość mocno poruszała. Jeśli Chase przyciskał  jej głowę o swój bark, a wysokim facetem jest, to laska znajdowała się parę centymetrów nad ziemią i mogła swobodnie poruszać kończynami, jak ją takie silne emocje brały (wiercenie się też jest potnym wysiłkiem, lekkim, lecz jednak). Dlatego też kazał jej potem oprzeć nogi o stół.

      Usuń
    20. ”Perła w kobiecej muszli sekretów” – ja rozumiem, że chcesz być romantyczna, ale uwierz mi, że to nie jest wcale poetyckie, a twój narrator nie jest dekadenckim, romantycznym wieszczem. Takie teksty nie rozpalają w tego typu gatunkach literackich, tylko tworzą parodię, więc zapomnij o nich. Bo kobieta więcej sekretów ma w swojej głowie niż cipce. Poza tym, on ślizgał palcami po łechtaczce, a ta nie znajduje się wewnątrz pochwy, wiec metafora tym bardziej upadła. Ja mam cię uczyć anatomii? → To nie miało brzmieć romantycznie. Czytałaś oko, zatem wiesz, że akurat ja nie mam problemów z nazwaniem odpowiedniej części ciała po imieniu. Teoretycznie mogłabym przestawić się na opisywanie zbliżeń w sposób dosadny, anatomiczny, prosto z mostu, dlaczego nie? Tylko że wtedy prawdopodobnie spotkam się z większą krytyką i opiniami, że tworzę, hy-hy, pornola. Często daruję sobie ginekologiczne opisy – lub te wręcz wulgarne, gdy akcja wiruje wokół Chase'a – na rzecz okrężnych sformułowań i porównań, coby mi się czytelnicy nie podniecali. Następnym razem zapodam nazwy po łacinie, tego jeszcze nie było. Dodaj do porównania podpunkt ł) BDSM – prosty, dosadny język. IW – dekadencki i romantyczny.

      – Ale co wyginając? Orgazm? → taa, zgubiłam „się” xD

      ”Zasłaniającej sobie oczy ręką Kimiko znów nie było dane ujrzeć twarzy swego pana „– le gasp, przecież ze wstydu sama je sobie zasłoniła; poza tym, przed chwilą Chase przewiercił jej oczy; → „Zasłaniającej sobie oczy ręką Kimiko znów nie było dane ujrzeć twarzy swego pana, na jaką padał bladoniebieski pas światła przedzierający się przez okno jadalni. To oblicze zdradzało fascynację mieszającą się z kpiną.”, czyli nie było lasi dane zobaczyć buźki Chase’a, na której malowały się jakieś uczucia.

      – jej orgazm trwał kilka sekund mimo że Chase podobno straaaasznie ją torturował, drażniąc się z nią i nie pozwalając dojść. Albo to on jest słaby, albo to ona stuka się gdzieś po kątach i tylko udaje taką niewyżytą cnotkę; →No bo każdy orgazm kobiety musi trwać dokładnie tylke samo czasu. Co do setnej sekundy.  Oki, to dodam tam parę zdań-zapychaczy, żeby podkreślić, że dłużej ją między nogami trzymało.

      – Czy chcesz, abym teraz ja zrobiła... – odezwała się nieśmiało, przeganiając wizję czubku masztu jej statku, zanurzającego się w zdradliwym oceanie. – Czubków statków nie chce mi się komentować, właściwie nawet nie wiem, o co chodzi. Nie bardzo nawet już mi na tym zależy, ale good for her, że może sikać na stojąco. By the way, Kimiko zaproponowała to sama od siebie. W takiej sytuacji musiała śmiesznie wyglądać z dłońmi na oczach. Ciekawe, czy kiedykolwiek opuści ręce w jego towarzystwie? → Wat? xD
      Ekhm, coś za coś: „zrobiłeś mi dobrze, to daj, teraz ja ci zrobię”.

      Wiedziałam, że, jak skończą, to ona okryje się hańbą. Czułam to. Ale bardziej nie mogę przestać się dziwić, że co ona sobie myślała? Że zrobi mu dobrze całkowicie bez używania rąk? Litości…
      → Eee… jeszcze bardziej: Wat? xD No raczej tylko ręce. Chase zrobił jej dobrze ręką, to chyba jasne, że ona mu też chciała pomacać (nie, nie ustami. Samymi rękami też się da).

      ”Słowo „więcej” odbiło się radosnym echem po czaszce dziewczyny, którą na myśl o dłuższych, wymyślniejszych pieszczotach przeszły dreszcze.” – A jednak. Nie dość, że niewyżyta nimfa, to jeszcze z pustą głową. → Czy jak napisze „niebieskie oczy”, to znaczy, że to oczy są całkowicie niebieskie? Bez czarnej plamki źrenicy? No tak. Literatura to matematyka + biologia. Czarne zawsze jest czarnym, a białe białym. Nie ma miejsca na szarości, przewinienia, domysły, przenośnie.

      Usuń
    21. Jak mogła upaść na tyle nisko, by potrzeby nędznego ciała stanęły w hierarchii wartości wyżej niż ducha?”– co to jest ducha? → Nie wiesz teraz, czym są potrzeby ducha, czy czym jest duch w sensie dusza?

      – nie strasz, nie strasz, bo… no. On jeszcze nic nie zrobił! Dlaczego mi zdradzasz takie szczegóły, zamiast je pokazać? Przedstawić? Udowodnić? → Właśnie, żeby czytelników postraszyć i żeby chcieli brnąć dalej. Cóż takiego Chase dla Kimiko wymyślił?

      – Był narrator-adwokat, a teraz przebranżowił się na wróżbitę. Może od razu niech napisze, jak się opko skończy, to nie będę musiała czytać do końca? →  Jakby miał być ograniczony i pisać surowo z perspektywy Kimi, mogłabym równie dobrze pokusić się na pisanie w pierwszej osobie. Ale chce mieć narratora wszechwiedzącego, właśnie, by móc pisać takie rzeczy.

      – sorry. Może teraz się przyczepiam, ale wydaje mi się, że przesadzasz. Nienawiść przy miłości wypada bardzo skrajnie. Możesz zupełnie w inny sposób przedstawić, że chciał z niej zakpić. → Kolejna moja masakryczna wpadka. xD

      To był najgorszy do tej pory rozdział. Zastanawiam się, czy już mogę to porównać do Demona Żądzy, czy jeszcze się powstrzymać i wrócić do tego za chwilę. → Jeździj po Kimiko, jak tylko chcesz, nie bronię Ci, ale nie porównuj mi opka do tego syfu. Błagam. Czytałam analizę. Wiem, jakim językiem to gówno zostało napisane. Wiem, z iloma błędami. Wiem, z jak beznadziejnymi i żałosnymi seks-gwałtami. Wiem, z jakim nieprawdopodobieństwem i nielogicznymi postaciami. Wiem, z jakim motywem przewodnim (łaa, piekło takie fajne, demony takie podniecające, szatan taki seksi). W tej chwili mnie obrażasz. Naprawdę próbujesz mi wmówić, że jakikolwiek fragment bloga jest porównywalny do tych:

      Usuń
    22. Byliśmy tylko my, nasze serca, nasze dusze, nasza miłość, którą chciano zniszczyć. Ale ona jest zbyt silna, nawet gdy nie będziemy razem, nie wygaśnie. Nikt jej nie zniszczył: ani wiedźma, ani Lukas, a już na pewno nie zniszczy jej jakiś władca piekła. →  Nawet ja aż tak poetycko o miłości nie pieprzę… czekaj… przecież ja nawet romansu nie piszę.
      Jednak u nas, wśród aniołów, krąży legenda o kobiecie feniksie, która jest tak potężna, że może stać się niebezpieczna nawet dla pana piekła. →  Zdecydowanie kreowanie bohaterki na Mary Sue. Kimiko nie jest wybrańczynią. Nie potrafi wszystkiego od tak. Nic jej łatwo nie przychodzi.
      Długie i umięśnione nogi przechodziły w idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową.  Przy każdym jego ruchu można było dostrzec prace jego mięśni pod skórą, która okazała się jego jedynym ubraniem. – Ta część twojego ciała też jest odporna? Na przykład na ogień? – Przyłożyłam dłoń do jego krocza. – Bo wiesz, mam takie fajne ogniste kule, ale na pewno wiesz, o co mi chodzi, bo użyłam paru takich na twoim sługusie.TA CZĘŚĆ twojego ciała…
      Ten pokój mógł mieć tylko jedno zastosowanie, jeśli był pozbawiony mebli. Służył do zaspokajania potrzeb Lucyfera.Romans z niegrzecznym chłopcem =/= romans z diabłem.
      Masz rozbudzić jej zmysły, postarać się, by obudził się w niej ogień, no, wiesz… rozgrzać ją swoim narzędziem A u mnie penisy i członki można znaleźć. Okazyjnie kutasy.
      – Masz na myśli, że mam ją…? – Resztę zdania powiedział mimiką twarzy, która dokładnie pokazywała to, co chciał zrobićJa walę prosto z mostu. A nawet gdy nie walę, to nie dlatego, bo się wstydzę, ale dlatego, ponieważ znam umiar. Nie wolno mi pisać pornoli. Erotykę. Nie pornole. Pornole be.
      A w szczególności jedna część jego ciała prezentowała się niczym stalowy drąg gotowy do ciężkiej pracy.Nie cackam się, jak to dziecinnie robi autorka Demona.
      W końcu koszulka nocna została rozerwana, jej poły rozchyliły się na boki, ukazując nabrzmiałe piersi ze sterczącymi brodawkami. Pewnaś...
      – Obyś bawiła się równie dobrze jak ja – wyszeptał i zaczął całować jedną z jej piersi. ...że Inna Wersja...
      Powoli, namiętnie zostawiał mokre ślady, by w końcu złapać całą w usta i zacząć mocno ssać i przygryzać. .... jest w najmniejszym stopniu porównywalna...
      Biorąc między wargi drugą pierś, dłoń zsunął na żar między jej nogami. ... do tego...
      Czuł, że jest gotowa go przyjąć, ale wstrzymał się....obrzydliwego, żałosnego, pełnego upośledzonych psychicznie fetyszystów...
      Dlatego odnalazł najczulsze miejsce na jej ciele i zaczął je mocno pocierać, po chwili jednak przeniósł dłoń niżej i wsunął dwa palce. Kiedy nimi kilka razy mocno poruszył, z ust dziewczyny wydobyły się ciche jęki, które były dla niego jak najwspanialszy dźwięk na świecie. ....gwałcącego mi wszelkie możliwe moralne i etyczne...
      – Weź mnie – usłyszał słaby głos przy uchu....standardy...
      Rozsunął jej nogi, położył się na niej i wszedł w nią jednym sprawnym ruchem. Czuł, jak przyjemnie ciało Emily obejmuje jego członka.....gówna?
      Czuli przyjemnie bolesny ucisk w podbrzuszu, który spełniał obietnice osiągnięcia najwyższego szczytu, osiągnięcia rozkoszy, jaka nigdy wcześniej nie była im dana.Masz absolutną świadomość…
      Wybuch, który nastąpił nieoczekiwanie, poczuli w każdej komórce. ...do czego w tej chwili porównałaś mi opko?

      Usuń
    23. Doprowadziłaś mnie do płaczu
      Spójrz w moje internetowe oczka i spróbuj napisać to raz jeszcze.
      Zastanów się troszeczkę nad tym, co piszesz w ocenie. Nie przytaczaj bezmyślnie tytułu pierwszej lepszej książki.

      Przeszłaś do tematu Wuyi i Jacka, od razu zrobiło się poprawniej i spójniej. →  No spoko. Styl się niczym nie zmienił, zdania są długie i zawiłe jak wcześniej, a pierwszy akapit rozdziału składa się dokładnie z pięciu linijek i nie ma w nim żadnych przecinków. Może więc naprawdę oceniasz zbyt emocjonalnie i jak przechodzę do wydarzeń z Kimiko, której nie polubiłaś, z automatu wszystko zaczyna Ci przeszkadzać? Możesz jej nie lubić, naprawdę. Nawet chciałabym, by w oczach czytelników pozostała antybohaterką. Ale kwestia lubienia/nie lubienia postaci nie powinna decydować o oskarżaniu jej o bycie Mary Sue. Dlaczego Chase’a nie nazwiesz Gary Stu? Przecież wszytko ma. Wszytko wie. Wszytko umie.

      *ŁAP GIFA*

      Ale gorącej herbaty raczej nie pije się jednym haustem. Więc co? Jack przez te kilka akapitów stał sobie skamieniały z tacą przy łóżku? Zawieszony w czasie i przestrzeni? → Tak. Miał grzecznie czekać, dopóki jego pani nie napije się herbaty. Jak to sługa.

      – rozkwitająca zwierzyna to wspaniały początek dnia. → Ups. xD

      Bo chciałam napisać tę ocenę w jeden dzień, ale nie podejrzewałam, że poprzedni rozdział mnie tak zabije. I musiałam zregenerować mózg. → Chciałaś wyprodukować ocenkę w jeden dzień?

      To nazywasz ekwipunkiem? → Pięć kilo tapety zdobiącej mordki wielu bab zakwalifikowałabym już jako bagaż rejestrowany.

      Skąd ta broń? Dlaczego pominęłaś tak ważną kwestię i dajesz czytelnikom suchą informację, którą mają po prostu przyjąć do świadomości, i tyle? → Odpowiedzi znajdują się w rozdziałach, w których wspominam o takich „drobnostkach” jak przemyt. Gdybym wyłożyła wszytko w tym rozdziale, to – żeby opko miało ręce i nogi – owszem, musiałabym jakoś streścić tę sytuację. Ale wtedy byś narzekała, że za dużo informacji.

      Na dodatek Chase wspominał wcześniej, iż sam zajmie się rozpracowywaniem rebelii, a wcale nie widać, żeby się tym parał. → Mówisz….?! xDDD

      Jedno jest pewne. Na pewno przypomni sobie o tym w odpowiednim momencie. Ale wtedy znów będzie to suche streszczanie. → Pewnaś...?! xDDDD

      A nie wydarzenia sprzed jakiegoś czasu, które po prostu byle jak wciskasz, żeby czytelnicy dostali odpowiednią dozę informacji. Wyjaśnienie czegoś na siłę nigdy nie będzie udowodnieniem. Nie chce ci się wszystkiego opisywać i streszczasz. Najgorsze, że weszło ci to w nawyk. Ale jak weźmiesz do ręki dobrą książkę, zobaczysz, że tam streszczeń nie ma. → Mam pisać jak King? Pół książki o niczym, a nim jakakolwiek akcja się zacznie, sceny są tak rozwleczone, zasypane nazwiskami, programami telewizyjnymi i nazwami sklepów, że czytelnik zasypia i nie wie, co się działo na początku? Pojęcie „dobra książka” jest zresztą relatywne.

      Wcześniej mężczyzna mógł się pochwalić jedynie dziewiczym wąsem, bo zarost na podbródku i szczęce odmówił posłuszeństwa. Dopiero kilka dni temu przestał mieć focha i zaczął rosnąć. → Może dlatego, że od kilku dni przestał się golić?

      To oni nie byli aż tak bliskimi przyjaciółmi, skoro Rai nie zastanawiał się nad tym wcześniej. A jeśli już o Japonce mowa… → W „Tymczasem w podziemiach” wyraźnie przejawiał troskę w rozmowie z Clayem.

      Wuya przyłapała ją z księciem in flagranti. Kimiko siedziała mu na kolanach i znowu się pociła, chociaż on tylko bawił się jej piersiami. No błagam…→ Może ma problemy z poceniem się, hm? Chase jej powinien antyperspirant kupić zamiast kimona! xD Ona mu nie tylko siedziała na kolanach, ponieważ pociła się od czegoś.

      Usuń
    24. to zabrzmiało, jak gdyby spijał z niej mleko... to obrzydliwe. Jasne, że można to „posilanie się” jeszcze ewentualnie podpiąć pod konsumpcję związku, ale on tylko ssał jej sutki! Na dodatek… narrator wyraża się o Kimiko w tej sytuacji chamsko, nazywając ją ździrą, prostytutką i pindą. →  Bo opisywane z perspektywy Wuyi. Już któryś raz taka zmiana. Wszyscy to rozumieli, potrafili się zorientować, Ty jedna nie.

      Jak gdyby do końca chciał utrzymać w tajemnicy, że to o nią chodzi. Ale wszyscy się już dawno domyślili i koniec końców efekt jest nieudany, a sam pomysł – nietrafiony. →   Trafiony, albowiem Wuya nie skojarzyła, kto zacz ta dziwka na stole.

      Serio… czy każdy orgazm kobiety kończy się wygięciem w łuk? → Nie, nie zawsze, zależy od pozycji. Na przykład czy partner jej nie przygniata, czy wręcz przeciwnie, daje, no, swobodę jak w tym przypadku.

      Ktoś tu się albo naczytał zbyt wielu Harlequinów → Narzekałam na Kinga, bo strasznie mi zbrzydł. Od prawie roku czytam tylko jego, od biedy innych autorów piszących horrory i to w tramwajach, bo wtedy mam czas. ;C Nie wydaje mi się, bym kiedykolwiek miała w ręce Harlequina (dzięki ci, Wikipedio, że istniejesz i otwierasz oczy na świat zwykłym śmiertelnikom).

      albo naoglądał filmów romantycznych o zabarwieniu erotycznym. → Mamusia zasłania mi oczka na takich filmach. A tak serio: Romanse są beznadziejne. Kręcone na jedno kopyto.

      Cieszę się, że tym razem żaden z bohaterów nie rozpadł się na milion kawałków, ale przedstawianie każdego szczytowania w taki sposób nadal jest mocno podkolorowane, a przez to wypaczone. → I bardzo dobrze. Ta scena miała być podkoloryzowana. Poważnie. Niczym w koszmarnym śnie, bajce Grimmów, bo jest to spełnienie horroru Wuyi.

      Dlaczego Chase miałby przejeżdżać ręcznikiem po swoim kroczu? Dlaczego porównujesz Kimiko do takiego ręcznika? Co tu się dzieje? Przecież jego spodnie ani nie były mokre, ani brudne, żeby je w tym momencie wycierać. → Wiesz, narrator chciał ładnie – jak to ma w zwyczaju – dać do zrozumienia, czego Chase od Kimiko wymagał. A tym razem wymagał: „na kolana, szmato, i obciągaj”. Better?

      Kiedy Chase robił dobrze Kimiko, koci wojownicy grzecznie sobie spali. → Nie spali, ponieważ ich obecność na przedstawieniu polegała na tym, żeby się gapić, aby móc obgadywać Kimiko, żeby wieści o tym, iż dawna mniszka daje się największemu wrogowi, dotarła do najdalszych części pałacu. Potem wyganiały Wuyę. Nie mogły spać.

      A kiedy ona ma zająć się jego penisem, nagle wszyscy zainteresowali się tematem i przeistoczyli w ludzi. Po co? Nie wiadomo. → Przecież w rozdziale masz jak wół napisane. Błędnie myślałaś, że wojownicy spali, zatem napiszę raz jeszcze, tym razem prościej: Kotki odczarowane w ludzi skandują: „bierz go, dziw-ko, bierz go!”
      Naprawdę muszę to komentować? Sorki za przekleństwa, ale taki klimat opka. Wulgarny, straszny, ale przedstawiony językiem dekadenckim.

      Przed chwilą chętnie zabawiała się z Youngiem, a teraz odstawia przewidywalną dramę. → Jak przed chwila mogła zabawiać się z Youngiem? Godzina temu, a kilka dni temu robi różnicę.

      Nie wiem dlaczego, bo u Kimiko brakuje strony emocjonalnej. Brakuje też jej charakteru, więc nie mam pojęcia, czy zachowuje się logicznie. → Ma stronę emocjonalną. Chyba widać, jaka jest wrażliwa. Przez brak charakteru mam rozumieć, że Kimiko jest słaba? Tak, jest słaba. To jej charakter.

      Usuń
    25. Różni ludzie różnie reagują na różne sytuacje. A u ciebie wszystko jest randomowe. Wait… gdzieś już chyba o tym wspominałam. → No właśnie, każdy reaguje inaczej. Kimi reaguje w ten sposób, bo taka jest. O co Ci chodzi? Poza tym miałabym pisać o tym, jak się psychologicznie męczy podczas spożywania śniadania czy zakładania butów? Teraz jest jej przerwa na obiad, którą ona wykorzystuje nie po to, by jeść, ale aby pomyśleć. Wyjaśniłam w tym rozdziale, że Chase specjalnie naładował je plan zajęć, żeby nie miała kiedy przeanalizować rozbieżnych myśli i uczuć, uporządkować ich, aby obmyślić strategię do walki z nim lub by po prostu nie zwariować.

      Wiem tylko, że czytanie takich skrajnie dramatycznych scen mnie nudzi. → Mnie powoli nudzi tłumaczenie każdej sceny.

      Nagle dowiedziałam się, że Kimiko od zawsze chciała kochać i być kochana. Powinna więc o tym myśleć częściej niż raz na piętnaście rozdziałów. → Przecież pisałam, że brakuje jej mężczyzny. Sama się czepiałaś. Czy to trop, czy to myśli prosto od bohaterki… wszytko źle. xD

      Dlaczego akurat teraz czytam o jej młodzieńczym życiu towarzyskim? → Bo teraz jest okazja, w której ten fakt wypłynie w sposób naturalny, a samo jego wspomnienie rzutuje na tok myślowy bohaterki, a tym samym na dalszym jej postępowaniu.

      Nie potrafisz budować scen. → Nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Teraz  znowu jestem w kropce i zastanawiam się, czy jest sens komentować dalej, skoro nie wiesz, co z czego wynika, z czym się łączy, więc i tak za każdym razem będziesz powtarzać, że nadal nic nie rozumiesz.

      Dla ciebie jedna scena wiąże się z przekazaniem jednej informacji, więc opisujesz byle co, byle jaki ruch (byle jak najbardziej emocjonalny) i przy okazji narrator dopowiada potem, o czym bohaterka aktualnie myśli. Źle. → Ale co w tym złego? ⅔ opka kręci się wokół rozkmin głównej bohaterki wyłącznie, bo to opko psychologiczne. Na samym początku chwaliłaś myśli bohaterki. Już ci zbrzydło? Strasznie zmienna jesteś.

      To pójście linią najmniejszego oporu, bo scenę buduje się za pomocą wielu informacji. Pokażę ci, być może na sztampowym przykładzie, co mogłabyś zrobić, aby Kimiko stała się żywą postacią, a nie kukłą prowadzoną za rączkę. →  Oj nie, błagam, Ty mnie lepiej nie ucz. xD

      Przecież opisałam dość dosadnie, że Kimiko nie chce wracać do przeszłości, bo powroty do rzeczy, których nie może zmienić, bolą. Nie może bawić się w wojowniczkę, gdyż ona jest wojowniczką. Dawną, upadłą, zniewoloną, ale Chase nie odebrał jej tytułu na zawsze. Na ten moment przeznaczeniem Kimiko jest zostać kotką-wojowniczką. Przecież bez przerwy buduję sceny, w których czytelnik wyciąga informacje, multum informacji, jaki Kimiko ma charakter i o czym myśli. Ona dotykała fotografii, głaskała ją, wspominała, myślała. Zdjęcie znaczyło dla niej tyle, że gdy zobaczyła, iż znalazł go Chase, nie wahała się na niego rzucić, aby rozszarpać faceta. Kimiko często gapiła się w lustro. Gdy wychodzi z pokoju, by stawić czoła kolejnym dniom. Po masturbacji też się popatrzyła i potężnie zawstydziła. O formie wspominałam; pod prysznicem Kimiko widziałą, jaka jest chuda, co zresztą wytknął jej Chase.

      Nie zrozum mnie źle, fajnie, że napisałaś coś od siebie, jakbyś ty widziała zachowania bohaterów. Czegoś takiego na żadnej ocenialni mi nie proponowali. Z drugiej strony to wówczas byłaby nie moja historia. A moja ma być o zepsuciu przeżerającym bohaterów.

      Niech przeczesze włosy przed toaletką i pomyśli o tym, że dawno nie zmieniała ich barwy. → I zafarbuje te włosy na rudo, ale Chase’owi się to nie spodoba.

      Niech zrobi sobie makijaż, wtedy czytelnik wysunie wnioski, że lubi o siebie dbać. → Właśnie. A nie robi tego. Wniosek? Chase nie lubi wymalowanych niuń, a tylko dla niego Kimiko ma wyglądać ładnie.

      Dzięki pojedynczym scenom powinnam wyciągać ogrom wniosków. → Zaraz przejdę do sceny z telewizorem, gdzie kompletnie olałaś wszystkie wnioski.

      Usuń
    26. Do tej pory Kimiko wracała do pokoju tylko, żeby sobie popłakać. Ona ma w ogóle jakieś zainteresowania? Co lubi robić po pracy? O czym myśli? → Nie ma, bo jest niewolnicą. Jej jedynym zainteresowaniem do pewnej chwili była właśnie praca, aby żyć. Obecnie wyłącznym zainteresowaniem, hobby oraz przyjemnością jest Chase.

      Ale kiedy Kimiko płacze, nie pisz od razu o tym, co ma w głowie. Cytuj, co mówi do siebie półszeptem. Co myśli. Jak się zachowuje w tej agonii. → No przecież często zdarza jej się wykłócać z sumieniem. To czego ona nie wypowie, wyszepcze, wykrzyczy, a pomyśli, ujmuję w cudzysłów. A argumenty jej sumienia oznaczam kursywą.

      Kiedy wydaje jej się, że to wszystko to koszmar, niech się uszczypnie. → Szczypała się np. w scenie z kreskówkami. Ale z jakiś powodów nie wspomnisz na koniec o żadnym „progresie”.
      Kiedy chcesz opisać, że nienawidzi swojego ciała – niech się czymś okryje. → Okrywała się, gdy miała nocne fantazje.
      Kiedy boli ją to, że jest nierządnicą, niech wskoczy pod prysznic i zmywa z siebie wstyd → A jak dałam scenę z prysznicem, narzekałaś.

      i wmów wszystkim, raz na jakiś czas wspominając, że Kimiko lubiła kiedyś pisać. Niech poprosi Younga o zeszyt. Niech pisze pamiętnik albo maluje obrazy, które będą uosobieniem jej myśli. → Ale to wtedy będzie ruch a’la Filip z Konopi. Sama sugerowałaś, że nie można nagle wyskakiwać z dupy informacjami.

      Albo w ogóle zmień narrację na pierwszoosobową, bo ta ma większy potencjał w historii zakrawającej o tematykę BDSM. → Mów to autorkom, których opka faktycznie zakrawają o tematykę BDSM.

      W ogóle jest prostsza dla początkujących pisarzy, którzy mają problem z układaniem scen. Łatwiej nią dotrzeć do czytelników i przedstawić głównego bohatera → Ale ich koszmarnie ograniczają.

      chociaż wtedy musiałabyś zrezygnować z konspiry. Coś kosztem czegoś, moja droga. → No nie, bo oni mi są potrzebni do rozwiązania akcji [chociaż drani nie lubię i życzę im śmierci, tak jako profeszynal autor muszę podejść z zimnym dystansem do ich kwestii, jak zresztą do każdej innej w opku postaci i nie gloryfikować nikogo (Czeeeeejssss ;Q)]. Poza tym tworzą całkowicie odrębny wątek, współtworzą fabułę. Przenikanie się świata z podziemi i świata z, no, wyższych kondygnacji (xD) wpływa mi na bohaterkę, wymusza na niej nowy tok myślenia, stawia przed kolejnymi problemami. Jakbym pisała BDSM, owszem, prawdopodobnie nie potrzebowałabym konspiry… No ale...

      Kimiko masturbuje się, myśląc o Youngu. Nie wiem dlaczego myślenie o nim zawsze działa na nią podniecająco, ale nie o tym. → Dlatego że myśli o nim pobudziły ją do masturbacji. Podnieca się, bo to on ją rozerotyzował (wkłada jej łapy między nogi, helooooł!), jest zatem głównym prowodyrem seks-myśli. I taki typ baby.

      Poza tym nie mam pojęcia, o co ci chodzi. O to, że Kimiko nie widziała jeszcze księcia w stroju Adama? → Wyobraziłam sobie Chase’a Younga z listkiem. Błagam, nie rób mi tak więcej! xDDD
      Tak, o to chodzi.

      Usuń
    27. Dlaczego nie napiszesz, że podniecało ją wyobrażanie sobie go nago, chociaż jej wzrok nie spotkał się jeszcze z każdą częścią jego ciała, czy coś takiego… to i tak jest lekko podkolorowane, ale już brzmi o niebo jaśniej. → ….z każdą częścią jego ciała… Ta. Nie no, penisa widziała, bo mu loda robiła. Ale klata! Mrrr… ;3 Gdy pod koniec ostatniego sezonu Xiaolin pokazali, co on trzyma pod tą zbroją, to kurde, fankom „jajniki eksplodowały”. Takie sekretne wyznania z różnych stron świata. O taką mapę ciała chodzi.

      Co ona ma z tym potem? Kiedy tylko Chase dotyka jej piersi (lub Kimiko wyobraża to sobie), znowu pojawia się jej spocone cielsko. A jeszcze ani razu nie współżyli! (...) Ileż to się trzeba napocić w czasie ocierania się o poduszkę, doprawdy. Dziwne. →  Wiadomo, że chodzi nie o nogi czy ręce, ale tułów. Normalnie to facet mocniej się poci, bo on wykonuje bardziej męczącą część pracy. Jednakże Kimiko masturbowała się nie palcami, a jeździła biodrami o materac, czyli to ona przejęła tę męską rolę znaną z większości tandetnych seks-opek, bo tam pierwsze razy zawsze na misjonarza. Więc dlatego się spociła. Nie wierzę, że muszę to tłumaczyć. Czy widzisz, do czego mnie zmuszasz? xD Btw: Chase w „Rozliczeniu” nie tylko dotykał jej piersi, zatem nie pitol, bo dobrze wiesz, że robił jej palcówkę.

      Słowo pot wcale nie należy do typowo podniecających wyrazów nałogowo wykorzystywanych przez autorów powieści erotycznych. → Jeszcze nie zauważyłaś, że opisuję seks specjalnie tak, by nie podniecać czytelników? Czy pisać o seksie = sprawiać, żeby ludzie od razu chcieli się dotknąć? Nie jest sztuką napisać pornola. Sztuką jest pisać erotykę bez śmiesznych wymijaczy typu: wypukłość w spodniach, skoro z Demonkiem się wypuściłaś, a przy tym ująć problem w taki sposób, by nie mieć potem wyrzutów sumienia, że jakiemuś biednemu dziecku zrobiło się mokro.
      ]
      No chyba że bohaterowie naprawdę kopulują przez pół dnia ostro jak króliki. → No, akurat ci bohaterowie by mogli. Wiesz, Chase to goniący za nieśmiertelnością ogier. Kimiko niewyżyta.

      no nie wiem. Kilka notek temu sądziła, że chce, aby Young zrobił jej dobrze, bo to rozwiąże wszystkie jej problemy. Soł… →  Ale to było kilka notek temu. Kimiko zaczęła  porządnie myśleć o sobie jako o pannie lekkich obyczajów, dlatego bardziej wstydzi się swych czynów. Tak, bohaterka się zmienia. Bohater dynamiczny, mówi ci to coś?

      Dziwne. Logika na poziomie zerowym, biorąc pod uwagę, że we wcześniejszych notkach sama chciała zrobić Youngowi dobrze. →  We wcześniejszych notkach. Czyli dawno temu. Wiesz, poglądy się zmieniają. Coś zaczyna do Kimi docierać… Ale co tam, parę fragmentów niżej i tak powiesz, że Kimi kompletnie się nie rozwija i nie zmienia. A potem dodasz, że jednak zmienia, więc nie jest spójna.

      Ach, no i zapisałaś kursywą moment, w którym Kimiko wspomina wydarzenia z przeszłości. Ale w nich po pierwszym znów czytam, że jest w pokoju, więc zastanawiam się, czy wracasz do czasu teraźniejszego i zapomniałaś wyłączyć kursywę, czy to raczej dalej jest przeszły, tylko zmieniłaś lokalizację bohaterki. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Ja nie powinnam się zgubić → Nie powinnaś. Tym bardziej, że już raz taki zabieg zastosowałam.

      czytanie ze zrozumieniem nie sprawia mi żadnych trudności. → To zapewnienie rozczuliło mnie wybitnie.

      skoro przycisnął ją do siebie, to znaczy, że aktualnie widziała jego podbrzusze. Gdyby podniosła wzrok, mogłaby w najlepszym wypadku zobaczyć jego brzuch, ewentualnie podbródek. Ale nie ma takiego wszechświata, w którym dostrzegłaby to, co opisałaś. → Szyja jest naprawdę giętką częścią ciała. Mógł przycisnąć głowę Kimiko do siebie, ale czy przyciskanie jej mordki wyklucza, że laska nie ssałaby tak, aby nie móc odchylić głowy jak najbardziej do tyłu, tak że ten tułów dotykałby równocześnie pleców?

      Nie rozumiem, jaką funkcję w tym zdaniu pełni informacja o zupie. → Chase pije magiczną zupę ze smoka. Nie mów, że nie powtarzałam

      Usuń
    28. Zresztą, nie ma to znaczenia, bo i tak jest błędnym założeniem. Sperma nie przesiąka smakami wszystkiego, co jada mężczyzna. Faktycznie. Jakby Chase przez kilka dni nie spożywał niczego innego prócz ananasów, miałaby pewnie odrobinę ananasowy posmak, ledwo wyczuwalny. Ale nie byłaby nim przesiąknięta. Gdyby palił papierosy, byłaby bardziej gorzka. → Ale Lao Mang Long to magiczna zupa ze smoka, która daje facetowi nieśmiertelność, a przy tym zmieniła jego wygląd i sprawia, że jest zły (pisałam o historii Chase’a w pierwszych akapitach „Rozliczenia”, pisałam w Niewolnicy cz 2, powtarzam co rusz, gdzie się da, że żłopie ten eliksir). A zatem Chase pije magiczną zupę, więc karmi dziewczyny magiczną spermą. Daj się wreszcie ponieść wyobraźni i uwierz w takie niuanse występujące w fiku. Równie dobrze powinnaś się czepiać teraz o to, dlaczego koleś ma jaszczurze oczy, a tego mi nie wytknęłaś. Bo pije Laośkę. Bo ona sprawia, że jest przesiąknięty złem. Bo Kimiko odniosła takie wrażenie, ponieważ nigdy nie miała w ustach spermy, więc skojarzenie nasunęło się dziewczynie od razu. Gdyby miał zieloną, żrącą spermę to, jakkolwiek brzmiałoby to śmiesznie, także powinnaś w to uwierzyć.

      Jakbyś nazwała rękę częścią ciała albo książkę przedmiotem. Albo wodę życiodajną substancją, czy jak to tam szło. Świadczy to o naprawdę słabym warsztacie literackim. → Zabrakło mi synonimu, tak? xD

      ”Teraz biaława ciecz spływała wolną strużką – skoro podkreśliłaś wcześniej, że była gęsta, lepka oraz było jej niewiele, to jakim cudem spływała? → Bo grawitacja. Gęsta = ciężka. Ciężka = spada. Prawidłowość fizyczna. + Kimiko wcześniej się spociła, nie? Przecież to zauważyłaś. A pot czyni skórę śliską jak po mydle, czyli choć lepka, nie kleiła się aż tak. Zresztą sperma to nie klej, inaczej by tak nie strzelała z penisa. O, już wiem. Zrób sobie doświadczenie z budyniem. Zobaczysz, że wystrzeli ze strzykawki, jeśli jakąś masz, oraz że spłynie, choć jest gęsty i lepki. Budyń = sperma. Ja mam cię o spermie uczyć? Zwariowałaś?

      (od teraz budyń już zawsze kojarzyć mi się będzie ze spermą. Zwłaszcza śmietankowy)

      Usuń
    29. Dwie kwestie. Co ma do rzeczy pełny pęcherz z masturbacją oraz dlaczego Kimiko się tak nałogowo poci? → Bo po seksie chce się sikać. Kimiko masturbowała się w dość szczególny sposób, stąd jej pęcherz zareagował inaczej, niż gdyby miała sobie robić palcówkę. O pocie pisałam.

      ”Rozgniewałabyś go bardziej, odcinając mały narząd skryty tam, na dole... – bo penis to słowo tabu. →  Po pierwsze chodzi o łechtaczkę. Po drugie jak powinnaś była zauważyć już wcześniej, narrator normalnie używa zarówno słów łechtaczka jak i penis, zatem wiesz, że często bez żenady wali prosto z mostu, dlaczego zatem nie wspomnisz o tym w ocenie i robisz ze mnie idiotkę, która pisze o seksie, ale tak jakby wstydziła się, bo nie używa określeń typu penis czy pochwa?Tutaj akurat masz cytat sumienia Kimiko. No sorry, że sumienie Kimi ma jakąś tą w sobie skromność i nie opisze tak prosto z mostu jak narrator.
      Przecież ten zabieg też kreuje ci bohaterkę.
      Po trzecie nie czytasz ze zrozumieniem, ale to już mówiłam.

      Niedojrzałość głównej bohaterki osiąga apogeum w momencie, w którym nie chce spać na łóżku, bo wcześniej masturbowała się na nim. →  Wiesz, Japońce na przykład popełniają harakiri, jeśli zaboli honor. To też MY uznamy za niedojrzałe i głupie. Dla Kimi spanie na podłodze było swoistym odpokutowaniem, bo zabijać się nie chciała. Przepraszam, że Japońce mają takie czasem niedojrzałe zachowania, jak czytanie kolorowych komiksów powyżej 40 roku życia. Konia za to, że ma duży łeb, też przeproszę.

      Czemu od razu nie pomyślała o samobójstwie? I dlaczego ta bohaterka myśli po czynach, na dodatek myśli tak rozbieżnie, że zaraz znów zacznie się masturbować? → Wat? Co Ty mi w tej chwili przytaczasz? I tak, mądra Kimiko po szkodzie. Albo nie: przed szkodą i po szkodzie głupia. Taka jest.

      Wszak przed chwilą liczyła na to, że może przeleci ją jakiś koci wojownik. Pewnie nie powinnam streszczać w tym momencie opowiadania, ale… chcę, abyś zobaczyła, jak absurdalnie to wszystko brzmi. Jak bardzo Kimiko jest płytka i nielogiczna. → A wiesz, dlaczego chciała, by ją przeleciał? By Chase dał jej spokój. By przestała być w jego oczach atrakcyjna. Ty te ocenę nadal piszesz dla mnie, czy pod publiczkę? Bo w tej chwili robisz z Kimiko nimfomankę, która chce, by ruchało ją wszystko, co się rusza, a nie masz ku temu żadnych podstaw. Tekst żadną miarą cię nie upoważnia do wyciągania takich wniosków.

      A przez to jak ona strasznie mnie irytuje! Pieprzona Merysujka, która nie ma żadnych wad. → Faktycznie. Wzór cnót. Ideał kobiety. Nic tylko naśladować osobę, która chce się puszczać z wrogiem, a ten ją w nagrodę poniża. Narrator pokazuje jej złe cechy, ale co tam, powiesz co innego.

      Jest biedna, poniewierana, poniżana, a narrator stoi za nią murem. → Narrator nikogo w opku nie ocenia. Pokazuje negatywne cechy bohaterów, ale ich nie ocenia, bo tę ocenę zostawia czytelnikom.

      Ale sama nic nie zrobi, nie podejmie żadnych środków. Potrafi tylko płakać albo myśleć o seksie. → Mary Sue tak bardzo.

      Usuń
    30. A TERAZ SAM NARRATOR Z NIEJ KPI! NO TEGO JESZCZE NIE GRALI! → TO W KOŃCU JEST TĄ MARY SURE, CZY NIE? CZY TEN NARRATOR TO ADWOKAT, CZY NIE? ZDECYDUJ SIĘ, BO TO JUŻ PRZESTAJE BYĆ NAWET OCENĄ SUBIEKTYWNĄ. Raz to ci przeszkadza, raz to. Wychodzi, że w żaden sposób nie idzie ci dogodzić, bo znowu i tak jest źle i tak jest. W tym momencie to nie jest ocenka. Ani nawet analiza.
      Po opinii subiektywnej powinno dać się poczuć twoje gusta. Nie da się.

      Rumieniących się palców też nie. →  Ok, tu fakt, mam błąd.

      Fabuła broni się sama. Scena, w której Chase wymusza na Kimiko spalenie fotografii, przy okazji trenując jej siłę ognia oraz sprawdzając jej wierność, jest świetna. W sensie Chase jest świetny. Lubię takie charaktery. → Jakim cudem ma tym etapie rozumiesz Chase’a, a z Kimiko robisz patałacha? Do tego rozdziału motywy i psychika Chase’a nie były specjalnie rozbudowane. On się tylko śmieje, maca i robi za zajebistość, bo paskudny narrator go tak określa. No i dowód znowu, że jednak umiem sceny pisać. Po prostu perspektywy narratora się zmieniają, więc i sposób opisywania.

      Dlaczego w przypadku Kimiko absolutnie ci ta sztuka nie wychodzi? Bo nie masz doświadczenia. Napisałaś tyle rozdziałów i dalej nic. → Mówisz, że nie potrafię budować scen, ale zaraz, przy Youngu potrafię. Przy Youngu zmienia się sposób opisywania narratora, co wyjaśniałam wyżej. Narrator dostosowuje się do postaci.

      Nie pracujesz nad warsztatem. Zaczęłaś jak zaczęłaś, od streszczeń, i dalej lecisz tą samą metodą. → Bo taki styl. Bo taka koncepcja. Jedno z drugim nierozerwalnie się przenika i nawzajem napędza. Hm. Wychodzi na to, że opko jest spójne.

      Bohater jest przewidywalny i łatwo zadecydować, czy działa logicznie, czy raczej nie jest sobą. → Bo jeżeli zaczyna się zmieniać, ewoluować wraz z rozwojem akcji, to jest wówczas niewiarygodną postacią literacką.

      Kimiko natomiast to postać, która musi się rozwijać. Dostosowywać do sytuacji, w której się znajduje, bo to z jej punktu widzenia najczęściej wypowiada się narrator. Od początku była nijaka, przedstawiona jako wydmuszka. Jak Bella Swan, dziewczyna bez wyrazu. → Tylko statyczni bohaterowie są godni szacunku, pozostali won. Bella Swan... Zmieniam sedno wcześniejszego pytania pozostawionego pod porównaniem IW do Demonka: Czy Ty wiesz, do kogo mi w tej chwili porównujesz bohaterkę? Kolejny raz spójrz w moje internetowe oczka i spróbuj mi to napisać raz jeszcze. Poza tym Kimiko się dostosowuje. Nie pyskuje już przy księciu, jest bardziej posłuszna, robi wszystko, co on chce.

      Usuń
    31. Nie znaliśmy wnętrza Kimiko i to spowodowało, że potem stawała się coraz bardziej irytująca, bo robiła coś kompletnie z dupy wyjętego, randomowego, jakbyś sama testowała na niej, co czytelnicy łykną. → Ogólnie nikt nie zna wnętrza bohatera na samym początku. W trakcie czytania książki odkrywa się wszystkie jego tajemnice. W przeciwnym razie książki składałyby się wyłącznie z prologów. Nikt by nie chciał czytać tekstu, wiedząc o nim wszystko już od samego początku, bo wówczas zakończenie byłoby niesłychanie przewidywalne.

      To sprawiło, że ona dalej stoi w miejscu, mimo że czas akcji brnie w przód. Bohaterka niewiele różni się od tej Kimiko, która w celi przeżywała brak tamponów. → Czyli w trakcie czytania dowiadujesz się o niej nowych rzeczy, poznajesz ją coraz bardziej. Ale też pozostaje na tyle niezmienna, by jednak być jak Chase, skoro niewiele różni się od tej Kimi w celi. A Chase jest mega spójny, bo w ogóle się nie zmienia… Od dziś nie piszmy, że bohater się zmienia, dojrzewa, bo inaczej nie będzie już spójny! To w końcu jest spójna, czy nie?

      Wybrałaś sobie bardzo trudną do prowadzenia postać, bo sprzeczną. Ja wiem, co chciałaś osiągnąć. →  Chyba jednak nie wiesz.

      Chciałaś pokazać, że Kimiko jest rozchwiana emocjonalnie i rozdarta jak sosna Judyma. Da się to napisać, aby na twarzy czytelnika [na twarzy Skoi] nie gościł permanentny mindfuck, ale to wymaga pewnych środków.

      Przede wszystkim wyrażania myśli bohatera za pomocą… bohatera, a nie narratora. - No przecież są myśli Kimi cytowane! xD Cały rozdział ma być cytatem?

      Tam mamy się dowiedzieć, że jest dziewicą i myśli jak dziewica. Tam mamy się dowiedzieć, jak spędza czas i jaki ma stosunek do miłości, jak często wspomina i do czego ma tendencje. → Wyłożę wszystko na tacy w prologu następnym razem, bo to źle, jeśli czytelnik w trakcie zostaje czymś zaskoczony i robi: „Aha, wiedziałem!”Albo: „Aaaa, tego to nie wiedziałem! Toś mnie zaskoczyła, Ray!”

      Bo teraz każde zachowanie Kimiko jest dziwne, sprzeczne, nielogiczne, niepasujące, żałosne, z dupy wzięte. Czytelnik niczego nie rozumie, ale bierze to na klatę i czyta opko o seksach (opko o seksach… cztery erotyczne rozdziały na dwadzieścia trzy. Tak bardzo opko o seksach) Ale czekaj… zachowanie jest sprzeczne, nielogiczne i z dupy wzięte… Czy to nie mówi samo przez się? Że się zmieniła? Zdecyduj się wreszcie i nie mówi, że laska jest taka sama co Kimiko w celi.

      Mniej wymagający nie zada sobie podstawowych pytań i przyjmie wszystko tak, jak piszesz →  Szczególnie, że spotykam się z pytaniami, dlaczego Chase jest tyranem, a to co robi jest obrzydliwe. Czemu nie doceniasz moich czytelników? Ostatecznie zamykają buzie, kiedy im tłumaczę, że nie powinni miarą Europejczyka oceniać tysiąc pięćset letniego nieograniczonego żadnym prawem chińskiego księcia pijącego zły eliksir, który pozbawił go duszy. Człowieka, jakiemu we łbie się przewraca od skupiania w swych rękach władzy totalnej.

      Wracając do tematu, moment, w którym Kimiko szargają sprzeczne emocje, musi być uwypuklony. →  No przecież jest mocno zarysowany, a narzekasz na to.

      Mocno zarysowany. Jeżeli ona non stop się waha nad wszystkim od samego początku opka, czytelnik nie zauważy różnicy i przejdzie obok każdej kolejnej zmiany obojętnie, choćby ta była bardzo ważna. →  ???

      Usuń
    32. Chce i nie chce. Ale tobie brakło określeń, bo wszystkie dosadne określenia wykorzystałaś we wcześniejszych dramach. → Czyli każdy dramat mam opisać tymi samymi słowami, zamiast szukać nowych określeń? To, że tobie nie pasują, jak i cały mój styl, nie upoważnia cię do twierdzenia, jakoby kurczył mi się zasób słów.

      To samo tyczy się scen zbliżenia. Jeżeli Kimiko przeżywać będzie każdy orgazm tak samo, jej pierwszy stosunek nie zrobi na nikim wrażenia, bo już brakuje ci słów, by wyrazić rozkosz, którą przeżywa. → Ale skąd wiesz, czy nie mam jakichś super słów zachowanych w zeszycie i przygotowanych specjalnie na ten wyjątkowy wieczór? xD
      Czy piszesz te wróżby ze swoich doświadczeń (sorki za argument ad personam, ale powoli zaczynam tracić cierpliwość)?

      I kombinujesz, tworząc sekretne muszle czy mapy. → Akurat muszle były przy pierwszym razie.

      I wtedy będziesz musiała wykorzystać narratora, który wyjaśni, co Kimiko ma w głowie, bo czasowniki opisujące jej zachowanie będą dla czytelnika takie same jak zawsze i nic z nich nie wyniesie. Zapętlasz sobie koło, bo narrator-adwokat to najgorsze, co może ci się przytrafić. Ups! To już się przytrafiło. → Nie doceniasz mnie. Zresztą przy każdej nowej rozkminie  staram się używać nowych określeń, które ją obrazują. Nie licząc rozpadania się na kawałki (które i tak było w różnych kontekstach), nigdzie za pomocą wytknęłaś mi, że się niby faktycznie się powtarzam i brakuje mi słów.

      ponieważ jak dotąd żadna masturbująca się przy nim kobieta nie była równocześnie jego dawnym wrogiem – Co ma kobiecość do wrogości? Kobieta to kobieta. Masturbowały się przy nim, sam przyznał. Fakt, że Kimiko była kiedyś wojowniczką, nie miał tutaj nic do rzeczy. → Masz jak wół napisane. Czytaj między wierszami. I przytaczaj całe cytaty, bo tak pourywane brzmią bezsensu: „ponieważ jak dotąd żadna masturbująca się przy nim kobieta nie była równocześnie jego dawnym wrogiem, co automatycznie podnosiło rangę tego, co zaraz uczyni Kimiko, do wyższej ligi”. Rozumiesz? Chase inaczej będzie traktował kobietę-kobietę taką jak ja, czy ty, a inaczej swojego dawnego wroga, z którym walczył, a który zaraz odstawi przed jego oczami godny pożałowania cyrk. Zabawa razy dwa.

      Usuń
    33. – Moja piękna – szeptał, całując dłonie dziewczyny - Nigdy nie zwrócił się do niej inaczej niż smok ognia. „– Ten narrator to perfidny kłamczuch jest. Jakby wciąż nie był wystarczająco nieznośny. →  „Moja piękna” był pierwszym, innym sposobem nazwania Kimiko i narrator zwraca na to uwagę czytelnikowi. Mam to jeszcze precyzyjniej napisać, żebyś zrozumiała, że to nie zalicza się do błędu logicznego i narrator wcale nie kłamie? Powinnam napisać: „Nigdy WCZEŚNIEJ nie zwrócił się do niej?

      ”Potulnie przytaknęła. Zachowywała się jak w transie. Słyszała obrzydliwe słowa, lecz zupełnie do niej nie docierały. Rozbijały się gdzieś między poczuciem winy, a pragnieniem rychłego stosunku, tak bliskiego spełnieniu jak nigdy dotąd.” – O! To mi się spodobało. Naprawdę taki opis jest jasny. Dociera do czytelnika swoją prostotą i poprawnością językową (poza przecinkiem przed a). Dodatkowo opisuje naturalnie, luźno, nie rozlewa opisu na trzy akapity. →  Podobny był opis uczuć z tonącym czubkiem statku Honor… Ale co ja tam wiem…

      Chase wspomniał, że to, co będzie się działo w ich związku od tej pory, jest ścisłą tajemnicą i za zdradę lub długi język Kimiko straci życie. Oto, co nasunęło się jej na myśl: →  Eee? Jaką tajemnicą? Cały pałac wie o ich związku i gada. Z fragmentu, w którym bohater mówi o jakimkolwiek sekrecie („będziesz przebywać najbliżej mnie jak również mojego otoczenia, w dużym skrócie: za zdradę, czy wyjawienie jakiegokolwiek sekretu, zginiesz, jasne?”) wynika, że nie chodziło mu o tajenie ich związku, bo o nim trąbią wszyscy, a o drugim otoczeniu Chase’a. Nie dworskim, a politycznym. Przebywając blisko władcy, możesz poznać jego sekrety, jesteś więc zobowiązana taką samą tajemnicą milczenia co lekarz czy ksiądz w konfesjonale.

      I tym zdaniem zepsułaś dobre wrażenie po ostatnim, wyżej cytowanym fragmencie. Bo Kimiko była podniecona i prędzej powinna pomyśleć o tym, jak już przechodzą w końcu do sedna sprawy niż wyobrazić sobie coś tak obrzydliwego. → Bo jak powiesz komuś, że go zabijesz, to ten nie może sobie wyobrazić własnej śmierci, ale nadal powinien myśleć o seksie. Tak samo jeśli ja powiem teraz zielona gruszka, to wcale nie wyobrażasz sobie zielonej gruszki, ale kucyka.

      Poza tym wybijasz czytelników w rytmu. Najpierw silisz się na super klimat, po chwili psując go w taki błazeński sposób. → Kawałki mózgu na ścianie takie śmieszne. Temat śmierci taki przyjemny.

      ”.Jeśli popełni samobójstwo, cóż – odznaczy się to stratą, wszak jako pierwsza i możliwe jedyna osoba w ciągu tysiąca pięciuset lat dostarczała mu takiej frajdy. Zaraz pójdzie do kotków, wyda polecenie, by znaleźli mu dziewczynę o podobnym do Kimiko” – w drugim zdaniu podmiotem jest Chase, ale brak dokładnego określenia sprawia, że chwilę zastanawiałam się, jak martwa Kimiko może pójść do kotków. →  Czyli jak martwa Kimiko może pójść do kotków, by wydać im rozkaz, by znalazły jej dziewczynę podobną do siebie. A zdanie później, że pójdzie ją sobie wyruchać. Tak.
      Nieraz można się domyślać, że chodzi o Chase’a. Nie trzeba sadzić co chwila podmiotów.

      Usuń
    34. Teraz przyznał, że chce bez pardonu zerżnąć Kimiko. Co kompletnie nie pasuje do sposobu wyrażania się narratora, bo nie zdarzało mu się wcześniej rzucanie mocnych słów. → A ździra, a kutas?

      Natomiast u Kimiko nie zmieniło się nic. Marzy o penisie Younga, ale jednocześnie nazywa swoją żądzę haniebną. Myślenie dwóch różnych rzeczy w tym samym czasie podsuwa mi pomysł, że może Kimiko nie tyle jest judymowską sosną, co po prostu ma schizofrenię → A może mieć i schizofrenie. Czy nie widzisz, że ona nie jest do końca zdrowa pod względem psychicznym? Że Chase osiągnął to, co zapowiadał pod koniec wcześniejszego rozdziału? On robi w mózgu Kimiko sieczkę. Na tym etapie opka dąży do tego, by Kimiko cierpiała, miała depresję, samobójcze myśli.

      Inaczej jej działania mówiłyby co innego niż myśli – lub odwrotnie. Bo na razie to wygląda, jakby to właściwie narrator sam nie wiedział, co takiego miała w tej pustej głowie. → No to coś ma, czy nie ma w tej głowie? Jakby miała pustkę, to by myślała o niebieskich migdałach, nie zaś o tym, co się wokół niej dzieje. Przeżywa, emocjonuje się i płacze. Warzywa nie płaczą.

      Po co wyjaśniasz czytelnikom, czym jest petting? Rychło w czas, skoro Kimiko ma za sobą już jakieś doświadczenia z tym związane. → Jak mogę wyjaśniać to, czym jest petting? To Kimiko rozkminia różnice między seksem, którego nie doświadczyła, a pettingiem, który już zna. Zastanawia się, czym jedno różni się od drugiego. To też mówi o tym, co ona ma w głowie i czym żyje. Jakimi fantazjami karmi się w nocy. Jak Chase ją rozerotyzował.

      To nie jest encyklopedia ani nie prowadzisz wychowania seksualnego. Jeśli już chcesz edukować czytelników, to nazwij to i pokaż opisem czynów. → To czemu każesz mi pisać słownikowo, urzędowo, sucho, zamiast poetycko? T.T

      Niczym kochankowie? –  Czyli oni tylko uprawiali seks jak kochankowie, ale tak naprawdę nimi nie byli… Nie. Skąd. → W wyobraźni Kimiko  m o g ą być kochankami, bo tak dziewczyna chce nazwać go w swych myślach. Korelacja: kochanek - kochanka, nie klient - dziwka.

      Bardzo chciała zbadać, czy odczuje ciepłą ciecz zalewającą mokre od śluzu łono. – Łono. Ł O N O.
      http://sjp.pwn.pl/sjp/%C5%82ono;2480014  
      → Dobra, zmienię na pochwę. Się zapędziłam.

      Ten sam narrator w tym rozdzialiku używa słów takich jak rżnąć oraz kontemplować. Łono oraz ostry seks.  To mieszanie stylów (naruszenie zasad harmonii stylistycznej). Pod to zalicza się tez nadużywanie poetyzmów wpływających na kwiecistość. Nie wiem, czy nie czujesz, że coś tu nie gra? →  A ty ogarniasz, że w kanonie masz tak samo dzieła, które trzymają się zwięźle jednej stylistyki, jak i takich buntowniczych dzieł odrzucających pewne konwencje? Np. Ferdydurke? Czy nie dostrzegasz, że rżnąć było przy perspektywie Chase’a, a kontemplować przy Kimiko? Czy na podstawie języka nie pomagasz sobie zbudować charakterystyki bohaterów?

      Jeśli w porę nie zdążyła uchylić drzwi, lwiątko znaczyło teren pokoju moczem, a czasem czymś gorszym. – A jak je uchylała, nagle przestawało mieć wszystkie potrzeby fizjologiczne. → Nie, wtedy uciekało do swojej kuwety, bo tam ma potrzeby fizjologiczne zaspakajać.

      Nawet największe niewolnice seksualne mają coś poza wielką, nieustającą chcicą. Mają inne potrzeby, myśli, marzenia, cele, plany na spędzenie dnia. Podejrzewam, że robią w swoim życiu coś jeszcze
      → Grafik Kimiko został ułożony tak (a przynajmniej do rozdziału Rewelacje wyraźnie to widać), żeby biedna nie miała sposobności uspokoić rozbieżnych uczuć, przeanalizować informacji, uporządkować, obmyślić strategii. Najprościej mówiąc, Chase chciał, by się wykańczała, miała z mózgu sieczkę, wpadła i trwała w depresji. I co, nie udało mu się?
      Ale o tym już mówiłam.

      Usuń
    35. 5:00 - pobudka, kąpanie się, ubieranie
      6:00 - robienie księciu śniadania i przygotowanie posiłków dla innej elity, kocich wojowników zajmujących pałac
      7:00 - przerwa, książę je śniadanie. Kimiko odsypia/przygotowuje się psychicznie na trening
      8:00 - trening z księciem
      13:00 - koniec treningu. Prysznic. Robienie obiadu dla wszystkich
      15:00 - przerwa obiadowa. Kimiko śpi od tych wysiłków. Albo je obiad, jeśli akurat nie myśli i nie płacze.
      16:00 - spędzanie czasu z księciem do godziny 18:30
      18:30 - robienie kolacji dla księcia
      19:30 - książę je kolacje przy dobranocce i dobrej dziwce. Kimiko nie ma przerwy, robi żarełko dla siebie i reszty sług (którzy będą pracować w nocy – np. wartownicy)
      21:00 - Kimiko kończy prace. Idzie się myć.
      22:00 - Kimiko udaje się zasnąć

      A czasem Chase spędza z nią jeszcze więcej czasu. Kiedy ma robić coś więcej?

      Poza tym w „Zawodzie” przechadza się po ogrodzie. Czy spacer to nie zajęcie? No i w następnych rozdziałach, owszem, masz więcej jej zajęć. Kimi gra, chodzi do biblioteki, aby się dokształcić, uczy się wierszy, chińskiego, bawi ze swoim kotkiem… Ale w dalszej części oceny już nie wspomnisz, że wywiązałam się z Twoich powyższych oczekiwań, by Kimiko robiła coś więcej.

      ...prowadzą jakieś życie wewnętrzne poza seksem lub myśleniem o seksie → Kimiko taka idealna Maryśka Zuzka.

      i jego wszystkich możliwych odmianach. Kimiko już nie jest nawet wydmuszką. Teraz to inkubator, który najchętniej przyjąłby każdą ilość książęcej spermy, jak gdyby Chase rozdawał ją na kartki. → To, że ona myśli o seksie i chce łykać jego spermę to jedno, ale że on jej nie daje, to o tym już nie wspomnisz, bo wolisz z niej robić sex-shop lalkę.

      W czasie zwykłego treningu siły wojowniczki ognia książę dotknął jej uda, a na jej ciele: od razu pojawiły się czerwone plamy. WTF? → Jakim ciele? Twarzy: „więc twarz Kimiko natychmiast pokryły czerwone plamy”. Zarumieniła się. Co ty w ogóle przytaczasz?

      – Schizy? Serio? Narrator wychodzi na niedojrzałego. Schizę to mam ja, gdy czytam to opowiadanie i wyobrażam sobie setki sposobów na wymiganie się od tej roboty. Łącznie z wyrzuceniem laptopa przez okno. → Ja ci jeszcze nie napisałam, żebyś  wiochy nie robiła, bo łocenka koszmarna i robi mi z mózgu pastę rybną do tego stopnia, że już gimbusiarska sraczka z Euforii otrzymana od Amnesii wydaje się mieć porównywalną wartość do Twoich wywodów.

      Szli dosyć wolno, zatem Kimiko mogła podziwiać mijaną po drodze urodę pałacu ukrytego w wulkanicznej górze – nie żeby nie mieszkała w nim od prawie sześciu lat. → A ja dwudziesty pierwszy rok mieszkam w Krakowie i ciągle jakoś potrafię się zapatrzeć na jego budowle, podziwiać ich piękno, gdyż mnie nie nudzą. Z treści dalszych opisów wynika, że pałac Chase’a był na tyle bajerancki, że aż godny fascynacji. Przy fragmencie z korytarzem narzekałaś, dlaczego zwykły hol opisuję specjalistycznym językiem. Właśnie po to. Budowle też są dziełami sztuki. Ludzkość od tysięcy lat zachwyca się na przykład nad monumentalną prostotą piramid i ciągle nie ma dość.

      Usuń
    36. No nie przesadzaj. Nie rób z niego takiego wielkiego badassa, który łaskawie pozwala swojej niewolnicy napić się wody po zażyciu środka antykoncepcyjnego. → Gdy byłam mała, moi rodzice nie pozwalali mi od razu popić paskudnego w smaku antybiotyku herbatą (czystej wody nie piłam. Do dziś nie piję xD), byleby lekarstwo lepiej zadziałało. Skoro rodzice potrafią odmówić czegoś takiego własnemu dziecku, to powiedz mi, dlacze