...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

[56] ocena bloga: mistrz-szachownicy.blogspot.com

8 stycznia 2016
Adres bloga: Mistrz Szachownicy
Autorka: K96
Tematyka: fantasy — low fantasy
Oceniające: Nea i Koh


Dziś w klimacie anime, szachów oraz nieskończonych monologów wewnętrznych rodem ze wschodnich animacji! Będzie się działo, a o szachach będzie najmniej!



SZABLON

Jeśli można tak nazwać to, co akurat widnieje na stronie… Szablony domyślne Bloggera są dość szpetne i z tym nie jest inaczej. Najchętniej bym stąd natychmiast uciekła i zapomniała, że musiałam tu przebywać. Obrazek w tle jest słabo czytelny i nie spełnia żadnej funkcji, chociaż się można zorientować, że to szachy.
Poza tym układ jest wygodny. Tylko po co taki milion postów na stronie głównej? Odziera to tę stronę z resztek przejrzystości. Ech, będę musiała tu spędzić tyle czasu. Zakładkom nie mam wiele do zarzucenia. Może poza tym, że wypadałoby tekst wyjustować. Na stronie jest w każdej możliwej konfiguracji chyba, tylko nie w tej.

LEKCJA 1.
Masz kropkę na końcu tytułu – to błąd (powtarzany we wszystkich tytułach). Poza tym brak justowania oraz wcięć akapitowych. Mam wrażenie, że czeka mnie pełna przygód gramatyczno-stylistycznych podróż.

Każdy marzy o prestiżowej szkole, gdzie można rozwijać własne zainteresowania, ale dostanie się do niej nie jest proste. Najczęściej uczniowie dostają się do nich za pomocą znajomości rodziców lub ich pieniędzy. W jednej z takich szkół uczy się młoda, piętnastoletnia dziewczyna, która pomimo bogactwa rodzinnego, spełniła swój życiowy cel o własnych siłach – co ten fragment robi w narracji? Co tekst pasujący na opis opcia robi w tekście? Jaką niby funkcję spełnia poza irytowaniem? Zamiast wprowadzać do świata przedstawionego, generalizujesz, w dodatku błędnie. Ja nie marzyłam o prestiżowej szkole. Podejrzewam, że z jakiś miliard innych ludzi też nie marzy ani nie marzył.
Poza tym, nikt nigdy nie dostał się do prestiżowej szkoły dlatego, że – no nie wiem – jest zdolnym, inteligentnym człowiekiem? No totalnie nevahr.
Co nas interesuje, że bohaterka ma piętnaście lat? Czy nie dało się inaczej podać informacji, jakim cudem załapała się do tej szkoły, tylko w formie czegoś tak karygodnie odrzucającego?

Lekcje dobiegają końca i Lejra wraz z przyjaciółmi opuszcza teren szkoły. Idą razem do pewnego momentu, gdzie ich drogi rozdzielają się. Zielonooka żegna się z pozostałymi i skręca w prawą uliczkę – z tych kilku zdań dałoby się stworzyć piękną obyczajową scenę, w której zawarłoby się podstawowe informacje o postaci oraz jej otoczeniu, relacjach z rzekomymi przyjaciółmi, o wielu drobnych, ale ważnych pierdołach. Co dostajemy? Właściwie nic. Czytelnik do końca rozdziału zapomni o wszystkim, co tu przeczytał.

-_Znów kolejny dzień dobiegł końca – nie spotkałam jeszcze człowieka, który myślałby w ten sposób.

Nie mam nawet ochoty tam wracać... Gdy tylko wejdę, znowu zaczną szeptać coś między sobą, a mnie będą odganiać, wmawiając, że to sprawy dorosłych. Moja rodzina zdecydowanie jest dziwna, a głównym zarządcą tego wszystkiego jest dziadek. Byłam u niego tylko jeden raz, ale sądzę, że tyle w zupełności wystarczy – te myśli pojawiają się tylko po to, żeby narrator mógł wciepnąć paskudną, nudną ekspozycję. Nie znam ludzi, którzy w taki sposób myślą i samemu sobie tłumaczą, co zrobili w życiu. Posłuchaj czasem swoich myśli i zastanów się, czy którekolwiek brzmią tak sztucznie, jeśli nie zmuszasz ich, żeby tak właśnie brzmiały.
Poza tym co jest dziwnego w dorosłych, którzy trzymają smarkaczy z dala od swoich spraw? Są takie rzeczy, o których dzieci nie muszą wiedzieć.

Dziwniejszą sprawą jest, skąd on w ogóle posiadł ten zamek? – to słowo niekoniecznie tutaj współgra z przekazem zdania.
Poza tym, ja wiem, może po prostu… spytaj kogoś? Niespodziewanie się jeszcze okaże, że ci odpowiedzą i opcio się skończy.

Większość rodziny jest biznesmenami, ale z pewnością nikt z nas nie ma królewskich korzeni! – po pierwsze primo, nie trzeba być królewskim dziedzicem, żeby sobie od konserwatora zabytków (czytaj: państwa) kupić zamek (trzeba być obrzydliwie bogatym i cierpliwym ekscentrykiem). Po drugie primo, rodzina nie może być biznesmenami, może się zajmować biznesem.

W dodatku ten stary zrzęda po śmierci kuzyna, zabrał siostrę, aby to ona stała się dziedziczką całego majątku i zarazem objęła wszystko po jego śmierci – ale czyją siostrę zabrał? Porywanie ludzi nie czyni z nich dziedziców, tylko prawne uregulowania, testament na przykład. Jak można obejmować majątek? To była jakaś kobieta-guma, że cały zamek mogła przytulić?

Cały ten gigantyczny fragment myśli jest nudny, ekspozycyjny i dałoby się przemycić zawarte w nim informacje o wiele, wiele lepiej. Ciekawiej. A jeśli już cytujemy myśli bohatera, super by było, gdyby coś z nich wynikało. Nie wynika nic, dalej niczego o tej lasce nie wiem – podczas gdy teoretycznie towarzyszyłam jej całą drogę ze szkoły do domu. Niczego o niej nie powiem. Wbrew pozorom to źle, bohatera wstępnie powinny charakteryzować pierwsze zdania narracji z jego udziałem.

Myślałam, że kursywa wyróżnia tylko myśli postaci. Tymczasem… dialogi też? Czy może wszyscy bohaterowie porozumiewają się telepatycznie?

wbrew emocjom, które chowa wewnątrz, przy rodzicach zachowuje spokój – halo, widział ktoś gdzieś jakieś emocje w narracji? Hop-hop! … ...nie, nic. Jedźmy, nikt nie woła.

O co ta dziewucha kręci dramę? O to, że dziadek jest nierozsądny z doborem dziedziców? Nie wiem, nie powinna przypadkiem denerwować się, że chcą ją wyrwać z jej życia…? No, co ja tam wiem o życiu w sumie.

Jeszcze jakiś czas kłóciły się. Lejra ostatecznie poszła się pakować – te emocje, to napięcie, się chyba nie pozbieram.
W ogóle, co jest, dlaczego jej imię było taką tajemnicą, a tu nagle ni z tego, ni z owego jebs, oto jej imię? Swoją drogą Lejra kłóci mi się z Nowafią.

Po skończonej czynności, mama pomogła jej zanieść walizkę do samochodu. Lejra wsiadła na tylne siedzenie. Była zła na rodziców, nie miała najmniejszej ochoty żegnać się z nimi, zaś oni powiedzieli tylko parę słów na drogę. Powoli odjeżdża od domu. Dziewczyna nie odzywa się ani słowem do kobiety, która prowadzi auto – rozumiem, że to tu gdzieś chowają się emocje towarzyszące nagłej, błyskawicznej wyprowadzce z domu? Opuszczeniu kochającej rodziny? Poszukajcie pod wyrazami, może znajdziecie!

Piętnastoletnia dziewczynka? No nie wiem. Niby daje radę, ale zaczynam się bać, że zaraz jakieś pedofilskie motywy się tu wkradną.

Lejra dopiero teraz przygląda się kobiecie. Na pierwszy rzut oka wygląda po trzydziestce. Jej włosy są koloru brązowego, spięte z tyłu w koka. Ubrana dość skromnie - w długą, białą sukienkę z żółtymi elementami. Dziewczyna wychodzi z samochodu i widzi drugi raz w życiu potężny zamek. Otwarcie protestuje, gdy kobieta chce wziąć jej bagaż. Obie idą frontalnym grodem, który bardziej przypomina labirynt, niekoniecznie zachwyca swoim pięknem. Zagubiona Lejra, stara się nie odstępować na krok kobiety. W końcu dochodzą do drzwi. Przyszła dziedziczka nie czuje się zbyt dobrze w chwili przekroczenia progu zamku, czym wzbudza zatroskane spojrzenie kobiety. Idą większość czasu w milczeniu – ja nie wiem, czy ty zgłosiłaś do nas jakiś suchy reportaż? Sprawozdanie z wycieczki krajoznawczej? Opisy, które się pojawiają, są zbędne, a tam, gdzie opis jest potrzebny, jest suche, nudne wymienianie, które nie mówi niczego o niczym. Mam takie pytanie, ty w ogóle chcesz to pisać? Skoro nie stosujesz żadnych środków przekazu dających radość z pisania?

Przesuwającym się pionkom nie towarzyszył żaden, najlżejszy nawet dźwięk? Poza tym całą scenę dałoby się opisać zręczniej, niż naturalistycznie rozwodzić się nad rzęsą w oku, come on.

Nie zamierza dłużej zostawać w tym dziwnym korytarzu, ale obawia się, co może zastać za drzwiami. Zbiera w sobie odwagę i przebiega korytarz – po pierwsze, czego ona się boi, że dziadek ją wypatroszy? Że ktoś ją w tym zamku zgwałci? Przecież pojechała do rodziny, cholera jasna. I jaki korytarz przebiega, skoro przed chwilą stała pod zagrodzonymi przez pionki drzwiami?

Odwraca się i widzi ogromny stół, a przy nim prawie wszystkich członków rodziny – to dlaczego jej rodzice nie mogli pojechać z nią?

Bije od niego spokój, choć jego zielone oczy nie są przyjemne w odbiorze – koleś siedzi relatywnie daleko, jakim cudem ona widzi jego oczy?

-_Skoro temat magii mamy już za sobą, czas na opinię was wszystkich – eee, niby jak? Skoro bohaterka dalej gówno wie i właściwie niczego konkretnego nikt nie powiedział?

głowa rodziny zignorował syna – głowa rodziny zmieniła od razu płeć. Rodzaj dopasowujemy do podmiotu, nie do metafizycznych czynników, czy czegoś.

Ta rodzinna narada. Ja pieprzę. Równie dobrze mógł ich listownie poinformować o wszystkim, zamiast robić taki cyrk. Wypowiedziała się z tego tałatajstwa jedna osoba poza dziadkiem. Come on.

Iiii żadnego konkretnego zdumienia na wieści o magii. Dziadek zniknął? Mech. Ja bym zemdlała, bohaterka drze na wszystkich ryja. Priorytety.

Mam rozumieć, że drugie dziecko to tak naprawdę nie dziecko i nawet rodzice mają na nie wyrąbane? Sposób, w jaki rodzice – i reszta rodziny – potraktowali bohaterkę, zakrawa o patologię.

Aha, bohaterka natychmiast się poddaje w walce o informacje, potulnie idzie do swojego pokoju i myśli sobie o tym, jakie to zaskoczenie, że rodzina włada magią. No faktycznie. Też bym była trochę zaskoczona, gdybym się dowiedziała, że mam nadprzyrodzone moce, oh wait.

No nieee, ta pseudo-przewodniczka też zostawiła ją na środku korytarza i olała? Nie wiem, wydawałoby się, że o dziedzica należy troszkę dbać, zamiast stwarzać mu sposobności do niefortunnych wypadków… chyba że się dybie na to, co dziedziczy.

Choć trzęsących się nóg i złego przeczucia, odwróciła się za siebie – co tu się stało? Jakie choć?

Dostała jeszcze silniejszych drgawek – napad epilepsji, czy coś? W ogóle, widok figur szachowych wprawia ją w silne fobiczne reakcje, ale ludzie dematerializujący się w powietrzu to już mech?

Dziewczyna zaczęła krzyczeć, a z nadmiaru emocji straciła przytomność – o, no proszę, pierwszy opkowy element do odhaczenia! W dodatku na samym końcu rozdziału! Ciekawe, ile ich uzbieram *zakłada czapkę Asha z Pokemon*.
Poza tym… gdzie te emocje?

LEKCJA 2.
Kolejny raz brak wcięć akapitowych oraz justowania.

Dlaczego ni z tego, ni z owego zmieniamy czas narracyjny? Poprzedni rozdział prawie calutki był w czasie teraźniejszym, co jest zaś teraz? Zdecyduj się, jak chcesz pisać, nie można tak sobie tego w kółko zmieniać, jak ci wygodniej.

Powiew rannego wiatru nieco ją orzeźwił – i obryzgał krwią? Porannego.

Jej uwagę przykuły krzesła oraz stolik, który otaczały. Znajdowała się na nim kartka, więc podeszła do niej – no raczej podeszła do stolika, nie kartki, chyba że kartka była co najmniej wielkości tego stołu.
Co kogo otaczało w pierwszym zdaniu? Bo nie mam, kuźwa, pojęcia.

Fascynuje mnie skrajny brak refleksji bohaterki, która, po przebudzeniu w obcym miejscu, kiedy to zemdlała na korytarzu, nie jest niczym ani trochę zaniepokojona, ba, raczej sobie nie przypomina wydarzeń poprzedniego dnia ani tym bardziej nie ma na ich temat przemyśleń. O, stolik, dostałam stolik, chrzanić patolę, to jest zajebisty stolik.

Była złożona wpół, a po rozwinięciu, zerknęła na treść – mocno creepy ta kartka, jak sama sobie zerkała na treść. Gdybym zobaczyła kartkę z oczami, to bym wtedy jednakowoż zemdlała, co dopiero nasza wrażliwa bohaterka.

Co ja właściwie muszę ubrać? - skupiła się jedynie na fragmencie mówiącym o ciuchach – tak, to zdecydowanie normalne zachowanie człowieka, którego wyrwano z rodzinnego domu, rzucono w obcy świat i tak dalej. To totalnie to. Yay, fatałaszki!
Jak musi coś ubrać, to może choinkę, swoją drogą?

Jest średniej długości, przy czym posiada pełno białych kokard, które tylko dodawały uroku całości – spuśćmy zasłonę milczenia na szalejące czasy narracyjne w tym zdaniu. Skupmy się na samym jego początku.
Jest średniej długości, przy czym posiada. Gdyby była długiej długości (...), to by pewnie sprzedawała te kokardy.

-_Świetnie, teraz muszę się przebierać w ciuchy, które są w kolorze, którego nie lubię… – tak, zdecydowanie to jest teraz jej największy problem, totalnie wagi państwowej.

Zastukała do drzwi kobiety, jednocześnie odzyskując płuca, które niemalże straciła podczas tego biegu – wyszarpnęła je z gardła okrutnego Imperatywu i wpakowała sobie do piersi jednym stanowczym pchnięciem.

Dziewczyna pokiwała przecząco głową – ok, krótka lekcja poglądowa.
To jest kiwanie głową. Zawsze jest twierdzące. Oznacza takie nasze niewerbalne tak. Jeśli chcesz komuś zaprzeczyć, nie pokiwasz głową, bo się zgodzisz na to, co ten ktoś mówi.
To jest kręcenie głową. Zawsze jest negatywne. Oznacza takie nasze niewerbalne nie. Jeśli chcesz komuś przytaknąć, nie pokręcisz głową, bo się nie zgodzisz na to, co ten ktoś mówi.
Wniosek? Nie ma przeczącego kiwania głową, dammit!

Szła dalej labiryntem i z czasem zaczęła wątpić, czy aby na pewno dobrze idzie. Jednak dzięki swojej bardzo dobrej pamięci, wyszła z niego bezbłędnie przed zamek – te wyścigi, te wybuchy, te chwile grozy, pełne zwątpienia…

Ubrana w schludną, białą bluzkę, czarne spodnie oraz marynarkę, zabrała głos – gdyby miała na sobie coś innego, bankowo by milczała grobowo.

Ten dziadek chyba się zmaterializował tam z powietrza pod tym samochodem. Wiem, że tak może, więc tego nie wykluczam, ale ech. Narracjo, czy możesz zacząć nas o czymś informować, zamiast skupiać się na ubiorze wszystkich wokół? Byłabym zobowiązana.

Doskonale wiesz, że kodeks maga zabrania wtrącania osób trzecich na to stanowisko! – jak dla mnie to jego wnuczka, nie osoba trzecia, ale co ja tam wiem.
A wtrącić to można kogoś do lochu.

-_Mistrzu, nic ci nie jest?_- zapytała rudowłosa, a on tylko pokiwał znacząco głową – ...co oznacza, że jest ranny, tak? Ale nie daje faka? Czy co? Nie znam ich niewerbalnego kodu komunikacyjnego, come on!

O rany, ta awantura jest tak sucha i od czapy. Gdyby napisać ją z opisami, gdyby właściwie sprecyzować, kto w niej uczestniczył i dlaczego mówiła tylko jedna osoba, gdyby zawrzeć tam emocje, mogłaby to być całkiem niezła scenka. Ale ten tekst jest odarty z całego klimatu przez to, że brakuje mu fundamentalnych opisów.

Wow, jej reakcja na wieść o braku możliwości kontaktowania się z przyjaciółmi była… wow. Zupełnie jakby nic jej nie obchodzili i spytała z konieczności, bo Imperatyw Opkowy nakazał.

Jesteś o wiele bardziej interesująca niż poprzednia dwójka – z całym szacunkiem, ale coś takiego brzmi śmiesznie, bo bohaterka czytelnika nie zaciekawiła niczym. Nadal nie umiem wymienić żadnej jej cechy.

-_Chyba sobie dzisiaj daruję i poczytam coś zwykłego… – no to po co była ta cała heca z magicznymi książkami, skoro bohaterki i tak to jakoś specjalnie nie interesuje? Jej w ogóle nie interesuje to, że odkryła niedawno istnienie magii. Regularny wtorek dla niej, czy co?

-_Chcesz książkę o szachach? - spytała Ena.
-_Bardzo lubię tą grę – ...to jest koniec drugiego rozdziału, a bohaterka słowem się nie zająknęła o rzekomej sympatii. Znalazła się w zamku pełnym figur szachowych, ruszających się figur szachowych, ale nie wywołało to żadnej ekscytacji ani niczego. No totalnie, totalnie to lubi i się tym interesuje, i zależy jej na zakichanych turniejach.

Zażyła kąpieli i dokonała wszelkich czynności przygotowujących ją do snu – nie wierzę. To chyba już mogę odhaczyć drugi element Opkowego Niezbędnika. Plus, bohaterka na koniec rozdziału zasypia! Nie sądziłam, że trafi mi się do oceniania taka klasyka.

LEKCJA 3.
Tradycyjnie brak justowania oraz wcięć akapitowych.

- Czy on jest ślepy?! – ...ona poważnie się nad tym zastanawia w kontekście, jakby to delikatnie ująć, PIONKA SZACHOWEGO?

Wypakowała z niej ładny budzik i liścik od Eny, mówiący o tym przedmiocie – list nie może mówić, może traktować, wspominać etc.

-_Położę go koło łóżka i pójdę się spytać Eny, o co chodzi – ale przecież dostała liścik wyjaśniający, no to w czym problem?
Dodatkowo spytać nie jest czasownikiem zwrotnym, chyba że ktoś faktycznie pyta samego siebie. Także zła deklinacja.

wyszła z pokoju i ruszyła w stronę domniemanego pomieszczenia, gdzie mieszka kobieta – domniemany, według SJP PWN: «oparty na przypuszczeniu, a nie na stwierdzonych faktach». No więc… co, Ena się codziennie przeprowadzała?

Zapukała do niej dwa razy, ale widząc, że nie ma to sensu, chciała wejść do środka – zważywszy na to, że jedynym wyrazem o żeńskim rodzaju w poprzednim zdaniu była kobieta… Bohaterka zapukała do Eny? Wiem, że to skrót myślowy, ale w narracji trzecioosobowej wygląda mocno słabo.

Pan domu postanowił, że powinnaś powoli wdrażać się w rolę gospodarza, więc sama go powitasz bez niego – brzmi na szalenie rozsądny pomysł, puścić zieloną jak szczypiorek na wiosnę gówniarę do witania oficjalnego gościa bez niczyjej asysty. Totalnie, co mogłoby przecież pójść źle?

Bohaterka wylazła z zamku, nie wiedząc, kiedy gość przyjedzie, nie zapytawszy, kiedy przyjedzie, i postanowiła czekać, aż Imperatyw Opkowy jej go ześle, tak? Oczywiście zesłał. Oczywiście poza zdaniem czuje niepokój wewnątrz siebie nie dowiedzieliśmy się niczego o emocjach bohaterki, o czymkolwiek innym nie wspominając.

Akapit poświęcony rozkminie bohaterki znów jest suchy jak pustyna w lecie. Ekspozycyjny, niezręczny, źle napisany, tak w skrócie. Narracja powinna pozwolić czytelnikowi cokolwiek sobie dopowiadać – ale z pomocą zawsze śpieszy bohaterka z wewnętrznym monologiem rodem z anime, żeby przypadkiem czytelnik nie pomyślał, że jest bystry.

Mi również było strasznie przykro, to było moje jedyne dzieckoholy shit, najwyraźniej w tym towarzystwie wszystkie rodziny są patologiczne. Super, że było mu przykro, że zamordowali mu dziecko.

Tak dobrze mi się rozmawiało, że straciłem poczucie czasu – eee, ok? Dobrze, że ktokolwiek poza bohaterami poczuł ten uciekający czas, bo mnie się zdawało, że spędzili na rozmowie pięć minut, a z jakiś kwadrans na przesuwaniu pionka.
Poza tym, dobrze się rozmawiało? O tym mordowaniu jego syna, zaginięciu siostry bohaterki, czarnej magii i innych sympatycznych tematach? Tych przyjemniejszych, o których wspomina narracja, czytelnik nawet nie odczuwa, więc co za różnica, równie dobrze mogłoby nie być tej wzmianki.

- Cień?! Może wujek czegoś zapomniał – no totalnie, i śledził ją przez pół drogi bez słowa jak psychopata, żeby na śmierć ją wystraszyć w środku labiryntu. Tak właśnie postępują normalni wujaszkowie. A normalni ludzie to właśnie myślą, kiedy pada na nich czyjś cień od tyłu, gdy nie spodziewali się nikogo za sobą.

- Kurczę, jedna wieża stoi za mną, a druga na wprost mnie!! – gdyby narracja zaczęła spełniać swoją rolę i opowiadać o tym, co się dzieje, zamiast pozostawiać wszystko wewnętrznym monologom bohaterki, chyba nikt by się nie pogniewał, serio.

Nie wiem, na miejscu bohaterki zaczęłabym się – na przykład – przygotowywać do tego pojedynku, zamiast się bezsensownie umartwiać. Ale to ja, bohaterka została nazwana sprytną, kiedy zrobiła rzecz, jaką uczyniłby każdy myślący człowiek. Cóż.
No i kolejny rozdział zakończony zaśnięciem!

LEKCJA 4.
Brak wcięć akapitowych oraz justowania.

Mam wrażenie, że bohaterka pojechała sobie na wczasy do tego dziadka. Śpi do późnych godzin, niczego właściwie nie musi robić, jedynym jej dotychczasowym obowiązkiem było przywitanie własnego wujka. Nie wspominając o tym, że turniej szachowy z dziadkiem kojarzy mi się z motywem z powieści Brenta Weeksa i nie jestem z tego zbyt szczęśliwa, generalnie.

Wspaniale, że trafiłaś akurat na ten dzień – …? Przepraszam, czy Pani Cień Bohaterki podejrzewała, że dziewczyna dokładnie na ten jeden specjalny dzień zdematerializuje się i przegapi to coś Bardzo Ważnego?

-_Lejro, a ty gdzie? Wspaniale, że trafiłaś akurat na ten dzień. Chodź szybko za mną! -_chwyciła rękę dziewczyny i _pospiesznie udały się przed drzwi jednego z pokoi – nie wiem, generalnie wydaje mi się, że pisanie potrzebuje odrobiny sensu. Super by było, gdyby narracja raczyła nas informować, jaki bohater się właśnie pojawił, bo podmiot w żadnym miejscu nie zostaje określony. Można wydedukować jego płeć po odmianie czasowników. Bomba.

Znowu jakieś spotkanie? - miała już dość wszelkich spotkań – serio? Odbyła dwa, większość w gronie rodziny. Niczego innego nie musi robić, wszystko podstawiają jej pod nos. Biedna taka, nieszczęśliwa bohaterka.

Wybrałam specjalnie dla ciebie magiczny targ, który odbywa się raz do roku – oczywiście. Imperatywie Opkowy, czy mógłbyś spocząć choć na jeden rozdział? Byłoby cholernie miło, zanudzisz wszystkich.

-_Otruć?! - zdziwiła się – zdziwiła. Nie przestraszyła, tylko zdziwiła. Jacy ci magowie nieuprzejmi, truć własnych gości, co z manierami? Pf.

On nie jest człowiekiem, czy ta kobieta zamierza kupić coś od tego monstrum?! – po pierwsze. GDZIE JEST MOJA NARRACJA, JA SIĘ PYTAM? Dowiem się, do kogo poszła Pani Cień Bohaterki? Oczywiście, że nie, bo po co. I dlaczego bohaterka referuje do niej w tak bezosobowy sposób, nie po imieniu? Patologia na patologii patologię pogania.

Targują się o zieloną książkę? Pomijając, że żadnego targu generalnie nie było, bo Pani Cień Bohaterki po prostu tę książkę kupiła z marszu, to – nie wiem – ta pozycja nie miała żadnego tytułu? Nic? Bida z nyndzą.

-_Nie sądziłem, że dasz się tak łatwo uwłaszczyćuwłaszczyć za SJP PWN: 1. «nadać prawo własności» 2. daw. «nadać chłopom prawo własności użytkowanej przez nich ziemi oraz znieść obciążenia feudalne na rzecz panów». No totalnie to.

W dodatku ta nagła zmiana charakteru Eny… – charakter się nie zmienia jak w kalejdoskopie – inaczej niż zachowanie.

Bohaterka podchodzi do pierwszego stoiska, wskazuje pierwsze z brzegu zioło, nie znając się kompletnie, ale od razu trafia. No po prostu owacje na stojąco, mamy przed sobą cud nad cudami, Dziewczyna, Której Wszystko W Życiu Wychodzi.

-_To jeden z bardziej unikatowych, ale zarazem przydatnych rzeczy – po pierwsze, rzecz jest rodzaju żeńskiego, więc dlaczego jest odmieniona w rodzaju męskim?
Po drugie, no oczywiście! Przecież nie mogła wylosować jakiegoś typowego, nudnego przedmiotu, tylko coś super-specjalnego! Yay, cieszmy się jej szczęściem, przecież nie doświadcza go zbyt często, oh wait

-_Dlaczego to zrobiłaś?! Co, jeśli coś by się tobie stało albo byś się zgubiła?! Martwiłam się, przecież...._- kontynuowała swoje zażalenia – ...przed chwilą dobrowolnie puściła ją samopas w targ, żeby kupiła zioła. Bohaterka stanęła trzy metry dalej i wielka drama, bo to już było niebezpieczne? Borze zielony.

Rozdział kończy się zaśnięciem bohaterki, oczywiście. Skoro nic ciekawego fabularnie nie działo się przez resztę dnia, po co w ogóle dawać czytelnikowi tak suche, niewiele wnoszące do czegokolwiek streszczenie… niczego? Żeby sztucznie nabić słowa rozdziału?

LEKCJA 5.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.

Dziadek zmienił zasady? Dlaczego jesteśmy o tym informowani wewnętrznym monologiem bohaterki, zamiast sceną, w której bohaterka to odkrywa?

Nie wiem, czy wiesz, ale w szachach nie chodzi o to, żeby stracić wszystkie pionki, tylko żeby zablokować króla. Dlaczego dziadek składa grę, skoro nie nastąpił szach-mat? Nawet szachu jeszcze nie było.
Już naprawdę pomijając to, że opis tej rozgrywki – jeśli można to tak nazwać – wygląda tak, jakbyś szachy widziała tylko w pudełku przez szybę wystawową i nigdy nie grała.

Dziadek znika, kiedy bohaterka jest w pokoju – nie wiem, poza tym, że to głupie posunięcie  z jego strony, bohaterka mogłaby to wykorzystać. Na przykład pogrzebać w jego rzeczach. Przecież mu nie ufa. Ale co ja tam wiem.

-_Kurczę, mimo wszystko nadal nie mogę przyzwyczaić się do tego ciągłego dzwonienia obroży na moim nadgarstku… – stawiam całą tabliczkę czekolady, że więcej obroża nie zostanie wspomniana w rozdziale. A sposób, w jaki tutaj została wspomniana, jest tak niezręczny i sztywny, że aż wywróciłam oczami.

Po pewnym czasie Lejra podeszła do stolika i usiadła na krzesło – do tego czasu stała jak słup na środku pokoju, kontemplując rzeczywistość?
Poza tym – na krześle.

Myślałam, że pod tą stertą rzeczy nic nie ma... - wstała i chwyciła przedmiot – borze szumiący, ona usiadła na cudzych rzeczach? Tak po prostu? Nie przełożyła ich ani nic, po prostu sprasowała dupskiem?

W którym momencie Ena wróciła do pokoju? Narracja w ogóle o tym nie wspomina, po prostu kobieta nagle zaczyna mówić.

Bohaterka błyskawicznie przechodzi od negacji do ekscytacji oraz akceptacji. W stosunku do wszystkiego. To mało prawdopodobne psychologicznie, żeby nie powiedzieć – całkowicie nienaturalne.

Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, resztę dnia pomagała Enie w porządkach i przenoszeniu rzeczy – jakich porządkach? Przenoszeniu rzeczy po co? Dokąd? Nie dowiemy się, po prostu należało jakoś zakończyć rozdział i w drodze wyjątku nie zaśnięciem.

LEKCJA 6.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.

Pionek wskazał swoją ręką kierunek – po pierwsze, czyją ręką miał wskazywać? Po drugie, dlaczego dopiero teraz dowiadujemy się, że pionki mają dodatkowe kończyny i są inne niż na planszy? Jest szósty, cholera, rozdział.

W życiu nie widziałam, aby jakiś człowiek tak pokracznie się poruszał i w dodatku nic nie mówił… – ale nie odezwie się do nich, żeby choćby podziękować, bo po co? Sprawdzić, czy potrafią mówić? Być uprzejmym? E tam, po co. Bohaterka jakby jest całkowicie przyzwyczajona do tego, że ktoś jej usługuje cały czas.

Normalnie miałabyś całodzienne ćwiczenia z magii, ale wiadomo, jaka jest rzeczywistość… – ale ponieważ jest człowiekiem, robi NIC. Seems, kurde, legit.

Widzę, że ten świat oparty jest na stereotypach. Cała rodzina od pokoleń dysponowała potęgą, ale szybko się wkurzała, bo tak. Wszyscy, jak jeden mąż, dlatego właśnie ich symbolem jest orzeł (który wcale nie kojarzy się z nerwowością, tylko przenikliwością, której przypisać żadnej postaci bym nie mogła).

Motyw oschłych rodziców uszedłby, gdyby nie został wprowadzony na wyżyny nienaturalności – to raz. Dwa, gdyby było więcej opisów, może czytelnik dostawałby sygnały, co się dzieje, czy robią to, bo muszą, czy jednak czują się z tym źle, cokolwiek. Poza tym gdyby bohaterka odczuła jakiekolwiek emocje podczas powrotu do domu, byłoby świetnie. I gdyby ktoś jej wreszcie powiedział, co właściwie powinna robić, bo pojechała do siebie, nie mając pojęcia, że jej obowiązkiem jest odebrać raporty – więc kto się dziwi, że emocje wzięły górę? Ech.
A na koniec rozdziału zaśnięcie, dlaczego nie.

LEKCJA 7.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.

Ubzdurała sobie, że jest kimś więcej – nie wiem, może to by jej dało coś do myślenia? Skoro kobieta mówi coś takiego, najwyraźniej rzucając to mimochodem, warto by się było zastanowić, zrobić czujnym? Bohaterka podobno sprytna jest?

Czyli właściwie nic się naszej bohaterce nie dzieje. Zachowała się okropnie, ale dziadek niczego nie zmienia w jej życiu, bo – umówmy się – dalej będzie robiła nic, jak przez poprzednie rozdziały, i sporadycznie kogoś odwiedzi. Ech.

Chcę poczytać o magi… – nie wiedziałam, że tu nawet wiedza o przyprawach jest zakazana! (nie mogłam się powstrzymać).

Dzięki swojej pamięci nie potrzebowała zbyt wiele czasu na zapamiętanie większości zaklęć i sposobu ich robienia – oczywiście, spamiętała pół grubiej książki w kilkanaście minut, dlaczego by nie. I robienie zaklęć? Zaklęcia są w tym świecie materialne, należy je spisywać na czymś albo wykuwać w czymś?

Spojrzała na duży zegar i zorientowała się, że zaraz będzie obiad – po dwóch zdaniach. Czas tam zapierdziela jak głupi, bez kitu.

Tak jak myślałam – żadnej ciężkiej pracy, bohaterka po prostu idzie jeść, potem wraca do pokoju i rysuje, brak zajęć, edukacji, niczego. Jak nudzi jej się bazgranie postanawia coś poczytać. Wieszczę jej świetlaną przyszłość z takim przygotowaniem.

-_Za dużo tego opisu plemiona, przejdę do konkretów – po pierwsze, cytat z książki jest śmieszny, brzmi jak opowiastka dla kilkuletniego dziecka. Po drugie, przeczytała trzy zdania i uznała, że to za dużo? ...zdecydowanie się nie polubimy, bohaterko. Na koniec – plemienia.

Z czasem na ziemi zaczęła panować monarchia oraz jej poddane rodziny szlacheckiethat escalated quickly… poza tym, jak monarchia może panować? Monarchia to ustrój. Panuje władca, więc monarcha. A monarchia to raczej monowładztwo, czyli te rodziny szlacheckie nie powinny mieć za wiele do powiedzenia, chyba że ustalili jakieś sejmiki czy władzę regionalną. Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.

Dzięki niesamowitemu męstwu, władca postanowił nadać tytuł szlachecki sto trzydziestemu trzeciemu przywódcy plemienia i sam ustanowił ich herb, a był nim dumny i groźny lew – ale dlaczego władca musiał być niesamowicie męski, żeby nadać herb jakiemuś przywódcy z końca listy…?

Tak, doprawdy, zarzucenie tej obroży to taki akt odwagi, że wszyscy powinni padać przed nią na kolana. Skoro aż tak się wyróżnia na tle innych dziedziców, to strach pomyśleć, jacy oni byli, gdy podkreśla się wspaniałość bohaterki. Ech.

Eee, kto się pojawił w bibliotece? Narracja ani razu go nie nazywa, nie wspomina jego przyjścia, tylko nagle pojawia się dialog i powinniśmy nie być niczym zaskoczeni, tak? Narracjo, go home, you’re drunk.

Rozdział kończy się zaśnięciem, ciężko pracująca bohaterka zjadła tego dnia trzy przepisowe posiłki, narysowała zamek i poczytała dwie książki. Coś czuję, że się zaharuje na śmierć w takim tempie, no nie ma bata.

LEKCJA 8.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.

Dzisiejszego dnia Lejra obudziła się około południa – czy ja naprawdę powinnam to komentować? Bohaterka totalnie się zamęczy tą ciężką pracą w próbach zostania godną dziedziczenia majątku, serio.

Ogrodnicy sprawiają wrażenie mocno inspirowanych anime – nawet bardziej niż cały ten tekst. Poza tym jawne drwienie z przyszłego dziedzica chyba nie jest najrozsądniejszym, co ogrodnik mógłby zrobić.

W trójkę wyszli z altanki i zaczęli naukę. W pierwszej kolejności wzięli się za wystroje ogrodów. Wbrew pozorom nie były aż tak trudne. Jako drugą rzecz wybrali symbolikę kwiatów – narratorze, zwolnij, bo jeszcze mnie przytłoczysz ilością fascynujących informacji! Się chyba nie pozbieram.
Kreowanie ciekawego świata polega na tym, że sami się nim interesujemy, że coś o nim piszemy, wprowadzamy czytelnika w jego tajniki. Tak się tego nie robi – pomijając wszystkie informacje i udając, że wszystko jest w porządku.

Dobra, trafiła kosa na kamień. Autorko, symbolika to nie jest tylko wyssany z palca termin, który sprawia, że jakiś przedmiot może coś oznaczać, ale może nie. Tłumaczenie magowie chcieli być inni niż ludzie wcale nie usprawiedliwia gruntownych zmian ikonograficznych, które chcesz wprowadzić do swojego świata. Symbolika wywodzi się z historii. Ze skojarzeń. Najczęściej z religii. Poza tym współczesna ikonografia wielu roślin jest uproszczona, bo róża to nie była tak po prostu miłość. I jej znaczenie zależało od tego, czy była przedstawiana w kontekście mitologicznym, czy chrześcijańskim.
Dlatego właśnie tłumaczenie magowie chcieli nie ma sensu. Dla magów róża może mieć skrajnie inne znaczenie – z powodu historii, ich wierzeń, czegokolwiek namacalnego. Legendarna postać historyczna upodobała sobie róże i robiła coś konkretnie złego? Róża może nabrać wydźwięku negatywnego. Sadzano róże na grobie wrogów, bo wierzono, że kolce powstrzymają ich dusze od pójścia w zaświaty? Róża może współczesnym magom kojarzyć się z nienawiścią. Ale nie dlatego, bo chcieli.

Azo i Ezo dali długi wykład o symbolice, z czego dziewczyna zapamiętała większość – chciałabym tego posłuchać, ale narrator oczywiście nie dał mi okazji. Narratorze, goń się.

Nadeszła pora podwieczorku, więc służba przyniosła go na altanę – jedzenie na dachu musi być niewygodne. Chyba że ten dach ma niewielki kąt spadu.

-_Każdy ma wolność myślenia. Kto wie, o czym mogę teraz myśleć. - w głębi siebie jest wkurzona, ale na zewnątrz udaje obojętną.
-_Masz interesujący charakter. Z jednej strony dość dziecinny, zaś z drugiej odpowiadasz dorośle (jak) na swój wiek – ...gdzie tu widać dorosłość jakiejkolwiek wypowiedzi bohaterki? Poza tym, że raczej chodziło o dojrzałość. Nie rozumiem tego zachwytu nad tą laską. Przecież ona nie robi niczego, jest bierną kukiełką bez charakteru, malowaną w takie barwy,
jakie akurat są potrzebne narracji.

-_Czy to naprawdę on? – no przecież słyszy jego głos i dzwoneczek, to dość jednoznaczne jak na mój gust, Pani Przenikliwy Umysł.

Jego cień różnił się od kształtu figury! Coś czuję, że rozwikłanie tego wszystkiego zajmie mi więcej, niż sądziłam… – eee, Pani Przenikliwy Umysł naprawdę nie wpadła na to, że coś mogło zostać zamienione w te figury? I od czasu do czasu wraca, na przykład, do pierwotnej postaci? Nie? No tak, przecież jest tylko interesującą, sprytną, przenikliwą dziewczyną.

I rozdział zakończony zaśnięciem! Już chyba siódmy.

LEKCJA 9.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.
Lejra niechętnie wstała i przygotowała się do kolejnego dnia nauki ,,jak zostać dziedziczką'' – czyli przygotowała się do robienia praktycznie niczego. No, to wymaga dużej ostrożności, bo jeszcze przypadkiem zrobiłaby coś. A cudzysłowu na pewno nie robi się z dwóch przecinków oraz apostrofów.

Nie zaskoczyło , że już od rana ktoś puka do jej drzwi. Zdenerwowana otworzyła je – jeszcze ktoś każe jej coś robić i czegoś się nauczyć, to oburzające.

Jeden z pionków pilnujących jej drzwi, stał naprzeciwko niej.
-_Niemożliwe! -_zdziwiła się – przecież już raz pełnił rolę chłopca na posyłki, z czym ona znowu ma taki problem?

w dodatku nie jestem w jakikolwiek sposób bliższa odkrycia tajemnicy Nordafa i Nowafi – to może być szokujące, ale żeby odkryć tajemnicę, trzeba coś zrobić w tym kierunku, zamiast siedzieć na tyłku i robić nic.

Ach, faktycznie, bohaterka nawet nie ćwiczyła posługiwania się bronią, którą dostała, by móc kiedyś mierzyć się z magami. Brawo, bohaterko. Jeśli nie zginiesz w ciągu kilku najbliższych rozdziałów, będę zdumiona.

Poszła do biblioteki i przeczytała jedną z książek – pierwszą lepszą, byle sprawić wrażenie, że czas w tym tekście przemija.

Czekała około siedmiu minut, zanim zajechał – chyba z zegarkiem w ręku czekała.

Nagle wchodzimy do głowy wujka i mamy wgląd w jego myśli – o tym, że bohaterka się zmieniła, że jest taka niesamowicie mądra, ale teraz odarta z niewinności, a ja siedzę i się zastanawiam, skąd on wziął to wszystko, co nam właśnie powiedział. Może pomylił opisywane bohaterki? Bo ta, którą ja znam, nie pasuje do żadnej z wymienionych cech.

Dzisiejsza kuchnia była nastawiona na tradycyjne, narodowe dania – czyli jakie? Właściwie w jakim kraju dzieje się akcja…? Bo dań oczywiście nikt nie opisuje, więc nawet nie mogę sobie poguglować.

Po co bohaterka mówi o swoich podejrzeniach odnośnie czarnej magii? Przecież nawet nie wie, jak dokładnie czarna magia wygląda – kolor zaklęcia to nie wszystko, nie od tego wzięła się ta nazwa, na bora zielonego. W ten sposób wywołuje zbędne zamieszanie i jeszcze ryzykuje, że ktoś się dowie o jej podejrzeniach. Ech, gdzie ta inteligencja?

Oboje rozmawiali ze sobą jeszcze jakiś czas o ważnych sprawach – to faktycznie musiały być ważne, skoro narracja tak je potraktowała.

I rozdział kończy się zaśnięciem, oczywiście!

LEKCJA 10.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.

Minęło pół roku, odkąd Lejra została mianowana dziedziczką rodziny.
Już? Ten przeskok czasowy jest tak niespodziewany i tworzy dodatkową, gigantyczną dziurę narracyjną, że… ech. Dlaczego ja się jeszcze daję zirytować tej narracji?

O, super, w dodatku otwierający akapit jest jednym wielkim, nudnym streszczeniem, paskudną ekspozycją, która informuje o zmianach, ale wcale ich nie pokazuje. Uwielbiam, kiedy autorzy idą na łatwiznę, naprawdę.

Czynnością, która się nie zmieniła przez te pół roku, jest poranna wizyta u Eny, podczas której przydziela jej zajęcia na cały dzień – taaak? A kiedy niby wcześniej jej cokolwiek przydzielała? Tak jakby bohaterka robiła cały czas nic.

Myślę, że rozgrzewka dobiegła końca – nie jestem łucznikiem, nigdy tego nie trenowałam i w ogóle, ale trochę o tym wiem. O sporcie ogółem. I jeśli rozgrzewką nazywają bezpośrednie rozpoczęcie strzelania, to totalnie widzę, jak bohaterka ma milion zakwasów i nie może ruszać rękoma, bo nadwyrężyła zastane mięśnie.

Autorko, próbujesz mi wmówić, że bohaterka po pół roku trenowania zupełnie nowej dla niej dyscypliny jest w stanie trafić w ruchomy cel? Tajasne.

Pamiętaj, że twoja broń ma tylko trzy strzały – …? A to przypadkiem nie jest tak, że strzałów jest tyle, ile strzał w kołczanie? Z czego ona, do cholery, strzela i dlaczego narracja nie raczy nam tego, psia mać, wyjaśnić?

W jej oczach nie widać strachu przed ewentualnym skrzywdzeniem kogoś, lecz wielka determinacja i chęć przeżycia – znaczy, generalnie rozmawiamy o tarczy, nie? Dlaczego miałaby się bać trafienia w tarczę? I dlaczego towarzyszy temu chęć przeżycia? Rzucą ją krokodylom na pożarcie, jak spudłuje?

Potrenujemy jeszcze jakiś czas i powinno być dobrze – nie rozumiem. Chodzi o dziś czy o ogólny czas? Powinno być dobrze z czym? Co dokładnie chcą osiągnąć? Pretty much bohaterka umie dużo więcej niż trenująca pół roku osoba powinna umieć, no to o co chodzi?

Nagle i niespodziewanie wchodzimy do głowy Eny, chociaż narrację prowadzi się z punktu widzenia bohaterki. Super, to bardzo uwiarygodniło tego kulawego narratora, serio.

Otóż mam dla ciebie nowy system treningowy – i… nie dowiadujemy się już niczego! Największe zaskoczenie świata!

on i jego ogromna przestroga nie pozwalały mi na to… – co? Ogromna przestroga? Nie wiem, hodował ją w akwarium?

Rozmowa z dziadkiem byłaby nawet dość ciekawa, gdyby ją dopracować. Przede wszystkim wreszcie zacząć operować emocjami postaci, które bez przerwy są po prostu białymi, powycinanymi kartkami, czasami malowanymi w jakiś kolor – akurat potrzebny tekstowi. Ech. Główna bohaterka nie przekonuje mnie do siebie na tylu płaszczyznach, że to aż strach.

bo ten staruch nic mi nie powiedział, nawet jak wypytywałam – oczywiście działo się to wtedy, kiedy był przeskok czasowy, więc możemy wyłącznie uwierzyć na słowo… ale ja nie mam zamiaru, bo narracja jest diabelnie niewiarygodna.

Czarodzieje – z niepełnoletnią bohaterką na czele – grają na giełdzie?! Co, do cholery?

Aha, gospodarz atakuje własnego gościa? No świetnie. Absurd tego rozdziału sięga zenitu – może bym to łyknęła, gdybym rozumiała świat, w którym obraca się bohaterka, ale narracja nigdy niczego nie mówi (nawet tego, kto występuje w scenie), więc proszę ode mnie nie wymagać niemożliwego.

Sądy magiczne działają dokładnie tak samo jak ludzkie? Ale symbolikę to czarodzieje mają już inną? Ech, dlaczego ja szukam logiki.

Dziewczyna w pośpiechu chwyciła pelerynę, ubrała buty – pomijając, że zwrot ubrała buty oznacza, że to te buty w coś przyodziała, to ten gospodarz rodziny krokodyla to straszny wieśniak. Kazać gościom ściągać buty? Znaczy, chyba że jesteśmy w Japonii, gdzie to uchodzi za dobry obyczaj. Ale ja nie wiem, gdzie jesteśmy. Imiona nie brzmią znajomo, nie pochodzą raczej z żadnego konkretnego języka, więc…

Od samego początku przyglądałam się ich nastawieniu do nas – ale z rodziny krokodyla była obecna tylko jedna osoba?

O, rozdział nie kończy się zaśnięciem, drugi na przestrzeni całego tekstu! Kończy się zdaniem o tym, że nic się nie działo. Bomba.

LEKCJA 11.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.

Dzisiejszego ranka to promienie słoneczne zerwały z łóżka zielonooką dziewczynę – brzmi to tak, jakby każdego dnia kto inny szturmem wyrywał ją z wyra. Skoro w ogóle ją zerwały, to co, walnęły w nią z siłą bomby atomowej?

Ze względu na duże osiągnięcia w ciągu ostatniego czasu, kobieta postanowiła, że zrobi dziewczynie dzień wolnego – poza tym, że z tego zdania wynika, że Ena postanawia zrobić jej wolne, bo sama coś osiągnęła, to jakie osiągnięcia? Bo bohaterka wreszcie zrobiła cokolwiek, to trzeba dać jej spokój, żeby się nie zmęczyła?

-_Jak zawsze bystra.
Narratorze, przestań mi wpierać, że bohaterka jest bystra, sprytna oraz przenikliwa, bo nie kupię tego nawet za dopłatą. Tak bezmyślnej osoby już dawno nie widziałam.

Jesteś bardziej intrygującą osobą – byłoby super, gdyby wszyscy przestali się tak zachwycać tą nijaką, nudną dziewuchą.

Co, jeśli ci powiem, że służba w tym domu potrafi przemieniać się w pionki? – ona naprawdę jeszcze do tego nie doszła samodzielnie? Przez pół roku? Przeciętny czytelnik wpadł na to po kilku pierwszych rozdziałach.

Aha, pionek właśnie zmienił się przed nią w człowieka, po czym zniknął, a ona poszła do altanki i po prostu spróbowała zacząć czytać. Nie no, pewnie, każdy by się tak zachował. Jeśli zapomnę o problemie, może problem zniknie, tak?

Jaką obelgę bohaterka przemilczała? Przecież żaden ogrodnik jej nie zwyzywał, nie powiedzieli niczego złego. Ona jest przewrażliwiona na swoim punkcie.

Po pierwsze, nie sądzę, żeby ogrodnik próbował otruć dziedzica. Po drugie, bohaterka chyba powinna przejść jakieś szkolenie pod kątem rozpoznawania trucizn. Albo powinna mieć służącego, który skosztuje każdy posiłek przed nią, skoro we własnym domu mogłaby zostać otruta.

Bohaterka wymyśla plan, ale narracja niczego nam – oczywiście – nie mówi. I rozdział kończy się zaśnięciem, jakżeby inaczej.

LEKCJA 12.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.

pomimo fałszywych intencji, jej uśmiech wyglądał szczerze – dlaczego jej uśmiech ma fałszywe intencje? Trochę to creepy.

Jasne, ignoruje to, co mówi do niej dziadek, ale znów się skupia akurat w porę, żeby nie przegapić najważniejszej informacji. Ta nasza bohaterka to do ozłocenia po prostu.

Z niechęcią nałożyła sobie trochę sałatki tradycyjnej – czyli jakiej?

Właściwie dlaczego na formalnych papierach jest potrzebny podpis dziedziczki? To dziadek powinien podpisywać wszystkie dokumenty – prawnie jest właścicielem całego tajemniczego biznesu, którym ciągle wszyscy zarządzają, ale czytelnicy nie wiedzą, o co chodzi. Podpis niepełnoletniej dziewuchy nie ma żadnej prawnej mocy.

Bohaterka wypełniła kilka papierów i Ena już się nad nią użaliła, że taka zapracowana i zmęczona. Faktycznie, jeszcze jej nadgarstek pójdzie w drzazgi.

I znowu, postaci pojawiają się na widoku bez wprowadzenia narracyjnego. Poza tym rozmowa z dziadkiem była totalnie zmarnowanym pomysłem i cały wygłup służył wyłącznie temu, żeby ogrodnicy mogli się pośmiać z bohaterki, jak to się w nich podkochuje.
Swoją drogą komentarz dziadka był równie nie na miejscu – chyba powinno go to przejąć, jeśli dziedziczka interesuje się podrzędnymi ogrodnikami, tak? Zamiast się temu łagodnie dziwić. Są arystokracją czy nie?

Do końca dnia nie wydarzyło się już nic interesującego – wspaniałe zakończenie rozdziału, chyba się po nim po prostu nie pozbieram, te emocje, ta kreacja.

LEKCJA 13.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.

Jest mądra i inteligentna, ale nadal to dziecko…
To już naprawdę robi się męczące. Jeszcze chwila, a czytelnicy zadławią się tymi pozytywnymi cechami bohaterki.

Machinalnie wyszła ze stołówki – w wielkim, bogato urządzonym zamku jadali w stołówce, nie w jadalni…? Nie mam pytań.

Generalnie doceniam próby zrobienia z bohaterką czegoś, ale to nie może zadziałać, bo właściwie nie wiem, z jakiego etapu wyszła – bo była nijaka. Ponadto nic nie wskazuje na to, by przeszła na tyle straszne wydarzenia, że całkowicie wyprało ją z uczuć, znieczuliło i zobojętniło na wszystko. Grubymi nićmi szyte.

A ekspozycja o magicznej pieczęci znajduje się w środku walki, gdyż…?

Bohaterka tak po prostu wyskakuje do Eny ze stwierdzeniem, że wie, w jaką figurę ta się zmienia? Bezrefleksyjnie zdradza wszystkie przemyślenia i jeszcze drąży, chociaż Ena służy jej dziadkowi? No, na pewno jest ta nasza bohaterka błyskotliwa i przebiegła.

specjałami kuchni francuskiej – czyli jesteśmy we Francji? Skoro zamek, może nad Loarą? Ale imiona brzmią mało francusko… ech, świecie przedstawiony, dlaczego nie istniejesz?

spojrzał na nią przez okulary przeciwsłoneczne – on cokolwiek w nich widział, skoro siedzieli w zamku? Co prawda nie wiem, jak dokładnie urządzone są pomieszczenia, bo nie mam pojęcia, z którego wieku to architektura, więc trudno oszacować wielkość okien, but still.

I rozdział kończymy zaśnięciem, jakżeby inaczej!

LEKCJA 14.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.

choć myślałam, że nie ma jakiejś rady magów, co by zarządzała tym wszystkim… – czyli nasza niebywale inteligentna bohaterka, siedząc w temacie od pół roku, nie wpadła jeszcze na to, że zwykle wszelkie struktury są w ten czy inny sposób zarządzane? Nie wiem, myślała, że wszyscy sobie samopas żyją? Inteligencja pierwsza klasa.

-_Owszem, nie ma. Istnieje tylko kwatera główna – ale… ale skoro jednak ktoś zarządza, to struktura administracyjna istnieje! Co jest? Nikt mi nie wmówi, że białe jest białe, tak?

No pewnie. Jak zapobiec walce o wpływy? Czekać, aż sobie odpuszczą ci co ambitniejsi! Gdyby tak to wyglądało, świat byłby pięknym, pozbawionym bezsensownej walki miejscem. To totalnie tak działa, wszyscy pożądający władzy i wpływów słuchają większości, której jest dobrze, i odsuwają swoje niecne plany.

Większość magów dostaje zawiadomienie szybciej, ale twój dziadek niekoniecznie chce wiedzieć o datach, które go niezbyt interesują, więc woli dowiadywać się w tym samym dniu – przepraszam, ale gdzie w tym sens?

Taaak, brawo, droga bohaterko, bezmyślne wygadanie się na temat skoczka było tak przenikliwe i inteligentne, że po prostu kłaniam się w pas!

No, też uważam, że można w ciągu pół roku przestać kochać rodzonych rodziców, tak po prostu, bo tak. Na pewno działa to w ten sposób, bez najmniejszego problemu.

Ta cała Kepisa nie mogła po prostu powiedzieć bohaterce, żeby wyszła, zamiast za każdym razem ciskać w nią zaklęciami? Nie wiem, cywilizowani ludzie rozmawiają. No i bohaterka jest subtelna jak wykolejone pendolino, skoro po tym, jak wyrzucono ją z pokoju wichurą, bezmyślnie tam wraca.

Ojej, rozdział nie kończy się zaśnięciem, niebywałe!

LEKCJA 15.
Mnóstwo literówek w tytule. Poza tym brak justowania oraz wcięć akapitowych.

W dodatku ten ogrodnik nie odzywa się do mnie – to się wydaje nienaturalne. Już zaczęła się oddzielać grubą krechą od służby? Do tej pory traktowała tych ludzi na równi ze sobą, ale teraz to już tylko ogrodnik, tak?

...bohaterka nauczyła się zupełnie nowego języka – do płynności oraz biegłości w posługiwaniu się nim – w trzy miesiące? Na kursie? Zrób ją jeszcze trochę bardziej wyjątkową, na pewno wszyscy ją pokochają.

Korytarz, którym idą wraz z innymi magami, jest wyposażony w szeroki, czerwony dywan – nie można niczego wyposażyć w dywan.

Ponadto znajduje się tu wiele pięknych, złotych rzeźb – złotych, czyli odlanych ze złota (mało prawdopodobne) czy pozłacanych? To spora różnica.

-_Jeżeli większość już jest, to możemy zaczynać – ale nikt tego nie sprawdzi, po prostu zaczynają to zebranie. Jeśli jednak wielu nie ma, ich problem, yup.

Chyba sobie śnisz! – albo samo śnisz, albo sobie kpisz.

Zabranie nas na to głupie spotkanie, przerodziło się w istny teatr – no nie bardzo, jakoś nie widzę, by ktokolwiek się oburzał, że towarzyszą jej ogrodnicy, drama znowu jest kręcona o to, że bohaterka to człowiek.

Trochę to mało dojrzałe. Wydaje mi się, że wysyłać na misje powinni dopiero po zebraniu? A nie, przerywać zebranie i czekać, przedłużając wszystko, żeby dwa dzieciaki się wykazały. Wszyscy magowie muszą być zachwyceni wizją spędzenia dodatkowego dnia w tej posiadłości, na pewno nie wzywają ich żadne pilne sprawy…

Przez dwadzieścia minut starała się odreagować – z zegarkiem w ręku.

Skoro napisał coś arabskimi cyframi, to o co chodzi? Przecież my tego systemu używamy, dlaczego musiałaś to podkreślić?

Ojej, jestem w szoku, bohaterka kolejny raz nie zasypia na koniec rozdziału!

LEKCJA 16.
Brak justowania oraz wcięć akapitowych.

Jak uniknąć opisów? Napisać, że wszędzie jest przeraźliwie ciemno i tylko gdzieś w oddali widać światło. Tak, genialny plan. A z jakiego powodu panują aż tak nienaturalne ciemności, skoro narracja sugeruje, że znaleźli się w lesie?

Dlaczego bohaterka pyskuje do towarzysza? Przecież szła przed siebie jak cielę, wlazłaby w te cyklopy jak ostatnia kretynka, gdyby jej nie pociągnął na dół. A to, że ją informuje, czym są cyklopy, to przecież z dobrej woli. Ech, bohaterki opek, nigdy ich nie zrozumiem.

Nieśmiertelniki to dwie malutkie blaszki, jakim cudem zadzwoniły tak głośno, żeby zwrócić uwagę potworów?

Nie chcę być anonimowy! -_wkurzył się i podniósł znacząco głos – ...dlaczego ze wszystkich dokoła robisz kretynów? Żeby pokazać błyskotliwość bohaterki?

Och, oczywiście. Czarodziej okazuje się całkowitą pierdołą, która nie radzi sobie z dwoma cyklopami, ale bohaterka w cudowny sposób go ratuje i jeszcze go krytykuje. Przecież to logiczne, że jest potężniejsza od czarodzieja i w ogóle. W dodatku powala cyklopy pojedynczymi strzałami. Yup.

Chłopak zamknął oczy i głęboko westchnął. Jego wzrok tym razem jest bardziej poważny – a po czym można to poznać, skoro ma zamknięte oczy?

No, kolejna postać zachwyca się bohaterką, jej sprytem, brawurą oraz inteligencją, tym, jak bardzo godna jest wszystkiego, choroba. Niedobrze mi już od tego.

Chaotyczność opisu całej akcji, losowe pojawianie się postaci, poszatkowane wątki teoretycznie zawiązane w tym momencie, skacząca narracja… totalnie nie wiem, co właściwie czytam, ale ok.

Masz niesamowity wzrok, dostrzegłaś napis na odwrocie – tak, wiemy, nasza bohaterka jest specjalnym płatkiem śniegu.

a jego wzrok wydaje się błądzić gdzieś w myślach – oczy wywróciły mu się białkami na wierzch?

Może nie potrafisz zbyt wiele, ale jesteś niesamowicie inteligentna – panie Jezu Cierpiący, może powinnam policzyć, ile razy to pada w opku?

No i rozdział kończy się zaśnięciem, hura!

POPRAWNOŚĆ
– powtórzenia;
– mieszanie podmiotów w zdaniach;
– błędy stylistyczne (zielonookie i tego typu potwory);
– niepoprawne stosowanie dywizów, półpauz i pauz, zwłaszcza w dialogach;
– gubione spacje;
– błędy interpunkcyjne (oddzielanie przecinkiem podmiotu, wstawianie przecinków do konstrukcji, gdzie są zbędne, brak przecinków przed wołaczem, jakby, pytaniami przypadków,);
– błędy gramatyczne;
– literówki;
– całkowicie niepoprawny zapis dialogów;
– mylenie i ;
– używanie jakiś do liczby mnogiej;
– błędy ortograficzne (od tak zamiast ot tak);
ustała =/= stanęła;
– niepoprawny zapis cudzysłowów;
– niepoprawne stosowanie imiesłowów.

PODSUMOWANIE
Dobrze, teraz, kiedy lekturę mamy za sobą, czas przejść do czegoś konkretnego. Zaczniemy od podstaw, bo i tekst jest – niestety – od podstaw zły. To się zdarza, gdy ktoś zaczyna twórczą karierę i nie ma powodu, by się załamywać czy wstydzić. Praktyka czyni mistrza – to nie jest tylko puste przysłowie. Ale! Koniec moralizowania, czas się wziąć za omawianie dokładnych przypadłości tekstu.
Po pierwsze – narracja.
Narracja to literacki sposób opowiadania historii. Bez narracji – oraz narratora – autor nie ma możliwości przedstawić tego, co się dzieje. Ani postaci, ani akcji, ani otoczenia. Twoja narracja na dobrą sprawę nie spełnia żadnej ze swoich ról, bo nie przedstawia do końca niczego, co powinna. Najczęściej skupia się na akcji – ale i tak co i rusz wyręcza się wewnętrznym monologiem bohaterów.
Wyjaśnijmy sobie coś. Proza nie jest dramatem. Przytaczanie myśli bohaterów to nie błąd, jednak w chwili, kiedy myśl bohatera prawie całkowicie zastępuje narratora, napotykamy problem. Postać informuje nas o tym, co się dzieje – po fakcie. Czyli narracja zaczyna coś przebąkiwać o tym, że zaczyna się dziać, po czym bohater to kończy, informując samego siebie o oczywistościach. Typu – idę do ogrodu, krzewy są zielone, widzę cień, cień się zbliża, może to wujek?. To nie dość, że jest nierealne, w dodatku odziera narrację z jej pierwotnej funkcji.
Są na to dwa sposoby. Albo pozbyć się wewnętrznych monologów, albo zmienić narrację z trzecioosobowej na pierwszoosobową. Jeśli zdecydujemy się na pierwszą opcję, należy pozwolić działać narratorowi. Zdecydować, czy będzie wszechwiedzący, czy – jak to sama określam – personalny. Personalny jest moim ulubieńcem przede wszystkim dlatego, że towarzyszy jednej postaci i to z jej punktu widzenia relacjonuje wydarzenia. Może nacechować każdy opis cząstką bohaterka, stopniowo oraz subtelnie budując jego obraz w oczach czytelnika.
Jeśli zwrócisz się ku narracji pierwszoosobowej, musisz sobie uświadomić, że zostajesz zamknięta w głowie postaci, która staje się narratorem. Każde słowo w narracji jest słowem bohatera. To wymaga sporego wyczucia językowego, subtelności oraz świadomości tego, co się robi, bo narracja pierwszoosobowa daje spore możliwości, ale zastawia jeszcze podlejsze pułapki niż którakolwiek forma trzecioosobowej.
Wracając do monologów wewnętrznych postaci – są sztuczne. Zwróć uwagę na to, w jaki sposób sama myślisz. Informujesz się o wszelkich oczywistościach, czy, widząc coś, przechodzisz od razu do wyciągania wniosków? Wydaje mi się, że to drugie. Przecież, biorąc do ręki książkę, nie musisz pomyśleć sama do siebie to książka. Widzisz, że to książka, więc prędzej pomyślisz o, ciekawy tytuł. Twoi bohaterowie jednak myślą w ten pierwszy sposób. To książka, ma tytuł, ten tytuł brzmi <<Szaleństwa panny Ewy>>, jest to ciekawy tytuł. To nie brzmi naturalnie. W dodatku sprawia, że czytelnik odbiera postać jako, nie przymierzając, tępą osobę. No bo jak nazwać kogoś, kto – biorąc do ręki książkę – musi się oświecić we własnej głowie, że trzyma książkę?
A wreszcie, spora ingerencja monologów wewnętrznych w narrację zwyczajnie rozleniwiła narratora. Do tego stopnia, że zaczyna nas informować o coraz mniejszej ilości rzeczy czy zdarzeń. Na scenie pojawia się nowa postać? Narrator nawet się o niej nie zająknie, o jej przybyciu czy czymkolwiek, od razu dostajemy wypowiedź, której nawet nie kwituje imię przybyłego. Czyli właściwie nie wiemy niczego poza tym, co ten ktoś powiedział, a także – ewentualnie – płcią niespodziewanego gościa. To frustrujące, wiążące czytelnikowi wyobraźnię, dezorientujące i milion innych rzeczy. Po to piszesz, żeby opowiadać, dlaczego więc unikasz tego jak diabeł święconej wody? Co za frajda idzie z pisania, kiedy nie można używać słów do nakreślania wydarzeń?
To są główne problemy twojej narracji. Gdy je zwalczysz i zrozumiesz, jaka jest rola narratora, będzie można przejść krok dalej. Na ten moment nie widzę sensu w poruszaniu czegokolwiek innego.
Po drugie – postaci.
Według mnie postaci – jeśli są dobrze wykreowane – mogą uratować cały tekst. Ale znowu w drugą stronę działa to tak samo – źle wykreowane postaci mogą pogrążyć cały tekst. I tym razem musimy zasiąść do spraw całkowicie fundamentalnych, żeby wyjaśnić sobie, co jest nie tak w tym, jak kreujesz swoich bohaterów.
Postać, by żyć i kupić czytelnika, musi być rzeczywista. Musi dać się uwierzyć, że kogoś takiego dałoby się spotkać w życiu. Wygląd – naprawdę – jest drugorzędną cechą określającą bohatera. Jeśli czytelnik jest w stanie zapamiętać postać tylko po kolorze włosów lub kształcie nosa, coś poszło nie tak. Najważniejszy, zawsze i wszędzie, jest charakter. Osobowość wynikająca z najróżniejszych aspektów – przeszłości, doświadczeń, otoczenia, toczących się wydarzeń. I to wszystko działa razem, spójnie, przenika się, wszystkie elementy muszą grać w każdym momencie, nie tylko w wybranych.
Twoje postaci są nijakie. Określa je jedna lub dwie cechy, którymi posługujesz się jak tarczą, broniąc zachowanie bohatera w każdej sytuacji. Od wiecznie przyjaznej oraz opiekuńczej Eny, przez wiecznie agresywną oraz oschłą Kepisę, do wiecznie niemiłych, dwulicowych bliźniaków, z czego jeden jest obłudnie milszy, drugi niczego nie udaje. Ich charaktery nie mają żadnych niewiadomych, są równaniami banalnymi, przewidywalnymi oraz nudnymi. Nie czeka nas poznanie ich motywów, złożoności osobowości, bo tego zwyczajnie nie ma. Widzę ich wszystkich jako imiona, pod którymi widnieje zapisana drukowanymi literami pojedyncza cecha definiująca ich stereotyp zachowania. Bo tym właśnie są twoje postaci – stereotypami. W dodatku zalatującymi skłonnościami rodem z anime.
Co za tym idzie, nie ma zaskoczenia. Nie ma fascynacji. Nie ma tajemnicy. Postać znajduje się w najgorszym możliwym constans – nie było niczego przed opowieścią, nie ma niczego w trakcie i nie będzie niczego później. Żadnej dynamiki, żadnej przemiany, postaci stoją w miejscu, nie zmieniają się, nie dają na siebie wpłynąć wydarzeniom opowieści, bo te jakby po nich spływają. Po wszystkich.
Tworząc postać, można wyjść od najważniejszej cechy – ale ta najważniejsza cecha nie może być końcem tego, co bohater ma do zaoferowania. Potem należy złożyć układankę z kolejnych puzzli, a ile ich będzie, zależy od ciebie. Puzzle muszą do siebie pasować, oczywiście – ale nie musisz od razu złożyć bohatera w całość. Możesz rzucać losowe puzzle w narracji i czekać na moment, kiedy nadarzy się okazja, żeby to poskładać. Żeby zaciekawić, ożywić postać, sprawić, by oddychała. Od pierwszoplanowych bohaterów aż po tych z dalszego planu. Na razie wszystkie, jak jeden mąż, tańczą tak, jak im zagrasz, nieważne, czy to do nich pasuje, czy nie. Uginają się twojej woli, Imperatywowi Opkowemu, przeznaczeniu czy jak chcesz to nazwać – są marionetkami. Bezwolnymi kukiełkami pomalowanymi na jeden kolor, którym emanują niczym szyld w Las Vegas. Niczym nie zaciekawią, niczym nie zaskoczą.
Prawdę mówiąc, trudno mi nawet zasugerować wstępne zmiany czy spróbować pokazać, jak dokonać poprawek na konkretnym przykładzie. Wszyscy bohaterowie są tak mętni i płascy, że nawet nie mam pomysłu, co z nich wyciągnąć. Nie umiałabym stworzyć nawet wstępnej charakterystyki poza tym, co napisałam wcześniej – a to bardzo źle.
Na deser zostawiłam sobie główną bohaterkę, której imienia nawet nie pomnę, co już w ogóle jest świadectwem samym w sobie. Jest najgorsza z całego tego towarzystwa – co często się zdarza, że główny bohater wychodzi źle – ale ponieważ to towarzystwo samo w sobie jest złe, bohaterka wypada naprawdę kiepsko. Prawdopodobnie dlatego, że przy innych postaciach jednak pokazujesz ich cechę, chociaż jest to tylko jedna cecha, a przy bohaterce informujesz, jaka jest, ale nie ma na to żadnego dowodu. W analizie rozdziałów wymieniałam wielokrotnie, jak bardzo krztuszę się tym wciskaniem cudowności bohaterki do gardła. Wszyscy zachwycają się jej inteligencją, przebiegłością, sprytem i tak dalej, a bohaterka zachowuje się jak dość tępa, mało lotna dziewucha. To tak nie działa. Nie wybiela się tak postaci.
W natłoku tych wszystkich talentów bohaterki, o które ciągle się potykamy w opowieści, dziewczyna nie ma żadnych wad. Żadnych. To znaczy ja widzę ich mnóstwo – przede wszystkim aspirowanie do bycia Mary Sue – ale wynikają z błędów kreacji, nie zamierzonej kreacji. Na tej podstawie próba zdynamizowania bohaterki rozbija się już na fundamentach. Nie mając dobrych podstaw, nie możesz zmienić charakteru bohaterki, bo ta zmiana będzie nienaturalna – po prostu tak jakby zamieniłaś postaci. Wstępna bohaterka jest zupełnie innym człowiekiem niż późniejsza bohaterka, a to tak nie działa. Zmiana następuje pod wpływem czegoś i ten wpływ potem widać w nowym zachowaniu postaci. Znając bazę, z której wychodziliśmy, w bohaterce powinniśmy dostrzegać echo jej dawnego charakteru czy przyzwyczajeń. Ale jedyne, co mogłabym wymienić, to chwilowa chętka na rysowanie, której bohaterka dostała na przełomie początkowych rozdziałów.
Bohaterka nie ma ambicji, zainteresowań, charakteru, nie przechodzi prawdziwej przemiany i nie dysponuje aktualnie niczym, czym mogłaby zainteresować. Jest najbardziej bezbarwnym tworem tej historii na tle i tak skrajnie nieinteresujących postaci. Nie wiem, czy coś z tego zabrzmiało jak pocieszenie – próbowałam.
Prawdę mówiąc, musisz po prostu gruntownie przemyśleć każdą postać. Każdą po kolei. Pozbyć się stereotypów z anime, uczłowieczyć postaci, dać im życie. Odetnij te sznurki, pozwól im oddychać, wpuść ich do historii i obserwuj, jak będą sobie radzić – nie prowadź ich ciągle za rączkę. A i tak jest to jedynie eufemizm, bo – póki co – targałaś ich za szmaty przez każdy kolejny akapit, szarpiąc wbrew wszystkiemu do przodu.
Po trzecie – opisy.
Opisy są naturalną częścią narracji i trudno o tym mówić osobno, ale czuję, że warto o nich wspomnieć chociaż trochę. By w porę uświadomić ci, jaką rolę pełnią i jak powinny być konstruowane, żebyś nie musiała się z tym zmagać za jakiś czas, gdy już wygrzebiesz się z aktualnych trudności.
Pamiętaj, że nie ma sensu tworzyć opisu, który nic nie wnosi. W internecie króluje przekonanie, że najważniejsze jest nakreślenie otoczenia – i że tylko temu służą opisy. Ale to tak nie działa. Nikomu nie jest potrzebne do szczęścia to, że na jakiś stole była stara plama po przypaleniu, jeśli ta plama nie spełni żadnej istotnej funkcji – albo fabularnej, albo kreacyjnej.
Opis powinien przekazywać wiadomości, ale nie o otoczeniu. W opisach można zawrzeć wstępne podpowiedzi oraz wskazówki odnośnie przyszłych wydarzeń, odnośnie tego, jaka jest postać, opisy mogą różnicować percepcję postaci w zależności od tego, komu towarzyszą. Wszystko opisujesz w jakimś celu i nie jest to bynajmniej opisywanie dla opisywania. Trzeba selekcjonować informacje, zastanowić się, jak je podać, a nie bezmyślnie klepać słowo za słowem.
Inna sprawa, że w tym tekście opisów praktycznie nie ma. Narrator jest tak rozleniwiony, że prawie niczego nie opowiada. Dobrze byłoby zacząć opisywać w ogóle, na początku może i tylko opisem dla opisu, żeby wyrobić sobie wstępny zmysł obserwacji. Kiedy zrozumiesz istotę opisów, zrozumiesz też, że jako autor wcale nie musisz tonąć w nudnym snuciu opowieści o otoczeniu, które wcale cię nie bawią. Po prostu trzeba poszukać balansu w tym, jak przekazujesz informacje istotne dla tekstu.
Na ten moment nie przekazujesz niczego.
Po czwarte – błędy.
Jak pewnie zauważyłaś, popełniasz chyba wszystkie możliwe błędy. Nie załatwię tego problemu ocenką, bo tutaj skupiamy się na tekście jako całości. Masz problemy właściwie ze wszystkim i, nie będę ukrywać, potrzebujesz pomocy. Sama sobie z tym nie poradzisz – skoro przez tyle czasu sobie nie poradziłaś. Przez wszystkie szesnaście rozdziałów nie zauważyłam żadnej, najmniejszej nawet różnicy, pozytywnej czy negatywnej.
Krótko rzecz ujmując, przydałaby ci się porządna beta. Bety zwykle nie działają tak, że wszystko poprawiają za ciebie, tylko pokazują ci, co powinnaś poprawić, często tłumacząc zasadę. To najszybszy sposób nauki.
Na pewno zachęcam cię do zapoznania się z zasadami zapisywania dialogów, które znajdziesz tu, a także przejrzenia rozdziałów pod kątem czasu narracyjnego. Popełniasz potworny grzech, pisząc w jednym zdaniu dwoma czasami – i na przestrzeni całego opowiadania, raz tak, raz siak. Chociaż ludzie wielokrotnie wytykali ci to w komentarzach, nadal radośnie to ignorujesz, a wcale nie będzie trudno tego poprawić w już napisanym tekście.
Poza tym… powiedz mi, czytasz ty drugi raz to, co napisałaś? Może trzy czwarte tych błędów wyeliminowałabyś, gdybyś poświęciła tekstowi uwagę? Jeśli czytasz, ale nie widzisz potknięć, pozostaje nauka zasad. PWN to wielki przyjaciel piszącego, a i te nieszczęsne bety, o których wspomniałam, z pewnością się przydadzą. Na ten moment twoje rozdziały mogą posłużyć za przykład, jak nie pisać, a przecież nie o to chodzi. Tekst potrafi naprawdę wiele stracić, kiedy błędy aż się z niego wylewają, bo nikt o zdrowych zmysłach się nim nie zainteresuje – nawet jeśli w istocie jest całkiem ciekawy, tylko kuleje strona techniczna. Tak to działa, wiem po sobie.
Po piąte – pomysł.
Na sam koniec zostawiłam coś miłego, bo to jest jedyny element tekstu, który się broni. Naprawdę. Nie grzeszy oryginalnością, na ten moment nie zwala z nóg, ale ma potencjał – i szkoda byłoby go zmarnować pozostawieniem historii w tak surowej, słabej formie.
Przede wszystkim, przy okazji konstruowania na nowo postaci, przemyślałabym zasady rządzące tym światem, który nam pokazujesz. Nie wątpię, że sporo o nim wiesz, bo takie sygnały dostrzegam wśród kolejnych zdań, ale to nie wygląda wiarygodnie teraz. Trochę bardziej sprawiasz wrażenie, jakbyś rozpaczliwie łapała wszystkie uciekające sznurki, jeszcze trzymając je w garści, ale jak długo? Kto wie.
Wszelkie potknięcie logiczne wytknęłam już podczas analizy rozdziałów, teraz wystarczy na nowo zastanowić się nad tymi szczegółami. Ja też jestem fanem robienia notatek odnośnie działania magicznych światów, ale nie wszystkim to służy. Po prostu miej nad tym kontrolę, zastanów się, co będzie działało, a co nie, i napisz opowiadanie od nowa.
Nie widzę innego wyjścia, szczerze mówiąc. Tekst nie działa na poziomie fundamentów, przez co wszystko, co będziesz kreować później, tylko zgrzytnie, a i może się zawalić. Postaci, narracja, opisy, logika w świecie – nad tym musisz popracować. Widzę, że to dopiero początek twojej drogi, więc przy odrobinie wysiłku masz szanse się rozwinąć, stworzyć coś przyjemniejszego w odbiorze.
Aha – i po co wybrałaś sobie za przewodni temat szachy, skoro nawet nie lubisz tej gry?
Na ten moment trafia ci się, niestety, fatalny. Ale z plusem, tak na zachętę, bo chociaż czytanie było drogą przez mękę, to jednak widzę te pozytywne elementy, które za jakiś czas mogą dźwignąć tekst z łopatek, choćby na klęczki.

20 komentarzy

  1. Odpowiedzi
    1. No co ty? :D
      Wolę złą czcionkę niż rozstrzelenie tekstu niczem polskich oficerów w Katyniu. Jeśli uważasz, że zapanujesz nad formatowaniem, zapraszam. :D

      Usuń
    2. wiesz co... w sumie nie przeszkadza mi :D podziękuję i zostanę tu, gdzie jestem.

      Usuń
    3. Poprawione :D Ale co ja się przejść musiałam, to moje ._.

      Usuń
    4. No, widzicie? Nawet Niah sobie nie radziła! Nie wińcie mnie! :D

      Usuń
    5. To ja ściągnąłem eksperta! Dostanę nagrodę za ratunek, tato?

      Usuń
    6. Bez "Pozdrawiam, Niah"? Co tu się wyprawia...
      Zostaje to justowanie, które dzieli ludzi i dyskryminuje przeglądarki.

      Usuń
    7. Tutaj się Emiya dzieje. <3

      Usuń
    8. Zapomniałaś zalinkować jej porady do dialogów, tatko. To dopiero jest Sodomia i Gomoria.

      Usuń
  2. „Nie wiem, czy wiesz, ale w szachach nie chodzi o to, żeby stracić wszystkie pionki, tylko żeby zablokować króla. Dlaczego dziadek składa grę, skoro nie nastąpił szach-mat? Nawet szachu jeszcze nie było.” To trochę brzmi, jak gdyby do wykonania ruchu matującego był potrzebny ruch szachujący. Poza tym dziadek najwyraźniej złożył szachownicę ze względu na to, iż miał wygrywającą pozycję (kit, że nadal to jest wbrew regułom, ponieważ przeciwniczka się nie poddała, najwyraźniej dziadzio jest badassem i mu wolno).
    A, no i autorka opowiadania non stop zamiennie używa słów „pionek”, „figura” i „bierka”. Nazwa „pionek” odnosi się tylko do pionka, „figura” do wieży, skoczka, króla, gońca bądź hetmana, „bierka” zaś zarówno do pionków, jak i figur. (Wspominam, bo nie zauważyłam, żeby oceniające to wytknęły.)
    „Po pewnym czasie zwycięstwo było widoczne gołym okiem. Na szachownicy łącznie zostało dziewięć pionków. Wśród białych pionków należących do młodszej uczestniczki należały: król, dwie wieże i skoczek, zaś u bardziej doświadczonego gracza zostały: król, dama/hetman, wieża i dwa gońce. Teoretycznie oboje mają duże szanse na zwycięstwo, ale niestety mężczyzna rozstawił swoje pionki tak, aby za każdym zrobionym ruchem przez dziewczynę, mógł powoli zbijać jej wszystkie pionki” — po pierwsze, nie „dama/hetman”, tylko hetman („dama” i „królowa” to niepoprawne określenia, można by ich użyć w dialogu, ale w narracji już niezupełnie). Po drugie, jakim cudem białe wciąż „teoretycznie mają duże szanse na zwycięstwo”? Materialnie stoją gorzej. Owszem, często jest tak, iż strona ze słabszymi bierkami wygrywa, ponieważ ma lepszą pozycję, tyle że w tekście zostało powiedziane, iż to czarne stoją lepiej („[…] Niestety mężczyzna rozstawił swoje pionki tak, aby za każdym zrobionym ruchem przez dziewczynę, mógł powoli zbijać jej wszystkie pionki”). Co to za niesamowita pozycja, że białe, stojąc gorzej i mając mniejszość materialną, wciąż mogą walczyć z czarnymi na równi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie zamierzałam tak zabrzmieć. Po prostu chciałam zwrócić uwagę, że szachy w sumie często się podczas gry zdarzają, a tu nic takiego nie miało miejsca i wydało mi się to dość dziwne. ^^
      Sama na szachach praktycznie się nie znam, szczerze mówiąc, i wszystko, co wytknęłam, było bardzo intuicyjne. Może wiedziałabym coś więcej, gdyby za młodu ktoś ze mną grywał. :D Dziękuję za twój komentarz, nie tylko mnie przyda się na przyszłość, ale także autorka ma szansę sporo z tego wyciągnąć! <3

      Usuń
    2. Wiem, że złożenie szachownicy jest wbrew regułom mimo, że nie doprowadzili gry do końca, ale taki był mój zamiar. Dziękuję za porównanie tych trzech słówek - z pewnością się to przyda ;) Jeśli chodzi o walkę białych i czarnych -> raczej mi chodziło o to, że mimo małych szans bohaterka nadal wierzyła, że może wygrać.

      Usuń
    3. Nea, ja umiem grać, ja! Uwielbiam! Mogę Cię nauczyć. :D

      Usuń
    4. Umieć umiem, ale wszystkie rozgrywki prowadziłam sama ze sobą... xD Więc strategicznie to na pewno jestem śmiertelnie groźnym samobójcą.

      Usuń
    5. Poćwiczysz, luz. Damy radę.

      Usuń
  3. Dziękuję za ocenienie mojego bloga i to dość szczegółowo. Po przeczytaniu zgadzam się z kilkoma rzeczami, ale z niektórymi już mniej. Z pewnością postaram się wprowadzić poszczególne zmiany ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...cóż, dziękuję za tak szczegółowe odniesienie się do mojej ciężkiej pracy, czy coś.

      Usuń

Aktualności

Blogi zgłoszone w 2016: 2
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.