...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń
Autor:
Etykiety: ,

[42] ocena bloga: sevmionebylamia.blogspot.com

19 października 2015
Adres bloga: SevmioneByLamia
Autorka: Lamia
Tematyka: fan fiction — Harry Potter, Sevmione 
Oceniająca: Dafne


1. Pierwsze wrażenie i grafika

Może to „by Lamia” nie jest szczytem oryginalności, ale całość jasno mówi, co na blogu znajdziemy. Sevmione to kategoria blogów, na które nie każdy fan HP chciałby wchodzić, dlatego zasygnalizowanie tematyki już w adresie to dobry zabieg.
Napis na belce prawdziwy i intrygujący nie mam pojęcia, do czego się odnosi i jaką rolę w opowiadaniu odegrają wspomnienia. Wzbudziłaś moje zainteresowanie.
No dobrze, zmieniłaś szablon. Teoretycznie powinnam się za niego wściekać, ale jest dużo milszy dla oka, więc nie będę robić awantury i po prostu zmienię ten fragment oceny.
Milszy dla oka nie oznacza dobry. Nie ma już ponurej czerni i moje oczy nie wpadają w żałobę, ale nagłówek to wciąż stworzony w Paintcie (czy innym prostym programie) art bez polotu. Ot, dwa wycięte zdjęcia aktorów wklejone na tło Hogwartu i doprawione jakimiś latającymi w powietrzu paprochami. Do tego dokładamy napis zapisany nudną czcionką, dobrą do pisania notek, a nie ozdabiania szablonu w pseudocudzysłowie. Jakby tego było mało, obrazek otoczono ramką. Jaśniutką. Odznaczającą się na tle. Okropną. Karty wrzucono na zbyt długi pasek o kolorze pasującym jak Severus do Hermiony. Przynajmniej czcionki są w porządku i tekst dobrze się czyta.
W Internecie można znaleźć multum ciekawych artów z tego paringu. Szabloniarnie też oferują ładne szaty graficzne. Skorzystaj z tego. Gwarantuję, że podniesie to wrażenia estetyczne.
Na dodatek na stronie głównej umieszczono kilka notek, przy czym prawie wszystkie zwinięto prawie, bo jedną zostawiono. Widzę, że masz niezbyt praktyczne ramki, ale o tym napiszę w czwartym punkcie oceny. 
Pierwsze wrażenie było bardzo dobre, gdyż zachęciłaś mnie na wejściu już samą tematyką. Niestety, po załadowaniu bloga szata graficzna wszystko psuje. Ten potworek ma zniknąć. I to jak najszybciej.

6,5/10


3. Treść

Chociaż masz 35 rozdziałów, czuję się w obowiązku przeczytać wszystkie. Oczywiście nie każdy zbetuję.
Tak więc... zaczynajmy lekturę „Trudnych wyborów”. Prolog raz!
„Jak sam tytuł wskazuje, historia będzie o tym, iż podjęte przez bohaterów decyzje pociągają za sobą konsekwencje”. Niezbyt odkrywcze spostrzeżenie na dzień dobry każda decyzja pociąga za sobą konsekwencje, w przypadku każdego bohatera i każdego człowieka. Te pytania we wstępie trącają banałem. Jedno, najbardziej adekwatne do treści opowiadania, jestem w stanie przeboleć, ale po przeczytaniu większej liczby mam wrażenie, że autor chce na siłę wzbudzić zainteresowanie, co jak nietrudno się domyślić wywołuje odwrotny efekt.
„Miarowy odgłos stawał się coraz głośniejszy, aż w końcu umilkł”. Hm. Źle to stopniujesz. Skoro stawał się coraz głośniejszy, można się spodziewać, że zaraz osiągnie apogeum. A tu bum, cichnie. W takim razie zacznij od „stawał się coraz cichszy”.
„Lekko piżmowy zapach z lekką nutką kwiatów, ziół i cytrusów wydał jej się znajomy”. Paskudne powtórzenie (lekko, lekką). Istnieje dużo interesujących słów. Co powiesz na delikatny? Albo subtelny? Na lekkim słownik się nie kończy.
Liczne powtórzenia odbierają tekstowi bardzo, bardzo wiele. Gdyby nie one, byłabym skłonna uznać prolog za dobrze napisany. Motyw Hermiony-żony-Rona, która marzy o Snapie jest bowiem całkiem interesujący. Niestety, pozostaje ten niesmak i obawa, że w dalszych częściach spotkam się z takim samym ubóstwem językowym. Proszę, nie. Może jedynka mnie zaskoczy?
„Nigdy nie pogodzili się z ich utratą, ale życie toczy się dalej, trzeba więc wrócić do rzeczywistości”.  Na razie zaskakuje tylko pomieszaniem czasów.
„Wszyscy próbowali ułożyć sobie jakoś na nowo życie po wojnie”. Już wiemy, że jest po wojnie, nie musisz znów o tym wspominać.
„- Hermiono! - Usłyszała dobiegający z dołu głos Molly. - Chodź, będziemy robić paszteciki! Westchnęła i z żalem odłożyła książkę, którą właśnie czytała”. Kto, Molly?
„- Ron zaprosił mnie na obiad, więc jeśli nie będę przeszkadzał..." Bez przesady. Wiem, że Harry był milszy od połowy ludzi, ale głupotą jest mówienie o przeszkadzaniu, gdy zostało się zaproszonym. Poza tym to najlepsi przyjaciele z dzieciństwa, którzy ratowali swoje życia i łączy ich orgomna więź braterska. Powinni mieć zupełnie inne relacje, nie tak sztywne i wypracowane.
„Wiedziała jednak, że pomimo tego że znali się od wielu lat i byli najlepszymi przyjaciółmi, od czasu ślubu Ron nie tolerował żadnych jej bliższych kontaktów z kimkolwiek, włączając w to Harry’ego”. O, pierwsza ciekawa rzecz w tym rozdziale. Ronuś zazdrośnik. Podoba mi się ten motyw już na wstępie. Chociaż, oczywiście, mam go teraz za histeryka.
„- A co u ciebie Harry? - Hermiona wolała zmienić temat.
- Wszystko w porządku - uśmiechnął się chłopak. - Robię to co lubię i nieźle mi to wychodzi”. 
E, tak. Tyle że chyba nikt nie odpowiada w ten sposób na pytanie: „Co tam u ciebie?”, zwłaszcza jeśli rozmówcy są z tym faktem powszechnie zaznajomieni i pytają z grzeczności. Wtedy mówi się „dobrze”, „źle”, „po staremu”, „jakoś leci”, „mam jutro sprawdzian”, „wkurzyli mnie dziś w pracy”... Ale „Robię to co lubię i nieźle mi to wychodzi” (pomijając brak przecinków)? Nie, to gwałt na naturalności.
„- Tak... Dumbledore był jedyny w swoim rodzaju! - zaśmiał się George, który nawet po stracie bliźniaka nie stracił poczucia humoru”.  


Nie no... nie mogę... Dumbledore był... jedyny... w swoim... rodzaju... genialne! Co za dowcipniś z tego George'a!
Nie słyszałeś w Ministerstwie jakiś plotek, Harry?” Plotek to jakaś rzecz? Jakiś tam sobie plotek. Fajne słówko, ale tutaj możesz mówić o jakichś plotkach.
„Na prawdę mnie nie odprowadzisz?” Na półce, na dachu, na przykład, na złość. Ale, na Boga, NAPRAWDĘ.
„Ginny, ja kocham twojego brata i dlatego za niego wyszłam. Chcę być razem z nim i jeśli to konieczne, zrezygnuję z nauki. Nie rozumiem, dlaczego jedno wyklucza drugie. Można skończyć szkołę i wyjść za mąż (albo na odwrót). Dziołszka robi sobie sztuczne problemy, już w niej tego nie lubię.
Streściłaś życie Hermiony w kilku akapitach. To przypomina krótką wersję życiorysu (obejmującego czas po wojnie). Słaby zabieg, gdy chce się zainteresować czytelnika. Forma wykładu nie należy do najtrafniejszych. W jednej chwili jest cudownie, potem kilka słów wyjaśnienia i bang, kłótnie, ryki i wyrzucanie rzeczy przez okno. No nie.
Nie Granger! Nie Snape, w gwoli ścisłości, jak wynika z wcześniejszych zdań.
Tak się właśnie zastanawiałam, jak zamierzasz wskrzesić Snape'a (bo jeśli byś nie zamierzała, musiałabyś cofnąć się w czasie). Cóż za niesamowity zbieg okoliczności!
A, i to nie jest długi rozdział. Dobrze, że dodajesz je stosunkowo często, w przeciwnym razie niewiele byłoby tu do czytania.
Lecę do dwójki.
- Profesorze Snape, pan żyje! Jak to możliwe?! Dobry początek. Mistrzyni taktu.
Ale Snape okazuje się jeszcze bardziej dowcipny i idzie w zaparte, tłumacząc, że on to nie on.
- Czy pan mnie ma za kretynkę? - zapytała ze łzami w oczach Co? Dlaczego ze łzami w oczach? Bo Snape nie chce się przyznać, że jest Snape'em? Mogła być zdezorientowana i wkurzona, ale nie smutna na tyle, by się rozpłakać (na tym poziomie Sev to dla niej jedynie eks nauczyciel). Chyba że to płacz ze złości wówczas polecam o tym wspomnieć.
Hermiona posłusznie chwyciła go i w tym momencie uświadomiła sobie, że pierwszy raz w życiu dotyka Snape’a. A to akurat było zabawne.
- Przestań sobie ze mnie jaja robić! A to odzywka w stylu dwunastolatka albo kogoś, kto kłóci się z bliską osobą. Nie w stylu Snape'a rozmawiającego z Granger. Minus do naturalności.
Okej, dalej robi się jeszcze dziwniej. Severus i Hermiona droczą się (bardziej jak Draco i Hermiona, hm), rozmawiając o edukacji i małżeństwie dziewczyny. Telenowela.
Potter oczywiście pokazał ci moje wspomnienia i już wiesz jaką rolę odgrywałem w czasie wojny, ale inni tego nie wiedzą. Teraz, gdyby wyszło na jaw że żyję, wszyscy chcieliby mnie potraktować Avadą. Ministerstwo prowadzi dochodzenie, mające na celu oczyszczenie mnie z zarzutów, ale jak zwykle utonęli w papierach i trudno powiedzieć kiedy się zakończy. Do tego czasu muszę się ukrywać. Bzdura. Nigdy w to nie uwierzę. Świat czarodziejów powinien mieć go za bohatera. Nie tylko dlatego, że Rowling tak powiedziała, ale ponieważ w ten sposób podpowiada logika. To nie jest sprawa, którą rozwiązuje się w trakcie dochodzenia i która w efekcie ginie w stosie papierów. A słowo Harry'ego bohatera nad bohaterami byłoby wiążące. Podobnie jak dowody w postaci fiolki z wspomnieniami.
- Chyba za dużo wypiłeś, bo słyszę że pieprzysz głupoty! McGonagall też naturalna jak gałązka leszczyny.
To, że jest inteligentna nie znaczy, że nie jest wkurwiająca. O, a Snape rzuca przekleństwami. W to jestem skłonna uwierzyć, ale i tak zaczynam przyzwyczajać się do świadomości, że kanon wyjechał na wakacje.
Ok. Snape i McGonagall zakładają się, że ten nie przygotuje Hermiony do Owutemów. To całkiem zabawny motyw, aczkolwiek niespecjalnie oryginalny (Snape z jakiegoś powodu przymuszony do pomagania Hermionie), odkrywczy ani trudny do rozegrania. Niemniej ma to jakiś sens, gdyż i tak siedzi w domu, i tak (chociaż powinien raczej chodzić w glorii chwały, a Hermiona siedzieć w szkole, którą miłuje nader wszystko). Zobaczymy, co w trójce.
„(...) nie wiem co na to powie Ron? Teraz muszę się liczyć z jego zdaniem”. To nie brzmi dobrze. Zupełnie jakby wcześniej, nim się pobrali, Hermiona miała zdanie Rona gdzieś.
„Ja jako dyrektor, nadal traktuję go jak jednego ze swoich nauczycieli (...)” To formalnie niemożliwe. Minerwa nigdy nie była dla Snape'a dyrektorem. Gdy Dumbledore zmarł, Snape uciekł z Hogwartu. Gdy wrócił, objął stanowisko dyrektora i to on był przełożonym dla McGonagall.
„- Po naszej! - rzucił krótko Dumbledore”. I krzyknął. Tylko czemu?
„Dyrektor wiedział, że teraz każda minuta się liczy”. — A co to za pomieszanie czasów?
Nie muszę Ci mówić, że to trochę wymuszone, bo sama zaznaczyłaś to we wstępie do rozdziału. Zastanawia mnie tylko, dlaczego zdecydowałaś się na takie rozwiązanie, skoro sama uznałaś je za złe.
Czas na czwórkę.
„- Rozumiem moja droga - odpowiedziała pani Weasley. - Rozumiem i żałuję, że nie wszystkie moje dzieci mają taki zapał i chęć do zdobywania wiedzy jak ty”. To brzmi, jakby Hermiona też była dzieckiem pani Weasley.  A tak poza tym, Percy, Billy i Charlie nie byli w tym tacy źli.
„Zacznijmy od tego, że okoliczności w jakich się znaleźliśmy, są takie a nie inne (...)”


„Musiało jej na prawdę zależeć, skoro to powiedziała - pomyślał”. NAPRAWDĘ, na litość boską.
Wizja gotującego Snape'a jest całkiem zabawna.
Ale kim jest Fil? Niewiedza zaczyna mnie irytować. Może piątka przyniesie odpowiedź.
Okej, czyli jednak nie przyniesie. Ale może przynieść coś innego.
„Co on powiedział? Dziękuję? Niemożliwe! - takie słowo w ustach tego wrednego nietoperza i to skierowane do niej?! Świat stanął na głowie! - pomyślała i w tym momencie jej oczy o mało nie wyszły na wierzch, z trudem zaczęła łapać powietrze i zaczęła się krztusić”. Że co? Zachłysnęła się powietrzem? Gdyby chociaż coś w tym momencie piła, byłabym skłonna uwierzyć w to całe teatralne zakrztuszenie.
Twoja Hermiona ma niewyparzony język. Aż do przesady. Ona była miła nawet dla tych, którzy na to nie zasługiwali (może poza Draco). Rok małżeństwa z Ronem i zaczyna pyskować Snape'owi. No no. 
„Kolejne dwie godziny minęły, sam nie wiedząc kiedy”. Te godziny sam(e) nie wiedziały, kiedy minęły? Czy jak?
Powiem Ci, że nieźle dowaliłaś. Ron dziwnym trafem umiera (przeżył 6 lat nauki w Hogwarcie z Harrym, szukanie horkruksów i wojnę, a zabiły go fajerwerki) i to akurat wtedy, kiedy na horyzoncie pojawia się Snape. Trochę mi to wszystko śmierdzi. Bez Rona będzie Ci wygodniej, więc go uśmierciłaś. No cóż.
Numer sześć poproszę.
Szybko wysuszyła włosy zaklęciem i założyła sukienkę wybraną przez Ginny. Daj spokój, ubierać to się chyba umieli.
To aż nieludzkie, że Severus w taki sposób wypowiada się o Ronie i o jego śmierci, ale w gruncie rzeczy ma dużo racji.
- Profesor Snape - wycedziła Hermiona - to wredny, niesprawiedliwy, okrutny, sarkastyczny, niemiły, gburowaty pajac, który nie potrafi uszanować pamięci zmarłego! - wyrzuciła z siebie bez zahamowań, nie zwracając uwagi na to, do kogo to mówi.
- Właśnie przed chwilą, wszystkie te epitety zawarłam w jednym słowie „trudny“ - Minerwa uśmiechnęła się lekko. Takie fragmenty jak ten znacząco podwyższają poziom Twojego opowiadania. Poczucie humoru i dystans to ważne cechy dla pisarza. 
Mam jednak wrażenie, że trochę zbyt po macoszemu potraktowałaś wątek śmierci Rona. Zbyt szybko wszystko wróciło do starego trybu. Ci ludzie stracili męża, syna, brata, przyjaciela... A wszystko zamknęło się w pojedynczych atakach smutku. Zdecydowanie za mało uczuciowości.
Siódemka na tapetę.
A wiecie dlaczego "zabiłam" Rona? Żeby później nie cierpiał bardziej :D No tak, to wszystko wyjaśnia.
- Będzie pan miał co robić do wieczora, no chyba... że mam pan bardzo napięty plan dnia. - Wykrzywiła usta w grymasie, który był parodią uśmiechu. Drugi raz ten sam rodzaj żartu. Słabo. (+ Mam pan?)
Może teraz kiedy jesteś wdową, mogłabyś wrócić do Hogwartu?" Ginny-Mistrzyni-Subtelności.
Szkoda, że cię tu nie ma, droga przyjaciółko. Kto się w ten sposób zwraca do przyjaciółki?
Okej, spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego po tej całej Fil, ale tak też może być. Przynajmniej nie jest wymuszona, ale narobiłaś wokół niej tyle szumu, jakby miała się okazać co najmniej wyuzdaną kochanką Severusa.
Po następnych dwóch godzinach, musiał przyznać, że jest dobra.Już któryś raz dochodzi do tego wniosku. Jest dobra powiadasz?
Zastanawia mnie, że zaraz zacznę ósmy rozdział, a Harry nie pojawił się jak dotąd ani razu (chyba że na pogrzebie, na obiedzie lub we wzmiance, gdzie jego rola ograniczała się do istnienia). Hm. Zastanawiające.
„Przepytywał ją dość dokładnie i nawet nie był już zaskoczony tym, że podstawową wiedzę uzupełniała o informacje z literatury fachowej. Trochę nudzi mnie już czytanie o tym, jak to zaskakuje go jej wiedza. Serio, po którymś razie z kolei to już nie jest zaskoczenie.
Zachowanie Fil było dziecinne. Co miał znaczyć ten całus, znaczenie terytorium? Skoro Snape zesztywniał, ten gest musiał go zdziwić. Rywalizacja?
„Gdyby nie ten jego długi haczykowaty nos, mógłby nawet uchodzić za.... może nie przystojnego, ale na pewno interesującego i mógł się podobać kobietom. A tłuste włosy są sexy?
„Myślisz, że nie wiem jak dostałaś pracę w Hogwarcie? Chyba nie dlatego, że masz jakiej nadzwyczajne umiejętności, bo co w takim razie byś tutaj robiła? Seks z McGonagall? Dobra, nic, wszystko rozumiem.
Oho. Czyli jednak ktoś poleciał na te włosy. 
Numer dziewięć.
Wzięła jednak serwetkę i otarła mu twarz”. To jest ten jej plan? Odważny.
Dialog podczas przyrządzania eliksiru wyszedł Ci bardzo naturalnie, brawo.
- Nie mam - stwierdził takim tonem, jakby posiadanie fartuszka, było poniżej jego godności. Kocham momenty, kiedy wraca stary, dobry Severus.
- Uczę go robić słynne paszteciki Molly - uśmiechnęła się Hermiona.
- Niebywałe - pokręciła głową starsza czarownica Niebywałe, potwierdzam.
- Miło, że byłaś tak krótko - skrzywił się Severus. – Żegnam. A tego trochę nie rozumiem. To sarkazm? Czy autentyczny wyrzut? Hm.
- Czyli to nie mój urok osobisty cię do tego skłania? Stary Severus podwinął swoją szatę nietoperza i uciekł. Kobieta zmienną jest. Znaczy mężczyzna jest zmienny, tak.
- Mogę pana uściskać?
- Nie!!!"  I wrócił, za to Hermiona gdzieś uciekła. Natomiast gościu najwyraźniej cierpi na zaburzenia psychiczne, skoro aż tak się wydziera.
- To nie taki głupi pomysł. Moglibyśmy razem otworzyć restaurację i nazwać ją powiedzmy... „Pod starym nietoperzem”! - parsknęła. I nadal nie wróciła, ale przynajmniej zaczęłam się śmiać.
I miał takie niesamowite oczy... Oho. Zaczyna się.
(...) jak długo Granger ma zamiar jeszcze zajmować jego gabinet. W końcu doszedł do wniosku, że stanowczo się przeciąga (...) Jak po przebudzeniu? Czy może uprawia tam jogę?
O kurde, zasnęła przy książce. Dziwne. Pora na okrągłe dziesięć.
Oho, Twoja pierwsza podróż w czasie. W jednej chwili Hermiona zasypia w gabinecie Snape'a, a w drugiej są już święta. To wywołało we mnie pewną refleksję. Dlaczego Hermiona spędza Boże Narodzenie (jak zresztą i inne dni) w Norze zamiast być w tym czasie z rodzicami? Nie wierzę, że ich nie odnalazła albo że nie próbowała się tym zająć. Nie znalazłam jednak żadnej wzmianki o tym, że dziewczyna w ogóle ma rodziców. Coś tu jest nie tak.
„Zastanawiała się kiedy będzie miała okazję dać Snape'owi swój świąteczny prezent (...)”Next level, mam rozumieć.
O MATKO, W KOŃCU POJAWIŁ SIĘ HARRY, I TO UMIEJĄCY MÓWIĆ HARRY!
„Słyszałaś pewnie o Filomenie Hopkins, z którą Kingsley jest związany?"



Biedny Kinglsey. Pogorszyło mu się.
„Severus leżał na łóżku z butelką Ognistej, ubrany był jedynie w czarne bokserki z powtarzającym się motywem uśmiechniętego Świętego Mikołaja i napisami „Ho, ho, ho!!!”, które wyraźnie odbijały się na tle jego bladej skóry”. No tak. Trochę czasem trąca to parodią. Zadziwiające, jako czarodziej mógł zablokować drzwi. Nie zrobił tego. Hm...
„- To głupi prezent od Minerwy (...)” Chyba lubię Twoją McGonagall.
„Widzę, że po Ognistej, humor się panu wyostrzył (...)”To raczej język się wyostrza. Chociaż, w ostateczności...
„Już po chwili stał przed nią Harry w za dużym szlafroku, który ukradkiem przytrzymywał zsuwające się spod niego świąteczne bokserki.
- Ależ on jest mały – stwierdził Snape.
- Nie, to pan jest duży”.

„- Młodzieńcze, pocałuj swoją ukochaną! – Młody chłopak w świątecznym przebraniu, zwrócił się do Snape'a.
- Wykluczone! - zaprotestował Snape w ciele Harry'ego.
- Niekoniecznie – poparła go Hermiona”. Śmiała bestia.
Oho, pocałowali się. Cóż za zabawna sytuacja. Harry i Hermiona. He he.
„Hermiona była wściekła słysząc, że Filomena mówi o niej w taki sposób, jakby wcale jej tam nie było”. Bez przesady. Co tak wielce obraźliwego jest w stwierdzeniu widzę, że sobie kogoś znalazłeś?
„Miała jednak ochotę zagrać na nosie tej wstrętnej babie, dlatego też podeszła do Snape'a, stanęła na palcach i złożyła na jego ustach czuły pocałunek, który był nieco dłuższy niż zwyczajowe cmoknięcie na pożegnanie. Wyczuła, że Snape lekko zesztywniał, ale również przywarł do jej ust”. Boże, to tak nienaturalne, że aż śmieszne. Muszę założyć, że to fanfik będący w połowie parodią, w przeciwnym razie chyba oszaleję.
Jedenastka. Niespecjalnie okrągła, ale zawsze coś.
Doszedł do wniosku, że dopuścił Granger zbyt blisko siebie i ich wzajemne stosunki, zaczynały wykraczać poza zwyczajowe relacje między nauczycielem i uczennicą.
 

Ciekawe, czy Wizengamot postąpi słusznie. Jeśli nie, chyba stracę wiarę we władzę sądowniczą, bo tutaj wyrok może być tylko jeden.
„- ZABAWNY SNAPE?! - Ginny otworzyła szeroko oczy. O. Jedna rozsądna.
- Sam, sam, sam... - sam, to on nawet nie wie, co dla niego jest dobre. Idę. Nie prowadzisz opowiadania w mowie pozornie zależnej, dlatego jak Hermiona coś tam sobie pomyśli, to zaznacz, że sobie pomyślała.
(...) Harry zaprowadził Snape'a do małego pokoiku, który zajmował. Kto? Harry czy Snape?
Oho. Potter częstuje Severusa whisky. I to na chwilę przed rozprawą.
I co, i już? Wprowadzają go, odczytują wyrok i badum, jesteś wolny? Spodziewałam się większych fajerwerków.
Jej ciało przylgnęło do niego i poczuła jego ciepłe dłonie na swoich udach. Było jej tak dobrze... Całkiem zrozumiałe zważywszy na to, że właśnie wykrwawia się na śmierć. Ja też się zaraz wykrwawię na widok tylu zaimków.
Czyli jednak były fajerwerki, tylko że trochę później. Ciekawi mnie, kim był sprawca i prowokator całego zdarzenia. Może w dwunastce coś się rozjaśni.
„W pierwszej kolejności musiał pozbyć się rozciętej i przesiąkniętej krwią odzieży, aby mieć jak najlepszy dostęp do rany. Severus nie miał zbyt wiele czasu, więc nie namyślając się delikatnie ściągał z Hermiony kolejno; sweter, bluzkę, a wreszcie stanik”. Jak leczył Draco po klątwie Sectumsempra, to jakoś nie musiał go rozbierać. Spryciarz.
Osłoniła go sobą. Heroiczne i głupie.
„Gdyby została tutaj, być możne nie potrafiłby nad sobą zapanować”. — I zgwałciłby ją we śnie?
„Nigdy nie był świadkiem prywatnych rozmów swoich nauczycieli i nie miał pojęcia, że tak właśnie wyglądają”.— No tak. Bo nauczyciele to nie ludzie. Nie rozmawiają ze sobą jak ludzie. Nie zachowują się jak ludzie.
„Podniosła się z wysiłkiem i powoli, krok po kroku dotarła do drzwi. Otworzyła je i z satysfakcją stwierdziła, że to było TO!”— Brzmi, jakby po latach poszukiwań odnalazła kamień filozoficzny, a nie drogę do łazienki.
„- Masz, załóż to na siebie. - Wyciągnął z szafy swoją piżamę i położył obok niej na łóżku". Pewnie idealnie dopasowana ta piżamka. Mrr. + Obok czego?
Jasiek mnie rozbawił. Pora na trzynastkę.
„Drugą rzeczą, którą zauważyła było to, że Snape był bardzo szczupły, co jednak ładnie harmonizowało z jego wysokim wzrostem”. To jak ktoś jest niski i szczupły, to jednocześnie nie jest... harmonijny?
„(...) odparła z niewinną miną i zdziwiona swoja śmiałością oblała się rumieńcem”. Już mnie powoli zaczyna denerwować ciągłe czytanie o tym, że była zdziwiona swoją śmiałością. Powtarzam: pewne rzeczy po tylu razach już nie powinny wzbudzać zaskoczenia.
„W końcu jednak uznał, że jako były śmierciożerca, który wykonywał śmiertelnie niebezpieczne misje Voldemorta, jakoś powinien sobie poradzić z przyniesieniem majtek Granger z Nory”.  Uwielbiam takie wstawki. + Misje zlecone przez Voldemorta, to nie Voldzio je wykonywał.
„- No więc... numerologia...
- Nie zaczyna się zdania od "no więc" Granger. Kto jak kto, ale ty powinnaś to wiedzieć”.
Niedouczony ten Snape trochę. Kto jak kto, ale on powinien wiedzieć, że to nie żaden zakaz, zwłaszcza w rozmowie.
„- Nie mogę, ale podejrzewam, że tak właśnie jest - odparła nieśmiało”. — Nieśmiało? A to nowość.
By the way, to wygląda jak jakiś enneagram albo coś.
„Harry'emu wydawało się, że sposób w jaki to robi jest co najmniej zbyt czuły i pieszczotliwy”. Spostrzegawczy skubaniec. Tyle że te przymiotniki znaczą to samo.
„- Nie ważne, i tak się dowiemy”. Nie sprawdzam w tym rozdziale poprawności, ale NIEWAŻNE.
No proszę. Gorąco, faktycznie. Czternastka.
(...) no bo co takiemu mężczyźnie jak pan, może zaoferować taka głupia gówniara jak ja i w dodatku jeszcze tak oszpecona? Powinien pan sobie znaleźć odpowiednią, dojrzałą i atrakcyjną kobietę, która da panu szczęście, na które pan zasługuje. Boże, bez przesady. Może i jest gówniarą w porównaniu do niego, ale on przecież nie jest najlepszą partią w mieście. Szanujmy się.
(...) nie mógł wyjść ze zdziwienia, jak niską samoocenę ma ta dziewczyna. O, no właśnie.
A co do pańskich argumentów, to mogłabym je obalać po kolei i dowieść, że wszystkie mają źródło w pańskiej niskiej samoocenie, kompleksach, braku wiary w siebie (...) Usilnie próbuję sobie przypomnieć pewne słowo. Herkules? Hamlet? Histeryk? Hipopotam? HIPOKRYTKA, tak!
Severus był zaskoczony tym, że wszyscy bez szemrania wypełniali polecenia Pottera Sev, taki żeś inteligentny podobno. To jest Potter. POTTER. Mówi Ci to coś?
- Nie wiem o czym mówisz Harry! - Filomena wydawała się być zdziwiona. To oni są na ty?
(...) Snape w trzech krokach znalazł się przy niej i błyskawicznie, a przy tym dość brutalnie wykręcił rękę kobiety z której wypadła różdżka. No tak. Expelliarmus to bardzo zaawansowana magia. Brutalności mu się zachciało. Zwyrodnialec.
Podejrzenie się potwierdziło, jednym z ostatnio rzucanych zaklęć było Imperio. Próbujesz mi wmówić, że od czasu napadu Filomena rzuciła tylko kilka zaklęć? Czy może nadal biedny czarodziej był pod działaniem Imperiusa? Tylko po co?
- Potter, czyń swoja powinność - poganiał go Mistrz Eliksirów, po czym obaj mężczyźni weszli do gabinetu. (...) Rzucił jedynie mordercze spojrzenie i mężczyźni wyszli.Nie wiem, gdzie się jeden auror po drodze zgubił, ale skoro do pomieszczenia weszli Harry i Snape, a Snape w nim został, to wychodziło kilku Potterów?
To, że Granger się wyprowadziła wcale go nie zdziwiło Wyprowadziła? To te parę dni u niego to już wprowadzenie się? No nieźle. 
(...) niemniej jednak poczuł lekki zawód i pustkę. Lekki? Jesteś pewna?
Piętnaście.
Nie wyszedł mi chyba za bardzo, ale oceńcie same. — Więc przed publikacją trzeba go było podszlifować. Jeśli Ty nie jesteś zadowolona i dumna z tego, co napisałaś, to kto ma być? A tak poza tym gdybym była chłopakiem, poczułabym się urażona.
Co prawda, ci od sieci Fiuu, rzeczywiście odmówili połączenia z kwaterami uczniowskimi (...) To jak w Czarze Ognia Harry rozmawiał z Syriuszem? Czy to jakieś nowe prawo?
Obiady możesz jadać w Wielkiej Sali. Chyba to już wszystko. — No a gdzie ma się stołować? Do łóżka jej mają skrzaty przynosić?
(...) czy Snape przypadkiem nie wygadał się przed McGonagall. Nie wygadał... Zupełnie jakby robili jej niespodziankę albo coś spsocili. Jak w przedszkolu, bez podtekstów.
Twoje kwatery są już przygotowane. Niezbyt szczęśliwe to słowo. Swoją drogą, zgrywa niedostępnego, a jednak cieszy się, że wraca do szkoły. Nauczyciel z powołania, no proszę.
(...) wyszła z kominka w gabinecie Mistrza Eliksirów. Nie była pewna czy Snape zgodził się wrócić do szkoły i czy przypadkiem go tu nie zastanie. Nie była tego pewna, a i tak nazywa gabinet jego gabinetem. Bo nauczycieli może być dużo, ale Mistrz Eliksirów jest jeden.
A oni nadal na „pan”... No cóż, małe macanko niewiele jak widać zmienia.
Hermiona zdjęła szatę, włożył ręce pod bluzkę i rozpięła stanik. Obojnak?
Severus sam podniósł do góry jej koszulkę odsłaniając nagie plecy, na których została już tylko brzydka blizna. — A co, miałby to zrobić w towarzystwie eskorty?
Nie odpowiedział, ale czuła jak przesuwa swoją dłoń znów w górę, gdzie się zatrzymała". Podmiotem jest tutaj Severus, a nie jego ręka. Ani nie Hermiona.
Ok, koniec romantycznych uniesień.
- Co ty jesteś taka uległa? - zapytała Ginny. - Nie poznaję cię. Przeproszenie nauczyciela za gadanie na lekcji z koleżanką to uległość? No tak, ze strony Hermiony to już w ogóle...
- Panno Weasley - znów usłyszały głos Mistrza Eliksirów, który znienacka pojawił się obok nich (...) Kto? Głos? Pozwolę sobie zacytować słowa bety (Skoi): Narrator za bardzo uwielbia Snejpa. Dlaczego Harry'ego nie nazywa Mistrzem Quidditcha, Voldiego Mistrzem Zua, Rona Rudym Mistrzem, a McGonnagall Mistrzynią Kocią albo Mistrzynią Transmutacji?
Po całym dniu Hermiona wróciła do Nory szczęśliwa. Pani Weasley wciąż była u Munga (...)" To zabrzmiało trochę tak, jakby Hermiona była szczęśliwa, bo Molly wciąż przebywała w szpitalu. 
(...) wsłuchując się w skrzypienie zmrożonego śniegu pod jej stopami. — No a pod czyimi? Szła przecież sama.
Przychodzi na cmentarz, recytuje obwieszczenie do grobu Rona i odchodzi. Zero w tym fragmencie głębszych uczuć, a szkoda, bo mogłyby stanowić dobre tło dla tych, bądź co bądź dość mocnych, słów.
Sprawdźmy szesnastkę.
„Napięcie, które między nimi narastało, było niedozniesienia”. Nie do zniesienia.
„- Bardzo dobra szarlotka, naprawdę pyszna. Mogę prosić o jeszcze jeden kawałek?” Jasne że możesz, głupcze, w końcu dała Ci ją na urodziny.
„- Jesteś absolutnie pewna, że tego właśnie chcesz? - wydyszał Severus.
- Tak... a ty?" No wreszcie żadnego profesorowania!
„- Severusie! Severusie, jesteś tu? - usłyszeli głos McGonagall, wyraźnie dobiegający z salonu”. Wspaniale. Niedługo Severus zachoruje przez Ciebie na jakąś nerwicę. Albo spiorunuje kogoś Avadą. Co nie zmienia oczywiście faktu, że mnie to śmieszy. Niech się chłopak trochę pomęczy.
I znów: uwielbiam Twoją Minerwę. Sceny z jej udziałem zawsze kończą się śmiechem.
„Przyciągali się jak dwa magnesy i po chwili złączyli usta w pocałunku, który być może miał być ostatni”. Co to za dziwna aluzja? Skoro mimo tej całej gadki oboje są zdecydowani, to dlaczego miałby być ostatni? Zamierzasz opuścić dwutonowy głaz na któreś z nich? Odpalić fajerwerki?
Ten dopisek o Twoim synu-Minerwie tak mnie rozbroił, że aż musiałam o tym wspomnieć. Może lepiej wrócę do czytania. Siedemnastka.  
Rozdział krótki i raczej nie porywa :(  I znów: jak uważasz, że nie porywa, to zrób tak, by porywał. Nawet jeśli zostanie przez to opublikowany kilka dni później.
Ej no, co to ma być? Dlaczego on nagle zmienia zdanie? Hermionie zostało tylko parę miesięcy szkoły, a poza tym można to utrzymać w tajemnicy. Czego się boi, że szuka kolejnej wymówki? Niech będzie, że trzeba poczekać. Coś czuję, że to i tak nie wypali.
Z zapachu amortencji wynika, że Harry kojarzy się z potem, a Hermiona z krwią. Ciekawa interpretacja.
- Wiesz, że nie powinnaś tu przychodzić - popatrzył na nią z naganą. - Gdyby teraz weszła tu Minerwa, a znając moje szczęście, to pewnie już tu idzie (...)  Nie taki zły ten rozdział, znów szczerzę zęby.
Rozdział osiemnasty.
Oho, teraz tekst ma być masłem maślanym. Nie wiem, w jaki niby sposób, ale chętnie nabiorę doświadczenia. (Marudzisz, kobieto. Nie rób sobie antyreklamy.)
„- Jest w Azkabanie - Harry wzruszył ramionami. - To jedyna możliwa kara za użycie zaklęcia niewybaczalnego, a w jej przypadku konsekwencje użycia go, były dość poważne. Więc jakbyś chciała kiedyś użyć niewybaczalnego, to trzy razy się zastanów”. — Po co ta kursywa przy niewybaczalnym?
„Jest młoda, ładna i jeśli już MUSIAŁA, to mogła sobie znaleźć, jakiegoś fajnego, MIŁEGO, chłopaka”. — A to brzmi, jakby Ginny nie chciała, żeby Hermiona sobie kogoś znalazła. Jeśli już musiała? Co to ma być? Pff.
„Całe szczęście, że dzisiejszego dnia Hermiona miała tylko cztery lekcje”. — Tamtego dnia. No bo dzisiejszy to już odniesienie do czasu teraźniejszego, a opowiadanie pisane jest w przeszłym.
Aa, więc to chce zrobić, kombinując z eliksirami! Wiem, że jest uzdolnionym czarodziejem, ale jeśli mu się uda, przebije uzdrowicieli. Mogłaś trochę dłużej potrzymać czytelnika w napięciu. Po tym pytaniu łatwo się domyślić, o co chodzi. Arcymistrz Eliksirów po prostu.
„Severus wpił się w jej usta i zaczął całować z taką pasją i namiętnością, o jaką go nie podejżewała”. Ej, ej! Ja nie chcę widzieć takich ortów! PODEJRZEWAŁA.
„Praca nad eliksirem posuwała się naprzód, a pierwsze eksperymenty na zwierzętach dawały zadowalające rezultaty”. Lubię go za to całe chamstwo i trudny charakter, ale za ten fragment ma minusa. Ogromnego. Z drugiej strony, bardzo to do niego pasuje. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób czarodzieje testują działania eliksirów.
„Tobie też należy się jakaś rozrywka. Nic tylko książki, dom, książki, dom i tak w kółko. Wiesz... mam wyrzuty sumienia, że to wszystko jest na twojej głowie”. Zaraz, no właśnie! O tym też nie pomyślałam. Dlaczego od początku to Hermiona zajmowała się domem? Czemu nie Ginny? Albo nie obie, na zmianę? Wyzysk, ot co.
Znów ta kursywa. Za to bardzo dobre zakończenie.
PS Nie widzę tego masła.
Dziewiętnastka.
„W końcu zwyciężyła troska, a nie... ciekawość”. Czyli rozebranie jej to troska, a pozostawienie w ubraniu to ciekawość? Bez sensu.
„Usłyszałam jakiś hałas i nie byłam pewna kto to i jakie ma zamiary”. Logiczne, że nie była tego pewna, skoro tylko usłyszała jakiś hałas.
Kiepsko wyszło z tym eliksirem. Bardzo nienaturalnie. Nie chodzi mi tutaj o sposób przekazania go Molly, tylko o sam fakt, że tak szybko mu poszło. Grupa uzdrowicieli męczy się przez dłuższy czas i nie znajduje sposobu, a taki sobie Snape w parę dni tworzy lekarstwo. Bajki.
„(...) oraz niemożliwością wykonania jakiegokolwiek ruchu”. Raczej niemożnością.
„(...) a Ognista - jego jedyna przyjaciółka, kochanka, pocieszycielka...” Na miejscu Hermiony i Minerwy poczułabym się urażona. 
„Nie próbuj mówić mi jak mam żyć i co mi wolno, a czego nie”.


Porywająca mowa. Jeszcze tylko dramatycznej muzyczki brakuje.
Fajnie, że pojawił się Dumbledore.
Okrągłe dwadzieścia poproszę.
„Z góry przepraszam za błędy, może później poprawię”. Nie, nie. Najpierw poprawiasz, później wstawiasz. Nigdy na odwrót. Może Ci coś umknąć, ale całkowicie bez bety nie wolno tego zostawić.
Hm. Taki sukces i postęp w dziedzinie medycyny powinien pójść w eter. Nadal to do mnie jakoś nie dociera.
Chyba jestem tak samo niedomyślna jak Severus, bo też pomyślałam, że z ręką Molly coś się dzieje. To pewnie przez mój sceptycyzm wobec tego wątku.
Okej, rzeczywiście krótki rozdział. Zostawiam króla Artura w spokoju i nie rozwodzę się nad niczym, bo numer dwudziesty pierwszy czeka i zapewne będzie dłuższy.
A jednak nie. Ale skoro treść ma to wynagrodzić...
„Patrzyła jak sięga na półkę i odnajduje książkę o którą go prosiła”. Bo tak ciężko użyć Accio. Jakby ktoś pytał.
„Patrząc jak ściąga bluzkę, jego opór malał (...)”Opór patrzył, jak Hermiona ściąga bluzkę? Rozumiem...
Rzeczywiście, treść satysfakcjonująca. Przebiegła lisica z Hermi. Sama przez chwilę myślałam, że przyszła tylko po książkę, żeby narobić mu nadziei. Denerwuje mnie tylko, że jak na razie to ona wciąż za nim biega (choć wydaje mi się, że w tym przypadku powinno być na odwrót) daje mu prezenty, inicjuje zbliżenie... A właśnie, scena seksu wyszła ci bardzo w wersji soft i ogółem nie najgorzej (choć szybko się z tym uporałaś, ich pierwszemu stosunkowi poświęciłabym nieco więcej uwagi), ale rzuciło mi się w oczy, że akapit po akapicie piszesz o „jej kobiecości” i „jego męskości”. Nie, nie, trochę oryginalności poproszę.
Dwadzieścia dwa.
Teraz to ona trochę komplikuje sytuację. Mściwy kobiecy upór, ot co. Mam wrażenie, jakby to się trochę na siłę ciągnęło. Nie mam pojęcia, w jaki sposób chcesz zakończyć to opowiadanie, bo przede mną jeszcze ponad dziesięć rozdziałów, a oni nadal bawią się w kotka i myszkę, a poza tym od czasu śmierci Rona nic szczególnego się nie dzieje.
Aczkolwiek końcówka dobra. Biedni Weasley'owie.
Dwadzieścia trzy.
„- No tak... Choć muszę przyznać, że to dość niecodzienny widok, ty Severusie w restauracji z uczennicą.
- Czy gdybyś zobaczył mnie z uczniem byłbyś mniej zdziwiony? - zapytał z przekąsem”. —
Snape, Ty dowcipnisiu. Lubię te riposty.
To trochę śmieszne Severus i Lucjusz wychodzą z restauracji, żeby poszukać ustronnego miejsca i zacząć się bić. Znaczy pojedynkować. A potem kładą się obok siebie, zmęczeni i zakrwawieni. Hm. Intrygujące. Kolacja się udała, nie ma co.
Dwadzieścia cztery.
Pół godziny, godzina? Aż tak długo ich nie było? Na szczęście kobiety wychodzą razem, szukając swoich partnerów. Trąca groteską.
Boże, teraz to już niemal głupie. Tłuką się zaklęciami jak oszalali, a potem razem leczą w domu jednego z nich. To bezsensowne zachowanie, nawet jak na nich. Chciałam akcję i mam akcję, co tu dużo mówić pisać... Narcyza powiedziała wszystko za mnie.
„Zachowali się jak...
- Dwóch kretynów? - Narcyza uniosła pytająco brew”. —
Jak dwaj kretyni.
Swoją drogą, dlaczego Lucjusz nie siedzi w Azkabanie?
Hipokrytka Hermiona wali Dracona w nos. Okej.
Dwudziesty piąty na tapetę.
W zasadzie trudno cokolwiek nowego powiedzieć o tym rozdziale, bo i niczego nowego nie wniósł. Typowa przejściówka. Kilka przekomarzanek językowych i finalnie spotkanie Severusa i Hermiony. Nadal uważam, że cała ta sytuacja była niezmiernie głupia, ale być może okaże się, że miała znaczenie dla rozwoju fabuły. Nie wiem, zobaczymy.
Może w dwudziestce szóstce coś się zadzieje.
Rzeczywiście lubisz komplikować innym życie. Ale nie będę teraz się nad tym rozwodzić, bo to już sprawa na podsumowanie treści.
Dwadzieścia siedem.
„Jak wiecie, żadko jestem zadowolona z tego co napiszę, ale tym razem jest inaczej”. RZADKO RZADKO RZADKO RZADKO RZADKO!
Dziwne. Gdzieś między wierszami pojawiła się kwestia wiary. Zawsze się zastanawiałam, jaki stosunek mają do niej czarodzieje, bo przecież obchodzili Boże Narodzenie, a jednak nigdy nie poruszali tematu religii.
Masz rację, rozdział Ci wyszedł. Mimo że całe to spotykanie zmarłych w miejscu rajopodobnym wydaje się trochę zbyt abstrakcyjne w połączeniu ze Snape'em.
Dwadzieścia osiem.
Wiedziałam, że to właśnie ich spotka. Obstawiam jeszcze Rona.  Zastanawiam się też, czy on w końcu żyje czy nie żyje. Serce mu bije, ale powiedziano mu, że umarł. Powinien być chyba zawieszony pomiędzy światami, a nie spacerować po jednym z nich, prawda? Chodzi mi o jakąś... no nie wiem, fazę przejściową. Bo zawieszony teoretycznie jest tu ciałem, a tam duchem. 
Dwadzieścia dziewięć.
„(...) wrzasnął w niemym proteście, którego i tak nie mogła usłyszeć”. To chyba dość logiczne, skoro protest określiłaś jako niemy.
„Nie miała siły mówić, była zmęczona”. — Serio? Myślałam, że skoro nie miała siły mówić, to najwyraźniej była pełna energii.
„Sracił poczucie czasu i zastanawiał się czy odkąd się tu znalazł minęły godziny, dni czy może lata?” — Kurczę, to jest oznajmienie. On się nad czymś zastanawia, nie zadaje bezpośrednio żadnego pytania. To coś w stylu: Co robisz? Zastanawiam się, czy iść jutro do szkoły. Znak zapytania miałby sens, gdyby ta rozmowa przebiegała inaczej: Co robisz? Tak się zastanawiam... Jak myślisz, iść jutro do szkoły? Przykład inwalida, ale obrazuje tę różnicę. (+ Stracił.)
„Gdybym ci go podawał zgodnie z zaleceniami (...)” — Pielęgniarka zmieniła płeć? Chwilę temu była kobietą.
„Zacisnęła wargi i jeszcze przez chwilę wpatrywał się w Snape'a (...)” — No obojnak, jak babcię kocham!
„Widzę, że w końcu trafiłeś tu gdzie twoje miejsce”. — Hm. Sądziłam, że Ron wolałby, by Snape zgnił w piekle.
„Oczywiście nie wyjawiłam skąd pochodzi moja wiedza a ona uznała, że jestem potężną czarownicą, skoro wiem o jej zamiarach”. — Przepraszam bardzo, ale co potęga magii McGonagall ma do tego, że dowiedziała się o intrydze? (+ Wiedza uznała?)
Okej. Czas na konfrontację. Okrągła trzydziestka na tapetę.
Początek rozmowy wypadł nienaturalnie. Spójrz chociażby tutaj: – Zawiodłaś nas... tak szybko zapomniałaś o Ronie. Znając panią Weasley, od razu powinien jej się załamać głos, powinna zacząć krzyczeć, histeryzować albo zrobić cokolwiek innego, niż stwierdzić suchy fakt. I średnio chce mi się wierzyć w natychmiastową aprobatę tego związku. I zmianę frontu.
„Kiedy inni, którym los Severusa nie był obojętny tracili nadzieję, jej wiara pozostawała niezachwiana.
Termin egzaminów zbliżał się nieubłaganie i w tej chili Hermiona miała dwa marzenia. Pierwsze i najważniejsze; żeby Severus w końcu się obudził i wrócił do niej, i drugie; chciała zdać owutemy z najlepszym możliwym wynikiem i dostać się na staż do Ministerstwa Magii. To była dla niej ogromna szansa
I to też wydaje mi się nienaturalne. To znaczy... na pewno myślała o owutemach i martwiła się nimi, co jest jak najbardziej zrozumiałe, ale mimo użycia stopnia najwyższego mam wrażenie, że traktuje te dwa jak to nazwałaś marzenia na równi. Gdybyś dopisała coś o tym, że pomagał jej się przygotowywać do egzaminów, poświęcił swój czas, pokładał w niej nadzieję... Wtedy byłoby dobrze.
Całkiem ciekawe. Severus rozdarty pomiędzy dwiema miłościami swojego życia. Mniej ciekawe, a raczej mniej autentyczne, jest za to zachowanie Lily. Nie sądzę, by namawianie go do zostania trupem i złamania serca ukochanej było podyktowane dobrem ogółu. Egoistka. Dwóch by chciała. Pff.
Śmierć jest facetem. Nie dziwi mnie to jakoś szczególnie, nawet jeśli nadal bawi forma „Śmierć powiedział”. Zaskoczyła mnie natomiast sama jej (jego) natura. Czy Śmierci nie powinno zależeć na śmierci? (Hmm...) Zamiast tego gra sobie dobrego wujaszka kostuszkę. Się porobiło.
No, wreszcie. Trzydzieści jeden.
„Nigdy nie czerpał przyjemności z torturowania i zabijania swoich ofiar. W takich momentach ważne było dla niego; dlaczego i dla kogo to robi. Przypominał sobie obietnicę złożoną Dumbledore'owi i starał się nie myśleć, nie analizować, nie współczuć”. — Nigdy? A zanim zdecydował się przejść na dobrą stronę? Wówczas nie było jeszcze żadnej obietnicy, żadnej misji i żadnego Dumbledore'a.
Hm, kluczowa scena, a mnie jakoś nie porwała. Wybudzić się po trzech miesiącach, a tu żadnych głębszych uczuć. Jakieś takie mechaniczne Ci to wyszło.
„Będąc "tam" słyszał wiele razy, jak mówiła te dwa słowa, bał się jednak, że gdy powie mu to wprost, on nie będzie umiał powiedzieć jej tego samego. Czuł to, ale nie potrafił ubrać w słowa tego uczucia. Jeszcze nie potrafił”. — Po pierwsze już kiedyś przyznał na głos, że ją kocha. Po drugie co tu ubierać w słowa, skoro mowa cały czas o tym krótkim „kocham cię”?
„Severus miał co prawda problemy z poruszaniem, jednakże jego usta działały nadzwyczaj sprawnie (...)” — To sugeruje bardziej seks oralny niż zdolność do wykłócania się, jak twierdzisz w drugiej części zdania.
Dlaczego eliksir przyrządzony dla Molly miałby pomóc również Severusowi? Czy to możliwe, by cierpieli na tę samą dolegliwość? Czy po prostu to eliksir-na-wszystko, w dodatku przyrządzany w zaledwie kilka godzin?
Trzydzieści dwa.
Jednego dnia nie może się ruszać, a drugiego już wstaje i samodzielnie je śniadanie. No doprawdy cud nad Tamizą!
„Jak widzę, twój system wartości się nie zmienił, skoro uważasz, że to co robiliśmy było... dobre”. Raczej zmienił się wtedy, kiedy uznał, że nie było dobre.
Szybko zrobiła tę kawę. Zdążyli wypowiedzieć może po dwie kwestie. Minuta, nie więcej. Hermiona-Kamikadze. 
Pogaduszki przy kawie i whisky na tematy śmierci, zabójstw, krzywdy i życia pośmiertnego. To o tym rozmawiają mężczyźni, gdy się spotykają? Chyba całe życie ich nie doceniałam. A tak na poważnie, średnio naturalnie Ci to wyszło.
„Widział tę blizną już nie raz i wiedział, że zawsze będzie mu ona przypominać o tym, iż to własnie jej zawdzięcza to, że jest tu teraz i ma jeszcze szansę wszystko zmienić”. Waleczna Blizna, niepowstrzymana i mężna, która to w akcie poświęcenia ocaliła Severusowi życie! Chwała ci, o Blizno! Trzydzieści trzy.
„Jego ulubiony sklep „Borgina i Burkesa" wciąż działał (...)”  Halo, halo, powoli. Borgin i Burkes to jego założyciele. Dlaczego wstawiłaś ich nazwiska w cudzysłów? To tak jakby powiedzieć, że ktoś idzie do restauracji „Magdy Gessler”. Głupota, czyż nie? Sklep nazywał się „Borgin i Burkes”. Więc: Jego ulubiony sklep „Borgin i Burkes” wciąż działał, o.
„Mijając napotkanych ludzi, rozpoznawał wiele twarzy, a oni rozpoznawali jego”. Oni czyli twarze?
„Musiała przyznać, że był perfekcjonistom”. 


„(...) ale wciąż był nauczycielem i obecność jego, jak i innych pedagogów była wymagana w czasie trwania egzaminów przeprowadzanych przez Czarodziejską Komisję Edukacji”. Nie wiem czemu, ale bawi mnie fakt, że tu i tu skrót to CKE (mówię oczywiście o Centralnej Komisji Egzaminacyjnej). Tutaj też powinna być Czarodziejska Komisja Egzaminacyjna. CKE zostaje, ale ostatni człon się zmienia.
„ – Ginawera Weasley”. Ginawera?
„– Ja nie jadam mięsa – Olaf popatrzył z niesmakiem na przekrojony przez Severusa, niemalże surowy kawałek.
– A ja właśnie takie lubię”.
Takie? On nie powiedział, że nie je konkretnego rodzaju mięsa, tylko że nie je go w ogóle.
„Tutaj doceniono moją wiedzę i zaproponowano mi stanowisko w Magicznej Komisji Egzaminacyjnej”. Ło panie, to już trzecią nazwę mamy!
„Panna-Wiem-To-Wszystko czegoś nie wie?”  To? Jakie znów „to”?
„– Nie chcesz odpocząć? Egzamin masz dopiero popołudniu”. Poprzedniego dnia przez egzaminem zakazał jej w ogóle tykać książek, a teraz jakoś nie oponuje. Czemu? Zmiana taktyki?
„Wszelkie próby zbliżenia się do niej, nie odnosiły pożądanego skutku więc postanowił zrezygnować z podejmowania ich... przynajmniej do zakończenia wszystkich egzaminów. Starał się ją zrozumieć, ale mimo wszystko bardzo mu tego brakowało”. Och, straszne. Hermiona jednej nocy nie chce seksu. Tyle lat bez niego żył, powinien sobie jakoś poradzić.
Czas na rozdział trzydziesty czwarty.
„I jeszcze jedno, rozdział trochę naciągany, ale wydaje mi się, że logiczny”. Ech. Zapowiada się świetnie.
„Karkarow nie był moim przyjacielem, ja nie mam przyjaciół”. I dlatego nazywam Malfoya przyjacielem.
„Nazywam się Olaf Avelang i jestem czarodziejem – zaczął”.


Jestem Dafne i jestem oceniającą.
„(...) natomiast moja matka uczyła w Durmstrangu zaklęć”. — Pani X uczy w liceum matematyki czy matematyki w liceum? Co lepiej brzmi, huh?
„Poznali się na jakiej międzynarodowej konferencji czarodziejów i początkowo utrzymywali kontakt listowy. Kiedy uznali, że to im nie wystarcza postanowili się pobrać”. 


Level up. Nie ma co.
„– Nazywam się Severus Snape i jestem czarodziejem (...)” — Sev, Ty też?...
Severus poczuł nieodpartą potrzebę, aby temu obcemu człowiekowi opowiedzieć dokładnie historię swojego życia”.  Jeszcze przed chwilą mocno dawkował informacje. Szybka zmiana.
„Nie wiedział, czy to wódka, którą pili, powodowała, że z jego ust słowa same wychodziły i że potrafił być tak otwarty”. Czy to wódka, czy to co? Twój Sev tyle pije, że nie powinno go trącić tak szybko.
„Miała na imię Lily... – Severus poczuł nieodpartą potrzebę, aby temu obcemu człowiekowi opowiedzieć dokładnie historię swojego życia. Nie wiedział, czy to wódka, którą pili, powodowała, że z jego ust słowa same wychodziły i że potrafił być tak otwarty. Nie mógł tego zrozumieć, ale coś podpowiadało mu, że powinien to zrobić. – ... i jak pan widzi, pomimo tego, że obiecałem Dumbledore'owi, że dam mu wszystko, nie udało się jej uratować. Został tylko Potter. Harry. I to właśnie jego miałem chronić, bo w nim była nasza jedyna nadzieja”. — Od miała na imię Lily” do nie udało jej się uratować”. Rozumiem, że odpuściłaś sobie opisywanie wszystkiego po kolei i zrobiłaś przeskok? Bo jeśli nie, to wypowiedź jest bardzo niekonkretna i nielogiczna.
Ciekawe. Snape pozwala mu wniknąć w swoje wspomnienia, a ten jednak mu wybacza. To prawdopodobny scenariusz, ale i tak intrygujący. Jakąś rolę jednak musi ten człowiek odegrać. Chyba że sprowadziłaś go tylko po to, by Severus zbierał słowa wybaczenia, tak jak sobie obiecał. Jeśli tak dość naciągana scena. Pada postanowienie i bum, ofiara podsuwa się pod nos. No cóż. Przynajmniej sama zauważyłaś, że to niezbyt prawdopodobne. Choć to chyba argument na Twoją niekorzyść w takim razie nie powinnaś tego akceptować i publikować bez naniesienia zmian.
Przede mną rozdział trzydziesty piąty, na tę chwilę ostatni z dotąd opublikowanych.
„Może trochę się bał? Może nie chciał jej obarczać szczegółami z jego dramatycznej i wstydliwej przeszłości. Może nie chciał, żeby coś zakłóciło ich dobre relacje?” A czymże środkowe zdanie zawiniło, że nie dostało znaku zapytania?
„Severus kolistymi ruchami pędzla namydlał własnie swoją twarz”. Um... Namydlał twarz pędzlem? Pędzelkiem to mógł rozprowadzać po niej krem do golenia, ale mydło?...
„– Pochodzę ze zwyczajnej mugolskiej rodziny, nigdy nie mieliśmy służby, a moja mama wszystko robiła w domu sama – na wspomnienie domu rodzinnego, w oczach Hermiony pojawiły się łzy – a poza tym jestem przeciwna...”  O, czyli jednak pamięta, że nie zrodziła się z piany morskiej i miała rodziców? Szkoda, że na tym się skończyło.


Dobrze, czas na wiekopomną chwilę, a więc podsumowanie. Wiele uwag wypisywałam na bieżąco, a i tak kilka kwestii wręcz krzyczy, żeby je poruszyć.
Na początku ustalmy jedno trudno oczekiwać, że Sevmione będzie kanoniczne. Wszelkie tego typu paringi są gwałtem na naturze. Dlatego trzeba dołożyć wszelkich starań, by została zachowana logika, ciągłość wydarzeń i... cóż, jeśli nie piszemy parodii, to także charaktery głównych bohaterów. A przynajmniej te najbardziej wyróżniające owych bohaterów cechy. U Ciebie był miszmasz. Trochę zaczerpnięte, trochę zachowane. Koncepcja jak najbardziej dobra, tyle tylko, że zgubiłaś wspomnianą wcześniej logikę.
Twoja Hermiona to kujon: lubi naukę, ma obsesję na punkcie dobrych wyników, ambitnie planuje swoją przyszłość. A jednak wychodzi za mąż i rzuca szkołę tuż przed ostatnim, najważniejszym rokiem. Mam na to pójść? Przecież nie waliło się i nie paliło, mogła z powodzeniem trochę poczekać, na co każdy zdroworozsądkowy człowiek by przystał. Nie uwierzę, że się na to zdecydowała, a inni jeszcze temu przyklasnęli.
Prawdą jest, że naginasz wydarzenia tak, by wpasowały się w Twój plan opowiadania. Wyrzucasz Hermionę z grona uczniów Hogwartu, by mogła nawiązać bliższą relację z Severusem. Uśmiercasz Rona (w sposób tak idiotyczny, że to aż boli), by nie kłopotać się z opisywaniem ich rozstania. Ukrywasz Severusa przed światem, by łatwiej było organizować schadzki i by w ogóle przystał na ten pomysł.
No właśnie Severus. Opisujesz go jako wrednego chama bez uczuć, a finalnie wychodzą Ci ciepłe kluchy. To Hermiona za nim biega, kupuje mu prezenty, robi paszteciki, wyciąga na spacer... A on co? Wiecznie nieogarnięty panicz siedzi i czeka, aż ktoś za niego podejmie decyzję. Niby podziwia Hermionę, niby jej pragnie, ale nie potrafi wziąć sprawy w swoje ręce i zająć się tym jak facet. Nawet zbliżenie inicjuje kobieta, on tylko ciągle zmienia zdanie. Litości! Sarkazm i czarny humor wychodzą Ci w jego wykonaniu bardzo dobrze, a pominęłaś tak fundamentalną kwestię.
Spójrz chociażby na kreację McGonagall. To idealny przykład dobrze zharmonizowanej postaci. Zachowała autorytet i powagę, ale jest jednocześnie zabawna, bardziej ludzka, jak tutaj:


Da się? Da. Tylko trzeba chcieć.
Niestety, w wielu rozdziałach naturalność leży i kwiczy. Do takich scen należy chociażby wybudzenie Snape'a, fakt, że Molly zrobiła z Hermiony kurę domową (i nie rozpaczała dzień i noc po stracie syna) czy wątek cud-eliksiru. Nigdy nie uwierzę w to, że kilka godzin pracy wystarczyło, by przebić zespół uzdrowicieli. I to dwukrotnie, bo eliksir pomógł nie tylko Molly. Zaskakujące jest też, że Avelang pojawia się akurat wtedy, kiedy Severus postanawia kolekcjonować przeprosiny i wybaczenia.
Nadal zastanawia mnie, jakie znaczenie dla rozwoju fabuły miała postać Filomeny. Na dobrą sprawę niczego nowego do opowiadania nie wniosła, bardziej przypominała zapchajdziurę. Jaki był cel wprowadzenia jej do historii? Ukazanie, że Sev nie jest aseksualny?
„Podróż” Snape'a. To brzmi jak opis amerykańskiego dramatu: bohater prawie umiera, ale budzi się w innym świecie, spotyka kilku nieżyjących ludzi i decyduje się wrócić. Coś świta? Przypomina mi to scenę z siódmej części, gdy Harry i Dumbledore spotykają się pomiędzy życiem a śmiercią.
Twój świat przedstawiony ma luki. Gdzie, do jasnej ciasnej, jakakolwiek informacja o rodzinie Hermiony? Co, nie znalazła ich? Wysłała w podróż i nie potrafi znaleźć? Czy może jest wiatropylna i zwyczajnie nie ma rodziny? Zaraz, zaraz, gdzieś tam o niej wspominałaś. Co prawda dopiero w trzydziestym którymś rozdziale, ale jednak. Dlaczego nie pociągnęłaś wątku?
Mogę Cię za to pochwalić za lekkość pióra; Twoje opowiadanie bardzo swobodnie się czyta. Zachowujesz równowagę pomiędzy opisami a dialogami. Popracuj nad poprawnością powtórzenia i błędy ortograficzne (grr!) znacząco obniżają walory estetyczne tekstu.
Cóż mogę dodać? Musisz popracować nad istotnymi elementami opowiadania, ale dzięki lekkiemu pióru i dozie humoru nie sposób nie polubić Twojej historii. Momentami zastanawiałam się jednak, dokąd właściwie ona zmierza. Schodzą się i rozchodzą, gdzieś po drodze wrzucasz jakieś postaci i wydarzenia nie do końca powiązane z tematem, a alternatywnego zakończenia ni widu, ni słychu.
I ostatnia, nie mniej ważna uwaga: NIE. RÓB. SOBIE. ANTYREKLAMY. Wiecznie coś Ci w danym rozdziale nie pasowało, tu wyszło źle, tu z błędami, tu naciąganie... A jednak dodałaś ten rozdział. Czyli albo masz gdzieś, że nie są dopracowane, albo czekasz, aż inni temu zaprzeczą (syndrom „wrzucę zdjęcie na Facebooka i napiszę, że jestem brzydka, żeby mi mówili, że jestem ładna”). Hm... Słabe.



+ Bonus: miniaturka Sposób na Snape'a
To bardzo krótki tekst i niewiele można na jego temat powiedzieć, ale chyba domyślam się, dlaczego poprosiłaś o przeczytanie. Oryginalna miniaturka, nie ma co. Na początku, przyznam, nie podobała mi się, ponieważ cała sytuacja wydała mi się aż nadto (nawet jak na ten fanfik) wymuszona i nienaturalna; dialogi na pewno można było napisać lepiej, uwiarygodnić rozmowę, dodać dozę zwątpienia. Hermiona ma uwodzić Snape'a, a Ron ją jeszcze do tego namawia? Dobre sobie. Na szczęście pod koniec wszystko się wyjaśniło. Zaspojlerowałam sobie, niechcący lukając w dół, ale to i tak było ogromne zaskoczenie i genialny zabieg. Dopisek na końcu dopełnił całości. Nie sposób się na czymś takim nie uśmiać. Końcówka uświadomiła mi, że trzeba potraktować to krótkie opowiadanie (czy też raczej opowiadanko) z ogromną dozą dystansu, bo to jeden z tych potworków, które nie muszą być ani logiczne, ani wiarygodne mają po prostu śmieszyć. A skoro ten śmieszy... to co więcej tutaj mówić?

35/50


4. Poprawność

Prolog

Czuła jego obecność, był blisko. Nie miała wątpliwości, że to był mężczyzna.
Był, był.

(...) próbując sobie przypomnieć do kogo należy (...)
Przecinek przed do kogo. Należała.

Długie palce gładziły krawędź jej żuchwy, by po chwili odgarnąć z jej twarzy niesforny (...)
Jej, jej. Niezbyt romantyczne jest prawienie o krawędzi żuchwy.

Jego dotyk paraliżował ją, ale pragnęła go. Chciała czuć dotyk tych ciepłych dłoni na całym ciele. Jakby odczytując jej myśli, mężczyzna dotknął szyi (...)
Dotyk, dotyk, dotknął. O, i jej znowu się pojawiło. I z dłoni zrobiło się powtórzenie...

Kiedy poczuła jego drugą dłoń delikatnie gładzącą jej udo i zmierzającą w stronę pośladka, jej serce (...)
I znów jego, jej i dłoń.

(...) dłoń w jego długie włosy. Dźwięk jego głosu (...)
Dłoń i jego. Znów.

Usłyszała znów, ale głos był zupełnie inny, włosy których dotykała - krótkie, a dłoń na jej pośladku wcale nie była tak ciepła.
Przecinek przed których. Powtórzenie: był, była.

Otworzyła oczy i dopiero teraz zrozumiała, że to był tylko sen.
O, i znów był, coby nie było nudno.


Rozdział trzeci

Za każdym, kolejnym machnięciem różdżki, jakiś barwny wełniany sweter szybował w powietrzy (...)
Te przecinki są kompletnie bezsensowne. W powietrzu.

(...) robienia swetrów na drutach. Miała już doświadczenia z robieniem czapek (...)
Robienia, robieniem.

(...) pracy były dalekie od ideału. Tym razem nawet magia nie była w stanie sprawić, aby to co wyprodukowała (...)
Były, nie była. Przecinek przed co.

Witaj Hermiono!
Witaj, Hermiono!

Dzień dobry pani profesor!
Dzień dobry, pani profesor!

Oczywiście Minerwo.
Oczywiście, Minerwo.

(...) powiedziała cicho spuszczając głowę.
Powiedziała cicho, spuszczając głowę.

- Wiem, moje dziecko - przytaknęła Minerwa. - I właśnie dlatego tutaj jestem.
Hermiona podniosła wzrok i popatrzyła na nią z zaciekawieniem.
- Czy nie chciałabyś jednak skończyć szkoły?
Nie musisz robić tylu enterów. Teraz na dobrą sprawę nie wiadomo, kto zadał pytanie. Z treści wynika, że Minerwa, ale układ wskazuje na Hermionę.

... Dzisiaj uzyskałam zgodę Ministerstwa, a reszta zależy już tylko od ciebie.
Te trzy kropki (jeszcze przed spacją) nie są potrzebne.

Bardzo bym chciała, ale... nie wiem co na to powie Ron?
Przecinek przed co. To oznajmienie, a nie pytanie.

Wzruszyła ramionami starsza czarownica (...)
Zmień szyk.

(...) nie wdając się w wyjaśnianie okoliczności w jakich Severus podjął decyzję.
Wdaje to się w dyskusję. Przecinek przed w jakich.

(...) w czasie, kiedy będziecie z Molly same w domu.
Bez przecinka.

Ja jako dyrektor, nadal traktuję go jak jednego ze swoich nauczycieli (...)
To nie angielski. Podmiot nie jest potrzebny dla zachowania sensu zdania. Jako dyrektor nadal traktuję go jak jednego ze swoich nauczycieli.

(...) chociaż nie wiem czy się to uda.
Przecinek przed czy.

czy może mi pani powiedzieć jak to się stało (...)
Przecinek przed jak.

Przecież widzieliśmy z Harrym i Ronem, jak Nagini...
Bez przecinka.

Minerwa kierowała ich do miejsc w których ich pomoc mogłaby się przydać.
Przecinek przed w których.

(...) stwierdził Dumbledore zachowując kamienny wyraz twarzy.
Przecinek przed imiesłowem.

Czy wiesz gdzie jest teraz Harry?
Przecinek przed gdzie.

Nie rozumiem czemu go żałujesz, wiedząc dobrze po której jest stronie!
Nie rozumiem, czemu go żałujesz, wiedząc dobrze, po której jest stronie!

Co ty mówisz Albusie?
Co ty mówisz, Albusie?

Po powrocie Voldemorta, przyłączył się do niego z mojego rozkazu.
Bez przecinka.

To niemożliwe Albusie.
To niemożliwe, Albusie.

- Nic nie rozumiem Albusie.
I znów przecinek przed wołaczem.

Domyślam się, że jedynym miejscem w którym Voldemort (...)
Przecinek przed w którym.

(...) zapytała zabierając eliksiry.
Przecinek przed imiesłowem.

Upewniła się, że nikogo nie ma i tak jak obiecała, weszła do środka.
Zrobiłabym z tego wtrącenie (i, tak jak obiecywała, weszła do środka). Nie było.

(...) spowity w swoją czarną pelerynę (...)
— (Czym?) swoją czarną peleryną. Spowity=otoczony, więc niezbyt trafne określenie.

Nie zauważyła żadnej reakcji więc uznała (...)
Przecinek przed więc.

Nie zauważyła żadnej reakcji więc uznała, że spełniła prośbę Albusa i zaczęła się podnosić. Kątem oka dostrzegła jednak, że ciało Mistrza Eliksirów nieznacznie drgnęło. Szybko znów uklękła i wpatrywała się w niego, oczekując jakieś dalszej reakcji.
Reakcji, reakcji.

- Żyjesz Severusie, to najważniejsze (...)
Przecinek przed wołaczem.

(...) jak to wszystko się skończy przyjdę po ciebie.
Jak to wszystko się skończy, przyjdę po ciebie.

- Tak to mniej więcej wyglądało Hermiono- zakończyła swoja opowieść McGonagall.
Przecinek przed wołaczem. Spacja po dywizie (o zgrozo! ale o tym później). Swoją.

Rozdział ósmy

Zgodnie z umową, Hermiona zjawiła się (...)
Bez przecinka.

Wróciła do salonu i dopiero teraz dostrzegła kartkę leżącą na stole.
Wtedy. Teraz to określenie czasu teraźniejszego.

(...) i już chwilę potem, buszowała po sklepach na Pokątnej.
—  Bez przecinka.

Westchnęła ciężko przechodząc obok Magicznych Dowcipów Weasley'ów (...)
Przecinek przed imiesłowem.

Ciekawe, czy George będzie chciał tu wrócić i dalej prowadzić ten sklep? - pomyślała - Do tej pory jakoś nikt nie zaprzątał sobie tym głowy.
Albo kropka po pomyślała, albo po myślniku małą literą. Tu, ten po co oba?

Kiedy kupiła już wszystko czego potrzebowała (...)
Przecinek przed czego.

Przeszła do gabinetu i spokojnie sprawdziła zawartość biblioteki Mistrza Eliksirów. Wybrała kilka pozycji, które wydawały jej się pomocne, po czym rozłożyła książki i zagłębiła się w tajemnicach numerologii.
Nawet nie zauważyła, kiedy minęło południe, a Snape’a wciąż nie było. Nagle poczuła, że zaczyna jej burczeć w brzuchu i doszła do wniosku, że ma dwa wyjścia; albo uda się do Nory na obiad, albo spenetruje lodówkę Mistrza Eliksirów.
Ten Mistrz Eliksirów to dość charakterystyczne określenie; nie polecam go nadużywać, powtórzenia bardziej rzucają się w oczy.

Dobrze, sprawdźmy więc czego się nauczyłaś...
Przecinek przed czego.

Jakoś sobie radzę z gotowaniem, nie potrzebuje kucharki (...)
Nie potrzebuję.

Severus niepewnie rozpakował pudełko ale zapach (...)
Przecinek przed ale.

Kawa była taka jak lubił. 
Taka, jaką lubił.

Ja panu mogę powiedzieć jak się je robi.
Przecinek przed jak.

(...) nie była mu dłużna (...)
Czego? Pieniędzy? Nie pozostawała mu dłużna brzmi lepiej.

- Kto ci pozwolił korzystać z moich książek? - zapytał poirytowany, widząc stos książek z których wcześniej uczyła się Hermiona.
Książek, książek. Przecinek przed z których.

Zapamiętaj sobie, że nie wolno ci dotykać niczego w tym domu, bez mojego pozwolenia!
Bez drugiego przecinka.

- No to, do jutra (...)
Bez przecinka.

(...) rzuciła wychodząc z gabinetu (...)
Przecinek przed imiesłowem.

- Wybacz Fil.
Wybacz, Fil.

Widzisz Severusie, przez to całe zamieszanie, nawet się z tobą nie przywitałam.
Widzisz, Severusie. Bez drugiego przecinka.

(...) i zaczęła się zastanawiać czy tych dwoje coś łączy?
Przecinek przed czy. To nie pytanie, tylko oznajmienie.

(...) i zapomnij o tym co było!
Przecinek przed co.

Myślisz, że nie wiem jak dostałaś pracę w Hogwarcie?
Przecinek przed jak.

Chyba nie dlatego, że masz jakiej nadzwyczajne umiejętności
Jakieś.

Filomena zaśmiała się sztucznie i uwolniła swoje ręce z mocnego uścisku Severusa.
No wiadomo, że swoje, bo i czyje?

(...) kiedy pewnego dnia, on był w dołku (...)
Bez przecinka.

(...) który powodował ból głowy, oraz tym - moralnym.
Bez przecinka i bez myślnika.

(...) sam nie wiedział jak między nimi do czegoś doszło.
Przecinek przed jak.

(...) że nie była już ta małą, wszystkowiedzącą, irytującą, dziewczynką z rozczochranymi włosami i wiecznie wyciągnięta do góry ręką, którą pamiętał ze szkoły. Teraz była już młodą kobietą, w dodatku ciężko doświadczoną przez życie.
Nie była, była. Bez przecinka przed dziewczynką. Wyciągniętą.


Rozdział piętnasty

Kiedy Hermiona usłyszała propozycję Minerwy McGonagall, wiedziała już kto za tym stoi.
Przecinek przed kto. Za nią, piszesz o propozycji. Stał.

Mimo wszystko w głębi duszy poczuła jednak zawód.
Masz już mimo wszystko, nie potrzebujesz jeszcze jednak.

(...) połączenie miedzy Norą, a gabinetem nauczyciela eliksirów (...)
Bez przecinka.

Tylko sama McGonagall wiedziała ile prawdy jest w jej słowach.
Przecinek przed ile.

Co prawda, ci od sieci Fiuu, rzeczywiście odmówili połączenia z kwaterami uczniowskimi (...)
Bez pierwszego przecinka, opcjonalnie bez obydwu.

(...) wróci z powrotem na swoje stanowisko (...)
A da się wrócić nie z powrotem?

(...) słyszałam co się stało z profesor Hopkins (...)
Przecinek przed co.

(...) nie dając po sobie poznać jakie wrażenie zrobiła na niej ta informacja.
Przecinek przed jakie.

(...) zastanawiając się o co chodzi (...)
Przecinek przed o co.

(...) warknął w duchu widząc McGonagall (...)
Przecinek przed imiesłowem.

(...) zaczęła otrzepywać swoją szatę klnąc pod nosem. 
Przecinek przed imiesłowem.

(...) posłuchaj co mam ci do powiedzenia (...)
Przecinek przed co.

Och... czyżbyś miała zamiar kupić małą chatkę na bezludnej wyspie i zamieszkać tam, pozbawiając mnie swojego uroczego towarzystwa.
To zdanie aż prosi się, aż błaga o znak zapytania!

Musze się zastanowić.
Muszę.

Nie mamy czasu Severusie (...)
Przecinek przed wołaczem.

W takim razie widzę cię jutro... nie jeszcze dzisiaj w Hogwarcie.
W takim razie widzę cię jutro... nie jeszcze dzisiaj w Hogwarcie. Albo przecinki.

Nie była pewna czy Snape zgodził się wrócić do szkoły i czy przypadkiem go tu nie zastanie.
Przecinek przed pierwszym czy.

Ten kilkudniowy brak kontaktu z profesorem, odczuła bardzo boleśnie (...)
Bez przecinka.

Witaj Granger (...)
Witaj, Granger.

Dzień dobry profesorze (...)
Dzień dobry, profesorze.

To dobrze, czy źle?
Bez przecinka.

(...) a Severus poczuł jak bardzo brakowało mu tego śmiechu.
Przecinek przed jak bardzo. Może lepiej odczuł?

Wiesz Granger (...)
Wiesz, Granger (...)

Nie wątpię, że będzie pan to robił z dzika satysfakcją (...)
Z dziką satysfakcją.

Nie, ale nie próbuj ze mną rozmawiać na forum klasy w taki sposób w jaki rozmawiamy ze sobą gdy jesteśmy sami (...)
Nie, ale nie próbuj ze mną rozmawiać na forum klasy w taki sposób, w jaki rozmawiamy ze sobą, gdy jesteśmy sami.

(...) bo chyba tylko jeszcze Minerwa może to robić bezkarnie.
Lepiej: bo chyba jeszcze tylko.

(...) ale oczywiście rozumiem o co chodzi (...)
Przecinek przed o co.

Ale pan przynajmniej wie jak ta rana wyglądała od początku i może pan ocenić jak teraz wygląda -sprowokowała go (...)
Przecinki przed jak. Na początku. Zjadło Ci spację.

(...) zapytała choć dobrze znała odpowiedź.
Przecinek przed choć.

(...) podniósł do góry jej koszulkę odsłaniając nagie plecy (...)
Przecinek przed imiesłowem.

Nie odpowiedział, ale czuła jak przesuwa swoją dłoń (...)
Przecinek przed jak.

(...) ale lekkie muśnięcie jego ust w miejscu gdzie zaczynała się blizna (...)
Przecinek przed gdzie.

(...) rozglądała się po korytarzu wypatrując Ginny.
Przecinek przed imiesłowem.

Cześć Ginny!
Cześć, Ginny!

Może wpadnę wieczorem do pokoju wspólnego, to wszystko ci opowiem, teraz nie ma czasu.
Nie mam.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu jesteś!
- A ty nie wiesz, jak ja się cieszę.
 
Dwie takie same sytuacje, a przecinki szaleją. Czemuż to?

- Numerologię, a później eliksiry.
- Ja też - ucieszyła się Hermiona. - Chodźmy! - Chwyciła Ginny pod ramię i razem ruszyły do klasy.
Zdziwiłabym się, gdyby było inaczej, skoro obie uczą się teraz na tym samym poziomie. Sądzę, że wiedziały, jakie która wybrała lekcje.

(...) powiewając jak zwykle swoją czarna peleryną.
Swoją czarną peleryną.

Nie wiem co robiliście w pierwszym semestrze (...)
Przecinek przed co.

Jak ty mogłaś z nim wytrzymać - szepnęła Ginny.
To pytanie czy stwierdzenie?

Snape, to takie mniejsze zło.
Bez przecinka.

(...) nie ważne czy większe, czy mniejsze.
NIEWAŻNE!

Widzę Granger (...)
Widzę, Granger.

Przepraszam panie profesorze (...)
Przepraszam, panie profesorze.
Ginny przestań gadać (...)
Ginny, przestań gadać.

W tym momencie Gryffindor traci dziesięć punków, za brak elementarnej wiedzy panny Weasley, i dziesięć za rozmowy na lekcji.
Bez pierwszego przecinka. Drugi opcjonalny.

Dobrze... a teraz właśnie przygotujecie ten eliksir (...)
Teraz właśnie, aha.

(...) gdzie jak pomyślała, wszystko się kończy i zarazem zaczyna.
Jak pomyślała to wtrącenie, przecinki muszą stać z obu jego stron.

Cześć Ron.
Cześć, Ron.

Wiesz Ron...
Wiesz, Ron...

(...) nie wiem co zrobić...
Przecinek przed co.

(...) wierząc że otrzymała rozgrzeszenie.
Przecinek przed że.


Rozdział dziewiętnasty

Nie namyślając się dłużej, Severus wszedł do kominka trzymając śpiącą Hermionę na rękach.
Przecinek przed imiesłowem.

Najciszej jak to tylko możliwe, wszedł po schodach na górę (...)
Skoro wszedł po schodach, to logiczne, że na górę. Bez przecinka.

(...)  zastanawiał się czy powinien zdjąć z niej ubranie (...)
Przecinek przed czy.

(...)  które być może, za jakiś czas...
Bez przecinka.

Limit szczęśliwych zbiegów okoliczności w tym dniu, został wyczerpany.  
Bez przecinka.

Myśl Severusie!
Myśl, Severusie!
(...) więc jak coś spieprzysz przy zaklęciu, albo źle machniesz (...)
— Jedno warunkuje drugie. Bez przecinka. 

O, to ty Severusie!
Przecinek przed wołaczem.

Nie daję stuprocentowej gwarancji więc się nie ciesz (...)
Przecinek przed więc.

 Dziękuję Severusie (...)
Przecinek przed wołaczem.

(...) że ostatnią rzeczą jaką pamięta (...)
Pamiętała. Przecinek przed jaką.

(...) nie mogła sobie przypomnieć jak się w nim znalazła.
Przecinek przed jak.

Nie! Musi być silna! - skarciła się w duchu (...)
Musi? Kto? W Hermionie żyją dwie Hermiony?

(...) siedziała jeszcze przez chwilę próbując przyzwyczaić organizm do pozycji pionowej.
Przecinek przed imiesłowem.

Nagle usłyszała pukanie do okna, którego dźwięk w jej głowie zabrzmiał niczym walenie młotem w kowadło. Spojrzała w tamtym kierunku i dostrzegła sowę, która dopominała się wpuszczenia do środka.
Którego, która. Pukanie w okno.

Dopiero teraz Hermiona dostrzegła, że do jego nóżki zamiast listu przywiązana była malutka fiolka.
Teraz? Wtedy, wówczas, w tamtej chwili... Ale nie teraz.

Dziewczyna odwiązała ją trzęsącymi się rękami i przeczytała karteczkę w którą była owinięta.
Przecinek przed w którą. Kto był w nią odwinięty, dziewczyna?

Po kilku minutach, rzeczywiście poczuła się dużo lepiej.
Bez przecinka. 

(...) i byłoby lepiej gdyby nikogo po drodze nie spotkała.
Przecinek przed gdyby.

W końcu nie była pewna jak wyglądał jej wczorajszy powrót do domu.
Przecinek przed jak.

Dzień dobry Hermiono (...)
Przecinek przed wołaczem.

Witaj Molly (...)
Przecinek przed wołaczem. 

Dziękuję, tylko czego się napiję.
Czegoś.

Nie będziesz jadła? - zdziwiła się Molly - To niezdrowo.
Naturalniej brzmiałoby to niezdrowe

(...) starsza czarownica posłał jej znaczące spojrzenie.
Posłała.

Kazanie, które miał zamiar wygłosić Hermionie nie było przyjemne. Był na nią wściekły za to (...)
Nie było, był. A które wygłoszone komuś kazanie jest przyjemne? 

Dziękuje za eliksir.
Dziękuję. Choć miała przekazać te podziękowania od Molly, a nie sama dziękować.

(...) postanowiła jednak zbagatelizować sprawę. Nie podobał jej się jednak ton i zasadnicza postawa Severusa.
Jednak, jednak.

(...) nie wiadomo czego jej naopowiadałaś.
Przecinek przed czego.

(...)  nie uznając za stosowne aby poinformować Severusa o tym (...)
Przecinek przed aby

(...) Molly prosiła żeby ci przekazać, że eliksir działa.
O, w końcu. Zwracam honor. Przecinek przed żeby.

Sama widziałam dziś rano jak rusza ręką...
Przecinek przed jak.

(...) zamieścić ogłoszenie w "Proroku Codziennym"?
To nie jest cudzysłów.

No cóż, twoje "zwłoki" w charakterze dywanika (...)
To nie cudzysłów. Choć tutaj akurat nawet nie jest potrzebny.

Nie próbuj mówić mi jak mam żyć (...)
Przecinek przed jak.
(...) a teraz kiedy ona sama to przyznała (...)
Przecinek przed kiedy. Teraz...

Ja żartowałam Severusie!
Przecinek przed wołaczem.

Nie Granger (...)
Przecinek przed wołaczem.

W porządku PANIE PROFESORZE! 
I znów. 

Odwróciła się i wyszła z gabinetu starając się zdusić płacz.
Przecinek przed imiesłowem.

Dlaczego on to zrobił, to do niego niepodobne?
Dlaczego to zrobił? To do niego niepodobne. 

No cóż, może masz rację wierząc w ludzi i w to, że potrafią się zmienić.
Przecinek przed imiesłowem.

Nawet nie wiesz jak bardzo (...)
Przecinek przed jak bardzo.

(...) przypominając sobie sytuację jaka miała miejsce przed chwilą w gabinecie (...)
Przecinek przed jaka.

 No chyba, że tak.
Bez przecinka. 
(...) uznała, że właśnie teraz poszuka wśród nich pocieszenia.
Teraz...

(...) o tyle w tej chwili zupełnie nie była w stanie wymyślić żadnej sensownej wymówki.
— W tej chwili?

(...) a Hermiona nie mając wyboru poczłapała posłusznie za nią.
...a Hermiona, nie mając wyboru, poczłapała posłusznie za nią.

Siadaj moja droga (...)
Siadaj, moja droga.

Co się dzieje moja droga?
I znów.

Wiem co jest między wami (...)
Przecinek przed co

Wiesz moja droga (...)
I znów. Czy Minerwa nie zna innych określeń?

(...) pytał dlaczego nie było cię na lekcji (...)
Przecinek przed dlaczego.

Dobrze jej powiedziałaś Minerwo. 
Przecinek przed wołaczem.


Rozdział dwudziesty pierwszy
(...) miał tak poważna minę (...)
Poważną minę.

(...) wychwyciła spojrzenie Snape'a z którego jednoznacznie można było wyczytać, , że jest on najnormalniej w świecie zazdrosny.
Przecinek przed z którego. Bez tego on, brzmi sztucznie. Co to za spacja?

(...) nastolatek z burzą hormonów; chcę... nie chcę... chcę... nie chcę....
Dlaczego wstawiłaś tutaj średnik?

Na widok tych wszystkich czerwonych serduszek, amorków i wszechobecnych kartek walentynkowych, robiło mu się niedobrze.
Bez drugiego przecinka.

Widok zakochanych, całujących się i obściskujących po kątach par, wywoływał u niego niestrawność (...) 
Widok, widok. I znów bez drugiego przecinka.

Słowo "miłość", wypowiadane przy każdej okazji (...)
To nie cudzysłów.

(...) które w tym momencie się otworzyły (...)
W tym momencie? Hm...

- Potrzebuję książkę - odparła stanowczo.
Czego? Książki.

Przecież wiesz gdzie jest biblioteka (...)
Przecinek przed gdzie.

Gdyby książka o którą mi chodzi (...)
Przecinek przed o którą.

(...) stwierdziła złośliwie w zamian za co została spiorunowana wzrokiem.
(...) stwierdziła złośliwie, w zamian za co została spiorunowana wzrokiem.

"Zastosowanie eliksirów i zaklęć jako alternatywa dla medycyny naturalnej w mugolskich chorobach" (...)
To nie cudzysłów.

Nie ważne. Masz ją tutaj?
Nieważne! Partykułę „nie” piszemy łącznie z przymiotnikami i przysłówkami przymiotnikowymi w stopniu równym.

Miał pomagać Hermionie, tak żeby była najlepsza (...)
Miał pomagać Hermionie tak, żeby była najlepsza

Pożyczysz mi, czy nie?
Bez przecinka.

(...) odnajduje książkę o którą go prosiła.  
Przecinek przed o którą. Szuka książki. Jak ją odnajdzie, to odnajdzie. Aspekt dokonany.

(...) a on pomagał jej pozbywając się reszty ubrań.
Przecinek przed imiesłowem.

Po chwili przyciągnęła jego głowę i zatopiła się w jego ustach.
Jego, jego.

(...) a książki które się na nim jeszcze znajdowały (...)
Przecinek przed które.

Najbliższym wygodnym miejscem był fotel, na którym usiadł przyciskając ją do siebie nie przestając całować. Sypialnia była stanowczo zbyt daleko.
Hola hola, nie tak szybko. Jeszcze przecinki! Najbliższym wygodnym miejscem był fotel, na którym usiadł, przyciskając ją do siebie i nie przestając całować. Był, była.

Nie bój się oddam w stanie nienaruszonym.
Nie bój się, oddam w stanie nienaruszonym.

(...) miłych walentynek Severusie (...)
Przecinek przed wołaczem.

Zastanawiała się, czy po tym co się stało w gabinecie, Severus zacznie jednak zabiegać o jej względy? 
To nie pytanie.

Nie była pewna czy słusznie postępuje (...)
Przecinek przed czy.

Siedział nagi, bo wiedział, że ubranie które na siebie założy (...)
Lepiej: nago. Przecinek przed które. Nie które na siebie założy, tylko które by na siebie nałożył. To wszystko w trybie przypuszczającym, on sobie gdyba.

(...) że nie jest małą dziewczynką, a dorosłą i namiętna kobietą (...)
Namiętną.

(...) nie miała żadnych oporów żeby się do niego zbliżyć (...)
Przecinek przed żeby.

Wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie; Hogwart, Minerwa, relacja nauczyciel - uczennica, różnica wieku, jego przeszłość...
Nauczyciel-uczennica. Dlaczego średnik? Grr.


Rozdział dwudziesty dziewiąty

Już chyba dość się wyspałeś i wypocząłeś więc bądź łaskaw (...)
Przecinek przed więc. Spanie to forma wypoczynku.

(...) a ty już chcesz żeby ten stary piernik panoszył się w moich lochach?!
Przecinek przed żeby.

Chciał żeby to usłyszała, ale było to niemożliwe.
I znów. To, to powtórzenie.

Zrobię wszystko żeby wrócić (...)
I znów. Za dużo tego żeby.

(...) mam szereg spotkań z ciekawymi ludźmi więc jestem nieco zajęty.
Przecinek przed więc.

Minerwa podniosła się z łózka.
Z łóżka.

Okryta peleryną - niewidką położyła się obok niego (...)
Po co te spacje dookoła dywizu?

(...) jedynie głosy pochodzące ze świata "żywych" (...)
To nie cudzysłów.

(...) trzymając w ręce tacę na której były butelki z eliksirami.
Przecinek przed na której.

(...) nawet nie wiesz jak się cieszę (...)
Przecinek przed jak.

Hermiona była przerażona słysząc jej słowa przepełnione złością i nienawiścią.
Hermiona była przerażona, słysząc jej przepełnione złością i nienawiścią słowa. Chociaż „złość i nienawiść” to przykład wielosłowia.

(...) a mimo wszystko udało mi się, jak widzisz osiągnąć to co osiągnęłam.
...a mimo wszystko udało mi się, jak widzisz, osiągnąć to, co osiągnęłam (trochę masło maślane, na Twoim miejscu zmieniłabym końcówkę).

Znalazłam wymarzoną pracę i robię to co kocham najbardziej, pomagam ludziom. Pomagam innym ale... tobie nie pomogę.
Zdobyłam (znaleźć to nie problem, gorzej z zatrudnieniem się) wymarzoną pracę i robię to, co kocham najbardziej - pomagam ludziom. Pomagam innym, ale... tobie nie pomogę. Chociaż... Skoro to dla niej wymarzona praca, raczej oczywiste jest, że ją kocha, czyż nie?

Wiesz co z nim zrobię?
Wiesz, co z nim zrobię?

Kobieta podeszła do znajdującej się w kącie sali umywalki i wylała zawartość.
Zawartość czego, umywalki?

Moja mała córeczka za kilka lat trafi do Hogwartu, i gdy pomyślę (...)
Bez przecinka.

(...) nie zasługuje na to żeby żyć!
Przecinek przed żeby.

Hermiona była zszokowana. Własnie była świadkiem tego (...)
Właśnie. Była, była.

Hermiona była zszokowana. Własnie była świadkiem tego, że ktoś próbował zabić Severusa, a raczej powoli i systematycznie doprowadzić do jego śmierci. Jak ona mogła go aż tak bardzo nienawidzić, że zdecydowała się na taki krok?
Ona? To brzmi, jakby chodziło o Hermionę.

(...) wydyszała Hermiona wpadając do gabinetu Minerwy (...)
Przecinek przed imiesłowem.

Nauczycielka uniosła wzrok znad stosu pergaminów z esejami (...)
Znad stosu pergaminu.

(...) pani dyrektor wszystko czego była świadkiem w szpitalu.
Wszystko, czego świadkiem była w szpitalu.

Sama wiem jaki był kiedyś wobec uczniów (...)
Przecinek przed jaki.

Musze się dowiedzieć kto to jest.
Muszę. Przecinek przed kto.

Muszę dowiedzieć się czegoś więcej zanim zdecyduję co dalej robić.
Muszę dowiedzieć się czegoś więcej, zanim zdecyduję, co dalej robić.

Czy pani ma świadomość tego, że gdyby każdy kogo Severus gnębił chciał go zabić, to byłby już martwy setki razy.
A to akurat jest pytanie i wymaga użycia znaku zapytania. Czy pani ma świadomość tego, że gdyby każdy, kogo Severus gnębił, chciał go zabić, to byłby już martwy setki razy?

(...) szukał kogoś dla kogo był wyjątkowo wredny (...)
Przecinek przed dla kogo.

Uczniem, którego do tej pory najbardziej nienawidził był Harry Potter i to chyba on jeden mógł pragnąć jego śmierci, ale to nie był Potter.
Przeczytaj to zdanie. Z tym dopiskiem na końcu brzmi słabo. Odłącz go.

(...) idąc pod peleryną - niewidką obok Minerwy (...)
Znów te nieszczęsne spacje.

(...) szła właśnie korytarzem niosąc swoją tacę.
Przecinek przed imiesłowem. Swoją? A nie szpitalną?

Witaj Anno.
Witaj, Anno.

Teraz siedziała w milczeniu z niepokojem oczekując na powrót McGonagall.
Teraz siedziała w milczeniu, z niepokojem oczekując na powrót McGonagall.

Chciał się z nią jak najszybciej zobaczyć, a w przeciwieństwie do innych z nią chciał porozmawiać.
Chciał, chciał; z nią, z nią... Poza tym kulawy szyk.

Wytężył wzrok widząc jakiś ruch na horyzoncie.
Wytężył wzrok widząc może ma jakiś sens, ale polecam „wytężył wzrok, zauważywszy jakiś ruch na horyzoncie”.

(...) zaklął w duchu i ruszył aby zmierzyć się z nieuniknionym.
Przecinek przed aby.

Ron nie miał zamiaru być potulny Nie tu i nie w tej sytuacji.
Kropkę Ci zjadło.

Widzę, że w końcu trafiłeś tu gdzie twoje miejsce.
Mówi się: „tam gdzie twoje miejsce”.

(...) domyślam się, że wiesz jak sprawy stoją..
Przecinek przed jak. Dwie kropki to nie wielokropek.

Zdziwiłbym się gdybyś był.
Przecinek przed gdybyś.

Zdziwiłbym się gdybyś nie chciał (...)
I znów.

Gdyby nie to, że widziałem jaka ona była z tobą szczęśliwa (...)
Przecinek przed jaka. To „ona” nie jest potrzebne. Polski to nie angielski.

(...) to życzyłbym ci żebyś został tu na zawsze.
Przecinek przed żebyś.

(...) co wtedy gdy ja odszedłem (...)
Przecinek przed gdy.

Żegnaj profesorze i pamiętaj co mi obiecałeś!
Żegnaj, profesorze. I pamiętaj, co mi obiecałeś! (Niezłe przejście na ty.)

Żegnaj Weasley.
 Żegnaj, Weasley.

(...) widziała jak mięśnie na jego twarzy nieznacznie się napinają.
Przecinek przed jak.

Pewnie coś mu się śni? - pomyślała.
Jesteś pewna, że to pytanie?

(...) wiem co zmierza zrobić (...)
Przecinek przed co.

Oczywiście nie wyjawiłam skąd pochodzi moja wiedza a ona uznała (...)
Oczywiście nie wyjawiłam, skąd pochodzi moja wiedza, a ona uznała...

Jak udało się ją odwieść od tego.. bo twierdzi pani, że już nic mu nie grozi.
Od czego? Znów te dwie kropki.

(...) stwierdziłam, że zemsta owszem może być słodka (...)
...stwierdziłam, że zemsta owszem, może być słodka...

(...) że gdybym o wszystkim poinformowała odpowiednie władze to trafiłaby do Azkabanu (...)
...że gdybym o wszystkim poinformowała odpowiednie władze, to trafiłaby do Azkabanu...

(...) że będę wiedziała jeśli zrobi coś nie tak.
Przecinek przed jeśli.

Powiedz mi jeszcze moja droga czy rozmawiałaś z Molly i Arturem?
Powiedz mi jeszcze, moja droga, czy...

(...) ryzykowałaś życie i boisz się.. rozmowy?
Okej, to może jeszcze inaczej.
. to jest kropka
: to jest dwukropek
... to jest wielokropek
.. a to jest błąd

(...) nie mogła zdobyć się na odwagę by porozmawiać z teściami.
Przecinek przed by.



Miniaturka „Sposób na Snape'a”

NIE, NIE, NIE!!!!
Podobno więcej niż trzy wykrzykniki to już problemy osobowościowe.

(...) wrzasnęła roztrzęsiona Hermiona wpadając ze swoimi przyjaciółmi Harrym i Ronem do pokoju wspólnego Gryffindoru.
No cóż. Wszyscy wiedzą, że Harry i Ron to jej przyjaciele, nie ma po co tego podkreślać. Przecinek przed imiesłowem.

Musimy się zastanowić co test jego słabym punktem i tam uderzyć!
Przecinek przed co. Jest.

Słaby punkt Snape’a.....
Były dwie. Teraz mamy już pięć. Rozmnażają się w zastraszającym tempie.

Nie kończ Ron!
Nie kończ, Ron.

To wymyśl coś lepszego Panno-Wiem -To-Wszystko! -
Za dużo spacji. Przecinek przed wołaczem. I jakie „to”, no?

To musi być coś takiego co spowoduje (...)
— Przecinek przed co.

Wiecie czego mu w życiu zawsze brakowało?
Przecinek przed czego.

Z resztą dziewczyn jest to samo (...)
Tak samo.

Ty Hermiono jesteś odważna!
Hermiono, ty jesteś odważna!

Właśnie, jesteś odważna, inteligentna i ...piękna (...)
A teraz wielokropek się dziwnie przemieścił. Co to za czary?

Hermiona zaczęła analizować całą sytuację, wszystkie „za“ i „przeciw“ (...)
O matuchno, a co to za dziwaczne odwrócone cudzysłowy?
(...) wielki haczykowaty nos, wąskie usta i ... oczy.
Wielki, haczykowaty nos. A teraz wielokropek sobie stoi zawieszony gdzieś pomiędzy wyrazami.

O właśnie oczy!
O właśnie, oczy!

Dobry wieczór panie profesorze.
Dobry wieczór, panie profesorze.

Dobrze, że jesteś Granger (...)
Dobrze, że jesteś, Granger.

(...) tak poświęca próbując przekazać nam swoją wiedzę (...)
Przecinek przed imiesłowem.

(...) wpatrywał się jak Hermiona powoli rozpina swoją szatę wierzchnią (...)
Słówko „wierzchnią” dodałaś chyba tylko po to, by brzmiało mądrzej. Przecinek przed jak.

(...) oparła się na łokciach po drugiej stronie biurka eksponując przy tym na wpół okryty biust.
Przecinek przed imiesłowem. Na wpół odkryty byłoby bardziej właściwe dla kontekstu.

(...) zapytała wpatrując się mu głęboko w oczy.
Przecinek przed imiesłowem. Lepiej: mu się (szyk).

Przy każdym ruchu jej piersi podskakiwały i Severus miał wrażenie, że za chwilę jej stanik nie zdoła ich utrzymać.
Jej, jej. Przy każdym ruchu przez całe życie? Czy jak?

(...) zaczęła wycierać drewniane poręcze fotela na którym siedział.
Przecinek przed na którym.

(...) na guziczki jego surduta i powoli zaczęła je rozpinać. Wsunęła jedną dłoń pod materiał i dotknęła jego klatki piersiowej.
Jego, jego. No przecież nie wsunęła jej tam po to, by go nie dotykać.

Daruj sobie Granger.
Daruj sobie, Granger.

A teraz idziesz TY Harry.
A teraz idziesz TY, Harry.

Jakiś czas później Harry został aurorem, Hermiona - magomedyczką, a Ron Ministrem Magii.
Myślnik (w Twoim wypadku dywiz) nie jest potrzebny.



Okej. Ustalmy jedno: widzę progres w kwestii poprawności, bo błędów z biegiem czasu pojawiało się mniej. Ustalmy drugie: nadal do perfekcji daleka droga.
Zacznę od dialogów, bo to kategoria błędów, która w opowiadaniu często rzuca się w oczy jako pierwsza. Większą część zapisywałaś poprawnie, ale jakiś procent wymaga szybkiej korekty. Najczęstsza pomyłka wyglądała mniej więcej tak:
- Molly pomyślała, że pewnie nic pan nie jadł przez cały dzień w sądzie, więc zapakowała panu paszteciki - podała mu pudeło.
—  (Pomińmy fakt, że trzasnęłaś literówkę.) Czy podała mu pudełko to jakieś określenie odnoszące się do wypowiedzi, takie jak powiedziała, pomyślała, spytała? Nie? No to dlaczego nie pokusiłaś się o kropeczkę i wielką literę, huh? Bardzo proszę o zapoznanie się z tym krótkim artykułem (KLIK), który powinien wyjaśnić Ci, jak w poprawny sposób zapisywać wypowiedzi bohaterów. W razie dalszych pytań daj znać; wyjaśnię.
Druga sprawa to błędy ortograficzne. Nie możesz sobie na nie pozwalać. Okropnie razi w oczy, gdy partykułę „nie” piszesz rozdzielnie z przymiotnikiem/przysłówkiem w stopniu równym (prawidłowa forma to NIEWAŻNE). Wiem, że tego typu byczków Word nie jest w stanie wykryć, ale Ty możesz zrobić to bez większego problemu, wystarczy dokładnie sprawdzić tekst przed publikacją.
Trzecia rzecz przecinki i interpunkcja w ogóle. Notorycznie nie stawiasz ich przed imiesłowami przysłówkowymi i klasycznymi spójnikami (który, jaki). Wiem, że w kwestii interpunkcji dużo zależy od wyczucia (które trzeba po prostu wyćwiczyć), ale tak klarowne zasady nietrudno sobie przyswoić i przenieść na praktykę.
Zdarzały Ci się również literówki. Te z reguły bardzo łatwo wykryć, poza tym niektóre z nich korekta podkreśla na czerwono. Stawiasz też za dużo bądź za mało kropek: może być jedna lub trzy (dwie tylko w pionie, wiadomo). Nie używasz poprawnego cudzysłowu („który wygląda tak”), zamiast myślników stawiasz dywizy. Wiem, że w najnowszych rozdziałach pokusiłaś się o półpauzy i że rozumiesz błąd, ale w poprzednich postach razi to w oczy.
I wreszcie odmiana. Piszesz opowiadanie o Snapie. Nie wolno Ci zaniedbać tak ważnej kwestii, jaką jest odmiana jego nazwiska. Spójrz, jak to powinno wyglądać.
Mianownik (kto? co?) Snape
Dopełniacz (kogo? czego?) Snape'a
Celownik (komu? czemu?) Snape'owi
Biernik (kogo? co) Snape'a
Miejscownik (z kim? z czym?) Snape'em
Narzędnik (o kim? o czym?) Snapie
Wołacz (o!) Snapie!
Wykuć na blachę, zapamiętać i stosować. Żadnego „Snape'm” nie chcę więcej widzieć, amen.

14/25



4. Ramki

Jaki jest sens robić zakładkę, w której są tylko dwa linki? Mowa tutaj o „Moich blogach”. Lepiej wrzucić buttony w ramce, zamiast tworzyć sztuczny przepych. Widzę, że masz do tego tendencję. Stworzyłaś kolejne dwie podstrony z linkami („Polecam” i „Czytam”), które z powodzeniem mogłyby być jedną. Zwłaszcza że powielasz niektóre linki, wstawiając dodatkowe buttony na stronie głównej. 
Zastanawia mnie też, dlaczego stworzyłaś elegancki spis treści dla miniaturek, a rozdziały pozostawiłaś samym sobie. Archiwum jest okropnie niewygodne, kiedy nie czyta się bloga regularnie (tak jak ja). Polecam szeroką listę (kod bez problemu znajdziesz w Google, jeśli nie to, chętnie sama podeślę) lub ewentualnie nawet spis linków do rozdziałów. Wszystko, byle nie to.
Trochę to też zabawnie wygląda, gdy masz jedną pod drugą ramki „Wizytówka Facebooka powiadomienia o nowych rozdziałach” (jakbyśmy nie widzieli, że to odnośnik do Fb) i znów „Informacja o nowych rozdziałach”. Dodałaś też „O mnie”, ale niczego się z tego komponentu nie dowiedziałam (poza tym, jakie książki czytasz i które blogi obserwujesz). Na dodatek wrzuciłaś (moim zdaniem niepotrzebny) licznik osób online i statystykę umieszczone na samiutkim dole i gdybym nie oceniała ramek, prawdopodobnie nawet bym ich nie zauważyła, bo nie są wyeksponowane. Zdecydowanie musisz popracować nad gadżetami (i szablonem, o czym wspominałam wcześniej). To wizytówki bloga. Najważniejsza jest treść, ale ktoś, kto nie będzie mógł sprawnie poruszać się po blogu chociażby po to, by znaleźć interesujący go rozdział może się zniechęcić. A Ty stracisz czytelnika. I po co?

2/5


5. Punkty dodatkowe

+ Za wyczuwalne zaangażowanie w pisanie i blogowanie.


Mam jeszcze jedną uwagę, którą umieszczam tutaj z powodu braku lepszego miejsca (nie zamierzam jednak dodawać/odejmować za to punktów). Napisałaś mi, że Twój blog „normalnie” posiada blokadę dla niepełnoletnich czytelników. Dlaczego? Uważam, że to absolutnie zbędne. Erotyka nie jest wątkiem dominującym ani nawet częstym w Twoim opowiadaniu, tym bardziej sceny brutalne, krwawe czy obfite w wulgarne słownictwo. Poinformowanie o takich treściach oczywiście uważam za poprawne, ale polecam naskrobać ostrzeżenie przed rozdziałem, w którym występuje taki czy inny wątek, ewentualnie w ramce na pasku bocznym. Nie ma potrzeby blokowania bloga, naprawdę. Wielu czytelników przed osiemnastym rokiem życia dojrzało na tyle, by przeczytać Twoje opowiadanie bez zgorszenia, wierz mi. 

 

Zdobyłaś 58,5/89 punktów
Ocena: dostateczny (3)

Według mnie ocena odzwierciedla aktualny poziom Twojego opowiadania. Jest to całkiem mocna trójka, ale trzeba co nieco poprawić. Nie spoczywaj na laurach.

13 komentarzy

  1. Dafne, na wstępie chciałabym ci podziękować za to, że przebrnęłaś jakoś przez CAŁĄ moją pisaninę, i napisałaś tę, jakże konstruktywną ocenę :D
    Uprzedzam, że będę się do niej odnosić na raty ( no cóż, Minerwa jeszcze nie śpi :( i ciężko mi się skupić )
    Kwestia szablonu pozostaje otwarta. Wiem, że nie jest idealny, ale jest mój własny (a nie znam się na robieniu szablonów) To, czy się podoba czy nie, oczywiście kwestia gustu (chciałabym nadmienić, że poprzedni szablon WS był koszmarny), ale co do paprochów masz rację, sama nie wiem co one tam robią :D Pewnie w najbliższej przyszłości go zmienię.
    „Miarowy odgłos stawał się coraz głośniejszy, aż w końcu umilkł”. — Hm. Źle to stopniujesz. Skoro stawał się coraz głośniejszy, można się spodziewać, że zaraz osiągnie apogeum. A tu bum, cichnie. W takim razie zacznij od „stawał się coraz cichszy”. - On się do niej zbliżał, więc odgłos nie mógł stawać się coraz cichszy, a kiedy się zatrzymał, to... umilkł. Przynajmniej dla mnie jest to logiczne, choć może się mylę?
    NAPRAWDĘ - o kurde, ale obciach :(
    „ zaczynam przyzwyczajać się do świadomości, że kanon wyjechał na wakacje" - a w „Słowie wstępu" było jak byk:„można się po mnie spodziewać :D - dużej dawki humoru, nagłych zwrotów akcji i całkowitego lekceważenia kanonu".
    Początkowo akcja miała się rozwijać tak, że Ron miał być zdradzanym małżonkiem, ale doszłam do wniosku, że na to nie zasługuje. Nie dlatego, że tak było mi wygodnie, ale dlatego, że motyw zdrady zupełnie nie pasował mi do Hermiony. Chyba jednak śmierć była dla Rona lepsza.
    „ A tłuste włosy są sexy?" - widocznie tak, no bo skąd tyle SEVMIONE w sieci;)
    Na razie tyle. Muszę zapakować Minerwę do łóżka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Już jestem :D
    „Jak leczył Draco po klątwie Sectumsempra, to jakoś nie musiał go rozbierać. Spryciarz." - może dlatego, że Draco nie nosił stanika :D
    „Brzmi, jakby po latach poszukiwań odnalazła kamień filozoficzny, a nie drogę do łazienki". - w pewnych sytuacjach, odkrycie gdzie jest kibelek można porównać do odnalezienia kamienia filozoficznego (wiem co mówię!)
    „No tak. Expelliarmus to bardzo zaawansowana magia. Brutalności mu się zachciało. Zwyrodnialec" - tu masz całkowitą rację, sama już później zauważyłam, że zrobiłam tu błąd, ale nie mogłam nic poprawiać w trakcie oceny.
    „To jak w Czarze Ognia Harry rozmawiał z Syriuszem? Czy to jakieś nowe prawo?" - rozmawiał, ale chyba nie mógł się przemieszczać. Cóż my mugole możemy wiedzieć o kominkach?
    „I znów: uwielbiam Twoją Minerwę. Sceny z jej udziałem zawsze kończą się śmiechem." - dzięki :) Minerwa, to postać w którą włożyłam najwięcej samej siebie.
    „Kiepsko wyszło z tym eliksirem (...)" - wiem, że kiepsko i tu biję się w piersi. Przedobrzyłam. No ale... co geniusz, to geniusz :D
    „ A właśnie, scena seksu wyszła ci bardzo w wersji soft i ogółem nie najgorzej (choć szybko się z tym uporałaś, ich pierwszemu stosunkowi poświęciłabym nieco więcej uwagi)" - własnie tak miało być. W moim poprzednim opowiadaniu napisałam „więcej", a w sumie wcale nie było to konieczne.
    „ spotykanie zmarłych w miejscu rajopodobnym" - to nie był raj, ani nic rajopodobnego, zresztą nigdzie nie ma o tym mowy. To taka przejściówka, może nawet czyściec.

    OdpowiedzUsuń
  3. „Hm, kluczowa scena, a mnie jakoś nie porwała. Wybudzić się po trzech miesiącach, a tu żadnych głębszych uczuć. Jakieś takie mechaniczne Ci to wyszło." - też się zastanawiałam, jak człowiek się czuje po trzech miesiącach w śpiączce, kiedy jego mięśnie zanikły, ledwo kuma co się wokół niego dzieje i ma mętlik w głowie. Chyba dlatego było to takie „mechaniczne" i bez fajerwerków.
    „ Po pierwsze — już kiedyś przyznał na głos, że ją kocha. Po drugie — co tu ubierać w słowa, skoro mowa cały czas o tym krótkim „kocham cię”?" - cholera, kiedy on przyznał na głos, że ją kocha? Sama tego nie pamiętam. A poza tym, są faceci, którym te dwa słowa bardzo ciężko przechodzą przez gardło i uważam, że Severus to własnie taki typ.
    „Dlaczego eliksir przyrządzony dla Molly miałby pomóc również Severusowi? Czy to możliwe, by cierpieli na tę samą dolegliwość?" - Molly miała uszkodzone ścięgna i mięśnie ręki, a mięśnie Severusa w wyniku długotrwałego braku ruchu również zaczęły zanikać. Eliksir je regenerował.
    „Szybko zrobiła tę kawę" - MAGIA!
    Rzeczywiście popieprzyłam trochę te nazwy Komisji.
    „Jestem Dafne i jestem oceniającą." - a ja jestem Lamia, i jestem... piszącą hehehe. A tak serio, to właśnie tak miało to zabrzmieć :D
    „Prawdą jest, że naginasz wydarzenia tak, by wpasowały się w Twój plan opowiadania." - to chyba logiczne :D Żartowałam, masz rację. Sama czasem łapię się na tym, te to co pisze jest przewidywalne i banalne. Pisze dopiero od pół roku i może robię to trochę na siłę. Czasem nie przemyślę pewnych rzeczy do końca, a już w głowie świta mi następny pomysł. Za bardzo się spieszę :(
    Wracając do rodziców Hermiony, to watek pojawi się niebawem. Może rzeczywiście zbyt długo z tym zwlekałam.
    Sama nie wiem jak mogłam nie zauważyć tych błędów ortograficznych. Wstyd Lamia, wstyd!
    A tak przy okazji:
    „ale dzięki lekkiemu piórowi i dozą humoru nie sposób nie polubić Twojej historii" - chyba „lekkiemu pióru i dozie humoru", ale nie wiem, nie jestem betą.
    Ostatni uwaga dotyczy golenia brzytwą.
    „Um... Namydlał twarz pędzlem? Pędzelkiem to mógł rozprowadzać po niej krem do golenia, ale mydło?..."
    Pierwszy lepszy przykład: (patrz na pkt.4)
    http://sklep.tradycyjnegolenie.pl/pl/content/6-poradnik-golenia-brzytwa
    Ja pamiętam mojego dziadka (tak, tak, jestem taka stara), który golił się brzytwą i używał do tego mydła :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Na koniec jeszcze raz bardzo dziękuje za ocenienie mojego bloga. Twoje cenne uwagi i wskazówki na pewno bardzo mi pomogą. Teraz już wiem na co powinnam zwrócić większą uwagę i co robię źle.
    Z oceny jestem zadowolona :D
    Pozdrawiam, Lamia

    OdpowiedzUsuń
  5. Muwoim, rze nie czytam ocenek innych, winc informuję, rze właśnie przeczytałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy w ciebie nie wątpiłam :>

      Co do pióra. Owszem, pióru i dozie. Umknęło mi też kilka przecinków i innych byczków w pomidorkach, za które się kajam i smutkuję. Jak coś jeszcze wyłapię, to będziemy poprawiać, chociaż pewnie Shun będzie szybsza :)

      Usuń
    2. Poprawiaj szybko, może Shun nie zauważy :D

      Usuń
    3. Ja osobiście nie wchodzę na oceny koleżanek i nie poprawiam niczego, co wisi na bloggerze WS, a nie jest podpisane moim nickiem :) zwykle zwracam uwagę na priv.

      Skoia.

      Usuń
  6. Jeszcze raz ja.
    „(...) pracy były dalekie od ideału. Tym razem nawet magia nie była w stanie sprawić, aby to co wyprodukowała (...)
    — Były, nie była."
    To jest przecież dobrze, magia BYŁA, a nie BYŁY, co również odnosi się do efektów pracy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,
    Przepraszam, że dopiero teraz, ale miałam zawalony tydzień.
    Na początek - namiętnie zastanawiam się, co ma kwestia szablonu na WS do szablonu na Twoim blogu. Nie będę oceniać, bo ja go nie robiłam. Moim zadaniem było wygłoszenie opinii na temat Twojej szaty graficznej i dla owego zadania nie ma żadnego znaczenia, czy na WS widnieje szablon w różowe króliczki, węże boa czy miniaturowe Big Beny. Żeby było jasne.
    1. Rozumiem, co masz na myśli, ale w takim zapisie to nielogiczne. Jakbyś napisała "ale" czy coś w tym stylu, wtedy miałoby to większy sens.
    2. Wiem, że było. Ale to nie zabrania mi o tym wspomnieć.
    3. No była lepsza (choć to nienaturalne), ale... fajerwerki ;__; No dlaczego fajerwerki ;__; To jak zabić Norissa kijem od szczotki ;______;
    4. Nie, tłuste włosy nie są sexy. Sevmione w sieci dużo, ale to nie zmienia faktu, że olej na głowie to rzecz wysoce niepożądana. Po prostu ludzie nauczyli się z tego robić zaletę. To znaczy dodatkową rzecz, która zmniejsza atrakcyjność bohatera, a więc tak naprawdę ją zwiększa. Bo wzrasta kontrast i absurd, a to w tego typu paringach jak najbardziej się sprawdza.
    5. Stanika nie, ale szaty też z niego nie zdzierał.
    6. Nie, nie można. Nie kiedy pisze się "to było TO!". Chryste.
    7. Rozumiem. :)
    8. Że Mikołaj nimi wchodzi.
    9. To widać.
    10. No przedobrzyłaś, przedobrzyłaś. Przynajmniej to widzisz. :D
    11. No dobrze, Twoja wola.
    12. Czyściec, o którym ludzie, którzy się tam znajdują, opowiadają, że błogo im się w nim żyje? Bądź co bądź, nie narzekali. Zresztą ja to tak odebrałam. Nie było zaznaczone, co to tak naprawdę jest.
    13. Nie wiesz też, jak czuje się czarodziej, dla którego różdżka to coś więcej niż kawałek drewna, a jednak o tym piszesz. Grunt to wczuć się w sytuację.
    14. Dobrze, niechaj tak będzie. Mówił to na pewno, tylko nie wiem, czy jej samej.
    15. Cud, no.
    16. Czasem warto się zatrzymać. ;)
    17. Zdecydowanie* zbyt długo.
    18. Dzięki, przeoczyłyśmy.
    19. Snape to nie dziadek nooo, nie róbmy z niego starucha. :C
    20. Napisałaś "były" i potem znów "nie była". Chodzi o powtórzenie, myślałam, że to oczywiste.

    Bardzo proszę i dziękuję za obszerny komentarz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + Cieszę się, że okazała się pomocna. ^^

      Usuń
  8. Przeczytałaś moje opowiadanie i na pewno wiesz, że mam dość specyficzne i głupawe poczucie humoru. Większość odpowiedzi w moim komentarzu była z przymrużeniem oka i mam nadzieję, że to zważyłaś.
    A teraz serio (prawie):
    4. Oczywiście tłuste włosy nie są sexy! - ten komentarz był akurat z przymrużeniem oka.
    5. j.w.
    12. Nie było zaznaczone, bo cóż możemy o tym wiedzieć?
    14. Nigdy JEJ tego nie powiedział.
    19. Jakoś maszynka do golenia nie pasuje mi do świata czarodziejów i stąd motyw brzytwy. Kiedyś wszyscy się tak golili, starzy i młodzi. Wcale nie chciałam zrobić z niego przez to starucha, ani porównywać do mojego dziadka! Napisałam o dziadku, bo po prostu widziałam jak on to robił.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 12. Nic nie możemy o tym wiedzieć, a jednak o "podróży" Snape'a pisałaś. Będziemy widzieć tyle, ile nam napiszesz. Jesteś kreatorem.
      14. JEJ być może nie.
      Hahah. :D Rozumiem. ^^
      Pozdrawiam również.

      Usuń

Aktualności

Mrs. Mayhem pomyślnie
ukończyła staż. Pojawiła się jej
pierwsza ocena
:) Gratulacje!
Blogi zgłoszone przed Fuzją: 1
Blogi zgłoszone w 2016: 4
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Zbieramy pierwsze lajki ;)
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.