...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń
Autor:
Etykiety: ,

[41] ocena bloga: dreams-of-reality-margaret.blogspot.com

8 października 2015
Adres blogaSny o rzeczywistości
AutorAerthis
Tematykafantasy
Oceniająca: Eredis



Dawno nie czytałam fantastyki, więc kiedy tylko znalazłam się na Twoim blogu, zatarłam rączki i ochoczo zabrałam się do zgłębiania treści opowiadania. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz, bo Twoja historia zapowiada się naprawdę obiecująco. Ale przejdźmy już do właściwej oceny.

Opis
Jako, że ojca nigdy nie znała musi zamieszkać z wujem, który sam się ofiarował by się nią zaopiekować. – Po pierwsze, „jako że” piszemy bez przecinka (http://sjp.pwn.pl/zasady/Polaczenia-partykul-spojnikow-przyslowkow-ze-spojnikami;629776.html), po drugie zdania wielokrotnie złożone oddzielamy przecinkami (których brakuje przed musi i by). Polecam liczyć orzeczenia, to bardzo ułatwia sprawę. W dodatku pomieszałaś czasy, bo raz piszesz w czasie przeszłym, a chwilę później w teraźniejszym.

Czy zostawi najlepszych przyjaciół by szukać ojca? – Zdania podrzędnie złożone oddzielamy przecinkami, czyli w tym wypadku stawiamy go przed „by”.

W „Opisie” znajduje się więcej tego typu błędów.

Bohaterowie

Mówili też, że jej ojciec żyję – i tu ją mieli.  – Żyje, literówka.

Ufała mu, a on ją zdradził, oszukał, jak on mógł?!  – Domyślam się, że chodzi o wuja, ale opisałaś to tak, że nie do końca wiadomo, czy na pewno.

Dziewczyna z początku jest niepewna, ale kiedy chłopak mówi jej o jej zaginionym ojcu,  szybko zgadza się na propozycje. – Propozycję + powtórzenia.

Kimże, więc jest owa urodziwa blondynka? – Przecinek jest niepotrzebny, ponieważ nie jest to zdanie złożone.

Proponuję podpisać zdjęcia, które wykorzystałaś w tej zakładce, gdyż nie są one Twoją własnością, a prawa autorskie to nie przelewki.

Magia

Rzucający może poruszać przedmiotami, czym większy przedmiot lub jego masa tym więcej kosztuje czarodzieja podtrzymywanie tego zaklęcia. – Znowu brakuje przecinka przed „tym”, mamy do czynienia ze zdaniem wielokrotnie złożonym.

Czarodzieje to na pozór zwyczajni ludzie. Jednak wbrew pozorom nie są nawet ludźmi. Rodzą się z zdolnościami magicznymi. – No, oczywista oczywistość, którą w końcu… wykluczasz. A w dodatku się powtarzasz, przez co te trzy zdania nie mają większego sensu. Spróbuj to przeredagować tak, by nie były to strzępki wyrazów zamknięte kropką. Tak poza tym, to skoro Czarodzieje (czemu wielką literą?) nie są ludźmi, to czym są? Jakimś nieokreślonym bytem? Przecież definicja jasno mówi, że to człowiek z magicznymi zdolnościami.

Spaczone wilkołaki? A zwykłe też istnieją? Zapowiada się całkiem ciekawie, w końcu tworzysz własny świat i mam nadzieję, że wykreujesz go porządnie. Liczę, że mnie nie zawiedziesz.

Nie wiem, po co stworzyłaś zakładkę „Tajemnice” – przecież czytelnik sam stawia sobie takie pytania, nie musisz go w tym wyręczać, tym bardziej że ja jeszcze nie zaczęłam czytać, a już domyślam się fabuły opowiadania. A szkoda, że nie dałaś mi szansy na zastanowienie się nad tym.

Mam rozumieć, że zakładka „Phoenix Grand Academy” dotyczy planu zajęć głównej bohaterki? Bo szczerze wątpię, by wszyscy uczniowie mieli taki sam plan zajęć.

O autorze

Jednak pokonałam swoje własne opory i odważyłam się na ten krok. I tak powstał ten oto blog. – Powtórzenie słowa „ten”.

Prolog

Sny towarzyszyły ludzkości od zarania dziejów. Już od wieków pozwalali by ich smutki zniknęły, gdy przekraczali bramy snów. – Kto pozwalał? Sny czy ludzkość? Wkradł się też błąd interpunkcyjny, brakuje przecinka przed „by” (zdanie złożone podrzędnie).

Z wyglądu wszyscy jesteśmy tacy sami. Jednak to oni – ludzie narodzili się ślepi, nie wiedząc o naszej opiekuńczej obecności. – Ludzie, jako wtrącenie, oddzielamy z obu stron myślnikiem.

Wszystko co o Nas wiedzą sprowadza się do zabobonów i mitów. – Ależ ci tajemniczy mówcy mają wysokie mniemanie, aż piszą o sobie wielką literą… W dodatku przecinki znowu zrobiły sobie wakacje, bo brakuje ich po „wszystko” i „wiedzą”.

Każdy człowiek posiada jedno przeznaczenie, którego nie może zmienić on, ani żadna inna osoba. – Niepotrzebny przecinek przed „ani”, gdyż jest to zdanie współrzędnie złożone łączne. Radzę poczytać o tym dokładniej, bo widzę, że masz z tym naprawdę duży problem.

Są jednak wydarzenia, które Widzę już teraz, a które wywołują u mnie niepokój. – Dlaczego „widzę” napisałaś wielką literą?

Albowiem wiemy iż wszystkie cierpienie wyrządzone w dobrym imieniu Misji – będzie wybaczone! – Brakuje przecinka przed „iż”; dlaczego cierpienie ma zostać wybaczone? Czyje cierpienie? Bo z fragmentu wynika, że właśnie tych mówców, tajemniczych postaci. Czy tu chodzi o cierpienie, które dopiero mają zadać?

Poza tym te całe „Zwoje Wielkiej Pani” stylem pisania wybitnie przypominają biblijne przypowieści. Nie jest to uwaga, ale tylko luźne spostrzeżenie.

Przeznaczenie zmieniają tylko wybory, które dokonujemy. – Których.

Będziemy odchodzić patrząc na jarzący się miasta, które sami zbudowaliśmy, palące się niczym ogniska. – Jarzące. Brakuje przecinka przed „patrząc” – jest to imiesłów przysłówkowy, a te oddzielamy przecinkami od reszty zdania.

Nadchodzi wojna, Wiem, że tak. Nie Widzę jednak jej końca. – Pierwszy przecinek chyba powinien być kropką. I znowu „widzę” wielką literą w środku zdania. Nie rozumiem takiej pisowni.

Nadchodzą okropne rzeczy i nie jestem pewna, czy ktokolwiek nim podoła. – Im, nie nim.

Przemowa Wielkiej Pani była aż za bardzo tajemnicza. Wstęp nie wprowadził czytelnika łagodnie w opowiadanie, a rzucił go na głęboką wodę. Zdradziłaś nim przy okazji bardzo dużo, zamiast pozwolić czytelnikowi na stopniowe wgłębianie się w tę historię. W dodatku mieszasz style, nadużywasz poetyzmów i wplatasz gdzieniegdzie archaizmy. To naruszanie zasad harmonii stylistycznej.

Ten dzień zbliża się w zastraszającym tempie. Mam bowiem już osiemnaście lat. – Stosujesz bardzo dużo pojedynczych zdań, które spokojnie mogłabyś połączyć w bardziej złożone konstrukcje, tak jak wyżej – zamiast kropki postawić przecinek i już opowiadanie czyta się o niebo lepiej.

Nie musząc odpowiadać na pytanie, na które nie chciałam, znosić nie szczerych współczujących spojrzeń. – Przyznasz, że to zdanie nie wygląda najlepiej. Nie wiadomo do końca, o co w nim chodzi. Przeredaguj je tak, by było wiadomo, o co dokładniej chodzi głównej bohaterce. „Nieszczery” piszemy razem, gdyż jest to przymiotnik.

Nasza bohaterka pisze tak, jakby została wyrwana ze średniowiecza – przez stosowane archaizmy wcale nie odnoszę wrażenia, że mam do czynienia z osiemnastoletnią dziewczyną, która żyje we współczesnych czasach. Niepotrzebnie udziwniasz swój styl pisania – jest to tak naprawdę błąd stylistyczny, natomiast tekst naszpikowany archaizmami wcale nie wygląda lepiej. Zastanów się, czy jakaś osiemnastolatka wtrącałaby w mowę potoczną „jednakowoż” czy zmieniała szyk zdania, które ostatecznie nie brzmi zbyt dobrze, np.: (…) ani dojść do siebie po wydarzeniach mających miejsce kiedy miałam lat dziesięć (…). – oczywiście pomijając błąd interpunkcyjny, który się tu wkradł.

Ze swoją radością i nieopuszczającym ją optymizmem jest dla mnie idealną przeciw wagą. – Przeciwwaga razem.

To ona zapoznała mnie z Max'em i Mią, moimi teraźniejszymi najlepszymi przyjaciółmi. – Zła odmiana; Maksem/Maxem bez apostrofu (http://sjp.pwn.pl/zasady/;629610)

Całe szczęście, zresztą. – Zmieniłabym szyk zdania „Zresztą – całe szczęście”.

W trzeciej części prologu tekst się wyśrodkował; wygląda to nieestetycznie. Radzę go wyjustować.

Prawa ręka otuliła się mocniej rękawem bluzy, by potem wytrzeć mi czoło, które o dziwo było suche. – Dlaczego bohaterka pisze o sobie w ten sposób, zupełnie jakby jej ręka była osobnym organizmem? Wystarczyło wprost napisać „Otuliłam się mocniej rękawem bluzy, potem wytarłam czoło…” i tak dalej.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak wolno idę, dopiero gdy spojrzałam na mój cień przed sobą zauważyłam, że wolno się poruszam. – Powtórzenie; brakuje przecinków przed „jak” i „zauważyłam”. Jak cień pomógł Margaret określić, z jaką prędkością się porusza? Zresztą, chyba trochę przesadza, bo pięć minut samochodem to w mieście nie jest tak dużo, a Margaret mogła iść co najwyżej piętnaście, dwadzieścia minut.

Idąc wzdłuż chodnika, słuchając piosenek, które lubisz, możesz zauważyć dużo więcej szczegółów pojedynczych otaczających Cię rzeczy. – Raz piszesz „cię” małą literą, później już wielką… Taką pisownię stosujemy zazwyczaj w listach, pocztówkach, więc spokojnie możesz z niej zrezygnować.

Dlaczego nagle zmieniłaś sposób narracji? W jednej chwili piszesz jako Margaret, a zaraz później w formę listu. Nie powinnaś tak przeskakiwać; zdecyduj się na jedną, a jeśli chcesz wykorzystać drugą, to oddziel ją jakoś od reszty tekstu; nie przeplataj ich obu w jednym zdaniu, tak jak tutaj: Zanim zdążyłam się w pełni obrócić w stronę napastników poczułam zimne ukłucie metalu na ramieniu i to dziwne uczucie gdy obca ciecz wpływa do twojej krwi i się z nią miesza.

Oprócz mnie w samochodzie było może trzy osoby. – Były.

Dwie na tyle, obok mnie, a jedna kierowała oczywiście. – I znowu trochę pokręcony szyk zdania; „oczywiście” mogłabyś przerzucić przed orzeczeniem.

Trzymali mnie mocno za ręce, ale i tak im się wyrwałam, gdy zabolała mnie głowa. – Czekaj, czekaj; dwóch dryblasów (chociaż nie do końca wiadomo, bo ich wcale nie opisałaś) trzyma za ręce oszołomioną, zmęczoną (przecież jeszcze kilka akapitów wyżej pisałaś, że Margaret padała z nóg podczas powrotu do domu) nastolatkę, która na dodatek jest pod wpływem jakiejś substancji, a jej udaje się jeszcze uwolnić? Nie sądzisz, że to trochę naciągane? Mało tego, to zdanie brzmi tak, jakby ból głowy motywował ją do ucieczki, a chyba nie o to chodziło.

- Weźcie ją uspokójcie, czy coś, bo nie mogę się skupić na drodze. – usłyszałam warknięcie kierowcy. – Przecinek sprzed czy wygląda na zbędny. No i pojawił się błąd w zapisie dialogów. Po pierwsze, zaczynamy wypowiedź bohatera od użycia myślnika, a nie dywizu, tak jak robisz to Ty; po drugie, w tym wypadku „usłyszałam” należy napisać wielką literą.

Zasady tworzenia dialogów są dość skomplikowane, ale kiedy wszystko się opanuje, to nie ma z nimi problemów. Zapoznaj się z tymi stronami internetowymi, są tam bardzo dobrze wytłumaczone reguły, jakimi należy się kierować przy wypowiedziach bohaterów:

Mam nadzieję, że dzięki temu opanujesz podstawy poprawnego zapisywania dialogów.

Oddychałam głęboko, bo bałam się, że mogą mnie udusić za chwilę, za wcześniejsze krzyki. – Dlaczego mieliby ją dusić? Poproszę o wyjaśnienie. W dodatku ostatni przecinek jest zbędny, nie musisz niczego nim oddzielać.

Co wujek Margaret robił nad jakąś przepaścią? To się w ogóle nie trzyma kupy. Czy spotkanie z wujem zostało zaplanowane? Dlaczego tak brutalnie potraktowali tę dziewczynę, skoro prawdopodobnie nie chcą jej zrobić krzywdy?

Wuj stanął w małym rozkroku, rozluźnił pozycję, widać było, że zamierzają jednak walczyć. Rich podniósł pięści do ataku, ale czekał na ruch przeciwników. Stanęli naprzeciwko niego jakieś pięć metrów, oddaleni od siebie trochę. To było nie fair! Ich było dwóch! – Lecisz jak burza i nie dajesz czytelnikowi szansy na jakiekolwiek połapanie się, o co chodzi. Dlaczego nagle zaczęli walczyć? Dziwna sceneria wzięta nie wiadomo skąd, bo co niby Rich robił nad przepaścią, strzępki zdań i chaos wcale nie budują napięcia. Jestem raczej zdezorientowana, bo przeskakujesz z akcji na akcję, opisując wszystko powierzchownie, a ja nie wiem, jaki jest cel zachowania bohaterów.

idk animated GIF

Nie miały one bowiem szans, z unikami wuja. – Znowu zbędny przecinek.

Nie wiem na co, po prostu czułam, że mam się nie ruszać. – Oho, zaczęły się przeczucia głównej bohaterki. Niech zgadnę, będzie ona Wybraną? I jeszcze chcę zauważyć, że nagle zniknęły wszystkie patetyczne wstawki, którymi wcześniej naszpikowałaś tekst.

I wtedy chłopak złapał prawą ręką wuja za obojczyk, wuj wrzasnął, złapał się za ramię, zatoczył koło i upadł. – Powtórzenia.

Ty o tym nie decydujesz, zwyczajnie chciałem załatwić całą sprawę bardziej ugodowo. – chłopak skrzywił się. – I dlatego rzucił się z pięściami na wujka Margaret? Serio? Ta, rzeczywiście ugodowo.

Nie obchodziło mnie już, że to w końcu mój wuj i powinnam go szanować, teraz był dla mnie tylko kłamcą, który nie chciał powiedzieć mi prawdy. – Ej no, wolniej, wolniej. W ogóle nie wiem, co się dzieje. Narzuciłaś takie tempo, że ledwo nadążam z informacjami. W jednej chwili Margaret chce bronić wuja, a ułamek sekundy później jej postawa tak diametralnie się zmienia? I dlaczego tak szybko zaufała osobom, które niedawno ją uprowadziły, wstrzyknęły coś w ramię i brutalnie potraktowały?! Dlaczego nie pozwolisz bohaterce na chwilę myślenia, by choć trochę pokazać, co działo się w jej głowie przez ostatnie momenty?

Wuj nawet nie próbował kłamać, wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, zaprzeczyć, ale wiedziałam, że wymyślał kłamstwo, które chciałby mi wcisnąć. – Naprawdę? Wystarczyła trójka nastolatków, by Rich stracił nad sobą panowanie? Przecież powinien przygotować się na moment odkrycia prawdy przez siostrzenicę, a wystarczyła jedna sytuacja, by poddał się bez jakiejkolwiek walki.

Wszystko się zatrzymało, poczułam się.. inaczej. – Dwie kropki w naturze nie występują. Albo jest jedna, albo trzy, potocznie nazwane wielokropkiem.

- Jedziesz z nami?
- Tak.
E… Czuję się co najmniej skołowana. Wystarczył jeden impuls i kilka niewyjaśnionych magicznych sztuczek, by dziewczyna całkowicie odwróciła się od wuja? Nie ma nawet pojęcia, jak nazywają się jej porywacze, wciąż jest pod wpływem tajemniczej substancji i bez żadnych wątpliwości chce opuścić Richa i pojechać z nieznajomymi w siną dal? Nie wydaje ci się to trochę… mało prawdopodobne?

Zabraniam Ci! – Zwroty grzecznościowe wielką literą piszemy tylko w listach i pocztówkach.

- Ale Megan! Szkoła.. znajomi… – bronił się rozpaczliwie wuj, choć w tamtym momencie wydawał się najmniej wartą zaufania osobą na świecie. – Bo co? Bo banda nastolatków ją porwała, zaatakowała, a Margaret jak gdyby nigdy nic im zaufała, a od wuja zupełnie się odsunęła, nawet nie słuchając jego wyjaśnień? Przecież to wybitnie głupie i infantylne zachowanie głównej bohaterki.

Bowiem kto zostawia sobie ważne osoby bez słowa pożegnania? Cóż, jak widać ja. – No, niezła egoistka z tej naszej Margaret. Coraz mniej lubię tę dziewczynę.

Będą kim jestem mogłam równie dobrze wyrządzić komuś krzywdę. – Będąc, kim jestem, mogłam (…).

Nie miałam już chyba wyboru, czyż nie? Wszystko, co powiedział chłopak miało logiczny sens. – Dlaczego Margaret nawet przez chwilę nie zastanowiła się nad tym wszystkim? Od razu uwierzyła, że jest Czarodziejką? Bo zobaczyła kilka płomieni? Nie za szybko się to wszystko dzieje? Dlaczego nie pozwolisz czytelnikowi choć na chwilę odpocząć od nieoczekiwanych sensacji? Gdzie jakieś ambitniejsze opisy, przeżycia naszej bohaterki? Dlaczego tak łatwo dała się przekonać? Wystarczyło jedno zdanie chłopaka, który ją porwał, by ta po prostu rzuciła wszystko i bez zastanowienia opuściła rodzinę i przyjaciół?

Jednak coś, nie dawało mi spokoju. – Zbędny przecinek.

Wyjechanie bez pożegnania, byłoby bolesne nie tylko dla nich. – Kolejny zbędny przecinek; nie oddzielamy nim dopełnienia w zdaniu.

Nie chciałam go również słyszeć, więc wsiadłam do samochodu na przód, obok kierowcy. – Do chłopaków, którzy ją niedawno uprowadzili, tak? Bardzo rozsądne. I siada się na przodzie, nie na przód.

Nawet go nie znam, jadę z nim w miejsce, którego nie znam, z ludźmi, których nie znam. To cholernie głupie, a zarazem ryzykowne! – Cóż, Meg… Obudziłaś się za późno!

wake up animated GIF

Usłyszałam moją ulubioną piosenkę w radiu, które właśnie włączył Nieznajomy. – Wyczuwam u Ciebie miłość do wielkich liter, zupełnie zbędną.

Rozdział I

Pozwolisz, że nie będę oceniała kolejnych części, tylko zrobię to hurtowo.

Przez chwilę pomyślałam, że jednak popełniłam błąd ufając mu, bądź co bądź z wujkiem spędziłam osiem lat i nigdy nie odstępował mnie na krok. – Czyżby do bohaterki dotarło nagle, że zachowała się nieodpowiedzialnie i infantylnie, nie zastanawiając się nad tym, co wyprawia? Brakuje przecinka przed „ufając” – imiesłów przysłówkowy!

Byłam aktualnie na polanie, trawa w nocy wydawała się być szara, choć może naprawdę była. Nie widziałam żadnych kwiatów, grzybów czy leśnych stworzeń. – Chyba ciężko by było coś dostrzec, a zwłaszcza grzyby, skoro to noc, nie sądzisz?

Obojętnie który, rozszarpie mnie jak szmacianą lalkę. – Zbędny przecinek.

W razie napotkania dzika wespnę się na drzewo jak w tej piosence, pomyślałam. – Ta piosenka, jak przypuszczam, to utwór Jana Brzechwy. U Ciebie akcja rozgrywa się najprawdopodobniej w Ameryce, choć tego nie zaznaczyłaś dokładnie, ale wnioskuję to po imionach. Naprawdę sądzisz, że zwyczajna osiemnastolatka z drugiego końca świata zna utwór polskiego pisarza?

Kiedy las stawał się gęstszy zaczęłam skradać. – Kiedy las stawał się gęstszy, zaczęłam się skradać.

Nie wiem skąd, ale gdzieś w środku wiedziałam, że to nie dzik. – Dlaczego Megan tak nagle zaczyna wszystko przeczuwać? Nie zastanowiła jej ta nowa „umiejętność”? No i po co wypatruje tego zwierzęcia? Nie może po prostu siedzieć w tym samochodzie i poczekać na kogoś, kto po nią przyjdzie, tylko buszuje po lesie w poszukiwaniu jakiegoś zwierzątka?

I jeżeli cokolwiek zrozumiałam z tego co było wczoraj, biorąc pod uwagę, że to nie kłamstwa, no i że w ogóle się to zdarzyło, to może jednak nie jestem w pełni bezbronna. Liczyłam na to. – No to Margaret rzeczywiście jest bardzo pewna siebie, skoro nie ma pojęcia, jak używać magii, a i tak decyduje się na tak niebezpieczny krok.

Jakiś cień mignął pomiędzy ciemnozielonymi liśćmi. (…) Był ludzki, to na pewno. – Dobrze, a ja się powtórzę: z tego, co napisałaś, była noc, więc jakim cudem Margaret to wszystko dostrzegła? Cień w środku lasu? Jak mogła widzieć takie szczegóły?

Przepraszam, ale ja już zupełnie nie rozumiem zachowania naszej bohaterki. Kogo ona znowu szuka? Dlaczego odeszła od samochodu, skoro mogła w nim siedzieć, całkowicie bezpieczna? Dlaczego nikt za nią nie poszedł? Co ona robi w środku lasu i dlaczego wypatruje jakiegoś stwora, skoro nie umie posługiwać się w żaden sposób magią i nie ma pojęcia, jak się bronić przed niebezpieczeństwem?

Na przeciw mnie wyskoczył człowieczo podobny twór z krwistymi ślepiami, przypominał wilkołaka. – Naprzeciw. Człowieczopodobny. Skąd Margaret wie, jak wygląda wilkołak? W ciemności mógł to być równie dobrze jakiś yeti.

Dopiero teraz zauważyłam nóż, który tkwił w klatce piersiowej bestii. Cały ociekał krwią, kto jej to zrobił? – I cały czas jest noc, a Meg znajduje się w środku lasu?

Ta cała sytuacja była zwyczajnie niedorzeczna. Margaret zachowała się wybitnie infantylnie, nieodpowiedzialnie i zwyczajnie głupio. Ja rozumiem ciekawość, ale kto o zdrowych zmysłach łazi po lesie za bestią w środku nocy, w dodatku bez żadnego zabezpieczenia? I dlaczego nikt nie zareagował? Dlaczego zostawili ją samą w tym samochodzie? To głupie.

Widząc jak jedna osoba zabija drugą sprawia, że już zawsze będziesz postrzegać ludzi inaczej. – Wilkołak to osoba? Wstawienie widok zamiast widząc sprawi, że to zdanie będzie poprawne.

Gdyby jakieś niepożądane słowo mi się wymknęło, mogło by mnie to dużo kosztować. – Powtórzę pytanie: DLACZEGO?

Miałam do niego tyle pytań. Między innymi, gdzie jest ta dwójka chłopaków? Widziałam jednak, że mi na nie nie odpowie. – Tych dwóch. Ja w dalszym ciągu nie rozumiem Margaret. To normalne, że ma wiele pytań, w końcu znalazła się w zupełnie obcym miejscu, ale jej przeświadczenie, że nie usłyszy odpowiedzi, jest zwyczajnie nielogiczne, zresztą tak samo jak jej tłumaczenia.

Zachowałam się chyba najgorzej jak się dało. – Pytanie dnia: dlaczego?

- Rozjadę te kupę futra! – Tę, to liczba pojedyncza.

Pasy same się odpięły, a moje bezwładne ciało podało na kawałki szkła i zimny asfalt. – Padło. Szkoda, że nie opisałaś, jak wyglądał samochód po zderzeniu ze stworem, bo trudno mi to sobie wyobrazić. Brakuje mi opisów, skaczesz ze sceny na scenę, nie pozwalając czytelnikowi zatrzymać się chociażby nad światem przedstawionym, który budujesz „po łebkach”. W dodatku kto myśli o sobie moje ciało, a nie ja?

Wiedziałam o co chodziło chłopakowi. Mam udawać martwą. – To i tak nic nie da. Parę linijek wcześniej pisałaś, że bestia żywi się też trupami.

Ja sama poszłam w jego ślady i zrobiłam to samo z szybą po mojej stronie. – To ona nie leżała na asfalcie?

Wówczas czujesz oplatający twe ciało sznur strachu, on wiąże ci ręce i nogi, odbiera całą siłę, by wreszcie wydrzeć z ciebie to co ci pozostało – życie. – Podoba mi się ten opis. Naprawdę.

Kto lub co innego by nas tropiło? – Może inni ludzie z Akademii?

Chociaż to trochę podejrzane, Reynard powiedział, że bestia szukała kogoś "specjalnego". – Niepoprawny cudzysłów.

- To nie może być bestia, zakładając oczywiście, że nie polowała na nas od początku. – stwierdził sucho. – Odnoszę wrażenie, że Reynard czyta naszej bohaterce w myślach.

– odetchnął na koniec.
Dałam mu chwilę na odetchnięcie po czym podjęłam znowu temat:
Powtórzenie.

Miałam coś odpowiedzieć kiedy niespodziewanie niebieskooki się zatrzymał. – Niebieskooki? Proszę, nie używaj tego typu słów jako zamienników nazwiska, bo to świadczy o ubogim słownictwie. Można użyć w takim wypadku imienia, pseudonimu albo nawet niczego, jeśli z góry wiadomo, o kogo chodzi. No i brakuje przecinka przed kiedy.

To naprawdę dziwne, że zaczęło się to dla mnie wydawać takie zwyczajne. – I tu zgodzę się z Margaret – nie przyzwyczaiła się do nowych warunków zbyt szybko? A nie lepiej napisać Zaczęło mi się wydawać?

Ogromny kołtun futra wyskoczył za krzaków. – Zza. Krwiożerczy kołtun.

Bestia rzucała się ze złości gdy zmierzała w naszą stronę
. – A nie w Reynarda? Przecież Margaret stała gdzie indziej. Przecinek przed gdy.

Poczułam ciarki na całym ciele, ręce drgały mi nienaturalnie, robiły to tak intensywnie, że aż wydawało mi się że słyszę od nich dźwięk falującej galarety. – A to ciekawe…


Szkoda że nie mam nawet długich paznokci, myślałam, mogłabym wtedy rzucić się i wydrapać bestii oczy. – Serio? Ja sądzę, że gdyby tylko kiwnęła palcem, zostałaby odrzucona przez wilkołaka na kilkanaście metrów, ale co ja tam wiem. Mało tego, pomieszałaś czasy.

Pazury potwora zaczepiły o łuk pociągając go do niej i niszcząc w drzazgi. – A może po prostu tylko na kawałki? W drzazgi można coś roztrzaskać. Brak przecinka przed pociągając. Btw, to słowo nie bardzo mi tu pasuje.

Zdziwiłam się, gdy dojrzałam dziwną niebieską poświatę unoszącą się między Reynardem, a bestią. – Drugi przecinek zbędny, „a” pełni tu rolę łącznika.

Leżąc w cieniu drzewa, na tyle polany mogłam dostrzec jedynie, że za chwilę albo bestia przebije tarczę, albo ręce Reynard'a pękną w kościach, bowiem czym mocniej bestia napierała, tym bardziej ręce chłopaka drżały. – Leżąc w cieniu drzewa na tyle polany, mogłam dostrzec jedynie (...). Dlaczego „Reynarda” napisałaś nagle z apostrofem? I jak ręce mogą pękać w kościach? To brzmi tragicznie.

Popędziłam z gracją po nóż. – Z gracją? Przecież właśnie wtedy zależało od niej życie chłopaka, a ona zamiast pędzić po broń jak najprędzej, myśli o tym, czy robi to z gracją?


Reynard "zniknął" tarczę. – Błąd stylistyczny. A nie lepiej napisać, że Reynard przestał wytwarzać tarczę albo że ona po prostu zniknęła? Zastosowałaś niepoprawny cudzysłów.

Mnie jeszcze zastanawia, gdzie podziała się dwójka znajomych Reynarda.

Rozdział II

– rzucił w moją stronę Reynard, jak zwykle oszczędny w słowach. – Nasza bohaterka przebywa z tym osobnikiem jeden dzień; naprawdę zdołała go tak dobrze poznać?

Ponadnormalne – Takie słowo nie istnieje.

no animated GIF
Jeśli już, to paranormalne.

Moja radość została zastąpiona złością i gniewem, który był równie silny. – Ależ ta nasza Margaret ma wahania nastrojów… W jednej chwili jest przerażona, potem śmieje się jak szalona, a zaraz potem wścieka się z byle powodu, bo przecież wyczuła, że Reynard sobie żartuje. Czy ona nie jest trochę przewrażliwiona na swoim punkcie? A tak poza tym, to złość i gniew to to samo, pleonazm.

Idiota. Co ja mu zrobiłam? Zachowuje się jakbym mu przejechała autem psa, a przecież uratowałam mu życie. Co z nim nie tak?! – W sumie zachowuje się jak typowy facet. Jego złośliwości raczej wynikają z bycia chłopakiem niż złego charakteru. Przecież nie widać, by był jakoś negatywnie nastawiony do bohaterki, tylko ona tak sądzi.

- Pocieszające jest, że ty też byś zginął!- warknęłam na chłopaka wymachując rękoma w akcie gniewu. – Megan po raz kolejny zachowuje się irracjonalnie. Widać, że Reynard jej pilnuje, bo nie chce, żeby dziewczynie stała się krzywda, ona sama doprowadza do niebezpieczeństwa poprzez nikomu niepotrzebny krzyk, a później z jej ust padają tak przykre słowa… Zero logiki i w jej zachowaniu.

- To jest cisza. Niewidzialna istota, którą ciągle zabijasz swoim gadulstwem. – Reynard zaczął się śmiać. – Naprawdę zaczynam lubić tego Reynarda.

Wtedy już nie wytrzymałam,rzuciłam się z pięściami na Reynarda. – Czy to jest normalne zachowanie osiemnastolatki, na pozór dojrzałej? No chyba nie. A po przecinku brakuje spacji.

Wreszcie Reynard, widząc, że nadal nie reaguje, odepchnął mnie lekko sprawiając, że to on teraz był na górze. – Reaguję. Ale to głupie – oboje doskonale wiedzą, że w lesie czają się kolejne bestie i zamiast zachować się w miarę cicho, bo przecież w każdej chwili mogą stać się ofiarami, oni bawią się jak małe dzieci; zwłaszcza Margaret zachowuje się idiotycznie, ciągle krzycząc.

Chyba wpadłam w paranoje, to musi być pułapka zrobiona przez człowieka, jest zbyt zbyt zaawansowana. – Paranoję + podwojenie.

Ubrany w koszulę w kratę i wytarte dżinsy. na nosie miał okrągłe okulary. – Co robi ta kropka w środku zdania?

I znowu tekst brzydko się wyśrodkował. Wyjustuj go, a będzie czytelniej i bardziej estetycznie.

Omiotłam pomieszczenie bez emocyjnym spojrzeniem. – To zdanie dziwnie brzmi. Może „pozbawionym emocji/chłodnym/obojętnym wzrokiem”?

Głowa nie przestała mnie jeszcze boleć, odczułam to od razu jak nią podniosłam by się rozejrzeć. – Ją. Brakuje przecinków po „razu” i „podniosłam” – zdanie wielokrotnie złożone!

Wszystkie meble zrobione były z ciemnego drewna, jak na mój gust było starsze ode mnie, świadczyły o tym rysy, którymi pokryte były lakierowane stoły, komody, krzesła i szafa stojąca w roguW pokoju było jedno okno, przez które wpadało światło poranka oświetlające stare i zakurzone, drewniane panele, a także wytapetowane zielone, pasiaste ściany. Umiejscowienie okna drażniło mnie i moje oczy, to dlatego, że malachitowa kanapa, na której leżałam przykryta kocem w tym samym odcieniu zielonego była miejscem, na które padało najwięcej światła. – Były, a nie było starsze ode mnie. Powtórzenia; zauważyłam, że bardzo często używasz czasownika „być” w różnych formach, przez co tworzą się liczne powtórzenia. Trzeba tu zmienić sposób pisania, musisz nauczyć się tworzyć takie zdania, by występowały tam liczne, różnorodne orzeczenia.

Moja oczy, dopiero wybudzone z pół snu, nie mogły długo przyzwyczaić się do tego wszystkiego. – Moje; jak oczy mogą zostać zbudzone? I półsnu razem (http://sjp.pwn.pl/zasady/Pisownia-polaczen-z-liczebnikiem-pol;629466.html)

Powoli położyłam jedną stopę na podłodze, kiedy nie napotkałam wewnętrznego konfliktu drugą zrobiłam to samo. – Jaki wewnętrzny konflikt?

Na etażerce stojącej obok kanapy zauważyłam oprawione w ramkę zdjęcie. (…) Długo wpatrywałam się w jej zielone, szmaragdowe oczy, czekoladowe kaskady loków, które pachniały waniliowym szamponem. – Szmaragdowozielone; eięc włosy na zdjęciu pachniały szamponem?

Widziałam nią, przez ułamek sekundy widziałam jak się uśmiecha wprost do mnie ze złotej ramy. – Ją, a nie nią. Masz problem z zaimkami. Posługuję się (kim?, czym?) nią, a widzę (kogo?, co?) ją.

To zabawne, próbowałam o niej zapomnieć, o mojej mamie. – Co w tym zabawnego?

- Ja… – i właśnie to był pierwszy raz, gdy widziałam jak Reynard zamilkł. – A podobno był taki milczący…

mężczyzna wyciągnął ku mnie swoją dłoń, którą nie pewnie uścisnęłam. – Niepewnie.

- Megan Mc'Cras. – A gdzie zgubiłaś drugie „s”? To w końcu ona ma na imię Megan czy Margaret? Czy Megan to zdrobnienie, a Meg to zdrobnienie zdrobnienia? Bo się pogubiłam. + nazwiska z przyrostkiem Mc/Mac zapisuje się łącznie, nie przy użyciu apostrofu.

Chodziliśmy w jednym przedziale do Akademii. – A nie byliśmy?

Długi czas nie dostawałem od niej żadnych wiadomości, Nic! – Ten przecinek słabo udaje kropkę.

Zdziwiło mnie, że w takiej sytuacji uciekła by się ożenić i założyć rodzinę. – Kobieta wychodzi za mąż, a mężczyzna się żeni. Przecinek przed by.

Upadam. Opieram głowę o beżową ścianę w holu i liczę, że się odezwie. – Dlaczego upadła? Zemdlała? Może po prostu usiadła? Albo się potknęła? Chcę więcej opisów! I skąd ta nagła zmiana czasu z przeszłego na teraźniejszy?

Jedna minuta, dwie, trzy, w końcu czuję jak mija godzina, ale nic się nie zmienia. – Niezłe wyczucie czasu jak na dziesięciolatkę.

- Proszę…
- Nie…
- Odchodź…
- Proszę.
Przecież to jedna wypowiedź; po co podzieliłaś ją na cztery, skoro kolejne słowa mogłabyś spokojnie napisać po wielokropku?

Słyszę swój głos, a potem zapadam się w podłogę jakby była ruchomymi piaskami, znikam w ciemnościach. – Ale pokraczna na metafora.

Jestem już w środku, kiedy widzę siebie szukającą czegoś usilnie w szafce pod zlewem. Po chwili widzę opakowanie żyletek w jej, moich, dłoniach. Iluzja mnie siada między szafką, a wanną i wyjmuje z opakowania żyletkę. Widzę jak powoli podciąga rękaw bluzki i przykłada ostrze do skóry nadgarstka. Druga ja zamyka oczy. Robię to samo, niepewna czemu. Pamiętam każdy dzień, każdą, godzinę, minutę, sekundę. – I cały ten opis dotyczy dziesięcioletniego dziecka? Serio? Popadasz ze skrajności w skrajność: osiemnastoletnia dziewczyna zachowuje się jak rozwydrzone, hałaśliwe dziecko, a osiem lat młodsza tnie się żyletką. Brak w tym jakiejkolwiek logiki i psychologii postaci.

Całe moje ciało drętwieje, kiedy nagle uświadamiam sobie, że przyciskam się do ściany ze strachu. – Ona się przyciska do ściany? Przecież to brzmi topornie, zdanie jest niedopracowane.

Początek drugiej części rozdziału drugiego nijak ma się do pierwszej. Skaczesz ze sceny na scenę, w jednej chwili Margaret jest w domu Floyda, a już w następnej, nie wiadomo skąd, ma dziwny sen. Trudno połapać się w akcji.

Na podłodze znajduję się już średniej wielkości kałuża, nigdy nie widziałam tyle krwi. – Takiej ilości krwi; błąd stylistyczny. + Znajduje się.

Całkiem nieźle wyszedł Ci opis snu dziewczyny, chociaż kilka razy musiałam zatrzymać się nad jakimś zdaniem na dłużej, bo nie od razu rozumiałam jego sens. Piszesz dość nieskładnie, akcja nie toczy się płynnie; jak już wspominałam, przeskakujesz ze sceny na scenę, a nie łączysz ich, przez co w treści panuje chaos.

Ja, już trochę bardziej spokojna oparłam się lekko o oparcie i zaczęłam wpatrywać się ciekawa w chłopaka. – Ten przecinek jest zbędny, chyba że chcesz podkreślić spokój dziewczyny, to wtedy oddziel to przecinkiem z obu stron. No i oprzeć się o oparcie brzmi kulawo, chociaż jest poprawne.

Nie chcę by mnie inaczej traktował, bo ktoś zabił moją mamę siedem lat temu. – A nie osiem? To Margaret nie ma osiemnastu lat?

I tak zauważyłam już, że traktuje mnie „specjalnie", jakbym była kruchą porcelanową dziewczynką, z którą trzeba obchodzić się delikatnie, jakbym zaraz miała się rozpaść w drobny mak. – Chyba wyczuwam big love.


love animated GIF


Poczułam się wtedy, winna? – Lepiej wyglądałby tutaj wielokropek, a nie przecinek.

- Wstawaj księżniczko! – Przecinek przed „księżniczko”; gdy zwracamy się do kogoś w wołaczu, stawiamy przecinek po orzeczeniu.

- A twój problem polega na tym że..? – Brakuje przecinka przed „że”.

wskazał na mnie ręką i przywdział na twarz skwaszoną minę. Od kiedy to moja wina, że się rozbił? – Przecież jego skwaszona mina wcale nie musiała oznaczać, że coś jest winą Margaret.

Sekundę po wyjściu z pokoju Reynarda zaczęłam powoli wybudzać się. – A może rozbudzać? Bo brzmi to tak, jakby przed chwilą wcale nie odbyła rozmowy z Reynardem.

Ukazała mi się urocza łazienka, która o dziwo nie była cała zielona. Płytki podłogowe były złociste, a na ścianach były panele z ciemnego drewna. Uroczo, pomyślałam. – Powtórzenia.

Po resztą zombie się nie myją, a ja właśnie brałam prysznic, co oznacza, że już jestem żywa, tak? – Zresztą.

- Bardziej żywa niż  w tym śnie. – Niepotrzebna podwójna spacja po „niż”.

Po odprężającym prysznicu, z jedną wpadką, wysuszyłam się ręcznikiem i ubrałam. – Jaką wpadką?

Zaczęłam dychać ciężko, musiałam się aż podeprzeć o umywalkę, bo inaczej bym upadła. – Dychać? Nie lepiej brzmi dyszeć? Upadłabym też brzmi lepiej.

Jednak szybko odrzuciłam ten pomysł na bok, co jeżeli by mnie zobaczyli? Nie, za duże ryzyko. – Szkoda, że nie myślała w ten sposób, gdy łaziła za bestią po lesie. Jej zdrowy rozsądek wraca, a to dobrze.

Całe szczęście nie znali mnie na tyle by wiedzieć o jego nierealności. – W tym kontekście słowo „nierealność” jest użyte niepoprawnie; lepiej zastąpić je przymiotnikiem „fałszywy”, „nieprawdziwy” czy czymś w ten deseń.

- Reynard z tobą zostaje. – powiedział to tak zwyczajnie jakby zamawiał posiłek. – A jak miał to niby powiedzieć? Przecież to nic niezwykłego, że zostawia dziewczynę pod opieką jej kolegi.

Wpatrywałam się w Reynarda bawiącego się dzbankiem, podczas gdy ja oglądałam jakiś kiczowaty film w telewizji, który właśnie został przerwany przez reklamy. – Jednocześnie patrzyła się w ekran i na Reynarda? Tak wynika z tego zdania. No i jak można bawić się dzbankiem?

Możesz na nich: zjeżdżać jak na sankach! – Po co ten dwukropek?

Czy ta reklama wniosła coś do właściwej akcji opowiadania? Chyba nie, więc spokojnie mogłaś ją pominąć.

5 minut później… – Liczby w opowiadaniach zapisujemy słownie.

Obróciłam się do Reynarda przodem. Zauważyłam, że nadal zwraca uwagę głównie na swoją małą zabawę, ale spostrzegł, że wyłączyłam telewizor i odwróciłam się w jego stronę. – Takie masło maślane. Wystarczyło napisać „spostrzegł mnie”.

Bardzo fajne zakończenie drugiego rozdziału; przyznam, że mnie naprawdę zaintrygowałaś. Pędzę czytać trójeczkę.

Rozdział III

- No to cześć! – rzuciłam zeskakując z sofy i przeskakując nad szczątkami brązowego dzbanka. – Jeśli ktoś jeszcze się łudzi, że Meg jest dojrzała… Dlaczego zostawia Reynarda z problemem? Nie może pomóc mu posprzątać?

- Co by cię miało to wszystko interesować? Moje życie, przeszłość, ten sen i napis na lustrze? – Ale dlaczego ona się tak rzuca do gardła? Najpierw mu mówi o swoim śnie, a gdy ten chce ją uświadomić, że nie powinna z tym zwlekać, to ta ma ochotę mu wydrapać oczy. To nie jest dojrzałe zachowanie, a te przekonania Margaret o złośliwości Reynarda to tylko jej wymysły, bo ja znalazłam naprawdę niewiele scen, gdzie był on nieprzyjemny. Odnoszę wrażenie, że jego bawi zachowanie Margaret i dlatego się z nią droczy, ale ona nie ma za grosz poczucia humoru.

A teraz powiedz czy to wszystko, to prawda? – Przecinek przesunąć przed „czy”.

Wygadać się zawsze można poduszce? – Nie rozumiem, dlaczego tu jest znak zapytania.

Choć usposobienie miał troszkę podobne do Reynarda… – Słucham?

No właśnie nie ma. Meg jest raczej przewrażliwiona na swoim punkcie, nie ma dystansu do siebie i wszystko traktuje jako atak. Reynard jest raczej opanowany, lubi pożartować i wyraźnie bawią go humory dziewczyny. Ja tam podobieństwa nie widzę.

- Tak to prawda. – powiedziałam niewzruszona. – Brakuje przecinka po „tak”.

W jednej chwili na twarz Reynarda wlał się mrok. – Obawiam się, że mogę nie znaleźć odpowiedniego obrazka… Przyznam, że takiej metafory to chyba jeszcze moje oczy nie widziały.

Odwrócił spojrzenie na bok i zrobił krok do tyłu. – Jak można odwrócić spojrzenie?

Potem stwierdziłam, że jego huśtawki nastroju powróciły. – Ja tu na razie widziałam tylko huśtawki nastroju Margaret.

To trochę dziwne, że Meg do tej pory raczej nie miała problemów z omdlewaniem, a teraz zdarza jej się to kilka razy dziennie. Czy to nie jest przypadkiem pretekst, by Reynard się o nią troszczył jeszcze bardziej niż dotychczas?

Człowiekowi kolor oczu się nie zmienia, z tego co mi wiadomo, ale co z czarodziejami? – To zależy od oświetlenia. Znam osoby, które raz mają brązowe tęczówki, a kiedy indziej ciemnozielone, czasem piwne. To nic dziwnego.

Wiem, że Floyd ma zielone oczy, tak jak wszystko w tym domu, ale nigdy nawet nie zmieniły się od odcień. – O, nie od. Jakoś nigdzie wcześniej nie wspomniałaś, by Margaret nie robiła nic innego, tylko ciągle obserwowała z bliska kolor tęczówek Floyda.

To całe Uświadamianie to nic innego jak to, że za pomocą magii odblokowujemy ci możliwość korzystania z magii, bo jak już wspomniałem, rodzice Nieświadomych blokują im tą możliwość.  – Tę możliwość. I wkradło się powtórzenie słowa „magii”.

- By uchronić przez marzycielskością magii, by dać ludzkie życie, jest wiele powodów. – Marzycielskością magii?

Mam pewną teorię, serum, które ci podaliśmy za skutkowało efektami ubocznymi. – Poskutkowało, a po „podaliśmy” brakuje przecinka.

– Możesz sprawdzić to czy kłamię za pomocą magi czy czego tam chcesz. – Co to ta maga?

Ja naprawdę nie kłamię, nie pamiętam tego i nie kłamię!

Cieszył mnie ten fakt, teraz w pełni mogłam nazywać go wujkiem. – A kiedy Megan nie mogła tego zrobić?

on użył mojego pełnego imienia, dlaczego? – Może dlatego, że tak się nazywa?

happy animated GIF
- Ale ona żyję! – wcisnął swoje trzy grosze Floyd. – Żyje.

Mam rozumieć, że nasza bohaterka jest aż tak wyjątkowa, że przydarza się jej nawet zanik pamięci – chodzi o sytuację podania jej serum. Czuję się nieco przytłoczona postacią Margaret, bo to dopiero trzeci rozdział, a przybywających tajemnic jest za dużo. Po prostu zasypałaś czytelnika wszystkim na raz, a ja zdążyłam pogubić się w fabule, bo nie nadążyłam za rozwojem akcji. Meg potrafi zemdleć trzy razy podczas jednego rozdziału, raz śni jej się Iluzja, zaraz potem już nic, za trzecim razem nawet nie pamiętam, bo tyle razy zasłabła, że straciłam rachubę. Musisz nauczyć się wprowadzać kolejne wątki stopniowo, powoli, bo na przykład mnie – zamiast zaciekawić – trochę znużyłaś.

Być może magia Megan jest tak silna, że Nieświadoma nie może jej opanować?
- To akurat możemy wykluczyć. – mruknął Reynard sprzedając mi kuksańca w bok.

– Uwielbiam tego Reynarda! Za jego teksty dać mu frytkę!


- Czekaj! Wróć, jaką chorobę?
- To nic poważnego. – zapewnił. – Możesz mieć słabszy organizm, więc wszystko przeżywasz ze zdwojoną siłą. Taki tam niedobór pewnych czynników. Nudy. – widocznie Floyd nie lubił rozmów o tego typu rzeczach, nawet jeśli posiadał dużą wiedzę w tym zakresie.
– Nie no, przepraszam bardzo, ale to jest bardzo nie w porządku wobec Margaret. Nawet jeśli byłoby to tylko głupie przeziębienie, powinni jej o tym powiedzieć, nie sądzisz? Niech postawią się w jej sytuacji – od kilku dni wie, że jest Czarodziejką, jest zagubiona w nowym świecie, a w dodatku źle się czuje. Floyd nie powinien ukrywać przed nią prawdy.

Ja na przykład nie obraziłabym się, gdyby słowa Floyda były prawdą i okazałoby się, że posiadam talent do magii. – I już nie interesuje jej, że może być chora?

W końcu gdyby było to coś poważnego powiedziałby mi, prawda? – O co ja pytałam…

Przecież pan Williams jest takim spokojnym człowiekiem, nie chciałby skrzywdzić nikogo. – Jemu Margaret bardzo łatwo zapomniała niedomówienia, a wujowi Richowi do głosu już dojść nie dała.

- Nie ciesz się tak. Ja na przykład nie widzę plusów w ciągłym niańczeniu cię. – parsknął po złośliwej uwadze. – Jakiej uwadze? Nie było o niej wcześniej słowa.

Naprawdę się martwiłam. Znając mojego wuja musiał odchodzić od zmysłów. Moi przyjaciele również. Co ja zrobiłam? – Brak przecinka w zdaniu z imiesłowem. + Skąd ta nagła zmiana w zachowaniu Margaret? Niedawno szczerze nienawidziła wuja i nie zastanawiała się zbyt wiele nad tym, czy zrani przyjaciół, wyjeżdżając.

Naprawdę, Odkąd dowiedziałam się prawdy moje życie stało się koszmarem. – Albo przecinek, albo kropka, trzeba się na coś zdecydować. Brakuje przecinka przed „moje”.

Na pewno nie był taki irytujący i opryskliwy. – Przecież nie za dużo rozmawiali po wyjściu z domu, a ja nie zauważyłam, by Reynard zachowywał się specjalnie niegrzecznie.

Z wściekłości zacisnęłam dłonie w pięści tak, że paznokcie powoli zaczęły wbijać mi się w skórę. Odwróciłam się w stronę Reynarda z gniewem w oczach. Jeżeli kłamał…  Ale o co w ogóle jej chodzi? Dlaczego miał ją niby okłamywać, dlaczego ona się wścieka? Jej zachowanie jest nielogiczne.

Ja, w tej chwili nie byłabym w stanie mówić tak luźno, byłam tak zdenerwowana, że trzęsłam się jak galareta. – Pierwszy przecinek jest zbędny; jak mówi się luźno?

- Czy nie mówiłem ci żebyś biegła? – wyczuwałam znudzenie w jego głosie. – Ty jednak wolałaś stać tu i gapić się na drzewa, tak? – Brak logiki w zachowaniu bohaterów: właśnie prawdopodobnie coś ich śledzi, a Reynard jest… znudzony?

Nie mam nerwów na gorączkowe poszukiwania własnej zguby. – Czekaj, stop. Jakiej zguby? O czym ona mówi?

Obydwoje obróciliśmy się w stronę nagłego trzasku łamanych gałęzi. – W stronę trzasku? Błąd stylistyczny. Raczej w stronę, z której dobiegł ten odgłos.

Był pokaźnych rozmiarów i wyglądał jakby nie jadł od jakiegoś czasu, jego oczy szkliły się na nasz widok. – Skąd Margaret wie, jak wygląda wilk, który nie jadł nic od dłuższego czasu? Poproszę o dokładniejsze przedstawienie takiego stanu.

Wyglądał tak przyjaźnie, że miałam ochotę podejść do niego i uścisnąć go i zaadoptować jako zwierzaka. – Czy Margaret jest świadoma tego, co wyprawia? Tylko proszę, nie mów, że to jej przeczucie…

- Może to potulny piesek? – uśmiechnął się Reynard. – Gdzie oboje mają głowy? Zachowują się tak irracjonalnie, że to aż boli.

Mając rozwścieczone zwierze na ogonie nie było wcale łatwiej. – Zwierzę. Brakuje przecinka przed „ogonie”.

Miałam jedną szanse by to przeżyć. – Skoro jedną, to szansę. „To” jest zbędne, a przed „by” brakuje przecinka.

Obróciłam się by poszukać żródła tego głosu, ale go nie odnalazłam. – Źródła.

Gdybym to zrobiła dziewczyna wciągnęłaby mnie na górę, do siebie. – Albo zrzuciła z drzewa. Ale przecież Meg ma przeczucie, że dobrze robi.

Gdzieś w oddali usłyszałam Reynarda, ale nie potrafiłam rozszyfrować codo mnie mówi. – Codo? Brakuje przecinka przed „co”.

Cofnęłam się w tył, by napotkać korę drzewa ocierającą się o moje bolące plecy. – Masło maślane. Jak się cofnęła, to wiadomo, że do tyłu.
+ kora ocierała się o jej plecy z cichym mruczeniem. ;)

Znalazłam księgę czarów Floyd'a! – Floyda bez apostrofu. Co? Ale jak? Jak ona się tam znalazła?

what animated GIF
Seria nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności? Jest!

- Zapewne już o tym wie, nie sądzisz, że będzie lepiej, gdy nie będą nam zadawane dodatkowe pytania? – Skoro Floyd wiedział, że w lesie jest niebezpiecznie, to po co wysłał tam Reynarda i Margaret bez żadnej broni?

Pogubiłam się w ich motywach (…) – Uwierz mi, że ja też.

Od śmierci mamy, dzień w dzień, śni mi się nasze ostatnie pożegnanie. – Może się czepiam, ale ona chyba śpi w nocy, więc „dzień w dzień” raczej nie jest zbyt poprawnym sformułowaniem.

Wreszcie, już stojąc, wykonałam pierwszy krok. – Ja nie wiem, dlaczego tak skrupulatnie opisujesz sceny pobudki głównej bohaterki, a także jej pierwsze kroki po wstaniu z łóżka. To tylko króciutki przykład, a wcześniej pojawiło się ich już kilka.

Szłam raczej pokracznie, lekko kulejąc i chwiejąc się. Musiałam trochę przypominać dzwonnika z Notre Dame, może drobinę gorzej. – Jak wyżej. Margaret chyba musi mieć coś z nogami, skoro gdy wracała kiedyś ze szkoły do domu, omal nie umarła ze zmęczenia, a teraz ledwo stoi na nogach, a przecież dopiero się obudziła.

Okno też znikło, pozostawiło po sobie aby dziurę w ścianie. – „Aby” nie jest synonimem słowa „tylko”.

A może ona była.. – I znowu dwie kropeczki, których nie powinno tu być. Albo pojedyncza kropka, albo wielokropek.

– wysyczałam jej prosto w t warz. – A co to ta warz? Czytałaś ten rozdział przed publikacją?

Jeżeli wierzyła, że jej w cokolwiek uwierzę to była w błędzie. – No cóż, Margaret dość szybko zaufała zupełnie obcym ludziom, którzy ją porwali i wstrzyknęli jej jakieś serum, więc i tutaj bym się nie zdziwiła, jeśli uwierzyłaby upiornemu duchowi.

– byłam pewna, że nią rozgryzłam. – Jaką nią? Ją. Zresztą, w jaki sposób, skoro jeszcze chwilę temu Margaret nie miała zielonego pojęcia, kim jest ta zjawa? I dlaczego nie mogę znaleźć jakichś przemyśleń dziewczyny, tylko zostaje mi domyślać się wszystkiego z urywanych, niedopracowanych zdań?

Aż zadziwiające jak krótko ją znam, a jak bardzo jej nienawidzę. – Przypominam sytuację z wujkiem; to nie jest aż tak zadziwiające, skoro Richa zdążyła znienawidzić już po kilku zdaniach Reynarda czy jakiegoś innego porywacza.

Czekaj, ona chciała mnie zabić! – Prowadzisz narrację autorską, a ciągle widzę wstawki skierowane do adresata. To nie jest powieść epistolarna.

Znam bieg wydarzeń, ale nie mam pojęcia dokąd one doprowadzą. – Bieg wydarzeń czego? Chyba znowu się zgubiłam.

– Z jej oczu wysypały się iskry.
(…) w tej chwili z jej oczu naprawdę wydobywał się ogień.
Iluzja strzela z oczu iskrami i ogniem, a jaka jest Twoja supermoc?

Światło dnia przedzierało się przez wodę i tworzyło w niej piękne iluminację świetlne. – Iluminacje.

To dziwne, że w sytuacji tonięcia Margaret wydaje się taka spokojna.

Wiedziałam, że muszę szybko się nauczyć, jeżeli chce przeżyć. – Chcę. Notorycznie gubisz ogonki albo wstawiasz je tam, gdzie nie trzeba.

Wąż zawrócił łukiem i zaczął płynąć na wprost mnie. Otworzył paszczę! Był o metr! Jego zęby! Nie!
Ciemność.
– Nie podobają mi się te urywki zdań. One wcale nie ubarwiają tekstu ani nie ciekawią bardziej czytelnika; mnie jedynie męczą.

W mroku czają się nasze demony. – Skąd Margaret wyciąga takie wnioski? Tylko nie mów, że ona po prostu to wie.

Tak, każdy tak ma. Tylko, że inaczej. – Czy tak samo, ale inaczej? Aha. Zbędny przecinek w tylko że.

- Mamy czas, mamy czas.  – westchnęłam ciężko. – No i znowu – skąd to przeświadczenie?

Twoje zdolności są niebywałe, masz wielki potencjał ukryty w tak słabym ludzkim ciele. Masz ogromny potencjał. – Po co tyle razy pisać to samo?

Byłam pewna, że wszystko co robiła, robiła by wywołać we mnie konkretne emocje.

Już nawet przestało mnie interesować czy wymusiła w swoich słowach sztuczne znużenie czy go nie oszukiwała. – Kogo oszukiwała?

Odwróciła się do mnie i prześwietliła spojrzeniem. – Jak reflektor?


RuPaul's Drag Race animated GIF

Jak myślisz, po co niby miałabym zrobić ci jakąkolwiek krzywdę? – Przecież niedawno chciała ją utopić.

Była piękna, ale nie była dziełem sztuki. – A Margaret to słynna znawczyni sztuki, zapomniałam.

Wysunęłam rękę w stronę lustra i zamknęłam oczy, gdy fala światła spłynęła na mnie znikąd. – Bardzo fajnie brzmi to zdanie.

Wstałam szybko i z niepewnością stanęłam przed schodami. Pokonałam je w kilka sekund. – To już nie chwiejnie i z trudem, a także zmęczeniem? Miła odmiana, może te nogi Margaret wreszcie ozdrowieją.

Hałas jaki wydawałam przy dzisiejszej pobudce był dość duży. – Jaki hałas? Nie było nawet o tym słowa we wcześniejszym tekście.

Chyba stało się to już moim nawykiem, podsłuchiwanie czyiś rozmów. I dlaczego nie czułam się po tym wszystkim winna? – Boś niegrzeczna, Meg. Czyichś, nie istnieje słowo „czyiś”.

Reynard opierał się o parapet i trzymał telefon, który na pewno nie należał do niego, bo był z rodzaju telefonów, które lubią tylko ludzie poważni i dorośli. – Że co?


Fox TV animated GIF


Specjalny rodzaj telefonu? A niby jaki to model?

Odwróciłam się i zaczęłam wchodzić po schodach, czując na tyle swojej głowy jego świdrujące spojrzenie. Nadal tam stał, wyczekująco. – A Margaret ma oko z tyłu głowy.

Dzień się kończył.
To był pracowity dzień.

Floyd jest drugą obcą osobą po Ennie, która kocha mnie mocniej niż potrafiłaby niekiedy rodzina. – Ale skąd takie przeświadczenie? Czy to nie są zbyt mocne słowa, skoro Margaret zna tego pana od kilku dni? Brakuje przecinka przed niż.

Rozdział IV

Odkryłam, że lubię rozmawiać, po prostu czasami czuję się trochę niepewnie i to dlatego zamiast coś powiedzieć wybieram zachować milczenie. – „Wybieram zachować milczenie” brzmi niezbyt poprawnie; może zamiast tego „wolę zachować milczenie”.

Ponad to, zauważyłam, że ta cała zaistniała sytuacja wychodzi na dobre i Winsletowi. – Ponadto + zbędny pierwszy przecinek.

Z każdym dniem tej „wyprawy” Reynard staje się coraz bardziej otwarty i nawet ośmieliłabym się stwierdzić, że po części jest miły. – Zły czas.

Jego krystalicznie niebieskie oczy błyskały rozświetlane przez wesołe ogniki, które w nich tańczyły. – What?


– udałam oburzenie, bo wiedziałam, że nie mogę teraz brać Reynarda na serio. – Nareszcie Margaret nabiera dystansu do siebie. Dziękuję!

Jednak tamta nie dorasta tej do pięt. – I znowu pogubiłaś się w czasie.

Ból jednak ustał za nim nawet moja dłoń jej sięgnęła. – Zanim.

To daje mi szczęście. Wybierając Akademię wybrałam to, co zabrało mi moją przystań, a przecież miało dać mi prawdziwe szczęście. – Powtórzenia.

Akademia jest dla niego jak chleb powszedni, dla mnie jest jak szczyt Kilimandżaro – nieosiągalny. – Ale skąd ta pewność? Przecież to tylko domysły dziewczyny, skąd może wiedzieć, co ją tam dokładnie czeka?

- Gdybym dał ci dziesięć minut to byś była? – znał odpowiedź, a także doskonale wiedział, że ma rację. Zresztą jak zawsze.
- Nigdy nie będę. 
– Dlaczego? Skąd takie przekonanie? Margaret tak naprawdę niewiele wie o Akademii, więc dlaczego snuje takie domysły?

Kolor jak laguna morska. 
Mogłam teraz tylko tonąć w ich pięknym odcieniu. W tym zabójczym, niebezpiecznym szaro-srebrnym.
– Laguna ma lazurowy kolor, a tu nagle widzę szary i srebrny. Reynard jest jakąś hybrydą czy co? A może też ma swoją Iluzję jak Meg?

Było mi obojętne czy uważa mnie za dzieciną, czy coś w tym stylu. – Dziecinną.

Ja, nie przywykłam do oglądania tak niesamowitych rzeczy, więc każdy popis magiczny chłonęłam jak gąbka wodę. – Między podmiotem a orzeczeniem nie stawia się przecinka, więc ten pierwszy jest całkowicie zbędny.

Iris wyglądała na około dwadzieścia lat, ale jestem pewna, że była co najmniej połowę starsza. Zdradzało ją spojrzenie przepełnione doświadczeniem, a także ten dobrotliwy uśmiech. – Dobrotliwy uśmiech może mieć każdy, nie zależy to od wieku.

Nie jestem pewna, czy to się dobrze skończy, przecież ja w ogóle nie znam się na Magii! – No to właśnie chyba o to chodzi, żebyś się nauczyła, Megan.

Ej, no… Co Ty zrobiłaś z Reynardem? Chodzi mi dokładnie o początek drugiej części czwartego rozdziału. Wcześniej wydawał się naprawdę w porządku, a teraz mamy do czynienia z prawdziwym egoistą. Zmienił się diametralnie!

Nie chciało mu się kasłać, choć trzeba przyznać, że Bibliotece unosiło się zawsze bardzo dużo pyłu. – W Bibliotece; dlaczego używasz wielkich liter?

Pod ścianami stały wysokie regały z książkami, które zostały napisane bardzo, ale to bardzo dawno, przed jego narodzinami. – W pierwszej chwili pomyślałam, że to regały były napisane…

Szedł w ciszy starając się nie wypaść z równowagi. – Nie utracić równowagi. Brak przecinka przed imiesłowem.

Na pierwszym piętrze jest zawsze jasno, nawet w nocy – księżyc zapewnia wystarczająco dużo swojego światła by ktokolwiek mógł wędrować wtedy po Bibliotece. – A co, gdy niebo nocą jest pochmurne?

Nie znosił pokonywać tej trasy schodząc w głąb Biblioteki, ale prawdziwy ból czuł dopiero w drodze powrotnej. Z każdym piętrem stopnie wydają się wyższe niż poprzednie, a w nozdrzach aż kręci od kurzu jaki unosi się na Czwartym Poziomie. – Brak przecinka przed który (zamiast jaki).
Dlaczego Twoi bohaterowie mają takie problemy z chodzeniem? Przecież Reynard nie zmęczył się zbytnio podczas walki z Bestią, a na podczas schodzenia (!) omal nie dostał zadyszki? Zresztą, cztery piętra to wcale nie tak dużo.

Biała koszula wisiała na nim nieforemnie rozpięta u górze, czarny krawat w szare pasy wisiał jak szal, a guzik od prawego mankietu znikł bez śladu. – Nieforemnie? To nie ma sensu. 
Na górze/u góry. // Powtórzenie.

Położył ją na biurku tuż przed Tonym. Reynard nie spodziewał się, że Starszy Asystent zaszczyci go zdziwieniem. – Jak można kogoś zaszczycić zdziwieniem? Może zdziwionym spojrzeniem, ale zdziwieniem samym w sobie?

– Tony zakomunikował sucho Reynard'owi, którego bardziej obchodził kleks na jednym z papierów walających się na podłodze, niż ta cała rozmowa. – Niepotrzebny ostatni przecinek; nie występuje po nim żadne orzeczenie.

Po przeczytaniu pierwszego fragmentu mam naprawdę mieszane uczucia. Co stało się z Reynardem, którego poznawałam przez ostatnie kilka rozdziałów? Teraz już nie wiem, czy to jego Iluzja, czy on po prostu jest fałszywy…

- Pieprzyć tą Akademię. – Tę Akademię.

- Pieprzyć tę głupią bramę. – A tutaj już napisałaś poprawnie.

pokręcił głową z niedowierzaniem jak proste dla niego było uporanie się z jej blokadą. – A czy w tak pilnie strzeżonym miejscu (bo tak wywnioskowałam z tego, że wieczorem stali tam strażnicy) studenci mogli bez przeszkód wyjść sobie z Akademii i nikt, naprawdę NIKT tego nie zauważał? Nauczyciele powinni znać sztuczki uczniów; nie chronili jakoś tego terenu ani nie sprawdzali pilnie obecności?

W tym rozdziale Reynard zachowuje się zupełnie nielogicznie. Owszem, domyślam się, że chciałaś gwałtownie ukazać jego zmianę, ale to, że robi awantury bez powodu w barze, jest co najmniej dziwne i głupie.

Na zewnątrz przywitał go mrok i chłód. Nie spodziewał się, że będzie już tak późno, najwyraźniej dwie godziny spędzone w tym klubie powinny być tak naprawdę jedną. Najlepiej nie całą. – Niecałą. I wciąż nikt się nie domyślił, że chłopaka nie ma w Akademii? A może on może znacznie więcej niż zwykły uczeń?

Fakt, że był łysy, miał wbite oko i szramę na ramieniu, które pokazywał jak trofeum, nie nosząc kurtki z rękawami, sprawiał, że każdy bałby się zostać z nim sam na sam w takim miejscu. – Wbite oko? Przecież to nie samo ramię pokazywał jak trofeum, ale właśnie szramę na nim umiejscowioną, więc powinno być którą.

Opis ciemnej uliczki z jednej strony jest całkiem szczegółowy, ale wolałabym, abyś bardziej skupiła się na tle niż ubraniach napastników. I znowu pojawił się „niebieskooki”, powoli zaczyna mnie to męczyć.

Jednak największą zabawę przyniesie mu rozliczenie się z ich „mózgiem”. Bowiem w każdej takiej grupce znajduje się ktoś kto ma za zadanie nie tylko bić, ale i myśleć – lider. 
Był on pomiędzy tamtą dwójką. – A skąd ta pewność narratora? Co konkretnie charakteryzowało tego mężczyznę, że został uznany za lidera?

Teraz mrok wieczoru rozświetlały tylko powoli pojawiające się gwiazdy i srebrne oczy Reynarda. – O proszę, Reynard ma żarówki w oczach.

Drabinka był śliska, a on nie czuł zbytniej równowagi, wciąż działał na niego alkohol. – Drabinka gender. I w takim stanie chwilę wcześniej wykonał magiczną sztuczkę?

No chyba, że spieszyło mu się na tamten świat. – Zbędny przecinek.

Fakt, że był wysoki, ale ten tunel miał strop zdecydowanie za nisko. – Nie pasuje tutaj „ale”, ponieważ nie jest to zdanie przeciwstawne.

Choć teoretycznie mógł stworzyć mały płomyk, który by oświetlał mu drogę, jednak by to zrobić musiałby cały czas rzucać zaklęcie. – Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie jest w stanie utrzymać tego zaklęcia? Oświetlałby brzmiałoby tutaj lepiej.

Reynard momentalnie spojrzał w stronę Charles'a. – Odmiana imienia Charles zależy od pochodzenia – jeśli Twój Jackson jest Francuzem, to zapis jest poprawny, jednak jeśli jest Amerykaninem (a tak wnioskuję po miejscu akcji), to odmieniamy bez apostrofu.

Musiał od dawna nie spać porządnie. – Zgrzyta mi szyk (nie tylko tutaj, ale to zdanie akurat bardziej rzuciło mi się w oczy). Niby wszystko jest poprawne, ale czyta się topornie.

Podoba mi się, że wplatasz w opowiadanie całkiem niezły humor. Nie zawsze to wychodzi, czasem wypowiedzi bohaterów brzmią wręcz dziecinnie, ale końcówka jednego z fragmentów rozdziału IV (bodajże drugiej części) wyszła Ci bardzo zgrabnie.

Reynard udał niewinny ton. – Jak Reynard mógł udawać ton? Po prostu rzekł udawanym, niewinnym głosem.

Nie rozumiem celu spotkania Minstrela i Reynarda. Po co się zobaczyli? Przecież nie wydarzyło się nic poza obopólnym szantażem, po czym Minstrel strzelił do chłopaka, chociaż podobno Rey był mu do czegoś potrzebny.

Wszyscy mijali mnie żegnając długimi spojrzeniami lub szeptami do osób, z którymi szli ramię, w ramię. – „Ramię w ramię” bez przecinka. Brak przecinka przed żegnając.

No tak, przecież jako jedyna nie nosiłam mundurku. – Kogo? Czego? Mundurka.

Wychwyciłam chłopaka, który z mundurku miał na sobie tylko niebieski płaszcz, a także dziewczynę w niebieskiej spódnicy i żakiecie, z pod którego wystawała zwykła koszulka. – Jak wyżej; spod którego. http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/z-pod-i-b-spod-b;395.html

Masz problem z pisownią przyimków, bo to nie pierwszy przykład tego typu błędów.

W oczach niektórych musiałam uchodzić albo za prawdziwą buntowniczkę, której nie obchodzi szkolny mundur lub za nową dziewczynę w szkolę, którą zresztą byłam.  Albo do kosza. A jak nie, to drugie albo zamiast lub i przecinek przed nim. 
I się zaczęło… Już widzę, jak Meg przez najbliższe rozdziały będzie w kółko zaznaczać, że jest nowa i że KAŻDY patrzy się na nią podejrzliwie.

Kogoś kto nie wścieknie się, gdy zatrzymam go na korytarzu pytając tak beznadziejne pytania. – Nasza bohaterka ma wyraźny problem z zadawaniem prostych pytań. Skoro kilka zdań wcześniej zauważyła, że niemal każdy patrzy na nią z zaciekawieniem, bo przecież jest nowa, to chyba nic dziwnego ani złego się nie stanie, jeśli zapyta kogoś o miejsce stołówki. Zresztą, jak można pytać pytania?

Oni wszyscy znają to miejsce jak własną kieszeń, oczywiście, że zirytują się, gdy spytam gdzie jest stołówka.
facepalm animated GIF Na początku myślałam, że jej oczy są zwyczajnie niebieskie, lecz z każdą chwilą, w której dziewczyna się ku mnie zbliżała nabierałam pewności, jakoby były one fiołkowe. – Megan tak dobrze widziała z dosyć dużej odległości takie szczegóły jak kolor oczu? Przypominam, że stała na środku zatłoczonego korytarza. Zresztą, fiołkowe oczy to dość osobliwe zjawisko; ciekawa jestem, czy to z powodu soczewek, czy jednak ta cecha występuje konkretnie u Czarodziejów?

Z początku ciemnowłosa wydawała się zbita z tropu, widocznie tak się zamyśliła, że przez chwilę nie miała pojęcia skąd dobiegło pytanie. – Najpierw był niebieskooki, a teraz ciemnowłosa… Uwierz, że o wiele lepiej użyć słowa „szatynka”, a się to już tak bardzo nie gryzie.

Wreszcie rzuciła mi spojrzenie swoich fiołkowych oczu. – Spojrzenie oczu? Nie musisz co chwila powtarzać koloru oczu swoich bohaterów.

- Trystan pokłócił się z Devan'em! – I po co ten apostrof?

Devan podpalił pracownie! – To było ich kilka czy to zwykła literówka i powinno być „pracownię”?

Z faktu, że wszyscy trzymali książki i wyglądają na bardzo inteligentne osoby stwierdziłam, że stali przed wejściem do biblioteki. – Wyglądali na inteligentne osoby i to oznacza już, że znajdują się pod biblioteką? Hm… I teraz nagle zaczęłaś pisać biblioteki małą literą?

Nie zwracając już dłużej uwagi na szepty i zdziwione; rozbawione, bardziej lub mniej spojrzenia skierowałam swe kroki ku Prawemu Skrzydłu. – Zbędny średnik; brakuje przecinka przed „skierowałam”.

Sufit był naprawdę widowiskowy. Był szklany, a do metalowych umocnień, którymi był usiany strop przyczepione były liny o różnej długości, a na końcu każdej wisiał pomarańczowo-żółty lampion. Jednak był dzień i nie dało się zauważyć ich blasku, chociaż to nie sprawiało, że całość prezentowała się gorzej. – Ich blasku, czyli czego? Brakuje podmiotu, przez co nie wiadomo, czy to liny błyszczały, czy ten lampion...

Nie wiedzieć czemu ich nie lubię, chociaż i tak wolę spódnicę od szortów, kiedy je noszę czuję taką pewność siebie, która znika, gdy nosze krótkich spodniach. – Ostatnia część zdania: co?

Poszłabym sama utemperować Devan'a za to, co zrobił Harris'owi, ale to nie miałoby sensu. – I znowu apostrofy szaleją… http://sjp.pwn.pl/zasady/Odmiana-nazwisk-angielskich-i-francuskich;629617.html

Od razu przypomniałam sobie jak to było w starej szkole, kiedy najsurowsza nauczycielka poprosiła cię do tablicy. – Hola, hola, co to za zmiana typu narracji?

Część osób potrafi zachować zimną krew i po prostu idzie w stronę edukatora z podniesioną głową, gotowych by wykonać każde polecenie z nienaganną gracją. – Co? A jak odpowiada, to też robi to „z gracją”? I znowu zły szyk: edukator z podniesioną głową? Polecenie z nienaganną gracją? Coś tu się gryzie.

zdziwiło mnie, gdy usłyszałam zmartwienie w głosie tej surowej kobiety. – Surowe osoby wcale nie muszą być bezuczuciowe – tym bardziej że nauczyciel powinien zainteresować się chorym uczniem.

A czy Meg nie pomyślała, że może sobie narobić sporo zaległości z powodu nieobecności? Już była w plecy z materiałem, bo dotarła do Akademii kilka dni po rozpoczęciu nowego roku szkolnego (przynajmniej tak to zrozumiałam), a teraz z powodu tego, że musi mieszkać niedaleko Reynarda, omal nie mdleje z wrażenia? Przecież to głupie i niedojrzałe.

– skrzywiła się tak bardzo jakby zjadła trzy cytryny, naraz! – Na raz.

Dlaczego Akademia, nie mając już miejsca w internacie, postanowiła przyjąć jeszcze jedną osobę, wiedząc, że będzie trzeba ją wysłać do zupełnie innego budynku? A nie mogli zrobić jakiejś wymiany – jeden z najlepszych uczniów wynosi się do domu w lesie, a – podkreślam – NOWICJUSZKA zostaje w internacie?

Pospiesznie weszłam po jasnych, drewnianych schodkach i weszłam na werandę.

Jest tu całkiem przytulnie, niebieskie ściany z namalowanymi czarnym kolorem wieżowcami, blokami i po prostu – miastem. – A czas przeszły zrobił sobie wolne?

W ciemnościach natomiast widać było namalowane farbą fosforescencyjną gwiazdki na suficie w księżycem, na miejscu słońca. Miasto uwiecznione na ścianach zapaliło światła w oknach, co dodało urokowi całości. – Fluorescencyjną. Chyba trochę przesadziłaś – dziewczyna wciąż jest w szkole, a nie w pięciogwiazdkowym hotelu. Dlaczego w Akademii aż tak widać podział uczniów? Jedni muszą mieszkać w beznadziejnych warunkach mieszkalnych (Skyler o nich wspominała), a nasza Meg od razu trafiła do apartamentu? Jakoś mnie to nie przekonuje.

Rozmowa Megan z Panią Przeznaczenia wyszła niedopracowana. Kobieta mówi tak, jakby miała kij zamiast kręgosłupa, sztucznie, nierealnie, ale w tym negatywnym znaczeniu. Na siłę próbowałaś użyć podniosłego języka, efekt wyszedł raczej marny.

Psuję je i kruszy, będzie to robił, aż je zniszczy, a co za tym idzie wywoła koniec, twój i wszystkich innych. – Psuje; przecinek przed „wywoła”; ostatni przecinek też raczej zbędny, chyba że bardzo chcesz podkreślić tę część zdania.

Tysiące, albo nawet setki tysięcy motyli ruszyło w moją stronę. – A one skąd niby się tam wzięły? Widzę luki w treści, skaczesz ze sceny na scenę, jak tylko Ci się podoba.

Zapomniałam. – Stąpasz po cienkim lodzie. Niby to nie jest błąd, ale skoro opisujesz wszystko z perspektywy Megan, to jak ona miała pamiętać spotkanie z Panią Przeznaczenia, skoro później zapomniała o tym wydarzeniu?

- Pytałam się coś. – Nie, Anna pytała Reynarda, nie siebie. Pytamy kogoś, „się” tylko wtedy, gdy rzeczywiście kierujemy pytanie do siebie. I pytamy o coś.

Drzwi do jednego z pokojów były uchylone, a wewnątrz spał nie kto inny jak Megan! – A niby dlaczego te drzwi były uchylone? Nigdzie nie wspomniałaś, że dziewczyna ich nie zamknęła. No i masz bardzo emocjonalnego narratora, który przeżywa wszystko gorzej niż kobieta w ciąży.

Zdziwił się sowim zachowaniem i postanowił jak najszybciej wyjść z tego pokoju. – Swoim.

Już trzymał się klamki drzwi, gdy ponownie się odwrócił by powiedzieć:
- Nawet nie wiesz jak wiele mnie kosztujesz. – pokręcił głową i zamknął za sobą drzwi.
– Dramatycznie, tym bardziej że gadał sam do siebie, co kompletnie nie pasuje mi do Reynarda.

Rozdział V


Obudziłam się dość wcześnie rano. Tak przynajmniej wnosiłam po słabych promykach słonecznych przebijających się pomiędzy i przez zasłony, wprost do mojego pokoju. – Czekam na zejście na śniadanie po schodach. Meh, spaczenie.

Wiem, że mnie okłamywał, naprawdę nieźle mnie okłamywał, jednak czy to powód by chcieć wyrzucić jedyną część rodziny ze swojego serca i wyjechać do obcych ludzi? – Chyba już to pisałam, ale Margaret zaczęła się nad tym zastanawiać… rychło w czas.

Czemu jakiś Czarodziej chciałby by jego dziecko wychowywało się w świcie ludzi, w ślepej wierze, że jest jednym z nich, tylko po to, by pewnego dnia przejrzało na oczy? Nigdy tego nie zrozumiem. – Może dlatego, by nie narobiło kwasu? Małe dzieci nie potrafią w pełni kontrolować magii i mogą się zdradzić; mało tego, wiele takich istotek ma na tyle długi język, że mogłoby opowiadać pani w przedszkolu o tym, jak mamusia ostatnio zaczarowała garnki, by same się zmywały (przykład głupi i wzięty z Pottera). A jeśli któremuś przyjdzie do głowy, by popisać się przed kolegami w szkole tym, że umie wyczarować ogień i spaliłoby przy tym cały budynek?

Muszę przecież założyć ten głupi, niebieski mundurek. – Czy Meg jest naprawdę aż tak dziecinna? Co jej szkodzi? Skoro takie są zasady, a każdy uczeń nosi mundurek, to czemu znowu robi problem tak naprawdę z niczego?

Nie ubiorę się tak! Będę wyglądała jak jakiś cudak! – Ale przecież wszyscy uczniowie są tak ubrani…

Podeszłam powoli, właściwie to czaiłam się do tych ubrań jak puma do zwierzyny. – Czy można się czaić do czegoś? Błąd stylistyczny. Tak poza tym: puma nie jest zwierzyną?

Jeżeli mieli nadzieję, że będę się ich ślepo słuchać i ubierać się jak idiotka to są w błędzie! – Czy Megan nie pomyślała, że może mieć kłopoty przez złamanie regulaminu? Zresztą nikt nie każe jej nosić całego kompletu, a jedynie jakąś jego część, więc naprawdę musi zachowywać się jak idiotka i rzucać na wszystkich bez powodu? To nie jest ani trochę dojrzałe; jedynie irytuje.

Nie możesz tego wiedzieć, ale mrugam do ciebie. – ostatnie słowo sprawiło, że przez chwilę moja głowa zaczęła pulsować z bólu. – Naprawdę? Widzę, że Iluzja nie odstaje inteligencją od Margaret.

Rozmowa Iluzji z Margaret wydała mi się niezwykle sztuczna i wymuszona, jakbyś nie do końca ją dopracowała.

przytaknęła mi stojąca naprzeciw mnie blondynka. – Kilka zdań wcześniej o tym wspominasz i nie musisz tego powtarzać.

To jednak jej nie czyniło jakiejś królowej by wchodzić ot tak do mojego pokoju! Zapukała, fakt, ale nie dałam jej pozwolenia by weszła do środka! – To jednak nie czyniło z niej jakiejś królowej/To jednak nie czyniło ją jakąś królową. Ale jaki to problem? Margaret powinna się cieszyć, że dziewczyna uświadomiła ją w wielu kwestiach, bo przecież Meg była nowa. Coraz bardziej mnie ona denerwuje. W dodatku brakuje przecinka przed by.

wtrąciła się Iluzja, którą zbyłam najzwyczajniej tak jak to robiłam zawsze. – Co? Przecież Meg do tej pory zawsze z nią rozmawiała! Nigdy nie ignorowała Iluzji.

Taką miała nadzieję, kiedy z samego rana opuszczała internat od razu kierując się do budynku Akademii, wychodząc złemu na przeciw z podniesioną głową. – Naprzeciw, przecinek przed „od razu”. I jakiemu złemu? Coś mnie ominęło?

Co chwila zmieniasz styl: gdy piszesz z perspektywy Megan, tekst w miarę szybko się czyta, bo i pióro masz całkiem lekkie i przyjemne. Gdy jednak zmieniasz typ narracji, opisy brzmią sztucznie, bo niepotrzebnie ubarwiasz język oficjalnymi wstawkami. Raz wydaje mi się, że rzeczywiście przebywam w głowie głupiutkiej, przewrażliwionej Meg, a innym razem czuję się, jakbym siedziała na szkolnej akademii. Postaraj się nie zmieniać stylu po każdym fragmencie rozdziału.

Młodsza z Harrison'ów postanowiła leciutko dać znać Sky, że to już koniec. – I po co ten apostrof?

– zaświergotała powoli przybierając na pewności, a trzeba przyznać, że rzadko czuła się gdziekolwiek niekomfortowo. – Przybierać na pewności? A co to za neologizm?

- Chodźmy już, spóźnimy się. – uśmiechnęła się, ukazując dołeczki, które tylko dodały jej uroku. – Odnoszę dziwne wrażenie, że uczennice Akademii to chodzące piękności; pewnie nasza bohaterka Meg szybko zauważy, jak bardzo odstaje od reszty swoim przeciętnym wyglądem.

Czy bałagan panujący w pokoju dziewcząt nie jest lekką przesadą? Czy wnosi to coś do fabuły, czy jedynie daje sztuczne tło? Przecież to jedynie zbędny wypełniacz tekstu, by objętościowo było go więcej.

Jeśli ktoś nie jest Nieświadomym musi to zrobić, potwierdzając przy tym, że wybiera tę, a nie inną placówkę. Nieświadomi nie składają podań z wiadomej przyczyny, ale przecież ktoś musi znaleźć wzmiankę o nich w aktach choćby ich rodziny. – Ale to jest skomplikowane… Serio.

Odwróciła głowę w stronę ciemnowłosej tak powoli jakby tak czynność wywoływała u niej niewymowny ból. – Iście filmowe spojrzenie. Mało tego, w rozdziale aż roi się od jasnowłosych, ciemnowłosych i niebieskookich. To boli.

Jednak Skyller oprzytomniała w porę i postanowiła nie być jej słownie dłużna. – Hej, co to za paskudne podwójne „l”? A może mamy nową bohaterkę?

Argumenty Sky i Annabelle w tej kłótni są żałosne i stawiają dziewczyny w złym świetle. Czy obie to rzeczywiście aż takie egoistki patrzące jedynie na pochodzenie? Czy są to obowiązkowe w każdej powieści dla nastolatek „plastiki”, zakochane w sobie po uszy?

- Dla mnie jesteś zwyczajną idiotką. I wiesz co? Mam gdzieś twoich głupich starych. Jeśli myślisz, że możesz traktować wszystkich jak najgorsze ścierwa to się grubo mylisz! – wtedy coś w Skyler pękło. – Sama parę zdań wcześniej obraziła Annabelle i chełpiła się swoim pochodzeniem, więc czemu jest zdziwiona, że Anna jej odpowiedziała w dosyć przykry sposób?

Obraziła dziedziczkę wielkiego rodu, a do tego ktoś to słyszał. – A dziedziczka wielkiego rodu obraziła ją. I gdzie tu sprawiedliwość?

Zauważyłam, że Twoje bohaterki mają manię zaniżania swojej samooceny. Najpierw Megan, która ciągle boi się odrzucenia, a teraz Sky, która z jednej strony jest pewna siebie (w końcu pochodzi z zamożnej rodziny, jest po prostu dobrze ustawiona), a z drugiej przy pierwszej lepszej kłótni nagle zmienia się nie do poznania: nawet nie potrafi porządnie odpowiedzieć Annie.

- Och, spory! – spojrzał zaskoczony z boku na dziewczyny i panią Mowery. – Zajmiesz się tym, nie? – zwrócił się w stronę kobiety, której wcale nie było do śmiechu, ona, patrzyła w stronę Weakley'a, ale jednak jakoś przez niego, zupełnie jakby był dla niej tu nieobecny.  – Oczywiście, że się zajmiesz. – uśmiechnął się szeroko i ruszył w kierunku drzwi wyjściowych z sekretariatu. – A ja głupia sądziłam, że wszelkie konflikty w szkołach średnich (a pod to chyba można podciągnąć Akademię, w końcu tam zbiera się młodzież w tym wieku) rozwiązują już sami uczniowie. Godzić można dzieci w podstawówce, sądzę, że w liceum nie jest to koniecznie przy ostrej wymianie zdań dwóch nadętych nastolatek.

królową jakiegoś królestwa.
Maudit animated GIF
w całości ignorując dziewczynę. – Można kogoś ignorować w jednej trzeciej?

- Doprawdy? Według mnie obraziłaś jedną z najlepszych, jak nie najlepszą uczennicę naszej szkoły. Naprawdę, tutaj nie ma co tłumaczyć. – uśmiechnęła się gorzko zastępczyni dyrektora. Pochyliła się do przodu i kontynuowała: – Rodzice Annabelle, których tak bezczelnie obraziłaś są również honorowymi fundatorami naszej placówki. Naprawdę, słaby, słaby start w naszej szkole sobie zafundowałaś. – uśmiechnęła się na własną grę słowną. – Naprawdę? Nauczyciele aż tak przejęli się głupiutką wymianą zdań dwóch nastolatek? Burza hormonów, wybujałe ego… Chyba powinni to wiedzieć, a nie roztrząsać tak infantylne zachowanie OBU dziewczyn.

– Ale wystarczy jeden wybryk, jeden, najmniejszy, byle jakie uchybienie, a będziesz mogła szukać nowej szkoły. – spojrzała z wyższością na dziewczynę, na której twarzy malował się strach i panika. – Co to za głupia szkoła?! Ja rozumiem, że Skyler obraziła w jakiś tam sposób rodziców Annabelle, ale przecież to nie powód, żeby straszyć uczennicę wyrzuceniem ze szkoły. Jest sto tysięcy innych powodów: narkotyki, bójki… Czy jedna kłótnia naprawdę miała aż takie skutki? To niewłaściwe zachowanie, zwłaszcza w szkole, gdzie przede wszystkim powinna panować sprawiedliwość, bez względu na pochodzenie. To totalnie nieprofesjonalne.

Czy przypadkiem w naszym regulaminie nie ma nic o pasemkach we włosach i tym podobnych? – spytała tak ciekawa odpowiedzi, jakby naprawdę nie wiedziała, co może jej odpowiedzieć Selma. – A czy nie trwały właśnie wakacje, a dziewczyna mogła robić ze swoimi włosami, co tylko chciała?

Skyler odwróciła się w stronę przyjaciółki mając pioruny w oczach, – Pioruny?
 storm animated GIF


Niestety wychylił się zbyt bardzo głową, a teraz także ramionami i klatką piersiową poza obręb łóżka, że cóż… spadł. – Przypominam, że prowadzisz w tym momencie narrację autorską i należy tę zmianę uwzględnić w sposobie pisania.

Darrell w całości ignorując Trystam'a jęczącego z bólu na podłodze i śmiejącego się na cały internat Cayson'a, którego tamten przed chwilą wyzywał, upadł na podłogę na kolana i trzymając za poplamioną koszulę zaczął pytać się nikogo w szczególności: – Tamten, czyli kto? I jak można zacząć pytać się (!) nikogo?

Przechodząc przez salon krwistej czerwieni – A co to za metafora? Błąd stylistyczny.

Muszę przyznać, że Rich nie był wzorowym opiekunem. Zapominał o kupowaniu artykułów spożywczych, sam jadał na mieście między przerwami w pracy, w która absorbowała całą jego energię. – „Wzorowy opiekun” zarabiał pieniądze, by utrzymać rodzinę. Sądzę, że Meg była na tyle duża, że mogła pofatygować się wieczorkiem po jakieś drobne zakupy.

Czym jest tęsknota? Czy to ulotne uczucie, wspomnienie, które nachodzi nas, w najmniej odpowiednim momencie tylko po to byśmy chcieli rzucić cały ten świat w nicość i odejść? Wrócić?
A może to tylko chwila zwątpienia w sens podążania obraną wcześniej drogą?
Skąd mam wiedzieć, co tak naprawdę czuję, a jak już będę coś czuć to skąd mam mieć pewność, że siebie nie okłamuję?
 – Zaleciało… Coelho. Nawet bardzo zaleciało.

Jak lunatyk zamknęłam drzwiczki lodówki. – A jak lunatyk zamyka drzwi lodówki? Czym różni się ta czynność od zamykania lodówki przeciętego człowieka?

Wyglądał tak jakby urodził się w tym niecodziennym stroju i w takim byłby został pochowany. – Nie ogarniam tego zdania.

Czerwony kolor, będący kolorem drużyny, której Reyard był przywódcą nieźle oddawał posiadany przez chłopaka charakter. – O proszę, mamy nowego bohatera...

Dałabym sobie rękę uciąć, że wyglądam beznadziejnie i każdy tak myśli! – Rzeczywiście Meg to niezła histeryczka z zaniżoną samooceną.

- Zamierzasz się spóźnić, co? – w sumie to nie było to pytanie. Byłam pewna tego, co ona zamierzał. Jak mogło by być inaczej?
- Cóż. Tak. – odparł najzwyczajniej w świecie i wyminął mnie po czym zniknął gdzieś w głębi mieszkania.
– Dobrze, a teraz odpowiedz mi na pytanie: czy tak rozmawia młodzież? Czy Ty tak rozmawiasz z koleżankami w klasie, czy tak wygląda konwersacja koleżanki z kolegą? Raz dialogi wychodzą Ci świetnie (najbardziej podobały mi się uszczypliwości Meg i Reynarda w początkowych rozdziałach), a innym razem topornie.

Głównym jego problemem był pewien siniak, konkretnie to dość sporych rozmiarów, rozmiarów ludzkiej pięści, a jeszcze dokładniej – pięści Trystama.

Niepewny co zrobić w takim wypadku Daven, padł płasko do przodu na podłogę. – Naprawdę nie pamiętasz imion swoich bohaterów? Parę zdań wcześniej był Devanem.

I wtedy Devan wstał, a krzywił się potwornie przy każdym wykonanym przez siebie ruchu. Wreszcie podniósł się z podłogi i spojrzał wzrokiem przepełnionym bólem w stronę kolegi. // Devan doskoczył do niego jak oparzony. – I już go nic nie bolało?

 rzuciła gniewnie Anna, po czym wbiła swoje spojrzenie w odbicie własnej postaci w lustrze. – Wbija się raczej wzrok, a nie spojrzenie.

Anna odwróciła się do przyjaciółki i zaczęła mocno gestykulować dłońmi, co zaniepokoiło jedynie ciemnowłosą. – Dobrze, że dłońmi a nie stopami. I dlaczego tylko ciemnowłosą to zaniepokoiło? I kim jest ta ciemnowłosa, bo już nie pamiętam?

ale najbezpieczniejszym było zwyczajne jej się słuchanie. – Pokręcony szyk, i to nie pierwszy raz.

Był w łazience i poprawiał ubranie, krwisto czerwoną oznakę jego należenia do Czerwonych Płomieni. – Krwistoczerwoną i przynależności.

Podczas pierwszego roku nauki drużyna Reynard'a stała się najlepszą, a sam Reynard pokonał wszystkich przeciwników niemalże w pojedynkę. – Chodzący ideał.

Czerwone Płomienie miały kilku dobrych członków na starcie, a byli to: Kyan Cooley, najlepszy przyjaciel Reynard'a, Brysen i Coen Haywood, dwaj bliźniacy, którzy okazali się być dobrymi przyjaciółmi dla chłopaka, a także on sam. – To „dla” jest niepotrzebne.

Nie sposób się było nie zgubić, jeżeli nie znało się około drogi. – Druga część zdania jest dla mnie jedną wielką niewiadomą.
Chyba każdy ma na tym punkcie bzika, aby nie ten chłopak. – „Aby” to nie jest synonim słowa „tylko”.

Teraz już tam nie pójdę dopóki mi nie powiesz swojej historii. – uśmiechnęłam się szczerze i spojrzałam na chłopaka, a żeby to zrobić musiałam lekko zadrzeć głowę do góry, bowiem nieznajomy wciąż siedział na parapecie. – Historię to się chyba raczej opowiada. Zachowanie Meg jest wybitnie skrajne – raz boi się zapytać o najzwyklejszą rzecz, a potem tak odważnie zaczepia nieznajomego chłopaka.

Podoba mi się to, jak opisałaś zastępczynię dyrektora szkoły. Wcześniej narzekałam na opisy, teraz jest znacznie lepiej.

Sala sama w sobie była ogromnych rozmiarów, dzięki czemu bez problemu mogła pomieścić społeczność Akademii. // Uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd białych jak śnieg i równych jak scena na sali, zębów. – A Megan ma w oczach lornetkę. Że co? Równych jak scena na sali? Jak wygląda równa scena? Ostatni przecinek całkowicie zbędny.

Pomachał widowni, po czym otrzymał masę oklasków. – Dyrektor machający do tłumu jak polityk? Hm…

– zaśmiała się, choć nie mogę sobie pomóc, że według mnie zabrzmiała okropnie sztucznie. – O co chodzi z tą pomocą?

Otóż od dziś możecie wszyscy mówić do Reynarda per pan! – zaśmiał się, a do niego dołączyła reszta sali. – Zadziwiająco luźna atmosfera na tej uroczystości… A ten tłum uczniów potrafi jedynie krzyczeć i wiwatować?

każdy student nie wykazujący inicjatywy szkoły, – A jaka to inicjatywa? Czy coś przegapiłam?


Rozdział VI

- Z moimi krzywymi nogami mogę robić za atrakcję w cyrku. – skrzywiłam się. – Uch, dlaczego Megan musi być taka męcząca w tym swoim ciągłym narzekaniu na wszystko? Albo nigdzie nie pasuje, albo wstydzi się zapytać, gdzie jest stołówka, albo zaczyna jęczeć, że ma krzywe nogi, gdy ktoś ją komplementuje. Najlepsze jest to, że w ogóle o tym nie myśli, gdy chce zaczepić jakiegoś chłopaka… Brak konsekwencji.

- Trzymam cię za słowo, Mc'Cras. – I znowu coś jest nie tak z nazwiskiem, tym razem głównej bohaterki…

Chyba właśnie oczekiwali na moją odpowiedź w jakiejś kwestii, a ja choćbym nie wiem jak się starała nie mogę wymyślić, o co mogłoby im chodzić. – Poplątałaś czasy.

Powinniśmy wrócić do domów i przygotować się na wszystko, co może przynieść jutro. – I znowu Coelho.

O dziwo wyglądała tak, jakby nikt nie zaglądał do jej wnętrza, a to był dobry znak. – A dlaczego miałby to robić? Po pierwsze, odeszli tylko na sto metrów, a przypuszczam, że z tej odległości mogliby zobaczyć kogoś, kto próbuje zabrać torebkę. Po drugie, skoro jej nie ukradł, to prawdopodobnie do niej nie zaglądał – jaki złodziej najpierw przeszukuje torebkę, a dopiero później ją kradnie? Zazwyczaj na początku zabiera się zdobycz, a dopiero później do niej zagląda.

Mogłam przecież zadzwonić na policję. – No nie za bardzo, jak ją wtedy trzymał za rękę…

Choć podczas nich nie stała mi się krzywda, co więcej czułam się dziwnie bezpieczna, to jednak nie potrafię powstrzymać mojego lęku przed jego osobą. – Aha. Mała sprzeczność. No i znowu plączesz czasy.

Jego słowa były jak słowa szaleńca, było ich zbyt dużo jak na jedną rozmowę i nie miały sensu, ani koneksji. – http://sjp.pl/koneksja, chłopak spytał się tylko „dlaczego” i tyle. Ostatni przecinek zbędny.

Nie rozumiem w ogóle sytuacji, w jakiej znalazła się Megan. W jednej chwili jest sama, w drugiej podchodzi do niej chłopak, o którym nic nie wiadomo, nie rozmawiają ze sobą, a on nagle zaczyna ją całować… Rozumiem, że chcesz zaciekawić czytelnika, ale mnie zaczęły męczyć te wszystkie niewiadome.
uśmiechnął się ukazując śnieżnobiałe zęby, które tworzyły dość duży kontrast do ciemnego, wieczornego krajobrazu miasta podczas burzy. – A Margaret widziała to w ciemności? Czy wszyscy tam mają idealnie białe zęby?

Wierzył, że mogę być ją. – Nią.

Długo opowiadał mi o tym gdzie byliśmy, co robiliśmy, jakie mieliśmy wspaniałe wspomnienia i choć nie jestem w stanie uwierzyć w prawdziwość tego wszystkiego to jednak strasznie chciałabym spróbować. – „Strasznie” to przymiotnik nacechowany negatywnie. Może przytoczę tu małą anegdotę. Studentka przyszła po indeks do profesora Miodka. Powiedziała: „Strasznie panu dziękuję”, Miodek na to: „Obrzydliwie nie ma za co”.

Po resztą, wujo powiedziałby mi, gdybym magicznie „zapomniała”, prawda? – Po resztą?

Historia z tajemniczym narzeczonym jest naprawdę intrygująca; zaciekawiłaś mnie nią, nie powiem.

Byłoby o wiele łatwiej, gdyby Arian nie chodził do mojej szkoło, a jak się okazało od tego roku do niej uczęszcza. – Pomijając literówkę, to znowu poplątałaś czasy.

Wracając do wątku Ariana: czy to nie dziwne, że nastoletni chłopak miał narzeczoną?

Kiedy opuszczałam budynek szkoły przywitał mnie piekący blask słońca. – Piekło słońce czy jego blask?

pogładziła mu ramię uśmiechając się lekko. – Nie sądziłam, że kelnerki mogą być aż tak wylewne…

Nie za bardzo rozumiem, o co chodzi w tym rozdziale. Owszem, niby w przypisach wyjaśniasz, że to okres, zanim Megan trafiła do Akademii, ale pamiętaj, że nie powinnaś tak robić – wszystko ma wynikać z treści, a nie notek odautorskich. Zrobiłaś nagły przeskok – w jednej chwili poznajemy nowych znajomych Meg, a zaraz potem nagle przenosimy się do przeszłości i obserwujemy tajemniczego Ariana. Opowiadanie nie powinno być tak skrajne – wolałabym, byś płynnie przechodziła z wątku w wątek, a nie w jednym rozdziale pisała z perspektywy kilku osób, a zaraz potem zrobiła przeskok na przeszłość, pisząc najpierw jako Megan, a zaraz później z perspektywy Ariana.

Podsumowanie

Ponarzekałam trochę, co? Przepraszam, w pewnych momentach mogłam być uszczypliwa, ale ocena powstawała na bieżąco podczas czytania, stąd te uwagi, niektóre niepotrzebne w stosunku do późniejszej treści.

A teraz czas na małe podsumowanie Twojej twórczości.

Zacznijmy może od tego, co najbardziej przeszkadzało mi podczas czytania: interpunkcja leży i kwiczy. Notorycznie gubisz przecinki w zdaniach wielokrotnie złożonych albo wstawiasz je tam, gdzie zupełnie nie są potrzebne. Powyżej wypisałam trochę przykładów, ale to nie wszystko, bo chyba musiałabym skopiować znaczną część rozdziałów, a chyba nie o to chodziło. Proponuję liczyć orzeczenia, to znacznie ułatwia sprawę. Polecam przejrzeć też to: http://sjp.pwn.pl/zasady/Interpunkcja-polska;629734.html. Znajdziesz tam wiele rad i przykładów, które ułatwią Ci naukę wstawiania przecinków w odpowiednie miejsca.

Dwa: dialogi. Tutaj będzie krótko: zapisujesz je błędnie, co gdzieś wyżej zaznaczyłam. Podesłałam Ci też link, gdzie znajdziesz potrzebne informacje. Od siebie mogę dodać tyle, że każdą nową myśl, nawet wypowiedź bohatera, rozpoczynamy akapitem, a zamiast dywizów używamy myślnika. Możesz go utworzyć, klikając jednocześnie na klawiaturze Ctrl i -.

Trzy: styl oraz czas. Stylistycznie nie jest najlepiej – na początku Megan pisała tak, jakby połknęła kij. Niepotrzebnie ubarwiałaś język oficjalnymi wstawkami: ile nastolatek ciągle wtrąca „jednakowoż” i tym podobne? Raczej niewiele. Później było trochę lepiej, Meg wypowiadała się z lekkością, więc i tekst szybciej mi się czytało. Niestety, mam tutaj dwie uwagi. Po pierwsze, gdy zmieniałaś typy narracji, zapominałaś o zmianie języka. W narracji pierwszoosobowej możemy używać potocznych słów, nasz język nie musi być dogłębnie barwny, bo przecież – w Twoim przypadku – wypowiada się nastolatka, a nie pięćdziesięcioletni profesor nauk humanistycznych. Gdy jednak prowadziłaś narrację autorską, coś zaczynało zgrzytać – czułam się tak, jakbym znowu czytała wywody Margaret, ale z pewnej perspektywy. Polecam ten link: http://liceum.kujon.net/txt/34/narracja_narrator.html. Tam ładnie opisane są różnice między typami narracji. Po drugie, często niepoprawnie używałaś słów. Wyżej masz tego kilka przykładów. No i szyk; czasami przestawiałaś wyrazy tak bardzo, że zdanie traciło sens, często też brzmiało po prostu źle. Przestawianiem słów nie uczynisz tekstu bardziej oficjalnym.

Cztery: opisy. Raz lepiej, a raz gorzej. Zdecydowanie za dużo powtórzeń, które spokojnie mogłabyś wyeliminować, gdybyś uważnie przeczytała rozdział przed publikacją. Nadużywasz słowa „być”: Tam był stół, a na stole był bukiet… I tym podobne. Wymieniane rzeczy po przecinku świadczy jedynie o nieudolności autora; spróbuj opisywać pomieszczenie za pomocą zachowania bohaterów; on, zamiast opisywać wszystko po kolei, niech podchodzi do przedmiotów, dotyka ich, niech czuje ich fakturę, zapach. Pozwól czytelnikowi dokładnie wyobrazić sobie pomieszczenie, ubarw swoje opisy nie tylko suchymi epitetami, ale również emocjami, jakie towarzyszą bohaterom.

Pięć: ubogie słownictwo – o tym napomknęłam wcześniej. Pomijając powtórzenia, których był ogrom, nadużywasz również wyrażeń typu „jasnowłosy”, „niebieskooki”. To synonimy, powiesz. Nie, to tylko błędnie używane słowa, których obecność można wyjaśnić jedynie niezbyt bogatym słownictwem. Na dodatek to błędne wyrażenia: o ile jeszcze można zaakceptować tych wszystkich „brunetów” i „blondynów”, to przymiotnik sam w sobie nie ma prawa istnieć, jeśli używamy go jako rzeczownika. Tutaj znajdą się rady, które szerzej omówią przedstawiony problem: http://przy-barze-fantastyki.blogspot.com/2013/12/podstawy-bez-ktorych-ani-rusz.html. Świetna lektura, naprawdę polecam ją przejrzeć.

Sześć: masz tendencję do przerywania zdań złożonych, które potem brzmią okropnie. Przykład: Podszedł do niego i ruszył go stopą. Lecz Daven nie drgnął. – Po co ta kropka w środku zdania? Nie sądzisz, że lepiej brzmiałoby to, gdyby zamiast tego postawić tam przecinek? Zdanie brzmi wtedy płynniej.

Siedem: błędy ortograficzne i literówki. Niestety, ale się zdarzyły. Źle stawiasz apostrofy w imionach (gdzieś wyżej podałam link, tam jest wszystko ładnie wyjaśnione). Często też błędnie zapisywałaś imiona bohaterów! Szczytem jest dla mnie nazwisko głównej bohaterki, pisane raz przez jedno „s”, a innym razem już przez dwa. Przy imionach innych postaci również przestawiałaś literki.

Osiem: bohaterowie. Za mało znam nowych znajomych Megan, by szerzej coś o nich napisać. Na pewno Annabelle z jednej strony jest bezwzględna i zawistna, z drugiej wrażliwa (sytuacja z Reynardem). O innych niewiele pamiętam, może jeszcze Skyler, która wywołuje u mnie sprzeczne emocje: niby jest dobra, pomocna, a z drugiej strony potrafi pokazać pazurek. Nie wiem, co o niej sądzić.

Reynard. Do czasu mój ulubiony bohater, sarkastyczny, piekielnie zdolny, no i nabijał się z Megan. Później jednak podobał mi się mniej, zwłaszcza po rozdziale w całości poświęconym jego osobie. No nie wiem, jakoś ten nowy, arogancki Rey niespecjalnie mi odpowiada, ale należy pamiętać o tym, że i on posiada swoją Iluzję, zupełnie jak Megan.

Oho, naszą uroczą bohaterkę zostawiłam sobie na koniec. Nie chcę używać słów Mary Sue, bo Meg raczej nią nie jest. Po pierwsze: wpada ze skrajności w skrajność, a to niekonsekwencja prowadzenia jej postaci. Raz jest przerażona zwykłym pytaniem o stołówkę albo tym, co ludzie pomyślą na jej widok w szkolnym mundurku, ale to wszystko nie ma znaczenia, gdy widzi chłopaka siedzącego na parapecie. Bez problemu nawiązuje z nim konwersację, co nie zgadza mi się z jej obrazem z poprzednich rozdziałów. Często mdlała i miała poważne problemy z chodzeniem, pewnie z powodu swojej Wyjątkowości, chociaż nie zostało to powiedziane na głos. Ma swoją Iluzję, z którą przeprowadza sztuczne i wymuszone rozmowy, rzuca żałosne teksty. Ale przyznam, że zaintrygował mnie wątek Ariana i zaginionej narzeczonej. Mam nadzieję, że to rozwiniesz.

Liczę, że jeszcze dokładniej opiszesz świat Czarodziejów (swoją drogą, dlaczego piszemy to wielką literą?), a konkretnie chodzi mi o Uświadomionych i Nieświadomych. I nie jestem pewna, czy było to napisane, bo jeśli tak, to przepraszam, ale nie pamiętam: czy ludzie wiedzą o Czarodziejach? Bo w jednym fragmencie jest, że nie, w innym zrozumiałam, że o nich wiedzą, a teraz nie mam pojęcia, co o tym sądzić.

Masz potencjał, ogromny potencjał, ale też często popełniasz głupie błędy. Musisz popracować nad stylem; uważaj, jak piszesz, czytaj rozdziały przez publikacją i zapoznaj się z linkami, które podałam. Popraw rozdziały, przy następnych, które napiszesz, uważaj na ortografię i literówki.

Mam nadzieję, że ocena chociaż trochę Ci się przydała i że zastosujesz się do moich rad.

Na razie na zachętę wystawiam Ci słabą trójkę, czyli przeciętny, ale liczę na poprawę, bo masz predyspozycje do lepszych wyników. Gdyby nie liczne błędy interpunkcyjne, stylistyczne, nietrafione metafory, mieszanie stylów i czasów, może byłoby wyżej. Sądzę, że jest to sprawiedliwa ocena.

Życzę Ci mnóstwa weny i chęci do pisania!

PS Proszę, usuń tę brokatową myszkę, bo na dłuższą metę doprowadza do szału!

Gify pochodzą ze strony http://giphy.com/.


16 komentarzy

  1. Uwielbiam te gify w ocenie...

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Patrząc na te ocenki, poza tym, że zwracacie uwagę na dobre rzeczy, odnoszę wrażenie, że jesteście tak bardzo łagodne. I mean... po przejrzeniu tej ocenki, poczytaniu kilku akapitów wnikliwie, potraktowałabym tekst o wiele ostrzej. Rzucam tak na przemyślenie. Bo mam wrażenie, że to jest teraz takie "źle skonstruowane postaci, mnogość błędów wszelkiego rodzaju, brak świata przedstawionego, ale masz dobre chęci, prawie cztery".
    Na ludzi lepiej działa ostrzejsza krytyka niż krytyka zakończona gorącymi pochwałami i klepaniem po głowie.
    Mam nadzieję, że nie wywołam burzy. D:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, co chcesz przez to powiedzieć i ja też wolę ostrzejszą krytykę (dla siebie), ale zdaję sobie sprawę, że niektórzy nie mają tyle dystansu do siebie i swojej pracy, a po bardzo krytycznych ocenach się po prostu poddają (i kasują blogusie). No jasne, jak ktoś źle przyjmuje krytykę, nie powinien się zgłaszać, ale raczej staram się obiektywnie do wszystkiego podchodzić i ograniczać sarkazm i kąśliwe uwagi do minimum (aż tak wnikliwie ocen dziewczyn nie czytam, by wypowiadać się też w ich imieniu). Myślę, że poziom krytyki (w sensie, „krzyczenia” na autora) powinno się dostosowywać do tego, co jesteśmy w stanie o nim powiedzieć po przeczytaniu jego dzieła. Do wszystkich jeden sposób nie przemawia, a ocena końcowa - cóż, jeżeli ktoś ma problem, by porównać ze sobą ilość błędów i zalet, powinien przerzucić się za system punktowy i później wszystko podsumowywać (mi to się zawsze wydawało jakieś niesprawiedliwe, chyb źle podchodzę do systemów jako takich :D).
      Spoko, Nearyh, żadnej burzy nie będzie. Dobrze gadasz.
      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń
    2. Znaczy wiesz, nawet nie o krzyczenie mi chodzi. To ja krzyczę na wszystkich jak chory człowiek, to niekoniecznie dobra metoda. Można wszystko wyłożyć na spokojnie, na przykład jakieś tam "słuchaj, skoro twoja postać przeżyła coś strasznego, powinno to mieć na nią jakiś wpływ, nie ma żadnego, można to pokazać..." i jest jak najbardziej fajne. Można też poprawić błędy bez bluzgania (nawet mnie się to udaje). Chodzi mi raczej o całość. W sensie, wskazujecie często te błędy, wymieniacie wszystko to, co jest słuszne do wymienienia, mówicie, że to niedobrze, a często są to rzeczy takie, no, poważne. Like bohaterka prawie-Mary-Sue to poważna rzecz. Mrowie błędów to poważna rzecz. Brak świata przedstawionego to BARDZO poważna rzecz.
      A na koniec ocenki widzę "no, prawie czwóreczka!", kiedy ja bym najwyżej dwóję walnęła, na przykład (ale ja nie jestem łoceniajoncom, na szczęście). Po prostu wydaje mi się to takie niewymierne, bo nawet po miłym wymienieniu tych wad, jak autorka zobaczy taką ładną ocenkę, najpewniej nie będzie chciała za wiele poprawić, bo przecież jest niemalże DOBRA, chociaż nie wykreowała świata przedstawionego czy źle skonstruowała postaci.
      Tu mnie trochę boli. Że tak trochę brakuje wam konsekwencji, czy czegoś takiego.

      Usuń
    3. Cóż, mogę Ci powiedzieć, że ja na pewno się nad tym bardziej zastanowię przy kolejnej ocenie, a razem z ekipą przedyskutujemy tę kwestię, bo skoro Ty, jako postronny czytelnik, zwracasz nam uwagę na coś takiego, na pewno trochę racji w tym jest. Jakby nie patrzeć, ocena końcowa jednak mocno wpływa na autora, więc nie należy tego bagatelizować i, jak to wcześniej ujęłaś, być łagodnym bez względu na wszystko.
      Dzięki za uwagi.
      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń
    4. Zdecydowanie zgadzam się z Nerką. Już wielokrotnie spotkałam się w ocenkach z tym, że końcowa nota jest kompletnie nieadekwatna do wypisanych w ocenie baboli. Niekoniecznie tu, ale w niektórych poprzednich na pewno. Dziwne, że to nigdy nie działa w drugą stronę - kiedy blog jest za dobry, a dostaje przeciętniaka.
      Ale z drugiej strony słowo "przeciętny" chyba nie powinno kojarzyć się z trójką szkolną. Raczej z przeciętnym współczesnym blogiem. Jednym z tych, których na pęczki w sieci. Najwyraźniej poziom ogółu jest niski. Blog niczym się nie wyróżnił, nie zachwycił przesadnie i nie złapał za serducho. Więc wszystko będzie zależeć od tego, jak oceniający będzie podchodził do wystawianej noty. Dla jednych to będzie trója szkolna, a dla innych blog totalnie zwyczajny.
      Przy okazji nasuwa mi się inna uwaga. Być może w niektórych przypadkach oceniający na początku oceny twierdzi, że coś jest złe, be, fatalne i fogle do śmieci, ale z czasem dostrzega poprawę stylu autora i logiki jego pisaniny. Bo gdy ktoś pisze długo, naturalny jest rozwój warsztatu. Być może to akurat ma ostateczny wpływ na wystawienie oceny końcowej motywacyjnej? Hmm...

      Skoia.

      Usuń
    5. Większość autorów aspiruje do jakiegoś wydawania i tak dalej, dlatego sądzę, że wasza rola może dać konkretne efekty, jeśli będziecie się odnosić do literatury ogółem. Oczywiście, można traktować łagodniej czy docenić tego lub owego za to czy tamto. Da point is, jeśli opcia będziecie odnosić do kolejnych opciów, ci autorzy najpewniej nigdy się nie rozwiną. Co to za problem, lepnąć tekst bez konkretnych walorów, ale przeciętnie nudny i poprawny?
      A jeśli podniesiecie trochę poprzeczkę i zaczniecie opcio traktować jak potencjalną literaturę, myślę, że zmotywujecie niektórych autorów - ci, którzy nie chcą się rozwijać, spoczną na laurach tak czy siak, natomiast ci, którzy naprawdę aspirują i mają szanse, mogą nie zdobyć motywacji.
      Z drugiej strony jeśli nie zdołacie tego wspólnie ujednolicić (I mean to podejście) i jedna da takiemu wołającemu o pomstę do nieba opciu dobrą ocenę (dla mnie pomsta do nieba to już źle, płasko kreowane postaci i niespójny świat), a kolejna porządnemu tekstowi, gdzie na przykład jest kilka dziur fabularnych, świat przedstawiony jest w paru miejscach mętny, ale postaci są ok, taką samą notę, no to już może być kwaśno.
      ...miałam coś jeszcze dopisać, ale mój kot prawie popełnił samobójstwo kartonami i wypadłam z rytmu. :D Tak więc tak.

      Usuń
    6. Też właśnie przyszło mi to do głowy, że tu - na fuzji - przeciętny przeciętnemu nierówny i ostatecznie najlepiej byłoby chyba nie stawiać żadnych not, a jedynie pisać ocenę dla autorów i to by była już ich sprawa, ile z nich wyciągną. Nie przychodzi mi do głowy inne rozwiązanie. Być może faktycznie jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Nie możemy wszystkich oceniających zmusić do opierania się o jedyną słuszną punktację czy jakikolwiek inny wyznacznik dla wystawiania ocen. Fuzja jest zbiorem oceniających i każdy ma swoje sposoby na ocenianie. Trudno w tej kwestii cokolwiek narzucać, bo automatycznie trzebaby scalić szablonówki i nieszablonówki. Ale, jak juz Niah zauważyła, pogawędzimy o tym wspólnie, bo temat ważny. Może cudownym sposobem w przyszłości znajdzie się na niego konkretny złoty środek :)

      Usuń
    7. *patrzy podejrzliwie na wyświetlającą się godzinę*.
      Nie możesz być normalna. Ja o takiej porze się dopiero kładę.
      Anyway!
      No, wzięłam pod uwagę, że może być trudno ujednolicić z racji osobnego sumienia każdej oceniającej. Po prostu pomyślałam, że może, jak poruszę ten temat - i wywołam burzę albo nie :D - to część weźmie to pod rozwagę. Nawet w tej ocence miałam trochę wrażenie, że w porównaniu do pokazanych niedociągnięć wnioski końcowe są bardzo łagodne; inna sprawa, że ja sama jestem dość surowa literacko, noale. Mogę sobie krytykować każdego w ęternetach! Bo nawet nie chodzi o to ujednolicenie i robienie pod jedno dyktando. To się da, jak się prowadzi ocenkowalnię w pojedynkę. Tylko właśnie żeby jakoś się uczulić, zauważyć problem.
      Może brak ocen to faktycznie rozwiązanie. Z drugiej strony trudno wtedy prowadzić rankingi i tak dalej, a chyba to lubicie. :D Generalnie nie zaproponuję dobrego rozwiązania problemu. Może dziewczyny, każda we własnym sumieniu, zastanowi się nad tym i jakieś wnioski się wyciągną.
      Po prostu przyjąć inne kryterium - nie opcia porównywane do opciów, tylko opcia porównywane do literatury. W końcu każde opcio aspiruje do bycia literaturą.

      Usuń
    8. * nie lubię spać, czasem budzę się wcześniej niż przed pracką i zajmuję swój czas pierdołami, potem idę sobie po chleb i pobiegać po lesie z piesełem *

      No i problem pojawia się też tu, że WS to ocenkownia blogów, a nie samych opek. Niektóre blogi też mają swoje miejsce w kolejce, a opkami wcale nie są. Po tylu latach znudziło mi się pisanie do wszystkich autorów tego samego, więc przerzuciłam sie aktualnie na krótsze opka, recenzje ewentualnie jakieś pamiętniki czy blogi o duperelach. Za chwilkę pewnie wrócę do formy, enyłej, chodzi o to, że właśnie nie każdy blogasek aspiruje do bycia literaturą wydawniczą.
      Moim zdaniem najzwyczajniej każdy oceniający, mając na uwadze wypisane przez siebie byczki i przy okazji pracę koleżanek, powinien przed publikacją zastanowić się, czy nota końcowa jest fair w stosunku do tego, co dany blog faktycznie reprezentuje. Może wtedy, takim właśnie najprostszym sposobem, nie będzie już widać tej przepaści jakościowej między dwoma przeciętniakami czy blogami słabymi.

      Usuń
  3. Do usług!
    (twoje "pozdrawiam, Niah" chyba niedługo zostanie takim running joke :D).

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno się mówi :D suafy się nie da się odmówić, nie ważne jaka by nie była xD
    Pozdrawiam (ponownie), Niah.

    OdpowiedzUsuń
  5. Holy crap, dopiero teraz ogarnęłam, że zalinkowano Bar! Dziękówa, czy coś. :D

    OdpowiedzUsuń

Aktualności

Blogi zgłoszone w 2016: 2
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.