...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

ZDANIE PO ZDANIU O PROZY PISANIU

21 marca 2015
Nie ma zasady na pisanie – powtarzam to za każdym razem, gdy pracuję z autorami bardziej lub mniej żądnymi technicznej wiedzy, przy czym tym pierwszym studzę zapał do jej nabywania, a drugim robię dobrze, gdyż zaraz oddychają, najwyraźniej z ulgą. I w przypadku jednych, i drugich dodaję po chwili: …ale istnieje kilka zasad, które temu pisaniu nadają kształt. Dalsze reakcje są różne.
Absolutnie nie piszę tego dla grupy autorów, którzy wiedzą już wszystko (więc trudno, aby wiedzieli więcej) albo wiedzą najlepiej (więc za nic ich nie przekonam). Nie piszę tego artykułu też dla tych, którzy zamykają swoją pisaninę w szufladzie o nazwie ToTylkoMoje lub zawieszają na wieszaczku z doklejoną karteczką: ToTylkoBlożek. Artykuł powstał więc przede wszystkim dla tych, którzy chcą skupić się na zadowalaniu czytelnika; chcą skupić się na tym, by tekst odbierano tak, jak sobie to wyobrażają, czyli aby dotarło. Najczęściej jednak pracuję z ludźmi, którzy spadli już na ziemię z chmurki zwanej słodką nieświadomością i przekonali się o dwóch rzeczach:

Nie napiszę takiej książki, jaką chcę napisać, ale napiszę taką książkę, jaką napisać umiem.
Nie napiszę książki stylem wymarzonym, ale takim, jaki wypracuję zgodnie z mieszaniną stylów przyjętych z książek autorów, których czytam, i stylem takim, jakiego się nauczę i jaki wyszlifuję.

Jak smutna jest dla niektórych prawda, że pisanie wymaga szlifu? Dość, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc gdy zaczniesz uczyć się pisania albo nie będziesz się uczyć, ale zaczniesz tak po prostu MYŚLEĆ O TYM, CO PISZESZ, twoja pisanina stanie się mniej chaotyczna, lecz nie przestanie być przecież kreatywna i twoja – możesz więc tylko zyskać.


MOJE PIERWSZE FANTASTYCZNE FANTASY!
To właśnie ten moment, w którym mam plan na opowiadanie i wiem już wszystko: od sposobu poznania się bohaterki z bohaterem, aż po kolor płaszcza powiewającego na wietrze w trakcie ostatniej bitwy. Ale nadchodzi taki moment, gdy samo siedzenie na toalecie i wyobrażanie sobie poszczególnych scen nie wystarcza. Zaryzykuję więc, otworzę nowy dokument tekstowy i napiszę: MOJE PIERWSZE FANTASTYCZNE ZDANIE!
[Uwaga, żart sytuacyjny – tak naprawdę niżej jest o początkach szlifowania, także przyda się już jakiś first draft, czyli wstępny szkic tego, co ma być kiedyś powieścią].

Z czego składa się zdanie? Przypomnij sobie nudne lekcje polskiego, te o technicznym podejściu do sprawy. Zdanie składa się z części zdania (hello, Captain Obvious!). Części zdania to kolejno: podmiot, orzeczenie, przydawka i dopełnienie. Ale jako że obiecałam ci receptę na powieść lekką (lekka powieść pisana jest językiem przystępnym, a narracja wypada w niej naturalnie), to zamieńmy sobie części zdania na części mowy. I co? Mamy więc rzeczownik, czasownik, przymiotnik, a także przysłówek.

(Przy czym kolejny raz przypomnę, że nie ma zasady na pisanie – warto zapamiętać to już teraz – istnieją tylko wskazówki. Wszystko opisane poniżej to właśnie takie wskazówki).



01. RZECZOWNIKkto? co? – nazywa rzeczy, obiekty, miejsca, osoby, czynności, organizmy, zjawiska, pojęcia abstrakcyjne.

Może być nim pot, mogą być to łzy, może być to but lub peleryna bohatera – zgodzisz się, że rzeczowniki te są plastyczne, prawda? Takie sobie zwykłe rzeczy proste do wyobrażenia. Jesteś w stanie je sobie wykreować „przed oczami”, mają więc one wartość i siłę oddziałujące na czytelnika. Obrazują – tworzą obraz. Jedne mocniej (pot naturalnie oznacza zmęczenie, łzy automatycznie kojarzą się ze smutkiem), inne słabiej, więc wymagają dodatków (but z cholewką niepachnącą zachęcająco, krwistoczerwona peleryna). Tak samo silne rzeczowniki to te personifikujące uczucia: miłość i nienawiść, wierność i zdrada, nadzieja i depresja. Posiadają one mocniejszą wartość; miłość kojarzy się ciepło i mile, a nienawiść – zupełnie odwrotnie. Wszystkie rzeczowniki, które budzą silne skojarzenia, nazywane są rzeczownikami obrazowymi, plastycznymi. Używasz głównie ich, a wykorzystując je, maksymalnie poruszasz wyobraźnię czytelnika. To twoja baza.
Zupełną odwrotnością są wszystkie rzeczowniki teoretyczne, abstrakcyjne. Takie, których nie da się wyobrazić, nad których sensem trzeba się zastanowić, a czasem nawet poszukać ich znaczenia w słowniku. Będą to, kompletnie przykładowo: perspektywa, pomysł, akumulacja, tożsamość. Ich sens wyłania się dopiero, gdy przeczyta się całe zdanie, więc jeśli będzie ich w tekście za dużo, stanie się on mętny, trudny w odbiorze, a styl całego tekstu stanie się męczący.
Na tym etapie zaznaczę, że wymagający czytelnik lubi prostotę przekazu. Nie banał, więc nie chodzi mi o banalne rozwiązania fabularne, bo najlepszą intrygę warto wykombinować, ale, opisując ją niejasnymi zdaniami, narażasz się na niezrozumienie i przekombinowanie. Miej na uwadze, by w prozie fantastycznej, przygodowej, nastawionej na „bohater coś robi” rzeczowniki plastyczne przeważały nad tymi abstrakcyjnymi. Tych ostatnich nie da się zmierzyć, policzyć, dotknąć czy powąchać. Nadużywane zmęczą, ale nie oznacza to, by ich w ogóle unikać. Często jednak trudne wyrażenia czy głębokie metafory tłumaczone są przez autorów na najprostszych przykładach:
Całe nasze życie jest jak kamień rzucony w wodę. Nigdy nie wiemy, jakie kręgi zatoczymy naszym upadkiem, czyją śmierć spowodujemy i kogo uzdrowimy
Nie jesteś w stanie wyobrazić sobie „życia” samego w sobie, ale „kamień w wodzie” jest już całkiem obrazowy, prawda? Nie ma więc rzeczowników gorszego czy lepszego sortu, ale dawanie przykładu na abstrakcyjne rzeczowniki pomaga w ich pojęciu i rozbudowuje ci tekst. Dodaje ambicji i ułatwia sprawę czytelnikowi.


02. CZASOWNIKco robi? co się z nim dzieje? – przedstawia stany i czynności.
Moim zdaniem to najważniejsza dla autora część mowy, biorąc pod uwagę zasadę: Pokaż, nie opisuj, czyli ruch przeciwko banalizowaniu powieści, wykluczający spłycającą tekst ekspozycję. Przy tym warto pamiętać, by ograniczać „być” i „mieć”, a także „czuć się”.


Było mi smutno/Poczułam smutek:
★CZYNY: głośne westchnięcie/spuszczenie wzroku/apatia w ruchach/puste spojrzenie/brak zainteresowania/spowolnienie/brak energii/ukrycie twarzy w dłoniach, nerwobóle;
★ MYŚLI [w przypadku narracji 1-osobowej bądź mowy pozornie zależnej w narracji 3-osobowej]: negatywne, niespokojne i zlęknione, wycofane; poczucie winy i beznadziejności, niska samoocena, myśl o śmierci.
Samo napisanie, że coś było smutne nie wywoła… smutku. Ani u bohaterki, ani u mnie, nawet jak wykorzystasz wyolbrzymienie w postaci: było mi bardzo smutno/poczułam przepełniający mnie smutek. Ewentualnie wywoła smutek w betareaderach, analizatorach czy oceniających.


Nie popadaj jednak w paranoję. „Być”, „mieć” i „czuć” są przydatne, jeśli potraktujesz je z umiarem i w momentach, które zwyczajnie wyczujesz. Odradzam jednak masowe wykorzystywanie ich w opisach postaci (była ruda, miała krzywy nos i zadatki na pisarkę) oraz miejsc (pokój był duży, miał białe ściany…). W tym ostatnim uważaj też na „stać” czy „leżeć” – chociaż to wszystko zależy od wyczucia, bo przecież istnieją powtórzenia będące związkami stylistycznymi, podkreślającymi istotę wyrażenia. Ja mogę tylko radzić. I tak też radzę – lepiej napisać miał zielone oczy, niż przekombinować z: gdy stawał w lustrze, widział swoje zielonookie odbicie
Odnośnie czasowników warto też wspomnieć, że niektóre z nich będą odbierać moc całemu zdaniu, obniżą jego wartość. Są to czasowniki pełniące funkcję poniekąd dopowiedzenia – ich usunięcie nie zmieni znaczenia zdania, a ich wstawienie niby ma upewnić czytelnika w tym, co chcemy mu przekazać. Tylko pozornie, ponieważ to zupełnie zbędny dodatek autora mącący w zdaniu, zamazujący jasny przekaz. To silenie się, by czytelnik zrozumiał to, co samo w sobie jest już jasne z góry. Przykład? Bardzo proszę:
(...) zaczęłam zastanawiać się nad tą kwestią. 
(...) jakoś poczuł, że stracił szansę.
Czy jeżeli napiszesz zwykłe: zastanawiałam się… albo stracił szansę nie napiszesz tego, co chcesz przekazać, bardziej w punktTreściwiej i konkretniej? Szczególnie w narracji 1-osobowej, która wymaga płynności i naturalności myśli, więc po co bohaterka miałaby sucho informować, że zaczyna coś robić? Niech po prostu... to zrobi. 


03. PRZYMIOTNIKjaki? jaka? jakie? – określa cechy istot, rzeczy, zjawisk, pojęć i stanów.
Wydaje mi się, że rezygnacja z nich jest największą trudnością w trakcie kształtowania pierwszych szkiców powieści. Nie policzę momentów, ile razy z bólem serca wycinałam zdania za dobre, zbyt poetyckie, za gęsto nafaszerowane epitetami.
Język polski jest rozwinięty i istnieje sieć rzeczowników, które mogłyby zastąpić epitet (rzeczownik + przymiotnik), dlatego zanim napiszesz silny wiatr, pomyśl o zawierusze czy wiatrzysku. Ten lekki, na podobnej zasadzie, warto zastąpić zefirkiem czy samym… wietrzykiem. 
Tak jak w przypadku osłabiania czasowników, kiedyś wydawało mi się, że, pisząc To była straszna zbrodnia!, podkreślałam tragizm sytuacyjny. No niestety to wcale tak nie działa, ponieważ rzeczownik zbrodnia jako rzeczownik plastyczny – esencja sama w sobie – już z marszu kojarzy się negatywnie.
W takim razie po co przymiotnik, skoro rzeczowniki są wystarczająco obrazowe? Na przykład po to, aby ukazać różnicę lub wartość: peleryna miała być krwistoczerwona, a nie trawiastozielona, a bohaterka miała być zainteresowana bohaterem, a nie znudzona jego żarcikami. 
Nie łudź się, że czytelnik wywróży sobie z kosmosu dopowiedzenie do rzeczownika, którego nie postawisz, bo będzie ci się wydawał logiczny. W twoim wyobrażeniu chata jest stara i spróchniała, ale pominąłeś przymiotnik? Ekstra! W moim, dopóki tego nie napiszesz, może być po prostu drewniana albo nawet z piernika. Jeżeli masz do przekazania jakąś ideę – MYŚL, jak ją zapisać i jakich słów użyć. Pozwól, by znaczenie wybrało wyraz, a nie wyraz nabierał znaczenia, które według ciebie posiada. 


Przy przymiotnikach i – następnie – przysłówkach pilnuj nadmiarów. Łatwo jest nagromadzić epitetów, a potem trzymać kciuki, by czytelnik nie porzygał się tęczą w opisie pocałunku pełnego cudownych, wspaniałych, romantycznych chwil czy nie przewrócił oczami, gdy po raz kolejny walka będzie trudna, bolesna, zacięta. Zwyczajnie nie przedobrzaj.
Najdziwniejszym przymiotnikiem, którego nie polecam używać, jest dziwny. Jak wyobrazisz sobie coś dziwnego? W przypadku zwierzęcia – róg wystający z tyłka jest już wystarczająco dziwny czy jeszcze nie? A w przypadku dziwnych zwyczajów? Nie wiem, czy wyobrazić sobie fetysz nastrajania gitary basowej jako grę wstępną do seksu w pozycji misjonarskiej czy okładanie porem po głowie księdza w czasie zaplanowanej kolędy. Nic nie mówisz, pisząc dziwny, tak samo jak nic nie mówisz, pisząc jakiś, więc dla dobra mojej wyobraźni… po prostu nie.


04. PRZYSŁÓWEK – określa czynności, stany oraz inne cechy. W języku polskim tworzy się najczęściej od przymiotników, za pomocą końcówek -e, -o.
Naczelny Sprawca Pleonazmów. Wielki Stwórca Tautologii. Nadmierny Nadmiernik. Zbędny jak skarpety kubotom. Nikt o zdrowych zmysłach cicho nie szepcze, szybko nie pędzi, nie kontynuuje dalej i nie zastanawia się pół dnia nad upływającym okresem czasuPrzeważnie przysłówkiem starasz się wmówić mi, że bohater jest DOKŁADNIE taki albo WYJĄTKOWO nie taki, ewentualnie ZUPEŁNIE taki, a nie inny. Wyobraź sobie taką sytuację w kolejnej ocenie:
Całkowicie pewny siebie przekroczył próg. – Dobrze, że nie w trzech czwartych.


Przysłówki również rozdmuchują tekst i rozciągają ci niemiłosiernie zdania (wreszcie, jakoś, bezsprzecznie), a także zacierają sens, którego czytelnik przestaje być pewien (on był trochę smutny, a ona niemożliwie radosna) – wśród ich nadmiaru tekst przestaje być prosty, naturalny, a staje się wyolbrzymiony, prefabrykowany, fałszywy i mglisty. Przeważnie umieszcza się przysłówki w first draftach, na etapie pisania byleby pisać, przelać wenę, a potem, gdy już zamienia się opisy rozmów w żywe dialogi, a relację zachowań zamienia się w sceny, część przysłówków ląduje jednak w koszu.
Oczywiście też nie jest tak, że każdy przysłówek jest be. Zdarza się, że nie warto z niego rezygnować, na przykład wtedy, gdy podkreśla nowe, niepodejrzewane wartości: przecież można uśmiechać się i radośnie, i smutno. To pierwsze samo przez się kojarzy się czytelnikowi po czasowniku uśmiechać się, więc przysłówek wesoło jest zbędny, ale w uśmiechać się smutno jest pewna magia obrazowania, która nęci i bez której samo uśmiechać się nie wyraziłoby odpowiedniego znaczenia. Czytelnik nie miałby prawa domyślić się, co autor chce przekazać. 


05. ZAIMEK – zastępuje rzeczownik (np. ja), przymiotnik (np. mój), przysłówek (np. tam) lub liczebnik (np. tyle) i pełni ich funkcje w zdaniu.
Bez wątpliwości – zaimek jest potrzebny. Przede wszystkim dlatego, aby nazywać, ale nie nadużywać imion, określenia bohater, ksyw czy innych takich. Aby nie silić się i sięgać desperacko po blondynów czy niebieskookie. W narracji trzecioosobowej wymagany, chociaż i narrator potrafi przesadzić z pisaniem o kimś i rzeczach oraz czynach przynależnych temu komuś: (…) jego ręka powędrowała w kierunku jego twarzy, po chwili klepiąc w jego czoło, a jego wzrok zatrzymał się na jego butach. A raczej ich braku.


To dość... uciążliwe, nie sądzisz? Myślę, że problemu nie trzeba tłumaczyć.
To teraz narracja pierwszoosobowa:
O kurczę! Do domu nie wrócę, by nie zbudzić matki! Dojdę w tym, co mam na nogach, a na nogach miałem klapki…
Widzisz tam gdzieś jakieś moje klapki? Moje nogi? Swoją matkę? Nie? Więc posłuchaj Łony, daj bohaterowi Snickersa i niech przestanie gwiazdorzyć. Czy ktoś jeszcze pamięta moją pierwszą ocenkę w bitwie trzynastej na portalu Opowi, a tam część o tekście Vasto Lorde?
Kolejny chłodny dzień jesieni dał się poznać od gorszej strony silnymi porywami wiatru, który targał moje długie włosy. (…) Moje ciche myśli przerwało skrzypienie drzwi. Odwróciłem się i spojrzałem na drzwi wejściowe, lecz te stały nieruchomo, zamknięte od środka. (…) Nagle zadzwonił mój telefon. Moją pierwszą myślą było (...). 
Skupmy się na głowniaku, którego na całkowitej nieświadomce wykreowano na egoistycznego buraka. Mnie, mój, moje. LITOŚCI! Ma stylizację jak wymuskany egocentryk z papieru. Facet opisuje swoje myśli. Cały tekst pisany narracją pierwszoosobową, która nie jest formą pamiętnikarską, to myśl, czyli znajdujemy się poniekąd w głowie tego bohatera, a więc zaimki odebrały mu całkowicie naturalność postaci. Chyba że chcemy stworzyć taką postać, która właśnie zwraca na siebie uwagę taką stylizacją, jednak trzeba mieć do tego powody i nawet wtedy nie przesadzać z zaimkami przy każdej możliwej okazji, bo przecież istnieje różnica między narysowaniem a przerysowaniem.


Już prawie technicznie kończymy pierwsze fantastyczne zdanie, a raczej znamy jego części. Wiemy, co i jaką pełni w nim funkcję, możemy więc spojrzeć na swoje zdanka i zastanowić się nad każdym z osobna. ALE JAK POUKŁADAĆ te wszystkie części? Sam SZYK w polskich zdaniach jest swobodny – raczej technicznie poprawny, ale jak przekombinujesz z przekładaniem wyrazów, to niektóre zdania mogą wydawać się nieco kulawe, niezgrabne, mimo technicznej poprawności. Możesz też, wybierając szyk udziwniony, narazić się na to, że czytelnik zupełnie inaczej odbierze to, co chcesz mu przekazać. Szyk odgrywa też bardzo istotną rolę w znaczeniu niektórych partykuł (niesamodzielnych, czyli nieposiadających samodzielnego znaczenia wyrazów, np: tylko, chyba, ani, niech, tak, oby, bodajże itp.):
♣ Tylko Jan nam to powie (i nikt inny!).
♦ Jan tylko nam to powie (i nikomu innemu!).
 Jan nam tylko to powie (i nic innego!).
♥ Jan nam to tylko powie (i niczego innego nie zrobi!).

Jeżeli archaizować chcesz lub Nową Biblię XXI wieku tworzysz, to zawsze pisać Yodą możesz.


Jeszcze odnośnie kolejności – warto pisać zdania i dzielić w nich informacje na wypływające chronologicznie, wtedy narzucasz czytelnikowi logiczny wywód i sprawiasz, że płynie on z tekstem, równo, ciągiem.

 Po trzech godzinach drogi, kiedy przeszli przez slumsy, zauważyli, że drepcze za nimi dziewczyna…
♥ Zauważyli, że drepcze za nimi dziewczyna, dopiero po trzech godzinach drogi, gdy przeszli przez slumsy…
To od ciebie – częściej bardziej nieświadomie niż świadomie – zależy, na co czytelnik ma położyć nacisk w trakcie odbioru i która informacja ze zdania (w przypadku zdań złożonych z wielu informacji) zapadnie mu najbardziej w pamięci; którą zakoduje jako najważniejszą. Czy będzie to obecność dziewczynki, upływ czasu czy spacer przez slumsy? Pamiętasz Szekspirowskiego Makbeta?


Królowa, mój panie, nie żyje. 
Istnieje przekonanie, że najważniejsze części zdania umieszcza się na jego końcu, te nieco mniej ważne na początku, a o najmniejszej wartości – w samym środku. Na podobnej zasadzie buduje się już nie tylko zdania, ale i… CAŁE AKAPITY. Najważniejsze informacje powinny znaleźć się na ich końcu jako suma tej przeprawy, którą był cały on.

Nie ma reguły odnośnie długości akapitów. Bzdurą jest to, co kiedyś napisała autorce w ocenie jedna ze stażystek:
Może zacznę od tego, że nasza polonistka zawsze powtarza nam, że akapit, to co najmniej trzy zdania. Bez uzasadnionego powodu, czuję się odpowiedzialna za przekazywanie tej wiedzy dalej. Po prostu nieładnie wygląda akapit, który ma dwa zdania, albo jedno długie, który równie dobrze mogłoby wchodzić w skład dwóch zdań. 

Ale odnośnie długości samych zdań napiszę co nieco.
DŁUGOŚĆ ZDANIA nadaje tempo. Te długie zabierają w podróż, porywają, a krótkie zmuszają do skupienia się na konkretach. W opisie przyrody można pozwolić sobie na spacer pomiędzy drzewami, więc nie ma co ograniczać się do pojedynczych, jednak w scenach walki nie ma sensu wylewać dygresji na tematy wszelakie – stąd „kropka za kropką” zdania najczęściej pojedyncze, urywane, opisujące konkretne ruchy. Cios za ciosem. Krótkie zdania mają więc sens, jeśli mowa o upraszczaniu opisów wydających się problematycznymi (akcja, w której każdy krok ma znaczenie) i budowaniu napięcia. Proste zdania skonstruowane za pomocą rzeczowników plastycznych i bez zbędnych upiększaczy w postaci przysłówków czy nadmiaru przymiotników budzą emocje, zawierają często dramat. Liczy się wtedy dosłownie każdy wyraz. I znów: The queen, my lord, is dead.
Aby zaoszczędzić czytelnikowi ziewania, przemieniaj. Baw się. Nie stosuj jedynie zdań krótkich czy długich, ale przeplataj je ze sobą. Najczęściej zdania krótkie ubarwiane są przez długie. Krótkie wywołują efekt sprawozdania, a długie uzupełniają myśli, dopieszczają je.
A długość samych słów? Niektórzy pisarze uważają, że nie należy używać dłuższego synonimu, jeżeli można zastąpić go krótszym.


DALSZE PORADY ODNOŚNIE PISANIA PROZY

Istnieje w gronie literatów-techników kilka zasad, którymi rządzi się współczesna literatura i których przestrzeganie ułatwia autorom budowanie słowem. Tych i wielu innych zasad trzyma się grupa autorów, którym się wiedzie, i taka, którą aż chce się czytać i na którą jest popyt (wykluczając wydawane na potęgę przez wydawnictwo Novae Res gnioty młodzieżowe czy książki będące wpierw fanfikami One Direction publikowanymi na Oddpadzie, a także literaturę aŁtorKasi Michalak) – biorę przede wszystkim pod uwagę książki napisane dobrze. Napisane poprawnie. Napisane lekko. 

✔ Pokazuję, nie opisuję (ang. Show, don’t tell) – KLIK;

✔ Zadaję sobie pytania [np. co usiłuję powiedzieć? Jakie słowa przekażą to najlepiej? Jaki dobór słów uczyni ten obraz jasnym? Czy jest to wystarczająco świeże? Czy da się powiązać ze sobą sceny, nie mając wiedzy, którą posiadam w głowie jako autor? Czy mogę wyrazić to krócej? Czy opisuję coś niezręcznego, czego dałoby się uniknąć? I inne…];

 Nie mnożę bytów ponad potrzebę [Brzytwa Ockhama – dobra powieść unika dłużyzn, czyli naddatków informacji, które nie wnoszą niczego do rozwoju fabuły i postaci. Z tego powodu nie opisuje się każdej sekundy, każdego oddechu czy czynności z życia bohatera, a jedynie to, co ma znaczenie fabularne];

Jeżeli coś pokazuję, to muszę to wykorzystać [Strzelba Czechowa – powieść jest strukturą logiczną, a sceny tworzą związek przyczynowo-skutkowy; fabuła musi być spójna, a gdy umieścisz w niej nic nie znaczące elementy, zagłuszasz bieg historii];

 Mam świadomość, że streszczenia nie budują atmosfery tekstu;

✔ Traktuję research jako świętość;

 Znam pojęcie imperatywu;

✔ Strona bierna powinna być unikana w narracji [tak z zasady, bo wycofywanie narratora nie jest przekonujące, to zmniejszanie własnej odpowiedzialności często wykorzystywane przez polityków: Sprawdziłem raz jeszcze analizę badań prowadzonych w sprawie Tu-154 i nie zauważyłem błędu vs Sprawdzono raz jeszcze analizę badań prowadzonych w sprawie Tu-154 i nie zauważono błędu];

  Unikam wszelkich -oz, ponieważ wiem, że nawet witamina C w nadmiarze jest szkodliwa [np. zaimkoza, wielokropkoza, wtrącenikoza, akapitoza, słowotokoza, dialogoza i inne ozy, i inne kozy…, pomijając – oczywiście – rzeczowniki abstrakcyjne takie jak metamorfoza lub plastyczne, np. płoza];

 Nie mylę imienia czy zaimka z kolorem włosów [blondyn czy niebieskooki są przecież traktowane na równi z poziomkowoustą czy krótkonogim, dopóki nie są pisane wielką literą i nie stają się ksywą];

✔ Mam świadomość możliwości nieświadomej kreacji Mary Sue lub Garego Stu i potrafię walczyć z ideałami – KLIK (i tutaj: KLIK);

 Nie buduję banalnością obrazową [Czerwony jak krew? Nawet cegła jest już dość ciężkostrawna w polskiej literaturze – podziękujmy Ryśkowi. Z poradnika Po Bandzie, na którym dość często się tu opieram, cytuję: czerwony jak brzuszek gila, nos klauna, szminka Madonny, strój kardynała, miejski autobus i światło na skrzyżowaniu...];

 Czytam na głos to, co napiszę, zanim ujrzy to światło dzienne, tj. kliknę magiczne publikuj [praca dykcji: autor dobiera najlepiej brzmiące słowa tak, aby dawały najlepsze wrażenie. Czy zdania nie są monotonne? Równej długości? Akcentowane tak samo, zawsze z rzeczownikiem na początku? Czy nie występują tu rymy wewnętrzne odwracające uwagę czytelnika? Czy dostrzegam niezamierzone powtórzenia, a spójniki oddają tempo?];

  Zdaję sobie sprawę z tego, że interpunkcja nie jest widzimisiem [nadaje melodyjność utworu, oddziela zdania składniowe w zdaniu złożonym, dzieli zdanie na przyswajalne części i przez to ułatwia zrozumienie sensu całości];

I teraz moje ulubione:
 Jasne, że nie muszę trzymać się tych reguł! Ba! Nawet trzymając się ich, mogę nadal pisać źle, bez wyczucia, intuicji, tego czegoś, co niewątpliwie jest jakimś zalążkiem nieposiadanego lub nierozwiniętego talentu… Aczkolwiek pewnych idiotyzmów już wtedy nie popełnię. ;)

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Aktualności

Blogi zgłoszone w 2016: 3
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Zbieramy pierwsze lajki ;)
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.