Piszesz i chcesz wiedzieć, co myślą o tym inni? Zapraszamy!
więcej o nas

Aktualności



Oceniający

Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc z pewnością znajdziesz w naszym gronie osobę, która z przyjemnością oceni twojego bloga.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój blog do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

[133] ocena bloga: kosmologia-zagrakandu.blogspot.com

12 kwietnia 2018

Tematyka: science-fiction/fantasy
Autor: [screams internally]
Oceniająca: Forfeit


Na wstępie chciałabym rzec, że nie miałam pojęcia, jak zabrać się do tego bloga. Mam nadzieję, autorze, że nie będziesz zawiedziony moją pracą – starałam się zrozumieć Twoje teksty najlepiej, jak potrafiłam; konsultowałam niektóre zagadnienia z innymi oceniającymi. Ocena może wydawać się chaotyczna, tak samo, jak – moim zdaniem – Twoja twórczość. Oto, co uzyskałam. Zapraszam niżej.

Wygląd strony nie jest dla mnie ważny, jeśli tekst jest czytelny i panuje względny porządek. Na Twoim blogu ustawiony jest standardowy szablon z dość dziwnym tłem, które osobiście nie przypadło mi do gustu, jednak bez problemu mogę czytać, więc nie ma problemu. Trochę przeszkadza mi fakt, że masz tak dużo postów na stronie głównej. Przez to suwak jest mały i niewygodnie się zjeżdża na dół. Zastanawia mnie obecność wyszukiwarki i archiwum – masz spis treści, który jest dużo wygodniejszy w użyciu, więc to z niego będę korzystać i czytać posty w tej kolejności, w której się znajdują w przywołanej zakładce. Czym jest Kosmologia Zagrakandu niewiele mówi, jednak zachęca do zagłębienia się w treść. Pozytywne wrażenie wywarł na mnie brak błędów – to dobrze świadczy już na starcie. Zakładka Od Alicii zawiera jedną, krótką wypowiedź, ale nie jest do końca poprawna:

"Witaj w mym więzieniu, człowieczku. Jestem Alicia Slayer, antagonistka, czarny charakter.
Mój Autor umieścił mnie w tej historii bym nie mogła przenieść się do waszego świata.
Nie martw się jednak, i tak w końcu się to stanie. A wtedy, wreszcie poznacie swoją prawdziwą opowieść."

Po pierwsze, nie użyłeś poprawnych polskich cudzysłowów. Powinny wyglądać tak: „(…)”.
Po drugie, kropkę stawiamy zawsze po cudzysłowie, nawet jeśli należy do cytowanego zdania [klik].
Po trzecie, przecinek po wtedy jest zbędny, a brakuje bo bym. Pozwól, że w treści będę wstawiać znaki interpunkcyjne w nawiasach kwadratowych w cytowanym zdaniu.
W dodatku wydaje mi się, że trochę lejesz tu wodę. Antagonista i czarny charakter to to samo, prawda?
Wspomnę jeszcze o pierwszej grafice, która jest tłem bloga. W poście wygląda dużo lepiej, zaś w tle wyraźnie widać złą rozdzielczość. Może warto podziałać i coś z tym zrobić?
Ach, i doceniam, że jesteś autorem grafiki. To duży plus.
Jeśli chodzi o ostatnią zakładkę, Galeria:

Składnica dzieł natury wizualnej (twórczość własna/obrazy z licencją CC0, chyba, że inaczej powiedziane)
Błędem jest przecinek w konstrukcji chyba że – nie stawiamy go [klik].

To tyle ode mnie, jeśli chodzi o zakładki. Przejdźmy do treści właściwej.


Słowa Autora
0. Tako rzecze Alicia Slayer
Zanim zaczniemy analizę tego, co Alicia rzecze, słowo o wyglądzie wpisu:
1. Tekst powinien być wyjustowany.
2. O ile na początku przez strukturę tekstu nie rzuca się to w oczy, o tyle niżej już przeszkadza brak wcięć akapitowych. Jak zrobić akapity? Cytując artykuł Skoiastel o poprawnych dialogach:

Akapit rozpoczynaj wcięciem akapitowym.
W Wordzie uzyskasz je, wciskając TAB na klawiaturze.
Niektóre portale literackie posiadają wcięcia automatyczne, które pojawiają się po wciśnięciu klawisza ENTER i po przejściu do nowej linijki.
Na niektórych portalach działa kod HTML do ręcznego wstawiania wcięć:
<div style="text-indent: wartośćpx;"> treść akapitu </div>

Podoba mi się, że przytaczasz cytaty osób, które sama wymyśliłeś. Brakuje mi tylko kursywy lub cudzysłowu, skoro jest to myśl cytowana.
Niżej cudzysłowy są niepoprawne, a po zdaniach brakuje kropek. Jeśli wyrażasz myśli lub cytujesz słowa bohatera, używaj albo kursywy, albo cudzysłowów, a nie obu na raz – zdecyduj się na jedno [klik].

Mój drogi Autor ostatnimi siłami pisze parę zdań, po chwili całe pomieszczenie pochłania ogień.
Ale… skąd wziął się ten ogień? To znaczy rozumiem to tak, że Autor stworzył Alicię w opowiadaniu, a teraz zamienili się miejscami, lecz nadal nie wiem, dlaczego pomieszczenie się zapaliło. Co to miało na celu i jak przez płomień wszystko się odwróciło?

"Charlotte obudziła się, czując zapach spalenizny. Rozejrzała się szybko po pokoju, ale nie zauważyła ognia. Po chwili zadzwonił budzik..."[.]
Czyli Charlotte to nasz Autor? Autor zmienił się w dziewczynę o imieniu Charlotte? Ogień wygasł? Co wniósł do historii? Co to za budzik? Zadzwonił w spalonym pokoju? Przetrwał jako jedyny czy to sen i bohaterka wybudziła się ze snu?

Nie czuję niedosytu – raczej mam wiele pytań o aspekty logiczne tekstu. Jestem zdezorientowana przez ogień i budzik. Nie wiem, co się stało i dlaczego tak, a nie inaczej, a jako czytelnik powinnam być świadoma wydarzeń kulminacyjnych sceny.

Czytając ten rozdział (mogę go tak nazwać, prawda?), miałam nieodparte wrażenie, że ma wydźwięk patetyczny, co wydało mi się w końcu śmieszne. Przez brak opisów, a jedynie same wypowiedzi, nie umiem wyobrazić sobie, co się właściwie dzieje. To trochę jakbym czytała konwersację na czacie. Zdawało mi się, że tekst jest pusty i czegoś w nim brakuje, a emocje oraz waga sytuacji, które starasz się pokazać (i co nie wychodzi najgorzej), w pewnym momencie wyglądają na komiczne – hiperbolizujesz. Ja nie czuję, że dzieje się coś ważnego.


2. Antytwórca 
Przez wypisane kody czuję klimat technologii i gier wideo. Fajnie to wygląda i myślę, że jest dobrym chwytem, aby wprowadzić w cyfrowy świat sci-fi.
Z tego, co zrozumiałam, były to kody na zamknięcie Alicii. Jednak przemyślenia bohatera o oszustwie są takie… suche. Oszukał ją jak małą dziewczynkę i się z tego cieszy – słabo to brzmi.
No i co z tą zamianą miejscami z poprzedniej notki?

W tym poście zamiast kursywy i cudzysłowów podkreślasz zdanie. To nie jest forma cytatu. Nie mogłeś tego zapisać po prostu jako dialogów? Czy bohaterowie porozumiewają się przez myśli, czy przez pismo? Ciężko sobie cokolwiek wyobrazić, mając same wypowiedzi.
Wcześniej nie miałem zasobów, musiałem użyć tego [przecinek] co miałem.

Kim lub czym jest Beta? To program? Dlatego podkreślasz wypowiedzi, zamiast konstruować zwykłe dialogi? Rozmawiają w myślach lub piszą do siebie? I kim jest Ghetts? Naprawdę się gubię. I opisów znów jak na lekarstwo. Świat przedstawiony nie jest nakreślony i nie wiem, jak odczytywać Twoją pisaninę. A przez to nie mogę powiedzieć o niej nic konkretnego. Czuję wszędzie braki wszystkiego. 


Uniwersytet Zagrakandu
I Meta-thaumatyka: wprowadzenie, teoria i trochę praktyki
Przy rzymskiej jedynce brakuje kropki.
Nareszcie dostanę jakiś długi, ciągły tekst. Nadal jednak brakuje w nim wcięć akapitowych, co znacznie utrudnia czytanie.
Podoba mi się, że wykład poprowadzi Wuhabei Mądry – postać, którą wcześniej cytowałeś.
Skoro prowadzący rozpoczyna wypowiedź, powinna się zacząć od myślnika.

Zgodnie z tytułem wykładu, jestem tu, by opowiedzieć wam o jakże fascynującej dziedzinie nauki jaką jest meta-thaumatyka, czyli nauka o thaumatyce.
Skoro meta-thaumatyka jest dziedziną nauki, to oczywiste, że jest nauką.

Magowie naginają, lub wręcz łamią reguły i zasady rządzące rzeczywistością.
Zbędny przecinek.

Thaumatyka, a thaumaturgia to nie to samo.
Zbędny przecinek [klik].

No ale, wróćmy do samego początku.
Przecinek po ale jest zbędny. Jeśli chcesz wstawić pauzę oddechową, powinieneś postawić przecinek po no lub może go nie być wcale.

A był on dość nieskomplikowany, [polecam myślnik] każdy żył sobie w świecie, w którym się urodził i nic nie wiedział o tym, ze [że] istnieją inne.

Aż pewnego razu wynaleziono thaumatykę i rozpoczęto ek[s]plorację innych wymiarów. Wkrótce rozpoczęły się wojny międzyświatowe, ale to nie o tym jest ten wykład.
Ja wiem, że to wykład profesora, lecz czuję, jakbym czytała wypowiedź o czymś prostym z nawpychanymi trudnymi słówkami. Fajnie, że w taki sposób tłumaczysz stworzoną rzeczywistość, ale z drugiej strony niepotrzebnie to wszystko komplikujesz. Bo [świat] musi być materialno-temporalny, czyli składać się z empirycznie doświadczalnego kontinuum czasoprzestrzennego brzmi ciekawie i naukowo, jak na profesora przystało, ale nie działa na moją wyobraźnię; wykładowe słówka są suche i nie umiem stworzyć w głowie nic, oprócz skomplikowanych maszyn i stert książek z dziwnymi rysunkami. A przecież ten post miał służyć czytelnikowi jako nakreślenie świata, który zbudowałeś, prawda? Wykładowca powinien dostosować się do słuchacza, a ten tekst taki nie jest – za to jest nieprzystępny. Polecam prostszy język, bo te łamańce odbierają lekkość narracyjną i nie dość, że taki styl jest nudny, to i zniechęcający. A wiem, że gdybym pominęła ten post, ciężej by mi było zrozumieć dalsze rozdziały.
Poza tym czy empirycznie doświadczalne to nie jest pleonazm? Podobnie dziwnie brzmi połączenie temporalnego i czasoprzestrzennego. Lejesz wodę. 

Pomiędzy wymiarami znajduje się tak zwana otchłań empiryczna, brak czasu i przestrzeni, brak możliwości rozumienia (przynajmniej tak jak rozumujemy my, istoty żywe).
Jak otchłań może być empiryczna, będąc jednocześnie bez czasu i przestrzeni, jeśli empiryzm wiąże się ze zdobywaniem doświadczenia poprzez zmysły? Nie można dotknąć, usłyszeć czy zobaczyć nicości, prawda?

Otóż okazuje się, iż światy-dzieci rzeczywiście powstały na skutek procesów zachodzących w s[ś]wiecie-rodzicu.

Zwykle potężny osobnik, zwany demiurgiem, tworzy (świadomie lub nie) świat poniżej własnego.
Nasuwa mi się tu pytanie: ale jak? Skoro już wymyśliłeś światy tworzące inne światy, to możesz wspomnieć o tym coś więcej. Bo co, urodziły się? Powstały poprzez wybuch? Nie umiem sobie tego zobrazować. Chyba że nie do końca wiadomo, jak to się stało – ale o tym też warto wspomnieć!

Cieszę się, że nareszcie rozumiem, o co chodzi z Zero i innymi dopiskami w tytułach postów. Skoro jednak są to nazwy własne (bo nazwy Meta-poziomów), dlaczego piszesz Minus jeden, a nie Minus Jeden?

Przejście wyżej jest trudne, [polecam myślnik] tym trudniejsze, im wyżej chcemy się dostać.

Chyba bardzo lubisz słowo empiryczny; w ciągu krótkiego tekstu pojawiło się już trzeci raz. To rzuca się w oczy i nie wygląda najlepiej, gdyż nie jest często używanym przymiotnikiem.

Status Quo naszego świata jest pilnowany przez wspomnianą równowagę thaumiczną.
Dlaczego quo masz wielką literą? Przecież powinno być małą – to zwykłe słowo z łaciny.

Najprościej można to wyjaśnić w ten sposób: Wymiar sam próbuje zachować pewien stan równowagi, prowadząc czynną i bierną korektę zdarzeń i istnień.
Po dwukropku wymiar powinnaś zapisać małą literą, ponieważ nie przerywasz zdania, a kontynuujesz myśl.

Więc tak, każde zdarzenie jakie stało się kiedyś, (nie)mogło się stać, dzieje się, (nie)może się dziać itd. ma pewną wartość liczbową.
Słowa w nawiasie wyglądają głupio – przecież to wypowiedź profesora, więc słuchacz tego nie słyszy.
Odnośnie podkreślonej części: zdarzenia zawsze dzieją się faktycznie, tym bardziej w tekście pisanym w czasie przeszłym. Wyszło Ci jakieś pomieszanie z poplątaniem. Proponuję: Więc tak: każde przeszłe, teraźniejsze bądź dopiero przyszłe zdarzenie ma pewną wartość liczbową.

Wprawieni thaumatycy potrafią obliczyć takie sumy i, za pomocą wartości temporalnych, czyli zestawów liczb astralnych, występujących w naturze, mogą urzeczywistniać żądane zdarzenia. Lub usuwać zdarzenia niepożądane.
Podkreślona część nie powinna być wtrąceniem (brak czasownika w tej części zdania, a po jej wyrzuceniu reszta nie zachowuje sensu), więc przecinek przed jest zbędny (drugi zamyka większe wtrącenie, zaczynające się od za pomocą). Ponadto zdanie jest długie i niezrozumiałe. Napchałeś tam tak dużo trudnych i nowych słów, że ciężko się w tym połapać. Miało wyjść poważnie i naukowo, a wyszedł bełkot.

*Tu wykładowca podnosi szklankę wody z biurka, po czym wylewa jej zawartość na swoje szaty. podrzuca ją i dezintegruje. wypija jej zawartość. Po odstawieniu okazuje się, że płynu nie ubyło ani trochę.*
Widzisz? Nie zacząłeś wypowiedzi od myślnika, więc nie wiedziałeś, jak zapisać ruch wykładowcy. Gdybyś trzymał się poprawnego zapisu, nie miałbyś problemu. Pogrubienie, zaznaczenie gwiazdkami początku i końca tekstu oraz dodatkowe przekreślenie połowy słów wygląda bardzo źle i niechlujnie.

Zauważcie, iż nie cofnąłem czasu ().
Po co w tekście ten znaczek, skoro wciąż słuchamy wypowiedzi bohatera? A może to nie scena, tylko fragment tekstu z jakiej gazety? Ale czemu w takim razie opisany jest ruch profesora i zapisujesz wszystko tak, jakby właśnie opowiadał, dokładnie jego słowami?

W tym momencie, thaumatycy, wespół z bogami, są główną siłą kontrolującą rozwój całego drzewa Yggdrasil.
Chwilę wcześniej profesor mówił, że nie mogą przejść na poziom Plus jeden i nie wiedzą nic o poziomach wyższych, więc dlaczego teraz mówi o kontroli rozwoju całego drzewa?
Pierwszy przecinek zbędny.

Nie potrafię wypowiedzieć się o profesorze jako o postaci, bo on w zasadzie tylko mówi o działaniu światów, a moją opinię na temat przemowy już znasz. Wydaje mi się, że więcej jako bohater nie wystąpi. Zakładam, że ta scena ma charakter czysto informacyjny, aby przekazać niezbędne wiadomości czytelnikowi, więc chyba w tym momencie nie ma nad czym się rozwodzić. Lecz pomysł z wykładem mi się podoba. 


Kosmologia Zagrakandu
7. Imperium Słońca
We wszystkich zacytowanych zwrotach kropka powinna być po znaku cudzysłowu. Nie będę już o tym wspominać w dalszej części tej oceny.

— Nie chodzi o to, żeby zrozumieć. Chodzi o to, żeby próbować zrozumieć — odparł filozoficznie Zając.
Nie potrzebuję dopiska, że wypowiedź była filozoficzna – potrafię to wyczuć.

— Coelho? — zapytała.
— Chyba tak, ale nie jestem pewien. — Wzruszyło łapkami zwierzę.
W wymyślonym przez Ciebie świecie istnieje Paulo Coelho?

Pierwszy Anioł Azazel został poświęcony, by zamknąć Bephelgeuse'a tam, skąd przybył.
Wcześniej był Jahwe, Bóg judaistów i chrześcijan, zaś teraz jest Azazel, upadły anioł z mitologii hebrajskiej i muzułmańskiej. Do tego dochodzi Bephelgeuse i drzewo Yggdrasil. No i Coelho plus gadający Zając. Celowo mieszasz postaci religijne, mitologiczne, zwierzęta, istniejących ludzi i OC? Uważam, że to dość ciekawy zabieg i mam nadzieję, że logicznie przedstawisz swój świat, bo – nie ukrywam – postawiłeś sobie poprzeczkę bardzo wysoko.
Dobry pomysł przedstawienia opowieści o stworzeniu Yggdrasil przeplatanej z ładnie ubranymi w słowa wyjaśnieniami.


Szkolne Koło Paranormalne:
1. Mystopheles i szalony diament
Nadal nie justujesz tekstu, a to bardzo słabo wygląda.

Wyższe byty po prostu nie myślą o tym by zadać sobie pytanie: Kto mnie stworzył?
Przecinek przed by. Kto powinno być małą literą – kontynuujesz myśl.

Po krótkim rekonesansie doszła do wniosku, że pożar po prostu się jej przyśnił, wobec czego zdecydowała powrócić do normalnego trybu dnia. Na początek ruszyła do łazienki. Wewnątrz powitała ją bardzo niska jak na swój wiek, a do tego zgarbiona, pulchna, blada i ponuro spoglądająca nastolatka, odbicie w lustrze.
Opisywanie swojego wyglądu poprzez odbicie w lustrze, w dodatku w formie wyliczania cech, to bardzo słaby zabieg. Nie powinno się od razu, na samym początku wrzucać tylu informacji o wyglądzie do jednego zdania. Przecież da się na wiele innych sposobów przedstawić cechy postaci w scenie.

— Znowu będę musiała się ufarbować — wymruczała do siebie niezadowolona, zauważając purpurowe odrosty zakłócające idealną normalność czerni jej włosów.
Tu już lepiej z wplataniem informacji o wyglądzie. Nie musiałeś jednak wrzucać tutaj do siebie, ponieważ wiemy, że była sama w łazience, a w dodatku wymruczała, co wskazuje na to, że do nikogo się nie zwracała.

Wchodzenie do łazienki, przeglądanie w lustrze, schodzenie na śniadanie… To naprawdę nudne. Na pewno dało się inaczej przedstawić wyjątkowy wygląd dziewczyny, zamiast opisywać poranną toaletę.

Bohaterka ma na imię Charlotte, zaś jej matka to Matylda. Czemu jedno imię jest pochodzenia germańskiego, a drugie francuskie (edit: później masz dużo angielskich)? Da się to ujednolicić, imiona mają odpowiedniki. Czyżbyś specjalnie mieszał imiona w różnych językach?

Na dole czekała matka dziewczyny, Matylda.
— Co to za dźwięki z samego rana? — zapytała niewysoka, szczupła, mimo wczesnej pory starannie umalowana brunetka, marszcząc brwi w charakterystyczny dla siebie sposób, wyraźnie zdenerwowana jakąś inną sprawą.
Zaraz, chwileczkę! Za dużo wszystkiego w jednym zdaniu! Zanim dotarłam do jego końca, zapomniałam początku. Dawkuj informacje. W ciągu trzech linijek poznałam imię matki, jej wygląd, charakterystyczny układ brwi, emocje i wiem, co powiedziała. To zbyt wiele na raz dla czytelnika. Łatwo się pogubić. I drugi raz wylatujesz ni z tego ni z owego z figurą i ogólnym opisem bohaterki. Wymieniasz, zamiast wplatać takie rzeczy w tekst.

— Spadłam z łóżka — odpowiedziała lakonicznie Charlotte i zaczęła przygotowywać swój posiłek, zupełnie już ignorując rodzicielkę. Niezainteresowana dalszymi wyjaśnieniami kobieta usiadła przy stole i powróciła do własnego śniadania, tylko co jakiś czas ukradkiem rzucając zirytowane spojrzenia na córkę.
Najpierw wypowiada się Charlotte, zaś potem czytamy o tym, co robi jej matka. Tę informację powinieneś przenieść do nowego akapitu.
Plus opis śniadania jest tak dynamiczny, tak bardzo ważny…

W drodze, do Charlotte, jak zresztą co dzień, dołączyła mieszkająca w pobliżu dwójka znajomych z klasy, Ethaine i Alysa. Wygolony na łyso, chudy i wysoki jak patyk,[zbędny przecinek] chłopak w tęczowej kurtce i,[zbędny przecinek] ledwo wystająca ze swojej kolekcji szalików,[zbędny przecinek] niema dziewczyna byli znani wśród dorosłych jako buntownicy.
I po raz kolejny od razu wyliczasz mi cechy dwójki, po czym nawet określasz ich jako buntowników. Czemu nie dasz mi samej tego wywnioskować ze sceny? Dlaczego streszczasz, opisujesz wszystko zdaniem czy dwoma, zamiast pokazywać, dawkować informacje i wplatać je w tekst? Eksponujesz, a ekspozycja jest zła.

Ethaine pokiwał głową z miną znawcy. Jego domowa sytuacja wyglądała podobnie, w końcu nawet fryzurę, a właściwie jej brak, zawdzięczał rodzicielce, która, gdy zawzięcie odmawiał zafarbowania swoich niebieskich „kłaków”, pewnego dnia po prostu ogoliła go, gdy spał. Najbardziej zaskakujące było to, że nie obudził się podczas tej operacji.
Jak to – pewnego dnia? I włosy mu nie odrastają czy łysina spodobała mu się na tyle, że zaczął golić głowę cały czas?

Rzeczywiście, gdy zobaczyła starszego, niesamowicie wysokiego mężczyznę w okularach, z długą, siwą, niestarannie utrzymaną brodą, czytającego książeczkę w nieznanym dziewczynie języku, poczuła, że kiedyś już z nim rozmawiała.
Dlaczego z każdym nowym bohaterem wrzucasz tyle cech jego wyglądu ciągiem? Nie będę o tym już wspominać, bo dałam Ci wystarczająco dowodów na to, że to chyba Twoja maniera, ale proszę, przyjrzyj się swojemu tekstowi pod tym względem i spróbuj przekształcić przedstawianie postaci, bo to się już dawno zrobiło nudne. Szczególnie że chwilę później ładnie wplatasz informację o okularach – widać, że potrafisz.

— Ho ho.
Ho, ho.

Mijając jedną z kolumn stabilizatora atmosferycznego, nastolatka zwróciła uwagę na, siedzącego przed budką transformatora, wyraźnie znudzonego, małego khota, jednego z odmiany inteligentnych, rozumnych kotów, o niecodziennym, jaskrawo czerwonym, umaszczeniu.


O mamciu! A co tu się stało? Przecinkoza jak nic.
Połowa przecinków jest zbędna. W dodatku zdanie jest za długie, okropnie się je czyta. Spróbuj wypowiedzieć to na głos, robiąc pauzę oddechową przy każdym przecinku. Źle, prawda? Polecam:
Mijając jedną z kolumn stabilizatora atmosferycznego, nastolatka zwróciła uwagę na siedzącego przed budką transformatora małego, wyraźnie znudzonego khota – jednego z odmiany inteligentnych, rozumnych kotów, o niecodziennym, jaskrawoczerwonym umaszczeniu.

Dlaczego gdy khot się wypowiada, zapisujesz jego słowa używając wyłącznie wielkich liter? Zżynka ze Śmierci Pratchetta? (A na dodatek Śmierć lubił koty...).

Ale, z jakiegoś powodu, nigdy o nim nie myślała, ani nie miała żadnych wspomnień z nim związanych, tak, jakby jednak go nie było.
W tym zdaniu również umieszczasz przecinki tam, gdzie nie trzeba. Całość traci płynność przez to, że robisz zbędne wtrącenia – w podkreślonej części nie ma czasownika. I słowo tak nie powinno wisieć tak bezpańsko, między dwoma przecinkami. Tu akurat masz wybór – może stać przed lub po tym wyrazie.

Bez słowa, khot podał jej wyciągniętą nie wiadomo skąd paczkę, którą Charlotte zaczęła pośpiesznie rozpakowywać.
Pierwszy przecinek zbędny.

Khot i kamień są dla Ciebie.
Czy kamień od ojca ma coś wspólnego z tym, że nazwisko Charlotte brzmi Steinway?


3. Zwykły dzień w Ministerstwie Pogody
Exodus? Znów religia? Szkoda, że nie napisałaś o tym nic więcej, choć było to wspomniane tylko w cytowanym na początku rozdziału fragmencie, więc może kiedyś rozwiniesz temat.

Jej uwagę zwróciła nieobecność jej zastępcy, Gilberta Sandersa, co nigdy wcześniej mu się nie zdarzyło.
Kompletnie nie rozumiem, dlaczego wziąłeś w kursywę podkreślone słowa. I to zdanie brzmi dziwacznie. W pierwszej części składniowej podmiot to ona, a w drugiej on. Wygląda to jak dziwny skrót myślowy; jak gdyby Gilbert nigdy nie zwrócił uwagi Matyldy, a nie się nie spóźniał. Nie lepiej rozbić zdanie na dwa? Przykładowo: Jej uwagę zwróciła nieobecność jej zastępcy, Gilberta Sandersa. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się spóźnić/nie przyjść.

Wyparował? — zaciekawił się Sanders.
— Wybuchnął! Poszedł z dymem!
A to ci dopiero!
Rozumiem podkreślenie kursywą pierwszej wypowiedzi, ponieważ bohater nie dowierzał, ale trzeciej? Później również zapisujesz kursywą wypowiedź Sandersa i tylko jego. Czemu? To bez sensu.
W tej scenie wystąpiło bardzo wiele nowych postaci i w dodatku zapanowało niezłe zamieszanie, więc nie mogłam do końca ogarnąć, kto kim na dobrą sprawę jest i co się dzieje. Naprawdę potrzebne były te wszystkie osoby? I podsłuchujący tłumek?

Bardzo dobre zakończenie sceny. Podoba mi się fragment z cieniem, wzbudza emocje i łaknę więcej. Brawo.

Lysfis momentalnie odnalazła Gilberta, a raczej to coś, co się pod niego podszywa. Wydaje mi się, że stało się to za prędko. Od razu wszystko wiedziała, a bardzo ciekawy wątek rozwiązał się w ciągu jednej notki. Odkrycie kto stoi za zamachem, mogło być fajnym punktem kulminacyjnym przesuniętym na później. Zabrakło mi jakiegoś dłuższego opisu poszukiwań. A szkoda, bo zadziało się dobrze, lecz za szybko.
No i teraz wiem, czemu do zapisu wypowiedzi Gilberta używałeś kursywy, lecz to zepsuło element zaskoczenia. A raczej o ile teraz było trochę niezrozumiane, o tyle przy następnych scenach wypadnie słabo. Od razu będę wiedziała, że dana osoba jest opętana.


4. Potwory nowej ery
W cytacie zabrakło spacji między nawiasem a wyrazem.

—Zadzwoń?
Brak spacji po myślniku.

W poprzednim rozdziale zapisywałeś imię bohaterki Alysa, zaś w tym masz Alyssa. Musisz to ujednolicić. I pozwól, że do końca oceny będę się posługiwała pierwszą wersją.

Charlotte rozpoznała w nim profesora Lutzenhausera. Niespodziewanie,[zbędny przecinek] od razu przypomniała sobie, skąd go pamiętała. Przecież był najlepszym przyjacielem jej ojca! Ojca? Właśnie, ciekawe gdzie on właściwie jest?
Chwilę, co się dzieje? Przecież Charlotte nie pamiętała swojego ojca, a teraz zna jego przyjaciela? Coś jakby wracały do niej wspomnienia z innego świata albo poprzedniego wcielenia? I dlaczego pomyślała dopiero teraz, gdzie jest jej ojciec, skoro wcześniej dostała od niego list? Raczej bardziej by to pasowało do tamtego momentu.

Trzymając parasolkę, najwyraźniej zabójczą broń, w ręku, nie wypadł zbyt przekonująco, więc dziewczyna pobiegła za przyjacielem przyjaciółmi.
Nie rozumiem, dlaczego piszesz przyjaciel jako skreślone słowo i zaznaczasz przyjaciele kursywą (drugi już raz). Czyżby bohaterka dopiero od niedawna uważała Alysę za przyjaciółkę?
W dodatku zapis jest bardzo kulawy. Jeśli już musisz zastosować to wtrącenie o zabójczej broni, polecam zapisać tak:
Trzymając parasolkę w ręku – najwyraźniej zabójczą broń – nie wypadł zbyt przekonująco (...).
lub
Trzymając najwyraźniej zabójczą broń – parasolkę – nie wypadł zbyt przekonująco (...).

Możesz darować sobie to w ręku. Sens zdania się nie zmieni, bo przecież wiemy, że nie ma tej parasolki w nodze, prawda?

Leć za nimi, ja nie mam już siły… Muszą uciec od tej w szalikach! — odparł zasapany człowiek.
Czyli Alysa jest zła? I po to były te skreślenia przyjaciela? Że niby Charlotte od niedawno zaczęła ufać dziewczynie z szalikami? Zbyt wyraźnie dajesz o tym znać. No i w sumie to właśnie Alysa nakierowała Charlotte na Lutzenhausera, który jest jej… wrogiem? Z jednej strony to pokręcone, z drugiej narrator wciska mi to, że Charlotte... nie wierzy Alysie? Podświadomie nie nazywa jej od razu przyjaciółką? Dlaczego? Poznały się później niż główna bohaterka z Ethaine’em? Mam za mało informacji na temat relacji trójki nastolatków (bo są nastolatkami, dobrze rozumiem?), a za dużo przesłanek o tym, aby nie ufać dziewczynie w szaliku. Za mocno to akcentujesz. Wystarczy wypowiedź profesora.

— Co to za walka dobra ze złem, bez ofiar?
Zbędny przecinek.

Dziewczynka wykorzystała przerwę by utworzyć zlokalizowaną dziurę czasoprzestrzenną, przenosząc siebie i przeciwnika w bardziej odosobnione miejsce.
Przecinek przed by.
Co oznacza podkreślona część? W sensie, że coś, co jeszcze nie istnieje i dopiero będzie tworzone, jest zlokalizowane? Jak?

— PrOsZę BaRdZo!
Co to za pokemon? To wygląda okropnie!


Na policzku Gilberta nagle pojawiło się złoto-pomarańczowe światełko, które wkrótce zaczęło powoli rozrastać się, rwiąc skórę i tworząc szramę na pół twarzy.
Rwąc.

Lysfis mignęła sylwetka kobiety, którą zobaczyła wcześniej, po czym wszechświat eksplodował.
Jak to wszechświat? W sensie wszystko? Nie zostało nic? W następnej scenie przecież mamy opisanych bohaterów i ich zachowanie. Gdyby wszystko eksplodowało, nie mogliby istnieć.

POWTARZAM: PANEL SŁONECZNY ZOSTAŁ KRYTYCZNIE USZKODZONY!…
W takiej sytuacji wielokropek umieszczamy przed wykrzyknikiem [klik].

Już na stacji, podliczyła swoich ludzi.
Przecinek zbędny – w pierwszej części nie występuje czasownik.

Ostatnia część posta bardzo mi się spodobała. Teraz już wiem, że postać, z którą walczyła dziewczynka, to Alicia i że ma władzę w tworzeniu świata oraz może wchodzić w ciała innych ludzi. Przejdźmy więc dalej, bo jestem ciekawa kolejnych wydarzeń.


5. Szalony Caligula, Neron podpalacz i krwawy Antares
Nadal nie rozumiem znaczenia tych symboli w tekście, a występują tu dwa razy już na samym początku.

Czyli Lysfis walczyła z Alicią czy Caligulą? Zaczynam się jednak gubić.

Poznajemy niejaką Tamarę, panią admirał. Jeszcze nie oswoiłam się do końca z postaciami, które już wprowadziłeś, a wrzucasz kolejną. Może gdyby posty były dłuższe, zawierały więcej scen, zapoznałbym się lepiej z Twoimi bohaterami. Mam nadzieję, że nie pogubię się bardziej. Jak na razie starczy mi bohaterów.

— Ta zła? Nie mówiłaś, że to jakiś Gilbert? — Zdziwił się Afterthiese, co ponownie sprowadziło na niego gniew Tamary. Zgromiła go wzrokiem, zła, że wtrącił się w jej rozmowę.

Prześlijcie wszystkie dane z głownego serwera przez CodSec, a potem…
Głównego.

Z powodu późnej pory, na ulicach nie było już prawie nikogo.
Zbędny przecinek.

— Ten sam. Nie mam pojęcia czemu do nas strzelał. A Mystopheles jest w porządku. Mój tata go wysłał. [Charlotte]
— Twój co…? [Ethaine]
— Tata. No wiesz. Mój ojciec. [Charlotte]
— MÓJ BYŁY WŁAŚCICIEL. [Ethaine]
— Aaa. No tak. Nie. Jednak nie rozumiem. — Miał minę, jakby właśnie przypomniał sobie, że o czymś zapomniał. [Charlotte]
Trochę nie bardzo rozumiem kto co wypowiada. Bo według zapisu dialogu, wygląda to tak, jak zaznaczyłam w nawiasach kwadratowych. A to nie jest dobrze, prawda? Czwarta wypowiedź należy do khota, ale to nie wynika z zapisu, rozumiesz? Może warto dodać dopiski narratorskie? I nie byłoby to wszystko błędne gdyby tylko Mystopheles się wypowiadał w ten sposób, lecz w jednym z ostatnich rozdziałów wprowadzasz postać, która również się tak wypowiada. No i pytanie, czy inne khoty też tak mówią? Szkoda, że nie zarezerwowałeś tego tylko dla tej jednej postaci.

Niżej masz mnóstwo wypowiedzi bez komentarzy narratora; ciężko się połapać, kto co mówi. No i bez jakichkolwiek wtrąceń, przez same wypowiedzi, trudno sobie wyobrazić scenę.

Po przeczytaniu rozdziału jeszcze bardziej zaczęłam się gubić. Czyli Alicia jest dobra? Czyli to ona stała za zniszczeniem panelu? A Nueve to ta zła? I w sumie to tylko była sobie Alysą i nic więcej nie zrobiła? A Caligula to siostra Alicii będąca obecnie w świecie Zero? Mam nadzieję, że dobrze kojarzę i z każdym kolejnym rozdziałem będzie coraz klarowniej, bo czuję, że nie do końca się odnajduję w tej historii. Pytanie tylko, czy to moja wina jako czytelnika, czy Twoja, autorze, w kwestii przedstawienia swojego świata.


6. Jesteś moim bohaterem?
Samo zdobycie mądrości nie wystarczy by nazywać się mędrcem.
Przecinek przed by. Ten brak zdarza Ci się notorycznie.

— Czyli trochę tak jak Lieberwelt?
— Nie do końca. Ministerstwo Pogody robi dobrą minę do złej gry.
Dlaczego używasz zamiennie nazw w różnych językach? Wygląda to dość karykaturalnie.

Pomiędzy Charlotte a Ethainem siedziała teraz, rozpierając się wygodnie, zielonowłosa wersja Nero.
Ale… jak się tam zmieściła, skoro Charlotte i Ethain siedzieli obok siebie, w dodatku trzymając się za ręce?

Wtem, Matylda wypatrzyła grupę żołnierzy, kierującą się w ich stronę.
Pierwszy przecinek zbędny.

Wtem, lodowa skorupa więżąca Premiera pękła z trzaskiem.
Jak wyżej.

Mogę was zapewnić, że pani Admirał wie co robi.
Przecinek przed co.

— Ma pan ikrę, żeby tak po prostu teleportować się po moim okręcie! — Oburzyła się Admirałka, przerywając swoją ulubioną czynność.
Po okręcie? A nie na? Oburzyła powinno być małą literą, bo odnosi się do wypowiedzi.

— Co za smutny pan. — skomentowała Lysfis.
Kropka po pan jest zbędna. Skomentowała odnosi się do wypowiedzi bohatera.

Nagle usłyszał krzyk. Rozpoznając w nim głos córki Głównej Kontrolerki, ruszył na odsiecz.
Wśród ogólnego chaosu rozwalającego się habitatu wzbił się wyraźnie akurat ten krzyk? I Vanheim rozpoznał po nim jednym konkretną osobę? Aż tak dobrze znał Charlotte – córkę znajomej z pracy? Trochę to mało wiarygodne.

Za nimi leżały dwa ciała, starszego człowieka i młodszego chłopaka.
Howard Lutzenhauser nie żyje.
Ethaine Landerstart nie żyje.
Zaraz, zaraz. Rozumiem, że Wicepremier może znać Lutzenhausera, ale Ethaine’a? Przecież to był zwykły dzieciak. Wiem, że narrator trzecioosobowy jest wszechwiedzący, ale mamy tu mowę pozornie zależną i stoimy za plecami Vanheima, który raczej nie znał chłopaka. Czemu więc wymawia jego imię i nazwisko?

Vanheim wywołał eksplozję tam gdzie stała, jednocześnie próbując zorientować się czy Charlotte wciąż żyje.
Brakuje przecinków przed gdzie oraz przed czy.

— Tak… Chodźmy. — powtórzyła tępo dziewczyna.
Tu kropka przed myślnikiem również jest zbędna.

Strasznie podoba mi się napis na dole, który ze słów Alicia Slayer nie żyje zmienia się w Alicia Slayer żyje. Wygląda to świetnie.


Księga Umarłych
8. Ewangelia Boga Śmierci

W tej notce nie masz wcięć akapitowych, które pojawiły się w kilku ostatnich rozdziałach.

Wszystko poszło nie tak jak powinno.
Powinno jest czasownikiem, więc przed jak powinien stać przecinek.

Co jak co, ale nie spodziewałam się, że Mystopheles jest prawdziwym diabłem. Bardzo podoba mi się w Twojej opowieści to, że mocno zaskakujesz, łączysz różne skrajne wątki, przez co wychodzi kontrowersyjnie, ale jednocześnie ciekawie.

Steinway otworzył swój wymiar kieszonkowy i wyjął z niego wielką, czarną trumnę z białym krzyżem na wieku. Otworzył ją szybko, po czym Mystopheles władował się do wnętrza.

No i nareszcie dowiaduję się, kto jest Autorem! Cieszę się, że wszystko zaczyna się łączyć; dzięki temu czuję się mniej zagubiona w Twoim świecie.

— I co, chciałbyś, żebym ci „odzyskał” tą książkę?
Tę książkę.

Tylko może nie tutaj. Te przeklęte pijawki łażą tutaj nawet w miejscach publicznych.

W każdym razie, nie powinnaś była ładować się na pociąg tylko po to, żeby sprawdzić[,] gdzie jadę!
Wrażenia w każdym razie nie zamykamy przecinkiem [klik]. I nie powinno być do pociągu zamiast na pociąg?

Nie dość, że poznałam w tym rozdziale Etherlite’a, Jacka, jego córkę Elizabeth, to teraz jeszcze jakaś Sara, a chwilę później Pirr, Bat i Freake. Przez parę ostatnich rozdziałów postaci dochodziły pojedynczo, jednak tutaj znów wepchnęłaś za dużo na raz, tak jak w scenie w Ministerstwie Pogody. Sarę mogłeś przenieść do nowego rozdziału albo rozpisać więcej scen, abym się zdążyła przyzwyczaić do poprzednich bohaterów.
Teraz, po przeczytaniu sceny do końca, zastanawiam się, czy postaci w niej występujące są ważne dla fabuły. Jeśli mają pojawić się tylko raz, w ramach, jak tu przedstawiłeś, próby sprawdzenia działania Księgi Umarłych, nie ma sensu podawania ich imion. Niech będą po prostu tłem. Gdy przedstawiasz bohatera, staje się on ważniejszy dla rozwoju opowiadania. Postaci epizodyczne mogą być po prostu dziewczyną czy chłopakiem. Każda historia potrzebuje tła, nie powinno się wprowadzać zamętu. Na taką postać wygląda mi Sara. Mam nadzieję, że się mylę i nie przedstawiasz mi bohaterów na próżno.

Wypowiedzi niejakiego Bata zapisujesz samymi wielkimi literami. Myślałam, że jest to charakterystyczne tylko dla Mystophelesa. Nie rozumiem, czemu tego używasz również tu (czy nawet w ogóle).

HaHAha!
Ten pokemonowy zapis jest okropny. Skąd taki pomysł? To wygląda bardzo źle. W jednym dialogu zastosowałeś go dwa razy.


9. Wiedza niezbyt radosna
Tego rozdziału nie dodałaś do spisu treści, więc zajmuję się nim na koniec.
Znów brakuje akapitów.

— Beta! Beta! — krzyknął na holopad.
Nareszcie (dopiero!) upewniłam się, czym jest Beta! Byłam blisko.

Szare, pozbawione ozdób, ściany potęgowały ponury nastrój pomieszczenia, w którym znajdowało się tylko szerokie, drewniane biurko i dwa (dość wygodne, zawsze coś) fotele.
Drugi przecinek zbędny. Znajdowały.

Nadal wypowiedzi kobiet w tatuażach zapisujesz kursywą. Tak jak i wcześniej, w scenie wejścia do siedziby dyrektora zabieg ten zepsuł efekt zaskoczenia.
Wrzuciłeś kolejne postaci. Czy sekretarz jest ważnym bohaterem? Mnożysz nazwy, wprowadzasz nowe osoby… Rozpoczynasz wiele wątków. Na pewno dasz radę wszystkie je domknąć?


PODSUMOWANIE
Twoja twórczość jest trudna do ocenienia głównie dlatego, że piszesz opowiadanie z podziałem na części. Każda z nich ukazuje inne wydarzenia, które się ze sobą łączą. Po pierwsze, łatwo się na początku pogubić. Po drugie, mimo jedenastu postów, gdy spojrzymy, że są podzielone na grupy, wychodzi w każdej bardzo mało tekstu, toteż ciężko powiedzieć coś więcej o danej części. Nie wiedziałam też do końca, czy mam zacząć czytać posty według daty dodania, czy z podziałem na tematy. Wybrałam tę drugą opcję i teraz uważam, że chyba to nie był do końca dobry pomysł. Chyba lepiej by było, gdybym czytała na zmianę różne tematyki. Wydaje mi się, że byłoby bardziej zrozumiale.
Mimo wszystko w miarę dobrze idzie Ci oddzielanie fabuły w światach. Na początku jest chaotycznie – głównie posty Zero są dość niejasne, no ale jest to poniekąd science-fiction, więc rozumiem, jaki efekt chciałeś osiągnąć. I rzeczywiście z czasem coraz lepiej odnajdywałam się w światach, postaciach i wszystkim, co wykreowałeś. Jednak moja ocena nie będzie może do końca sprawiedliwa, gdyż tego tekstu jest wciąż za mało. Przez podział mogłam wczuć się dobrze jedynie w Szkolne Koło Paranormalne (ma najwięcej części). Całość trzymała w napięciu, jednak wciąż brakowało mi… więcej. Czuję niedosyt – nie spowodowany źle zbudowanymi pojedynczymi scenami, lecz za małą ich ilością. Nie wiem, czy zakończyłeś już ten dział, o ile mogę to tak nazwać, i masz zamiar pociągnąć historię w Księdze Umarłych, czy będziesz jeszcze coś dopisywać. Stworzyłeś jednak tak wiele wątków, że historia powinna być bardziej obszerna. Niektóre sceny dało się wydłużyć, inne dodać, abym lepiej poznała bohaterów, abym zobaczyła łączące ich relacje.
Może podam przykład: Charlotte wyszła z przyjaciółmi, Alysą (Alyssą? Nadal nie wiem) i Ethaine’em, rozmawiali, doradzali sobie, można rzec, że zwierzali się – okej. Ale w kolejnym rozdziale Charlotte myśli już, że jest z przyjacielem przyjaciółmi. I w tym momencie gubię się, ponieważ od początku widzę, że koleguje się z dwójką na równym poziomie, a nagle dziewczyna w myślach nie uważa Alysy za przyjaciółkę, a raczej sama siebie do tego przekonuje. Druga rzecz to to, że od razu zdradzasz, że z Alysą jest coś nie tak, kręci, nie można jej ufać. Straciłeś w ten sposób sporo, bo to mogła być zaskakująca scena, jednak Twój narrator wyjawił mi wcześniej, czego mogę się spodziewać. I przyznam – pomysł był super, a szaliki dodały wszystkiemu uroku. Naprawdę się wczułam. Tak więc gdybyś wstawił wcześniej scenę czy przemyślenia Charlotte przez mowę pozornie zależną na temat tego, że Ethaine’a zna dłużej, bardziej mu ufa, może przyjaźnią się od dziecka, za to Alysę poznali stosunkowo niedawno – wtedy całość wyszłaby inaczej; rozumiałabym, dlaczego Charlotte tak zwraca uwagę na słowo przyjaciel. Z drugiej strony kompletnie bym to wyrzuciła i zastąpiła te słowa czymś innym, bo zdradzasz nam przyszłe wydarzenia; psujesz efekt zaskoczenia. A dobra scena na tym traci.
O ile na temat innych części ciężko mi coś szerzej powiedzieć, o tyle Szkolne Koło Paranormalne podobało mi się. Jak już wspomniałam wyżej, zacząłeś dużo wątków, ale były poprowadzone bardzo szybko, skupiłeś się tylko na tym, co najważniejsze, a brakowało jakiegoś… tła, a nawet drugiego planu. Tło jest bardzo ważne, bo dopełnia całość historii, która musi przecież rozwijać się gdzieś, między jakimiś ludźmi. U ciebie czułam się, jakbym czytała tylko najważniejsze, okrojone sceny. Przez takie postępowanie nie masz żadnych podstaw przyjaźni Charlotte i Ethaine’a, nie mam żadnego powodu, aby uważać Alysę za mniej ważną koleżankę niż Ethaine. A to tylko jeden przykład. Kolejny? Znam Matyldę za krótko, by współczuć jej utraty córki i posady. Nie jest mi przykro, bo posiadasz mnóstwo innych postaci też ważnych. Ale też źle nakreślonych. W dodatku zostały wprowadzone szybko, część trochę chaotycznie, na raz. Połowa wydaje się ważna, a że masz mało tekstu i dużo bohaterów, charaktery są bardzo słabo zarysowane i nie jestem w stanie zapamiętać, kto kim jest. Nawet jeśli dana osoba ma wkrótce zginąć, ale przez jakiś czas jest ważna dla fabuły – powinna mieć charakter, być przedstawiona inaczej, niż zrobiłeś to z połową postaci, czyli figurą i kolorem włosów. To też karygodne. Pisałam o tym wyżej, ale powtórzę – takie wprowadzanie bohatera jednym zdaniem przez opisanie wyglądu świadczy o niskim warsztacie. Dobrze, że nie określałeś postaci jako brunetka, niebieskooka itp., ale spójrz jeszcze raz na pierwsze rozdziały i zastanów się, czy nie wepchałeś za dużo informacji o wyglądzie równocześnie? Kto zapamięta taki potok słów?  
Masz też tendencję do wprowadzania informacji od razu, zamiast robić to stopniowo. Nie chodzi nawet o wygląd, ale przedstawiając choćby Matyldę, poza jej wyglądem wypisałeś mi jej cechy. To już zakrawa o ekspozycję. I tu chodzi o to, abyś nie robił mi charakterystyki postaci, lecz pozwolił ze scen wywnioskować, jaka ta postać jest. Ale większość Twojego opowiadania to spiski, walki i ucieczki. A same sceny akcji nie wystarczą, by poznać dobrze postać. Masz za mało interakcji bohaterów, za mało dialogów, za mało w tych bohaterach życia.
Musisz umieć dawkować informacje. Wybierz sobie wątki główne i poboczne, bo – o tym też wspomniałam wcześniej – u Ciebie wszystko wydaje się być ważne. I to wynika z tego, że masz okrojone sceny. Skoro wybierasz tylko to, co najważniejsze, większość postaci wydaje się pierwszorzędna. W dodatku wciąż wprowadzasz nowe, a nie znamy dostatecznie dobrze tych wcześniejszych. Przyznam, że fabułę masz dobrą, pomysł dobry, ale to wszystko jest… puste. Bohaterowie są puści. Nie dajesz nam okazji, aby ich lepiej poznać, a przez to jedyne emocje wywołują sceny walki, które wychodzą Ci całkiem nieźle. W ogóle dynamiczne sceny czytało mi się chyba najlepiej. Jednak pojedynki i pościgi to nie wszystko. Bo przecież muszę kibicować bohaterom w tej walce! Musi mi zależeć na ich życiu, na ich wygranej! A tego u Ciebie brakuje.
Notki masz krótkie i jest ich mało, więc na tym etapie nie jestem w stanie opisać dokładniej żadnej postaci. Przyznam tylko, że uwielbiam szalikową Alysę. Jest wyjątkową bohaterką, mimo że nie mówi. Szaliki? Genialne! Alysa wyróżnia się, a to, czego się o niej dowiadujemy później, zaskakuje. Dziewczyna ma cechy charakterystyczne. Szkoda, że pożyła tak krótko; była wyjątkowa i zapadła w pamięć. Drugim takim bohaterem jest Mystopheles. Nasz słodki koto-diabełek ma specyficzny styl wypowiadania się, chyba jako jedyny (oprócz niemej Alysy) rzuca się w oczy. Reszta bohaterów się zlewa, za to wesoły stworek bawi i intryguje jednocześnie (wejście w ciało Charlotte? Rozmowy z jej ojcem? Wow!). Zdaje się być takim dobrym-złym duszkiem Charlotte, który może w przyszłości nieźle namieszać.
Ach, no i Farfotzle skradły moje serce.

Ważną częścią tej oceny jest poprawność i ogólny wygląd tekstu, bo i ile na tym etapie Twojej pisaniny nie jestem w stanie powiedzieć zbyt wiele na temat samej fabuły czy pojedynczych bohaterów, o tyle sam wygląd tekstu wiele świadczy o autorze oraz pisanym przez niego opowiadaniu.
Zacznijmy od tego, że Twój tekst jest zawsze niewyjustowany. Druga sprawa to wcięcia akapitowe. Powinny być przy każdym akapicie. Po trzecie, non stop masz niepoprawne cudzysłowy.
Jeśli chodzi o poprawność tekstu, dbasz o nią. Czasami nie stawiasz przecinków, na ogół przed by. Częściej masz ich nadmiar – robisz zbędne wtrącenia, stawiasz pauzy przed cechami równorzędnymi (podczas ich wymieniania), a nawet w zupełnie losowych miejscach. Nie używasz też myślników, a zdarzało się, że właśnie one ratowałby zdanie przed przecinkozą. Myślniki używamy zamiast przecinków, by mocniej coś zaakcentować. Niektóre napisane przez Ciebie zdania aż się prosiły o użycie myślnika.
Większych zastrzeżeń do poprawności nie miałam; ot, jeszcze parę powtórzeń i drobne błędy w zapisie dialogów, lecz od razu widać, że wiesz, z czym to się je.
Chciałabym też napisać dwa zdania o Twoim stylu, a to dlatego, że piszesz lekko i bardzo szybko się Twoją pisaninę czyta, lecz czasami przeładowujesz zdania, przez co wydają się za ciężkie. Gubi się ich sens, przy końcówce nie pamięta początku. Z czasem było ich coraz mniej, ale zwróć uwagę na takie kolosy – zaburzają rytm. Nie pomagały też wciskane na siłę trudne, naukowe słówka. Najwięcej w przemowie profesora. Wiem, że miało być bardzo poważnie, jak na osobę o tym tytule przystało, jednak co za dużo, to nie zdrowo. Czytelnik musi zrozumieć Twój świat, a więc musi też skupić się na tym, co czyta, zamiast rozszyfrowywać pokręcone zdania i wyszukiwać niektóre wyrazy w Internecie.

Najbardziej chciałabym pochwalić Cię za pomysł. Poprzeczkę postawiłeś sobie bardzo wysoko i tak obszerna fabuła, jeśli ją ładnie poprowadzisz i rozwiniesz, nadaje się już na powieść. Dzieje się dużo, masz sporo wątków i wielkie pole do popisu (tyle światów i rozplanowanie wszystkiego daje ogrom możliwości). Azazel, Jahwe, Coelho i zmutowane koty w jednej historii? Czemu nie!
Piszesz całkiem nieźle – podziwiam Twoją wyobraźnię; niektóre zdania były perełkami. Cytaty na początku rozdziałów wymyślone przez Twoje postacie (jakbym wróciła do Wiedźmina!) bardzo pozytywnie mnie zaskakiwały. Ze dwa nawet wyszukiwałam w Internecie, bo nie byłam pewna, czy przypadkiem ich nie pożyczyłeś.
Z tematyki Księgi Umarłych pojawił się dopiero pierwszy wpis. Czyżby to kontynuacja Szkolnego Koła Paranormalnego? Im dalej brniesz w historię, tym bardziej mnie ciekawi. A sam wątek z księgą opisałeś zgrabnie – chciałabym więcej.
Najgorzej wypadły pierwsze notki – Słowa Autora; brak opisów sprawił, że wyszło pusto, chaotycznie, ciężko było sobie cokolwiek wyobrazić. Jak na początkowe notki wyszło słabo. Miało być tajemniczo, dynamicznie? Przygoda z Twoją twórczością zaczyna się od tych notek. Może być zachęcająco, lecz czytelnik nie pójdzie dalej, gdy już z wejścia się we wszystkim gubi i nie rozumie tekstu. Pamiętaj, że ja nie siedzę w Twojej głowie – mam tylko to, co mi napiszesz i na podstawie tego buduję w wyobraźni Twój świat.
Podsumowując, Twoja wizja jest ciekawa, pomysły są dobre, tylko masz za mało scen, brakuje tła. Nie mogę się wczuć w postacie. Wszystko się dzieje niemal za szybko; wciskasz dużo informacji na raz, rozpoczynasz wiele wątków, przez co łatwo się pogubić. Mimo wszystko czytało się lekko i przyjemnie. Masz potencjał, obyś tylko potrafił go dobrze wykorzystać. Na dzień dzisiejszy dostateczny z plusem, lecz nie przejmuj się. To po części wina małej ilości tekstu; może po dłuższym czasie wszystko rozwinęłoby się bardziej, może widać by było progres w pisaniu. Może – jednak aby zbudować dobre opowiadanie, trzeba mieć zbudowane dobre podstawy. Mam nadzieję, że ocena w jakimś stopniu Ci pomogła. Pamiętaj, że to wyłącznie rady i nie musisz nic zmieniać, jeśli wiesz, że w dalszej części wszystko się rozwinie i masz zaplanowaną tę historię.

Artykuły WS, które mogą Ci się przydać:
7 najczęstszych błędów z przecinkami – o wtrąceniach i wymienianiu przymiotników;
– Błędy w narracji – ekspozycja – o tym, jak przedstawiać bohaterów;
Kreowanie bohaterów – jak nadać im cechy indywidualne.

Wybacz, że ocena pojawia się dopiero po dwóch miesiącach – wolałam poczekać na większą ilość materiału, aby mieć co analizować. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do skomentowania!



Dziękuję za betę Skoi.

2 komentarze

  1. Po pierwsze, chciałbym podziękować za ocenę. Po drugie, jestem mężczyzną ;). Co do kolejności czytania, to niestety trochę się nie zrozumieliśmy. W pewnym momencie dodałem cyfry porządkowe w spisie (zgodne z chronologią postów, tak jak należy czytać), ale chyba za późno. To akurat jest moja wina, więc nic nie szkodzi.

    Nieprawidłowe "" są specjalnie. Z dodatkiem kursywy oznaczają słowa Alicii. Normalne „” są używane w tekście tak jak być powinny (przynajmniej próbuję ich tak używać).

    Przyznam, że osobiście wolę wygląd tekstu niewyjustowanego, ale być może jest to konwencja, której po prostu się używa. Jeśli tak to może rzeczywiście zmienię.

    Akapitów nie użyłem w tym rozdziale umyślnie (w normalnym tekście używam ich). Wydaje mi się, że mniejsza niż zwykle gęstość tekstu powoduje, że da się go przeczytać.

    „Ogień” bierze się z eksplozji powstałej przy zaginaniu czasoprzestrzeni (patrz: końcówka rozdziału 4: Potwory Nowej Ery).

    „To trochę jakbym czytała konwersację na czacie.” No to coś mi wyszło :)

    Jeśli poczuła Pani antypatię w stosunku do Autora (postaci, nie mnie) to kolejny punkt dla mnie.

    Podkreślenie oznacza słowa Bety.

    Na pewno mam problem z opisami (czy to świata, czy bohaterów), to prawda.

    Nie odnoszę się do błędów interpunkcyjnych, bo one po prostu są. Dziękuję za wskazanie ich w tekście.

    Dziwne słowa i zwroty to trochę takie nawiązanie do Star-Trekowego Technobabble, nie mają być zbyt zrozumiałe.

    Coelho jak najbardziej istnieje w naszym świecie :). Z wykładu wiemy, że poziom Plus jeden to po prostu nasza rzeczywistość (zero to fikcja itd.)

    Świat przedstawiony jest w zamierzeniu mieszanką różnych motywów i opowieści występujących w kulturze (głównie europejskiej, nie znam się aż tak bardzo na innych). Stąd postacie przebijające Czwartą Ścianę (Autor, Alicia itd.).

    Niestety opisy to moja słaba strona. Próbuję się poprawić.

    Mieszane nazwiska i imiona są umyślnym zabiegiem.

    Caps Lock w wypowiedziach Mystophelesa jest trochę Śmiercią a trochę podkreśleniem głębokiego, niskiego głosu dobiegającego od małego kota.

    Kursywa pojawia się gdy w zdarzenia jest zamieszana Alicia. Taki znak dla czytelnika, „Coś jest nie tak”.

    Z Alysą to wpadka, ups!

    Skreślenia oznaczają zmiany w czasoprzestrzeni (jakaś sytuacja została anulowana i inne zdarzenie zajęło jej miejsce) spowodowane np. użyciem thaumatyki. Myślałem, że jest to bardziej oczywiste, ale chyba mi się nie udało tego przedstawić.

    Rzeczywiście pokemon, a na serio, próba przedstawienia wysiłku towarzyszącego atakowi.

    Tak, cały wszechświat! :) Tak się dzieje za każdym razem, jak Alicia zmienia rzeczywistość.

    Znaczek strzałki to po prostu symbol cofnięcia czasu. Caligula usunęła te zdarzenia, po czym stało się coś innego.

    Niezrozumienie tekstu przez czytelnika to na pewno głównie moja wina. W końcu to ja go napisałem.

    Tekst typu „postać x nie żyje” nie jest wypowiadany przez nikogo. Być może to trochę dalekie skojarzenie, ale chodzi tu o nawiązanie do mangi i anime „Jojo's Bizarre Adventure”, gdzie śmierć postaci jest w podobny sposób komentowana przez narratora.

    „W tej notce nie masz wcięć akapitowych, które pojawiły się w kilku ostatnich rozdziałach.”
    Ups! Jak ja tego nie zauważyłem?

    Mystophelesa i Bata może coś łączyć.
    Pokemonowy zapis miał na celu pokazanie szalonego śmiechu Freke'a.

    „Tego rozdziału nie dodałaś do spisu treści”
    Wiedziałem, że o czymś zapomniałem.

    Posty miały być czytane zgodnie z datą pojawienia się, tak. Powinienem był o tym powiedzieć.
    Zmiana w myśleniu Charlotte następuje po otrzymaniu kamienia od ojca, tytułowego szalonego diamentu. Jest to wskazówka co do funkcji tego przedmiotu.

    „Ach, no i Farfotzle skradły moje serce.”
    Nie dziwię się. :)

    Ogółem, bardzo pomocna ocena. Uświadomiła mi parę problemów z moim pisaniem i potwierdziła moje podejrzenia co do innych. Bardzo dziękuję za poświęcenie mojemu blogowi czasu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo, bardzo przepraszam za używanie formy żeńskiej! Nigdzie nie znalazłam niczego, co mogłoby wyprowadzić mnie z błędu. Większość blogerów to kobiety, w dodatku rysunek i żeńska bohaterka... Zmienię to oczywiście w ocenie.
    @akapity – zauważyłam, że od Szkolnego Koła akapity się pojawiły, lecz w dwóch ostatnich rozdziałach ich zabrakło, stąd moja uwaga.
    @Star Trek – nie widziałam, dlatego pewnie nie zrozumiałam. Mój błąd.
    @Plus jeden – naprawdę? Nie skojarzyłam. Może to przez tego gadającego Zająca? ;)
    @Mystopheles – podziałało, czytając słyszałam ten głos. :)
    @Kursywa – w scenie w siedzibie dyrektora pojawiła się siostra Alicii, o ile dobrze pamiętam. To też ma z nią coś wspólnego? Sądziłam, że kursywa jest przy każdej kobiecie z tatuażami, by podkreślić ich rasę (mogę to tak nazwać?).
    @Skreślenia – w wykładzie tak, czuć to, lecz przy przyjaciołach nie widziałam sensu tego.
    @pokemon – rozumiem, jednak da się to także pokazać opisem zachowania postaci – napięcie mięśni, zaciśnięte pięści, mimika twarzy etc. :)
    @manga&anime – nie słyszałam o tej publikacji. Możliwe że to moja wina, że nie zrozumiałam, jednak cała scena była z perspektywy Wicepremiera, więc założyłam, że to jego myśli.
    @Mystopheles i Bat – tak, racja. Przy używaniu wielkich liter wspomniałam o tym, że nie wiemy, czy są zarezerwowane wyłącznie dla Mystophelesa, czy może dla całej rasy. Jeśli coś ich łączy, zapewne wyjaśni się to w kolejnych rozdziałach. Z racji, że ich jeszcze nie ma, zwróciłam uwagę. Jak mówię, nie muszę mieć racji, to tylko podpowiedzi, bo tekstu nadal jest za mało, aby wątki zostały rozwiązane.
    @Charlotte – rozumiem, lecz dziewczyna dostała kamień razem z liścikiem. Stąd moja niepewność.
    Cieszę się, że mogłam pomóc i dziękuję bardzo za komentarz pod oceną.
    Jak pisałam, opowiadanie ma ambicje, pomysł jest, talent masz. Teraz ważne, aby ćwiczyć i rozwijać się w tej dziedzinie, ale przede wszystkim czerpać przyjemność z pisania.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Aktualności

Zgłoszenia z 2017: 5
Zgłoszenia sprzed roku: 3
Znajdź nas na Fejsie – [KLIK]
Szablon stworzony przez Agatę
Zgłoś tekst i spróbuj swoich sił!
21.03.2019 najlepsi autorzy
otrzymają nagrody! – [KLIK]

Ankieta

Ankieta ewaluacyjna WS

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.