...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń
Autor:
Etykiety: ,

[87] ocena bloga: kuroshitsujizbior.blogspot.com

25 sierpnia 2016
Adres: Kuroshitsuji: zbiór opowiadań
Autorka: Andatejka
Tematyka: fanfiction – manga i anime
Oceniająca: Lena



PIERWSZE WRAŻENIE
Od razu widać, że postawiłaś na minimalizm. Adres „kuroshitsuji zbiór” jest prosty do zapamiętania i krótki. Nie wiadomo jedynie, czego ów zbiór dotyczy, ale wyjaśniasz to w belce, pisząc: „Kuroshitsuji zbiór wolnych opowiadań” (brakuje dwukropka lub myślnika po Kuroshitsuji). Dzięki temu wiemy, o czym będziesz pisać.
W szacie graficznej także postawiłaś na ograniczenie zbędnych elementów. Szablon nie należy do najpiękniejszych, ale też nie jest najgorszy. Widać, że sama stworzyłaś nagłówek przedstawiający na żółtym tle twarz Sebastiana oraz tytuł. Wykonałaś trochę denerwujący kursor z Sebastianem, lecz jest to zaskakujący element (i na dłuższą metę da się do niego przyzwyczaić).
Zapanowałabym nad rozmiarami fontu, bo, jeżeli mnie oczy nie mylą, używasz różnych wielkości, a także różnie wyrównujesz tekst – raz do lewej, raz do środka, raz justujesz. Na twoim miejscu wybrałabym justowanie całego tekstu, a rozmiar ujednoliciła.
Elementów dodatkowych jest na tyle mało, że nie psują przejrzystości witryny. Zmniejszyłabym ilość postów wyświetlanych na stronie do jednego. Po co ludziom widzieć więcej rozdziałów? Jak będą chcieli resztę, to znajdą je w „spisie treści”, a tak łatwiej będzie się dostać na sam dół, aby dotrzeć do archiwum czy linków. 
Podsumowując, na belce nie musisz niczego poprawiać prócz błędu; szata graficzna nie woła o pomstę do nieba, choć mogłaby być estetyczniejsza (w końcu dużo szabloniarni istnieje w blogosferze), a także z przejrzystością nie ma kłopotu. Wyłącznie rozmiar fontu i wyrównanie tekstu są do poprawki. Co najważniejsze, osoby lubiące Kuroshitsuji po wejściu na bloga będą miały ochotę zajrzeć do treści.
(10/13)


TREŚĆ
Opiszę opowiadania tak, jak masz je w spisie treści, ale sprawdzałam je w różnej kolejności. 


1. Taniec zatracenia
I SPECJAŁ
Rozdział zaczyna się obiecująco. Ciekawy zabieg z zaznaczeniem jednego słowa w dialogu, do którego później nawiązujesz – od razu zwrócił moją uwagę. Już w pierwszych zdaniach poznajemy niezły charakterek bezimiennej bohaterki – podoba mi się. I głównie zajmujesz się tutaj opisem jej myśli, retrospekcji, przez co podaje mniej lub bardziej znane fakty ze swojego życia (pewnie jakbym dobrze znała Kuroshitsuji, to bym wiedziała, o kim mowa). Właśnie po moich rozmyślaniach dzielisz się z nami jej imieniem – Gabriela. Nikogo takiego nie kojarzę z mangi, więc zapewne jest to postać twojego autorstwa. W dalszej historii, gdy goście przybyli i usiedli przy stole, do panny Gabrieli dociera to, że jest przystojny – problem taki, że nie do końca wiadomo kto. Kolejno mogłaś poinformować, co bohaterka dostała na obiad, bo „odkraja kolejne kęsy”, ale właściwie nie potrafię sobie wyobrazić czegoś konkretnego. Dalej; używając słów: „on”, „znowu hipnotyzujący głos” , nie wiadomo, o kim piszesz. I dopiero w połowie tekstu dostajemy odpowiedź... Trochę jest to dezorientujące. Bardzo podoba mi się motyw szachów i opisanie życia przeciwnika na jego podstawie – a tutaj mowa o Cielu. Zrobiłaś to wybornie! Zakończyłaś opowiadanie ciekawie, wręcz intrygująco. Aż prosiłoby się o kontynuację...

Pogrążona we własnym świecie i jego problemach zupełnie nie zauważyłam, że tuż obok mojego talerza przebiegł mały pająk. Kiedy nareszcie wszedł w pole mego widzenia, odruchowo krzyknęłam i upuściłam sztućce, które z brzękiem upadły na podłogę. – Trochę jest to dla mnie niejasne. Najpierw nie zauważyła, że przebiegł obok, a potem zauważyła, że jest? Pamiętaj, że to pierwszoosobówka i opisywanie tej sytuacji powinnaś zacząć od momentu, w którym zauważa pająka. 

Hannah natychmiast podała mi nowe, a pająkiem zajął się o dziwo… on, chociaż Claude stał tuż obok. – Jaki „on”? Tutaj jest narracja pierwszoosobowa, przez co ta tajemnica nie ma sensu, gdyż bohaterka widzi, kto wziął pająka, a robi z tego sekret na siłę. 


2. Wspomnienia demonów
I
To najdłuższe opowiadanie, które kontynuujesz, zapowiada się intrygująco. I nie do końca wiem, kogo będzie dotyczyło. Byłam pewna, że Sebastiana, ale na początku zaczynasz opowieść dotyczącą Grella oraz Undertakera, co powoduje moje wahanie. Wspominasz o pewnej kobiecie i o przeżywaniu miłości – czyżbyś nawiązywała tutaj do matki Grella? Albo do innej osoby, z którą Undertaker był lub jest związany? Końcówka rozdziału wzbudza niepewność – będziesz przywoływać wspomnienia Sebastiana. Co jest wyłącznie twoim wytworem wyobraźni, bo w mandze ów temat raczej nie został poruszony. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Grell zupełnie zapomniawszy, po co tu przybył i gdzie się znajduje, zaczął kręcić się w kółko z wyciągniętymi przed siebie rękoma i buzią ściśniętą w ciup. – Lepiej brzmiałoby w „dziub” bądź „dziubek” albo „buzią w ciup”.

II
Tutaj Undertaker przedstawiony jest w nieznanej mi dotąd roli – nawet mi się to podoba i intryguje mnie. I mamy genezę twojego nicku. ;) Wiemy tyle, ile z poprzedniego rozdziału – Grell ma zamiar poznać wspomnienia swojej miłości.

– Unduś, co ty dzisiaj sypiesz cytatami jak z rękawa? Boli cię coś? I co ma kot do takt wojennych? – zaniepokoił się poważnie. – Raczej „taktyk”. I ciężko uwierzyć w powagę po upupiających zdrobnieniach.

III
Raduje mnie zawarcie informacji na temat świata – wiedza przekazana w akademicki sposób. Zabrakło wcześniej wprowadzonego opisu broni Grabarza, bo czytelnik mógł sobie ją wyobrazić dopiero w połowie odcinka.

IV
Nie spodziewałam się, że Grellowi uda się go tak szybko ugodzić! A co do próby obejrzenia wspomnień – łatwo było się domyśleć, kto przeszkodzi i je zobaczy. 

V
Pierwsza rzecz – najpierw mówisz, że dziecko śpi, ssąc kciuk, a dosłownie parę sekund później wyciąga ręce do ojca? Sam pomysł i narodzenie Sebastiana podziwiam, lecz nierealistyczny jest sposób przedstawienia. Otóż, niby są to wspomnienia demona, więc jakim cudem noworodek wiedziałby wszystko? W sumie się spodziewałam owych wspomnień Sebastiana, a nie jego całej historii od genezy narodzin, których nie powinien pamiętać.

VI
Nie zwróciłaś uwagi na rok, czego mi zabrakło. A także powracam do poprzedniego toku myślenia – miały to być wspomnienia Sebastiana, a opisujesz pożywianie się Isztar, gdzie demona na pewno przy niej nie było. Końcówka wprowadza czytelnika w stan niepewności – na to czekałam!

VII
Dobrze ci wyszły drastyczne opisy. Mam wrażenie, że i tutaj wprowadzasz wspomnienia innej osoby. Trochę inaczej wygląda to opowiadanie, niż sobie wyobrażałam, i inaczej, niż sama o tym napomknęłaś (choć tytuł mówi właśnie o tej ewentualności). Bo zaczynasz przedstawiać historie życia jeszcze innych bohaterów, a nie tylko Sebastiana (tak, jak początek opowiadania o tym informuje).

– … ! – To nie ma w ogóle sensu.

VIII
Nie mam żadnych uwag do tego rozdziału. Podobał mi się i nie znalazłam również błędów. 

IX
Ciekawe, co wymyśliłaś z tymi grami rankingowymi, gdyż wydaje się to intrygujący aspekt w świecie demonów. Widzę, że narrator ma trochę wiedzy na temat starożytności i pokazuje subiektywną ocenę spartańskiego wychowania (a subiektywności nie powinno być, natomiast w mowie pozornie zależnej z perspektywy bohatera – tak). Brakuje mi konkretnego wyglądu wszystkich bohaterów przedstawionych w tym opowiadaniu – Isztar, Rauma, Belilala i innych. Zadziwia mnie uczuciowość demonów. Naprawdę sądzisz, że darzyły swoich potomków miłością? I ich dzieci odwzajemniały to uczucie? Osobiście jestem zdania, że mogły być surowe dla wszystkich i nie liczyć się z żadnymi uczuciami. W końcu pożerają ludzkie dusze. A w relacjach z dziećmi prędzej mogły okazywać sobie wzajemny szacunek. 

X
Tempo fabularne tej notki jest trochę za szybkie. Nie wiem, na czym tak dokładnie polegało powstawanie bogów śmierci – jaka jest różnica między pośmiertną walką o tytuł Shinigami a zwykłym odejściem duszy?

–...! – Znów ten przeklęty, niepotrzebny znak.

Usiłowała zapamiętać to imię, jak również jego wygląd, żeby w razie potrzeby móc się do niego zgłosić. – A jaki to wygląd albo chociaż znaki szczególne?

XI
Dlaczego wszyscy mają wadę wzroku? Domyślam się, że noszą okulary, ale narrator tego nie sprecyzował. Szkoła dla samobójców naprawdę tak wygląda? Bardzo przypomina studia z uczniami liceum z amerykańskiego filmu.

W każdym bądź razie [...] – w „każdym razie” lub „bądź co bądź”.

XII
Brakuje mi charakterystyki nowych postaci pojawiających się w rozdziale, a także opisu tej rośliny o specyficznej nazwie.

Jeżeli nie było go na zewnątrz, to istniała szansa znalezienia go w konkretnym miejscu, a mianowicie pasjami przesiadywał w bibliotece. – To sformułowanie z „pasją” jest dla mnie specyficzne. Powinno być „mianowicie z pasją przesiadywał w bibliotece” albo „pełen pasji przesiadywał w bibliotece”.

XIII
Nie do końca mogę sobie wyobrazić początkowy opis natury („nieokreślony kolor” wiele czytelnikowi nie daje). Jesteśmy na ziemi czy w piekle? Nie wiem, dlaczego nazywasz Rauma Sebastianem, skoro w tym czasie nie miał tak w ogóle na imię. W końcu to godność uzyskana od Ciela.

Z zadumy nie wyrwał go gardłowy, przeciągły krzyk. – Nie wyrwał czy wyrwał? Bo dalsza treść sugeruje, że jednak wyrwał.

Mocny uścisk gadów dawał się mu we znaki. – „[...] dawał mu się we znaki”.

XIV
Świetny pomysł z widmem i deskrypcje od razu ci się poprawiły! Zdecyduj się także czy „bóg”, czy „Bóg”, bo to zmienia znaczenie treści. W tym rozdziale dzieje się wiele i są oczekiwane przeze mnie emocje.

XV
Smuci mnie ta zmiana stylu, choć zawarte środki językowe dodają głębi do treści. Nie używaj skrótów w opowiadaniach. Tu ponownie prawidłowo zasypujesz nas łacińskimi słówkami, wszelakimi informacjami oraz podkreślasz cechy kanonu (np. zielone oczy bogów śmierci).

Owszem, obfitowały w równie ciekawe wydarzenia, które zamierzamy przybliżyć [...] – Zmieniasz tutaj sposób narracji, bo nigdzie wcześniej nie zwracałaś się do czytelników. Jeżeli przyjęłaś do danego opowiadania narrację trzecioosobową, to się jej trzymaj i nie zmieniaj już w tym opowiadaniu.

XVI
Napisałaś o wylanej przez ciotunię kawie... Pytanie, które od razu mi się nasuwa – jakie to czasy i czy wtedy można było pić sobie ot tak kawę? Satysfakcjonuje mnie przedstawiony przez ciebie sposób myślenia Undertakera, bo jest tak bardzo trafny do jego osoby. W poprzednich rozdziałach nieźle się męczyłam, czytając, a tutaj powróciłaś do swojego poziomu stylu. 

XVII
W końcu mamy możliwość poznania myśli twoich OC. Akcja ruszyła do przodu, zaczynam coraz lepiej wczuwać się w historię.

XVIII
W tym odcinku powracasz do czasu teraźniejszego. Widzę, że nie przemyślałaś ani trochę sposobu opisywania wydarzeń, bo raz masz rozdział o Raumie, później parę o Undertakerze, a potem znowu wracasz do Rauma, by znowu powrócić do Grella z czasów obecnych, nie wspomnień. Trochę pogmatwane, nieprawdaż? I „Shinigami” raczej nie odmieniamy, gdyż źle brzmią jego formy (np. Shinigamiego? Shinigamim?), a także za dużo kłopotów z prawidłową odmianą (sam fakt, że „Shinigami” w liczbie pojedynczej i mnogiej ma tę samą odmianę jest wystarczająco problematyczne).

XIX 
Źle zalinkowany rozdział – dałaś XVIII.

Rewelacyjny dialog pomiędzy Grellem a Grabarzem. Bogaty w emocje i opisy, które połączone pchają do przodu fabułę. Andatejka (bohaterka, oczywiście) wielce mnie zaskoczyła swoim zachowaniem i upodobaniem modowym. A także nieświadomością w byciu inspiracją dla innych.

XX
Gratuluję wyćwiczenia deskrypcji. Widać, że zmierzasz do zakazanego romansu, czego jeszcze nie było w tym świecie, w dodatku dodajesz pikanterii do opowiadania. Zabawne jest, że poprzez muśnięcie włosami twarzy, facet by się zauroczył. W rozdziale masz sporo zdań bez dopowiedzeń, przez co treść brzmi dwojako, np. [...]a od niego oczekiwała zwłaszcza informacji i porad, jak ma się tutaj zachowywać, a jak do tej pory, to sama musiała je z niego wyciągać, w ten czy w inny sposób.

[...] a dzięki nieskoordynowanemu machaniu rękoma na boki straciła równowagę i poślizgnęła na jednym z dachów. – Jednej z dachówek, bo stała na jednym dachu, nie kilku. 

Ciche westchnienie było jedyną reakcją, jakiej doczekał się opiekun. – W całym kontekście to oznacza, że dziewczyna się skrzywdziła i po prostu westchnęła? A to nie opiekun powinien westchnąć przez to, że jest uparta? Przecież prawie umarła. 

XXI
Zwrócę uwagę na parę rzeczy, o których pisała u ciebie w komentarzu Nami. W poprzednim rozdziale informowałaś nas o niewidzialności Shinigami. Andatejka wzięła głowę kobiety na kolana – ludzie nie mieli żadnych podejrzeń? Człowiek nie robi się w parę sekund zimny po śmierci (dla ciekawskich, to człowiek zaczyna umierać od stóp – one się pocą i są lodowate. Dopiero potem przestaje oddychać, ciało paruje, lodowate ma także ręce itd.). I nie uważam, że panowała u ludzi aż taka znieczulica, aby nie zauważyć martwej kobiety na ziemi.

[...] odpowiedziała, gdy zrównała się z nim [...] – a wcześniej napisałaś, że go wyprzedziła. 

XXII
Tutaj znowu mam wrażenie, że nie zrozumiałam wypowiedzi narratora. Byłam przekonana, że Raum latał, będąc w swojej demonicznej postaci, a nie, będąc ptakiem. W dodatku nie mam pojęcia, w jakim wieku on jest.

XXIII
To Raum ma rogi? Myślałam, że on wygląda ludzko, a jak demon to tylko podczas przemiany... Mogłaś samodzielnie wymyślić demoniczny język – ciekawym zabiegiem byłoby dodanie kilku słów w rodzimej mowie Sebastiana. 

PS: Nie polecam Wikipedii – miewa błędy (i to sporo błędów).

XXIV
Drastyczność jest twoją mocną stroną. Coś błahego, np. drobne skaleczenie, brzmi naprawdę okropnie – w dodatku deskrypcja bardzo szczegółowa. Obraz Sebastiana za młodu inny od tego, którego zna każdy widz. 

XXV
Nie mam uwag do tego rozdziału.

XXVI
Zaskakuje mnie, z jaką łatwością Andatejka zbliża się do obcego mężczyzny – łapie za rękę, wiesza się na nim... W jakim jest ona wieku? Jeżeli jest dzieckiem do dwunastego roku życia, to jeszcze da się to zrozumieć. Ale jeżeli zalicza się do nastolatek, to bardzo specyficzna byłaby ta relacja.

Zamiast tego podał jej dłoń jak prawdziwej damie, żeby z łatwością mogła podnieść się z klęczek. – Tutaj informujesz nas, że była na klęczkach, ale wcześniej w ogóle o tym nie wspomniałaś i jest to szokujące, bo miałam wrażenie, że dziewczyna ciągle stoi. 

Ten głos. Słyszałam go wówczas. Mówił mi, co mam robić. Był taki ciepły i serdeczny, brzmiał tak, jakby to był mój i jakby jednocześnie nim nie był [...] – brakuje dopowiedzenia „był mój głos”.

XXVII
Pozwolę dodać moją opinię do twojego komentarza autorskiego dotyczącego komentowania przez czytelników – odradzam wymuszania na nich poczucia winy. To nie jest ich obowiązek, a jeżeli tobie zależy na komentarzach, to wystarczy zachęcać, tak jak robiłaś to do tej pory.
Dość zawiły stał się wątek z bronią Andatejki. Spodziewałam się czegoś „normalnego”, a nie połączenia kosy z kotem, który jest potrzebny do aktywowania jej. W dodatku mam wrażenie, że sama nie masz pojęcia, czy narrator coś wie na dany temat, czy nie.

– Bo był fajny – odparła z takim przekonaniem i błyskiem w oczach, że przekonałaby każdego, zapominając, że jeszcze przed chwilą płakała. – W tamtych czasach nie istniało takie słowo, jak „fajne”.

[...] poprosiła dziewczyna, wstając na kolana [...] – coś tu chyba nie gra... A w ogóle, ona klęczała? Jeżeli tak – nigdzie tego nie wspomniałaś. 

XXVIII
Niejasność końcówki poprzedniego rozdziału (w pierwszym momencie nie zrozumiałam, że Andatejka uleczyła nauczyciela) została wyjaśniona na samym początku tego. Czekaj, czekaj... a za chwilę mówisz, że to Andatejka się zraniła i się nie wyleczyła? Szkoda, że nie przytoczyłaś paru plotek, które opowiadali sobie uczniowie. A z tymi żabami, to na jej miejscu najpierw wyjrzałabym przez okno, a dopiero potem ewentualnie zeszła na dół (w końcu rzucali je przez otwarte okno). Rozdział pokazuje przemianę dziewczyny – podoba mi się. 

XXIX
Zastanawia mnie, czy Raum zawsze będzie dostawał imię Sebastiana? W dodatku połamał człowiekowi palce, bo było słychać trzask, a facet tylko roztarł obolałą dłoń? Masz tutaj sporo błędów, dotyczących zmian w znanych nam połączeniach słów (np. kipiał od złości – powinno być „kipiał ze złości”).

[...] uwalniając w ten sposób najpierw ręce, a następnie stopy swojego nowego pana. – Nogi, nie stopy.

[...] zaprzęgu zaprzężonym w kare rumaki? – Frazy podobne brzmieniowo obok siebie wyglądają źle. Radzę zamienić to na „zaprzęgu karych rumaków”.

Ubierz mnie tak, jak przystało do mojego urodzenia [...] – jeżeli do jego urodzenia, to powinien być nagi. Preferuję słowo „pochodzenia”.

XXX
Nie wiem z jakiej racji użyłaś tutaj nazwiska Michaelis, o którym w ogóle nie wspominałaś wcześniej, więc nawet nie orientuję się, czy to jego prawdziwe nazwisko rodowe, czy po prostu wymyślone na użytek Ciela.

[...] w porę pojawił się pomiędzy nimi i złapał ręką ostrze miecza, unieruchamiając je nad głową władcy i elektora. – Nie wiem czy chodzi o jedną osobę, czy dwie? Bo jeżeli dwie, to użycie słowa „elektor” nie jest prawidłowym synonimem. Użyłabym wtedy „i jego brata”. 

XXXI
Na miejscu twoich czytelników i wylewaniu swojej frustracji na nich – przestałabym czytać owego bloga. Jeżeli zależy ci na czytelnikach, to ich nie obrażaj w (nie)dosłowny sposób. Piszesz, raczej, dla siebie, nie dla innych, a oni nie mają obowiązku komentowania twoich wypocin. To wyłącznie ich dobra wola, o którą możesz prosić, a nie wymagać.
Tutaj połączyłaś historię Rauma i Andatejki w jednym poście – trzymałabym się jakiegoś wybranego schematu. Trochę więcej wyjaśniasz nam w sprawie dziewczyny w tym odcinku, jednak nie podoba mi się, że wszyscy odbierają ją za wariatkę – trochę to niemądre, nie uważasz?

Robert puścił tę uwagę koło uszu – „puścić mimo uszu”.

XXXII
Spadł ci poziom pisaniny, to widać gołym okiem. W dodatku inny jest styl narratora u Andatejki, a inny u Rauma – u dziewczyny nie zwraca się do czytelników, a u chłopaka często. Mogłaś przytoczyć chociaż początek przemowy (ciężko stwierdzić czyjej). Zabrakło mi dialogów w części opowiadania dotyczącej Sebastiana, bo zajęłaś się wyłącznie ekspozycją. Zabrakło mi także deskrypcji terenów, sali.

[...] Andatejka od razu zmrużyła oczy i zanim była gotowa je używać, parę razy nimi zamrugała [...] – Strasznie źle brzmi „używanie oczu”. W dodatku nie mruga się oczami, a powiekami. Dlatego po prostu „parę razy zamrugała”.

Raptownie podciągnęła tułów do góry, ale mocne węzy szarpnęły ją i opadła z powrotem na łóżko. – „Uniosła”, bo „podciągnąć tułów” brzmi strasznie.

XXXIII
Uważam, że dobrze zrobiłaś, przeskakując poprzednią scenę. W pewnym sensie się to wlekło i wlekło, i mogłabyś tak bez końca opowiadać początki dziejów Sebastiana. Jakoś Raum i kłopoty nie pasują do siebie – on nigdy nie miewał problemu! Zaraz... W poprzednich rozdziałach nie ukrywam, że myślałam, iż Andatejka miała miecz, potem myślałam, że ma typową kosę, a teraz się okazuje, że topór? Jej broń zmienia kształty, zmieniłaś teorię dotyczącą jej broni, brakuje sprecyzowania przedmiotu czy (ponownie) nie zrozumiałam tekstu? Naprawdę wątpię w to, że ktoś taki jak Sebastian pomylił topór z kosą... One nawet nie są podobne. I ta walka – przecież mógł zmienić postać i zabić przeciwnika. Zaskakuje mnie fakt, że demon pomógł dziewczynie. Miałam wrażenie, że nie ma uczuć, a poczucie obowiązku. Może to właśnie nim kierowało?

XXXIV
Bardzo dobrze przedstawiłaś różnicę pomiędzy Andatejką będącą Shinigami a Raumem będącym demonem. Prośba dziewczyny brzmi jak typowy friendzone. To stwierdzenie chłopaka, że demony nie mają uczuć wygląda jak typowe zgrywanie się – czyli sam potwierdza swoim zachowaniem, że odczuwają emocje.

Inni bogowie nie chcieli mieć z nią do czynienia więcej [...] – „Inni bogowie nie chcieli mieć z nią nic wspólnego” albo „[...] nic więcej do czynienia” brzmiałoby najlepiej.

XXXV
Ile minęło czasu od służby Sebastiana? Myślałam, że to dłuższy okres, a ze słów demona wynika, że było to tylko kilka dni bądź tygodni.

XXXVI
Akcja ciekawie się rozwinęła. Postać Setha także przypadła mi do gustu. Sądziłam, wiedząc, jaki był jako dziecko, że zachowa się inaczej w stosunku do brata. Jednak winić można matkę. Opis uczuć Setha naprawdę zawładnął moimi emocjami.

XXXVII
Wspaniała teoria dotycząca dusz aniołów i demonów – bardzo przypadła mi do gustu. Czuć zbliżający się punkt kulminacyjny. Trzymasz w dobrze zaplanowanym napięciu. 

XXXVIII
Nie mam uwag do tego rozdziału.

XXXIX
W końcu, po długim oczekiwaniu, dowiadujemy się, jakie jest przeznaczenie Andatejki i pierwsze poparte faktami domysły tworzą się w głowie. Nie wiedziałam, że rozdział dotyczący przemyśleń może być intrygujący. Czy naprawdę Sabastianowi nie przeszkadza niańczenie dużej dziewczynki?

XL
A byłam przekonana, że Seth tę służkę zabił. Nie spodziewałam się, iż Sebastian postanowi zabrać dziewczynę na igrzyska. Osobiście wydaje mi się to dość lekkomyślnym pomysłem. A on raczej takich pomysłów nie miewał.

XLI
Temat dotyczący zwierząt i ich „poświęcania się” jest dla mnie dość trudny, bo prywatnie każdy zna moją opinię. Ale widzę, że mam z Andatejką zbliżone podejście do owej sprawy. W dodatku zabrakło w odcinku opisu walk, skupiłaś się głównie na podziwianiu całego otoczenia. Jedynym wytłumaczeniem jest na to Collette i jej beztroska. 

XLII
Niedosyt z poprzedniego rozdziału dotyczący walk zrekompensowałaś. I deskrypcje są drastyczniejsze, niż się tego spodziewałam. Mam wrażenie, że lubisz takie scenerie. Coś mi tutaj nie pasuje... kojarzę, jak narrator pisał o Raumie, który wziął kieliszek Andatejki i wypił z niego. A ona wzięła jego. A teraz wychodzi z jego przemyśleń, że to ktoś chciał otruć dziewczynę – nie księcia. Właśnie sobie przypomniałam – jakim cudem ona nie umie czytać, a jej brat bliźniak tak? I kto jest tą muchą...

XLIII
Szkoda, że i tym razem miłość, którą darzony jest Sebastian, zapewne zostanie odrzucona. Chociaż nie wiem, jak to wyglądało w Kuroshitsuji, gdyż nie wspominali o związkach Shinigami między sobą, w dodatku o miłości demonicznej też nic nie było. Ty nam to pokazujesz, w jaki sposób to wszystko widzisz. Nie wiedziałam, by Andatejka była aż tak lekkomyślna. Lekkomyślna i w dodatku w świecie demonicznym uznawana (także) za wariatkę. Nie uważasz, że to przesada? Z jednej strony zabawne, z drugiej – w ogóle. 

XLIV
Jak ona daje sobie radę bez pożywienia? Jeden zwrócony drób raczej nie załatwia sprawy głodu i osłabienia organizmu. Rozdział kończy się wielkim znakiem zapytania, który powoduje więcej pytań niż odpowiedzi. 


3. Edukacja muzyczna Ciela

I
Czy to nie jest twoje pierwsze opowiadanie na tym blogu? Nie robiłaś tak poważnych błędów, jak w tym. Już tutaj widzimy zalążek tworzenia cudownych opisów – ale ich świetność pojawia się dopiero w nowszych postach. Poznajemy ciekawostki przyrodnicze, które wplotłaś w tekst. Ach, błędy w tym rozdziale rozpraszają uwagę, co przeszkadza w rozumieniu tekstu (rozleniwiłaś mnie, bo poprzednie opowiadania, które czytałam, były prawie bezbłędne). Tylko nie rozumiem związku roztoczy z Sebastianem? Podobają mi się wzmianki dotyczące Kuroshitsuji (bo sporo osób piszących fanfiction zapomina o tym) na przykład wzmianka o kontrakcie i możliwość umieszczenia go w różnych miejscach. Myślałam, że to opowiadanie mnie nie zaciekawi, ale jednak... Tylko końcówka zbiła mnie z tropu i nie podoba mi się. Przecież Ciel nie płakał z byle powodu ani Sebastian go nie przytulał zbyt często. Czy się mylę? 

II
Znów napotykamy króciutki rozdzialik. Pomimo udanych opisów i ciekawych zwrotach, to łapię cię na dość poważnym błędzie. Otóż, wykorzystujesz cytat Stefana Żeromskiego z jego dzieła „Syzyfowe prace”, co już jest niezgodne z akcją twoich wydarzeń. Sama napisałaś w pierwszym rozdziale do tego opowiadania, że jesteśmy w 1890 roku. Żeromski napisał książkę dopiero w 1897 roku. Na takie rzeczy musisz zwracać uwagę.

III
Nie przypominam sobie, aby Ciel kiedykolwiek zająknął się przed Sebastianem. I wewnętrzny głos wydaje mi się zbyt dziecinny jak na hrabiego, jednak potem trochę mądrzeje (od kiedy wspomniał o Madame Red). Podoba mi się koniec – zakańczasz spokojnie, bez napiętej akcji, ale z zagwozdką. Link do danej opery przeniosłabym na sam dół, linkując nazwę.

IV
Już po samym przeczytaniu początku wiem, że spokojnie mogłaś ten rozdział połączyć z poprzednim. Nie wiem, jak wpadasz na przedstawianie scen w taki sposób – ale robisz to dobrze i twoja historia wciąga. Powiedz mi, jakim cudem Ciel stwierdził, że nikogo nie było w pokoju zmarłej, skoro dyrygent wiedział, że ona zmarła? I skąd młody chłopak mógł znać się na trupach? Raczej nie każdy potrafi określać czas zgonu, tego trzeba się nauczyć. 

V
Zaskoczenie już na samym początku – dla mnie miłe i zabawne, bo w końcu pojawia się Undertaker. A przez to powiem: jest trup, są ciastka, jest impreza. No i do tego Grabarz na miejscu. Chciałam ponarzekać na brak dopowiedzeń w dialogach, ale śmiechowa rozmowa mi na to nie pozwala. Próbujesz przedstawić rys psychologiczny Ciela i jego walkę samego ze sobą – na chwilę obecną nie mogę powiedzieć, czy ci to wychodzi.

Tylko, dlaczego w ogóle została zabita? Przypadek? – Nie sądzę.

VI
Zastanawia mnie, dlaczego Sebastian zagadał dyrygenta, sprawdzając jego prawdomówność? Raczej nie miał do tego podstaw. Chyba że chciał sprawdzić jego bliskość ze zmarłą. I nie zgodzę się co do czułości Sebastiana w stosunku do hrabiego. To już należy do fanfiction, które raczej nie trzyma się tak mocno kanonu (i podchodzi pod yaoi). A z tego, co u ciebie zdążyłam przeczytać, to mam wrażenie, że starasz się pilnować zgodności z oryginałem. 

VII
Nie wiedziałam, że Ciel kończył kurs grafologii. Aż tak łatwo rozpoznać kobiece pismo? Perfumowany kobiecymi perfumami liścik to i owszem. Bardzo szybko zakończył się rozdział, w którym akcja działa się w mgnieniu oka i było jej zarazem mało. Widać, że pisany pośpiesznie oraz na przymus.

VIII
Dzielisz się wszystkimi najważniejszymi informacjami, o których wiedziała lady Julia na samym początku. Na czytelnikach większe wrażenie zrobiłoby to na końcu rozdziału (ale sama notka wygląda, jak końcówka poprzedniego).

[...] twardo rozkazał Ciel, krzyżując ręce na brzuchu i opierając się o ścianę. – Raczej „krzyżując ręce na piersi”.

IX
Zastanawia mnie jedna rzecz – czy Sebastian rozebrał się przed Cielem? Nie do naga oczywiście, ale sam fakt, że kamerdyner przed swoim pracodawcą zrzuca odzienie w ogóle jest raczej niespotykane. Cieszy mnie fakt, że nie zapominasz o prawdziwych intencjach Sebastiana. Nie rozumiem, dlaczego panicz uderzył demona? A potem od tak zapytał go o fakty w śledztwie... Trochę to dla mnie niejasne. 

X
Widowiskowe wydarzenie, gdy kamerdyner zjechał po ścianie, jednak nie zdrapał sobie przy tym paznokci? Nigdy nie zastanawiałam się nad różnicą w budowie płytki paznokciowej demona i człowieka, ale raczej nie ma większej różnicy. Choć to Sebastian – on może wszystko. ;) Nawet wplatasz wiedzę fizyczną oraz biologiczną zarazem. 

XI
Uważam, że w tym opowiadaniu kluczową rolę odgrywają deskrypcje muzyki. Mocno się wiąże to z tytułem opowiadania, a mam wrażenie, że było ich tylko kilka. Przy opisie obrony Ciela, zgubiłam wątek. Dość chaotycznie to opisałaś. Tak jak nie do końca zrozumiałam rozmowę panicza ze samym sobą.

XII FINAŁ
Po co informacja, że to epilog plus finał? Wychodzi na jedno i to samo.
Spotkamy się z opisem tortur, który oddziałuje na wyobraźnię. Rozmowy z alter ego Ciela w ogóle ci nie wyszły w tym opowiadaniu. Uważam, że Sebastian pod koniec obarzył go zbyt wielką czułością ( i te łzy – czy demon kiedykolwiek płakał? Intrygujące).



4. Przyjęcie urodzinowe

Niepotrzebny jest napis Opowiadanie, cz. 1, skoro w tytule nas o tym poinformowałaś. I radzę się zdecydować na albo rzymskie, albo arabskie liczby do numerowania opowiadań. 
Rozdział jest stanowczo za krótki – o wiele lepiej czyta się dłuższe teksty. 
Na początku nic się ciekawego nie dzieje. Jest noc i mamy możliwość poznania zachowania nieskazitelnego kamerdynera, gdy jest sam. Masz tutaj krótkie deskrypcje opisujące myślenie oraz wizję świata demona, co jest bardzo przydatne, bo w mandze nie mamy do tego wielu możliwości. I... to tyle. Wspominasz jeszcze, że „to będzie za tydzień”, więc zapewne chodzi o tytułowe urodziny. 

Dotknął ręką klamki, obrócił i wszedł do pomieszczenia, stawiając świecznik na biurku. – Raczej „gałki”, w dodatku – co obrócił?

Włosy długie i czarne jak noc, smukła sylwetka, bardzo wysoki wzrost. – Nie wiem, czy wzrost może być wysoki. Raczej ktoś czy coś może być wysokiego wzrostu.

II
Kolejna część opowiadania jest bardzo podobna do oryginalnych wersji. Bohaterzy tu jak najbardziej przypominają siebie, co jest bardzo ważne w tego typu fanfikach. Prędko przeszłaś do akcji, przeskakując prawie tydzień, co wydaje mi się za szybkim zabiegiem w owej sytuacji. 

-Hmm.. - Bard jednocześnie próbował przeżuć kawałek bułki i złapać końcówkę myśli. – Nie pasuje mi to wyrażenie do tego momentu. Może rozmyślać na dany temat albo próbować zrozumieć coś, przypomnieć sobie.

-Nie martw się - pocieszył ja Finny – to jest błąd czy specjalnie napisałaś „pocieszył ja Finny”?

III
Wszystkie rozdziały wydają się za krótkie – spokojnie mogłaś połączyć parę z nich bądź dodać dialogi albo wydarzenie do niektórych.
Ten rozdział jest kontynuacją akcji z poprzedniej części. Podoba mi się zawarcie ciekawostek z mangi w opowiadaniu – dzięki temu widać, że musiałaś przeprowadzić research albo dobrze znać postaci i ich świat. Za dużo dialogów bez narracji dotyczącej rozmowy, które więcej by ukazały czytelnikowi. I tracę rachubę podczas przywitania się kogoś z Cielem. Źle to przedstawiłaś, bo wygląda na to, że goście zaproszeni przez narzeczoną hrabiego przyjechali nie wiadomo skąd i to w przeciągu paru sekund.

IV
Dziwi mnie podejście Ciela. Jakim cudem on w ogóle zgadza się na pomoc w kuchni? Przecież on jest hrabią! Według mnie, pomimo rozkazu Lizzy, powinien ją zignorować. I tak teraz myślę – czy Sebastian zostawił kiedykolwiek Ciela chociażby na krok? Dziwię się, że sam hrabia na to pozwolił. I w tym rozdziale jest jeden wątek – przygotowania w kuchni. Krótkie, oj krótkie.

W każdym bądź razie, w każdym daniu były przepyszne, uzupełniały całą kompozycję niezapomnianym bukietem smaków. – Ale co było przepyszne w każdym daniu? Śliwki? I jeżeli śliwki, to nie rozumiem, jak mogły uzupełniać niezapomnianym bukietem smaków?

V
A to już w ogóle zabija swoją długością...
Pierwsze co – uważasz Ciela za osobę umiejącą każdego przeprosić i podziękować? Pomimo wyrzutów sumienia wątpię w przeprosiny o fatygowanie Agniego. Przyjemny dla wyobraźni opis natury we śnie. Na koniec potwierdzasz moje wątpliwości z poprzedniego rozdziału, a mianowicie – Sebastain pojawił się na krótką chwilę, aby ukoić hrabiego, i znikł tak szybko, jak przybył.

VI
Ciel zachowuje się w tym opowiadaniu niepodobnie do siebie. Bardzo mnie dziwi prośba Lizzy o dwa pierwsze tańce, a w tym spełnienie jej zachcianki, aby zatańczyła z Sebastianem, po tym, jak przy narzeczonym oznajmiła, że jest piekielnie przystojny. Czy jakikolwiek facet by się na to zgodził? Chyba tylko ci, co są za związkami poligamicznymi. I kończysz ten rozdział, w którym scena zajęła parę minut... naprawdę powinnaś to połączyć z poprzednim albo ostatnim postem.
Rankiem każdy z gości rezydencji nie śpieszył się ze wstawaniem, toteż służba miała pełne ręce roboty. Kompot jabłkowy dla Lizzy (młodym damom wówczas nie wypadało pić tak często herbatę, jak w dzisiejszych czasach ) – owe wtrącenia radzę dodać pod koniec rozdziału, oznaczając je np. gwiazdką [*], bo narrator wybiega w przyszłość.

VII FINAŁ
Tutaj wszystkich przedstawiasz, zachowując oryginalne zachowanie oraz mowę (nie licząc uwag z poprzednich rozdziałów). Przepiękny opis muzyki Sebastiana i zaskakująca końcówka – chodzi mi o spadające gwiazdy, a nie o prawidłową datę urodzin, czego można było się domyślać. Tylko... po co na koniec te dziwne znaczki? 


5. Zagadka porzuconych zwłok 


I
Ponownie mamy do czynienia z króciutkimi rozdziałami. Pomimo tej marnej długości, zachwycające są opisy. Jestem już pewna, że pisanie ich jest twoją mocną stroną. Nie podoba mi się nagłe przeniesienie akcji do powozu pod koniec rozdziału, bo zaczyna się na rozkazie przygotowania woźnicy, a kończy na rozkazie jechania... nielogiczne.

– [...] odpowiedział hrabia i łyżeczką odkroił porcję ciasta, którą zaniósł do ust, ciągle trzymając list w dłoni. – Raczej „włożył”.

II
Jestem przekonana, że musiałaś poczytać, o niektórych tematach, aby mieć minimalną wiedzę o nich – tutaj o powozie. Ciekawe, jak wyjdzie ci ta zagadka, bo tworzenie „opowiadań detektywistycznych” jest trudne. Widzę, skąd twój nick – Andateika – to Undertaker. I cieszy mnie, że moja ulubiona postać pojawiła się w twoim opowiadaniu, w dodatku trzymasz się jej charakteru. Skoro „zdjęcie śmierci” istniało naprawdę, to odnośnik mogłabyś zaznaczyć gwiazdką [*] (i ja niestety nie umiem znaleźć tego zdjęcia). Ciekawy pomysł z tym obrazem.

III
Tu także w dialogach brakuje dopowiedzeń narratora. Jednak zagadka cudowna! Podziwiam i gratuluję pomysłu. Sama na to wpadłaś?

IV
Opisy mniej cudne niż we wcześniejszych postach. Wdać, że trzymasz się kanonu, ale czy plac o nazwie, którą podałaś, naprawdę istniał w mandze bądź w rzeczywistości? Osobiście nie jestem w stanie znaleźć żadnych informacji na ten temat.

V
Twoje opisy i tutaj urzekają. Mam wrażenie, że przeskakujesz w dialogach ważne dopowiedzenia, bo tak często wypowiadane zdania „dzieją się” za szybko bez pomocnych przerywników i wstawek narracyjnych dotyczących dialogów.

VI
Opisujesz podejście Sebastiana tak, jakby kochał Ciela. Czy uważasz, że naprawdę darzył go „matczynymi” uczuciami? Czy zatajasz ową prawdę, że zależało mu tylko na jego duszy? Potrafisz rozbawić czytelnika dialogami z mangi wziętymi, bo czytając, ma się wrażenie, jakby naprawdę były napisane przez Tobosa. Pochwalam za ponownie przeprowadzony research dotyczący prawdziwych miejsc. Ale tutaj znowu akcja dzieje się za szybko – wygląda, jakbyś niedbale pisała, aż zniechęca czytającego.

Zupa creme z włoszczyzny z grzankami jako preludium, wstęp do uczty podniebienia.Crème.

VII
Tutaj uderza problem z fontem – edytuj to, proszę (podczas edycji masz przycisk usuń formatowanie, wystarczy zaznaczyć tekst i go przycisnąć). W tym rozdziale jest więcej dialogu oraz akcja została przyspieszona i ponownie zawiera jeden wątek.

Małe podstawki oferowały misternie rozmieszczone smakowite kruche ciastka i owoce, babeczki z dżemem owocowym oraz trójkątne kanapki dla zgłodniałych gości. – Czytając to zdanie, mam wrażenie, jakby kanapki były jedyną potrawą do jedzenia dla zgłodniałych gości.

-Witam serdecznie- podeszła do nich jedna z postaci - nowi członkowie? Miło mi poznać -mówiła dalej, prawie nie dając dojść do głosu – czemu prawie, skoro go nie daje?

Ciągle miał wrażenie, że wpakują mu się do ust lub że wiszą mu na twarzy. – Wisieć na twarzy? Raczej przykleić do twarzy albo wisieć przed oczami jak już.

VIII FINAŁ
Tutaj ten sam problem z fontem, co wyżej.
Opowiadanie zapowiadało się intrygująco i tak się skończyło. Odczuwam niestety niedosyt przez drobnienie tych rozdzialików, bo przez to wszystko działo się za szybko i za prędko się skończyło. Pochwalam za zwrot akcji – nie domyślałam się, że Ciel miał już kiedyś do czynienia z danym mężczyzną. Podoba mi się przedstawiony opis walki.


6. Skacowany demon

I SPECJAŁ
Dobra, najważniejsze pytanie – czy to jest w ogóle możliwe, że demon się upił i ma kaca? W oryginalnej wersji takiej sytuacji sobie nie przypominam, a w dodatku sam fakt bycia demonem nie powinien wykluczać tej możliwości? Z drugiej strony rozumiem, że to zapewne miniatura odrobinę groteskowa, ale warto byłoby się trzymać kanonu. A z trzeciej strony mamy okazję przeczytać o chociaż jednej wpadce Sebastiana i jego niebyciu nieskazitelnym kamerdynerem, zwłaszcza przez pozwolenie na taki bałagan! Pod koniec straciłam rachubę. Jednak upił się ludzkim trunkiem, mimo że wspominał o takiej niemożliwości? 


W ustach czuł przebrzydły smak po wodzie [...] – a wyżej pisałaś: „że nie sprawiało mu różnicy, co wypije, bo wszystko, co ludzkie, nie miało dla niego smaku [...]”.

[...] szepnęła czule, by zaraz odlecieć z krzykiem, mówiąc, że bardzo przeprasza za ten bałagan i że natychmiast się nim zajmie. – A potem napisałaś: Pokojówka dygnęła, usunęła się z ramion lokaja i zaczęła zbierać porozrzucaną zastawę, starając się nie patrzeć w stronę, gdzie czarnowłosy zabierał kwiatki, które tak zatruły mu smak w ustach rankiem”. To odleciała czy usunęła się z ramion lokaja?




PODSUMOWANIE
Pisałaś w świecie Kuroshitsuji, co ułatwiło ci sprawę dotyczącą miejsca i czasu akcji. Z tym pierwszym nie było większego problemu (brakuje opisów z twojej strony o niektórych miejscach), gdyż przytaczałaś znane nam tereny, np. Exmes lub rezydencję Phantomhive albo wymyślałaś własne, takie jak piekło czy inne, równoległe do ziemskiej krainy. Natomiast wystąpiły problemy czasowe – były fakty, które, zdaje mi się, nie pokrywały z obecnymi czasami. A także nie raz nie miałam pojęcia, jakie to są czasy, bo w ogóle o tym nie wspomniałaś.
Twoi bohaterowie na pewno nie należą do papierowych postaci. Pojawiają się u ciebie dwa rodzaje głównych bohaterów: wykreowani przez Yanę Toboso oraz postacie twojego autorstwa. Te Tobosy są odtworzone zgodnie z oryginałem – idealna kopia bohaterów mangi. Za to każdy z twoich ma swoje indywidualne cechy, o których nie zapominasz i na każdym kroku je podkreślasz. Andatejka, będąca w pewnym sensie twoim alterego, jest lekkomyślna, infantylna, pomimo tego, że jej brat Undertaker (będący „oryginalną” postacią), jest jej kompletnym przeciwieństwem w czasach nauki w szkole Shinigami. Zdawało się, że będą inni charakterami przez swoją przeszłość. W tekście padło za mało informacji o tym, by można było to wywnioskować, ale podejrzewałam, że będą mieli inne charaktery, które lepiej przypasowałyby postaciom ze względu na ich przeszłość. Zmiana Grabarza jest wyjaśniana w jego wspomnieniach, gdyż w mandze wydaje się zdziwaczały i szalony, a za młodu do dziwaka mu daleko. Hepling to nauczyciel, którego ciężko rozgryźć. Z jednej strony ciągnie go do Andatejki, co ku mojemu zaskoczeniu nie skończyło się romansem. A z drugiej strony nie chce mieć niczego wspólnego z dziewczyną. Jednak z całych sił stara się jej pomóc oraz chronić. Twardy i miękki facet zarazem – ciekawa postać. Grell pozostał Grellem – na zabój zakochany w Sebastianie, za wszelką cenę chcąc poznać jego wspomnienia i w jakikolwiek sposób rozkochać go w sobie (tej postaci ani trochę nie zmieniłaś). Bez zmian pozostają również: Mey-rin, Tanaka, Finn, Bard, Ciel oraz Elizabeth. W sumie im przeznaczasz najmniej uwagi – a może byłoby ciekawie opisać ich losy? Postacie, które wystąpiły wyłącznie w twoim opowiadaniu „Wspomnienia Demonów” to: Belial będący typowym, bezdusznym władcą podziemi; Isztar, która jest matką Rauma (czyli Sebastiana) o dziwo darzącą go uczuciami, o co nie podejrzewałabym demonów (i mieli ze sobą bliską więź); Kurara to matka jego przyrodniego brata, którą ukształtowałaś na typową jędzę, chcącą zająć miejsce Isztar i oczekująca, że to jej syn zajmie miejsce obok ojca; Seth, będący przyrodnim bratem Rauma, który traktuje kobiety jak zabawki, w dodatku z wybuchami gniewu, przez co nie potrafi się opamiętać i wzbiera w nim ogromna agresja (lepiej w tym czasie uciekać). Najwięcej uwagi zwróciłam na Sebastiana – ogółem idealnie oddajesz jego charakter w opowiadaniach. Jedyna rzecz, do której mogłabym się przyczepić, to przytulanie Ciela. Nie przypominam sobie, aby tak często okazywał to, jak darzy go uczuciem, a u ciebie dzieje się to niejednokrotnie. Sebastianowi nadałaś imię Raum – jego potencjalna, możliwa nazwa – i nie wiem, dlaczego podczas zawierania paktu (i to pierwszego) został nazwany Sebastianem. Nie mam pojęcia, czy w tych czasach nawet istniało takie imię. I naprawdę uznałaś, że jego przeznaczeniem jest w każdym pakcie noszenie tego samego imienia? Trochę dziwaczna sprawa. Kojarzę słowa kobiety, która nazwała go Sebastianem, ale tej kwestii nie wyjaśniłaś po dzień dzisiejszy. Młodego demona wykreowałaś na buńczucznego, dumnego, upartego i inteligentnego. Nie raz gryzie mi się z postacią, którą znamy z jego dalszych losów. Zwłaszcza ze sprawą dotyczącą Andatejki. Odrzuciłam możliwość jego zauroczenia nią, ale jeżeli nie uczucia, to co go do niej ciągnie? W końcu to demon, a czy demon może zakochać się w bogu śmierci? Czy demon w ogóle może darzyć kogokolwiek jakimkolwiek uczuciem? Ciela darzy, gdyż jest jego kontrahentem. Jednak Andatejka nią nie jest, w dodatku uratowała mu życie w dość absurdalnej sytuacji, a on niby się odwdzięczył, ale będzie się odwdzięczał do końca swoich dni (albo jej). Bo uratował jej żywot, teraz znowu ją ratuje i chroni, ryzykując własnym istnieniem... Czy to ma logiczną całość? Młody Sebastian nie pasuje mi do tego, którego znamy. Także widać, że kłamie, a ten „prawdziwy demon” sam podkreślał, że tego nie robił. Pewnie specjalnie chcesz pokazać jego nabycie umiejętności dotyczącej szczerości, której możliwe, że nauczy się od dziewczyny. Jeżeli chodzi o poboczne postacie to są one różnorodne, tak jak główni bohaterowie. Jeśli już na którymś się skoncentrujesz, to każdy ma swoją cechę. Jedyna rzecz, do której mogę mieć pretensję, to rzadkość w opisywaniu wyglądu bohaterów. Skupiłaś się w ostatnich rozdziałach „Wspomnień Demonów” na Andatejce oraz Sebastianie. Także kojarzę wygląd Setha czy sędziwego boga śmierci, aczkolwiek kompletnie nie zapadła mi w pamięć np. Isztar, Kurara, Hepling czy Belial, które także są ważnymi postaciami w tym opowiadaniu.
Wszystkie opowiadania i twój pomysł na fabułę przypadły mi do gustu. Jednak główna akcja w większości dzieje się dość szybko. We „Wspomnieniach Demonów” rozdziałom brak porządku – na twoim miejscu pisałabym jeden rozdział o Sebastianie, jeden o bliźniakach, a czasami wplotła Grella albo pisałabym w jednym odcinku, co się dzieje z demonem oraz rodzeństwem. Na początku tego opowiadania zrozumiałam, że ma dotyczyć wyłącznie wspomnień Sebastiana. A opisywałaś większość nie z jego perspektywy, w dodatku dodając historię Undertakera i nieznanej nam siostry, Andatejki. Zaczęłabym inaczej fabułę, by sensownie wpleść ich losy, np. Grabarz opowiada o swoim życiu Grellowi (ten motyw masz, po prostu mogłaś zacząć go wcześniej bądź później). Wiele twoich rozdziałów w innych opowiadaniach opisuje „suche fakty”, co mogłaś spokojnie połączyć z wcześniejszym lub późniejszym rozdziałem – odcinek byłby dłuższy i zarazem ciekawszy. Ogólnie na temat wątków, to nie brakuje ich u ciebie, potrafisz każdym prawidłowo pokierować, aby stał się ciekawy. Raczej nie zdarza ci się zapominać o faktach, a każdy z nich jest kluczem do zrozumienia treści.

Stylistykę masz cudowną, mimo że początki były trudne. Lekko się czyta i nie ma większych problemu z odbieraną treścią. Masz bogaty zasób słów, używasz wielu ciekawych wyrazów głównie z łaciny, ale trafiły się i z francuskiego. Także obdarzasz nas wiedzą naukową, korzystając z profesjonalnego zasobu słówek, ale w taki sposób, aby była ona komunikatywna. Jedyny problem to błędy raczej nie zaburzające klarowności tekstu, jednak czasami czytelnik musi się mocno zastanowić, co miałaś na myśli lub zacząć czytanie danego fragmentu od początku.

Trzymasz się kanonu, co bardzo pochwalam. Dodajesz własne pomysły, które z łatwością wplatasz w znany fanom świat i twoje wymyślone fakty stają się spójne razem z wykreowaną przez Yanę Toboso krainą.
Dialogom brakowało dopowiedzeń, lecz z czasem dany problem zanikł. Nie raz się ubawiłam, czytając rozmowy bohaterów. Także udało ci się odtworzyć charakter postaci w „Kuroshitsuji” i miałam wrażenie, jakby dana dyskusja działa się w mandze lub anime.
Opisy są niesamowite! Czytałam twój wpis odautorski, w którym informowałaś o uczeniu się pisania deskrypcji. I widać, że się opłaciło. Opisy postaci zwarty wraz z tekstem (nie jest to oddzielny opis pisany jak przez malucha. A wykorzystujesz elementy świata przedstawionego do oddania ich wyglądu, np. lustro, w którym bohaterka się przegląda). Język, jakim piszesz deskrypcje, jest wyćwiczony. I jestem w nich zakochana – raz piszesz bardziej poetycko, raz ze szczegółami dotyczącymi przedmiotów ścisłych lub humanistycznych, a to wszystko dostosowujesz do postaci, sytuacji i charakteru. Małe zadraśnięcia w twojej wersji potrafią wyjść bardzo drastycznie, co mnie urzeka. 

Jestem bardzo zadowolona z twojego warsztatu pisarskiego. Nie mam większych uwag do jakiejkolwiek dziedziny czy szczegółu. A szczególiki są wymienione w powyższej treści bądź pod danymi rozdziałami. Zwrócę tutaj uwagę na twojego narratora – jest on trzecioosobowy, raz jest mową pozornie zależną z perspektywy bohatera, a raz narratorem wszechwiedzącym wybiegającym wiedzą przed niego. Mówię o tym, ponieważ ładnie to przeplatasz, nie wprowadzając chaosu, a także prawidłowo operujesz narracją, przez co całość wychodzi lekko i naturalnie.

PS: Dziwne robisz odstępy na początku i na końcu (chodzi mi o te namnożone grawisy: ```````````````````). Mogłabyś je wyrównać albo zmienić na coś estetyczniejszego (np. trzy gwiazdki). 
(38/50)


BŁĘDY
Niektórych błędów w zdaniach nie zaznaczałam dlatego, że o nich wspominałam w innym miejscu.


1. Taniec zatracenia

I SPECJAŁ
Pozornie, bo znałam ją na pamięć i bawiłam się w słuchanie, z jaką intonacją wypowiada poszczególne wyrazy, lekko przymrużając oczy. – Zaznaczone przecinki zamieniłabym na myślniki, aby lepiej wychwycić sens zdania.

To był jednym z tematów tabu, nieporuszanych przy szerszych gronach niewtajemniczonych, które traktowano jako persony non grata. – Było. Nieporuszanym w szerszym gronie. Zbędny przecinek.

– Pat. Gratuluję panience, bardzo ciężko jest doprowadzić do remisu z moim paniczem. Jestem pod wrażeniem – niepotrzebne odstępy przed zdaniem (tego tutaj nie widać).



4. Przyjęcie urodzinowe

"Jakie to cudowne uczucie, zrzucić z siebie chociaż część ograniczeń" przemknęło mu przez myśl. – Błędny cudzysłów. „Jakie to cudowne uczucie zrzucić z siebie chociaż część ograniczeń” przemknęło mu przez myśl. Albo: Jakie to cudowne uczucie zrzucić z siebie chociaż część ograniczeń – przemknęło mu przez myśl.

Kiedy szedł z nią, demony chowały się ze strachu i usuwały z drogi, drżąc, aby nie rozgniewać wielką panią.
-To będzie w tą sobotę... - mruknął do siebie. – „Kiedy z nią szedł, demony chowały się ze strachu, drżąc, aby nie rozgniewać wielkiej pani.” Tę sobotę.

II
Faktycznie, to, co opowiedziała Meyrin sprawiało wrażenie, jak gdyby nareszcie byli w stanie czegoś nowego się dowiedzieć o tajemniczym przełożonym.
-Co tutaj się stało, aby w 15 minut doprowadzić to miejsce do TAKIEGO stanu?
– „Faktycznie to, co opowiedziała Meyrin, sprawiało wrażenie, jak gdyby nareszcie byli w stanie czegoś nowego dowiedzieć się o tajemniczym przełożonym”. Liczebniki pisemnie.


III
-Wysprzątanie pokoi i jadalni oraz wyczyszczenie srebra stołowego i obrusów: Paula, Meyrin ( tylko zdejmij okulary) - deklamowała Elizabeth – „– Wysprzątaniem pokoi i jadalni oraz wyczyszczeniem srebra stołowego i obrusów zajmą się Paula oraz Meyrin, tylko najpierw zdejmij okulary – deklamowała Elizabeth”.

IV
Hrabia przewracał się z boku na bok, doliczył do 2000 baranów, wyrecytował alfabet od tyłu po czym stwierdził, że mu nie wygodnie. – Dwóch tysięcy. „[...] wyrecytował alfabet od tyłu, po czym stwierdził, że mu niewygodnie”.


6. Skacowany demon

I SPECJAŁ
Sebastian obudził się z takim bólem głowy, że zapomniał się nawet zdziwić, że w ogóle zasnął, a po drugie, że zasnął na środku salonu, tuż obok nogi stołu, cudem tylko nie ściągając na siebie serwety z zastawą, tłucząc przy okazji wykwintną, miśnieńską porcelanę, którą całkiem niedawno sprowadził do rezydencji, aby móc wywierać odpowiednie wrażenie na gościach młodego spadkobiercy rodu Phantomhive. – Po pierwsze Sebastian obudził się z takim bólem głowy, iż zapomniał się nawet zdziwić, że w ogóle zasnął. A po drugie, zasnął na środku salonu tuż obok nogi stołu, cudem nie ściągając na siebie serwety z zastawą i przy okazji nie tłucząc wykwintnej, miśnieńskiej porcelany, którą, całkiem niedawno sprowadził do rezydencji, aby móc wywierać odpowiednie wrażenie na gościach młodego spadkobiercy rodu Phantomhive.

Tradycyjne nie zamienili ze sobą zbyt wielu słów, które nie byłyby ściśle utartym schematem, który powtarzał się co rano. – Tradycyjnie. Powtórzenie.

Zwlekał z odpowiedzią czekając, aż lokaj dokończy jego garderobę i zawiąże idealnie wyprasowaną wstążkę pod szyją. – Przecinek przed imiesłowem przysłówkowym „czekając”. 

Zresztą, Mey- Rin leżała nieopodal, więc szczerze wątpił, aby i on nie miał w tym jakiegoś udziału. – Człony imion zapisujemy łącznie. 

Mężczyzna stał do niego tyłem, gdy wszedł, polerując jedną z patelni. – Źle brzmi to zdanie. „Gdy wszedł, mężczyzna stał do niego tyłem, polerując jedną z patelni”.


Jednym z większych problemów, które rozpoznałam w twojej pisaninie, jest błędny zapis dialogów. Nie będę się rozpisywać, gdyż większość informacji znajdziesz tutaj.
Pojawił się problem z czasami w twoim tekście. Mieszasz teraźniejszy z przeszłym i na odwrót. Warto tego pilnować – nieraz zaburza to zrozumienie czytanej przez nas treści.
Zachęcam do zapoznania się z i stroną na temat przecinków. Nie mylą ci się aż tak, ale jednak widzę błędy związane z ich stawianiem.
Nie myl myślników (dokładniej półpauzy w moim przypadku) [–] z dywizami [-]. Myślniki (inaczej pauzy lub półpauzy) stosuje się przede wszystkim do zapisu rozmów, a także używane są między wyrazami, zapisie zakresów oraz definicji. Dywiz stosowany jest do łączenia wyrazów (np. przy przenoszeniu), zapisie zakresów (od-do między cyframi) oraz do zapisu dwuczłonowych fraz i przed nim, i po nim nie występują odstępy.
Liczebniki zapisujemy słownie. Ot, taka reguła w opowiadaniach – chyba że przytaczasz list z datą wysłania, ciąg cyfr, kod (jak w Kodzie Da Vinci), cyfry należące do marek i nazw własnych np. BB8 czy No7, James Bond 007 i tak dalej, to wtedy zapisujesz liczbowo.
Nie raz zdarzyło ci się pomylić odmiany w zdaniu i nie mam bladego pojęcia, skąd ci się to wzięło? Radzę, aby sprawdzić gotowy tekst na następny dzień (albo nawet parę dni później) i czytać go sobie na głos. Jeżeli pojawią się jakiekolwiek niejasności – próbować je zweryfikować. Powinnaś w ten sposób natrafić na wyrażenia ze złą fleksją, bo „poczujesz” zgrzyt albo sama frazy nie zrozumiesz.
Wystąpiły nieliczne powtórzenia. Warto skorzystać ze słowników z synonimami bądź antonimami, aby poszukać odpowiednich słów. Jedną ze stron, którą polecam, jest ta. Jeżeli nie jesteś pewna, czy dane słowo będzie stu procentowo pasować – sprawdź na PWN-ie definicję owego wyrazu.
Najdrobniejsze błędy to zjedzenie znaków diakrytycznych, jak „ę” oraz „ą”. A także nie raz zapomniałaś o odstępach między pauzami i zabrakło ci niektórych słów, na przykład we frazeologizmach.
(7/10)


RAMKI
Szablon ma układ dwukolumnowy. Z lewej strony znajdują się wyłącznie posty, a z prawej znajdziemy: Obserwatorów, piszę opowiadania.O bohaterach mangi autorstwa Yano Toboso- "Kuroshitsuji", Łączna liczba wyświetleń. Na samym dole umieściłaś: Archiwum, Linki, Translate. A na samej górze witryny: Opowiadania, Spis treści, Manga Kuroshitsuji dj - tłumaczenia pl.
Na pewno zmieniłabym tytuł „piszę opowiadania [...]” na „Autor” lub „O autorze”, bo informacja o wykorzystywaniu w opowiadaniu bohaterów czyjejś mangi powinna się znaleźć w ramce zatytułowanej np. „informacje”. Także pomyślałabym nad dopisaniem wzmianek dotyczących twojej osoby, bo mówisz wyłącznie o gatunkach opowiadań i swojej (nie)regularności w pisaniu – czytelnicy z chęcią poznaliby cię bliżej. Jeżeli chcesz mieć archiwum (którego nie potrzebujesz, bo masz spis treści) na samym dole strony, to radzę zmienić na styl „menu” – gdy przybędzie więcej postów, to będą zajmowały bardzo dużo miejsca. Translator nie jest potrzebny, bo i tak tłumaczy niedokładnie, jednak jeżeli ci na nim zależy, to przenieś go chociaż na górę strony, bo ludzie nie będą sprawdzać całej witryny, poszukując funkcji tłumaczenia. Ciekawie przedstawiłaś posty w „spisie treści” – dodałaś zdjęcia oraz przejrzyście zapisałaś wszystkie rozdziały. W zakładce o tłumaczeniach widzę, że sama postanowiłaś przetłumaczyć mangi. Podziwiam za to. Dostosowałabym wielkość zdjęć, gdyż wychodzą poza obszar pisania notek, a także oznaczałabym wyraźnym „+18” niektóre z tłumaczeń (zaskakuje mnie twoja odwaga wstawienia takich mang). I popraw w nazwie Manga Kuroshitsuji dj - tłumaczenia pl dywiz (-) na półpauzę (–).
(3/4)


DODATKOWE PUNKTY
+1 za pomysł z kursorem.
+1 za muzykę i to w dodatku przepiękną(wyłączyłabym włączanie automatyczne muzyki)!
(2/3)

Uzyskałaś 60 na 80 punktów możliwych. Jest to 75%, co równa się ocenie: DOBRY [4]. Gratuluję wyniku! I trzymam kciuki za dalszą działalność.


PS: Jeżeli zależy ci na reklamie bloga, to możesz zgłosić się do katalogów.

8 komentarzy

  1. Dziękuję za poświęcony czas i trud, jaki włożyłaś w przeczytanie całego materiału opublikowanego dotychczas na blogu. Naprawdę nie sądziłam, że przeczytasz całość, bo głównie miałam nadzieję na przejrzenie najdłuższego opowiadania, ale taki obrót spraw cieszy jeszcze bardziej.
    Jestem dość słabo zaznajomiona z blogosferą i jej niuansami, dlatego nawet nie myślałam dotychczas nad szablonem.
    Za to mam pytanie. Liczyłam na to, że mi to wytkniesz, ale jednak się tego nie doczekałam, a mianowicie chodzi o „tańczące akapity”. Gdy justowałam ostatnie rozdziały w Wordzie, wszystko było w porządku. Po wklejeniu na bloga, akapity ( gdzie umówmy się, np. powinny mieć wcięcie ok. 1,5 cm, nie wiem, czy tyle ma naprawdę, staram się jedynie nakreślić problem) zaczynają być w różnych odległościach, w dodatku losowe ( np. jeden akapit jest wysunięty o 2 cm, inny o 1,3; a razem sprawia to nieestetyczne wrażenie). Nie wiem, co obić i jak to naprawić, dlatego proszę o pomoc.
    Tak samo niektóre rozdziały, pomimo odgórnego ustawienia czcionki dla całego bloga, nie chciały jej zmienić, i nawet w ręcznym zmienianiu były oporne ( np. otwieram kartę z rozdziałem, zaznaczam całość, wybieram font, zapisuję, zamykam, otwieram ponownie i mam sytuację sprzed całej akcji).
    Co do treści: w „Tańcu zatracenia” nie mam nic do dodania, za to sądzę, że powinnam zabrać głos w analizie „Wspomnień demonów”.
    Ciel może obejrzeć czas, w którym Sebastian był niemowlęciem, ponieważ ¬– wskutek splotu wcześniejszych zdarzeń – dobrał się do jego nagrania życiowego, którym z reguły zajmują się bogowie śmierci. Jest ono wyraźne na każdym etapie życia, a że są innej rasy niż zwykli kolekcjonować żniwiarze, mają nieco inne właściwości, stąd historia zawiera w sobie aż tyle osób, a nie jedną, co podpowiadałaby logika. Słabo napisane, ponieważ (nie chcę się chwalić) to było blisko rok temu, a sądzę, że przez ten czas udało mi się trochę ulepszyć swoje umiejętności. Wówczas nie miałam nawet ścisłego pomysłu na historię (wstyd się przyznać), a sama skala i rozpiętość opowiadania nieco zaskoczyła mnie. Z początku sądziłam, że to, co mam do przekazania, zamknę w plus minus czterdziestu rozdziałach, ale z czasem przekonałam się, jak naiwnym było moje myślenie. Dlatego czasami bywa chaotyczne, może sprawiać wrażenie nieprzemyślanego do końca, jednak staram się wszystko złożyć w miarę spójną całość.
    Znak, który tak bardzo ci się nie spodobał ( –…! ) miał powód, dlaczego go zastosowałam. Chciałam w ten sposób pokazać, że ktoś woła Andatejkę jej prawdziwym imieniem, ale nie chciałam zbyt szybko zdradzać go czytelnikom. Bardzo mi zależało, aby odbiorca poznał go razem z Sebastianem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Naprawdę sądzisz, że darzyły swoich potomków miłością? I ich dzieci odwzajemniały to uczucie? Osobiście jestem zdania, że mogły być surowe dla wszystkich i nie liczyć się z żadnymi uczuciami. W końcu pożerają ludzkie dusze. A w relacjach z dziećmi prędzej mogły okazywać sobie wzajemny szacunek”. Nie sądzę, aby wszystkie demony darzyły i odwzajemniały. Inaczej nie byłyby tak brutalne i bezlitosne. Z drugiej strony chodziło mi właśnie o pokazanie tego kłamstwa, że emocje są spychane, uważane za coś gorszego i hańbiącego, ale to nie oznacza, że demony nie są zdolne czuć. To tak, jakbyśmy stwierdzili, że człowiek nie powinien czegoś odczuwać, bo je wieprzowinę  Pokarm odłóżmy na bok.
      Różnica pomiędzy zwykłym odejściem a narodzinami Shinigami jest dosyć znaczna chociażby z tego powodu, że zwykła dusza nie walczy. Oglądamy seansie, tniemy nożyczkami, przystawiamy pieczątkę, koniec. Ale zdaję sobie sprawę, że mogło to być opisane dość pobieżnie. Spróbuję sprostać temu w przyszłości, dodając stosowne wyjaśnienie.
      Dlaczego wszyscy Shinigami mają wadę wzroku, to trzeba byłoby się zapytać samej Toboso.
      Charakterystykę asfibrii przybliżył Undertaker na samym początku 
      Czas w świecie Shinigami jest zupełnie niepodobny do ludzkiego. To tak jakby alternatywna rzeczywistość, nie mogę na razie podać konkretnego przelicznika, bo go nie stworzyłam. To, że na ziemi mamy obecnie wiek jedenasty ( panowanie Roberta Wspaniałego) nijak się ma do rzeczywistości bogów śmierci ( chociażby znajomość i obecność kont bankowych).
      Tak, Raum latał jak demon i jako ptak (wyprawa, by dotknąć chmury). Prawdopodobnie coś bardzo zepsułam jako narrator, skoro nabrałaś wątpliwości. Może chodziło o to, że jako demon mógł latać, ale czuł się niekomfortowo, bo w głębi duszy wiedział, że nie powinien czerpać z tego przyjemności, a jako ptak poczuł się incognito?
      Andatejka jest bardzo młoda, jednak nie znam jej dokładnego wieku. Dziękuję, że mi na to zwróciłaś uwagę, spróbuję to przemyśleć i wówczas ustalę najbardziej wiarygodną wersję.
      Niezbyt przyjemne komentarze we wstępie są tylko świadectwem moim personalnych wzlotów i upadków. Piszę bloga ponad rok, spotykały mnie różne wydarzenia. Takie wpisy są tylko potwierdzeniem, że czasami traktowałam notkę jako kubełek do wylewania żali. Wiem, skrajnie niepoprawnie, moja wina. Później już nie wracałam do poprzednich rozdziałów, z czasem o nich zapomniałam i tak zostało.
      Wydawało mi się, że od początku pisałam, że broń dziewczyny jest toporem, „kosa śmierci” to określenie pojawiające się dość często w mandze i określało zarówno kosę grabarza, piłę Grella czy kosiarkę Ronalda. Może stąd to niezrozumienie?

      Usuń
    2. Z tym czytaniem mnie masz. Wkopałam się XD Nie jestem na chwilę obecną wyjaśnić, jak to się stało, że Undertaker potrafi czytać i to zataił przed siostrą. Musisz mi wybaczyć.
      Sebastian nie zawsze będzie nazywał się w ludzkich kontraktach Sebastianem, przepowiednia mówiła jedynie o wielu latach. Możliwe, że z przyzwyczajenia będzie proponował takie imię swoim przyszłym kontrahentom. I oczywiście, że występowało  Sebastian wywodzi się z języka greckiego, a w Rzymskim jest tożsame z imieniem August. Istnieje również patron, św. Sebastian z Rzymu, zm. Ok. 288 roku, naturalnie śmiercią męczeńską. Dlatego w jedenastym wieku to imię mogło swobodnie występować.
      Moim pierwszym opowiadaniem na blogu była „Zagadka porzuconych zwłok”. Roztocze mają taki związek, że w nadmiarze skumulowane wzmagają u panicza napady astmy i powodują poważne kłopoty z oddychaniem, a jako idealny kamerdyner, Sebastian wolałby ich uniknąć.
      Przytulanie spisuję na swoją listę win. Jestem przytulanym człowiekiem i niechcący obdarzam tą cechą swoich bohaterów, choć jest to niewskazane.
      Co do pisma… Nie jestem grafologiem, nic z tych rzeczy, ale lubię pożyczać notatki swoich znajomych i często analizuję sobie dla zabawy ich pismo. Wiadomo, nie każda dziewczyna musi kaligrafować i odwrotnie, nie każdy chłopak pisać jak kura pazurem, ale tutaj zakładamy, że pismo jest eleganckie, z mnóstwem zawijasków, na ozdobnej papeterii, skropionej kobieca perfumą. Gdyby mężczyzna pisał liścik, nie dbałby o wrażenia zapachowe, a jeśli nawet już i był odmieńcem, to spryskał by je wodą kolońską. Więc wniosek nasuwa się sam, kto mógłby być nadawcą.
      Nie zastanawiałam się nad budową demonicznej płytki paznokcia XD Cieszę się, że podsuwasz takie pomysły, nawet, jeśli czasami jest to ironia, a czasami zwykły żart, aby bardziej podkreślić, o co ci chodzi albo lepiej mi wytłumaczyć. Ja rozumiem to w ten sposób: Mają niewiarygodną zdolność regeneracji, więc co im za różnica, nawet jeśli złamią nieco płytkę?
      Informacja, że część jest finałem wyszła stąd, że chciałam w jakiś sposób zasygnalizować, że opowiadanie jest zakończone. Nie miałam lepszego pomysłu. Ale chyba faktycznie, epilog z finałem się pokrywają.
      W „Przyjęciu urodzinowym” i „Zagadce” rozdziały są krótkie, gdyż to od nich rozpoczynałam swoją zabawę z pisaniem. Nie poprawiałam ich do tej pory, ale teraz mam taki zamiar. Znaczki ( namnożenie```````````` ) Jest pozostałością po przekopiowaniu z pierwotnej wersji, której początkowo nie zamierzałam zmieniać, w obawie o zarzucenie mi plagiatu, gdyż po raz pierwszy „Zagadkę” opublikowałam jako spontaniczny pomysł na stronie na facebooku. Co prawda podkreślałam, że i jedno, i drugie publikowałam ja i to wielokrotnie. Później pisałam kolejne i tak spadało na liście priorytetów do zrobienia, aż po czasie zwyczajnie o tym zapomniałam.

      Usuń
    3. Zdjęcie śmierci znalazłam sama w Internecie, przeglądając sobie w natchnieniu do pisania dalszych, malutkich części, I tak, sama to wymyśliłam. Narysowałam na czystej kartce tylko patyczaki i odkryłam zbieżność. Mam tylko nadzieję, ze nie robi to ze mnie kandydata na mordercę doskonałego  MÓJ BŁĄD, PRZEPRASZAM! Wkradła się drobna literówka do imienia malarza, nazwisko pozostaje w porządku. To Bernt Notke, a obraz specjalnie zalinkuję tutaj
      https://pl-static.z-dn.net/files/d8b/def87190738f9be08098119b477600e8.jpg
      ” Czy uważasz, że naprawdę darzył go „matczynymi” uczuciami? Czy zatajasz ową prawdę, że zależało mu tylko na jego duszy?” Zatajam. Niech co bystrzejszy czytelnik się domyśli. Sądzę tez jednak, że Sebastian musi mieć jakiś sentyment do Ciela. Może nie matczyne, nie przesadzajmy, od tego była Rachel, ale cos na rzeczy musi być. Gdyby był mu zupełnie obojętny, nie cackał by się tak z nim. Co prawda drugi sezon Kuroshitsuji to nie kanon, nawet blisko mangi nie leżał, ale chodzi mi o podejście Claude’a. On się tak nie ekscytuje tym, co wyprawia Alois, raczej jego mona wyraża coś w stylu „żałuje dnia, w którym zawarłem z dzieciakiem pakt. Nie sądziłem, że tak to się potoczy”. Tymczasem Sebastian jest inny. Po prostu.
      Nauczyciela nazwałam Heplingiem, nie Helpingiem, a jak widziałam, taka literówka zdarzyła Ci się kilak razy i już nie wiedziałam, czy tak naprawdę zrozumiałaś, czy to przypadek. Pomocy imieniem nie wzywał, zaręczam 
      Pomału będę poprawiać wszystkie niedociągnięcia, o ile znajdę czas, z którym – choć są wakacje – to i tak jest dziwnie krucho.
      Na koniec dodam tylko, ze nie spodziewałam się tak wysokiej oceny! Liczyłam na trzy w porywach, naprawdę. Nie oszukuję się, dużo osób pisze zdecydowanie lepiej ode mnie, ja traktuję to jako rozrywkę. No i popełniam sporo błędów, których – niestety – nie zawsze jestem w stanie sama dostrzec. Dlatego tak ważna jest dla mnie taka szczegółowa krytyka i przyjrzenie się pracy od kuchni.
      Zapytam tylko, czemu uważasz, że automatyczny start muzyki to nie najlepszy pomysł. Ja zawsze mam wrażenie, że wówczas coś się popsuło, albo wtyczka szwankuje :P
      Jeszcze raz dziękuję za pracę.
      Andatejka

      Usuń
    4. @akapity: to niby nie pytanie do mnie, ale odpowiem :D
      Twoje formatowanie z Worda nie przeniesie się na bloga. Przykro mi, ale to są dwa różne programy, działające na całkiem innych zasadach. Jeżeli chcesz wprowadzić akapity do swojego opowiadania na Bloggerze, musisz usunąć formatowanie (jak zaznaczysz cały tekst, to naciskasz ikonkę jedną z tych od końca z prawej, takie T z czerwonym x), ustawiasz justowanie, a ponadto musisz mieć wklejony kod na akapity do arkusza CSS (ja wiem, brzmi strasznie i co to za czarna magia, ale dość szybko się temat ogarnia). Niby chamska reklama, ale wiem, że ten poradnik jest zaktualizowany akurat w tym miejscu, więc wrzucam: Lumos dla akapitów. Tam gdzieś w połowie piszę, jak powinno się wstawiać akapity na bloga.

      Mam nadzieję, że pomogłam ;)
      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń
  2. Bezsensu byłoby nie przeczytać całej treści :) A że mi się spodobało, to tym bardziej byłam ciekawa opowiadań.
    Tutaj masz linka do katalogu graficznego: http://katalog-graficzny.blogspot.com/ . Powinnaś coś znaleźć dla siebie, ewentualnie zrobić na którejś z szabloniarni/graficiarni zamówienie.
    Niestety ma moich blogach mam podobny problem. Tutaj radzimy sobie poprzez kod html/CSS. Oto instrukcja:
    1. Usuń wszystkie wcięcia na stronie.
    2. Wejdź na Bloggera.
    3. Zakładka szablon->Dostosuj->Zaawansowane->Dodaj arkusz CSS
    4. W białym polu wklej:
    .date-outer {text-indent: 1cm; text-align: justify;}
    5. Zapisz zmiany.
    Jeżeli chodzi o font – cały tekst formatujesz (w bloggerze masz u góry przycisk do tego służący). To powinno załatwić sprawę, ale później musisz poprawić wszędzie kursywy czy pogrubienia jeżeli takowe miałaś (czasami też dodaje odstępy, których nie było).
    Hm. Znak w pewnym stopniu przemyślany, powoduje zagwozdkę, ale nie zmienia faktu, że nic nie wnosi :P
    Zabieg z emocjami odczuwanymi przez demony jest logiczny i ciekawy. Nie wiem czy to pisałam, ale tak podejrzewałam, że o to Ci chodziło :)
    Jeżeli w przyszłości Andatejka miałaby uczestniczyć ponownie podczas śmierci postaci i przedstawiłabyś (jeżeli tak się da, by ona to widziała) walkę duszy, która ma być Shinigami to wyjaśniłoby to kłopot z zauważeniem różnicy (liczę na poprawiony opis tego).
    Z wadą wzroku, to chodziło mi, że napisałaś, że ją mają, a nie podałaś powodu. Dlatego nie mam pojęcia, skąd Andatejka doszła do takiego stwierdzenia.
    Czyli trochę tak, jakby to demony przyniosły swoją nowoczesność i rozwój techniki do świata ludzi? ;)
    Jeżeli chodzi o „kosę śmierci” to wiem, że tak ją nazywali w Kuroshitsuji. Jednak nie miałam pojęcia, jaką broń znalazła A. (tak jak Grell ma piłę). Dopiero potem napisałaś, że topór. A ja myślałam, że prawdziwą kosę znalazła (taką jak się tnie zboże xD) lub miecz.
    Cieszy mnie Twoja wiedza na temat pochodzenia imienia :) Do takiego sprawdzania chciałam Ciebie nakłonić (ale możliwe, że już to robiłaś).
    Co do pisma – właśnie zabrakło mi opisu tych zawijasów, ozdobników. I dobrze wykombinowałaś z perfumami ;) Inaczej byłoby to puste (i Ciel musiałby chodzić na kurs grafologii :P ).
    A co do obrazu – pozytywnie mnie zaskoczyłaś sama wyszukując takie zbieżności! I nie każdy z talentem do zbrodni doskonałej musi ją popełniać :P (więc lepiej pozostań po jasnej stronie mocy).
    I tą inność w Sebastianie uwielbiamy. Podczas mangi czy anime nie chciałam się łudzić, że demon darzy go jakimiś pozytywnymi czuciami.
    Co do imienia, przepraszam! Niechcący źle zapisałam i tak po prostu pisałam. Mój błąd – za niedługo to poprawię.
    Bo jak miałam głośniki, w dodatku za głośno ustawiony dźwięk, budził moich domowników lub sama dostawałam zawału :P I osobiście wolałam sobie sama włączyć muzykę, jeżeli miałam na to ochotę.
    Jeżeli chodzi o błędy – możesz znaleźć betę, która pomogłaby Ci sprawdzać rozdziały (a Nami może pomyśleć nad tą rolą). Oto link: http://betowanie.blogspot.com/
    I podziękuję Ci tutaj za chęć czytania tej oceny parę razy. Każdego oceniającego cieszyłby taki odbiorca :)

    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak ona wpisze .date-outer, to automatycznie tytuł posta też dostanie akapitu :o .post-body lepsze, bo się tylko do posta odnosi. Poza tym ubiegłaś mnie z komentarzem ;P

      Pozdrawiam, Niah.

      Usuń
    2. O. Nawet nie zauważyłam :D

      Usuń

Aktualności

Mrs. Mayhem pomyślnie
ukończyła staż. Pojawiła się jej
pierwsza ocena
:) Gratulacje!
Blogi zgłoszone przed Fuzją: 1
Blogi zgłoszone w 2016: 4
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Zbieramy pierwsze lajki ;)
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.