...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

[86] ocena bloga: razu-pewnego-w-hogwarcie.blogspot.com

17 sierpnia 2016
Autor: Ariadna Gryf
Tematyka: ff HP, komedia, romans, akcja
Oceniająca: Elektrownia



PIERWSZE WRAŻENIE (10/10)

Dawno nie oceniałam opowiadania osadzonego w świecie Harry'ego Pottera, trochę się stęskniłam za tym, mam więc nadzieję, że nie zawiedziesz mnie.

W zgłoszeniu wpisałaś tematykę komedia, romans, akcja. To dość odważne sformułowanie, bo sama wiesz, że w blogosferze ciężko o dzieła, które potrafiłyby utrzymywać dobry poziom w wielu tematach. Jednak komedia ma to do siebie, że zawsze znajdzie się miejsce na odrobinę żartu, to samo tyczy się romansu. Spodziewam się więc tekstu, który mnie rozbawi, wywoła dreszczyk emocji i wyciśnie łezkę w czasie lektury.

Adres i tytuł bloga nie mówią zbyt wiele, ale brak typowych wstawek o Huncwotach, Draco lub Hermionie działa na Twoją korzyść, bo widać, że nie bawisz się w schematy, a próbujesz stworzyć własną markę.

Od razu po wejściu wita mnie tłumaczenie adresu, które umieściłaś w bocznej ramce: Pewnego razu w Hogwarcie Clem Bennett, przeciętna mieszkanka Ravenclawu, spotyka bliźniaków Weasley w dość niecodziennych okolicznościach. Dzięki temu już wiem, że Twoja bohaterka należy do kategorii OC, a do tego wybrałaś dość nietypowe postacie książkowe, jakimi są Fred i George. Ta dwójka jest bardzo specyficzna i ciężko odwzorować dobrze ich charaktery, ale liczę, że temu podołasz.

A tu masz bardzo dobry poradnik, co do odmiany nazwiska Weasley: [click]

Całość jest bardzo zachęcająca; nie pozostaje mi nic innego, jak zasiąść do lektury.

giphy.gif

WYGLĄD (5/7)

Szablonu nie wykonałaś własnoręcznie, ale nie każdy musi posiadać rozbudowane zdolności graficzne, więc nie jest to duży minus. Najważniejsze, że jest dopasowany do tematyki.

Na nagłówku mamy dziewczynę w szkolnym mundurku, jednak ma ona na sobie czerwony krawat. Bardziej by mi to pasowało do Gryffindoru, a nie trudno byłoby zmienić jego kolor. Granat i czerń to kolory domu, do którego należy Clem i to te barwy powinny odegrać jakąś rolę w szablonie, skoro zdecydowałaś się już użyć obrazku uczennicy. Do tego na moim niezbyt dużym ekranie potwornie wychodzą piksele, grafika była chyba zbyt mała.

Wszędzie szarości. Nie jest to zły pomysł, gdyby nie fakt, że masz problemy z kontrastem. Menu zlewa się ze spódniczką z nagłówka, czarny tekst komentarzy jest nieczytelny na ciemnoszarym tle, jedynie pogrubione fragmenty wyglądają jako tako, ale to niewystarczające.

Również czcionka pozostawia wiele do życzenia. Jest bardzo duża w postach, jednak w komentarzach i dopiskach pod tekstem robi się mikroskopijna.

Plusem jest fakt, że nie spotkałam zmieniającej się czcionki w trakcie tekstu, co tak często zdarza się na Blogspocie. Wcięcia akapitowe działają poprawnie, chociaż przydałyby się również na podstronach.

TREŚĆ (45/50)

1: Pierwszy moment jakiejkolwiek akcji w Twoim opowiadaniu i już widzę lekką nieścisłość: czemu dziewczyna, którą dręczy zwykły niepokój w szkolnej bibliotece, wyjmuje od razu różdżkę? Przecież nie spodziewa się chyba Voldemorta za regałem bądź innego dementora. To tak, jakby dzieciak w liceum wziął do ręki paralizator czy inne badziewie, gdy tylko poczuje, że jest obserwowany w czasie nauki. Albo dziewczyna ma paranoję, albo lekko przesadziłaś.

(...) bo w następnej sekundzie Krukonka zdała sobie sprawę z tego, że wpatruje się w falującą leniwie wielką dziurę (...) nieco mnie to razi, bo dziura to miejsce, gdzie czegoś nie ma, więc co tam może falować?

Ach, ten wąs! W jednym akapicie masz to słowo powtórzone dziewięć razy. Rozumiem, że to ważna sprawa, ale ta ilość to już lekka przesada.

Za to wielce rozczulił mnie fragment, w którym Twoja bohaterka dochodzi do konkluzji, że jest nudną osobą. Samokrytyka i szczerość w ocenie nie tylko otoczenia, ale i własnej osoby, to cechy, które powinny być widoczne u członków tego domu, którzy nie mają w naturze naginać faktów. Dzięki temu momentalnie bardziej polubiłam główną bohaterkę. Nie wydaje się typową Mary Sue, a dziewczyną z dobrze wykreowaną osobowością i charakterem, który będę mogła poznawać przez cały czas trwania opowiadania, nie tylko w pierwszym rozdziale, gdy bohaterka jest płytka jak woda w kałuży i nie ma nic do zaoferowania.

Clem zamrugała jeszcze kilka razy oczami (...) aż nasuwa się pytanie, czym innym mogła zamrugać.
Ogólnie oceniam post bardzo pozytywnie. Podoba mi się Twoje zaangażowanie w opisy, by wszystko wyglądało tak, jak powinno w magicznym świecie. Animizacja włochatych spodni Hagrida podbiła moje serce. Również na bazarze utrzymałaś ten magiczny klimat i nazwy przedmiotów, na które natrafiła Clem, brzmiały mało mugolsko. Jedynie wtrętu o Gwiezdnych Wojnach mogłaś sobie oszczędzić, bo to nie jest raczej dzieło autora-czarodzieja (albo jest i mogłaś coś na ten temat dodać), ale jestem w stanie to przeżyć.

Poza główną bohaterką w tym rozdziale poznaję Freda i George'a. Ich też dokładnie odwzorowałaś. Udało Ci się zachować ich głupawe dowcipy, w których zawsze jest szczypta inteligencji i cały garniec dziecinady i dobrej zabawy. Chyba jeszcze nigdy nie natrafiłam na opowiadanie, w którym drugie skrzypce grałaby ta para, co samo w sobie jest dobrą zachętą do dalszej lektury. Jednak sposób, w jaki nadałaś im charakter, sprawił, że już od pierwszego rozdziału wiem, że z kreacją bohaterów nie masz żadnych problemów, a opowiadanie będzie się czytało przyjemnie.

giphy.gif

2: Clem, która zdążyła dotrzeć już do skrzydła szpitalnego i teraz cierpliwie dawała się smarować maścią, podejrzewała, że na tym sprawa się nie zakończy. To zdanie umiejscowione jest linijkę pod zakończoną konwersacją Freda i George'a, która trwała kilka sekund i rozpoczęła się od razu po tym, jak dziewczyna zniknęła za winklem. Czy widzisz tu jakąś nieścisłość? Bo ja sądzę, że Clem musiałaby się co najmniej teleportować i przekazać swoje myśli Pani Pomfrey telepatycznie, żeby zdążyć być w owym punkcie fabuły.

Było to tak niecodzienne u niej zjawisko, że Snape, przyzwyczajony do jej bezbarwności, mimowolnie zaczął się zastanawiać, jak ona się tak właściwie nazywa. Sądzę, że skoro uczył ją ponad pięć lat, to musiałby być skończonym głąbem, żeby nie zapamiętać jej nazwiska, a o to nigdy bym Snape'a nie podejrzewała.

I to był właśnie ten moment w życiu Ruperta Monroego, kiedy ten zdał sobie sprawę z tego, że może jednak kontynenty wędrują czasami zbyt szybko. Zbędne „z tego” i chyba nieco przesadziłaś z tą przenośnią. Co kontynenty mają do samopoczucia Clem i jej chęci popełnienia mordu? Do tego „był” i powtórzenie.

Mam mieszane uczucia względem sceny na zajęciach eliksirów. Z jednej strony rozmowa z Rupertem jest świeża, pomysłowa, widać w niej cechy charakterów bohaterów i znaczące różnice miedzy nimi, ale sam początek jest, moim zdaniem, nieco naciągany. Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby Snape zainteresował się samopoczuciem ucznia, do tego Krukona, który jest mu obojętny. Skoro Dumbledore nigdy nie zganił go za zachowanie w kierunku innych uczniów, to czemu nagle miałoby coś grozić Nietoperzowi za olanie humorów jakiejś pomniejszej uczennicy?

Duży plus za muchę w kociołku.

Pomysł z bliźniakami, którzy proszą Clem o pomoc, był dość płytki i potwornie przewidywalny. Mam nadzieję, że późniejsze wydarzenia będą bardziej niespodziewane, bo po pierwszym poście liczyłam na niesamowite pomysły, a tu taki klops.

3: W pomieszczeniu rzeczywiście nie przebywała żadna żywa dusza, nie licząc samej Clem, kilku delikwentów, którzy zasnęli nad książkami, dwóch bardzo żywych portretów, próbujących zapatrzeć się w siebie na śmierć, kilku robaczków i rudego kota. Strasznie dużo wymieniania jak na stwierdzenie „ w pomieszczeniu nie było żywej duszy”.

Najpierw wybuchł eliksir, który jeszcze przed chwilą grzecznie warzył się pod oknem, i oczywiście zaczął wydzielać nieprzyjemne zapachy. – Zastanów się, czy jeden eliksir może wydzielać kilka zapachów jednocześnie.

Scena mówiąca o masie krytycznej magii jest bardzo dopracowana. Widać, że zadbałaś o każdy szczegół i to się chwali. Udaje Ci się umieszczać w tekście małe ciekawostki, które budują klimat, a to wszystko w połączeniu z tajemniczymi umiejętnościami Puchatka i schadzkami w składziku Snape'a sprawia, że czuję się, jakbym tam była. Nie podajesz informacji na tacy, a dawkujesz je powoli, w odpowiedniej ilości, akcja rozkręca się swoim tempem, nic nie dzieje się przypadkowo.

Ciężko jest mi napisać coś negatywnego o tym poście.

4: „Brzytwodzioby z Tarapato robią herbatę z wody po pierogach" Tu by się przydało delikatne wtrącenie, skąd autor tego stwierdzenia wiedział, co to są pierogi, bo Krukoni raczej by takich tekstów na ścianach nie wydziobywali.

W przypadku sytuacji odwrotnej cała agitacja przeniosła się ze ścian na plakietki doczepiane igłą do mundurka. Tutaj też nieco zgubiłaś świat magiczny sądzę, że czarodzieje użyli zaklęcia Trwałego Przylepca lub czegoś podobnego, nie igły.

Fragment z codziennymi przygotowaniami Susan lekko mnie zdziwił. Początkowo piszesz, że zbierała ona, wydawałoby się, losowe rzeczy z podłogi, by w końcu udać się do łazienki, w której użyła jedynie... różdżki. Co ona, cierpi na syllogomanię?

Pierwszy w Twoim opowiadaniu post o... niczym. Bardzo starałam się tutaj dostrzec coś, co zasługiwałoby na całą oddzielną notkę, ale były to z mojej strony prośby słane w eter. Nauka, poranna toaleta, sprawdzian i heja, mamy post! To chyba nieco za mało, nie uważasz?

Całość ratują jedynie bohaterowie, których lepiej poznaliśmy, chociaż nie wiem, po cóż Ci ta Puchonka, której nie ma nawet w spisie postaci, ale miejmy nadzieję, że podarujesz jej z czasem kilka stron konkretnej fabuły.

5: W pewnym momencie lekko się zagubiłam. Piszesz o drugoklasistach, którzy wchodzą do pokoju wspólnego, a sekundę później używasz imienia Frost. Jako czytelnik odniosłam wrażenie, że mówisz o jednym z nowoprzybyłych, szczególnie, że użyłaś słowa „chłopiec”, a tu nagle okazuje się, że piszesz o przyjacielu Aidena. Nie przepadam za takim mieszaniem fabuły, jest to niepotrzebne i mylące.

Aż zacytuję krótki fragment, który jest moim ulubionym w całym Twoim opowiadaniu!:

— Nie wydaje wam się, że wyglądała na bardziej zmęczoną niż zwykle?
Przyjaciele Aidena spojrzeli na niego jak na kosmitę.
— Zdefiniuj „zwykle”.
— Zdefiniuj „zmęczona”.
— Zdefiniuj „bardziej”.

Nie wiem, co mnie w nim tak zauroczyło, ale uwielbiam Cię za niego.

To dopiero wstęp do dłuższej akcji, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie po całej notce dotyczącej nauki, gdzie dopiero na końcu zaczyna się coś dziać.

Na uwagę zasługuje fragment o powieści wydanej przez Snape'a. Nie jestem fanem wątków, w których Naczelny Nietoperz Hogwartu jest zniewieściałym artystą, ale plus za pomysł i wykonanie. Radziłabym jedynie nie zagłębiać się w to za mocno, bo cała postać straci urok.

Widzę, że rozpoczynasz powoli również motyw romantyczny. O ile Fred i George nie za bardzo nadają się do tego typu roli, to Rupert doskonale się w niej odnajduje. Cieszę się, że stworzyłaś postać, która tak wyraziście kontrastuje z osobowościami bliźniaków i pozwala na tworzenie zróżnicowanych sytuacji.

To był ostatni rozdział, a raczej pierwsza jego część. Jestem nieco zawiedziona, bo sądziłam, że będziesz kontynuować to opowiadanie, a na razie więcej czasu nie pisałaś, niż to robiłaś. No, ale cóż...

Nie mam żadnych obiekcji co do świata, w jakim osadziłaś opowiadanie. Rok Turnieju Trójmagicznego to dopiero pierwszy moment, kiedy Lord Voldemort zaczął wpływać nie tylko na życie Harry'ego, ale również na cały czarodziejski świat, więc to dobry okres, by rozpocząć historię. Miałam nadzieję, że dzięki temu spotkam się z czymś nieco cięższym niż wybryki bliźniaków Weasley, ale chyba zostawiłaś to na dalszą część opowiadania, która może kiedyś jeszcze nastąpi.

Często opisujesz naukę, co jest naturalne w świecie typowej Krukonki, ale robisz to w humorystyczny sposób, dzięki któremu edukacja Clem nie nudzi się czytelnikowi. Położyłaś bardzo duży nacisk na eliksiry, przez które czuję lekki niedosyt innych przedmiotów. Profesor McGonagall czy Flitwick też mogą być bohaterami zabawnych scen z życia ucznia.

Krukonka większość swojego czasu spędza w bibliotece lub dormitorium, więc ciężko mi ocenić, jak idzie Ci opisywanie innych miejsc w zamku, nie mówiąc już o obszarach poza nim. Jedyny raz, kiedy Ci się to zdarzyło, był na średniowiecznym bazarku. Już pisałam, że scena ta bardzo mi się podobała, bo zgrabnie zgrałaś targową rzeczywistość z czarodziejskim światem, gdzie niczym niezwykłym jest sprzedaż włosów w nosie czy innych podobnych wyrobów. Drugi fragment mówiący o Hogwarcie, który zapadł mi w pamięć, to ten opisujący dormitoria Krukonów i fakt, iż za ścianami poszczególnych mieszkań nie znajduje się wcale to, czego oczekiwaliby uczniowie. Pierwszy raz spotkałam się z takim wytłumaczeniem magicznych zdolności zamku i bardzo mi się ten fragment spodobał.

giphy.gif

Ogólnie Twoje opisy są wystarczające nie dłużą się, ale są dość rozbudowane i pozwalają na wyobrażenie sobie świata, który stoi przed Twoimi oczami. Jedyne, co bardzo mi przeszkadza, to dramatyczna wręcz ilość wtrąceń. Zbyt często odbiegasz od tematu, z czasem coraz bardziej pogrążasz się we wtręcie, przez co gubisz właściwy wątek, do którego zdarzyło Ci się nie powrócić. Czasami taki zabieg wpływa pozytywnie na tekst i pozwala sprowokować czytelnika do uśmiechu, ale co za dużo to niezdrowo, pamiętaj.

Sama akcja toczy się swoim rytmem. Niczego nie robisz zbyt szybko, chociaż czasem zdarza Ci się nazbyt przedłużać niektóre momenty. Post czwarty może być sztandarowym przykładem notki o niczym, a takich fragmentów bardzo nie lubię. Piątka też nie odznacza się wybitną akcją, ale odbieram ją jako rozpoczęcie czegoś większego, więc to akurat jestem w stanie wybaczyć. Nie wiem, jak daleko w przód masz rozplanowane już notki, ale przydałoby się wszystko tak ułożyć, by w każdej części było coś znaczącego, dzięki czemu czytelnik będzie chciał więcej i z utęsknieniem wyczekiwał na kolejne rozdziały. Po czwórce spotkał mnie jedynie zawód, a chyba nie tego chciałaś.

Największym plusem Twojego opowiadania są bohaterowie. Każdy z nich ma własny, specyficzny charakter. Momentami są one lekko karykaturalne (mam tu na myśli Snape'a, którego cechy nadal nie do końca mi odpowiadają, ale jestem w stanie docenić sam zamysł), jednak nadal są bardzo starannie dopracowane. Nie wiem, czy cechy osobowości czerpiesz z osób żyjących w świecie realnym, czy są one może jedynie wytworem Twojej wyobraźni, ale jestem bardzo na tak.

W Clem podoba mi się samokrytycyzm. Dziewczyna jest w stanie pogodzić się z faktem, że ma nudne życie i nie zrobiła w nim niczego, co byłoby godne zapamiętania. Pochłonięta jest nauką, a na jej największe marzenie wyrasta spędzenie całego bożego dnia nad książką we własnym dormitorium. Jest to dość schematyczna Krukonka, ale udało Ci się w jej charakter wpleść również inne cechy, jak ciekawość i miłość do zwierząt. Bardzo podoba mi się fakt, że nie opisujesz dokładnie każdej jej cechy w tekście; nie piszesz, jaka jest, a pokazujesz to czytelnikowi. Fred z George'm zauważają, że mimo ostrzeżeń ze strony Clem, dziewczyna bardzo chciałaby sama zaryzykować i wkroczyć w portal, co przeczy idei spokojnego życia Krukona. Do tego nie boi się złamania regulaminu, który pozwala uczniowi szkoły posiadać jednego z określonych w regulaminie zwierzaków i przygarnia wręczonego jej Puchatka. Dziewczyna może momentami wydawać się lekko głupia, gdy nie zauważa podstawowych rzeczy przez swoje zamyślenie i skupienie na konkretnych działaniach, przez co postać wydaje się bardziej realistyczna i żywa. I te książki schowane pod poduszką!

Rupert, chociaż momentami flegmatyczny i zniewieściały, również posiada szereg dokładnie wykreowanych cech, które sprawiają, że łatwo go sobie wyobrazić. Miłośnik wąsów i poezji, maniak eliksirów, którego zainteresowanie osobą Clem wyrasta lekko powyżej normy. Mało mówi, mimo to w jego myślach ciągle szaleje tajfun, w którym chłopakowi łatwo się zgubić i odpłynąć. Na swój sposób podobny jest do Clem, jednak on, w przeciwieństwie do dziewczyny, zastanawia się nad sensem tej dziwnej relacji, podczas gdy Krukonka podchodzi do tego neutralnie. Szkoda, że Ruperta w opowiadaniu jest tak mało, mam nadzieję, że z czasem poświęcisz mu nieco więcej tekstu.

Za drugoplanową rolę uznaję również osobnika (?) Puchatka. Wymyślone przez Ciebie stworzonko, które bardzo szybko pojawia się w historii, ma w sobie coś, czego nikt, nawet sama właścicielka, nie potrafi wyjaśnić. Kilku bohaterów podkreśla, że patrząc w oczy stworzonka, ma dziwne wizje, które również ciężko wytłumaczyć, a sam Puchatek wydaje się wyjątkowo inteligentny. Stworzenie tej małej istotki daje Ci duże pole do popisu, dzięki czemu możesz wykreować w swoim opowiadaniu niepowtarzalne sytuacje. Puchatek nadal jest bardzo tajemniczy i pewnie jeszcze przez jakiś czas tak pozostanie. Cieszę się, że nie wykorzystałaś typowych jednorożców czy smoków, których w opowiadaniach jest pełno, a pokusiłaś się o takiego stworka.

Już pisałam, że bardzo dobrze udało Ci się odwzorować charaktery Freda i George'a. Nie byłam pewna, czy sobie z tym poradzisz, gdy zerknęłam w zakładkę bohaterów, a tym bardziej zastanawiałam się, jaką rolę przydzielisz tym dwóm, ale nie zawiodłaś mnie. Całe życie tej pary kręci się wokół żartów i eksperymentów, jednak potrafią to przedstawić w takim świetle, że ich pomocnik może uwierzyć, iż zmienia świat. Ta dwójka zawsze była przekonująca i idealistyczna, uważali, że stworzeni są do większych rzeczy, a nauka była odsuwana na dalszy plan.

Poruszyłaś również tematy dotyczące Aidena, Susan i Snape'a. Co do tego ostatniego wyraziłam już swoje zdanie. Uważam, że lekko przesadziłaś, ale taka Twoja wola, opisy są dobre, więc nie będę się czepiać. Susan jest typowym pustakiem, któremu więcej czasu zajmuje makijaż niż nauka (nie bardzo wiem, co robi w domu uczniów, którzy ponad wszystko cenią naukę, mam nadzieję, że kiedyś rozwiążesz tę kwestię), jest to idealny cel dla Puchatka, który przeraża dziewczynę bez reszty. Aiden jest cichy, ale bardzo inteligentny, zapowiada się na postać, która może namieszać w fabule, czekam na to!

Odnoszę wrażenie, że bardzo dużo czytasz, gdyż Twój język i sposób, w jaki piszesz, jest godny podziwu. Twoje słownictwo jest zróżnicowane, większość powtórzeń wygląda na celowe, ale czasem zdarza Ci się gubić w tym wszystkim. Pisałam już, że miejscami tworzysz zbyt długie zdania i odchodzisz od głównego wątku. Kolejnym problemem w Twoim opowiadaniu jest ekspozycja. Część informacji udaje Ci się przedstawić w dialogach i wydarzeniach, ale bardzo często pomiędzy dwoma wypowiedziami masz gigantyczny fragment opisu dotyczącego bohatera, w którym podajesz nam wszystko na tacy. Nie powinnaś pisać, jaki jest bohater, a przedstawić to. W Twoim opowiadaniu istnieją fragmenty, gdzie akcja jest płynna i wszystko do siebie pasuje, a tu nagle taki kolos, który jest tamą na rzece i ponownie musisz rozkręcać fabułę.

Ekspozycja jest zła i kropka. Pamiętaj.

Czasem zdarza Ci się używać mugolskich określeń bez informacji, skąd bohaterka taką wiedzę zdobyła, jednak na duży plus zasługują sformułowania idealnie pasujące do świata Hogwartu. Mój Merlnie zamiast Mój Boże, Na śmierdzące skarpety Roweny. Rownież zły charakter profesor McGonagall, gdy jej ktoś nadepnie na ogon, wywołał u mnie uśmiech. Widać, że czujesz klimat tego zamku.

BŁĘDY (8/10)

1: Kilkoro studentów zgromadziło się wokół drzewa, na którego pniu kilka pokoleń Hogwartczyków utrwalało swoje najgłębsze przemyślenia (...) powtórzenie. I chyba szybko zabrakło tam miejsca, biedne drzewko.

Westchnęła i próbowała wrócić do pasjonującej historii dynastii goblinów (...) „spróbowała”, ponieważ opowiadanie piszesz w czasie przeszłym dokonanym.

Ruperta najpierw zmroziło, a potem gdzieś nad górną linią jego ust pojawiło się delikatne mrowienie i przyjemne uczucie gorąca, które powoli rozeszło się po całym jego ciele. Drugie „jego” jest zbędne, bo skoro usta należą do niego, to ciało raczej też.

Niestety, ani minutka, ani nawet kolejne piętnaście z rzędu nie zaowocowały w cudowne rozwiązanie (...) owocuje się czymś, nie w coś. I usunęłabym pierwszy przecinek.

(...) czując, jak jej stopa przebija coś o konsystencji trzęsącej się galarety. Sama galareta by wystarczyła, bo konsystencja nie zmienia się chyba wraz z drżeniem.  

W tej samej jednak chwili, kiedy już-już miała się wycofać, jej maleńkie krukońskie serduszko drgnęło boleśnie na wspomnienie swojej niedawnej rozmowy z Rupertem Monroem. Pomylony podmiot, to nie serduszko rozmawiało. Tak na dobrą sprawę, to słowo „Jej” jest w ogóle zbędne, bo jeśli to mowa pozornie zależna, to dziewczyna wie, że to była jej rozmowa. I miejscami nadużywasz słowa „jednak”.

(...) co choć przy dobrych myślach można było wziąć za portal. „Dobrych chęciach”.

(...) zawołała za nimi dziewczyna, przerażona perspektywą zostawienia samej sobie. „Jej”

2: Rozejrzała się jeszcze raz i dostrzegła, że drzwi do komórki na miotły są uchylone, a przez powstałą w ten sposób szparę wyglądają dwie pary dziwnie znajomych i dziwnie do siebie nawzajem podobnych oczu.  „Nawzajem” jest zbędne.

(...) bo jeszcze chwila a staniemy się stałymi elementami wystroju tego schowka. Przecinek przed „a”.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że wybrała nie najlepsze miejsce na postój. „Z tego” zbędne.

Tak czy inaczej, uprzejmie nas poinformował, że nie będzie miał czasu warzyć dla nas tyle eliksirów, a w następnym semestrze nie uwarzy dla nas już żadnego. „Tylu”, a skoro już użyłaś tego słowo, to przydałoby się dokończyć porównanie, np. „tylu, co wcześniej”.

(...) a raczej wątpił, by Dumbledore przymknął na to oko, gdyby dziewczyna wyzionęła mu ducha nad kociołkiem. „Na to” zbędne.

Weasleyowie dręczą mnie od kilku dni. Co kilka minut przysyłają mi zaczarowane karteczki. Powtórzenie.

Mistrz eliksirów zupełnie nie przejmował się tym, że odstrasza wszystkich swoich uczniów — wręcz przeciwnie — bardzo mu to odpowiadało. To wygląda, jakby „wręcz przeciwnie” było wtrąceniem, a nie jest. Lepiej by było, gdybyś drugi myślnik zamieniła na przecinek lub dwukropek. I Snape odstrasza raczej wszystkich uczniów, nie tylko swoich.

3: Była ta książka wprost dla niej stworzona. „To”.

Koniec końców Clem przysiadła się do jednego z bocznych stolików zajętego przez dwie szóstoklasistki, które tak bardzo zajmowało zagłębianie się w swoje wnętrza, że przez pierwsze siedem tygodni nawet nie zauważyły, że mają kolejną towarzyszkę. Skoro były tylko dwie i użyłaś liczby mnogiej w słowie, to nie mogą mieć one kolejnej towarzyszki, a jedynie towarzyszkę, gdyż żadnej innej w tekście nie wymieniłaś.

Dawno temu zostało tez udowodnione (...) „też”.

Zasyczało, podskoczyło do góry i w locie wysuwając pazury, wylądowało na najdalszej biblioteczce. Że niby można podskoczyć inaczej niż do góry?

4: Dobrze więc, że jestem inteligentna i nie muszę wiecznie siedzieć w książkach. „Wiesz”.

5: Jak śmiała zmieszać z błotem jego powieść, która była tak głęboka, że w tej głębi mogłoby utopić się dziesięć takich recenzentek jak Skeeter. Pytajnik na końcu.

Nie z Filchem i Panią Norris wtykającymi nos wszędzie, gdzie tylko się zmieści. To oni mają wspólny nos?

Clem rzuciła torbę na łóżko, a Puchatek, najwyraźniej zaalarmowany tym dźwiękiem, porwał się z kupy zwiniętych w kącie ubrań i podbiegł do Clem, domagając się natychmiastowej uwagi. Sam się porwał? Puchatek jest kosmitą? „Poderwał”.

Następnego dnia przypadała sobota, którą Rupert i Clem spędzali wspólnie w bibliotece, ślęcząc nad pracą dla Snape’a. Rupert rozprostował palce i zerknął na Clem, która w najwyższym skupieniu robiła skrupulatne notatki z księgi grubszej niż jego pięść. Ciąg myśli, jaki nasunął mu się po tym widoku, niewiele miał wspólnego z samą Clem, za to bardzo wiele z oczywistym faktem, że Clem była dziewczyną. Powtórzenia. I „którył”, bo to konkretny ciąg, a nie jakiś nieokreślony.

RAMKI (5/10)

Tutaj się nie popisałaś. Podstron jest niewiele, do tego ich zawartość mogłabyś rozbudować.

Opowiadanie z założenia jest lekką komedią z romansem i akcją w tle. Akcja rozgrywa się podczas wydarzeń z czwartego tomu. – Powtórzenie.

Opis Ruperta to beznadziejna ekspozycja, od razu poznajemy sekret jednego z głównych bohaterów, co jest wyjątkowo słabe. Za to zdanie na temat Aidena bardzo przypadło mi do gustu, bo zachęca, jednocześnie nie mówiąc mi zbyt wiele o chłopaku.

O Snape’ie już się wypowiadałam, tych gotyckich romansów z wampirami mogłaś sobie oszczędzić, bo to wygląda bardziej jak karykatura nauczyciela.

Miło, że napisałaś, kto betuje Twój tekst i od razu wstawiłaś odnośnik do bloga znajomej.
Zakładka „o mnie” krótka i na temat. W obu podstronach brakuje wcięć akapitowych.
I to by było na tyle, bo linki, spamownik i archiwum to rzeczy niezbędne. Blog powstał ponad rok temu i uważam, że jest to wystarczający czas na stworzenie czegoś bardziej rozbudowanego.

DODATKOWE PUNKTY (2/3)

  • Za postacie Weasleyów, którymi mnie zaskoczyłaś, bo ciężko jest dobrze przedstawić tych zabawnych i pełnych wigoru młodzieńców.
  • Za Puchatka.

CAŁOŚĆ (75/90) – BARDZO DOBRY

Lekko naciągnęłam ocenę, bo to jedno z lepszych opowiadań, jakie czytałam, naprawdę. Najgorsze w nim jest to, że tak szybko się skończyło i że od pół roku nie widziało nowej notki, szkoda.

Udało Ci się bardzo dokładnie odwzorować wiele magicznych detali, za które tak bardzo świat polubił Harry’ego Pottera, ale we wszystkim czuć coś, co jest tylko Twoje. Opowiadanie czytało się bardzo lekko, a bohaterów ciężko było nie lubić.

Mam nadzieję, że niedługo odgruzujesz tego bloga, bo chętnie do niego wrócę.

giphy.gif

6 komentarzy

  1. Cześć!
    Dziękuję za ocenę!
    „Pierwszy moment jakiejkolwiek akcji w Twoim opowiadaniu i już widzę lekką nieścisłość: czemu dziewczyna, którą dręczy zwykły niepokój w szkolnej bibliotece, wyjmuje od razu różdżkę? Przecież nie spodziewa się chyba Voldemorta za regałem bądź innego dementora. To tak, jakby dzieciak w liceum wziął do ręki paralizator czy inne badziewie, gdy tylko poczuje, że jest obserwowany w czasie nauki. Albo dziewczyna ma paranoję, albo lekko przesadziłaś." — Przede wszystkim opko jest komedią ocierającą się o parodię. Większość zachowań bohaterów jest wyolbrzymiona. Po drugie, u Rowling nie istnieją żadne ograniczenia korzystania z magii, dlatego nie widzę przeciwskazań, by czarodzieje używali magii dosłownie do wszystkiego. Po trzecie i w sumie najważniejsze, chwycenie za różdżkę w momencie, kiedy coś Cię niepokoi/czegoś szukasz, uważam za absolutnie normalne. Głupio dopiero robią ludzie w horrorach, którzy idą bez broni w stronę dziwnych hałasów.
    „(...) bo w następnej sekundzie Krukonka zdała sobie sprawę z tego, że wpatruje się w falującą leniwie wielką dziurę (...) – nieco mnie to razi, bo dziura to miejsce, gdzie czegoś nie ma, więc co tam może falować?” — Materia. Dziura to skrót myślowy. Gdyby w dziurach faktycznie niczego nie było — powietrza, światła, materii — to by się mogła skończyć dla nas bardzo nieszczęśliwie. Wystarczy, że obszar wewnątrz dziury miał większą gęstość niż to, co na zewnątrz, i już zachowuje się inaczej.
    „Clem zamrugała jeszcze kilka razy oczami (...) – aż nasuwa się pytanie, czym innym mogła zamrugać.” http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/jeszcze-o-pleonazmach;14554.html
    „Jedynie wtrętu o Gwiezdnych Wojnach mogłaś sobie oszczędzić, bo to nie jest raczej dzieło autora-czarodzieja (albo jest i mogłaś coś na ten temat dodać), ale jestem w stanie to przeżyć.” Narrator jest wszechwiedzący, więc nie widzę przeciwskazań. Zwłaszcza że — o czym jeszcze będzie — niewielu bohaterów jest czystej krwi.
    „Było to tak niecodzienne u niej zjawisko, że Snape, przyzwyczajony do jej bezbarwności, mimowolnie zaczął się zastanawiać, jak ona się tak właściwie nazywa. Sądzę, że skoro uczył ją ponad pięć lat, to musiałby być skończonym głąbem, żeby nie zapamiętać jej nazwiska, a o to nigdy bym Snape'a nie podejrzewała.” Znowu. To komedia. Wszystko jest wyolbrzymione. To raz. Dwa, że to normalne, że nie każdy nauczyciel będzie pamiętał z imienia wszystkich swoich uczniów. Zwłaszcza gdy ma do tego taki olewacki stosunek jak Snape.
    „Najpierw wybuchł eliksir, który jeszcze przed chwilą grzecznie warzył się pod oknem, i oczywiście zaczął wydzielać nieprzyjemne zapachy. – Zastanów się, czy jeden eliksir może wydzielać kilka zapachów jednocześnie.” Nawet cały bukiet ;).
    „W przypadku sytuacji odwrotnej cała agitacja przeniosła się ze ścian na plakietki doczepiane igłą do mundurka. Tutaj też nieco zgubiłaś świat magiczny – sądzę, że czarodzieje użyli zaklęcia Trwałego Przylepca lub czegoś podobnego, nie igły.” — Nie sądzę, by wszyscy uczniowie byli tak zaawansowani, by umieli rzucać zaklęcie Trwałego Przylepca. Ci starsi — pewnie, ale młodsi? Pierwszoroczni?
    ” Fragment z codziennymi przygotowaniami Susan lekko mnie zdziwił. Początkowo piszesz, że zbierała ona, wydawałoby się, losowe rzeczy z podłogi, by w końcu udać się do łazienki, w której użyła jedynie... różdżki. Co ona, cierpi na syllogomanię?” Tam jest coś o tym, że to trwało jeszcze długo, więc w sumie nie wiadomo, czego użyła. A dwa, tam jest, że obkładała włosy różnymi specyfikami. I ściągała maseczkę — też nie wiadomo czym.
    ”Pierwszy w Twoim opowiadaniu post o... niczym. Bardzo starałam się tutaj dostrzec coś, co zasługiwałoby na całą oddzielną notkę, ale były to z mojej strony prośby słane w eter. Nauka, poranna toaleta, sprawdzian i heja, mamy post! To chyba nieco za mało, nie uważasz?” — Mój Jeżu, ale tam wszystkie posty są o niczym! :D To jest zbiorek sparodiowanych scenek rodzajowych plus dosłownie kilka scenek z fabułą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „W pewnym momencie lekko się zagubiłam. Piszesz o drugoklasistach, którzy wchodzą do pokoju wspólnego, a sekundę później używasz imienia Frost. Jako czytelnik odniosłam wrażenie, że mówisz o jednym z nowoprzybyłych, szczególnie, że użyłaś słowa „chłopiec”, a tu nagle okazuje się, że piszesz o przyjacielu Aidena. Nie przepadam za takim mieszaniem fabuły, jest to niepotrzebne i mylące.” Nie no, przecież po drugoklasistach jest przejście do Aidena i siódmoklasistów.
      „Susan jest typowym pustakiem, któremu więcej czasu zajmuje makijaż niż nauka (nie bardzo wiem, co robi w domu uczniów, którzy ponad wszystko cenią naukę, mam nadzieję, że kiedyś rozwiążesz tę kwestię)” — Heeej, Susan jest świetna, uwielbiam Susan. No i Susan nie jest pustakiem, po prostu lubi o siebie dbać, przejmuje się wyglądem i chce się podobać chłopcom. Ale jest inteligenta i sympatyczna. Zawsze mnie boli ten skrót myślowy: ładnie się ubiera, myśli o chłopcach, to pewnie pustak. Nie rozumiem tego. Czy inteligentnej dziewczynie nie wolno być próżną?
      „Część informacji udaje Ci się przedstawić w dialogach i wydarzeniach, ale bardzo często pomiędzy dwoma wypowiedziami masz gigantyczny fragment opisu dotyczącego bohatera, w którym podajesz nam wszystko na tacy. Nie powinnaś pisać, jaki jest bohater, a przedstawić to. W Twoim opowiadaniu istnieją fragmenty, gdzie akcja jest płynna i wszystko do siebie pasuje, a tu nagle taki kolos, który jest tamą na rzece i ponownie musisz rozkręcać fabułę.
      Ekspozycja jest zła i kropka. Pamiętaj.” — Hę? Ale to nie jest ekspozycja. Ekspozycja jest na początku i, cóż, być musi, zwyczajnie. Nie ma w niej niczego złego, ba, w każdej książce/filmie/sztuce etc. jest ekspozycja. Złe może być napisanie tej ekspozycji. Bo możemy wszystko napisać w dialogach, sztywno, nienaturalnie. Jak w HP np., gdzie ekspozycja jest koszmarna i człowiek zadaje sobie pytanie „Ale po co ona o to pyta? Chyba powinna to wiedzieć”.
      To, o czym Ty mówisz to jest stosunek narracji do dialogów. I mnie, szczerze mówiąc, przedstawienie wszystkich informacji w dialogach wydaje się głupie i sztuczne (bo często nasi bohaterowie już o tym wiedzą, ale czytelnik nie). Zwłaszcza że zwykle stosuje tego typu wtręty, gdy jakaś sytuacja z przeszłości albo jakaś cecha bohatera, która nie została jeszcze przedstawiona w opku, jest potrzebna, by zrozumieć dalszy ciąg. I, kurczę, jakkolwiek rozumiem, że można tego nie lubić, tak nie uważam tego za błąd i raczej nie zamierzam tego zmieniać. To opowiadanie jest wolne, narracja jest statyczna i rozciągnięta, jest mnóstwo wtrętów — i to jest właśnie urok tego opka. Jest leniwe. Dla tych, którzy mają czas i lubią rozkoszować się słowami.
      „Czasem zdarza Ci się używać mugolskich określeń bez informacji, skąd bohaterka taką wiedzę zdobyła” — Przecież mało jest w Hogwarcie czarodziejów czystej krwi.

      I dziękuję za wskazanie błędów — z częścią się zgadzam, z częścią nie, ale na pewno zrobię z tego użytek. Dziękuję raz jeszcze!

      I w ogóle dziękuję za ocenę! Zawsze fajne jest przeczytać taki rozbudowany komentarz do czegoś, co się napisało.

      Pozdrawiam
      Ariadna

      Usuń
    2. #parodia: nie znalazłam nigdzie info, by to miała być po części parodia, dlatego się czepiałam takich rzeczy, ale skoro tak, to rozumiem : )
      #mugolskie wtręty: sądzę, że dziewczyna, która spędziła w Hogwarcie już dobre parę lat i większość czasu spędzała otoczona przedmiotami magicznymi, nawet w myślach zaczęłaby odruchowo przyrównywać wszystko do rzeczy pochodzących z tego świata.
      #bukiet: moim zdaniem bukiet to jeden zapach złożony z kilku, ale rozumiem, że ludzie mogą inaczej to postrzegać, nie wiem, jak wyjaśnić swoją myśl do końca.
      #przylepiec: ale przecież bracia Weasley sprzedaliby to razem z Trwałym Przylepcem! Oni nie lubią półśrodków! A sama pisałaś, że to oni rozprowadzali te wszystkie pierdółki.
      #fabuła: starałam się znaleźć i raczej znajdowałam, stąd ta wysoka ocena : P
      #Susan: dla mnie próżność kończy się w momencie opisu jej podejścia do mężczyzn, ale to też subiektywne odczucie : )
      #ekspozycja: według mnie jest potrzebna tylko na samym początku, a i to nie zawsze. Podawanie wszystkiego na tacy jest, moim zdaniem, słabe i niepotrzebne. Bo momentami nie wywołujesz danej reakcji u bohaterki, tylko opisujesz, że w sytuacji takiej i takiej zrobi to i to i koniec. Naprawdę można takie wątki wprowadzić do fabuły inaczej. Podkreślałam, że takie zabiegi zdarzają Ci się miejscami, więc nie odjęłam za to punktów, jedynie zwróciłam uwagę : )
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam
      Elektrownia

      Usuń
    3. @parodia - rozpoznajesz stylizacje literackie dopiero, gdy Ci się je wskaże palcem? Pewnego razu w Hogwarcie to jedna z najbardziej wyraźnych i dobitnych parodii ffkowych jakie znam, serio. I wyraźnie widać, że te wyolbrzymienia właśnie zauważyłaś, tylko włączył Ci się "oceniająca mode on", czyli trzeba wszystkiego się czepnąć, bo inaczej ocenka nie byłaby dobra.
      @mugolskie wtręty: znów nie. Znam żywe przykłady osób niewierzących, które nawet po latach przeprowadzki z chrześcijańskiego domu rodzinnego wrzucają "jezu", "o matko boska", "o boże" w co drugie zdanie, a w wolnych chwilach podśpiewują sobie pieśni kościelne pod nosem. Pewne rzeczy, które pojawiły w naszym życiu codziennym w dzieciństwie, zostają z nami na zawsze jako nawyk. Owszem, można z tym walczyć, można coś z tym robić, ale gdy jest to tak niegroźne, nikomu normalnemu się nie chce.
      @bukiet: można zapach traktować jako jedno ogólne wrażenie węchowe, ale można też jako bukiet. Czepianie się tylko dlatego, że widzisz to inaczej, znów jest czepianiem dla samego czepiania. To zależy od osoby wąchającej. Ten, kto jest bardziej wyczulony na zapachy, od razu wyłapie ich więcej, dla drugiego, który nie ma zmysłu zapachu tak rozwiniętego, będzie się to kształtowało jako jeden zapach. I tyle.
      @Susan: inteligencja =/= inteligencja emocjonalna. Można być geniuszem, a nie radzić sobie w kontaktach międzyludzkich i mieć jakieś patologiczne podejście do związków.

      Usuń
    4. parodia: trafiłam na wiele ficków, gdzie sytuacje były ściągnięte z kosmosu i autorki to brały na poważnie, dlatego o tym napisałam. Czasem w tekście ciężko zauważyć, czy twórca to tak na poważnie czy jednak pół żartem. Możliwe, że ciężko mi to idzie i szukając drugiego dna się doczepiłam, cóż...
      #mugolskie wtręty: bohaterka mówi o, mój Merlinie, ale porównuje coś do Gwiezdnych Wojen, które oglądała mając najwyżej jedenaście lat, bo od tego czasu była w świecie magicznym? Jest możliwe, że widziała to potem, brakowało mi dodania informacji typu Clem ogląda mugolskie sf, gdy jej mózg potrzebuje chwili wytchnienia i heja.
      #Susan: z tego, co wyczytałam, to brakuje jej inteligencji w obu tych rejonach niestety...
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Trudno jest mi sie kłócić z tym, że ktoś nie odbiera czegoś tak, jak chciałam, więc Susan i konwencję zostawiam. Ale mugolskich wtrętów już nie mogę zostawić - powtarzam, to nie Clem porównywała coś do SW, tylko narrator. Narrator w tym opku jest wszystkowiedzący.

      Pozdrawiam

      Usuń

Aktualności

Blogi zgłoszone w 2016: 3
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Zbieramy pierwsze lajki ;)
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.