...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń

[72] ocena bloga: latajacylos.blogspot.com

25 marca 2016
Adres: Latajacylos
Autorki: Luna i Rachel 
Tematyka: miniaturki 
Oceniająca: Skoiastel


I w imieniu całej ekipy WS życzę wszystkim Wesołych Świąt Wielkanocnych
i mokrego Dyngusa.





Miałam publikować w niedzielę, ale święta robią swoje.
Szata graficzna – miodzio. A raczej – Nutella. Jest słodko, przyjemnie, estetycznie. Za całość należą się brawa twórcy szablonu. Jedynie czcionka w nazwach postów odbija mi się czkawką, bo pogrubienie absolutnie działa na jej niekorzyść. Czasem ciężko jest się doczytać. I właściwie tyle na temat grafiki, możemy śmiało ruszyć dalej.
Do zakładek.

W spisie treści warto trzyzmać się jednej formy, czyli albo ksywy w nawiasach oddzielać spacją od tytułu, albo nie. Polecam pierwszą opcję, wtedy blog zyska na estetyce.
W tytule Małego Księcia pojawia się niepoprawny cudzysłów. Jedyny słuszny wygląda tak: „(…)” (część pierwszą uzyskujemy za pomocą klawiszy: ALT+0132, natomiast drugą: ALT+0148).

Zauważyłam już od progu, dziewczyny, że macie problem z przecinkami. Wszelkimi. Konstrukcje zdań złożonych przerabia się już w podstawówce. I boli mnie to, bo albo wasze polonistki cholernie się na lekcjach obijały, albo wy nie uważałyście i teraz muszę udzielić wam korepetycji.
Przedstawię więc na przestrzeni całej oceny najważniejsze przykłady baboli, które wam się zdarzają, a w waszym interesie będzie sprawdzić pod ich kątem cały tekst. Macie już czternaście lat i jeżeli zrozumiecie tych kilka zasad, to każdy kolejny napisany przez was tekst stanie się bardziej wartościowy. A mam nadzieję, że w przyszłości ich liczba wzrośnie. Postaram się tłumaczyć wszystko w sposób przejrzysty.
No dobra, cofnijmy się trochę w czasie i wróćmy do piątej klasy szkoły podstawowej.


O nas:
Nie mam prawa komentować w żaden sposób, jak przedstawiacie się na blogu, ale z wielką przyjemnością poprawię wam błędy.

Jeśli zajrzałeś do tej zakładki to znaczy, że interesuje cię kim jestem.
Zacznijmy od początku. Powyższe zdanie jest zdaniem złożonym, ponieważ zawiera kilka czasowników (czyli tych części, które odpowiadają na pytanie: Co robi? Co się z nim dzieje?). W tym przykładzie są one podkreślone. W każdym takim zdaniu złożonym musi wystąpić przecinek, który oddzieli te czasowniki od siebie (chyba że zastępuje je spójnik, który tego nie wymaga, ale o tym niżej). Słusznie, Luno, postawiłaś ten przed że, jednak jeszcze kilku brakuje. Zdanie powinno więc wyglądać tak:
Jeżeli zajrzałeś do tej zakładki, to znaczy, że interesuje cię, kim jestem.
Dodam jeszcze, że każda część zaznaczona innym kolorem to tzw. część składowa zdania złożonego. Zawiera po jednym czasowniku.

Od małego czytam wszystko co tylko wpadnie mi w ręce zaczynając od ukochanych kryminałów przez książki Pilipiuka po wszystkie reklamy wiszące na ulicy.
Tutaj w tym przykładzie zaczęłaś wymieniać po kolei, co czytasz. Gdy coś wymieniasz, musisz to oddzielić od siebie przecinkami. Przed wymienianiem warto zastosować dwukropek. I tutaj także pojawiają się dwa czasowniki, między którymi trzeba postawić przecinek. Mamy więc:
Od małego czytam wszystko, co tylko wpadnie mi w ręce: zaczynając od ukochanych kryminałów, przez książki Pilpiuka, po wszystkie reklamy wiszące na ulicy.

Jestem Potterheadem, mam obsesje na punkcie czekolady(…) – obsesję (literówka).

Prowadzę mały zwierzyniec w którego skład wchodzi sześć kotów i pięć psów.
Przed „który” i „jaki” (i ich każdej odmienionej formie) stawia się przecinek. W końcu gdzieś stać musi, aby oddzielić od siebie czasowniki.

Nadal nie wiem jak one wszystkie ze mną wytrzymują.
Przecinek przed „jak”.

Warto też zwrócić uwagę na powtórzenia:
Kocham różnorakie animowane bajki, a kiedyś prowadziłam nawet bloga z fanfiction do Fineasza i Ferba. Jak poszukacie, to może nawet znajdziecie.

Chciałam mieć w Internecie jakieś miejsce gdzie mogłabym publikować swoje opowiadania.
Brak przecinka w zdaniu złożonym.

(…)zawsze byłam mocno zżyta z blogerrem. – Blogger to nazwa własna, więc zapisz ją wielką literą. I przez dwa G, a nie R.

Zapewne jedną z pierwszych rzeczy jaka rzuciła się wam w oczy jest nazwa.
01. Pierwsze rzeczy to liczba mnoga, stąd polecam użycie jej w następnejj części składowej (jakie rzuciły się).
02. Pamiętaj też, że słowo „jaki” nie oznacza tego samego, co słowo „który” (KLIK).
03. Słowo rzucić odmieniłaś w czasie przeszłym, więc dalsza część zdania również powinna w takim samym być podtrzymana.
Po tych poprawkach mamy:
Zapewne jedną z pierwszych rzeczy, które rzuciły się wam w oczy, była nazwa.
Aby zdanie uprościć, można zapisać je również tak:
Nazwa była zapewne pierwszą rzeczą, która rzuciła się wam w oczy.

(…)a że mam obsesje na punkcie samolotów to oczywiście łoś musiał latać. Mam nadzieje, że mnie zrozumieliście. – Brak przecinka w zdaniu złożonym, literówka oraz powtórzenia.

(…)w wolnym czasie zajmuje się pisaniem książki. (…) Kiedy nie zajmuję się wyżej wymienionymi rzeczami,(…) – A tutaj mamy literówkę i powtórzenie w tekście o Rachel. To ostatnie błędy na tej podstronie, mogę więc śmiało ruszać dalej. Ach, i od tej pory nie będę już podkreślać czasowników w zdaniach, bo powinniście na tym etapie je rozpoznawać.

W linkach wkradł się nieprzyjemny babol: prze zemnie. Pisze się przeze mnie
To już wszystkie zakładki. Najwyższy czas przejść do treści właściwej oceny, czyli miniaturek.


B-631 [Luna]
(…)więc znajomość treści wyżej wymienionej lektury, mile widziana. – Ten przecinek nie pełni w tym zdaniu żadnej funkcji. Do wywalenia.

Gdy Mały Książę postawił na niej pierwszy krok, pierwsze co zobaczył były sztalugi z obrazami. – Pozbądź się powtórzenia i niepoprawnej formy drugiej części składowej zdania złożonego. Proponuję: Gdy Mały Książę postawił na niej pierwszy krok, wpierw zwrócił uwagę na sztalugi z obrazami.

Każde płótno przedstawiało co innego. – Coś.

(…) bez jakiegoś większego ładu. (…) Na jednym jakiś artysta skrzętnie odwzorował scenę zabawy dwójki dzieci (…)

(…) parę kolorowych kresek nie układających się (…) – „nieukładający” łącznie: KLIK.

(…) tak jakby ktoś po prostu chlapnął  farbą nie zastanawiając się za bardzo co robi. – Zbędna podwójna spacja oraz brak przecinka przed imiesłowem „nie zastanawiając się”, a także przed częścią składową „co robi”.

Popełniasz tak wiele potknięć interpunkcyjnych, że ciężko zachować płynność w czytaniu. Przypominam, że nie wytknę już dwa razy tego samego błędu, całość sprawdź sama lub poproś o pomoc betę. Jednak już teraz widzę, że ciężka droga przed tobą.

─ Witaj, przybyszu – wyszeptał niewysoki mężczyzna wychodząc zza ogromnego wazonu z kwiatami. Miał długie siwe włosy odstające we wszystkie strony i duże niebieskie oczy które błyszczały wesoło. Ubrany w stary wełniany sweter który najprawdopodobniej był żółty i szare spodnie, sprawił, ze Mały Książę od razu poczuł się bezpieczniej ─ jakby ktoś okrył go ochronnym kloszem podobnym do tego jakim on okrywał Róże.
Opisałaś pierwszego bohatera w sposób bardzo sztampowy. Schematyczny. Tak opisuje się postaci w charakterystykach szkolnych, natomiast nie w takich formach literackich jak powieść, opowiadanie czy miniatura. Zdaję sobie sprawę, że ta ostatnia jest formą bardzo wymagającą – w krótkim tekście musisz zawrzeć najważniejsze informacje, które jakoś należy przekazać czytelnikowi. Ale nie tak, jak zrobiłaś to tutaj. Wygląd postaci jest ważny, lecz nikt ci nie każe wylewać wszystkiego w jednym akapicie, by potem mieć już z głowy. Wplataj cechy wyglądu w zachowanie bohatera. Przykładowo, kolor jego włosów podkreśl, gdy będzie je mierzwił, a sweter wtedy, gdy go ubierze, bo zrobi mu się zimno. Dzięki temu drugiemu przykładowi możesz przekazać więcej informacji – nie tylko, że sweter jest wełniany, ale również, że na planecie jest chłodno. I nie musisz pisać „jest chłodno”, tylko czytelnik sam to wywnioskuje z tego, co przeczyta i co sobie wyobrazi. Buduj sceny i to w nich umieszczaj poszczególne elementy wyglądu, ale też TYLKO te, które są ISTOTNE dla fabuły. Jeżeli coś jest niepotrzebne – nie pisz o tym. Bo po co? Zbędnymi pierdołami nie możesz odwracać uwagi czytelnika.
Druga sprawa: twój narrator – jak można wywnioskować z tekstu – jest wszechwiedzący, więc kolor swetra nie powinien być „najprawdopodobniej żółty”, ale po prostu „żółty”. Nie trzymaj czytelnika w niepewności, bo przecież w twoim interesie jest to, aby zobaczył bohatera w tym swetrze oczami wyobraźni. Nie wprowadzaj niepotrzebnego zamieszania.
Trzy: nie ciągnij takiego długiego opisu w dialogu. Od tego są akapity, aby oddzielać od siebie elementy składowe całości. W dialogu, po myślniku powinien ukazać się ewentualnie opis zachowania bohatera, jego myśl, czy coś w ten deseń – oczywiście nieprzesadnie długi, najlepiej jednozdaniowy, by zachować estetykę tekstu. Ale zapis ciągiem na kilka linijek w dół jest fatalnym pomysłem.

─  Dlaczego mówisz tak cicho? – zapytał podróżnik coraz bardziej ciekawy kim jest ten człowiek.
Mieszasz czasy. Pamiętaj, że jeżeli wszystko piszesz w przeszłym (dowód: „zapytał”), to całe opowiadanie musi właśnie w takim czasie być. Nie możesz ich mieszać, a co dopiero umieszczać obydwa w jednym zdaniu! Czas teraźniejszy może pojawić się w dialogu lub przedstawiając jakąś retrospekcję, sen albo treść listu. Ale narracja całości wymaga jedności czasu.
Zapamiętajcie, dziewczyny, bo to bardzo ważne.
No i brakło w tym zdaniu przecinka.

─  Tak, z wielką chęcią! – wykrzyknął Mały Książę podekscytowany tym, ze zobaczy obraz prawdziwego malarza.
Już po wypowiedzi bohatera i wykrzykniku, który ją kończy, widać ekscytację i krzyk. Nie musisz podkreślać drugi raz tego, co postać zrobiła, bo czytelnik właśnie to przeczytał. To tak, jakbyś się powtarzała, aby upewnić się, że zrozumiałam przekaz. Nie mam problemu ze zrozumieniem go – nie bój się. Nie eksponuj zachowania, które przedstawiłaś w postaci wypowiedzi.

Wszystko było utrzymane w bardzo ciemnych kolorach więc trudno stwierdzić czy oprócz dziewczynki i zwierzęcia cokolwiek jeszcze znajduje się w pokoju. Obraz był nieskończony więc za oknem nie widać nic oprócz delikatne, żółtej plamy.
Delikatnej – literówka.
Przecinek przed „więc” – KLIK.
Wyeliminuj powtórzenia. Być i mieć to czasowniki, które sprawiają najwięcej problemów, jeśli chodzi o kwestię powtórzeń, musisz więc nauczyć się manipulować konstrukcją i szukać synonimów (wyrazów o tym samym bądź podobnym znaczeniu).
Pamiętaj też o JEDNOŚCI CZASU.
„Nieskończony” oznacza, że coś nie ma końca. „Niedokończony” – że ktoś czegoś nie dokończył.
Spróbujmy jakoś poprawić to zdanie:
Wszystko było utrzymane w bardzo ciemnych kolorach, więc Mały Książę nie potrafił stwierdzić, czy oprócz dziewczynki i zwierzęcia cokolwiek jeszcze znajdowało się w pokoju. Niedokończony obraz nie przedstawiał niczego poza oknem, za którym widniała tylko delikatna, żółta plama.

─  Co o tym sądzisz? – zapytał Artysta nie odrywając oczu od swojego dzieła.
─  Jest niezwykły – odpowiedział chłopiec. – Teraz już rozumiem dlaczego mówisz tak cicho.
Pierwsze kreski, od których zaczynasz dialog, to pauzy (myślniki), natomiast te krótsze to półpauzy. W tekście, przy dialogach, powinnaś używać tylko jednej formy. Nie mieszaj ich ze sobą. Brakło ci również przecinków przed imiesłowem „nie odrywając” oraz przed „dlaczego”.

(…) wyciągnął z kieszeni spodni małą pogiętą kartkę. – Gdy wymieniasz określenia jakiegoś rzeczownika (przymiotniki – Jaki? Jaka? Jakie?), musisz oddzielić je od siebie przecinkiem.

(...) ─  odpowiedział bez namysły przybysz – bez namysłu. Podwójna spacja przy myślniku zbędna.

(...) jesteś wstanie zobaczyć w tym rysunku – w stanie. „Wstanie” to czynność, kiedy podnosisz się np. z fotela.

Ostatnia wypowiedź Artysty to już w ogóle interpunkcyjna porażka. O ile w pewnych momentach naprawdę stawiałaś przecinki przed znanymi spójnikami tj. „ale”, „że”, tak na końcu jak gdybyś się zupełnie poddała. Ale dość o interpunkcji w tej notce, czas na wypowiedź stricte o jej przekazie.

Na początku myślałam, że post będzie tylko inspirowany „Małym Księciem”, ty natomiast opisałaś krótką przygodę na planecie Artysty. I tyle. Już dawno nie czytałam tej lektury i zastanawiam się, czy nie przesadziłaś z przelewaniem myśli Antoine'a de Saint-Exupéry'ego. Nawet wąż połykający słonia się zgadzał. W  pewnym momencie liczyłam na to, że nie tylko zapiszesz to, co wszyscy znamy, swoimi słowami, ale stworzysz zupełnie nową kreację, nowy świat. Własny przykład na rysunek chociażby. Z tego też czerpałabyś dużo więcej frajdy. Nie czuję w tym tekście ciebie jako autorki. Czuję przekaz i treść Saint-Exupéry'ego. Inspiracja nie jest niczym złym. Pisanie fanfików też nie. Ale liczyłam na coś więcej. Na powiew świeżości, a nie odgrzewane kartofelki.


Zawładnąć światem [Luna]
Nie było ich zresztą bardzo dużo ponieważ większość państw już dawno się poddała. – Przed „ponieważ” stawia się przecinek. Jest to spójnik, który (jak sama nazwa wskazuje) spaja ze sobą dwie części składowe w zdanie złożone.

słodko wyglądającą sielankę przerwało wejście pewnej wysokiej, ciemnowłosej kobiety(…) – TĘ, ponieważ sielanka to rzeczownik żeński. Zasada jest prosta: z biernikiem (kogo? co?): tę sielankę; z narzędnikiem (kim? czym?): tą sielanką. Pamiętaj, by zawsze dopasowywać końcówkę do rzeczownika, a nie określającego go przymiotnika (np.: tę grubą książkę).

─ Dzień dobry ─ odburknęła kobieta obrzucając morderczym spojrzeniem najbliższego pracownika. Ten wzdrygnął się jakby zobaczył właśnie coś okropnego.
Brakuje przecinka przed imiesłowem i w drugim zdaniu przed „jakby”, ale to nie jest najgorsze. Spójrz, w dialogu pojawia się wypowiedź Pani Generał, więc słusznie umieściłaś po myślniku określenie jej czynności. Ale drugie zdanie to już opis czynności jednego z jej pracowników. Należy zacząć go od nowego akapitu.

Nigdy nie dała o sobie poznać, że się czegoś boi.
Po sobie.
to wywnioskować ze sposobu jej bycia, z tego, że pokazujesz, jak twardą jest babeczką. Ale powinnaś pokazać to sceną. To, co zrobiłaś w tym zdaniu, jest przykładem tzw. ekspozycji. Sytuacji, w której piszesz wprost i w żaden sposób nie udowadniasz, że faktycznie tak jest. Czytelnik z tekstu wyciąga wnioski. Nie wkładaj mu opinii, szczególnie o bohaterach, do gardła. Stwórz taką scenę, abyśmy mogli poznać, że Pani Generał nie należy do strachliwych. Już pisałam w poprzedniej ocence, ale ten przykład jest dobry, więc się powtórzę: nikt nie pokochał Harrego Pottera, bo Rowling napisała, że „chłopiec jest odważny”. Pokochaliśmy go, bo autorka stworzyła masę scen, które udowadniają odwagę czarodzieja, a my wyciągnęliśmy z nich o nim wnioski.

─ Mam te plany o które pani prosiła. ─ Do kobiety podbiegła młoda dziewczyn o blond włosach i niebieskich oczach.
Znów kolor oczu i włosów. T0 nie jest zły sposób, ale opisujesz postaci, wymieniając te cechy za każdym razem, jak gdyby były bardzo istotne. Napisz, że blondynka spojrzała niepewnie na szefową niebieskimi oczami. To już będzie inaczej brzmiało, jeżeli tak bardzo uparłaś się na opisywanie bohaterów. W miniaturach nie jest to jakoś szczególnie konieczne. Dla czytelnika w tak krótkiej formie literackiej bardziej będą liczyć się emocje niż strój czy kolor oczu. To nie one sprawiają, że ten bohater jest wyjątkowy.
Wygląd postaci jest ważny wtedy, gdy mamy do czynienia z bohaterem wybitnie pięknym, o niepowtarzalnej urodzie, która rzuca się w oczy. Albo wprost przeciwnie: z jakimś brzydalem, który odpycha. Jak w Dzwonniku z Notre Dame czy Pięknej i Bestii – ważne było fabularnie, by określić bohaterów w konkretny sposób, gdyż ich wygląd miał znaczenie dla całego utworu. Tutaj informacja o tym, że jakaś randomowa pracownica ma blond włosy niczego nie wnosi. To nie jest istotne.
No i przecinek przed „o które”. Dziwne, bo niby zasadę znasz, ale przypominasz sobie o niej od święta.

W tej samej chwili na wielkim ekranie pojawiła się twarz głównego generała pana Hansa von Busha.  – Przecinek przed pana.

─ Melduje, że w północnej Francji wybuchł bunt. ─ Ę.

Zdarzenie w Francji doprowadziło do takiego zmieszania(…) – we Francji. W Francji trudno nawet wypowiedzieć na głos. KLIK.

(…) przez dobre pół godziny ludzie w ogromnym jednak pomieszczeniu, nie robili nic innego jak latali od jednego stanowiska do drugiego i rozmawiali o tej szokującej wiadomości. – „Latali” w takim znaczeniu to kolokwializm. Narrator nie powinien się nimi posługiwać, tym bardziej że tekst brzmi poważnie. Polecam: „biegali”. Czym zajmowali się ci ludzie, poza nicnierobieniem i gadaniem w pracy? To „jednak” jest tam totalnie zbędne. Przecinek po „pomieszczeniu” też, ale brakuje go przed „jak”.

Z tekstu wynika, że zdarzenie we Francji spowodowało zamieszanie na pół godziny. I co, pracownicy tak po prostu sobie rozmawiali, a ta groźna Generał stała, obserwowała to, zawiesiła się i dopiero po trzydziestu minutach krzyknęła: Cisza! Nie mamy czasu na pogaduszki!? To nie brzmi przekonująco.

Kobieta skończyła rozdawać zadania i z podniesioną, stukając obcasami, wyszła z głównej sali. – Z podniesioną głową.

(…) a oni nadal gadali by o wszystkim i o niczym. – Gadaliby. KLIK.

Ta sama kobieta (...) teraz siedział przy biurku. – Siedziała.

Nie było grup buntowników ani zdenerwowany polityków (…) – zdenerwowanych.

W tekstach roi się od literówek. Od tej pory przestaję zwracać na nie uwagę, gdyż nie jestem betą. Czytajcie uważnie swoje teksty przed publikacją, najlepiej na głos. I powoli, dokładnie.

Spojrzała na ich jedyne wspólne zdjęcie teraz wiszące nad jej biurkiem. – Cała miniatura jest pisana w czasie przeszłym, więc to „teraz” absolutnie nie pasuje.

Teraz, dorosła Mary, zaczęła zdawać sobie sprawę, że ogromne wymagania matki by była w wszystkim najlepsza, mogą być powodem dla których zaczęła się starać o przejęcie kontroli nad kulą ziemską.
Mieszasz czasy, gubisz przecinki, źle odmieniasz, mylisz osoby i powtarzasz być. No i przejęcie kontroli nad kulą ziemską jest niemożliwe. O ile możesz kontrolować ludzi czy ogólnie nazwać to „światem”, o tyle wpływanie na obrót kuli ziemskiej czy sterowanie jej grawitacją kompletnie nie pasuje do fabuły. Bo Mary – jak wynika z treści opka – zależy tylko na podporządkowaniu sobie ludzi.
Zdanie powinno wyglądać tak:
Dorosła Mary zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że ogromne wymagania jej matki, by dziewczynka była we wszystkim najlepsza, to główny powód, dla którego Generał zaczęła starać się przejąć kontrolę nad światem.
No i w ogóle jakoś późno zaczęła zdawać sobie z tego sprawę. To podchodzi pod ułomność. Zapłon jak diesel zimą.

Mary wniosła ręce w modlitewnym geście (…) – na tacy je wniosła? 
Wzniosła.

─ Wolność, wolność – skandował tłum gdy nieduży helikopter lądował na środku zniszczonego placyku. – Placyk… nieduży helikopter… jakiś kompleks? Strach przed rzeczami normalnych rozmiarów? Dodatkowo w następnym zdaniu zaznaczasz, że liczba ludzi na tym „placyku” była dość spora. Więc może to jednak plac? I postaw przecinek przed gdy.

─ My chcemy własnego państwa ─ wrzasnął młody mężczyzna. – Zdanie byłoby bardziej naturalne, gdybyś usunęła „my”. W języku polskim podkreślanie osoby za każdym razem jest zbędne, gdyż wystarczająco zaznacza ją odmiana czasownika.

─ Proszę o spokój, proszę o spokój.
Mary weszła na nieduże podium i zaczęła uspokajać tłum.─ Wiem, że jesteście podenerwowani, ale może przeprowadzimy pokojowe negocjacje.
O nie, tak się na pewno nie zapisuje dialogów. Zdanie z opisem czynności Mary musi znaleźć się pomiędzy jej słowami. W jednym akapicie. Brakuje też spacji między kropką a myślnikiem.

─ Pani jest głupia─ krzyknęło jakieś dziecko. – No to jeśli krzyknęło, to postaw wykrzyknik. I spację przed myślnikiem.

Niestety jeden z jej robotów, stanowiących prywatną ochronę, uznał, że ten komentarz mocno obraził jego panią. – Niestety sugeruje, że narrator jest stronniczy. A nie powinien. To czytelnicy powinni sami wyciągnąć wnioski czy to, co zrobił android, było słuszne czy wręcz przeciwnie.

Inne maszyny poszły w ślady kolegi i zaczęły strzelać do tłumu. – Posługujesz się strasznie naiwnym i dziecięcym stylem autorskim. Androidy raczej nie mają „kolegów”. Z twojej miniatury wynika, że nie mają też zaprogramowanej SI, więc wszelkie uczucia nie powinny mieć miejsca w ich przypadku. Gdyby miały SI, nie strzelałyby do bogu ducha winnych siedmiolatków. Zastąpiłabym kolegę słowem robot, bo tak wcześniej go nazywałaś.

Ludzie uciekali z krzykiem próbując schować się w którymś z domów. – I cały tłum zmieścił się w jednym budynku?

Leżał w niej nieduży pistolet na wypadek nagłego ataku.  Mary wyjęła przedmiot i przyłożyła do skroni. – Nazywanie pistoletu przedmiotem jest słabe. Świadczy o kiepskim warsztacie autora, bo szukasz na siłę sposobu uniknięcia powtórzenia. Ale pistolet ma wiele synonimów: spluwa, gnat, pukawka. Możesz też użyć nazwy rodzajowej: browning, kolt, rewolwer. Pistolety są różne, a takie określenie sprawi, że łatwiej czytelnik wyobrazi sobie scenę.

Na początku miniatury było nawet zabawnie – narracja lekka i groteskowa, zachowania postaci lekko przerysowane, cała sceneria bazy, w której Generał próbuje przejąć władzę nad światem – dość fantastyczna. Trochę jak u Mrożka. Brakowało mi rozwinięcia postaci Głównego Generała, bo zrobiłaś z niego kolesia, który sobie wszedł i wyszedł. Po co nazwałaś go głównym, skoro Mary okadzała się postacią prowadzącą, hersztem całej bandy i twórcą spisku?
Narrator czasami bywa stronniczy, czasem rzuca kolokwializmami, ale o dziwo styl narracji był całkiem lekki. Przyjemny w odbiorze, gdyby nie masakryczna ilość potknięć językowych i interpunkcyjnych (a wymieniłam może ¼ – z każdego błędu jeden czy dwa przykłady).
Akcję na placu zapisałaś zdaniami prostymi – taki zabieg nadał dobre tempo. Nie rezygnuj z tego w przypadku kolejnych tekstów.
A jednak mam uwagi co do naiwności głównej bohaterki. Mary jest dorosłą kobietą. Nie zdobywa się świata tak po prostu, od ręki. Musiała wiedzieć, na czym polega władza. Musiała liczyć się z konsekwencjami. Musiała jakoś dostać się na tak wysoko postawiony szczebel, więc nie była słaba. Skoro budziła strach w pracownikach – a nie znali jej jeden dzień – musiała też wykazać się silnym charakterem. O ile jeszcze całkiem logicznie da się wytłumaczyć, że faktycznie nie widziała nigdy śmierci i jej samobójstwo było spowodowane szokiem na widok zmarłego siedmiolatka, tak jednak w ogóle pojawienie się w jej głowie myśli: „ach, podbiłam świat, ale nie wiedziałam, że unieszczęśliwiłam miliardy ludzi i tak bardzo nikt mnie nie lubi” zakrawa na debilizm. Powinna być świadoma konsekwencji. Tego, że wzbudza strach. I tego, że ludzie nie będą jej jakoś szczególnie kochać. Po co w ogóle wyjrzała ze swojej bazy, żeby się spotkać z nimi na placu? To nie było wybitnie inteligentne posunięcie godne dojrzałej władczyni. Nie pokazałaś motywu jej działania. Zrobiła to, bo tak. Bo najwyraźniej nie miałaś innego pomysłu, by kopnąć fabułę w przód. T0 tak nie działa. Musisz mieć plan na pisanie. Plan na bohaterów. Jeżeli mają charakter, reszta cech i zachowanie muszą się zgadzać z ogólnym obrazem. A mi kompletnie nie zgadza się obraz silnej przywódczyni, która jednocześnie jest zdziwiona, bo podbiła świat i przez to giną ludzie. I ci jeszcze żywi nie bardzo ją lubią.


Jestem Julią [Luna]
W tekście wykorzystany został wiersz " Jestem Julią" Haliny Poświatowskiej. – Niepoprawny cudzysłów i spacja w nim.

Już na wstępie zwracam uwagę na to, że zaczynasz miniaturę narracją trzecioosobową w czasie teraźniejszym. To trudna sztuka. Zobaczymy, jak ci wyjdzie.
Przecinków w najprostszych zdaniach złożonych jak nie było, tak nie ma. To zakłóca płynność czytania.

Przy niektórych pamięta każda najmniejszą rysę na jego twarzy. – Przed tym przez cały akapit nie pojawia się podmiot, więc to zdanie jest kompletnie bezosobowe. Nie wiem, o kim piszesz. Mogę się domyślać, ale to nie znaczy, że piszesz poprawnie.

Innym razem jest to tylko dźwięk robionego zdjęcia, zapach jego skóry albo wesoły śmiech obojga. – Zapach skóry tego zdjęcia, mam rozumieć?

Ale jej oczy są puste, nie wyrażają żadnych emocji. – Pierwsza i druga część zdania znaczą to samo. W tematach tekstach o miłości często łatwo popaść w niezdrowy przesadyzm. Niektóre rzeczy uzewnętrznia się zbyt mocno, zwraca to uwagę czytelnika. Ale on nie jest głupi, by raz przeczytanej frazy nie zrozumieć i by konieczne było przypominanie mu jakiegoś faktu. Łatwo jest przerysować scenę.

One nadal pozostaną takie same  - bez wyrazu, wpatrzone w jakiś punkt gdzieś w przestrzeni. – O, znów o tych oczach. No i dywiz nie pełni funkcji myślnika – KLIK. A przed nim jedna ze spacji jest zbędna.
                                                                                                                                     
Przy „jego już nie ma” sypnął ci się akapit.

Tekst był dobry. Był emocjonalny, narracja ładnie prowadzona, nie zauważyłam kłopotów z mieszaniem czasu, chociaż tego bałam się najbardziej. Co jeszcze? Wykorzystanie wiersza to dobry pomysł. Stworzyłaś dla niego otoczkę, umiejscowiłaś go w miniaturze. Dobrze, że nie bawiłaś się w dokładne opisywanie podmiotu twojej miniatury – w tak emocjonującym utworze podkreśliłaś wnętrze, a nie skupiłaś się na cechach stricte zewnętrznych bohaterki.

Duży plus za notkę, pomijając te karygodne, wszędobylskie błędy. Nie masz pojęcia, jak to bardzo psuje efekt. Zabiera przyjemność z czytania. Gdybym miała wypisać wszystkie – musiałabym skopiować prawie każde zdanie. A nie od tego jestem.


 Tchórz
(…) siedzą na górze wesoło machając nogami.  Pokrzykują wesoło zachęcając chłopca by ten wszedł na drabinki. – Mówiłam już o obowiązku stawiania przecinków przed imiesłowami. Tutaj znajdziesz więcej informacji na ten temat: KLIK.

W tedy pierwszy raz słyszy To zdanie. – Wtedy. I dlaczego To wielką literą?

Jesteś tchórzem, Timmy – brak kropki na końcu zdania.

Choć wie, że to co robią jego koledzy jest złe, to nie wie co zrobić. Boi się zareagować, bo ich jest więcej, są silniejsi, z łatwością mogliby mu coś zrobić. – Na podstawie porad zawartych wyżej spróbuj postawić sama przecinki we właściwych miejscach. Podpowiem, że brakuje trzech. No i powtórzenia…
Przyłapuję cię na tym, że masz ubogie słownictwo. Nie zrozum mnie źle – chodzi o to, że operujesz ubogim słownictwem w swoich tekstach literackich. Narrator mnoży powtórzenia i to tych najbardziej sztampowych fraz. Zrobić, mieć, być… w koło Macieju. Na dodatek budowa zdań jest pospolita. W większości zdań stosujesz imiesłowowe równoważniki zdań, a w nich jedynie imiesłowy przymiotnikowe – te zakończone na -ąc.
Nawet jeżeli fabuła miniatury (tak jak w tym przypadku) jest interesująca, emocjonalna i o bardzo przyjemnym przekazie, na dodatek z puentą, to monotematyczność formy ją psuje. Nie każę ci pisać górnolotnie czy używać hipermegaszmega trudnych wyrażeń, aby komuś zaimponować. Jeżeli chcesz uzyskać prosty tekst o czytelnym przekazie – jesteś na dobrej drodze. Tylko pokombinuj z konstrukcją zdań, baw się słowem, różnicuj je. Na razie wszystko brzmi nie tyle prosto, co wręcz banalnie. Sztampowo. Takim językiem posługują się wszyscy – nie ma w tym zbyt wiele innowacji, poza samym pomysłem na akcję, która w tej miniaturce przypadła mi do gustu. I, o dziwo, naprawdę nieźle sprawdzasz się w opisywaniu scen w czasie teraźniejszym, co kolejny raz jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Jestem pod wrażeniem, jak lekko ci to wychodzi. I jak ładne, plastyczne sceny tym budujesz.

Chłopiec zagryza wargę, i starając się nie patrzeć w stronę kota, odchodzi. – Dobrze przypuszczałaś, że należy oddzielić część z imiesłowem od reszty zdania przecinkiem, ale powinien on się znaleźć po spójniku i, a nie przed nim.

Nie znam Timmy’ego. Nie znam kanonu Winx. Ale nie czuję, by było mi to jakoś specjalnie potrzebne, bo emocje, które przekazałaś, dotarły do mnie i spodobały mi się. Nie musiałaś wyjaśniać, kim jest ten chłopiec. Dla mnie to tchórz, któremu raz lepiej, a raz gorzej się wiodło. Tyle mi było potrzebne, by zrozumieć przekaz i ty mi to dałaś. Jestem zadowolona z tej miniaturki – pod względem przekazu. Ale niekoniecznie jego poprawności i tych upierdliwych powtórzeń.


Jak mogłeś
Mimo, że odszedł (…) – Mimo że, pomimo że, chyba że. W takich konstrukcjach nie stawia się przecinka przed „że”.

Cały czas wydawało mu  się, że on jest obok i zaraz rzuci jakimś żartem albo w dwóch krótkich zdaniach wyjaśni, gdzie Riven popełnił błąd i co jeszcze może zrobić. Trudno sobie wyobrazić, jak wiele zrobił on dla chłopaka, w ilu rzeczach już mu pomógł. Przecież gdyby nie on, związek z Musą już dawno straciłby jakikolwiek sens, a reszta jego „przyjaciół” odwróciłaby się od niego. – Stosowanie zaimka osobowego „on” i wszelkich jego odmian, gdy mówi się naprzemian o dwóch różnych mężczyznach, jest słabe. W ostateczności nie wiem, kto jest kim i kto kogo ma na myśli. Źle opisana scena. No i czas: mógł/mógłby.

Chodź wie, że to co robią – chodź (idź) =/= choć (chociaż).
Zdenerwowałam się.
Pod tą notką ludzie wypisują ci błędy, a ty nic sobie z nich nie robisz, mimo że na inne, późniejsze komentarze odpisujesz. To jest ignorancja. Mogłaś dawno zrobić dobrze czytelnikom i poprawić babole.

Do treści tej miniaturki ciężko mi się odnieść, bo kompletnie nie orientuję się w kanonie, a nie stworzyłaś takiej treści, która byłaby przystępna również dla niewtajemniczonych czytelników. O ile osoby znające kanon Winx nie będą zapewne miały problemu z wyobrażeniem sobie wszystkiego, to gość bez tej wiedzy będzie miał na twarzy permanentny mindfuck. A nie powinnam mieć kłopotu ogarnięciem całej przedstawionej tutaj scenerii, prawda?
Ta miniatura kulała też w opisy. Rozumiem, że przekazanie emocji wewnętrznej bohatera to priorytet, ale opis tła, w którym się postać porusza, również jest ważna. Na początku piszesz, że Riven spaceruje po lesie, ale jakoś później o tym zapominam. Umyka mi to. Nie czuję tego lasu, jak gdybyś nagle go wycięła.


Duch w szklance mleka [Luna]
(…) długich dyskusji na temat wybuchających pudli. tekst jest powiązany z wyzwaniem (…)  – twoja ignorancja zaskakuje mnie coraz bardziej. Jak jeszcze brak przecinków przed najprostszymi spójnikami przyjmę na klatę, tak brak wielkiej litery po kropce jest dla mnie totalną katastrofą.

Jego kręcone blond włosy malowniczo badały poziom kurzu na spodzie podwieszonej nad stołem półki. – Jak włosy mogą badać poziom kurzu? I to malowniczo? Co to za śmieszna personifikacja?

Stojący obok Denis, kulturalnie zignorował jego uwagę.Stojący to imiesłów przymiotnikowy czynny. Nie oddziela się go przecinkiem od reszty zdania.

Wyjątkowo często te wynalazki wybuchały im przed nosami, wywoływały małe huragany albo ściągały z innego wymiaru jakiegoś niekulturalnego dżina. – To lubię! Abstrakcja, groteska, lekkość narracyjna, humor sytuacyjny.

W tym momencie ekran zadrżał obiecująco i na ekranie pojawiła się mała czerwona kropka. – Na nim. I „w tym momencie” świadczy o czasie teraźniejszym. A tekst piszesz przecież w przeszłym.

– Widzisz?! Działa! – Kacper uśmiechnął się triumfalnie, poprawiając opadające na twarz gogle. Jego kolego przewrócił tylko oczami po czym odwrócił się na pięcie. – Jego kolega powinien zrobić to od nowego akapitu. Ten sam zły nawyk w tej notce ujawnia się jeszcze kilkukrotnie. Plus brak przecinka przed „po czym”.

W tym momencie urządzonko zacharczało niezdrowo i wypluł z siebie kłąb kurzu (…) – jak bardzo nie pasowały mi włosy badające poziomu kurzu na półkach, tak słowo „wypluł” tutaj sprawdziło się znakomicie. Ale odmiana do poprawy – wypluło (to urządzonko).

Denis podążył a nim (…) – za.

Powoli weszli do środka. Zapach stęchlizny i kurzu drażnił ich węch, a nieprzyjemna pleśń pokryła wyblakłą, zieloną tapetę. – Ta pleśń, mam rozumieć, pokryła tapetę w momencie, gdy chłopacy weszli do środka? Czy była tam od początku? Jeśli druga opcja, to napisz: pokrywała. Poza tym co ma zapach drażniący nos do pleśni na tapecie? Zaczęłaś jedną część zdania o czymś, a drugą napisałaś o czymś innym. Skoro już piszesz, jak chłopacy zareagowali na kurz, to napisz, jak zareagowali na widok tej pleśni – jeśli ma to jakieś znaczenie. A jak chcesz po prostu opisać ścianę, zrób to w osobnym zdaniu.

(…) pracuje z tym nie ogarniętym kretynem.Nie z przymiotnikami piszemy łącznie.

– Przed nimi pojawił się całkiem sporu, biały duch. – Spory.

Miał bliżej nieokreślony kształt rozcapierzonego prześcieradła w kolorze mlecznobiałym.Przecież zdanie wcześniej zaznaczyłaś już, że był biały…

I nagle wpadł na pewien pomysł. Dlaczego nie wykorzystać takiego straszydła do wyrównania warunków? – Poprawny związek frazeologiczny brzmi: wyrównać rachunki.
Miniaturka zacna. Treść – przyjemna, lekka. Błędów mniej niż zwykle, choć tekst dłuższy niż poprzednie notki. Fabularnie może zainteresować, ale na twoim miejscu dopieściłabym kilka scen poprzez powiązanie ich ze sobą. Szczególnie postać sąsiada. Mogłabyś na przykład zaznaczyć przy pierwszej jego wizycie, że ma uczulenie na mleko albo wręcz przeciwnie – uwielbia nabiał, wtedy straszenie go takim duchem miałoby więcej sensu, gdyż odcisnęłoby się na nim większe piętno, a duch wyrobiłby normę i stał się przodownikiem swojej pracy. Nie chcę ci niczego narzucać, możesz wymyślić cokolwiek. Ale uściślij fabułę, żeby wszystko wiązało się ze wszystkim. Tym bardziej że ta miniaturka ma charakter zagadkowy. I, jak zauważyli czytelnicy w komentarzach, skojarzenia nasuwają się dwa – Supernatural oraz Ghostbusters. Osobiście jestem fanką tej tematyki, tym bardziej miniaturka przypadła mi do gustu.


Mój sąsiad utopiec [Luna]
Moja koleżanka nie dawno założyła bloga z opowiadaniami (...) – nie z przysłowkami (jak?) piszemy łącznie.

Denis już dawno przestał interesować co jego przyjaciel składa w piwnicy. – Brak przecinka w zdaniu złożonym oraz zły czas: składał. Oraz brak zaimka zwrotnego: przestał interesować się.

Martwiak zwabiony zapachem, sam do nas przyjdzie. – A tutaj przecinek całkowicie zbędny. Nie pełni żadnej funkcji.

Naiwność i nieokrzesany optymizm Kacpra, czasami doprowadzał go do białej gorączki. – Ten też jest zbędny, dodatkowo nawiność i optymizm to dwie cechy, więc doprowadzały.

Tym razem chłopak wiedział na temat potwora, więcej niż on. – Co to za wysyp niepotrzebnych przecinków? Do tej pory stawiałaś ich za mało, a teraz za dużo.

– Po drugie:  Pomijając to, że najprawdopodobniej tego kwasu nie dostaniemy, to jak masz zamiar go przewieść komunikacją miejską. – Masz podwójną spację po dwukropku oraz błąd: przewieŹć (przewoZić). Wieść to można nieść w świat, że masz talent do opisywania, lekki styl, budujesz świetne sceny, ale… kompletnie olewasz poprawność językową.

– Plotka rozrasta się po drodze… – zaczął Kacper, ale Denis ruchem ręki nakazał mu żeby zamilkł. Nie miał najmniejszej ochoty słuchać teraz głosu swojego przyjaciela. Burknął pod nosem, że zgadza się na plan łowcy po czym opuścił pomieszczenie z rękami w kieszeni i spuszczoną głową.
Sugeruję drugie zdanie po dialogu przenieść już do nowego akapitu. Wypowiedź należała do Kacpra, ale reszta dotyczy już tylko Denisa. No i brakuje ci przecinka przed „żeby” oraz „po czym”.

(...) do środka wpadli Łowcy. – Wcześniej nie zapisywałaś ich fachu wielką literą.

– A na co potrzebny jest wam ten… – Nie zdążyła dokończyć pytania. – Dziwne, że pytała, skoro zaledwie zdanie wcześniej Kacper wyjasnił jej, że polują na utopca. Zresztą sama o to zapytała, więc wychodzi na to, że ponawia kwestię.

Kacper przewrócił któreś z urządzeń, mieszając w ten sposób dwa odczynniki, tworzą mieszankę wybuchową, która zgodnie ze swą nazwą… wybuchła. – Podoba mi się lekkość i prostota twojej narracji, ale to kolejna notka, która w praktycznie każdym zdaniu zawiera jakiś imiesłów. Te zdanie powinno też zacząć się od nowego akapitu, gdyż wcześnihej pojawia się wypowiedź Laury. No i nie zapomnij o literówce: tworząc.

Całe pomieszczenie zasnuł szary, drażniący dym, (...). Całe doświadczenie Laury trafił szlag.

W tym czasie słońce już prawie całkowicie zaszło, a ludzie zaczęli zapalać światła w mieszkaniach. Ulice pustoszały, zostawiając im czysty teren do działania. – Im czyli tym światłom?

chyba, że – bez przecinka.

Albo był wyjątkowo głupi albo ślepy (...) – jeśli spójnik powtarza się w jednym zdaniu, stawiamy przecinek przed drugim (i każdym kolejnym).

Chłopcy szybko wybiegli z garażu zobaczyć swoją ofiarę.
Zobaczmy co to za straszydło nam się napatoczyło.
Przecinek przed pierwszym powtórzeniem (dodałabym do tego spójnik: aby) oraz przed „co”.

Zauważyłam, że nadajesz swoim postaciom charakterystyczne zachowania, które sprawiają, że bez podania imienia, rozpoznam tych, którzy wykonują dany gest. Na przykład w poprzedniej notce o tej dwójce Kacper dwukrotnie uśmiechnął się przepraszająco i mierzwił włosy, a tutaj znów to robi. Cieszę się, bo to sprawia, że przedstawiasz ich nawyki i łatwiej jest mi się z nimi utożsamić, polubić ich – stają się bardziej ludzcy. To się ceni.
Podoba mi się też język bohaterów. Styl wypowiedzi dopasowałaś do ich charakterów. No i trudno chłopaków nie lubić – są oryginalni, ludzcy i mają masę ciekawych pomysłów na życie.
Ale muszę się poskarżyć na opisy. O ile te dotyczące tła są w porządku, to jednak często idziesz na łatwiznę i piszesz np.: Postawili akwarium wypełnione różnymi dziwnymi rzeczami. Korzystasz z narratora wszechwiedzącego, który powinien ułatwiać mi zadanie, a nie rzucać kłody pod nogi. Jak mam sobie wyobrazić takie akwarium? Te dziwne rzeczy w środku?


Nowy rok i wiewiórka złodziejka [Luna]
Dzieci w różnym wieku i z różnym wyposażeniem, wyległy na świeże powietrze (...) – różne wyposażenie, powiadasz? Wiesz… moja wyobraźnia jest dość wymagająca. Jeśli nie skonkretyzujesz, mogę sobie wyobrazić wszystko – od krzesła obrotowego po karabin maszynowy.

Nienawidziła kiedy szef przydzielał jej jakiegoś pomocnika, szczególnie jeśli trafił  się jakiś małolat zaraz po szkoleniu, który nie potrafił nawet porządnie chować skrzydeł. – Zgubiłaś przecinek przed kiedy.

– Musimy znaleźć te cholerne klucze, które zgubił św. Piotr – westchnęła. – Dwa tysiące lat, a on nadal nie kupił sobie porządnej smyczy na nie.  – Kwestia anielicy wprowadziła mnie w zachwyt. Gratuluję poczucia humoru.

I w tym momencie zauważyła wiewiórkę. Mała szara kulka przemykała między drzewami, w pyszczku trzymając metalową obręcz, na której wisiał pęk kluczy. Które jakoś niepokojąco przypominały te         św. Piotra. Mały wykrywacz, który w postaci zegarka nosiła na swojej ręce, zaczął wydawać z siebie krótkie przeraźliwie piskliwe dźwięki, domagając się podjęcia jakiś działań. – Że niby ta wiewiórka nosiła wykrywacz. W ręce. Aha. I nie wiem, co to za spacje. Jakichś. Dodatkowo wyeliminuj powtórzenia i postaw poprawnie przecinki – według wcześniejszych wskazówek.

Dziękowała sobie samej w myślach za to, że wcześniej związał swoje długie blond włosy w kucyk, dzięki czemu teraz nic nie wpadało jej do oczu. – Związała.

Wiewiórka była wyjątkowo przebiegł (...) – przebiegła.

(...) zwiewała,  przeskakując z gałęzi na gałąź, specjalnie wybierające te najwyżej. – Wybierając. Wiesz, że gdybyś czytała porządnie, na głos swoje teksty przed publikacją, wyeliminowałabyś co najmniej POŁOWĘ takich głupich błędów?

(...) przeanalizowała sytuacje i wpadła na pewien pomysł. – SytuacjĘ.

(...) zauważyła jak małe puchate stworzenie wychyla się niepewnie spod śniegu. – Czas: wychylało.

Nauczę się grać na skrzypcach Lot Trzmiela i Roundtable Rival - od czegoś w końcu mam ten instrument. – Dywiz nie pełni funkcji myślnika.

( potem będziemy znów składać życzenia)  – zbędna spacja.

Miniaturka nie była jakoś szczególnie powalająca. To znaczy, fabularnie wszystko grało i ciężko się przyczepić do charakterystycznych postaci, oryginalnej akcji i końcowego jej zwrotu. Brakowało mi ostatecznego komentarza anielicy (na przykład w postaci jej myśli, gestu, wyrazu twarzy, whatever), po tym, gdy się dowiedziała, że to Gabryś odnalazł klucze. W końcu na początku nie pałała do niego sympatią.
Jak na miniaturki przystało, był to tekst krótki. I znów – najwyżej będę monotematyczna – totalny chaos interpunkcyjny i 90% błędnych zdań zakłóciły mi odbiór.
Pisałaś w posłowiu o obozach literackich. Nie uczą tam bynajmniej strony czysto technicznej, prawda? Gdy będziesz komentować ocenę, chciałabym, abyś opisała mi krótko (zupełnie dla zaspokojenia mojej ciekawości), na czym taki obóz polega i jaką wiedzę można z niego wynieść. Bo z tego, co opisałaś, na razie wiem tyle, że to dwa tygodnie wypełnione owcami, czekoladą i wchodzeniem na stół. A jakieś inne dane? Nie wiem… może zrobiłaś jakieś notatki?


Zimowe sporty: Wersja ekstremalna [Rachel]
W tekście schrzaniło się formatowanie. Każde wcięcie akapitowe ma inną długość i to okropnie drażni oraz wpływa na estetykę tekstu. A raczej powoduje jej brak.
Mimo tego, cieszę się z trzech powodów:
Pierwszy: to pierwsza twoja miniatura, Rachel, i w końcu mogę poznać twój styl.
Drugi: wstęp, w którym się przedstawiasz, jest poprawny, co automatycznie obudziło we mnie nadzieję na równie poprawną miniaturę.
Trzeci: zapowiadasz, że fabuła kręci się znów wokół przygód Denisa i Kacpra, czyli najlepiej do tej pory wykreowanych bohaterów tego bloga. I kolejny raz będą duchy.
Jestem ciekawa, co z tego wyniknie.

krajobraz lodowo – śnieżny – myślnik nie pełni funkcji dywizu: KLIK. Dywiz wygląda tak: (-).

Drzwi domu otworzyły się na oścież. – Z poprzednich zdań wynikało, że bohaterowie udają się w stronę mieszkania nowego klienta. Nie musisz podkreślać drugi raz, że otworzyły się drzwi stricte tego domu.

Za nimi gonił ożywiony symbol zimy, z braku sanek zjeżdżający na kawałku pnia zwalonego drzewa. – Ożywiony symbol zimy brzmi średnio, bo symbolem zimy mogą być też na przykład sanki, płatek śniegu albo laska świętego Mikołaja. Ty określasz bałwana, więc coś w rodzaju śnieżnego potwora sprawdziłoby się lepiej. 
I tak sobie myślę (ale to tylko moja luźna uwaga i wizja wyobraźni), czy nie lepiej byłoby, gdyby bałwan zjeżdżał... na śniegu? Tak po prostu? Raczej jest od spodu płaski (w końcu jego dolna kula raczej nie jest okrągła, musi jakoś utrzymać pion) i może zjeżdżać po śliskim. Bo niby jak bałwan wszedłby na pień?
Jakbyś się uparła jednak na kawałek drewna, to już lepsza byłaby jakaś odrąbana kora pełniąca funckję deski snowboardowej.

Skręcili gwałtownie w bok żeby wyminąć jakieś przypadkowe drzewo, które wyrosło akurat na ich drodze. – To się nazywa imperatyw narracyjny i głosi on: jeśli szansa jest jeden na milion, to na pewno się uda, bo opko musi iść tak i tak, wbrew jakiejkolwiek logice. Trzeba kopnąć jakoś fabułę do przodu. Niemożliwe, by trójka bohaterów NIE ZAUWAŻYŁA WYRASTAJĄCEGO DRZEWA. Ani jeden, ani drugi. Ani bałwan.

W tym momencie przekonali się na własnej skórze co duch robi. – Przecinek przed „co” oraz czas: robił.

(...) w celu ochrony przed latającymi nożycami do gałęzi. – To się nazywa sekator :)

Korzystając z tego, że poltergeist był skupiony na Ćmińskim, dwaj łowcy byli w stanie wycelować w niego swoje odkurzacze i wciągnąć go do środka. Słyszeli jak syczy i usiłuje się wydostać, ale przynajmniej przestał miotać wszystkimi rzeczami. – Czas: syczał, usiłował. Przecinek przed „jak”. „Swoje” zbędne.

Pan Ćmiński wyszedł zza koparki. – Jakiej koparki? Przed chwilą kitrał się za kosiarką.

– Ha! – zawołał łowca triumfalnie. – Mówiłem, że krakersy działają na każdego! – Żałuję, że nie przedstawiłaś jakiejś sceny na początku, w której padły te słowa. Ładnie zawiązałabyś wtedy fabułę.

***
Pan Ćmiński z powrotem wprowadził się na osiedle. Ich udomowiony poltergeist, który z niewiadomych powodów uwielbiał krakersy, wydawał się być bardzo ucieszony na jego widok. – Ich? To nowy akapit i kolejna scena, o czym świadczą gwiazdki. Chłopacy nie pojawili się jeszcze w formie podmiotu, więc musisz określić ich dokładniej w drugim zdaniu. Poza tym coś znów z niewiadomych przyczyn pasuje akuratnie do fabuły. To imperatyw. Walcz z nim i buduj fabułę, która będzie miała ręce i nogi oraz będzie się dało ją wytłumaczyć inaczej niż właściwie to nie wiadomo, jakoś tak wyszło, skoro przez cała miniaturę masz narratora wszechwiedzącego. Jeżeli Kacper i Denis nie wiedzą, czemu duch lubi krakersy, niech ta wątpliwość bije z nich, a nie z narratora.

Świetnie wpasowałaś się w klimat i utrzymałaś charakter stworzonych bohaterów znanych mi z wcześniejszych notek. Denis i tu, i tam był tym rozważnym gościem, który zwykle obawiał się eksperymentalnych działań Kacpra. Przeważnie pełen był wątpliwości i często myślał o nieodpowiedzialnym zachowaniu towarzysza. Kacper – wręcz przeciwnie. Wciąż widać w nim radość czerpaną z wykonywanej pracy. Na dodatek nadal jest głównym programistą i automatykiem maszyn wykorzystywanych przez łowców, ale on więcej działa, a Denis to typowy mózg wszelkich operacji i głos rozsądku. Nie zmieniłaś tego, delikatnie podkreślałaś te cechy za każdym razem, nie odniosłam więc wrażenia, że coś w którymś momencie przerysowałaś. Miniaturka pod tym względem na plus.
No i czytało się bardziej, ale to naprawdę dużo bardziej przyjemnie ze względów na mniejszą ilość błędów. I szybciej, i płynniej. W tej miniaturce wymieniłam wszystkie potknięcia, jakie znalazłam, a wcześniej musiałam podawać zaledwie przykłady, bo kopiowanie i podkreślanie większości notek mijało się z celem.

 Zasada numer jeden: Ubierz kask! [Luna]

(...) krzycząc przeraźliwie w jakimś nie znanym mi języku. – Nie z przymiotnikami pisze się łącznie. 

(...) uderzając okrytą jedynie czapką głową w lód. – To czapką czy głową? Po co ta inwersja? Proponuję: uderzając w lód głową okrytą jedynie czapką.

(...) jakby ktoś wsadził mnie do olbrzymiej zepsutej pralki. – Jeśli przymiotniki są równorzędne, czyli każdy z nich niezależnie odnosimy do określanego rzeczownika, to rozdzielamy je przecinkiem. Wielkość nie ma nic wspólnego ze stanem użytkowania, wymieniasz więc dwie niezależne od siebie cechy pralki. Już rozumiesz?

Teraz staczałem się po stoku sam. Zupełnie sam. Jak palec. I nikt nie raczył mi pomóc. – Teraz, ale wtedy. Nie? Całość masz w czasie przeszłym i trzymaj się tego. 
Poza tym, odbijając na chwilę od tematu poprawności… dlaczego bohater poprosił chłopca, aby się go puścił i chłopiec gdzieś tam się zatrzymał po drodze, dał radę, a główniak toczył się dalej w dół? Miał czas na myślenie o swojej sytuacji, ale nie próbował się ratować? Zatrzymać? Złapać czegoś? Przez większą część tekstu? To co? Jakiś mały chłopiec w szkółce narciarskiej i bez doświadczenia potrafił, a trzydziestolatek z długoletnią praktyką dał się ponieść fali i staczał się, nawet nie próbując ingerować. I jedynie w myśli zamartwiał się? Co to za ofiara losu? Niby niżej piszesz, że leciał po lodzie. No ale dzieciak wcześniej leciał z nim, a potem dał sobie radę.
No i jeszcze te myśli, że nikt mu nie pomógł. Przecież koleś szybko staczał się z górki. Nikt o zdrowych zmysłach nie popędzi za nim, by też się wywalić. To niebezpieczne, tym bardziej że wspominałaś, że dookoła tylko matki z dziećmi i dzieciaki ze szkółek narciarskich.

Najadłem się śniegu, najprawdopodobniej odmroziłem sobie jakąś część ciała i złamałem kość ogonową. Już chyba nie mogło być gorzej.(...) Teraz oficjalnie poddałem się wszystkiemu wokół. (...) Staczając się w dół, zauważyłem jak wbrew pozorom ładnie wyglądają szczyty gór oświetlane pojedynczymi promieniami słońca, jak pewnie świergota sobie jakiś ptaszek, jak uroczo wygląda, siedząca na kamieniu i przyglądająca ci się z dezaprobatą, wiewiórka. – Pominę aspekt poprawności, zwracając jedynie uwagę na fakt, że trzydziestolatek właśnie przed chwilą miał twarz w śniegu, ZŁAMAŁ KOŚĆ ogonową, wszystko musiało cholernie go boleć, a on… słucha ptaszków i podziwiał widoki. 
To najbardziej absurdalny i już nie śmieszny, a po prostu idiotyczny rozwój wydarzeń. Jestem na nie, ale próbuj dalej…


Historia płazińca Stefana [Rachel]
Przed lekturą polecam sprawdzić co to takiego leukochloridium – inaczej ta opwieść nie będzie miała zbyt wiele sensu. – Opowieść. Może podlinkuj słowo odpowiednim artykułem? Brak przecinka przed „co”.

– Temu to łatwo – pomyślał. – Jest specjalnie przystosowany do przyklejania się do jelita.
Myślnik oznacza dialog. Myśl można zapisać za pomocą cudzysłowu lub kursywy, ale już bez tej pierwszej pauzy.
Ach, no i ślimaki nie mają przecież jelita, a Stefan ma niby zdać Praktyczny Egzamin Przyklejania Się Do Ścianki Jelita (w skrócie PEPSDŚJ), aby dostać przepustkę do zamieszkania w ślimaku bursztynku. Czy tylko mi coś tu nie gra?

Chyba nie uczęszczałby dalej do Akademii którą wysadził. – Brak przecinka przed „którą”.

Aby tekst nabrał estetyki, przed gwiazdkami oddzielającymi poszczególne sceny (i po nich) proponuję wstawić po jednym dodatkowym enterze.

Stefan przewrócił fotoreceptorami. – Fotoreceptory to komórki występujące w oczach. Nie da się nimi przewracać, więc zostałabym przy opcji z przewracaniem oczami. Ale z drugiej strony, czy pasożyty leucochloridium mają oczy? A z drugiej strony, Holmes nosi przecież w kieszeni batoniki i odbiera telefony…

– Zbieg zbiegł... ha, pan tak na poważnie? – Oto historia o tym, jak pasożyt-detektyw Holmes zrobił mi dzień :)

(...) miejscu do którego trafiał każdy Płaziniec zanim wybrał jaką ścieżką będzie kroczył dalej (...) – miejscu, do którego trafił każdy Płaziniec, zanim wybrał, jaką ścieżką będzie kroczył dalej.

Trwająca prawie pięć lat wojna, między Przywrami a Tasiemcami. – I co z tą wojną? Zdanie niedokończone.

Lato 1992, piękna pogoda, słoneczko świeci. Tasiemce naostrzyły haczyki, jelito grube roznosiło echem rytm ich kroków. – Słoneczko wewnątrz jelita? I lepiej brzmiałoby, gdyby tasiemce jednak pełzły, a nie stawiały kroki.

Ich jedyną nadzieją były leukochloridia. Dowodzące armią ślimaków bursztynków, zamienionych w zombie, nadchodziły na ratunek braciom. – To psuje mi obraz całości. Do tej pory wyobrażałam sobie Akademię Pasożytniczą w żywicielu, policję, detektywów… ale wojna zombie-ślimaków w jelicie… to już za duża dawka absurdu w tym tekście. Zupełnie zbędna. Co innego personifikacja pasożytów i wykreowanie im świata stricte podobnego do naszego, a co innego pojawienie się zombie. Jak gdybyś połączyła dwa zupełnie niepasujące do siebie gatunki – satyrę anatomiczną w stylu „Było sobie życie” z horrorem postapo. To przestaje być zabawne, a zaczyna być mocno przesadzone. To za dużo na jedną miniaturkę.
Tym bardziej, że cały fragment o wojnie (ten zapisany kursywą) to nudne streszczenie. Ekspozycja wcześniejszych wydarzeń, na dodatek strasznie poważna, kompletnie niepasująca do całości. Może warto byłoby cały ten fragment zobrazować miniaturką, która pełniłaby funkcję prequela do tej części?
Tajemnica wyrastających karteczek drażniła mnie niemiłosiernie. Poczułam w tym działanie imperatywu. Tak musiało być i tyle, chociaż nikt tego nie wyjaśnił, nie wiadomo, o co chodzi. Nie jestem sobie w stanie tego wytłumaczyć w żaden sposób – ani logiczny, ani abstrakcyjny. Dla jednych będzie to fizyka kwantowa, dla drugich – kwestia poczęta z wyobraźni. Ale, do diaska, to psuje całość, kiedy czytelnik dostaje tekst i nie może w żaden sposób otrzymać odpowiedzi na tak proste kwestie, które zbudowały całą scenę.
Końcówka przypomniała mi książkę Janusza Zajdla – Limos Inferior. Główny bohater spotyka na swej drodze kobietę, która wskazuje mu drogę do czegoś lepszego. Czegoś większego. Czytelnik nie dostaje natomiast żadnej odpowiedzi i ma wolną rękę w interpretacji zakończenia:
– Jestem Stefan... goni mnie PJ... i, uh, wysadziłem w powietrze Akademię...
– Amanda. Pewnie zmierzasz do Azylu?
Stefan pokiwał głową. Amanda pociągnęła go w kierunku bramy.
– Chodź. Jesteś na miejscu.
Nie lubię takich zakończeń. Pozostawiają zbyt wiele niedokończonych kwestii. Doceniam starania, jednak wydaje mi się, że o ile początek mocno przemyślałaś, to końcówka już była pisana jak gdyby na kolanie. Byle jak najszybciej do mety. Ale być może jest to już tylko i wyłącznie kwestia mojego gustu, więc też nie musisz działać pode mnie i cokolwiek zmieniać – to twój rozwój wydarzeń i masz do niego pełne prawo.
Na twoim miejscu, Rachel, dopowiedziałabym też kilka słów na temat żywiciela. Ta kwestia pozostała słabiej poruszona, choć to ważne, gdzie tak właściwie rozgrywa się akcja. Można się pogubić, szczególnie na początku, gdy nie wiadomo, co z tym jelitem i dlaczego egzamin odbywa się tam, a nie na przykład w żołądku czy nerce – te elementy akurat posiadają również ślimaki, a przecież leucochloridium pasożytują właśnie na nich.
Miniatura okazała się być tą najlepszą. Dzięki tej krótkiej historii poznałam rodzaj pasożyta, o którym sama nigdy w życiu nie przeczytałabym, bo najzwyczajniej w świecie taki rodzaj wiedzy nie wydawał mi się nigdy ciekawy. Ale zawsze jest to wiedza, a ją trzeba jednak docenić. Doceniam też poczucie humoru i lekkość narracji, a także poprawność. Bohaterowie są niesamowici. Myślałam, że Stefcio stanie się moim ulubieńcem, ale potem pojawił się Holmes. Żałuję, że tak mało było o Naczelnym Tasiemcu. Mam nadzieję, że jego ostatnie zdanie zostanie kiedyś rozwinięte w kolejnej części, a miniatura doczeka się kontynuacji.

Jak doprowadziłam do zniknięcia polskich siatkarzy, a Rachel zniszczyła psychikę Stephana Antigi Cz.1 [Luna]
Zbyt duża interlinia między akapitami psuje estetykę.

Rachel, co ty odwalasz! – Znak zapytania na końcu pytania.

ministerstwo stosunków międzynarodowych Ministerstwo Spraw Zagranicznych, jeśli już.

I jakimś cudem nikt nas nie zatrzymał! – To nie jakiś cud, tylko znów imperatyw. Tak musiało być, bez zaistnienia najmniejszej szansy na związek przyczynowo-skutkowy. Bo napisanie sceny lub chociaż krótkie opisanie powodu dla sytuacji (który miałby ręce i nogi) zabiera czas i przekracza możliwości.

– Przepraszam, pana – powiedział szybko (...) odskakując do tyłu i spoglądając do góry by zidentyfikować ofiarę mojej ślepoty – przecinek zbędny, ale postaw go przed „by”. I: powiedziałam.

Za nim coś zdetonujemy, albo doprowadzimy do ogólnej zagłady. – Zanim! I przed „albo” przecinek jest zbędny.

Jego też poraziły. Żeby nie był, że udaję. – Żeby nie byłO, że udaWAŁAM.

Zaraz, zaraz… przecież przed chwilą bohaterki zostały wpuszczone do szatni siatkarzy, więc jakim cudem nagle wszyscy nie potrafili wydostać się z hali i mieli wychodzić przez trybuny? Co to za podejrzany teleport?

Pomaszerowali na boisku, a my za nimi.. – po boisku/przez boisko. I dwukropek ci się przewrócił. Postaw jeszcze jedną kropkę, to ewoluuje w wielokropek. Ewentualnie jedną zjedz, to zostanie jedna i też będzie w porządku.

(...) dokładnie przebadali kopułę, sprawdzając jak działa i czy ma jakieś słabe punkty. – CZAS!

Kopała prądem i wyrzucała danego osobnika daleko w tył.
– Co to ma być? – zdenerwował się Bartosz Kurek, kiedy po raz piąty oberwał elektrycznością.
Skoro siła rażenia była aż tak duża, w parze z nią musiał iść również całkiem spore natężenie. Gdyby Kurek oberwał piąty raz, pewnie nie wstałby wcale. Tym bardziej nie wykrzykiwałby takich zdań zwyczajnie zdenerwowany. Przy czym „zdenerwowany” powinno być eufemizmem. Dokładnie taka sama sytuacja, jak w przypadku narciarza ze złamaną kością ogonową.

Cała piątka prawa fizyki znała, więc potulnie wpadli do środka (...) – wpadła (ta piątka). Plus inwersja: cała piątka znała prawa fizyki.

Ta miniatura była najsłabsza ze wszystkich, które czytałam. A przeczytałam wszystkie.
Dlaczego najsłabsza? Ano dlatego, że wplotłaś żywe postacie, na dodatek kojarzone w mediach, w fabułę, która jest kompletnie oderwana od rzeczywistości. Doprowadziłaś do sytuacji, kiedy opko dzieli się na dwa. Z jednej strony mamy część realną, prawdziwych bohaterów, normalną sytuację. A z drugiej (już pal licho ducha Napoleona) wymuszone, udziwnione zachowanie głównych postaci (na przykład atak Rachel. Skąd wzięła katanę, strój ninja i linę, skoro poszła tylko na mecz? Nie znała trenera ani zawodników, nie mogła więc przygotować się wcześniej). Mam wrażenie, że w tym tekście poczucie humoru pomyliłaś z błazeństwem. Nawet wejście Kacpra i Denisa jakoś specjalnie nie poprawiło mi nastroju. Ta miniatura była po prostu kiepska.

Czas na krótkie podsumowanie, bo najważniejsze kwestie ujęłam wyżej, posługując się przykładami.
Imponuje mi, że każda notka wprowadza czytelnika w inny klimat, dzięki czemu nie mam do czynienia z monotematycznością. A jednak bohaterowie waszych miniaturek w dużej mierze są do siebie bardzo podobni – szczególnie w tych najnowszych – często posługują się podobnym słownictwem i mają wspólne cechy charakteru (najczęściej poczucie humoru). O ile pierwsze miniatury faktycznie różniły się pod względem tematycznym (znalazły się zabawne, poważne i wzruszające), o tyle te najnowsze wydają się być w większości na jedno kopyto – szczególnie ze względów prowadzenia narracji. Jest ona luźna, pełna kolokwializmów.
Imperatyw narracyjny też nie próżnuje. Wiem, że miniaturki to krótkie formy literackie, ale są pewne kwestie, które czasem należałoby wyjaśnić, gdyż prowadzicie fabułę najczęściej nie tłumacząc autorowi w żaden sposób praw, jakimi rządzi się przedstawiony przez was świat. Coś się dzieje, bo tak ma być i kropka, chociaż brak w tym jakiejkolwiek logiki. Nie wszystko da się wyjaśnić wyobraźnią. Akcja nie może toczyć się w przód wbrew wszystkiemu, na pohybel. To tak nie działa. A często wyjaśnienie takich a nie innych rozwiązań można by łatwo wpleść do fabuły np. poprzez dialog.
Nie ma co ukrywać – Luno, brakuje ci warsztatu. Teksty Rachel są bardziej dopracowane. Opisy rozwinięte, ale nie rzucają się w oczy ścianą tekstu, a wplecione są dyskretnie w całość. Akapity postawione poprawnie, przez co notka nabiera estetyki i dużo chętniej chce się w nią zagłębić. A jeśli już przy tym jesteśmy...
Całościowy efekt psują też upierdliwe powtórzenia – już nie nawet pojedynczych wyrazów jak być czy mieć, ale całych fraz i konstrukcji zdań – szczególnie rzuca się w oczy nadużywanie imiesłowów przysłówkowych współczesnych.
Większą część błędów wyeliminowałybyście same, czytając kilka razy tekst. Najłatwiej literówki, brak ogonków czy niepoprawną odmianę. Sęk w tym, że w czasie sprawdzania lepiej czytać na głos. Tym bardziej, gdy Luna pisze, że te pierwsze miniatury wygrzebała z odmętów dysku twardego po dłuższym czasie – miały one więc okazję chwilę „poleżeć”, a wtedy łatwiej wyłapać swoje błędy. Szczególnie takie banalne jak brak przecinka przed większością spójników. Jest taki wierszyk:

Przed: że, aby, jeśli, iż
Bo, albowiem, więc, ponieważ,
Znaczek zrób – przecinek pisz,
A opuścić się go nie waż.

To nie taka trudna rzecz,
Pisz przecinek, mój kolego
Przed: jeżeli, ale, lecz,
Kiedy, który, gdyż, dlatego.

Ale to nie są jedyne przypadki, w których należy ten przecinek postawić. Większość zasad wypisałam w ocenie. Radzę je przyswoić, chociaż nie zaszkodzi też oddać teksty komuś do sprawdzenia. I nie polecam pani polonistki, lecz betareadera, który wskaże nie tylko potknięcia językowe, ale i te stricte logiczne czy fabularne.
Niewątpliwym plusem jest to, że prowadzicie bloga wspólnie, więc dawajcie sobie te teksty do przeczytania i nie bójcie się koleżance wytknąć gdzieś babola. Tym bardziej, że Rachel ma o jakieś siedemdziesiąt procent mniej potknięć językowych w swoich tekstach. Ale przecież oceniam jednego bloga, nie postawię więc wam dwóch różnych ocen...
Fakt, że czytelnicy wymieniają wam błędy w komciach, a wy nie ustosunkowujecie się do tych uwag w żaden sposób (i nie wynosicie lekcji z wiedzy, którą otrzymujecie) nadal pozostaje dla mnie skandaliczny. Zrobienie błędu nie jest głupotą i powodem do wstydu. Staje się nim dopiero wtedy, gdy wiemy o zasadzie, widzimy błąd i ignorujemy go, by tak sobie wisiał na blogu i straszył czytelników. Ignorancja jest głupotą, a niewiedza – powodem do poszerzania horyzontów.
I tego wam życzę, dziewczyny. Rozwoju, samozaparcia i dalszej przygody z pisaniem.
Na dzisiaj jest to przeciętny (3), ale z minusem.


Dziękuję Dhau za betę :)

5 komentarzy

  1. Przecinki! Jak ja ich szczerze nie cierpię. Serio, wszystkie swoje pracę piszę z słownikiem, sprawdzam trzy razy, a i tak wychodzi jak wychodzi. Moja polonistka nie może tego zrozumieć, bo od wieków próbuje mi wpoić zasady gdzie stawiać przecinki, a gdzie nie.
    Na razie wygląda to w ten sposób.
    Pierwsze miniaturki jakie pojawiły się na blogu pisałam za nim przeczytałam chociaż jedną pracę Rachel. Dlatego też różnią się one od tych, które pojawiają się później i w większości pisane pod wpływem chwili.
    Ogólnie za ocenę dziękuję, bo przydatna jest niesamowicie. Co prawda teraz zdałam sobie sprawę, że przy ostatniej miniaturce mogłam napisać by nie była brana jakoś bardzo pod uwagę, bo jest ona wynikiem mojej naprawdę chorej wyobraźni. Ona już od początki miała być nielogiczna, nieogarnięta czy też po prostu dziwna.
    Nie będę się jakoś bardzo rozpisywać, bo z większością uwag się zgadzam. Zresztą sama nie wiem co napisać.
    A najlepsze jest to, że do oceny zgłosiłam się zanim wpadałam na pomysł by połączyć siły z Rachel. A potem zapomniałam w ogóle o tym, że się zgłosiłam.
    Dostanę patelnią.
    Pozdrawiam
    Luna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przecinkami jest tak, że trzeba je wstawiać w trakcie pisania zdań, sama nieużytkowana teoria niewiele zmieni. Tylko wprawa może przynieść efekty. Zwracaj uwagę więc na czasowniki – tak na początek. Jeśli są dwa, już istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdzieś w zdaniu powinien pojawić się przecinek. Na pewno wiesz, że stawia się go przed „który”, więc rób to. Nie spiesz się z pisaniem.
      Czytaj zdanie na głos i zastanów się, czy gdzieś nie robisz przerwy oddechowej – to też często się sprawdza. Zacznij od postaw. Nie narzucaj sobie zbyt wiele na początek, ale też nie leń się – jeśli oczekujesz rezultatów. Staraj się nie pisać za szybko, „pod wpływem chwili”, tylko każdemu zdaniu poświęć czas i faktycznie zastanów się nad przecinkiem. Jeśli nie zaczniesz – samo się to nie zmieni w jakiś cudowny sposób.
      Akurat w ocenie wyjaśniam kilka łatwych sposobów na zapamiętanie lokalizacji tych denerwujących robaczków (wierszyk może pomóc), ale bez praktyki nic z tego nie będzie ;) no i w czasie sprawdzania swoich tekstów z oceną może łatwiej ci będzie przywyknąć. Bo do przecinków trzeba się zwyczajnie przyzwyczaić.
      Najłatwiej powiedzieć „nie umiem”, ale spróbuj chwycić tego byka za rogi!
      Powodzenia!

      Cieszę się, że ocena jest przydatna. I nie ukrywam, że chciałabym poznać też opinię Rachel :)
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  2. Ajajaj, jeśli ktoś ma tu dostać patelnią to tylko ja, mój zmysł orientacji w czasie jak zwykle mnie zawiódł i zdałam sobie sprawę z tego, że moja praca została oceniona prawie miesiąc po czasie. Ech, no nic, powyżywam się na sobie później, a teraz pora zobaczyć jak moja pokręcona twórczość została odebrana.
    Co do pierwszych kilku miniaturek - pisane były one przez Lunę i to sporo zanim ja dołączyłam do bloga, więc tu chyba nie mam się co wypowiadać. Z kolei moje opowiadanie o łowcach... w sumie zgadzam się ze wszystkim, jakoś mi się ta koparka wcisnęła, ale oczywiście chodziło o kosiarkę... czasem mam wrażenie, że autokorekta mnie nie lubi. Jeśli z kolei "Płaziniec Stefan" ma trochę niedokończonych wątków (lub za mało Antoniusza czy Holmesa) - to wyłącznie dlatego, że to dopiero rozdział pierwszy tej historii. I kolejna część pojawi się (kiedyś) na pewno. Ogólnie czasem dobrze wysłuchać trochę krytyki :) Postaram się pamiętać, że wskakuje mi ciągle imperatyw i unikać go jak ognia.
    Pozdrawiam,
    ~Rachel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, no i byłabym zapomniała o najważniejszym, czyli ślimakach zombie. Tu obawiam się, że muszę nieco sprostować, bo ten fragment rzeczywiście mógł się wydawać bez sensu. Nie chodzi tu o stricte zombie. Po prostu leukochloridia zagnieżdżają się w czułkach ślimaków bursztynków i zyskują w ten sposób nad nimi kontrolę np. są w stanie zmusić ślimaka żeby wystawił się na widok dla ptaków i został zjedzony. Nasza pani na biologii rzuciła hasło "ślimak-zombie" i już jakoś tak zostało.
      Jeszcze raz przepraszam że jestem tak spóźniona :)

      Usuń
    2. Mówi się, że lepiej późno niż wcale :D

      Sprostuj to o zombiakach w tekście, bo faktycznie tłumaczenie tutaj, w komciach, dało zupełnie inny obraz na całość :) czytelnicy, którzy nie siedzą tak głęboko w ślimaczym temacie, nie mają o tym pojęcia, a z tekstu trudno wywnioskować – to gdzieś umknęło i wywołało lekką konsternację :)

      Dziękuję za komentarz! Cieplutko pozdrawiam :)

      Usuń

Aktualności

Blogi zgłoszone w 2016: 3
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Zbieramy pierwsze lajki ;)
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.