...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń
Autor:
Etykiety: ,

[53] ocena bloga: still-gone.blogspot.com

14 grudnia 2015
Z uwagi na fakt, że zawiesiłaś bloga i nie uznałaś za stosowne poinformować mnie o tym, podczas gdy byłam na 85% oceny, powinnam wystawić Ci odmowę i jeszcze kopnąć w cztery litery. Szkoda mi jednak mojej pracy i chociaż bez zapału, postanowiłam dokończyć podsumowanie. Mam nadzieję, że nie spłynie to po Tobie jak po kaczce. Też mam swój czas i bardzo bym chciała, by inni go szanowali.


Adres bloga: Still gone
Autorka: Natalie Hutcherson
Tematyka: opowiadanie — fan fiction, czasy Harry'ego
Oceniająca: Dafne

1. Pierwsze wrażenie

Ktoś nam zaginął. Albo uciekł. Poszedł sobie. No, w każdym razie go nie ma. Tyle mówi mi adres. Czyli w zasadzie niewiele. Nazwałaś opowiadanie „Nothing happens without a reason” (nie kumam tych wszędobylskich wielkich liter, toteż sobie przerobiłam), co też nie jest żadną wskazówką, jako że przedstawia oczywistą oczywistość. Na szczęście ktoś mądry wstawił punkt „Tematyka” we wzór zgłoszenia i dlatego wiem, że zetknę się z opowiadaniem potterowskim. Bez tego tytuł byłby dość zagadkowy, aczkolwiek całkiem zwyczajny.
O matuchno, toż to Harmione! To żeś mnie zaskoczyła. Napis na belce to już chyba trzecie motto bloga, zaraz po adresie i tytule. To jak nazywa się w końcu to opowiadanie? Skąd taka rozbieżność, nie możesz zdecydować się na jeden tytulik? Może zrób losowanie. Albo wyciągaj patyczki.
Ładniutką masz favikonę, ale blog wita mnie białą dziurą:


Trudno oceniać szablon, skoro nagłówek wyjechał na wakacje. Proponuję jak najszybciej naprawić usterkę. Póki co mogę wypowiedzieć się tylko na temat kolorystyki. Użycia czerwonego kompletnie nie rozumiem, a ten oliwkowy wygląda dziwnie. Pewnie miał pasować do obrazka. Ups. Za to biały i śliwkowy (?) i bez niego ładnie współgrają.
No, to się żem naprodukowała. Mówisz, że szablon jest tymczasowy. Zgoda. No ale żeby taki bez nagłówka?...
Wzbudziłaś moją ciekawość napisem na belce, mimo że z reguły nie interesuje mnie ten parring. Trzy motta i brak głównej grafiki działają jednak na niekorzyść bloga.

5,5/10


2. Treść

Okej, lecimy z tym wszystkim. Wita mnie prolog, czy też raczej prologué (bo nie, zmienianie języka w jednym tylko tytule wcale nie jest bez sensu). 
„Z bólem w oczach podarła skrawek papieru i wrzuciła go do metalowego pojemnika”. — Niewrażliwa. Pisze smutny list i zamiast serce, bolą ją oczy. Doprawdy!
Króciutki to tekst, ale całkiem zagadkowy. Zainteresowałaś mnie tym, że Hermiona nie ma kontaktu z chłopakami. To dość dziwne, od Harry'ego mogłaby nie dostać żadnych wieści, ale żeby od Rona? No nic, przechodzę do rozdziału pierwszego.
„(...) nie cieszyła się z tego, że już niedługo znajdzie się w objęciach szkoły”. To brzmi głupio. Bardzo głupio.
„Jej tata zaśmiał się cicho na widok zatracającej się w naleśnikach córki i dołączył się do uczty”. Teraz znowu zatraca się w naleśnikach. No no.
„Czy ty jesteś nienormalny? To była moja ulubiona koszula!”

Aaa! Boże, to takie straszne! Bo wcale nie jestem czarownicą i wcale nie umiem jednym ruchem różdżki usunąć plamy z koszuli.
Uczniowie zastanawiają się, kto będzie uczył ich OPCM-u (zaznaczonego kursywą i czerwoną czcionką). Dlaczego używasz tego skrótu? Tak trudno napisać pełną nazwę? Przez całe siedem tomów ani razu nie widziałam tego idiotycznego (a po odmianie nawet bardziej niż idiotycznego), „OPCM'u”.
„(...) ale przy stole Gryfonów siedziała jedna dziewczyna, która pogrążona była w swoich chaotycznych myślach”. Uczta. Pusty stół. Jedna jedyna dziewczyna. No nieźle.
„Może i dla was to błahostka, ale postawcie się na miejscu Hermiony”. Wat, wat, wat? Co? To będziesz zwracała się w opowiadaniu bezpośrednio do czytelnika? Kiepski zabieg w tym wypadku...
„— A o to, że Ministerstwo ingeruje w sprawy Hogwartu (...)” Ktoś tu się filmem inspiruje...
„Wtedy już wiedziała, że nie będzie lekko”. Ni ma lekko, co tu dużo mówić.
Dobra, nadal jestem zaciekawiona, o co chodzi z całym tym brakiem kontaktu. Harry niby nie zna Hermiony, Ron się w niej jakby zakochał, a Hermiona nie wie, czemu ci ją olewają. Bo przecież się przyjaźnią. Trochę to chore. A może w prologu wyciągnęłam błędny wniosek? Może Hermiona wcale nie pisała do Harry'ego i Rona? Bądź co bądź, nie padło żadne nazwisko. Ale skoro nie do nich, to do kogo? Z całą resztą normalnie rozmawia. Przynajmniej jak dotąd.
Mimo owego zaciekawienia czuję się znużona Twoim ciężkim stylem. Więcej o tym w podsumowaniu. Tymczasem pora na dwójkę.
O, to teraz Hermiona tylko udaje, że się dobrze uczy, a jej najlepsza przyjaciółka jakimś cudem przytachała papierosy do Hogwartu. No, no. I jeszcze wyzywa ją od szlam. Potem się śmieje i zachowuje, jakby tylko żartowała, a Hermi i tak przeżywa to jak mrówka okres. Udam, że rozumiem.
Mimo wszystko obleciał ją strach z uwagi na to, że trwały teraz Eliksiry profesora Snape'a (...) Zaczyna się robić dziwnie. Tym razem „eliksiry” oznaczyłaś kursywą i czerwienią. To jakiś sekretny kod? Szyfr? Alfabet? Powinnam próbować odczytać z tych słów, o co w tym wszystkim, do diaska, chodzi? Nie? Kurde.
Podobno trwają eliksiry. Gryfonka wchodzi do klasy, a tam Umridge. Dalej znów mówisz o fiolkach i składnikach. Możesz mi to wytłumaczyć? To jakaś lekcja łączona?
No nie wierzę. Ron, ten nieudolny Ron, który cudem odróżnia dziewczynę od chłopaka, pisze Hermionie miłosne liściki? Przynajmniej Harry ma swój własny mózg.
No nic. Trójka.
„Bardzo zazdrościł Ron'owi, który właśnie dzisiaj dołączył do drużyny”. Klękajcie narody! Ron'owi! To pali moje oczy! Odmiana prosta, imię zakończone spółgłoską. Żadnych apostrofów.
„Weasley nie musiał siedzieć u jakiejś Dolores i może spokojnie latać na miotle”. Czy według Ciebie nie brzmi to dziwnie? Pomieszałaś czasy w jednym prostym zdaniu.
„Profesorka uśmiechnęła się sztucznie karząc usiąść mu przy drugiej ławce”. Ktoś Cię karze, kiedy daje Ci karę. Kiedy poleca Ci coś zrobić (lub na coś pozwala), wówczas wskakuje nam „ż”: każe.
„Przysięgłabym, że gdyby potrafiła zabiłaby go swoim natrętnym wzrokiem”.  Taa? Jesteś narratorem trzecioosobowym i wszechwiedzących. Nie opowiadasz tej historii ze swojej perspektywy. Nie wygłaszasz swoich opinii.
Nudzi mnie to. Motywy powtórzone z książek bądź filmów. Te same fragmenty, te same sceny. Przewidywalne. Rozumiem, że mogłaś zdecydować się na osadzenie akcji w czasie którejś z powieści i postanowiłaś w tej jednej kwestii trzymać się kanonu, ale musisz wykazać się kreatywnością, przedstawiać nową perspektywę. Powielanie czegoś, co ktoś już stworzył, nie jest dobre ani rozwijające. Tym bardziej, że czytelnik niemal na pewno znający książki i/lub filmy o Harrym na pewno to zauważy.
Następna część rozdziału została praktycznie słowo w słowo zerżnięta z powieści. Bardzo, ale to bardzo mi się to nie podoba.
Chociaż sceptycznie podchodzę do motywu Hermiony-Śmierciożerczyni (czy kogoś w tym rodzaju), to jednak cieszę się na widok tego autorskiego pomysłu. Zobaczymy, jak pociągniesz wątek. Motyw dość często wybierany przez autorów fan fiction Pottera, ale przecież możliwe jest, że rozwiniesz go w interesujący, nowatorski sposób.
Czwóreczka.
„Obiecuję, że następny będzie lepszy, choć nie wiem, jak to możliwe”. Bo jesteś tak wspaniała, że wątpisz by było możliwe stworzenie czegoś jeszcze lepszego? Czy dlatego, że w siebie wątpisz? Tak czy owak, kiepski sposób na reklamę.
„(...) to kilka razy musnęła szczoteczką swoje rzęsy oraz zakryła niedoskonałości”. Szczoteczką od tuszu je zakryła? Hm...


„(...) pomimo tego, że Tiara Przydziału nie kazała jej wybierać to i tak Hermiona wiedziała, iż nie może tak po prostu zmieniać Domów”. I dlatego (Hermi) robi to od pięciu lat.
Chwileczkę. No właśnie. To jej piąty rok w Hogwarcie, a nigdy nie była w Gryffindorze? Cztery lata = cztery domy. Na piątym roku jeden powinien się powtórzyć, a tymczasem Gryffindor występuje pierwszy raz.
„Przepraszam, przepraszam, przepraszam, jeszcze raz przepraszam! — zawołała i pomogła wstać Hermionie, która nie chciała zdjąć dłoni z twarzy. — Nazywam się Ginny Weasley”. Jeśli kogoś powalę na podłogę, nie zapomnę od razu się przedstawić. Dzięki za niezmiernie cenną radę.
Nie odzyskała odpowiedzi”. Bo ktoś ją najpierw zabrał? Czy jak?
„(...) w sali zrobiło się całkowicie cicho. Nawet sam Albus Dumbledore wstał zszokowany”. To stało się tuż po tym, jak Tiara Przydziału wygłosiła mowę o rozbiciu Hermiony. Ale przecież... inni nie mogli tego słyszeć. Tylko ona Hermiona do której Tiara przemawiała. Gdyby było inaczej, cały Hogwart wiedziałby, że Harry jedną nogą był już w Slytherinie i biedak nie miałby życia. W filmie Tiara mówiła głośno, to fakt, ale tylko na potrzeby tej sceny. Kropka.
Namieszałaś. Tu leży na podłodze, tam znowu w szpitalnym łóżku... zdecyduj się.
Miałaś rację w jednym ten rozdział dotyczył głównie Hermiony. Ale przecież... to opowiadanie przede wszystkim o niej. Każdy jej dotyczy. Hm. Piątka.
Ta Ślizgonka przypomina mi zbuntowaną gimnazjalistkę, która próbuje narobić wokół siebie jak największego szumu.
„Rudowłosa czupryna uniosła się na łóżku przecierając leniwie oczy”. Uosobienie włosów to kiepski pomysł.
„(...) a teraz musi zająć czymś swój umysł do 10.20.. Wtedy zaczyna się śniadanie...” Dopiero? O tej godzinie połowa szkoły powinna dawno mieć już lekcje.
Nadal nie bardzo rozumiem, czym jest ta pełna mistycyzmu sprawa, którą tak bardzo chce rozwiązać Hermiona, a którą Dumbledore odsuwa w czasie. Może szóstka coś wyjaśni.
„Mógłby mi pan pomóc w znalezieniu pani Umbridge?” Sama nie wiem. Oni chyba zawsze profesorowali, no nie?
E, że co? Hermiona obraża Snape'a, mówiąc o jego długim nosie i wtykaniu go w nieswoje sprawy, a ten nic sobie z tego nie robi i po prostu odpowiada na zadane wcześniej pytanie? Co Ty próbujesz mi wmówić? Tym bardziej, że Hermiona została Gryfonką.
Scena z matką wyssana z palca. Mam uwierzyć, że ta zmaterializowała się w Hogwarcie i na dodatek, potulna jak baranek, nie powiedziała córce nawet jednego złego słowa? Mhm, jasne. Wiem, że to fantastyka, ale bez przesady.
To nie ma sensu.Dziewczyny się przyjaźnią, a potem nagle wybucha jakaś dziwna nienawiść i jedna z nich bez oporu katuje drugą. Niby wspominasz coś o bólu i współczuciu, ale w takim razie zrobiłaś z bohaterki genialną aktorkę.
„Czasem podejrzewał ją o nielegalne handle (...)” Handle powiadasz?
„Zmrużył brwi i przyspieszył tempa (...)” Chętnie się dowiem, jak wyglądają zmrużone brwi.
„Widział, jak się z czegoś nabijali, cieszyli”.No tak, bo jeden czasownik określający to samo nie wystarczy.
To wtedy już znali Sectumpsemprę?
Hm... Najpierw na nią napada, a potem się do tego przyznaje. I to jeszcze sama się wychyla. Jaki w tym sens? Kto tak postępuje?
Numer siedem.
Czarne kudły spokojnie opadły na twarz kobiety zasłaniając większą część policzków. Nie mogę z tych kolokwialnych kudłów, no nie mogę.
Dziewczynka uśmiechnęła się delikatnie wspominając wieczory z ciepłym kakaem i „Małym Księciem” czytanym przez tatę. KLIK.
Trochę przesadziłaś z tym listem. Jedenastoletnie dziecko ma już zdecydowanie inną psychikę, tym bardziej dziewczynka (bo dziewczynki dojrzewają szybciej, coby nie było wątpliwości).
I jeszcze Goyle coś powiedział! Przecież jego funkcja to stanie za Malfoyem i nabijanie się z jego żartów, a nie głoszenie własnych.
Hermiona, gdyby mogła zapewne by się zaśmiała. Niemniej jednak nie czuła swoich kończyn. Wiem, co miałaś na myśli, ale w pierwszej chwili zabrzmiało to tak, jakby śmiała się kończynami. 
Mimo to chcemy dać ci jeszcze jedną szansę. Jeśli nie przeżyje, to ty będziesz ją miała na sumieniu Aha. No cóż. Teoretycznie mówią prawdę. Prawie zabiłaś człowieka, ale damy Ci szansę. Najwyżej będziesz ją miała na sumieniu.
Nadal nie rozumiem motywów Hermiony ani wątku Voldemorta. Może w ósemce?
Niedługo otworzy te swoje czekoladowe oczy i będzie po sprawie (...) Który chłopak tak gada w rozmowie z kumplem (nie uwzględniając Rona po Amortencji)?
Nie no błagam. Cały akapit poświęcasz Hermionie, co jednoznacznie wskazuje na to, że Harry jest nią co najmniej zainteresowany, a chwilę później piszesz prosto z mostu, że ten „zadurzył się w siostrze rudzielca”. Tak znikąd. Ginny, kocham cię. Za chwilę zmienia zdanie i już woli Hermionę. A to wszystko w ciągu kilku linijek tekstu. W ciąży jest czy co?
Mhm, nadzieje okazały się złudne. Widzę tutaj pewną sprzeczność, którą z przyjemnością podzielę się w podsumowaniu. Czas przeczytać (na tę chwilę) ostatni rozdział dziewiąty.
Złapała za pościel i zrobiła serię wdechów i wydechów”. — Czyli oddychała? Że też autorzy nie piszą stawiała lewą nogę na ziemi, po czym odrywała od niej prawą, i tak w kółko”.
Że jak? Przebudza się w środku nocy, wychodzi na korytarz i ucieka na zewnątrz (idąc tylko jednym korytarzem, bo przecież Skrzydło Szpitalne znajduje się na parterze). Normalnie cudowne ozdrowienie i przypływ weny. Nie ma co.
Mimo wszystko jedna rzecz jej nie pasowała. W Wieży Gryffindoru było za jasno (...)” — Ma rację. Zapalone światło w środku nocy jest dziwniejsze niż latanie po błoniach w szpitalnej koszuli i cieszenie się z życia.
Ociekając przezroczystą cieczą przeszła po bordowym dywanie”. — Nie sil się na patos. Bardzo cię proszę. Przezroczysta ciecz, serio?
— Jak się czujesz? — palnął nagle szokując tym siebie, jak i dziewczynę”. — Faktycznie dziwne, zważywszy na to, że właśnie wybudziła się ze śpiączki.
Czemu tu siedzisz? Chyba już późno”.



Wiesz budząc się z rudymi włosami na twarzy zorientowałam się, że był u mnie Weasley (...)” — Ale... jak???
Napastniczka dostała jeszcze parę ciosów w klatkę piersiową, a zaraz potem dziewczyna wyciągnęła swoją różdżkę”. — Szczerze to trochę się gubię, kto kogo napastuje, a kto się broni.


Nie potrafię uchwycić głównego wątku tego opowiadania, mimo że jestem już po dziewiątym rozdziale. Po przeczytaniu opisu myślałam, że cała ta zamiana domów (mimo że naciągana) okaże się mieć duży wpływ na akcję; teraz jednak jakoś go nie dostrzegam. Wynikło z tego jedynie bogactwo znajomości. I tak Hermiona przyjaźni się ze Ślizgonką, która postanowiła ją zaatakować.
I która jest tak pozbawiona charakteru, jak to tylko możliwe. To znaczy charakter ma, ale niczym niezbyt rozgarnięta dziewczyna z gimnazjum. Pali fajki, chodzi na fleki, przeklina i ogólnie zachowuje się tak bardzo rebel. Ma jakieś powiązania z ciemną stroną mocy i robi to wszystko nie bez powodu, ale jedyne, co w tej kwestii wiem, to to, że... nic nie wiem. Hm. Wygląda na to, że Hermiona jest dla nich osobą niebezpieczną lub z jakiegoś powodu interesującą. Dlaczego? Tego też nie wiem. Z jej strony pokazałaś tylko jedną krótką i niczego niewyjaśniającą rozmowę z Dumbledorem.
Hermiona z dziwną pogardą traktuje Harry'ego i Rona. Ron wyraźnie czuł zafascynowanie jej osobą, ale cała ta ekscytacja przeszła na Harry'ego, bo podobno masz pisać Harmione. Co jest trochę dziwne, zważywszy na fakt, że Potter zadurzył się w Ginny.
Twój styl jest ciężki. Wplatasz w opisy zbyt wiele kompletnie niepotrzebnych szczegółów, a Twoje synonimy (przezroczysta ciecz?) brzmią sztucznie. Musisz uwzględniać, kto i kiedy podrapał się po głowie, jaki kolor miał dywan, po którym ktoś szedł... A jakoś niespecjalnie troszczysz się o opisy przeżyć wewnętrznych. Może dlatego tak niewiele wiem o Hermionie jako głównej bohaterce, poza tym, że jest niekanoniczna i źle się uczy, co sprowadza jej matkę do szkoły. Która, notabene, nie daje jej opieprzu, tylko pociesza, jakby ta uderzyła się w paluszek. Również Snape pożywił się chyba zbyt dużą ilością Prozacu, bo zamiast traktować ją opryskliwie, tylko toleruje jej opryskliwość.
Za to zbyt kanoniczne są opisy wydarzeń. Ściągasz sceny i dialogi z filmów. Bo nie wierzę, że to czysty przypadek, co najwyżej podświadomość. Nie sugeruj się gotową twórczością, twórz własną.
Narracja. Klękajcie narody! Zachowujesz się jak dziadek opowiadający wnukom jakąś luźną historyjkę z przeszłości. Nie zwracaj się do czytelników, bardzo Cię proszę. To wcale nie budzi zainteresowania, ale wzbudza śmieszność. Pozostań w roli narratora wszechwiedzącego, a jeżeli masz jakieś uwagi lub informacje do przekazania, zrób to pod rozdziałem.
Podsumowując — musisz popracować nad rozwojem opowiadania. Nie przeciągaj wątku zbyt długo, bo to — zamiast trzymać w napięciu — robi się irytujące. Naprawdę chciałabym wiedzieć, po co przywołujesz osobę Bellatrix czy Voldemorta oraz po co są te wstawki. Nie mówię, że musisz wszystko od razu wyjaśnić, ale weź się za to, bo czytanie o rozterkach miłosnych Harry'ego traci cały urok, kiedy reszta tekstu to niezrozumiały ciąg wydarzeń.
A przecież mogłabyś zrobić z tego całkiem ciekawe opowiadanie. Masz już fundamenty. Zaczęłaś kilka wątków i chyba zbyt dużo wzięłaś w tym momencie na siebie — zmienianie domów, historię Ślizgonki, miłość, relacje Hermiony, wątek Puchona, cały ten czarnomagiczny mistycyzm, Umridge... W efekcie wszystko jest pozaczynane, ale nie tworzy kompletnej całości. Złącz puzzelki. W dobrym stylu, bez wstawek do czytelników i  przeładowanych opisów. Powodzenia.

19/50


3. Poprawność

Prolog

Zgniotła kartkę i wrzuciła ją wprost do kosza, który stał w kącie. Właśnie teraz siedziało w nim masę papierów i połamanych ołówków.
— Oho. Nastąpiła personifikacja albo chociaż animizacja ołówków i papierów.

Nie potrafiła się skupić i jedynie zagryzła wargę kręcąc się smętnie na krześle.
— Przecinek przed imiesłowem.

(...) aż tyle trudności, co dzisiaj.
— Bez przecinka.

Schowała twarz w dłonie.
— W dłoniach.

(...) wszyscy mają wątpliwości, co do powrotu do Hogwartu.
— Bez przecinka.

Harry siedział na krześle w kuchni czytając Proroka Codziennego.
— Zjadło Ci cudzysłów. Przecinek przed imiesłowem.

Na przeciwko niego siedział nie kto inny (...)
— Naprzeciwko.

Harry ignorując go całkowicie zatracił się w lekturze.
— Harry, ignorując go, całkowicie zatracił się w lekturze albo Harry, całkowicie go ignorując, zatracił się w lekturze. Ewentualnie możesz wsadzić Harry'ego w środek.

(...) choć sam nie wiedział, dlaczego
zaczął martwić się o to (...)
— Przecinek po dlaczego. Czemu przerzuciłaś do następnej linijki?

(...) niż bezlitośnie mlaskającym pulchnym "dzieciaczku".
— Na czymś innym niż (kto? co?). To nie cudzysłów. Dalej błąd się powiela, dlatego nie będę go wypisywać.

Przecież to nie ma podstaw to jest...
— Przecież to nie ma podstaw, to jest..

Jeśli wspieracie tego chłopaka tylko dlatego, że "przeżył" to naprawdę jesteście godni siebie (...)
— Mówi się „siebie warci”. Jeśli wspieracie tego chłopaka tylko dlatego, że „przeżył”, to...

Kiedy Potter zobaczył ten krótki wywiad cicho się zaśmiał.
— Kiedy Potter zobaczył ten krótki wywiad, cicho się zaśmiał. (To, że zamienisz zdania składowe miejscami, nie znaczy, że przecinek znika.)

Był ciekawy, czy ten człowiek, który wypowiedział się w artykule nie był pod zaklęciem (...)
— Był ciekaw, czy ten człowiek, który wypowiedział się w artykule, nie był pod zaklęciem...

(...) wszedł po schodach na górę zostawiając Dudley'a, wuja i ciotkę Petunię samych (...)
— Dudleya. Przecinek przed imiesłowem.

(...) opadł na łóżko spoglądając na pusty kufer stojący w rogu.
— Przecinek przed imiesłowem.

Tak bardzo żałował, że nie mógł użyć teraz magii.
— Teraz?

Pokaż Swój Sekret..
— Spójrz, oto instruktaż:
. — to jest kropka
: — to jest dwukropek
... — to jest wielokropek
.. — a to jest błąd.

Witajcie Czarodzieje!
— Witajcie, Czarodzieje!


Rozdział pierwszy

Brązowowłosa wstała niechętnie z łóżka cicho ziewając.
— Przecinek przed imiesłowem.

Po chwili jednak w jej głowie zapalił się wielki napis głoszący "Hogwart" (...)
— To nie cudzysłów.

Odziała się w dość ekspresowym tempie (...)
— Tempo nie może być dość ekspresowe. Albo ekspresowe jest, albo nie. Może być za to dość szybkie.

Uśmiechnęła się do mamy, która stała nad patelnią smażąc naleśniki. Jej tata spokojnie czytał gazetę, ale kiedy Hermiona usiadła na szerokim fotelu od razu się oderwał.
— Przecinek przed imiesłowem i przed od razu się oderwał (wtrącenie). Kogo tata? Mamy?

Tak dużo myśli kłębiło się teraz w jej głowie, ale kiedy jej usta utonęły w przepysznym syropie klonowym wyłączyła się całkowicie.
— Tak wiele myśli (...), że (...) <-- to byłaby poprawna konstrukcja. Jej, jej — powtórzenie. Znów zabrakło jednego przecinka.

Gdy posprzątała po sobie poszła do łazienki umyć zęby (...)
— Gdy posprzątała po sobie, poszła do łazienki umyć zęby...

Cicho westchnęła i po paru minutach siedziała w samochodzie wciąż myśląc o przyjaciołach (...)
— Teraz znowu przeskakujesz, jakby westchnienie miało bezpośredni wpływ na to, że chwilę potem już siedziała w samochodzie. Przecinek przed wciąż myśląc.

że nie chciała ani na chwilę w nim pozostać. Chciała (...)
— Nie chciała, chciała — powtórzenie. Chyba że miało wyjść artystycznie.

Nie znała się na czarnej magii (...)
— Dlaczego tę czarną magię zaznaczyłaś kursywą i jeszcze dodatkowo innym kolorem?

Dopiero, kiedy tata popchnął ją w stronę ogromnej, na pozór pustej ściany przytuliła swoich rodzicieli (...)
— Bez przecinka. Za to zabrakło go przy wtrąceniu.

Razem z Krzywołapem wbiegła wprost w brukowaną ścianę chwilowo wstrzymując oddech.
— Przecinek przed chwilowo wstrzymując oddech. Choć to raczej oczywiste, że chwilowo. Inaczej się nie da.

Potem było już lekko - Znajdowała się na Peronie 9¾.
— Po co wielka litera? I dlaczego „lekko”? To dywiz, a nie pauza.

(...) Znajdowała się na Peronie 9¾. Początkowo znowu czuła się, jakby miała jedenaście lat i po raz pierwszy znalazła się (...)
— Znajdowała się, znalazła się — powtórzenie.

(...) ona zmrużyła brwi przewracając teatralnie oczami.
— Przecinek przed imiesłowem.

Kiedy udało jej się znaleźć miejsce bardzo blisko wejścia spojrzała bojaźliwie na chłopaka i cicho się zaśmiała.
— Kiedy udało jej się znaleźć miejsce bardzo blisko wejścia, spojrzała (dlaczego bojaźliwie, schizofrenia?) na chłopaka i cicho się zaśmiała.

Gdy chciała usiąść w przedziale ktoś złapał ją za barki obdarowując pocałunkiem w policzek.
— Gdy chciała usiąść w przedziale, ktoś złapał ją za barki, obdarowując pocałunkiem w policzek.

Harry wpatrywał się w okno czekając (...)
— Przecinek przed imiesłowem.

Zaraz potem usiadł przed nim Weasley czerwony, jak godło Gryffindoru.
— Zaraz potem usiadł przed nim Weasley(,) czerwony jak godło Gryffindoru.

(...) zapytał hamując śmiech.
— Przecinek przed imiesłowem. Lepiej: powstrzymując.

Przykro mi, ale nie wiem o kim...
—  „Mówisz” w domyśle, a więc przecinek przed o kim.

(...) choć wiedział, że to nie może skutkować niczym dobrym to nie mógł wybić sobiez głowy cmentarza, który odwiedził rok temu.
— ...choć wiedział, że to nie skończy się dobrze, to nie mógł wyrzucić z pamięci (wybić sobie z głowy to można głupi pomysł) cmentarza, który odwiedził rok temu.

(...) to od tamtego czasu nikt nie traktuje go poważnie.
— Mylisz czasy.

Wyskoczył na przód chcąc kupić kilka czekoladowych żab.
— Wyskoczył naprzód, chcąc kupić kilka czekoladowych żab.

(...) wylała się na białą koszulę dziewczyny na przeciwko.
— Naprzeciwko.

(...) spojrzała na plamę. Potem spojrzała na niego (...)
— Spojrzała, spojrzała — powtórzenie.

Odpłacę Ci się za to, zobaczysz!
— Nie ma potrzeby pisać zwrotu grzecznościowego wielką literą, to nie list.

Wrócił do siebie wstrząśnięty tą całą sytuacją.
— Wrócił do siebie, wstrząśnięty całą tą sytuacją.

(...) ale Weasley go zignorował. Zastanawiało go, dlaczego (...)
— Go, go — powtórzenie.

W prawdziwe wszyscy byli bardzo ciekawi (...)
— Wprawdzie.

Miała do siebie żal za to (...)
— O to.

(...) otworzyły się cicho skrzypiąc.
— Przecinek przed cicho skrzypiąc.

W prawdzie Granger nie chciała jej słuchać, ale słowa, jakie wypowiedziała od razu zwróciły jej uwagę.
— Wprawdzie Granger nie chciała słuchać, ale słowa, jakie tamta wypowiadała, od razu zwróciły jej uwagę.

O co w tym chodzi, nie rozumiem (...)
— To pytanie? Czy oznajmienie?

(...) siedząca przy stole ślizgonów (...)
— Ślizgonów.


Rozdział czwarty

Nic dziwnego, natłok wczorajszych wydarzeń wywarł na niej okropne samopoczucie. 
— Wywrzeć to można wpływ albo nie wiem, wrażenie. Ale nie samopoczucie — ono może zostać przez coś wywołane, czymś spowodowane.

Przetarła zmęczone oczy i cicho ziewnęła przeciągając się ospale.
— Przecinek przed imiesłowem.

Ani trochę nie zdziwił ją fakt (...)
— Jej.

Spojrzała na kalendarz, jak i na plan lekcji radośnie stwierdzając (...)
— Spojrzała na kalendarz i na plan lekcji, radośnie stwierdzając...

Pomimo tego, że dziewczyna uwielbiała zatracać się w książkach czasami przerastały ją prace domowe, czy zadania, które dostawała podczas lekcji. 
— E? A co to za sklejka? Rozdziel mi to na dwa zdania. Bez przecinka przed czy.

Wstała z łóżka drapiąc się po głowie (...)
— Przecinek przed imiesłowem.

(...) weszła do łazienki zabierając ze sobą szczotkę i ubrania (...)
— I znów.

(...) szczerze powiedziawszy rzuciłaby się jeszcze na łóżka i spałaby )...
— Nie wiem po co to ten wstęp; przypominam Ci Twoją rolę jako narratora (+W tej formie po nim powinien być przecinek). Jeden raz zaznaczyłaś tryb przypuszczający — wystarczy.

(...) ale silna wola nie pozwalała opuścić jej zajęć.
— Zmieniłabym szyk: nie pozwalała jej opuścić zajęć.

Uczesała swoje kosmyki w trochę nie dopracowanego wysokiego kucyka (...)
— Mówisz, że czeszesz włosy czy swoje kosmyki? No właśnie. Niedopracowanego — partykułę „nie” z imiesłowami przymiotnikowymi piszemy łącznie.

(...) na przypieczętowanie dzisiejszej katorgi ziewnęła przecierając swoją zaspaną twarz.  
— Pomijając fakt, że to strasznie plastikowe — przecinek przed imiesłowem.
(...) kilogramów tapety, jak Lana, czy inne dziewczyny ze Slytherinu to (...)
— Zrób z tego wtrącenie: (...) kilogramów tapety, jak Lana czy inne dziewczyny ze Slytherinu, to...

Wtedy się zaczęło, one powróciły, wątpliwości.
— W tej formie to brzmi pokracznie.
1) Wtedy się zaczęło, wątpliwości powróciły.
2) Wtedy się zaczęło — one powróciły. Wątpliwości.
Polecam opcję pierwszą.

Czy poradzi sobie?
— Czy sobie poradzi?

Pomimo tego, że Tiara Przydziału nie kazała jej wybierać to i tak Hermiona wiedziała (...)
— Pomimo tego, że Tiara Przydziału nie kazała jej wybierać, to Hermiona i tak wiedziała...

(...) i pokierowała się do Pokoju Wspólnego.
— Sama sobie alfą i omegą, turystą i przewodnikiem...

Granger wyskoczyła na korytarz mało nie zabijając się na schodach.
— O mało. + Przed tym również przecinek.

Wpadła do lochów już nie zważając na włosy wpadające jej do oczu i kiedy znalazła się przed salą od Obrony Przed Czarną Magią drzwi się rozpłynęły.
— Wpadła do lochów, już nie zważając na włosy wpadające jej do oczu, i kiedy znalazła się przed salą Obrony Przed Czarną Magią, drzwi się rozpłynęły.

Hermiona otworzyła szeroko oczy nie mogąc uwierzyć (...) 
— Przecinek przed imiesłowem.

(...) wspięła się na schody próbując dotrzeć do gabinetu dyrektora.
— Dyrektora? Przed chwilą była przed salą lekcyjną. Przecinek przed imiesłowem.

Nagle pod jej nogami znalazła się ciemność, a ona spadała nie mogąc złapać oddechu.
— Zaczęła spadać. A ciemność... hm... pojawiła się? Imiesłów...

W końcu zatrzymała się w połowie przytrzymywana przez czyjąś rękę.
— Przytrzymana. Przecinek przed imiesłowem.

Spojrzała w górę wypuszczając głośno powietrze.
— I znów...

(...) zawołała uradowana Hermiona próbując wspiąć się (...)
— Przecinek przed imiesłowem.

Ta, natomiast wyszczerzyła się (...)
— Po co ten przecinek?

(...) podała jej dłoń zagryzając mocno dolną wargę.
— Za to tutaj powinien być. Zgadnij gdzie.

Kiedy Granger miała postawić nogę na płycie poczuła (...)
— Kiedy Granger miała postawić nogę na płycie, poczuła...

(...) i znowu wisiała w powietrzu uczepiona jedynie rękoma.  
— Zawisła. Imiesłów...

(...) krzyknęła z rozpaczą błagalnie patrząc na brunetkę (...)
— ...krzyknęła z rozpaczą, błagalnie patrząc na brunetkę...

Nawet jeśli by ci się udało to wszystko okiełznać on jest silniejszy (...)
— Nawet jeśli by ci się udało to wszystko okiełznać, on jest silniejszy...

Kiedy nie rozwiązała konfliktu lub miała w głowie zasiane ziarno niepewności czy strachu poddawał jej sny, koszmary, zwidy. 
— Kiedy nie rozwiązała konfliktu lub miała w głowie zasiane ziarno niepewności czy strachu, podsuwał (?) jej sny, koszmary, zwidy.

Przetarła swoje zmęczone oczy i zeszłą z łóżka spoglądając na kalendarz (...)
— Zeszła. Imiesłów!

Jak bardzo potrzebowała teraz rady Evan'a czy Lany.
— Evana. To tak jak z Ronem. Poza tym, początek zdania wskazuje na wykrzyknienie.

(...) Hermiona poczuła jeszcze większe przygnębienie i smutek. Tak naprawdę czuła się (...)
— Poczuła, czuła się — powtórzenie.

(...) a Evan, puchon, po prostu nie ma dla niej czasu.
— Czasy! Puchon to nazwa własna. Tak jak Gryfon, Ślizgon i Krukon.

Granger zeszła ze swojej pościeli nie ścieląc jej dokładnie (...)
— Ale najpierw zeszła z pościeli, a potem jej nie uścieliła (bo nie mogła jednocześnie schodzić z pościeli i jej ścielić), tak więc użycie imiesłowu jest tutaj błędne.

Kiedy chciała nacisnąć na klamkę drzwi automatycznie sunęły w jej stronę (...)
— Kiedy chciała nacisnąć na klamkę, drzwi zaczęły automatycznie sunąć w jej stronę...

Szatynka złapała się za nos głośno sycząc (...)
— Imiesłów...

Jeśli chcesz pójdziemy szybko (...) 
— Jeśli chcesz, pójdziemy szybko...

(...) odwzajemniła jej gest zabierając ubrania (...)
— Imiesłów...

Gdy wyszła z łazienki razem z Ginny udały się (...)
— Gdy wyszła z łazienki, razem z Ginny udały się...

Po paru minutach szatynka siedziała na łóżku zakryta parawanami wciąż krzycząc.
— Po paru minutach szatynka siedziała na łóżku, (wtrącenie nie jest potrzebne) wciąż krzycząc.

To było naprawdę nie przyjemne uczucie (...)
— Partykułę „nie” piszemy łącznie z imiesłowami pochodzącymi od przymiotników.

(...) wykrzyknęła podnosząc głowę do góry i wstrzymując powietrze.
— Przecinek przed imiesłowem... Czuję się jak zacięta płyta. A jak można podnieść głowę w dół, huh?

Szatynka ruszyła do przodu zostawiając rudą w tyle.
— Imiesłów...

Zatrzymała się przy zakręcie i wypuściła głośno powietrze zsuwając się po ścianie. 
— Ekhem...

(...) przyzwyczajona była do ludzi ze Slytherinu oraz Ravenclaw'u.
— Co to za dziwna odmiana? Ravenclawu.

(...) dostrzegła uśmiechniętego Evan'a podnoszącego dwa kciuki.
— ...dostrzegła uśmiechniętego Evana, podnoszącego dwa kciuki.

(...) która siedziała znudzona delikatnie się do niej szczerząc.
— Delikatnie to mogła się uśmiechać. Jak ktoś się szczerzy, to się szczerzy. Banan na twarzy. Plejada zębów. I tyle. Przecinek przed delikatnie.

Drogie Hermiono Granger, teraz to ty decydujesz.
— Drogie Hermiono Granger?

(...) powiedziała nieśmiało zakładając kosmyk włosów za ucho.
— Imiesłów...

(...) a sami Krukoni szczerzyli się szeroko.
— Po co to „sami”? I znów — jak inaczej mogli się szczerzyć?

Młody Weasley spuścił delikatnie głowę w dół (...)
— A jak można spuścić głowę w górę?
Nie tylko on liczył na posiadanie Granger'ówny w swoim Domu.
— Grangerówny.

Nie tylko on liczył na posiadanie Granger'ówny w swoim Domu. Lana Black ścisnęła widelec i potraktowała nim drewniany stół, a Evan Levine po prostu z utęsknieniem patrzył na miejsce, gdzie przed chwilą siedziała.
— Kto przed chwilą siedział? To wcale nie wynika z poprzednich zdań.

Dopiero, gdy ktoś trzasnął ją w policzek otworzyła oczy.
— Dopiero gdy ktoś trzasnął ją w policzek, otworzyła oczy.

Powiadom proszę Zrzędę.. (...)
— Instruktaż:
. — to jest kropka.
: — to jest dwukropek.
... — to jest wielokropek.
.. — a to jest błąd.

To jest, Profesor McGonagall.
— Przecinek niepotrzebny.

Oczywiście nie myślcie, iż naprawdę poszła do pokoju.
— Grr...

(...) pobiegła w stronę gabinetu dyrektora Albus'a Dumbledore'a mając nadzieję (...)
— Imiesłów. Albusa.



Rozdział szósty

Przełknęła głośno ślinę i wyprostowała się patrząc prosto w oczy nauczyciela.
Przecinek przed imiesłowem.

Przepraszam profesorze Snape (...)
Przepraszam, profesorze Snape.

(...) zapytał i oparł się dłońmi o ciemne biurko. Jej wzrok napotkał Lanę (...)
Jej to znaczy Snape'a? Nie? No to ups.

Jej wzrok napotkał Lanę, która siedziała uśmiechając się złośliwie.
Hm. No raczej, że siedziała. Nie musisz tego zaznaczać. + W tym wypadku oczywiście musiałby wystąpić przecinek.

Sądzę, że nie powinien pan wtykać swojego długiego nosa w nie swoje sprawy (...)
Brzmi znajomo. Nieswoje.

(...) prychnęła wciąż mierząc swoją byłą przyjaciółkę wzrokiem.
Przecinek.

W prawdzie mogła już sobie odpuścić te zajęcia. Po chwili jednak przypomniała sobie, co powiedziała do Ginny Weasley.
Wprawdzie. Chociaż to trochę średnio pasuje, nie sądzisz? Wprawdzie coś, ale coś. Nie widzę tu takiej konstrukcji.

Hermiona była usprawiedliwiona.
Uśmiechnęła się delikatnie i usiadła na przedostatnim schodku. Nie była zaskoczona, że nikt jej nie szuka.
Czasy... Była, nie była powtórzenie.

Mimo wszystko myślała nad tym, czy przypadkiem Snape nie powie nikomu o tym porannym incydencie.
Tym, tym powtórzenie.

Przymknęła na chwilę oczy uśmiechając się delikatnie.
Przecinek.

Podniosła się z posadzki i nie dowierzając zmierzyła postać wzrokiem.
Podniosła się z posadzki i, nie dowierzając, zmierzyła postać wzrokiem.

(...) zawyła lekko przestraszona jej obecnością.
...zawyła, lekko przestraszona jej obecnością.

Podeszła do niej szybko łapiąc za ramię rodzicielki.
Podeszła bliżej i szybko złapała ją za ramię.

(...) nie mogąc wyjść z szoku brązowooka wytarła spocone ręce o czarne rajstopy.
...nie mogąc wyjść z szoku, brązowooka wytarła spocone ręce o czarne rajstopy.

Spuściła delikatnie głowę wbijając wzrok w podłogę.
Przecinek.

Ja się poprawię obiecuję (...)
Ja się poprawię, obiecuję...

(...) zawołała podnosząc jej podbródek.
Przecinek. Po co miała wołać, skoro stały obok siebie?

Przytuliła się do rodzicielki ciesząc się, jak głupia.
Przytuliła się do rodzicielki, ciesząc się jak głupia.

Gdy pani Granger miała odpowiedzieć szatynce powietrze przebiły głośne krzyki uczniów.
JEJ odpowiedzieć. Gdy pani Granger miała jej odpowiedzieć, powietrze przebiły głośne krzyki uczniów.

Ten dzień zaczynał być bardzo poplątany nawet, jak na świat magii.
Ten dzień zaczynał być bardzo poplątany, nawet jak na świat magii.

Stanęła przed lustrem i ochlapała swoją twarz zimną wodą.
No a czyją, jak nie swoją?

Potrzebowała czegoś, co ją rozbudzi, a lodowata ciecz była najlepszym rozwiązaniem.
Co my, na chemii jesteśmy? Albo na fizyce? Ciecz. No błagam.

Gdy dziewczyna nachylała się nad porcelaną ktoś wszedł do pomieszczenia całkowicie bezszelestnie.
Gdy dziewczyna nachylała się nad porcelaną, ktoś całkowicie bezszelestnie wszedł do pomieszczenia.

Gdyby Hermiona mogła na nie spojrzeć zapewne od razu by ją rozpoznała.
Gdyby Hermiona mogła na nie spojrzeć, zapewne od razu by ją rozpoznała.

(...) z mieszaniną bólu z nienawiścią wolno się zbliżała.
Z mieszaniną bólu i nienawiści. (Mieszanina to coś więcej niż jeden składnik.)
By the way:

Zdezorientowana Gryfonka przywarła mocno do ściany krążąc wzrokiem po łazience.
Przecinek.

— Odsuń się Lana (...)
Odsuń się, Lana.

(...) fuknęła także mierząc w brązowooką.
...fuknęła, także mierząc w brązowooką.

Podszedł do jej napastniczki i złapał w talii odsuwając od Granger (...)
Przecinek.

(...) skuliła się nie zauważając wystawionej w jej kierunku różdżki.
...skuliła się, nie zauważając skierowanej na nią różdżki.

Najgorszy jednak był fakt, że był to dopiero początek dnia (...)
Był, był powtórzenie.

Miała długie czarne, jak noc włosy (...)
Miała długie, czarne jak noc włosy...

Lana Black nie była złą osobą. (...) Tak naprawdę była naprawdę ładna.
Nie była, była powtórzenie.

Był pogrążony w myślach o tej dziewczynie (...)
O, znowu.

Nagle, jakby na zawołanie zza rogu wyszła czarnowłosa wraz z Malfoy'em i jego grupką.
To wtrącenie przecinki z obu stron. Malfoyem.

Kiedy zniknęli z jego pola widzenia zaczął przeszukiwać korytarze.
Kiedy zniknęli z jego pola widzenia, zaczął przeszukiwać korytarze.

Hermiona leżała w brunatnej krwi płacząc w ostatku sił.
Myślałam, że w zielonej! Przecinek.

Szatynka ledwo żyła szepcząc coś o zaklęciu raniącym.
Przecinek.

Evan nie czekając dłużej pobiegł do opiekunki Gryfonów martwiąc się o przyjaciółkę.
Evan, nie czekając dłużej, pobiegł do opiekunki Gryfonów, martwiąc się o przyjaciółkę.

Co ty tu robisz chłopcze?
Co ty tu robisz, chłopcze?

W prawdzie przejął się tą sytuacją, ale nie okazywał tego za bardzo.
Wprawdzie.

Brunetka stała z opuszczoną głową nerwowo zagryzając wargę.
Brunetka stała z opuszczoną głową, nerwowo zagryzając wargę.

Minerva ruszyła do wyjścia ignorując skruszoną ślizgonkę.
Minerva ruszyła do wyjścia, ignorując skruszoną Ślizgonkę.

Mała szatynka zaśmiała się głośno wyrzucając z szafy swoje sukienki.
Przecinek.

(...) czuła niechęć do zabaw w Pokazy Mody.
Dlaczego napisałaś to wielką literą? To żadna nazwa własna, po prostu określenie zabawy dwóch dziewczynek.

A ty Lana? Co chcesz robić, jak dorośniesz?
A ty, Lana? + Lepiej: gdy dorośniesz.

(...) zapytała przewracając się na brzuch.
Przecinek.

Ich dziecięce marzenia mnożyły się i mnożyły ciesząc siedmioletnie dziewczynki.
Ich dziecięce marzenia mnożyły się i mnożyły, ciesząc siedmioletnie dziewczynki.

(...) przyłożyła do swojej piersi kręcąc się wokół własnej osi.
Przecinek.

(...) zaczęła skakać po łóżku udając latanie.
Przecinek. Lepiej: udając, że lata.

Wspomnienia trafiły w jej serce mocno je raniąc.
Jej, je powtórzenie. Przecinek.

Evan, McGonagall, Weasley oraz ona w szybkim tempie podążali do skrzydła szpitalnego.
A to już jest nazwa własna.

Panno Black prosiła będę o zjawienie się u dyrektora (...)
Panno Black, proszę o... Albo ewentualnie „muszę prosić”.



Rozdział dziewiąty

Kręciła się na łóżku szpitalnym mrucząc coś pod nosem.
— Imiesłów.

Jej głowa stała się taka ciężka... Przez pewien moment nie mogła nabrać za powietrza. W końcu udało jej się odetchnąć i dzięki temu mogła rozpoznać miejsce, w którym się znajdowała
— Kto, jej głowa? (+ Powtórzenie słówka „jej”.)

Czuła gorąc, a po jej czole spadło (...)
— A co to jest gorąc?
Czując rosnącą gulę w gardle zsunęła stopy na lodowatą kafelkową podłogę.
— Czując rosnącą w gardle gulę, zsunęła stopy na lodowatą kafelkową podłogę.

(...) dzięki któremu dostała się na błonie.
— Na błonia.

W prawdzie chwilę jej to zajęło (...)
— Wprawdzie.

Wybiegła na świeże powietrze potykając się o własne stopy.
— Imiesłów.

Kiedy blask księżyca oświetlił jej bladą twarz opadła na kolana śmiejąc się głośno.
— Kiedy blask księżyca oświetlił jej bladą twarz, opadła na kolana, śmiejąc się głośno.

Już nie obchodziło ją to, że ktoś może ją usłyszeć.
— Ją ją ją ją ją ją...

Nawet nie interesował ją padający z nieba deszcz.
— Ją ją ją ją ją ją ją ją...

Schowała twarz w dłonie, kiedy weszła przez dziurę w ścianie. 
— W dłoniach.

W prawdzie Gruba Dama nie była przychylna do wpuszczenia jej do środka (...)
— Można być przychylnym czemuś/komuś. A nie do czegoś/do kogoś. WPRAWDZIE!

— Potter? — zawołała mrużąc oczy.
— Imiesłów.

— Jak się czujesz? — palnął nagle szokując tym siebie, jak i dziewczynę.
— Imiesłów. I siebie, i dziewczynę albo zarówno siebie, jak i dziewczynę.

(...) odparła spuszczając wzrok.
— Imiesłów.

(...) energicznie przytaknęła uśmiechając się sztucznie.
— Imiesłów.

Wiesz budząc się z rudymi włosami na twarzy zorientowałam się, że był u mnie Weasley (...)
— Wiesz, budząc się...

(...) a zaraz potem zapadła dręcząca dwójkę cisza.
— Dobrze, że napisałaś o tej dwójce, myślałabym, że ktoś się zdublował czy coś.

Po prostu wybiegłam ze Skrzydła Szpitalnego na błonie.
— Jutro znowu tam wrócisz — wzruszył ramionami, a Granger zmrużyła brwi.
— Dokąd, na BŁONIA czy do szpitala?

(...) a gorąc momentalnie buchnął jej w twarz.
— Nie mogę z tego Twojego gorąc.

Nie często miałam możliwość usiąść na dywanie(...)
— Nieczęsto.

(...) poczuć się, jak w domu.
— Bez przecinka.

(...) nie pozwalało mi żyć, jak normalni ludzie.
— Ale Harry to jeden człowiek... Bez przecinka.

(...) i w prawdzie nie wychodziłem z niej za często.  
— Po kiego tutaj to WPRAWDZIE?

Nie było mowy o czymś takim, jak „rodzinny obiad” lub jak ty to powiedziałaś „ciepło kominka”.
— Nie było mowy o czymś takim jak „rodzinny obiad” lub, jak ty to powiedziałaś, „ciepło kominka”.

Tak, Panna-Wiem-To-Wszystko-Granger kompletnie zamilkła.
— Co wy macie z tym „Panna-Wiem-To-Wszystko”? Jakie „TO”? No jakie?

Którego ślizgona obchodziłby „Bliznowaty sierota”?
— Ślizgona (wielka litera).

(...) a ona poczuła rosnącą gulę w gardle.
— Rosnącą (gdzie?) w gardle (co?) gulę.

Ale nie jestem tylko ze Slytherinu, prawda? — sarknęła, a Potter przekręcił teatralnie oczami.
— Że jak? Po co miałaby sarkać?

Nie jestem, jak oni.
— Bez przecinka.

— Co masz na myśli? — zapytał zielonooki, uśmiechnęła się pod nosem.
— No tak, te dwa zdania sklejone w jedno po wypowiedzi bohatera zaiste idealnie ze sobą współgrają.

Jej policzek dalej płonął z bólu jej zadanego.
— Czy naprawdę nie słyszysz/nie widzisz, jak beznadziejnie to brzmi? Pomijając powtórzenie...

Skrzywiła się i podniosła wzrok do góry.
— No skoro podniosła to raczej nie w dół, prawda?

Brunetka czując podniecenie i złość tylko kopnęła ją w podbrzusze (...)
— Proponuję zrobić wtrącenie: Brunetka, czując podniecenie i złość, tylko kopnęła ją w podbrzusze...

— Mów, kto cię przysłał! — wydarła się i zamachnęła patykiem.
— Może kłodą od razu.

Strzeliła palcami podążając w stronę Hogwartu.
— W sensie teleportowała się? W takim razie „podążała” to niezbyt szczęśliwe określenie.

No bo, kogo obchodziła?
— Szczyt estetyki to to nie jest... Poza tym — bez przecinka.

(...) usiadła na zgniło zielonej pościeli.
— Zgniłozielonej. To odcień. Tak samo jak ciemnozielony albo butelkowozielony.

Kiedy się obudziła od razu poraziło ją światło.
— Kiedy się obudziła, od razu poraziło ją światło.

Poczuła, jak coś w niej pęka i mimo wszystko nie powinna tak bezczynnie siedzieć.
— Że jak?

Kiedy chciała do niej podbiec łańcuch uniemożliwił jej drogę.
— Lepiej: Chciała do niej podbiec, ale łańcuch uniemożliwił jej ruch.

Zdezorientowana krzyknęła głośno budząc tym kobietę.
— Imiesłów.

(...) odparła McGonagall, a ona schowała twarz w dłonie. Nauczycielka zostawiła ją pośrodku Pokoju Życzeń.
— Kogo? Lanę?

Złapała się za pierś, by stępić ból.
— Może stłumić?

Śmierciożercy starali się odciągać ją od tego tematu za każdym razem, kiedy o tym wspominała. W pewnym sensie czuła się z tym dobrze. Nie wracała do tego, miała ważniejsze rzeczy
— Za dużo zaimków.

Kochała go, jak każda córka i bała się, że może już nigdy go nie spotkać.
— Jak każda córka kocha swojego ojca.

W wejściu stała jakaś krótko włosa blondyna.
— Krótkowłosa blondynka.

(...) spytała próbując zamaskować swój płacz.
— Imiesłów.

(...) lecz zaraz potem je zamknęła szybko do niej podchodząc.
— Imiesłów.

Znasz kogoś takiego, jak Evan Levine (...)
— Bez przecinka.
    

Podstrona „Historia dziennika”

(...) dyrektor Albus Dumbledore daje dziewczynie możliwość zmieniania domów, co roku
— Bez przecinka.


Podstrona „Kim jestem?”

Przyspieszasz tempa chodu (...)
— Przyspieszasz. Po prostu. Albo przyspieszasz kroku. W tej formie musiałabyś napisać zwiększasz tempo chodu, a  to brzmi głupio. 

Zauważasz, że nie jest dosyć wysoka. Zakładasz, że ma około stu sześćdziesięciu centymetrów wzrostu.
— Dobra, bez przesady. Zauważasz, że nie jest dosyć wysoka, może mieć najwyżej sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu.

Tu trylogia Więźnia Labiryntu, Baśniobór, Mariah Mundi oraz Girl Online — kończy, a ty marszczysz brwi. 
— Cudzysłowy Ci zjadło.

(...) nie jest tak sławny, jak Lwa.
— Nie jest tak sławny jak Dom Lwa.

(...)  widzisz, że mocno ściska naszyjnik na swojej szyi. Dziewczyna zauważa twoje spojrzenie. Nic nie mówi tylko przyspiesza kroku.  Współczujesz jej, ale nie okazujesz tego. 
— Ee? Ale czego współczuję? Że ściska naszyjnik? Straszne, doprawdy.

Podchodzisz i czytasz, co jest na nim wygrawerowane. „Tak naprawdę jestem nikim”
— I kropkę też zjadło. Głodna byłaś?




Poprawność nie jest Twoją mocną stroną. Zacznę od przecinków, bo masz z nimi chyba największy problem. Na początek coś prostego.
  • Wyszłam z domu, gdy przestało padać.
W tym zdaniu postawimy przecinek przed spójnikiem „gdy”, co jest dość oczywiste i wynikające z odgórnej zasady.
  • Gdy przestało padać, wyszłam z domu.
Tutaj zamieniliśmy zdania składowe kolejnością, ale nadal wymagają one rozdzielenia przecinkiem.
Poza tym — imiesłowy. Notorycznie nie stawiasz przecinków przed imiesłowami przysłówkowymi, podczas gdy te w większości przypadków powinny się przed nimi znaleźć. Imiesłowy przymiotnikowe nie zawsze tego wymagają, zachowują się podobnie jak przymiotniki.
Dialogi. Zasada numer jeden: jak ktoś coś powiedział, odpowiedział, krzyknął itp. to zrobił to małą literą i bez kropki, o. Polecam lekturę artykułu na ten temat (KLIK).
Zdarzały Ci się błędy ortograficzne (WPRAWDZIE PISZE SIĘ ŁĄCZNIE!), zazwyczaj związane z pisownią łączną i rozdzielną. Gdzieniegdzie wkradła się literówka, czasem budowałaś niekoniecznie logiczne i przemyślane zdania.
Polecam czytać rozdział przed publikacją. Kilka razy. Do skutku. Z pewnością wyłapiesz dzięki temu część błędów. Póki co ich nadmiar przeszkadza w czytaniu każdemu, kto przykłada dużą wagę do poprawności — czyli każdemu świadomemu czytelnikowi. Trzy zasady sukcesu w tej dziedzinie:
  1. Praktyka
  2. Praktyka
  3. Praktyka.

Powodzenia.

12/25


4. Ramki

Pergaminy to spis treści. Karty z czekoladowych żab mówią o bohaterach (uff, dziękuję, bez tego nie wiedziałabym, kim są postacie z HP! Tylko dwie ostatnie mają jakiś sens, chociaż idei tej podstrony i tak nie popieram). Przy Kim jestem? miałaś chyba zanik weny twórczej, za to przy Historii dziennika (czyt. bloga), Verisaterum (takie trochę informacje, tyle że za długie, by widniały na głównej) i Klubach Quidditcha (bez apostrofu) Ci wróciła. Jednolitość, bardzo proszę!
Cieszę się, że zaznaczyłaś niekanoniczność swojego opowiadania. Przynajmniej wiem, na czym stoję. Całkiem interesujący ten Twój opisik, chociaż pomalowanie na czerwono kolejnego napisu chyba sygnalizuje nadejście czwartego motta...
Ramka „Najczęściej czytane” jest kompletnie bezsensowna, skoro prowadzisz opowiadanie. Nikt nie wejdzie Ci w najczęściej otwierany rozdział, bo i tak nie będzie nic z niego rozumiał. Już lepiej dać zwykły spis rozdziałów na stronie głównej.
Popieram za to rameczkę na górze po lewej. Na pewno przydatne dla czytelników.
A, i nie oceniono Cię na WS. Przynajmniej nie w momencie, gdy wpisałaś tak na podstronę. Ktoś źle zrozumie i będzie szukał ocenki jak głupi. No miejże litość!

3/5


5. Punkty dodatkowe

+ Za bardzo ładną historyjkę w „Kim jestem?”. Niezbyt optymistyczny to opis, ale ciekawy i oryginalny. Nie sposób go nie docenić.


Zdobyłaś 39,5/89 punktów
Ocena: słaby (2)

Matuchno, dopiero teraz znalazłam chwilę, by to sprawdzić. Chociaż, zważywszy na to, co napisałam na początku posta, jakoś nie czuję się winna. Mam nadzieję, że w przerwie świątecznej coś podziałam z nową oceną, bo jak na razie nie wiem, w co ręce włożyć.
Pozdrawiam!

2 komentarze

  1. Do cytowania używa się albo kursywy, albo cudzysłowu, nie obu na raz. A potem masz dobrze... Co taka nagła zmiana?

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie to nie wiem, w treści nie lubię, jak mi się wszystko miesza, a w poprawności tak czy owak mam entery... jakiś taki nawyk. :D A że w tym szablonie jeszcze dodatkowo kursywa robi się niebieska, to to mocno widać... hm.

    OdpowiedzUsuń

Aktualności

Mrs. Mayhem pomyślnie
ukończyła staż. Pojawiła się jej
pierwsza ocena
:) Gratulacje!
Blogi zgłoszone przed Fuzją: 1
Blogi zgłoszone w 2016: 4
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Zbieramy pierwsze lajki ;)
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.