...zajmuje się ocenianiem literatury w sieci.
Stukasz w klawiaturę i chcesz porozmawiać o swoich wypocinach?
A może wolisz poszukać znajomych adresów w archiwum?
Czuj się jak u siebie i baw się dobrze!

POZNAJ NAS

Aktualności



Oceniający


Jest nas wielu i różnimy się od siebie jak tylko można, więc na pewno znajdziesz w naszym gronie osobę, która bez trudności oceni twój materiał.
wybierz



Zgłoszenia

Chciałbyś zgłosić swój tekst do oceny? Wystarczy umieścić swoje zgłoszenie w księdze zgłoszeń. Pamiętaj, aby przedtem przeczytać regulamin.
księga zgłoszeń
Autor:
Etykiety: ,

[37] ocena bloga: zasnute.blogspot.com

5 września 2015
Adres bloga: Zasnute
Autorka: Lilits 
Tematyka: opowiadanie fantastyka, dramat, romans
Oceniająca: Dafne 


1. Pierwsze wrażenie i grafika

Zasnute skojarzyło mi się z firanką, ale to trochę spaczona wizja. Ogólnie jednak słowo to ma przyjemny wydźwięk, przywodzi na myśl coś filigranowego, delikatnego, otoczonego lekką mgiełką. Nie wiem, co i czym będzie u Ciebie zasnute, ale adres klasyfikuje się jako wpadający w ucho i łatwy do zapamiętania.
Napis na belce to cytat. Prawda ci to, ale dlaczego pogniewałaś się na stary, dobry polski cudzysłów?
Nie powiem, z czym kojarzy mi się kolorystyka bloga. Darowałabym sobie ten żółty w tytułach ramek. Brąz i czerwień jeszcze do siebie pasują, nawet jeśli nieubłaganie kojarzą się z jesienią. Nagłówek chyba miał być melancholijny. Dziewczę odwróciło głowę i patrzy w... no właśnie, w co? Pełno tutaj latarni, jakichś krzaków i fioletowych kwiatów, które pasują do całości jak miska do herbaty. Jeszcze te mądre angielskie napisy w tle. Wkomponowanie w resztę szablonu również na poziomie. No cóż, nie wszystko musi być idealne.
Mimo to jestem ciekawa, o czym piszesz. Jakoś na pierwszy rzut oka nie mogę tego zgadnąć. Dowiaduję się tylko, że opowiadanie jest prowadzone w dwóch czasach. Okropnie mi się to nie podoba, no ale dobrze, eksperymentuj, nie zabronię Ci. 

6/10 


 2. Treść

Osiem rozdziałów. Przeczytam oczywiście wszystko, prócz ostatniego, którego prosiłaś nie oceniać.
Ale chyba nie zbetuję niczego, bo na blogu zgłoszonym do ocenialni włączono blokadę kopiowania treści. Hm, bardzo to logiczne. Szkoda tylko, że zatrzymało mnie na całe dwa dni.
Pierwsze co rzuca mi się w oczy po załadowaniu prologu to irytujący brak wcięć w akapitach. No cóż. Krótki tekst pisany z perspektywy dwóch różnych postaci. Już teraz wiem, że będzie mnie to denerwowało (po coś jest narracja trzecioosobowa), ale nie będę chwalić (dobra, w tym wypadku krytykować, ale cii) dnia przed zachodem słońca.
„Odetchnęłam głęboko, od zawsze zakochana w tej specyficznej woni, gdy wokół ostatnie z liści, leniwie poruszane wiatrem, powolnie spadały ku ziemi”. — Jak pachną spadające liście? Chętnie się dowiem. Mogło chodzić Ci o zapach jesieni, ale w takim razie mogłaś ująć to inaczej.
„Zrobiłbym wszystko — niski głos zadudnił dookoła, wprawiając moje ciało w dobrze mu znane, przyjemne drżenie. — Wszystko, by tego nie robić”. Zrobiłbym wszystko, by tego nie robić. Trochę masełko.
„(...) a chwilę potem przemoczony płaczem policzek”. A nie przemoczony łzami? Płacz to czynność.
„Niestety byłam przekonana, iż bez względu na to, jaką decyzję podejmę, nie zmienię już tego, co się wydarzy”. 

Odkrywcze.
Niewiele się rozjaśniło. Wygląda na to, że dwoje kochanków z jakiegoś powodu musi się rozejść. „Ostatnia przytomna myśl pojawiła się, kiedy echo wspólnych miesięcy zaczęło znikać, zastąpione czystą, kredowobiałą kartą”. — Fragmenty takie jak ten bardzo mi się podobają, są obrazowe i nietuzinkowe, chociaż echo znika samo z siebie, a nie dlatego, że zostaje zastąpione. Takie natomiast: „Każda wspólna chwila była warta tego bólu. Teraz wystarczy mi, że będzie żyć, niczego więcej nie pragnę” trącają banałem i nie wywołują we mnie żadnego współczucia czy poruszenia. Mam więc bardzo mieszane uczucia, zastanawiam się jednak, co będzie dalej. Pora to sprawdzić w jedynce.
Oho, przenosimy się kilka miesięcy wstecz. Nie przeszkadza mi to w rozdziale pierwszym, ale mam nadzieję, że podróże w czasie nie staną się Twoją tendencją, bo łatwo będzie się w nich pogubić.
„Znów westchnęłam, ciężej tak myślę, a może jednak lżej?” Ciężej tak myślę? To bez sensu, nie wspominając już, że stanowi pomieszanie czasów.
„Drżącą dłonią odgarnęłam wciąż opadające na policzki mleczno-brązowe włosy”. Mleczno-brązowe? Mlecznobiałe okej. Ale jak wygląda mleczno-brązowy? Masz na myśli kolor czekolady mlecznej? Czemu nie po prostu „czekoladowe”?
„Pogłębiające troską bruzdy zapewne ponownie przecinały czoło i zbledniałą bliznę (...)” Pogłębiające troską bruzdy? Chodziło Ci zapewne o to, że troska te bruzdy pogłębiała, natomiast z zapisu wyszło, że to bruzdy coś pogłębiają... tylko co?
„(...) gdy ślady przeszłości niestrudzenie nacierały na zmęczony wszystkim umysł”. Zmęczony wszystkim umysł?
Pierwsza część rozdziału poświęcona jest głównie retrospekcjom i rodzinnym problemom Lilly. Podobał mi się szczególnie początek, motyw zegara ważniejszego od dziecka na pewno odznacza się większą oryginalnością niż ten o zapracowanym ojcu. Tak czy owak, przedstawiłaś sytuację obrazowo. Nie wiem jeszcze, jakie ma to znaczenie dla opowiadania, zwłaszcza po tego typu prologu, ale na pewno przyjdzie mi się dowiedzieć.
„(...) niecierpliwy głos Soni zwrócił uwagę na nią”. — Nieporadnie napisane. Zniecierpliwionym głosem Sonia zwróciła uwagę innych na siebie. Czy coś w ten deseń.
„Spojrzałem ku górze, przywołując wszelkie siły do siebie”. — Zmęczony wszystkim umysł, teraz jakieś wszelkie siły... To. Nie. Brzmi. Chyba że to ja mam dziwne pojęcie estetyki.
„Typowa czerń mych źrenic pod wpływem pobudzonej mocy zajaśniała czystą bielą”. A jaka czerń źrenic jest nietypowa?
Przechodzimy do Aarona i cała rodzinna aura znika, ustępując miejsca ogniu, wojskowym butom i dziwnemu napięciu. Jestem zagubiona. Nie wiem, o co chodzi i jak Lilly ma się do Aarona. Ciekawi mnie, dokąd przeznaczenie ma go doprowadzić i o czym pomyślał, wpatrując się w spadającą gwiazdę. Zagadki się piętrzą. Do romansu dochodzi fantastyka. Chyba że romans to tak na zmyłkę w prologu.
„„Człowiek poważny” nie marzy, nie śni, nie wyobraża sobie”. — Kolejny godny uwagi fragment. Wplatasz je w zwykłe opisy i dzięki temu nadajesz im nieco kolorytu, jednocześnie unikając zbędnego patosu.
„Zesztywniałe palce nieprawnie pocierały wychłodzoną skórę”.


O mój Boże. Pocieranie skóry palcami jest niezgodne z prawem.
„Pokój był duży, większy od reszty. W epicentrum postawiono potężne łoże wykonane zapewne z najdroższego drewna, jakie można odnaleźć”. — Epicentrum pokoju brzmi śmiesznie. Podobnie jak odnalezione drewno.
„Do końca nie wiem, jak długo stałam w tej pozycji”. Nie do końca wiem to znacznie lepsza alternatywa.
Ostatni fragment nie przyniósł żadnego rozjaśnienia. Czuję na razie jedynie litość i współczucie wobec Lilly, Aarona natomiast jestem bardzo niepewna, co nie jest dziwne, zważywszy na to, że mieszka w puszczy z przyjaciółmi, którzy tak jak on władają jednym z żywiołów. Nie mam pojęcia, jak skojarzysz tych dwoje bohaterów pochodzących z zupełnie innych światów. Na razie jedyne, co ich łączy, to (prawdopodobnie) wpatrywanie się w tę samą gwiazdę. Zobaczmy, co w dwójce.
Aaron twierdzi, że przed czymś ucieka. Przed czym? Tego nie wiem. Mara została przez kogoś skrzywdzona. Okej. Szkoda tylko, że na razie na dobre nie znam żadnego z bohaterów, a już wtrącasz jakieś ciekawostki z ich życia zapewne ważne dla fabuły, ale na tym poziomie wtajemniczenia trudne do rozszyfrowania. Mam przez to wrażenie, że wiele rzeczy powinnam zapamiętać, ale ponieważ nie umiem ich z niczym powiązać, umykają mi. Boję się, że to będzie skutkowało późniejszym pogubieniem się w akcji.
To Gero, ten temperamentny, zranił i „stracił” (cokolwiek to tutaj oznacza) Marę. Powolutku, powolutku i może dojdziemy do sedna, o ile nie porzucisz tematu i nie zaczniesz pisać o czymś innym. Niestety zaczęłaś. Mimo że podoba mi się postać Soni — łagodnej dla natury i ostrej dla ludzi nie mogę się pogodzić z nagłym porzuceniem wątku. Uff. Wróciłaś do Gero. Niemal fałszywie oskarżyłam Cię o skakanie z wątku na wątek. Przechodzisz do Lilly i w gruncie rzeczy nie dowiedziałam się niczego nowego, ale mam już chociaż jakieś domysły. Gęsto rozbudowałaś swoją sieć bohaterów już na początku opowiadania, trudno mi wszystkich ze sobą skojarzyć, ale opisujesz poszczególne postaci na tyle wprawnie mam tutaj na myśli głównie fakt, że zamiast skupiać się na ich wyglądzie, od początku kreujesz charakter, czy to poprzez wtrącenia Aarona, czy to dzięki opisywanym drobnym sytuacjom że z każdym kolejnym fragmentem przychodzi mi to łatwiej. To najwyraźniej jedno z tych opowiadań, na których trzeba się skupić, by dobrze je zrozumieć.
W jaki sposób zginęli rodzice Lilly? Niecierpliwie czekam na moment, w którym się tego dowiem. Polubiłam postać Edwarda, jest taki ciepły i opiekuńczy, tworzy przyjemny kontrast w stosunku do matki i ojca dziewczyny.
„Przestańcie tak na mnie patrzeć” to najlepsza wypowiedź Lilly w tym opowiadaniu. Dziołszka nabiera charakteru. Może nie będą z niej tylko ciepłe kluchy. Przechodzę do rozdziału trzeciego.
Kiedyś traktowałam ją niczym przyjaciółkę. Była odmianą, zwrotem akcji w moim dość nudnym, monotonicznym życiu


Mała powtórka z matematyki na początek nowego roku szkolnego. To jest monotoniczność. Życie może być monotonne.
Już na początku Miley mnie zdenerwowała. W tej chwili myślę sobie, że już Edward bardziej zasługuje na miano przyjaciela. Ciągle pod górkę ma ta Twoja Lilly, już od prologu.
Podoba mi się pomysł z dawkowaniem informacji o wypadku, pobudza zainteresowanie dalszym ciągiem.
Szeroko rozwarłam zaczerwienione łzami powieki. Łzy nie powodują zaczerwienienia skóry, co najwyżej ich ocieranie. Same z siebie jedynie ją zwilżają.
Tego się nie spodziewałam. Dlaczego ktoś miałby w ten sposób nachodzić Lilly? Och. No tak. Wygląda na to, że obie jesteśmy głupie. Swoją drogą, to całkiem zastanawiające, że po tym wszystkim dziewczyna mieszka sama. Powiedziałabym raczej, że naturalną reakcją jej bliskich byłaby chęć bycia przy niej. Ktoś, kto tyle przeżył, nie powinien przecież zostawać sam. Nawet nie patrząc na możliwość napadu chociaż, jak widać, to całkiem realne — ale na jej stan psychiczny. No nic, tak czy owak została sama i masz babo placek.
— Cholera! — krzyknął damski bokser (...) Może i to adekwatne słowo w odniesieniu do kogoś, kto właśnie pobił dziewczynę, ale brzmi okropnie groteskowo w tej sytuacji.
Hm. Aaron nie jest normalny, to już wiem. Dziwi mnie tylko, że daje popis swojej siły i nadnaturalnych właściwości (bo kompletny brak wrażliwości na pocisk z pistoletu każdego powinien zadziwić), nie martwiąc się konsekwencjami. To ujawnienie. Z drugiej strony pewnie tak bardzo przeraził tych troje, że będą się bali później o tym rozmawiać.
Ale ten motyw z  kontrolowaniem oddechu naprawdę Ci wyszedł. Nie wpadłabym na coś takiego, mimo że to oczywiste zastosowanie żywiołu powietrza.
Tak czy owak, mam, co chciałam spotkali się. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden dość istotny szczegół. Lilly jest ledwo żywa. Aaron wnosi ją do pokoju Mary. A ona, chociaż powinna z trudem w ogóle otwierać oczy, chłonie wzrokiem pomieszczenie i zauważa takie szczegóły w jego wystroju jak koronkowe poduszki na łóżku. No nie, nie sądzę. Oto wada narracji pierwszoosobowej. Trzeba o niej pamiętać.
Dobrze, Aaronowi wróciło myślenie i pojął, że sprowadzanie jej tutaj w sam środek prowizorycznej fantastycznej osady nie jest najgenialniejszym pomysłem pod słońcem. Nietrudno się domyślić, że z jego zapewnień niewiele wyjdzie i dziewczyna będzie kimś więcej niż tylko bezbronną istotką, której trzeba pomóc i pozwolić wrócić do swojego życia. To nierealne, chyba że potrafią tam jeszcze modyfikować pamięć.
Kurczę, do zacnego grona narratorów dołączyli Mara i Gero. Nie podoba mi się to. Dwoje narratorów to już za świat, ale czterech? Więcej o tym w podsumowaniu, kiedy lepiej przyjrzę się wszystkim rozdziałom i będę mogła wydać bardziej obiektywny osąd, ale jak na razie... nie widzi mi się to.
Skierowałem kroki w stronę Aarona. Skąd wiedział, gdzie iść? Aaron był przecież w domu Mary, a ta zapomniała o tym wspomnieć.
Na tym kończy się trójka, przechodzę więc do czwórki. Nie do końca rozumiem znaczenie wstawki na początku rozdziału, ale być może przyjdzie mi to z czasem. Po chwili wracamy jednak do akcji właściwej, więc szybko wylatuje mi to z głowy.
„Kto to jest? — nieznacznie machnął dłonią w jej stronę.
— To jest... — zacząłem, lecz nie znając imienia ofiary, dodałem jedynie. — Kobieta.
— A więc one tak wyglądają — wykrzyknął z szokiem”.
To Ci wyszło. (Z tym że zamiast z szokiem powinnaś napisać zszokowany.)
„(...) przyglądała się dziewczynie z przedziwnym wyrazem na twarzy”.

Co do wycinka z gazety... Prenumerują ją, mieszkając w tym lesie? Fajna sprawa. W sumie ciekawi mnie, w jakim stopniu mają kontakt z rzeczywistym światem. Warto poruszyć ten wątek. Poza tym — to, czego użyłaś przy cytowaniu artykułu, to nie cudzysłów. Poprawny cudzysłów masz w linijce poniżej.
„(...) szepnęła Mara, ścierając spod oka niewidoczną nikomu łzę”. — A jednak on ją zauważył! Rzeczywiście nadnaturalne zdolności.
Okropnie użalają się nad losem Lilly. Rozumiem, że to, co przeżyła, jest straszne, ale miliony ludzi przeżywało lub przeżywa podobne sytuacje. Zachowują się, jakby nie znali życia i pierwszy raz mieli styczność z ludzkim cierpieniem.
Teraz już rozumiem znaczenie wizji, jakie nawiedziły Lilly. Dobry pomysł z ukazaniem sobowtóra. Złym pomysłem jest natomiast powielanie krzyku przy zmianie narratora. Raz wystarczy, naprawdę.
„Jeszcze nie tak dawno nieprzytomna dziewczyna obserwowała nas zaszklonymi, śpiącymi oczyma”. — Gdy ktoś jest nieprzytomny, ma zamknięte oczy, jak więc może się w kogokolwiek wpatrywać?
„— Powiedz — nie wiem, co przekonało ją do wyduszenia tego, byłem jednakże szczęśliwy, że powiedziała mi prawdę”. — Jeszcze nie powiedziała, zrobiła to dopiero linijkę później.
No proszę, wreszcie ktoś zainteresował się tym, że mieszka sama.
„Potrzebuję czasu, a jak na razie nikt wokół nie chce mi go dać!” — Matuchno, czemu nagle zaczęła krzyczeć?
„(...) spływając w stronę lekko uchylonych ust”. — Może jestem przewrażliwiona, ale na myśl przychodzi mi uchylone okno. Może „rozchylonych”?
Znów pojawia się ten patos. Wszyscy są tak strasznie przejęci losem tej dziewczyny, że to aż nieprawdopodobne. Jeszcze niedawno krzyczeli na Aarona, że nawiązał z nią kontakt.
Oho, dalej mamy fragment oznaczony jako „dodatek walentynkowy”. Sugerujesz w ten sposób, że powstał specjalnie z tej okazji, ale w zasadzie mógłby nie istnieć, bo nie jest ważny dla fabuły? Odniosłam inne wrażenie po jego przeczytaniu.
„Szybko założyłam czarne zakolanówki i jasnoróżową, prostą sukienkę za kolano”. — Te zakolanówki brzmią śmiesznie przy sukience za kolano.
Całkiem to romantyczne, chociaż nie do końca rozumiem, w jaki sposób oni wtedy się kochali i w jaki trójkąt zaplątała się Mara. Porzucam ten słodki nastrój i przełączam na piątkę.
Fajna sprawa z tym pokazem umiejętności na początku, szczególnie z odpływem tlenu. Pochwalić muszę Cię również za uwzględnienie w retrospekcjach także tych pozytywnych wspomnień o rodzicach — bez tego można by odnieść wrażenie, że byli oni nieidealni w każdym calu. Nawet jeśli, jak sama mówisz, później było tylko gorzej, dodałaś ich wizerunkowi naturalności.
Groteskowa scena z przebudzeniem Gero, choć muszę przyznać, że jeszcze bardziej zaaferowała mnie reakcja Mary, wyraźnie zmartwionej jego stanem. Chyba podświadomie im kibicuję.
To traci znaczenie, kiedy znów wplatasz w tekst retrospekcję. Dlaczego rodzice Lilly mieliby być zmuszeni do podjęcia tak drastycznego kroku? Zaintrygowałaś mnie, ale znów bawisz się w dawkowanie informacji. Kurczaki.
„Nagły, niczym niezapowiedziany, deszcz zaskoczył mnie, gdy przystanęłam w miejscu wcześniejszego ataku. Poczułam, jak słone krople, oblepiające moje włosy i ciało, upadają z hukiem na podłoże”. — Od kiedy krople deszczu są słone?
„Pod szyją, idealnie zawiany krawat, telepie się na prawo i lewo, gdy podchodzi do mnie”. — Pomijając przecinki (o tym później) — zawiany krawat? Przeziębił się od wiatru czy jak? Albo wszedł w stan upojenia alkoholowego? Poza tym, widzę tutaj pomieszanie stylów. Więcej w podsumowaniu.
„Oddycham spokojnym, jesiennym powietrzem, w którym wyczuwam początki zapowiadającej mróz zimy”. — Czy to nie mróz zwiastuje zimę, a nie zima mróz? To tak jakby powiedzieć, że lato jest oznaką i zapowiedzią gorąca.
Nie do końca rozumiem politykę dodatków (rozwinę to w podsumowaniu). I, tak szczerze, średnio widzę tę zmianę w sposobie pisania. Może jest zbyt subtelna, a może niezbyt znacząca. Zobaczymy, co w szóstce.
„Weszłam do ogromnej kabiny, pozwalając gorącej wodzie rozgrzać zmarznięte ciało i zamknęłam oczy, wsłuchana jedynie w szum uderzających o mnie i ziemię kropel. — Brała prysznic. W domu. W kabinie. W takim wypadku podłoga to lepsze określenie podłoża niż ziemia.
„Cicho zachichotałam, by, po niedługim momencie (...) — Moment długi być nie może. (KLIK)
„— Czego? — zagryza dolną wargę, znów zerkając na mnie.
— Co robiłam w lesie — mówi. — Nie chcesz wiedzieć?
— To nie wygląda jak wypowiedź jednej osoby.
„Nic nie wskazywało na zbliżającą się bardziej każdego kolejnego dnia zimę, gdyby nie opadłe wokół liście, mogłabym nawet pomyśleć, że jesień postanowiła ominąć to miejsce”. — Przed chwilą twierdziła, że czuła zapowiadającą mróz zimę.
„Przez krótką chwilę wydaję mi się, że jego tęczówki są popielate, a wręcz alabastrowe. — Przecież to są dwa różne kolory. A chwila jest krótka z zasady. (KLIK) Wydaje.
Przez prowadzącą od bramy ścieżkę przejeżdża hebanowy motocykl Ninja Kawasaki (zobacz), wioząc na sobie ubranego w ciemną skórę i równie czarne, jeansowe spodnie, mężczyznę. — NIE, NIE, NIE i jeszcze raz NIE. W książce nie ma załączników. Ani obrazków. Ani hiperłączy. A jednak jakoś to funkcjonuje. Gdyby ktoś sobie chciał sprawdzić, co to za motocykl, sam wpisałby sobie w Google. Lokowanie produktu jest jak najbardziej dopuszczalne, ale żeby odnośnik? Wywalić. Już.
Co? Gero ochroniarzem? W sumie to mogłoby być całkiem zabawne. Taki trójkąt. Chociaż nie życzę im tego, bo Mara zostałaby na lodzie.
Ostatni akapit dodatku spodobał mi się chyba najbardziej. Jako że odbieram go trochę jak równolegle prowadzoną historię, wypowiem się o nim w podsumowaniu. Tymczasem przechodzę do rozdziału siódmego — ostatniego, jaki mam ocenić.
Słońce powolnie chyliło się ku zachodowi (...) — Powoli. Bo to nie brzmi.
(...) szok odbił się w tęczówkach oczu (...) — A jeszcze w jakiejś innej części ciała mamy tęczówki? Chętnie poszerzę swoją wiedzę z zakresu biologii.
Cóż. Nagle pojawia się wątek jakiegoś nieznajomego chłopaka i, nie wiedzieć czemu, Mara i Aaron (swoją drogą, czemu akurat oni?) rzucają wszystko i wyjeżdżają nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co. Nawet się chłopak z Lilly nie pożegnał, no ja nie wiem. Trochę nie podoba mi się, że nagle koncentrujesz się wokół kilku wątków, a potem bezpardonowo wyjeżdżasz z kolejnym, nie zachowując żadnego płynnego przejścia, nie racząc niczego wyjaśnić.
(...) ze zniszczonej, niewielkiej apteki wychodzi zaledwie szesnastoletni chłopiec. — To zaledwie ma podkreślić wiek chłopaka czy fakt, że jako jedyny ocalał?
(...) choć nie tliło się w nich życie, one same płonęły czystym brązem”. — Bez sensu to „one same”, skoro cały czas mowa o oczach. Brąz średnio pasuje mi do płonięcia.
Tyle śmierci… — Całkiem zabawne brzmienie, zupełnie jakby śmierć była rzeczownikiem policzalnym. Występuje tutaj w charakterze synonimu do słowa „zgon”?
Nim oczyściłem głowę, próbując znaleźć rozwiązanie sytuacji (...) — Oczyszczać głowę (metaforycznie oczywiście) można z negatywnych myśli albo z myśli w ogóle, a przecież tutaj bohater usiłuje zrobić coś odwrotnego.
Hm, wygląda na to, że ów chłopiec dysponuje mocą, nad którą stracił panowanie, wobec czego musi zginąć lub „żyć od nowa”, cokolwiek to znaczy. Nie mam pojęcia, jakie znaczenie ma jego osoba dla fabuły opowiadania, ale jeszcze za wcześnie, by spekulować.
(...) gdy nieśpiesznie podchodziłam do stawu, przedziwnie spragniona jego wody. — A to zdanie jest dziwne. Och, wodo ze stawu, pragnę cię! (Dlatego podejdę powoli.)
Niczego nieświadoma zanurzyłam ramiona w tym morskim odcieniu (...) — W wodzie o morskim odcieniu, a nie w samym morskim odcieniu. Nie wiem, jak zanurzyć rękę w kolorze, to cecha fizyczna jakiegoś przedmiotu.
Tak cicho. W uszach, niczym echo odbija się ta cisza". — O co chodzi z tym pogrubieniem?
Gero… Już samo imię pomagało mi uspokoić nerwy i pewnie kroczyć (...) — We mnie to imię nie wzbudza poczucia bezpieczeństwa, ale jak uważasz. Można coś takiego odczuwać w stosunku do bliskiej osoby, ale Gero nie mógł jeszcze takową osobą być.
Nie spędziłam z nimi zbyt dużej ilości czasu. — Zbyt dużo czasu. Po co komplikować sobie życie? To dialog. Ma być naturalny.
(...) nadziewając jeden z paliczków palca na ostrą gałąź. — A paliczki gdzie jeszcze mamy?
A potem widzę ich w snach, takich dobrych i kochających i... — W dobrych i kochających snach?
Eee, co jest? Znów ten fragment z morską wodą w jeziorze i ciszą, tą ciszą... Czy to naprawdę konieczne, by powielać tę część tekstu? Dość sztuczny efekt, można było po prostu zrobić kontynuację.
*Lilly śni ten sam sen po raz kolejny, tym razem jednak nikt nie budzi jej przed końcem. — No ok, zorientowałam się. Bez tej powtórki nawet.
Cóż, wygląda na to, że dotarłam do końca. Czas na podsumowanie, choć niewiele rzeczy jeszcze nie zostało powiedzianych napisanych.


Twoja fabuła dopiero raczkuje, ale na szczęście wraz z kolejnymi rozdziałami nabiera tempa. Nie lejesz wody i chwała Ci za to. Skoro już zaczęłam od tej strony, z miejsca muszę Cię pochwalić. Mimo że masz dwoje głównych bohaterów, nie skupiasz się w swojej historii tylko na nich; prowadzisz jednocześnie kilka wątków, zgrabnie je przeplatając. Nawet sami bohaterowie nie zajmują się tylko sobą nawzajem: mają własne życie, swoje tragedie, swoje kłopoty. Wtrącasz gdzieś w tekst kilka zdawkowych informacji o innych postaciach, dzięki czemu kreujesz ich charaktery i wprowadzasz nowe wątki bez przyćmiewania tego głównego. Brawo. Jest tylko jeden problem: Dlaczego części o Soni nazywasz dodatkami? Czy ta bohaterka jest jakaś gorsza od innych, mniej ważna, taka „z doskoku”? Nie sądzę, by np. Mara była od niej ważniejsza.
Z drugiej strony jednak w momencie wprowadzenia dodatków powiększyło się również grono narratorów. Miałam dość duże obawy w związku z ciągłym zmienianiem narracji. Plusem takiego wyjścia jest duża mobilność akcji; bez problemu możesz przeskakiwać od jednego bohatera do drugiego, dzięki czemu czytelnik poznaje oba punkty widzenia u samego ich źródła. Równie dobrze mogłaś zastosować narrację trzecioosobową. Takie rozwiązanie byłoby lepsze, ponieważ gdzieś po drodze do głosu doszedł Gero, tam znów (dodatkowo?) Sonia... Skakanie z bohatera na bohatera z pewnością jest łatwiejsze, ale w mniejszym stopniu rozwija warsztat. Narrator pierwszoosobowy nie może być wszystkowiedzący i wszechobecny. Ty zaś nie uczysz się przez to operowania wydarzeniami i płynności w ich przedstawianiu. Poza tym narratorowi pierwszoosobowemu pewnych rzeczy robić nie wypada.
Spójrz chociażby na ten fragment: „Błyszczące gniewem oczy lśniły niczym gwiazdy na wieczornym niebie. Ze złością zacisnęłam wysuszone, mocno popękane usta, wbijając w nie równe, perłowe zęby. Poczułam metaliczny smak krwi”. Pozornie wszystko jest w porządku. W praktyce jednak bohaterka opowiada o tym, że jej błyszczące gniewem oczy wyglądały jak gwiazdy, a jej zęby miały perłowy odcień. Głupio przedstawiać samego siebie w ten sposób. Zauważyłam, że lubisz wprowadzać do opowiadania nieco patetyczny nastrój, używać mnóstwa epitetów i z precyzją opisywać zachowanie bohatera. Kolejny dowód na to, że pisząc w trzeciej osobie, byłoby Ci po prostu łatwiej, uniknęłabyś również tego irytującego wrażenia sztuczności i wymuszenia. Tworzysz bardzo rozbudowane opisy, mogłabyś dać popis swoich umiejętności. Teraz wygląda to tak, jakbyś próbowała silić się na poezję. Chyba nie o taki efekt chodziło. Oczywiście nie jest tak za każdym razem, czasem — głównie w bardziej neutralnych sytuacjach — świetnie się to sprawdza (przykłady powyżej). Również powyżej znajduje się dowód na to, że czasem kreatywność — której Ci nie odmawiam — Cię opuszcza (mowa o linku do motocykla). Cóż, zmienna jak pogoda.
Wróćmy teraz do tego zdania: „Pod szyją, idealnie zawiany krawat, telepie się na prawo i lewo, gdy podchodzi do mnie”. Przy całej tej patetycznej aurze poetyzmu (którą charakteryzuje się akapit) wrzucasz potocyzm „telepie się”. Mieszasz styl artystyczny z potocznym. To narusza zasadę harmonii stylistycznej. Tego typu błędy rzucają się w oczy, podobnie jak nadużywanie poetyzmów, do czego również momentami masz skłonności.
Mówisz, że eksperymentujesz. Całkiem to zrozumiałe, kiedy szuka się swojego stylu. Ponieważ jesteś świadoma zmieniania czasów i uprzedziłaś o tym czytelnika odpowiednią adnotacją na blogu, postanowiłam nie odejmować za to punktów (mimo że taka nagła zmiana potrafi zdezorientować). Odradziłabym jednak takich eksperymentów w jednym krótkim fragmencie, jak to miało miejsce w rozdziale siódmym.
Proszę, przyłóż się również do poprawności. Nie będę się tutaj nad nią rozwodzić, bo zrobiłam to w kolejnym punkcie oceny, ale muszę wspomnieć, że nadmiar przecinków znacznie obniża walory estetyczne opowiadania.
Co do bohaterów — ich przedstawianie to jedna z tych rzeczy, która wychodzi Ci najlepiej. Unikasz sformułowań typu: „Gero był bardzo temperamentny i miał silny charakter”, a nawet jeśli już się takowe pojawiają, to w towarzystwie opisów sytuacji, które te informacje potwierdzają. Tym bardziej zastanawiam się, po co Ci zakładka z postaciami. Naprawdę świetnie sobie radzisz z ich kreacją, nie potrzebujesz gifów i zdjęć  przestawiających postaci z „The Vampire Diaries" i innych takich.
Temu wszystkiemu towarzyszy aura tajemniczości i fantastyki. Świetnie ukazałaś ją przy pojedynku Aarona i Gero, gorzej natomiast z ostatnimi wydarzeniami. Zapewne kwestia czasu i pojawi się wyjaśnienie, kim jest chłopak i kim dokładnie jest Zarafi (choć to akurat chciałabym wiedzieć już wcześniej), ale nagły przeskok akcji i teleportacja z domu Lilly do zniszczonego miasteczka to raczej nieudany zabieg i przejaw braku płynności, a przecież tej umiejętności Ci nie brakuje. Ogólnie jednak obecność zjawisk paranormalnych i fantastyki dodaje opowiadaniu uroku i urozmaicenia oraz czyni je ciekawszym, bardziej intrygującym.
Cóż, to by chyba było na tyle. Trudno oczekiwać, byś nagle zmieniła narrację — i tak już trochę zamieszania z tymi czasami — ale spróbuj przynajmniej ograniczyć się do dwojga z nich. Radzę też wkomponować w opowiadanie wątek Soni, bo wyrzucanie historii jednego z bohaterów na margines raczej kiepsko o owym opowiadaniu świadczy, a także pohamować się z opisami. Zachowaj rozsądek. Pewne rzeczy (np. przemyślenia bohatera, sny, wspomnienia) mogą być utrzymane w melancholijnym nastroju, ale są granice, których nie należy przekraczać. Perłowe zęby narratora czy przyrównywanie własnych oczu do gwiazd to wystarczająco dosadne przykłady.
A, i bardzo ładnie proszę (Dafni — głos narodu), nie gniewaj się na wcięcia w akapitach. To bardzo dobre stworki są. I jakie ładne!

32/50


3. Poprawność

Prolog

Mężczyzna westchnął, pozwalając mu wymsknąć się, tylko po to (...)
Bez drugiego przecinka.

(...) usłyszałam tuż przed tym, nim poczułam jego usta na swoich.
Usłyszałam, nim poczułam jego usta na swoich. Samo „nim” wystarczy.

— Zrobiłbym wszystko — niski głos zadudnił dookoła, wprawiając moje ciało w dobrze mu znane, przyjemne drżenie.
(...)
— Skąd pewność, że będzie? — Cichy, znajomy głos dotarł do mnie zza pleców.
Brzmi podobnie, prawda? A jednak zapisałaś to inaczej. Dialogi, dialogi... KLIK.

Jednakże, nie jestem pewna (...)
Bez przecinka.


Rozdział pierwszy

Kilka miesięcy wcześniej,
Czemu z przecinkiem?

W tym momencie, wpatrzona w pokrytą złotem tarczę zastanawiałam się, kiedy zaczęłam patrzeć na naszą spuściznę w tak samolubny sposób?
To nie jest pytanie, tylko zdanie oznajmujące.

— Panienko — głos Edwarda przywołał mnie do rzeczywistości.
Błąd jak wyżej, kropka i wielka litera po myślniku.

— Panienko? — niepewnie zapytał, zdziwiony moimi zmiennymi zachowaniami.
Zachowaniem, ono jest jedno, po prostu się zmienia.

— Zawsze go nienawidziłam — zeszklonymi łzami oczyma spoglądałam na wygrawerowane tuż przy krawędzi słowo „Evans”.
Wielka litera po myślniku.

— Lilly — współczująco położył dłoń na barku, jak gdyby próbując zabrać ode mnie choćby część leżącego na nim ciężaru. — Jest mi tak przykro, tak bardzo przykro.
Tutaj możesz zapisać to jako wtrącenie i wtedy nie stawiać kropki na końcu wypowiedzi narratora, a wypowiedź bohatera zacząć małą literą. Możesz też postawić kropkę i zacząć wielką literą wypowiedź narratora. Ale obecna forma jest niepoprawna.

— Wiem — w końcu przeniosłam wzrok na niego, drżącym uśmiechem próbując dodać jemu, a może jednak sobie, otuchy.
Kropka i wielką literą po myślniku.

— Wszystkiego najlepszego panienko Lilly! — wesoły głos niskiej, krępawej służącej (...)
Wszystkiego najlepszego, panienko Lilly! Znów: wielka litera po myślniku!

(...) ależ ty rośniesz dziewczyno!
...ależ ty rośniesz, dziewczyno!

— Nie biegaj po domu! — ostry głos matki zatrzymał mnie w połowie schodów.
Kolejny błąd w zapisywaniu dialogów, wypisywanie ich po dwadzieścia razy nie ma większego sensu. Bez trudu znajdziesz resztę i poprawisz, stosując się do zasad wypisanych w podlinkowanym artykule. W razie wątpliwości napisz pod oceną, wyjaśnię dokładniej.

(...) prawą dłonią ledwo muskając poręcz, drugą zaś podtrzymując kraj seledynowej sukienki (...)
Jak prawą dłonią, to lewą zaś. Jak jedną ręką, to drugą zaś.

(...) spływają po barkach natychmiast oblepiając butelkowozielony (...)
...spływają po barkach, natychmiast oblepiając butelkowozielony...

Na długim, lekko zgarbionym nosie leżały lekko zsunięte okulary (...)
Lekko, lekko powtórzenie.

Stała na szeroko rozstawionych nogach z rękoma niecierpliwe założonymi przed sobą, jak często było w zwyczaju.
Co było w zwyczaju? Jak MIAŁ w zwyczaju.

(...) wszelkie siły do siebie. „Przybądź do mnie” — kusząco mruczałem w myślach, czekając na znajomą odpowiedź. Chwilę później wiatr zmógł się, uderzając we wszystko z ogromną siłą.
Siły, siłą powtórzenie.

Stopy delikatnie oderwane od gruntu trzymałem sztywno, przez lata ćwiczeń wiedząc, że jakikolwiek niepotrzebny ruch mógłby skończyć się dla mnie bolesnymi konsekwencjami.
Po latach ćwiczeń. To przez brzmi, jakbyś mówiła, że w tym okresie o tym wiedział, a nie, że wiedział o tym dzięki długości treningu.

(...) szczególnie w chwilach takich, jak ta!
Bez przecinka.

(...) skóra wciąż piekła jakby nadal wsadzona była w rozżarzone węgle.
Przecinek przed jakby. Jakby nadal była wsadzona... Hm... Może lepiej „jakby nadal tkwiła w rozżarzonym węglu”?

(...) jaśniała nikłym światłem lampek ją otaczających.
Na upartego można tak napisać, ale na Twoim miejscu zastanowiłabym się, czy szyk „otaczających ją lampek” nie brzmi przypadkiem lepiej i naturalniej.

(...) by niczym wojowniczka, strzegła wejścia do zielonego labiryntu
Jeśli to wtrącenie przecinek z obu stron. Jeśli nie żadnego przecinka nie potrzeba.

(...) powoli przeszłam na schody, automatycznie skręcając w lewy korytarz.
Nope. Najpierw szła po schodach, potem skręciła w korytarz. Błędne użycie imiesłowu.

(...) myślałam mocniej i mocniej zaciskając dygoczącą rękę.
...myślałam, mocniej i mocniej zaciskając dygoczącą rękę.


Rozdział czwarty

(...) otoczona drobnymi, śnieżnymi stokrotkami i makiem.
— Pierdyliard stokrotek i jeden mak, mam rozumieć?

(...) czując jak spięte mięśnie rozluźniają się (...)
— Przecinek przed jak.

Jasna, wyzuta z zadrapań i brudu, skóra błyszczała świeżością.
— Nie ma potrzeby robić z tego wtrącenia, gdy czyta się to zdanie na głos, pauza w miejscu drugiego przecinka po prostu nie pasuje.

Niewielkie, rzucające błyski, świetliki frywolnie błądziły przy wysokich, brązowo-oliwkowych krzewach.
— Tutaj ta sama sytuacja.

Ciągły śpiew, ukrytych wokół ptaków, nasilał się, to cichł (...)
— To nasilał się, to cichł. Wtrącenie niepotrzebne.

Pomiędzy rosnącą przy ścieżce roślinnością mignęło nagłe światło.
— Nagle.

Słyszałam je, zwielokrotnione w mojej głowie, powtarzające wciąż i wciąż "dom, dom".
— Dwukropek, poprawny cudzysłów i wielka litera.

Ostrożnie weszłam za nią, wychodząc z bocznego wejścia (...)
— Jak można wyjść z bocznego wejścia? I w ogóle wejść, wychodząc?

Piękna, ubrana w ciemnogranatowy kostium, kobieta o długich blond włosach (...)
— Znów.

— No bierz ją bohaterze, trzeba ją przenieść na zewnątrz.
— No bierz ją, bohaterze. Całkiem komicznie to brzmi. Ją, ją — powtórzenie.

Rozglądając się wokoło szukałem Soni.
— Rozglądając się wokoło, szukałem Soni.

Ona natomiast klęczała przy rozłożonym na ziemi, przed budynkami, kocu (...)
— Wywalić przecinki. Migiem.

Wciąż niezbudzona poruszała delikatnie głową, rzucając ją to w prawo to znów w lewo.
— Wciąż niezbudzona poruszała delikatnie głową, rzucając nią to w prawo, to znów w lewo.

(...) kącik jej ust uniósł się nieznacznie, rzucając nam krzywy uśmiech.
— Kącik jej ust rzucił im krzywy uśmiech?

— Skąd wiecie to wszystko!
— To pytanie.

Piętnastego dnia września, około godziny dziewiątej wieczorem (...)
— Piętnastego września.

(...) została znaleziona, w zniszczonym samochodzie marki Mercedes, przez grupę młodzieży (...)
— Bez przecinków.

(...) oprócz nich śmierć poniósł także Denny Merrol, kierowca drugiego pojazdu, jak się okazuje, było to srebrne, terenowe bmv.
— Rozbij to na dwa zdania. Nie bardzo rozumiem to „jak się okazuje”, przecież to wiadomo od razu, tak samo jak od razu zidentyfikowali markę samochodu rodzinnego. BMW.

Nie wiadomo jak udało się jej (...)
— Przecinek przed jak.

(...) dzięki doniesieniom informatorów, wiemy (...)
— Bez przecinka.

Nad artykułem widniało duże, biało-czarne zdjęcie leżącej w szpitalu (...)
— Może się czepiam, ale zawsze słyszę o czarno-białych, a nie biało-czarnych, zdjęciach.

(...) obserwując jak niewielkim tłuczkiem rozdrabnia zioła od czasu do czasu trzymając je nad ogniem.
— ...obserwując, jak niewielkim tłuczkiem rozdrabnia zioła, od czasu do czasu trzymając je nad ogniem.

Nigdy nie wiadomo co siedzi w drugim człowieku (...)
— Przecinek przed co.

Coś niepokojącego było w jej wzroku na tę chwilę.
— Na tę chwilę? W tamtej chwili.

Palce jednak przeszły przez ciało nie dotykając go.
— Palce jednak przeszły przez ciało, nie dotykając go.

(...) mając nadzieję, na zgubienie jej (...)
— Bez przecinka.

Musiała śnić o czymś strasznym, by ocknąć się w takim stanie.
— Skoro ocknęła się w takim stanie. Nie sądzę, by to było jej celem.

Tak, w ogóle jestem Mara a tam stoi Aaron.
— Tak w ogóle to jestem Mara, a tam stoi Aaron.

(...) zachęcając, by usiadła mi na barana.
— Weszła mi na barana. Chyba że Aaron ma barana i prosi ją, by na nim usiadła, ale to raczej niedorzeczne.

(...) napinając się łagodnie, gry stanąłem prosto. 
— Gdy.

(...) tuż pod jej kolanami, pomagając jej ułożyć ciało wygodnie.
— Jej, jej — powtórzenie.

Dziękuję Gero. 
— Dziękuję, Gero.

(...) wypracowaną latami przez nas ścieżkę.
— Wypracowaną ścieżkę? Może wydeptaną?

Wkroczyłem w pociemniały, przesiąknięty wodą i zielenią, las bez przeszkód.
— Po co ten drugi przecinek, no po co?

Śpiąca jeszcze przyroda skryta, w oparach bieli, oddychała wraz z drzewami (...)
— Albo tutaj... *jęk*

(...) drgnięcia niewidocznych dla oka roślinek, a także jej ciche, drżące westchnienia.
— Drgnięcia, drżące.

(...) wzruszyła ciężko ramionami, wdychając w zmęczeniu.
— Wzdychając.

— Powiedz — nie wiem, co przekonało ją do wyduszenia tego, byłem jednakże szczęśliwy, że powiedziała mi prawdę.
— Jeszcze nic nie powiedziała, zrobiła to dopiero linijkę później.

(...) ciemnoczekoladowe drzwi, stojące przy ogromnych schodach.
— Stojące przy schodach drzwi? Ale że jak, tak luzem?

Cicho odsunąłem lekko rozchylony, pochłaniający światło, materiał (...)
— Wywal ten drugi przecinek.

Nikogo wokół, oprócz nas, nie było (...)
— Naprawdę nie rozumiem, po co wpychasz wszędzie te przecinki...

(...) klatka miarowo unosiła się, to opadała.
— To unosiła się, to opadała.

(...) myśląc nad swoją przeszłością i życiem, jakie sprowadziło na mnie.
— Ale co to życie sprowadziło?

(...) i życiem, jakie sprowadziło na mnie. Ja także nie chciałem pomocy, aż zostałem sam. Te momenty odcisnęły silne piętno na moim życiu.
— Życiem, życiu.

Powinnaś byś… ostrożniejsza.
— Być.

Wstydziłam się, mojej rozmowy z tym dziwnym Aaronem (...)
— Bez przecinka.

Skąd nachodziły mnie tak głupie myśli? Czemu nie mogłam przestać wciskać w siebie więcej i więcej i dlaczego, na miłość Boską, Edward wciąż patrzył w moją stronę jak na szalonego człowieka.
— Na miłość boską. To pytanie.

(...) przyglądając się pochłanianym przeze mnie ilościom pokarmów.
— Pokarmu.

— Żadnych lekarz! — warknęłam.
— Lekarzy.

(...) nie wiem jak poskładać to w całość.
— Przecinek przed jak.

(...) a do mnie nawróciło wszystko.
—Powróciło, wróciło.

— Czy czego nie potrzebujesz?
— Czegoś. Naturalniej byłoby: „Czy potrzebujesz czegoś?”

— Ale obcy człowiek — zaczął.
— I nie skończył, więc aż prosi się o wielokropek.

„Nie ma niczego złego w prośbie o pomoc.”
— Źle cytujesz. Kropka po cudzysłowie.

— Nie mów, że się nie spodziewałeś tego.
— Że się tego nie spodziewałeś.

(...) a gardło zdarło nieprzerwane zawodzenie (...)
— Łatwo zgubić podmiot. Może warto pokusić się o stronę bierną?

Niczym dym moje ciało rozpłynęło się, kierując myśli w stronę naszej polany.
— Ciało skierowało myśli w stronę polany? Hę?

— Złośliwie — mruknąłem z krzywym uśmiechem.
— A nie „złośliwe”? W znaczeniu: „To było złośliwe”.

(...) krzyknęłam i chwytając za leżącą w przedpokoju torebkę, wybiegłam na zewnątrz.
— A to już można potraktować jako wtrącenie, wobec czego przydałby się jeszcze jeden przecinek.

Ostrożnie wyciągnęłam z niej (torebki) niewielki pakunek i przez pewien czas obracałam go w dłoniach.
— To dlaczego od razu nie napisałaś, że z torebki?

— Witaj śliczna (...)
— Witaj, śliczna.

(...) przywołały uśmiech na moich ustach.
— Przywołały uśmiech na moje usta.

(...) przyciągając wzrok wszelkich odwiedzających.
— Wszystkich. Albo po prostu odwiedzających. To wszelkich brzmi dziwnie.

(...) wpatrzona w migoczące przy każdym jego ruchu, refleksy.
— Bez przecinka.

(...) w stronę niewielkiej foto —budki.
— A ta spacja to po co? Jako łącznika używamy dywizu.

(...) zrozumiałam, że myśli o Tommy'm wyparowały.
— Tommym. (KLIK)

(...) znów spojrzałam w stronę młynu.
— Młyna.

— Jak sobie życzysz księżniczko (...)
— Jak sobie życzysz, księżniczko.

(...) ukłonił się przed mną (...)
— Przede mną.

(...) on zaś, w odpowiedzi ostrożnie pocałował mój lekko zaczerwieniony nosek.
— Bez przecinka. Kto mówi o swoim nosie „nosek”?

"Kocham cię" wyczytałem z tych pełnych (...)
— To nie cudzysłów. Myślnik po cytacie.


Rozdział siódmy


(...) a miejsce dnia zajęła, ogarniająca wszystko wokół noc.
Bez przecinka.

Temperatura gwałtownie spadła, zamieniając wydychające przeze mnie powietrze (...)
Wydychane.

(...) postać przyklękła przy mnie, wpatrzona z niepokojem.
Wpatrzona w co? Źle wygląda bez dopisku.

Rzeczywistość na nowo uderzyła we mnie, przypominając, kim jesteśmy i jakie obowiązki ciążą na każdym.
Na każdym z nas, prosi się dodać.

(...) nim znajoma postać pojawiła się przede mną, pytająco spoglądając.
Spoglądając na mnie pytająco o wiele lepiej się czyta.

Niespotykana wręcz cisza, otoczyła to miejsce,
Po co przecinek pomiędzy podmiotem a orzeczeniem? No po co? Ala, ma kota. Choć w Twoim wypadku byłoby to pewnie „Ala, ma, kota”, ale o tym później.

(...) zwiększał swą siłę, przy każdym kolejnym kroku.
Bez przecinka.

(...) co ukazywały jej jej myśli.
Jej jej jej jej jej jej jej...

(...) szeptała, brocząc stopami w błocie, jaki powstał po trzęsieniu.
TO błoto.

(...) potknęła się, upadając i mocząc dłonie w mule.
Najpierw się potknęła, potem upadła i zmoczyła dłonie w mule. Błędne użycie imiesłowu.

(...) podbiegłem, chwytając ją pod pachami i stawiając na nogi.
To samo.

Zatrząsnąłem jej ciałem, zmartwiony stanem, w jakim była (...)
Potrząsnąłem to lepsze słowo w tym miejscu. W jakim się znajdowała to zaś lepsze wyrażenie w tym miejscu.

Błękit nieba odbijał swą czystą niczym niezachwianą (...)
Błękit nieba odbijał swą czystą, niczym niezachwianą...

(...) wyzbyte od wszelkiej roślinności.
Wyzbyty z uczuć czy wyzbyty od uczuć? Hm?

Minęło kilka dni, od chwili (...)
Bez przecinka.

Wbrew tym pięknym obietnicom, chłopak zniknął (...)
Bez przecinka.

Tylko dziwny, kompletnie niezrozumiały sen pozostał w jego miejscu i złość.
Wywal tę złość z końca, sztucznie to wygląda.

— Dzień dobry, Panienko (...)
To nie list, żeby zwroty do adresata (hm, rozmówcy) wielką literą pisać.

Szalona przejażdżka na motocyklu jest na liście rzeczy, które zawsze pragnęłam spróbować (...)
Których.

(...) szczerząc śnieżne zęby w szerokim uśmiechu.
Śnieżnobiałe, śnieżny to może być skuter.

Ta osoba, ten człowiek w jakiś dziwny, niezrozumiały sposób sprawił (...)
Bo to wcale nie tak, że człowiek i osoba to synonimy. Skądże znowu!

Spojrzał w moją stronę z dzikim pragnieniem uczynienia ze mnie kolejnej ofiary swego gniewu. Spojrzał w moją stronę ze smutkiem (...)
Spojrzał w moją stronę, spojrzał w moją stronę.

(...) przytrzymując skronie, mruknąłem.
— Pomóż mi.
Mara ostrożnie przytrzymała jego dłonie (...)
Przytrzymując, przytrzymała. Ale skroni nie musisz przytrzymywać. Spokojnie, nie odlecą.

Masz na myśli "ich"?
To nie cudzysłów.

(...) pokręciłam, w zaprzeczeniu, buzią.
Co Ty masz z tą buzią? Głową pokręciła. Głową. (KLIK) Poza tym jak pokręciła, to wiadomo, że przecząc. Zbędne.

Wstałam, bez słowa kierując kroki w stronę niewielkiego labiryntu.
Najpierw wstała, potem poszła (skierowała kroki).

(...) bez słowa kierując kroki w stronę niewielkiego labiryntu. Za sobą słyszałam dosyć ciche, jak na taką osobę, kroki (...)
Kroki, kroki.

(...) i pomimo założenia na siebie jedynie grubych, cielistych rajtuz (...)
Rajtuzy same z siebie są grube. (KLIK)

Oni muszą być takimi cudownymi rodzicami" takie słowa słyszałam każdego dnia (...) 
Jakiś myślnik po cudzysłowie? Coś? Cokolwiek?...

(...) zadowolony głos Matthew, wywołuje przedziwne poruszenie (...)
Bez przecinka.

Z ciekawością rozglądam się po reszcie pomieszczenia, jest ono jednak dosyć puste.
Dosyć puste? Prawie puste jak już. Niemal puste.

(...) nie wiedząc jak ułożyć ciało. 
Przecinek przed jak.

(...) jedynie lekkie drżenie w piersi mi towarzyszy i...
Nieco pokraczny szyk.


Podstrona „O Autorce”

Czy kiedykolwiek zastanawialiście/łyście, jak pięknie pachną strony świeżo zakupionej książki?
A się to gdzie?

Spędziłam tak wiele czasu wątpiąc w siebie.
Przecinek przed imiesłowem.


Ramki

Rozdział Ósmy będzie zmieniany!
Czym rozdział ósmy zasłużył sobie na zapis wielką literą? 

Bardzo prosiłabym, by każda osoba, która czyta moją powieść także skomentowała, nawet jeśli to zwykłe "czytam".
Co skomentowała? To nie cudzysłów.


Nie popełniasz rażących błędów ortograficznych, ale znajomość tych zasad traci na wartości, kiedy weźmie się pod uwagę, że Twoja interpunkcja leży, kwiczy i błaga, żeby ją dobić. Zazwyczaj w tak krytycznych przypadkach blogerzy nie stawiają przecinków przed klasycznymi spójnikami (jak, który, gdy). Tobie też czasem się to zdarza, ale z reguły problem leży w nadmiarze przecinków. Oddzielasz nimi podmiot od orzeczenia, przydawkę od podmiotu, dopełnienie od orzeczenia i tak dalej, i tak dalej... Występowanie w zdaniu imiesłowu przymiotnikowego NIE RÓWNA SIĘ z wystąpieniem przed nim przecinka. To raz. Po drugie, nie powinno się robić wtrącenia z każdego dopełniania występującego w zdaniu, bo wypowiedzenie jednego takiego zdania z tyloma pauzami zajmie dwa razy więcej czasu niż normalnie. Spójrz na te przykłady:
1) „(...) w rękach trzymając, wypełnioną śniadaniem, tacę”.
2) „Przechodzę na zaplecze, rzucając czarną, na wpół pustą, torbę na niewielką, położoną obok szafek, ławkę”.
3) „Wciąż rozebrany do połowy, po treningu, mężczyzna stoi nade mną, wskazując palcem wprost w moją stronę”.
Grr! Inaczej nie da się tego skomentować. Przeczytaj te zdania na głos, oczywiście z wszystkimi tymi pauzami. Okropnie brzmi, prawda? Czasem warto pogadać do siebie, jeśli pomoże to zniwelować problem. Bez tego przecinków jak mrówków.
Dostrzegam u Ciebie wyraźny problem z poprawnym zapisem dialogów. Wypowiedź narratora, nieodnosząca się bezpośrednio do wypowiedzi bohatera, która ją poprzedza, nie może być rozpoczęta małą literą. U Ciebie jest to jeden z najczęściej występujących błędów. Bardzo proszę, zapoznaj się z tą notką: KLIK. Powinna rozwiać wszelkie wątpliwości. Jeśli nie, proszę śmiało pytać, z przyjemnością pomogę.
Zdarzały Ci się też powtórzenia. Pojedyncze słowa jestem w stanie zaakceptować, uderzyło mnie jednak zdublowane wyrażenie „spojrzał w moją stronę”. Takie pomyłki trzeba wykrywać, i to jak najszybciej, bo dają wrażenie, że autor niespecjalnie przejmuje się jakością tekstu i nie kłopocze się jego sprawdzeniem przed publikacją. Radzę to robić. I to bardzo dokładnie. Zawsze można kogoś poprosić lub wstukać odpowiednią frazę w Google. Sporadycznie popełniałaś pomyłki na tle językowym lub budowałaś pokraczny szyk zdania.
Szkoda, bo przez dwa główne typy błędów (przecinki i dialogi) punktacja gwałtownie leci w dół.

13/25


4. Ramki

Ramka „Ważne!” (blog powoli ożywa, o!), a niżej „Uwaga!”. Hm. Nie wystarczyłaby jedna? Podobnie z linkami: masz „Polecam” i „Czytam”. Ciągnie się toto w nieskończoność. Odnośniki do ocenialni mogłabyś spokojnie przenieść na podstronę. No właśnie, zajrzyjmy do menu.
Strona główna jak najbardziej przydatna.
O Autorce kilka ogólnikowych informacji, które sprowadzają się do tego, że „jesteś pisarką”. No dobrze.
O bohaterach bezsensowna podstrona, zwłaszcza że gify przedstawiają aktorów czy piosenkarzy. To ma wynikać z tekstu. A teraz główny bohater będzie mi się jawił jako seksowny Ian. Za co?
Biblioteka spis treści. Całe szczęście, że na to wpadłam. Szeroka jest wygodniejsza i praktyczniejsza.
Dalej dwa linki, odnośnik do LA i do spamownika. Taki miszmasz. Przydałoby się kilka zmian. Nigdzie nie znalazłam też informacji, o czym właściwie jest to opowiadanie. Szkoda, nawet krótki opis mógłby przyciągnąć potencjalnych czytelników (lub nie marnować czasu tym, którzy nie są zainteresowani tematyką).

3/5


5. Punkty dodatkowe

+ Za dbałość o bloga i kontakt z czytelnikami. 




Zdobyłaś 55/95 punktów
Ocena: przeciętny (3)



Powodzenia w szukaniu swojego pisarskiego „ja!”

9 komentarzy

  1. Dziękuję bardzo za ocenę mojego bloga. :)
    Postaram się odnieść do wszystkiego, co mi tu napisałaś, ale zrobię to dopiero po szesnastym września, bo niestety muszę się uczyć na poprawkę, a czas leci szybciej niż myślałam, że będzie. ;/

    Odpowiem jednak na jedno z Twoich pytań, to o dodatki. Nie napisałam o tym nigdzie (przyznaję, powinnam to zrobić), ale to jest saga Zasnute, która ma cztery tomy:

    Tom 1: Aaron i Lilly, wydarzenia przed prologiem
    Tom 2: Aaron i Lilly, wydarzenia po prologu
    Tom 3: Gero i Mara
    Tom 4: Sonia

    Ogólnie tak to wygląda, Aaron i Lilly mają dwa tomy, przed i po tym, co się stało w prologu, potem jest cały tom poświęcony Gero i Marze, a na końcu Soni, a te dodatki to jedynie fragmenty zaczerpnięte z dalszych tomów.
    Mam nadzieję, że w miarę nakreśliłam o co mi chodzi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz rozumiem, ale bez informacji o istnieniu podziału na tomy te dodatki są dla czytelnika nie lada zagadką. Polecam umieścić ową informację w widocznym miejscu, zwłaszcza że przeprowadzasz teraz zmiany na blogu.
      W porządku, rozumiem. Czekam cierpliwie. Powodzenia na poprawce. ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. A jednak chyba odpowiem Ci od razu. :)

    Nie znoszę wybierać adresu bloga. Dla mnie to po prostu katorga, bo nigdy nie wiem co będzie idealnie pasowało ( w końcu historia może się jeszcze zmienić!), no i brzmiało dobrze, dlatego kiedy tylko do głowy wpadło mi słowo „zasnute”, to wiedziałam, że tak musi zostać. Uwielbiam ten wyraz, daje tak wiele możliwości, nieprawdaż?
    Co do napisu na belce, to po prostu, gdy go wpisywałam, to moja klawiatura postanowiła dać taki a nie inny cudzysłów, a ja dałam zapisz i potem już tego w ogóle nie sprawdzałam, poprawię to jednak, dziękuję bardzo.
    Szablon nie jest mój, ja niestety nie potrafię robić takich rzeczy, więc szukam po różnych szabloniarniach i wybieram to, co mi się podoba i w sumie nie kłóci się z historią, dlatego tu nie napiszę nic.
    Będę punktować uwagi, dobra? Tak mi będzie łatwiej.

    1.
    „Odetchnęłam głęboko, od zawsze zakochana w tej specyficznej woni, gdy wokół ostatnie z liści, leniwie poruszane wiatrem, powolnie spadały ku ziemi”. — Jak pachną spadające liście? Chętnie się dowiem. Mogło chodzić Ci o zapach jesieni, ale w takim razie mogłaś ująć to inaczej.

    Chodziło mi o zapach, o którym wspominałam we wcześniejszym zdaniu.

    Zapach świeżo wilgotnej gleby przesiąkniętej ciepłym, jesiennym deszczem unosił się delikatnie nad polaną, kiedy ponownie stanęliśmy na wprost siebie. Odetchnęłam głęboko (…) <- o ten właśnie zapach mi chodziło.

    2.
    „Zrobiłbym wszystko — niski głos zadudnił dookoła, wprawiając moje ciało w dobrze mu znane, przyjemne drżenie. — Wszystko, by tego nie robić”. — Zrobiłbym wszystko, by tego nie robić. Trochę masełko. <- nigdy nie zdarzyło Ci się powiedzieć czegoś, co potem uznałaś za masełko? Mi się zdarzyło, często nawet.

    3. „Niestety byłam przekonana, iż bez względu na to, jaką decyzję podejmę, nie zmienię już tego, co się wydarzy”. Odkrywcze. <- to są jej myśli, to normalne, że mogą brzmieć głupio lub stwierdzać oczywistości, zapytam ponownie, nigdy Ci się coś takiego nie zdarzyło?

    4.
    „Znów westchnęłam, ciężej tak myślę, a może jednak lżej?” — Ciężej tak myślę? To bez sensu, nie wspominając już, że stanowi pomieszanie czasów. <- czemu bez sensu?

    5.
    „Pogłębiające troską bruzdy zapewne ponownie przecinały czoło i zbledniałą bliznę (...)” — Pogłębiające troską bruzdy? Chodziło Ci zapewne o to, że troska te bruzdy pogłębiała, natomiast z zapisu wyszło, że to bruzdy coś pogłębiają... tylko co? <- „pogłębione” miało być. Mój błąd.

    OdpowiedzUsuń
  3. 6.
    „(...) gdy ślady przeszłości niestrudzenie nacierały na zmęczony wszystkim umysł”. — Zmęczony wszystkim umysł? <- yep.

    7.
    „Zesztywniałe palce nieprawnie pocierały wychłodzoną skórę”. O mój Boże. Pocieranie skóry palcami jest niezgodne z prawem. <- powinnam dodać „skórę ramion”, ale chyba próbowałam uniknąć powtórzenia.

    8.
    „Przestańcie tak na mnie patrzeć” to najlepsza wypowiedź Lilly w tym opowiadaniu. Dziołszka nabiera charakteru. <- w tym momencie na moich ustach pojawił się ogromny uśmiech!

    9.
    Swoją drogą, to całkiem zastanawiające, że po tym wszystkim dziewczyna mieszka sama. Powiedziałabym raczej, że naturalną reakcją jej bliskich byłaby chęć bycia przy niej. Ktoś, kto tyle przeżył, nie powinien przecież zostawać sam. Nawet nie patrząc na możliwość napadu — chociaż, jak widać, to całkiem realne — ale na jej stan psychiczny. <- nie bez przyczyny we wcześniejszym rozdziale Lilly mówi, że została już całkowicie sama (po śmierci rodziców.) Ona nie ma nikogo, jedynie służbę.

    10.
    Ale ten motyw z kontrolowaniem oddechu naprawdę Ci wyszedł. Nie wpadłabym na coś takiego, mimo że to oczywiste zastosowanie żywiołu powietrza. <- dziękuję bardzo, to jeden z moich ulubionych fragmentów.

    OdpowiedzUsuń
  4. 11.
    „Skierowałem kroki w stronę Aarona”. — Skąd wiedział, gdzie iść? Aaron był przecież w domu Mary, a ta zapomniała o tym wspomnieć. <- musiałaś nie doczytać, bo napisałam wcześniej:
    „— Aaron cię potrzebuje — odwróciłam twarz, nie mogąc znieść pełnego bólu i nadziei wzroku. — Jest w moim mieszkaniu.”

    12.
    Okropnie użalają się nad losem Lilly. Rozumiem, że to, co przeżyła, jest straszne, ale miliony ludzi przeżywało lub przeżywa podobne sytuacje. Zachowują się, jakby nie znali życia i pierwszy raz mieli styczność z ludzkim cierpieniem. <- właśnie chodzi o coś całkowicie odwrotnego, oni znają cierpienie za dobrze i wiedzą do czego może doprowadzić (nie będę spojlerować), dlatego jest im jej tak żal.

    13.
    „Jeszcze nie tak dawno nieprzytomna dziewczyna obserwowała nas zaszklonymi, śpiącymi oczyma”. — Gdy ktoś jest nieprzytomny, ma zamknięte oczy, jak więc może się w kogokolwiek wpatrywać? <- tam jest „jeszcze nie tak dawno nieprzytomna”, czyli, że była nieprzytomna, ale się obudziła, możliwe, że źle to opisałam.

    14.
    „Potrzebuję czasu, a jak na razie nikt wokół nie chce mi go dać!” — Matuchno, czemu nagle zaczęła krzyczeć? <- widocznie, nie mogła już tego wszystkiego znieść.

    15.
    Znów pojawia się ten patos. Wszyscy są tak strasznie przejęci losem tej dziewczyny, że to aż nieprawdopodobne. Jeszcze niedawno krzyczeli na Aarona, że nawiązał z nią kontakt. <- to samo co w dwunastce.

    16.
    Oho, dalej mamy fragment oznaczony jako „dodatek walentynkowy”. Sugerujesz w ten sposób, że powstał specjalnie z tej okazji, ale w zasadzie mógłby nie istnieć, bo nie jest ważny dla fabuły? Odniosłam inne wrażenie po jego przeczytaniu. <- nie, jedynie stwierdzam, że postanowiłam go dodać ze względu na walentynki.


    17.
    Całkiem to romantyczne, chociaż nie do końca rozumiem, w jaki sposób oni wtedy się kochali i w jaki trójkąt zaplątała się Mara. <- to jest cholernie zaplątane.

    18.
    „Nic nie wskazywało na zbliżającą się bardziej każdego kolejnego dnia zimę, gdyby nie opadłe wokół liście, mogłabym nawet pomyśleć, że jesień postanowiła ominąć to miejsce”. — Przed chwilą twierdziła, że czuła zapowiadającą mróz zimę. <- ta wypowiedź z zapowiadającą mróz zimą to słowa Soni, a tutaj mówi już Lilly, która jest przy Aaronie, który kontroluje wiatr, może przytoczę wcześniejszą część:

    „Ciepły, ospały wiatr otaczał nas, pieszcząc delikatnie skórę. Nic nie wskazywało (…) <- ponieważ piszę jako Lilly, to nie mogę stwierdzić, że Aaron specjalnie tworzy wokół niej ciepłe powietrze (boszzz, jak to brzmi dziwnie…), ale chodzi o to, że ona czuje otaczające ją ciepło przez Aarona.

    19.
    „Przez krótką chwilę wydaję mi się, że jego tęczówki są popielate, a wręcz alabastrowe”. — Przecież to są dwa różne kolory. <- mam problem z napisaniem o co mi tu konkretnie chodzi, a raczej z wytłumaczeniem tego.

    20.
    „Tyle śmierci…” — Całkiem zabawne brzmienie, zupełnie jakby śmierć była rzeczownikiem policzalnym. Występuje tutaj w charakterze synonimu do słowa „zgon”? <- yep, tyle śmierci czyli tyle martwych ludzi, tyle ciał, tyle… itp. Itd.

    21.
    „Tak cicho. W uszach, niczym echo odbija się ta cisza". — O co chodzi z tym pogrubieniem? <- musi tu być! Wymysł autorki.

    OdpowiedzUsuń

  5. 22.
    „(...) nadziewając jeden z paliczków palca na ostrą gałąź”. — A paliczki gdzie jeszcze mamy?
    „A potem widzę ich w snach, takich dobrych i kochających i...” — W dobrych i kochających snach?
    Eee, co jest? Znów ten fragment z morską wodą w jeziorze i ciszą, tą ciszą... Czy to naprawdę konieczne, by powielać tę część tekstu? Dość sztuczny efekt, można było po prostu zrobić kontynuację. <- musi być, w końcu śni jej się ten sam sen, nie może być nagle jego kontynuacja, bo ona nie śni od miejsca, w którym została wcześniej obudzona, ale od samego początku.

    23.

    Równie dobrze mogłaś zastosować narrację trzecioosobową. <- bardzo poważnie wezmę sobie te słowa do serca, jest duże prawdopodobieństwo, że zmienię narrację, bo zgadzam się z tobą w tej kwestii.

    24.
    Tym bardziej zastanawiam się, po co Ci zakładka z postaciami. Naprawdę świetnie sobie radzisz z ich kreacją, nie potrzebujesz gifów i zdjęć przestawiających postaci z „The Vampire Diaries" i innych takich. <- zakładka do usunięcia (mi też się nie podobała)

    25.
    A, i bardzo ładnie proszę (Dafni — głos narodu), nie gniewaj się na wcięcia w akapitach. To bardzo dobre stworki są. I jakie ładne! <- postaram się!
    26.
    Kilka miesięcy wcześniej,
    — Czemu z przecinkiem? <- sama nie wiem ;/

    27.

    W tym momencie, wpatrzona w pokrytą złotem tarczę zastanawiałam się, kiedy zaczęłam patrzeć na naszą spuściznę w tak samolubny sposób?
    — To nie jest pytanie, tylko zdanie oznajmujące. <- tylko, że ja chciałam mieć tu pytanie, nie wiem czy np. użycie dwukropka po „Zastanawiałam się”, mogłoby z tego zrobić pytanie ( z tego „kiedy zaczęłam…”)

    28.

    (...) otoczona drobnymi, śnieżnymi stokrotkami i makiem.
    — Pierdyliard stokrotek i jeden mak, mam rozumieć? <- znów mnie rozbawiłaś

    29.

    — No bierz ją bohaterze, trzeba ją przenieść na zewnątrz.
    — No bierz ją, bohaterze. Całkiem komicznie to brzmi. Ją, ją — powtórzenie. <- nigdy nie rozumiałam tego patrzenia na powtórzenia przy wypowiedziach, przecież ktoś to mówi! Nigdy nie powtarzałaś jakichś słów, kiedy z kimś rozmawiałaś?

    30.

    — Złośliwie — mruknąłem z krzywym uśmiechem.
    — A nie „złośliwe”? W znaczeniu: „To było złośliwe”. <- nie, ma być złośliwie.

    31.

    Ostrożnie wyciągnęłam z niej (torebki) niewielki pakunek i przez pewien czas obracałam go w dłoniach.
    — To dlaczego od razu nie napisałaś, że z torebki? <- próbowałam jakoś ominąć powtórzenie xD

    32.

    Ta osoba, ten człowiek w jakiś dziwny, niezrozumiały sposób sprawił (...)
    — Bo to wcale nie tak, że człowiek i osoba to synonimy. Skądże znowu! <- to są jej myśli!

    33.

    Rozdział Ósmy będzie zmieniany!
    — Czym rozdział ósmy zasłużył sobie na zapis wielką literą? <- zawsze tak piszę: Rozdział Pierwszy, Rozdział Drugi itp. Itd.

    34.

    A teraz przyznam się do czegoś. Jeśli chodzi o interpunkcję, to całkowicie to inaczej wygląda, kiedy jestem tuż po napisaniu rozdziału, a potem zaczynam czytać i sprawdzać i wyszukiwać w Internecie jakieś strony żeby mi pomogły sprawdzić czy mam wszystko dobrze i zaczyna się wielkie poprawianie, ale chyba z tego zrezygnuję xD

    35.

    Dostrzegam u Ciebie wyraźny problem z poprawnym zapisem dialogów. <- wiem, bo kiedy szybko piszę, to w ogóle nie patrzę na to, czy ma być kropka i od wielkiej litery, czy jednak nie a potem po prostu mi się nie chce tego poprawiać…

    36.

    Ramka „Ważne!” (blog powoli ożywa, o!), a niżej „Uwaga!”. Hm. Nie wystarczyłaby jedna? Podobnie z linkami: masz „Polecam” i „Czytam”. Ciągnie się toto w nieskończoność. <- tak ma być, tego nie zmienię.

    37.

    Nigdzie nie znalazłam też informacji, o czym właściwie jest to opowiadanie. Szkoda, nawet krótki opis mógłby przyciągnąć potencjalnych czytelników (lub nie marnować czasu tym, którzy nie są zainteresowani tematyką). <- pojawi się!


    Dziękuję bardzo za ocenę mojego bloga i poświęcony czas! Pozdrawiam cieplutko i lecę się uczyć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, według mnie dodatkowo nadaje się na adres. Znam ten ból, też nie lubię wymyślać tytułów. A klawiatury takie już spaczone są, że nam podrzucają złe znaczki, tak samo jak dywizy zamiast myślników i półpauz. Cóż.
      2. Zdarzyło, na pewno. Od razu tutaj odniosę się do edytowania dialogów. Owszem, to trochę kwestia sporna, ludzie potrafią różne rzeczy mówić. "Jej, jej" nie rzuca się tak w oczy, masełko trochę bardziej.
      3. Ona jest tutaj narratorem, raz myśli, raz stwierdza fakty, raz przedstawia dane sytuacje. Tak czy owak, odkrywcza ta Lilly, no :D
      4. No bo to brzmi głupio. Ciężej tak myślę. Może "jak myślę" albo "odrobinę lżej", po co to całe "tak myślę"? Przez to brzmi, jakby nie westchnęła ciężej/lżej, tylko w ten sposób myślała.
      6. No ale czym wszystkim? Cały uniwersum? Kosmosem? Układem Słonecznym? Czym jest to "wszystko"?
      8. Miło to czytać :D
      9. No tak, ale że też Edzio wcześniej nie wpadł na to, by kogoś jej tu przytaraskać...
      10. Bardzo proszę, zgadzam się z opinią.
      11. Jeśli tak było, to przepraszam, mój błąd.
      12. Ok, czyli widocznie ta część ich charakteru wyjaśni się w przyszłych rozdziałach, po prostu na razie ta troska wobec obcego jest tak dziwna i altruistyczna, że aż niewiarygodna.
      14. Rozumiem, po prostu w tym miejscu wykrzyknik jakoś mi nie pasował.
      16. Tego się domyśliłam, nie chodzi o samo słowo "walentynkowy", bardziej o samo istnienie dodatków. Później się przekonałam, że jest ich więcej (co potem skomentowałam w podsumowaniu).
      17. Właśnie widzę.
      19. No bo alabaster jest jaśniutki, a popiel to już w szarość wchodzi... Hm. Ja tym bardziej nie wiem :<
      21. Ale... no... czemu? :D Nie widzę potrzeby, powtórzenie tego słowa i tak zwraca uwagę.
      22. Zacytowałaś te fragmenty oceny:
      „(...) nadziewając jeden z paliczków palca na ostrą gałąź”. — A paliczki gdzie jeszcze mamy?
      „A potem widzę ich w snach, takich dobrych i kochających i...” — W dobrych i kochających snach?
      Mimo to nie skomentowałaś ich w żaden sposób. Coś z nimi nie tak?
      23. Bardzo mnie to cieszy, bo chyba rzeczywiście byłoby praktyczniej.
      24. Jak wyżej, z tym że nie tyle praktyczniej, co po prostu... nie wiem, lepiej. :D
      26. To ma sens :D:D
      27. Może po prostu "I wciąż zadawałam sobie to samo pytanie", po czym dajemy dwukropeczek i przytaczamy owo pytanie?
      28. Heh. ^^
      29. Naturalnie. Po prostu naprawdę komicznie brzmi, a jak się to powieli, to jeszcze bardziej. :D Z drugiej strony całkiem to ciekawy zabieg.
      30. Dobrze, Szefie.
      31. I w efekcie i tak się pojawiło, logiczne :D
      32. No ale... kurde... Nie wiem, jak ja myślę, to nie mam potrzeby do jakiegoś słowa dobierać synonimu... Może jestem dziwna :D
      33. Ale czemu? XD To bez sensu. Liczebnik porządkowy, nic więcej.
      34. Szukanie podpowiedzi w internecie to dobry sposób na poprawę rozdziału, ale chyba na jakieś dziwne strony wchodzisz, skoro czasem wrzucasz te przecinki gdzie popadnie :D
      35. Aww, jakie nie chce? Nie chce widzieć "nie chce mi się"! Dialogi to diabelnie ważna rzecz.
      36. I znów: dobrze, Szefie. Nawet jeśli to trochę mija się z celem. Twój zamysł, Twój blog i Twoja sprawa.
      37. O, to dobrze.

      Bardzo proszę, cała przyjemność po mojej strony. Pozdrawiam i jeszcze raz życzę powodzenia! ^^

      Usuń
  6. 6. Wszystkim czyli śmiercią rodziców, wypadkiem, problemami z pamięcią, takim jej osobistym wszystkim :)

    9. Chyba dlatego, że nigdy wcześniej nikt nie próbował ich w żaden sposób skrzywdzić, więc Edzio chyba automatycznie założył, że tak będzie nadal.
    12. Wiem, że tak to wygląda i w sumie to dobrze, im bardziej ta ich troska będzie pokazana tym lepiej dla mnie (nie będę spojlerować xD)
    19. O to chodziło, że jego oczy jakby przybierały to popiel to jaśniejszy alabaster i ona nie wiedziała co się dzieje, źle to opisałam po prostu.
    21. To musi mieć jak największy wydźwięk, ta cisza w tym jej całym śnie, którego kompletnie nie rozumie.
    22. Za dużo sobie skopiowałam i dopiero jak dodałam komentarz, to to zauważyłam. Przepraszam :D
    27. Takie proste rozwiązanie a ja kluczyłam...
    31. Ale w nawiasie, czyli niby jest a jednak go nie ma xD
    32. Tu przede wszystkim jest pokazane jak wiele wkładam z siebie w moich bohaterów. Często jak o czymś myślę, to właśnie używam synonimów, jak np. właśnie ta osoba, ten człowiek... <- w sumie nie mam pojęcia dlaczego tak robię -.-
    33. Z czysto wizualnego powodu, tak mi się bardziej podoba, nie znoszę kiedy ktoś ma napisane "Rozdział pierwszy" lub "rozdział pierwszy" <- bleh!
    34. Dam sobie z tym spokój po prostu, będę czytać na głos i zobaczę jak brzmi lepiej, bo inaczej to się pogrążę w tym interpunkcyjnym dole.
    35. Hahahah, czułam, że usłyszę coś takiego! Wiem, wiem, przepraszam. :)
    36. To mi naprawdę dużo ułatwia, choć pewnie zabawnie to brzmi, skoro zwiększam sobie jedynie ilość dodatków. :)

    Tak w ogóle to przypomniałam sobie o jednej sprawie. Chciałam zapytać o długość rozdziałów, jako czytelniczka ( w końcu przeczytałaś rozdziały) masz pewnie o tym jakąś opinię, a ja ją z chęcią poznam. Powinny być dłuższe, krótsze czy może jednak jest ok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 6. Okej, to po prostu nie wynika z fragmentu i samo "wszystko" brzmi dziwnie.
      9. Bardzo możliwe.
      12. Okej, cierpliwości w takim razie.
      21. Ale no... po co pogrubiać... Dobra, nie dogadamy się ;D
      22. Nie szkodzi, myślałam po prostu, że masz jakieś uwagi, których zapomniałaś dopisać.
      27. Heh, czasem tak bywa. :)
      31. No ale ten nawias to jak w Biblii XD
      32. Ja tym bardziej :D
      33. Ale "Rozdział pierwszy" jest poprawnie :C
      34. U Ciebie głównie o to chodzi, że robisz wtrącenia tam, gdzie wtrąceń nie ma. Dlatego takie czytanie na głos może się przydać, bo będziesz wiedziała, w którym miejscu mimowolnie robisz pauzy, a w którym brzmią one nienaturalnie.
      35. :D

      Ważne, by miały podobną długość. U Ciebie było to 9-13 stron w Wordzie. Różnica niby nieduża, ale między 9 a 13 jakaś tam jednak się pojawia, głównie przez dodatki. Moim zdaniem tyle wystarczy, jest akurat. Zdążyłam wczuć się w akcję, nie zdążyłam się znużyć.

      Usuń

Aktualności

Blogi zgłoszone w 2016: 2
Znajdź nas na Fejsie – KLIK
Szablon stworzony przez Agatę

Archiwum

© Design by Agata from Król Trefl & WioskaSzablonów
Script ScrollToTop | Icons made by Freepik from www.flaticon.com is licensed by CC 3.0 BY.